Byli my w jakimś zach-porcie , (nie pamiętam którym) i na pokład
wszedł po trapie pimpek (tak go później nazwaliśmy) …
taki kundel wlazł i bosman przybiegł i zameldował , że
takie „bydlę” wlazło na deck ..
no powiedział ja : bosman , no pokaż …
no miał ryj taki inteligentny i tak się zachowywał , że polskie
posły by mu nie dorównali ..
bosman rzekł , zamustruje go pan czif ?
z punktu powiedziałem , no pewnie, że tak ..
pierwszy portem był harmburś (Hamburg ) ..
i ta qrwa , zanim my jeszcze trap nie zdążyli ustawić , już leciał
po nim i z pół trapu skoczył na keję…
poszedł w tango …
po dwóch dniach gdy dali my tyfon , że schodzimy ta qrwa przywlokła
się w ostatniej chwili i wlazła na trap .. ale nie była w stanie
wejść na pokład … trapowy wziął go na ręce i posadził na decku …
to biedaczysko było okaleczone , rozharatane przez Niemców
(oczywiście psy i suczki) i ślepia miał tak smutne , że w uchu
słyszałem dzwony kościelne z pożegnalnej ceremonii…
ale wylazł z tego ..
kazałem szefowi kuchni podać mu najlepsze racje posiłkowe
oficerskie …
wylazł z tego , szli my potem an Anvers (Antwerpia) i znowu ledwo
my do kei dobili ta qrwa znowu skoczyła z nierozwiniętego trapu i
poszła w port ...
Wrócił tak sam złajdaczony , potem gdy staliśmy long side z
innymi statkami pol-floty pomylił statki i wlazł na ms
Sienkiewicza …jak mi kolegi opowiedzieli …
My czekali , ale musieli wziąć cumy i wyjść …
W awanporcie dali my po trzykroć tyfon … na pożegnanie … na pewno
było mu smutno ..
Te jego ślepia … szanson tristee…
Potem gdy latałem na Amerykę nigdy go już nie spotkałem …
www.youtube.com/watch?v
5qpCh3fAB0