magister11
03.04.06, 18:03
Szanowna redakcjo,
Od pewnego czasu, a zwłaszcza ostatnio, zadaję sobie proste, ale zasadnicze
pytanie. Dlaczego? Dlaczego tak, a nie inaczej? Dlaczego nie lepiej, a nie
jak zwykle, gorzej. Skąd ten pesymizm, i rodzące się wątpliwości?
Otóż nie tak dawno, bo w grudniu ubiegłego roku, po kilkunastu latach
nieobecności odwiedziłem małe, powiatowe miasteczko, liczące ok.7 tys.
mieszkańców, na tzw. ”ścianie wschodniej”. Jechałem tam z dość mieszanymi
uczuciami, bo ciągle miałem przed oczami miasteczko zapyziałe, pozbawione
perspektyw i szans na rozwój.
Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu wjechałem jakby do innego świata. Czy to
naprawdę to samo miasto, które było symbolem niemożności i skazania na niebyt
w dzisiejszej drapieżnej rzeczywistości? Zastałem porządek i ład, i czystość,
które doprawdy mnie zadziwiły. Czyli, że jednak można. W oczywisty sposób
nasunęły mi się porównania i skojarzenia z moim miastem. Może nie wszyscy
pamiętają fakt, ale Pruszków był w ścisłej czołówce najbardziej dynamicznie
rozwijających się miast na Mazowszu. Co nam zostało z tych lat niech każdy
osądzi sam. W jaki sposób wykorzystaliśmy lata transformacji ustrojowej widać
gołym okiem. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że szanse, jakie się
pojawiają trzeba umieć wykorzystać, bo być może nigdy się już nie powtórzą.
Podstawą rozwoju każdego miasta są inwestycje. Pozostaje tylko zasadnicze
pytanie – jakie? Przede wszystkim takie, które służą każdemu z nas
mieszkańców. Bo to one tworzą nowe miejsca pracy, ułatwiają nam codzienne
życie, kształtują harmonię, estetykę miasta. O tym wszystkim decydują
urzędnicy samorządowi, którzy sprawują bezpośredni nadzór nad realizacją
miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego w oparciu o przepisy prawa
budowlanego, ochrony środowiska, czyli Wydział Architektury i Planowania
Przestrzennego Urzędu Miejskiego.
Zupełnie nie rozumiem „filozofii” inwestowania w naszym mieście, którą
lansują już od dłuższego czasu Panowie Prezydenci, a wtóruje im radny
Jarosław O. z Porozumienia Pruszkowskiego. Twierdzą oni wszyscy, że rozwój i
dobrobyt miasta zapewnią nam inwestycje mieszkaniowe, w tym deweloperzy(sic)
i sportowe.
Są przekonani, że do Pruszkowa sprowadzą się sami nowi, bogaci mieszkańcy,
którzy swoimi dochodami zasilą budżet miasta (poprzez płacone przez nich
wysokie podatki). Cóż za paranoidalna teoria. Spróbujmy porównać nasze miasto
z sąsiednim Grodziskiem Mazowieckim. Liczba mieszkańców Grodziska jest o
połowę mniejsza niż Pruszkowa i (ok. 26 tys. mieszkańców). Budżet Pruszkowa
to 120 mln. zł, podczas gdy Grodziska 100 mln zł. Wystarczy porównać te
liczby, by się przekonać jak wielka jest różnica w środkach i możliwościach
budżetowych przypadających na 1 mieszkańca.
Grodzisk zawdzięcza swój dynamiczny rozwój inwestycjom, tworzącym nowe
miejsca pracy. W najbliższych dwu latach mają tam powstać co najmniej 4 nowe
zakłady pracy, zatrudniające ok. 1000 pracowników. Czy fakt ten nie powinien
dać do myślenia; w jaki sposób powinniśmy wykorzystać szansę? Kierujmy się
przede wszystkim dobrem swoich mieszkańców.
Rozwój Pruszkowa w ostatnich latach to szereg inwestycji, zrealizowanych
głównie za sprawą Studia „R”, którego szefem jest Pan Ryszard R. To dzięki
niemu powstały i powstają takie osiągnięcia jak „koszmarek” przy ul. Miry
Zimińskiej–Sygietynskiej (zawdzięczamy go również grupie radnych, poprzedniej
kadencji, którzy pojechali na tzw. hamburgerową wycieczkę do centrum
handlowego i zamarzyli sobie powstanie takiej właśnie inwestycji w
Pruszkowie) budynki mieszkalne i usługowe przy ul. Pilnikowej, ul. Drzymały,
parking wielopoziomowy przy ul. Sprawiedliwości i inne. Kiedy patrzę na nie
zadaję sobie pytanie: jak to jest możliwe, że wydano pozwolenia na budowę
tych obiektów. Gdzie prawo budowlane, ochrona środowiska? Kto odpowiada za
kształtowanie ładu przestrzennego w naszym mieście, miejscowych planów
zagospodarowania? Wiele z tych inwestycji nie spełnia warunku podstawowego,
jakim jest choćby zapewnienie odpowiedniej liczby miejsc parkingowych.
Przestało mnie dziwić, że tak się dzieje w momencie, kiedy okazało się, że
istnieją ścisłe związki (rodzinne) między Panią Naczelnik Wydziału
Architektury a Studiem „R”. Czy takim relacjom powinniśmy zawdzięczać
dzisiejszy wygląd naszego miasta?
Od dawna chodzi mi po głowie pomysł na uczczenie 90–lecia nadania praw
miejskich Pruszkowowi. A może by tak odkupić od obecnego właściciela teren
byłych zakładów „Porcelit” i na jego miejscu zbudować (ale bez udziału
Studia „R”) ratusz, na który Pruszków zasługuje, zamiast topić pieniądze w
remont obecnego UM, który i tak nic nie poprawi zarówno jeśli chodzi o jego
funkcjonalność (niepełnosprawni!!!) jak i estetykę, że o parkingu nie wspomnę.
Kiedy tak myślę o moim mieście i o tym co można było zrobić przez te
kilkanaście lat nachodzi mnie smutna refleksja, że być może decydowali i
nadal decydują o jego aktualnym obliczu nie ci, którzy powinni. Widać,
bowiem, jak na dłoni, że do rządzenia potrzeba nam jak nigdy dotąd
prawdziwych fachowców-wizjonerów, którzy Pruszków nasz „widzą ogromnym”, i
dosłownie i w przenośni.
A mogło być tak
pięknie...
JK (nazwisko i adres znane redakcji)
źródło: www.wpr.com.pl/70052693.php