Dodaj do ulubionych

JFK: "Ich bin ein Berliner"

17.12.03, 03:42
"Jestem Berlinczykiem". Slowa te wypowiedzial prezydent USA John Kennedy
w czasach, kiedy podzielone Niemcy potrzebowaly USA. Sowjeci stali wtedy
nad Laba, ich czolgi byly postrachem calej cywilizowanej Europy, gdyz
mogly dotrzec do Atlantyku. Berlin Zachodni byl wyspa cywilizacji w
"morzu komunistycznym", a jego 2 mln mieszkancow niejako "zywa tarcza"
Sowjetow, gdyz radzieckie dowodztwo ulokowalo sie tuz na granicy miasta
w miejscowosci o nazwie Zossen (lub jakiejs podobnej). Tak mialo byc
"po wsze czasy", a wielu modlilo sie, zeby nie bylo jeszcze gorzej. Przeciez
Zwiazek Radziecki mial byc "wieczny" tak jak "wiecznie zywy" mial byc Lenin.
W Czechoslowacji byly solidne pomniki-napisy w rodzaju "Ze Sveckim Svazem na vse casy".
A potem inny prezydent USA Ronald Reagan wypowiedzial slowa: "Panie Gorbaczow - niech
pan zburzy ten mur". I stalo sie cos teoretycznie niemozliwego - odwrocono niejako
rok 1945, Niemcy ponownie sie zjednoczyly a kraje Europy Wschodniej odzyskaly wolnosc.
Dzisiaj zjednoczone, bogate i pewne siebie Niemcy coraz mniej potrzebuja USA.
Przypomniano sobie, ze USA to nie tylko Kennedy i Reagan, ale takze udzial w
bombardowaniu Drezna, ze na dwoch wojnach swiatowych, kiedy Francja i Niemcy
"braly sie za lby" zarobili glownie Amerykanie. Obudzily sie nowe ambicje, ktoz
wie jakie naprawde. A przeciez Europa i Ameryka moga nadal isc razem. Brazylia, ktora
ma obecnie wiecej ludnosci niz Rosja nie chce byc mocarstwem, woli cieszyc sie zyciem
w sposob bardziej ludzki i "przyziemny". Znajduje sie niejako "pod parasolem" USA,
ktore nie zycza sobie zadnych obcych wplywow na obu kontynentach amerykanskich.
Ameryce zalezy takze na Europie. Po co miec jakies ambicje "niezaleznej potegi
militarnej" kiedy mozna tak jak dawniej polegac na USA, a samemu klasc nacisk
na te kierunki rozwoju, z ktorych Europa moze byc dumna.
Obserwuj wątek
    • Gość: n0str0m0 prezydent prezydentowi nierowny IP: 61.149.200.* 17.12.03, 05:27
      i o ile jfk i rr mieli za co byc powazani i doceniani
      to cala reszta chlystkow z tym obecnym na czele
      nie zasluguje na nic oprocz dobrego kopa w pupe
      (a narod u nich panie - ciemny...)

      nostromo
      • institoris1 zastanawiam sie jak mozna takie kretynizmy wypisyw 17.12.03, 08:56
        Wyrocznia portalu: n0str0m0 napisał(a):

        > i o ile jfk i rr mieli za co byc powazani i doceniani
        > to cala reszta chlystkow z tym obecnym na czele
        > nie zasluguje na nic oprocz dobrego kopa w pupe
        > (a narod u nich panie - ciemny...)
        >
        > nostromo

        Amerykanskiej polityce zagranicznej po 2 Wojnie Swiatowej jednego z pewnoscia
        nie mozna zarzucic- braku konsekwencji i kontynuacji. To co zapoczatkowal
        Truman bylo konsekwentnie realizowane przez kolejnych prezydentow (moze z
        wyjatkiem kwarka Cartera, ktoremu wydawalo sie, ze to moralnosc winna byc
        najwazniejszym czynnikiem tejze polityki- ze skutkiem dla USA raczej
        oplakanym). Wynikiem tej, w swoich pryncypiach, niezachwianej polityki, bylo
        doprowadzenie m.in. do zalamania sie swiatowego komunizmu. Nie bardzo pojmuje w
        tym kontekscie dlaczego to JFK. i RR. zasluzyli sobie na pochwale, a reszta
        jedynie na kopa w dupe? Nie pojmuje rowniez, jak mozna sie wyrazac o
        prezydentach demokratycznego kraju "chlystki", a caly narod okreslac
        mianem "ciemny"?
        Zimny prysznic przed kazdym napisaniem postu na FA? Niekoniecznie pomoze, ale z
        pewnoscia nie zaszkodzi...
        • Gość: n0str0m0 daj powody by tak nie myslec... IP: 61.149.200.* 17.12.03, 09:28
          nie w dupe a w pupe
          widzisz, w zaperzeniu sie tracisz ostrosc widzenia
          lecz nie o tym

          narod u nich ciemny...? a co, gdzie narod ciemny nie jest?
          w polsce, ach, jacy jestesmy najmadrzejsi z calego bloku wschodniego
          i od okraglego stolu nie potrafimy nic lepszego wymyslic
          niz "jaruzelskiego bohatera"

          jacy sa w porownaniu z nami amerykanie?
          z naiwna wiara w demokracje i uczciwe rzadow sprawowanie
          w telewizje zapatrzonych z lejzibojow na ktorych im sie z trudem dupska mieszcza?

          skad sie bierze unikalnosc jfk?
          z elementu cezury historycznej
          byl OSTATNIM prezydentem "ktoremu mozna bylo zaufac" - slusznie czy nie
          po nim juz tylko potop...

          prawie - bo w czasach gdy naprawde wszystko zalezalo od dwu czerwonych przyciskow
          potrafil ronald tak gre prowadzic, ze bez wystrzalu czerwony system padl
          to co, nie ma czego podziwiac?

          ani johnson ani nixon ani ford ani carter nie rozjasnili kart amerykanskiej historii
          natomiast obecnie po klaunowatym clintonie (co to milosc zamiast wojny...)
          amerykanie maja za prezydenta maniaka konfrontujacego ich z calym swiatem
          i w konfrontacji tej - moralnie przegrywajacym

          to za co ma ich ta europa podziwiac i kochac
          nawet ta wschodnia, ktora podobno wyzwolili pare lat temu?

          jesli na zasadzie kontrastu do bydlecego systemu jaki w peerelu byl
          podziwiasz ameryke za ich odmiennosc
          to sie obudz

          graja ta sama gre co i sowieci
          tylko inaczej znaczonymi kartami

          nostromo
          • institoris1 Re: daj powody by tak nie myslec... 17.12.03, 10:02
            Gość portalu: n0str0m0 napisał(a):

            > nie w dupe a w pupe
            > widzisz, w zaperzeniu sie tracisz ostrosc widzenia
            > lecz nie o tym

            mozliwe

            > narod u nich ciemny...? a co, gdzie narod ciemny nie jest?
            > w polsce, ach, jacy jestesmy najmadrzejsi z calego bloku wschodniego
            > i od okraglego stolu nie potrafimy nic lepszego wymyslic
            > niz "jaruzelskiego bohatera"

            narod to narod, ani ciemny, an jasny; poprostu narod. Upraszczasz z tym
            Jaruzelskim.

            > jacy sa w porownaniu z nami amerykanie?
            > z naiwna wiara w demokracje i uczciwe rzadow sprawowanie
            > w telewizje zapatrzonych z lejzibojow na ktorych im sie z trudem dupska
            mieszcz
            > a?

            wiara to wiara, niektorym wiara konieczna jest do zycia. Czyzby rzeczywistosc
            jaka jest, miala byc powodem bysmy zredukowali tresci naszej wiary? Az do zera
            by przestac byc naiwnymi? Prosze bardzo- Twoj wybor- zrobisz jak uwazasz.

            > skad sie bierze unikalnosc jfk?
            > z elementu cezury historycznej
            > byl OSTATNIM prezydentem "ktoremu mozna bylo zaufac" - slusznie czy nie
            > po nim juz tylko potop...
            >
            > prawie - bo w czasach gdy naprawde wszystko zalezalo od dwu czerwonych
            przycisk
            > ow
            > potrafil ronald tak gre prowadzic, ze bez wystrzalu czerwony system padl
            > to co, nie ma czego podziwiac?
            >
            > ani johnson ani nixon ani ford ani carter nie rozjasnili kart amerykanskiej
            his
            > torii

            wszyscy oni prowadzili te sama, spojna polityke zagraniczna. Jedni lepiej niz
            inni i to tyle.

            > natomiast obecnie po klaunowatym clintonie (co to milosc zamiast wojny...)
            > amerykanie maja za prezydenta maniaka konfrontujacego ich z calym swiatem
            > i w konfrontacji tej - moralnie przegrywajacym

            jakos nie dostrzegam konfrontacji USA kontra reszta swiata; czyzbys to Ty
            przesadnie ulegal pacyfistycznej propagandzie?

            > to za co ma ich ta europa podziwiac i kochac
            > nawet ta wschodnia, ktora podobno wyzwolili pare lat temu?

            wcale nie musi kochac i podziwiac; wystarczy swiadomosc, ze wolnosc przyszla
            glownie dzieki im. Mozliwie, ze i dzieki nim pozostanie na dluzej.

            > jesli na zasadzie kontrastu do bydlecego systemu jaki w peerelu byl
            > podziwiasz ameryke za ich odmiennosc
            > to sie obudz
            >
            > graja ta sama gre co i sowieci
            > tylko inaczej znaczonymi kartami

            mnie sie ta gra podoba- nawet swiadomie.

            i.
            • Gość: n0str0m0 swiadoma sympatia do gry znaczonymi kartami...? IP: 61.149.200.* 17.12.03, 10:18
              a widzisz... stad cale nieporozumienie wynika
              i dlatego sie "przezywasz"

              tobie sie ich gra podoba - a mi JUZ przestala
              najzabawniejsze jest to
              ze gorbaczow najpopularniejszy byl i pozostanie poza sowietami
              a amerykanska polityka podoba sie polakom...
              jeszcze...

              poczekam, zobacze jak dlugo w milosci swej wytrzymasz
              rozumowi wbrew...
              w miedzyczasie pytam o samopoczucie
              po rozwalce manifestacji w iraku
              dobrze sobie pozastrzeliwali, co?
              jak na safari...

              nostromo
              • institoris1 Re: swiadoma sympatia do gry znaczonymi kartami.. 17.12.03, 10:23
                Gość portalu: n0str0m0 napisał(a):

                > a widzisz... stad cale nieporozumienie wynika
                > i dlatego sie "przezywasz"
                >
                > tobie sie ich gra podoba - a mi JUZ przestala
                > najzabawniejsze jest to
                > ze gorbaczow najpopularniejszy byl i pozostanie poza sowietami
                > a amerykanska polityka podoba sie polakom...
                > jeszcze...
                >
                > poczekam, zobacze jak dlugo w milosci swej wytrzymasz
                > rozumowi wbrew...
                > w miedzyczasie pytam o samopoczucie
                > po rozwalce manifestacji w iraku
                > dobrze sobie pozastrzeliwali, co?
                > jak na safari...
                >
                > nostromo

                przed chwila nazwales Cartera "chlystkiem", a kryteria, ktorymi sie kierujesz w
                ocenie sa takie "carterowskie"smile
                "Milosc" to nieco przesadne okreslenie...
                i.
                • Gość: n0str0m0 pisanie na kolanach IP: 61.149.200.* 17.12.03, 10:56
                  nie zmieni niczego
                  czy do proboszcza, prezydenta czy do jakiegokolwiek pierwszego sekretarza...

                  nie ma powodu dla ktorego ocena osoby i polityki jakiegokolwiek przywodcy
                  odbywac by sie miala w atmosferze nasaczonej dymem z kadzidel
                  to sa - przynajmniej teoretycznie w demokracji - wybieralni urzednicy panstwowi
                  ktorych PSIM OBOWIAZKIEM jest sluzyc spoleczenstwu

                  co do cartera...
                  nie pomoze tu opalenizna czy zabiegi o nobla
                  prezydent powinien oprocz innych wartosci kwalifikujacych posiadac charyzme
                  tego mu zabraklo

                  powiesz penie, ze gwb ma charyzmy za pieciu
                  moze...
                  sa jednak inne cechy ktorych mu brak
                  jemu nawet prezydent hindukuszu nie uwierzylby na slowo
                  a byc rzadzonym przez matacza i klamce to nie powod do radosci

                  nostromo
                  • institoris1 Re: pisanie na kolanach 17.12.03, 11:14
                    Gość portalu: n0str0m0 napisał(a):


                    > nie ma powodu dla ktorego ocena osoby i polityki jakiegokolwiek przywodcy
                    > odbywac by sie miala w atmosferze nasaczonej dymem z kadzidel
                    > to sa - przynajmniej teoretycznie w demokracji - wybieralni urzednicy
                    panstwowi
                    > ktorych PSIM OBOWIAZKIEM jest sluzyc spoleczenstwu

                    Wedlug mojej oceny GWB sluzy spoleczenstwu najlepiej jak potrafi i sluzbie tej
                    jest calkowicie oddany- zgodnie ze swoim sumieniem i swiatopogladem. Nie
                    uwazam, zeby akurat to kryterium bylo najszczesliwsze w ocenie dzialalnosci
                    danego polityka; sam je tutaj wprowadziles...

                    > co do cartera...
                    > nie pomoze tu opalenizna czy zabiegi o nobla
                    > prezydent powinien oprocz innych wartosci kwalifikujacych posiadac charyzme
                    > tego mu zabraklo

                    > powiesz penie, ze gwb ma charyzmy za pieciu
                    > moze...
                    > sa jednak inne cechy ktorych mu brak
                    > jemu nawet prezydent hindukuszu nie uwierzylby na slowo
                    > a byc rzadzonym przez matacza i klamce to nie powod do radosci

                    przyznam, ze te kryteria oceny juz bardziej mi odpowiadaja- dziwi mnie jedynie
                    w tym kontekscie Twoj lament nad naiwna wiara Amerykanow w idealy.

                    i.
      • galba A za co można poważać JFK? 17.12.03, 15:40
        Gość portalu: n0str0m0 napisał(a):

        > i o ile jfk i rr mieli za co byc powazani i doceniani

        Za związki z mafią? Za wyborcze fałszerstwo zorganizowane przez tęż mafię w
        1960 r. (Ilinois, Teksas)? Za fałszowanie corocznych, obowiązkowych badań
        lekarskich głowy państwa? Za klęskę "kryzysu kubańskiego" (stan wyjściowy:
        amerykańskie rakiety w Turcji, brak rakiet ZSRR na zach półkuli, stan końcowy:
        dalszy brak radzieckich rakiet na Kubie, wycofanie amerykańskich z Turcji)? Za
        klęskę operacji w Zatoce Świń (JFK cynicznie skazał na śmierć kilkuset ludzi,
        których wcześniej tam wysłał)? Za orgietki w Białym Domu, przy których bledną
        wyczyny BC? Za otaczanie się agentami KGB? Za....?

        Dzięki Bogu CIA w końcu przeprowadziła mu "impeachment".

        G.
    • Gość: babariba JFK CHCIAŁ powiedzieć, że jest... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 17.12.03, 09:05
      ...berlinczykiem, a powiedział, ze jest caisteczkiem berlińskim, 'berlinką' podobna do wadowickiej kremówki.
      I tyle by tu było o wiedzy amerykańskich prezydentów o europejskich sprawach
      • institoris1 Re: JFK CHCIAŁ powiedzieć, że jest... 17.12.03, 09:13
        Gość portalu: babariba napisał(a):

        > ...berlinczykiem, a powiedział, ze jest caisteczkiem berlińskim, 'berlinką'
        pod
        > obna do wadowickiej kremówki.
        > I tyle by tu było o wiedzy amerykańskich prezydentów o europejskich sprawach

        jesli juz to nie zadna kremowka, a najnormalniejszy w swiecie paczek.
        Z pewnoscia to chcial powiedziec, z pewnoscia na tym konczyla sie jego wiedza o
        europejskich sprawach i z pewnoscia tak to odebral milion berlinczykow, ktorzy
        slow JFK. sluchali...
        • Gość: n0str0m0 a tu sie zgadzamy... IP: 61.149.200.* 17.12.03, 09:30
          zwykly POLSKI paczek
          a nie amerykanski dog-nut z dziurka w srodku

          nostromo
    • jacqueline Re: JFK: "Ich bin ein Berliner" 17.12.03, 14:16
      Z tym,że Reagan powiedział co myślał a Kennedy co myślał,że mówi. Dowód:
      "Ich bin ein Berliner" znaczy: "Jestem pączkiem z marmoladą" a
      prawidłowo "Jestem Berlińczykiem" to "Ich bin Berliner"
      • de_oakville Re: Re: Ein Berliner = Paczek z dzemem 18.12.03, 01:00
        Zapewne macie racje z tym "paczkiem". Zainteresowalem sie jednak sprawa troche
        blizej i wedlug tego co przeczytalem wszystko nie jest takie proste.

        Polecam

        urbanlegends.about.com/cs/historical/a/jfk_berliner.htm
        Powtorze w skrocie, ze Kennedy poprosil niemieckiego dziennikarza, aby mu to zdanie ("I am a Berliner")
        przetlumaczyl na niemiecki. I powtorzyl wszystko zgodnie z tym, co tamten mu polecil.
        Wedlug wspomnianego artykulu mozna podobno powiedziec "Ich bin ein Berliner". Sa to
        niuanse jezykowe. Gdyby powiedzial "Ich bin Berliner" to by znaczylo, ze pochodzi z
        Berlina, co byloby niezgodne z prawda. Mowiac "Ich bin ein Berliner" powiedzial "Jestem
        razem z mieszkancami Berlina, jestem jednym z Was". Powtarzam za tym artykulem, nie jest to moja opinia,
        gdyz nie jestem ekspertem.

        Oto fragment oryginalnego artykulu.
        ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
        Several years ago when I visited Germany, I found myself having drinks with a German
        journalist who struck me as fairly intelligent, so I asked her the question.
        (...)
        She said that if President Kennedy had said
        "Ich bin Berliner," he would have sounded silly because with his heavy accent
        he couldn't possibly have come from Berlin. But by saying "Ich bin ein Berliner,"
        he actually said "I am one with the people of Berlin."
        (...)
        I believe, although someone would have to verify it, that President Kennedy actually
        didn't know German very well, if at all. He had a German journalist translate the phrase
        for him, and that journalist coached him at length on exactly how to say the phrase.
        ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

        Moze wiec z Ameryka i prezydentem Bushem tez wszystko nie jest takie proste. Ktos musi byc policjantem, zebyna swiecie nie bylo anarchii.
        Wielki Europejczyk general Charles de Gaulle powiedzial podobno kiedys, ze, "trudno jest rownoczesnie manipulowac karabinem maszynowym,
        wchodzic na ambone i podawac smoczek".

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka