haszszachmat
08.03.09, 13:41
król BAJERU
Kryzys gospodarczy dopiero nas polizał!
Stąd też mali bajeranci jak piczy-awuk scan-nie2006 i sąsiad
ne widzą kryzysu zaufania na rynkach międzybankowych!
Librałowie piczą agresją retoryki - jaką obserwujecie od kilku lat
czyli od podwójej wtopy wyborczej Tuska i PO reklamowali obce
instytucje finasowe takie jak mrówkę Eureko i UniCredito napychając
im kabzy z naszych słoni PZU PKO a te
pracowały na stratę zaufania i osiągnęły w końcu "sukces" na
globalną skalę!!
Drapieżny wyzysk doprowadził do pauperyzacji zaufania do banków,
otwartych funduszy itp.
Zaufanie nie istnieje istnieje!
Nie ufają sobie nawet instytucje opierające swą RENOMĘ na zaufaniu
publicznym!.
Reputacja największych banków na świecie legła w gruzach. Banki nie
udzielają kredytów - kredytobiorcy utracili wiarygodność w obliczu
załamania gospodarki światowej. Na giełdach papierów panika, rynek
nie wycenia wartości spółek ale strach i agresję.
Powrót zaufania na rynkach to odległą przyszłość - watahy dożynają
się nawzajem.
Obniżanie stóp procentowych nie pobudza gospodarki i nie stymuluje
popytu.
Podnoszenie stóp procentowych jest narzędziem do schładzania
koniunktury i ograniczenia inflacji. Obniżanie odwrotnie!
W Polsce sytuacja jest jednak inna. Zarażenie kryzysem utraty
zaufania i załamania gospodarczego importowane jest z zewnątrz.
Hasło reformatorów, nowych przemalowanych doktrynerów nowego
internacjonalizmu:
globalizmu ultraliberalnego - że posiadanie renomowanych,
zagranicznych inwestorów strategicznych a nie oparcie o polską klasę
średnią i entuzjazm i energię narodu, który zerwała okowy tych
samych niedawnych doktrynerów bolszewizmu - będzie sprzyjało
stabilności sektora finansowego w Polsce okazało się złudne.
Obcy inwestorzy strategiczni stracili dobrą reputację.
Przestali też mieć zaufanie do siebie nawzajem.
Trudno oczekiwać zaufania spółek zależnych do siebie na lokalnym
rynku w sytuacji gdy spółki dominujące nie mają do siebie zaufania
na rynku globalnym czy europejskim.
Obecnie w Polsce (luty/marzec 2009) na rynku kredytowo – depozytowym
mamy do czynienia z mechanizmem typowym dla gospodarki niedoborów. W
Polsce wartość udzielonych kredytów przewyższa wartość depozytów o
ok. 15 - 20%. W warunkach ograniczonego dostępu do zewnętrznych
źródeł finansowania banki aby pozyskać środki finansowe oferują
lokaty na rynku depozytowym oprocentowane na poziomie 7 - 9%,
podczas gdy oficjalna cena pieniądza na rynku międzybankowym wynosi
ok. 4 – 5%. Problem w tym, że ta cena na ułomnym rynku
międzybankowym nie jest reprezentatywna. Transakcje na rynku
międzybankowym zostały zastąpione przez transakcje typu repo, czyli
transakcje między bankiem centralnym a bankami komercyjnymi. Rynkowe
ceny pieniądza zastąpione zostały przez urzędowe ceny ustalane
centralnie. NBP, podobnie jak inne banki centralne, zamiast pełnić
funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji (bank of last resort)
pełni funkcję jedynego pożyczkodawcy (bank of only resort) Krańcowy
koszt pozyskania pieniądza przez banki przekracza od kilku miesięcy
cenę wcześniej udzielonych kredytów korporacyjnych i hipotecznych,
bowiem dla nich to WIBOR stanowi cenę referencyjną. Trudno się w
tych warunkach dziwić, że banki nie są skłonne odnawiać umów
kredytowych na dotychczasowych warunkach. Przywrócenie zaufania na
rynku międzybankowym ma zasadnicze znaczenie dla skuteczności
polityki pieniężnej. W obecnej sytuacji dalsze obniżanie stóp
procentowych przez RPP spowodować może skutki odwrotne w stosunku do
zamierzonych.
W warunkach niedoboru środków na finansowanie działalności
kredytowej zmieniły się bowiem zachowania banków. Sprzedawcy
kredytów przestali być wynagradzani w systemie akordowym za wielkość
sprzedaży. Dostają określony limit środków na działalność kredytową,
a system motywacji ukierunkowany został na maksymalizację korzyści
dla banku w ramach posiadanego limitu. Maksymalizacja opłat i
prowizji z ściśle ograniczonej puli środków zastąpiła maksymalizację
wolumenu kredytów. WIBOR przestał w tej sytuacji pełnić funkcję
cenotwórczą.
Dalsze obniżki stóp procentowych w warunkach niedoboru środków na
finansowanie działalności kredytowej nie spowodują ekspansji, mogą
natomiast spowodować inne kłopoty np. dalszą deprecjację złotówki.
Tylko działania zmniejszające ten niedobór mogą być skuteczne. Nie
ma np. uzasadnienia aby poziom rezerw obowiązkowych w Polsce był
wyższy niż poziom stosowany przez Europejski Bank Centralny.
Niedobór środków na finansowanie kredytów wynika jednak z dwóch
różnych powodów. Po pierwsze, z obiektywnych uwarunkowań
zewnętrznych związanych z ograniczeniem możliwości pozyskania
środków. Po drugie, z korzystnych dla banków możliwości lokowania
posiadanych środków w NBP.
Skuteczne dla ograniczenia niedoboru środków na rynku kredytowym
może okazać się obniżenie oprocentowania lokat bankowych na
rachunkach NBP. Ograniczy to komfort finansowy dla banków przesadnie
ostrożnych. Redukcja stopy depozytowej dla lokat overnight wydaje
się pilna.
Należałoby również rozważyć wprowadzenie limitów na sprzedaż bankom
bonów, stanowiących obecnie łatwo dostępny instrument substytucyjny
wobec działalności kredytowej.
Warto po pierwsze, wyeliminować ewidentny konflikt interesów
instytucji kontrolujących wiarygodność uczestników rynku. Mamy tu na
myśli w szczególności firmy ratingowe i audytorskie, które
dostarczają informacji dla uczestników rynku a opłacane są przez
kontrolowanych. W takiej sytuacji zachodzi podejrzenie, że można
kupić dobry rating dla emitowanych papierów lub pozytywną ocenę
sprawozdań finansowych. Warto być może powierzyć wybór audytora
zewnętrznego dla instytucji zaufania publicznego na przykład organom
nadzorczym a nie organom spółek bankowych.
Należy zlecić organom nadzoru nad rynkiem finansowym wykonywanie
funkcji wypełnianych dotychczas przez agencje ratingowe. Nadzorcy we
współpracy z bankiem centralnym powinni uwiarygodniać uczestników
rynku finansowego poprzez upublicznianie syntetycznych np.
punktowych ocen ich wiarygodności finansowej. Propozycja ta spotka
się prawdopodobnie ze sprzeciwem organów nadzoru, zwiększy bowiem
ich współodpowiedzialność za sytuację na rynku finansowym.
Upublicznianie syntetycznych, skwantyfikowanych ocen wiarygodności
finansowej przez organa nadzorcze mieści się jednak w
profilaktycznej misji organów nadzoru i w sytuacji kompromitacji
agencji ratingowych może przywrócić zaufanie do uczestników rynku.
W obecnej sytuacji nie ma podstaw do tego aby instytucje nadzorcze,
opłacane przez uczestników rynku, mogły unikać odpowiedzialności za
przywracanie zaufania na rynkach finansowych.
Określenie maksymalnego limitu oprocentowania depozytów, które
podlegałyby ochronie BFG należałoby jednak zastosować w
ostateczności gdyby inne narzędzia i ewentualne działania KNF
ograniczające licytację cenową i hazard moralny na rynku depozytowym
okazały się nieskuteczne.
Warto rozważyć czy możliwe są rozwiązania antykryzysowe praktycznie
bezkosztowe.
Leszek Pawłowicz, Jan Szomburg, Błażej Lepczyński
Opinia Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową
Sytuacja obecna gdy niewspółmiernie wynagradzani doradcy finasowi,
prezesi, rady nadzorcze,
instytucja Krajowego Nadzoru Finasowego, lobbyści pozwolili dla
swych pazernych partykularnych celów na plajtę tysięcy DOBRYCH
PRZEDSIĘBIORSTW.
Gdy metodą szantażów i oszukańczych praktyk, nie informując ze złej
woli albo z braku analizy i wiedzy o skomplikowanych produktach
finasowych. Gdy ukrywali te szczegóły produktów finansowych w swych
namolnych ofertach dla zysku - musi dostać odpowiednią zapłatę
przewidzianą prawem unijnym!!!!!!
Dość doktrynerstwa! Dość blagi! Dość prynycypialnych piczych postaw
pseudofachowców. TW Boni w Krakowie szczerze prz