Dodaj do ulubionych

Kolejny wątek o.....dwa w jednym

02.11.03, 18:14
ten wątek dedykuję Gini

....jak napiszę, że kolejny wątek o religii, to i tak nie uniknę zarzutu, że
kolejny o żydach smile

ale nie!
nie tym razem, bo zacznę od buddyzmu smile
wprawiłam swego czasu w pewne zawirowanie myślowe Gini (i nie tylko), kiedy
podałam, że zmieniłam opcję religijną i zostałam buddystką. uwierzyła czy
nie, to nie ma znaczenia, ale co zrobić by z buddystki d_nutki znowu uczynić
żydówkę?
chyba kłopot, bo o ile już się zdążyłam zorientować to buddyści nie
klasyfikują ludzi wg innych religii i innych państwowość w taki sposób, że
jak ktoś chce wejść na drogę buddyzmu to jakakolwiek jego przeszłość narodowo-
religijna ma jakiekolwiek znaczenie.

ale przy okazji przyszedł mi pomysł na pewien test-zabawę pod hasłem
„Jaka religia jest najbardziej przyjazna OBCYM”

wielu mówi, że buddyzm nie jest religią, tylko pewną filozofią życiową.
tyle co ja zdążyłam się zapoznać z tematem to wg mnie buddyzm jest i jednym i
drugim.
bo jeśli filozofia, czyli umysł, prowadzi (takie jest też założenie buddyzmu)
do odkrycia doznań ze sfery DUCHA, to jest już też mowa o religii.

a test-zabawa ma polegać na tym, by odpowiedzieć na pytanie”:

„WYZNAWCĄ JAKIEJ RELIGII ZOSTAĆ NAJŁATWIEJ”

z moich , z konieczności ograniczonych, obserwacji wynika, że w Polsce
najłatwiej jest zostać NIEPRAKTYKUJĄCYM KATOLIKIEM oraz ATEISTĄ.

jeszcze się zastanawiam, czy niepraktykującego katolika nie zaliczyć do
podgrupy ateistów, bo według mojej wiedzy, to obydwie grupy bywają w Kościele
tylko z okazji wyjątkowych świąt i okoliczności i obydwie grupy
(niepraktykujący i ateiści) w kościele zachowują się podobnie żeby nie
powiedzieć iż tak samo.
czyli wniosek mój jest taki, że niepraktykujący katolicy i ateiści tak samo
łatwo zaliczają się do grup religijnych o przeciwstawnej tylko z pozoru
nazwie.
ateista wprawdzie twierdzi, że bardzo musiał się napracować aby zostać w
Polsce ateistą(sam przeciw całej rodzinie nieraz) a ponadto ile trzeba było
przeczytać naukowych książek by do ateizmu dojść samodzielnie i wbrew
przyjętemu chrztu!

a buddysta?
ten to dopiero musi się namedytować!
i nie wystarczy raz a dobrze!
trzeba cały czas, już całe życie!
stopień po stopieńku!
wtajemniczenie za wtajemniczeniem!
i nie ma „zmiłuj się”!
nikt się nie zmiłuje
Budda tego nie obiecuje

no to czas zabawę zacząć
miłych doznań życzę
d_nutka

Obserwuj wątek
    • Gość: Wqrwiony2 [...] IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 02.11.03, 18:16
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • d_nutka Re: Czy nie aby chłopca ci trza? Nudzisz się! 02.11.03, 19:05
        Dobry "chłop" nigdy nie jest zły i zawsze mile widziany smile
        a póki co to się z wami bawię
        czy to cię "wqurwiło"?
        że mi humor dopisuje smile?
        wqurwiaj się dalej
        a którą flankę reprezentujesz?
        d_nutka
        • gini Re:Danka co ja mam zrobic 03.11.03, 01:23
          Jest taki Zyd , buyddysta mieszka w Canadzie spiewa przepieknie Leonard Cohen
          sie nazywa.
          Jako Polka powinnam nienawidzic wszystkiego co rosyjskie, a uwielbiam Puszkina,
          Tolstoja i Wysockiego.
          Zastanawiam sie czasem jak sie klocisz z Miriam to , ktora z Was jest
          antysemitka.
          Co Ci moge napisac, napisze Ci, ze ja Polka mam w kuchni zawsze warkocze
          czosnku.(To pomaga w zwalczaniu wampirow i nie tylko)
          Scampies w sosie czosnkowym sa mniam, mniam, .

          • d_nutka Re:Danka co ja mam zrobic 03.11.03, 06:45
            gini napisała:

            > Jest taki Zyd , buyddysta mieszka w Canadzie spiewa przepieknie Leonard Cohen
            > sie nazywa.
            > Jako Polka powinnam nienawidzic wszystkiego co rosyjskie, a uwielbiam
            Puszkina,
            >
            > Tolstoja i Wysockiego.
            > Zastanawiam sie czasem jak sie klocisz z Miriam to , ktora z Was jest
            > antysemitka.
            > Co Ci moge napisac, napisze Ci, ze ja Polka mam w kuchni zawsze warkocze
            > czosnku.(To pomaga w zwalczaniu wampirow i nie tylko)
            > Scampies w sosie czosnkowym sa mniam, mniam, .
            >

            nie na temat

            poczytaj jeszcze raz nie tylko dedykację
            a potem jeszcze raz i jeszcze raz, a jak zrozumiesz to napisz
            KONIECZNIE NA TEMAT TESTU
            d_
      • breslau1 Re: Czy nie aby chłopca ci trza? Nudzisz się! 04.11.03, 18:51
        a może tobie wqrwiony2...co umysł ci nie nadąża?

        pacynka-breslau1
    • Gość: lesio Re: Kolejny wątek o.....dwa w jednym IP: 207.157.122.* 03.11.03, 18:26
      Zadna religia nie jest przyjazna obcym. Co najwyzej moze twierdzic, ze ich
      toleruje, czego na ogol nie potwierdzaja fakty.
      W Twoim tescie-zabawie brakuje wstepnych zalozen: wszystko zalezy od czlowieka
      i jego otoczenia. Np. w polsce, osoba z przecietnej rodziny, o przecietnym
      intelekcie i przecietnym dochodzie ma najwieksze szanse zostac rzymskim
      katolikiem, czesciej praktykujacym niz nie, chocby z powodu presji spolecznej.
      W Indiach ... ? W Chinach ...? W USA ...?
      • d_nutka Re: Kolejny wątek o.....dwa w jednym 04.11.03, 07:11
        Gość portalu: lesio napisał(a):

        > Zadna religia nie jest przyjazna obcym. Co najwyzej moze twierdzic, ze ich
        > toleruje, czego na ogol nie potwierdzaja fakty.
        > W Twoim tescie-zabawie brakuje wstepnych zalozen: wszystko zalezy od
        czlowieka
        > i jego otoczenia. Np. w polsce, osoba z przecietnej rodziny, o przecietnym
        > intelekcie i przecietnym dochodzie ma najwieksze szanse zostac rzymskim
        > katolikiem, czesciej praktykujacym niz nie, chocby z powodu presji
        spolecznej.
        > W Indiach ... ? W Chinach ...? W USA ...?

        Lesio
        wątek z założenia (ukrytego wprawdzie) przeznaczony jest dla osób raczej
        nieprzeciętnych chociazby dlatego, ze tzw. sacrum (w ujeciu
        przeciętnosci) "włączone" zostało w temat zabarwiony zabawą.
        z moich doświadczeń z innymi wynika, że TYLKO osoby nieprzecietne potrafią w
        tym temacie (innych też0 balansować tak, by mówić to co myślą i uważają
        jednocześnie nie przekraczając pewnych granic, których przekroczyć już nie
        powinno się.
        na forum mamy przykład jednej osoby, która regularnie, przynajmniej raz w
        miesiącu, tą niewidzialną granicę przekracza.

        życzę miłej zabawy na poważnie lub poważnie, ale nie na "krzyżu"
        d_nutka
    • Gość: pamawa Re: Kolejny wątek o.....dwa w jednym IP: *.infonet.gze.pl 03.11.03, 23:22
      Droga Danutko. Pozwalam sobie na zabranie glosu i przekazanie kilku mysli.
      1.Czy sa wierzacymi katolicy niepraktykujacy?
      Teoretycznie sa... ale tylko teoretycznie. Podobnie jak w realnym socjalizmie
      byla demokracja, wolnosc, wladza ludu, ekonomia itd.
      2.Katolicyzm, jak kazda praktyczna wiara wymaga zaangazowania. Nie da sie byc
      tylko obserwatorem. Inni moga w tym przeszkadzac lub pomagac - reszta zalezy od
      nas samych. Jest to jedna z trudniejszych religii (wyznan), ktore poznalem i
      streszcza sie w skrocie: bedziesz milowal pana Boga swego ze wszystkich sil
      swoich, z calego serca swego a blizniego swego jak siebie samego. Poprzeczka
      postawiona jest wiec bardzo wysoko, wydaje sie, ze wrecz nie do przeskoczenia.
      Najciekawsza jest w tym hierarchia wartosci. Bardziej licza sie sprawy
      blizniego, stad wiele przykladow odkrywania obecnosci Chrystusa przez jego
      uczniow (rowniez tych wspolczesnych) w potrzebujacym czlowieku. W skrocie:
      wiara bez uczynkow martwa jest.
      Ktos kto uwaza sie za katolika a tylko zewnetrznie uczestniczy w (tym) Kosciele
      lub jest niepraktykujacym ogranicza dobrowolnie swoje mozliwosci zbawienia
      przez (ten) Kosciol.
      Ten kto wchodzi glebiej szanse te powieksza. Pewnosci tego za same tylko
      chodzenie, sluchanie, stanie lub siedzenie czy inne zaslugi, majetnosci i
      pozycje spoleczna nikt nikomu nie moze zagwarantowac.
      Przypuszczam, ze podobnie wyglada sytuacja w kazdej wierze, w ktorej wystepuje
      kontakt osobowy i relacja bezposrednia.
      3.Ostatnio uslyszalem interesujacy przyklad waznosci wykroczen -
      najpowazniejsze z nich dotyczyly relacji wobec blizniego a nie przykazan wobec
      samego Boga czy kosciola. Byly wsrod nich m.in. obmowa, oszczerstwo, plotka.
      Poparte bylo to nastepujacym obrazem. Ktos kto naruszyl powyzsze reguly
      przyszedl sie z tego wyspowiadac. Gdy zapytal, czy otrzyma rozgrzeszenie
      uslyszal, ze oczywiscie tak. Musi tylko najpierw znalezc w domu jakas stara
      poduszke z pierza, naciac ja i wytrzepac na wietrze. Nastepnie przyjsc po
      tygodniu a wtedy dowie sie reszty. I tak sie tez stalo. Przychodzi wiec
      ponownie i z zaciekawieniem pyta - czy to juz wszystko? W odpowiedzi slyszy - a
      teraz idz i pozbieraj cale pierze z powrotem.
      Elementem naprawy zla jest wiec zadoscuczynienie. Tylko czy da sie pozbierac
      rozwiane pierze obmowy, oszczerstwa i plotki?
      Reasumujac- nie ma katolikow praktykujacych i niepraktykujach. albo sie jest
      katolikiem (nawet szukajacym i bladzacym) albo nie.
      4. Znane jest zjawisko niewierzacych praktykujacych. Jedni czynia to z powodow
      tradycji inni np. ze wzgledow rodzinnych czy kulturowych.
      5. W Polsce jak i w innych krajach kosciol dominujacy ma pewne z tego tytulu
      przywileje ale nie sa one porownywalne z religiami lub kosciolami rzeczywiscie
      panstwowymi. Przywileje te o ile wystepuja to wynikaja bardziej ze wzgledow
      nieformalnych.
      Prawie wszyscy w Polsce slyszeli o konkordacie,tj. umowie miedzy panstwem
      watykanskim a panstwem polskim. Juz mniej osob kiedykolwiek czytalo w calosci
      ten dokument. A juz malo kto slyszal lub przeczytal uregulowania prawne, dajace
      nie mniejsze prawa i przywileje innym liczacym sie wyznaniom np. prawoslawnemu,
      protestanckim czy gminom zydowskim. Jak trzeba mozemy kiedys ten temat poglebic
      bardziej.
      6. Pozornie wiec najlatwiej zostac wyznawca religii dominujacej (obejmujacej
      wiekszosc mieszkancow). Presja wiekszosci i mozliwosc wtopienia sie w tlo ma
      swoje jednak takze wady. Moze objawiac sie to kosztem samej jakosci zycia
      religijnego, sformalizowaniem i a nawet tylko forma zewnetrzna. Czyli wracamy
      do pkt.1 rozwazan, ktory mozemy z duza pewnoscia odniesc do kazdego wyznania.
      Problemy powyzsze dotykaja co ciekawe takze ludzi niewierzacych: ateistow lub
      wojujacych (anty) ateistow. Przyklad tego mielismy w PRL-u a jeszcze bardziej w
      takich krajach jak NRD, Czechoslowacja nie mowiac o ZSRR. Tam byla juz
      prawdziwa religia bez boga, z calym tego ceremonialem i silowym wrecz
      nawracaniem na ateizm.
      Moda na ateizm w niektorych srodowiskach bynajmniej nie zanikla. W niektorych
      srodowiskach tzw. lewicy europejskiej jest wrecz wyznacznikiem nowoczesnosci.
      To tez jest presja otoczenia.
      7. Wracajac do Polski. Nie ma chyba jakiejs prostej odpowiedzi. Sa liczne
      srodowiska, gdzie wiekszosc osob jest niewierzaca (niepraktykujaca) i nie robi
      to na nikim juz specjalnego wrazenia. Problem wiec staje sie przede wszystkim
      indywidualnym wyborem kazdego z nas - nie czy byc religijnym, ale jezeli juz to
      bardziej - dlaczego, jak i w co wierzyc.
      Ale to juz jest odrebna sprawa.
      Pozdrawiam.

    • balzer Re: Kolejny wątek o.....dwa w jednym 03.11.03, 23:29
      Jak dla mnie buddyzm to najzdrowsza religia, nie ma tam oszołomstwa i fanatyzmu.
      • d_nutka Re: Kolejny wątek o.....dwa w jednym 04.11.03, 07:12
        balzer napisał:

        > Jak dla mnie buddyzm to najzdrowsza religia, nie ma tam oszołomstwa i
        fanatyzmu
        > .

        balzer
        jeśli ktoś z buddyzmu robi religię, to już przestaje być ona zdrowa, nawet w
        buddyzmie

        d-
    • Gość: doku Z tej strony Cię nie znałem IP: *.chello.pl 04.11.03, 22:25
      d_nutka napisała:

      > „WYZNAWCĄ JAKIEJ RELIGII ZOSTAĆ NAJŁATWIEJ”
      >
      > z moich , z konieczności ograniczonych, obserwacji wynika, że w Polsce
      > najłatwiej jest zostać NIEPRAKTYKUJĄCYM KATOLIKIEM oraz ATEISTĄ.

      Ateizm nie jest religią. Zajrzyj do słownika lub encyklopedii. Nie powtarzaj
      bezmyślnie kłamstw fanatyków religijnych, którzy używają słowa „religia” w
      znaczeniu pejoratywnym, tym samym pokazując, że są ludźmi bez honoru

      > jeszcze się zastanawiam, czy niepraktykującego katolika nie zaliczyć do
      > podgrupy ateistów, bo według mojej wiedzy, to obydwie grupy bywają w Kościele
      > tylko z okazji wyjątkowych świąt i okoliczności

      A może Ty naprawdę jesteś głupia?

      Nawet podczas pogrzebu czekam, aż ciemniaki wyjdą z kościoła, aby przyłączyć
      się do konduktu. Ostatnio musiałem dołączyć, z racji bliskości więzów
      rodzinnych, do drugiego szeregu żałobników, i nie zauważyłem, żeby ktoś się
      zdziwił. Gdzieś Ty się uchowała, że nie poznałaś jeszcze żadnego ateisty.

      Możesz sama sobie odpowiedzieć na pytanie, czy znasz ateistów. Zastanów się,
      czy masz wśród znajomych parę, która wzięła ślub cywilny, ale nie wzięła
      kościelnego. Jeżeli znasz takich, to pomyśl teraz tylko o tych, którzy mają
      dzieci, ale ich nie ochrzcili ani nie obrzezali ani nie wykonali żadnego innego
      zabobonnego rytuału. Jeżeli nie znasz takich, to znaczy, że nie miałaś
      szczęścia jeszcze poznać ateisty.

      Tym się właśnie różnimy się od niewierzących konformistów i oportunistów, że
      nie bierzemy ślubu kościelnego, nie chrzcimy dzieci, nie chodzimy do kościoła,
      nie święcimy jaj i kiełbasy – tych wesołych genitalnych symboli z czasów
      jeszcze pogańskich orgii lanoponiedziałkowych.

      Wbij sobie do główki, że nie można wziąć ślubu kościelnego, ochrzcić dzieci, a
      potem przejść na „ateizm” ... a potem jak przyjdzie co do czego, to znów
      pojawić się na kościelnym ślubie swojego dziecka.
      • d_nutka Re: Z tej strony Cię nie znałem 05.11.03, 08:17
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > A może Ty naprawdę jesteś głupia?

        Może
        dopuszczam sama taką możliwość

        zapomniałeś Doku jednak o jednym, najwazniejszym, w tym watku
        to mial być TEST-ZABAWA na religijność
        a w twoim wykonaniu wyszło na poważnie o moim zasobie inteligencji
        no to odpowiem tobie też poważnie

        >
        > Tym się właśnie różnimy się od niewierzących konformistów i oportunistów, że
        > nie bierzemy ślubu kościelnego, nie chrzcimy dzieci, nie chodzimy do
        kościoła,

        co to za argument na ateizm?
        przecież to tylko zewnętrzne pokazanie zaprzeczenia bycia religijnym

        > nie święcimy jaj i kiełbasy – tych wesołych genitalnych symboli z czasów
        > jeszcze pogańskich orgii lanoponiedziałkowych.

        czyli nie rozróżnasz jako ateista przenoszenia pewnej tradycji wierzeń z czasów
        kiedy twoi przodkowie byli na innym stopniu rozwoju swiadomości niż ty obecnie
        tracisz punkt odniesienia!

        >
        > Wbij sobie do główki, że nie można wziąć ślubu kościelnego, ochrzcić dzieci,
        a
        > potem przejść na „ateizm” ... a potem jak przyjdzie co do czego, to
        > znów
        > pojawić się na kościelnym ślubie swojego dziecka.

        ja "wbiłam sobie do głowki', że ateistą można zostać na kazdym etapie swojego
        osobistego rozwoju, dorastania i dojrzewania , i ze nie można stwierdzić, ze
        ateizm jest uwieńczeniem tego rozwoju.
        ponadto "wbiłam sobie do główki", ze ateista może być też tolerancyjny także w
        zrozumieniu, ze inni wokół niego nie osiągnęli jeszcze jego poziomu rowoju, ale
        to nie powód by nie uczestniczyć w ważnych wydarzeniach rodzinno-religijnych

        czy nadal mam zasoby głupoty przypisane mi na poczatku twojego postu?
        jeśli tak, to brak twojej odpowiedzi będzie dla mnie też odpowiedzią
        wszak zasoby mniejszej głupoty Doku trzeba chronić przed wyrównywaniem z
        zasobami osobników o wiekszych zasobach głupoty, bo to ujemnie wpływa na
        wypełnianie swojej głębi nie głupotą innych(prawa fizyki)
        d_nutka
        • Gość: doku A może to ja jestem głupi ... IP: *.chello.pl 05.11.03, 22:07
          d_nutka napisała:

          > nie rozróżnasz jako ateista przenoszenia pewnej tradycji wierzeń z czasów
          > kiedy twoi przodkowie byli na innym stopniu rozwoju swiadomości niż ty obecnie
          > tracisz punkt odniesienia!

          ... skoro nic z tego nie rozumiem. Ale coś spróbuję odpowiedzieć, może trafię.
          Znam i rozumiem źródła takich obyczajów, uświęconych później przez Kościół.
          Jako ateista jednak gardzę zabobonami chrześcijańskimi tak samo jak
          słowiańskimi.

          > ja "wbiłam sobie do głowki', że ateistą można zostać na kazdym etapie swojego
          > osobistego rozwoju, dorastania i dojrzewania

          Wierz mi, to niemożliwe. Jeżeli człowiek dojrzały i dorosły nie jest ateistą,
          to na starość nie może już nim zostać. Tego rodzaju oświecenie wymaga zbyt
          dużej elastyczności, otwartości i wolnego potencjału umysłu, aby mogło się tak
          późno dokonać.

          Chyba że ktoś jest jakoś wyjątkowo zapóźniony w rozwoju, np. cały życie w
          ciemnogrodzie, nagle żona umiera, a on gdzieś w rozpaczy wyjeżdża, gubi się i
          nagle jakimś cudem zakochuje się w kobiecie z innego świata, która straciła
          akurat męża, a ona w nim, i zaczynają żyć razem w jej świecie, a on, były
          robol, znajduje pracę jako statysta filmowy, potem zostaje asystentem jakiegoś
          reżysera, poznaje jej przyjaciółki z pracy (ona jest embriologiem) i wreszcie
          uświadamia sobie, że istnieje coś takiego jak świadomy umysł.

          > to nie powód by nie uczestniczyć w ważnych wydarzeniach rodzinno-religijnych

          Oczywiście, że nie. Wesela, śluby cywilne, uroczyste pochówki, przyjęcia z
          okazji chrztu czy pierwszej komunii itd. Dzielimy radości i smutki bliskich.

          Ale nie można uczestniczyć w zabobonnych rytuałach, jakichś mrocznych
          ceremoniach zatruwających duszę w dymie kadzideł i w mamroczącym tłumie zdolnym
          do każdego szaleństwa. Zawsze witamy z radością bliskie nam osoby, który
          uczestniczyły w czymś takim i nadal pozostały sobą – nie dały się zauroczyć i
          nadal potrafią się śmiać.


          • d_nutka Re: A może to ja jestem głupi ... 06.11.03, 08:29
            Gość portalu: doku napisał(a):

            > Ale nie można uczestniczyć w zabobonnych rytuałach, jakichś mrocznych
            > ceremoniach zatruwających duszę w dymie kadzideł i w mamroczącym tłumie
            zdolnym
            >
            > do każdego szaleństwa. Zawsze witamy z radością bliskie nam osoby, który
            > uczestniczyły w czymś takim i nadal pozostały sobą – nie dały się zaurocz
            > yć i
            > nadal potrafią się śmiać.
            >
            >

            Doku
            Tu się z tobą zgadzam

            ale ateizm uznaję jako ETAP (konieczny) do dalszego wzrostu samoświadomości
            zrozumiesz mnie jednak dopiero wtedy, kiedy twoja swiadomość ci powie, że
            ateizm jest etapem tylko, BARDZO WAŻNYM i koniecznym nawet, ale tylko etapem na
            drodze do samoświadomosci

            pozdrawiam
            d_nutka
            • Gość: doku Kolejne stopnie rozwoju IP: *.chello.pl 06.11.03, 20:46
              d_nutka napisała:

              > ateizm uznaję jako ETAP (konieczny) do dalszego wzrostu samoświadomości
              > zrozumiesz mnie jednak dopiero wtedy, kiedy twoja swiadomość ci powie, że
              > ateizm jest etapem tylko, BARDZO WAŻNYM i koniecznym nawet, ale tylko etapem
              > na drodze do samoświadomosci

              Samoświadomość osiągnąłem już dwa etapy temu, teraz jestem na drodze do
              osiągnięcia stanu świadomości symbiotycznej.

              A skąd Ty wiesz o tych etapach? Czyżbyś była ateistką?! Czy ktoś Ci to
              opowiedział? A czy wiesz, że warunkiem koniecznym osiągnięcia samoświadomości
              jest dorośnięcie przez nieochrzczone dzieci wieku, w którym ich rówieśnicy
              przystępują do I Komunii?
              • d_nutka Re: Kolejne stopnie rozwoju 07.11.03, 07:14
                Gość portalu: doku napisał(a):

                > d_nutka napisała:
                >
                > > ateizm uznaję jako ETAP (konieczny) do dalszego wzrostu samoświadomości
                > > zrozumiesz mnie jednak dopiero wtedy, kiedy twoja swiadomość ci powie, że
                > > ateizm jest etapem tylko, BARDZO WAŻNYM i koniecznym nawet, ale tylko etap
                > em
                > > na drodze do samoświadomosci
                >
                > Samoświadomość osiągnąłem już dwa etapy temu, teraz jestem na drodze do
                > osiągnięcia stanu świadomości symbiotycznej.

                w takim razie jakby nam po drodze już było
                z tym, że moja ścieżka okazała się mieć więcej pułapek
                mam nadzieję, że jak już osiągniesz ten stan świadomości symbiotycznej to mi
                opowiesz jak tam jest

                >
                > A skąd Ty wiesz o tych etapach? Czyżbyś była ateistką?! Czy ktoś Ci to
                > opowiedział? A czy wiesz, że warunkiem koniecznym osiągnięcia samoświadomości
                > jest dorośnięcie przez nieochrzczone dzieci wieku, w którym ich rówieśnicy
                > przystępują do I Komunii?

                w takim razie w moim przypadku zadecydował los i nie mój wybór, że ten warunek
                spełniam

                pozdrawiam
                d_nutka

                • Gość: doku To jest oczywiście tylko symbol ta I Komunia IP: *.chello.pl 07.11.03, 22:50
                  d_nutka napisała:

                  > Gość portalu: doku napisał(a):
                  >
                  > > do I Komunii?
                  >
                  > w takim razie w moim przypadku zadecydował los i nie mój wybór, że ten
                  warunek
                  > spełniam

                  W innych religiach pewnie istnieją ceremonie inicjacyjne podobne do I Komunii.
                  Są one pierwszym poważnym sprawdzianem jasności umysłu i nonkonformizmu osób
                  niewierzących. Dopiero wtedy człowiek uzyskuje pewność, czy jest zwykłym
                  niewierzącym, czy zdeklarowanym ateistą. Jeżeli pisząc „los”, masz na myśli
                  przynależność swoich rodziców do religii, w której nie ma I Komunii, to mam
                  nadzieję, że to co piszę odnosisz do
                  • Gość: doku przepraszam, już kończę IP: *.chello.pl 07.11.03, 23:32
                    Mam nadzieję, że miałaś okazję się sprawdzić w warunkach podobnych do I Komunii
                    • d_nutka Re: przepraszam, już kończę 08.11.03, 07:24
                      Gość portalu: doku napisał(a):

                      > Mam nadzieję, że miałaś okazję się sprawdzić w warunkach podobnych do I
                      Komunii

                      tak, miałam okazję się sprawdzić
                      d_nutka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka