Gość: perli
IP: *.rato.pl / 81.210.11.*
30.12.03, 12:24
Widziała wiosnę (*)Po raz pierwszy. Takiej nie było na Rjiaskij. Pasące się
wierzby. Włosy w wody dotykach. Pierścienie płetw przychodzące ciepłem. Lato
lśniło sierścią Szybkiego. To on ją znalazł i przygarnął. Sprint za rowerem -
kaleką, sprawiał mu radość. Mieli swój teren i nie zamierzali z niego
rezygnować. Zimą cztery naziemne, kamienne śmietniki nie dostarczały już
takiej ilości białka ale podziemny składzik łodpadków tajwańskiej knajpki -
sjur-of-kołz-dobrie-ryzie-tju-jeść- stał się solidną energetyczną enklawą.
Znalazła dresowe spodnie. Czapkę z ocieplaczami i buty. Za duże o trzy rja.
Dwie wkładki z gazetki wyborczej załatały problem. Łodpadki były segregowane
i pakowane do puszki po pikantnych pączkach. Podgrzewane w dłoniach do
odpowiedniej temperatury i zjadane wśród zazdrosnego zjeżania kocich kłów,
zapewniały przetrwanie. Ale asymilacja ziemskich białek była możliwa tylko
dzięki dykcie. Dwie butelki denaturatu do każdego posiłku. Jej oddech więc
miażdżył mknienia Migów. Ten był łosiemnasty.
perli
*dla mojej Wiosny