qwardian
04.02.09, 15:55
Rycho
> Imperium Romanum zapadło się pod ciężarem debilnej biurokracji.
>>Nie, Imperium Romanum zapadlo sie ze wzgledu na rozwarstwienie
ekonomiczne.
Przyczyną upadku Imperium była rozbudowana do granic absurdu
biurokracja w czasie dominatu. Do tego stopnia, że właściciel sadu
nie mógł bez zgody odpowiedniego urzędnika wyciąć drzewa w sadzie, a
zwykły chłop zabić kury na obiad. Za czasów Augusta wprowadzono
złote aureusy. Neron zmniejszył w nich zawartość złota o 5%.
Doraźnie dało to olbrzymie zyski państwu, ale przetarto ścieżkę. I
się zaczęło.
Socjał w Rzymie był znany. Na to szło początkowo kilkanaście, a
potem kilkadziesiąt procent budżetu państwa. Za czasów dynastii
julijsko-klaudyjskiej (August, Tyberiusz, Kaligula, Klaudiusz,
Neron) wydawano na nasze ok. 37 kg. mąki na jednego proletarii
miesięcznie. Potem zamieniono to na chleb. Przedtem taki dostał
mąkę, ale chleb sam sobie musiał wypiec, teraz miał gotowe. Doszło
do tego mięso i wino. Czyli full-wypas.
Otóż, w czasach I-II wieku bogaty obywatel Imperium, jak chciał
zyskać przychylność ludzi, bo startował do władz samorządowych
miasta na przykład, to wykupywał na przykładowo 2 tygodnie łaźnię i
udostępniał za darmo mieszkańcom. Oczywiście był właściwy napis
informujący, komu taką fuchę obywatele zawdzięczają, a dla
niegramotnych stał niewolnik i na głos to mówił. Świadczenia takie,
początkowo dobrowolne, stały się w III wieku przymusowe i nosiły
nazwę liturgii.
Na początku Imperium dzieliło się na prowincje. W III wieku, przy
wzroście biurokracji tak się nie dało. Miejsce prowincji zajęły
diecezje, a te dopiero dzieliły się na prowincje.
Z ok. 30 prowincji za Augusta zrobiła się ponad setka w III wieku.
Podobnie "mnożyła" się armia. Za Augusta legion liczył 6 tyś. osób
(plus oddziały pomocnicze), i było ich ok. 30. W III i IV wieku
ilość legionów wzrosła gwałtownie do blisko 150. Tyle, że legion
liczył tylko 1000 osób. Cztery działania wystarczą, by zobaczyć, że
realna siła militarna Rzymu nie wzrosła, ale spadła. Ale jaką frajdę
mieli biurokraci. Co innego 30 legionów, co innego 150. Jak brzmi!
Do hiperinflacji doszło w Rzymie pod koniec jego istnienia. Doszło
do tego, że wymiana pieniężna przestała działać. Dział tylko barter,
a więc wymiana towar za towar. Inflacja była taka, że za asa (drobna
moneta miedziana) kupowało się w czasie Augusta chleb na dzień. Pod
koniec Imperium ten chleb (dzienny) kosztował kilkanaście tysięcy
aureusów. W których było mniej, jak 1 promil złota.
Obowiązkowe liturgie zniszczyły klasę średnią? Raz, drugi, obywatel
urządził igrzyska czy dostęp do łaźni przymusowo, ale po kolejnych
kilku razach był zrujnowany.
Jedną (i to bardzo poważną) przyczyną było też i to, że Rzym nie
miał armii drugoliniowej. Więc, jak najazd barbarzyńców przełamał
obronę pasa granicznego w jakiś sposób, to potem nie było niczego,
co mogłoby ich powstrzymać. Zanim cesarz przerzucił oddziały z
innych części państwa, to trochę czasu mijało. A przez ten czas
wroga armia robiła, co chciała.
Rzym upadł, bo: 1) dobiła go biurokracja, 2) obywatele zmuszani do
nadzwyczajnych świadczeń nie identyfikowal się ze swoim państwem, 3)
socjalizm w wersji rzymskiej przekroczył granice absurdu.
"Co to była Republika Rzymska. Trochę dziwne państwo. Zasadniczo
samo nikogo specjalnie nie atakowało. Za to, jak już zostało
zaatakowane, to nie popuściło, aż z wrogiem nie zrobiło porządku. O
bardzo prostym i oczywistym systemie podatkowym. Płaciło się (jak w
większości ówczesnych krajów) pogłówne. Ode łba. Męskiego, rzecz
jasna. Do tego dochodziły podatki specjalne, wprowadzane już później
(a to od zakupu niewolnika, a to od zakupu nieruchomości, jeszcze
parę takich). Bywały też podatki nadzwyczajne w przypadku
nadzwyczajnych potrzeb państwa. Jakoś im starczało na utrzymanie
administracji i armii. Rzym mało anektował, raczej wolał tworzyć
sprzymierzeńców. Buntów Rzym nie przebaczał. Od razu wzrost
podatków. Zaczął się socjalizm. Na początku spokojnie: dać weteranom
ziemię. Będzie weteran siedział, założy rodzinę, będzie miał dzieci,
będą kolejni obywatele i żołnierze. Błąd był w założeniu: państwo ma
dać. A skoro weteran dostał, a nie zarobił, to mu zwisało: zaraz
potem sprzedał i przeniósł się do Rzymu. Zacznijmy od tego, że
populiści twierdzili, że tym masom “należy dać”, bo przecież coś
musża z sobą zrobić. Miłe złego początki. Na początek to było
kilkanaście, potem kilkadziesiąt, a już w roku 58 p.n.e. to było
jakieś 150-200 tyś. obywateli, którzy dostawali od państwa po 33 kg
zboża (w naszych miarach) na łeba płci męskiej. W praktyce,
załapując się na to, można było nieźle żyć. 33 kg zboża to to tak 20
kg mąki uwzględniając straty i inne. Fakt, kobiety i dzieci nie
dostawały, ale zawsze. Coś tam chłop dorobił i rodzinę wyżywił. Bo
przecież się należy. A jak się należy, to chętnych przybywało. Za
Augista to już było 320 tysięcy ludzi. Po co zasuwać na roli i się
martwić, jak w Rzymie dają za darmo? To wychodziło razem w setkę
tysięcy ton zboża rocznie. Trzeba to było przywieźć,
rozdystrybuować, dostarczyć. Zaczęła rosnąć ilość urzędów ku temu
celowi przeznaczona. Już za Augusta te koszty to były 15% budżetu
państwa i dalej rosły. Socjalizm szedł do przodu. Po “epoce 5
dobrych cesarzy” zmieniono zasady. Zamiast zboża, rozdawano chleb. A
więc przedtem musiał taki jeden z drugim sam zmielić i wypiec, teraz
przyszedł na gotowoe. Aby nie było źle, szło dalej. Taki Septimiusz
Sewer rozdawał jeszcze oliwę, a nawet wino. Zjeść mieli co, wypić
też - po co pracować? Plaga się rozszerzała, bo i Aleksandria coś
takiego wprowadziła, i Bizancjum (wtedy jeszcze nie Konstantynopol),
Antiochia też nie była w tyle. Coraz więcej biorców. Ale skąd brać
dawców. Skądś się na to forsa musiała wziąć. W II wieku i przedtem
bywało w wielu miastach rzymskich, że zamożny obywatel fundował
współmieszkańcom np. 2 tygodnie darmowej łaźni (sam wykupił).
Oczywiście stał tam właściwy napis informujący, komuż to taką fuchę
obywatele zawdzięczają. Dla niegramotnych stał tam niewolnik
odczytujący zasługi w tej kwestii swego pana. Nazywało się to
liturgia. Bogaci mogli sobie na to pozwolić. Podatki pogłówne, od
nieruchomości i trochę jednorazowych ich nie dobijały. A tak po
takim manewrze może się do rady miasta mógł dostać w głosowaniu?
Oczywiście, to nie tylko łaźnie, to także igrzyska, biblioteki,
szkoły - różnie bywało. Potem poszło: powstał za Kokcejusza Nervy
specjalny fundusz udzielający pożyczek rolnikom nie na 12% cen
rynkowych, ale na 5%. Łatwo się domyślić, czym się to skończyło.
Cesarze, chcąc na to wszystko nastarczyć, zamiast tą bandę nierobów
ukrzyżować, podnosili podatki. Jeden tu, drugi tam. Denar rzymski,
dawniej był cały ze złota. Neron zmniejszył zawartość złota do 90%.
Niby nie dużo, ale zawsze. I potem poszło. Trajan obniżył do 85%,
Marek Aurelisz do 75%, Septimiusz Sewer do 50%. W III wieku było to
tylko 5% złota, zaś za Klaudiusza II tylko 2% złota. Skutek: upadek
systemu monetarnegio. W III wieku inflacja osiągnęła 15000%. W II
wieku zboże sprowadzano za 7 drachm, za Klaudiusza II to było 120
tyś. drachm. W przełomie III i IV wieku roczna inflacja to było ok.
20%. Skończyło się tym, co się skońcyć musiało. Najpierw państwo
dawne liturgie dobrowolne zamieniło na obowiązkowe, nie patrząc na
to, czy ktoś ma z czego zapłacić. Potem ludność widząc niską wartość
pieniądza przeszła na wymianę barterową (towar za towar). Ale
socjalizm szedł dalej. Dioklecjan wprowadził ustawę o cenach
maksymalnych i stało się to, co widzieliśmy w PRL. Zero towarów w
sklepach, wszystko u premytników. Jeszcze dołożył płace minimalne.
Potem poszło z górki: przypisanie ludzi do zawodów (jak kto był
cieślą, to jego syn też musiał być cieślą), Nad tym wszystkim
siedzia