Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18)

    • grek.grek "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 24.01.12, 13:39
      "Pogarda" Godarda, jak pięknie... heh. Bo i rzecz o tejże. Nie wiem, jak to się ma do "Do utraty tchu", bo zupełnie nie pamiętam tamtego filmu, poza tym, ze jego klimat i aktorzy mnie zawłaszczyli sobie. Ile w tamtym Nowej Fali, a ile w tym ? Może "DuT powtórzą kiedyś, będzie lepsza okazja do skonfrontowania obu ze sobą, bo zdaje się, ze w "Pogardzie" Godard się trochę inaczej spozycjonował - np. zatrudnił do głównych ról znane nazwiska, z Brigitte Bardot na czele, nie ma tu specjalnych eksperymentów, chociaż wymowa ta sama : przeciw kinu pojmowanemu jako biznes, zwrot ku realizmowi.

      Zajawka jest taka, ze pewien producent chce mieć film oparty na "Odysei" Homera. Robi ten film Fritz Lang [we własnej osobie w filmie]. Ale producent kręci na nosem na to, co mu Lang przedstawia, a nawet się solidnie wkurza czego przejawem jest własnonożne skopanie przez niego taśm z nakręconym już materiałem filmowym. Lang podchodzi do Homera z szacunem, widzi w jego opowieści przede wszystkim rzecz ponadczasową, uniwersalną przypowieśc dobrą na każdy czas, której główna moc leży w niezmienności przesłania, wymowy, w komentarzu do każdych czasów, jakiego dostarcza. Ale producent chce mieć coś efektowniejszego, bardziej glamour, coś hollywodzko podrasowanego. Prosi więc znanego scenarzystę, Paula, o dopisanie do scenopisu czegoś co "Odyseję" uczyni atrakcyjniejszą.

      Rzecz dzieje się w jakby trzech aktach - pierwszy odbywa się pod Rzymem w posiadłosci producenta, gdzie Paul ogląda razem z nim i Langiem nakręcony już materiał, który ma uzupełnić/poprawić. Lang mówi o tym, co wyżej, producent się zachowuje... jak wyżej :], a Paul, przy calym szacunku i sympatii dla Langa i jego wywodów o wartości i prawdziwości Odysei, wydaje się być zainteresowany głównie tym, ile za swoją robotę dostanie mamony.

      Potem do willi przyjeżdza jego narzeczona, Camilla [Bardot], początkująca pisarka. Producentowi od razu wpada w oko, więc zaprasza ją do przejażdzki autem ze studia montażowego do jego domu. Camilla chce jechać razem z męzem, ale Paul zgadza się, zeby pojechała z producentem, a on sam weźmie taksę. Ostatecznie jednak decyduje sie na spacer i dociera na miejsce po pół godzinie, co Camilli bardzo się nie podoba. Nie podoba się jej także to, ze Paul ogląda się za, i flirtuje z - asystenką Paula [nie mniej urodziwa od Bardot aktorka, Giorigia Moll]. genralnie, atmosfera robi sie coraz gęstsza, z prób nawiązania przyjaźni nici, Camilla stroi fochy, Paul czuje się nienajlepiej, producent jest dość arogancki...

      żeby podkreślić brak zrozumienia i kontaktu między stronami - producent mówi po angielsku, Paul zna tylko francuski. Tłumaczy asystentka.

      drugi akt dzieje się w mieszkaniu Paula i Camilli. Jest to ich rozmowa. Połgodzinna próba dotarcia do tego, co sie takiego stalo, że Camilla nie kocha Paula; że przestała go kochać, "z dnia na dzień", "rano go kochała, a po południu już nie". Paul zadaje jej sto razy te same pytania : "czy ?", "dlaczego ?", 'co się z tobą dzieje" ? "co sie stało" ? a wszystkie pod jednym hasłem : co się stało z naszą miłością ? Ona najpierw nie chce mu odpowiedzieć, potem próbuje odpowiedzieć, że jednak go kocha, a wszystko to w ruchu, z pokoju do łazienki, z łazienki do kuchni, z kuchni do sypialni,z sypialni do pokoju, i z małymi punktami zapalnymi co chwila : a to ona nie chce spać z nim, tylko osobno, bo "ty chcesz spać przy otwartym oknie, a ja chcę w nocy mieć ciszę', więc się przenosi na kanapę, a to gdzieś w tle przemknie sprawa jego flirtu z asystentką, a to on jej zarzuci, ze w peruce jako brunetka wygląda kiepsko, a ona jemu, ze jego kapelusz i cygaro, które wg niego są "stylizacją na Deana Martina" - "robią z niego raczej osła", a to w końcu ona mówi mu, ze "kiedy pisałeś scenariusze do kryminałów i nie mieliśmy pieniędzy, było nam jakoś lepiej..." - więc może chodzi o to, ze zaczął pisać dla kasy, dla komercji ? może zdecydowało zachowanie Paula,,który wykorzystał jej wdzięki i "oddał ją" producentowi, zeby miec u niego lepsze chody, zbliżyć się do niego ? wypytujący o jej miłośc do niego Paul informuje ją pytająco, że w takim razie : co ze scenariuszem ? "bez jej miłości" on tego nie zdoła napisać, ona na to, ze "zdołasz, zdołasz, trzeba spłacić raty za mieszkanie, którego tak pragniesz". No to on jej wyrzuca, ze jest z nim tylko dla tego mieszkania, a akceptuje jego pisanie komercyjne, bo na tej kasie to jej głównie zależy [nie padają tak ostentacyjne słowa, to moja interpretacja ich bardziej oględnych dialogów]. Wreszcie ona wyrzuca mu wprost : "nie kocham cię, bo... bo tobą gardzę". I wychodzi z domu.

      w trzecim akcie Camilla i Paul goszczą na Capri, gdzie Lang filmuje Odyseję, asystują przy zdjęciach, w pięknych okolicznościach przyrody, bywają w willi, bo producent kasiasty jest i wynajął jakies pół wyspy na potrzeby kręcenia zdjęć ;].

      Paul ciągle się waha, czy przyjąc zlecenie, pod nosem na 10 tys dolków...

      Paul spaceruje i rozmawia z Langiem o samej Odyseji ii powoli zaczyna dostrzegać zbieżność włąsnych losów z losami Odyseusza. z tych rozmów wyłania sie taka oto interpretacja dzieła, że Odyseusz wracał tak długo do Itaki, bo nie chciał do niej wrócić do Penelopy, że się między nimi pokićkało już wcześniej i dlatego on od niej uciekł na wojnę pod Troję, a ona sama go znienawidziła, z powodu własnej dla niego wierności, ktora wynikała wprost z jej charakteru, ale nie z przekonania. A zalotnicy ? kwestia honorowa... a cała rozmowa przetykana jest ujęciami głów starogreckich posągów, migawkami z planu, jakby dodatkowo podkreślającymi to, o czym mowa, zwłaszcza u Langa - uniwersalności dzieła Homera, tego jak przenika ludzkie życie i jak odczytuje powtarzalnośc historii nie tylko świata, ale przede wszystkim pojedynczych ludzkich losów.

      Paul więc zaczyna dostrzegać możliwe powody pogardy Camille do niego, zaczyna też dostrzegać, ze i on jej nie kocha, może nigdy nie kochał, może stąd ta rozsypka w jaką poszedł ich związek ?

      Kiedy producent chce jego i Camille zabrać motorówką ze statku, na którym kręcone są zdjęcia, na ląd - Paul znów odmawia, "jedź, Camille", mówi spokojnie. Sam schodzi na ląd i idzie piechotą. Dociera na miejsce, kiedy producent i jego narzeczona całują się ostentacyjnie w oknie willi [on jest na dachu, ale ich widzi].

      Wreszcie nasz dzielny scenarzysta decyduje się odmówić producentowi - nie chce pisac tego scenariusza. Bo "Camille go nie kocha" ? bo zawstydzil się własnej sprzedajności ? bo dostrzegł jakiś inny cel swojego życia, zainspirowany tym, ze Odyseusz takowy jednak miał, przy całej niechęci do niego powrotu ? a może to ostatnia próba odzyskania Camille ?

      Próbuje Paul z nią ostatni raz dojśc do ładu. Ona sie opala na dachu, on ją tam nachodzi i próbuje raz jeszcze dowiedzieć się o przyczyny jej do niego niechęci, owej pogardy, o której ona mówi. Idą w dół niekończącymi się serpentynami schodów i nadal nic nie wiadomo na pewno... MOże ona sama tego nie wie, nie może zdefiniować subtelnego uczucia, które ją opanowało, względem niego, tej nagłej zmiany w sobie. Nie pomoże nawet rozpaczliwe szarpnięcie jej za ramię przez Paula poparte "groźbą" : "jak mi nie powiesz, to zobaczysz !". Nie ma odpowiedzi. "nie jesteś już dla mnie męzczyzną...", tyle sie udaje z niej wydusić konkretów, o ile to konkretem można nazwać... Paul nawet proponuje jej, ze napisze ten scenariusz, jesli ona tak zdecyduje. Ale ona nie ma ochoty decydować w jego sprawach - na dole zdejmuje szlafrok, skacze do morza i sobie pływa, a Paul zostaje ostatecznie porzucony.
      czyżby Camille była nie Penelopą, a syreną mamiącą ? Tak wyglada w tej wodzie, plywając beztrosko...

      Camille z producentem zabiera się do Rzymu. PO drodze giną w wypadku samochodowym. Bogów już nie ma ponoć ;]

      Paul opuszcza Capri, żegnając się z Langiem. Wiadomośc o śmierci obojga właściwie po nim spływa... A Lang... Lang zostaje sam aby dokończyć Odyseję, właśnie ma być kręcona scena, w której Odyseusz dostrzega z pokładu statku Itak
      • grek.grek "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 24.01.12, 13:54
        więc - Odyseusz dostrzega Itake, Lang prosi o ciszę na planie... kamera zatrzymuje się na pięknym pejzażu wodnego akwenu przy Capri... i koniec. W finale zostaje sam akt filmowy. I reżyser, ostatecznie wolny.

        Barbasiu, dzięki za ten artykuł wklejony powyżej. Wspominana w nim niechęć Godarda do producentów jest tutaj baaardzo manifestacyjna :] jak powiada Lang "to ludzie stworzyli bogów, których już dziś nie ma" - ale ta śmierć w aucie... jakaż to świetna scena, a nawet nie pokazany jest moment zderzenia z cięzarówką, a wyłącznie jego skutek - auto roztrzaskane, a w nim martwe ciala producenta i Camilli. Producent reprezentujący pazernych cwaniaków, dla których liczy się pozłotko i zysk ponad sztukę, dla których są gotowi nawet dzieło takie jak Odyseja przerobić i przekalkukować - musi ponieść karę :] Policzek zostaje wymierzony także na ekranie.

        ów nowofalowa próba zblizenia do rzeczywistości w życiu ekranowym, improwizacja - to chyba jest w scenach dialogowych, i to dość chętnie zaznaczane, wynika z tego zarówno swoboda z jaką Lang rozprawia o Odysei i jej znaczeniu i wymowie, jak również nieporadnośc z jaką probują ze sobą rozmawiać Bardot z Michelem Piccolim, który gra Paula, o uczuciach, o ich wzajemnych relacjach. nie widać w ich zachowaniach i w wypowiadanych słowach grama teatralności, recytacji, jest prawda niegramotności, z jaką prawdziwi ludzie o własnych uczuciach rozmawiać zwykli, zwłaszcza uczuciach tak żywotnych, dotykających podstaw ich egzystencji wspólnej, sposób w jaki przyjmują nawet najmniej pochlebne słowa, rodzaj reakcji, gwałtownośc zmieniająca się raz dwa w obojętność, przebiegłośc, pytania wprost i odpowiedzi wprost przeciwne - zagmatwane, w które sam pytający nie wierzy, bo chce miec wyłącznie potwierdzenie własnych podejrzeń i dąży wręcz do wymuszenia ich na pytanym, który zaczyna sie tym bawić; misz-masz przeróżnych zachowań.

        urodziwa Bardot. Słyszeliście pewnie, słyszeliśmy, o tym, ze była ładna, ale nie była klasową aktorką - nie wiem, mało z nią filmów oglądałem, więc trudno opiniować mnie skromnemu, ale tutaj jest naprawde dobra, może dlatego ze mogła być sobą chociaż trochę ?

        druga pani, Giorgia Moll - też bardzo ładna, bardzo atrakcyjna.

        Michel Piccoli zaczynał ponoć od Pogardy.

        Capri pięknie sfilmowane, rzec by można gmalour, wnętrza domów, ujęcia z pierwszej części, miasteczka pod Rzymem - też wdzięczne. żadnej brzydoty. Chyba nie była w programie Nowej Fali ? ;] "Do utraty tchu" też kreślił kadry cokolwiek estetyczne, a Paryż uatrakcyjniał i uromantyczniał, a nie przedstawiał jakiejś zagrzybionej metropolii odzieranej zlośliwie z marketingowej otoczki :]

        w piątek drugi Godard w Ct - "Alphaville". stay tuned. Szkoda, ze nie powtórka "Do utraty...", ale... do 21 12 2012 mamy jeszcze trochę czasu, może puszczą... gdzieś ;]
        • barbasia1 Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 24.01.12, 17:37
          Scenariusz "Pogrady" został oparty, dodam, na głośnej powieści Alberto Moravii (który był ulubionym pisarzem Godarda) o tym samym tytule.

          A sceny erotyczne z BB, których dokręcenia, jak przeczytałam, zarządał od Godarda amerykański dystrybutor w końcu znalazłay się w filmie czy nie? ( w Twoim świetnym streszczeniu ich nie dostrzegłam, ale na wszelki wypadek pytam ...).

          Czekamy zatem na "Alphaville" do kolekcji, może i debiutancki "Do utraty tchu" pokażą Czesi w dalszej kolejności?

          :)
          • grek.grek Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 25.01.12, 13:19
            yes :]

            no właśnie... erotyka... hehe, parę razy urodziwa BB leży z golizną poniżej pleców i to w zasadzie cała erotyka :]

            orajt, może jeszcze wrocą do Godarda; ten cykl Mistrzowie Kina zaczyna się w taki sposób, że przez ekran lecą nazwiska rozmaitych reżyserów, co sugeruje, ze ich filmy się w nim znajdować będą, a nazwisk tych cała rozmaitość jest, co tylko dobrze wróży.

            przy okazji, na niedzielę Czesi w Ct 2 wpisali "OBywatela Milka", oskardowo obsypany z roku 2008 z główna rolą Seana Peana. dzieje się :]
            • barbasia1 Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 25.01.12, 16:04
              Ha,ha
              Ale w tamtych czasach już sama golizna na ekranie zwłaszcza ta poniżej pleców budziła sensację, ekscytację, kontowersje.

              > przy okazji, na niedzielę Czesi w Ct 2 wpisali "OBywatela Milka", oskardowo obs
              > ypany z roku 2008 z główna rolą Seana Peana. dzieje się :]

              WOW! Zamawiam! Jeśli można?
              Brawo Ceska Televize! Aleśmy tu multi-kulti jesteśmy, jeśli chodzi po wybór telewizji!
              • grek.grek Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 26.01.12, 14:17
                to prawda. Swoją drogą, te pokazywane ostatnio stare filmy [Dolce Vita, nagośc BB w Pogardzie] dają fajne rozeznanie w ówczesnej obyczajowości, która dzisiaj trochę myszką trąci, jako ze granice zostaly przesunięte bardzo bardzo od tamtego czasu.

                no jasne, że napiszę, sam jestem ciekaw, to głośny film był, i taki on świeży, hehe, Czesi naprawdę zaskakują.
                • barbasia1 Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 26.01.12, 14:55
                  Racja.

                  A propos " Dolce Vita" i Anity Ekberg, która stała się wielką gwiazdą za sprawwą tej jednej z najsłynniejszych scen filmowych w historii kina, o której wspominasz - kąpieli w rzymskiej fontannie di Trevi. Otóż w jednym z ostanich numerów pewnej plotkarskiej gazety znalazłam smutną wiadomość (w anglojęzycznej wiki też to podają), że 80-letnia aktorka znalazła się w bardzo trudnym położeniu, od kilku miesięcy, po tym jak załamała nogę mieszka w jednym z włoskich domów opieki. Znalazła się tam po tym, jak jej willa pod Rzymem w trakcie jej pobytu szpitalu, gdzie leczyła to złamanie nogi została podpalona przez złodziei, a wcześniej splądrowana (złodzieje ukradli jej biżuterię, meble drogocenne pamiątki). Co gorsza jej konto też świeci pustkami. Jej księgowy (Ekberg zgotowała samotną starość, nie ma rodziny, nie ma męża, dzieci) zwrócił się o pomoc dla aktorki do Fundacji Felliniego ... Smutne to.
                  • grek.grek Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 26.01.12, 16:46
                    yes, pamiętam, generalnie - zaskoczyło mnie, ze ta aktorka tak się wybiła na Dolce Vita, bo w zasadzie grała tam epizod tylko, scena w fontannie - zaiste epicka, ale... żeby taka popularnośc za jej sprawą ? :] ten film był jednak daleko głębszy niż jej przepastny dekolt... może m.in o takim czasie dla kina idącym chciał opowiedzieć Fellini i całe to zamieszanie wokół pani aktorki tylko dodało wiarygodności jego sugestiom. Ona tam gra amerykańską gwiazdę, która nie ma nic do powiedzenia, a jedynie pokazuje co sie da, latają za nią paparazzi, media zadają niepowazne pytania i dostają niepoważne odpowiedzi, a jak pada pytanie powazne, to jej menadżer odpowiada za nią w sposób bardzo asekurancji i nic nie znaczący. Taka pionierska operacja pokazująca na czym się będzie opierał kult gwiazd w... no... XXI wieku chyba już, tak daleko wyszedł Fellini w tych rozważaniach, wtedy, w latach 50, 60 zaledwie ten trend startował, a w Europie prawie nie był znany, przyleciał, jak i aktorka Sylvia - z Ameryki.

                    a losy pani aktorki... w sam raz na film :]
      • pepsic Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 25.01.12, 12:03
        Mi się wydaje, że w książce w wypadku ginie tylko żona. Ale mogę się mylić, bo czytałam wieki temu. Uderzyła sie w głowę o przednią szybę, bo nie była przypięta pasami, prowadzący samochód zorientował się dopiero po czasie, że nie żyje, myślał, że śpi.
        ??
        • grek.grek Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 25.01.12, 15:14
          ciekawa uwaga.

          wiesz, w filmie jest tak, że oboje wyglądają na martwych, a asystentka producenta komunikuje Paulowi, ze "nie żyjĄ". twórcze przerobienie oryginalu ? hehe, wnioskując z tego co piszą w tych materialach, którymi nas Barbasia zasiliła - Godard nie bylby sobą, gdyby dał producentowi przeżyć [tę] kraksę :]
          • barbasia1 Re: "Pogarda" ze spojlerem [uwaga] 25.01.12, 16:24
            hehe, wnioskując z tego co piszą w tych materialach, którymi nas Barbasia zasiliła - Go
            > dard nie bylby sobą, gdyby dał producentowi przeżyć [tę] kraksę :]

            Na postać owego producenta - pisze, jak mniemem, obeznajmiona dobrze z twórczoscią Godarda, recenzentka na stronie twojefilmy.pl, (którą wczoraj znalazłam) - "Godard wylał całą swoją niechęć do bezdusznej i głupiej machiny przemysłu filmowego".
            www.twojefilmy.pl/prawda-24-klatki-na-sekunde-czyli-filmy-godarda/
            Zaprawdę ta niechęć musiała być ogromna skoro wbrew oryginalnemu zakończeniu powieści Godard uśmierca i producenta.

            I jeszcze jedno zdanie z tej recenzji o "Pogadzie":

            "Mimo trudności i wymagań, jakie narzucił reżyserowi przemysł filmowy, „Pogarda” nie straciła specyficznego godardowskiego powabu. Realne plenery, charakterystyczne „dłużyzny”, realistyczne, rozchwiane dialogi, atmosfera oparta na wieloznacznej grze szczegółów – wszystkie te elementy nawiązywały do wcześniejszych obrazów Godarda".

            Dobra uwaga, Pepsic!
            A ja nic Moravii nie czytałam. :/
    • barbasia1 "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 24.01.12, 15:44
      Gratuluję!

      Byłam w kinie w zeszłą środę, widziałam. Dobry, ważny szczególnie dla nas, Polaków myślę, film. Pokazuje dobitnie, jak niewyobrażalnie trudnym, wręcz niemożliwym zadaniem było ratowanie i ukrywanie Żydów w czasie II wojny w Polsce ...

      • grek.grek Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 25.01.12, 13:42
        faworytem będzie "Rozstanie", o którym Pepsic wspominala, jesli dobrze pamiętam, ale nominacja to już duża sprawa. chyba... spodziewana trochę ? temat filmu dużą dawał nadzieję ;]

        a w Polandzie hitem jest "Sztos 2" - # 1 w tabeli zysków, 100 tys wejściówek. Rzeź 70 tys, Dziewczyna z tatuażem 80 tys... kto powiedział, ze widownia nie ma gustu ? haha. cóż, tak to już jest, tak było i tak pewnie nadal będzie, że Weekendy, Wyjazdy integracyjne, Ciacha i Sztosy swoje muszą zarobić, a im więcej zarobią, tym większa będzie pewność niektórych twórców, ze opłaca się takie filmy robić, bo drwina krytyków i co bardziej ambitnych widzów na nic się zda.

        ale, ja tam nie wiem, kto jest bez winy niechaj pierwszy... itd... każdy ma jakieś ulubione filmy, ktore można by podpiąć pod termin "kicz", albo "słabizna" :]

        btw, typujemy Oskardy w tym roku, jak rozumiem ? tradycyjnie ?
        • barbasia1 Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 25.01.12, 16:55
          Myślę, że szanse obu tych filmów "Rozstania", o którym opowiadała Pepsic i "W ciemności" rozłożone są tu równo po połowie.

          >temat filmu dużą dawał nadzieję ;]

          Na pewno temat j a k ą ś nadzieję dawał, zwłaszcza już po pozytywnych opiniach recenzentów filmowych wyrażonych na łamach znaczących gazet amerykańskich. Czy dużą trudno to powiedzieć, będę się kłócić, konkurecja w kategorii film zagraniczny jest zawsze duża, mocna. Poaz tym często róznorodne czynniki pozafilmowe wpływają na ostateczny wybór.

          "Dziewczyna z tatuażem" będzie na pewno!!! Obiecuję! Obiecuję! Obiecuję!
          Też musisz Greku, też musicie się Greku i Pepsic poekscytować z nami najnowszym Fincherem! Tak postanowiłam.

          Właśnie o gustach się nie dyskutuje. Niech sobie każdy ogląda, co tam lubi.

          Oczywiście, że typujemy Oscary w tym roku, to już nasza świecka, forumowa tradycja.
          Powiem Ci / Wam, że już nawet mam część Oscarów wytypowanych, i to w tych najważniejszych kategoriach ... ;)

          A i nie wykluczam Oscara, jak to wcześniej mówiłam dla Trenta Reznora (za muzę do "Dziewczyny z ...") , choć z trzeciej strony drugi Oscar pod rząd dla tego samego twórcy i to za muzykę utrzymaną w podobnej stylistyce, chyba nie będzie to prawdopodobne.

          :)
          • maniaczytania Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 25.01.12, 18:40
            Ja bym powiedziala, ze nie tylko "temat dawal nadzieje", mnie sie wydaje, ze ten film byl robiony juz celowo pod katem Oscarow. A tak, tak mysle, zwlaszcza po tym, jak slyszalam gdzies A. Holland, gdy mowila o tym, ze chciano jej narzucic angielski jezyk, a ona uparla sie na inne. No coz, pewnie miala swiadomosc, ze w konkursie glownym raczej by sie nie zalapal, a nawet gdyby, to by przepadl, a w innym jezyku smialo mogl stawac do kategorii nieanglojezycznej ;) Do tego historia nosna i z poparciem spolecznym duzym w USA i w Akademii.

            A Oskardy oczywiscie, ze typujemy, ciekawe, czy juz w nowej czesci Ojejkow? :)))
            • barbasia1 Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 26.01.12, 16:08
              Wiesz, ja nie posądziłabym Agnieszki Holland o aż taki cynizm i wyrachowanie!

              Akurat II wojna światowa, kwestie żydowskie to tematy bardzo bliskie Holland, co wszytscy wiedzą, to raz.

              Jej wyjaśnienia, dlaczego bohaterowie nie posługują się językiem angielski, tylko polskim, bałakiem, niemieckim, ukraińskim, jidisz (co jest naturalną konsekwencją przyjęcia realistycznej konwencji w całym filmie) - historia opowiedziana w filmie zyskuje jeszcze wiekszą wiarygodność - przekonały mnie całkowicie, po obejrzeniu filmu moge to powiedzieć z pełną stanowczością, dwa.

              Trzy, to obiektywnie dobry film, poponujacy coś nowego, idący pod prąd stereotypowemu obrazowi Holokaustu utrwalonemu tak silnie w w kinie, pokazujący Żydów inaczej niż do tej pory w róznych filmach, nie jako symboliczne ofiary, ale jako prawdziwych ludzi z krwi i kości z ich słabymi i podłymi charakterami pełnymi namiętności niekoniecnie tych dobrych, z uprzedzeniami do Polaków, ludzi, którzy w celu ratowania swego życia potrafią okraść swych wspólbraci w niedoli, poruszający wiele interesujących, nierzadko bolesnych i wstydliwych kwestii, o których do tej pory w naszym kinie w ogóle się nie mówiło -m.in. przedwojennym antysemityzmie kleru, o powszechnym grabieniu mienia poostawionego przez Żydów, o przedwojennych negetywnych stereotypach na temat Żydów na wdrukowanych w umysły prostych ludzi . Pokazujący mocno i dobitnie, jak niesłychanie trudnym, śmiertelnie ryzykownym zadaniem była pomoc i ukrywanie Żydów w Polsce ...

              Może to historia i "z poparciem spolecznym dużym w USA i w Akademii" (Ameryka i Akademia też się powoli zmienia, Maniu, stara gwardia Akademików odchodzi,przychodzą młodzi nieobciążeni już tak bardzo pamiecią o historii ), ale, jak mówiła Holland, wiele osób znających realia przyznawania Oscarów, wiele najróżnorodniejszych czynników pozafilmwych ma wpływ na przynanie tej nagrody, tak więc nic nie wiadomo .
              • maniaczytania Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 26.01.12, 20:26
                Barbasiu, ale to, o czym napisalam, absolutnie w niczym nie umniejsza waznosci przekazu filmu i tego, ze film jest dobry. A co do samej rezyserki, to nie posadzam jej o cynizm i wyrachowanie, mysle, ze to sie moze zrobilo przy okazji, czy ja wiem. Chociaz akurat wzgledem niej mam dosc mieszane uczucia.
                • barbasia1 Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 27.01.12, 16:33
                  Wiem, wiem, Maniu, rozpisałam się, jako że zamierzałam, coś więcej o filmie "W ciemności" napisać.

                  :)
          • grek.grek Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 26.01.12, 14:14
            hmm, pytanie jakie ma iśc posłanie w świat :] to "irańskie" wydaje sie bardziej na czasie, a "Ciemność" ma handicap bycia już PO Pianiście i LIście Schindlera, więc... róznie być może.

            orajt, nie martw się nic, pisz spokojnie.

            Cieszy mnie to, konkurencja jak co roku interesująca. Ja jestem szczególnie ciekaw, czy 2012, to będzie wreszcie rok, w którym Brad Pitt dostanie Oskara, na którego chyba sobie zasłużył już jakiś czas temu.
            • barbasia1 Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 26.01.12, 16:47
              grek.grek napisał:

              > hmm, pytanie jakie ma iśc posłanie w świat :] to "irańskie" wydaje sie bardziej
              > na czasie, a "Ciemność" ma handicap bycia już PO Pianiście i LIście Schindlera
              > , więc... róznie być może.

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132751353,Re_W_ciemnosci_zdobylo_nominacje_do_Oscara_.html
              cdn.

              > orajt, nie martw się nic, pisz spokojnie.
              Dzięki Ci!
              Przygotuje to na pewno!

              Częściej typowany jest George Coolney w tej kategorii, za rolę w filmie "Spadkobiecy", w aktor porzucił swój utrwalony w kinie wizerunek amanta i eleganckiego przystojniaczka (co jak wdzę, wzbudza niemały podziw u widzów i panów krytyków niektórych ;).

              :)
        • pepsic Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 26.01.12, 18:24
          A propos, niedawno na kulturze leciał film "Co wiesz o Elly" reżysera od "Rozstania" (kiedyś zachwalałam). Jak wnioskuję, nie obejrzałeś Grek? Wiem, musztarda po obiedzie, ale początek rb. jakoś bez rewelacji się u mnie toczy:(
          Ps. Tak, wspominałam o "Rozstaniu" okrzykniętym przez krytyków chyba zbyt na wyrost arcydziełem sądząc po zdezorientowanych minach moich koleżanek po wyjściu z kina. Ale jakby co, mi sie podobało, odpowiadają mi tego typu klimaty i dramaty rodzinne.

          Ps. Typujemy, jasne że tak.
          • grek.grek Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 27.01.12, 14:04
            niestety, nie udało mi się... chyba nawet przegapiłem :]

            "Rozstanie" ma mocną prasę, może dlatego, ze temat : Iran, i działania podejmowane celem ześwieczczenia go, modny jest ostatnio, hehe ?
            • barbasia1 Re: "W ciemności" zdobyło nominację do Oscara! 27.01.12, 15:28
              grek.grek napisał:

              > "Rozstanie" ma mocną prasę, może dlatego, ze temat : Iran, i działania podejmow
              > ane celem ześwieczczenia go, modny jest ostatnio, hehe ?


              No właśnie, na każdy film można znaleźć haka. ;)
    • barbasia1 Dziś w TVP1 o 20:25 thiller pt. "1408" ! 24.01.12, 17:22
      Rzecz chyba warta uwagi. Wymieniał ten tytuł pisarz i koneser filmów Wojciech Kuczok w swoich esejach filmowych. Myślę, że to całkiem niezła rekomendacja dla tego thrillera.
      Nie lubię jak mnie straszą w filmach, ale tym razem ciekawość silniejsza jest od lęku ... ;)

      "Mike Enslin jest znanym specjalistą od zjawisk nadprzyrodzonych. Dostaje pocztówkę z Nowego Jorku, której autor przestrzega go przed pokojem numer 1408 w hotelu Dolphin. Mike czym prędzej się tam udaje. Dyrektor hotelu robi wszystko, by odwieść pisarza od pomysłu spędzenia tam nocy. Po przekroczeniu progu pokoju dla Mike'a zaczyna się koszmarna noc, podczas której ten zrewiduje poglądy na temat zjawisk paranormalnych. Stawia też czoła własnym demonom - rozpaczy po niedawnej stracie córki Katie i rozpadzie małżeństwa z Lily"

      www.telemagazyn.pl/program-tv/1000000197289,1408,id,t.html
      • pepsic Re: Dziś w TVP1 o 20:25 thiller pt. "1408" ! 24.01.12, 20:45
        Z tego, co pamiętam strachu mi zbytnio nie napędzono:)
        :)
        • barbasia1 Re: Dziś w TVP1 o 20:25 thiller pt. "1408" ! 25.01.12, 17:00
          Na nic moja dzielność, Pepsic, i mnie też nie napędzono strachu, choć bohatera filmu w tytułowym pokoju 1408 spotkały naparwdę straszne, przerażające rzeczy ...

          Że też pora emisji wcześniej nie wydała mi się podejrzana!? ;)



      • grek.grek Dziś,TVP1 o 20:25 thiller"1408"/Californication IV 25.01.12, 13:36
        niestety, nie obejrzalem, a Ty ? Pepsic sugeruje, ze niekoniecznie grozą wieje ? :]

        ale za to ciachnąłem 4 odc IV serii Californication i jestem pod wrażeniem. To jest bardzo, bardzo, bardzo dobra seria.

        scena z Runkle'em atakowany przez złośliwą, małą małpę, w trakcie seksu, a potem miotającym nią śmiertelnie po pokoju... rekord świata komizmu :]

        i scenariusz Moody'ego do filmu... dla niego "opowieśc smutna i melancholijna", dla innych - przyczyna erekcji : kolejnych [Runkle], pierwszych od 10 lat [producent, w którego chawirze cała akcja odcinka się rozgrywa], którą natychmiast i przy świadkach musi ugasić oralnie jedna z jego asystentek-kociaków, czym wprawia w lekką konfuzję pozostałych gości, ktorych za chwilę jednak zachęca do korzystania z wdzięków swoich panienek, od czego się oni wymawiają, wszyscy z wyjątkiem łysego, ofk, hehe, która wyraźnie idzie na liczbę. haha, co za gość ten producent... niestety, zamiast dać jej dokończyć postanowił samodzielnie skorzystać z sytuacji i udusił się podczas masturbacji powiązanej z podwieszaniem się [czyżby nawiązanie do tragicznej smierci pewnego aktora, sprzed paru lat ?]

        szkoda, w sumie, bo mogła to być postać na miarę Lwa Ashby'ego, a jego kapitalne sposoby uciszania Runkle'a pod tytułem "milcz, ty... ty, agencie !" mogłyby być jednym z lejtmotiwów serii. Generalnie, ludzie z branży [aktor, producent] wykazują sporą atencję w stosunku do Moody'ego, za to łysy spotyka się z kompletnym lekceważeniem, a może nawet... pogardą :]

        I wreszcie, Hank wchodzący do domu Runkle'ów, po tej całej akcji u producenta, a tam : zaaferowana córka w zaaaferowanym towarzystwie zaaferowanych koleżanek z nowego rock bandu, z ktorym miała przed chwilą pierwszą próbę, no i jego własna Karen flirtująca z jakimś przystojnym brodatym Mulatem... załamka, wycofanie... i znów wszyscy razem, a rozczarowany Hank autem jadący w ciemność przy dźwiękach jakiegoś kolejnego dobrego numeru z soundtracku.

        i łysy, który zaraz się dowie, ze zamiast "potrajać" liczbę kochanek, jakie miał w życiu, w tym sezonie będzie się musiał zająć dzieckiem, którego spodziewa się jego żona :] Czy to jego dziecko ? ona sama nie wie, tak się bawią w Kalifornii, hehe.

        jak już przy głosie jestem...

        Plotka, 21:45, TVP2 - bardzo bardzo dobra komedia francuska. Szybka, nieglupia, zabawna i dobrze obsadzona. POwtarzają ją enty raz, ale co szkodzi sobie przypomnieć, prawdaż azaliż zawżdy ?

        House 0:10, Duchy Goi, która Mania zapowiadała - zaraz po. dobry zestaw dwójkowy, trzeba przyznać, przynajmniej w zapowiedzi, na papierze.

        • barbasia1 Re: Dziś,TVP1 o 20:25 thiller"1408"/Californicati 25.01.12, 17:46
          O! Zapomniałam o Californication! Tak, to jednen z najlepszych odcinków tej serii.
          Z całą pewnością scena tragicznej śmierci producenta nawiązuje do okoliczności śmierci aktora Davida Carradine'a (który zmarł w 2009 r.).

          scena z Runkle'em atakowany przez złośliwą, małą małpę, w trakcie seksu, a pote
          > m miotającym nią śmiertelnie po pokoju... rekord świata komizmu :]
          :)
          Po raz kolejny przewrotnie kpi się na całego z tego, co tu ma prowokować czyli z seksu (sprowadzonego do tylko i wyłącznie czynności fizologicznej).

          Zdaje się już w następnym odcinku Charlie dowie się w dramatycznych okolicznoścach (w szpitalu, gdzie znalazł się po tym, jak zaciął się podczas golenia intymnej acz bardzo zarośnietej części ciała; tak, tak, będzie się lala krew, będzie makabra! ), że gość, u którego dokonał niegdyś wazektomii to nawiększy partacz w okolicy (mina Charliego bezcenna). I w ten sposób okaże się, że jest on bardzo pewnym kandydatem do ojcostwa dziecka Marcy.

          > House 0:10, Duchy Goi, która Mania zapowiadała - zaraz po. dobry zestaw dwójkowy [...]

          My ten zestaw wchłoniemy jutro wieczorem.
          • grek.grek Re: Dziś,TVP1 o 20:25 thiller"1408"/Californicati 26.01.12, 14:10
            yes, to mi właśnie chodziło po głowie :]

            o kruca, łysy w opałach, hehe. Scenarzyści nie mają dla niego litości. Generalnie, to miał być dla niego taki przyjemny sezon,a tutaj - no klops, no, hehe. I to za wazektomista nieudany, hehe. Pamiętam, scenę kiedy Hank poddawał się temu zabiegowi... nie wiem, jak oni to tam robili, ale zaczął się unosić w powietrzu dymek, co Hank wisielczo skomentował "o, mamy papieża" ;]] a potem za karę chodził przez cały odcinek trzymając się za wiadome miejsce, ewentualnie przykładając doń lód, na czym przyłapali go koreańczycy którzy właśnie przyszli oglądać mieszkanie, bo je mieli sprzedać, on i Karen, bo szykowali sie do wyjazdu do NY, który, jak widac, od początku II serii przesuwa się coraz dalej w głąb IV, a i zapewne V będącej w toku.

            o, bardzo zachęcam, to dobry będzie zestaw, Barbasiu.
            • barbasia1 Re: Dziś,TVP1 o 20:25 thiller"1408"/Californicati 26.01.12, 14:33
              Pamiętam, scenę kiedy Hank poddawał się temu
              > zabiegowi... nie wiem, jak oni to tam robili, ale zaczął się unosić w powietrz
              > u dymek, co Hank wisielczo skomentował "o, mamy papieża" ;]] a

              He,he! Sodoma i gomorra! ;)
              Pewnie przypalali? Wypalali?

              Biorę bez mrugnięcia okiem!
              Przeczytałam już tę wspaniałą zachętę! :)
              • grek.grek Re: Dziś,TVP1 o 20:25 thiller"1408"/Californicati 26.01.12, 16:35
                haha, a wiesz, ze nie wiem, nie mam pojęcia jak to działa ? możliwe... w każdym razie chodził po tym zabiegu jakby przez rok jeździł bez przerwy na koniu :]

                dzięki :] jako kinomanka poradziłabyś sobie i bez moich wygibasów, ale jeśli choć trochę pomogły - to cała przyjemność po mojej stronie.
                • barbasia1 Re: Dziś,TVP1 o 20:25 thiller"1408"/Californicati 26.01.12, 17:17
                  He,he!
                  I ja żadnego pojęcia w materii wazektomii nie mam.


                  Bardzo lubię i cenię Twoje wprowadzenia do filmów.
                  :)
        • barbasia1 Californication IV PS 26.01.12, 14:27
          Jeszcze niedawno pisałam o powszechnej nieograniczonej swobodnej dostępności do tysiecy filmów filmów w necie, a tu dobre czasy się kończą, skończyły ... / a kiedyś się nawet zastanawiałm kiedy ten koniec nadejdzie!?/

          W związku z obławą na piratów w sieci, nie ma dostępu do filmów i seriali na stronach filmowo-serialowych, przynajmniej na tych, do których ja zaglądałam, by obejrzeć kolejne odcinki Californication (nie zdążyłam obejrzeć całej IV serii, która w tej chwili nie jest dostępna, nie są też dostępne i wczesniejsze serie, oprócz, co ciekawe, 3 pierwszych odcinków 5. serii - chyba je zacznę oglądać ).

          Tak więc Greku, warto chyba kupić z gazetą film "O Północy w Paryżu" na DVD i zacząć kompletować własną kinotekę. Zawsze się możemy potem powymieniać.

          :)
          • grek.grek Re: Californication IV PS 26.01.12, 16:29
            szkoda... czy to związane jest ze słynną ustawą "acta" ? ponoć jeszcze daleka droga do jej wprowadzenia w życie, o ile w życie wejdzie. w UE głosowanie dopiero w kwietniu, a potem ratyfikacje w poszczegolnych parlamentach krajowych, przyjęcie w krajach pozaeuropejskich, pewnie po drodze jakieś zaskarżenia do trybunałów... nie wiadomo, kiedy to wejdzie, czy wejdzie, a jesli wejdzie, to w jakim ostatecznym kształcie.

            ale jak czytam, to chyba nie jest z acta powiązane, o czym piszesz. Czyżby strach padł na administratorów tych stron i portali ?

            o, V seria, no popatrz :] podejrzewam, ze Czesi też dadzą ją, jak mniemam na jesieni, wcześniej [wiosną/latem] powtórzą IV. poprzednie serie powtarzane były nieraz, sama 1-sza - bodaj 3 razy i to 2 razy w tygodniu, w sumie każdy odcinek miał 6 emisji w przeciągu 2 lat, czy trzech lat... :] akurat Californication mogą powtarzać bez przerwy, mnie to pasuje, hehe.

            masz rację, Barbasiu, niebawem moze to być główna metoda dostępu do nowości... ale, nie traćmy nadziei, może nie będzie aż tak kiepsko, zebyśmy musieli kupować Galę czy Vivę, zeby film obejrzeć, hehe. Czesi w tygodniu dają 4-5, albo i więcej, dobrych filmów, do tego Kultura, Kocham Kino czwartkowe, czasami Polsat zaszaleje... nie zginiemy :]
            • barbasia1 Re: Californication IV PS 26.01.12, 17:04
              To zdaje się ma zwiazek z zamknięciem przez, teraz uważaj, FBI ! "popularnego pirackiego serwisu" MegaUpload i aresztowaniem (aż w Nowej Zelandii) jego zalożyciela Kima Schmitza oraz jego trzech (z sześciu) współpracowników .
              Szerzej piszą o tym w Wyborczej z 21-22 stycznia 2012 r. :

              www.aukcjepl.info/index.php?option=com_content&task=view&id=1188&Itemid=1&show=1

              Brzmi dobrze! Uffff! :)))
              • barbasia1 Re: Californication IV PS 26.01.12, 17:06
                24.01.2012.
                Świat dyskutuje oprawach autorskich, a FBI zamyka popularny piracki serwis MegaUpload. Wodwecie hakerzy atakują strony amerykańskiego rządu, wytwórni i organizacji muzycznych

                Starannie planowaną przez kilka miesięcy akcję FBI i współpracujące policje w kilku krajach rozegrały w czwartkową noc. I w wirtualnym świecie, i w realnym. Z sieci zniknął popularny serwis MegaUpload, z którego codziennie korzystało ok. 50 mln internautów z całego świata.
                w Nowej Zelandii policja wkroczyła do posiadłości założyciela serwisu i zatrzymała cztery osoby. w USA, Kanadzie i Holandii zajęto serwery spółki. W sumie w ośmiu krajach dokonano przeszukań.
                Oco ta awantura?
                o jeden z popularnych serwisów z kategorii „pirackich”. Użytkownicy MegaUpload udostępniali i ściągali pliki, głównie z muzyką, serialami, filmami, grami albo programami komputerowymi. Statystyki serwisu mogą zrobić wrażenie: dziennie notował 50 mln wizyt, łącznie miał zarejestrowanych 150 mln użytkowników. Szacowano, że odpowiada za ok. 4 proc. ruchu w światowej sieci.
                Gdy MegaUpload był wymazywany z internetu, na przedmieściach Auckland, największego miasta w Nowej Zelandii, 37-letnizałożyciel Kim Schmitz (więcejw ramce obok), szykował się do świętowania urodzin. Imprezę popsuła mu nowozelandzka policja. Schmitz na widok nakazu „sprawiał kłopoty i schował się w specjalnie zaprojektowanym pokoju”. Gdy policja w końcu sforsowała zabezpieczenia, Niemiec trzymał w dłoniach załadowaną strzelbę.
                Nie tylko on wpadł – policja zatrzymała jeszcze szefa marketingu, dyrektora ds. technicznych i szefa programistów MegaUpload. Na wolności jest jeszcze trzech oskarżonych (Niemiec, Estończyk i Słowak).
                Ciekawostka – prezesem MegaUploadu był znany w środowisku raper iproducent Swizz Beatz. Prywatnie mąż znanej piosenkarki Alicii Keys. Jego nie zatrzymano. Uważa się, że był jedynie twarzą serwisu i figurantem.
                Zarzuty? Departament Sprawiedliwości USA oskarżył siedem osób i dwie firmy (MegaUploadLtd. i Vestor Ltd.) o prowadzenie międzynarodowej grupy przestępczej, konspirację, pranie pieniędzy i łamanie prawa własności intelektualnej. Szacuje się, że oskarżeni zarobili na swojej działalności ponad 175 mln dol., przede wszystkim na reklamach i płatnych kontach. Bo nie wszystko wMegaUpload było bezpłatne – serwis pobierał różne opłaty od użytkowników (np.za ściągnięcie pliku zajmującego więcej niż 1 GB). w Polsce płatne konta do serwisu można było kupić na aukcjach Allegro.
                MegaUpload zachęcał też użytkowników do wrzucania materiałów, które często będą ściągane – tych najaktywniejszych wynagradzał.
                Straty właścicieli praw autorskich oszacowano na ponad pół miliarda dolarów. Maksymalna łączna kara, jaka grozi założycielom serwisu, to 50 lat.
                Serwisów podobnych do MegaUpload jest na pęczki – jak choćby polski Chomikuj.pl. Dlaczego wpadła grupa Schmitza? W akcie oskarżenia czytamy, że zatrzymane osoby nie usuwały kont użytkowników, którzy masowo naruszali prawa autorskie. Na zgłoszenia materiałów do usunięcia reagowali, ale wybiórczo. Gdy zgłaszano im konkretny utwór czy film, usuwali go, ale tylko pojedynczy plik. Innych nie tykali, a właścicielowi odpowiadali, że już po problemie.
                w internecie zawrzało. Na forach, także polskich, podniosło się larum, że to cenzura internetu, atak korporacji na wolność słowa itp. Tym bardziej że w grudniu zeszłego roku Schmitz opublikował promocyjny teledysk „MegaUploadSong”, na którym znani artyści – jak Kanye West, Alicia Keys czy Will.I.Amchwalili zalety serwisu. To zirytowało Universal Music na tyle, że koncern usunął teledysk zYouTube’a, ostatecznie jednak YouTube go przywrócił.
                Na akcję FBI błyskawicznie odpowiedziała też nieformalna grupa hakerska Anonymous (Anonimowi). – My, Anonimowi, zaczynamy nasz największy atak przeciw rządowi i stronom firm fonograficznych. FBI nie sądziło chyba, że ujdzie im to na sucho? Powinni się nas spodziewać – ogłosiła grupa na Twitterze.
                Przynajmniej na jakiś czas udało im się zablokować kilkanaście stron internetowych, m.in. FBI, wytwórni Universal Music, RIAA (organizacjabranżowa przemysłu nagraniowego) czy Hadopi, francuskiej instytucji zajmującej się zwalczaniem piractwa w internecie. Część internautów zuznaniem odebrała atak hakerów. Ale ten gest to – tłumaczą eksperci – może być niedźwiedzia przysługa dla koalicji, która przeciwstawiła się dwóm ustawom antypirackim uchwalanym w amerykańskim Kongresie iSenacie (SOPAiPIPA). Jej najgłośniejszym momentem było wyłączenie w środę na znak protestu anglojęzycznej Wikipedii na całą dobę.
                – Te akcje były oparte na dobrowolnym ocenzurowaniu własnych stron. W pewnym sensie Anonimowi też, tyle że na własną rękę, anonimowo i bez odpowiedzialności cenzurują strony, by wyrazić swój przeciw – mówi cytowany przez BBC dr Joss Wright zOxford Internet Institute. – Celem wielu aktywistów jest otwarty iwolny internet, ale regularne blokowanie cudzych stron może przynieść odwrotny skutek. Wystarczy, że zwolennicy antypirackich ustaw pokażą grupę Anonimów jako reprezentantów przeciwników tych legislacji – dodaje.
                Chwilowo na to się nie zanosi. Wczoraj swoje poparcie dla protestu przeciw SOPA wyraził sir Tim Berners-Lee,twórca WWW, oraz Neelie Kroes, unijna komisarz ds. cyfryzacji. Na Twitterze napisała: „Cieszęsię, że tak się układają sprawy z SOPA, nie potrzebujemy złych ustaw”.
                Pod lawiną krytyki ugiął się autor ustawy SOPA Lamar Smith. W piątek wieczorem oznajmił, że wycofuje swój projekt. Głosowanie nad ustawą PIPA zostało przełożone.

                Źródło: Gazeta Wyborcza | 21.1.2012 | Rubryka: Gospodarka | Strona: 7 | Autor: Tomasz Grynkiewicz
                www.aukcjepl.info/index.php?option=com_content&task=view&id=1188&Itemid=1&show=1
                • barbasia1 Re: Californication IV PS 26.01.12, 17:07
                  Obława na piratów
                  24.01.2012.
                  Świat dyskutuje oprawach autorskich, a FBI zamyka popularny piracki serwis MegaUpload. Wodwecie hakerzy atakują strony amerykańskiego rządu, wytwórni i organizacji muzycznych

                  cd.

                  Mr Dotcom

                  Równie kontrowersyjny co serwis jest jego założyciel 37-letniNiemiec przedstawiający się jako Mr Dotcom lub Kim Schmitz (lubteż Kim Tim Jim Vestor), rezydent Hongkongu i Nowej Zelandii. Schmitz, poza MegaUpload, jest też – według FBI – jedynym udziałowcem spółki Vestor Limited kontrolującej część serwisów wokół MegaUpload (jak choćby Megavideo).
                  W 1994 r. założył firmę DataProtect zajmującą się bezpieczeństwem komputerowym, w 2000 r. sprzedał w niej udziały. Po roku spółka zbankrutowała.
                  Od lat figu rował już w kar to te kach: w 1998 r. dostał dwa lata w zawieszeniu za handlowanie numerami kradzionych kart kredytowych. W 2002 r. deportowano go z Tajlandii do Niemiec, gdzie został oskarżony o wykorzystanie poufnych informacji do handlu akcjami.
                  Wcześniej wykręcił numer inwestorom, kupując akcje podupadającej firmy LetsBuyIt.com i ogłaszając, że zainwestuje w nią 50 mln euro. Gdy akcje wzrosły o kilkaset procent, Schmitz szybko sprzedał udziały. Jak pisała niemiecka prasa, później wyszło na jaw, że nie miał tych 50 mln. Zarobił 1,5 mln dol.
                  Miłośnik szybkich aut – brał kilkakrotnie udział w międzynarodowym wyścigu sportowych aut Gumball 3000, raz go wygrywając. Przeszukując jego posiadłość w Auckland, policja znalazła kilkanaście luksusowych aut, w tym: maserati, lamborghini, różowego cadillaca czy wykonanego na zamówienie rolls-royce’aphantom drophead.
                  Na tablicach rejestracyjnych aut Schmitza widniały takie napisy jak: „God”,„Mafia Hacker” czy „Guilty”,(winny). Oprócz aut policja i FBI w ośmiu krajach zajęły aktywa warte ok. 50 mln dol., także dzieła sztuki i pieniądze na kontach w Nowej Zelandii. Założyciel MegaUpload Kim Schmitz lubił się popisywać swoim bogactwem, uwielbiał zwłaszcza drogie samochody...

                  Źródło: Gazeta Wyborcza | 21.1.2012 | Rubryka: Gospodarka | Strona: 7 | Autor: Tomasz Grynkiewicz

                  www.aukcjepl.info/index.php?option=com_content&task=view&id=1188&Itemid=1&show=1
              • barbasia1 Re: Californication IV PS 26.01.12, 17:23
                No więc przez FBI ja nie mogę obejrzeć kolejnych odcinków 4. serii Californication,
                by z Tobą potem podyskutować na temat Hanka,
                ale nie będę się z tego powodu awanturować przecież, no nie!? ;)
                • grek.grek Re: Californication IV PS 27.01.12, 13:31
                  właśnie zabieram się do czytania tego artykułu, który wkleiłaś [dzięki]... Nie tracąc nadziei, ze gdzieś uda Ci się wyszperać jakąś możliwość oglądania - postaram się informować na bieżąco, co też tam się dziać będzie w kolejnych odcinkach.
                  • marslo55 Re: Californication IV PS 27.01.12, 14:07
                    grek.grek napisał:
                    "Nie tracąc nadziei, ze gdzieś uda Ci się wyszperać jakąś możliwość oglądania - postaram się informować na bieżąco, co też tam się dziać będzie w kolejnych odcinkach."
                    Moim zdaniem nie warto aż tak kombinować dla serialu, który dość szybko stracił świeżość i wdzięk - ale co kto lubi...
                    W kwestii zębów Portman - są mało realistyczne, ale nie tylko takiego realizmu mi brakowało. Film strasznie nierówny, świetne sceny wymieszane z tanim melodramatem. Zaginiona córka odnajduje się przy pierwszej przechadzce po parku, a w celu ułatwienia identyfikacji babina woła ją po imieniu, dziewczę zaś jest klonem swojej matki. Wenezuelską telenowelą zajechało (na szczęście nie na długo). Ciekawe było za to powiązanie losów jednostek i idei, programów politycznych - podobne losy jednych i drugich, bezowocne próby rozerwania związków pomiędzy nimi...
                    • barbasia1 Re: Californication IV PS 27.01.12, 16:42
                      marslo55 napisała:

                      Witamy! :)

                      My tu właśnie z Grekiem bardzo lubimy przygody Hanka Moodego.

                      >Film strasznie nierówny, świetne sceny wymieszane z tanim melodramatem.

                      Tak, tu trochę racji masz ...

        • barbasia1 "1408" 27.01.12, 15:26
          grek.grek napisał:

          > niestety, nie obejrzalem, a Ty ? Pepsic sugeruje, ze niekoniecznie grozą wieje
          > ? :]
          Tak. A I Pepsic miała rację.

          Słówko o filmie, horrorze „1408” (2007), w reż. Mikaela Håfströma

          Film oparty jest na opowiadaniu, Greku! ;), Stephena Kinga o tym samym tytule ...

          Bohaterem jest pisarz Mike Enslin (John Cusack), który po ambitnym debiucie powieściowym, zajął się pisaniem mało abitnych przewodników po nawiedzonych domach i innych tego rodzaju miejscach (które zalegają półki z przecenionymi książkami), cynik, jak się okazuje, kompletnie niewierzący w zjawiska paranormalne, które opisuje, nieiwerzący w Boga, w istnienie innego świata, jak powie później dyrektor Hotelu Dolphin , nie wierzysz w nic oprócz siebie”. Otóż ten Mike otrzymuje pewnego kartkę z Nowego Jorku (sam mieszka w LA, gdzie omal nie utopił się pływając na desce surfingowej, w ostatniej chwili tonącego i nieprzytomnego wyciąga ratownik czy jakiś inny surfer), a na kartce widniało jedno tajemnicze zdanie „Nie wchodź pokoju 1408 w Hotelu Dolphin” Zaintrygowany ta kartką i jej treścią postanawia odwiedzić Hotelu Dolphin i ów pokój 1408. Dzwoni więc, żeby się umówić, ale pracownicy hotelu kategorycznie odmawiają mu wynajęcia pokoju 1408. Mike więc postanawia jechać natychmiast do Nowego Jorku i tam zmusić pracowników (powołując się na prawo) do wynajęcia pokoju. Wyjazd do NJ, jest o tyle trudny dla Mike’a, że wiążą się z nim wspomnienia, dawne życie, żona, którą zostawił (bez rozwodu ) i ... ale o tym za chwilę. Postanawia wiec ,że spędzi w hotelu tylko jedną noc w tym pokoju (w celu zebrania materiału do kolejnej książki), a potem natychmiast wróci do LA, tak tłumaczy się przyjaciołom.

          Przyjeżdzą więc do NY udaje się do Hotelu Dolphyn i tam nalega na wynajęcie owego pokoju 1408. Recepcjonistka odmawia i natychmiast informuje dyrektora o natrętnym gościu. Dyrektor Gerald Olin (Samuel L. Jackson) zaprasza Mike’a do swego gabinetu, gdzie tłumaczy mu, dlaczego nie może pozwolić mu na wynajęcie tego pokoju. Otóż w tym pokoju od początku istnienia hotelu od 1912 roku zginęło lub popełniło samobojstwo – przez powieszenie, rzucenie się z okna, utopienie (m.in. w rosole) itd. kilkadziesiąt osób (56 zapisałam ;). Za dyrekcji Geralda Olina samobójstwo popełniło czterech gości, z związku z czym , by nie odstraszyć gości złą sławą Hotelu postanowiono więcej nie wynajmować pokoju 1408. Zresztą nawet rzadko którykolwiek z pracowników Hotelu tam wchodzi, po tym jak kiedyś sprzątaczka zatrzasnęła się w łazience, a następnie wykłuła sobie oczy nożyczkami śmiejąc się przy tym histerycznie. Na dowód tych wszytskich strasznych rzeczy dyrektor daje Mike’owi grubą teczkę z materiałami prasowymi, policyjnymi ze zdjeciami, dokumentującymi wszystkie te makabryczne wydarzenia ...
          Mike, słucha tego wszystkiego uważnie, ale nadal upiera się przy chęci przenocowania w pokoju 1408. Zrezygnowany dyrektor zawozi go więc windą na odpowiednie piętro, na odchodne ostrzega po raz ostatni pisarza „Tu nie chodzi o duchy , to cholernie z ł y pokój .

          Cdn.
          • grek.grek Re: "1408"/"Zostańcie ze mną" - też wg Kinga :] 28.01.12, 13:50
            very gut początek, Barbasiu :]

            wczoraj w Polsacie rzucili inną ekranizację Kina "Stand be Me"/Zostańcie ze mną wg opowiadania "The Body".

            ponoć autobiograficzny wątek tutaj miał miejsce - rzecz jest w formie wielkiej retrospekcji, w średnim wieku facet pisze powieśc o czasach swojego dzieciństwa, własnie ją kończy i z tej okazjii powracają wspomnienia z dalekiej przeszłości. Specyfika lat 50-60 na prowincji, czterech chłopców wyrusza na poszukiwanie chłopca, który zaginął w okolicznych lasach, w zasadzie - wieśc głosi, ze nie żyje, więc idą na poszukiwanie jego zwłok, aby zostać bohaterami mediów. Po drodze chłopięce przygody [m.in mrożący krew w żyłach epizod z przekraczaniem wpław strumienia, a potem wygrzebywaniem z majtek wielgachnych pijawek, a także dramatyczna ucieczka po torach na moście przed pędzącym pociągiem - bez szans na uskoczenia w bok, bo nie ma dokad, można bieć tylko do przodu] chłopięce rozmowy, chłopięce marzenia, chłopięce charaktery [jedni bywają powazni, mają poważne dylematy, ale czasami zabawnie spierają się czy "Superman pokonały Mocarną Mysz" albo rozpłomienieni dyskutują o tym, której koleżance ze szkoły biust podrósł. Ot, ten wiek, w którym pierwsze zmarszczki na zwojach mieszają się z beztroską dzieciństwa. Główny bohater, zdaje sie alter ego samego Kinga, już wtedy piszący dobre opowiadania w szkoleNo i kiedy już docierają do tego ciała martwego chłopca - musza się zmierzyć ze starszymi chłopakami, którzy też do niego dotarli i chcą go zabrać, zeby zgarnąć im cały splendor. No i tutaj nasz młody King wykazuje się stanowczością - odgania ich z pomocą pistoletu, który ot tak zabrał na tę wędrówkę jego kolega, a potem powaznym tonem oznajmia kolegom, ze nie mają prawa żerować na umarlaku i z tego powodu zawiadamiają policję o znalezionym poszukiwanym chłopcu, ale... robią to anonimowo.

            Historia o wycieczce weekendowej 12-latków, która z niewinnej przygody staje się prawdziwą lekcją życia, dojrzewania, przyjaźni i pierwszym krokiem w dorosłość - tak by to może jakiś mniej douczony recenzent napisał w swoim rutynowym, sztywnych języku ;]

            A poważnie - bardzo fajny film, z bardzo udanymi czterema dzieciakami w rolach głównych, a King tym razem mniej horrorowaty, a bardziej sentymentalny. takie "Cudowne lata" 3.0 pełnometrażówka.
            • maniaczytania Stand by me 28.01.12, 15:42
              oj tak, to wspanialy film :) Do tego swietna tytulowa piosenka.
              I cudni aktorzy z niezyjacym niestety utalentowanym Riverem Phoenixem...
              • barbasia1 Re: Stand by me 28.01.12, 17:49
                maniaczytania napisała:
                > I cudni aktorzy z niezyjacym niestety utalentowanym Riverem Phoenixem

                Wcześnie zaczął swoja karierę aktorską River Phoenix, nie wiedziałam.
            • barbasia1 Re: "1408"/"Zostańcie ze mną" - też wg Kinga :] 28.01.12, 17:48
              Wiekowy to film, z roku 1986! Polsat dał ten film wczoraj, widzę, o pólnocy! Heh.

              :)
          • barbasia1 Re: "1408" część 2 i nie ostania ;) 01.02.12, 14:21
            I dyrektor pozostawia Mike’a samego, zjeżdża windą na dół, a Mike idzie powoli długim hotelowym korytarzem do swego pokoju. Na końcu korytarza widzi kobietę z wózkiem wchodzącą do jednego z pokoi ... Jeszcze w ostatniej chwili podjeżdża pusta winda , drzwi się otwierają jakby dawały znak, by Mike się wycofał, by zawrócił ...

            Mike dociera pod drzwi pokoju 1408, otwiera je kluczem (tylko ten pokój jest otwierany kluczem, pozostałe otwierane są nowoczesnymi kartami magnetyczne). Wchodzi do pokoju. rozgląda się, widzi zwykły pokój hotelowy, sporych rozmiarów, dość stylowo urządzony podzielony na cześć sypialną z wielkim łóżkiem, i cześć gdzie jest telewizor, stół, krzesła, w tej części znajduje się okno, typ zwany nomen omen gilotynowym (przesówne góra-dół)
            Jest jeszcze oczywiście i elegancka łazienka. Mike wyciąga dyktafon, chodząc po pokoju nagrywa na gorąco swoje wrażenia, które potem będą stanowiły materiał do kolejnej książki. Nic strasznego w pokoju nie dostrzega, ot banalny pokój hotelowy. Jak przystało na rasowego pisarza rzuca poetycką frazą (zapisałam, mnie więcej :) „Ktoś powiedział , że zło jest banalne / Arendt to powiedziała – ja ;)/ , jeśli tak, to jestem w siódmym kręgu piekła banalności ”... /włącza telewizor, przez moment ogląda / strony dla dorosłych znajduje/, potem idzie do łazienki, urywa kawałek papieru toaletowego , potem znów wraca do pokoju, podchodzi do okna, rozgląda się przez nie, nagle jak nie ryknie muzyka z radia, które jakimś cudem się włączyło, aż Mike przestraszony niespodziewanym dźwiękiem, odwraca i spostrzega, że na poduszce leżą dwie czekoladki, a może to właściwie mydełka, niestotnie, istotne jest to, że ich wcześniej tam nie było! I Mike też to sobie uświadamia.

            Mike podejrzewa, że ktoś jest w pokoju . Zaczyna nerwowo rozglądać się po pokoju, zaglądać do szafy, potem idzie do łazienki, gdzie spostrzega, że brzydko oderwana przez niego końcówka papieru toaletowego jest teraz ładnie złożona w trójkąt... Ale żywej duszy w pokoju nie ma, żywej na pewno nie ...

            Mike wyciąga specjalne urządzenie na podczerwień dzięki, któremu widzi niewidoczne gołym okiem ślady po startej krwi, w całym pokoju, na podłodze, ścianach, na pościeli...

            Ale nagle zaczyna szaleć klimatyzacja mocno podnosząc temperaturę w pokoju. Mike ociekający od potu dzwoni do recepcji, by zgłosić problem. Wkrótce przychodzi człowiek od klimatyzacji, ale za żadne skarby nie chce wejść nie chce wejść do pokoju, tylko zza drzwi instruuje Mike’a, jak ma naprawić kilmatyzację. I Mike ustawia sobie klimę, pan odchodzi. Kiedy tylko Mike zamyka drzwi, na zegar umieszczonym w odbiorniku radiowym zaczyna szaleć, cyfry latają jak oszalałe, za chwilę ekranik pokazuje 60 minut i natychmiast zegar zaczyna odmierzać od tyłu ową godzinę. Mike przypomina sobie słowa dyrektora hotelu - „nikt nie przetrwa tu godziny”.

            Mike leci znów do okna, zaczyna się rozglądać, ale nagle samoistnie opadające okno gilotynowe przycina mu rękę i rani go, z krwawiącą ręką leci do łazienki, odkręca kran, polewa rękę wodą i za chwile z krzykiem cofa rękę, bo z kranu leci parujący wrzątek. Wkurzony, obolały wraca do pokoju wyrywa z kontaktu wtyczkę od radia i zegara, ale zegar nie przestaje odmierzać czasu. Mike jest coraz bardziej przerażony. Łapie za telefoni dzwoni do recepcji, że chce opuścić hotel, że chce do lekarza, bo ma zranioną dłoń, ale chyba nikt mu nic nie odpowiada. Pędzi więc do drzwi, chce je kluczem otworzyć, ale klucz się łamie, z pokoju wyjść już nie może, więc wali w drzwi i woła o pomoc, ale nikt nie nadchodzi. Leci więc do okna wypatrywać pomocy, i ma szczęście naprzeciwko w budynku ktoś siedzi przy oknie, jakiś facet, Mike daje mu znaki, macha gość podchodzi do oka i też macha, właściwie po chwili wykonuje dokładnie takie same gesty jak Mike, niczym jego odbicie lustrzane. Mike widząc, że dzieje się coś dziwnego, bierze ze stołu lampę oświetla sobie w oknie nią twarz, gość z naprzeciwka robi dokładnie to samo, lampa oświetla jego twarz, Mike widzi naprzeciwko ... siebie samego!
            W rozpaczy zrzuca lampę na dół, może ktoś zauważy, ale lampa nie spada na ulicę tylko rozpływa się w ciemności. Mike jest już nielicho przestraszony. Z chwilę będzie jeszcze bardziej, bo napada go jakiś blady, upiorny k t o ś z nożem, ledwo się przed nim broni, a jak się pojawiła nagle, tak nagle znika.

            Mike siada zmalterowany psychicznie,, przerażony, usiłuje się uspokoić, wmawia sobie, że to jego zmęczony umysł tak pracuje, wytwarza te wizje. Wszystko ma swoje uzadadnienie, póbuje się uspokoić, mówiąc do dyktafonu. To halucynacje, dyrektor poczęstował go przecież koniakiem, na pewno to on dosypał mu do koniaku czegoś, co spowodowało te halucynacje.

            Nagle włącza się telewizor, a w telewizorze widzi film, na którym jest ze swoją małą córeczką i żoną...

            Cdn.
            • barbasia1 Re: "1408" część 3 i nie ostania ;) 12.02.12, 13:07
              Nagle włącza się telewizor, a w telewizorze Mike widzi film, na którym jest on ze swoją małą córeczką i żoną, razem wyglądają na bardzo szczęśliwi.
              Mike jest wstrząśnięty tym widokiem ...

              Cdn.

              Nagle przez pokój przebiega przeźroczysty duch mężczyzny, podbiega do oka wdrapuje się na nie i wyskakuje, za nim okna biegnie kolejny duch, duch kobiety i jak ten pierwszy też wchodzi na okno i wyskakuje (dawni samobójcy), w chwilę później Mike słyszy płacz dziecka za ścianą, płacz jest coraz bardziej dokuczliwy, więc Mike stuka w ścianę, ale płacz dziecka narasta i w momencie przekształca się w jakiś koszmarny, przeraźlwy dźwięk nie do wytrzymania, Mike w rozpaczy rzuca krzesłem o ścianę, powodując pęknięcia tynku i wtedy ... następuje głucha cisza, ale nie kończą się dziać się dziwne rzeczy w pokoju 1408...

              W łazience zjawia się starszy, schorowany mężczyzna na wózku inwalidzkim w szpitalnej piżamie, Mike poznaje w nim (zmarłego?) ojca, który mówi mu złowieszczo: ”Byłem taki jak ty. Ty będziesz taki jak ja”. I znika, a z wanny zaczyna wylewać się krwawa ciecz zalewając łazienkę.

              Mike skołowany, nie wie już czy to jawa czy sen. Co gorsza nie może sobie przypomnieć, kiedy i jak przyjechał do hotelu, jak długo przebywa już w tym pokoju.

              Wtem z popękanego tynku na ścianie zaczyna wypływać strumieniami krew zalewając pokój i wtedy Mike wpada na pomysł, żeby wydostać się z pokoju przez okno, po wąziutkim gzymsiku zamierza dostać się do okna pokoju sąsiadujacego z pokojem 1408 i w ten sposób przez sąsiedni pokój wydostać się z przeklętego pokoju hotelowego. Pomysł to dość ryzykowny, bo pokój znajduje się na ostatnim piętrze hotelu- drapacza chmur z początku XX wieku. Mike idzie więc b.ostrożnie po gzymsie krok po kroku do sąsiedniego okna, nie zerkając w przepastny dół, idzie i idzie - wyliczył, że, by dostać się do sąsiedniego okna musi zrobić 18 kroków , idzie więc i idzie, odlicza 18 krok, 19, ale okna wciąż, jakimś cudem nie ma, choć teoretycznie powinno być , bo na tym piętrze było przecież wiele pokoi. Mike ku swemu przerażeniu orientuje się (kamera łapie tu szerszą panoramę), że na ostatnim piętrze hotelu, gdzie znajduje się pokój 1408 jest tylko jedno jednyne okno (lub dwa okna – nie pamiętam już dokładnie) należące do pokoju 1408, Mike nie ma wyjścia musi wrócić z powrotem do pokoju bardzo ostrożnie kroczek po kroczku wrócić do strasznego pokoju, bo jeszcze nie ma zamiaru popełniać samobójstwa rzucając się w dół. Wraca powoli jak przyszedł, zbliża się do okna, usiłuje się wdrapać się na nie, a tu nagle jak nie dostanie w gębę ... od ducha, kobiety (groteskowa scena), która właśnie wdrapała się na okno, by z niego skoczyć w przepaść, a potem rozpłynąć się w powietrzu jak na prawdziwego ducha przystało.

              Mike przez to o mało nie spadł, w końcu jednak wdrapuje się przez okno do pokoju, wchodzi, a potem natychmiast podbiega do drzwi, usiłuje jej otworzyć wyważyć, spogląda przez wizjer, w którym zamiast hotelowego korytarza widzi ceglany mur, a na murze napis ... ”Spalcie mnie żywcem”! Mike truchleje. Jakiś głos w dyktafonie , który Mike cały czas trzyma przy sobie mówi – „Okno zniknęło” . I Mike widzi okno zastawione cegłami. Za chwilę włącza się ponownie telewizor, a ekranie ukazuje się obraz. Mike widzi szpital, córeczkę ciężko chorą, żonę rozpaczajacą i siebie złorzeczącego Bogu – „Co to za Bóg, który zrobił mojej córeczce coś takiego!” Dotykają Mike’a bardzo te obrazy.

              Ale Mike nie ustaje w poszukiwaniu wyjścia z opresji. Postanawia skorzystać (wreszcie!?) z najnowszej techniki, wyjmuje komórkę, ale nie ma zasięgu, potem włącza laptop i jakimś cudem udaje mu się połączyć żoną , widzi ją przez kamerkę. Błaga, by ta wezwała policję do hotelu, gdzie tkwi uwięziony w pokoju 1408. A żona z prentensjami do niego wyskakuje, że on ją zostawił bez rozwodu, przez rok się nie odzywał, a teraz tak sobie dzwoni nie stąd niż z owąd i chce, żeby ona mu pomagała. Ale niespodziewanie włącza się system przeciwpożarowy, z góry leje się woda i zalewa pokój, komputer, połączenie internetowe zostaje przerwane...

              Więc Mike postanawia wydostać się kanałami wentylacyjnymi, ale tam łapie go za nogę jakieś straszne zombie, to w popłochu ucieka czołgając się na brzuchu w konsekwencji wpada przez otwór wentylacyjny ... z powrotem do pokoju 1408.

              Zmachany otwiera lodówkę by się czegoś napić i widzi ... korytarze hotelowe i przechadzającego się po nich dyrektora, który pyta zjadliwie,. czy hotel spełnił jego oczekiwania. „Czego ode mnie chcesz?” ryczy zrozpaczony Mike. Po chwili wizja znika, a on demoluje lodówkę...

              Cdn.
              To jeszcze nie koniec,jeszce bedzie jedna , ostanie cześć , mam nadzieję, na szczęście, czy nieszczęście robiłam notatki!!! oglądając ten film, stąd opisy tak szczegółowe, któż by te wszystkie koszmarne zdarzenia spamiętał we właściwej kolejności bez jakiejś podpowiedzi ... ;)
              • grek.grek Re: "1408" część 3 i nie ostania ;) 16.02.12, 11:47
                dołożyłem sobie do Twojej opowieści odpowiednią muzyczkę a'la kino grozy - świetnie wyszło :]

                wielkie dzięki, Barbasiu, za frapującą historię i ciekaw bardzo jestem, jak się skończy, więc - czekam z [nie]cierpliwością na następny odcinek :]
    • grek.grek "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 11:57
      "Duchy Goi" wciągnięte na listę nocną porą.

      jeśli nie oglądaliście, to parę slów, mam nadzieję - na zachętę.

      Tydzień temu były stare Chiny pieczołowicie odpicowane, tutaj jest średniowieczna Hiszpania - też odpicowana. Wnętrza królewskich pałaców i lochów inkwizytorskich, ale i rzut oka na atmosferę tawern, czy ogrodów El Pardo, jak również nurek w atelier tytułowego mistrza pędzla. Stroje wszelakie - kościelnych dostojników, pary królewskiej, madryckich przechodniów, żołnierzy... pełna profeska, nic nie zostało zaniedbane. Ulice i place oraz ich estetyka do złudzenia odwzorowujące tamte czasy. Właściwie, zostaniecie złapani za kołnierz i wrzuceni w przełomowy ten moment historyczny, który dzięki tej dbałości o kostium z epoki, poczujecie tym lepiej.

      w Hiszpanii Inkwizycja, we Francji budzą się nastroje rewolucyjne, Brytania się zbroi... wielka historia, a w środku opowieść o losach jednostek w nią zanurzonych, czy też - przez nią zastanych.

      Córka bogatego kupca, Inez, modelka Goyi, zostaje oskarżona przez Inkwizycję o praktykowanie judaizmu, wtrącona do pierdla, tam poddana "gimnastyce" i zmuszona do przyznania się do "winy". Jej ojciec prosi Goyę o pomoc w wydostaniu jej z koszmarnego
      położenia, a Goya z kolei szuka wsparcia u ojca Lorenzo, jednego z kościelnych dygnitarzy.
      I tak to sie zaczyna, potem się komplikuje, miesza, wywraca, także, a może przede wszystkim - z powodu kierunków z/w jakich wieją wiatry historii przetaczające się przez Hiszpanię
      przełomu wieków XVIII i XIX.

      ja ten film odbieram jako właśnie dramat ludzi uwikłanych w rzeczywistośc wyznaczaną przez politykę i wszelkie patologie, jakie niesie ze sobą chęć sprawowania kontroli nad innymi. Bohaterowie są marionetkami w łapach "ducha dziejów" czy jak to tam zwał. Losy Inez, Goyi, Lorenzo na zawsze już się splotą, aż do ostatniej sceny - iście groteskowej, na pewno zwrócicie na to uwagę. Pewien rodzaj makabrycznego humoru, na miarę czasów ofk, miesza sie w nim z takim jakimś przesłaniem, wg mnie, ze ludzie napiętnowani przez epokę w której przyszło im przeżyć ciężkie chwile, zmierzyć się z najgorszymi koszmarami - zawsze już do niej należeć będą, i do siebie nawzajem, i te więzy będą równie mocne, co połączenia emocjonalne czy wynikające z odpowiedzialności, chęci przezwycięzenia własnej słabości, a nawet te drugie - pierwsze implikują.

      Forman zawsze był przeciw opresji wobec jednostki. Struktur państwa zwłaszcza, ustalaniu przez urzędnikow czy przez chciwe miernoty zasad, które mają niepokorne, uosabiające niepodległośc jednostki zmuszac do posłuszeństwa i rezygnacji ze siebie. "Lot", "Larry Flynt", "Amadeusz" - tak samo jest w "Duchach", aczkolwiek... trudno tu znaleźc jednostki podobne do bohaterów ww. filmów. Tutaj raczej ludzie padają ofiarami systemu - ich ciało, sumienie, umysł - nie próbując z nim sie brać za bary, raczej chcą normalnie żyć, robić swoje, ewentualnie zalatują oportunizmem i konformizmem, nie są opozycjonistami szlachetnymi, szlachectwo po prostu czasami sie w nich budzi, dojrzewają do niego, nie mają go wdrukowanego w DNA.

      Inkwizycji dostaje się tutaj mocno, jak również Francuzom i Brytyjczykom. nie róznią sie niczym od siebie, mają na ustach Boga, Równość, Braterstwo, a w imię tych szczytnych idei wprowadzają kontrolę, przemoc i chaos. Miota to ludźmi, bezbronnymi niemal wobec wyroków historii, przekazującej berło z ręki do ręki, umożliwiającej zemstę, wyrównywanie rachunków, ale
      i utrwalającej obłudę. A gębę tego pie,prznika ilustrują ryciny Goyi, kronikarza tamtego czasu, umiejętne wtykane między kolejne sceny fabularne. Wojna nie oszczędza nikogo, wpada na ulice i nimi rządzi, może tylko skalą jawności równi się od ukrytego terroru religijnego wspieranego i legitymizowanego przez świeckich, kryjjącego się w murach kościołów i w ich podziemiach, a wychodzącego "do świata" z pompatycznymi ceremoniałami.

      świetne są momenty ośmieszania grozy i absurdu instytucji postępowań io "przesłuchań" inkwizycyjnych, które mają prowadzić do wyznania prawdy przez "grzesznika" - podczas podczas kolacji u ojca Inez jest to znakomicie wzięte pod but. Cała patologia postępowań inkwizycyjnych jest zmieszana z błotem, ale kulturalnym błotem. Wymyślili to ludzie chorzy, ale nie fanatycy, a po prostu ludzie szurnięci na punkcie trzymania innych za łeb. Ludzie którzy osattecznie skompromitowali ideę Boga, instytucja która straciła raz na zawsze moralny mandat do zabierania głosu w sprawach ludzkości, człowieka, moralności.

      Forman błyskotliwie postawił na Portman w roli Inez, delikatną, filigranową aktorkę, która tym większe robi wrażenie swoimi przemianami, w pewnym momencie ta metamorfoza jest naprawdę mocna i to ten moment jest najlepszym oskarżeniem rzuconym patologii nie tylko tamtemu, ale i kazdemu reżimowi. Los Inez jest owszem poruszający, ale i dziełem przypadku - nie zostaje bez przewrotnie optymistycznej puenty. Portman gra tu zresztą drugą rolę, równoległą, bardzo kontrastującą, zarówno jak chodzi o image, jak i o charakter i koleje losów bohaterki. Bardzo dobry zamysł reżyserski i bardzo dobre wykonanie aktorskie.

      Goya jest zdecydowanie w cieniu, jako postać, ojca Lorenzo. Kim jest naprawdę Lorenzo - do końca nie wiadomo. Oportunista ? cwaniak ? idealista ? Nie ma jasnej odpowiedzi, czy jego losy i ich zakrętasy są poszukiwaniem prawdy, czy decydują odruchy serca i prawdziw przekonania, czy tylko i wyłącznie chęć bycia po "właściwej stronie", bezpiecznej stronie. na mój gust, do końca tego nie wiadomo, a LOrenzo zostaje przez Formana odmalowany w ostatnim także momencie - jako figura-oręż celem wzmocnienia przesłania antyreżimowego. Nie ma rozgrzeszenia na tym świecie ? :] Moment celnego oka i impuls namiętności w przypadku Lorenzo, ważące na kolejach jego losu - czy kiedykolwiek był to człowiek ideowy, czy czlowiek z krwi i kości, maly i przebiegły, pozbawiony cech szlachetnych, a może jedno z drugim miesza się w nim jak w kotle ? co mozna z niego wczytać, z jego twarzy, zmieniającego sie głosu i mowy ciała ? Jak interpretować zakończenie ? [Javier Bardem znakomicie to gra]
      Ciekawe, co powiecie na ten temat :] Świnia ? człowiek, co błądzi i stara się odnaleźć ? ideowiec czy farbowany lis ?

      Goya też swoje przechodzi. Też doznaje uszczerbków, też przeżywa trudne momenty, w szczerej wymianie zdań Lorenzo zarzuca mu konformizm, wlaśnie - oportunizm. Goya stara się żyć na uboczu, robić swoje, nie zawsze oczekiwania udaje mu się odczytać [zabawny epizod z portretem królowej], ale ma markę jako malarz nadworny, w zasadzie - historia mogłaby go ominąć, lecz... nie omija ludzi, na ktorych mu zależy, za których poczuje sie odpowiedzialny, na tyle zeby uwijać się w wyciąganiu do nich pomocnej dłoni, szukania dla nich ukojenia. I zostanie do końca. Historia go wciągnie, a może da się on jej wciągnąć, nie mogąc pozostać biernym.

      Czy którykolwiek z bohaterów znajduje spokój ? czy na zawsze pozostaną zranieni historią ? może tylko młode pokolenie ma szansę, kombinując żwawo i nie mając w sobie obciążeń przeszłością ? Moze przypadek, któremu ofk czlowiek pomaga, sprawia, ze to młode pokolenie ma szansę, co by było, gdyby przypadek nie nastąpił i ono także zostało skażone piętnem
      noszonym przez tych starszych ? Może chcąc zaszkodzic czasami udaje się pomóc, nawet wbrew swoim intencjom.

      Goya nosi w pewnym momencie bardzo pionierskie nakrycie głowy, zwróćcie uwagę :]

      bardzo trafione są wstawki muzyczne, niekiedy przewrotne bardzo, jak w ostatniej scenie, a tak poza tym po prostu dobrane umiejętnie [scena powstawania ryciny, krok po kroku]. Jest makabreska, ale i jest humor, są mocne akcenty, są ciekawe postaci i zwroty akcji wpływające na bohaterów zarowno na ich fizycznośc jak i mentalność, co aktorzy dobrze interpretują.

      Słowem - warto dać temu filmowi szansę :]

      KOcham Kino zawiaduje Torbicka, to ona w czwartki anonsuje kolejne filmy i to najpewniej
      jej wybory kształtują ramówkę. Brawo :]










      • grek.grek House 26.01.12, 14:06
        zawsze lepiej spróbować niż nie próbować :] Jako przystawka przed "Duchami" - w sam raz.

        tym razem doktor w głównej roli, a ostatnio bywał na drugim planie, jak zauważyliście. Tutaj będzie się starał dociec - dlaczego młody bokser padł po ciosie, który nie uszkodziłby komara. Będzie to sprawa ciekawości zawodowej, pasji detektywistycznej [jak przystało na Sherlocka 2.0], ale i przegranego zakladu z Wilsonem [vel Watsonem]. W ogóle, ich rozmowy, sprzeczki, ich kontakt werbalny to chyba są jedne z lepszych rzeczy w calym tym serialu, oby więcej. Tu trochę tego stuffu jest.

        Biegając za bokserem, obrywając w barach po twarzy, przesiadując na sali treningowej House zaniedbuje leczenie pacjentki właściwej, zostawiając je swojemu zespołowi, który potrzebuje coraz bardziej jego wsparcia, a może chociaż rutynowego zainteresowania, i w ogole podejrzewa, ze coś z House'em jest nie tak, że albo mu odbija albo taki z niego swawolny dyzio ponad dopuszczalne normy. Może rzeczywiście, bo dodatkowo wyprobowuje on na sobie pewien lek, dotąd testowany na szczurach. Noga boląca i te sprawy.

        zgadnijcie z jakiego filmu plakat wisi na ścianie u Wilsona ? hehe, Vertigo, yup :] zwróćcie uwagę, kiedy House do niego przychodzi, przy okazji traktowania tego ładnie oszklonego foto. Ja miałem filmowy plakat z "Niesamowitego jeźdzca" z Clintem, hehe. osobiście zdarty z wystawy kina, w którym go grali, i na którym to filmie byłem, jako smark, wpuszczony po znajomości, hehe. Nie ukradłem go, hehe, został mi podarowany, razem z napisami uczynionymi czerwonym flamastrem informującymi po ile bilety i od ilu lat - btw, od lat tylu, ile ja jeszcze nie miałem wtedy nawet na podrobionej legitymacji ;]

        "muszę wyjśc... znaczy - naprawde, to nie muszę, ale nieładnie byloby wyjśc tak bez słowa" - hehe, wiadomo czyj to tekst.

        "powrót do robienia głupstw, to najlepsze co moze mu się w tym momencie, po rozstaniu, przydarzyć" - to Wilson o House'ie. no tak, od skoku do basenu z balkonu trochę minęło.

        • barbasia1 Re: House 26.01.12, 16:29
          Ładne wspomnienie. :)

          A ja kiedyś leciałam w deszczu na drugi koniec wielkiego miasta do kina po plakat (ostatni, też z wystawy, z szyby) z filmu "La vita w bella"(Roberto Benigniego), dla koleżanki (wcześniej grupowo byłyśmy razem w kinie na tym filmie), i u niej potem na ścianie plakat zawisł.
          A ja jakoś nie miałam nigdy żadnego plakatu filmowego.

          Dzięki za House'a! :)
          • grek.grek Re: House 26.01.12, 16:31
            bardzo proszę.

            heh, ależ te historie "bojowe" po latach brzmią, prawda ? ja bym dzisiaj nawet palcem nie kiwnął za jakimś wymiętym plakaciskiem z witryny kinowej, a wtedy... pilnowałem tego jak oka w głowie, bez przerwy łaziłem do tego kina i się upewniałem, ze ten plakat dostanę, a nie powędruje on na jakiś śmietnik, czy razem z kopią filmy w inne miejsce wyświetlania :]
            • barbasia1 Re: House 26.01.12, 16:56
              Prawda. :))

          • maniaczytania Re: House 26.01.12, 20:50
            Barbasiu - jako kinomanka zapalona od najmlodszych lat (do przemian ustrojowych w mojej miejscowosci bylo takie male kino, do ktorego chodzilam w podstawowce i liceum baaardzo czesto i najbardziej lubilam chodzic ... sama! bo chodzilam na filmy, o!) mialam piekny plakat na drzwiach od mojego pokoju, akurat rowniutko na wprost lozka i przed zasnieciem patrzylam sobie na Ralpha Fiennesa w dlugich rozwianych ciemnych wlosach,haha :)

            Kto zgadnie, z jakiego filmu? chyba trudne nie jest ...
            • barbasia1 Re: House 27.01.12, 16:28
              Ależ fajne wspomnienie! :)))
              No tak, prawdziwy kinoman nie potrzebuje towarzystwa w kinie. ;)

              >przed zasnieciem patrzylam sobie na Ralpha Fiennesa
              To piękne miałaś widoki, Maniu, przed zaśnięciem!

              Pewnie, na pewno, to plakat z "Wichrowych wzgórz"?

              Czy to ten ósmy ?
              www.filmweb.pl/film/Wichrowe+wzg%C3%B3rza-1992-1223/posters

              :)
              • maniaczytania Re: House 27.01.12, 20:55
                no wlasnie, inne osoby to glownie przeszkadzaja ;) w kinie.

                oj tak, piekny to byl widok ;) Jak on mnie sie wtedy podobal! I jeszcze jakos w tym czasie zagral i w "Angielskim pacjencie", i w "Liscie Schindlera", ech! Teraz juz mi sie az tak bardzo nie podoba i sie czasem zastanawiam, co ja w nim widzialam, haha :) Ale to chyba byl taki okres, ze mnie sie faceci z dlugimi piorami podobali ( o wlasnie, to tez w tym czasie przeciez "Ostatni Mohikanin" i Daniel Day-Lewis z rozwianym indianskim wlosem ;) ), teraz dla odmiany wole ... lysych ;), jak np. Jason Statham :)

                Plakat dokladnie ten :)
                • barbasia1 Re: House 28.01.12, 18:21
                  W tej kwestii to bym dyskutowała, Maniu! ;))

                  Zaprawdę piekny widok i piękny plakat (ale trafiłam!). Mnie się Ralph nadal bardzo podoba.

                  >teraz dla odmiany wole ... lysych ;), jak np. Jason Statham :)
                  He,he :)

                  Nieno, też niezły, ale wolę Ralpha.
      • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 16:30
        Fantastyczna zachęta, dzięki!

        :)
        • grek.grek Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 16:33
          cieszę się; zatem, moja mission [im]possible spełniona ;]

          udanej projekcji dla Ciebie i dla wszystkich.
          • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 16:51
            Dzięki! I vice wersja! A Ty co ogolądasz dziś?
            • grek.grek Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 17:36
              ha, oto jest pytanie... :] Kultura daje dokument o Sex Pistols, może mi sie uda zobaczyć. a tvp 2 też dokument o scjentologii. Polsat proponuje kino damskie, hehe, o czterech przyjaciółkach róznie układających sobie życiowe puzzle, "Przyjaciółki z kasą', czy coś takiego, zachęcająca obsada, a do tego refleksja może być uniwersalna. coś tam wybiorę :]
              • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 17:48
                To ja na Twoim miejscu obejrzałabym ten film o czterech przyjaciółkach! ;))

                Miłego wieczoru! :)
                • grek.grek dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 27.01.12, 14:02
                  postawiłem na wieczór z dokumentem :]

                  oba były niezłe.

                  ten o Sex Pistols skonstruowany, trochę na zasadzie chronologicznej wyliczanki najważniejszych momentów w historii zespołu, ale dzięki wplecionym komentarzom samych "pistolsów", współcześnie wspominających siebie i tamten czas z perspektywy kilku dekad - zajmujący. Nie umieli grać, nie umieli śpiewać, ale mieli energię, mieli coś do powiedzenia, pisali dobre teksty do żywej muzyki i mieli naturalne umiejętności przyciągania kłopotów, byli autentyczni, na tyle że z widowni obrażali swoich własnych fanów, w programach typu tokszoł bulwersowali zacną Brytanię wulgarnością, a i samej królowej nie oszczędzali.

                  Dobra promocja, dobrzy producenci, kultowe okładki singli i płyty - kręcił tym Malcolm McLaren, właściciel sklepu, a potem ich opiekun, więc mieli profesjonalną marketingową obstawę, aczkolwiek wytwórnie [EMI swego czasu] ze strachu przed ich kolejnymi wyczynami i krytyką mediów wycofywały się ze współpracy. w sumie - nagrali jedną płytę, dali parę koncertów, kilka razy wystąpili w telewizji, potrwało to kilka lat, rozpadli się, i zapewnili sobie trwałe miejsce w historii muzyki. Inni łoją po 60 lat i jedyne co mają co srebrniki :] wokalista SP, Johnny Rotten wspoomina, ze jedyne pieniądze z tej zabawy zobaczył na początku, 10 dolców, jakie zapłacono mu za pierwszy występ czy za cośtam.

                  Dzisiaj się starsi, stateczniejsi, typowo angolscy brytole, ale i widać niewymuszoną inteligencję Rottena, widać że żaden nie czuje się jakoś tam rozżalony, że nie nagrali 10 albumów i nie sprzedali miliarda płyt - są zadowoleni ze swojego życia i potrafią żartować z siebie i ze swojej przygody z muzyką [podkreślają, ze się nie lubili prywatnie, ale byli jak zespół piłkarski "nie lubisz kogoś, ale na boisku podajesz mu piłkę dla dobra drużyny", gitarzysta wspomina też "Rotten mnie nienawidził... byłem od niego znacznie przystojniejszy, więc wcale mu sie nie dziwiłem", albo mówią o tym, ze w początkach istnienia zespołu musieli targać sprzęt na próby kilka pięter do góry, a potem go znosić do samochodu, nie mieli takiego lokalu, w którym mogliby go po prostu zostawić, jden z nich komentuje to "w taki sposób to można kraść sprzęt, ale przynosić i znosić dla własnej potrzeby ?"].

                  dobra rzecz.

                  ten na tvp2 był o kościele scjentologów, który w Ameryce robi furorę. Głównie za sprawą przyznawania się hollywoodzkich aktorów do wyznawania tej religii, czy raczej - parareligii, bo rzecz polega na przechodzeniu kolejnych faz terapii psychoanalitycznej, które mają człeka wyleczyć z rozmaitych strachów i agresorów tkwiących w podświadomości i wprowadzić na kolejne piętra wtajemniczenia metafizycznego, na którym np. przekazuje się taką oto "wiedzę", ze na świecie są kosmici, którzy pod wodzą jakiegoś Zumi, czy Zuni ?, kręcą wajchą na potęgę. no po prostu korba luz :]

                  GŁówna zaleta tego kościoła, to celebryci go reklamujący i zwabiający doń prostaczków, którzy nie mają własnego rozumu, ale za to bardzo chcą być modni i szczęście chcą sobie kupić.

                  Film kręci dziennikarz BBC, który kiedyś już próbował wniknąć w środowisko scjentologów w Ameryce, ale został potraktowany z buta i w sumie poza tym, ze sprowokowano go kilku karczemnych awantur i ośmieszono - nic nie wskórał.

                  Teraz wrócił do tematu, bo dostał informację od dysydentów tego kościoła, ze chcą z nim porozmawiać o całej tej organizacji. Co ciekawe, są to ludzie, którzy go najbardziej atakowali, kiedy poprzednim razem próbował coś ustalić.

                  Dziennikarz i jego rozmówcy są śledzeni, nagrywani, gdzie sie nie pojawiają - jest ktoś, kto ich filmuje. Widać jest to organizacja wpływowa i czujna :]

                  Z opowieści eks-scjentologów wynika, ze to wcale nie jest kościół, tylko to normalna sekta jest. Są guru, którzy trzymają za mordę wyznawców, ci guru dysponują siecią współpracowników dzięki którym kładą łapę na ich majątkach [często niekiepskich, bo to zabawa bardzo często dla tych, co mieszek mają wypchany], kontrolują każdy ich ruch i w zasadzie przypomina to jakąś koszmarną parodię totalitarnego państwka. Obracają dużymi pieniędzmi, mają spore i wysoko sięgające wpływy, w zasadzie są bezkarni, a jeszcze dodatkowe panuje zmowa milczenia, bo na każdego swojego członka mają hak - a to kompromitujące zdjęcia, a to dowody prowadzenia nielegalnych interesów, a to jeszcze coś innego, generalni : doją z forsy frajerów aż miło :]

                  Najciekawsze jest to, ze wyznawcy mają prikaz, zeby nie oglądać telewizji, a już zwłaszcza programów o kościele scjento - nie wolno im, bo media kłamią i słuchanie tych bzdur może grozić utratą wszystkiego, co zyskują na spotkaniach, podczas terapii i scjento-kształcenia. Mają zresztą własne szkoły, w których produkują kolejne zastępy nauczycieli, zeby potomkowie dzisiejszych macherów i ich rodziny mieli z czego, z kogo :], żyć przez następne lata.

                  generalnie, kościoł scjento zostało nie tyle obsmarowany, co obnażony i zostawiony z portkami wokoł kostek. W sumie... nie ma się, co dziwić, a Ameryce ludzie głupieją statystycznie częsciej niż w zachodniej Europie :] W Brytfani kościoł scjento jest uznawany, wyrokiem sądu, nielegal i szkodliwą społecznie patologię, w Ameryce - kosi siano aż furczy :] Taka roznica.
                  • barbasia1 Re: dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 27.01.12, 16:20
                    To zagrajmy jakiś kawałek Sex Pistolsów , bo nie wiadomo, czy wkrótce nie zniknie na zawsze z youtube muzyka, czy nie będzie zakazane podawanie na Forum linków z muzyką, heh.

                    www.youtube.com/embed/cBojbjoMttI
                    To oni, dla młodszej młodzieży info. ;) - zapoczątkowali ruch punkowy i muzykę punkrockową w Wielkiej Brytanii.


                    Głupota ludzka, myślę o tych, którzy dają się w to ciągnąć - nie zna granic.

                    Chyba też widziałam kiedyś ten dokument.

                    Pamiętam, że mówiono też o tym, jak scjentolodzy potrafią manipulować ludźmi w rodzinach, nastawiać przeciwko tym z rodziny, którzy chcą odejść z sekt, jak potrafią skłócać, wpływać na nich by na zawsze zerwali kontakt z odszczepieńcem, który zdoła się wyrwać z ich łap.

                    :)
                    • pepsic Re: dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 27.01.12, 23:26
                      Z tego, co mi sie obiło o uszy, youTube ma umowy, wiec nie grozi. Ale nad legalnością przesyłana linków (w przyszłości) też się zastanawiałam. No cóż w młodzieży nadzieja:)

                      • barbasia1 Re: dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 28.01.12, 18:09
                        pepsic napisała:

                        > Z tego, co mi sie obiło o uszy, youTube ma umowy, wiec nie grozi. Ale nad legal
                        > nością przesyłana linków (w przyszłości) też się zastanawiałam.

                        >No cóż w młodzieży nadzieja:)
                        Właśnie! Właśnie!

                        Przy czym oczywiście jestem przeciwko piractwu internetowemu, przede wszytskim przeciwko temu, by różni cwaniacy, jak ci od serwisu MegaUpload (skąd ściągano i kopiowano na potęgę filmy, gry, muzykę), jak się włąśnie okazało, nieuczciwie dorabiali się ogromnych majątków na nieswojej pracy, jednak bardzo bym chciała, by wszytskie filmy, seriale, muzyka były powszechnie i łatwo dostępne, ak do tej pory, choćby za oplatą, nie mam nic przeciwko niewielkim opłatom za pobieranie filmów czy seriali (przyznam, że juz dawno temu nachodziły mnie wyrzuty sumienia, że bez jakichkolwiek opłat oglądam online kolejne odcinki Californication i filmy na stronach filmowo-serialowych).

                        • pepsic Re: dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 28.01.12, 19:49
                          Na moje oko nie chodzi o tantiemy twórców, bo są odsprzedane, a prawa majątkowe nabyte przez agencje i wytwórnie, a najpewniej o wprowadzenie tylnymi drzwiami GMO (w konsekwencji zwyżkujące drastycznymi cenami żywności), czyli o dobrobyt koncernów światowych.
                          Ps. Tak naprawdę nie wiem, w którym momencie ściąganie pliku staje się piractwem. Rozumiem, że rozpowszechnianie, nagranie - tak, ale oglądanie w internecie filmików?
                    • grek.grek Re: dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 28.01.12, 13:53
                      o, to klasyk "anarchy in UK".
                      co ciekawe, oni sami inspirowali się The Who, Beatlesami nawet, i nie uważali, i nadal nie uważają, siebie za punkowców, za których my ich mamy, i z jaką etykietą przeszli do historii. Mówią, ze byli zespołem rock'rollowym, po prostu :]

                      reklama czyni cuda, w przypadku scjentologów :]
                      • barbasia1 Re: dokumenty - Sex Pistols i scjentologowie 28.01.12, 15:01
                        He, he! Skromni panowie!
                        :)
      • pepsic Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 26.01.12, 18:02
        Widziałam fragment, mocny był. Zatem Barbasiu do dzieła, Twoja dzielna postawa przyda się z pewnością w tym przypadku.
        :)
        • railly Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 27.01.12, 08:33
          Duchy Goi - bardzo ciekawy film, podobał mi się. Mimo świetnej scenografii jedno mnie raziło: że osoba która wychodzi po 15 latach z cięzkich lochów w XVIII, wychudzona i zniszczona, posiada piękny komplet białych jak śnieg zębów. To nierealne, nie uważacie?
          • grek.grek Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 27.01.12, 14:05
            o, chyba jednak miała te zęby trochę podniszczone i raczej beżowe.

            mnie dziwiło, że w ogole zęby jakieś miała :]
          • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 27.01.12, 17:04
            railly napisała:

            Witamy! :)

            Też mi się wydaje, że charateryzatorzy coś zrobili z zębami Portman, na pewno były ciemniejsze, mimo, to, jak mówisz, i tak za dobrze wyglądały, jak na zęby osoby, która spędziła 15 lat w tak ciężkich warunkach. Ma rację Grek nie powinna mieć w ogóle zębów.

            Nie miej jednak robiła wrażenie wyglądem, grą Portman w tym filmie, większe niż w "Czranym łąbedziu", nad którym tak cmokano, zanim nie wyszło w atmosferze skandalu, że zawodowa tancerka baletowa dublowała Potrman w niektórych trudniejszych scenach tanecznych.

            :)
            • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 27.01.12, 17:45
              Dla przypomnienia zaliknowany kiedyś artykuł Sobolewskiego o Miloszu Formanie i jego filmach:

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,126640432,127727136,Sobolewski_o_Miloszu_Formanie.html
      • pepsic Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 27.01.12, 23:19
        Ee no, taki film, a wy o zębach Portman? Przypomnijcie sobie w takim razie przypadek hrabiego Monte Christo. Wystarczyło zgolić brodę, aby wyglądać, jak młody bóg, a przecież trochę mu zeszło w lochach w łyżeczką w ręku.

        Moja odpowiedź brzmi: Lorenco byl świnią, konformistą i farbowanym lisem, na koniec sie opamiętał ku mojemu zdziwieniu, bo w życiu to chyba mało możliwe.

        Ps. Dzięki za wyczerpującą recenzje:)
        • maniaczytania Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 09:20
          zgadzam sie z Pepsic :)

          Film swietny. Podobnie jak tydzien temu - Greka "zajawke" tylko przeskanowalam, zeby za duzo nie wiedziec - i podobnie jak tydzien temu - zachecila do ogladania.

          Lorenzo - absolutnie swinia, bez przekonan, probujaca ustawic sie w zyciu tak, by mu bylo wygodnie. Gdy zapewnial mu to Kosciol, to byl mnichem, gorliwym, chcacym prowadzic Inkwizycje; gdy mu sie noga potknela od razu przeszedl na druga strone.

          Na koncu byc moze zaszla w nim przemiana, spowodowana moze tym, ze dotarlo do niego, ze musi odpokutowac za grzechy, kto wie. No, nie ugial sie, nie wyznal, ze znow wierzy.

          Interesujacy byl zamysl, aby w roli goracokrwistego Hiszpana Goyi obsadzic Skandynawa ;) - moim zdaniem, choc Skarsgard to znakomity aktor, tu mi jakos nie do konca pasowal.
          • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 14:25
            Racje oczywiście macie, Pepsic, Maniu, kwestia zębów aktorki to drobiazg.

            Czy nie za prędko skreślacie cakowicie Lorenza? (jakże wspaniale grał go Javier Bardem - kocham tego człowieka i jego żonę też ;). Przecież on był idealistą, człowiekiem oddanym całkowicie sprawie, idei, którą (aktualnie) wyznawał - najpierw był fanatycznym inkwizytorem (niepozbawionym jednak hipokryzji, wynikajacej ze słabości natury ludzkiej?), potem wyznawcą idei rewolucyjnych, do których przekonał się, po tym jak musiał uciekać skompromitowany z Hiszpanii. Lorenzo zresztą sam to wyznaje, pamiętacie, w rozmowie z Goyą, kiedy już stoi po stronie idei rewolucynych, wyznaje malarzowi, że w zawsze szczerze wierzył w idee, którą wyznawał... I dlatego też na koniec nie ugiął się, nie zaparł się swych idei by ratować swe życie, nie dlatego, że dokonała sie w nim jakas przemiana.


            Stellan Skarsgård wybrany został podobno ze względu na jego podobieństwo do Goi, który jest tu na autoportrecie:

            pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Self-portrait_at_69_Years_by_Francisco_de_Goya.jpg&filetimestamp=20101023145900
            • maniaczytania Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 15:38
              oj Barbasiu to Ty niezwykle wyrozumiala jestes :) Dla mnie on byl swinia i juz. Nie mozna wierzyc w idee i rownoczesnie postepowac im wbrew (a on nawet jako mnich wierzacy, zle postepowal chocby przez uwiedzenie Inez). On to sobie tak zgrabnie tlumaczyl, a wszak nie ma nic gorszego niz nadgorliwosc neofity ;)

              E tam, wcale niepodobny, ten na portrecie jednak bardziej hiszpanski :)
              • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 17:22
                Ale ja nie powiedziałam, że nie uważam Lorezna za świnię, Maniu! Bo uważam. Ale zwracam uwagę, że to też człowiek , który dał się uwieść ideologii, wypaczonej ideologii.

                >a on nawet jako mnich wierzacy, zle postepowal chocby przez uwiedzenie Inez

                Wierzył w to co głosi, "tylko" nie potrafił całkowicie stłumić w sobie naturalnych ludzkich instynków, pożądania. Ale w ten sposób, tak teraz sobie myślą, ten cyniczny, odddany całkowicie idei, służbie Inkwizycji człowiek paradoksalnie(!) staje się bardziej ... ludzki (jakkolwiek to zabrzmi).

                Idee (jak wiadomo z historii np. z historii Inkwizycji, historii rewolucji francuskiej, z całej historii XX wieku) bardzo szybko ulegają wypaczeniu albo są z gruntu fałszywe albo bywają cynicznie nadużywane. To pokazuje Forman także na przykładzie postaci Lorenzo.

                > E tam, wcale niepodobny, ten na portrecie jednak bardziej hiszpanski :)
                Może i masz rację. :)

                Powiem Ci/ Wam, że mnie się filmowy Goya ogromnie podobał.
            • pepsic Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 17:08
              A mi się bardzo podobał Skarsgård jako Goya, stojący z boku jako obserwator epoki, no i jako facet - też niczego sobie:)) Skandynawska kropka nad i. Co do Lorenzo - typowy aparatczyk, interesowny, wykorzystujący seksualnie bezbronną dziewczynę (w wyjątkowo odrażający sposób), a po latach wsadzający ją do psychiatryka. Końcowa przemiana jakoś do mnie nie przemawia.
              • barbasia1 Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 17:26
                > no i jako facet
                - też niczego sobie:))

                A nawet bardziej! Jestem tego samego zdania. :))
          • grek.grek Re: "Duchy Goi", na zachętę - po 'nocnym marku' 28.01.12, 16:31
            Dzięki za dobre słowa, Maniu i Pepsic.

            fakt, Maniu, Goya, bym zaryzykował, to najslabszy element fabuły. czy aktor, czy scenariusz, czy może dlatego, ze w zasadzie pełni on z góry przeznaczoną rolę poboczną spinacza losów postaci ciekawszych..? chociaz, Lorenzo też w sumie został sprowadzony w pewnym sensie do figury, a jego krwiokościstośc gdzieś przybladła, takie odniosłem wrażenie. Ale i tak interesujące to było. trzy [w zasadzie, bo Inez występuje w dwóch krańcowo różnych odsłonach] role Portman - też sugestywne i służące uniwersalnej refleksji, jakkolwiek bardzo ciekawe i jakże różne. Kruca, zaraz sie posunę do zarzutu wobec big reżyseiro, ze postanowił być master of puppets :]
    • grek.grek "Alphaville", czyli Godard na drugą nogę 28.01.12, 13:17
      Alphaville, to był taki zespół muzyczny, nie ? hehe, może jest nadal ? taka elektroniczna muzyka trochę, ciut ambitniejszy pop, a może bardziej ambitny ? Nie słuchałem ich, co najwyżej - przy okazji, więc nie będę strzelał w ciemnościach. Ale był :]

      Ewidentnie, nazwa zespołu koreluje z tytułem filmu Godarda, a muzyka grana przezeń z tym, czym w istocie u Godarda Alphaville jest [będą liczne, a moze nawet - same, spojlery]

      A jest Alphaville, to jest stolica czegoś w rodzaju odległej galaktyki w kosmosie, państwa przyszłości. Wygląda jak normalne miasto, nie ma tutaj jakichś odrealnionych krajobrazów postindustrialnych, czy czegoś takiego. Kręcili to w Paryżu, zresztą, heh.

      Na Alphaville panuje technika, logika i precyzja. Nie ma artyzmu, kultury słowa, nie ma pojęć takich jak "świadomość", "miłość", "przeszłość", "poezja" etc. Jest teraźniejszość, tylko i wyłącznie, a wyrocznią najwyższą jest coś, co sie nazywa Alpha 60 i jest rodzajem maszyny zaprogramowanej na podejmowanie jedynie słusznych decyzji, jedynie słuszne rozumowanie i jedynie słuszne widzenia rzeczywistości. Zaprogramował je niejaki profesor Von Braun, szarlatan wydalony swego czasu z Nueva Yorku, można by chyba zalożyć, ze pod tą nazwą kryje się planeta/państwo/galaktyczny obszar, którego realia odpowiadają tym naszym.

      W Alphaville ludzie recytują swoje formułki [np. pokojówki w hotelach]i, są beznamiętni, każdy ma obowiązkowo przy sobie egzemplarz Biblii, która koniec końców okaże się słownikiem, tyle ze z powykreślanymi zeń słowami "niebezpiecznymi", które mogłyby narazić na szwank całą maszynierę działania miasta i państwa. Kto się wychyli, no bo są dysydenci i buntownicy ofk, np. zapłacze na pogrzebie własnej żony - zostaje stracony, zastrzelony. Egzekucje odbywają się na... basenie - gościu dostaje kulkę w głowę, a potem pływaczki synchroniczne wyławiają ciało, prężąc się przy tym i kreśląc w wodzie figury sportowe. Surreal totalny. Generalnie - Orwell.

      I do tego całego Alphaville przyjeżdza facet o nazwisku Caution, Lemmy Caution. Jest to agent tzw. cywilizowanego świata, z Nueva Yorku, który ma porwać albo zabić profesora Von Brauna, co ma położyć kres władzy Alpha 60 i całej rzeczywistości państwa. Caution jest typem bogartowskim w stylu bycia [opanowanie, cynizm maskujący wrażliwość] i ubiorze [prochowiec biały, kapelusz], ma też pistolet i kilka wytycznych w notesie - zdjęcie Von Brauna, nazwisko innego agenta Dicksona, a także polecenie, żeby "ratować tych, którzy płaczą", czyli tych, którzy przejawiają uczucia.

      No i Caution przeprowadza swoją akcję - parę razy ktoś go chce zabić, już na wstępie, w pokoju hotelowym; Dickson umiera przy nim, wyniszczony alkoholem, którym zagłusza rozpacz istnienia w rzeczywistości Alphaville, w której wprawdzie może mieć każdą kobietę, ale co z tego, skoro te kobiety nie są w stanie wykrzesać z siebie żadnej namiętności i nie rozumieją, jak on do nich mówi, ulegają niejako z nawyku i zaprogramowania. Nie rozumieją słowa "dlaczego ?", istnieje bowiem tylko "ponieważ".

      Na wspomnianym basenie Caution znajduje Von Brauna. Próbuje go porwać, ale zostaje obezwładniony przez ochroniarzy i zaprowadzony na przesłuchanie przed Alpha 60 w budynku, ktory się nazywa Ministerstwem Policji i Zastraszania [ o ile dobrze zrozumiałem]. Jest sprytny, nie daje się podejść maszynie, mimo całej jej wdrukowanej "mądrości"; inżynierowie, współpracownicy Von Brauna, oprowadzają go po całym centrum dowodzenia, słucha wykładów w Ministerstwie Pamięci i Czasu [o ile dobrze odczytałem nazwę], gdzie studenci słuchają wykładów metalicznym głosem prowadzonych przez komputer, wedle których z grubsza - człowiek jest zagubiony w czasie, słaby, marny i tylko wyższa technika, logika posunięta do granic możliwości, zimna dedukcja są w stanie nadać jego istnieniu sensowne ramy i jakąkowiek wartośc, tylko ona rozwiewa wszelkie wątpliwości, które są niegodne występowania w lepszym świecie, tak jak emocje, z miłością na czele. Czyli, Alphaville to projekt przyszłości, jedyny godny realizacji.

      Cudzoziemcy, zwłaszcza szerzący zamęt, w ramach tego projektu są najpierw wykorzystywani do poznawania innych kultur, aby tym łatwiej bylo technologiii Alphaville przenikać i infekować je własnymi wzorami istnienia, rozszerzać swoje panowanie za pomocą, w ostatecznym rozrachunku, destrukcji rodzaju ludzkiego, a potem - likwidowani seriami, Caution opisuje salę jak w kinie, w ktorej więźniowie usadzeni w fotelach są spalani na popiół, ten sprawnie usuwany, i tak w kółko, jak w maszynie pakującej ciastka czy tam nalepiającej kapsle na butelkach. Przemysł śmierci. A osatteczny cel - inwazja rozlewająca się na cały świat.

      Caution zostaje wypuszczony z centrum. Idzie do hotelu. Ale nie odstępuje go zaintrygowania nim córka Von Brauna - Natasha. Poznali się na samym początku, to ona go powitała w Alphaville, częściowo oprowadzała po mieście. Caution w swoim szorstkim stylu wyznał jej miłość, ona nie rozumiała tego słowa, ale jej wrażliwość przemyciła je w gląb niej i tam utkwiło - i kiedy ochroniarze Von Brauna brali go za łeb - na jej policzku pojawiła się łza. To zasugerowało Cautionowi, że dziewczyna rozni się od zrobotyzowanych alphavillan, ze dociera do niej ładunek emocjonalny słów, że jest w stanie się wzruszać.

      W hotelu Caution odkrywa przed nią jej przeszlość - nie urodziła się w Alphaville, przybyła doń ze swoim ojcem, a więc może pamiętać słowa, słowa których w tym państwie nikt nie zna, bo zostały wykreślone z pamięci, a ludzie pozbawieni realnej świadomości. Caution czyta jej poezję, jej się słowa przypominają, ich znaczenie, aura od nich bijąca, bardzo ją to niepokoi, a jednocześnie pociąga. POezja, kwintesenacja uczuciowości, staje się dla niej momentem przebudzenia, przypomnienia sobie zapomnianego, co w niej było, czego nie zdołano zadrukować, czy wykosić, nie zdołano pozbawić jej świadomości.

      Pojawiają się ponownie ochroniarze, securitate ?, zabierają Cautiona na kolejne przesłuchanie, z którego on sam postanawia lekceważąco i brawurowo wyjść - tym razem używa już pistoletu i pojawia się akcja jak z francuskich kryminałów czy amerykańskich czy z Klossa ;] Jest pościg samochodowy, są strzały, i w ogole jest sensacyjnie, na miarę czasów ofk.

      po skutecznej ucieczce Caution poszukuje profesora - znajduje go w jakimś technologicznie zaawansowanym laboratorium, w którym Von Braun wyznaje mu, ze skonstruoował właśnie maszynę umożliwiającą całkowite panowanie nad ciałem i umysłem. Caution proponuje mu powrót do Nueva Yorku, ale Von Braun ani myśli o tym i całkowicie ma w nosie pistolet wycelowany w jego stronę. Caution musi go zatem zastrzelić.

      Misja wykonana, Alpha 60 zostanie za moment zdezaktywowany, ale Caution musi jeszcze wrócić po Natashę, trzymaną w jakimś tam pokoju w ministerstwie zastraszania. KOniec Alphaville jest bliski, wariują przewody i styki, siada technika, ludzie łaża po ścianach albo leżą martwi, centrum dowodzenia wygląda niczym elegancki i dystyngowany obrazek futurystycznej zagłady, a Caution wspomaga chwiejącą sie i też czepiającą ścian Natashę słowami "myśl o miłości, to ci doda energii". No i chyba dodaje, bo sie im udaje uciec.

      jadą więc autem, zbliżając się do granicy, za sobą mają dogorywające Alphaville, ona chce sie obejrzeć, ale on jej nie pozwala, jak w tej biblijnej przypowieści. I wreszcie ona dukając wypowiada "kocham cię", a na jej twarzy zjawia sie autentyczny, spontaniczny cień uśmiechu.

      I kaniec fiłma :]

      Orwellowska z gruntu historia, ciekawie nakręcona - bohaterom zdarza się mówić do kamery [Natasha i Caution w scenie hotelowej, kiedy poetyzują], zdarzają się błyskawiczne ujęcia wzorów, wykresów; Alphavile, ludzie w nim wygladają normalnie, i nawet w zachowaniu ich nie ma wielu przejawów nienormalności - jest ona zasugerowana narracją, wyjaśniona, ale tak naprawdę... na codzień wszędzie można dostrzec podobne obrazki, podobnych ludzi, podobne cale skupiska ludzkie.

      Triumfuje człowiek :]



      • barbasia1 Alphaville - muzyka 28.01.12, 14:39
        Tak, był zespół o nazwie Alphaville i miał on wielki, naparwdę wielki hicior "Forever Young".
        Jeszcze dziś mam ciary jak go słyszę:

        www.youtube.com/watch?v=t1TcDHrkQYg
        :)
        • grek.grek Re: Alphaville - muzyka 28.01.12, 15:38
          O to, właśnie to :]

          ciekawe, czy rzeczywiście inspirowani filmem Godarda ? I miejscem, które opisuje [podejrzewam,że - jeśli już - raczej na zasadzie kontry przewrotnej, a nie aprobaty...] ?
          • barbasia1 Re: Alphaville - muzyka 28.01.12, 17:54
            Okazuje się, że owszem! Jak podaje wiki, "nazwę grupy zaczerpnięto z filmu fantastycznego z 1965 r., który wyreżyserował Jean-Luc Godard."

            pl.wikipedia.org/wiki/Alphaville_(grupa_muzyczna)
            Alphaville nadal istnieje i nadal nagrywa płyty!
            :)
            • grek.grek Re: Alphaville - muzyka 29.01.12, 13:48
              a jednak, hehe :]
      • barbasia1 Re: "Alphaville", czyli Godard na drugą nogę 28.01.12, 15:46
        "Nowy wspaniały świat" Huxley'a i Orwell "Rok 1984" w jednym.

        > Triumfuje człowiek :]

        system totalitarny upada - optymistyczna wymowa!

        W artkule z "Wprost", zamieszczonym wyżej zwracano uwagę na kwestię formy filmu, wrzucę może tu ten fragment - "Alphaville” [...] to "niesamowita hybryda science fiction, czarnego kryminału, melodramatu, czarnej komedii i ekstrawagancji, w której publiczne egzekucje dokonywane są na basenie olimpijskim, a wieńczy je szalony balet wodny".

        Znalazłam oryginalny trailer "Alphaville", wklejam link jako uzupełnienie Twej świetnej opowieści:
        www.youtube.com/watch?v=mE_sjuYvd
        W temacie filmów Godardza mamy już zatem co nieco pojęcia. :)


        • grek.grek Re: "Alphaville", czyli Godard na drugą nogę 28.01.12, 16:12
          yes, tak właśnie jest, upada jak stechnicyzowana sodoma & gomora [to zdaje się z tej opowieści pochodzi motyw z zamienieniem się w słup soli z powodu odwrócenia się i spojrzenia za siebie, na ginące miasto ?].

          W filmie, jeden z inżynierów porównuje ludzką populację Alphavile do "termitów" - trafne bardzo.

          tych wszystkich wywodów nt. czasu, prymatu rozumu, które padają z "ust" komputera Alfa 60 - nie przytoczę ;], zrozumiałem z grubsza. Kontrujące wywody o wyższości poezji i człowieka w jego naturalnej postaci - które rzuca agent Caution - też co niektóre, w ogole - bardzo dużo niezrozumiałych czeskich słów się pojawiało w dużym tempie, hehe - nie było lektora, starałem się nadązać za napisami.

          znów całe mnóstwo ładnych aktorek, z Anną Kariną/Natashą, na czele. Pewnie jeszcze wiele nawiązań i symboli, ale żeby to wszystko znaleźć, o ile by się udało, trzeba by obejrzeć ten film ze 2-3 razy jeszcze :]

          yes, Godard trochę nadgryziony. W przyszłym tygodniu będzie dwukrotnie Zeffirelli. A jutro "OBywatel Milk" [ct2, 21:55], dziś zaś "Przetrzymać tę miłość", ktorą już Polsat pokazywał, a którą starałem się niezdarnie opisać - Czesi też chodzą po śladach polskich telewizji, hehe; żart, pewnie mają swoją bazę danych, ot przypadkowo blisko siebie te oba filmy znalazly się w ramówkach [jakby co, 23:05 w Ct2, czeska mowa - da się zrozumieć... w miarę].
          • barbasia1 Re: "Alphaville", czyli Godard na drugą nogę 28.01.12, 16:19
            Czyli film leciał w oryginale z napisami? U nas nie spotakałam się chyba jeszcze z napisami w przypadku filmu francuskiego. A Ty?

            Czeska ramówka trzyma poziom.

            :)
            • grek.grek Re: "Alphaville", czyli Godard na drugą nogę 29.01.12, 13:55
              oba godardy były z napisami, albo nie mają dubbingu, albo w umowie o emitowaniu zapisano, ze mają być bez lektora ? coś w tym guście, niechybnie. Faktycznie, też nie pamiętam, kiedy to w polskiej tiwi napisy leciały, heh.

              O, zdecydowanie, tych cyklów filmowych mają już kilka, każdy dzień tygodnia chyba jakiś kącik filmowy posiada. Tyle, ze u nich nie ma 70 serialów, nie ma tylu reklam co w polskiej tiwi i nie ma
              amerykańszczyny klasy C tyle, ile polscy decydenci wpuszczają. Jak mają dziennik, sport i pogodę, to się zamykają w 30 minutach, u nas od rozpoczęcia dziennika do emisji flmu po nim schodzi prawie godzina. w Dwójce jest 20-min Panorama, 3-min sport po niej, a potem 3-min pogoda, tak na oko - około 30 minut programu, razem z reklamami i zwiastunami ten bloczek rozrasta się do prawie godziny... tak to się daleko nie ujedzie, aczkolwiek od pewnego czasu nie oglądam w tiwi informacji, a jeśli już to w Info, więc moze coś się zmieniło ?. No i powtórzę się : te seriale... 60 albo 70, z czego może ze 2 dałyby się oglądać, a w sumie, to jeden - House. Jak tu wcisnąć jakieś cykle filmowe..?

              to byłem ja, znów narzekałem ;]
    • barbasia1 Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 13:41
      Ireny Jarockiej

      www.youtube.com/watch?v=_1r3dVIIGWk
      Przepiękna piosenka, tekst ...
      • grek.grek Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 16:15
        faunem szczególnym nie byłem, ale głos prima sort, teksty dobre, muzyka... kiedyś polski pop [chyba można by tę piosenkę/estetykę wpisać w szeroko pojętą muzykologię popularną ?] miał jakąś twarz i dźwięk, o czymś był, jak się słyszy teraz te kawalki Majewskiej, Bem, Frąckowiak, Prońko to się nagle człek łapie za głowę - rany, toż to ambitna muzyka jest, te teksty są naprawdę dobre, te wokalistki mają styl... azaliż nie przesadzam ? :]
        • barbasia1 Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 16:40
          Nic a nic nie przesadzasz! :)

          Też nie mogę powiedzieć, że jestem fa(u)nką, ;) nie kolekcjonowalam płyt, plakatów (jednka nie to pokolenie), ale mam wielki sentyment do Ireny Jarockiej i tych wszytskich śpiewających Dam, które wymieniasz, ich piosenki znam z radia niemal od dzieciństwa .

          A pierwszą piosenką, która wpadała mi w ucho, którą śpiewałam(!) w baardzo, baaardzo wczesnym dzieciństwie, to piosenka grupy Pod Budą "Bardzo smutna piosenka retro", zwłaszcza refren "Kap, kap" przypadł mi do gustu. Mama podobno mówiła,"Basiu, zaśpiewaj "Kap, kap" i malutka Basia, ku uciesze krewnych i znajomych, śpiewała ... ;)
          Z czasem poznawałam więcej wersów tekstu tej piosenki.

          Pod Budą "Bardzo smutna piosenka retro" -
          www.youtube.com/watch?v=mdroVVA0EQY
          Jak widać, wcześnie wykazywałam zainteresowanie muzyką niestety, talentu wielkiego w tej dziedzinie jednak nie mam. ;/

          Wracając do piosenki Jarockiej, zachwycił mnie tekst. Właściwie dopiero teraz się w niego wsłuchałam, nie może mi wyjść z głowy ta piosenka od wczoraj ... :)
          • pepsic Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 17:21
            I we mnie odezwała się nostalgia za dzieciństwem, sielskim, anielskim spoglądając na migawkę z pogrzebu I.Jarockiej, choć jej piosenki również nie z mojej bajki.

            Pierwszym wyśpiewywanym przeze mnie przebojom były "Poziomki" Urszuli Sipińskiej (chyba już informowałam), muszę przyznać, że zupełnie na serio wiązałam z ta dziedzina plany zawodowe:)
            • barbasia1 Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 17:39
              Pamiętam, że "Poziomki" linkowałaś, ale, zabij mnie, nie pamiętam, czy wspomniałaś, że to był Twój pierwszy wyśpiewywany przebój. Więc dobrze, że robisz to teraz. :)

              Piękny, ale bardzo trudny utwór!

              Poziomki - Urszula Sipińska
              www.youtube.com/watch?v=kRqaE92_jrk
              > muszę przyznać, że zupełnie na serio wiązałam z ta dziedzina plany zawodowe:)
              Oooo!
              Jak rozumiem, plany jednak nie wypaliły.
              A teraz masz gdzieś okazję, czas, by muzycznie choć trochę poudzielać się gdzieś dla swej i innych przyjemności???
              Podziwam ludzi utalentowanych muzycznie. :)
              • pepsic Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 18:00
                Nie, nie mam talentu. To takie szczeniackie marzenia, raczej na zasadzie, nie matura, a chęć szczera...

                Ja tez podziwiam i zazdraszczam w sensie pozytywnym, rzecz jasna.

                Oj, jednak Poziomki nie wytrzymują próby czasu.
                :)
                • barbasia1 Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 18:11
                  He, he, " Poziomki" dla koneserów. ;)

        • pepsic Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 17:31
          Nie przesadzasz ani trochę, jeszcze bym dopisała pare osób w tym Anne Jantar, która chyba zbyt późno doceniłam. A tak w ogóle, one mi sie myliły, znaczy Jarocka z Jantarką.
          • barbasia1 Re: Na pożegnanie pięknej Pani ... 28.01.12, 17:40
            A mnie się z Anną Jantar myliła Anna Greman.
            • barbasia1 Jutro ... 28.01.12, 18:28
              mnie nie będzie na Forum, wybieram się w dłuższą trasę i mam gorącą nadzieję, że nie zamarznę ... ;)
              Do zobaczenia zatem w poniedziałek.

              I nie zdążyłam dokończyć opowieści o filmie "1408"... Jak dam radę to może cz.2 pojawi się jeszcze późnym wieczorem, a jak nie to dopiero w poniedzialek. Z góry przepraszam!

              Przyjemnej niedzieli życzę.

              Trzymaj się ciepło, Greku!

              :)))
              • grek.grek Re: Jutro ... 29.01.12, 13:57
                taką czapkę-uszatkę najlepiej mieć :] Teraz chyba wraca do łask i mody.

                no problemo, dokończysz, do 21.12.2012 mamy dużo czasu, bo potem to już... jak mówią - możemy być zdezaktywani, haha.

                przyjemnej niedzieli dla Ciebie, Barbasiu, żeby ten mróz Cię tam nie pożarł.
                • barbasia1 Re: Jutro ... 29.01.12, 23:52
                  :)))

                  Uszatka zawsze modna, zawsze dobra, kiedy mróz trzyma. ;)

                  Jestem, mróz mnie nie pożarł, ciepło się ubrałam ... :)

                  A propos ... A Ty, Greku, posłuchałeś zrzędzenia matki, nosisz w te mrozy ciepłe gatki? ;))


                  > no problemo, dokończysz, do 21.12.2012 mamy dużo czasu, bo potem to już... jak
                  > mówią - możemy być zdezaktywani, haha.
                  ;//

                  Jutro.

                  Good night.
                  • grek.grek Re: Jutro ... 30.01.12, 15:17
                    uszatkami z godnością głowy chronimy - mrozu i zimy się nie boimy. Ummmm... słabe, ale za to
                    z uznaniem dla Ciebie, ze nie dałaś się zjeść styczniowym zawiejom :]

                    haha, Twój rym lepszy :] do gatek ciężko się samemu w sobie przemóc, ale czasami aura ma decydujący głos, hehe.

                    good day :] & good luck
                    • barbasia1 Re: Jutro ... 30.01.12, 15:21
                      hahaha :) Też ładny rym.

                      Good afternoon! :)
                    • pepsic Re: Jutro ... 30.01.12, 18:27
                      Tylko broń cie panie, nie zakładaj ich na randez vous;)

                      Ps. Zawsze marzyłam o uszatce:)
                      • barbasia1 Re: Jutro ... 30.01.12, 18:53
                        pepsic napisała:

                        > Tylko broń cie panie, nie zakładaj ich na randez vous;)

                        chichichi :)))

                        Najlepiej nie chodź zimą na randez vous!!! ;))

                        > Ps. Zawsze marzyłam o uszatce:)

                        :)
                        Teraz jest ich do wyboru do koloru (widziałam futerkowe), no i trwają z i m o w e w y p r z e d a ż e! ;)

                        • pepsic Re: Jutro ... 30.01.12, 19:14
                          Przymierzam sie drugi rok z rzędu, ale chyba nadal pozostanę przy berecikach i czapeczkach z pomponami (mam słabość) wywołującymi i tak dużą radość wśród otoczenia (why?) ;)
                          • barbasia1 Re: Jutro ... 30.01.12, 19:25
                            haha :)

                            Bo pompony generalnie są sympatyczne i budzą uśmiech na twarzy. :)

                          • barbasia1 Trzy czapki uszatki z pomponem! widziałam dziś 31.01.12, 23:36
                            (model dla Ciebie Pepsic?) oraz kilka innych już bez pomponów / bardzo modne tej mroźnej są zimy czapki uszatki, aż mi się taka zamarzyła/
                            I koksowniki stoją na przystankach ...
                            • pepsic Re: Trzy czapki uszatki z pomponem! widziałam dzi 03.02.12, 13:22
                              Barbasiu, wyrwałaś mnie ze snu zimowego i ruszyłam na łowy, niestety wymarzone uszatki jakoś nie dodają mi szlachetności;)
                              Ale, ale panowie, jak obserwuję polubili, wyglądają w nich nader interesująco:)



                              • barbasia1 Re: Trzy czapki uszatki z pomponem! widziałam dzi 03.02.12, 15:13
                                Maj pleże, Pepsic! :)

                                Ale wiesz, że i ja, dzięki Tobie zapragnęłam tej zimy kupić sobie czapkę uszatkę! Na razie przyglądam się, jakie ludzie noszą fasony, bo uszatka uszatce nie równa i powiem Ci dwa fasony wpadły mi w oko - jedna cała czarna z wierzchem ze skóry (ekologicznej prawdopodobnie) , wnętrze z futerka sztucznego, krótkiego, nawet elegancka można powiedzieć, ładnie dziewczyna w niej wyglądała , a druga była brązowa, materiał przypominał ten z ktorego robione są sztuczne kożuchy.

                                Wiesz, te nie nadmiernie kudłate mnie przypadły go gustu, dobrze się w nich wygląda, imo.

                                > Ale, ale panowie, jak obserwuję polubili, wyglądają w nich nader interesująco:)

                                Potwerdzam, potwierdzam, na naszym terenie sytuacja ma się bardzo podobnie. ;))
                                • barbasia1 Re: Trzy czapki uszatki z pomponem! widziałam dzi 03.02.12, 15:59
                                  Chciałam powiedzieć, że podbają mi się proste uszatki, a którkim futerkiem tylko wewnątrz, nie te całe kudłate. :)
    • grek.grek "Obywatel Milk", na własne ryzyko :] 30.01.12, 11:47
      Będę pisał co się da, ale coś mi mówi, taki "nos", ze "Milk" poleci wkrótce w TVP. Nie wiem gdzie, ale cos czuję, ze tak będzie, więc... czytanie na odpowiedzialnośc własną :]

      Sprawę ułatwia fakt, ze Harvey Milk to postać autentyczna, pierwszy gej w Ameryce wybrany do Rady Miasta [San Francisco, był to rok 1977], ikonograficzna postać ruchu gejowskiego, jego życie i przedwczesna śmierć w zamachu [1978 rok] nie są zatem fikcją literacko-scenariuszową, więc ukrywanie tych faktów by było śmieszne trochę.

      Film w ciekawej formie [narratorem jest sam Milk nawijający do mikrofonu i nagrywający to na taśmę] pokazuje ostatnich 8 lat życia jegomościa - zaczyna się w Nowym Jorku, w dniu jego 40 urodzin, w którym poznaje miłość swojego życia, Scotty'ego, i wchodząc w "smugę cienia" samokrytycznie przyznaje, ze "niczego w życiu nie zrobiłem, z czego mógłbym być dumny...", aż po dzień śmierci w budynku urzędumiasta San Francisco, z ręki swojego kolegi z Rady Miasta, konserwatywnego fana rodziny i dzieci, niejakiego Dana White'a.

      A po drodze jest jego polityczna droga. Milk był tzw. gejem wydyganym, czyli takim, który się obawia ujawnienia. Udaje większość życia, kryje się ze swoją orientacją, co go frustruje, a nawet, jak sam sądzi, przyczynia się do śmierci jego partnerow życiowych [samobójstwa]. Generalnie, ma swoje powody, geje są w Ameryce dośc nielubiani, rzec by możne eufemistycznie.

      Przeprowadza się zatem ze Scottym do San Francisco, na początku lat 7-tych mekki gejow, hippisów, wszelakiej maści autsajderów. Chce tam prowadzić sklep z akcesoriami dla fotografów, sam powiem pstryka z upodobaniem. Kupuje zatem lokal przy Castro Street, ktory z czasem staje się czymś w rodzaju klubu gejowskiego. Dookoła gejow mnóstwo, ale i homofobicznych policjantów, miłośników tzw.wartości i zwykłych naburmuszonych konserwatystów nie brakuje i prześladowania, pobicia nie są rzadkością. W SF Milk przestaje ukrywać swój homoseksualizm, a za chwilę staje na czele buntu gejów przeciw homofobii się szerzącej. Tak jakoś naturalnie, jako szef lokalu popularnego wśród gejów.

      Wtedy pierwszy raz kandyduje do Rady miasta. Przegrywa. Przegra jeszcze kilka razy, mimo zmian wizerunku, przejścia z brody na gładkie golenie, z dzwonów i koszul flanelowych na garnitury, mimo zadbanej fryzury zamiast lekko niedbalej szopy i pomimo tego, ze nieodmiennie jest miłym, fajnym facetem. Nie bardzo chcą go wspierać inni politycy i działacze społeczni. Optymistyczne jest to, ze Milk co roku zdobywa większą ilość głosów.

      Wygrywa w 77 roku, a pomaga mu w tym najbardziej... rozpętana przez amerykańskich pobożnych konserwartywnych polityków, m.in niejaką Bryant [pre-Sarah Pallin] i niejakiego Briggsa. Nagle stawką w grze nie jest tylko bezpieczeństwo gejów na ulicach i po zmroku, nagle na stole leżą takie rzeczy jak dyskryminacja w miejscach pracy, pomysły, zeby nauczycieli -gejow demaskować i wywalać ze szkół, bo "95 % przypadków pedofilii to sprawka homoseksualnych degeneratów" i - bo geje "szkodzą instytucji rodziny i jej wartości". Kolejne miasta i stany w Ameryce stają do referundum o ograniczenie praw gejów, i zwykle wygrywają konserwatyści - Floryda, Wichita, przychodzą wieści z Europy, gdzie w Hiszpanii i Niemczech też się gejom niespecjalnie powodzi, są obiektem nagonki politycznej i przegrywają kolejne starcia, coraz bardziej spychani do gett społecznych i naznaczani piętnem wyrzutka i osobnika z gorszej ligi.

      I ta cała sytuacja integruje środowisko homoseksualne w San Francisco, Milk, i sztab jego wiernych współpracowników, prowadzą kolejne demonstracje, stają na czele pochodów antydyskryminacyjnych, krzyczą hasła równościowe - to w Kalifornii, stanie z największym odsetkiem gejow w Ameryce - rozegra się wkrótce decydujący bój o to, czy ustawy zgłaszane
      przez konserwę przejdą, zwycięstwo w Kalifornii otworzy im furtkę. Milk nawołuje do zjednoczenia, i nie tylko gejów, ale i hippisów, liberałów w każdej postaci przekonując, ze to bój o prawa człowieka, nie tylko geja.

      Na fali takich nastrojów, dzięki korektom w układzie obwodów wyborczych, dzięki zatrudnieniu na stanowisku [oficjalnie brzmi, hehe, bo w sztabie Milka po prostu działali jego koledzy, wyglądali trochę jak grupa licealsistów robiących kampanię swojemu kumplowi] szefowej kampanii, Anne Kronenberg, młodej pannicy "która nie chce kasy, a jaja ma większe niż my wszyscy razem wzięci", która podsuwa pomysł, zeby zaapelować też do lesbijek, nie tylko gejów, o poparcie, jak również zaczyna dbać o medialne nagłośnienie iich postulatów politycznych i wizerunek samego Milka, dzięki czemu zyskuje on kolejne punkty.

      I Milk wygrywa. Sukces, jubel, szampan... Zwycięstwo to zbiega sie z kolejnymi problemami osobistymi, na ołtarzu polityki i upominania się o prawa człowieka kładzie związek ze Scottym, który poczuł sie niepotrzebny, a nowy chłopak, Jake, to histeryczny neurotyk sprawiający nieustanne problemy, najczęściej bez racjonalnego powodu.

      Milk dostaje pogróżki, na jednym z wieców dostaje anonim, że zostanie zastrzelony "jak tylko dotknie mikrofonu" - przemawia zatem bez dotykania palcem choćby statywu.

      Brnie przez te wszystkie problemy, napędzany swoim idealizmem i wiara w słusznośc głoszonych postulatów, no i lojalnością wobec swojego elektoratu, z którym codziennie spotyka się w swoim sklepie-domu, przerabianym a to na sztab wyborczy, a to na miejsce spootkań aktywistów, a to na obiekt pod którym zbierają się geje, kiedy chcą manifestować, punkt w którym startują wszelkie pochody gejowskie.

      W Radzie miasta Milk poczyna sobie z wdziękiem i odważnie. Nie waha się wejśc w kontakt z konserwatywym Danem Whitem, obiecując poparcie jego postulatów [budowa psychiatryka] w zamian za poparcie własnych pomysłów [dot. ochrony praw gejów w miejscach pracy na terenie miasta]. Swoich współpracowników, którzy kręcą nosem na układanie się z White'em nie tylko nie słucha, ale wyjeżdza z pomysłem, zeby wszyscy co do jednego zrobili coming out. TO dopiero jest ryzyko, i odwaga. Nie wszystkim się to podoba, bo to jednak piętno, łatwej dostać w cymbał, narazić się na prześladowania. Ale, jak mówi Milk : "tylko wtedy, kiedy sie ujawnimy, ludzie nam zaufają i będą nas znać, to zbuduje zaufanie między nami".

      Wszystko to ma budować pozycję polityczną, tak żeby przeforoswać swoje poprawki ustawowe, a wreszcie : tak by wygrać z Briggsem w Kalifornii w referendum o prawa gejów. To pierwsze udaje się wykonać, gorzej z tym drugim.

      Sondaże są słabe, ale Milk w drodze do celu sięga po wszelkie srodki - najpierw łamie umowę z White'em [jak miałby w takim momencie, kiedy kosnerwa chce gejów "leczyć" poprzeć budowę szpitala psychiatrycznego ?], tracąc umiarkowanego partnera [Milk na początku jest nawet zaproszony na chrzciny jego syna] i zdobywając zagorzałego przeciwnika, a potem przechwytuje wazne głosy neutralnego elektoratu wypowiadając wojnę... psim odchodom na ulicach i skwerach miasta.

      Narady w sztabie, wiece, pochody i przemówienia idealistyczne Milka [bardzo ciekawie wplecione są w narrację zdjęcia i filmy archiwalne, w fomie medialnych relacji z "pola bitwy"], remisowe debaty z aroganckim Briggsem... tak mija czas do dnia walnej bitwy. Problemy osobiste do tego dochodzą : wraca Scotty, a Jack popełnia samobójstwo, bo Milk... spóźnił się na kolację o godzinę. Milk jest wstrząśnięty, ale przecież nie zmieszany i gra do końca.

      Odnosi zwycięstwo. 65 % głosów przeciw ustawom dyskryminującym gejów. Wielka feta. Ponowne zejście się ze Scottym, albo - o mały kroczek od zejścia się.

      Zalamany calokształtem Dan White rezygnuje z mandatu. Chwile później, być może z powodu perswazji i to całkiem mocnej [wezwany zostaje na rozmowę na policję], chce znów zostać przywrócony w prawach deputowanego. Milk idzie do burmistrza i nalega, zeby White'owi to uniemożliwić, posuwa się nawet do małego szantażu - jak pan to zrobi, to nie poprę pana w wyborach na burmistrza.

      cdn
      • grek.grek "Obywatel Milk", na własne ryzyko :] 30.01.12, 12:12
        Deputowany White dostaje małpiego rozumu z nerwów. rano wkrada się do budynku Rady Miasta. najpierw zabija burmistrza, a potem ładuje kilka kulek w Milka rozpłaszczając go na szybie, tak że ostatnią rzeczą, którą widzi Milk przed śmiercią jest wielki baner reklamujący występ znanej diwy operowej, na ktorym Milk był poprzedniego wieczora, po którym rozmawiał nocą przez telefon ze Scottym i zachwycił go wschód slońca, a życie wydawało się perfekcyjne...

        A potem jest robiący wrazenie milczący pochód ze świeczkami w dłoniach 30 tys ludzi przez ulice San Francisco, przez Castro Street, w hołdzie dla zamordowanego Milka. Część zdjęć jest fabularna, ale cały pochód jest pokazywany z taśm archiwalnych. I robi wrażenie, ten niekończący się ludzki wąż oświetlony morzem ogników. A do tego Milk wygłasza, jakby zza grobu, swoje posłanie, zeby zawsze upominać się o prawa mniejszości, autsajderów, prześladowanych, by dawać im nadzieję - taki american movie speech.

        no i to tyle by było.

        Film zdecydowanie majacy kreować bohatera. Milk wszystko, co robi, robi dla sprawy, dla slusznej idei, nawet jak szantażuje burmistrza, to ten sie nie obraża, a Milk jest zabawny ["hoho, spójrz, jestem gejem który ma władzą, to ci dopiero... hu hu hu"], każdy pomysł
        jest dobry, a on sam - do rany przyłóz chłop, oddany całkowicie sprawom ludzkim, tak że
        nawet jak jego chłopak się wiesza, to wiesza się po takiej serii obrazków, w których zachowuje się histerycznie, ze płaczący nad jego zwłokami Milk jeszcze zyskuje sympatię, a pytania dotyczące granic zaangażowania i płaconej zań ceny nie zyskują dostatecznie mocnego akcentu.

        To jest film Seana Penna, to on gra Harveya Milka i robi to z pełnym oddaniem. Serce i dusza są w tej roli. Na końcu pojawia się twarz samego Milka, nie jest zbyt podobny do Penna, ale za to można stawiać w ciemno, ze aktor przestudiował wszystkie archiwalia ze swoim bohaterem i odegral go 1 do 1 w sposobie bycia, stylu mówienia, poruszania się i ubierania. Rola znakomita, jakkolwiek w filmie nie jest to postać miotana jakimis dylematami, bywa zarzucana na zakrętach,ale, takie mam wrażenie, niezbyt brawurowo.

        Gus Van Sant, bo to jego film, pokazać chciał gościa zasłużonego dla społeczności i ochrony praw człowieka w Ameryce. stworzyć portret idealisty. Udało mu się, bez dwoch zdań. Jest to bohater do podziwiania, do współczucia, do szanowania. Bohater na swój sposób ciekawy, ale traktowany z wielką wyrozumiałością i jesli nie na kolanach, to z pewnym pochyleniem pleców :]

        Film ważny, bo traktujący o istotnej kwestii, dotykający newralgicznych punktow na ciele współczesnego społeczeństwa. Wydaje mi się, po obejrzeniu, ze to zadecydowało o jego licznych nagrodach. Pozytywne przesłanie bohatera, tragiczny jego los, ujmujący uśmiech, no i wszystko wplecione w burzliwe wydarzenia dekady lat 70-tych, kluczowej dla obrony praw gejów w Ameryce, na które chrapke mieli liczni tradycjonaliści, a'la pan Briggs, który dziennikarzy zbywa w filmie tekstem "ze mną - mozecie dyskutować, możecie mnie kwestionować, ale... nie możecie dyskutować z Bogiem !"

        Film dobry, rola Penna znakomita, bohater... na ołtarzu :]

        PS : Dan White bronił się w sądzie zaćmieniem umysłu z powodu nadużywania śmieciowego żarcia... sąd tego nie kupił. Dpstał 5 lat [pewnie wzięto pod uwagę jakiś afekt czy coś, jako okoliczność łagodzącą], wyszedł wcześniej i... strzelił samobója.
        • bakali Re: "Obywatel Milk", na własne ryzyko :] 30.01.12, 12:38
          A mnie się Obywatel Milk nie podobał. Po obejrzeniu czułam niedosyt jak w przypadku "Filadelfii". Ciekawy temat, dobry scenariusz, świetny aktor, ale opowieść jest jakby skrótowa, mam wrażenie, że się ślizga po temacie i zamiast wycisnąć z niego wszystko co się da, po łebkach opisuje wydarzenia, byle tylko dotrzeć do wielkiego finału. Brakuje zatrzymania się na chwilę nad bohaterem, pokazania co on czuje w konkretnej chwili, brakuje mi tam prawdziwych emocji, jest tylko skrótowa akcja, a stany emocjonalne mają wynikać niejako z tej akcji, widz ma sobie dopowiedzieć co bohater czuje.
          • grek.grek Re: "Obywatel Milk", na własne ryzyko :] 30.01.12, 15:13
            Z tego wychodzi, a zgadzam się z Tobą, ze wg Van Santa Milk był człowiekiem czynu.
            jak to w "Przesłuchaniu" sformułowano : zdrowy organizm chodzi i działa, dopiero chory się nad
            soba zastanawia ;]

            Mnie też brakowało prawdziwych dylematów w tej postaci. Niby 40 lat ukrywa swój homoseksualizm, niby jest ta ciekawa scena kiedy wydaje mu się, ze ktoś go śledzi i zaczyna iśc coraz szybciej, i niepewnie, w którymś momencie nerwowo podskakując jakby chciał się zerwać do biegu, ale godnośc mu nie pozwalała; niby kolejne przegrane kampanie go rozczarowują, aż siedząc w fotelu zaczyna wątpić w to, czy kiedykolwiek cel osiągnie; niby są momenty, kiedy odchodzą bliscy ludzie, samobójcza śmierć partnera, a on to niby akcentuje jakąś miną czy łzami, ale tylko świetne aktorstwo te pojedyncze momenty rozterek broni, bo postaci one zupełnie nie ubogacają, przeciwnie - są zaraz zamiatane na bok i Harvey idzie dalej, robi swoje.

            Może z tego wynikać wniosek : ideały w które wierzył i odpowiedzialność za ludzi, którym postanowił służyć i o których prawa się upominał nie pozwalały mu się przejmować pewnymi rzeczami, zastanawiać się nadmiernie, miał wytyczony cel i jasne poglądy, więc w czynach się jego stany wewnętrzne odzwierciedlały, ale... tak jak i Ciebie, mnie to do konca nie przekonało.

            Van Sant chciał mieć laurkę, moze nie nazbyt bezczelną i bezkrytyczną, ale jednak. Pytanie : czy dla ideałów można postawić na szali losu swoją prywatnośc, prywatność innych, umowy dżentelmeńskie ? jakoś tak piskliwie i z oddali zabrzmiało zaledwie, bo Sprawa wszystkie wątpliwości rozwiewa, a bohater domaga się wręcz zrozumienia :]
            • barbasia1 Re: "Obywatel Milk", na własne ryzyko :] 30.01.12, 18:48
              Interesujący film i jak zawsze świetnie opowiedziany, Greku! :)

              Bardzo ciekawe Wasze, Greku, Balaki (witamy!) uwagi.

              Film też ma pewnien wymiar osobisty, reżyser, Van Sant, sam jest zdeklarowanym homoseksualistą, jak się właśnie dowiedziałam, więc ten bardzo głęboki ukłon w stronę człowieka, który poświecił życie dla walki o "SPRAWĘ", o prawa gejów do godnego życia w społeczeństwie jest zrozumiały.

              Walka o SPRAWĘ, zawsze będzie wymagać poświęceń, rezygancji z prywatności, z życia osobistego.

              A propos, przypomniała mi się nie tak dawna wypowiedź Wałęsy po tym jak premierę miała biografia jego żony. "Jak zobaczyłem, co napisała moja żona, to się przeraziłem (...). Dopiero ona mi pokazała, że rzeczywiście ja nie byłem mężem. Ja byłem walczącym, rewolucjonistą, mnie nie było w domu, nie miałem czasu się interesować. " "Straciłem 37 lat małżeństwa - ubolewał".

              :)
              • grek.grek Re: "Obywatel Milk", na własne ryzyko :] 31.01.12, 14:20
                dzięki :]

                film dobry, z tym właśnie zastrzeżeniem, o którym pisaliśmy wyżej, odnośnie bohatera. otóż to, może zadecydowało to, o czym piszesz, osobiste względy reżysera ?

                bardzo adekwatny cytat, Barbasiu. W filmie bohaterowi te rozterki są oszczędzone, w znacznej mierze, albo wygrane nie dośc wyraziście, co na jedno wychodzi ;] wg mnie, ofk, to tylko taka interpretacja na gorąco. Moze po prostu Milk umarł zbyt młodo, zeby do pewnych konkluzji dojśc ? zmarł w momencie, kiedy cały czas był w pierwszej linii, sprawy były "na już", bardzo istotne dla środowiska, a jak przekonuje Van Sant - dla społeczeństwa jako takiego, może więc celowo bohater nie doznaje jakichś dramatycznych rozdrapań, bo nie miał ku temu sposobności w tak szalonym rytmie życia ?
        • grek.grek Dexter V - 9 odc 30.01.12, 14:11
          na drugą nogę poszedł "Dexter", i w 9 odcinku pojawia się córka Dextera, a właściwie jego zmarłej żony, która po smierci matki odeszła mieszkać z dziadkami, mając wobec Dxtera żal, ze nie zapobiegł temu, co sie stało, oraz go op wszystko wręcz obwiniając [z pkt widzenia jej wiedzy - nieslusznie, z pkt widzenia Dextera i naszej wiedzy - słusznie zupełnie]. Teraz pojawia się na wagarach z domu, razem ze swoją przyjaciółką. koniec końców okazuje się, ze jej przyjaciółka jest molestowana i bita przez swojego ojca, a córka Dextera jej pomaga uciekać z domu przed oprawcą. przyjeżdzają do domu w którym kiedyś mieszkali, nie wiedząc, ze Dexter zainstalował tam teraz Lumen... Dziewoja się zmieniła, nosi mini, mocny makijaż, klnie, kradnie i policja ją gania - niezłe ziółko. Dexter ma znów wyrzut na sumieniu, ze to przez śmierć matki i brak ojca, albo choćby ojczyma, z mała tak się porobiło. Kiedy Lumen widzi ślady na ciele jej koleżanki, leci z tym do Dextera, a on załatwia sprawę - pierze ojca koleżanki córki, każe mu zostawić rodzinę i odejść w siną dal, co też zastraszony jegomośc wykonuje, i w ten sposób zyskuje sobie wdzięcznośc własnej córki, a sam odkrywa w niej jakiś błysk dobra - przecież chciała pomóc koleżance... Lody przełamane i topór wojenny chyba też zakopany.

          Straciłem pierwsze 10 minut, więc tylko się domyślam, ze Dexter umówił się na prywatną wizytę psychoterapeutyczną z JOrdanem Chasem, oprawcą kobiet - po godzinach bycia znanym i cenionym trenerem motywacyjnym, tym którym znęcal się na Lumen. To teraz jest główny cel Dextera. Zbliża się do gościa, trenują razem na siłowni, rozmawiają, sraty taty, takie zbliżenie przed zaszlachtowaniem. Chase nosi na szyi fiolkę z krwią. dexter zakrada się do szatni i korzystając że tamten siedzi pod prysznicem pobiera z tej fiolki próbkę krwi. Badanie wskazuje, ze to krew jednej z ofiar z beczek, które topił Boyd, a które póxniej wpadły w ręce policji. czyli, ze Chase zbiera trofea, jak seryjny moderca ma w żwyczaju, jak sam Dexter. No, tyle ze Dex zabija tych niegrzecznych tylko :]

          Policja, a w zasadzie Debra, siostra Dextera, formalnie przed rozprawą która ma zdecydować o jej przyszłośc w policji, bo jej szefowa zwaliła na nią winę za kiepskie popropwadzenie obławy na przestpców, w związku z czym były ofiary - Debra więc wpada na ślad badań DNA, które dowodzą, ze ślady genetyczne Cole,'a ochroniarza Chase'a są wśród DNA trupów z beczek. Podnosi więc dziewczyna raban, zeby śledztwo wznowić. Udaje się jej to wymóc na szefowej, mimo że obie dyszą do siebie niechęcią daleko posuniętą. A zatem - stary chwyt z poprzednich serii. Dexter i policja będą szli równo, łeb w łeb, tropem, tym razem - Chase'a, killera/szajki :] Musieli to jakoś przeprowadzić scenarzyści,hehe.

          A co z filmem nagranym przez detektywa, który śledził Dextera na polecenie Quinna, podejrzeliwego kolegi Dexa z wydziały i kochanka Debry ? Oto Debra w dyskusji z szefową dowiaduje się, ze swegop czasu [był to chyba 4 albo 5 odc serii] szefowa zawiesiła Quinna, który sugerował jej, ze kolega poszukiwany przez poolicję Kyle Butler, kolega serial killera Trinity;ego, mordercy żony Dextera, to sam Dexter [wątki z serii 4]. Quinn nie miał dowodów, więc szefowa wysłała go na drzewo, zawiesiła. Debra się dowiaduje teraz, ze szefowa chroniła jej brata, ale bardziej ją trafia,że Quinn, który powiada nonstop, ze ją kocha - chciał jej bratu kuku zrobić.

          Quinn się kaja, ze się pomylił, ze to był błąd, ale Debra nie chce go słuchać. Quinn chyba naprawdę coś do niej czuje, bo kiedy przychodzi do niego ten wynajęty detektyw mówiąc, ze ma zdjęcia dexa i Lumen wrzucających cięzkie wory do oceanu w ciemną noc - Quinn nie widzi w tym nic ciekawego i powiada, ze to koniec, ze nie chce kontynuować tego śledztwa. NO ale sam detektyw, okazuje się - eks-policjant, wyrzucony kiedyś z wydziału - nie zamierza rezygnować wietrząc w całej sprawie możliwy porządny zarobek, albo potencjalnie solidną chryję, na której może zyskać i odkuć się na policji z Miami, pokazać jaki z niego kozak, lepszy glina od tych, którzy go zwolnili. więc - może to ten wymięty detektyw będzie rywalem Dextera, a nie Quinn :]
          • barbasia1 Re: Dexter V - 9 odc 30.01.12, 19:19
            Kolejny dobry odcinek.

            Dekonspiracja nieustannie zagraża Deksterowi z różnych stron, jak nigdy dotąd!?

            BigTHNKS!

            :)
            • grek.grek Re: Dexter V - 9 odc 31.01.12, 14:28
              Jeszcze 3, pozostaje kilka pytań, z glównym wg mnie : co stanie się z Lumen, bo że Dexter, wyprzedzając policję i swoją siostrę o włos, pierwszy zlikwiduje kogo trzeba - to chyba jasne, najpewniej rozprawi się z tym, kto użyje przeciw niemu zdjęć, na których wypuszcza w ocean wory z ciałami, no i tylko pytanie - co z tą dziewczyną ? zostanie z nim ? Nie wydaje mi się. Zginie ? hmm... Załatwiona zostania cała sprawa i Lumen wyjedzie z tajemnicą dextera w serduszku ? Nie wydaje mi się... Wydaje mi się, ze poza niezłymi pomysłami z powiązaniami Boyda, Chase'a i Cole'a i ich procederemi, inspirowanymi,z tego mogę się zorientować - bo nie czytałem ksiązek - "MIllenium", poza wprowadzeniem dobrego wątku Lumen powoli wtajemniczanej w Dexterowe "hobby", jednak jest to w pewien sposób odcinanie kuponów od 4 serii. Co ciekawe, 6 seria już idzie, albo już poszła, a w zapowiedzi dwie następne :] albo scenarzyści są bardzo pewni siebie i swojej wyobraźni albo uważają, ze grono zaprzysięglych fanów zechce ten sam schemat kupować z sentymentu i sympatii dlań.

              oglądałem wszystko, prócz 3 serii, więc jak chodzi o dekonspirę, to istotnie jest blisko, aczkolwiek chyba w najlepszej jak dotąd, wg mnie, 2 serii naprawdę było o mały figiel,a Dexter już szykował się na krzesło elektryczne :]
    • pepsic "Ostatecznie rozwiązanie" / "Morfina"- dylemat 30.01.12, 18:24
      "Ostateczne rozwiązanie" na jedynce o 20:30 w doborowej brytyjskiej obsadzie zgodnie z nazwą dot. kwestii żydowskiej. Chwilę wcześniej na kulturze o 20:20 rosyjska "Morfina" wg Bułhakowa wyreżyserowana przez twórcę "Ładunku 200"- filmu, który w swoim czasie porządnie mnie wystraszył i również "Brata" (nie znam).
      Ojej, co tu wybrać?
      ;)
      • barbasia1 Re: "Ostatecznie rozwiązanie" / "Morfina"- dylema 30.01.12, 18:55
        Wraca Teatr na Świecie! Wow. Ja mam wybór prosty - "Ostateczne rozwiązanie".

        :)
        • rosemadder Re: "Ostatecznie rozwiązanie" 31.01.12, 08:37
          dobry dokument/dramat, momentami wbijał w fotel: scena gdy sumują liczbę Żydów eksterminowanych w Auschwitz 60 tys. na dobę - miny Niemców i wymowna cisza...przez moment sądziłam że to ich przeraża, za chwilę słyszę zachwyt,
          a potem stwierdzenie, żepozbędą się "zbędnych resztek" dzięki piecom gazowym
          świetny Firth jako prawnik wahający się pomiędzy prawodządnością a lojalnością wobec ideologii
          naprawdę warto było obejrzeć
          ps. nie czytałam waszych zapowiedzi ale wiedziałam ze wątek ntt. się pojawi:)

    • grek.grek "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 31.01.12, 11:43
      Wczoraj w TVP Kultura, a właściwie - dzisiaj, bo po północku. Kino belgijskie, albo holenderskie... albo belgijsko-holenderskie. Co tam się dzieje... o kruca :]

      Wersja w pigułce : 30-latek Gunther pisze debiutancką powieść, której kanwą są wspomnienia z dzieciństwa, spędzonego w domu na przedmieściach, z ojcem i trzema stryjami pod opieką matki ojca. Wujowie są kimś w rodzaju prowincjonalnych, w stylu, "królów życia". Gunther dorasta obserwując ich wyczyny wszelakiej maści, na czele z pijackimi orgiami, a dochodząc trzydziestki, już po wyprowadzce z domu, zmaga się z niepokojem, czy aby nie przesiąkł nazbyt "genetycznymi zdolnościami" i czy będzie w stanie wyjśc na prostą we własnym życiu oraz być dobrym ojcem dla swojego własnego syna, który się zjawił wbrew jego planom.
      Brzmi tak sobie, ale rzecz jest nośna, obrzydliwa i zabawna :]

      Tyle w skrócie, w wersji rozszerzonej idzie to tak...

      Pisze Gunther tę powieść i wracają w retrospekcjach czasy, o których opowiada, kiedy miał te 13 lat i na codzień obcował ze swoją... rodziną :]

      Mało wystawny dom, w wygódka na podwórku, pozbawioną nawet drzwi wejściowych, poczciwa babcia, matka czterech typów, którym nie dalibyście do potrzymania nawet kija od szczotki. Bo by go sprzedali, a tę złotówkę przepili. Ojciec i trzech wujów, przystojni inaczej - plerezy, wąsiska, niedbałe fryzury, brzuchy, tragiczne tureckie sweterki, bluzy od dresu wkładane w spodnie, dieta z tłustych serdli i co tylko jeszcze chcecie. A przede wszystkim - są to ochalupsy stulecia. Matki Gunthera nie ma w domu. Rozwiodła się z jego ojcem, ma nowego faceta i jest w ciązy. Wracają w pewnym momencie wspomnienia poczęcia Gunthera, na zapleczu pod ścianą jakiegoś chropawego baru...

      Ojciec, mejscowy listonosz, kocha syna, na swój sposób, wujowie okazują sympatię i wsparcie, ale tak naprawdę serwują dzieciakowi codzienny festiwal totalnej szajby. Ich główne zajęcie, to
      wizyty w pubie i obalanie kolejnych kufli piwa, butelek wódki lub wina, czy co tam jest na stanie akurat. Na wszelkie sposoby sobie to uatrakcyjjniają : raz są to zawody reklamujące przybytek, innym razem "Tour De France", czyli kolejne "etapy" chlania odzworowujące przebieg słynnego kolarskiego wyścigu, z "lotnymi premiami", "cięzkimi etapami gorskimi", "wjazdem na Champ Ellyses" i nawet żółtą koszulką lidera dumnie noszoną przez wlaściciela. Do tego seks, który najmłodszy wuj bez krępacji uprawia w łózku obok Guntherowego, a bratankowi sprzedaje credo życiowe, ze życie zaczyna się wraz z rozpoczęciem seksualnego pożycia, przy czym określenie "seksualne pożycie", to w kontekście jego działań prawdziwa elegancja :]. Flipery,mnożenie długów po których odbiór przychodzi komornik, rytualne coroczne przebnieranie się za wyjatkowo brzydkie kobiety w dniu jakiegoś święta, okazjonalne bójki, a jak zdarzy sie okazja, to wskakują na rowery i jadą w wyścigu golasów świecąc mało estetycznymi, i co tu dużo ukrywać - mało imponującymi - częściami ciała.

      Wujowie są wielki fanami Roya Orbisona, tego piosenkarza. Bardzo uważnie śledzą jego losy, bo dziwnym trafem wzloty i upadki w piosenkarskiej karierze Orbisona pokrywają się stuprocentowo ze wzlotami i upadkami w dziejach ich rodziny - rodziny Strobbe'ów. Kiedy więc Roy wraca na scenę po latach milczenia przeżywają prawdziwe wzruszenie, bo nadchodzą oto lata tłuste... faktycznie, matka dostaje jakąś większą rentę i mogą zrobić obfite zakupy.

      No i dzieciak, zapalony rowerzysta, dorasta w takim pięknym miejscu... W szkole służy nauczycielom głównie do wymierzania mu kary za spóźnienie lub nieuwagę na lekcji - każą mu pisać po 5 stron na jakieś tematy, ale że później nigdy tego nie czytają - Gunther po prostu ćwiczy sobie pióro i pisze historyjki, łapiąc bakcyla pisarstwa. Dyrektor wie, w jakich warunkach wychowuje sie chłopiec, proponuje mu szkołę z internatem, ale mały nie chce opuszczać domu... Przywyczajenie, lojalność wobec rodziny ? bo, jak mowią, "klan Strobbe'ów nie wybacza zdrady", przekonują się o tym wszyscy, nawet po latach... Jak np. eks-żona jednego ze stryjów, która po jego śmierci wraca do miasteczka, z córką, ale nie utożsamia się ze Strobbe'ami, wręcz ich nic cierpi, za co ci mszczą się zabierając jej 13-letnią, do tego momentu : oczytaną i porządną - córkę do pubu, gdzie pozwalają jej chlać piwo, śpiewać sprośne piosenki pijackie i realizują największy koszmar jej matki : poznają małą z prawdziwym jej ojcem - umierającym na raka pijusem-wesołkiem, który chwali się kolegom workiem stommiczym [dobrze odmieniam ?] na brzuchu i formułą jego działania, czym wzbudza prawdziwy aplauz.

      Napisałem że ojciec kocha Gunthera ? Są momenty, kiedy ta miłośc ma specyficzny charakter... Kiedy w szkole jakiś dzieciak rzuca w twarz Guntherowi "nie mogę się z tobą bawić, bo twoja rodzina, to margines i pijacka melina" - Gunther jako prawowity Strobbe wali go w dziób - ojciec pobitego wzywa policję, Gunther ma kłopoty... Ojciec w domu zamiast go bronić - próbuje go udusić, ledwie go odciągają. ta sama sytuacja zdarza się, kiedy w domu niespodziewanie zjawia się pani z organizacji pomagającej dzieciom z domów trudnych - ojciec ma delirkę, ledwie udaje mu sie zejśc na dół na spotkanie z kobietą, którą przez ten czas stryjowie zdążają obrazić erotycznymi uwagami. Po jej wyjściu rzuca się na syna z krzykiem, ze to dzieciak ją wezwał, zeby go upokorzyć. Gunther się broni i nawet policzkuje ojca, a ten się na niego rzuca z pięściami. Znów ledwie udaje się stryjom go zatrzymać. Babcia, jego matka, broni Gunthera krzycząc, ze to ona wezwała tę kobietę, bierze na siebie całą rzecz, dopiero po latach okaże się, ze telefon do tej pani wykonał sam Gunther...

      Bo chłopak dorasta w konflikcie między lojalnością wobec rodziny, a zdegustowaniem poczynianami wujów, świadomością że to jest los, którego sam dla siebie nie chce. "Wszytstko co piękne, ucieko stąd albo skazywało się na zagładę', napisze już jako dorosły. On wybrał ucieczkę - szkołę z internatem. POszedl do niej tego samego dnia, w którym jego ojciec wybrał się wreszcie na odwyk.

      Wraca do domu na weekendy, a przez cały tydzień wiele się może zdarzyć w rodzinie Stroebbów. KOlejno stryjkowie lądują a to w puszce, a to w szpitalu, a to u nowej dziewczyny, a to w trumnie...

      Kiedy wychodzi ojciec, zmieniony, sporządniały, wychodzi na przepustkę i od razu odwiedza go w internacie, ubrany w odświętny dres, Gunther przeżywa najlepszy w życiu dzień ze swoim starym - najpierw kupują buty sportowe, zeby następnego dnia wziąc udział w biegu ulicznym, potem trenują w pięknych okolicznościach polnej przyrody, ojciec jest trzeźwy, normalny, nie rzuca się... i po raz pierwszy jest powazny "Będziesz lepszy niż ja, nie spaprasz sobie tak życia jak ja, jak my wszyscy, widzę to w twoich oczach, i jestem z ciebie dumny". Tego samego dnia wieczorem ojciec idzie do baru z braćmi, mimo że rano ma wrócić do zakładu. Zarzeka się, że alkoholu nawet nie liźnie. Być mozę to właśnie ten dzień, w ktorym ojciec Gunthera zmarł... Następnego dnia nie zjawia się podczas biegu, Gunther pokonuje trasę sam...

      Największym niepokojem Gunthera, kiedy dobiega trzydziestki, jest gen Stroebbów - gen nieodpowiedzialności, beztroski, zyciowego lekkoduchostwa. Gunther boi się, ze zdązył się nim zarazić. Pisuje wiersze, chyba słabe. Płodzi niechciane dziecko [podczas porodu powiada "był cień nadzie, ze dziecko urodzi sie czarne albo martwe, z wielkim trudem wówczas mógłbym ukryć swoją radość", a kiedy sie już ono rodzi żywe i białe "przekazałem pałeczkę w sztafecie, której nikt nie rozumie, ale której sie wszyscy kurczowo trzymają (...)"] z niekochaną kobietą. Ima się pracy przy obwoźnym minibarku w pociącu, rozwozi pizzę na telefon, i ma poczucie,ze podąża scieżką wydeptaną już przez jego własnego ojca.

      Pisząc powieść jakby dokonuje egzorcyzmów na sobie. Jest ona dobra i zdobywa uznanie w środowisku, a on dostrzega światełko w tunelu.
      • grek.grek "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 31.01.12, 12:04
        Poznaje kobietę, ktorą naprawdę darzy uczuciem, i stara się "być dobrym wujkiem dla syna, jeśli nawet nie umiem być dobrym ojcem" - ale to kokieteryjnie i zachowawczo może brzmi, kiedy w jednej z ostatnich scen Gunther uczy syna jeździć na rowerze - startuje go, mały przejeżdza kilkka metrów i ląduje w kukurydzy, ale Gunther zaraz go podnosi i znów pomaga ruszyć ciesząc się z każdego pół metra postępów malca. Widać w nim prawdziwie ojcowskiego ducha, to tylko od dawna zagnieżdzony niepokój, ze będzie jak własny ojciec, jeszcze go trochę trzyma gdzieś w głębi. Ale, można by zaryzykować, to ten lęk nauczył go czego się w życiu wystrzegać, nauczył go czujności, nie pchnął go ku alkoholowym akcjom, pozwolił mu stać się pierwszym Strobbem, który nie spędza wieczorów w pubie przy kuflach, no chyba że spotyka się z kolegą ze szkoły, tym co "nie mógl się z nim bawić" za co dał mu w dziób, i wspominają dzieciństwo, ale w kulturalnym stylu, w miarę... :]

        Gunther wraca co 5 lat do swojego miasta. Po pierwszej wydaje 5 kolejnych powieści. Profesorowie etnologii dzwonią do jego braci z prośbą o teksty przyśpiewek pijackich, które opisywał w swoich powieściach Gunther, nazywają je "dziedzictwem kulturalnym kraju". Bracia słabą mają pamięc, Gunther musi im pomagać, śpiewają na głos, a dzieje się to wszystko w sali odwiedzin domu spokojnej starości, gdzie przebywa babcia Gunthera, która popadła w demencję. Kobieta siedzi i słabo kontaktuje, ale Gunther to właśnie z nią dzieli się swoimi obawami i nadziejami dotyczącymi przyszłości, wiarą, ze może jednak mu sie uda nie powtórzyć klasycznej życiowej drogi Stroebbów. Kto wie, mozę starsza pani jednak coś słyszy i rozumie, może to drgnienie powieki coś znaczyło, kiedy Gunther skończył i wyszedł... :]

        No i taka to opowieśc. Degrengolada na wesoło, niepokoje na poważnie, w mało gustownym otoczeniu, z bohaterami którzy w pierwszej chwili nie zachęcają, ale z czasem cały ten kociokwik, w jaki zamieniają swój dom, pub i całe otoczenie - zaczyna wkręcać. Turpizm i fizjologia są obecne, komentarze Gunthera są humorystyczne [opis "Tour de France", opisy alkoholowych zawodów], stryjowie mają niezłe teksty [np. kiedy zjawia sie ta babka od dzieci w trudnych warunkach wychowujących się i ma na nazwisko Fockedeye, bracia to przekręcają i wołają ojca Gunthera "chodź, czeka tu na ciebie fajna laska, a do tego ma na nazwisko Fuckaday... i ma niezłe cycki... i białe majtki"], image, a do tego ten cały brzydaty zgiełk
        kilka razy przerywaja momeny iście poetyckie, i przykuwają uwagę - np. kiedy Gunther, już dorosly, jedzie pociągiem i prowadzi monolog o tym, ze z pociągu widac prawdę o świecie, o danym miejscu, o rzeczywistości; a także momenty, kiedy pojawiają się nostalgiczne dźwięki pianina w tle i robi się tak jakoś... inaczej. W tym całym mętliku kolejnych popijaw, zadym i
        perypetii chłopca - robią wrażenie.

        zatem, dobry film, niewygładzony, chropowaty, niepozbawiony aury, trochę takiej upitraszonej na oparach wódczanych, ale... jakaś jest ;]

        • barbasia1 Re: "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 31.01.12, 23:30
          Pepsic pierwsza, swego czasu zachęcała do tego filmu, pamiętam .
          Świetna opowieść, Greku, choć wcale niepiękna momentami historia.


          :)))
          • grek.grek Re: "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 02.02.12, 11:57
            yes, opowieść istotnie zajmująca i żywa. w jakimś, nie wiem czy decydującym, stopniu pozytywna, bo dowodząca, ze można nie dać sie zjeśc w kaszy patologicznego domu,
            pseudowychowania i szkolnego marazmu i jakoś się wygrzebać na prostą.
      • pepsic Re: "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 31.01.12, 14:43
        Miałam wczoraj zarekomendować w ofercie, ale zostałam wyrwana z kontekstu przez telefoniczną gadułę. Ale i tak widzę, że wypatrzyłeś:)

        Jak widzę, opinie mamy zgodne, film świetny, wciągający, ogląda sie z przyjemnością, pomimo wspomnianych kilku obrzydliwości.
        Dla przypomnienia, co o filmie opowiedziałam tuż po:
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,124619339,Re_telewizornie_na_swietoweekend_wyramowaly_.html
        • grek.grek Re: "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 31.01.12, 16:01
          zgrabnie podsumowałaś w swoim poście ten film. Ja natrafiłem wczoraj, zupełnie nagle i znienacka, sprawdzając ramówkę późnym, jak dla kogo ;], wieczorem. Nie miałem okazji sprawdzić, czy przypadkiem w naszej databazie nie ma go na składzie, a jak widać, hehe, u nas wszystko jest :]

          next stop : "Diabelskie igraszki", dziś Ct2, 22:10, Californication ct1, 0:15. polskie tiwi coś oszczędnie gospodarują ramówką, w POlsacie Ja Vam Dam, a w tvp1 Stiven we własnej osobie, zaś w TVN sitcom, który ponoć był spektakularną klapą, co jak widać nie przeszkadza stacji wcinać jego powtórkow odcinki, które widownia już odrzuciła, w prime time. MOże liczą na to, ze za drugim razem widz to łyknie ? hehe.
          • barbasia1 Re: "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 31.01.12, 23:51
            Californication ct1, 0:15.

            Odcinek 5. widziałam, tu będzie się lała krew ... Charliego. A Hank będzie ratował samobójczynię, z czego wynikną niemałe kłopoty, dla Hanka oczywiście ... :)
            Czy one obie (ż)Mije tego czasem nie ukartowały?

            Padam na twarz, gudnajt.
            :)
            • grek.grek Re: "Boso,ale na rowerze", dwie wersje 01.02.12, 14:05
              haha, zaiste krwawa łaźnia u łysego ;] A żona mu na to "rozwodzimy się, a ty krawawisz na podłogę ?!". co za empatia... a sam łysy szaleje w tym sezonie, jak chyba nigdy, no może jak w pierwszej połowie II.

              Albo :
              Hank [przymierzający garnitur do sądu] do córki : jak wyglądam ?
              córka : no wiesz,... z gowna bata nie ukręcisz.

              Dzieje się, nie ma co.

              Tak mi się wydaje, również - ta akcja została ukartowana. Biedny Moody, ale go robią w bambo. Za dobre ma serce. A wcześniej jeszcze, po koncercie, wszyscy na impreze, a on do hotelu, w towarzystwie "małpki". Aż szkoda człowieka :] No i randka z adwokatką, przerwana przez telefon zapraszający na koncert, po którym... no jw. A mógł to być dla niego taki przyjemny wieczór, bo adwokatka i ładna i bystra i obiecująca. Człowiek ma pod górkę, heh. Scenarzyści dokładają mu niekiepsko.

              No i ten ciemnawy, co sie przy Karen kręci. To sie okazuje być ojciec koleżanki z zespołu Beccy. Zbliży to ich do siebie, Hank znów na aucie, hehe, choćby sie starał ile pary w uszach.

              Czołówkę kupuję absolutnie. Zwłaszcza Moody'ego pokazującego środkowy palec z miną faceta, któremu ptak narobił na szybę auta :]

    • siostra.bronte "Znamy tę piosenkę" 31.01.12, 20:31
      Dziś o 21.00 w TV4, klejnocik z 1997 r., reż. Alain Resnais. Musical, nie-musical. Dla wielbicieli francuskiej piosenki- obowiązkowo!
      • barbasia1 Re: "Znamy tę piosenkę" 31.01.12, 23:42
        siostra.bronte napisała:

        O! Ładna i ciekawa rzecz się zapowiada. I nasza ulubiona Jane Birkin występuje tu!
        Wszelkie komentarze, spostrzeżenia, uwagi i wrażenia będą mile widzane!

        Witamy! :)
        • siostra.bronte Re: "Znamy tę piosenkę" 01.02.12, 12:51
          Dzień dobry :)
          Ten film widziałam parę lat temu, chyba w publicznej tv. Pamiętam, że bardzo mi się podobał. Plejada wspaniałych aktorów (kilka Cezarów), dyskretny humor, do tego oryginalne wykorzystanie piosenek. Tylko bohaterkę, graną przez Agnes Jaoui, ciągle skwaszoną, jakoś trudno mi było polubić :) Polecam wszystkim wielbicielom francuskiego kina. Może będzie powtórka?
          • barbasia1 Re: "Znamy tę piosenkę" 02.02.12, 16:39
            siostra.bronte napisała:

            Dzięki Ci za ten komentarz, zachętę do oglądania. Też mam nadzieję, że gdzieś wkrótce powtórzą ten film.

            Zapraszamy do komentowania z nami!
    • grek.grek " the Daisy chain/Diabelskie igraszki" via Ct2 01.02.12, 11:32
      upolowałem to wczoraj w Ct2, heh, oryginalny tytuł "Tha Daisy Chain".

      W wersji zajawkowej : rzecz polega na tym, że z Londynu do małej, ale jakże malowniczej, nadmorskiej miejscowości w Irlandii przybywa małżeństwo, Martha i Tomas, ktore ma za sobą
      cięzkie przeżycie - 2 lata wcześniej ich zmarła ich 3-tygodniowa córka, rozpoznanie brzmiało "zespół nagłej śmierci łóżeczkowej", czy jakoś tak. Chcą zostawić za sobą miejsca, ktore się wiążą z tamtą traumą, a to irlandzkie miasteczko, to rodzinna miejscowość Tomasa - stoi tutaj dom jego rodzinny, trochę wystraczy przewietrzyć i podremontować i będzie jak znalazł na ten nowy początek. Martha jest ponownie w ciąży, urodzi się chłopiec, no i rodzice czekają z utęsknieniem na niego, ale i z niepokojem, mając w pamięci wydarzenia sprzed dwóch lat. Na miejscu poznają Daisy, córkę swoich sąsiadów, o której rózne słuchy chodzą po miasteczku. Dziewczynka bardzo wpłynie na ich życie. Film efektownie, ale nie efkciarsko, sfotografowany, interesująco umuzykalniony, a jeśli chodzi o samą treść sytuujący się gdzieś w okolicach psychothrillera.

      Orajt, a w wariancie pełnym, brzmi to tak...

      Martha w ciązy i Thomas przybywają do miasteczka, instalują się w tej chawirze - położonej pięknie na wzgórzu nad morzem, otoczonej trawiastą roślinnością - i już pierwszego dnia poznają małą Daisy; dziecko się bawi samo, pobrudzone na twarzy, a sąsiad, niejaki Seane, odpędza je od własnej chatynki, co wzburza Marthę, która ujmuje się za małą. Mala zapamiętuje ten gest, gębą ma brudną, włosy zmierzwione, ale spod tych włosów spojrzenie ma jak dzieciak z Omena albo ten nowy Kevin :]

      Nocą wybucha pożar w domu Daisy. Jej rodzice giną w nim, a małą przygarnia Martha, w ktorej ciągle jest pamięć o utraconej córce, której śmierć bardzo przeżyła [jak zrealacjonuje to Tomas : przestała jeśc, mówić, a zwłoki ledwie byli w stanie jej odebrać, bo nie chciała ich wypuścić z rąk] a do tego nosi drugie dziecko, instynkt macierzyński hula, ze hoho. Mała nie jest łatwa do opanowania : z nikim nie chce rozmawiać, kryje się po kątach, a jak przychodzi babka od spraw dziecięcych, to tak długo i wytrwale piskliwie krzyczy, aż kobieta rezygnuje z prób nawiązania z nią kontaktu. Tylko Marcie pozwala się zbliżyć, objąc się, a i sama wykonuje wobec niej gesty, niczym córka wobec matki.

      Od babki od dzieci Martha i Tomas dowiadują się, ze Daisy nigdy nie chodziła do przedszkola, wychowywała się poza środowiskiem i w zasadzie najlepszym wyjściem byłoby umieszczenie jej w sierocińcu. Co ciekawe, pani ta, w drodze powrotnej ma wypadek samochodowy, z którego wychodzi nogami do przodu...

      POlicja grzebie przy tym pożarze, wychodzi na to, że wszędzie była benzyna rozlana, czy to można uznać za przypadek, czy celowe podpalenie ? Nie mają pojęcia, co z tym fantem zrobić.

      Tak czy owak, wobec sugestii policji, Marta i Tomas odwożą Daisy do sierocińca, nie mają formalnego prawa by ją u siebie trzymać, nawet jeśli mała czuje się świetnie, bawi się z Marthą, uśmiecha się, chętna i zadowolona. Tomasa nie akceptuje, na co on zwraca uwagę, ale za to Marthę traktuje jak matkę. Marta ofk bardzo by chciała Daisy u siebie zatrzymac, więc kiedy tylko zabierana przez pracownice sierocińca mała krzyknie do niej "mamo !" zaraz ją im odbiera i wraca z nią do domu. Znów się bawią, spacerują, chodzą na huśtawkę, mala nawet idzie do przedszkola - przyjęta jest tam chłodno, przebiera się za motyla i wesoło hasa po ulicy wokół Marty, kiedy idą ulicą, po tym jak ona ją przyprowadza i odbiera z przedszkola.

      Po wizycie delegacji z opieki społecznej, która stwierdza, ze dziecko ma u nich prawdziwy dom , Martha pada na pomysł, zeby dziecko formalnie adoptować i szlus. Tomas stara się jej to wyperswadować.

      Seane, ten starszy jegomość, wyglądający trochę na dziwaka, ostrzega ich przed Daisy, i stale mamrocze "dia linn, dia linn", co znaczy w tamtejszym narzeczu "Bóg z nami". Ale Martha zdaje się z Bogiem, w jakiejkolwiek postaci, specjalnie nie chce mieć do czynienia, bo w symbolicznej scenie - ze ściany domu usuwa skruplatnie krzyż katolicki, a zamiast niego wiesza girlandę kwiatów.

      Martha próbuje się z Seanem zakolegowac, w końcu sąsiad, ale ten tylko klepie swoje... Daisy, śmiejąc się, plunęła kilka dni wcześniej facetowi w twarz, zrobiła mu się rana w tym miejscu...
      Stary uczula marthę na jedno : nie mówcie jej "nie", pod żadnym pozorem jej nie odmawiajcie.

      W ogole, mała jest zazdrosna jak cholera o Marthę. Kiedy idą razem na basen, i Martha poświęca tam, zdaniem Daisy, zbyt dużo uwagi córce koleżanki - Daisy najpierw cichcem spuszcza powietrze z kółka ratunkowego tej małej, potem bierze ją za rękę i wyprowadza z szatni, korzystając z chwili nieobecności kobiet, a kiedy znajdują tę dziewczynkę, to jest ona w basenie, utopiona [albo podtopiona], a w wodzie pływa sfalaczałe kółko. Wyglada na wypadek ? yup... Ale widziano Daisy jak dziewczynkę wyprowadzała z szatni... Daiosy jednak nic nie wie, powtarza za Marthą, broniącą jej za wszelką cenę, "wypadek... wypadek...". Tak sie eliminuje konkurencję, nawet pozorną :] Wracając do domu, Tomas sugeruje, ze Daisy miała z tym coś wspólnego, mała strzela focha, próbuje uciekać, on ją dogania, przeprasza, lekkie poczucie winy, no bo... dziecko przecież, a tutaj sie ją oskarża o zabójstwo czy jego próbę... " to tylko Daisy " - mówi rozbrajająco Martha, tylko mała dziewczynka, która przeżyła szok śmierci rodziców...

      Ale do Marthy docierają głosy z miasteczka. Wygląda na to, ze tylko ona jewst gotowa dać se uciąć za niewinność małej. Reszta uważa, ze Daisy to jakaś czarownica jest. Serio. Ponoć urodziła się w dniu, w którym, według starych wierzeń, otwierają się drzwi pomiędzy światami i rózne tałtajstwo się przedostaje do świata ludzkiego. Mała miejscowość, normalni ludzie, stare zabobony, ale czy kolejne przypadki z Daisy w tle nie są dośc dziwne ?

      Kiedy matka tej topielicy rodzi syna, odwiedza ją Martha. TOmas zostaje w samochodzie z Daisy. On siedzi z przodu, ona z tyłu i wpatruje się weń z taką hipnotyczną intensywnością... facet zasypia :] Kiedy się budzi, Daisy nie ma w samochodzie. Daisy jest bowiem w pokoju szpitalnym i trzyma w rękach tego noworodka... matka jest przerażona, prosi żeby go zostawiła w spokoju... nadbiega Tomas, zaalarmowana Martha, ale Daisy spokojnie trzyma tylko oseska w betach i mu sie przygląda. paranoja ?

      TOmas i Martha sie troche od siebie oddalają, z powodu Daisy, Tomas uważa że Martha za dużo czasu jej poświęca, już nawet nie rozmawiaja o własnym dziecku, które ma się urodzić. Z tego samego powodu Tomas nie jest akceptowany w pubie, nie chcą z nim ludzie rozmawiać. Z wyjątkiem dawnej szkolnej miłości, z którą ucina sobie miłą rozmówkę, wspominają ich rozpadły związek, i nawet przez moment wisi seks pozamałżeński w powietrzu, ale ona się wycofuje, bo "kochasz marthę, patrzysz na nią tak jak na mnie kiedyś".

      Daisy musi przestać chodzić do przedszkola - powód ? Kiedy Martha z nią przychodzi następnego ranka przed budynkiem stoją wszystkie inne dzieci - w milczeniu się im przypatrują, więc Martha w tył zwrot i do domu. Daisy to wcale nie przeszkadza, zwłaszcza, ze chyba nie są to wszystkie dzieci, bo troje przychodzi do niej domu i wywołuje ją do zabawy. Daisy idzie z nimi, ale kiedy one chcą się wycofać, ona nalega "bawcie się ze mną !", tak nalega, ze jeden z dzieciaków o mało ze skarpy nie spada w przepaść. W ostatniej chwili ten Seane się wtrąca i dzieciaki uciekają w strachu całe. Następnego dnia wszystkie chorują.

      Tomas prztprowadza Daisy do przedszkola, że może jednak sie uda, ale tam bunt. Przedszkolanka, ta jego eks-miłośc, mówi, że rodzice zabrali swoje dzieci, z powodu Daisy... zwierza mu się, ze "nigdy czegoś takiego nie widziała".

      No to w domu Tomas próbuje Marcie przemówić do rozsądku, ze to za daleko zaszło i tzreba wreszcie oddać małą do sierocińca, whatever, byle dalej stąd. Martha kpi z tych podejrzeń, że dziecko może być czarownicą jakąś.




      • grek.grek "the Daisy chain/Diabelskie igraszki" via Ct 01.02.12, 12:01
        Tomas nalega, a nawet każe jej wreszcie wybierać : albo rybka albo... sami wiecie co. A Daisy to wszystko słyszy...

        Następnego dnia ma miejsce zupełnie niezwykła akcja. Seane, ten dziwak z sąsiedztwa, zasadza się na bawiącą się na pustkowiu Daisy i próbuje ją spalić żywcem. W ostatniej chwili ratują małą Tomas i policjant, zaalarmowani przez Marthę, nie mogącą odszukać dziecka. Seane sam ginie w płomieniach, po tym jak przypadkiem mu się obryzgana benzyną nogawka zapaliła od... zapałki chyba, ale nie jest to pokazane na żadnym zbliżeniu.

        Atmosfera gęsta jest, Martha przegląda nawet jakieś albumy z obrazkami/malunkami dotyczącymi dawnych kultów, wierzeń i zabobonów i napotyka tam ryciny dzieci-motyli, wyglądają bardzo podobnie do Daisy, która też z upodobaniem nosi na plecach sztuczne motyle skrzydła, zabawkę taką. Czy to jednak możliwe w XXI wieku wierzyć w taki rzeczy ? Dziecko rzucająće uroki, dziecko z innego wymiaru ? a jesli to wszystko to seria przypadków ? nie ma odpowiedzi.

        I nie będzie też odpowiedzi w finałowej akcji.

        Policjant, który ratował Daisy przed Seanem, sugeruje że powinni małą oddać gdzieś, zwierza im się, ze jej rodzice, którzy zginęli w pożarze, mieli synka, młodszego od Daisy - i ten synek w niewyjaśnionych okolicznościach się utopił. Rodzice podejrzewali o to Daisy, bali się jej, próbowali izolować. Martha zaczyna się poddawać tej narracji, moze dociera do niej, ze za chwilę sama będzie miała syna... Umawiają się na poranek dnia następnego, policjant ma przyjechać z ludźmi z sierocińca, którzy zabiorą Daisy. TOmas cichaczem pakuje rzeczy małej do tornistra, kiedy ona śpi, tak żeby razem poszło szast prast. Martha czuje smutek, ale ulega namowom, nie może tego dłużej ciągnąć.

        Daisy sie budzi, martha akurat szykuje sie do kąpieli, w garażu Tomas maluje kołyskę dla oczekiwanego potomka. Daisy przychodzi do Marthy i nawija, ze chce z nią zostać, mina niewinna, dziewczyneczka taka, winna czy nie ? czy są jakieś dowody. Martha pyta ją, czy chciałby się wykąpać, a potem próbuje indagować o rodziców, o brata, o to dziecko na basenie, ale Daisy mechanicznie tylko powtarza jej pytania, jak zacięta płyta, nie ma rozmowy... Ot, dziecko, nie wie nic, zamiast tego obejmuje w pasie marthę, śpiewa coś do brzucha jej ciązowego... I oto nagle Daisy łapie ją kurczowo i zaczyna Marthę wciągać do wanny, specjalnie czy w odruchu strachu że ją z marthą rozdzielą ?, zaczynają sie szarpać, Martha wpada do wody, a kiedy z niej wychodzi kapie jej spomiędzy nóg krew... Martha krzyczy, zeby Daisy zawołala Tomasa i pada na posadzkę łazienki.

        Daisy nie woła go, ale traf chce, ze sam Tomas przychodzi do domu. Szuka Marty, przychodzi do łazienki, a ona leży nieprzytomna, plamy krwi dookoła... Z krzykiem Tomas szuka Daisy. Czy Marta poroniła ? o co chodzi ?

        Tomas znajduje Daisy, która siedzi na brzegu łózka, z tymi skrzydłami na plecach i śpiewa jakąs piosenkę. On stoi za jej plecami, kiedy zagląda - widzi, ze Daisy śpiewa... noworodkowi. Czy zatem Martha urodziła, a Daisy odebrała poród ? no bo jak wytłumaczyć nagłe pojawienie sie bobasa ? TOmas jest przestraszony, zabiera jej dziecko, a Daisy pyta : to jak mu damy na imię ? Eddie ? [taką rozmowę prowadzili Marta i Tomas swego czasu, daisy jakby ją powtarzała]. Tomas wystarszony wychodzi z pokoju, a Daisy wkłada do kołyski lalkę, przykrywa ją jakimś materiałem - całą, razem z głową, a potem śpiewa do kamery kołysankę, dodając na końcu, tak to zrozumiałem : słowa o dziecku, które "wypadnie z kołyski". No a spojrzenie ma jak Damien z "Omen" albo ten ostatni Kevin :] Czy te gesty i słowa, to zapowiedź przyszłych wydarzeń ?

        Taki jest koniec, a więc to tylo sugestia.

        Nie sposób dociec, czy daisy rzeczywiście była małą czarownicą czy też dziwnym, może autostycznym, ale niewinnym dzieckiem, z którego otoczenie zrobiło kozła ofiarnego celem wytłumaczenia kolejnych nieszczęśliwych przypadków ?

        Ostatni akt dośc zastanawiający, trudno orzec skąd się pojawił noworodek, czyżby urodziła go Martha, a Daisy zrobiła za akuszerkę ? Nie mam pojęcia... kolejna zagadka, bo i cały ten film na taką zagadkę wyglądał.

        kolejna świetna rola Samanthy Morton/Martha, bardzo udana Daisy, naprawdę zastanawiająca w swoich zachowaniach i mowie ciała, świetne zdjęcia w natchnionych okolicznościach irlandzkiej przyrody :], no i bardzo sugestywna muzyka otaczająca całą historię mgiełką tajemniczości [ale grafomania, jeszcze większa niż zazwyczaj].

        gut film, podsumowując :]

        next stopy : "HOuse" & "Życie przed oczami" tvp2, "Adwokat diabła" TVN - orajt, było sto razy, ale ostatnie 54 świadomie pominąłem, żeby za setnym znaleźc chęć do popatrzenia. Oglądacie też ?





        • barbasia1 Re: "the Daisy chain/Diabelskie igraszki" via Ct 01.02.12, 15:08
          Ufff! Naprawdę dobry thriller! Bardzo dobry scenariusz.
          Niejednoznaczność tej historii, zakończenia zdecydowanie na plus filmu.

          A tu Daisy:
          www.filmweb.pl/film/Diabelskie+igraszki-2008-464761#picture-2
          :)))
          • barbasia1 Re: "the Daisy chain/Diabelskie igraszki" via Ct 01.02.12, 15:29
            Ten film skojarzył mi się z filmem Polańskiego "Dziecko Rosemary", z jego dwuznacznością ...

            A reżyserka "Diabelskich igraszek" Aisling Walsh mówiła o filmie tak - "Dla mnie film opowiada o tym, jak to jest być innym, outsiderem w większej grupie czy społeczności. Ludzie szukają w takiej sytuacji zarzutów i uzasadnień, by zaszufladkować odmieńca i jeszcze głębiej wepchnąć go w rolę "innego".
            • ewa9717 A dziś może "Zosia" 01.02.12, 19:50
              na Kino Polska?
              Nigdy nie widziałam, co wydaje się wyczynem przy powtarzaniu wszystkiego w kółko ;)
            • grek.grek Re: "the Daisy chain/Diabelskie igraszki" via Ct 02.02.12, 12:04
              Pani reżyserka by sugerowała, że Daisy to po prostu ktoś, na kogo wierzący w zabobony mieszkańcy miasteczka, znerwicowana bliską rozwiązania ciązą i traumą sprzed dwóch lat Marta i jej podejrzliwy mąż oraz sąsiad o wyglądzie i zachowaniach paranoika, projektują swoje lęki i kompleksy... Ale sprytnie podrzuca inne tropy, te bliskie horrorowi niemal ;] W zasadzie, świetnie skojarzyłaś z "Dzieckiem Rosemary", bo tutaj też nie ma jednoznacznej odpowiedzi, rozum podpowiada racjonalne wykładnie, a myśl o przewrotności autorów historii - że może jednak chcieli sobie skoczyć w maliny, hehe.

              [btw, scenariusz się narodził z ksiązki]
    • barbasia1 Lana Del Rey 01.02.12, 12:28
      Uważana za konkurentkę Lady Gagi. Krytycy muzyczni przewidują, że ten rok będzie należał do niej.

      "Słodki i smutny" singiel zapowiadający jej płytę "Born to Die":

      www.youtube.com/watch?v=Bag1gUxuU0g&ob=av2n
      • grek.grek Re: Lana Del Rey 02.02.12, 11:53
        chyba rozbiła już bank tym 'Video games", które hulało od jakiegos czasu po stacjach radiowych :] Dobry pomysł na promocję, nie ? wypuścić najlepszy kawałek, i powiedzieć : czekajcie, bo będzie cała płyta, hehe. Widać, ze sztab marketingowców ma na czym czapkie nosić.

        Sama pani piosenkarka, jak ją już zdązono prześwietlić, naściemniała juz tak, że lepiej nie można :] Zdązyła też wypaśc fatalnie w występie live. Ale album dostał głównie dobre noty w magazynach muzycznych, co ciekawe.

        • barbasia1 Re: Lana Del Rey 02.02.12, 16:24
          Tak czułam, że Lana jest Ci już znana! :)

          LANA DEL REY-VIDEO GAMES
          www.youtube.com/watch?v=HO1OV5B_JDw
          Świetna piosenka!

          "[...] Mówią, że świat został stworzony dla dwojga
          Warto żyć, jeżeli ktoś Cię kocha [...]"

          www.tekstowo.pl/piosenka,lana_del_rey,video_games.html
          :)
          • siostra.bronte Re: Lana Del Rey 02.02.12, 17:24
            Faktycznie, Lana Del Rey jest wszędzie. Za moich czasów trzeba było wydać parę dobrych płyt, żeby zrobić karierę, a teraz wystarczy video w internecie :)
            Co do piosenki, faktycznie jest oryginalna i "przyczepia" się do człowieka. W sieci rozgorzała dyskusja czy piosenkarka nie wykorzystała fragmentu greckiej piosenki z lat 90-tych (ale skąd, u licha, miałaby ją znać?) Co myślicie?
            www.youtube.com/watch?v=cVuP_U8uhLQ
            • barbasia1 Re: Lana Del Rey 03.02.12, 18:04
              siostra.bronte napisała:

              Racja, z drugiej strony nie wszyscy zamieszczający swoją twórczość i swoje ekscesy na youtube, mają szansę na zrobienie prawdziwej kariery w pełnym tego słowa znaczeniu.

              Piękna ta grecka piosenka! Piękny głos ma Greczynka. Moze i jest jakieś podobństwo w tych dwóch utworach, może podobne są klimatem, może Lana podobnie śpiewa? Ale wykrywanie tego rodzaju muzycznych podobieństw, subtelności dziękowych, to niestety nie zadanie na moje skromne ucho. :)



              Pewne podobieństwo do piosenki Lany Del Rey słyszę, ale prawdę mówiąc
    • ewa9717 Już po "Zosi" 01.02.12, 20:27
      "Szayan z siodmej klasy", też z Raksą.
      Mam nadzieję, że "Zosia" nie została zdjęta ze względu na niesłuszną miłość polskiej panienki i czerwonoarmisty...
      • grek.grek Re: Już po "Zosi" 02.02.12, 12:05
        szatan też ostatnio nie ma najlepszej reputacji... ;]
        • ewa9717 Re: Już po "Zosi" 02.02.12, 12:40
          O rany, a ten na jaką okoliczność?
          • pepsic Re: Już po "Zosi" 03.02.12, 13:25
            Może tę, że konto za Facebooku zlikwidował?
            • grek.grek Re: Już po "Zosi" 03.02.12, 15:20
              jednego księdza tak otumanił, ze mu kaganiec założyli ;]

              a drugiemu nie dał koncesji na telewizję :]

              a trzeci będzie Jezusowi Świebodzińskiemu na twarz kominiarkę zakładał. Z samolotu.

              zapach siarki unosi sie w powietrzu, haha.
              • barbasia1 Re: Już po "Zosi" 03.02.12, 15:42
                > a trzeci będzie Jezusowi Świebodzińskiemu na twarz kominiarkę zakładał. Z samol
                > otu.

                Hahaha :)))

                Mała popraweczka, nie kominiarkę, tylko białą maskę Guya Fawkesa, symbol grupy hakerów i internetowych anarchistów ukrywających się pod nazwą Anonymous , którą noszą aktulanie protesujący przeciwnicy ACTA.

                Ktoś zagroził Palikotowi, że jeśli powiesi te maskę na figurze Chrystusa, to na jego siedzibie zawiśnie świński ryj, tak słyszłam. ;)))

                > zapach siarki unosi sie w powietrzu, haha.

                Się dzieje.
              • barbasia1 Re: Już po "Zosi" 03.02.12, 16:01
                Nie w realu to w świecie wirtualnym, Palikot zrealizował swój pomysł:

                www.ruchpalikota.org.pl/wiadomosci/swiebodzin-wielki-swiety-i-w-masce-anonymousa
                :))
                • grek.grek Re: Już po "Zosi" 04.02.12, 14:02
                  wygląda nieźle, wreszcie sie ta budowla do czegoś by przydała :]
                  • barbasia1 Re: Już po "Zosi" 04.02.12, 17:41
                    :)
                    O jeszcze przyda się nie raz!

                    By the way. Jezus też by się pewnie uśmiał, gdyby zobaczył tę maskę na swojej figurze.
                    :)
    • grek.grek "Życie przed oczami","House",kino-premiery 02.02.12, 11:49
      "Życie przed oczami", czyli Wy jeszcze przed [TVP 2, 21:40], zakładając, że już nie widzieliście wcześniej, a ja - już po.

      Kino amerykańskie, jak najbardziej współczesne, z ciekawą zagadką interpretacyjną, do której dojdziecie na samym finiszu.

      Bohaterka ma na imię Diana i 15 lat wcześniej - przeżyła coś, co zaważyło na całym jej życiu, odcisnęło na nim swój stempel niezmazywalny. Ona i jej najlepsza przyjaciółka zostały postawione w sytuacji tragicznego wyboru, a los Diany jest skutkiem decyzji, czy moze "decyzji", jaka zapadła, czy może "zapadła". Diana ma dziecko, ma męża, pracuje jako wykładowca w miejscowej szkole, american dream po prostu. Ale sprawa sprzed 15 lat jej nie daje spokoju - małe słowa, drobiazgi, zdarzenia pozornie trywialne i codzienne, migawki z otoczenia nie pozwalają jej zapomnieć, ciągle każą wracać do tamtego dnia.

      Akcja fruwa na dwoch poziomach : aktualnego życia Diany i retrospekcji sprzed 15 lat, zawierające głównie opis przyjaźni Diany i tej jej rówieśnicy, koleżanki szkolnej, dwoch pannic o róznych systemach wartości, i dzięki temu jakoś siebie uzupełniejących. Bardzo swobodnie i płynnie się oba te plany czasowe przecinają, a nawet w pewnych momentach na siebie nakładają, co można bardzo róznie odbierać - czy to wizje bohaterki tkwiącej w głębokiej neurozie, czy też może jakiś rodzaj przedstawienia zastępczego ?

      Jak interpretować końcowe sceny, które calkowicie mogą wywrócić cały sens dotychczasowej narracji ? przeczytalem, już po, kilka wątków na roznych forach filmowych [nie czytajcie zanim nie obejrzycie filmu :)] i zupełnie nie zgadzam się z dominującą tam tezą. Ciekaw jestem Waszych opinii po obejrzeniu, jak Wy to odczytacie.

      Pamięć, sumienie, wybór... to sa słowa klucze do tego filmu, kluczem do jego sensu. Trudno coś więcej napisać, bo,tak mi się wydaje, cała dyskusja może się odbyć dopiero po obejrzeniu, kiedy fakty są znane i można się głowić jak je odczytać, na jakich polach powinno to nastąpić.

      Są, wg mnie, dwie drogi, chociaż ta druga, ku której się skłaniam, jest ukryta bardziej, aczkolwiek oraz paradoksalnie - jakby prostsza, jaśniejsza. Ta druga, w tych wykładaniach które czytałem, w ogole mi do głowy nie przyszła, co ciekawe, hehe. Chyba to jest największa zaleta tego filmu, ze obie mają w sobie jakąś logikę.

      głównie grają kobiety, Evan rachel Wood i Uma Thurman odgrywają Dianę wtedy i teraz.

      zdjęcia bywają przekombinowane, muzyka brzdąka jednostajnie nostalgicznie, sceny kluczowe się powtarzają - pozostaje z tego wszystkiego to pytanie, o których wyżej starałem się niezgrabnie napomknąć.

      Polecam, w każdym razie, historia ma swój charakter, a po wszystkim można się zabawić w
      odczytanie jej wedle własnych pomysłów :]

      "serce to najsilniejszy mięsień, ludzkie ciało składa się w 72 % z wody, a mózg składa się z większej ilości komórek niż wszystkie galatyki mają gwiazd" - niezłe, nie ? niby można o tym przeczytać, ale w filmie dobrze brzmi.

      "HOuse"
      a House będzie w konkretnych opałach, na własne życzenie i z własnej niepoprawności - aczkolwiek, wg mnie scenarzyści chyba zagalopowali się trochę w tej całej historii.

      W każdym razie będzie potrzebował pomocy, a przyjdzie ona z najbardziej niespodziewanej, a może - spodziewanej właśnie, strony.

      w zasadzie, będą trzy historie, wszystkie dotyczące niesienia, lub chęci niesienia, pomocy komuś bliskiemu albo niekoniecznie, ale zawsze z podjęciem decyzji wbrew woli poddanego jej konsekwencjom gagatka, ale za to powodowanych odruchem dbałości o jego dobro. No, w dwóch przypadkach, w trzecim chcący nieśc pomoc sam skorzysta. słowo klucz - "zaufanie". Do kogoś, jak sie okazuje, mieć je trzeba, kiedy przychodzi trudny moment.

      tym razem House'owi jakoś nie jest skoro do rzucania tekstami, więc został mi w pamięci "sakramencki czort", ale to nie jego tekst ;]

      No i kina, bo wchodzą dwa, z opisu, bardzo interesujące : "Róża" - Barbasiu, wybierasz się ?, i "Idy marcowe" Clooneya ambitna political drama, z obsadą aktorską jakiej ze świecą szukać. Plus "Mój tydzień z Marilyn" - tu z kolei, z oskarową rolą Michelle Williams, ktora ponoć lepszą jest Monroe niż Monroe sobą była ;] w strzępach zapowiedzi historia samej Marylin ustępuje aktorstwu Williams, co chyba najlepiej nie wróży...Pojedynek oskarowy w kobiecej kategorii pierwszoplanowych ról będzie zajmujący, w zasadzie wszystkie nominatki zostały skomplementowane w prasie branżowej, zdecyduje pewnie humor dnia akademików. Szkoda, że podczas gali podają tylko zwycięzcę, a nie liczbę głosów, albo w że np. nie transmitują liczenia głosów ;] - no nie, to by był przesadyzm, ale w jakiejś formule "szachow błyskawicznych" byłoby to ciekawe chyba ? Taka Eurowizja trochę, hehe.

      • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 02.02.12, 16:18
        Dzisiejsza zapowiedź brzmi wyjątkowo tajemniczo, intrygująco!
        Powstrzymam ciekawość, nie będę zaglądać na strony filmowe, by się czegoś więcej dowiedzieć, choć korci mnie baaardzo po przeczytaniu Twojego postu. :)

        Sezon 7. House'a dobiega końca, to już przedostatni odcinek. Na sezon 8. i ostani (jak zapowiadają twórcy, z Hugh Lauriem na czele), przydzie poczekać. w miejsce House'a, za dwa tygodnie ma wejść nowy amerykański serial kryminalny "Magia kłamstwa".

        Tak, wybieram się na "Różę", jak już zapowiadałam,
        tylko jeszczenie wiem, kiedy dokladnie, może we wtorek, we wtorki bilety są tańsze, będzie więc w kinie więcej ludzi, a jak w kinie będzie więcej ludzi, to będzie cieplej, zwłaszcza w te mrozy. :)
        /Na filmie "W ciemności" trochę zmarzłam, fakt faktem za cieńko byłam ubrana./
        :)
        • grek.grek "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś ? 03.02.12, 13:27
          hehe, cieszy mnie to, mam nadzieję że projekcja przebiła moją zapowiedź ? :]

          Co sądzisz o rozwiązaniu [co sądzicie ?] - czy Diana zginęła wtedy, 15 lat wcześniej, w łazience szkolnej, a jej życie 15-lat-po, to po prostu przedśmiertna wizja ?

          wiesz, nie jestem zaskoczony tą informacją :] wczorajszy odcinek bardzo po bandzie, jak chodzi o te doktorowe usiłowania samooperacyjne. Jakoś go chcą z Cuddy spiknąć, chyba ?, ale sposób wymyślili naprawdę zjawiskowy ;]

          ponoć seans "Rózy" zostaje w pamięci, w znaczeniu : bardzo mocny film to jest. Życzę Ci zatem, już teraz, żeby jednak w tej pamięci za długo nie został. heh, może niech w tych kinach zaczną palić czymś, albo chociaż rozdawać widzom futra, czapki uszatki i jakieś grzejniki pod nogi.

          o, mam nadzieję, że po obejrzeniu podzielisz się ze mną [z nami] wrażeniami ?

          Ja sobie wczoraj przypomniałem "Wideokrację' [TVP Kultura] - wychodzi mi, ze w Polandzie powoli też zaczyna pachnieć włoszczyzna medialną. Aspiracje ludzi - we Włoszech 80 % czerpie info o świecie z tiwi, a ta tiwi to głównie Silvio-tiwi, a Silvio-tiwi jest prymitywna, oparta na goliznie i tandetnych szołach rozrywkowych - zaczyna wyznaczać pudełko telewizora. Cała ta akcja skojarzyła mi się z polskim TVN. tam właśnie najwięcej lata róznych programów miernej jakości, cienkiej rozrywki, a spełnieniem marzeń jest dać się pojechać jurorowi w Mam talent czy czymś tam. Do modelu włoskiego jeszcze trochę brakuje, na szczęście, ale róznicę TVN nieweluje w szybkim tempie.

          Polsat się na dziś szarpnął : 21:45 Obcy, ósmy pasażer, po nim - Magnolia, zatem : dwa świetne klasyki. Czesi dają "Romeo i Julię" Zeffirellego [21:00, Ct2], bardzo dobra adaptacja, ale chyba nie czuję potrzeby powtórki, niemniej - warto spojrzeć, jeśli się nie widziało... :] w przyszłym tygodniu będą dwa filmy Bunuela w Ct - w poniedziałek "Piękność dnia" z Deneuve [21:00, ct2], klasyk, a w piątek... zobaczymy :] Od razu zapowiadam, że będę o tym pisał, więc ratuj sie kto może :]

          • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 04.02.12, 18:35
            >Od razu zapowiadam, że będę o tym pisał, więc ratuj sie kto może :]
            hahaha :)
            Zła wiadomość! ;) Już od wczoraj się cieszę i czekam bardzo na kolejne opowieści! Wreszcie nadrobimy zaległości z klasyki. "Piękność dnia" z piękną Katherine Deneuve akurat widziałam, ale jak przez mgłę pamiętam, przyda się przypomnienie, streszczenie ...
            A w piątek, wypatrzyłam już z ciekawości, Czesi szykują "Dyskretny urok burżuazji" Bunuela. Wow! Nieźle.

            > ponoć seans "Rózy" zostaje w pamięci, w znaczeniu : bardzo mocny film to jest.
            > Życzę Ci zatem, już teraz, żeby jednak w tej pamięci za długo nie został. heh,

            Chcialabym, żeby Róża została jednak w pamięci.

            > może niech w tych kinach zaczną palić czymś, albo chociaż rozdawać widzom futra
            > , czapki uszatki i jakieś grzejniki pod nogi.
            Haha :)))
            O tak, uszatki mogliby rozdawać, bezzwrotnie. Grzejnik pod nogami to fajny pomysł, albo fotele podgrzewane! :)

            > o, mam nadzieję, że po obejrzeniu podzielisz się ze mną [z nami] wrażeniami ?
            Ale Ty masz wiarę we mnie! :))) Oczywiście, postaram się coś napisać.

            Najpierw "Dziewczyna z tatuażem" musi się pojawić. Musi.

            Nie no, grzeją w kinie, jest klimatyzacja, co chłodzi salę latem, a zimą ogrzewa, ale chyba nie do końca się sprawdza ta klima w praktyce, bo na filmie "W ciemności" było (mi) za chłodno (już zima powoli nadchodziła), ale znowuż na "Dziewczynie z tatuażem" , kilka dni wcześniej (tez było zimno , padał śnieg), było za gorąco, duszno, ale może też dlatego, że na filmie Finchera kino było dla odmiany pełne (a w kupie jak wiadomo cieplej ;).

            Do modelu włoskiego jeszcze trochę brakuje, na szczęście, ale
            > róznicę TVN nieweluje w szybkim tempie.

            Racja, racja. TVN zszedł już na psy.

            :)
            • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 05.02.12, 12:32
              no to cieszę się, niezmiennie :] dobry wybór, nie ? "Piękność" i "Dyskretny urok" - krytyka wskazuje, ze to w dorobku Bunuela filmy klasyczne ? się człek dokształca, przy okazji, zawżdy prawdaż ?

              O, no to zmieniam - życzę Ci, zeby tak się właśnie stało. Opinie są zgodnie bardzo dobre. Kino made in Poland jeszcze zipie :]

              Yes, haha, powiem Ci, że w Czechach kiedyś byłem w takich okolicach, gdzie w kościele ksiądz zamontowal ogrzewanie, normalnie aż się chciało siedzieć i siedzieć i nie wychodzić... zeby jeszcze tego wstawiania tyle nie było, to by można nawet fajnego komarka uciąć sobie w ostatniej ławce, heh.

              nie pamiętam, kiedyż to ostatni raz TVN w ogole oglądałem. Tam nic nie ma wartościowego. kolejne sieczki serialowe, kolejne szoły, w których krewni i znajomi królika robią sobie dobrze, kolejne talenty od śpiewania, na których tłuką kasę jurorzy i stacja. Zaraz ruszy pewnie wiosenna nawałnica Tańców, Jukendesnów, Mamtalentów i innych, co ich nie zliczysz. Wiesz, dziwne tylko jkest to, ze np. TVP próbuje TVN dotrzymywać kroku, zamiast stać się właśnie tą stacją, która ściągnie do siebie wszystkich, którzy tych wygibasów nie oglądają.

              • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 05.02.12, 15:19
                Bardzo dobry wybór i bardzo dobry cykl z klasyką kina, zawżdy nie inaczej prawdaż! ;)

                Dzięki. Rzeczywiscie, coraz lepiej ma się kino polskie kinem. Po okresie jakiegoś zastoju, marazmu, kiedy to naszemu kinu podcięto nogi, dziwiga się ono powoli acz efektownie. I co jeszcze dobrego, to to, że twórcy wreszcie nabrali odwagi (oczywiście dzięki wsparciu i popraciu instucji panstwowych finansujących projekty, jakiego trudno było się wcześniej doprosić) by mierzyć się z trudnymi, wywołującymi w naszym kraju kontrowersje, tematami.

                Oooo!
                Chciałam napisać "Grek w kościele! Brzmi równie surrealistycznie jak nasze wizje z poprzedniej części wątku". Ale sobie przypomniałam, żeś nie jest ateistą od niemowlęcia, do komunii się przygotowywałeś, jak mi wyznaleś, kiedyś w bardzo ostrej, nie wypominając, ;), dyskusji , więc Twa bytność w kościele nie jest jednka czymś niewzykłym.
                Fajny ten ksiądz , że miał na uwadze komfort swych parafian.

                No wiesz, telewidzów, co lubią wygibasy, showy, seriale i papkowate programy, które wpadają jednym okime i uchem wylatują jest zdecydowana przewaga, i niestety TVP musi brać ich pod uwagę, na szczeście TVP Kutura za chwilę będzie w pełni dostępna i to ona będzie przyciągać tych, którzy wolą odrobinę ambitniejsze pozycje.

                :)
                • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 06.02.12, 14:27
                  hehe :]

                  wczoraj w Kocham KIno pierwsze ścinki ze Sponsoringu" Szumowskij i sama ona na krześle. generalnie, we Francji zebrał ten film niezłe recenzje, a i proszę - mozna nawet zatrudnić do
                  takiej akcji jedną z czołowych aktorek europejskich. ta nowa grupa reżyserów ma wlaśnie tę odwagę, o której piszesz, to już jest inne pokolenie, całkowicie zeuropeizowane, bez kompleksów.

                  kościoły mają swoją osobowośc. Niektóre przynajmniej. Bez związku z praktykami religijnymi, czysta architektura, ornamentyka, najlepiej kiedy są puste, wtedy można się dobrze poczuć :]

                  hehe, ksiądz to po prostu nowoczesny gośc, załapał, że parafianin mniej gorliwie się garnie na mszę, i mniej entuzjastycznie wyznaje wiarę, kiedy mu palce odpadają z zimna ;]

                  a wiesz, ja myślę, ze TVP powinna tych widzów poświęcić. zostać telewizją ambitną. TVP Kultura plus parę naprawdę wypasionych seriali, plus wieczorynka, plus wiadomości plus 2-3 programy publicystyczne w tygodniu i trochę sportu na wysokim poziomie albo istotnego z pkt widzenia narodowego [mecze kadry piłkarskiej np.]. Tylko, wiesz, musiałaby mieć stałe finansowanie z budżetu, bo taki program ofk nie dawałby szans na zdobywanie reklamodawców. Tak jest na Zachodzie - publiczna z budżetu, a o tort reklamowy tluką się ichnie "TVNy" i "polsaty". a u nas TVP chce być wszystkim naraz :] z konieczności, ale ta koniecznośc, to się
                  wzięła z braku szacunku dla pieniędzy widza i z wcześniejszego, niewymuszonego, schodzenia w komercję i kicz, coraz większe gaże dla gadających głów i stanie się marionetką w rękach polityków, każdej opcji która rządziła - nikt czysty nie jest.

                  powiem Ci, ze niespecjalnie wierzę ze TVP się zmieni, a jeśli to nieprędko. szkoda,w sumie... Kanały tematyczne, to jest ofk fajna rzecz, ale i te główne nie musiałyby aż taką marnotą zalatywać :]



                  • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 06.02.12, 18:43
                    W ubiegłoweekendowej prasie, a konkretnie w Wysokich Obcasach jest wywiad z Szumowską, w którym mówi o najnowszym filmie, o sobie, o swoim bezkompromisowym życiu, tu jest link:

                    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11032540,Szuma__ty_jestes_facet_.html
                    O tak, Szumowska na pewno do tych odważnych reżyserów/ek należy.

                    Wczoraj czy przedwczoraj słuchałam w DDTVN rozmowy z Szumowską w której opowiadała o kulisach zaangażowania do filmu Juliette Binoche. Dość ciekawa to historia. Otóż scenariusz "Sponsoringu" przeczytał najpierw szalenie wymagający, wybredny agent Binoche, słynny francuski agent (który podobno nawet znalazł się w najnowszej książce Houellbecka/ , scenariusz, o dziwo, przydpadł mu do gustu, więc dał go Binoche, która wkrótce potem, jak dostała ten scenariusz, znalazla się Chinach, tam spotkała naszego operatora Sławomira Idziaka i spytała go o to, kto jest aktualnie najciekawszym reżyserem w Polsce, ten odpowiedział "Szumowska". A Binoche, na to, że właśnie dostała do przeczytania scenariusz Szumowskiej ...


                    I Binoche wielka gwiazda zgodziła się zagrać u Szumowskiej, i to za pieniądze z przyszłych zysków, jakie ma przynieść film, sprzedany już w tej chwili do wielu krajów na świecie ("Sponsoring" to produkcja niskobudżetowa, kosztował 4 miilony dokolarów czy euro, Szumowskiej nie byłoby stać na gwiazdę).

                    W tym fachu dobrze jest mieć jeszcze trochę szczęście, prawda?


                    No tak, za dużo by TVP straciła oddając takie rzesze widzów telewizjom prywatnym, a przecież własnie, jak mówisz, reformy finansowania telewizji publicznej jak nie było tak nie ma.

                    > kościoły mają swoją osobowośc. Niektóre przynajmniej. Bez związku z praktykami
                    > religijnymi, czysta architektura, ornamentyka, najlepiej kiedy są puste, wtedy
                    > można się dobrze poczuć :]

                    O, tak. Doskonale rozumiem. Też lubię podziwać architekturę starych kościołów. :)))
                    • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 07.02.12, 14:25
                      dzięki za link, w ogole - za linków wiele, i wklejki, którymi mnie/nas raczysz :]

                      ciekawa historia, i jak zawsze - scenariusz, jak jest dobry i zajmujący, to nawet topowa aktorka
                      weźmie rolę w filmie kogoś początkującego czy dopiero budującego swoją pozycję.

                      własnie, te stare mają styl i zapach, te nowe "gargamele", to już chyba są budowane wyłącznie dla pokazania "kto tu se może na co pozwolić", takie mam wrażenie, nie sądzisz ?
                      • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 07.02.12, 16:35
                        Maj pleże, Greku. To przyjemność podsyałać linki z tego rodzaju artykułami, wiedząc, że będziesz, będziecie to czytać z przyjemnością i z zaintersowaniem. :)

                        Ale i tak najważniejsze są przez nas pisane teksty.

                        Wracając jeszcze do rozmowy z Szumowską. Zawód reżysera jest cholernie wymagający,czaso-i-uwagochłonny, właściwie nie dziwię się dlaczego jest tak mało kobiet reżyserek i w Polsce, i na świecie.

                        Otóż to.


                        Właśnie, niestety też mam wrażenie, że nwoczesna architerktua kościelna ostanich dziesiątek lat XX wieku to głównie koszmarne architektoniczne garamele bez klimatu, bez Ducha, choć zdarzają się chlubne wyjątki, jak np. u nas kościół w kształcie wielkiego namiotu, z klimatyczną polichromią - ikonami na drewnianym tle (wewnątrz) autorstwa samego Jerzego Nowosielskiego ...

                        :)
                        • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",RÓza, co na dziś 08.02.12, 15:02
                          no to przyjemnośc obopólna jest, symbioza taka :]

                          ostatnio reżyserek coraz więcej, wszelako zawżdy, "Porozmawiajmy o Kevinie", "Code blue", "W ciemności", teraz "Sponsoring" - tylko premiery z ostatnich kilku tygodni, wszystkie spod ręki kobiecej.

                          niestety, to chyba jest trend ogólny; bo się liczy tzw. prezencja, "na bogato" ma być, czyli musi być : wielgachne, bezkształtne i z kretyńskimi zdobieniami. Tak zeby prosty Kowalski zdjął czapicę i oddał hołd, jako że "tam musi prawidziwy pan albo hrabina mieszkać", czy też - "do niej to musi należeć". A za parenaście lat będą te budy wynajmować byle gdzie i byle na co, i to natarczywie się reklamując :]
          • barbasia1 "Róża" Smarzowskiego - artykuł z Rzeczpospolitej 05.02.12, 13:51
            Znalazłam fajny, esencjonalny artykuł Barbary Hollender na temat "Róży" i ogólnie kina Wojciecha Smarzowskiego.

            www.rp.pl/artykul/492083,804768-Roza-Wojciecha-Smarzowskiego---recenzja.html
            Artysta z domu złego
            Barbara Hollender 01-02-2012, ostatnia aktualizacja 01-02-2012 18:43

            Wojciech Smarzowski mówi bez znieczulenia o tożsamości Polaków. Jego „Róża" od piątku na ekranach – pisze Barbara Hollender

            Wojciech Smarzowski mówi, że zrobił film o miłości. Bo „Róża" jest opowieścią o trudnym, nieśmiało rodzącym się uczuciu dwojga wypalonych ludzi. Mazury, rok 1946. Tadeusz, powstaniec warszawski, ma pod powiekami obraz bestialsko zamordowanej przez Niemców żony i umierającego miasta. Mazurka Róża – wdowa po żołnierzu Wehrmachtu, gwałcona przez hordy Rosjan, przeszła przez piekło. Kobiecość kojarzy jej się tylko z upokorzeniem. Dla tych dwóch ludzkich wraków miłość jest szansą, by wbrew losowi uwierzyć w życie, na zgliszczach zachować godność
            W tle tej dramatycznej opowieści jest skrawek ziemi, naznaczony cierpieniem jego mieszkańców.
            – Ty nie jesteś stąd? – pyta stary pastor Tadeusza, który trafia na Mazury, bo był świadkiem śmierci męża Róży i w ludzkim odruchu chce oddać kobiecie pamiątki po nim. – Nie, z Polski – odpowiada przybysz. – Polska jest teraz tutaj – mówi spokojnie pastor.
            Potem w kościele wysłuchamy jego kazania: – Jesteście Mazurami wrośniętymi w tę ziemię. Bez was będzie ona bezimienna. Przed wiekami wasi dziadowie przybyli tu z ościennych krajów. Również z Polski. Dziś ostatni raz mówię do was po niemiecku.

            Pisane cierpieniem
            Pastor pójdzie na wiele kompromisów, byle zostać w swojej małej ojczyźnie. Ale na mazurskiej ziemi karty rozdaje historia. Autochtoni zmuszani są do opuszczenia domów i wysiedlani z Polski. Miejsca szukają tu przesiedleńcy ze Wschodu, traktowani jak intruzi zajmujący cudze mienie. Maruderzy z Armii Radzieckiej plądrują i palą wsie, gwałcą kobiety, zabijają mężczyzn. A swoje porządki krwawo i bezwzględnie zaprowadza nowa, ludowa władza.

            „Róża", nakręcona według scenariusza Michała Szczerbica, jest filmem wstrząsającym. Mazury tylko w rzadkich chwilach szczęścia bohaterów przypominają Krainę Tysiąca Jezior. To ziemia przesączona krwią i bólem, gdzie mieszały się zawsze wpływy pruskie i polskie. Po wytyczeniu nowych granic Polski w 1945 roku, wyjechało stąd blisko 100 tysięcy rdzennych Mazurów. Tragedia ludzi żegnających się ze wszystkim, co było dla nich ważne – jest w filmie. – Ziemię żryjcie, tu nic nie jest wasze – krzyczy do mieszkańców wsi „utrwalacz" z biało-czerwoną opaską. – Mój mąż miał rację. Tylko Niemcy byli dla nas dobrzy – powie zdesperowana Róża. Po polsku. Reżyser pokazuje też okrucieństwo czasu, który nadchodzi: Tadeusz, inteligent, były AK-owiec, staje się wrogiem klasowym.

            Smarzowski nie uznaje środków znieczulających. Nie było jeszcze w polskim kinie tak realistycznie sfilmowanych wojennych gwałtów na kobietach czy butnego chamstwa przedstawicieli władzy ludowej, a sceny esbeckich tortur bestialstwem przewyższają nawet drastyczne obrazy z „Przesłuchania" Ryszarda Bugajskiego. Nikt dotąd tak boleśnie nie pokazywał fundamentów, na których zbudowany został PRL.

            Z Polską w tle
            Wojciech Smarzowski jest dziś jednym z najciekawszych polskich reżyserów. Mówi: „Trzeba wiedzieć, po co wyciąga się kamerę z robura" i konsekwentnie zadaje pytania: skąd przyszliśmy, jacy jesteśmy.

            W „Weselu" zmierzył się z mitem Wyspiańskiego. Rejestrując współczesne polskie wesele sportretował mentalność, jaką wnieśliśmy w nowy czas z komunizmu: bezinteresowną zawiść, skłonność do korupcji, wiarę w moc „układów", chciwość spotęgowaną jeszcze przez kapitalizm. W wybitnym „Domu złym" cofnął się do lat 1978 – 1982. Przyjrzał się PRL-owi położonemu z dala od Krakowskiego Przedmieścia. Pokazał moralne błoto: wódkę lejąca się strumieniami, skorumpowaną władzę, przekręty, donosicielstwo, szantaż. Niegodziwości, które zagnieździły się w polskiej duszy.
            Teraz zaczyna zdjęcia do „Siedmiu dni", zapowiadanych jako współczesny film o Polaków siedmiu grzechach głównych. Na samą myśl ciarki przechodzą po plecach.

            Wojciech Smarzowski nie robi komedii romantycznych, w których ulice Warszawy wyglądają jak Manhattan, nie marzy też o Hollywoodzie. Opowiada o świecie, który może nie jest najlepszym ze światów, ale jest jego. I nasz, czy tego chcemy czy nie. W tym mierzeniu się z polską tożsamością przejął pałeczkę od Andrzeja Wajdy. Ale robi to inaczej. Twórca „Kanału", „Popiołu i diamentu", „Człowieka z marmuru" i „Człowieka z żelaza" w czasach komunizmu wykorzystywał każdą odwilż, by zapełniać białe plamy naszej historii. Jego kino wywodziło się z tradycji romantycznych. Wajda składał hołd narodowi, który nie dał się zrusyfikować, bywał oszukany, pokonany, ale nie zwyciężony. Smarzowski odcina się od romantyczno-bohaterskiego ujęcia i historii i współczesności. W wolnym kraju może sobie pozwolić na ostre, samokrytyczne spojrzenie.

            Jego nowocześnie opowiedziane filmy nie są opisem jednej imprezy, jednej zbrodni, jednej miłości, lecz uniwersalną refleksją o Polsce. Jeśli nie odchorujemy ich i nie zrozumiemy własnych ułomności, to ani wakacje pod palmami ani blichtr luksusowych apartamentowców, nie uczynią z nas Europejczyków.

            Czasem trzeba dostać w łeb obuchem, żeby pójść dalej.

      • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 03.02.12, 14:41
        Więc nie zajrzawszy na żadne strony filmowe z komentarzami na temat filmu "Życie przed oczami", nie sprawdziwszy pierwej, czy dobrze rozumuję spisuję, na wałasną odpowiedzialność moje wrażenia czy właściwe moją interpretację historii ...

        Dodam tylko, że w pierwszej chwili po zakończeniu filmu pomyślałam w panice o co tu chodzi ... ;) Ale potem, przyszła myśl otzreźwiająca , że nie mogę z takim tekstem poczęstować, Ciebie Greku i skompromitować się przed Tobą, bo by ci ręce opadły, więc ruszyłam głową i wykoncypowałam tak - przed bohaterką graną Evan Rachel Wood czyli przed Dianą na moment przed podjęciem decyzji o tym, że to ona, a nie jej przyjaciółka powinna zostać zabita przez ucznia szaleńca całe życie ... przyszłe życie stanęło jej przed oczami, zobaczyła siebie w przyszłości z wyrzutami sumienia z powodu tego, że to ona przeżyła, a nie jej ukochana , przyjaciółka, która chyba w mniemaniu Diany z różnych powodów bardziej zasługiwała na to by przeżyć ...

        :)

        • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 03.02.12, 15:01
          Kiedy skończył się film, przełączyłam się zaraz na TVPInfo, a tam na pasku właśnie podawana byla informacja o tym , że poszukiwana w Sosnowcu od kilku dni półroczna dziewczynka nie żyje, i natychmiast stanęła mi przed oczami scena widzana przed niemal momentem w filmie, właściwie obraz przykościelnego cmentarzyka dla dzieci nienarodzonych - zielony przystrzyżony trawnik z białymi krzyżykami, na których napisałe były imiona dzieci ...
          Dreszcz grozy przeleciał mi po plecach, że tak się program telewizyjny z życiem skomponował.

          :)
          • pepsic OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 18:48
            obraz przykościelnego cmentarzyka dla dzieci nienarodzonych -
            Mimo że jestem przeciwniczką aborcji (nie mylić z prawem wyboru, tu jestem liberalna), jakoś mam mieszane uczucia spoglądając na tego typu miejsca na naszych cmentarzach.

            Co sądzisz/cie na modlące się tłumy ze zniczami, w miejscu, gdzie odnaleziono małą Magdę, bo ja jestem zniesmaczona. Czy ludziom nie wydaje się czasem, że biorą udział w telenoweli? Czy nie jest to oznaka dowartościowania? Sorry, czy tych ludzi pogięło?

            Następne OT tej smutnej sprawy: w ogólnym ferworze nikt zdaje się nie zwrócił uwagi na aspekt marginalny sprawy - obleśne zachowanie tego z bożej łaski detektywa R. wobec matki dziecka podczas podawania wersji wypadku - przecież ta dziewczyna (abstrahując od czynu) ma dopiero 22 lata, dla niej to jakiś oblech, do tego prymityw. Fuj.

            • maniaczytania Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 19:15
              Pepsic - poruszylas kilka trudnych spraw...

              pepsic napisała:

              > obraz przykościelnego cmentarzyka dla dzieci nienarodzonych -
              > Mimo że jestem przeciwniczką aborcji (nie mylić z prawem wyboru, tu jestem liberalna), jakoś mam mieszane uczucia spoglądając na tego typu miejsca na naszych cmentarzach.<

              Ja nie mam mieszanych uczuc, uwazam, ze tym dzieciom to miejsce sie nalezy! Co wiecej, dziwi mnie postawa niektorych ksiezy, ktorzy odmawiaja czasem pochowku. Jezeli zakladamy, ze ciaza od poczatku ma w sobie zycie, to szacunek dla tego zycia wymaga rowniez pochowania.

              > Co sądzisz/cie na modlące się tłumy ze zniczami, w miejscu, gdzie odnaleziono małą Magdę, bo ja jestem zniesmaczona. Czy ludziom nie wydaje się czasem, że biorą udział w telenoweli? Czy nie jest to oznaka dowartościowania? Sorry, czy tych ludzi pogięło?<

              A tu sie z Toba zgodze. Mnie to tez dziwi i zastanawia, ale jeszcze bardziej draznia mnie krzyze przy drogach, tam, gdzie ludzie zgineli w wypadkach. Co tam krzyze, tam czesto prawie, ze nagrobki stoja.

              > Następne OT tej smutnej sprawy: w ogólnym ferworze nikt zdaje się nie zwrócił uwagi na aspekt marginalny sprawy - obleśne zachowanie tego z bożej łaski detektywa R. wobec matki dziecka podczas podawania wersji wypadku - przecież ta dziewczyna (abstrahując od czynu) ma dopiero 22 lata, dla niej to jakiś oblech, do tego prymityw. Fuj. <

              Bylo, nie bylo, jednak to on doprowadzil do przelomu w sprawie.
              • pepsic Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 19:45
                Maniu, mi się wydaje, że te symboliczne miejsca poświęcone są dzieciom nienarodzonym w wyniku aborcji, przynajmniej tak to odbieram i do tego komentarz się odnosił.

                Nie podejrzewam naszej policji za idiotów, choć parę skandalicznych wpadek zaliczyli (np. w głośnej sprawie Olewnika). Sądzę, że od początku zakładali priorytet (jak pół Polski), że to matka kręci (na moje oko ojciec też), a wszystkie policyjne komentarze w tym doradców kierowane do publiczki trochę były dla zmyłki. Zauważ, ani raz publicznie nikt tej wersji nie zakładał. Po to, aby mieć wolne ręce i spokojnie sprawę rozwikłać. Przecież tak naprawdę nie wiemy, co się stało? Może sekcja zwłok pokaże, podejrzewam, że nie był to wypadek, a nieumyślne zabójstwo, co od początku zakładałam - i obym się myliła.
                Co do pełnego buty "chłopaku" skierowanego pod adresem komendanta, oj żeby znowu gleby zaliczył, jak kiedyś na stacji benzynowej.
                • maniaczytania Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 20:06
                  pepsic napisała:

                  > Maniu, mi się wydaje, że te symboliczne miejsca poświęcone są dzieciom nienarodzonym w wyniku aborcji, przynajmniej tak to odbieram i do tego komentarz się odnosił.

                  Pepsic - myslisz, ze jesli tos doonal aborcji, to chcialby potem miejsca na cmentarzu dla tego dzieca? Nie sadze. To sa raczej groby dzieci z poronien i przedwczesnych porodow lub dzieci martwo urodzonych.
                  • maniaczytania Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 20:09
                    k mi pozjadalo ...

                    maniaczytania napisała:

                    > pepsic napisała:
                    >
                    > > Maniu, mi się wydaje, że te symboliczne miejsca poświęcone są dzieciom nienarodzonym w wyniku aborcji, przynajmniej tak to odbieram i do tego komentarz się odnosił.

                    > Pepsic - myslisz, ze jesli ktos dokonal aborcji, to chcialby potem miejsca na cmentarzu dla tego dziecka? Nie sadze. To sa raczej groby dzieci z poronien i przedwczesnych porodow lub dzieci martwo urodzonych.

                    I rozumiem, ze nie o te dzieci chodzilo Tobie we wczesniejszym komentarzu.
                    • pepsic Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 20:23
                      myslisz, ze jesli ktos dokonal aborcji, to chcialby potem miejsca na cmentarzu dla tego dziecka?
                      Zdecydowanie poruszamy aspekty dwóch rożnych spraw.
                      • maniaczytania Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 20:28
                        Pepsic - to moze ja cos zle zrozumialam. Napisz mi prosze, o jakie miejsca na cmentarzu Tobie chodzilo.
                        • pepsic Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 21:01
                          Na jednym z odwiedzanych przeze mnie cmentarzy wydzielone jest miejsce (symboliczny grób) ku pamięci dzieci nienarodzonych, które w moim odczuciu dot.dzieci poaborcyjnych. Nie pamiętam dokładnie treści tabliczki, być może złym tokiem myśli poszłam, ale znając zdanie kościoła, jest to bardzo prawdopodobne.
                          • maniaczytania Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 22:35
                            a to rzeczywiscie zupelnie cos innego. I tez mam mieszane uczucia, chociaz ja tego na zadnym cmentarzu nie widzialam.
            • pepsic Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 04.02.12, 19:16
              *
              Miało być:
              Mimo, że jestem przeciwniczką aborcji (nie mylić z prawem wyboru, tu jestem liberalna choć ze znaczącymi zastrzeżeniami), jakoś mam mieszane uczucia spoglądając na tego typu miejsca na naszych cmentarzach.
            • barbasia1 Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 05.02.12, 16:55
              W filmie to był właśnie taki symboliczny cmentarz (przykościelny) dla nienarodzonych dzieci, nierodzonych w wyniku dokonania przez matkę aborcji.
              A wiesz, że się nawet zastanawiałam czy u na też są takie symboliczne cmentarze. Nigdy takiego cmentarza nie widzialam i też mam bardzo mieszane odczucia w kwestii tego rodzaju miejsc (a stanowisko w kwestii aborcji bardzo podobne do Twojego, jeśli nie takie samo).

              Tu też mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony media podkręciły strasznie (zwłaszcza pod koniec po rewelacjach , które wyciagnął Rutkowski) atmosferę, szczególnie tam w Sosnowcu ludzie musieli to odczuć, ażangazować się emocjonlanie w sparwę mocniej niż gdzieś indziej i teraz, mam wrażenie, muszą odreagowwać te emocje związane ze sprawą zaginonego dziecka, grasującym domniemanym porywaczem dzieci!?, wstrząsającym zakończeniem sprawy, stąd te znicze, pochody w miejsce, w którym znaleziono dziecko. Z drugiej strony i mnie przerażają mnie histeryczne zachowania niektórzych kobiet, nienawistne spojrzenia i komantarze ludzi, wygłaszane tak skwapliwie do kamer telewizyjnych.

              Czytałam gdzieś, że jakby matka dziewczynki wyszła teraz sama na ulicę, to ludzie mogliby ją zlinczować!

              Też nie zwóciłam uwagi na zachowanie Rutkowskiego!???
              • pepsic Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 05.02.12, 19:53
                wstrząsającym zakończeniem sprawy,
                Barbasiu, sprawa jest niezakończona. Tak naprawdę nie wiadomo, kto był mózgiem, kto sprawcą śmierci, kto wymyślił diabelski plan. Zauważ, że Rutkowski wymuszając zeznania pewne słowa insynuował, te dotyczące wyślizgnięcia się z kocyka, w konsekwencji mogą okazać się okolicznością łagodzącą dla matki i pozwolić uniknąć kary.

                Ps. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że gawiedź potrzebuje publicznej kary śmierci. A pewnie niejeden/niejedna, co tam ze zniczem wystaje tłucze dziecko i depcze jego godność.
                • barbasia1 Re: OT wokół tragicznje historii Magdy 09.02.12, 19:34
                  Mówiąc o zakończeniu sprawy myślałam tu o odnalezieniu ciała dziecka. Oczywiście masz rację, to nie kończy sprawy, bo to dopiero jeden z jej etapów, ten budzący największe emocje w ludziach.

                  Masz rację, Pepsic. I bardzo możliwe, że teraz przez te działania Rutkowskiego niemożliwym stanie dotarcie do prawdy o tej tragedii.

                  >A pewnie niejeden/niejedna, co tam ze zniczem wystaje tłucze dziecko i depcze jego godność.

                  Nie zdziwiabym się, gdyby tak było.
        • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 03.02.12, 15:06
          hm, moja interpretacja jest inna - zauważyłaś, że ta scena w łazience ma dwie odsłony ? w odsłonie pierwszej, kiedy pada pytanie "którą mam zabić ?" Diana puszcza rękę koleżanki, w drugiej odsłonie - trzyma ją do końca... :]

          Wg mnie, scena pierwsza jest prawdziwa. Diana spanikowała, wybrała życie, kosztem śmierci przyjaciółki. Śmierć przyjaciółki nie jest pokazana, bo skoro Diana żyje, to nie jest to niezbędne...

          Natomiast ostatnia scena, po ostrych atakach parnoji Diany, pokazuje próbę symbolicznego, we własnej głowie, odwrócenia zapadłych już wyroków i zamkniętych wydarzen, nad którymi Diana nie może przejśc do porządku dziennego. W swojej wyobraźni nie puszzca ręki przyjaciółki, wskazuje na siebie jako na tę, która ma zostać zastrzelona i ginie. Tak ja bym to widział - symboliczna próba odwrócenia zdarzeń. życie Diany dorosłej - jest realne, w tym układzie, aczkolwiek stale nakładają się na nie obrazy z przeszłości, np. widzi męza z jakąś pannicą, sądzi, ze on ją zdradza, a na koniec mlódką okazuje się ona sama, a obrazek dotyczy czasu, kiedy się poznali. wraca przeszłośc zatem do Diany ? a może Ty masz rację i fantom z przyszłości widzi teraźniejszość ? też mam wątpliwości, ale się jakoś jednak przywiązałem do tej wersji z symbolicznym odkupieniem we własnej głowie :]
          • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 03.02.12, 15:32
            grek.grek napisał:

            > hm, moja interpretacja jest inna - zauważyłaś, że ta scena w łazience ma dwie o
            > dsłony ? w odsłonie pierwszej, kiedy pada pytanie "którą mam zabić ?" Diana pus
            > zcza rękę koleżanki, w drugiej odsłonie - trzyma ją do końca... :]

            Tak, chyba tak było, choć teraz nie dam głowy.

            a na koniec mlódką okazuje się ona sama, a obrazek dotyczy
            > czasu, kiedy się poznali.

            Ha! Nie poznałam jej!
            A dziewczyny rozmawiały o tym, że Diana kreci (się) z "profesorkiem"...

            Ha! To mnie zaskoczyłeś! Przyznam, że ukmął mi uwadze ten gest , zresztą do tej dramatycznej sceny w łazience wracano kilka razy za każdym razem pokazując więcej szczeółów. Więc pewnie dlatego nie zwrócilam na uwagi ...

            Powiem Ci, że przekonuje mnie Twoja argumentacja (i wcale bynajmniej nie z sympatii do Ciebie) , może właśnie, jak powiedziełeś wczoraj, jest bardziej naturalna (dobre słowo).
            Muszę jeszcze nad tym pomyśleć!

            Ale, co z jej dzieckiem, córeczką, Emmą? Nigdy jej nie było? Czyżby istniała tylko w wywobraźni dorosłej Diany?


          • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 03.02.12, 17:35

            Teraz się dopiero dotarło do mnie znaczenie tytułu filmu! Tytuł "Życie przed oczami", tytuł oryginalny brzmi tak samo "The Life Before Her Eyes" znosiłby tę niejednoznaczność i przemawiał, za moją i Bakali interpretacją!?

            Imię córeczki Diany, Emma, znajdowało się na białym krzyżu znajdującym się na cmentarzu dla n i e n a r o d z o n y c h dzieci. Więc Diana faktycznie nie miała córeczki, która ciągle jej się chowała, więc może nie miała tej przyszłości ...

            PS
            Maureen czyli Eva Amurri Martino to blond studentka, po godzinach tancerka z sexi biustem w klubie nocnym z 3. serii Californication, rodzona córka Susan Sarandon, przypominam.
            • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 04.02.12, 14:01
              może chodzi o życie... przeszłe ? :] ciekawa historia, bo jakby się nie dobrać, to można znaleźć dwie interpretacje.

              może właśnie córka byłaby kluczem do zagadki ? na razie nie mam pomysłu na nią, przyznam uczciwie, ale będę szukał.

              no popatrz, faktycznie, to ta aktorka... Zupełnie nie poznałem, może dlatego, ze częsciej w ubraniu chodziła, no i zmiana koloru włosów do tego doszła.
              • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 04.02.12, 17:35
                Oczywiście tak, to samo pomyślałam,zaraz po tym jak wysłałam post, tytuł równie dobrze odnosi i do wspomnień o życiu przeszłym, zresztą, jeśli przyjąć moją interpretację, to fantazje na temat przyszłości, przyszłego życia mieszają się przecież w głowie Diany z wydarzeniami z przeszłości.

                To, że imię Emma pojawiło się na jednym z krzyży cmentarzyku na nienadzonych dzieci, chyba jednak nie należy interpretować jako dowodu na "nieistnienie dziecka". Cofam to zdanie. Diana rozmawijąc ze swoją przyjacióką o imionach ich przyszłych dzieci , już po tym jak były na tym cmentarzu i widziały krzyżyk z iminiem Emma, wyznała, że podoba jej się imię Emma, że chciłaby mieć Emmę ...

                O tym, że są tu wizje przszłości, fantazje, świadczyłaby m.in. właśnie scena, niczym z koszmaru sennego, kiedy córeczka wołając do matki by jej pomogła, znika, rozpływa się w lesie...

                Diana mówi też do męża profesora, że Emma, nie jest jego dzieckiem!?

                Jeśli dobrze rozumiałam, to Diana była w ciąży z tym przystojniaczkiem starszym sporo od niej, z którym figlowali w basenie, potem poroniła, albo dokonała aborcji po kryjomu (ten pobyt Dainy w szpitalu i słowa kochasia - "było tyle krwi", "nie lubię widoku krwi", kiedy ona zbierała pościel z łóżka) .

                Jeszcze jedno wydaje mi się, że się mylisz mówiąc, że scena w łazience miała dwie odsłony. Bo o ile dobrze pamiętam, do sceny w łazience wracano na pewno więcej niż dwa razy, i to w ten sposób, że za każdym razem odkrywano, dodawano! coraz więcej szczegółów ze zdarzeń , które tam zaszły, aż do postrzalenia Diany...
                Ten fakt imo przemawiałby za tym, że Diana została jednak zastrzelona / postrzelona naprawdę, a nie w swej wyobraźnim, nie symbolicznie.


                A mnie się twarz Maureen zaraz wydała znajoma.
                (No tak, bo ja się na twarzy dziewczny koncentowałam oglądając Californiction, a nie na innej części ciała. )
                :)
                • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 04.02.12, 17:39
                  > O tym, że są tu wizje przszłości, fantazje, świadczyłaby m.in. właśnie scena,
                  > niczym z koszmaru sennego, kiedy córeczka wołając do matki by jej pomogła, zni
                  > ka, rozpływa się w lesie...

                  A potem była zaraz scena, z rozpaczającą matką Diany, ktora widzi cos ie dzieje, przeczuwa najgorsze...
                • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 05.02.12, 12:49
                  ciekawy kierunek. z drrugiej strony, jeśli interpretacja mowiąca, iż dorosła Diana to wytwór wyobraźni przedśmiertnej Diany-nastolatki, to ta Emma by pasowała do Twojej pierwotnej
                  oceny - tuz przed śmiercią Diana-nastolatka wyobraża sobie swoje przyszłe życie i córkę Emmę, bo to imię, które utkwiło jej w pamięci, więc je nadała dziecku, które BY miała, jakBY dożyła.

                  w życiu dorosłej Diany, załózmy, ze przeżywa tę szkolną masakrę - też może być wizja dziecka-Emmy, którego faktycznie - nie ma. Moim zdaniem, istotny jest stan psychiczny, w ktory popada dorosła Diana, wywołany zbliżającą się rocznicą, obrazkami miasteczka szykującego się do jej uczczenia, co dodatkowo podkręca jej neurozę i prowadzi do utraty kontroli nad własnymi wspomnieniami, miesza ze sobą rozmaite wątki, aż prowadzi do zmiany, czy może - próby zmiany, przeszłości, ale tylko we własnej głowie.

                  Kiedy pada dwukrotnie pytanie : czy pani jest jedną z ocalonych ? ona odpowiada 2 razy - najpierw "tak", a za drugim razem - "nie". czy "nie" jest głosem nastolatki wyobrażającej sobie siebie w przyszłości ? czy może... to "nie" oznacza "ja tez tam zginęłam", ale mentalnie, emocjonalnie, nie jestem ocalona, bo w swojej głowie tam zostałam, ciągle jestem w tej łazience i nie moge zapomnieć o tym, ze stchórzyłam, podczas gdy moja przyjaciółka pierwsza zadeklarowała, zeby chce umrzeć.

                  tak, mówi to, ale, takie mam wrażenie, ze ona po prostu się pogubiła, przeszłośc i teraźniejszość się jej ze sobą wymieszały, straciła kontrolę. Idę tropem własnej interpretacji, co oznacza,ze gruba pomyłka wchodzi w gre, ale staram się być konsekwentny ;]

                  o, aborcja, tez istotna rzecz. Nie do końca chyba dopowiedziana ? jesli tak, to dorosła Diana może widzieć swoją córkę, która nigdy sie nie narodziła, bo ją aborcjowała, a może poroniła ? może to wspomnienie całkiem niezwiązane z jej przyjaciółką ?

                  hmm, możliwe, ze masz rację. chociaz, z drugiej strony, kilkakrotne powroty mogą wskazywać na ciągłe odgrywanie tej sceny w jej pamięci, a to by wskazywało, ze jednak przeżyła i tak długo wraca, analizuje, dodaje i ujmuje, aż w końcu w jej wyobraźni tworzy się ciąg zdarzeń z finałem, który stanowić ma katharsis ?

                  haha, całe szczęście, gdyby nie to, to kto by ją teraz rozpoznał... :]
                  • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 05.02.12, 15:57
                    To podkładam kolejny ładunek wybuchowy pod Twoją teorię. ;))

                    Jeśli tak by było jak piszesz, do Diana musialaby popaść w niezłą schizę. Więc dlaczego mąż Diany (istnieje czy jest on też wytworem fantazji?) ani razu nie dostrzega jej dziwnego stanu psychicznego, w którym gada z nienarodzoną córeczką? Które dokładnie sceny wskazują "realną" rzeczywistość 15 lat później?
                    :)
                    • grek.grek Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 06.02.12, 14:11
                      no to rzeczywiście mam problem teraz :] chyba musiałbym obejrzeć raz jeszcze, mając to wszystko co napisane przed oczami - poukładać kolejne fakty...
                      • barbasia1 Re: "Życie przed oczami","House",kino-premiery 07.02.12, 16:42
                        :)
                        Powiem Ci, że wprawdzie jestem coraz bardziej przekonana do swojej wersji, to chętnie bym raz jeszcze to obejrzała.
                        W takim razie odkładamy dyskusję oraz kwestię drugiej interpretacji na przyszłość, do następnej powtórki ...

    • barbasia1 Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 02.02.12, 15:50
      "(bo ty i ja) urodziliśmy się, żeby umrzeć" - śpiewa Lana Del Rey w tej zalinkowanej piosence zapowiadajcej płytę "Born to Die"...

      Na forach, rzuciłam okiem tu i tam, jak można było się spodziewać, niektórzy już sądzą ją za grzechy popełnione w młodości, za wiersze popierające leninizm i stalinizm.

      A ja żałuję, że nie zdążyłam zdobyć jej autograf, na tomiku "Chwila" albo na "Rymowankach dla dużych dzieci" ...
      • barbasia1 Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 02.02.12, 20:38
        www.youtube.com/watch?v=q_sMmIXxkJw&ob=av2e
        :)
      • maniaczytania Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 03.02.12, 09:54
        barbasia1 napisała:

        > Na forach, rzuciłam okiem tu i tam, jak można było się spodziewać, niektórzy już sądzą ją za grzechy popełnione w młodości, za wiersze popierające leninizm i stalinizm.

        Barbasiu, ja mysle, ze to chodzi nie tylko o same wiersze (chociaz to nie bylo chwilowe zauroczenie komunizmem), ale przede wszystkim o ten list podpisany przez literatow, a potepiajacy skazanych na kare smierci ksiezy - wiecej tu.

        Dlatego odwieczne pytanie brzmi - jak traktowac literature wszelka - w oderwaniu czy tez nie od biografii autora?
        • pepsic Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 03.02.12, 13:17
          Skoro Mania mnie wyręczyła, dodam, że proces był sfingowany, w jego wyniku zapadły 3 wyroki śmierci (!), nie mam pewności, chyba nie wykonane, dla pozostałych zasądzono wysokie kary więzienia. Poza tym była czarującą osobą i zdolną poetką. Dla mnie nie wystarczy.
          • bakali Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 03.02.12, 14:34
            Ja w temacie "Zycia przed oczami"
            Wczoraj widziałam ten film po raz pierwszy, nie znałam go wczesniej. Po końcowych scenach nie rozumiałam zakończenia. Ale po chwili namysłu doszłam do wniosku, że rzeczywiście chwilą rzeczywistą było spotkanie z szaleńcem w łazience, a kolejne 15 lat to wizje, ale nie przed samą śmiercią, tylko przed podjęciem decyzji do kogo szaleniec ma strzelić. Teraźniejszością była więc scena łazienkowa i śmierć. Bohaterka wyobraziła sobie swoje przyszłe życie, biorac pod uwagę że jesli przezyje, to już zawsze będzie naznaczona tragedią. Mogłaby oczywiście egoistycznie wskazać jako ofiarę koleżankę, jednak wizja przyszłego życia brała właśnie pod uwage taki scenariusz i dlatego tak dużo było mowy o wyrzutach sumienia, koszmarach sennych, niepokoju. Zobaczyła, ze nigdy nie będzie szczęsliwa, spokojna, wesoła, że przez jej traumę będzie cierpieć jej rodzina, córka będzie czuła się niekochana, mąż zacznie zdradzać, ona sama oszaleje. I w jednej chwili podjęła decyzję, ponieważ nie chciała przeżyc za taką cenę, nie chciała takiego zycia. Potwierdza to sam tytuł filmu, całe życie przeleciało jej przed oczami, z tym że nie to przezyte, ale przyszłe, hipotetyczne.
            Podobało mi się, choć rzeczywiście zbyt wiele razy powtarzano tę scenę w łazience.

            Dr House
            Świetny odcinek. Widziałam go już dawno w internecie, ale z przyjemnością obejrzałam jeszcze raz. Scena samooperacji mocna, wręcz nie mogłam na to patrzeć. TVP2 nie podaje tytułów odcinków (a szkoda), ten był zatytułowany "Po godzinach". Tym samym mamy wyobrażenie, czym nasi bohaterowie zajmują się między jedną diagnozą a drugą. A dzieje się, jak widać, dużo. Polecam kolejny odcinek, też będzie mocny.
            • grek.grek Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 03.02.12, 15:18
              jeśli scena łazienkowa jest teraźniejszością, to dlaczego są dwa rózne ujęcia Diany i jej przyjaciółki, w momencie kiedy morderca zadaje TO SAMO pytanie "kogo mam zabić ?" - w pierwszym, Diana odruchowo puszcza dłoń koleżanki, w drugim - trzyma ją pewnie i kurczowo wręcz ? :]

              wg mnie, nie może być teraźniejszości w dwoch wariantach do wyboru. Wg mnie, Diana naprawde przeżyła, stchórzyła, dlatego nie może zapomnieć o tamtym zdarzeniu, próbuje żyć przykładnie, tak jakby żyła jej przyjaciłka. Próbuje ŻYĆ JEJ ŻYCIEM, aby w ten sposób jej zadośćuczynić, a swoje sumienie uspokoić. Próbuje żyć ZAMIAST NIEJ w taki sposób, w jaki, jak podejrzewa, tamta by żyła, gdyby przeżyła.

              wizja Twoja i Barbasiu też ma swój potencjał logiczny, zeby nie było :] Ale... jakoś tak mi się moja spodobała, hehe, moze właśnie o to chodzi... żebyśmy mogli mieć rację wszyscy naraz ? kto wie, obie wersje mogę być prawdziwe, tak jak w Dziecku Rosemary, czy tak jak w ostatnim The Daisy Chain.

              hmm, a nie masz wrazenie, ze trochę z House'a uchodzi powietrze ? Ten odcinek troszkę chyba przeforsowali, tak mi się wydaje... Seria dobra, kilka odcinkow naprawdę na wysokim poziomie, ale nieco brakuje chyba kierunku, w którym ma rzecz cała podążać ? czy House ma się zejśc z Cuddy, czy pozostać singlem i realizować się w swoich dochodzeniach medycznych ? przyznam, że trudno tu znaleźć rozwiązanie, które by było wiarygodne. Ona nie znosi jego notorycznych kłamstw, on sie nie zmieni, dotąd jego oszustwa ona zawsze w końcu odkrywała, aż się przelała czara goryczy... teraz mieliby wrócić do siebie i tadadada - on zostaje przykładnym partnerem i zmienia się w jednej chwili ? coś mi się nie wydaje... :] tzn - następny sezon scenarzyści będą musieli naprawdę znakomicie rozpisać albo... pójść po najprostszej linii oporu, zeby to jakoś skończyć i nie dostać po głowie od fanów :]
              • bakali Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 03.02.12, 15:44
                Przegapiłam scenę łazienkową w pierwszej wersji, bo byłam w łazience :) Tylko słyszałam dialogi, więc nie widziałam różnicy. Ale skoro tak było, to rzeczywiście, możesz mieć rację.
                W każdym razie film jest wart polecenia.

                Dr House - zazwyczaj tak jest, ze 5, 6 czy 7 seria serialu jest już ciągnięta trochę na siłę. A ponieważ znam kolejne odcinki, stwierdzam, ze obecna fabułą idzie w konkretnym kierunku: od ostatniego odcinka serii 5, w którym House angażując sie emocjonalnie w przypadek (katastrofa budowlana, pacjentka po amputacji nogi umiera)pokazał sie z nieznanej strony, poprzez romans z Cuddy i dalsze odkrywanie ludzkich uczuc, po smutek i rozgoryczenie rozstania. Idzie to do wielkiego finału, ktory na pewno zaskoczy widzów - mnie w każdym razie zaskoczył, bo choć House jest zdolny do wielu dziwnych rzeczy, to takiej sceny się nie spodziewałam. I wszystko byłoby super, kolejna seria mogłaby byc ciekawa, gdyby nie fakt, że z serialu odeszła Lisa Edelstein. Koncepcja wielkiego finału sie posypała i seria 7 jest bardzo słaba, z nowymi postaciami, które nie wzbudzają mojej sympatii. Dla dobra serialu i kultowej już postaci House'a mam nadzieję, że seria 7 jest już ostatnią.
                • grek.grek Re: Wczoraj zmarła Wisława Szymborska 04.02.12, 14:07
                  a co powiesz o jej córce ? ma ją, nie ma jej ? może tutaj znalazł by się argument jakiś dodatkowy ?

                  ja podejrzewam, ze scenarzyści zrobili nas w bambuko, to znaczy : odwołując się do zakorzenionej w nas potrzeby znalezienia jednego rozwiązania przemycili dwa - nałożone
                  na siebie.

                  No to faktycznie jest komplikacja, jeśli aktorka grająca tak ważną postać odchodzi. trudno wiarygodnie prowadzić wątek w następnej serii. Zaostrzyłaś ciekawość, moją przynajmniej, na finał tej serii :]
    • maniaczytania A w Kocham kino za tydzien 03.02.12, 16:26
      tez ciekawa propozycja - film argentynski z 2009r. "Sekret jej oczu".

      Tego wczorajszego niestety nie ogladalam, nie ma wiec zdania w kwestii tego, czyje zycie to bylo. House byl ciekawy, ale jakis taki nie do konca przekonujacy.

      Przy okazji chcialam przywitac nowe osoby - railly, bakali i siostre.bronte - witajcie i piszcie czesciej :)
      Rosemadder i Ewe9717 oczywiscie tez prosze o czestsze pisanie, a nie witam ich tylko dlatego, ze one od czasu do czasu juz zagladaja :)
      • barbasia1 Re: A w Kocham kino za tydzien 03.02.12, 17:49
        maniaczytania napisała:

        > tez ciekawa propozycja - film argentynski z 2009r. "Sekret jej oczu".

        I znowu premiera się szykuje i to całkiem świeża. Świetnie!
        Obił mi się o uszy ten tytuł, ale w tej chwili nie koajrzę o czym jest ten film.

        O ładne powitanie, Maniu.
        I ja witam raz jeszcze.


        Maniu, powolisz, że jutro odpowiem na Twój post (i Pepsic) w sprawie Szymborskiej ...
        • maniaczytania Re: A w Kocham kino za tydzien 03.02.12, 20:05
          barbasia1 napisała:

          > Maniu, powolisz, że jutro odpowiem na Twój post (i Pepsic) w sprawie Szymborskiej ...
          >

          Barbasiu - nie ma problemu :)
      • grek.grek Re: A w Kocham kino za tydzien 04.02.12, 14:14
        nawet bahhhdzo ciekawa, a nie tak dawno czytałem o tym filmie w jakimś gazeciu, gdzie był coverowany jako jakaś premiera, nie pamiętam tylko : kinowa czy na dvd :] kinowa chyba...

        Tak czy owak - KOcham Kino wyrabia normę dla calej TVP jak chodzi o filmotekę. Trochę to malizną zalatuję, bo w tygodniu 7 dni, a film nowy i [zazwyczaj] dobry - jeden. Reszta to jakieś spady, powtórki powtórek [lubię "Dług", imo jeden z najlepszych polskich filmów po 89, może najlepszy nawet, ale - rety, ile można go powtarzać ?, podobnie "Psy"...] i kupowane chyba hurtem amerykanizmy. I nadal ca 60 seriali w tygodniu, niektóre po kilka odcinków, z czego 55 to telenowele. Gdzie tu miejsce na kino ?...
        • maniaczytania Re: A w Kocham kino za tydzien 05.02.12, 00:21
          doczytalam, ze to byl Oscar w 2010 dla najlepszego filmu nieanglojezycznego
    • siostra.bronte "Orlando" 03.02.12, 17:36
      Dziękuję za miłe powitanie :)
      Dziś o 20.20 w TVP Kultura. "Orlando" widziałam ze 20 lat temu, chyba na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Film bardzo oryginalny i trudny w odbiorze, wg. prozy Virginii Woolf. Do końca chyba go nie zrozumiałam :) Ale niektóre sceny pozostają w pamięci. No i Tilda Swinton w roli głównej, wtedy znana wyłącznie wielbicielom awangardowego kina. Kto by pomyślał, że zrobi taką karierę!
      Przy okazji od pewnego czasu jakość obrazu w Kulturze jest u mnie fatalna (mam kablówkę) i uniemożliwia oglądanie. Też tak macie?
      • pepsic Re: "Orlando" 03.02.12, 18:09
        U mnie jest wszystko ok z odbiorem tvp kultury (tez mam w kablówce).

        Co do "Olranda" - nic innego, godnego uwagi nie wypatrzyłam w programie, ale po twojej zachęcie jednak z odrobiną rezerwy - się zastanawiam.

        Dzień dobry, cześć i czołem:)
        • siostra.bronte Re: "Orlando" 03.02.12, 18:24
          Film pamiętam jak przez mgłę, nie wiem jak teraz bym go odebrała. Myślę, że jednak warto go zobaczyć, albo przynajmniej spróbować :)
        • never_never jest jeszcze "Źródło" 03.02.12, 18:28
          jest jeszcze "Źródło" Aronofsky'ego na TV4 o 21ej
          ponieważ "Orlando" oglądałam wieki temu (i mało co pamiętam) waham się co wybrać...
          • barbasia1 "Źródło" / "Orlando" - jakie wrażenia? 04.02.12, 16:18
            Witamy też i never_never!


            Wszelkie komentarze, Drogie Panie, mile widzane i oczekiwane, jeśli tylko macie cheć i czas! :)
            • pepsic Re: "Źródło" / "Orlando" - jakie wrażenia? 04.02.12, 19:04
              W końcu nic nie obejrzałam, bo faworki czasochłonne smażyłam, przez co wypadłam z kolejki:) Może koleżanki?
              • siostra.bronte Re: "Źródło" / "Orlando" - jakie wrażenia? 05.02.12, 01:17
                Chciałam zwrócić uwagę na "Orlanda", ale sam film już widziałam i nie planowałam go oglądać ponownie. Zwłaszcza, że jakość obrazu w Kulturze mam fatalną. "Źródło" było już chyba wcześniej w tv, ale po raz kolejny nie mogłam zmobilizować, żeby ten film obejrzeć :)
                • barbasia1 Re: "Źródło" / "Orlando" - jakie wrażenia? 05.02.12, 13:44
                  siostra.bronte napisała:

                  > Chciałam zwrócić uwagę na "Orlanda"
                  I bardzo dobrze! Dzięki Twej zapowiedzi przypomniałam sobie o tym filmie, bardzo dawno temu czytałam o "Orlandzie" , o roli androgynicznej urody Tildy Swinton potem zupełnie wypadł mi z głowy ten tytuł.

                  Ja tylko tak na wszelki wypadek zachęcam do podzielnia się wrażeniami, próbuję ośmielić, tych nieśmiałych do pisania. ;)

                  Kadr z "Orlanda" -
                  www.imdb.com/media/rm1559725312/tt0107756
              • barbasia1 Re: "Źródło" / "Orlando" OT faworkowy 05.02.12, 13:46
                pepsic napisała:

                > W końcu nic nie obejrzałam, bo faworki czasochłonne smażyłam, przez co wypadłam
                > z kolejki:) Może koleżanki?
                :))
                Jak faworki to jest Ci wybaczone, Pepsic. Skorzystam z okazji i zapytam - na czym smażysz faworki?
                • pepsic Re: "Źródło" / "Orlando" OT faworkowy 05.02.12, 19:21
                  Zazwyczaj na smalcu, a żeby tłuszcz się nie wchłaniał, do ciasta dodaję kieliszek octu.
                  • barbasia1 Re: "Źródło" / "Orlando" OT faworkowy 05.02.12, 19:27
                    Tak, my też na smalcu pieczemy, ale zamiast octu, kieliszek spirytusu najczystszego ;) dodajemy. O widzisz, przypomniałaś mi, trzeba będzie kupić, bo nie ma w barku już ani kropli.
    • barbasia1 OT muzyczny 05.02.12, 14:11
      Shirley Horn (z Milesem Davisem) na niedzielę:

      www.youtube.com/watch?v=ZdHVw4HGAHA
      • barbasia1 Re: OT muzyczny 05.02.12, 19:24
        "Never let me go" w cudnej interpretacji Keitha Jarretta właśnie słucham ...

        www.youtube.com/watch?v=H6Q0lSJVnX4&feature=related
        • grek.grek Re: OT muzyczny 06.02.12, 14:09
          kto tak pięknie gra... :] dobry towar, Barbasiu.

          ja może dorzucę coś z ostatnich, hehe, Towarów :
          www.youtube.com/watch?v=CmBG9y-nxZo
          • barbasia1 Re: OT muzyczny 07.02.12, 16:01
            grek.grek napisał:

            > kto tak pięknie gra... :]

            To ja, to ja, to ja ... ;)))
            Nienienie, to Shirley Horn,
            raz jeszcze:
            www.youtube.com/watch?v=pbSoQuEnZSk

            Alborosie - CAMILLA - prześwietny utwór!!! :)))

            • grek.grek Re: OT muzyczny 08.02.12, 14:56
              to Ty, to Ty, to Ty... yes :]

              nie ma to jak dobry kawałek, np. ten zaliknowany przez Ciebie.
              • barbasia1 Re: OT muzyczny 08.02.12, 15:17
                Ha,ha! :)

                To bardzo mnie cieszy, że Ci się podoba! :)
              • barbasia1 Re: OT muzyczny 08.02.12, 15:34
                Mam obecnie fazę na Shirley Horn. :)
                Jeszcze jeden jej utwór z latem! w tytule "Estate(Summer)" zalinkuję, Shirley Horn miała szczęście współpracować z największymi muzykami, Z Millesem Davisem czy jak w tym zalinkowanym utworze z Joao Gilberto, brazylizjskim muzykiem, współtwórcą bossa novy.

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,133163840,Re_OT_muzyczny.html
                i Joao Gilberto (ze Stanem Getzem) i słynne "Desafinado"
                www.youtube.com/watch?v=So718wk426c&feature=related
                • barbasia1 Re: OT muzyczny 08.02.12, 15:38
                  Sorry, wkleiłam nie to co trzeba! ;)

                  Shirley Horn - "Estate(Summer)"

                  www.youtube.com/watch?v=7OtpZe_HSNg

    • wolf55 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 05.02.12, 18:12
      Dziwię się, że tak dużo osób wypisuje tak drętwe, beznadziejne i bez sensu komentarze.
      One przecież obniżają IQ. Kupujcie tygodnik "To i Owo" tam są krótkie recenzje niemal każdego filmu. Piszą fachowcy.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 05.02.12, 19:01
        wolf55 napisał:

        > Dziwię się, że tak dużo osób wypisuje tak drętwe, beznadziejne i bez sensu kome
        > ntarze.
        > One przecież obniżają IQ. Kupujcie tygodnik "To i Owo" tam są krótkie recenzje
        > niemal każdego filmu. Piszą fachowcy.

        He,he! :)))
        Ale chyba Twojemu IQ, Dziadku Wolfie, żaden tu komentarz nie zaszkodził? Nie? Ufff! To dobrze, he,he!

        Widzicie, Dziadku, młodzież dziś taka durna, że zamiast czytać krótkie recenzje w "To i Owo" sama próbuje bezcelnie na Forum Telewizja pisać komentarze i próbuje dyskutować na temat filmów Allena, Altmana, Lumeta, Finchera, Holland, Smarzowskiego, Falka, Szumowskiej, Barańskiego, Godarda, Begrmana, Bunuela, Felliniego i wielu, wielu innych.
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 05.02.12, 20:01
          Barbasiu, bardzo miło, że i mnie w poczet młodzieży zaliczasz:))

          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 05.02.12, 20:07
            pepsic napisała:

            > Barbasiu, bardzo miło, że i mnie w poczet młodzieży zaliczasz:))

            Oczywiście, że zaliczam Cię, Pepsic, do młodzieży, jesteś młoda, nie tylko wiekiem, ale i umysłem, i mówię to całkowicie serio i szczerze.

            No nie mogłam postrzymać złośliwości w stosunku do Wolfa. ;))

          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 05.02.12, 21:51
            Do młodzieży zaliczam też i Ewę naszą, co jest babcią dla swych wnuków, o ile czegoś nie pokręciłam.
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 05.02.12, 19:58
        Hej wolf55,
        Dziękować, dziękować, bo prawdziwa cnota krytyk się nie boi.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 06.02.12, 11:18
        "Kupujcie tygodnik "To i owo" "- no, to sie wyjaśniło :]

        po takiej formie reklamy, jaką zastosowałeś/aś, ja na pewno nie kupię.

    • grek.grek Dexter V, odc 10 06.02.12, 11:15
      Dla śledzących V serię Dextera... odcinek # 10.

      Jako, ze rozprawa z Jordanem Chase'em się zbliża Dexter wysyła swojego syna do dziadków, a Lumen [do której w ostatniej scenie 9 odc dzwoni Chase, aby jej dać do zrozumienia, ze wie, iż przeżyła i uciekła] zabiera z dawnego domu swojego i swojej żony i przeprowadza do swojego własngo mieszkania.

      POlicja, za sprawa grzebalnictwa Debry, siostry Dextera, w badaniach DNA znalezionych wśród zwłok kobiet, co się wysypały z beczek, które wyleciały z rozbitego samochodu, którymi szajka morderców chciała je przewieźć w bezpieczne miejsce [poprzednie odcinki] - ponownie podejmuje śledztwo, wśród śladów są DNA ochroniarza Chase'a - Cole'a. Ofk, ten już od dwóch odcinków pływa w kawałkach na dnie oceanu. Ale śledztwo zostaje podjęte na nowo, co może tylko Dxterowi pokrzyżować szyki. W pierwszym ruchu Debra, i jej partner [także łózkowy] Quinn wybierają sie z wizytą do Chase'a - ten utrzymuje, ze nie ma pojęcia, gdzie sie podział jego ochroniarz, w drugim - zasuwają do chałupy tego całego Cole'a.

      także podązając po śladach z badań DNA krwi znalezionej we fiolce noszonej na szyi przez Chase'a [Dexter w poprzednim odcinku zdobył jej kroplę, dzięki wspólnym zajęciom w sali treningowej z Chase'em miał przez moment dostęp do jego szafki w szatni] - Dexter ustala czyja to krew. Kobieta żyje, jest w bazie danych policji. [jesli pisałem coś innego w opisie 9 odcinka, to przepraszam, teraz się wyjaśniło].

      Wizytując dom Cole'a, o ktorym wiadomo że zniknął jak kamfora, Debra znajduje ślady krwi. Ofk, od razu telefonuje po brata, dzięki czemu Dexter może mieć na bieżąco informacje, o postępach śledztwa i ruchach policji, tzw. ma je zawsze, bo sam pracuje w policji, a siostra wszystko mu mówi, ale zawsze to lepiej widzieć i nie musieć zadawać pytań dodatkowych. Ślady krwi należa, to już my wiemy, do Cole'a, który dostał od Lumen w łeb, kiedy zaskoczył Dextera myszkującego po jego chacie [bodaj 7 odcinek].

      W domu COle'a policja prowadzi gruntowne przeszukanie i znajduje płyty dvd, a na nich nagrane gwałty i morderstwa, jakich się dopuszczała szajka, w której byli Cole, Boyd, i trzech innych jegomościów. 13 kaset, ponumerowanych w kolejności chronoloigcznej. Dexter dedukuje, ze skoro Lumen była ich ostatnią ofiarą, to film z nią będzie miał numer ostatni. POlicja nie może się ofk dowiedzieć o niej, zwłaszcza Debra, która ją zna zdaje się, więc Dxter musi wykraśc tę płyte # 13. Nie bez problemów udaje mu się to zrobić. Kradnie ją, po prostu, a zamiast niej podrzuca inną, ale ją podłamuje w taki sposób, ze jej odtworzenie będzie niemożliwe, więc policja nie kapnie sie w żaden sposób, że utraciła właściwą płytę.

      Kolega Dextera z laboratorium wpada na ciekawy koncept : w domu Boyda odkrył 12 kosmyków włosów, trofeów myśliwskich, a kaset jest 13... 13 ofiar - 12 trofeów. czy to znaczy, że jednej sie udało ?

      ofk, każdy kto styka się z tymi nagraniami dvd jest dotknięty nimi, policja robi wydruki z tych taśm - zdjęcia każdej z ofiar, tylko pole # 13 pozostaje niezapełnione... Dexter przynosi tę 13 do domu, Lumen ofk się wzrusza i mimo wszystko ogląda to, co tam nagrane zostało.

      Kto śledzi, pamięta zapewne odcinek, w ktorym Dexter załatwil pewnego mordercę, który przez internet umawiał się z facetami. Miał wtedy Dex drugiego delikwenta w furgonetce, do likwidacji, więc połączył to i upozorował że jeden drugiego zabił podczas randki i w ten sposób pozbył sie obu. Teraz policaje dochodzą do takiego oto odkrycia, ze ten internetowy podrywacz to był członek tej szajki morderczej od taśm DVD, kumpel Cole'a, Boyda, a my wiemy, ze i Chase'a. I jeszce kogoś, na starym zdjęciu kumplowskim sprzed 15 lat jest pięciu przyjaciół...

      Policaje, czytaj : Debra, kombinują, ze znika sobie 3 gostków, ale nie znikają ich samochody, mieszkania stoją nieopróznione, uciekli tak panicznie, czy ktoś ich zabił, a może zabili siebnie nawzajem, kiedy sprawa wyszła na jaw ?

      Dxter z Lumen próbują rozmawiać z tą kobietą od śladów DNA z fiolki Chase'a. Najpierw wysyła ich w cholere, ale kiedy Lumen sama do niej idzie i puszcza jej tę dvd # 13 babka decyduje się jej zdradzić, ze kiedyś też została zgwałcona przez tę szajkę, dawno temu, kilka lat będzie. Piąty jegomośc na zdjęciu, to niejaki Alex.

      Niespodziewanie w biurze policji zjawia się ten detektyw od Quinna, śledzący Dextera mimo że Quinn już sam odpuścił i zrezygnował z jego usług. Ale gośc ma już zdjęcia Dexa i Lumen wyrzucających po ciemaku wory do oceanu, więc wietrzy grubszą aferę. jest eks-gliną, jego pojawienie się pewnie nie wzbudza wśród szeregowych policajów zdziwienia, więc korzystając z okazji podwędza z biurka Quinna, podrabiając jego podpis, formularz upowazniający do pobrania z magazyny sprzętu do inwigilacji, kamerek i mikrofonów, dzieki czemu zaczyna podsłuchiwać Dextera i Lumen.

      A oni przymierzają się do likwidacji pana Alexa. Lumen chce to zrobić. To znaczy - razem go obezwładnią, a ona go zaciuka.

      Do Alexa docierają też Debra z Quinnem, który porzucił chyba podejrzenia wobec dextera, i działa motywowany uczuciem do jego siostry. Alex to bankier, urzędas. Docierają do niego przeglądając kontakty internetowe Cole'a. Alex grał z nim w futbol wirtualny. Ofk, my wiemy, ze razem to oni gwałcili i zabijali, ale przed policją Alex nie zdradza się ani gestem.Trochę nerwowy, trochę zabawny, taki sobie rudawy pan, nie daje nic po sobie poznać, nie wie gdzie jest Cole [to akurat prawda], nic ich poza futbolem nie łączy, policja to kupuje, ale Alex wpada w lekką panikę. Dzwoni do Chase'a, który każe mu sie uspokoić i zachowywać normalnie.

      W międzyczasie okazuje się,ze tę babkę co sypnęła Lumen Alexa, eks-ofiarę szajki, z Chase'em coś łączy, jakieś uczucie chba nawet, on jej mówi "bez ciebie, nie byłbym tym kim jestem, wszystko ci zawdzięczam", to się pewnie wyjaśni wkrótce.

      Chase sam niespodziewanie odwiedza biuro policji. Z prawnikiem., sugerując, ze teraz przez niego tylko będzie z glinami gadał. Ale kiedy widzi zdjęcia ofiar gwałtow, ofk swojej szajki, udaje wielce zaszokowanego i oferuje wszelką pomoc przy śledztwie. Na początek zgadza sie na pobranie DNA. Robi to Dexter, który złośliwie stwierdza, ze to badanie Chase'a na pewno oczyści, nie byłby tak głupi, zeby mu się poddać gdyby się obawiał, że gdzież zostawil najmnijeszy ślad, ale co będzie potem - to już inna sprawa... Chase wie już, ze Dexter ma coś na niego i do niego. Takie przywitanie przed ostatecznym starciem.

      Najpierw jednak - Alex. Chase spisuje go na straty, dzwoni na prywatny telefon Debry i mówi jej, ze pamięta Alexa, bo to jeden z jego klientów, i pamięta że Cole coś mówił o wspólnym wylocie z Alexem z Miami. ofk, kłamie, próbując odsunąć akcję od własnej osoby.

      Zaalaramowana Debra zabiera Quinna i gazem jada do domu Alexa, zeby im nie wyfrunął z gniazdka. A u Alexa są już Dexter i Lumen - facet wchodzi do domu, a tu na wielkim tiwi leci dvd # 13, a na jego tle staje Lumen, jak anioł zemsty ;], gośc w trwodze próbuje wiać, ale dostaje w leb od Dxtera, a potem go wynoszą do przygotowanego pokoju [folia, zdjęcia ofiar na ścianach], gdzie Lumen zabija go majchrem wiekszym od niej, sprawnie jak na pierwszy raz. Z trudem emocjonalnym, bo wiadomo..., ale skutecznie, zdjęcia ofiar i pamięc swojej krzywdy przypomnianej filmem - pomogły.

      Debra i Quinn spóźniają się zatem. Alexa nie ma w domu. Szukają go po ogrodzie i nie tylko, ale znikł. Debra przychylać się zaczyna do teorii, ze "12 włosów i 13 dvd" to dowód na to, ze jedna z ofiar, # 13 uciekla i wg niej - to ona likwiduje szajkę. Prawie się jej zgadza. gdyby znała prawdę... hehe.

      PO powrocie wyraźnie napięcie schodzi z Lumen, i z jej inicjatywy mają z Dexterem wygibasiaste namiętności, sygnalizujące ze będzie tutaj seks. a potem leżą sobie w łóżku i on mysli "mój ojczym, ktory nauczył mnie, jak mam swoje instynkty spelniać, zabił się po odkryciu praktyki w moim wykonaniu. Lumen... ona nie widzi we mnie potwora".
      • grek.grek True blood/Trawka 06.02.12, 11:46
        nie wiem, czy macie jakieś doświadczenia z "True blood"..?

        Ja kupuję, na razie. Okoliczności przyrody noworleańskiej prowincji, bungalowy i domki w starym stylu, zalatujące jeszcze XIX wiekiem, uroda estetyczna golizna damskiej części obsady, fajna czołówka, w samym scenariuszu może szału nie ma - choć koncepcja, ze wampiry żyją sobie wśród ludzi i są jakby inną rasa, ale rasą odkrytą, której istnienie, współistnienie z ludzką jest na poziomie rutynowej wiedzy : ciekawa; stawia wampiry w pozycji jaką kkiedyś zajmowali czarni, metysi, mulaci, w sytuacji każdej mniejszości, dzięki czemu jest szansa, by zajmowac się tematami społecznego współżycia rozmaitych rozmaitości - trochę seksu, trochę uczuć i romansów [główna bohaterka Sookie, która słyszy myśli innych ludzi, wampirów tez, wyraźnie podąza w kierunku miłosnym, którego obiektem jest dorodny wampir, a motorem jej zaintresowania nim fakt, ze akurat jego myśli nie słyszy; w Sookie kocha się właściciel miejscowego pubu, człowiek, a w nim z kolei - barmanka czarnoskóra. zaś brat barmanki, murzyn gej kocha senatora, który go odwiedza w celach niewymownych, a jak tzreba go sprzedaje viagrę koledze, który musi sprostać zadaniu zaspokojenia nienasyconej wampirzycy, dla której przedstawia wartośc wyłącznie jako kochanek], jakieś morderstwa... Kolorowo się robi, kiedy akcja przenosi się domu, w którym wampir, którym zauroczona jest Sookie, mieszka ze swoimi wampirzymi przyjaciółmi. taka komuna wampirów ;] Róznią się, bo on pije "trueblood", czyli syntetyk krwi, oficjalnie dostępny w obrocie handlowym, przez co nie musi biegac za ludźmi i ich opijać z krwi, a jego kumple, i kumpelki, mają takie cyrki za nic, wolą pożywiac się w sposób naturalny, czyli spijać np. z młodzieży urodziwej.

        strona wizualna - bardzo udana, strona scenariuszowa - średnia, trochę na fali "Zmierzchu" i wampirzej mody rzecz cała się wykluła, takie odnoszę wrażenie, ale nie jest najgorzej. No i Czesi przesunęli godzinę emisji na 23 z groszami, dzieki czemu od razu da się przeskoczyć na Trawkę, która leci powtórkowo zaraz po północy, a której urocza Nancy z bratem, kolegami-fajtłapami i jednym kumatym Murzynem kręci biznes na sprzedaży ziółek, i to tak dobrze jej idzie, ze sam Snopp Dogg nagrywa dla jej zioła pochwalny rap; z rodziną gorzej, bo synowie dojrzewają i niełatwo im zaakceptować, ze matka wzięła za ich plecami biznesowy slub z policjantem, dzieki czemu : są parą, on jej pomaga uprawiać proceder czuwając, zeby się jej nic nie stało, a ona... a ona po prostu pozwala mu się kochać ;] malzeństwo pomaga im siebie nawzajem trzymać w szachu na wypadek kłótni,zerwania etc : on jej nie zakabluje, a nawet będzie miał motywację by jej pomóc, co by nie wpadła, a ona nie zrobi mu jakiegoś brzydkiego numeru z zemsty, przez który sam by musiała wpaść w ręce policajów. Mary Louise Parker świetna jest.

        krucafax, zostałem niedzielnym serialożercą ;]
        • barbasia1 Re: True blood/Trawka 06.02.12, 19:29
          Właśnie widzę, że Cię seriale pochłonęły ...

          Trzeba przyznać, że seriale amerykańskie że pod względem jakości produkcji oraz wartości artystycznej dorówują coraz częściej dobrym produkcjom filmowym. Mają znakomite scenaiusze, świetnie nakreślone wyraziste postaci (Dexter, Hank Moody, Siostra Jackie, Tara, Nancy i wiele wiele innych), wciagające, przecyzyjnie przemyślane wątki i sporo też mówią o współczesnym świecie, poruszają aktulane tematy, zadają trudne pytania ...
          Jednym slowem ... warto oglądać. ;)


      • barbasia1 Re: Dexter V, odc 10 06.02.12, 17:26
        "Lumen... ona nie widzi we mnie potwora".

        Właśnie, właśnie, ciekawe, co z tą Lumen, co w niej siedzi?

        Świetny odcinek, gęsty od zdarzeń. Dzięki, Greku.
        :)
        • grek.grek Re: Dexter V, odc 10 07.02.12, 14:31
          seriale... pochłniają niedzielnie [mnie]; 3 z rzędu, prawie idealnie jeden po drugim, mimo że każdy na innej stacji, cóż za koniunkcja ;]

          no wlaśnie, zostały 2 odcinki tej serii jakieś rozwiązanie musi przyjśc, ciekawe co zrobią z nią scenarzyści - zostanie z Dexterem ? coś nie wydaje mi się... wyjedzie ? dokad i po co, skoro mają się ku sobie ? w dodatku - ona zna jego tajemnicę, więc to też takie jakies dziwne by było... zginie ? replay z Rity ? nie sądzę... tym bardziej jestem zainteresowany.

          proszę bardzo, jeszcze 2 odcinki tej serii, może dadzą od razu VI, ale coś mi się wątpi w taką ciągłość... zdaje się w Ameryce VI seria nie tak dawno dopiero się skończyła, za szybko by to było.
    • grek.grek Pięknosć dnia, 1 07.02.12, 11:26
      Ciekawy zbieg okoliczności : w Polandzie premiera "Sponsoringu", a w CT "Piękność dnia", 2012 vs 1967. Estetyka pewnie inna, ale w treści, kto wie czy nie ta sama refleksja dotycząca ludzkiej [kobiecej] natury.

      U Bunuela bohaterką jest Severine, paryska mieszczka, od roku w małżeństwie z młodym, wziętym lekarzem. Niczego jej nie brakuje - mąz ją rozpieszcza, tutaj narty, tam kort tenisowy, dom ze służącą, najnowsza konfekcja, pełny wypas lajfstajlowy. Pańcia w pantolefkach, białych rajstopkach, nóżki razem, buzia cherubinka, paltocik, kapelutek - idealna pani doktorowa.

      I wszystko by było fajnie, gdyby nie nawiedzały jej, zupełnie nie pasujące do jej wizerunku zewnątrznego, fantazje seksualne, jak to jedzie z mężem wytworną bryczką, a on nagle zatrzymuje ją i oddaje ją do dyspozycji furmanom, którzy ją wykorzystują bez specjalnych ceregieli, a z to z gościnnym udziałem bacików.

      Severine swojego męża kocha i szanuje, ale... no własnie, czegoś w jej życiu brak, czegoś czego domaga się jej wewnętrzna natura.

      Kiedy od jednej ze znajomych dowiaduje się o przypadku burżujki, która zatrudniła się w burdelu dla pieniędzy... następnego dnia sama idzie do tego lokalu, umiejscowionego w dużym, zadbanym mieszkaniu w zacnej kamienicy.

      Przyjmuje ją szefowa, madame Annais. Severine nie deklaruje otwarcie swojej chęci zostania agentką towarzyską, ale za chętną zostaje wzięta, ot po prostu pani burdelmama uznaje, że dziewczyna skoro już przyszła, to cel jest wiadomy. Severine jest spięta wyraźnie, a dowiaduje się, ze w przybytku jest już jakiś klient i dostaje polecenie przebrania się i dotrzymania mu towarzystwa, razem z dwiema pozstałymi pracownicami wesołego domku - chce uciekać. Annais zatrzymuje ją jednak i niemal rozkazuje rozebrać się, wdziać szlafrok i do roboty. I to wyraźnie się Severine podoba, co Annais zauważa "lubisz silną rękę, prawda ?".

      owym pierwszym klientem jest pan Adolf, rubszany przedsiębiorca z Bordeaux, raczący swoje dobrodziejki szampanem... POtem jest pocieszny profesor, który przytargał całą walizkę strojów do przebieranek i chce się bawić w akcję pt. bezczelna markiza depcze obcasami po twarzy niegrzecznego kamerdynera - Severine nie kuma, co ten człowiek chce od niej, profesor prosi więc o inną dziewczyne, która już zna jego upodobania, zaś Annais pozwala Severine się przyjrzeć tej całej zabawie przez dziurkę w ścianie. Jest

      Severine szybko wdraża i wkrótce zostaje największą atrakcją przybytku pani Annaise - ową własnie "pięknością dnia", z którą klienci mogą zaspokoić każdą swoją fantazję. Klienci mało atrakcyjni, dalecy urodą od jej własnego męża, może nawet pokraczni, ale dla niej znaczenie ma to, ze realizuje swoje pragnienia, nie - zdrady męza, bo to nie o to chodzi, raczej - o własny instynkt seksualny każący robić coś łamiącego konwencje, mieszczańskie tabu. W migawce z dzieciństwa widać małą Severine, która podczas pierwszej komunii odmawia przyjęcia opłatka - odrzuca religię, czy odrzuca rytuał w intuicyjnym poczuciu obcości ?

      cdn

      • grek.grek Piękność dnia, 2 07.02.12, 12:09
        Pojawia się gruby Azjata, pododny do tego pajaca z TVN, mongoła, jakmutamnaimięniewiem - ten ją rozbawia z kolei, a kiedy pokojówka pracująca w tym burdelu rzuca "ja bym się takiego typa obawiała" Severine odpowiada "och, co ty tam wiesz...".

        Jest i hrabia, który przywozi ją do zamku, tam każe się jej rozebrać do rosołu, ubrać na siebie przezroczystą czarną woalkę, położyć się w trumnie i udawać trupa [jego żony, kochanki, nie wiadomo, trupa... kobiety, po prostu] podczas gdy on się do niej będzie romatycznie wyrażał, aż padnie pod trumnę i chyba tam odda się autoerytozmowi, aczkolwiek nie jest to określone. W każdym razie zdziwiona Severine na moment przestaje być zwłokami i zagląda pod trumnę, za co zostaje wyrzucona z zamku przez lokajasa. Wyrzucona - na deszcz, dodajmy :] Klienci są tu mniej eleganccy od samych prostytutek - Annais z pietyzmem traktuje stałych klientów, dziewczyny są niewulgarne, wizja może zatem wygładzona trochę, a może wcale nie, może były i są po prostu rózne lokala tego typu, hehe.

        Nie opuszczają jej fantazje... widzi siebie i Henri, przyjaciela męża, kochających się publicznie, pod stolikiem w restauracji w kurorcie narciarskim, na rozbitym tam wcześniej szkle butelki wina, przy jej męzu i z koleżanką, która mu wszystko relacjonuje niczym komentator sportowy.

        przyjemnie jest do momentu, w którym pojawia się w burdelu hiszpański kryminalista, Hypolit, a razem z nim młody Marcel. I ten Marcel idzie do pokoju z Severine, aby się w niej zakochać. To najgorszy, jak powiadają, koszmar prostytutki - zakochany klient. A Marcel, raz że ma aparat na zębach, to jeszcze jest dziwnym sztywniakiem, takim nieudanym lordem angielskim, z laseczką i manierami przypominającymi Herr Flicka z Allo Allo, a kiedy zabiera się do wygibasów z Severine kamera bezlitośnie skupia się na przepięknej dziurze w jego skarpecie ;]

        Chłopek może i komiczny, ale kiedy zaczyna być o Severine zazdrosny, to się zaczyna robić chryja.

        Mąz zabiera Severine za miasto, spacerują po jesiennej wyludnionej plaży, on sugeruje, ze oddalają się od siebie, ma takie niejasne poczucie... a ona, ze wręcz przeciwnie, ze kocha go tak jak nigdy wcześniej. Prowadząc podwójne życie, w potajemnym : zaspokajając swoje fantazje - w tym oficjalnym jest w stanie byc kochającą partnerką. Spełnienie takie. Paląc ogarek na boku - jest w stanie odpalić bardzo zacną świeczkę.

        problem w tym, ze jedno życie zaczyna się Severine z drugim przeplatać. Oto w burdelu zjawia się Henri, ten przyjaciel męża - pełne zaskoczenie z obu stron. Henri zamawia do pokoju właśnie Severine, ona go prosi żeby nie mówił nic jej męzowi, on - że ma zasady i nie powie, ale to co ona robi jest karygodne. Zaraz potem wyświetla się jej wizja, w której jej mąz i Henri pojedynkują się na pistolety i jej mąz wygrywa, a ona ogląda to przywiązana do drzewa w czerwonej sukience ze śladem krwi na twarzy.

        Severine dochodzi do wniosku, ze jej odstawianie kolejnej wersji Madame Bovary trochę wymkneło się spod kontroli i rezygnuje z posady u Annais, która zegna ją z żalem, no w końcu "pięknośc dnia" była w jej lokalu daniem głównym i cenionym...

        Ale rezygnacja sama w sobie nic nie oznacza, bowiem już zawiązały się punkty zapalne. Zazdrośnik Marcel, wspomagany przez swojego wiernego kolegę Hypolita, wpada do niej do domu. Robi jej scenę. Widząc zdjęcie męza [ona mu już wcześniej powiedziała, że nie jest wolna prywatnie] patrzy na nie i konstatuje "ach, więc oto jest problem...". Wychodzi.

        Wychodzi, ale tylko po to, zeby na ulicy zacząc strzelać. Severine zaalarmowana wystrzałami wyglądając z balkonu widzi, ze na chodniku leży jakieś ciało...

        Marcel ucieka samochodem, potem piechotą, strzela się z policją, i ostatecznie pada martwy trafiony paroma kulkami, po tym jak mu się zaciął zamek w pistolecie.

        Scena w szpitalu sugeruje, ze postrzelony przez Marcela zosta mąz Severine.

        Następne sceny zdają się utwierdzać tak wersję - mąz siedzi bezwładny na wózku, w ciemnych okularach, nie mówi, jakby byl sparaliżowany. A Severine robi mu herbatę, szyje robótki ręczne i jest przykładną damą.

        Przychodzi Henri, z postanowieniem, ze wyzna całą prawdę męzowi Severine. Ona próbuje go powstrzymać, ale za chwilę rezygnuje... może to i lepiej, ze będzie wiedział... może sama tego chce...

        Po wyjściu Henri'ego Severine wchodzi do pokoju. Mąz nadal wygląda jak Ray Charles śpiący.

        nagle... ożywa, wstaje, odrzuca koc, zdejmuje okulary, śmiga jak fryga po pokoju, nalewa sobie i jej drinka, obejmują się, a potem ona wyglada z balkonu, widzi jadącą bryczkę, ale... bez pasażerów. Ukojenie ?

        czy ta ostatnia scena była jej fantazją ? czy jej mąz został w ogóle postrzelony ? czy może wszystko rozegrało się w jej głowie ?

        Na razie nie wiem nic, może macie jakieś pomysły ? może znacie ten film, interpretacje.

        Ta pusta bryczka w ostatnim kadrze sugerowałaby - biorąc pod uwagę pierwszą scenę, w której ona i mąż w jej fantazji taką właśnie bryczką jadą, co kończy się sceną gwałtu [ofk, w 67 jest to tylko zasugerowane, niedwuznacznie ale z pewną elegancją; ot, inny typ wrażliwości tamtego kina, przyzwolenia społecznego, obyczajowych granic do których sie mozna posunąć było na ekranie] - że w głowie Severine nie ma już pragnień seksualnych wykraczających poza przyjęte konwencje, że teraz może palić świeczkę bez zapalania ogarka ? :]

        świetna, piękna, młoda Deneuve panoszy się na ekranie, wzbogaca wizualnie całą opowieść, a poza tym - naprawdę umie grać, jej Severine właściwie, na pobieżny rzut oka, jest ciągle taka sama, róznic trzeba się doszukiwać w drobnych gestach, błysku oka, okazjonalnej mowie ciała. Tak naprawdę jako "pieknośc dnia" rózni się od swojej wersji oficjalnej zachowaniem, podążaniem za instynktami, swobodą rozbierania się, epatowania ciałem, nie jest wulgarniejsza, agresywniejsza, nie wyłazi z niej jakaś dziwka totalna, wcale nie. Wyglada cały czas na zaciekawioną sobą.

        • bakali "Rozstania i powroty" 07.02.12, 13:01
          Czy ktoś z was oglądał wczoraj "Rozstania i powroty"? Jestem bardzo ciekawa waszej opinii.
          Ładny film, absolutnie warto go zobaczyć. Ja mam słabość do Jude'a Lowe i Juliette Binoche (dla gry Juliette warto obejrzeć go drugi raz), ale nie tylko ulubieni aktorzy zachęcają. Ciekawy scenariusz, aktualne problemy współczesnego świata, czytelna symbolika. Jednak mam jedno ale: kompletnie nie przekonało mnie uczucie między głównymi bohaterami. Nie widziałam między nimi żadnej chemii, tylko autentyczne udręczenie. Zdziwiło mnie wręcz zakończenie - gdzie ta wielka miłość, którą wyznaje partnerce bohater? Kompletnie mu nie uwierzyłam. Może dlatego, ze jego partnerka była dla mnie krańcowo niesympatyczna i zimna jak lód. Pomyślałam wręcz: "chłopie, uciekaj stamtąd, nie marnuj życia". I wcale nie miałam na myśli autystycznej córki, bo w miłośc do niej uwierzyłam, ale właśnie tę lodowatą więź między udręczonymi partnerami. Ten film jest dla mnie smutny, wcale nie opowiada o pięknym uczuciu wystawionym na próbę, ale o związaniu mimo woli i udręczeniu z powinności, przyzwyczajenia, obowiązku.
          W każdym razie Juliette była wspaniała :)
          • grek.grek Re: "Rozstania i powroty" 07.02.12, 15:48
            Nie pomogę - nie oglądalem, niestety... ale za to z chęcią poczytam :]
          • barbasia1 Re: "Rozstania i powroty" 07.02.12, 15:50
            bakali napisała:

            > Czy ktoś z was oglądał wczoraj "Rozstania i powroty"? Jestem bardzo ciekawa was
            > zej opinii.

            Bardzo dobry wstęp do dyskusji .

            Niestety nie oglądałam tego filmu, nie dałam rady, dość późno się zaczynał.

            W każdym razie, Twój komentarz bardzo zachęcił mnie do obejrzenia "Rozstań i powrotów",
            i ja lubię Juliette Binoche, a przede wszytskim niebanalne historie o skomplikowanych relacjach uczuciowych ...

          • pepsic Re: "Rozstania i powroty" 07.02.12, 20:19
            My tu z Manią już kiedyś obgadywałyśmy ten film. Masz rację, ich związek wyglądał na letni i nadpalony czasem., no ale żeby zaraz się rozstawać? Ogólnie film był nieposkładany, do tego z opóźnionym zapłonem. Niektóre wątki zwłaszcza dotyczące perypetii miłosnych bohatera wyglądały mało przejrzyście i mało przekonywająco, aczkolwiek przyjemnie się spoglądało na leniwie toczącą się akcje.
            • barbasia1 Re: "Rozstania i powroty" 07.02.12, 20:35
              Pepsic, nasz honor uratowałaś. To dlatego film wydał mi się znajomy. Nie skojarzyłam, żeście go widziały, dziś ciężko myślę, głowa mnie boli.

              Idę popatrzeć na Eve Mendez ;), tzn. na "Królów nocy" / widziałm już , podobał mi się ten film/.
      • barbasia1 Re: Pięknosć dnia, 1 07.02.12, 15:27
        Świetnie opowiedziane, Greku!

        CDN ..............

        :)

        • grek.grek Re: Pięknosć dnia, 1 07.02.12, 15:47
          dzięki :]

          gwoli doprecyzowania dodam tylko, ze ta bryczka na końcu JEST symboliczna i jest wytworem wyobraźni Severine - scenografią bowiem dla przejazdu tego pojazdu jest coś w rodzaju lasku, parku, a nie ruchliwa paryska ulica przy której/nad którą mieszkają.

          bardziej jestem ciekaw, co sądzisz, sądzicie ?, o tym jej męzu z ostatnich scen ? zostal postrzelony czy nie ? dlaczego siedział tak nieruchomo, aby nagle, po wyjściu Henriego, ożył ? Henri chyba mu jednak niczego nie wypaplał, skoro facet żonę obejmuje i całuje zamiast wyskakiwać z pretensjami ? może to w ogóle była jedna wielka impowizacja, ow surrealizm, któremu ponoć Bunuel hołdował :]
          • barbasia1 Re: Pięknosć dnia, 1 07.02.12, 16:55
            Severine miała mieć w dziecieństwie bardzo traumatyczne doświadczenia, napiszesz, Greku, coś więcej na temat, to zdaje się też istotne?

            Zagapiłam się strasznie, miałam wcześniej poszukać artykułu na temat kina Bunuela w ramach wstępu do "Piękności dnia" i potem do "Dyskretnego uroku burżuazji" ! Postaram się to zaraz nadrobić.
            • grek.grek Re: Pięknosć dnia, 1 08.02.12, 13:17
              wielkie dzięki, Barbasiu, za te artykuły bunuelowskie; człek się uczy cały czas :]

              tajemnica, otoż to, może zatem nie należy się specjalnie na nią zasadzać i koniecznie
              dociekać tej końcówki "Piękności dnia", a przynajmniej niektórych jej elementów [zachowania
              i postawa męża]...

              hm, co do dzieciństwa, to jest fragment, który zapisałem w tym streszczeniu - w którym mała Severine odmawia przyjęcia komunikantu z ręki księdza. Innych obrazków z dzieciństwa nie zauwazyłem, a oglądałem w miarę uważnie ;] W dialogach być może coś było, ale też starałem się te napisy odszyfrowywać i dałbym głowę, ze odnośników do dzieciństwa nie było. Może to jakaś wersja inna niż oryginalna ?..
              • barbasia1 Re: Pięknosć dnia, 1 08.02.12, 17:01
                To prawda. Dobrze jest się uczyć całe życie. :)

                Ha! Znalazłam wczoraj wieczorem wielce interesującą interpretację tej końcówki filmu Bunuela - sceny ze sparaliżowanym mężem, o której wspominasz, nad ktorą się zastanawiasz - autorstwa filmoznawczyni Marii Kornatowskiej (ktora niestety zmarła w ubiegłym roku). Cytat ten, mały fragment pochodzi z jej książki "Eros i film" (wyd. Łódź, 1986), a znalazłam go w necie na stronie racjonalista.pl w artykule poświęconym właśnie filmowi "Piękność dnia", artykuł jest ogólnie słaby, choć zawiera kilka ciekawych cytatów i bibliografię, jeśli chcesz Greku, chcecie rzucić okiem to linkuję : www.racjonalista.pl/kk.php/s,5638

                Więc Kornatowska mówi o symbolicznej / trzymajcie się chłopaki! ;)/ kastracji męża, powiada tak: "może [Severine - ja] wyobraża sobie tylko paraliż męża, który tym sposobem traci szansę bycia mężczyzną. Narzędziem owej symbolicznej kastracji staje się kochanek — bandyta. W osobach bandytów i terrorystów społeczeństwo burżuazyjne rozładowuje swoje tłumione instynkty (...)" M. Kornatowska, Eros i film, Łódź, 1986

                Severine kastruje symbolicznie męża, bo ten nie może, nie potrafi jej zadowolić seksualnie, tak, jak ona by tego pragnęła?

                Tak, pamiętam tę opisana przez Ciebie scenę. Ale chodzi o inną rzecz. Wyczytałam właśnie w tym zalinkowanym wyżej tekście, jakoby Severine w dzieciństwie miała być molestowana seksulanie przez jakiegoś dorosłego mężczynę, nie jest to w filmie ponoć jasno powiedziene, lecz tylko delikatnie zasugerowane. To traumatyczne doświadczenie prawdopodobnie było przyczyną owych perwersyjnych i masochistycznych seksualnych fantazji na jawie w doroslym życiu, w których ona jest ofiarą, poniżaną i gwałconą (początkowa scena w powozie) ...





                • grek.grek Re: Pięknosć dnia, 1 09.02.12, 14:02
                  sceny molestowania w dzieciństwie - nie zauważyłem... Może chodzi o intepretację jakiejś konkretnej sceny z właściwej narracji ?

                  ciekawy link, Barbasiu, zaraz poczytam.

                  kastrowanie męża ? możliwe. oni od początku nie mają, w zasadzie, tzw.pożycia, nie jest sprecyzowane z czyjej winy, ale widac, że on nie naciska, a ona ma fantazje, które pchają ją
                  do prostytucji i dopiero zaspokajanie ich w realu daje jej seksualne spełnienie.

                  być może ostatnia scena, z tą pustą bryczką, w kontekście sceny otwierającej, wskazuje na to, że po zrealizowaniu swoich pragnień, i przekonaniu się,ze mogą prowadzić w maliny, zacznie ona w męzu odnajdywać także kochanka ?

          • barbasia1 Krótki wstęp do Bunuela 07.02.12, 17:36
            Z "Tygodnika Powszechnego"
            Anita Piotrowska / 30.12.2008

            Niedyskretny urok Bunuela
            Luis Banuel - kolekcja filmówZobacz także:Nr 1-2 (3104-05), 4-11 stycznia 2009

            „Zoolog, historyk, religioznawca” – czytamy w notce na opakowaniu. W środku znajdziemy zestaw najwybitniejszych filmów (do absolutnego spełnienia brakuje chyba tylko „Anioła zagłady” i „Viridiany”) – w kolekcjonerskim wydaniu wraz z autobiografią mistrza „Moje ostatnie tchnienie”. Niedawno minęła 25. rocznica jego śmierci. „Jednego mi żal – pisał na końcu – że nie dowiem się już, co będzie dalej”.

            Zoologiem był z wykształcenia. Oglądał ludzkie stworzenia niczym badacz uzbrojony w mikroskop – szamoczące się w pułapce pożądań, fobii i społecznych póz. Jako „historyk” pisał swoimi filmami subiektywną kronikę społeczno-politycznych zawirowań, które wstrząsały zachodnimi demokracjami przez znaczną część XX wieku. Kąsał wszelkie przejawy hipokryzji, niesprawiedliwości, rozpasanej konsumpcji, gnuśności, nacjonalistycznego myślenia, a szczególnie w wykonaniu świeckich i kościelnych notabli.

            Bu?uel – „religioznawca”, wespół ze swym współscenarzystą Jeanem-Claude’em Carri?re’em, postawił na krytykę konstruktywną. W przesiąkniętej surrealizmem „Mlecznej drodze” niegdysiejszy wychowanek jezuitów, przewrotnie dziękujący Bogu za swój ateizm, przedstawił istną antologię chrześcijańskiej herezji – wpędzając w zakłopotanie zarówno fundamentalistów, jak i antyklerykałów. Fanatycznie wierzący w przypadek i swobodną grę wyobraźni, reżyser „Piękności dnia” od pospolitego bluźnierstwa czy pochwały dzikiej anarchii wolał uprawiać własną metafizykę. Wierzył w istnienie tajemnicy i nią właśnie przesiąknięte są na wskroś niemal wszystkie spośród jego filmów. Jako wierny uczeń Freuda i przyjaciel Salvadore’a Dalego wydobywał na powierzchnię skrzętnie skrywane treści naszych snów i marzeń. Perwersjom nadawał rys prawdziwie ludzki, rozbrajając ich ciężar cierpkim humorem. Jednocześnie potrafił dostrzec kiełkujące w nich ziarno groźnych zmian: krwawych rewolucji, faszyzmu, wojen.

            Można dziś na upartego zastanawiać się, na ile „Dyskretny urok burżuazji” staje się krzywym zwierciadłem również dla nas, aspirujących po cichu do wykpionych przez Bu?uela sfer. Poza wszystkim twórca „Tristany” zabiera nas w ekscytującą podróż intelektu i wyobraźni. Każe spojrzeć na życie niczym na spektakl, w którym w każdej chwili może podnieść się kurtyna, a publiczność pożegna aktorów oklaskami.
            tygodnik.onet.pl/1,19132,druk.html
            • barbasia1 I jeszcze nieco dłuższy dla zainteresowanych 07.02.12, 17:55
              z Newsweeka:
              kultura.newsweek.pl/dyskretny-urok-bunuela,30607,1,1.html
              Dyskretny urok Bunuela
              Nwesweek 09 listopada 2008 23:55, ostatnia aktualizacja 09 sierpnia 2011 13:40

              Filmy hiszpańskiego reżysera wciąż uwodzą i hipnotyzują. Mimo że herezje przebrzmiały, a perwersje już tak nie szokują
              Luis Bunuel już za życia uchodził za jednego z największych artystów XX wieku. Nie do końca chyba żartował, mówiąc: "Mam nadzieję, że po latach widzami moich filmów nie będą jedynie psychiatrzy". Znany z ogromnego poczucia humoru, był jednak fatalistą. Doskonale wiedział, w jakim kierunku zmierza nasz świat, w którym - jak pisał we wspomnieniach - "zło wygrało starą i zajadłą walkę". Miał więc prawo się obawiać, że mroczne sprawy, które zgłębiał w swojej twórczości, już wkrótce mogą być interpretowane pod kątem niewinnego uroku starych, dobrych czasów. Wtedy jego filmy rzeczywiście mogłyby stanowić raczej materiał pomocniczy do badań psychiatrycznych niż zwierciadło szaleństw współczesności.Czy najwybitniejszy surrealista kina był jednocześnie aż tak wielkim realistą? Łatwo to sprawdzić, bo na polski rynek trafia właśnie pakiet siedmiu najwybitniejszych filmów Bunuela (wspólne przedsięwzięcie firm Mayfly i Kino Świat), z których większość na nośniku DVD ukazuje się u nas po raz pierwszy.
              Luis Bunuel twierdził, że celem surrealizmu nie było stworzenie nowego ruchu w literaturze czy malarstwie, lecz rozsadzenie mieszczańskiego społeczeństwa tłamszącego wolność jednostki. A że skandal był główną bronią surrealistów, to Bunuel wywołał go już pierwszym filmem zrealizowanym wraz z Salvadorem Dalim. Dla wielu widzów "Pies andaluzyjski" (1928) stanowił wytwór chorej wyobraźni. Szokowała zwłaszcza scena, w której w dużym zbliżeniu widać brzytwę przecinającą oko. Jeszcze większe kontrowersje wzbudził "Złoty wiek" (1930), kolejny film gigantów surrealizmu, opowiadający o żarliwej miłości pozamałżeńskiej, stanowiącej wyzwanie dla drobnomieszczańskiej pruderii i hipokryzji Kościoła. Najbardziej bulwersujące sceny religijne, przedstawiające m.in. pijanego Jezusa, wywołały nawet zamieszki - członkowie prawicowych organizacji zdemolowali paryskie Studio 28, gdzie odbywały się projekcje, a policja zakazała rozpowszechniania filmu. Podobny los spotkał następne, już samodzielne produkcje Bunuela. Wraz z ewolucją kina reżysera zmienili się także jego wrogowie.
              Siedem wydanych właśnie tytułów dokumentuje te metamorfozy. Filmy pochodzą z lat 1963-1977. Są to ostatnie dzieła wielkiego Hiszpana. Gdy się je ogląda w kolejności chronologicznej, widać wyraźnie, jak ideowy obrazoburca i estetyczny anarchista dystansuje się wobec rzeczywistości, przeobrażając się stopniowo w dyskretnego ironistę."Dziennik panny służącej" (1964) z Jeanne Moreau w roli głównej, demaskujący prowincjonalne i wielkopańskie fobie i zboczenia, mieści się w klasycznym Bunuelowskim kanonie, w którym atak na obłudę tzw. klas uprzywilejowanych jest normą. Nie inaczej było z "Pięknością dnia" (1967, Złoty Lew w Wenecji) i "Tristaną" (1970). Tytułowym postaciom tych filmów chłodu i pustki użyczyła Catherine Deneuve. Motywem przewodnim pozostaje erotyczna perwersja, od początku będąca stałym tematem twórczości reżysera. "Droga Mleczna" (1969) to zaś ponowna odsłona niekończącej się polemiki filmowca z Kościołem i religią. Bu?uel był zdeklarowanym ateistą, ale z Bogiem wadził się nieustannie. Paradoks ów kwitował słowami: "Jestem ateistą dzięki Bogu".
              Cztery wymienione filmy mają rozpoznawalny bunuelowski sznyt, są w każdym calu dopracowane i przemyślane. To znakomite dzieła, ale dziś nie wywołują skrajnych emocji. Głoszone w nich herezje już przebrzmiały, trudno doszukać się też pikanterii w seksualnych perwersjach bohaterów, a wiwisekcja podświadomości drobnego burżuja już nie wprawia w zakłopotanie. Te filmy wciąż mają swój ciężar gatunkowy, ale brakuje im dawnego blasku.
              Z trzema ostatnimi obrazami Bunuela jest dokładnie na odwrót. "Dyskretny urok burżuazji" (1972), "Widmo wolności" (1974) i "Mroczny przedmiot pożądania" (1977) to migotliwe arcydzieła. Pierwszy opowiada o grupie przyjaciół, którzy chcą razem zjeść kolację, lecz ciągle im coś przeszkadza. Drugi jest obrazem świata na opak, w którym za obsceniczne uchodzą pocztówki z widokami zabytków, podczas rautów siedzi się na sedesie, a je w miejscach ustronnych. Zaś "Mroczny przedmiot" to historia pogoni starzejącego się mężczyzny za młodą kobietą, zwodzącą go obietnicą uległości. Te filmowe obrazy mówią o ciągłej niemożności i wiecznym niespełnieniu, na które skazany jest człowiek.
              Podczas produkcji tych filmów Bunuel (rocznik 1900) był już człowiekiem bez złudzeń. Wiedział, że świata nie da się zmienić, bo wartości i tak zdominują rozmaite pozy, konwenanse, doktryny i konwencje. "Dyskretny urok burżuazji", "Widmo wolności" i "Mroczny przedmiot pożądania" tak naprawdę traktują więc o aksjologicznym niezakorzenieniu naszego świata, który równie dobrze mógłby być zupełnie inny ("Widmo wolności"). Rządzi nim głównie przypadek, odbierający powagę ładowi etycznemu i politycznemu. To dlatego trzy ostatnie filmy Bunuela mają z pozoru nieważką treść i nieznośną lekkość formy.
              Ich głównym bohaterem pozostaje przede wszystkim wyobraźnia, która dla reżysera stanowiła jedyną ostoję wolności. W tych obrazach udało mu się w pełni zrealizować artystyczny manifest, rozpięty - jak to ujął - między wstrętem do rozumienia a radością spotykania nieoczekiwanego. Nie roztrząsajmy więc, co jest tu jawą, a co snem. Nie pytajmy, dokąd zmierzają bohaterowie "Dyskretnego uroku burżuazji" spieszący polną drogą, ani dlaczego elegancki Fernando Rey w "Mrocznym przedmiocie pożądania" nosi na plecach jutowy worek. Nie dochodźmy też, czego symbolem jest struś, łypiący na nas okiem w ostatniej scenie "Widma wolności". Delektujmy się Tajemnicą.
              O "Dyskretnym uroku burżuazji" Federico Fellini powiedział, że wystarczy jeden taki film, by człowiek zdał sobie sprawę, na czym polega kino. I trudno się z wielkim Włochem nie zgodzić, bo dzieła Bunuela rzeczywiście stanowią kwintesencję kina. Zwłaszcza trzy ostatnie, które wciąż hipnotyzują i uwodzą. Każdy z nich jest niczym sekretne pudełeczko, jakie klient domu schadzek w "Piękności dnia" prezentuje panienkom. A w nim - jak to potem wyjaśniał sam Bunuel - mieści się to, "czego sobie życzycie".
              Luis Bunuel już za życia uchodził za jednego z największych artystów XX wieku. Nie do końca chyba żartował, mówiąc: "Mam nadzieję, że po latach widzami moich filmów nie będą jedynie psychiatrzy". Znany z ogromnego poczucia humoru, był jednak fatalistą. Doskonale wiedział, w jakim kierunku zmierza nasz świat, w którym - jak pisał we wspomnieniach - "zło wygrało starą i zajadłą walkę". Miał więc prawo się obawiać, że mroczne sprawy, które zgłębiał w swojej twórczości, już wkrótce mogą być interpretowane pod kątem niewinnego uroku starych, dobrych czasów. Wtedy jego filmy rzeczywiście mogłyby stanowić raczej materiał pomocniczy do badań psychiatrycznych niż zwierciadło szaleństw współczesności.Czy najwybitniejszy surrealista kina był jednocześnie aż tak wielkim realistą? Łatwo to sprawdzić, bo na polski rynek trafia właśnie pakiet siedmiu najwybitniejszych filmów Bunuela (wspólne przedsięwzięcie firm Mayfly i Kino Świat), z których większość na nośniku DVD ukazuje się u nas po raz pierwszy.
              Luis Bunuel twierdził, że celem surrealizmu nie było stworzenie nowego ruchu w literaturze czy malarstwie, lecz rozsadzenie mieszczańskiego społeczeństwa tłamszącego wolność jednostki. A że skandal był główną bronią surrealistów, to Bunuel wywołał go już pierwszym filmem zrealizowanym wraz z Salvadorem Dalim. Dla wielu widzów "Pies andaluzyjski" (1928) stanowił wytwór chorej wyobraźni. Szokowała zwłaszcza scena, w której w dużym zbliżeniu widać brzytwę przecinającą oko.
              • barbasia1 I jeszcze jednen nieco dłuższy artykuł o Bunuelu 07.02.12, 17:56
                Jeszcze większe kontrowersje wzbudził "Złoty wiek" (1930), kolejny film gigantów surrealizmu, opowiadający o żarliwej miłości pozamałżeńskiej, stanowiącej wyzwanie dla drobnomieszczańskiej pruderii i hipokryzji Kościoła. Najbardziej bulwersujące sceny religijne, przedstawiające m.in. pijanego Jezusa, wywołały nawet zamieszki - członkowie prawicowych organizacji zdemolowali paryskie Studio 28, gdzie odbywały się projekcje, a policja zakazała rozpowszechniania filmu. Podobny los spotkał następne, już samodzielne produkcje Bunuela. Wraz z ewolucją kina reżysera zmienili się także jego wrogowie.

                Siedem wydanych właśnie tytułów dokumentuje te metamorfozy. Filmy pochodzą z lat 1963-1977. Są to ostatnie dzieła wielkiego Hiszpana. Gdy się je ogląda w kolejności chronologicznej, widać wyraźnie, jak ideowy obrazoburca i estetyczny anarchista dystansuje się wobec rzeczywistości, przeobrażając się stopniowo w dyskretnego ironistę."Dziennik panny służącej" (1964) z Jeanne Moreau w roli głównej, demaskujący prowincjonalne i wielkopańskie fobie i zboczenia, mieści się w klasycznym Bunuelowskim kanonie, w którym atak na obłudę tzw. klas uprzywilejowanych jest normą. Nie inaczej było z "Pięknością dnia" (1967, Złoty Lew w Wenecji) i "Tristaną" (1970). Tytułowym postaciom tych filmów chłodu i pustki użyczyła Catherine Deneuve. Motywem przewodnim pozostaje erotyczna perwersja, od początku będąca stałym tematem twórczości reżysera. "Droga Mleczna" (1969) to zaś ponowna odsłona niekończącej się polemiki filmowca z Kościołem i religią. Bu?uel był zdeklarowanym ateistą, ale z Bogiem wadził się nieustannie. Paradoks ów kwitował słowami: "Jestem ateistą dzięki Bogu".

                Cztery wymienione filmy mają rozpoznawalny bunuelowski sznyt, są w każdym calu dopracowane i przemyślane. To znakomite dzieła, ale dziś nie wywołują skrajnych emocji. Głoszone w nich herezje już przebrzmiały, trudno doszukać się też pikanterii w seksualnych perwersjach bohaterów, a wiwisekcja podświadomości drobnego burżuja już nie wprawia w zakłopotanie. Te filmy wciąż mają swój ciężar gatunkowy, ale brakuje im dawnego blasku.

                Z trzema ostatnimi obrazami Bunuela jest dokładnie na odwrót. "Dyskretny urok burżuazji" (1972), "Widmo wolności" (1974) i "Mroczny przedmiot pożądania" (1977) to migotliwe arcydzieła. Pierwszy opowiada o grupie przyjaciół, którzy chcą razem zjeść kolację, lecz ciągle im coś przeszkadza. Drugi jest obrazem świata na opak, w którym za obsceniczne uchodzą pocztówki z widokami zabytków, podczas rautów siedzi się na sedesie, a je w miejscach ustronnych. Zaś "Mroczny przedmiot" to historia pogoni starzejącego się mężczyzny za młodą kobietą, zwodzącą go obietnicą uległości. Te filmowe obrazy mówią o ciągłej niemożności i wiecznym niespełnieniu, na które skazany jest człowiek.

                Podczas produkcji tych filmów Bunuel (rocznik 1900) był już człowiekiem bez złudzeń. Wiedział, że świata nie da się zmienić, bo wartości i tak zdominują rozmaite pozy, konwenanse, doktryny i konwencje. "Dyskretny urok burżuazji", "Widmo wolności" i "Mroczny przedmiot pożądania" tak naprawdę traktują więc o aksjologicznym niezakorzenieniu naszego świata, który równie dobrze mógłby być zupełnie inny ("Widmo wolności"). Rządzi nim głównie przypadek, odbierający powagę ładowi etycznemu i politycznemu. To dlatego trzy ostatnie filmy Bunuela mają z pozoru nieważką treść i nieznośną lekkość formy.
                Ich głównym bohaterem pozostaje przede wszystkim wyobraźnia, która dla reżysera stanowiła jedyną ostoję wolności. W tych obrazach udało mu się w pełni zrealizować artystyczny manifest, rozpięty - jak to ujął - między wstrętem do rozumienia a radością spotykania nieoczekiwanego. Nie roztrząsajmy więc, co jest tu jawą, a co snem. Nie pytajmy, dokąd zmierzają bohaterowie "Dyskretnego uroku burżuazji" spieszący polną drogą, ani dlaczego elegancki Fernando Rey w "Mrocznym przedmiocie pożądania" nosi na plecach jutowy worek. Nie dochodźmy też, czego symbolem jest struś, łypiący na nas okiem w ostatniej scenie "Widma wolności". Delektujmy się Tajemnicą.

                O "Dyskretnym uroku burżuazji" Federico Fellini powiedział, że wystarczy jeden taki film, by człowiek zdał sobie sprawę, na czym polega kino. I trudno się z wielkim Włochem nie zgodzić, bo dzieła Bunuela rzeczywiście stanowią kwintesencję kina. Zwłaszcza trzy ostatnie, które wciąż hipnotyzują i uwodzą. Każdy z nich jest niczym sekretne pudełeczko, jakie klient domu schadzek w "Piękności dnia" prezentuje panienkom. A w nim - jak to potem wyjaśniał sam Bunuel - mieści się to, "czego sobie życzycie".

                kultura.newsweek.pl/dyskretny-urok-bunuela,30607,1,1.html
    • pepsic "Królowie nocy" za chwilę w jedynce 07.02.12, 20:08
      Z Joaquin Phoenix'em, myślę, ze warto rzucić okiem. Szczególnie polecam scenę z pościgiem i nie przegapcie inauguracyjnej sceny z boginią seksu z Evą Mendes.
      • barbasia1 Re: "Królowie nocy" za chwilę w jedynce 07.02.12, 20:37
        He,he! :)
        Tym razem nie przegapiłam sceny inauguracyjnej sceny z Evą Mendes ... :)
        • grek.grek "Królowie nocy"/Californication IV 08.02.12, 13:31
          ja niestety przegapiłem, znów mi coś uciekło.

          jakoś się zafiksowałem wczoraj na Californication :] Dziwne rzeczy się dzieją w tej serii, Barbasiu, nie sądzisz ?

          Hank powinien zostać pogrązony - młoda aktorka rezygnuje z filmu, zdjęcia kompromitujące w sieci, Karen i córka wiedzą o wszystkim, zostawia go adwokatka - nie ma ochoty już prowadzić jego sprawy, film leży, Hank gnije w jakimś hotelowym barlogu... aż tu nagle... film uratowany, bo aktor a'la Pitt z brodą koniecznie chce zagrać [ja się pomyliłem, okazuej się, że jest to aktor, który ma Oscara na koncie :)] - wprawdzie, aby lepiej się wczuć w role chciałby swoją postać, czyli Hanka, pooglądajać w róznych sytuacjach, aby go potem lepiej odtworzyć [te sytuacje, to np. seks], co Moody'ego mocno przeraża i z kolei on ma ochotę z filmu zrezygnować, ale koniec końców wystarczy, ze pobędą trochę razem, aktor pomacha bronią w salonie tatuażu, w którym córka Hanka zrobiła sobie taki jeden, a zapłacić nie miała czym, a Hank był bez kasy i też nie chciał za nią regulować rachunku, co rozsierdziło właścicieli (sytuację uratował łysy sięgając do portfela]; nagle... Karen idzie do adwokatki i ją prosi, zeby Hanka nadal broniła, a robi to tak sugestywnie, ze adwokatka nabiera nieodpartej ochoty na pójscie z Hankiem do łózka [ostatnia scena odcinka]... ; nagle... nie mają znaczenia zdjęcia w sieci, bo córka Hanka jest zaaferowana aktorem a'la Pitt, który go zagra, i który daje jej wolny wybór aktorki, która ma zagrać ją samą...; no cuda :]

          no i zona łysego, która romansuje, oglądając cały wieczór "Nocnego kowboja", z producentem tego filmu, co ma powstać, a prawie się załamał po odejściu młodej aktorki mającej grać Mię.

          odkręcają na potęgę :] Karen z kompletnego z buta traktowania Hanka przechodzi wręcz w rolę matki Teresy... nie masz wrażenia, ze te seria trochę wymyka się spod kontroli scenarzystom ? Z jednej strony, chcieliby pokazać, jak Hankowi cięzko i jaki dół, a z drugiej - jak tylko sie znalazł tam, gdzie dokładnie chcieli go umieścić, to zaraz w panice rzucają mu sensacyjne koła ratunkowe... :]

          ale i tak podoba mi się, scenografia mi odpowiada, postaci są niezłe [aktor a'la Pitt - capo di tutti cappi, będzie z niego jeszcze w tej serii gość, coś tak czuję, ma styl], wróciła choć część starych atutów, ale mam wrazenie, ze teraz to już jest rzecz dla tych, którzy się z tym serialem zżyli i polubili bo eliminując całkowicie albo w dużej części krytycyzm. Jak sądzisz, jak Ty to widzisz ?
          • grek.grek "Królowie nocy"/Californication IV 08.02.12, 13:33
            btw, TVP2 zmieniła ramówkę : w nocy - owszem, będzie HOuse, ale... już nie ma czwartkowego filmu via Kocham Kino, zatem - nie będę Wam truł zapowiedziami żadnymi ;]

            "Sekret jej oczu" TYLKO w czwartek, po "Dr House". cóż... hehe, dobre i to :]
            • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV 08.02.12, 23:33
              O! Nienajlepsza to wiadomość. Może to tylko taka chwilowa zmiana? Przecież to duża oszczędność taka podwója emisja filmu, przypuszczam!
              Szkoda, szkoda, bo zawsze czekałam na te relacje z nocnych seansów.

              Pewnie, że dobre i to, i całe szczęście, że żadne zmiany nie nastąpiły w czwatkowym wierczornym paśmie.

              W takim razie jutro wszyscy razem oglądamy - "Sekret jej oczu"...
            • rosemadder Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 11:00
              buuuu....wielka szkoda-, naprawdę kilka niezłych filmów obejrzałam dzięki KK,
              i dzięki zachęcającym zapowiedziom greka oczywiście:)
              już się zaczełam przyzwyczajać że w czwartek wielczorem czeka mnie dobre kino,
              no nic,dziś na pożegnanie oglądamy "Sekret jej oczu"
              • pepsic Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 11:27
                Zrozumiałam, że zrezygnowano ze środowo-nocnych przed projekcji, ale czwartek - zostaje.
                ??
                • grek.grek Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 13:55
                  yes... niestety, z mojego pkt widzenia ;]
                  • rosemadder Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 14:02
                    aha....
                    dla mnie więc bez zmian, tylko bez Housa, czekamy na 8 serię:)
                    a po grekowej zapowiedzi już z napięciem czekam wieczora:)
              • grek.grek Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 13:57
                dzięki :]

                film w Kocham Kino, w czwartek wieczorem - aktualny.

                tylko jego emisja w nocy ze środy/czwartek - anulowana.

                zatem, jeszcze parę dobrych filmów via Kocham Kino nas czeka :]
          • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 00:03
            Żałuj. Joaquin Phoenix wyglądał świetnie! Raczej nie opowiem Ci teraz "Królów nocy", bo mam staaaaarszne zaległości - dokończyć muszę wreszcie streszczenie horroru "1408" / pewnie w napięciu czekacie, co jeszcze spotka Mike'a w upiornym pokoju i jak się skończy historia, hehe ;)/, o Szymborskiej dwa zdania mam napisać, ... Pepsic, kiedyś prosiła o opowiedzenie początku "Cesarzowej", cały czas o tym pamiętam, "Dziewczyna z tatuażem" leży odłogiem napoczęta / już nawet zapomniałam, w którym pliku!/ ...
            Chyba zatrudnię jakiegoś pomocnika do pisania!? ;))

            Wiesz, chodzi o to, by ciągłe napięcie pomiędzy Karen i Hankiem było, stąd nieustannie się przyciągają i odpychają. A fabułę należy traktować z przymrużeniem oka ... :)

            Dzięki za Californication, ten odcinek widziałam swego czasu tylko do połowy / pamiętam, włączyły się limity, a potem jakoś nie było okazji do powrotu, a potem wiadomo, co się stało... /.

            • pepsic Re: "Królowie nocy"/Californication IV 09.02.12, 11:31
              Ze świetnym wyglądem J.Phoenix'a bym polemizowała;)

              No to czekam:))
            • grek.grek "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 09.02.12, 13:54
              Przyznam, że jestem ciekaw [1408 cd] i... ze co sie odwlecze, to nie uciecze :] całej reszty też - ale nie ma strachu, 12 12 2012 jeszcze daleko, hehe.

              w Californication nawet kiedy sie ta para oddali od siebie, zdawałoby się na odległość kosmiczną, to i tak scenarzyści zaraz pilnie zreperują to, co popsuli i znów zmniejszą
              odległośc do takiej, którą, przy odrobinie szczęścia, da się obojgu pokonać.

              proszę bardzo, postaram się parę slów dopisywać po każdym odcinku :]

              Wczorajszy House... Bakali wspominała, że koniec serii mocny i... no i miała rację - mocny bardzo. Oddawania szczotki do włosów w taki sposób - jako żywo nie widziałem nigdy, ani w życiu, ani na ekranie :] no i finałowa scena bardzo zgrabnie otwierająca furtkę do 8 sezonu [ostatniego, rzekomo, jak Barbasiu wspominałaś]. I jakże fajnie klamrą spinająca się ze sceną otwierającą ten odcinek, która obiecuje spore wydarzenia, i nie zawodzi. To jest dobry finał tego sezonu, na co Bakali nas przygtowała,a ja mogę tylko przyklasnąć.

              I jedna z najciekawszych pacjentek, perfomerka w dojrzałym wieku, ostro jadąca po bandzie w swojej sztuce [dobry komentarz House'a dot. widzów, którzy za oglądanie takiej sztuki płacą, o tym "komu należy zbadać zwoje grzbietowe"], która ma do podjęcia, nie inaczej - bardzo trudną decyzję odnośnie własnej przyszłości, a przy okazji proponuje House'owi pewną zabawę-grę-zagadkę.

              w ciekawej, można by rzecz - komicznej, sytuacji znajdzie się ten mały, łysawy lekarz - to też otwiera świetny wątek na następny sezon.

              pytanie : ile wziąłeś [pastylek przeciwbólowych] od rana ?
              odpowiedź : czy "odwal się", to liczba ?

              Plus tekst o "kuternodze" - też dobry i wart zapamiętania celem sparafrazowania :]

              No i wątek kluczowy - House i Cuddy, skoro, jak Bakali wspomniała, aktorka grająca postać damy serca House'a odchodzi z serialu, to będzie kłopot z dalszym poprowadzeniem akcji. Nowa aktorka po 7 sezonach ? Zerowa wiarygodność. Ale... może finał dzisiejszy coś w tej materii podpowie, z drugiej strony... ale nie, nie napisze, bo zdradzę za dużo.

              mapa na dziś zatem :
              20:40 House for You
              21:40 Sekret jej oczu, for dla Nassssss, tym razem, hehe
              1:50, Okrucieństwo, for... chętni batmani [rosyjska współczesnośc, ponoć ma to
              być wschodnia wersja Thelmy i Louise Scotta - no to mierzą w konkret... może spróbuję...]

              kruca, ciekawe dlaczego zrezygnowali z podwójnej emulsji tych czwartkowych filmów ? Może kasa, może masz rację Barbasiu... A może uznali, ze frekwencja podczas nocnych pokazów jest tak nędzna, że się w zasadzie nie opłaca pokazywać dwukrotnie ? wczoraj dawali "Nocne graffiti", nie ma to jak spadek z wysokiego drzewa wprost w płytką kałużę ;]





              • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 09.02.12, 16:13
                Hahaha :)))
                Dzięki za cierpliwość, wyrozumiałość! ;)))

                Aha, czytałam Twój post i Twoje refleksje na temat filmu dokumentalnego "Przepowiednia o końcu świata w 2012", zresztą sama oglądałam ten dokument i jestem dziwnie spokojna o los świata. Być może w zapowiadanym czasie nastąpią tylko jakieś zmiany klimatyczne, może nastąpi okres z intensywnymi opadami deszczów (w ostanim? rozdziale kalendarza Majów jest rycina przedstawiająca krokodyla wylewającego z nieba strumienie wody ...) i to pewnie tylko w rejonie, gdzie żyli Majowie, a nie na całym świecie ...
                Ale co się faktycznie zdarzy 21 grudnia 2012, dowiemy się już za niecały rok ... :)

                W każdym razie, powiem Wam, mnie stanowczo nie pasuje ta data na koniec świata!

                > proszę bardzo, postaram się parę slów dopisywać po każdym odcinku :]
                Będę b. wdzięczna!

                Widzę, że finałowy odcinek 7. sezonu House'a zapowiada się szalenie efektownie i z . Bardzo jestem ciekawa tego zakończenia / tak, też czytałam komentarz Bakali/, no i jak sobie twórcy poradzą z odejściem aktorki grającej Cuddy, ale to już raczej zobaczymy w serii 8 za jakiś czas...

                Właśnie, pozbyć się teraz postaci Cuddy (której przecież, jak widziliśmy zależy na Housie) z serialu tak, by wyglądało to naturalnie to zdaje się będzie dość karkołomne zadanie dla twórców.

                Jest już oficjalnie potwierdzone, że sezon 8 "Doktora House'a" ( wyświetlany w USA od 3.10.2011 - zdaje się do maja tego roku) jest ostatnim, dziś na stronie głównej pojawiła się ta informacja, widziałam wcześniej, ale teraz mi znikła. Później poszukam.

                "Okrucieństwo" zamawiamy u Batmana, jeśli się da!? ;).

                Zajrzałam na stronę telemagazyn.pl i wypatrzyłam, że nocna emisja filmów z czwartkowej serii Kocham Kino powróci za dwa tygodnie, z tym, że w nocy z czwartku na piątek.

                Mam nadzieję, że zobaczymy jeszcze sporo dobrych filmów via czwartkowe KK.
                • grek.grek Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 14:00
                  pewnie nic sie nie zdarzy, ale za to jakie mozna bon moty klecić z pomocą tej daty i jej wymowy ;]

                  Może początkowa scena tego wczorajszego, ostatniego, odcinka 7 serii ma być jakims wyjściem z sytuacji - że kompletnie u niej sobie przekreślił i nie ma powrotu do dobrych układów, żadne przeprosiny już nie pomogą, więc... z pkt widzenia scenarzystów - 8 seria może być BEZ Cuddy, bo i tak wszystko już jasne. Zostałoby im jakieś nienajgłupsze umiejscowienie House'a na przyszłość.

                  yes, Barbasiu, wczoraj również dotarłem do tego :] zatem :

                  czwartkowa 21:340 emisja będzie tą pierwszą, a powtorka z czwartku/piątek.

                  • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 18:52
                    Ha,ha!
                    i przy okazji mnie straszyć końcem świata, końcem wszytskiego ! ;))

                    House, wjeżdżający samochodem przez wielkie okno do salonu, w którym moment wcześniej przy stole siedziała Cuddy i trójka jej gości (by oddać Cuddy szczotkę) - to rzeczywiście efektowne, mocne zakończnie serii 7, zaskakujące, choć umotywowane, po części, jak sądzę, nadużywaniem prochów.

                    Trzeba przyznać, że bardzo zgrabne rozwiązanie wymyślili twórcy, dali Cuddy całkiem solidny powód do odejścia, i do zerwania wszelakich kontaktów z Housem .

                    Właśnie, zostało więc tylko zatroszczyć się o przyszłość House'a. ;)

                    Wątek doktora Tauba- nie przepadałam za tą postacią - ładną ;) niespodzianką się dla niego skończył.


                    • grek.grek Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 11.02.12, 14:01
                      ech tam, Ciebie łatwo wystraszyć się nie da :]

                      będzie miał Dr T dwie male gęby do wykarmienia z chudej pensyjki, hehe. Bilet na Hawaje w jedną stronę taniej go wyniesie ? żartuję, pewnie będzie starał być dobrym podwójnym ojccem.

                      a może razem z Housem, który też ma niezły bałagan w życiorysie, zmówią się i wyjadą razem na Jamajkę, gdzie zostaną Murzynami i będą grać reagge ?
                      • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 11.02.12, 16:04
                        grek.grek napisał:

                        > ech tam, Ciebie łatwo wystraszyć się nie da :]
                        :)))

                        > będzie miał Dr T dwie male gęby do wykarmienia z chudej pensyjki, hehe.
                        >Bilet na Hawaje w jedną stronę taniej go wyniesie ?
                        >żartuję,
                        Ufffff! ;))
                        pewnie będzie starał być
                        > dobrym podwójnym ojccem.

                        Ha,ha,ha! Jak uroczo! ;)))

                        > a może razem z Housem, który też ma niezły bałagan w życiorysie, zmówią się i w
                        > yjadą razem na Jamajkę, gdzie zostaną Murzynami i będą grać reagge ?

                        Ha,ha!
                        Nieno fajnie Jamajka, regge, słońce, luz, trawa zielona ;), ale, czy myślisz, że House naparwdę chciałby spędzić resztę życia u boku f a c e t a, i to w dodatku, tak mało pasjonującego?

                        Co tu zrobić z Housem, hmmm?
                        • grek.grek Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 12.02.12, 13:21
                          Na miejscu znaleźliby sobie dwie efektowne czarne dziewczyny, które by im codziennie rano
                          przygotowywały najlepszy haszysz na świecie, co by dzień zacząć godnie :]

                          gdzieś mi mignęło przed oczami, że twórcy House'a zamierzają tak zakończyć, zeby tak zupełnie nie wycyckać doktora, znaczy się - żeby widownia się rozstawala z postacią, która jeszcze by mogła zaskoczyć, a nie jakimś wycyckanym do cna cieniem siebie. W sumie, dobry pomysł, też jestem ciekaw, jak to zamierzają poprowadzić, aby zamierzony efekt osiągnąć, a - nie wiem, jak sądzisz ? - będzie to chyba rzecz bardzo trudna, bo House sporo już zademonstrował przez te 7 sezonów, a wprowadzanie w 8-mym nagle jakichś nieznanych wcześniej odcieni jego osobowości byłoby takim... jak to mawiają - pływaniem rozpaczliwcem i publika tego nie kupi.
                          • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 12.02.12, 14:03
                            He,he! A efektowne czarne dziewczyny będą ich obsługiwać, do czasu aż mi się skończą pięniadze ... ;))

                            Kawał a propos mam -
                            "Rastaman trafił po śmierci do piekła. Patrzy przed siebie, a tam wielkie pole marihuany. Idzie i zrywa. Podchodzi do niego diabeł i mówi: Idź dalej, zerwane i wsuszone tam masz. Poszedł. Zaczął kręcić blanta. Znowu podchodzi diabeł i mówi: Idź dalej, tam masz skręcone. Rastaman zdziwony idzie. Bierze blanta do ręki i mówi do diabła: A ognia dasz? Na to diabeł: Jakbym miał ognia to byłoby tu jak w niebie".

                            Też myślę, że to najlepszy pomysł.

                            Może House w końcówce zmieni szpital (na Jamajce?), gdzie będzie znów mógł być sobą?

                            :)
                            • grek.grek Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 13.02.12, 14:22
                              hehe, i te dziewczyny będą na wszystkich listach gończych, za Housem-niszczycielm budynków mieszkalnych i Tym drugim-dwukrotnym ojcem, alimenciarzem, dorysowywać na zdjęciach wąsy, okulary ciemne i krzaczaste brody ;]

                              hehe, dobry żart :]

                              to by był finał, prawda ? haha, zupełnie z kosmosu, połowę widowni by zamurowało, a druga połowa by sobie krzywdę zrobiła.
                              • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 13.02.12, 22:42
                                Ha,ha,ha! :))) / wyjątkowo oddane te dziewczyny!? ;)/

                                Pewnie, od razu wzrosłaby liczba sprzedaży wycieczek na Jamajkę. ;)
              • pepsic Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 17:24
                Nowa aktorka po 7 sezonach ?
                Chciałam zwrócić uwagę, że Cuddy wybranka serca została dopiero po jakimś czasie, wyglądało, że z rozpędu, nie z założenia wyjściowego. A na początku był kojarzony z denerwującą i bladolicą asystentką o imieniu Cameron. Pojawił się ponadto wątek b.małżonki, do której House czuł w dalszym ciągu mięte przez rumianek. Oczywiście nie omieszkał dogryzać jej drugiemu mężowi, pacjentowi zresztą. W każdym razie byłam zaskoczona, jak po przerwie ujrzałam z kim House romansuje.
                Znawczynie tematu, poprawcie, jeśli coś pokręciłam:)
                • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 17:32
                  pepsic napisała:

                  Twój post, Pepsic, powinien nosić tytuł: "Wszytskie kobiety House'a". / przy okazji się dowiedziałm z kim był House :) /
                  A Cuddy występuje od pierwszej serii? Zawsze była szefową szpitala? / baaardzo wyrywkowo oglądałam wcześniejsze serie/?

                  • pepsic Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 18:03
                    Cuddy ? Wydaje mi się, że tak. A nawet jestem pewna.

                    Nie wszystkie wymieniłam. Były epizodziki z paniami lżejszej profesji. A kiedyś spodobała mu się małolata (zmotoryzowana bodajże), jednocześnie pacjentka, o ile nie było na odwrót.
                    • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 18:57
                      A tak.
                      W 7. serii ożenił się ponownie z Rosjanką (którą grała Polka), która starała się o zieloną kartę w Ameryce.
                • maniaczytania Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 18:56
                  jako ta, ktora obejrzala praktycznie wszystkie odcinki, lekko "sprostowuje": Stacy nie byla zona House'a tylko narzeczona, tak wiec miala tylko jednego meza. Ale owszem, Cameron, zone Chase'a na poczatku czula ogromna miete do naszego zgryzliwego doktorka.
                  I tak, Cuddy jest od pierwszej serii.
                  • barbasia1 Re: "Królowie nocy"/Californication IV/House/mapa 10.02.12, 18:57
                    maniaczytania napisała:

                    THNX, Maniu!
                  • pepsic House - zapytań kilka 10.02.12, 20:07
                    Maniu, korzystając z Twojej uprzejmości i znajomości tematu oświeć mnie: dlaczego Trzynastka nie jest już z Foremanem? Co się stało z dziewczyną Wilsona, średnio urodziwą lekarką (zjawiły się w serialu w tym samym mniej więcej czasie)? Kim jest Stacy?

                    Ps. Nie wiedziałam, ze Chaise i Cameron sa małżeństwem. Jest chemia?
                    :)
                    • maniaczytania Re: House - zapytań kilka 10.02.12, 20:23
                      pepsic napisała:

                      > Maniu, korzystając z Twojej uprzejmości i znajomości tematu oświeć mnie: dlaczego Trzynastka nie jest już z Foremanem?

                      No tak, to chyba dluzsza sprawa. Po odejsciu starych asystentow (Foremana, Chase'a i Cameron) przyszli nowi. Starzy probowali sobie jakos radzic, ale koniec koncow Foreman wyladowal z powrotem u House'a i zostal szefem asystentow. Byl juz wtedy z Trzynastka, ale nagle uznal, ze ich zwiazek przeszkadza w pracy i ja zwolnil. Ona sie obrazila, no a jakos tak niedlugo po tym zniknela.

                      >Co się stało z dziewczyną Wilsona, średnio urodziwą lekarką (zjawiły się w serialu w tym samym mniej więcej czasie)?

                      Chodzi Ci o Amber? Taka blondyne? No, to ja bym chyba wolala, zebys odszukala odcinki serii z nia i obejrzala. Te dwa - z wypadkiem autobusu, to jedne z lepszych w historii House'a! Ale jak sie bedziesz upierala, to napisze :)

                      >Kim jest Stacy?
                      Stacy to wlasnie ta prawniczka, ktora pojawila sie chyba w drugiej serii, dawna narzeczona House'a, jeszcze sprzed operacji uda. Wrocila z chorym mezem, zeby go House zdiagnozowal i wyleczyl i przez chyba cala serie pracowala jako prawnik szpitala.


                      > Ps. Nie wiedziałam, ze Chaise i Cameron sa małżeństwem. Jest chemia?
                      Byli, bo przeciez ona odeszla ;) Chemii to moim zdaniem nigdy miedzy nimi, co jest dodatkowo dziwne, bo przez pewien czas (chyba dwa lata) para ta romansowala rowniez w zyciu prywatnym, mial byc nawet slub! :)
                      • pepsic Re: House - zapytań kilka 10.02.12, 20:44
                        Odcinki ze zmianą ekipy kojarzę. Tak, chodzi o Amber (olśniło mnie). To dziwna sprawa, ale fragment odcinka z autobusem (niezrozumiały i zbyt mistyczny jak dla mnie) na długo mnie zniechęcił do serialu. Amber potem Hous'a straszyła, znaczy duchem była? Stacy - ta, która zadecydowała o operacji wbrew woli Hous'a. Tak? Co do Cemron - jakos mnie nie dziwi, zawsze aseksualna się wydawała.

                        Bez obawy, nie będę sie upierać:))
                        • maniaczytania Re: House - zapytań kilka 10.02.12, 21:04
                          pepsic napisała:

                          > Odcinki ze zmianą ekipy kojarzę. Tak, chodzi o Amber (olśniło mnie). To dziwna
                          > sprawa, ale fragment odcinka z autobusem (niezrozumiały i zbyt mistyczny jak dla mnie) na długo mnie zniechęcił do serialu. Amber potem Hous'a straszyła, znaczy duchem była?

                          Tak, tak, widzisz -pamietasz :)

                          >Stacy - ta, która zadecydowała o operacji wbrew woli Hous'a. Tak?

                          dokladnie!


                          > Co do Cemron - jakos mnie nie dziwi, zawsze aseksualna się wydawała.

                          Mnie tez ;)
    • grek.grek "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 13:54
      no i... jak Wam się "Sekret jej oczu" spodobał ?

      Imo, świetnie sfotografowany, w kolorach sepii, wyraziste twarze aktorskie, dużo słów, ale i dużo informacji niewerbalnych, możliwych do dotknięcia tylko w uważnej obserwacji mowy ciała aktorów, do czego zresztą nie sposób się nie wdrożyć w try miga i zostać do końcowego gwizdka; i najważniejsze : bardzo zgrabne połącznie gatunkowe, nie sądzicie ? interesująca dłubanina-dochodzeniówka, elementy sensacji i crime story, mocny akcent polityczny, no i historia uczucia damsko-męskiego, jak i psychodramat przecież - choćby w postaci męża zamordowanej dziewczyny, który nigdy nie utracił do niej miłości, no i moment zakończenia... można by nawet rzecz, że mówi on tyle, że facet potrzebuje mordercy w takim połozeniu, nie tylko po to, żeby go ukarać, ale dlatego, zeby patrząc na niego codziennie nie zapomnieć o niej.

      refleksja nt. czasów reżimu - pamiętam dośc dobrze "Mroczną Argentynę" [opisywaliśmy w ktorymś odcinku Ojeja], tam był to główny temat filmu, tutaj jest zgrabnie wpleciony w całą narrację, stanowi jej tło [wobec niemal detektywistycznych poszukiwań, uczuć] a przecież równie dobrze można by go nazwać głównym bohaterem, bo przecież cała sprawa morderstwa sprzed ćwierć wieku, kolejne fazy poszukiwań i ostateczne rozczarowanie sposobem potraktowania potencjalnego sprawcy, uczucia rodzące się w trakcie tej całej nierównej gry z systemem i jego strażnikami - same w sobie są piętnowaniem tamtych czasów i ich opisem w formie lepszej od publicystycznych boldów.

      Barbasiu, obejrzałem "Okrucieństwo" i niestety - nie jest to wybitny film. "Thelma i Louise" po rosyjsku, to brzmi zachęcająco, ale tylko brzmi. Równie dobrze Sztos można reklamować jako polskie Pulp Fiction- efekt będzie podobny ;]

      Rzecz się rozgrywa w jakimś rosyjskim mieście [ładnie kamerowanym, nowocześnie]. Dziewczyna, Wika, może 15 lat, wychowuje się bez ojca, z zapracowaną matką, uczyć sie nie chce, woli fotografować. aparat do zdjęć, to jej najlepszy kumpel. Ma na dachu kamienicy, w której mieszka swoje lokum, i z tego dachu trzaska fotki komu popadnie. A to sfotografuje sąsiada - faceta, który ma pozamałżeński romans, a to babkę, co się wiesza we własnym mieszkaniu... A że jest sprytna, to postanawia wykorzystywać swoje zdjęcia i zaczyna szantażować tego romanującego męza, gościa pracującego w dużej firmie, grożąc, ze jak jej nie odpali kasy to powiadomi jego zonę - na to on na nią nasyła kolegów, a oni jej zabierają film z fotami i straszą gwałtem.

      No to mała się wkurza niemożbnie i postanawia gościa załatwic. idzie do jego kochanki, Zoji. Ona wie, ze jest tą trzecią, ale jest też gotowa czekać, aż córka faceta podrośnie, i on wtedy weźmie rozwód i będą razem. Kobiecina jest naiwną, miłą, rozkosznie nieporadną prawniczką, co przy aroganckiej i cwanej nastolatce daje kontrast należyty. Mala jej pokazuje inne zdjęcia jej ukochanego - z innymi kobietami i tłumaczy, ze to wszystko są jego kochanice i że prędzej się doczeka śniegu w lipcu niż tego, ze on zostawi żonę, a jesli nawet, to że akurat z nią się zwiąże, skoro ma taki wybór. Jest to półprawda, albo nawet całe klamstwo, bo nie są to kochanki tego faceta, są to zwyczajne koleżanki, z pracy, skądśtam.

      Wika wkręca Zoję w swoją grę, i ta - mimo że stale protestuje, boi się prawnych konsekwencji, chce rezygnować - podąża razem z nią szlakiem gwałtu i przestępstwa ;] Porywają [znaczy - Wika, Zoja się boi za bardzo, umie tylko marudząc trzymać się Wiki] jego auto, jadą na prowincję i puszczają z dymem jego nowo budowany dom, potem auto puszzcają w przepaść, wracają do miasta i wciągają w pułapkę jego szefa w tej firmie - Wika mu się wystawia jako galerianka, a kiedy już są w pokoju hotelowym i on się do niej dobiera, wpada Zoja i robi im zdjęcia. Facet musi zapłacić okup - a panienki chcą, zeby zwolnił z pracy tego romansiarza. Zrobione. I tak oto niszczą człowiekowi dobytek i źródło utrzymania. Przy okazji się ze sobą zżywają, mimo że cały czas dochodzi między nimi do sprzeczek, i nawet to że ściga je cały czas policja im w niczym nie przeszkadza ;] oprócz tego, chłopakowata Wiki patrząc na kobiecą, spódniczkowo-obcasową Zoję odkrywa wlasne damskie walory, a Zoja przejmuje od Wiki trochę cwaniactwa i chłopakowatej zadziorności, nie mówiąc już o stylu ubierania na-squattera, czy jakoś tak ;]

      przyjaźń kobieca, powiecie ?

      no niekoniecznie, a na pewno nie do końca. spojler finału - voila.

      Zgrzyta między nimi mocno, kiedy Wika chce faceta, tego playboya, ugotować do reszty. Chce fotki z kochanką [bo ofk nie oddała wszystkich zdjęć nasłanym na nią drabom] pokazać jego żonie. Taki finalny akt. Akt odpłaty na facecie, bo dla Wiki wszyscy faceci to dno, no może poza biseksualnym tancerzem, którego poznają poo drodze i u którego mieszkają, bo przecież nie mogą wrócić do domu, jako ze ściga je policja za porwanie samochodu.

      Zoja jednak protestuje. Patrzą jak facet wychodzi ze swoją córką i żoną na spacer, bawi się z małą, żona się cieszy, on je kocha - to widac. Ot, wdał sie na romans na boku, ale nie przestał ich kochać. Zoja zabiera zdjęcia Wice i drze je. A Wika jest niepocieszona i drwi ze słabości koleżanki.

      Odegra się na niej za moment. Kiedy im brakuje pieniędzy postanawiają obrobić kancelarię prawniczą, w której pracowała Zoja, zanim nie weszła na ściezkę przestępczą ;] Zoja zna tylne wejście, zna rozkład dnia pracy, a właśnie jest dzień w którym sekretarka ma przy sobie furę kasy, którą z banku czy do banku przewozi ? whateva, w każdym razie - przez godzinę kasa leży na je biurku, Zoja ma kartę wstępu otwierającą wszystkie drzwi, która nie została zablokowana ;), no i włamują się, kase pakują do plecaka... Zoja mówi Wice, ze robi to tylko dla niej, bo jej ta kasa niepotrzebna, grunt, zeby były razem....

      Na co Wika mierzy ją chłodnym spojrzeniem,a potem nagle wychodzi, zabiera kartę i zatrzaskuje Zoję w pokoju, z którego właśnie znikła gruba kasa. Przez drzwi rzuca do niej : nie chcę mamuśki przy sobie, która mnie będzie kontrolowała, chcę żyć dla siebie samej...

      Włącza się alarm. Wika ucieka, Zoja zostaje złapana przez antyterrorystów; w ostatnim momencie, przez okno, widzi jak Wika jakby nigdy nic miesza się z tłumem gapiów, wybija to okno, patrzą na siebie, ale potem Zoję zawijają panowie w kominarkach, a Wika z coraz szerszym uśmiechem idzie przed siebie z plecakiem wypełnionym szmalem. Dokąd ? wszędzie... :]

      zatem "Thelma i Louise" na bakier, zdekonstruowane, zdeformowane, bo tamte zginęły razem, w imię wolności. Ciekawa przewrotka, ale w sumie brakło w tym całym interesie określenia, czy to jest komedia, czy dramat, czy kino kryminalne, brakło aktorek który by mogły obu postaciom dać swoje osobowości. Brakło chyba także budżetu. na poziomie scenariusza szwankowało ciągłe ogrywanie tej samej nuty : młodsza-cwana rzuca pomysł, idzie za nim, a starsza-naiwna wbrew sobie lezie za nią, potem zaś znienacka jest do młodszej coraz bardziej podobna, chociaż zupelnie nie widać symptomów tych zmian, które by tłumaczyły ich ostyateczne pojawienie się.
      • rosemadder Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 14:22
        a więc tak:
        "Sekret jej oczu" znudził mnie trochę i przyznaję że przysnełam końcówkę (a podobno najlepsza z całego filmu!) bardzo więc posze o kilka zdań nt.
        natomiast House - genialny, przedostatnia scena wręcz groteskowa,
        ciekawe jak uzasadnią odejście Cudy z serialu ale po ostatnim "numerze" Housa wręcz dziwnie było by ich oglądac razem na ekranie





        • bakali Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 14:36
          > natomiast House - genialny, przedostatnia scena wręcz groteskowa,

          Tak, pisałam, że zakończenie serii będzie mocne i zaskakujące :)
          chcecie z grubsza wiedzieć co będzie w następnej serii? obejrzałam tylko kilka odcinków, bo każdy kolejny jest coraz gorszy, ale wiem, kto będzie nowym dyrektorem, na miejsce Cuddy
          • rosemadder Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 15:37
            pisz co będzie z grubsza:)
            bo na 8 serię w TVP to pewnie z rok przyjdzie nam czekać
            • bakali Dr House - spojler - seria 8 10.02.12, 15:58
              To tak z grubsza, bo nowe odcinki są tak mało ciekawe, że nawet nie chce mi sie wszystkich oglądać.

              Za osobliwy sposób oddawania szczotki do włosów House pójdzie do więzienia. Oczywiście będzie tam wynajdował okazje do diagnozowania chorób współwięźniów i zatruje życie więziennej lekarce. W końcu odwiedzi go nowy dyrektor szpitala Princeton Plainsboro, którym po odejściu dr Cuddy zostanie chorobliwie ambitny i zarozumiały jak nikt.... Foreman. Cuddy odeszła z pracy, bo miała dośc House'a i wszystkiego co jej go przypominało. Foreman zaproponuje House'owi układ: wyjdzie warunkowo z więzienia pod warunkiem dalszego diagnozowania pacjentów w szpitalu. Bo bez niego szpital już sobie tak dobrze nie radzi w tej dziedzinie.
              No i wróci do szpitala House, jednak nudno będzie, bo Foreman pod groźbą powrotu do więzienia zabroni mu: chamstwa, arogancji, nieposłuszeństwa, nabijania sie z nowego szefa i w ogóle wszelkiej rozrywkowej działalności, która dotąd tworzyła tę postać. Nowymi asystentami zostaną nieśmiała Chinka (jak dla mnie strasznie irytująca postać) i więzienna lekarka (tej postaci tez nie potrafię polubić).
              Tymczasem żona i kochanka Tauba urodzą córeczki, a Wilson nie będzie już chciał być przyjacelem House'a i będzie traktował go bardzo chłodno.
              • barbasia1 Re: Dr House - spojler - seria 8 10.02.12, 17:28
                A więc słynny Doktor Gregory House swoim cieniem w serii 8. ma szanse stać się?

                Rzeczywiście pierwsze odcinki 8. serii. nie wyglądają za ciekawie.

                Dzięki za wprowadzenie do 8 serii.


        • grek.grek Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 15:51
          jak chodzi o końcówkę "Sekretu" - Esposito, po 25 latach, odkrywa, że mąz tej zamordowanej w tamtym czasie dziewczyny, w swoim domu na odludziu więzi w chlewie jej zabójcę, który wówczas służył reżimowi i był pod opieką jego zawiadowców, a więc był nietykalny dla Esposito i dla Ireny, nawet jesli były przesłanki, zeby postawić go przed sądem i skazać. Trudno orzec, od jak dawna trwa to prywatne uwięzienie, ale pewnie od bardzo dawna.

          ten mąż powołuje się na słowa Esposito "nie śmierć dla tego zbrodniarza byłaby najlepsza, ale dożywocie" - no to zafundował mu dożywocie prywatnie. Wziął sprawy we własne ręce, skoro prawo było niewydolne

          Scena, kiedy Esposito odkrywa tę tajemnice - ofk robi wrażenie. Ten zabójca sprzed lat mówi do niego "niech pan mu [jego więzicielowi] powie, zeby chociaż się odezwał, niech powie cokolwiek !" - odwraca się, bierze miskę z żarciem, którą mu przyniesiono i odchodzi w głąb tego chlewika złamanym krokiem, zupelnie już zgaszony.

          I zdaje się, że po 25 latach Esposito i Irena się ze sobą spikną, czyli historia uczuciowa ma swój happy end.
          • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 16:45
            To jedno z efektowniejszych zakończeń filmowych, zostaje w pamięci.

            Zapamiętam też jeszcze jedną scenę z tego filmu, kiedy prawniczka Irene prowokuje na przesłuchaniu zabójcę dziewczyny, Gomeza, tak on się chyba nazywał, podpuszcza go szydząc z jego mizernej postury, nieciekawego wyglądu, wreszcie kpiąc z jego męskości i sugerując, że jego męskie przyrodzenie na pewno jest tak małe jak i cała postura. Ten dotknięty do żywego zniewagą, obrazą męskiego honoru i to od kobiety , obnaża się przed nią, z wulgarnym komentarzem prezentuje z dumą przyrodzenie, przyznając się przy okazji do gwałtu oraz zbrodni ...
            Męski honor ważniejszy od wolności!?

            :)

            • pepsic Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 18:23
              Męski honor ważniejszy od wolności!?
              Pewnie już wtedy wiedział, że ma silnych mocodawców za plecami. A poza tym albo przede wszystkim był psychopata, zobaczył kawałek biustu, dał się sprowokować i go poniosło.
              Ps. Ta scena była jakaś taka mało wiarygodna z racji zachowania pani sędziny.

              • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 19:35
                pepsic napisała:

                > Męski honor ważniejszy od wolności!?
                > Pewnie już wtedy wiedział, że ma silnych mocodawców za plecami.
                Też się nad tym zastanawiałam.
                Ale skoro uciekał najpierw przed policją , to może wcale nie był pewnien czy go mocodawcy będą chronić za gwałt i zabójstwo.

                > A poza tym albo przede wszystkim był psychopata, zobaczył kawałek biustu, dał się >sprowokować i go poniosło.
                Tu się zgadzam. Emocje go poniosły.
          • pepsic Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 18:28
            I zdaje się, że po 25 latach Esposito i Irena się ze sobą spikną, czyli historia uczuciowa ma swój happy end.
            To ja chyba coś przegapiłam:( Przypomnij, bo mam pustkę, co z nimi?
            • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 19:23
              Esposito na początku, zanim jeszcze zabrał się do pisania książki na małej karteczce nagryzmolił słowo "boję się", po hiszpańsku: "TEMO", potem już po wyjaśnieniu sprawy, po napisaniu wspomnień, dopisał na tej samej karteczce, w tym wyrazie literę "a" pomiędzy e i m i wyszło: "TE AMO", czyli "kocham cię" ... I gdy to napisał, zadowolony pomaszerował do pani sędziny, do jej gabinetu, tam przy otwartych drzwiach odbyła się między nimi krótka rozmowa półśłówkami, z której wynikało, że oboje chcą, zamierzają być ze sobą .
              A potem zamknęły się drzwi od gabinetu - co pewnie oznaczało, że rozmowa Esposito i Ireny zeszła całkowicie na prywatne tory ...

              Cytat ze Św. Jana Apostoła o miłości i lęku mi się tu przypomniał : „W miłości nie ma lęku, lecz (przeciwnie -ja) doskonała miłość usuwa lęk” (1J 4,18).

              :)
            • grek.grek Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 11.02.12, 14:11
              Barbasia bezbłędnie wypunktowała :]

              Ja tylko dodam, że ten tytuł z "oczami" bardzo trafny, ileż tutaj zależy od małych, ukradkowych albo całkiem otwartych spojrzeń, nie tylko "jej", ale w zasadzie wszystkich głównym bohaterów tej opowieści...
              • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 11.02.12, 18:21
                Przyznaję, że nie porwał mnie za bardzo ten film w trakcie tej pierwszej projekcji, dopiero teraz jak o nim rozmawiamy, zaczynam dostrzegać lepiej jego walory (na pewno dam mu drugą szansę przy okazji kolejnej powórki).

                Jednak urzekła od początku jedna rzecz mnie - stałość uczuć mężczyz, Benjamina Esposito i Ricardo Moralesa, choć w przypadku tego drugiego miłości do ukochanej kobiety przemieniona po jej tragicznej śmierci , po moderstwie w pragnienie zemsty, w dojmującą chęć wymierzenia sprawiedliwości według własnego kodeksu, rujnuje mu całkowice życie.

                Ten wątek miłości Ricarda i Liliany jest bardzo ładny, i , jak mi się wydaje, dobrze motywuje późniejszy czyn Ricarda, a dopowiada go powieść autorstwa argentyńskiego pisarza Eduardo Sacheri na podstawie, której powstał film (chyba w filmie nie było to wyraźnie powiedzialne, ile dobrze pamiętam?). Otóż Ricardo, zwykły urzędnik bankowy, przęcietny mężczyzna, niczym wyjątkowym nigdy się nie wyróżniający, poślubił kobietę zjawiskowej urody. Dla niej to "porzucił nieśmiałość i wieczną wstydliwość" /cytuję za recenzją powieści z Rzeczpospolitej, do której link podaję niżej/ . Dla niej stał się zupełnie innym człowiekiem ...

                www.rp.pl/artykul/2,808962-Eduardo-Sacheri-Sekret-jej-oczu---recenzja-ksiazki.html
                THNX, Greku za dobre słowo! :)
                • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu" 11.02.12, 18:25
                  PS
                  Nie wiem, czy pamiętacie, "Sekret jej oczu" pokonał w walce o Oscara w 2010 roku wybitny film Hanekego "Biała wstążka".

                  Niekoniecznie przyznanie czy nieprzyznanie Oscara musi być miarą wartości filmu.
                • grek.grek Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 14.02.12, 13:22
                  dodatkowo : to uczucie, tak naprawde, niespecjalnie zdązyło się chyba zmierzyć z upływem czasu i jego konsekwencjami, więc zachowało, w Moralesie, swoją dziewczą świeżość ... Związek został przerwany w sposób tragiczny, dzięki czemu uczucia Moralesa zostały zwielokrotnione z powodu żalu i rozpaczy, a także właśnie niespełnienia. Takie mam wrażenie.

                  • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 14.02.12, 15:46
                    grek.grek napisał:

                    > dodatkowo : to uczucie, tak naprawde, niespecjalnie zdązyło się chyba zmierzyć
                    > z upływem czasu i jego konsekwencjami, więc zachowało, w Moralesie, swoją dziew
                    > czą świeżość ... Związek został przerwany w sposób tragiczny, dzięki czemu uczu
                    > cia Moralesa zostały zwielokrotnione z powodu żalu i rozpaczy, a także właśnie
                    > niespełnienia. Takie mam wrażenie.

                    Tak. Zgadzam się. Bardzo dobra uwaga.

                    :)

      • bakali Re: "Sekret jej oczu" 10.02.12, 14:28
        greku, na "Sekret ..." czekałam prawie tydzień i skonsumowałąm go z zachłannością. Dobry, przyjemny w odbiorze film. Nie wiem dlaczego, pewnie ze względu na pokrewieństwo językowo-kulturowe spodziewałam się czegoś podobnego do Almodovara. Almodovar to nie był, ale opowieśc zgrabna, ciekawa i z suspensem.
        • grek.grek Re: "Sekret jej oczu" 10.02.12, 15:53
          własnie, przystępny, nie tonie w jakichś specyfikach narodowościowych. łatwo to zrozumieć bez względu na znajomośc historii Argentyny. pewnie dlatego dostał tego Oskara dla nieanglojęzycznego.
      • grek.grek mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 15:01
        mapa na dziś :

        20:20 Blask, TVP-Kult
        21:00 Dyskretny urok burżuazji, Ct2
        22:10 Obcy 2, Pols
        22:50, Siedem, TVN
        1:05 Okrucieństwo, replay tvp2
        2:45 Sekret jej oczu, replayk, tvp2

        no to, bym rzekł, jest dobra oferta, szkoda, ze niektore pozycje na siebie zachodzą,
        a nagrać [ja akurat, za siebie powiem] : nie można. Powtórki powtórek są nawet zacne,
        i jakoś tak, może takie wrażenie mam tylko, pasujące do wystroju zewnętrza. dobry thriller, to thriller w mroźną noc.

        Kina - "Żelazna dama", "Big love", "Artysta" i "Hugo" Scoresee" - trochę ta polska "Big love" dla picu w tym zacnym towarzystwie. Ciekawi mnie zwłaszcza Artysta, bo to może być nie gorszy film od Bulwaru Zachodzącego Słońca, a może nawet lepszy, oceny zbiera świetne, a dotyka momentu, w którym kino nieme zaczyna ustępować dźwiękowemu, co dla bohaterów tego pierwszego brzmi jak wyrok strącenia w niebyt; jak biografia to z miejsca najciekawsze jest, czy figura zostala dobrze zagrana, a ponoć Streep jako Thatcher wypada lepiej od Thatcher herself. Wyczyn :] I Scorsesego rzecz w 3D, też się recenzje rozpływają nad klasą i fajnością, jaka to opowieść bajkowo-przygodowa itepe.

        na co się wybieracie ?

        Barbasiu, Rózę już skonsumowałaś ? :]

        jakoś tak w cieniku berliński festiwal, gdzieś tam był artykuł wprowadzający, przekopię w poszukiwaniach i podrzucę.
        • bakali Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 15:07
          Ja wybieram się na pewno Rzeź i wspomnianą M. Streep jako M.Thatcher
          Chetnie zobaczyłabym też Sponsoring, nie lubię pomijać filmów z J.Binoche :)
          Filmy wojenne mnie, niestety, nie kręcą, a szkoda, bo i Różę, i W ciemności na pewno warto byłoby zobaczyc.
        • bakali Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 15:26
          "Siedem" - jeden z moich ulubionych filmów. Brad Pitt jeszcze wtedy w filmach grał, a nie był i wyglądał. Nie rozumiem dlaczego zawsze emitują go tak późno, film ma wyraźne i mądre przesłanie, a że brutalne sceny? Nie takie rzeczy widuje się w filmach o 20.
          • grek.grek Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 15:55
            hehe, też lubię, tyle razy widziałem i zawsze chcę znów zobaczyć część scen... co ciekawe, jakbym miał go na taśmie,to by mnie wcale do takich rzeczy nie ciągnęło ;] Ale jak leci w tiwi, to automatycznie. Też tak masz ?
            • bakali Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 16:00
              grek.grek napisał:

              > hehe, też lubię, tyle razy widziałem i zawsze chcę znów zobaczyć część scen...
              > co ciekawe, jakbym miał go na taśmie,to by mnie wcale do takich rzeczy nie ciąg
              > nęło ;] Ale jak leci w tiwi, to automatycznie. Też tak masz ?

              Tak. I zawsze mam, za przeproszeniem, odruch wymiotny przy obżarstwie i koszmary po lenistwie.
        • barbasia1 Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 15:52
          Nie, Greku, jeszcze nie byłam na "Róży" , planowałam wybrać się w sobotę (temperatura nieco wzrosła ;)/, a jeśli coś wypadnie to w przyszłym tygodniu, na szczęście "Róża" jeszcze jeden tydzień w kinie będzie.

          Zastanawiałam się nad pójściem na "Żelazną Damą" , pomimo tych wszytskich krytycznych opinii, ale chyba jednak wybiorę się w tym najzimniejszym miesiącu roku na "Sponsoring" Szumowskiej, na ten "feministyczny manifest" ;), który u nas wchodzi do kina dopiero za tydzień od 17 lutego. Szumowska jak mało, kto u nas potrafi prowokować, budzić konterowersje i wywoływać sprzeczne opinie, co w obecnych czasach wcale nie jest takim prostym zadaniem . Francuscy krytycy już się podzielili w ocenie jej najnowszego filmu:
          biznes.onet.pl/francuscy-krytycy-spieraja-sie-o-sponsoring-malgor,18515,5015065,1,onet-wiadomosci-detal
          "Arystę" też by warto obejrzeć, zwlaszcza ,że będzie on zdaje się gwiazdą tegorocznych Oscarów, może po Oscarach bedzie szansa, by znów go obejrzeć.


          :)
          • grek.grek Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 16:05
            odwlekana przyjemnośc - większa przyjemność :] chociaż, nie wiem czy ten film akurat będzie "przyjemny" w kanonicznym znaczeniu tego słowa... wyjście, aromat kinowej przygody - to za to powinno być, i tego życzę Ci jak zawsze.

            o, rola Streep ponoć wynagradza pewne słabości filmu. A poza tym, wiesz być może recenzje są mniej entuzjastyczne, bo ponoć Thatcher nie jest odmalowana w rózowym kolorze, tylko pokazana w części filmu jako postarzała, zgrzybiała starsza jejmość, cień tej dawnej polityk z jajami. ale jako, ze oba portrety się ze sobą, wg tego co piszą w tych recenzjach, przeplatają, to chyba dobrze, ze istnieje kontrast, przez co oba okresy jej życia są odpowiednio wyraziste. No i rola Streep może być lepsza, kiedy ma do zagrania dwie różne od siebie diametralnie pod-role. Tak ja bym to widział. Jak sądzisz, może przesadzają trochę ? :] Premierowi brytyjskiemu sie ponoć nie spobało - właśnie z ww. powodów. Nie wiem, czego on oczekiwał, chyba chciał zobaczyć na ekranie postać z papieru, a nie z krwi i kości ?

            yes, Artysta brzmi świetnie. Oskary się posypią w tym sezonie ? stare dziady z Akademii mogą sentymentem się unieść i pogonić całą resztą dając Artyście co tylko można :]
            • barbasia1 Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 10.02.12, 19:56
              Dzięki. Wyjście do kina jest zawsze jest przyjemnością, to prawda / chyba , że film wyjątkowo nudnym się, albo głupim się okaże/
              Wybrałbyś się też kiedyś ...

              Może i masz rację, może receznzenci przesazdają z krytyką filmu o M. Thacher, trzeba było by się wybrać do kina i obejrzeć ...

              Nie zdziwię się, jeśli tak się stanie :), wszyscy oglądający ulegają urokowi "Artysty". Musi to być naparwdę niezła rzecz. :)

              Udanego zatem wieczoru z kolejnym Bunuelem, już za chwilę, oczywiście czekamy na relację. Na temat "Piękności dnia" będziemy jeszcze kontynuować rozmowę, mam nadzieję, bo ledwą ją zaczęlismy dopiero .

              Spróbuję wypożyczć jutro "Piękność dnia".
              • grek.grek Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 11.02.12, 14:08
                hehe, pewnie kiedyś wrócę do kinowych wyprawek, moze sie przekonam do tych nowych dekoracji :] a póki co, w tiwi dają filmy, których w kinie już nie grają i tak jakoś szkoda przegapić, heh.

                Artysta, znalazłem takie coś :
                www.ofilmie.pl/recenzje/the-artist/
                bardzo chętnie, temat "Piękności" otwarty pozostaje, jak i każdego innego filmu kiedykolwiek opisanego, nieopisanego i wszystkich pozostałych, hehe. "Dyskretny urok" - dzięki za życzenia, sprawdziły się, jako ze film pyszny. Nie ma to jak stare kino. Właśnie, gdzie się podziało "W starym kinie" ? kto to zdjął ? Gdzie "Perły z lamusa" ? tyle tego było, a ja wtedy taki dzieciar byłem, jakże bym chętnie teraz obejrzał te cykle... fajnie by było, zawżdy nieprawdaż, Barbasiu ?
                • barbasia1 Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 12.02.12, 13:23
                  :)
                  Wiem już czego się spodziewać po "Artyście". Dzięki za link.

                  Jedna uwaga do recenzji - "wysokobudżetowe projekty epatujące efektami i znanymi twarzami" też rzadko kiedy mogą się pochwalić ambitnymi fabułami.

                  Zawżdy prawdaż, Greku. Zwłaszcza "Perły z lamusa" ze wstępami panów Kałużyńskiego i Raczka warto byłoby wyciągnąć, odświeżyć, przypomnieć widzom.

                  See You Tomorrow! Trzymaj się ciepło, Greku.
                  /Na "Róże" wybieram się w przyszłym tygodniu/
                  • grek.grek Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 13.02.12, 14:25
                    bahdzo phoszę :]

                    a to akurat prawda jest.

                    och, możemy tylko pomarzyć chyba, któż by tam na takie pomysły miał wpaść, heh.

                    hello today, Barabasiu, trzymałem się ciepło, Ty też się trzymaj, trzymajmy się ciepło wszyscy, bo to już zima w ostatnim stadium... chyba.

                    niezmienne życzę frapującej przygody kinowej :]
                    • barbasia1 Re: mapa na dziś/ co w kinach ? 14.02.12, 15:41
                      > hello today, Barabasiu, trzymałem się ciepło,
                      :)))
                      Hello! Very good, miałam wczoraj napisać.

                      >Ty też się trzymaj, trzymajmy się
                      > ciepło wszyscy, bo to już zima w ostatnim stadium... chyba.

                      Oby, oby!
                      Bo góral z saamiuśkiego Zakopanego zapowiadał kilka dni temu, że zima do maja trzymać będzie, wyobrażasz sobie!? :(

                      Dzięki postaram się zdać relację z wyprawy do kina . A przynajmniej poinformować, żebyłam i że planuję zdać relację do wiadomego dnia i miesiąca tego roku (dziś na pewno nie pójdę, o nie).
      • pepsic Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 17:56
        Mi to tak średnio. Scenariusz miejscami naiwny, w tonacji telenowel. Nieprzekonująco wypadły sceny: błyskawiczne i bezbłędne wytypowanie ze zdjęcia zabójcy, bez problemu odnalezionego w kilkutysięcznym tłumie, dziecinna prowokacja podczas przesłuchania, czy odwracanie zdjęć (kto w domu rozstawia po kątach swoje zdjęcia, jeśli już to ślubne bądź z latoroślami). Ale właśnie wątek z przyjacielem nadużywającym alkoholu najbardziej przypadł mi do gustu, jego odzywki telefoniczne - boskie, czy scena tzw. konspiracyjna , zrelacjonowana przez szefa, kiedy zostają przez mieszkańców prowincjonalnego miasteczka w mig rozszyfrowani (w miejscowym sklepiku koleś pyta o konkretną osobę, potem kupuje pół litra i pociągając z gwinta konsumuje natychmiast, drugi udaje, że wiąże mokasyny). Pochwała natomiast należy się za wierne odtworzenie klimatu lat 70. Nie wiem tylko dlaczego cały czas miałam wrażenie, że to film włoski.
        Nie zrozumiałam za nic, kim byli zabójcy i skąd się w filmie wzięli? Pomożecie ? :))
        • maniaczytania Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 19:39
          Pepsic - widze, ze Ty to troche hcyba ogladalas ten film jak ja, tzn. ne do konca dokladnie i uwaznie :) Ja co chwila przysypialam, jak mi dzis kolezanka "doopowiadala" to przespalam najlepsze sceny - wlasnie tego przesluchania i sceny w windzie. Ale poczatek i koniec obejrzalam :)

          I, o ile wczoraj po projekcji uczucia mialam mieszane, raczej w strone na nie, to dzisiaj po rozmowie z ta koleznka - przeszlam na gorace tak. Ilez w tym filmie bylo symboli, powtarzanych waznych! slow, obrazkow, zdjec, gestow - rety -prawdziwy majstersztyk!
          To wlasnie te wszystkie drobne rzeczy w sumie wplywaja na odbior klimatu filmu - jak chocby ta scena, kiedy Benjamin wraca do domu Moralesa na koncu i uswiadamia sobie to, co wczesniej u niego widzial.
          • pepsic Re: "Sekret jej oczu" 10.02.12, 20:00
            Nie, nie, w stresie byłam;), jako że co chwila odpowiadałam na pytanie: długo jeszcze? A poza tym tuz po pełni jest, to nie śpię.

            Ps. Jakoś wyjątkowo skupiłam się intrydze kryminalnej, na drugi plan odsuwając wątek melodramatyczny, a przecież scenę, która Barbasia przypomniała [podziękowania:)] oglądałam będąc w pełni przytomna.
          • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 20:05
            maniaczytania napisała:

            Właśnie, to nie był wbrew pozorom łatwy film w odbiorze, wymagał wielkiej uwagi i koncentracji (na detalach, gestach spojrzeniach, słowach, na drobnych zdarzeniach ), z którą ii ja wczoraj też , przyznam, miałam problemy (ze zmęczenia).

            Ja z kolei nie zwróciłam uwagi na wiele z zabawnych odzywek zamordowanego później kumpla Benjamina Esposito.

            • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 11.02.12, 14:34
              barbasia1 napisała:

              > maniaczytania napisała:
              >
              > Właśnie, to nie był wbrew pozorom łatwy film w odbiorze, wymagał wielkiej uwag
              > i i koncentracji (na detalach, gestach spojrzeniach, słowach, na drobnych zdar
              > zeniach ), z którą ii ja wczoraj też , przyznam, miałam problemy (ze zmęczenia
              > ).

              Koncentracji na s ł o w a c h pozornie mało ważnych ...
        • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 20:15
          > Nie zrozumiałam za nic, kim byli zabójcy i skąd się w filmie wzięli? Pomożecie ? :))

          Chodzi o zabójców Pablo? Przyszli zabić Esposito, zapewnie na zlecienie Gomeza (zabójcy i gwałciciela dziewczny), pechowo był tam właśnie Pablo zamiast Esposito.
          • pepsic Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 20:28
            Czyli pewności co do powodu nie ma, ani że Gómez był zleceniodawcą, bo jeśli zemsta, czy chęć uciszenia, to w panią sędzinę też by uderzyli.

            Ps. O tragicznej pomyłce wiem, wiem.
            • maniaczytania Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 21:10
              pepsic napisała:

              > Czyli pewności co do powodu nie ma, ani że Gómez był zleceniodawcą, bo jeśli zemsta, czy chęć uciszenia, to w panią sędzinę też by uderzyli.

              jest, jest pewnosc. Bo po pierwsze 9to akurat widzialam) Morales mu po latach opowiedzial, ze widzial Gomeza z tymi zbirami pod domem Benjamina, jak o niego wypytywali dozorce.
              A po drugie, bo tego nie widzialam, ale kolezanka dopowiedziala - gdy Benjamin z Irene poszli do jakiegos inspektora (?) to ten powiedzial mu, zeby nastepnym razem przyszedl sam, bo Irene jest z "kasty" bogatych i jest nie do ruszenia - dlatego bylo wiadomo, ze w nia nie uderza mimo wszystko. I zaraz potem byla scena w windzie.
              • pepsic Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 10.02.12, 21:55
                To zmienia postać rzeczy, jednak coś mi umknęło.

              • barbasia1 Re: "Sekret jej oczu"/"Okrucieństwo" 11.02.12, 15:35
                maniaczytania napisała:

                > pepsic napisała:
                >
                > > Czyli pewności co do powodu nie ma, ani że Gómez był zleceniodawcą, bo j
                > eśli zemsta, czy chęć uciszenia, to w panią sędzinę też by uderzyli.
                >
                > jest, jest pewnosc.

                Tak właśnie było.
      • barbasia1 "Okrucieństwo" (2007) 11.02.12, 16:54
        Rzeczywiście do "Thelmy i Louise" filmowi "Okrucieństwo" baaardzo daleko.

        A widzom w Rosji ten film się podobał!? Zajrzałam na stronę filmwebu i przeczytałam, że "Okrucieństwo" dostało w 2008 na Festiwalu Filmów Rosyjskich Nagrodę Publiczności!??
        :)





        • barbasia1 Re: "Okrucieństwo" (2007) 11.02.12, 16:57
          Reżyserką tego filmu jest kobieta - Marina Liubakowa, to jej debiut fabulary, wcześniej robiła filmy dokumentalne.
          A może nadchodzi powoli era kobiet reżyserek w kinie?
          :)
        • grek.grek Re: "Okrucieństwo" (2007) 12.02.12, 13:27
          och, era chyba już nawet trwa :] film o Thatcher też chyba babka zrobiła... wszędzie reżyserki.

          ta "Thelma i Louise", to chyba miał być chwyt marketingowy, hehe. Chyba mój gust się w tym przypadku, jak widać, rozminął z gustami innymi rozmaitymi :] mnie jakoś nie przekonał, chociaż
          specjalnie nie doznawałem bólu zębów podczas oglądania. Taki... średni na jeża. Może to porównanie do "T & L" zawyżyło zdradziecko moje oczekiwania..?
          • barbasia1 Re: "Okrucieństwo" (2007) / Żelazna Dama (2011) 12.02.12, 14:34
            A tak, pani Phyllida (imię ma niezłe) Lloyd wyreżyserowała "Żelazną Damę" (jej pierwszy pierwszym film fabularnym był hicior "Mamma Mia" (2008).

            W przedostatnich WO był ciekawy artykuł na temat bohaterki filmu, czyli Margareth Thatcher, polecam:
            "Margaret Thatcher: oczy Kaliguli, usta Marilyn Monroe"
            www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,11065962,Oczy_Kaliguli__usta_Marilyn_Monroe.html
            :)
    • maniaczytania a za tydzien w Kocham kino, 10.02.12, 19:42
      przyzwyczailiscie sie juz do moich zapowiedzi? :)))

      Tak wiec - za tydzien - "Droga do przebaczenia" - Joaquin Phoenix (Barbasiu - ktos dla Ciebie ;) ) jako ojciec pragnacy zemsty za smierc syna, ktorego potracil byl Mark Ruffalo;
      Za dwa tygodnie - "Za wszelka cene", czyli Eastwoodowska Hilary Swank;
      a za to za trzy tygodnie, chyba telewizyjna premiera, - "Dom zly"!
      • barbasia1 Re: a za tydzien w Kocham kino, 10.02.12, 20:17
        Ładne nam filmy, Maniu, zapowiadasz! (z wyprzedzeniem, to lubię! :)

        > a za to za trzy tygodnie, chyba telewizyjna premiera, - "Dom zly"!

        WoooooooooooooooooooooooooooooooooOoooooooooooooooooooooooooooooooooooooooW!
      • monika.p6 Re: a za tydzien w Kocham kino, 10.02.12, 20:59
        wielkie WOW!!!
        "Dom zły" - długo przeze mnie wyczekiwany, w VOD niedawno był i tylko z braku czasu nie wykupiłam i nie obejrzałam, później żałowałam
        więc bardzo się cieszę, Smarzowskiego bardzo cenię, jego Wesele to dla mnie jeden z najlepszych polskich filmów,
        " Za wszelką cenę" z 4 Oskarami był już w TVP, ale warto obejrzeć raz jeszcze
        • bakali Re: a za tydzien w Kocham kino, 11.02.12, 10:03
          Dziś w TVP 1 "Gang dzikich wieprzy" ("Wild Hogs)
          Nie miałam jeszcze przyjemności widziec tego filmu, ale zapowiedzi wyglądają obiecująco. Na pewno obejrzę, tym bardziej że jako żona harleyowca nie mam innego wyjścia, już zostało zapowiedziane, że to lektura obowiązkowa w naszym domu :)
          Podobno lekka komedia z ładnymi motocyklami.
        • barbasia1 Re: a za tydzien w Kocham kino, 11.02.12, 14:48
          monika.p6 napisała:

          > wielkie WOW!!!

          Liczymy, że dołączysz do komentujący tu "Dom zły".

      • grek.grek Re: a za tydzien w Kocham kino, 11.02.12, 12:01
        "Milllion dollar baby" bardziej mi się podoba od tego naszego"Za wszelką cenę" ;] Film zawodowy, mój problem jest taki, ze mam go na taśmie i zdazyłem sześć razy w ciągu roku obejrzeć w całości i fragmentarycznie, hehe. To jest jednak przekleństwo - mieć film na własnośc. Muszę skasować, jak sie pojawi w ramówce za 5 lat, to z niecierpliwości będą przebierał nogami w powietrzu.

        "Dom zły" - a to hit będzie. Tutaj z kolei się skutecznie powstrzymywałem od obejrzenia go w necie, bo chyba na jutubie jest. haha, udało się :] Na jutubie jest też np. Matka Teresa od kotów. mam wrażenie, ze niebawem i ten film bdzie w Kocham Kino. I też się powstrzymuję mając te ćwierćpewność, ze tak się stać musi. [ Barbasiu, Ty wiesz, ze powstrzymywanie się od oglądania w necie filmów specjalnym aktem poświęcenia nie jest :), zwłasczza i niżej podpisanego ]
        • barbasia1 Re: a za tydzien w Kocham kino, 11.02.12, 14:43
          grek.grek napisał:

          > "Dom zły" - a to hit będzie. Tutaj z kolei się skutecznie powstrzymywałem od ob
          > ejrzenia go w necie, bo chyba na jutubie jest. haha, udało się :] [...]
          > Barbasiu, Ty wiesz, ze powstrzymywanie się od oglądania w necie filmów sp
          > ecjalnym aktem poświęcenia nie jest :), zwłasczza i niżej podpisanego ]

          Wiem,wiem, bohaterstwo to żadne z Twojej strony tym razem, potwierdzam, nasz Bohaterze. ;))

          Zatem wspólnie obejrzymy "Dom zły".
          Tym razem, mam nadzieję, do filmu wprowadzi nas, linkując do dawnego wpisu na blogu, nasz Maniaczytania. :)
          • grek.grek Re: a za tydzien w Kocham kino, 12.02.12, 13:33
            haha :]

            yes, az jestem zaskoczony, że w publicznej takie tytuły teraz lecą. Kocham Kino zaczyna być jednym z 2-3 punktów w ramówce TVP, które ją jeszcze jako tako odróżniają od TVN, a także Polsatu, chociaż Polsatowi przyznać trzeba, ze akurat tam dobre filmy się pojawiają.

            o, właśnie, może Mania nas tym razem wehikułem jakimś linkowym uniesie wstępnie :]
    • grek.grek "Dyskretny urok burżuazji", ze spojl i bez 11.02.12, 11:45
      Klasyk ponoć. a jak klasyk, to nie do przegapienia był, zapolowałem i upolowałem, a teraz Wam to streszczę :]

      w największym skrócie, bez spojlerów : kilkoro burżujów płci obojga, dobrze sytuowanych, na tzw.stanowiskach, umawia się ze sobą, aby zjeść wspólnie kolację i za cholerę nie może im się to udać, zawsze coś staje na przeszkodzie. Opis tej niemożności przetykany jest licznymi sekwencjami sensacyjno-absurdalnymi, które okazują się być snami poszczególnych uczestników tego widowiska.

      a w zblizeniu ?

      Tak jak wyżej - trzy małżeństwa, na początku, próbują się jakoś zgadać na wspólną kolację i pożreć wspólnie jakiegoś dzika czy tam inne pieczyste. Zawsze jednak coś nie odpala : pierwsza wizyta w domu Senechalów okazuje się nieporozumieniem, pani gospodyni nic nie wie o tym,ze mąz zaprosił znajomych na TEN dzień, jesli już to na następny... Pozostaje restauracja, ale tam za przepierzeniem trwają uroczystości pogrzebowe właściiela tejże zmarłego tego samego dnia, więc jedzenie specjalnie nie wchodzi w grę, sami rozumiecie... trup w pobliżu...

      Druga wizyta, owego "następnego dnia" też pali na panewce : gospodarze muszą koniecznie mieć seks, więc uciekają z tym zamiarem przez okno do ogrodu, zamiast zabawiać oczekujacych w salonie gości, których męska połowa w pewnym momencie dochodzi do wniosku, ze może to być jakaś prowokacja poliicyjna, ze względu na nielegalne interesy z kokainą, w jakie są zamieszani - i goście wychodzą, a gospodarze po powrocie stwierdzają, ze to niefajnie tak sobie wychodzić bez uprzedzenia :]

      Biesiada następna do skutku nie dochodzi z powodu wizyty... żołnierzy, którzy w pobliżu domu Senechalów akurat prowadzą manewry, a dowodzi nimi znajomy pułkownik. Wprawdzie w pierwszej chwili wojsko zasiada wraz z naszymi bohaterami do konsumpcji, bo niby mają przerwę w zajęciach, ale tuż przed rozpoczęciem pojawia się umyślny z rozkazem powrotu na poligon. Towarzystwo zostaje znów we własnym gronie, ale jak tu jeśc, kiedy za oknem rozrywają się bomby i granaty, słychać terkot karabinów i w ogole odgłosy bojowe... Pułkownik chce im to wynagrodzić - zaprasza do siebie na imprezę, która też spelnienia nie przynosi ze względów, które później wyjaśnię.

      Kolejna próba u Senechalów kończy się fiaskiem z powodu... aresztowania wszystkich przez gwałtownie wkraczającą do domu policję; komisarz nie przedstawia zarzutów, mówi tylko, ze przedstawione zostaną niebawem. Nici z jedzenia. Z aresztu towaarzystwo wyjdzie po interwencji samrgo ministra, głównie z powodu takiego, ze jeden z bohaterów, pan Rafaeli, to ambasadaor czy tam konsul jakiegoś państwa związanego z Francją - Mirandy.

      Kiedy wreszcie bohaterom udaje się zjeśc wspólnie cokolwiek, pyszną szynkę, zupę - okazuje się to wyłącznie snem pana Rafaeliego, w ktorym dodatkowo wszyscy zostają rozstrzelani - kiedy jedzą do domu Senechalów wpadają faceci przypominający jakieś Brygady Tygrysa i rozwalają wszystkich seriami z kałachów. Rafaeli chowa się pod stołem, i byliby go przegapili, gdyby nie to, ze zachciało mu się spod tego stołu sięgnąc ręką do półmiska po plaster z szynką. Zostaje zdemaskowany i zastrzelony na miejsscu. Jakie szczęście, to ze to byl tylko sen... Budzi się zlany potem we własnym łóżku :] Tak się tym snem zmęczył, ze wstaje, idzie do kuchni i zaczyna konsumować jakieś frykasy z lodówki... POżywić się może tylko w samotności ? w grupie jest to niemożliwe, bo nic ich nie łączy na tyle, zeby tej komunii wspólnego biesiadowania mogli zaznać ?

      Sny. Caly czas akcja przeskakuje w sferę marzeń bohaterów, a okazuje się to dopiero po fakcie.

      Oto proszone party u pułkownika. W którymś momencie za plecami gości, właśnie debatujących nad tym czy pieczone kurczaki są jadalne czy też można nimi przybijać gwoździe, rozsuwa sie kurtyna - a za nią jest publicznośc, widownia ich obserwująca, jak w teatre. Przed nim - budka z suflerem, który podpowiada im kwestie. Są zdeprymowani zupełnie. Za moment okazuje się to snem pana Thevenot. Tak jak następująca zaraz później sekwencja w której kłótnia dyplomatyczna pułkownika z panem Rafaeli skutkuje strzelaniną i śmiercią tego pierwszego.

      Sny są śnione, albo są opowiadane, chociaz brzmią jak real czasami - do trójki żon naszych jegomościów w restauracji przysiada się pewien młody porucznik i opowiada im z glupia frant o swoich dzieciństwie, w ktorym został przez zmarlą matkę poproszony o otrucie swojego ojczyma. Kiedy pojawia żołnierz z rozkazem powrotu na poligon żołnierzy szykujących się do biesiady u Senchelów - zostaje zachęcony do opowiedzenia własnego snu : w którym jest sam w opustoszałym mieście i spotyka duchy, m.in swojej zmarłej narzeczonej. W areszcie, kiedy nasze towarzystwo w celi czeka na wypuszczenie albo formalne oskarżenie - sen ma komisarz policji : o duchu brutalnego gliniarza, ktory słynął z brutalnych przesluchań podejrzanych [zamykał ich w pianinie i podkręcał jakąs skalę mocy, tak że ofiara sie darła wniebogłosy, a potem wszędzie łaziły wielkie czerwone chrząszcze - surrealny obrazek albo coś racjonalnego bardzo, czego nie załapałem], a teraz nocą łazi po komisariacie cały we krwi i otwiera cele aresztowanych.

      Zabawną postacią jest biskup, który pewnego dnia przychodzi do Senechelów i oferuje swoje usługi jako ogrodnik. Najpierw rozmawia tylko z panią S. i pyta czy może pomyszkować w kanciapie z narzędziami ogrodniczymi. Ona mu zezwala. Potem przychodzi pan S. - nie wie nic o biskupie, i kiedy ten zjawia się w salonie przebrany w strój ogrodnika i przedstawia się jako biskup - Senechel wyprowadza go za kołnierz na zewnątrz. Po chwili biskup znów powraca, tym razem w oficjalnym stroju i już zostaje godnie podjęty :]

      Ten sam biskup z czasem zaczyna uczestniczyć w imprezach Senechelów i ich znajomych. Przed jedną z nich zostaje wezwany do umierającego chorego,do gospodarstwa nieopodal. POdczas spowiedzi przedśmiertnej umierający przyznaje się do zabicia dwóch osób, dawnych wlaścieli majątku. Biskup cedzi przez zęby, ze... to byli jego rodzice. Udziela jednak wszelkich sakramentów człowiekowi, odpuszcza mu grzechy. Wychodzą - bierze strzelbę, ładuje ją i osobiście go rozstrzeliwuje. Wobec Boga uniewinniony, wobec człowieka - nigdy :]

      Pojawia się też młoda dziewczyna, komunistka/socjalistka, prześladująca Rafaeliego, najpewniej jest to terrorystka z królestwa Mirandy, która ma wykonać na nim zamach, jak podejrzewa sam Rafaeli. Kiedy dziewczyna próbuje wejśc do jego domu zaskakuje ją z pistoletem w garści. W mieszkaniu próbuje ją namowić do seksu ["róznimy sie bardzo, ale... oboje popieramy chyba wolna miłość, prawda ?"]. Ona odmawia. Proponuje jej szampana. Ona rozbija szkło. Za to chętnie łapie za drugi pistolet, ktory Rafaeli zostawia na stole przypadkiem. Nie nabity na szczęście, dla rafaeliego. "powinienem cię zastrzelic, ale mam spotkanie ze znajomymi", podsumowuje Rafaeli i wyprasza ją z mieszkania. Przez okno daje znak tajniakom, którzy zwijają dziewczynę do samochodu, kiedy tylko ta opuszcza kamienicę.

      I w zasadzie jedyną rzeczą, jaką są w stanie robić razem państwo mieszczanie z klasy średniej wysokiej są... marsze polną asfaltową drogą wśród zieleniny. Ta scena powraca parokrotnie, i ona zamyka film. Marsz po aslfacie wśród przyrody pozamiejskiej. Bez szyku, bez takich rzeczy, ale - marsz. Stukot obcasów. Idą jakby do jakiegoś celu zmierzali, a nie wyszli na spacer, ale... celu nie ma przed nimi, droga jest długa, prosta, pod nogami wygodnie, a oni idą pewnie i zamaszyście,ale idą donikąd. Dobre podsumowanie całości, i zapewne refleksja o słabości francuskiego mieszczaństwa tamtych czasów, jego oderwania od rzeczywistości, ale i swoistego niespełnienia, braku wspólnoty, realnej, a nie tylko tworzonej przez status społeczny, który ich w jakiś sposób naturalny ze sobą kojarzy. Nic jednak więcej, i nic poza tym.

      Są pogodni, są nawet sympatyczni i zabawni momentami, ale są przy tym płytcy i bezideowi.


      • grek.grek "Dyskretny urok burżuazji", ze spojl i bez 11.02.12, 11:55
        Pan Rafaeli o polityce ma tyle do powiedzenia, ze studentów trzeba wziąc za pysk, statystyki wskazujące na narastające patologie w społeczeństwie są niewiarygodne, a korupcja to wymyślone zagrożenie, w realu nieistniejące. interesuje go jedzenie i seks, jesli dobrze zrozumiałem : on i jego żona pozostają w wymiennym związku z małżeństwem Thevenot, w ktorym pani T. jest siostrą żony Rafaeliego.

        Portret mieszczaństwa - bez zadęcia, z ogromną dozą humoru, surrealnych wycieczek, ale jednocześnie szpila ostra i precyzyjna :]

        Pod względem technicznym - profeska ofk, prowadzenie aktorów, kamerowania, razem tworzy to rzecz, ktorą się ogląda z przyjemnością i uśmiechem na dziobie, w trakcie i po ktorej refleksja przychodzi samoczynnie. Czy tak wiele się zmieniło od przełomu lat 60 i 70 ?..

        w przyszłym tygodniu Czesi przerabiają Formana - niestety wzięli dwa tytuły znane na wylot "Lot na kukułczym gniazdem" i "Amadeusz", wybitne filmy, ale przerobione wielokrotnie. No ale oni dla czeskiej publiczności je wyświetleją, a być może w Ct nie hasały one tak często jak w polskich telewizjach [liczba mnoga, bo pamiętam, ze Polsat pokazywał "Lot"].
        • barbasia1 Re: "Dyskretny urok burżuazji", ze spojl i bez 11.02.12, 14:31
          Wielkie Merci, Mesje Grek. :)))

          Apetyt mam na kolejne filmy Bunuela. Zwłaszcza, że "Dyskretny urok burżuazji", jak czytałam, otwiera trylogię, którą uzupelniają "Widmo wolności" oraz "Mroczny przedmiot pożądania".

          Efekty specjalne dołączam do Twego prześwietnego streszczenia - trailer "Dyskretnego uroku burżuazji"
          www.youtube.com/watch?v=nXGWk1ZFCy4
          Urocza ta scena -kiedy kryjacy się pod stołem przezd masakrą Rafael siega łapą po plasterek szyneczki . ;))) Zabawny film.
          :)
          • grek.grek Re: "Dyskretny urok burżuazji", ze spojl i bez 12.02.12, 13:14
            Łamaną francuszczyzną... bahhdzo phoszę :]

            hah, a nawet takie mam wrażenie, ze mogliby puszczać po trzy filmy każdego prezentowanego reżysera, to by było tak... godnie. Dwa, to... ni przypiął ni przyłatał trochę.

            hehe, to zaiste zabawna scena, i - nawet jesli w filmie jest częścią snu - pokazująca to, co chyba najważniejsze w całym tym portrecie mieszczaństwa pędzla LB : oderwanie od rzeczywistości, taką fajną beztroskę i pewną naiwność nawet, która to może własnie jest tym "dyskretnym urokiem" tytularnym ?.
            • barbasia1 Re: "Dyskretny urok burżuazji", ze spojl i bez 12.02.12, 14:16
              Łamana francuszczyzna, ale grunt, że zrozumiała, he,he! :))

              A właśnie, masz rację.
            • barbasia1 Re: "Dyskretny urok burżuazji" - Kałużyński 14.02.12, 18:08
              W "Leksykonie filmowym na XXI wiek", w tomie 5. Kałużyński na temat "Dyskretnego uroku burżuazji” pisał tak /cytuję obszerne fragmenty/ :

              „Widzowie bywają zaskoczeni: film zapowiadany jako osobliwość, wygląda na regularną komedię i jak sformułowali moi rozmówcy cokolwiek zawiedzeni: „Właściwie składa się z kilku skeczów”. A jednak „Dyskretny urok burżuazji” jest rzeczywiście unikatem: tyle, że istotnie jest dyskretny, wskutek czego jego urok udziela się dopiero, gdy poświęci się mu nieco uwagi. Jest to jedne z rzadkich filmów , które zyskują, gdy ogląda się je po raz drugi i trzeci ( z reguły z kinem bywa odwrotnie), podobnie jak w przypadku utworu muzycznego, w który należy się wsłuchać. [...]

              Zapewne idzie o to, że Bunuel dotychczas walił w wielką perkusję. Jego nazwisko łączy się w najbardziej szokującymi, drastycznymi, bluźnierczymi obrazami w dziejach kina. To u niego w („Los Olividados” – „Zapomniani”) wywożono nocą zamordowane dziecko na podmiejską kupę śmieci, z której zrzucony mały trupek staczał się długo wśród zgniłych jarzyn i pustych puszek, po konserwach; to u niego nóż sprężynowy ukryty był w krucyfiksie do zwieszenia na szyi, zaś w Viridianie żebracy, włóczędzy i syfilitycy upozowani za stołem na wzór „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci, zrobili sobie „zdjęcie pamiątkowe”, ale nie za pomocą aparatu, lecz przez osobę starej prostytutki, która, która wypięta na nich zadzierała suknię. (! –ja)

              No i wreszcie ten okrutny szyderca wizjoner dał rzecz ocenioną zgodnie przez krytykę jako najpogodniejszą w całej jego karierze zgodnie przez krytykę jako najpogodniejszą w całej jego karierze. „Pierwszy zabawny film Bunuela” – pisze sprawozdawca francuski. Silnie powiedziane zważywszy, że Bunuel miał wtedy 75 lat, jego dorobek liczył 38 filmów (z tego do nas dotarło nie więcej niż dziesięć) i uchodzi za jednego z czterech czy pięciu – bo więcej ich nie ma! - kompletnych artystów kina, których nazwiska stawia się obok mistrzów innych czołowych sztuk; wymienia się tu jeszcze Eisensteina , Japończyka Kurosawę, Chaplina, może Orsona Wellesa i to wszytsko.

              Ale Bunuel jest indywidualnością nie tylko kina. Należy on też do pionierów sztuki nowoczesnej w tym sensie co Picasso, Klee, Strawiński czy Schonberg – jest czołowym przedstawicielem wielkiego Fermentu, który przeorał nasz wiek [...] Tak więc „Dyskretny urok” interesuje tez jako posłnie mistrza Reformy Sztuki, który działał, mimo, że jego epoka należała już cokolwiek do przeszłości. Jak już była mowa,. Owo dzieło jest nowością w życiorysie reżysera. Co więc się stało: czy jego credo zmieniło się uległo przystosowaniu albo może nastąpiła rezygnacja? Mimo sukcesu, jaki miał u publiczności.(a może właśnie z tego powodu), Bunuela spotkały pretensje ze strony jego wielbicieli - trzeba zresztą przyznać, nieliczne – że popadł w oportunizm, a nawet, ze zaparł się siebie.
              Idzie zaś o wierność kierunkowi, którego Bunuel jest może najwybitniejszym przedstawicielem i do którego przyznawał się stale: surrealizmowi. Otóż jest to styl być może najbardziej jaskrawy wśród wszytskich , jakie pojawiły się z początkiem naszego stulecia, zaś wszystkie miały programy gwałtowne. Ale tezy surrealizmu były nawet na tym tle wyjątkowo ostentacyjne: człowiek jest wyzyskiwaczem, społeczeństwo, religia, prawo jest to komedia i oszustwo, ludzkością kieruje namiętność, jednostką zaś – podświadomy instynkt. Specjalnością surrealizmu były dzikie wizje, wplecione w życie codzienne, koszmar połączony ze zwyczajnością, potworność, występująca pośród realizmu potocznego i szczegółowego. Przykładowy obraz surrealistyczny, to ów talerzyk z widelcem i z obrusem namalowany wiernie do szczegółu i położona na nim oko z wyrwanymi naczyniami limfatycznymi i włosowatymi, w miejscu gdzie powinien być kotlet.

              Podobnie szokującej wizji nie ma w „Dyskretnym uroku”, ale rozpatrzywszy film uważnie, przekonamy się, że Bunuel bynajmniej nie zmienił postawy: jego komedia jak najbardziej z ducha surrealizmu, tyle tylko, że dokonało się przesunięcie w klimacie – stał się on kameralny, przyciszony i zagadkowy, lecz paruje z niego wciąż to samo szyderstwo, niepokój i rozlega się anarchiczne „nie”, jakie zawsze brzmiało w twórczości reżysera.

              Cdn.
              • barbasia1 Re: "Dyskretny urok burżuazji" - Kałużyński cz.2 15.02.12, 15:41
                Być może na tej odmiennej harmonizacji polega posłanie starego surrealisty na nasze lata. Co ono wyraża? Przede wszystkim, trzeba u uniknąć nieporozumienia, jakie się łatwo nasuwa – ulegają mu z miejsca ci, którzy szukają znaczenia filmu. Idzie o tytuł, sugerujący, że jest to jeszcze satyra na burżuazję, co z miejsca zamyka film w etykietce. Rzeczywiście Bunuel w swojej twórczości z zaciekłością atakował burżuazję.

                Ale tym razem zdaje się, że jego intencja jest bardziej subtelna i zarazem powszechna . Bohaterowie jego komedii – są to dwie pary małżeńskie i ich przyjaciel, ambasador nieznanej na mapie republiki południwowoamerykańskiej „Miranda” (czyli „wizja”...) – nie występują w charakterze klasowym , lecz jako przeciętne , dobrze się mające towarzystwo, które dzisiaj się może się trafić w każdym kraju. Jest tu zaledwie jedna scena podkreślającą specyficzność klasową: gdy jeden z panów, przyrządziwszy stylowy alkohol i pragnąc zademonstrować ja go nie należy pić, częstuje nim rozmyślenie szofera ambasadora, który oczywiście łyka go duszkiem (błąd!). Zreszta panie sa niezadowolone z tej podstępnej antydemokracji i karcą przyjaciela („Przecież to prosty człowiek, nie można od niego wymagać"). Burzuazja ta jest dobroduszna w odniesieniu do ludu. Ale też nie o jej pozycje klasową chodzi tym razem, lecz raczej w ogóle o życie dobrobytowe i awansowe współczesnego affluent society, cokolwiek po tej linii, jak zajmuje się nim Fellini w „Słodkim życiu” czy Ferreri w głośnym „Wielkim żarciu”.

                Bo tutaj również osią jest konsumpcja i to dosłownie: pierwszą scenę stanowi przyjazd do przyjaciół na proszoną kolację. Ale sytuacja jest odwrotna niż w skandalicznym „Wielkim żarciu”, które przecież jest również wielka satyra na styl życia prosperity. Tam kwartet bohaterów zażerał się, zapijał i kopulował na śmierć: zostawały trupy; zresztą u Bunuela są również na końcu, ale jest to tylko marznie senne ambasadora Mirandy, zaś cala akcja filmu polega na tym, ze do posiłku nie dochodzi, bo wyłaniają się przeszkody, które są „stopniowane”. Zaczyna się od prostych (pomyłkowo umówiono się nie na ten wieczór), kończy się zaś na bardzo oryginalnych – wystrzelenie niedoszłych biesiadników przez bandę gangsterów, zresztą jak już się rzekło, iluzoryczne, zaś tymczasem przewinęły się rozmaite charakterystyczne sytuacje, typowe dla życia epoki Wielkiego Dobrobytu –z przemytem narkotyków, samowolą policji oraz zamachowcami kontestatorami łącznie. Cała ironiczna galeria zdarzeń-tematów świata współczesnego. „Jakie jest znaczenie tej „niemożności spożycia” zdaje się równoległe do tego , jakie daje „Wielkie żarcie”, mimo zgoła odwrotnego przebiegu akacji: jeden i drugi film stanowi ostrzeżenie. Ale u Bunuela wynika ono z jego postawy surrealisty. . co za siła kieruje przeszkodami. , odpychającymi biesiadników od stołu? Nie wiadomo; jest to być może trudność „podświadoma”, rodzaj ukrytego kompleksu zbiorowego (na co zdają się naprowadzać sny).

                Ciekawe , ze śmierć w niepokojący sposób krąży koło tego pogodnego i eleganckiego towarzystwa – zjawia się raz po raz, począwszy od wizyty w restauracji, której właściciel właśnie umarł i leży zapalonymi świecami u wezgłowia, tuż obok sali dla gości; nasi bohaterowi zdegustowani odchodzą, mino, ze kelnerzy gotowi są ich obsłużyć. Potem zaś widmo śmierci staje się coraz bardziej natrętne.
                Ale mimo że krąży , nigdy nie grozi bezpośrednio: jest to znak nieprzejrzysty, niby owe „Mane-Tekel-Fares” z Biblii. Wszystko w tym niezwykłym filmie jest niejasne , mimo precyzji (paradoks , ale właśnie surrealistyczny – przypomnijcie sobie obrazy Dalego, Tanguy, Ernsta, owe dokładne wizje nie dające się odczytać). Film jest odtańczony na linie, między rzeczywistością a fantasmagorią, scenami obyczajowymi i proroctwem, powagą i szyderstwem.

                Rzeczywiście jest to „cykl skeczów”, lecz zarazem, może to być pogróżka pod adresem cywilizacji konsumpcyjnej, w której nieznany demon przeszkadza zasiąść do stołu. Zapewne tyczy to swojej okolicy – zachodniej, ale można zastanawiać się, czy to i owo nie pasuje również do nas, jako że i my wkraczamy w erę spożywania. Jednak wciąż wiele nas dzieli! Dowodem scena, gdy trzy panie zasiadają w kawiarni i dowiadują się od kelnera, że nie ma ani kawy ani herbaty i nawet wody podać im nie może; w Paryżu jest to sytuacja zaiste surrealistyczna, ale u nas widzowie w tym momencie tarzają się ze śmiechu z zupełnie innej przyczyny, której nawet perfidny Bunuel nie przewidział, mimo że jest mistrzem tysiąca znaczeń ukrytych.

                Leksykon filmowy na XXI wiek, t. 5, str. 102-105

                :)
                • grek.grek Re: "Dyskretny urok burżuazji" - Kałużyński cz.2 16.02.12, 12:01
                  Barbasiu, jesteś prawdziwym medium łączącym dwa światy : nasz tutejszy z zaświatami, z których włącza się JK :] I mamy nad nim przewagę - możemy z nim polemizowac, a on z nami - tak średnio, hehe.

                  Wielkie dzięki Tobie za ten jego głos w naszej dyskusji.

                  "Słodkie życie", "Wielkie żarcie" i "Dyskretny urok" - świetnie to połączył, prawda ? trzy filmy tak samo ironicznie ale i gorzko puentujące styl i sposób życia ówczesnej burżuazji. wszystkie z jakąs dozą owego "uroku", ale to "urok" zdradliwy i w sumie, przy naprawdę bliskim przyjrzeniu się [mu] - mało wdzięczny, raczej tragizmem zalatujący.

                  wspomina JK o scenach z szoferem pijącym drinka, podsuniętego mu przez jego państwo i kawiarnianą sytuację, kiedy trzy panie zamawiają kolejno : herbatę, kawę, wodę i zadnego z tych napojów nie dostają, bo "wyszły", a na ostatni czekać się im nie chce - w międzyczasie dosiada się do nich młody melancholijny porucznik, który opowiada im swój sen z duchami w tle. Jakoś tak się tym snem przejąłem, ze o banalnych a nierealizowalnych zamówieniach - zapomniałem całkowicie :]

                  wspaniała praca, Barbasiu, raz jeszcze dzięki, czytało się pierwszorzędnie, tak jak Twoje opowieści filmowe :]
                  • barbasia1 Re: "Dyskretny urok burżuazji" - Kałużyński cz.2 17.02.12, 15:56
                    grek.grek napisał:

                    > Barbasiu, jesteś prawdziwym medium łączącym dwa światy : nasz tutejszy z zaświa
                    > tami, z których włącza się JK :] I mamy nad nim przewagę - możemy z nim polemi
                    > zowac, a on z nami - tak średnio, hehe.

                    Ha,ha! Dzięki, dzięki za wszytskie życzliwe słowa. :)) Czułam, że Ci ucieszy ten głos Kałużyńskiego w naszej dyskusji. Może niezupełnie to głos z zaświatów, bo jednak zapisany i utrwalony on jest na papierze, można go znaleć w nie tak dawno wydanym V tomie Leksykonu filmowego na XXI wiek.

                    Pan Kałużyński pojawiła się tu także dlatego, że sama jakoś nie miałam, nie mam śmiałości zabierać się za interpretację tego dzieła mistrza Bunuela, przynajmniej dopóki nie przeczytam tego, co na ten temat mieli do powiedzenia wspólczesni reżyserowi krytycy (natomiast do Piękności dnia" jak mówiłam, jeszcze ośmielę się wrócić ).

                    Tak, bardzo dobra uwaga. I tak szczęśliwie się złożyło, że "Słodkie życie" mamy na świeżo w pamięci. "Wiekiego żarcia", jeszcze nie mamy w naszej forumowej kolekcji, ale co nieco o tym filmie już wiemy, też dzięki Tobie.

                    :)
                    • grek.grek Re: "Dyskretny urok burżuazji" - Kałużyński cz.2 18.02.12, 14:24
                      Mam nadzieję, kiedy "Wielkie żarcie" powtórzą, najlepiej w ogólnodostępnym czasie antenowym, wtedy na pewno uda się powiedzieć o nim szczegółowo.

                      Ja mam jakieś stare recenzje JK, z POlityki, ale do takich perełek jak Leksykon, to one nijak nie pasują. Cale szczęście, ze jesteś posiadaczką owego Lexa i czasami jako medium występujesz :]

                      Wiesz, wg mnie, "Dyskretny urok", jak i JK wspomina, nie jest specjalnie trudny w odbiorze, pewnie ktoś by nawet mógł powiedzieć, ze mało wymagający ;] Może w tamtym okresie czasu, po prostu, ważył więcej, jako portret współczesnej aktualności, a dzisiaj trzyma się bardziej jako uznane dzieło niż komentarz do naszych czasów ?; aczkolwiek... ja bym tam widział jakieś punkty styczne - czy dziisaj nie ma kast ludzi kompletnie oderwanych od realiów, ze względu na swoją, nazwijmy to, "uprzywilejowaną" pozycję/umiejscowienie w społecznej strkturze ?
        • barbasia1 Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 11.02.12, 15:10
          Może już czas zacząć już przegląd muzycznych nominacji do Oscara.
          Na pierwszy ognień niech idzie - muzyka ze wspomnianego przez Ciebie, Greku, filmu Scorsese "Hugo i jego wynalazek", który właśnie wchodzi do kin.

          Autorem muzyki do tego filmu jest Howard Shore, który skomponował muzykę do ponad 90 filmów, w tym do trylogii "Władca Pierścieni", za pierwszą i trzecią trylogii część otrzymał Oscara (co ciekawe to były jego pierwsze nominacje w całej karierze, obie jakże szczęśliwe) .Ma też na koncie kilka innych nagród, min. Złoty Glob za muzykę do filmu "Aviator" (2004).

          www.youtube.com/watch?v=YGSGuQDWT4U&feature=related
          i jeszcze jeden fragment z udziałem naszej znajomej, francuskiej piosenkarki Zaz
          www.youtube.com/watch?v=M9ALMrpUO3Q&feature=related
          cdn.
          :)
          • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 11.02.12, 15:13
            Co ciekawe to były jego dwie pierwsze nominacje do Oscara w całej karierze, obie jakże szczęśliwe.
            • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 11.02.12, 15:30
              Howard Shore skomponował też muzykę do filmu Finchera "Siedem" .
              • barbasia1 Whitney Houston nie żyje!!! 12.02.12, 12:30
                www.youtube.com/watch?v=_gXJ5gDfbvA&feature=related
                www.youtube.com/watch?v=nsHcZiTSaBI



                • barbasia1 Re: Whitney Houston nie żyje!!! 12.02.12, 14:58
                  Jeden z najpiękniejszych głosów w historii muzyki ...

                  Najsłynniejsza jej piosenka z filmu "Bodyguard" -

                  www.youtube.com/watch?v=3JWTaaS7LdU&ob=av2n
                  • grek.grek Re: Whitney Houston nie żyje!!! 13.02.12, 14:27
                    no to Whitney się zawinęła. I to dzień przed Grammy. celowała samobójczo czy przypadek..?

                    może nigdy faunem nie byłem, ale głos miała zawodowy, to trzeba przyznać, nawet specjalnie nie znając się na tych wszystkich oktawach, rejestrach i innych terminach.
                    • barbasia1 Re: Whitney Houston nie żyje!!! 13.02.12, 22:27
                      Chyba jednak było to nieszczęśliwy wypadek, który prędzej czy poźniej niestety musiał nastąpić, był kwestią czasu.

                      Mówią w mediach - przegrała walkę z sama sobą, uzależnioną od nakrotyków, alkoholu, lekarstw przeciwdepresyjnych, upokajających i pewnie i innych... heh.

                      Kolejna marnacja wielkiego talentu, nieprzeciętnego głosu ...

                      :)
          • grek.grek Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 12.02.12, 13:29
            Trzymasz poziom, Barbasiu, nie wyobrażam sobie typowania oskarowego bez Twoich prezentacji muzyki. Od razu czuje się, że się zbliża "dzień rozdawnictwa żelastwa" ;]
            • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 12.02.12, 13:44
              Miło mi przeogromnie Greku, że tak mówisz, myślisz! :)))

              Czas leci, do nocy Oscaraowaj coraz bliżej, żelastwa he, he, to znaczy wielece pozadane przez filmowców statuetki Oscara w ubiegłym tygodniu przyleciały już w paczkach samolotem do LA, gdzie będą je "ubierać" w tabliczki ze stosownymi napisami ...

              :)
            • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 2 14.02.12, 14:56
              Dziś druga nominacja, John Williams, ulubiony kompozytor Stevena Spielberga, właśnie do jego filmu "Czas wojny" skomponował nominowaną ścieżkę dźwiękową.
              W przeciwieństwie do poprzednigo kompozytora, Howarda Shore to weteran bojów o Oscara i prawdziwy rekorodzista, jeśli chodzi o nominacje, w sumie zdobył ich aż 35, z czego "tylko "4 statuetki stauetki powędrowały do jego rąk (za "Szczęki", "Gwiezdne Wojny", "E.T.", "Lista Schindlera").

              www.youtube.com/watch?v=O3DN2t8xGc8&feature=BFa&list=PL7431DAAD023E3873&lf=results_main

              Osobiście też lubię Johna Williamsa i jego czasami nieco pompatyczną muzykę.

              :)
              • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 2 14.02.12, 15:02
                Jeszcze jeden link muzyczny:

                www.youtube.com/watch?v=WB6SSrRWBEg&feature=related
                :)

                • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 3 15.02.12, 15:56
                  Trzecim nominowanym jest ... John Williams , tak, tak, to nie pomyłka, John Williams jest w tym roku nominowany za muzykę do dwóch filmów, tym drugim filmem są "Przygody Tintina", komputerowa animacja zrealizowana na podstawie kultowego? komiksu belgijskiego pisarza - Hergé'a, w reżyserii Stevena Spielberga.

                  www.youtube.com/watch?v=krXZ0RAaiAg
                  www.youtube.com/watch?v=MeCESFOGA-U
                  :)
                  • grek.grek Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 3 16.02.12, 15:34
                    trzy nominacje, a ja już nie wiem, którą wybrać jako najbardziej właściwą do nagrodzenia :]

                    a to dopiero połowa, chyba ? będzie trudny wybór...
                    • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 3 16.02.12, 15:50
                      Jeszcze dwie ścieżki dźwiękowe i dwóch kompozytorów zaprezentuję.
                      Na końcu, powiem to już teraz, będzie ten, w którym upatruję Oscarozwycięzcy.

                      :)
                      • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 4 18.02.12, 17:02
                        Czwartą nominacje otrzymał hiszpan Alberto Iglesias (nie, nie jest spokrewniony z tymi Iglesiasami, w każdym razie nie znalazłam, żadnej informacji na ten temat). Iglesias to ulubiony kompozytor Pedro Almodovara, skomponował muzykę do wielu jego filmów, m.in. "Przerwane objęcia, "Volver", "Złe wychowanie", "Porozmawiaj z nią" i najnowszego - "Skóra, w której żyję", ale współpracował też Stevenem Soderberghiem, Olivierem Stonem.
                        Nie ma jeszcze Oscara na swym koncie, choć był już wcześniej dwukrotnie nominowany do Oscara za muzykę do filmów "Chłopiec z latawcem" i "Wierny ogrodnik".

                        W tym roku jest nominowany za muzykę do filmu "Szpieg" ("Tinker, Tailor, Soldier, Spy"), to właśnie muzyka z tego filmu:

                        www.youtube.com/watch?v=DNhkUG8kMwQ&feature=related
                        /ten fragment z motywem trąbki w tle jest najlepszy, imo/

                        www.youtube.com/watch?v=XTPs2Pcl8PE&feature=related
                        :)
                        • barbasia1 OT muzyczny - trąbka 18.02.12, 17:22
                          A propos trąbki, by pozostać jeszcze w klimacie:

                          Jerzy Satanowski - Ekstradycja 2 - Napisy Końcowe:

                          www.youtube.com/watch?v=3FzW7RBOzBY
                          Michał Lorenc
                          Wieczory
                          www.youtube.com/watch?v=hvGat82JErwKołysanka
                          www.youtube.com/watch?v=IR951-Mu2QA&feature=related
                          Gdyby panowie kompozytorzy mieszkali na zachodzie na pewno zdobyliby Oscary:
                        • pepsic Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 4 18.02.12, 17:50
                          Barbasiu, czekam na ten właściwy :))
                          • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 5 18.02.12, 18:45
                            Skoro tak , Pepsic, to dziś jeszcze ostani nominowany Francuz Ludovic Bource. Spośród wszytskich tu zaprezentowanych kompozytorów muzyki filmowej jest najmniej znany. Ale to zdaje się faworyt w tegorocznej rywalizacji oscarowej w kategorii muzyka filmowa.
                            Za muzykę do "Artysty" Bource zdobył już Złotego Globa oraz nagrodę BAFTY (Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych), teraz do kompletu brakuje mu tylko Oscara!

                            Przepiękna to muzyka utrzymana w klimatach z późnych lat 20. doskonale korespondująca z obrazem. Wielką zaletą tej ścieżki dźwiękowej jest również, to, że jest ona znakomita jako niezależny produkt.

                            Tylko trzy linki wklejam ( a chciałabym wszytskie :):

                            The Artist - main theme - George Valentin
                            www.youtube.com/watch?v=A2CUVBAS0Nk&feature=related
                            The Artist - Waltz For Peppy
                            www.youtube.com/watch?v=r4zsGHMvDoA&feature=related
                            www.youtube.com/watch?v=bLbHryYtHC8&feature=related
                            • grek.grek Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 5 19.02.12, 14:19
                              dzięki, Barbasiu, za to coroczne przedstawienie nominacji. Wybór niełatwy. I, nie wiem czy się zgodzisz..?, w tym roku poziom też jest wysoki, to jest za każdym razem dobra muzyka, która ma swój własny odcień i charakter.
                              • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 5 19.02.12, 15:01
                                Tak, zgadzam się. Choć jestem totalnie zauroczona muzyką do "Artysty" i dla mnie wybór jest w tym roku prosty.

                                :)
                              • barbasia1 Re: Oscary 2012 - nominacje w kategorii muzyka 5 19.02.12, 20:58
                                Muzyka z obrazem, obraz z muzyką - "Artysta" raz jeszcze

                                www.youtube.com/watch?v=tLeC3U3E3Ms&feature=relmfu
                                www.youtube.com/watch?v=Yao13CA62mc&feature=related
                                www.youtube.com/watch?v=CvUQuabFoEQ&feature=relmfu
                                www.youtube.com/watch?v=SmPt9il-Tdo&feature=relmfu
                                www.youtube.com/watch?v=Z9bKVHKI8ig&feature=relmfu
                                www.youtube.com/watch?v=Z2s9ZlenQm8&feature=relmfu
                                Przepiękny!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka