Prawo pierwokąpieli
Józef Kardynał Glemp cieszy się świetnym zdrowiem m.
in. dzięki kuracjom w Busku Zdroju (chociaż podobno
trochę popuszcza...). Za sprawą tych prymasowskich,
zdrowotnych kąpieli, tryskają wigorem całe zastępy
wiernych!
W najstarszym budynku uzdrowiska Busko Zdrój – znanym
i ekskluzywnym sanatorium „Marconi”, jest częstym
gościem. Czeka na niego mnóstwo ludzi. Prymas –
prawdziwy HIT uzdrowiska!
ON przyjeżdża tu, by zażyć kąpieli w (chronionym
tajemnicą technologiczną) jakimś roztworze siarki.
Ona, ta siarka, pełni wszak w nauczaniu Kościoła
istotną rolę. Najbardziej cenne dla bezcennego
przecież zdrowia jest poznanie daty przyjazdu
świątobliwego męża. Z najwyższą niecierpliwością czeka
więc stale kilkadziesiąt pań, które skłonne są za tę
wiadomość zapłacić każde pieniądze.
A czemuż to? A temuż, że owe damy robią wszystko, aby
przyjechać do Buska w tym samym terminie co kardynał.
Potem warują pod drzwiami gabinetu, gdzie ON pluszcze
się w wannie (w pieszczocie pian...).
Licytacja zaczyna się, nim zdąży osuszyć swe pół
boskie a pół ludzkie ciało. Chodzi o
prawo „pierwokąpieli” po prymasie – kosztuje ono
sporo. Prawo „drugokąpieli” można już kupić za dobry
koniak. Taniocha!
Wprawdzie sanatoryjne przepisy BHP zabraniają
wpuszczania do tej samej kąpieli kolejnych amatorów,
ale przecież ordynarne spuszczenie w kanał roztworu
świętych olejów i błogosławionego potu byłoby stratą
niepowetowaną i, rzecz prosta, zwykłym marnotrawstwem.
Nawet gdy eminencja trochę popuści, to bakteriobójcze
działanie siarki załatwia sprawę. A zresztą – bądźmy
szczerzy – czyż prymasowskie siki już same w sobie nie
są święte? Nie wiemy też, jak siarka działa na małe,
ogoniaste żyjątka, które nawet męskość glempowa
powinna produkować. Na wszelki wypadek można by choć
raz zrobić słabszy roztwór, a wtedy... kto wie, może
Pan Bóg pobłogosławi w kąpieli niepokalanym poczęciem!
Rozmodlone panie (z dziennikarskiego obowiązku
dodajmy, że określane są przez niewiernych
pensjonariuszy niesłusznym mianem „zidiociałych
dewotek”

, zawiązały nieformalny komitet czcicielek
glempowych popłuczyn, którego zadaniem jest m.in.
pilnowanie kolejki do Glempowego Zdroju – źródła łask
wszelakich.
Teraz, już jako niemal legalna organizacja, wystąpiły
do zdumionych członkiń personelu sanatorium „Marconi”
z bardzo interesującą inicjatywą. Chodzi o to, by
kąpano GO w większej wannie (ekstremistki przebąkują
nawet o basenie). Ponieważ wciąż świętokradztwem
byłoby wylewanie do ścieków siarkowego roztworu z
Glempa, nawet po wymoczeniu w nim choćby 50 pań,
kobitki wymyśliły, by zużyty roztwór przelewać na
koniec do butelek. „Święta woda” z Buska Zdroju
sprzedawana w parafiach całego Katolandu łacno
wspomoże budowę Świątyni Glempowej Opatrzności!
No i mamy kolejną relikwię... pierwsze jednak
były „siki świętej Weroniki”. Anna Tarczyńska
Marek Szenborn
PS – Jaja sobie robicie, wszak to nawet w Polsce nie
jest możliwe! – zakrzyknie ten i ów Czytelnik „FiM”.
Nic podobnego! Otóż opisaliśmy (co prawda żartobliwie)
NAJŚWIĘTSZĄ prawdę.
B. Sawa