Dodaj do ulubionych

NSZ contra Anioł

18.02.09, 15:28
Jeśli zdarzyło się na polskiej ziemi Jedwabne, jeśli po wojnie panował tu strach, to jednocześnie żyła tu Irena Sendlerowa.

Wyrok śmierci

W historii Ireny Sendlerowej jest jeden, zupełnie nieznany, haniebny rozdział. Oto w kwietniu 1944 r. referat żydowsko-komunistyczny w Centrali Służby Wywiadowczej Dowództwa NSZ sporządził następujący dokument: „Sendlerowa Irena, ur. Krzyżanowska, c. Stanisława i Janiny, ur. 15.10.1910, rzym. kat. Nos lekko orli, wyraz twarzy bardzo surowy, wzrost ca 160 cm, oczy jasne, szatynka, zmieniła ostatnio kolor na rudy, włosy obcięte przy karku. Mężatka – mąż Mieczysław w oflagu, wykształcenie średnie i wyższe humanistyczne. Zam. oficjalnie, ul. Ludwiki 6 m. 82, obecnie ukrywa się. Ubiera się elegancko, dysponuje dużymi kwotami. Była aresztowana przez Gestapo pod zarzutem uprawiania działalności komunistycznej, siedziała na Pawiaku ok. 4 tygodni. Została zwolniona. Ostatnio Gestapo znów się nią zainteresowało i poszukuje. (…wink Zdecydowanie komunistka. Oficjalnie jest w jakiejś organizacji kobiecej, z ramienia której wchodzi do SOS (Społeczna Organizacja Samoobrony). Pozoruje demokratkę nie mającą nic wspólnego z komunizmem". Ten dokument, niedawno dopiero ujawniony przez historyków z IPN, znajdował się w tej samej teczce, w której umieszczono podobne donosy na Aleksandra Kamińskiego, wielkiego wychowawcę młodzieży, autora słynnych „Kamieni na szaniec”, oraz na Jerzego Makowieckiego, jednego z twórców Żegoty, a także Ludwika Widerszala z BIP ( Biura Informacji i Propagandy) Komendy Głównej AK. Jak wiadomo, obaj ostatni zostali skrytobójczo zamordowani w czerwcu 1944 r. przez nieznanych sprawców. Wszystko wskazuje więc na to, że w tych ponurych dniach na Irenę Sendler także został wydany wyrok śmierci, nasz własny, polski. Szczęśliwie niewykonany.


www.wprost.pl/ar/130002/Dzieje-jednego-aniola/?O=130002&pg=2
Obserwuj wątek
    • perla Anioły to są białe a nie czerwone 18.02.09, 15:45
      w kwietniu 1944 roku nikt, a tym bardziej NSZ, nie wiedział o jej
      działalności na rzecz żydowskich dzieci.
      Wtedy jawiła się li tylko jako żarliwa komunistka, czyli jako
      śmiertelny wróg Polski, nie tylko według kryteriów NSZ-u. Dlatego
      też, całkiem możliwe jest, że NSZ wydał na nią wyrok śmierci, choc
      nie ma na to dowodów.
      I jeszcze raz, jeżeli taki wyrok wydano to nie dlatego, że ratowała
      żydowskie dzieci, bo i tak nikt o tym nie wiedział, a dlatego, że
      jej komunistyczną działalność uważano za zdradę Polski właśnie.
      • off_nick Re: Anioły to są białe a nie czerwone 18.02.09, 16:17
        perla napisał:
        > w kwietniu 1944 roku nikt, a tym bardziej NSZ, nie wiedział o jej
        > działalności na rzecz żydowskich dzieci.

        Skąd wiesz?
        NSZ miał rozbudowany Oddział II Wywiadowczy (Centrala Służby Wywiadowczej) oraz Biuro Informacji NSZ.
        W 1943 roku była aresztowana przez Gestapo,torturowana i skazana na śmierć...NSZ też o tym nie wiedział?

        > Wtedy jawiła się li tylko jako żarliwa komunistka, czyli jako
        > śmiertelny wróg Polski, nie tylko według kryteriów NSZ-u.

        Była socjalistką czy Marszałek Piłsudski też był śmiertelnym wrogiem Polski?

        Dlatego
        > też, całkiem możliwe jest, że NSZ wydał na nią wyrok śmierci, choc
        > nie ma na to dowodów.
        > I jeszcze raz, jeżeli taki wyrok wydano to nie dlatego, że ratowała
        > żydowskie dzieci, bo i tak nikt o tym nie wiedział, a dlatego, że
        > jej komunistyczną działalność uważano za zdradę Polski właśnie.

        Socjalizm to nie komunizm a anioły bywają czarne też...
        • perla Re: Anioły to są białe a nie czerwone 18.02.09, 16:27
          off_nick napisała:

          > Skąd wiesz?
          > NSZ miał rozbudowany Oddział II Wywiadowczy (Centrala Służby
          Wywiadowczej) oraz
          > Biuro Informacji NSZ.
          > W 1943 roku była aresztowana przez Gestapo,torturowana i skazana
          na śmierć...NS
          > Z też o tym nie wiedział?

          w dokumencie jest napisane, że zmieniła kolor włosów. Oraz o jej
          poglądach i działalności. Gdyby wiedzieli, to i o jej ratowaniu
          dzieci było by tam właśnie.
      • pan.scan Sendlerowa była socjalistką, z PPS 18.02.09, 16:28
        Jak jej ojciec, lekarz ubogich Żydów, jak Piłsudski i Daszyński. Jak
        Ciołkoszowie z emigracyjnego PPS.
        Dla ludzi z NSZ socjalista czy komunista było jedno i to samo,
        pomijając fakt, że cytowany dokument jest z rozpracowywania
        "zażydzonego" zdaniem tychże referatu żydowskiego Biura Informacji
        Publicznej KG AK i ludzi z nim związanych. A przecież wiadomo - Żyd
        to komunista, przecież i nie tylko Ty nie unikasz takiego stereotypu
        myślowego.
        • perla Re: Sendlerowa była socjalistką, z PPS 18.02.09, 19:31
          ja się odniosłem do tego co w dokumencie napisane jest. A tam stoi,
          że mieli ją za komunistkę.
          I wyobraź sobie, że potrafię sobie wyobrazić Żyda - nie komunistę.
          Aha, czy ten dokument uważasz za wyrok?
    • aaki NSZ contra archanioł 18.02.09, 15:50
      a tak w sumie to czemu ją chcieli zabic? o ile chcieli...
      • perla dlaczego? 18.02.09, 16:09
        odpowiedź zależy od tzw. intencji politycznych.

        Zauważ, że z jednego wydarzenia można 2 różne notaki sporządzić.
        Wersja 1:
        Wczoraj antysemici z NSZ-u dokonali napadu na pociąg, a następnie
        zastrzelili 3 Żydów jadących tym pociągiem.
        Wersja 2:
        Wczoraj banda NSZ-u dokonała napadu na pociąg, podczas którego
        zastrzelili 3 członków PPR.
        • aaki :-/ 18.02.09, 16:28
          nasza kolezanka usiłuje tu stworzyc zbitke myślową w stylu:
          anioł ratował zydowskie dzieci a polacy chceli ją za to zabic.

          primo-nawet nie wiadomo dokladnie czy chcieli...
    • marouder.eu Wyrok przypomina redakcyjnie "listy goncze".. 18.02.09, 16:16
      ..publikowane wspolczesnie w nazistowskim "redłocz".
      • absztyfikant nic dziwnego Marouderze 18.02.09, 16:19
        >w nazistowskim "redłocz".

        Bo to ta sama "swołocz"
        • hasz0 _________pyskówki zamiast chłodnej analizy 18.02.09, 16:26
          PODAJE ZA GW

          Rzepecki charakteryzował skrajną opozycję. "Opozycja faszystowska to
          przede wszystkim ONR. Cechuje ją brak skrupułów i demagogia,
          opieranie się na klasach posiadających, bezwzględna wrogość do
          radykalnej lewicy, którą całą traktuje jako agenturę lub straż
          przednią bolszewizmu i nie zadaje sobie trudu dojrzenia istotnych
          wśród niej różnic". W głębokiej opozycji pozostawała też PPR.
          Rzepecki pisał: "Oblicze i cele PPR są znane. Jej wyższość nad
          innymi grupami polega przede wszystkim na energicznej, konsekwentnej
          komendzie obcej oraz szybkości i bezwzględności działania".

          Rzepecki przestrzegał: "Przyłączenie >>opozycji faszystowskiej<<
          prawie na pewno wywoła odpadnięcie poważnej części lewicy rządowej,
          nadałoby temu obozowi piętno reakcyjne. Jestem głęboko przekonany,
          że w błyskawicznym tempie pociągnęłoby to za sobą dla Polski
          śmiertelną katastrofę wojny domowej, w której lewica walczyłaby pod
          komendą PPR, a prawica - ONR. AK przypadłaby rola obrońcy klas
          posiadających. Następstwem - wcielenie Polski do ZSRR.

          W świetle powyższego ostatni nasz >>sukces<< w postaci
          podporządkowania NSZ może mieć wysoce ujemne następstwa, jeśli nie
          sparaliżujemy ich umiejętną akcją wychowawczą".

          Rzepecki szukał wyjścia z tej sytuacji. Wspominając poprzedniego
          dowódcę AK, pisał do generała Komorowskiego "Bora": "Jeszcze w
          listopadzie 1939 r., kiedy z >>Grotem<< zastanawialiśmy się nad
          przyszłością Polski, szybko doszliśmy do wniosku, że musi ona iść na
          lewo, a rozstrzygającą rolę musi w niej odgrywać ruch ludowy i obóz
          socjalistyczny. Przez cały czas wojny nie zmieniłem zdania".

          Generał Komorowski niezbyt zainteresował się raportem - jak
          twierdził po latach Rzepecki w "Po prostu". "13 kwietnia musiałem
          wydrukować rozkaz Bora, w którym witał on (nie wcielone jeszcze!)
          NSZ w szeregach AK i podkreślał >>wartościowy wkład ideowy<<, jaki
          do nas wnoszą. Można było oszaleć!".

          Morderstwa

          Wkrótce rozegrały się wydarzenia należące do najtragiczniejszych w
          dziejach konspiracyjnej Polski - bratobójcze mordy powodowane
          zapewne politycznymi podejrzeniami.

          13 czerwca 1944 r. do mieszkania kierownika Wydziału Informacji BIP
          Ludwika Widerszala wdarli się napastnicy. Zastrzelili go na oczach
          ciężarnej żony.

          Tego samego dnia ktoś uprowadził Jerzego Makowieckiego i jego żonę -
          zostali zamordowani na obrzeżach Warszawy.

          Miesiąc później ktoś doniósł do gestapo na Marcelego Handelsmana i
          Halinę Krahelską, oboje zostali aresztowani.

          Kto stał za nimi?

          Kto wydał rozkaz zastrzelenia Makowieckiego i Widerszala - wiadomo.
          Witold Bieńkowski.

          Witold Bieńkowski pracował w Departamencie Spraw Wewnętrznych KG AK.
          Rozkaz otrzymali Władysław Jamontt i Władysław Niedenthal,
          oficerowie kontrwywiadu KG AK, a jednocześnie, jak pisze Grzegorz
          Mazur, członkowie "skrajnie prawicowej grupy o charakterze
          mafijnym".

          Morderstw dokonała bojówka Andrzeja Odolińskiego "Andrzeja
          Sudeczki", uznawana za "margines konspiracji", wynajmowana do
          podejrzanych zleceń. Odoliński był zaprzysiężonym żołnierzem
          podziemia, odznaczonym Krzyżem Walecznych, ale jego grupa nie
          podlegała oficjalnej konspiracji.

          - Sprawa mordów wśród BIP-owców nadal nie jest do końca wyjaśniona,
          bo nie wiadomo, kto stał za Bieńkowskim i tymi dwoma facetami z
          kontrwywiadu AK - mówi Grzegorz Mazur.

          Witold Bieńkowski to człowiek o przedziwnym życiorysie. Człowiek o
          przekonaniach prawicowych, który w czasie wojny zajmował się akcją
          pomocy Żydom. Był w tym nieco podobny do Zofii Kossak, która przed
          wojną znana była z narodowych przekonań, a podczas wojny ratowała
          Żydów. I taki człowiek wydaje rozkaz skrytobójczego mordu?

          Bieńkowski to jednak też inny człowiek - po wojnie został posłem,
          kontaktował się z kardynałem Augustem Hlondem i - jak w otoczeniu
          Hlonda stwierdzono - donosił na kardynała.

          - Rzecz jest niesłychanie skomplikowana - mówi Andrzej K. Kunert,
          historyk, który badał dokumentację związaną z mordami na BIP-
          owcach. - Łatwo mord zrzucić na NSZ, czy mówiąc szerzej: na skrajną
          prawicę. Bo nie ulega kwestii, że to by było logiczną konsekwencją
          kampanii propagandowej, którą rzeczywiście prowadziły niektóre
          środowiska NSZ-u. Dość łatwo można też powiedzieć, że dokonała tego
          sama Komenda Główna AK, która rżnęła własnych niewygodnych ludzi.
          Bo - to akurat nie ulega żadnej wątpliwości - Komenda Główna co
          najmniej uczestniczyła w przekazaniu rozkazu nieświadomym
          wykonawcom - to jej oficerowie byli zamieszani w sprawę. A być może
          współinicjatorami, współdecydującymi byli ludzie tkwiący dość
          głęboko w różnych strukturach AK-owskich i Delegatury. Nie ulega
          jednak dla mnie wątpliwości, że uczestniczyła w tym jakaś trzecia
          ręka. Że wykonano wtedy operację, wykorzystując ludzi tkwiących w
          oficjalnych strukturach podziemia. Można sobie wyobrazić jakąś
          mafijną organizację, która decyzję mordu politycznego przekazuje
          jako rozkaz likwidacji agentów gestapo - to, niestety, w warunkach
          konspiracji było teoretycznie dość łatwe. Aczkolwiek praktyka z
          kolei wskazuje, że był to absolutnie wyjątkowy przypadek.

          - Skąd ta trzecia ręka mogła pochodzić? - pytam.

          - Wydaje się, że z jakiejś prawicy - uważa Andrzej K. Kunert. - Ale
          nie jest pewne - z jakiej. Kiedyś znalazłem kilkanaście całkowicie
          szokujących wypowiedzi z prasy konspiracyjnej tego okresu. Właśnie
          ataki na "jaczejkę komunistyczną" w Komendzie Głównej. Pokazałem te
          teksty kilku fachowcom, nie mówiąc, skąd pochodzą. I wszyscy byli
          zaskoczeni, że te ataki ukazały się nie w pismach NSZ, ale w
          podziemnej prasie Stronnictwa Pracy.

          Kolejne śledztwa

          Sprawę mordu na BIP-owcach badano wiele razy - podczas wojny udało
          się ustalić tylko, że bezpośrednim sprawcą była grupa Andrzeja
          Sudeczki. Sam Sudeczko zginął zastrzelony na warszawskich Powązkach -
          albo przez kogoś z AK, albo przez któregoś ze swoich podwładnych.
          Podobno miał nieźle wyposażoną kryjówkę w jednym z powązkowskich
          grobowców. Jego grupa zajmowała się rabunkowymi napadami na Niemców.
          Wynajmowała się też do wykonywania wyroków. A Sudeczko ponoć
          gromadził zwykle pisemne potwierdzenia, że wyrok został wykonany.
          Jego grupa zlikwidowała BIP-owców, będąc przekonana, że na rozkaz
          podziemia zabija agentów gestapo.

          W 1944 r. całej prawdy nie udało się ustalić z jednego choćby
          powodu - mordy wydarzyły się zaledwie kilkadziesiąt dni przed
          początkiem Powstania Warszawskiego.

          Po raz drugi sprawę zabójstw badały władze bezpieczeństwa w 1950 r. -
          wówczas sądzono za nie Władysława Jamontta, w czasie wojny oficera
          AK, przed wojną członka Obozu Wielkiej Polski i ONR-u. Aresztowano
          go - jak opisuje Robert Jarocki w "Opowieści o Aleksandrze
          Gieysztorze", za rzekomą współpracę z WiN, a sprawa wojennych
          zabójstw pojawiła się mimochodem. Jamontt zeznawał, że sprawa
          obciąża też Niedenthala - ale ten zginął w Powstaniu Warszawskim.
          Obrońca Jamontta domagał się, aby przesłuchano Witolda
          Bieńkowskiego, który miał przekazać rozkaz likwidacji BIP-owców.
          Bieńkowski był wówczas jednak katolickim posłem związanym z
          Bolesławem Piaseckim. Bezpiece więc nie zależało zapewne na
          oficjalnym wciąganiu go do sprawy.

          Dopiero kilka lat później Bieńkowskiemu postawiono zarzuty, ale
          przed Sądem Koleżeńskim Związku Bojowników o Wolność i Demokrację,
          co nie spowodowało dokładniejszego zbadania sprawy.

          Po roku 1956 w Instytucie Historii PAN, pod kierunkiem prof.
          Stanisława Płoskiego, spotykali się między innym Jan Rzepecki,
          Kazimierz Moczarski, Aleksander Gieysztor, Władysław Bartoszewski.
          Próbowali na własną rękę ponownie zbadać sprawę. Jednak również te
          poszukiwania nie wyjaśniły, kto mógł być mocodawcą Bieńkowskiego.
          Wiele wskazuje jednak na to, że Narodowe Siły Zbrojne pochopnie
          obciążono zbrodnią na BIP-owcach - odpowiedzialna za nią
        • hasz0 ciąg dalszy z GW 18.02.09, 16:27
          Obecnie hamowane jest zmęczeniem wojennym i okupacyjnym terrorem, a
          ostatnio także depresją wynikającą z międzynarodowych wydarzeń
          politycznych.

          Te czynniki i odzwyczajenie szerokich mas od myślenia politycznego
          kategoriami państwowymi oraz wielkie przetrzebienie warstwy lepiej
          do tego zaprawionych przywódców sprawiają, że zgnębione
          społeczeństwo tym bardziej oczekuje ratunku od rządu, a także od
          władz krajowych. Te ostatnie nadal obdarza ono wielkim zaufaniem,
          nie dostrzegając jeszcze ich bezwładu, niezdolności do twórczej
          pracy i impasu politycznego, w którym się znalazły. Trzeba jednak z
          naciskiem podkreślić, że to zaufanie jest już napięte do ostatnich
          granic. Jeśli zostanie zawiedzione, jeśli władze krajowe nie
          poniechają politycznego kramikarstwa i nie podejmą w najbliższym
          czasie jakiejś energicznej próby wyjścia z impasu, która by miała
          choć jakie takie szanse poprawienia ponurych perspektyw, nastąpić
          może krach i załamanie się ducha społeczeństwa, popadnięcie w
          prostrację, a żywioły nawet patriotyczne, lecz burzliwe mogą w
          poszukiwaniu jakiegoś wyjścia popaść nawet pod wpływ
          energiczniejszego i lepszego kierownictwa PPR. Dla niedołężnych
          przywódców pozostanie pogarda lub nawet nienawiść i... latarnia".

          Rzepecki, analizując w raporcie sytuację w podziemiu, sporządził
          spis dylematów, przed którymi stawał ówczesny polityk Polski
          Podziemnej. Z raportu tego można wyczytać jednak przytłaczającą
          ocenę: według Rzepeckiego przywódcy Polski Podziemnej wcale nie
          zamierzali rozstrzygać tych dylematów, zdecydowanie brakowało im
          wizji przyszłości. Rzepecki twierdził, że obóz rządowy, oparty na
          porozumieniu czterech partii: Polskiej Partii Socjalistycznej,
          Stronnictwa Narodowego, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Pracy,
          stał się praktycznie bezradny: "Czwórporozumienie jest nie bardzo
          szczere, bo w dużej mierze polega na wzajemnym pilnowaniu się
          prawicy i lewicy, by druga strona nic nie zbroiła. Wobec tego może
          być zrobione tylko to, na co można uzyskać >>świętą zgodę
          narodową<< - czyli w sprawach wewnętrznych - prawie nic, prócz
          formułowania miłych, kompromisowych deklaracji".

          Rzepecki charakteryzował skrajną opozycję. "Opozycja faszystowska to
          przede wszystkim ONR. Cechuje ją brak skrupułów i demagogia,
          opieranie się na klasach posiadających, bezwzględna wrogość do
          radykalnej lewicy, którą całą traktuje jako agenturę lub straż
          przednią bolszewizmu i nie zadaje sobie trudu dojrzenia istotnych
          wśród niej różnic". W głębokiej opozycji pozostawała też PPR.
          Rzepecki pisał: "Oblicze i cele PPR są znane. Jej wyższość nad
          innymi grupami polega przede wszystkim na energicznej, konsekwentnej
          komendzie obcej oraz szybkości i bezwzględności działania".

          Rzepecki przestrzegał: "Przyłączenie >>opozycji faszystowskiej<<
          prawie na pewno wywoła odpadnięcie poważnej części lewicy rządowej,
          nadałoby temu obozowi piętno reakcyjne. Jestem głęboko przekonany,
          że w błyskawicznym tempie pociągnęłoby to za sobą dla Polski
          śmiertelną katastrofę wojny domowej, w której lewica walczyłaby pod
          komendą PPR, a prawica - ONR. AK przypadłaby rola obrońcy klas
          posiadających. Następstwem - wcielenie Polski do ZSRR.

          W świetle powyższego ostatni nasz >>sukces<< w postaci
          podporządkowania NSZ może mieć wysoce ujemne następstwa, jeśli nie
          sparaliżujemy ich umiejętną akcją wychowawczą".

          Rzepecki szukał wyjścia z tej sytuacji. Wspominając poprzedniego
          dowódcę AK, pisał do generała Komorowskiego "Bora": "Jeszcze w
          listopadzie 1939 r., kiedy z >>Grotem<< zastanawialiśmy się nad
          przyszłością Polski, szybko doszliśmy do wniosku, że musi ona iść na
          lewo, a rozstrzygającą rolę musi w niej odgrywać ruch ludowy i obóz
          socjalistyczny. Przez cały czas wojny nie zmieniłem zdania".

          Generał Komorowski niezbyt zainteresował się raportem - jak
          twierdził po latach Rzepecki w "Po prostu". "13 kwietnia musiałem
          wydrukować rozkaz Bora, w którym witał on (nie wcielone jeszcze!)
          NSZ w szeregach AK i podkreślał >>wartościowy wkład ideowy<<, jaki
          do nas wnoszą. Można było oszaleć!".

          Morderstwa

          Wkrótce rozegrały się wydarzenia należące do najtragiczniejszych w
          dziejach konspiracyjnej Polski - bratobójcze mordy powodowane
          zapewne politycznymi podejrzeniami.

          13 czerwca 1944 r. do mieszkania kierownika Wydziału Informacji BIP
          Ludwika Widerszala wdarli się napastnicy. Zastrzelili go na oczach
          ciężarnej żony.

          Tego samego dnia ktoś uprowadził Jerzego Makowieckiego i jego żonę -
          zostali zamordowani na obrzeżach Warszawy.

          Miesiąc później ktoś doniósł do gestapo na Marcelego Handelsmana i
          Halinę Krahelską, oboje zostali aresztowani.

          Kto stał za nimi?

          Kto wydał rozkaz zastrzelenia Makowieckiego i Widerszala - wiadomo.
          Witold Bieńkowski.

          Witold Bieńkowski pracował w Departamencie Spraw Wewnętrznych KG AK.
          Rozkaz otrzymali Władysław Jamontt i Władysław Niedenthal,
          oficerowie kontrwywiadu KG AK, a jednocześnie, jak pisze Grzegorz
          Mazur, członkowie "skrajnie prawicowej grupy o charakterze
          mafijnym".

          Morderstw dokonała bojówka Andrzeja Odolińskiego "Andrzeja
          Sudeczki", uznawana za "margines konspiracji", wynajmowana do
          podejrzanych zleceń. Odoliński był zaprzysiężonym żołnierzem
          podziemia, odznaczonym Krzyżem Walecznych, ale jego grupa nie
          podlegała oficjalnej konspiracji.

          - Sprawa mordów wśród BIP-owców nadal nie jest do końca wyjaśniona,
          bo nie wiadomo, kto stał za Bieńkowskim i tymi dwoma facetami z
          kontrwywiadu AK - mówi Grzegorz Mazur.

          Witold Bieńkowski to człowiek o przedziwnym życiorysie. Człowiek o
          przekonaniach prawicowych, który w czasie wojny zajmował się akcją
          pomocy Żydom. Był w tym nieco podobny do Zofii Kossak, która przed
          wojną znana była z narodowych przekonań, a podczas wojny ratowała
          Żydów. I taki człowiek wydaje rozkaz skrytobójczego mordu?

          Bieńkowski to jednak też inny człowiek - po wojnie został posłem,
          kontaktował się z kardynałem Augustem Hlondem i - jak w otoczeniu
          Hlonda stwierdzono - donosił na kardynała.

          - Rzecz jest niesłychanie skomplikowana - mówi Andrzej K. Kunert,
          historyk, który badał dokumentację związaną z mordami na BIP-
          owcach. - Łatwo mord zrzucić na NSZ, czy mówiąc szerzej: na skrajną
          prawicę. Bo nie ulega kwestii, że to by było logiczną konsekwencją
          kampanii propagandowej, którą rzeczywiście prowadziły niektóre
          środowiska NSZ-u. Dość łatwo można też powiedzieć, że dokonała tego
          sama Komenda Główna AK, która rżnęła własnych niewygodnych ludzi.
          Bo - to akurat nie ulega żadnej wątpliwości - Komenda Główna co
          najmniej uczestniczyła w przekazaniu rozkazu nieświadomym
          wykonawcom - to jej oficerowie byli zamieszani w sprawę. A być może
          współinicjatorami, współdecydującymi byli ludzie tkwiący dość
          głęboko w różnych strukturach AK-owskich i Delegatury. Nie ulega
          jednak dla mnie wątpliwości, że uczestniczyła w tym jakaś trzecia
          ręka. Że wykonano wtedy operację, wykorzystując ludzi tkwiących w
          oficjalnych strukturach podziemia. Można sobie wyobrazić jakąś
          mafijną organizację, która decyzję mordu politycznego przekazuje
          jako rozkaz likwidacji agentów gestapo - to, niestety, w warunkach
          konspiracji było teoretycznie dość łatwe. Aczkolwiek praktyka z
          kolei wskazuje, że był to absolutnie wyjątkowy przypadek.

          - Skąd ta trzecia ręka mogła pochodzić? - pytam.

          - Wydaje się, że z jakiejś prawicy - uważa Andrzej K. Kunert. - Ale
          nie jest pewne - z jakiej. Kiedyś znalazłem kilkanaście całkowicie
          szokujących wypowiedzi z prasy konspiracyjnej tego okresu. Właśnie
          ataki na "jaczejkę komunistyczną" w Komendzie Głównej. Pokazałem te
          teksty kilku fachowcom, nie mówiąc, skąd pochodzą. I wszyscy byli
          zaskoczeni, że te ataki ukazały się nie w pismach NSZ, ale w
          podziemnej prasie Stronnictwa Pracy.

          Kolejne śledztwa

          Sprawę mordu na BIP-owcach badano w
          • hasz0 za szybko 18.02.09, 16:30
            Morderstwa

            Wkrótce rozegrały się wydarzenia należące do najtragiczniejszych w
            dziejach konspiracyjnej Polski - bratobójcze mordy powodowane
            zapewne politycznymi podejrzeniami.

            13 czerwca 1944 r. do mieszkania kierownika Wydziału Informacji BIP
            Ludwika Widerszala wdarli się napastnicy. Zastrzelili go na oczach
            ciężarnej żony.

            Tego samego dnia ktoś uprowadził Jerzego Makowieckiego i jego żonę -
            zostali zamordowani na obrzeżach Warszawy.

            Miesiąc później ktoś doniósł do gestapo na Marcelego Handelsmana i
            Halinę Krahelską, oboje zostali aresztowani.

            Kto stał za nimi?

            Kto wydał rozkaz zastrzelenia Makowieckiego i Widerszala - wiadomo.
            Witold Bieńkowski.

            Witold Bieńkowski pracował w Departamencie Spraw Wewnętrznych KG AK.
            Rozkaz otrzymali Władysław Jamontt i Władysław Niedenthal,
            oficerowie kontrwywiadu KG AK, a jednocześnie, jak pisze Grzegorz
            Mazur, członkowie "skrajnie prawicowej grupy o charakterze
            mafijnym".

            Morderstw dokonała bojówka Andrzeja Odolińskiego "Andrzeja
            Sudeczki", uznawana za "margines konspiracji", wynajmowana do
            podejrzanych zleceń. Odoliński był zaprzysiężonym żołnierzem
            podziemia, odznaczonym Krzyżem Walecznych, ale jego grupa nie
            podlegała oficjalnej konspiracji.

            - Sprawa mordów wśród BIP-owców nadal nie jest do końca wyjaśniona,
            bo nie wiadomo, kto stał za Bieńkowskim i tymi dwoma facetami z
            kontrwywiadu AK - mówi Grzegorz Mazur.

            Witold Bieńkowski to człowiek o przedziwnym życiorysie. Człowiek o
            przekonaniach prawicowych, który w czasie wojny zajmował się akcją
            pomocy Żydom. Był w tym nieco podobny do Zofii Kossak, która przed
            wojną znana była z narodowych przekonań, a podczas wojny ratowała
            Żydów. I taki człowiek wydaje rozkaz skrytobójczego mordu?

            Bieńkowski to jednak też inny człowiek - po wojnie został posłem,
            kontaktował się z kardynałem Augustem Hlondem i - jak w otoczeniu
            Hlonda stwierdzono - donosił na kardynała.

            - Rzecz jest niesłychanie skomplikowana - mówi Andrzej K. Kunert,
            historyk, który badał dokumentację związaną z mordami na BIP-
            owcach. - Łatwo mord zrzucić na NSZ, czy mówiąc szerzej: na skrajną
            prawicę. Bo nie ulega kwestii, że to by było logiczną konsekwencją
            kampanii propagandowej, którą rzeczywiście prowadziły niektóre
            środowiska NSZ-u. Dość łatwo można też powiedzieć, że dokonała tego
            sama Komenda Główna AK, która rżnęła własnych niewygodnych ludzi.
            Bo - to akurat nie ulega żadnej wątpliwości - Komenda Główna co
            najmniej uczestniczyła w przekazaniu rozkazu nieświadomym
            wykonawcom - to jej oficerowie byli zamieszani w sprawę. A być może
            współinicjatorami, współdecydującymi byli ludzie tkwiący dość
            głęboko w różnych strukturach AK-owskich i Delegatury. Nie ulega
            jednak dla mnie wątpliwości, że uczestniczyła w tym jakaś trzecia
            ręka. Że wykonano wtedy operację, wykorzystując ludzi tkwiących w
            oficjalnych strukturach podziemia. Można sobie wyobrazić jakąś
            mafijną organizację, która decyzję mordu politycznego przekazuje
            jako rozkaz likwidacji agentów gestapo - to, niestety, w warunkach
            konspiracji było teoretycznie dość łatwe. Aczkolwiek praktyka z
            kolei wskazuje, że był to absolutnie wyjątkowy przypadek.

            - Skąd ta trzecia ręka mogła pochodzić? - pytam.

            - Wydaje się, że z jakiejś prawicy - uważa Andrzej K. Kunert. - Ale
            nie jest pewne - z jakiej. Kiedyś znalazłem kilkanaście całkowicie
            szokujących wypowiedzi z prasy konspiracyjnej tego okresu. Właśnie
            ataki na "jaczejkę komunistyczną" w Komendzie Głównej. Pokazałem te
            teksty kilku fachowcom, nie mówiąc, skąd pochodzą. I wszyscy byli
            zaskoczeni, że te ataki ukazały się nie w pismach NSZ, ale w
            podziemnej prasie Stronnictwa Pracy.

            Kolejne śledztwa

            Sprawę mordu na BIP-owcach badano wiele razy - podczas wojny udało
            się ustalić tylko, że bezpośrednim sprawcą była grupa Andrzeja
            Sudeczki. Sam Sudeczko zginął zastrzelony na warszawskich Powązkach -
            albo przez kogoś z AK, albo przez któregoś ze swoich podwładnych.
            Podobno miał nieźle wyposażoną kryjówkę w jednym z powązkowskich
            grobowców. Jego grupa zajmowała się rabunkowymi napadami na Niemców.
            Wynajmowała się też do wykonywania wyroków. A Sudeczko ponoć
            gromadził zwykle pisemne potwierdzenia, że wyrok został wykonany.
            Jego grupa zlikwidowała BIP-owców, będąc przekonana, że na rozkaz
            podziemia zabija agentów gestapo.

            W 1944 r. całej prawdy nie udało się ustalić z jednego choćby
            powodu - mordy wydarzyły się zaledwie kilkadziesiąt dni przed
            początkiem Powstania Warszawskiego.

            Po raz drugi sprawę zabójstw badały władze bezpieczeństwa w 1950 r. -
            wówczas sądzono za nie Władysława Jamontta, w czasie wojny oficera
            AK, przed wojną członka Obozu Wielkiej Polski i ONR-u. Aresztowano
            go - jak opisuje Robert Jarocki w "Opowieści o Aleksandrze
            Gieysztorze", za rzekomą współpracę z WiN, a sprawa wojennych
            zabójstw pojawiła się mimochodem. Jamontt zeznawał, że sprawa
            obciąża też Niedenthala - ale ten zginął w Powstaniu Warszawskim.
            Obrońca Jamontta domagał się, aby przesłuchano Witolda
            Bieńkowskiego, który miał przekazać rozkaz likwidacji BIP-owców.
            Bieńkowski był wówczas jednak katolickim posłem związanym z
            Bolesławem Piaseckim. Bezpiece więc nie zależało zapewne na
            oficjalnym wciąganiu go do sprawy.

            Dopiero kilka lat później Bieńkowskiemu postawiono zarzuty, ale
            przed Sądem Koleżeńskim Związku Bojowników o Wolność i Demokrację,
            co nie spowodowało dokładniejszego zbadania sprawy.

            Po roku 1956 w Instytucie Historii PAN, pod kierunkiem prof.
            Stanisława Płoskiego, spotykali się między innym Jan Rzepecki,
            Kazimierz Moczarski, Aleksander Gieysztor, Władysław Bartoszewski.
            Próbowali na własną rękę ponownie zbadać sprawę. Jednak również te
            poszukiwania nie wyjaśniły, kto mógł być mocodawcą Bieńkowskiego.
            Wiele wskazuje jednak na to, że Narodowe Siły Zbrojne pochopnie
            obciążono zbrodnią na BIP-owcach - odpowiedzialna za nią była raczej
            nieformalna, tajna grupa o charakterze - jak to pierwszy ujął
            profesor Aleksander Gieysztor - "mafijnym".

            Rzepecki wówczas - a również po wojnie - odpowiedzialność za mord
            przypisywał NSZ. W swoich wspomnieniach odnotował: "mieliśmy
            wiadomość, że w NSZ uważają Makowieckiego za inspiratora i autora
            rozkazu nr 173. Zaczęło się tępienie wytypowanych >>Żydów w BIP-ie!
            <<".

            Na niektórych listach "demaskujących" Żydów i komunistów w AK
            pojawiało się też nazwisko Rzepeckiego. Sam Rzepecki mógł więc po
            mordzie nabrać przekonania, że dotychczasowa walka polityczna,
            obsesja tropienia Żydów i komunistów przeradza się w fizyczne
            eliminowanie. Wówczas mógł nabrać przekonania, że niektóre grupy
            polskiego podziemia mało, że są mu zupełnie obce, to wręcz są dla
            niego fizycznym zagrożeniem. I to jeszcze w warunkach okupacji,
            kiedy wszyscy mieli wspólnego wroga: Niemców. Czego więc można było
            się spodziewać po wojnie?












            GAZETA WYBORCZA - wybór tekstów
            • hasz0 popatrzcie jak wredne metody stosuje Po wobec Maci 18.02.09, 16:31
              erewicza.

              • hasz0 ________________Komorowski brzytwy sie chwyta/n 18.02.09, 19:34
    • eres2 Nihil novi 18.02.09, 21:29
      GPU/NKWD ze szczególną zaciętością prześladowało wszelkiego rodzaju
      aktywistów lewicowych; sowieci zamordowali obok wielu socjalistów i
      działaczy lewicowych dwóch znanych polskich działaczy
      socjalistycznych, przywódców Bundu – Wiktora Altera i Henryka
      Erlicha. Na zesłaniu, na Syberii zamęczono Szmula Halkina.
      Bojówki formacji NSZ w tym względzie – rzec można – konkurowały z
      NKWD, mordując każdego, kogo uznały za lewicowca i nie miało dla
      nich znaczenia, czy to był komunista czy socjalista. Za lewicowe
      uznawały jednostki NSZ niekiedy i grupy partyzantów BCh.
      Jak wiadomo, za lewicowca/komunistę NSZ uznawały – podobnie, jak
      czynił to hitlerowski okupant – także Żyda.
      W tym względzie NSZ solidarnie i pracowicie współpracowało z Gestapo
      i służbami SS, m. in. śląc hitlerowskim służbom wykazy lewicowych
      działaczy. Kolaboracja z hitlerowskim okupantem rozwijała się tak
      dalece, że NSZ oddawało niemieckim służbom wywiadowczym ekipy
      bojowców NSZ dla budowy siatek wywiadowczych na potrzeby SS (patrz
      osławione lotnicze zrzuty ekip NSZ-etowskich przez hitlerowskie
      służby wywiadowcze).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka