moldur 18.03.08, 21:17 Fragment opowiadania, które jeśli spotka się z pozytywną oceną, będzie publikowane dalej... Do miłej lektury...;] Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
moldur - - - 18.03.08, 21:19 IUNCTIM Dla Ciebie Lauro. Jesteś dowodem Piękna w dzisiejszym gnuśnym świecie. 1.1.0 Riddick stał przy oknie i ze spokojem wyglądał na wieczorne miasto. Było paskudne. Cuchnące, a dla Riddicka niestety było miejscem życia. Trucizna już na niego zadziałała. Stała się jego pokarmem. Wolał wieś, ale zbyt dużo spraw trzymało go w mieście. Wpatrywał się na ulice. Lubił czuć, że gdzieś tam, ludzie śpieszą się, gonią za czymś, a on zrelaksowany przebywa w swym domu i odpoczywa. To dawało mu złudną przewagę. W prawej ręce trzymał ciemnozielony kubek z parującą kawą. Biała para wzlatywała w górę i otulała głowę Riddicka. „Miasto pełne cienia i niespodzianek” – pomyślał i wypił kolejny łyk kawy. W tym samym momencie zadzwonił telefon. Prosty melodyjny dzwonek rozległ się po pokoju. Riddick w ślepym impulsie odwrócił się gwałtownie, poszedł do telefonu pośpiesznym krokiem i niepewnie podniósł słuchawkę. Przez chwilę milczał, jakby oczekiwał, że ten ktoś odezwie się pierwszy. Jednak Riddick odezwał się: - Halo, kto mówi? - To ja Susane – odezwał się miły i ciepły głos w słuchawce. Kobieta mówiła miękko jakby śpiewając, ale przez telefon głos był trochę zniekształcony. – Dzwonię do ciebie, Riddick, by ci powiedzieć, że Thom i Sara już przyjechali. Dziękuje ci, że pozwoliłeś im na ten wyjazd – ostatnie słowa brzmiały trochę oschle. - Dobra, nie ma sprawy. Niech używają wolnego czasu – odparł Riddick i wypił kolejny łyk kawy. Gdy przełknął, rzekł: - A gdzie postanowiliście wyjechać? Może nad morze? Thom mówił, że chciałby jechać nad morze. - Nie wiem. Jeszcze nie zadecydowaliśmy – kobieta mówiła teraz szorstko i nieprzyjemnie. – Decyzja zapadnie dziś wieczorem, Riddick. - Dobrze. Nie będę ci zabierał cennego czasu. Po powrocie spytam Thom jak było. - Dobrze, Riddick. Dobranoc – głos kobiety zamilkł i słuchać było jak odkłada słuchawkę. - Dobranoc Susane – Riddick odpowiedział głucho do siebie. Wzruszył tylko ramionami i łyknął kawy. Odłożył słuchawkę i wrócił na miejsce przy oknie. Miasto. Oświetlone lampami i innymi dzikimi światłami. Było równie jasno, co w pochmurny, deszczowy dzień. Dziś niebo było bezchmurne, lecz i tak gwiazdy ledwo widoczne. Riddick znów napił się kawy. Westchnął. Jednak coś jeszcze pozostało w jego głowie po Susane. Wspomnienia? Nie, te pozostają zawsze. Riddick odczuwał coś jeszcze. Zlęknioną tęsknotę, jej głos i wielkie, świecące kocie oczy w jego wyobraźni. Kiedyś ją kochał, teraz tylko lubi. Przynajmniej tak sobie wmawia, by nie zacząć znów jej błagać o kolejną próbę. Ani on, ani ona nie mogli sobie na to pozwolić. Coś się zaczęło i trwało (nawet długi czas), ale teraz to koniec, przeszłość. Nie ma co do tego wracać. Nie ma co podnosić cegieł ze zburzonego muru. - Nie ma co… - wyszeptał Riddick zbliżając kubek do ust. Ciepły napój już się skończył. Riddick spojrzał jeszcze raz, ostatni raz na miasto i odszedł od okna. Położył kubek na stole i przetarł leniwie oczy. Było późno, senne powieki już opadały jak teatralna kurtyna. Riddick wziął jeszcze tylko prysznic i położył się wygodnie w łóżku. Zasnął od razu. Odpowiedz Link Zgłoś
moldur - - - 18.03.08, 21:20 1.2.0 Obudził mnie głośny dzwonek telefonu. Zwlekłem się z łóżka i ledwo co, podszedłem do telefonu. Odebrałem. - Riddick – odezwał się niski kobiecy, namiętny głos. – To ja Alan, za kilka chwil u ciebie będę… Nie miałem nawet czasu i siły, by zaprotestować. Tak błyskawicznie to wszystko powiedziała, że nawet w mojej głowie, dopiero po chwili przebiegła myśl: NIE. Niestety, stało się. Alan będzie tutaj za moment i z pewnością znów coś będzie chciała. A tak pragnąłem ciszy i spokoju. Tylu głupców otacza mnie w życiu. Tylu ludzi, którzy gadają o małostkowych tematach. Chciałem od tego uciec. Uwolnić się od tego. Cóż, Alan była dla mnie optymalnie dostosowana. Rzadko mnie rozumiała, ale częściej niż inni. Teraz to nie ważne. Poszedłem do łazienki, aby zrobić codzienną toaletę. Nawet nie zdążyłem się ubrać, gdy do drzwi już ktoś natarczywie dzwonił i pukał. Oh nie, pomyślałem i z konieczności założyłem szlafrok. Poszedłem otworzyć. - Witaj kochanie – powiedziała w wejściu Alan i od razu rzuciła na mnie z pocałunkiem. Drzwi zamknęły się same. - Oh, widzę, że jesteś przygotowany – dokończyła Alan zaciągając z siebie skórzaną kurtkę i wieszając ją na wieszaku. Ponownie mnie pocałowała. Tym razem namiętnie, tak jak potrafiła najlepiej i powiem szczerze – w tamtej chwili nie żałowałem jej obecności. Jednak gdy odskoczyła, by pobiec do kuchni, moje znudzenie i obojętność wróciły. Nie chciało mi się dziś nic robić, a przede wszystkim spotykać z Alan. Nawet ona była teraz dla mnie ciężarem. Ona jednak była przebiegła i sprytna, wykorzystała fakt mojej samotności w domu i od razu tutaj jest. Będzie się tłumaczyła, że chce mnie pocieszyć i wnieść trochę różu w moje nędzne życie. Gdyby nie ona, byłbym samotnym nudziarzem. Ale ja wiem, że byłbym tylko nudziarzem. Alan wróciła z kuchni ze szklanką soku pomarańczowego i, jak się domyślałem, odrobiną wódki. - Pójdę się ubrać – powiedziałem, gdy na siebie wpadliśmy. Odpowiedziała tylko: - Nie kochanie, dla mnie nie musisz. Proszę chodź ze mną. Rzadko wymawiała moje imię, tylko wtedy, gdy musiała, zazwyczaj mówiła do mnie Rid. Nie znosiłem tego. - Siadaj kochanie i powiedz co chcesz byśmy dzisiaj robili. - Nie wiem… - Może jednak coś? – przerwała mi brutalnie. Jej słowa były miękkie i czułe ale przy tym boleśnie brutalne. Zerknęła na mnie szklanymi oczami i od razu wyczułem jej intencje. Wstając, skinąłem zaprzeczająco. - Dziś nie mam humoru na tego typu zabawy, ale jeśli chcesz możesz zostać na noc. Jutro też jest dzień. Ostatnie słowa powiedziałem mimowolnie, jakby od niechcenia, według regułki. Zaraz potem zrozumiałem słój błąd. Byłem niewyspany, a mój mózg tym bardziej. - Dziękuję Rid. Bardzo dziękuje. I na dodatek to zdrobnienie. Nie. Alan z zapałem rzuciła się na mnie i zaczęła mi dziękować pod postacią serii pocałunków. Nie miałem wyjścia. Wybaczyłem jej to z imieniem i odwzajemniłem pocałunki. W tym namiętnym uczuciu wirowaliśmy jak dwa splecione węże. Mój salon był ogromny, lecz nasz taniec pocałunku nie mógł trwać wiecznie. W końcu wpadliśmy na kanapę i przewróciliśmy się. Oboje upadliśmy na podłogę z dziwnym głuchym dźwiękiem. - Co to było? – zapytałem Alan, by ta przestała się śmiać i całować. Byłem bardzo zdziwiony. - Wydawało ci się kotku – powiedziała w przerwach między pocałunkami. - Nie, na pewno nie – rzekłem i uwolniłem się z jej objęć. Byłem śmiertelnie poważny, a ona patrzała na mnie jak na wariata. Stuknąłem pięścią raz i drugi w to samo miejsce, gdzie upadliśmy. Znów – głuchy dźwięk. Tam z pewnością byłą jakaś pusta przestrzeń, ale jak to możliwe? Moje mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze, nie było mowy o jakiejś piwnicy czy podwójnej podłodze. Dziwne, wcześniej tego nie odkryłem. - Kochanie przestań – zamruczała Alan. – Sprawdzisz to później, kochanie. A teraz ugość mnie jak należy. Po tych słowach znów poczułem jej usta i język na swych wargach. Może i miała rację – sprawdzę to później, gdy jej tu nie będzie, inaczej tylko by zawadzała. Już o tym nie myślałem. Oddałem się fali namiętności pocałunków. Alan byłą urocza, naprawdę urocza i do tego niebiańsko całowała. Zapomniałem dokładnie o wszystkim i odkrywałem zgrabne ciało Alan z precyzyjną pieszczotą. Była cudownie, mimo że był dzień. Dokładnie w samo południe, gdy mój zegar bił dwunastą – spełniliśmy się oboje. Leżeliśmy potem jeszcze przez wiele chwil na podłodze. Zupełnie nadzy, wśród ubrań Alan. Trzymałem ja w objęciach, a ona położyła swoją głowę na mojej piersi, jakby nasłuchując i odliczając bicie serca. Nie ukrywam, że przed kilkudziesięcioma minutami chciało wybić mi dziurę w klatce piersiowej. Łomotało jak skrzydła zrywającego się do lotu ptaka. Jej zapewne również serce biło jak młot, ale nie słyszeliśmy tego pośród własnych okrzyków uniesień. Leżeliśmy tak i rozmawialiśmy o wszystkim o czym nie rozmawia się na poważnych spotkaniach. Było mi dobrze. Zapomniałem o problemach, kłopotach, zapomniałem również o tym, że nie chciałem tu Alan, nie pozostało w mojej pamięci również to, że pod podłogą kryło się dziwne miejsce. Niedługo miałem to sobie uświadomić, ale nie wtedy. Wtedy leżałem z Alan na podłodze. Odpowiedz Link Zgłoś
bertrada Re: Iunctim 18.03.08, 22:59 Publikuj dalej, może się rozkręci. Póki co, trudno się zorientować o co tam chodzi i czy to jest naprawdę fantastyka. Jedno, do czego mogłabym się przyczepić, to styl (zwłaszcza na początku, potem jest lepiej): -Kwieciste zdania w stylu "Podniósł się z krzesła, na którym był siedział", np." W prawej ręce trzymał ciemnozielony kubek z parującą kawą. Biała para wzlatywała w górę i otulała głowę Riddicka." lub "Riddick w ślepym impulsie odwrócił się gwałtownie, poszedł do telefonu pośpiesznym krokiem i niepewnie podniósł słuchawkę." -Za długie zdania, z których nic nie wynika i które się z lekka kupy nie trzymają, np." Lubił czuć, że gdzieś tam, ludzie śpieszą się, gonią za czymś, a on zrelaksowany przebywa w swym domu i odpoczywa." Tak się pisze, jak się ma płacone od słowa a nie za darmo. Niczego to nie wnosi do treści a utrudnia czytanie. Dobre opowiadanie powinno mieć jak najwięcej treści, jak najmniej opisów i jak najszybszą akcję. Na pocieszenia dodam, że Janusz L. Wiśniewski pisze tak samo, a nawet gorzej, bo jeszcze treść licha a jaką karierę zrobił ;D ps. Dzisiaj właśnie zadebiutowałam jako krytyk literacki ;P Nie jestem polonistką ani nie mam humanistycznego wykształcenia, więc przejmuj za bardzo moją opiną :D Pisz dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
moldur Re: Iunctim 19.03.08, 14:06 Dziękuje za wskazówki, a co do kontynuacji - będzie opublikowana. Już dziś będzie kolejny fragment... Odpowiedz Link Zgłoś
moldur Re: Iunctim 19.03.08, 21:46 A jednak. Nadszedł czas na publikacje następnego fragmentu Iunctim. Znów życzę miłej lektury, przynajmniej lepszej niż poprzednio... Odpowiedz Link Zgłoś
moldur - - - 19.03.08, 21:47 1.1.1 Drugiego dnia po wizycie Alan, Riddick pozostał w domu sam. Nareszcie nikogo nie było, kto mógłby mu przeszkadzać. Riddick wszystko przygotował i wyłączył telefon, aby nikt go niepokoił; zamknął szczelnie drzwi, by nawet przebiegła Alan nie zdołała wejść. - Wreszcie sam – powiedział do siebie z pełną dumą w głosie. Wielkim wyczynem było oderwanie się od świata, by móc w końcu sprawdzić to, co go tak zaintrygowało dwa dni temu. Nie spodziewał się jednak, co kryje się pod jego podłogą i co może się stać, gdy się dowie. Riddick zaopatrzył się w siekierę oraz dużą dozę energii i cierpliwości. Na początek przesunął kanapę tak by móc odwinąć dywan. Z tym poszło gładko. Następnie zaczął szukać miejsca, gdzie dźwięk był głuchy stukając pięścią w drewniane panele. Po chwili, pod podłogą rozległ się głuchy odgłos. Wziął siekierkę i chwycił pewnie w dłoniach. Najpierw uderzył raz obuchem, by sprawdzić czy pod wpływem tego uderzenia podłoga rozpadnie się. Niestety. Teraz Riddick uderzał już ostrzem siekiery. A drewniane panele rozlatywały się. Kawałki wznosiły się w górę i opadały. Drzazgi jeżyły się jak kolce. Po chwili znaczna część podłogi została już zniszczona. Riddick nawet nie zamierzał przerywać i sprawdzać co jest pod spodem. Demontował panele coraz bardziej. Odrzucał kawałki w kąt i odkrywał coraz większe płaty powierzchni pod podłogą. Gdy już postanowił skończyć, a zdjął już sporo podłogi, wstał i rozejrzał się na tym co pozostało. Rzeczywiście, teraz podłoga była niższa o jakieś dziesięć, piętnaście centymetrów, od poprzedniego poziomu. Riddicka dziwiło tylko, jak to wszystko mogło się utrzymać, by nie zapaść się. Nad tym nie zastanawiał się długo, podziwiał powierzchnię aktualnej podłogi. Była to jednolita, czarna powierzchnia, która nawet nie połyskiwała. Ciemna materia wydawała się rozlaną smołą. Riddick nie chciał wchodzić na tą powierzchnię. Postanowił poruszać się ostrożnie po pozostałej części podłogi. Przyglądał się mrocznej podłodze to z tej, to z tamtej strony, chcąc jakby dostrzec różnice w powierzchni. Lecz to były niepotrzebne czynności. Riddick nie rozumiał, co to za budulec do budowy mieszkań. Czarne mazidło, przypominające matowe lodowisko. Już więcej się nie zastanawiał nad tym. Pozostawił to tak jak było. Jego energia, podniecenie i ekstaza opadły. Teraz nie wiedział po co mu było niszczenie podłogi. Niewiadomo, ale jakieś nieświadome impulsy zradzały myśli o znaczeniu czarnej podłogi. Z tymi myślami Riddick poszedł do kuchni, by zjeść kolację. Była dopiero godzina siedemnasta trzydzieści sześć z sekundami, ale Riddick poczuł głód i pragnienie. Demontaż podłogi wyczerpał go. Po kolacji Riddick udał się z powrotem do salonu, by czekać i wypatrywać. A nuż się coś wydarzy i wreszcie okaże się co kryło się pod podłogą. Odpowiedz Link Zgłoś
moldur - - - 19.03.08, 21:49 1.2.1 Był wtedy już wieczór, około godziny dwudziestej, gdy z czarną podłogą zaczęło się dziać coś dziwnego. W miarę, gdy wokół pojawiała się ciemność, to podłoga rozjaśniała się. Wyglądało to tak, jakby czerń podłogi parowała i tworzyła ciemną noc w moim pokoju, a światło dzienne wsiąkało w podłogę. Gdy powierzchnia miała już odcień szarości, próbowałem coś spostrzec, ale na próżno. Wszystko było zamazane, rozmyte, jak za szybą okna w ulewny dzień. Po kilku chwilach, które wydawały się torturującą mnie wiecznością, już pierwsze kontury obrazu ujawniały się w podłodze. Były to jedynie jakieś figury, kwadraty, koła; było też wiele linii o różnych grubościach. Wszystko początkowo niewyraźne, ale z czasem widok nabierał ostrości. Poczułem napływ szaleńczej euforii, młodzieńczego podniecenia. Chciałem skakać, krzyczeć z radości, że jednak coś odkryłem, ale jednocześnie doszło do mnie uczucie przerażenie, strach przed tym co mogło się kryć w tej tajemniczej podłodze. Bałem się tego, bo nigdy nie widziałem podobnych rzeczy, nawet na filmach. Była to dla mnie magia, ale czy to jest czarna magia? Nie wiedziałem, nie wiem do dziś. Nadal siedziałem i czekałem na ostateczny obraz podłogi. Co spodziewałem się ujrzeć? To trudne pytanie. Zapewne jakiegoś obrazu lub mozaiki. Ale to nie to ukazywało się mym oczom, jakby na złość wszelkim oczekiwaniom. Chciałem jeszcze bliżej się temu przyjrzeć, więc podszedłem jak najbliżej. Na krawędzi ostatnich paneli ostrożnie pochyliłem się nad powierzchnią. Nagle, zupełnie niespodziewanie, rozbłysło oślepiające światło z wnętrza podłogi. Odruchowo odskoczyłem do tyłu, kurczowo zasłaniając oczy dłońmi. Trochę bolało na początku, piekło, ale po chwili oczy przyzwyczaiły się. Ostrożnie, delikatnie spojrzałem w ciemność, lecz to nie uświadamiało mnie czy nie oślepłem, bo w mroku pokoju nie mogłem nawet ujrzeć własnej ręki. Odwróciłem się więc w stronę dziwnej podłogi i spostrzegłem, że nie świeci już ona jasnym blaskiem, lecz jest jakby ze szkła. Kucnąłem i spojrzałem. W momencie znieruchomiałem. Osłupiałem na widok tego obrazu. Wtedy byłoby to nie do opisania, ale teraz mam świadomy obraz tego co widziałem. Pod moją ‘szklaną’ podłogą rozciągało się miasto. Zwykłe miasto z ulicami, blokami, samochodami i przechodniami. Wszystko to było małe, jakbym ja urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. Spoglądałem na to miasto z góry. Oglądałem je ze zdziwieniem, które ostatecznie zniknęło. Pojawiła się ciekawość tego, co to za ludzie, co to za świat jest tam w dole. Ekscytacja i podniecenie były już nieodczuwalne. Nadal kucałem nieruchomo, bojąc się, że moje podglądanie zwróci czyjąś uwagę, lub czar pryśnie i obudzę się rano na smolistej podłodze. Ale jednak postanowiłem usiąść wygodniej, krzyżując przed sobą nogi. Zaparłem się łokciami na kolanach, a podbródek podparłem dłońmi. Obserwowałem tak ten mój mały świat i nic dziwnego, czy ciekawego nie widziałem. Zwykłe, najnormalniejsze miasto. Jak każde inne, pełne ludzi, którzy, tak samo jak w moim rzeczywistym mieście, gdzieś się śpieszą i za czymś gonią. Zwykły zawirowany świat. Tylko że mniejszy i pod podłogą. Gdy na moim zegarze wybijała już dwudziesta trzecia dwadzieścia dwa, postanowiłem iść spać. Jutro będę oglądał mój mały świat, moją inną rzeczywistość – pomyślałem wtedy i otulony kocem zasnąłem na krawędzi panelowej podłogi. Domyśliłem się, że wraz z nastaniem ranka, podłoga sczernieje, biel i mrok zamienią się, a miasto zniknie. Tej nocy śniły mi się przedziwne sny, których niestety nie pamiętam. Odpowiedz Link Zgłoś
bertrada Re: Iunctim 06.04.08, 00:57 To co z tymi dalszymi częściami? Odpuściłeś sobie? =D Odpowiedz Link Zgłoś
edgar20 Re: Iunctim 06.04.08, 10:56 Co się dzieje miało być i nie ma czekam i czekam i nic się nie dzieje Odpowiedz Link Zgłoś
moldur Re: Iunctim 06.04.08, 18:23 Nie publikuje z prostej przyczyny. Obecny tekst jest marny i uważam go za pospolitą chałturę. Chcę oszczędzić wszystkim czytania, bo mam zamiar opowiadanie zmienić (czyt. poprawić). Nie odpuszczam sobie. Gdy Iunctim powstanie, opublikuje je w całości, więc będę mógł was zadowolić. Prace nad tekstem nie ustępują, lecz są bardzo niełatwe, stąd to zwlekanie. Mam nadzieję, że uporam się z nim jak najszybciej. Mam również nadzieję, że przez ten czas nie stracę czytających, których i tak już długo odprawiam. Bądźcie cierpliwi, a wasza cierpliwość zostanie nagrodzona. PS. Bądźcie też wyrozumiali dla autora. ;] Odpowiedz Link Zgłoś