Dodaj do ulubionych

mam prośbę do was:)

11.04.06, 22:42
Kochani rodzice. jestem pedagogiem specjalnym i obecnie piszę dość sporą
pracę o dzieciach z wadami wrodzonymi i o wczesnej rehabilitacji i terapii
( w okresie noworodkowym. Jednak chcialam w swoich badanich ująć także taki
wątek na temat komunikacji : rodzice dziecka z wadą wrodzoną a specjaliści.
Jeśli zechcielibyście napisać w jaki sposób zostaliście poinformowani o
wadzie waszych dzieci, kto wam takiej informacji udzielił i jak szybko po
porodzie?, czy na oddziale otrzymaliście wszelkie informacje dotyczące
możliwości leczenia i pomocy waszym dzieciom? czy ktokolwiek zapewnił wam
wsparcie i pomoc ( chodzi o szpital)?, czy wasze dzieci miały na oddziale
jakąkolwiek terapię poza medyczną ( chodzi o masaże, logopedów, rehabilitacje
itd)? czy pokazano wam jak pielęgnować dziecko , jak karmić, jesli tak to kto
to zrobił ( lekarz, polozna, rehabilitant?). I w ogole wszystko co
chcielibyście jeszcze opowiedzieć. Generalnie interesuje mnie wasza ocena
szpitala, lekarzy w udzielaniu wam fachowej opieki i pomocy. Wierze że wasze
opinie przyczynia się do powstania ciekawego aspektu mojej pracy, a
spostrzezenia mogłyby zostać wykorzystane by poprawić jakość opieki i
wczesnej interwencji na oddziałach neonatologicznych. Z góry dziękuję
pięknie :)
Małgosia
Obserwuj wątek
    • u.too Re: mam prośbę do was:) 12.04.06, 15:00
      to niestety 'niefajny' temat jeśli chodzi o mnie. tzn. jeśli chodzi o rozszczep
      każą iść 'do chirurga'. gdy znajdę czas szczegółowo napiszę ci na maila gazety
      o tym jak błyskawicznie zabrano córeczkę na obserwację a mnie zostawiono kilka
      pięter niżej, bez poinformowania mnie gdzie jest i co się z nią dzieje :(
      non stop pytano się mnie tylko czy chcę porozmawiać z psychologiem, natomiast
      trudno było mi się dopytać o cokolwiek związanego z leczeniem córeczki,
      wielu rzeczy dowiedziałam się bo norwescy studenci mieli praktyki i wykład po
      angielsku. opiekunka grupy z AM dużo mówiła im na temat dzieci z rozszczepem,
      trochę się dokształciłam przysłuchując się
      pediatra neonantolog opiekujący się małą po prosty 'tonął' w papierach i nawet
      2 godziny musieliśmy czekać by znalazł czas na chwilkę rozmowy. to nie jego
      wina, system po prostu nie sprawdza się
      pozdrawiam
    • u.too Re: mam prośbę do was:) 12.04.06, 15:05
      c.d.
      myślę,że dużo podpowie ci lektura tego forum
      po prostu widać, że rodzice sami muszą dojść do wszystkiego drogą prób i
      błędów, na lekarzy rodzinnych to już zupełnie liczyć nie można
    • baskas29 Re: mam prośbę do was:) 13.04.06, 10:00
      Hej, dużo by pisać na ten temat. Moj syn ma już 2.5 roku, wiec emocje trochę
      może opadły ale na forum "chore dziecko" był duży wątek nt jak rodzice są
      traktowani w szpitalu i jaką "pomoc" otrzymują. Poczytaj, dużo się dowiesz,
      niestety w więkoszości niepochlebnych opinii.

      Powodzenia przy pisaniu

      Baska
      • u.too Re: mam prośbę do was:) 13.04.06, 13:56
        to jeszcze 'humorystycznie' dopiszę o badaniu bioderek
        dostaliśmy skierowanie z informacją wada wrodzona, trudno było ten napis
        przeoczyć. z uwagi, na rozszczep podniebienia twardego chyba oczywiste jest
        dokładne sprawdzenie bioderek, może tam też coś się 'nie udało'.
        na drugiej, błyskawicznej w sensie trwania, wizycie pani doktor wypisała: bez
        zaleceń. dosłownie kiedy wychodziliśmy, w drzwiach zapytała: zaraz, zaraz, a
        tu co pisze? nie zauważyła biedna rozszczepu na twarzy bo zajęta była
        musztrowaniem mamusi, która nie wie jak stanąć, by jej nie przeszkadzać. no a
        gdyby mama miała trzymać przy sobie jeszcze torbę z osobistymi rzeczami :
        portfel, dokumentacja med. małej to by zatrzymała pracę tej wybitnej placówki
        med., dosłownie
        ech życie ....
    • agnes2006 Re: mam prośbę do was:) 14.04.06, 13:48
      Witam, jestem mamą bliźniaków. Ciąża przebiegała bezproblemowo, dzieci urodziły
      się w 39 tygodniu ciąży. Zaraz po porodzie (cc), zanim jeszcze wyjechałam z
      sali operacyjnej pani doktor poinformowała mnie, że jedno z dzieci ma rozszczep
      podniebienia miękkiego. Byłam w szoku, podwójnie, bo nadal byłam pod wpływem
      środków znieczulających (które zresztą podano mi tak, że miałam problemy z
      oddychaniem), a tu taka wiadomość.

      W dniu porodu, a także w ciągu następnych dwóch dni nie udzielano mi żadnych
      informacji, lekarze, którzy przychodzili na wizytę, okazywali mi
      zniecierpliwienie, że w ogóle pytam o problem mojego dziecka. Z drugiej strony
      zdecydowali, że dziecko będzie karmione smoczkiem rozszczepowym, po pierwszej
      próbie karmienia dziecko zwymiotowało, czemu zresztą się nie dziwię, bo smoczek
      ten jest ogromny a buźka mojego dziecka była malutka, nie ważyło zbyt dużo
      (jako bliźniak). Podano dziecku sondę (ale o tym dowiedziałam się dopiero przy
      wyjściu ze szpitala, przeczytałam na karcie informacyjnej). Nie wiem dlaczego
      bez mojej zgody i wiedzy karmili dziecko sondą.

      Przez tydzień pobytu w szpitalu lekarze i pielęgniarki bardzo naciskali na
      karmienie piersią, jeden dzidziuś bez problemu ssał, natomiast ten z
      rozszczepem miał problemy. Oczywiście nikt mnie nie poinformował, że dzieci z
      rozszczepem podniebienia nie umieją ssać, tylko 100 pytań w ciągu dnia czy już
      ssie, bo jak nie to przedłuży się pobyt w szpitalu.

      4 dnia po porodzie odwiedziła nas pani otolaryngolog, żeby udzielić mi
      informacji o wadzie dziecka. Rozmowa trwała 40 sekund. Pani doktor bardzo się
      spieszyła, powiedziała kilka słów, które nie zapomnę do końca życia: „Pani
      dziecko ma rozszczep podniebienia, najlepiej zoperować to tutaj (w mieście w
      którym mieszkamy) jak dziecko będzie miało 1,5 roku. Dziecko będzie miało wiele
      problemów, będzie wymiotować, ulewać nosem, będzie często chorowało. Po
      operacji będzie miało swój specyficzny głosik, może nie wymawiać niektórych
      spółgłosek. Przepraszam, ale się spieszę.”
      Proszę sobie wyobrazić co ja wtedy czułam! TRAGEDIA!

      Po powrocie do domu, szukaliśmy z mężem informacji na temat możliwości operacji
      rozszczepu. Trafiliśmy na stronę Michała Sobali i oraz na to forum.
      Przeczytaliśmy historie dzieci z podobnym problemem. Skontaktowaliśmy się z
      profesor Dudkiewicz. Nasze dziecko było operowane w wieku 5,5 miesiąca, teraz
      ma 7 miesięcy. Operacje zniosło super. Do tej pory nie zachorowało ani raz,
      super przybiera na wadze, bardzo lubi jeść i rzadko ulewało. Nie mamy z nim
      najmniejszych problemów. Trudniej jest z drugim bliźniakiem, który okazał się
      niejadkiem.

      Mam ogromny żal do szpitala, w którym rodziłam, za to jak nas potraktowano.
      Przede wszystkim o to, że nie udzielano żadnych informacji na temat możliwości
      przeprowadzenia zabiegu w innych miastach, że nie powiedziano mi, że dziecko
      nie będzie jadło z piersi. O tym musiałam się dowiedzieć z Internetu.

      Na szczęście teraz już wszystko za nami.
      Pozdrawiam.
      • mamadwu Re: mam prośbę do was:) 17.04.06, 17:17
        Ja również jestem mamą bliżniaków - niestety obie moje córeczki mają rozszczep
        wargi i podniebienia
        Rodziłam w szpitalu w małym miasteczku - przez cc - kiedy usłyszałam płacz
        pierwszego dziecka było to najbardziej wzruszające przeżycie jakie dotychczas
        było mi dane - niestety trwało tylko ułamek sekundy, bo niemalże w tym samym
        momencie usłyszałam głos lekarza - tu jest rozszczep- minutkę póżniej
        wyciągnięto drugą małą i usłyszałam - druga też- nie byłam w stanie zadać
        żadnego pytania - po chwili wogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieje-
        podejrzewam,że podano mi coś otumaniającego,gdyż ocknęłam się w pokoju sama -
        długo płakałam, zanim ktokolwiek się pojawił ale gdy w końcu trafiła do mnie
        nasza pediatra to starała się mi wytłumaczyć jak umiała i była naprawdę dobra
        dla mnie - przyniosła dziewczynki - chociaż trafiły odrazu do inkubatora ze
        względu na niską masę urodzeniową. Nie potrafiono mi udzielić szczególowych
        informacji ale dostałam namiary na Instytut i panią profesor a to już było to
        czego potrzeba.Zawsze mogło być lepiej ale nie narzekam. Dziś jesteśmy już po
        dwóch zabiegach , dziewczynki sa cudowne i zapominam już o tych chwilach po
        porodzie kiedy myślałam,że to straszna tragedia
    • rita78 Re: mam prośbę do was:) 02.05.06, 00:03
      Dziekuje za opisy waszych historii...pozwoliłam sobie wysłać jeszcze
      kwestionariusz ze szczegołowymi pytaniami na wasze adresy...jesli jeszcze raz
      mi mozecie pomoc, bede wdzieczna niezmiernie.
      Pozdrawiam
      Małgosia
    • agnieszka.rzeznik Re: mam prośbę do was:) 07.05.06, 00:32
      Witam
      Synka urodziłam 24.11.2006 w Poznaniu w Klinice Św. Rodziny. O rozszczepie
      małego powiedziała mi i mężowi pediatra obecna przy porodzie i od razu wszystko
      nam tłumaczyła, choć ja wtedy byłam pod działaniem potężnego znieczulenia i
      czułam się baaardzo oszołomiona. Z tamtej rozmowy pamiętam bardzo uspokajający
      głos pani doktor i rozbrajający widok Małego Księcia. Potem już na oddziale
      jeszcze raz wszystko mi tłumaczono, pokazywano i ogólnie dbano o moją kondycję
      psychiczną. Nikt mi nie powiedział, że według naukowych książek mały nie
      powinien umieć ssać piersi i dzięki temu po kilku próbach znaleźliśmy sposób na
      pierś i karmiłam dwa miesiące. Cały personel tzn. położne i lekarze był bardzo
      przyjazny i opiekuńczy. Do dzis jestem im bardzo wdzięczna.
      Chętnie odpowiem na inne pytania (agnieszka.rzeznik@wp.pl)
      Pozdrawiam
      Agnieszka
      • top123 Re: mam prośbę do was:) 07.05.06, 02:16
        Witam. Chetnie odpowiem na Twoje pytania, ale mieszkam w stanach i nie wiem czy
        interesuje Cie opieka nad dzieckiem z wada tutaj. email gazetowy.
        Pozdrowienia.
      • hopplik Re: mam prośbę do was:) 07.05.06, 17:14
        Aga, mój pierwszy (zdrowy)synek urodził się w szpitalu na Jarochowskiego, tam
        położne i lekarze są 'z natury' przyjazne i pomocne. szkoda,że nie wszędzie
        jest tak
      • abudrewicz Re: mam prośbę do was:) 26.06.06, 22:01
        EEE no chyba latka ci się pomyliły...
    • karasiowa Re: mam prośbę do was:) 11.05.06, 08:23
      Synka urodziłam prawie rok temu w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. O tym, że ma
      rozszczep podniebienia miękkiego dowiedziałam się zaraz po porodzie. Pani
      pediatra podeszła do mnie i powiedziała, że wszystko jest Ok, ale jest taka
      malutka wada czyli rozszzep, ale mam się nie martwić, bo wystarczy mały zabieg i
      po kłopocie. Dodała jeszcze, że potem przyjdzie ktoś do mnie i wszystko wyjaśmi.
      Oczywiście nie muszę pisać, że pies z kulawą nogą się nie pofatygował, żeby mi w
      czymkolwiek pomóc. Ja o rozszczepach nie miałam zielonego pojęcie, w ogóle nie
      wiedziałam co to jest!W szpitalu spędziliśmy 4 dni, ponieważ mały nie mógł ssać
      i tracił na wadze. Oczywiście położne i lekarki pokrzykiwały na mnie, że to
      kwetia tego, że nie mam pokarmu, że źle przystawiam itp. NIKT nie wpadła na to,
      że dziecko z rozszczepem nie ssie! Ja o tym nie miałam pojęcia, ale tam przecież
      byli lekarze! Po 3 dnia zdecydowali się dokarmiać Młodego i jak go trochę
      podtuczyli, to wypuścili nas do domu. Bez słowa wyjaśnienia, bez jakiejkolwiek
      rozmowy. W domu dziecko w dalszym ciągu nie jadło, tzn. przystawiane do piersi
      dostawało histerii, a z butelki nie było w stanie nic wyssać. Karmienie trwało
      po 2 godziny, w trakcie których ze smoczka wykapywało po 10 - 20 ml. Pół godz.
      przerwy na drzemkę i od nowa sesja 2-godzinna. I dziecko wyjące z głodu non
      stop. Od razu po powrocie zadzwoniliśmy do przychodni, żeby jak najszybciej
      umówić się na wizytę w lek rodzinnego, ale najbliższy termin był za 1,5 tyg
      (chociaż mówiłam, że dziecko jest z wadą i są problemy z jedzeniem). W związku z
      tym wezwaliśmy lekarza prywatnego, ale pani stwierdziła tylko, że powinnam
      karmić piersią i starać się nie dokarmiać. Po 1,5 tyg w przychodni okazało się
      że Młody spadła na wadze 700 g! Urocza pani doktor opieprzyła nas, że
      zaniedbujemy dziecko, ale rozszczep nie powinien przeszkadzać w karmieniu
      piersią (sic!). Tego dnia zdesperowani zadzwoniliśmy do IMiD (mieliśmy jeszcze
      tydzień do umówionej wizyty) i poprosiliśmy,żeby ktokolwiek nam pomógł, bo
      dziecko umrze z głodu. Telefon odebrał p. dr Piwowar (rewelacyjny człowiek!) i
      dopiero on potwierdził, to czego sami się domyśleliśmy - że dzieci z rozszczepem
      nie mogą ssać i najważniejszy jest dobór właściwego miękkiego smoczka. metodą
      prób i błędów dobraliśmy właściwy,, ale byłam już tak zdesperowana, że pomagałam
      synow jeść naciskając smoczek. I tak karmiłam go 7 miesięcy aż do operacji w
      Instytucie (operował dr Piwowar). Dodam jeszcze, że nikt nie powiedział nam, że
      dziecko może mieć problemy ze słuchem, oddychaniem, ulewanie itp. Do wszystkiego
      doszliśmy absolutnie sami. W razie pytań proszę o kontakt na mail joakoch@op.pl
      • asia.mama.marcelego Re: mam prośbę do was:) 11.05.06, 09:00
        Hej,
        my dokładnie tak samo jak Wy przeszliśmy ten ciężki okres! W szpitalu żadnych
        informacji tylko ciągłe wywieranie presji i zmuszanie do karmienia pierią,
        potem dokarmianie, wypis i w domu tragedia (mały spadał na wadze). Wszycy inni
        lekarze również twierdzili ze nalezy karmic piesią, ale czułam, że dziecko
        karmione w ten poób umrze (dokładnie tak) i zdecydowałam karmić butelką.
        Karmienia również wyglądały identycznie jak u WAS - 2 godz karmienia (kazda
        kropla zapisana w kajeciku) pół godz przerwy i znów karmienia - wyglądalismy
        jak zombie w tym okresie!!!!
        Oczywiście nic o uszach itp, tylko wciąż straszenie, że jak bedzie jadł z
        butelki to się zachłysnie i gotowe zapalenie płuc.
        Bardzo źle wpominam tamten czas i nawet teraz cieżko mi się do tego wraca...
        podr
    • ewcia232 Re: mam prośbę do was:) 11.05.06, 09:39
      Boze kochany - gdy czytam Wasze wypowiedzi, to tak jakbym widziala siebie w tym
      okresie - koszmar! Chyba najgorsze w tym okresie, to bylo wywieranie presji na
      to, aby mala jadla piersia - co przy tak szerokim rozszczepie (same to wiecie)
      jest niemozliwe. Po paru dniach w szpitalu, gdy mala jadla juz smokiem (takim
      zwyklym, szpitalnym, wielkim) dostala strasznej plesniawki i zaczela jesc coraz
      mniej. Gdy zwrocilam uwage pani ordynator neonatologii, ze mala ma plesniawke,
      je mniej i spada jej waga, to uslyszalam (powiedziane to bylo krzykiem), ze u
      nich na oddziale jest czysto a to biale w buzi u Wiktusi, to tylko slady mleka.
      Do konca naszego pobytu w szpitalu (lezalysmy 3 tyg.), miala ta plesniawke i
      dopiero rodzinny ja z tego wyleczyl...Dodam tylko, ze waga caly czas spadala a
      dopiero przed wypisem do domu, gwaltownie (sic!) wzrosla...:- cuda! Oczywiscie
      nikt w szpitalu, zaden lekarz ani pielegniarka nie podpowiedzieli, gdzie mala
      leczyc, nawet pies z kulawa noga nie pofatygowal sie z chirurgii, zeby zobaczyc
      dziecko i cos mi podpowiedziec. Caly czas wszyscy sie tylko mądrzyli, ze "teraz
      chirurgia zrobila, tak wielkie postepy, ze zoperuja i nic nie bedzie widac".
      Doszlam do smutnego wniosku, ze personel szpitalny jest bardzo niedouczony - i
      to nie tylko u mnie w rodzinnym miescie ale tez w duzych miastach, nawet w
      Wawie-jest to niestty smutne stwierdzenie.
      Jesli masz jakies pytania jeszcze, to chetnie odpowiem. Mail gazetowy.
      Pozdrawiam
      Ewa
    • waleryana Ależ mnie się udało... 14.06.06, 16:46
      Jak czytam Wasze historie, to przerażona jestem i dochodzę do wniosku, że chyba
      miałam niewiarygodne szczęście. Synek urodził się z rozszczepem obustronnym
      wargi i dowiedziałam się o tym zaraz w trakcie porodu. Na szczęście był poza tym
      całkowicie zdrowy i miał silny odruch ssania. Ponieważ w szpitalu, gdzie
      rodziłam (im. Żeromskiego w Krakowie), był system rooming-in, dziecko było cały
      czas ze mną. Lekarze (neonatolog, a później chirurg), którzy oglądali dziecko na
      oddziale położniczym nie tylko odpowiadali na wszelkie pytania, ale sami
      tłumaczyli, co i w jakiej kolejności należy zrobić (głównie, jeśli chodzi o
      "papierkologię" - wiadomo wszak, że takie dziecko powinno natychmiast znaleźć
      się pod opieką kilku poradni specjalistycznych, ale skierowanie tamże należy
      wziąć od lekarza pediatry z rejonu i inne absurdy systemowe...). Pytano nas,
      gdzie chcemy leczyć dziecko, a ponieważ rzecz się działa w Krakowie,
      zdecydowaliśmy się na Prokocim. Wychodząc ze szpitala w 3 dobie życia synka
      byliśmy już zarejestrowani na pierwszą wizytę w poradni wad twarzoczaszki w
      Prokocimiu - rejestracji dokonał "nasz" szpital - i wyposażeni w komplet numerów
      telefonów do poradni w Prokocimiu.
      Pierwszą wizytę u chirurga mieliśmy w 10. dniu życia dziecka, operację po 4
      miesiącach. Operował dr Skirpan, buźka zszyta została pięknie.
      Jedyną rzeczą, która nie wiąże się z miłymi wspomnieniami był tygodniowy pobyt
      w szpitalu po zabiegu - tak postawa niektórych pielęgniarek, jak i warunki
      "bytowania" rodziców - no, ale przynajmniej można być z dzieckiem non stop.
      Bardzo jestem wdzięczna natomiast wobec lekarzy i personelu szpitala
      Żeromskiego, gdzie synek się urodził - wyszłam z dzieckiem do domu poinformowana
      o wadzie i spokojna, że wszystko jest pod kontrolą i będzie dobrze. I było :-)
      Pozdrawiam wszystkich i życzę, by spotykali takich lekarzy jak my.
    • grazyna98 Re: mam prośbę do was:) 23.06.06, 23:05
      Bardzo podobnie było u mnie. Córeczkę urodziłam 13 października 2005 r. z
      wrodzonym zapaleniem płuc. W związku z tym pokazano mi ją ttylko (nawet nie
      miałam możliwości żeby małą przytulić)i wywieziono do T. na oddzoeł patologii
      noworodka. Tam córcia przebywała 14 dni.Ani w naszym szpitalu, ani w T. nikt z
      lekarzy czy personelu nie poinformował nas o wadzie (rozszczep podniebienia
      miękkiego). Dopiero po powrocie do domu zaczęły się problemy z karmieniem.
      Najpierw próbowałam piersią ale nic z tego nie wychodziło. Mała płakała, ja się
      denerwowałam.Przychodziła połozna i pomagała przystawiać Martusię ale bez
      efektów. Ostatecznie zdecydowałam się ściągać pokarm i karmić butelką. I znowu
      był problem, bo wypijała po 20 ml i zasypiała. Oprócz rozsczepu ma też wrodzoną
      wadę serduszka, właściwie były dwie, ale jedna już zanikła. Po dwóch dniach
      zdesperowani trafiliśmy do naszego pediatry i dopiero on stwierdził, że córka
      ma rozszczep. Ale również nie udzielił nam żadnych informacji. Na wizycie
      kontrolnej w Toruniu w poradni patologii noworodka pani doktor powiedziała nam,
      że z taką wadą dziecko będzie mogło normalnie jeść i że nie wpłynie to na
      rozwój mowy, ale dobrze byłoby zoperować jak dziecko skończy rok, bo "po co
      mieć taką dziurę w gardle".(całkowity brak kompetencji, bo kto jak kto, ale
      chyba lekarz o takiej specjalizacji powinien mieć dokładną wiedzę na ten temat)
      Konsultowaliśmy jeszcze córkę u innego chirurga dziecięcego również w mieście
      T. I on również stwierdził, że operację przeprowadza się dopiero jak dizecko
      skończy roczek. Zaczełam szukać w internecie i trafiłam na stronę MIchała
      Sobali. Stamtąd wyszukałam nr telefonu do IMiD. W czwartek w nocy znalazłam
      namiary, a w poniedziałek byliśmy już po konsultacji. Termin zabiegu mamy
      wyznaczony na 18 lipca.Niestety przez kilka miesięcy trwaliśmy wprzekonaniu, że
      rzeczywiście operacja nie będzie konieczna. Dlatego órka będzie miała już 9
      miesięcy w momencie operacji.
      Pozdrawiam!
      G.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka