Założyłem sobie wczoraj wątek na forum Świat, tak dla odmiany.
Wątek dotyczył rzekomego rasizmu ministra spraw zagranicznych
Izraela, i tego, czy Izrael można nazwać państwem rasistowskim.
Dana szybko mi wyjaśniła, że nie można, a Lieberman nie jest żadnym
rasistą, za co jestem jej oczywiście bardzo wdzięczny, bo nie lubię
błądzić.
Zaraz przypałętał się jakiś obszczyl, który nic nie wniosł poza
paroma inwektywami, ale trafił się też rozsądny gość, tj. taki który
w przeciwieństwie do Dany i Absztyla nie zaczął od ogłoszenia wszem
i wobec co o mnie myśli. Co prawda później, wzorem Dany, zaczął
przekręcać moje słowa, ale z pewnością w dobrej intencji. To jest,
muszę się jej domyślać, tej intencji, bo po chwili przeszli z
Absztylem na grypserę, i przestałem rozumieć ich uwagi wymieniane za
moimi plecami w jakimś dziwnym języku...
Czy napisałem już, że wątek nie wytrzymał ciężaru gatunkowego gości,
i znikł po przekroczeniu 50 postów? Szczerze, to wcale mi go nie
żal. Żal mi tych bidoków (chociaż cholera wie, ile im płacą

,
którzy nie mogą dopuścić do tego by ktoś zadawał trudne pytania,
albo co gorsza, uzyskał na nie odpowiedzi niezgodne z oficjalną
doktryną propagandową państwa Izrael...
Miłego dnia, i czuj duch!