Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26)

01.12.12, 21:26
zdazylam ;)

Widac, ze w ubieglym miesiacu telewizja wyjatkowo nas rozpiescila - ponad 600 wpisow!
Oby tak bylo i w grudniu, choc troche watpie, bo grudzien to zazwyczaj marny telewizyjny czas, seriale sie koncza i daja takie rozne 'zapchajdziury' :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek do 100-tki dopiero sie rozpędzamy :] 02.12.12, 12:55
      Całkowicie w ciemno klikam w lewym rogu "lubię to"
      a co, a co... dośc tej skromności, pora tę podrzucaną wdzięcznie piłeczkę
      smeczować ;]
      w końcu, to nie wstyd, a zaszczyt lubić... nas oraz was.

      Maniu, w grudniu na pewno będziemy się znęcać nad ramówką świąteczną, hehe, więc
      nasza lokomotywa będzie tylko gwizdać śmigając wesoło po grudniowych torach.

      I zamierzam Was obdarować na happy new year nagrodami w pierwszej edycji moich
      nagród podsumowujących sezon pod nazwą Ojejasy. stay tuned, każdy po choinka noworoczną znajdzie jednego Ojejasa, w kształcie kocura oczywiście :]





      • grek.grek Re: do 100-tki dopiero sie rozpędzamy :] 02.12.12, 12:58
        * minimum jednego Ojejasa :], aczkolwiek żadnego "minimalizmu" nie mam w planach.

        wybory kota do statuetki trwają i są niezwykle burzliwe.
      • barbasia1 Re: do 100-tki dopiero sie rozpędzamy :] 02.12.12, 13:47
        > Całkowicie w ciemno klikam w lewym rogu "lubię to"
        > a co, a co... dośc tej skromności, pora tę podrzucaną wdzięcznie piłeczkę
        > smeczować ;]

        Słusznie prawisz!
        > w końcu, to nie wstyd, a zaszczyt lubić... nas oraz was.

        Też Ciebie bardzo lubimy i klikamy w lewy górny róg.

        >I zamierzam Was obdarować na happy new year nagrodami w pierwszej edycji moich
        > nagród podsumowujących sezon pod nazwą Ojejasy.

        Jużsięniemogędoczekać! Do końca roku jeszcze tak daleko ... i tak blisko!
        Lubię dostawać nagrody i prezenty. :))))
      • pepsic Re: do 100-tki dopiero sie rozpędzamy :] 02.12.12, 16:02
        nasza lokomotywa będzie tylko gwizdać śmigając wesoło po grudniowych torach.
        Jak ładnie to ująłeś:))

        Ps. A to niespodzianka, juz sie nie mogę doczekać,
      • maniaczytania Re: do 100-tki dopiero sie rozpędzamy :] 02.12.12, 22:06
        No Greku - to ja tez sie przylaczam do tych, ktore nie moga sie juz doczekac tych niespodzianek :)

        A co do ramowki swiatecznej - poki co widzialam ta z TVP1 i 2, moze niedlugo Wam ja zaprezentuje, bedzie powod do znecania!!! Jeszcze nadzieja w tych innych stacjach ...
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 02.12.12, 13:51
      Maniusiu, jesteś niezastąpiona.
      Jak zawsze na czas! :)))

      A ja niezmiennie liczę na TVPKulturę jeśli chodzi o ciekawe propozycje w grudniu,
      może pozytywnie zaskoczy nas też TVN7 albo Polsat (nocna porą chyba!?).
      • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 02.12.12, 14:16
        O, właśnie czekałam na nowy wątek!
        Greku, czy nagroda musi mieć postać kota?? :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 02.12.12, 14:53
          > Greku, czy nagroda musi mieć postać kota?? :)

          Chyba nie grymasisz, Bronte!? ;)))
          • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 02.12.12, 14:59
            Nieee. Ale ja nie lubię kotów :)))
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 03.12.12, 14:30
              siostra.bronte napisała:

              > Nieee. Ale ja nie lubię kotów :)))

              Bronte, jak znam Greka , to statuetka kota będzie tylko dodatkiem do atrakcyjnej mowy uzasadniającej!
              Na kota, więc mogłabyś w drodze wyjątku przymknąć oko.

              :)
              • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 03.12.12, 14:33
                :)))
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 03.12.12, 14:09
          mogą być wyjątki na specjalnie życzenie :]

          co proponujesz ?
          • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 03.12.12, 14:29
            Hehe. Ewentualnie może być dziki kot, na przykład lwiątko lub tygrysek :))
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 03.12.12, 14:35
              siostra.bronte napisała:

              > Hehe. Ewentualnie może być dziki kot, na przykład lwiątko

              !!!

              To samo mi chodzi po głowie!!! Duży kotek .... lew ... Złoty Lew Ojejku .

              i oczywiście mogą być też normalne koty (te które Grek tak lubi), za dodatkowe osiągnięcie i wyczyny ,"Ojejasy".

              Co o tym sądzi Szanowna Kapituła???

              :)

              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 03.12.12, 14:39
                Złote Koty i Złote Lwy Ojejku w skrócie Ojejasy.

                Pierwszego honorowego Ojejasa powinna dostać Zoe za wymyślenie tytułu tego wątku.

                :)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 04.12.12, 16:07
                kapituła dokonała błyskawicznej weryfikacji pozytywnej zgłoszonego postulatu :]

                słusznie, o Zoe nie zapomnę.
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 05.12.12, 14:57
                  grek.grek napisał:

                  > kapituła dokonała błyskawicznej weryfikacji pozytywnej zgłoszonego postulatu :]

                  To wspaniale. :)
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 9 (vol. 26) 04.12.12, 14:06
              haha, życzenie in spe nagrodzonych jest dla mnie rozkazem.
              będzie tygrys :]
    • grek.grek Co na dziś ? "Drzewo cytrynowe","Chłopcy","Brooks" 03.12.12, 14:08
      Hoho, widzę że zapowiedź nagród zadziałała zaciekawiająco :]
      Teraz tylko muszę sprostać Waszym oczekiwaniom.

      a póki co, jak tam dzisiejsza oferta ?

      "Chłopcy", 0:30 w TVP1, chyba coś pisaliśmy kiedyś.
      rzecz o grupie starszych panów, na przemian :odczuwających
      nieubłagany upływ czasu i broniących się przed nim za pomocą
      dokazywania, w pensjonacie spokojnej starości.

      wcześniej powtórka na żywo granej "Boskiej".
      TVP się już łapie czego może :]

      KUltura. 20:20, "Drzewo cytrynowe".
      skromna palestyńska wdowa skonfliktowana z ważniakiem izraelskim, a przedmiotem
      sporu jest owo tytułowe drzewo, czy raczej cały zagajnik, należący do wdowy, który
      ma być ścięty ze względów bezpieczeństwa jej wysokopostawionego sąsiada.

      [zawsze to jakaś nowość... wczoraj KUltura zaserwowała po raz miliard sto tysięcy dwudziesty ósmy "Million dollary baby" alias "Za wszelką cenę", co chwila zresztą jakimś wielokrotnym riplejem częstują]

      POlsat, 22:20 "Mr. Brooks", też powtórka [chyba].
      Pozoornie szanowany obywatel jest ukrytym psychokillerem. Do czasu, gdy jedno z jego zabójstw widzi tajemniczy ktoś i zaczyna go szantażować ujawnieniem prawdy. Jest też pani policjant na tropie. Ja tego nie widziałem, ale chyba Ty, Maniu film ów opisywałaś. Kevin Costner killerem ? To może być trudne do przeskoczenia ;]

      więcej grzechów nie pamiętam :]

      hah, w tym tygodniu muszę Wam coś napisać o 6 seriii Dextera, boć to już 9
      odcinek wczoraj się wyświetlił i doszlo do, tak sie wydaje, świetnego twistu.



      • siostra.bronte Re: Co na dziś ? "Drzewo cytrynowe","Chłopcy","Br 03.12.12, 14:25
        "Chłopców" widziałam wieku temu. O tej porze chyba niewielu widzów obejrzy ten film.
        Ciekawe, ale w moim programie (Teletydzień) jest błąd: w Kulturze jest film "Boso, ale na rowerze". Ale "Drzewo cytrynowe" też mnie nie interesuje.
        "Mr. Brooksa" nie widziałam. Costner też działa na mnie zniechęcająco, do tego późna pora.
        • grek.grek Re: Co na dziś ? "Drzewo cytrynowe","Chłopcy","Br 04.12.12, 14:08
          zaskoczę cię, Costner daje się jakoś zdzierżyć :]
          obejrzałem połowę, dzisiaj dokończę, jutro postaram się coś dopisać.
      • barbasia1 "Boso, ale na rowerz" TVPKultura, "Chłopcy" 03.12.12, 14:46
        W moim gazetowy program telewizyjny o 20:20, w TVPKultura też jest film "Boso , ale na rowerze".
        Pamiętam, żeście oboje z Pepsic, zachęcali do oglądania.

        :)
      • barbasia1 "Boso, ale na rowerze" TVPKultura 20:20 03.12.12, 16:16
        Pierwsza pisała o tym filmie Pepsic:

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,124619339,Re_telewizornie_na_swietoweekend_wyramowaly_.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,124679421,_Boso_ale_na_rowerze_.html
        Potem Grek:
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132893734,_Boso_ale_na_rowerze_dwie_wersje.html
        :)
        • pepsic Re: "Boso, ale na rowerze" TVPKultura 20:20 03.12.12, 17:34
          O, nasza archiwistka, jak zwykle nie zawodzi:) Entuzjazm podtrzymuję, chętnie rzuciłabym okiem na powtórkę, gdyby nie Altman na tvn7, czyli "Fałszywa ofiara" (brawa za ofertę tvn7-owską), jak również canal+ kuszący nowościami.

          Ps. W wyborczym dodatku piszą o "Boso, ale ..." , w internetowym wydaniu nad nami o "Drzewie cytrynowym", a w telewizorze na podglądzie nadal się zastanawiają.
        • grek.grek Re: "Boso, ale na rowerze" TVPKultura 20:20 04.12.12, 14:09
          Barbasiu, jak zwykle perfect.com zapowiedź :]
          niemniej, dali wczoraj "Drzewo cytrynowe", "Boso..." chyba w innym terminie puszczą...
    • pepsic "Maratończyk" tvn7 - z wczoraj 03.12.12, 18:11
      Klasyk gatunku z doborową obsadą i kultową już sceną z udziałem dentysty sadysty, o której Siostra z Grekiem po sąsiedzku wspominała wraz z tragikomicznym zapytaniem '"Jest bezpiecznie?". Co ciekawe, a raczej niepokojące, z projekcji sprzed lat tylko tę jedną jedyną scenę zapamiętałam, a przy tym wydawała się dużo bardziej drastyczna.
      Grek, napiszesz coś więcej? Pytam, bo umknął mi początek i nie rozwikłałam do końca intrygi.
      • grek.grek Re: "Maratończyk" tvn7 - z wczoraj 04.12.12, 14:17
        oczywście, Pepsic, spróbuję napisać :]
        nie wiem, czy jeszcze dziś, ale na pewno : jak najwcześniej.
        • pepsic Re: "Maratończyk" tvn7 - z wczoraj 06.12.12, 18:11
          Zatem grzecznie czekam, i trzymam za słowo:)
      • grek.grek "Maratończyk" tvn7 - storyline 06.12.12, 13:04
        "Jest bezpiecznie ?" :]
        to klasyk, sposób w jaki OLivier to mówi, w tym pustym magazynie, gdzie tylko jego
        goryle i przywiązany do krzesła Babe alias Hoffman... Rewelacja. I gośc nie wie, co
        odpowiedzieć : miota się między "nie wiem, o co panu chodzi ?", "jest bezpiecznie", a
        "jest bardzo niebezpiecznie". Kapitalna scena.

        hehe, ja też inaczej zapamiętałem tę scenę wiercenia w zębach - przede wszystkim,
        wydawało mi się, że była dłuższa i tego borowania było więcej.

        Ha, więc a'propos początku, to mnie też nie udało się w całości obejrzeć, ale
        z tego co pamiętam chodziło o to, że : studenta i zapalonego biegacza Babe'a odwiedza brat. Brat, który robi na dwóch posadach : jest w zarządzie spółki naftowej, a jednocześnie
        jest tajnym agentem rządowym, pracując dla niejakiego Janeway'a. Tak naprawdę, przyjechał do Nowego Jorku nie tyle do Babe'a, ile dlatego, ze agentura wyniuchała, że ma się tam pojawić ukrywający się nazistowski zbrodniarz, Schell, czyli Pan Ząbek ;]. Brat Schella zginął własnie w samochodowym wypadku ulicznym, a podejrzewa się, że kręcił się po mieście w celu podjęcia paczki pełnej diamentów, wartych gigantyczny szmal.

        Jest też wątek dziewczyny Babe'a, trochę podejrzanej persony, przed którą ostrzega go brat,
        podejrzewający ją o konszachty z Schellem co zresztą później okaże się prawdą.

        Kiedy Schell przybywa do Nowego Jorku brat Babe'a się z nim spotyka, próbuje dać mu do zrozumienia, że każdy jego krok będzie śledzony, a finał tego jest taki, że Schell usuwa go ze swojej drogi traktując go swoim firmowym nożem ukrytym w rękawie płaszcza. Brat Babe'a dociera do domu brata i tam umiera.

        A potem Schell i jego goryle biorą się za Babe'a. Porywają go z jego własnego mieszkania. Schell grzebie mu w zębach, ale Babe "nic nie wie" [pewnie o tych diamentach, albo czegoś o swoim bracie, bo przyznam, że trudno było wywnioskować, czego chciał Schell, może Ty się zorientowałaś ?]. Wtedy wkracza Janeway i wyrywa Babe'a z rąk oprawców. Strzela do nich, trafia, oni padają trupem, a Janeway pakuje Babe'a do auta i w długą. W czasie jazdy próbuje Babe'a brać na spytki, ale Babe rzeczywiście nie ma pojęcia, o co w tym chodzi.

        Jakiez więc jest zdziwenie naszego biedaka, kiedy Janeway przywozi go... z powrotem tam, skad go bohatersko uwolnił, a ci, których "położył trupem" - zyją i mają się świetnie. To była prowokacja, a Janeway to podwójny agent, pracujący zarówno dla rządu, jak i dla Schella.

        Druga runda zabawy w dentystę.

        A potem Babe ucieka, przyznam, ze mam lukę - jak to zrobił, chyba przez nieuwagę tamtych, prawda ?
        Zrywa się do biegu, chociaż ledwie żyje i ząb naparza go niemiłosiernie. Wieje przez jakieś podejrzane ulice, dzielnice, piaskownice, za nim Janeway i reszta, ale udaje mu się zwiać.

        Próbuje wrócić do domu, ale pod jego kamienicą czekają już na niego ludzie Schella, więc zawiera dil z czarnoskórym "kolegą" [a raczej takim, co się z niego bez końca nabijał], żeby napadł na jego własne mieszkanie, i wziął dla niego jakieś ciuchy i pistolet, a zatrzymać może sobie sprzęt audowizual. tamten się zgadza, i agenci Schella nie mogą nic zrobić, kiedy czarny gang z pistoletami wchodzi sobie do mieszkania Babe'a.

        Ubrany już Babe prosi swoją dziewczynę o pomoc. Ona wywozi go autem daleko poza miasto. Na miejscu Babe orientuje sie, ze to pułapka, a ona jest w kontakcie z Schellem i jego siepaczami. Dziewczyna się przyznaje bez bicia. Pojawienie się tamtych jest tylko kwestią czasu, ale Babe jest przynajmniej gotowy na ten wariant.

        Kiedy się zjawiają, bierze ich na muszkę. Wtedy Janeway zabija pozostałych dwóch i próbuje wejśc w układ z Babe'em - proponuje mu pomoc w zabiciu Schella, ale w zamian za część diamentów, o których Babe się dowiaduje,ze to one są tutaj w centrum akcji. Zanim Babe się zgodzi, jego dziewczyna próbuje odwieśc do od zamiaru, skutkiem czego Janeway ją zabija, żeby milczała, ale od razu Babe strzela do niego i uśmierca.

        Teraz Babe ma auto, ból zęba i perspektywę powrotu do Nowego Jorku i udaremnienia Schellowi wejścia w posiadanie tej fury diamentów.

        Schell kręci się po sklepach z biżuterią i próbuje wycenić ten swój skarb. Ma kilka pojedynczych egzemplarzy i wychodzi na to, że są warte fortunę.

        O mało nie wpada. Jak sie okazuje świat jest pełen eks-więźniów obozów koncentracyjnych. Schella rozpoznaje jeden facet u jubilera, oraz kobieta na uliicy - rewelacyjna scena, kiedy na zatłoczonej ulicy nowojorskiej ona zaczyna krzyczeć "to on, Biały Anioł, zatrzymajcie go !", ale nikt nie rozumie o co jej chodzi, a równocześnie w pogoń za Schellem wyrusza ten facet od jubilera, chociaż on idzie tak jakoś wolno, jakby ciągle się zastanawiał, czy naprawdę to możliwe, że spotkał swojego kata z obozu. Wspaniała scena.

        Schell zabija tego faceta, kobiecina wpada pod samochód, robi się rejwach, Schell wsiada do taksy i odjeżdza nietknięty. Kapitalnie całą sekwencję zagrał Laurence Olivier, tak wiarygodnego eks-hitlerowca ze świecą szukać.

        Schell podejmuje diamenty z depozytu, chce sie zawijać, ale na ulicy dopada do Babe i mu je zabiera. Schell go goni, lądują w jakiejś starej fabryce, czy czy czymś, z krętymi schodami w dół, ze zbiornikiem wodnym na tymże dole. Babe terroryzuje go pistoletem, otwiera tę teczkę, a w niej diamentów od jasnej ciasnej. Schell próbuje go namówić na jakiś podział, no i żeby go puścił, ale Babe nie jest przekupna łajzą. Zamiast tego rozsypuje część diamentów, rzuca je w Schella garściami, a one spadają przez oczka kratowanych podłóg i spadają do wody. Schell jest w rozpaczy. Babe każe mu zjadać pojedyncze diamenty. Schell zjada jednego, ale potem odmawia : ":Nie ! Nie zjem już ani jednego" - znów rewelacja w wykonaniu Oliviera, jak on to powiedział, z jaką mocą...

        Schell szykuje się do ataku na Babe'a, z tym swoim nożem w rękawie, ale Babe po prostu wyrzuca teczkę z diamentami na dół, do wody. Częśc wpada do wody, ale teczka zatrzymuje się na skraju schodów, i widać że zostało w niej całkiem przyzwoite kilkanaście milionów dolców w kamieniach szlachetnych :]

        Oszalały Schell rzuca się za nimi, potyka, leci schodami w dół, a jak już ląduje, to okazuje się, że koziołkując wbił sobie własny nóz w osobisty brzuch. Powinien się trochę pomęczyć przed śmiercią, ale w tej wersji - umiera od razu, wpadając na wznak do wody i pozostając w takiej pozycji na dobre. Babe patrzy na cały ten akt ze wzgardą, potem wychodzi z tego pomieszczenia, wyrzuca pistolet do Hudson River [chyba ? hehe], orientuje sie, że wciąż boli go sponiewierany wiertarką zdrowy ząb, mija go paru biegaczy, bo akurat drepcze ściezką dla nich przeznaczoną, a potem po prostu sobie idzie.

        I kurcze, ani przez moment nie pomyślał, że mógłby wrócić i urządzić się do końca życia :]

        Jasne, brzydzi się on kamieniami, które sa tak ubabrane w krwi, ale - troche to
        jednak za daleko posunięty idealizm ;]
        • pepsic Re: "Maratończyk" tvn7 - storyline 07.12.12, 09:39
          Sorki Grek, nie wiem, co powiedzieć, a czuję się tak:
          emoty.blox.pl/resource/23_134_3.gif
          Ps. Odniosę sie wieczorem.
          • grek.grek Re: "Maratończyk" tvn7 - storyline 07.12.12, 15:17
            uśmiechnij się :]
            theunboundedspirit.com/wp-content/uploads/2012/06/smiling-cat.jpg
            PS : w porządku.
            • pepsic Re: "Maratończyk" tvn7 - storyline 07.12.12, 18:15
              Śliczny jest, a ja właśnie najbardziej lubię koty popielate i bure:))

              Ulżyło mi.
        • pepsic Re: "Maratończyk" tvn7 - storyline 07.12.12, 18:10
          Wersja reżyserska sceny borowania ponoć była dłuższa, bardziej dosłowna, ale raczej nie jest możliwe, aby ja za komuny puszczali.

          Sadysta Schell chciał wyciągną od Bebe'a informację, co brat przekazał mu tuż przed śmiercią i czy w ogóle zdążył coś przekazać? No właśnie dobre pytanie, niby co miałby mu przekazać? Albo po co dziewczyna zaczęła się kręcić koło Beb'a?

          Tak, Bebe uciekł, kiedy oprawcy pakowali go do samochodu i oparli słaniającego na masce. Bebe zobaczył światła z ruchliwej ulicy, usłyszał wóz policyjny i powodowany impulsem dał nogę.

          Scena, kiedy banda z afro na głowie z bronią w ręku robi włam, a agent specjalny odchodzi zrezygnowany z opadnięta wargą - jest bezcenna.

          ani przez moment nie pomyślał, że mógłby wrócić i urządzić się do końca życia :]... troche to jednak za daleko posunięty idealizm ;]
          Może śp. tatko polityk (którego Bebe starał się oczyścić z zarzutów korupcyjnych) pozostawił w spadku okrągła sumkę w banku. Wtedy jakoś łatwiej sięgać po ideały.

          Zdaje się, że zaczęliśmy oglądać mniej więcej tak samo, ja od spotkania ą w bibliotece.

          • grek.grek Re: "Maratończyk" tvn7 - storyline 08.12.12, 13:26
            widać czas dorysował tej scenie inne barwy, w Twojej [mojej też] wyobraźni :]

            tak bym to odczytywał, ale za grzyba nie mogę dojśc, o co tak naprawdę mogło
            chodzić, jaką wiedzę Babe miałby posiadać, a która szajce by była tak niezbędna.
            coś czuję, że bez trzeciego razu sie nie obejdzie, heh.

            a Ty, jak sądzisz ?

            MOżliwe, w innym przypadku byłoby to już coś, co mogłoby Maratończyka wpakować
            na półkę z "science fiction" :]

            Niewykluczone.

        • barbasia1 Re: "Maratończyk" tvn7 - diamenty 08.12.12, 14:47
          A skąd pochodziły te diamenty?

          > jednak za daleko posunięty idealizm ;]

          Właśnie.

          :)
          • grek.grek Re: "Maratończyk" tvn7 - diamenty 09.12.12, 16:01
            Ha, ja bym postawił na to, że był to łup Schella z czasów wojennych jeszcze.
            • pepsic Re: "Maratończyk" tvn7 - diamenty 09.12.12, 18:20
              Znowu nie dostrzegłam, że mnie uprzedziłeś, w dodatku zwięźle i na temat:))
          • pepsic Re: "Maratończyk" tvn7 - diamenty 09.12.12, 16:30
            Diamenty zostały wyłudzone przez Shell'a od Żydów więzionych w obozach koncentracyjnych w zamian za obietnicę ucieczki (tudzież zostały zrabowane bądź kupione za wyrwane złote zęby), który był niemieckim zbrodniarzem wojennym (postać wzorowana na doktorze Josefie Mengele). Przy okazji dowiedziałam się, że dr Mengele szczęśliwie przeżył wojnę i spokojnie doczekał ostatnich dni w Ameryce Płd. Po informacji wyczytanej ostatnio, że prokurator, który oskarżał "Inkę" niespełna 18 letnią sanitariuszkę powstańczą żądając dla niej kary śmierci (wykonaną), postawiony przed sądem przez IPN został uniewinniony - i tej o Mengele ja już nie wierzę w sprawiedliwość.
    • maniaczytania Znalezione pod choinka 03.12.12, 19:54
      Kochani,

      zapraszam Was do odwiedzania mojego 'ukochanego' (poza oczywiscie tym bazowym) bloga - wyzwania. Znajdziecie tam inspiracje swiateczne ksiazkowe, filmowe (to, jakbyscie mieli dylemat, co ogladac w swieta!), muzyczne, poetyczne, z ciekawostkami, dekoracjami itp.

      To specjalnie zalozony przeze mnie blog - wyzwanie zwiazane z Bozym Narodzeniem, gdzie rozne osoby pisza o tym, co im się z tymi swietami kojarzy.

      Zapraszam do sledzenia (zwlaszcza mojego tegorocznego debiutu - autorskiego kalendarza adwentowego:) ):

      znalezionepodchoinka.blogspot.com/
      • barbasia1 Re: Znalezione pod choinka 04.12.12, 00:23
        Maniu, dziękuję za zaproszenie! Oczywiście, że odwiedzę Cię na nowym blogu, już zajrzałam. :)

        Sympatyczny. I nastraja świątecznie !

        Do zobaczenia!
        :)

        • maniaczytania Re: Znalezione pod choinka 04.12.12, 19:14
          Barbasiu, Siostro - dzis wpis o Waszej patronce :)
      • pepsic Re: Znalezione pod choinka 04.12.12, 18:56
        Byłam i zobaczyłam:)
    • grek.grek Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 03.12.12, 20:03
      jutro wszystko inne, ale dziś jeszcze -

      dla wszystkich Barbar, z naszymi Barbarami Wspaniałymi na czele :

      to specjalnie ode mnie [dżizus, jak nie zadziała, to sie załamię w pół, ha, tak ładnie sobie uszy uczesałem ;)] :
      forum.smartcanucks.ca/attachments/general-discussion-tea-room/129975d343391467-happy-birthday-evil-kitten-ani-dancing-cat.gif
      a te dwa kawałki, to tak na rózne okoliczności, ale zawsze z życzeniami najcieplejszymi, nie traćcie nigdy uśmiechu, optymizmu i życiowej radości, a jak co wam zawadza i utrudnia, to z kopa w to :]; i cieszcie sobą nas tutejszych, i wszystkich nietutejszych - też, oni też chcą coś mieć od życia :] :

      www.tekstowo.pl/piosenka,maryla_rodowicz,dama_byc.html
      www.tekstowo.pl/piosenka,madonna,express_yourself.html
      • maniaczytania Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 03.12.12, 20:10
        a co Ty z takim wyprzedzeniem?
        az mnie sie goraco zrobilo, ze zapomnialam ;)
        • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 00:18
          maniaczytania napisała:

          > a co Ty z takim wyprzedzeniem?
          > az mnie sie goraco zrobilo, ze zapomnialam ;)

          :))))*
          Całuski, Maniu!
        • grek.grek Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 14:10
          ha hah, a widzisz, bo ja się tak bałem zapomnieć, że aż wyprzedziłem :]
          • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 14:14
            Kochany jesteś! :)))
      • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 00:17
        Ależ niespodzianka, Greku!!!
        Wspaniała!
        Jestem w z r u s z o n a!
        /Nie, nie, nie wcale stylu mecenasa Prado! :)))/

        Wszystko działa, wszystko się uruchamia! :)))))))
        Maryla i Madonna śpiewają (nie znałam tej piosenki Madonny, świetna)
        Cudny Ty czarny Grek.Kocie tańczysz na całym ekranie radosne tańcory! :)))))

        Dziękuję za przepiękne życzenia!
        I serdeczne słowa!

        Za wszystko Święta Barbarę, patronkę górników z obrazu śląskiego malarza Erwina Sówki Tobie i Wszystkim darowuję (właśnie zrobiłam zdjęcie).

        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3304408,2,1,Swieta-Barbara-obraz-Erwina-Sowki.html
        Niech Ci się darzy! Niech Wam się darzy!

        Dziękuję!
        Dobrej nocy!

        :)))





        • grek.grek Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 14:16
          Cieszy mnie, że Tobie, Solenizantko do gustu przypadła ta skromna kartka życzeniowa :]
          Wyraża zaledwie małą cząstkę życzliwości i serdeczności, jakie chciałoby się przekazać, ale
          tak to już jest, że słowami niewiele da się powiedzieć.

          dzięki, Barbasiu, jak to mówią : nadmiar patronów nikomu nie zaszkodził :]

          • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 05.12.12, 00:43
            Bardzo! :))))


            > dzięki, Barbasiu, jak to mówią : nadmiar patronów nikomu nie zaszkodził :]

            Nasi patroni są partonami naszych dobrych znajomych! Tak to chyba jakoś szło? ;)

            /Oczywiście słyszałam nie raz tę piosenkę Madonny, tylko tekstu dobrze nie znałam./


            :)
      • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, Siostro Bronte! 04.12.12, 08:16
        Basiu, przyłączam się do życzeń Greka!

        Dużo uśmiechów i radości z forumowania tu!
        Wszystkiego, co najlepsze!


        Specjalnie dla Ciebie niech zaśpiewa pan Zbigniew Wodecki:

        www.youtube.com/watch?v=cW2QYyQANt0
        :)
        • siostra.bronte Re: Barbary Czcigodne, Barbasiu! 04.12.12, 15:29
          Greku, Barbasiu,Maniu- bardzo dziękuję za życzenia i piosenki!!! :))
          I przyznaję, że też się wzruszyłam. Naprawdę!

          Basiu, dzięki za piosenkę Wodeckiego, bardzo ją lubię!
          Specjalnie dla Ciebie boski Bryan Ferry :)
          www.youtube.com/watch?v=bpA_5a0miWk
          • siostra.bronte Re: Barbary Czcigodne, Barbasiu! 04.12.12, 15:30
            Oj, Mania jeszcze nie złożyła życzeń :))
          • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, Barbasiu! 05.12.12, 00:11
            Basiu Bronte, dziękuję pięknie za tę piosenkę! To prawdziwy evergreen! Lubię! :)))

      • pepsic Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 18:24
        Barbasiu, Siostro, i wszystkie Barbary piszące i zaglądające. Przyjmijcie ode mnie najlepsze życzenia z drobnym załącznikiem:
        www.youtube.com/watch?v=ZwUFlgjIvFU
        • siostra.bronte Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 19:01
          Dziękuję, Pepsic :))
          "Noce i dnie" to jeden z najpiękniejszych polskich filmów/seriali, a ten walc...wyciska łzy z oczu.

          Mam wyrzuty sumienia, bo nie wiem kiedy Wam: Greku, Maniu, Pepsic składać imieninowe życzenia. A więc hurtem, wszystkiego najlepszego :)))
          • maniaczytania Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 19:11
            siostra.bronte napisała:

            > Mam wyrzuty sumienia, bo nie wiem kiedy Wam: Greku, Maniu, Pepsic składać imieninowe życzenia. A więc hurtem, wszystkiego najlepszego :)))

            A to ja sie moze podpowiem :) Moich 'imienin' jest kilka w ciagu roku, ale ja obchodze 29 maja :)
            • siostra.bronte Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 19:20
              O! Już zanotowałam w kajeciku :)

            • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 05.12.12, 00:15
              Też zanotowałam, Madziusiu! ;)
          • pepsic Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 19:15
            I powieści.
            A właśnie, miałam Was drogie koleżanki uprzedzić, że ma się obejść bez łez!
            Dziękuję uprzejmie. Nic nie szkodzi, że nie w terminie:))
        • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 05.12.12, 00:14
          Dziękuję, miła Pepsic!
          Robi się coraz bardziej wzruszająco.
          I mnie wilgotnieją oczy na dźwięki najpiękniejszego na świecie walca...

          :)
        • bakali Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 06.12.12, 14:13
          > Barbasiu, Siostro, i wszystkie Barbary piszące i zaglądające. Przyjmijcie ode m
          > nie najlepsze życzenia z drobnym załącznikiem:
          > www.youtube.com/watch?v=ZwUFlgjIvFU

          Dziękuję :D
          • pepsic Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 06.12.12, 18:13
            Miło mi, że trafiłam. Mam tylko obawy, czy aby repertuar barbórkowy nam się nie wyczerpał:))
            • barbasia1 Wszystkie jesteśmy Barbarami ... :) 07.12.12, 21:47
              "Każda Polka, czy młoda,
              czy stara,
              w głębi serca ma na imię
              Barbara".

              (Znalezione w poście zacnej damy z Forum ze Dworum - Damykier1 .)


              I bakali też Barbara! Wszystkie Barbary to fajne dziewczyny.

              • siostra.bronte Re: Wszystkie jesteśmy Barbarami ... :) 07.12.12, 22:53
                :)))
      • maniaczytania Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 04.12.12, 19:06
        no, to i ja zyczenia Wam Basie nasze kochane skladam - zdrowia, szczescia, pomyslnosci, duzo ... (odpowiednie wstawic) i radosci ;)

        A w prezencie piosenki dwie Waszych imienniczek:

        www.youtube.com/watch?v=tmXYMjCsXAo
        www.youtube.com/watch?v=2mUF9cIfSW0
        • barbasia1 Re: Barbary Czcigodne, wszak dziś Wasz dzień... 05.12.12, 00:28
          To moje ulubione śpiewające Basie! :)))

          Maniusiu-Madziusiu, dziękuję Ci za miłe życzenia i piękną muzykę!

          Przeczytałam co napisałaś o świętej Barbarze w Twoim kalendarzu adwentowym
          i okazało się, że dowiedziałam się czegoś nowego! Bo nie wiedziałam o tym zwyczaju wkładania do wody gałązek bzu i wiśni w dniu świętej Barbary! Ha!
          Bardzo dziękuję za tę cenną informację!
          :)
    • grek.grek "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [1] 04.12.12, 13:38
      Wybrałem i nie żałuję :]

      O tym, że metaforycznie cała historia będzie opowiadała de facto o stosunkach Palestyny z Izraelem, z góry było wiadomo, ale pomimo tej przewidywalności film to bardzo dobrze nakręcony i estetyczny.

      Głównym bohaterem jest... ów tytyłowy sad cytrynowy, należący do Palestynki, Salmy Zidane. Sad to duży i zacny, rodzi mnóstwo owoców, dzięki czemu skromna wdowa nie musi żebrać na ulicy o pieniądze, a nawet udało się jej wysłać syna do Ameryki, żeby się tam urządził. Ten sad to jednak nie tylko źródło dochodu, to także tradycja, to wspomnienie ukochanego ojca, którego teraz Salmie zastępuje poczciwy staruszek, ogrodnik, jej opiekun jeszce od czasów dziecięcych. Mieszkają sobie w małym domku i życie spędzają na doglądaniu drzewek, zbieraniu owoców i po prostu czerpaniu z tego wielkiej radości.

      I żyliby tak sobie nastepne 700 lat, gdyby tuż obok ich sadu willi nie zbudował izraelski minister obrony narodowej. Jak tylko zbudował chałupę, to od razu służba bezpieczeństwa doszła do wniosku, że sad Salmy zagraża ministrowi i jego żonie [z okazyjnie pojawiającą się córka, która studiuje], bo przecież zza krzaczorów jakiś terrorysta może wystrzelić rakietę albo granatem sie zamachnąć.

      Ministerstwo i wojsko sugeruje - ściąć drzewa. Salma się sprzeciwia. Wynajmuje adwokata, młodego sympatycznego Palestyńczyka, który własnie wrócił do Ramallah z Rosji, gdzie zostawił na moment zonę z dzieckiem. Zgadza sie on bronić interesów Salmy. Kiedy przegrywają w pierwszej instancji, a potem w apelacji, Salma prosi go, zeby wniósł sprawę do Sądu Najwyższego. Ziad najpierw patrzy na nią wielkimi oczami, ale zaraz później tak właśnie czyni dostrzegając jak bardzo jest to dla niej rzecz istotna. Co tu dużo mówic, prawie od pierwszego momentu między nimi coś tam się dzieje.

      Od wniesienia sprawy do SN do rozpatrzenia - musi minąć trochę czasu. Izraelscy funckjonariusze wykorzystują go na zaprowadzanie swoich porządków w dotychczas spokojnym miejscu zamieszkania Salmy. Ogradzają płotem sad i zabraniają jej wstępu na jego teren. Instalują wojskową strażnicę-ambonę, na której siedzi zawsze żołnierz z karabinem i kontroluje teren, w nocy zaś nonstop omiata okolicę światłami reflektora. To na wypadek tego ataku terrorystów. Dookoła zaś posesji kręcą się tajnicy wojskowi.

      Salma się nie poddaje. Przechodzi co i rusz przez płot, aby podlewać drzewka i zbierać spadające owoce. Ilekroć jednak przedostaje się na teren sadu, tyle razy grzecznie, ale stanowczo, i jednak pod lufą karabinu, jest wypraszana. Sad marnieje, drzewka dziczeja, a cytryny gniją całymi partiami, bo nikt ich nie zbiera.

      Chyba, ze akurat u ministra odbywa się jakieś towarzyskie przyjęcie, wtedy wysyła on swoich ludzi,zeby w sadzie Salmy zebrali parę cytryn dla gości. Salma rzuca się wtedy do obrony swoich owoców. Nikt jej przecież nie poprosił o zgodę, wzięto cytryny jak swoje. A ona ma dumę i honor. I choćby na kolanach o godne traktowanie się wykłóca. I nie obchodzi jej, że na jej nierówna szarpaninę z żołnierzami ogląda wypasione towarzystwo imprezujące u ministra. POruszająca scena, która wzbudza wzruszenie w żonie ministra. Kobiecie nowoczesnej, a jednocześnie wrażliwej bardzo. Cały czas obserwuje ona Salmę pojawiającą się, wbrew zakazom, w sadzie, aby go pielęgnować. I Salma też ją widzi. Nie zamieniają ani słowa, ale rodzi się między nimi jakaś nić sympatii, porozumienia, nie tylko kobiecego, ale ludzkiego. I to żona ministra jako jedyna potrafi powiedzieć jej "przepraszam" [za te cytryny, ale także za to, że tak się sprawa potoczyła, ze Salma płaci cenę za to, ze pan minister z rodziną postanowił akurat w tym miejscu sie osiedlić -metaforycznie oddaje to praistotę problemu w stosunkach Palestyny z Izraelem]. Zona mnistra próbuje dotrzeć do Salmy, czysto fizycznie, dotrzeć do jej domu i pogadać, ale jej tajne wyprawa zostaje ukrócona na samym finiszu, postawny ochroniarz kulturalnie i z szacunkiem, ale jednak każe jej wrócic do domu, dla bezpieczeństwa.

      Niespodziewanie sprawa Salmy i jej sadu zataczać zaczyna szersze kręgi. Jako że minister jest osobą publiczną, to rzecz cała obija sie o media. Minister ciągle jest o nią pytany i stale odpowiada to samo : że mu przykro, ale musi bronić się przed możliwością terrorystycznych akcji przeciw niemu, dla których sad Salmy stanowi idealną okolicę.

      "Napad" rzeczywiście się zdarza... Prawdopodobnie jest to prowokacja, mająca dac argumenty stronie izraelskiej. Jakiś pojedynczy wystrzał w powietrze nocną porą, uruchamiający od razu żołnierzy, którzy wpadają do domu Salmy i obracają go w perzynę w poszukiwaniu "ukrywających się zamachowców". Ciekawe, gdzie sie ukryc mogli... może w szufladach albo w małej szafie, najokazalszych meblach w skromnej chałupce Salmy.

      Jednoczesnie, żona ministra staje całkowicie po stronie Salmy, w wywiadzie dla gazety popiera absolutnie starania Palestynki o ocalenie swojego drzewostanu. Robi się z tego konflikt małżeński, w finale którego żona ministra odchodzi z domu, a sam minister może siedzieć tępo w fotelu i napawać się swoim bezpieczeństwem, co idzie mu dośc opornie.

      Chemia między Ziadem, a Salmą zaś rośnie, ona jest wdową, jej mąz patrzy surowym wzrokiem z wielkiego zdjęcia na ścianie i Ziad ciągle czuje na sobie to karcące spojrzenie :] Sama Salma zaś jest karcona przez jednego z członków miejscowej starszyzny - że ona wdowa, a ten adwokat to w wieku jej syna, że co by mąz powiedział, i takie tam inne opowieści dziwnej treści. Romans jest lepszy niźli jakies jednorazowe łupucupu, taki "między słowami", wiecie o co chodzi, o gesty, spojrzenia, ukradzione całusy, o to że ona jemu
      na glanc wyczyści pokój, w którym on przyjmuje interesantów - facet wraca, widzi czystośc aż bijącą w oczy, nieposiada się z dumy i zaskoczenia, a potem pyta żartem "jak ja tu teraz coś znajdę..?", co rozbawia ich oboje. On u niej nocuje, do niczego nie dochodzi, ale to tylko dlatego, ze ona ma szacunek dla męza, a on to respektuje. Poza tym, jak już napisałem : on ma żonę, dziecko, Salma jest doświadczoną kobietą, dojrzała, wie że on ich nie zostawi dla niej, że to uczucie nie ma przyszłości. On też to wie, zwłaszcza że ponoć spotyka się z... córką ministra :] Salmę szanuje za odwagę, determinację, podziwia jej kobiecość, chce jej pomóc nawet za darmo, szlachetnie, ale to wszystko... później ich drogi sie rozejdą.

      Później, czyli po wyroku Sądu Najwyższego.

      I otóz. Na rozprawie zjawiają się media, sprawa bowiem trafiła nawet do Ameryki, a syn Salmy cięzkim szokiem został trafiony widząc w tiwi swoją skromną matkę; pomoc Salmie zaoferowała... Norwegia :]; w tokszołach, tabloidach izraelskich... wszedzie Salma Zidane kontra minister, w dodatku z żoną ministra otwarcie występującą przeciw swojemu męzowi i dodatkowo krytykującą cała polityke Izraela wobec Palestyny.

      Tuż przed rozprawą : Salma i żona ministra, która specjalnie przyszła aby usłyszeć werdykt, spotykają się bezpośrednio. I nawet wtedy nie muszą mówić ani słowa, wystarczy to jak na siebie patrzą... Salma - w chuście, w skromnej ale gustownej sukience, w całym enturażu kobiety arabskiej, i zona ministra - ubrana, ufryzowana, poruszająca się nawet jak pewna siebie Europejka. Tak rózne, a jednocześnie zdolne do porozumienia, do wzajemnego szacunku i sympatii. Zagranie pod publiczkę, ale zarazem scena, kadr wyrażający więcej niż tysiąc slów.

      Ostateczna batalia przed SN prowadzi do iście salomonowego wyroku. Sąd zezwala Salmie zachować sad, ale jednocześnie dbając o bezpieczeństwo ministra nakazuje... skrócić drzewka do wysokości 30 cm. Salma jest załamana. Ziad mówi do kamer, że to sukces, że to pierwszy krok na drodze do pełnych praw dla Palestyny, że to symbol zwycięstwa, ale co to za zwycięstwo... Salma nie słucha jego adwokackich wygibasów, cicho opuszcza sąd.

      Sad Salmy przedstawia sobą żałosny widok... kikuty drzewek, żadnych liści, o cytrynach można zapomnieć... OBrazek przesmutny. MInisterialna satysfakcja ?
      • grek.grek "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 04.12.12, 14:03
        CHodzi więc Salma między tym co zostało z jej pięknego sadu, a zamiast płotu, którym otoczono pierwotnie jej posesję - stoi teraz dziesięciometrowy mur... Po cóż więc było niszczyć sad ?
        Aby pokazać, kto tu ma rację i że musi ją mieć nie ten, który ją ma, ale ten który ma więcej czołgów i rakiet ?

        Metafora puentująca sens [abo bezsens] konfliktu na Bliskim Wschodzie, tyle że unikająca akcentów religijnych. Postaci nieco symboliczne, ale mimo wszystko udało się zawrzeć w nich trochę życia, a zaletą jest uroda i mowa ciała aktorek, zarówno Hiam Abbas [Salmy] www/magweb.com/picts/actor/69324/hiam_abbass.jpg, jak i Rony Lipaz Michael [żona ministra] www.arsenalfilm.de/lemontree/download/RonaLipaz-Michael.jpg plus pewien rodzaj, czy ja wiem... klasy operatora kamery, który wykorzystał do maksimum zalety miejsc, w których kręcono zdjęcia. Bardzo dobre jest także pokazanie róznic między Izraelczykami, tutaj państwem ministrostwem, którzy mają znajomych, cuchy, styl bycia, wnętrze domu rodem z Francji czy Niemiec, a Palestyńczykami [Salmą, jej ogrodnikiem, starszyzną, częściowo także Ziadem], która kultywuje swoje tradycje, i mimo że dzieli ich od Izraela zaledwie mur, to wygladają jak z innego świata, jakby nie przesiąkli w najmniejszym stopniu wpływami Zachodu, raz z powodów zamiłowania do swojej kultury, a dwa - z powodów czysto materialnych róznic w poziomie wyposażenia. Jednak, istnieje tutaj coś ponad podziałami : zgodność wrażliwości i poczucia sprawiedliwości jaka łączy obie kobiety i pozwala im siebie nawzajem darzyć sympatia i szacunkiem, pomimo bycia po dwóch róznych stronach muru.

        www.youtube.com/watch?v=o4cPP-Af3Dw [trailer]

        jest też całośc :
        www.youtube.com/watch?v=55HFJczgv0s
        kilka fotosów
        [żona ministra po lewej, onże sam w środku]
        static.thecia.com.au/reviews/l/lemon-tree-etz-limon-5.jpg
        [ogrodnik, Salma, Ziad]
        mimg.sulekha.com/english/lemon-tree/stills/lemon-tree-stills12.jpg
        [Salma Ziad]
        www.empireonline.com/images/image_index/300x250/31143.jpg
        • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 04.12.12, 14:12
          O Jak dobrze, że opowiedziałeś ten film! Bo ja tylko jednym okiem, a nawet połową oka oglądałam, a wart jest zobaczenia.

          Do zobaczenia później!

          Grek. Kocie.Tańczący dla Barbar :)))))))))


          • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 04.12.12, 14:16
            Grek. Kocie.Tańczący z Barbarami ;)))))))))
          • grek.grek Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 04.12.12, 16:10
            haha, kotaniec ;]

            o widzisz, przyda się zatem ten opis.
            zdecydowanie wart zobaczenia film.
            na pewno jeszcze będą powtórki, jak to w Kulturze.

            na razie, Barbasiu, udanego dnia, najlepiej bez śniegu, chyba że lubisz :]
            • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 05.12.12, 00:37
              Zaczął padać śnieg po południu. Nastrojowo się zrobiło. :)

              Ale mróz, wprawdzie nieduży oraz śnieg zwiastuje Boże Narodzenie bez śniegu i mrozu. niektórzy maja o to do mnie pretensje. Niektórzy mają do mnie o to pretensje. ;)

              Lubię śnieg, choć nie w nadmiarze utrudniającym ruch.

              Dziękuję!
              Dobrej nocy!

              > haha, kotaniec ;]
              (jakie dobre słowo!)

              Kotaniec - BOSKI JAK DIABLI! :)))))))



              • grek.grek Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 06.12.12, 13:58
                a tutak spadło trochę dopiero dzisiaj.
                śniegu nie polubię, ale że nastrojowo się robi, jak spadnie, to masz rację :]

                haha, "boski jak diabli", podziwiam Twoje skojarzenia, Barbasiu :]
                • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 06.12.12, 16:00
                  U nas śnieg leży od Barbary, a teraz właśnie po dniu przerwy zaczęło znów sypać ...

                  Jak śnieg utrudnia chodzenie, dojazdy, powoduje korki to też go nie cierpię. ;)


                  Właśnie, właśnie, opowiadałeś nam film "Boskie jak diabli"!
                  • grek.grek Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 06.12.12, 16:04
                    tutaj go nie było, i nawet miało nie być [ach te prognozy, zawsze na opak, hehe],
                    a teraz się pojawił :]

                    mnie on jakoś sam w sobie nie pasuje ;]
                    im więcej śniegu, tym dalsza perspektywa wiosna, lata i jesieni.

                    faktycznie, co nie zmienia, że trafiłaś błyskotliwie :]
                    • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 06.12.12, 16:58
                      Do wiosny jeszcze tylko cztery miesiące! :)
                      • pepsic Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 06.12.12, 19:04
                        Tymczasem za moim oknem szaleje na dobre śnieżna pora roku, którą jedynie w tej oto postaci toleruję:
                        www.youtube.com/watch?v=11Gs-rfPPis
                        Kiedyś juz linkowalam, ale znowu nie mogłam sie powstrzymać.
                        W Afryce trzeba było mi sie urodzić:)
                        • grek.grek Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 07.12.12, 15:22
                          hehe, to tak ja ja, na fotkach śnieg lubię bardzo ;]

                          może być nawet mróz siarczysty, to mi nie przeszkadza, ale śnieg - już i owszem.

                          hehe, dobrze by było mieć dom w jakichś ciepłych krajach i tam jeździć na zimę,
                          a wracać do Polandu wraz z topniejącymi tutaj stawami :]
        • pepsic Re: "DRzewo cytrynowe" vs Fałszywa ofiara 04.12.12, 18:48
          Ja skusiłam się na altmanowską "Fałszywą ofiarę" i już wczoraj zorientowałam sie, ze nie był to najszczęśliwszy wybór. Teraz mnie utwierdziłeś, że na złego konia postawiłam. Przeciętny thriller na zwolnionych obrotach, z przewidywalnym suspensem (w czym niewątpliwie pomaga "genialny" tytuł) i z irytująco naiwnym bohaterem, którego poprawnie, acz bez Bożej iskry zagrał Kenneth Branagh. Nie polecam.
          • siostra.bronte Re: "DRzewo cytrynowe" vs Fałszywa ofiara 04.12.12, 19:08
            A ja się zainspirowałam Twoim wpisem i obejrzałam "Fałszywą ofiarę" :) Wiedziałam, że to nie arcydzieło, ale innych atrakcji w tv nie znalazłam.
            Faktycznie, historia bardzo przewidywalna. Od początku było wiadomo, że babka coś kręci. A już kiedy dała Branaghowi broń do ręki, to powinna mu się zapalić czerwona lampka. Do tego polski tytuł. Aż trudno uwierzyć, że zrobił to Altman.
            • pepsic Re: "DRzewo cytrynowe" vs Fałszywa ofiara 04.12.12, 19:32
              Tym bardziej, że był doświadczonym i renomowanym prawnikiem, który przez 8 lat nie przegrał, ani jednej sprawy, a laska nie wzbudzała ani sympatii, ani zaufania, nawet specjalnie ładna nie była (w przeciwieństwie do ślicznej eksmałżonki).
              Ps. Trzeba nam było zaufać Grekowi:))
              Ps.2. Chciałam dodać, że apetyt na starsze filmy zawdzięczam Twoim zachęcającym opowieściom, a także poinformować, ze wkrótce w tvn7 będą powtarzać "Bullitta" (już się cieszę), a dzisiaj "Thelmę i Luise" - których jeszcze nie miałam rpzyjemnosci, bo jakoś nie pociąga mnie tematyk.a
              • siostra.bronte Re: "DRzewo cytrynowe" vs Fałszywa ofiara 04.12.12, 19:59
                No właśnie, jakoś łatwo dał się nabrać. I faktycznie femme fatale była mało wyraźna i nie chodzi nawet o urodę. Po prostu trudno uwierzyć, że bohater stracił dla niej głowę. Bardzo lubię Famke Janssen, grającą żonę, piękna kobieta z klasą.

                Miło mi, że Cię zainspirowałam :) Tak, tvn7 potrafi mile zaskoczyć. "Thelmę i Luizę" widziałam, ale bardzo dawno.
              • grek.grek Fałszywa ofiara, "Thelma i Louise" raz jeszcze 05.12.12, 13:20
                ciekawe, jak Ci się "Thelma i Louise" widziały ? :]

                jesli można, to swoje 3 grosze wcisnę w temacie, bo film bardzo dobry :
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,102449241,Re_33_sceny_z_zycia_.html?s=4
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,102450564,Re_33_sceny_z_zycia_.html
                • pepsic Re: Fałszywa ofiara, "Thelma i Louise" raz jeszcz 06.12.12, 18:21
                  Nie miałam w planach tego filmu, ale to moja wina, bo nie wyraziłam się precyzyjnie. Jakoś mnie "Thelma z Luisą" nie pociągają, być może dlatego, że nie czuję się feministką. Tak, pamiętam Twoje opisy i słowa uznania.
                  • grek.grek Re: Fałszywa ofiara, "Thelma i Louise" raz jeszcz 07.12.12, 15:24
                    hehe, wiesz, taka piękna przyjaźń... :]

                    z drugiej strony, niemal każdy facet jest tutaj świnią fatalną, rzeczywście
                    momentami zalatuje to nieśmiertelnym "samiec twój wróg".

                    miałaś na myśli polską odmianę feminizmu ? :]
                    • pepsic Re: Fałszywa ofiara, "Thelma i Louise" raz jeszcz 07.12.12, 18:36
                      Rzeczywiście te nasze sa jakoś bardziej denerwujące, być może z racji ich politycznych sympatii, z którymi mi nie po drodze, czy popierania wydłużonego wieku emerytalnego i które tam w Warszawce znajdują sie bardzo daleko od szarej, zwyczajnej kobiety. Ale zaznaczam, nie jestem znawczynią, ani nie mogę odebrać feministom tego, co w skali globalnej oddały kobietom, a co widać na przykładzie serialu Mad Max.
                      • grek.grek Re: Fałszywa ofiara, "Thelma i Louise" raz jeszcz 08.12.12, 13:31
                        wiesz, może dlatego te zachodnie coś uzyskały, bo nie traktowały swojego
                        feminizmu jako czegoś, co się wpisuje w rubryce "zawód wykonywany", upoważaniającego
                        do tyrad, bywania i niechęci do mężczyzn tak daleko posuniętej, że skłaniającej je
                        do upodobniania się fizycznie i mentalnie do owej znienawidzonej samczej tłuszczy, albo
                        do własnego o niej wyobrażenia, cokolwiek wykoślawionego ;]
        • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 05.12.12, 00:48
          W kobietach w ich wrażliwości, jest nadzieja na przyszłe rozwiązanie konfliktu Palestyńsko-Izraelskiego?

          Znalazłeś cały film na youtube! Fantastycznie!

          Świetna opowieść, Greku! / a wszystkie linki się otwierają, jak nigdy! :)/
          • grek.grek Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 05.12.12, 13:25
            poniekąd tak.
            na zrozumieniu wzajemnym i uświadomieniu sobie, że są skazani na siebie, więc może
            mogli by do siebie nawzajem poczuć choć trochę szacunku.
            tak to by mozna na podstawie filmu określić.
            Wizja idealistyczna, bo Arabów i Żydów zawsze będą dzielić kwestie tożsamościowe, etniczne, wyznaniowe, których tutaj nie uwzględniono, a przecież to one decydują o intensywności całej zadymy. Łatwo sie tego nie da obejść. Jest tu wizja tyleż urodziwa, co naiwna, niestety.

            hurra :]
            • barbasia1 Re: "DRzewo cytrynowe" wersja pełna [2] 05.12.12, 14:56
              Tak, ale Arabowie i Żydzi nie mają innego wyjścia, jeśli chcą żyć w spokoju i bezpieczeństwie, muszą zaakceptować siebie nawzajem.

              > hurra :]
              He, he! :)
    • grek.grek "Rodzina Połanieckich" [to i owo z 4 odcinka] 05.12.12, 13:12
      Rozwija się cała historyja.

      Marynia i Stach, to zdaje się do jakiegos symbolu urośli, i widać, że nawet rózne humory obojga, które początki utrudniają, a później na moment stawiają sprawy pod znakiem zapytania [Marynia się obraża, kiedy - już formalnie narzeczony - Stach opowiada, jak to "ilośc dzieci zależna jest od tego, czy żona męża odpowiednio często gościć chętna". Ona się irytuje, on wychodzi, grający w karty Bigiel [najlepszy przyjaciel i towarzysz biznesowy Połanieckiego] i stary Pławicki zupełnie nie zwracają na to uwagi, co ma widza (a literackiego czytacza również, jak sądzę) utrzymać w spokoju : halo, nic się nie dzieje, to tylko kuksańce przedmałżeńskie, a przy okazji najlepszy dowód na to,ze Marynia to nie wydmuszka bez charakteru, a Połaniecki do reszty nie zgłupiał od jej uroku, mimo że powiada, iż "pani może każdemu zawrócić w głowie". No i jest ten pan przepisowo zazdrosny, kiedy na jakimś balecie Marynię obtańcowuje inny facio, Połaniecki od razu daje mu kontrę.

      Czyli, narzeczeństwo. On ją prosi o rękę, ona przyjmuje, stary Pławicki mamrocze pół-radośnie, pół-pozersko, że został "sierotą". Stach wprowadza się do nowego, większego mieszkania, ona tam pewnie z nim zamieszka, a miesiąc miodowy spędzą we Włoszech, czyli tam skąd wrócił własnie Bukacki, całkiem żywy i jak zwykle smiertelnie blady, po to, by kpić z POłanickiego, jak przyjaciel z przyjaciela, że popełnia głupstwo żeniąc się.

      Ale najlepsze cyrki odstawia pan Apolinary Maszko. To jest miglanc.
      W poprzednim odcinku został przy świadkach oskarzony przez niejakiego Gątowskiego, przyjaciela rodziny Pławickich i opiekuna ich majątku w Krzemieniu, nad którym pieczę [i zyski wszelkie] Połaniecki odstąpił Maszce, za co Marynia go traktowała jak wroga - o to, że jest "oszustem". A to dlatego, że zalega z zapłatą miesięcznicy Pławickim plus chce im drzewa wycinać.

      Maszko ma sytuację popapraną, bo co by nie zrobił, to będzie źle. Jak będzie sie strzelał z młodym Gątowskim i zostanie trafiony, to obciach. Jak nie będzie się strzelał, to jeszcze większy, bo dał się, de facto, publicznie spoliczkować i położył uszy po sobie. A Maszko jest zaręczony z ponoć majętną panną Krasławską, i nie może sobie pozwolic na taki afront. Wystarczy już, ze ukrywa przed przyszłą żoną fakt, iż jest zadłużony i w gruncie rzeczy kasa się go nie trzyma, ale za to ma zawsze widoki na doskonałe interesa. Czy to starczy na dobre i poprawne malżeństwo z rozsądku ? No własnie.

      Lepsze jest tylko to, że majątek Krasławskiej to pic na wodę, jak sugeruje jej matka, i panna młoda zdaje się także ukrywa przed przyszłym mężem, że z jej posagiem nie jest różowo. Maszko tak naprawdę marzy by, jak mówi, "ona się dowiedziała, ze jestem goły, ale żeby mimo to chciała ze mną zostać", hola hola, panie Maszko, chciałeś pan małżeństwo kojarzyć z pieniędzmi, to nie szukaj od tego dygresyj ;]

      w gruncie rzeczy pan Maszko kochał się w Maryni, ale ona [w jednym z pop. odcinków] odprawiła go grzecznie. "Wolała ciebie nienawidzić, niż mnie kochać", mówi Maszko Stachowi.

      Mając nóż na gardle Maszko decyduje się zwrócic do ewentualnego rozjemcy między nim, a Gątowskim, Jamisza, jegomościa szlachetnego urodzenia. Sam Gątowski zaklina się, ze co Jamisz powie, to on zrobi. Gdyby tylko Apolinary nie przesadził... Otóż Maszko wymyślił sobie, że uda mu się uniknąc pojedynku z Gątowskim, jesli zmusi go do przeprosin niemalże na kolanach :] Za pośrednictwem Połanieckiego przekazuje Jamiszowi tekst przeprosin, które Gątowski ma wyrecytować przy świadkach - a stoi w nim, że Gątowski "napadł go po pijaku, cięzko obraził, i teraz wycofuje się uniżenie ze wszystkiego" i dodatkowo jeszcze siebie samego łaje za to, co zrobił. Jamisz odrzuca stanowczo takie żądania. Przeprosiny - może i tak, ale nie w takiej formie, nie można od szlachcica żądać takiego tarzania się w smole i pierzach.

      A zatem - pojedynek. Na skraju lasu, zimowym chłodnym porankiem. Maszko zdenerwowany całą procedurą przygotowawczą, ręka mu sie trzęsie jakby złapał go Parkinson... strzelają do siebie z jakichś 15 metrów. Maszko pudłuje. Cud, ze w takim stanie w ogóle trafił palcem na spust. Gątowski strzela i... Maszko krzyczy, żeby raz jeszcze naładować pistolety. Do drugiej kolejki. A zatem obaj spudłowali ? Nope, chwilę po tym żądaniu Maszko pada i zwija się z bólu. Został trafiony. Wydaje sie, ze umiera, młody Gątowski wpada w panikę, biegnie do Maszki, krzyczy, ze "tak, napadłem pana, nie miałem prawa, przepraszam !" :] KOmedia.

      Maszko żyje. Został trafiony poniżej pępka... spokojnie - w biodro :]] Lezy w łózku i bardziej niż kontuzją martwi się tym, jak Krasławscy przyjmą całą sytuację. Prosi Stacha, żeby się tam wybrał i odpowiednio nakreślił zdarzenia, co by nie pomyślano, ze z Maszki jakis oferma albo co :] Całą sprawę udaje się załagodzić, opinia Maszki, póki co hehe, nie zostaje nadszarpnięta, a Krasławska odwiedza go na łózu boleści ;] A niebawem oficjalnie zostaje ogłoszone narzeczeństwo Maszki z ową panną, i odbywa się specjalne przyjęcie zaręczynowe, na którym Maszko cichaczem zwierza się POłanieckiemu, że "majątek Krasławskiej, to będzie jakieś 200 tysięcy rubelków" - te "rubelki" mnie wzruszyły, hehe. Z jednej strony Maszko okazuje się człowiekiem interesu ze wszech miar, z drugiej - najlepiej by mu było, gdyby ona nic nie miała, on nic nie miał [w zgodzie z prawdą, bo Krzemień licho przędzie], a mimo to byli razem. Idealista, na mgnienie oka.

      No a do tego same smaczne widoki : kulig, a po nim bieganina wokół bałwana i masowe pożeranie bigosu, spacer Stacha, Maryni i Bukackiego po Łazienkach, wnętrza dawnych warszawskich kamienic z wielkimi pokojami między którymi gustownie nie wymyślono by wstawić drzwi, dekoracje z epoki, a także długa scena w operze, gdzie fraki, surduty i suknie efektowne oraz cała reszta ordynku.

      jest świetna scena, kiedy Bukacki z Połanieckim spacerują nad strumieniem, Marynia zaś wdaje się w rozmowę z chłopcami pasącymi gęsi. I te gęsi niespodziewanie, jak to gęsi, jakby sie szykowały do tego, zeby złapać obu panów za... surdut :] I obaj oni, widząc za sobą te rozdziwione dzioby, na sekundę przyjmują pozy jakby chcieli zerwać się do panicznej ucieczki. Rewelacyjnie im to wyszło, kto wie, może nawet te gęsi specjalnie ktoś z offu podpuścił, zeby aktorów do takiej reakcji sprowokować. W każdym razie, wyszło komicznie.

      to jest mniej więcej ta scena spaceru, tylko gęsi nie widać :
      filmpolski.pl/fp/index.php/162864_10
      to były czasy...
      filmpolski.pl/fp/index.php/162864_8
      ona i on :
      filmpolski.pl/fp/index/php/162864_1
      pojedynek wyżej opisywany :
      4.bp.blogspot.com/_prwL88x7CIM/SI4m90K45-I/AAAAAAAAAPA/bkJMXRu-Q9M/s1600-h/NewPicture436(1024+x+768).bmp
      zdjęcia samego Maszki, w świetnym wykonaniu Englerta, nie znalazłem, ale jest tutaj, na drugim planie, na pierwszym panie Krasławskie :
      4.bp.blogspot.com/_prwL88x7CIM/SI4XAZymzhI/AAAAAAAAAOY/PzSkiUWF9GM/s1600-h/NewPicture430(1024+x+768).bmp


      • siostra.bronte Re: "Rodzina Połanieckich" [to i owo z 4 odcinka] 05.12.12, 14:20
        Dzięki, Greku :)
        Coś mi się zdaje, że serial jest jednak mniej zabawny niż Twoje teksty :)
        • grek.grek Re: "Rodzina Połanieckich" [to i owo z 4 odcinka] 06.12.12, 13:53
          o, nie :]
          naprawdę, jest dużo humoru, ja się staram to tylko jakoś ubrać w słowa.
      • barbasia1 Re: "Rodzina Połanieckich" [to i owo z 4 odcinka] 05.12.12, 14:50
        Co za opowieść, Panie Grek.Stachu!
        Marynia i Stach, Maszko, Bukacki, Gątowski, panie Krasławskie, jak żywi przed oczami stają!

        Właśnie mi przyszło do głowy, że Ty sam mógłbyś napisać jakąś powieść w stylu dawnym, ku naszej uciesze!!? W odcinkach. Co Ty na to. :))
        • grek.grek Re: "Rodzina Połanieckich" [to i owo z 4 odcinka] 06.12.12, 13:56
          cieszy mnie taka Waćpanny opinia :]
          i niezmiennie mobilizuje.

          haha, chyba jednak łatwiej jest opisywać to, co ktoś już wcześniej
          napisał... ;]

          • barbasia1 Re: "Rodzina Połanieckich" [to i owo z 4 odcinka] 06.12.12, 15:50
            > haha, chyba jednak łatwiej jest opisywać to, co ktoś już wcześniej
            > napisał... ;]

            Niewątpliwie. ;))
    • barbasia1 OT mikołajkowy 06.12.12, 00:38
      w związku z mikołajkami oraz w podziękowaniu za Kochani piękne Barbórkowe życzenia imieninowe mam dla Was coś miłego dla ucha , mam nadzieję:

      dla Mani (wrażliwej tak jak ja na urodę męską) dwóch przeprzystojnych i niesłychanie zdolnych panów: Michaela Buble i Chrisa Botti w piosence "Song for you" .
      www.youtube.com/watch?v=UxYNaI-ho38
      dla Pepsic - coś ostrzejszego, z mądrym tekstem z najnowszej płyty pana K., który wywołał nią pewne kontrowersje...
      www.youtube.com/watch?v=eqFRDVYd7iM
      dla Bronte - coś starego, coś sentymentalnego ,coś nie-słychanie pięknego ...
      www.youtube.com/watch?v=aCca5mPMp9A

      a dla Greka - męski głos śpiewający nastrojową piosenkę o tęsknocie za wolnością...
      www.tekstowo.pl/piosenka,doead_can_dance,opium.html
      oraz ...
      oraz dla Greka w pakiecie limeryk mego autorstwa.
      Pierwszy jaki napisałam w życiu.
      Wymyślałam dwa dni.
      Ale duchowo nastawiałam się kilka miesięcy (bo nie jest to wcale łatwa forma, wierzcie mi!)
      Oto on

      Raz pewnemu Grekowi z Forum Telewizyjnego
      Zginął dekoder do telewizora radzieckiego*.
      Więc przetrząsał jak oszalały
      wszystkie kąty i regały.
      A to była wizja ze snu koszmarnego.


      :)




      • grek.grek Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 13:51
        Ależ przewrotny ten tekst Dead Can Dance'u :]
        Dzięki, Barbasiu, prezent jak sie patrzy.

        haha, wiersz pierwsza klasa, finezja i tematyczna zgodność.
        Chylę czoła, Poetko :]

        [ i daje do pieca wyobraźni, aż struchlałem na taką wizję,
        co by było jakby mi nagle dekodzio wyparował... hehe]
        • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 15:07
          O! Grekuniu! Ja teraz dopiero spostrzegłam przewrotność tego tekstu! i O czym on jest naptrawdę (toteż ta melankolia z jaka śpiewają Umarlaki wydała mi się ciut podjerzana!).
          Heh! Ale durna jestem. No nie myślę po północy. Zresztą na szybko szukałam, bo to limeryk dla Ciebie był głównym prezentem, a muza miała być dodatkiem.

          Gdybym się w porę pokapowała, to nie dałabym |Ci takiej piosenki w prezencie Mikołajowym, za żadne skarby świata, choć wyczuwam, że Ci przypadła go gustu, ale pewnie głównie z powodu tej niezamierzonej przewrotności, którą wywinęłam.

          Nie wypada mi odbierać prezentu, bo kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera, ale skoro link szczęsliwie się nie otwiera to podaruję Ci dodatkową piosenkę, za moment.

          Poeta, tylko głowa nie ta .. mówił mój tatko żartując. :)

          Dziekuję! :) Bardzo cieszę się, że Ci się spodobał mój limeryk! :)

          > [ i daje do pieca wyobraźni, aż struchlałem na taką wizję,
          > co by było jakby mi nagle dekodzio wyparował... hehe]

          Haha :)

          Dekoderek kiedyś zniknie,
          ale wtedy będziesz mieć nowy wypasiony telewizor! Oby jak najszybciej, serdecznie Ci życze!





          • grek.grek Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 15:29
            Stanowczo, jak to koty mają w zwyczaju [hyhy], zabraniam Ci mówić o sobie samej
            brzydko. Bardzo mi się ten prezent podoba i nie oddam go, ani nie chcę słyszeć
            o zamianie :]

            a dodatkowy prezent przyjmę łapczywie i z ukontentowaniem :]

            TA głowa bardzo dobra jest, Poetko, są na to liczne dowody.

            Ho ho, oby się Twoje przepowiednie sprawdziły, za życzenia tegoż dziękuję Ci
            pięknie. Ale sentyment za wytworem [albo też : potworem] radzieckiej mysli
            technicznej pewnie prędko mnie nie opuści. Postawię sobie ten wytwór na
            szafce i będę snuł wspomnienia bujając się w fotelu ;]

            • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 15:40
              To mnie, podłamaną, pocieszyłeś, Greku! :)))

              Świetnie! :)))

              :)

              A ileż to my dzięki Twojemu telewizorowi poznaliśmy filmów ( setki!)


              >Postawię sobie ten wytwór na
              > szafce i będę snuł wspomnienia bujając się w fotelu ;]

              Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej!

              :)

              • grek.grek Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 16:08
                Cieszy mnie to :]
                wszelako, czymże to miałabyś się "podłamać", Barbasiu ? :]

                haha, to prawda, spełniał i spełnia swoje zadanie bardzo dobrze,
                krztusi się, fuka, dyszy jak stara lokomotywa, ale dzielnie się spisuje, hehe.

                będę z nim... rozmawiał, mam nadzieję, że zasypie mnie błyskotliwą serią
                cytatów z filmów, które "obejrzał" ;]
                • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 16:27
                  Że Ci takie ponurawe kwestie podarowałam w ten dzień! :/

                  Ale wiesz, podoba mi się bardzo ta piosenka, muzuka, ma coś hipnotyzującego ...

                  www.youtube.com/watch?v=WgHsiIxdHy8

                  > krztusi się, fuka, dyszy jak stara lokomotywa, ale dzielnie się spisuje, hehe.
                  Mnie to jakoś nie przeszkadza! ;)))

                  > będę z nim... rozmawiał
                  Ha,ha,ha!

                  Ale dopiero wtedy, jak znudzą Ci się z nami rozmowy ...

                  :)



                  • grek.grek Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 15:13
                    NO coś Ty, wcale nie "ponurawe", tylko refleksyjne :]

                    Piosenka jest bardzo dobra, bo i muzyka zacna, dzięki raz jeszcze, poszerzam
                    swoje horyzonty muzyczne, dzięki Tobie :]

                    hehe, oczywiście.
                    albo - równolegle ;]
                    • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 21:54
                      :)
                      Same refleksyjne piosenki podobają mi się ostatnio ...

                      To do tamtej piosenki dodaję Ci jeszcze najnowszą Florence:

                      www.youtube.com/watch?v=5-KZdUXiShY
                      :)


                      • siostra.bronte Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 22:54
                        O, mam w planach video z piosenką Florence! :)
                        • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 22:56
                          :)
                      • grek.grek Re: OT mikołajkowy 09.12.12, 13:57
                        świetna jest, dzięki Barbasiu :]
                        "machine" tutaj jakoś mniej, ale za to Florencja w 100 % - ma głos, ma interpretację,
                        ma w tym wszystkim serce. Świetna.
                    • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 22:52
                      A posłuchaj /posłuchajcie jeszcze tej piosenki Jaromira Nohavicy, podsłuchaną w Trójkowej Liście Przebojów:

                      "Minulost"

                      www.tekstowo.pl/piosenka,jaromir_nohavica,minulost.html
                      :)
      • pepsic Re: OT mikołajkowy 06.12.12, 18:42
        Barbasiu, thx. Rzeczywiście stawia na nogi. Przy okazji, do pana K. mam stosunek ambiwalentny, pamiętam czyim niegdyś był orędownikiem, ba nawet sie na kozetce u pana W. wypłakiwał (tez sobie znalazł kompana). Jak na faceta zbyt rozchwiany emocjonalnie. Ale dobre i to, że dojrzał.

        Ale, ale, piosenka dwóch panów B. całkiem do rzeczy, tudzież wygląd, mimo że teraz jestem w punkcie, że stawiam na intelekt i ... łagodny charakter.

        U mnie piosenka do Greka sie nie otwiera, ale chyba nie z powodu, że nie do mnie adresowana? Ciekawe, o czym ? ;))
        • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 00:55
          O tak, pamiętam, pan K, nie raz zmieniał poglądy.
          Jest szczery we wszystkim, co robi, za to go cenię, choć często się z nim nie zgadzam.

          > Ale, ale, piosenka dwóch panów B. całkiem do rzeczy, tudzież wygląd, mimo że te
          > raz jestem w punkcie, że stawiam na intelekt
          i ... łagodny charakter.

          O!??
          :)
          Piosenka, dla Mani może być także i dla Ciebie, jeśli tylko Ci się podoba. :)

          U mnie też się nie otwiera piosenka dla Greka. Podejrzewam, że i u Greka też się nie otwiera, tylko to taktownie przemilczał!

          Wyżej jest już działający link, ale żebyś nie musiała go szukać wkleję Ci go tu:

          www.youtube.com/watch?v=WgHsiIxdHy8
          i z tekstem:

          www.tekstowo.pl/piosenka,dead_can_dance,opium.html
          Piosenka piękna, ale do zabawowego klimatu dnia mikołajkowego nie pasuje, jeszcze /za późno się wczytałam/. Heh.
          • pepsic Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 18:44
            O!??
            Ale że co?

            Mi też sie podoba, nawet bardzo i jakbym słyszała linię The Doors'ów.
            • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 22:00
              pepsic napisała:

              > O!??
              > Ale że co?

              Że fajnie.

              To może nie potrzebnie wpadłam w popłoch i chciałam Grekowi odbierać piosenkę. ;)
      • siostra.bronte Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 11:02
        Dzięki, Barbasiu :) To jedna z tych piosenek, przy których mam gęsią skórkę, bo przypomina mi dawne czasy...
        • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 22:03
          Cieszę się, że trafiłam z piosenką. :)
      • maniaczytania Re: OT mikołajkowy 07.12.12, 23:00
        Barbasiu - jak Ty mnie dobrze znasz ;)

        Dziekuje slicznie!!!
        • barbasia1 Re: OT mikołajkowy 08.12.12, 15:10
          He,he! Troszeczkę!

          Cała przyjemność po mojej stronie!

          :)
    • grek.grek Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok" rep 06.12.12, 14:19
      Kończymy Paradoks o 21:10.
      ale jednocześnie leci Mad men, więc kończyć będziemy w systemie
      czwartek-niedziela, a tym co w niedzielę - jutro zaserwuję jakąś zapowiedź,
      aby Wam apetyty zaostrzyć chociaż trochę, aczkolwiek pewnie niewiele
      pozostało do ostrzenia, hę ? ;]

      Kocham Kino, 22:10 & 2:20 [ciekawe, zwykle powtórki były w piątkowo-sobotnią noc]
      "BRoken flowers".
      Nie znam, nie orientuję się, a Wy ? [Mania chyba coś wie,dawała wyraźnie do zrozumienia, że
      oglądała...]
      Facet w smudze cienia dostaje anonimowe info, że ma syna i że ten syn chciałby z nim porozmawiać. Pytanie za 100 punktów : z kim ma tego syna ? Ściślej : z którą ze swoich eks-kochanek ? Gość decyduje się odwiedzieć je wszystkie [opis mówi o czterech] i zasięgnąć języka w temacie.

      Brzmi nieźle, ale dopiero jak się to zepnie z osobą reżysera, czyli snujo-gadańco-klimatologa Jarmuscha, który napisał scenario i zasiadł na zydlu z wywieszką "reżyser" oraz dorzuci Billa Murraya, Jessicę Lange, Sharon Stone i Tildę Swinton, to zaczyna to wyglądać obiecująco.

      POlsat daje o 20:00 Kevina w NY [który już raz ?] plus o północy "Chłopaki na bok" - jeśli nie oglądaliście, to naprawdę warto, pisaliśmy już kiedyś, jeśli byście chcieli się sponiewierać literacko czytając moje wynurzenia ;}...
      forum.gazeta.pl/forum/1,14,103018548,103669078,Re_Podlosc_TVN_u_i_TVP_nie_zna_granic.html
      sądziłem, że duet Kevin & Demi paradnie zgilotynuje "Mr. Brooksa", ale doznałem
      przyjemnego zaskoczenia. Głowa została na swoim miejscu :] Jutro pozwolę sobie
      się uszczegółowić.

      • siostra.bronte Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 14:46
        Widziałam "Broken Flowers". Warto zobaczyć dla znakomitych pań. Murray bardzo podobny jak w "Między słowami", ale jest ok.

        Może dorzucę jeszcze jeden tytuł. W tvn7 o 20.00 "Bardzo długie zaręczyny" Jenuneta. Kiedyś obejrzałam go jakoś od połowy :) Strona wizualna imponująca, ale sam film trochę męczący w odbiorze (podobne chwyty narracyjne jak w "Amelii").



        • barbasia1 Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 15:30
          Brzmi dobrze! :)

          >"Bardzo długie zaręczyny" Jenuneta.

          Chciałam to kiedyś obejrzeć. Tym razem znów się nie uda ...
        • grek.grek Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 15:32
          o, no to mnie do reszty zaciekawiłaś, Siostro.

          TVN7 ma daleko lepszą ofertę od stacji-matki.
          Po "Wyspie tajemnic" i "Sherlocku" TVN spasował i w piątki
          przestał raczyć hiciorami. Powtórki "Bourne'a" i "King Konga", to
          jednak nie to, na co można by było liczyć ? Ja oczekiwałem
          "Incepcji", "Dziewczyny z tatuażem", czyli dalszej wycieczki po
          sensacyjno-dreszczowatych przebojach ad 2009-11
          • siostra.bronte Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 23:35
            Oj, okres przed świętami to zwykle posucha w tv, niestety.
        • pepsic Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 19:14
          "Bardzo długie zaręczyny" brzmiałyby nęcąco, gdyby nie udział Audrey Tautou, która niezmiernie irytowała w "Amelii". Ale kto wie, może się skuszę?
          • siostra.bronte Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 23:37
            Tutaj Tautou jest też, niestety, "ameliowata" :)
        • pepsic "Bardzo długie zaręczyny" 07.12.12, 19:23
          A jednak się skusiłam i dzielnie wytrwałam. Film niestandardowy, z ciekawą intrygą i z przemyconym czarnym humorem, niestety z nazbyt skomplikowaną narracją, którą pogłębiała mnogość postaci i zwroty akcji nie wspominając o scenach wojenno-batalistycznych, z którymi zawsze mam problem. Odbioru nie ułatwiło poszatkowanie reklamami. Na szczęście wbrew wielu opiniom Audrey nie przypominała Amelii i świetnie sobie radziła, ale jeśli chodzi o urodę damską - wszystkie panie zaćmiewała skutecznie Marion Cotillard. Na mały minus zapisuję brak chemii pomiędzy narzeczonymi będący moją subiektywna ocena, jako że gł. bohaterka Matylda bardziej wyglądała na osobę zaintrygowaną rozwiązaniem zagadki i wyjaśnieniem, co stało się z zaginionym w zawierusze wojennje narzeczonym (Bławatek)), niż na zakochaną po uszy. Spodobało mi się bardzo ładne zagrane, chwytające za serce delikatne zakończenie. Ciekawostka, w gościnnych występach można podziwiać Jodie Foster, która jak się okazuje mówi biegle po francusku i wchodzi w wiek nieokreślony, co widać.
          Tu Mathilde:
          www.filmweb.pl/Bardzo.Dlugie.Zareczyny/photos#picture-11
          A tu Manech (pseud. Bławatek) dziewczynom z pewnością sie spodoba:
          1.fwcdn.pl/ph/60/99/96099/300331.1.jpg
          • siostra.bronte Re: "Bardzo długie zaręczyny" 07.12.12, 23:02
            Cieszę się. A już miałam wyrzuty sumienia, że Cię zniechęciłam.
            Gaspard Ulliel akurat nie jest w moim typie :)
            Tak, pamiętam wyraziste role Cotillard i Foster.
          • barbasia1 Re: "Bardzo długie zaręczyny" 08.12.12, 15:20
            Podoba mi się to, co napisałaś o tym filmie, Pepsic. :)


            Manech pseud. Bławatek - bardzo!
      • barbasia1 Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 15:27
        Ja, Greku, działam dziś w systemie czwartek- piątek.
        Ostatni odcinek "Paradosku" też będę oglądać dziś, dziś, dziś. Nie doczekałabym się do niedzieli. ;)
        Zaś kolejny odcinek Mad Men w piątek.

        "BRoken flowers" - nic nie wiem na temat tego filmu.
        Brzmi nieźle to, co napisałeś o tym filmie.

        > sądziłem, że duet Kevin & Demi paradnie zgilotynuje "Mr. Brooksa",[...] Jutro pozwolę sobie
        > się uszczegółowić.

        Świetnie. :)
        • grek.grek Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 15:35
          A jednak :]
          świetnie, mam nadzieję, ze jutro będziemy nieskładnie dukać wrażenia, bo nam
          dzisaj szczęki poopadają i powypadają z zawiasów, hehe.

          czyli, premierujemy na całego.

          to dobry thriller, nawet zaskakująco dobry, postaram się to jakoś naszkicować.
          [Dexter zostanie mi na weekend]
          • barbasia1 Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 15:48
            >bo nam dzisaj szczęki poopadają i powypadają z zawiasów, hehe.

            Ha, ha! :)))
            Mam wcale nie cichą nadzieję, że tak właśnie będzie.

            Dobrze.

            • grek.grek Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 16:11
              finał serii musi zapierać dech, prawdaż ? :]

              ciekawe, czy w zakończeniu będzie jakaś sugestia dotycząca ewentualnej kontynuacji, czyli
              2 serii ?

              chociaż... w TVP nigdy nic nie wiadomo, 2 seria "Gliny" kończy się bardzo niejednoznacznie, wręcz zapraszając na kolejne odcinki, a 3 serii jak nie było, tak nie ma.

              tak czy owak, za tydzień mamy Doktora znowu :]
              • barbasia1 Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 16:45
                > finał serii musi zapierać dech, prawdaż ? :]

                :))
                Musowo!

                Zapamiętałam (mniej więcej) kwestię Zielinskiego z zajawki ostatniego odcinka: "Myślisz, że pokonałeś bestię (czy potwora), a ty tylko paluszek uciąłeś". Tu, myślę, może być jakaś sugestia zapowiadająca ewentualną kontynuację ...

                Ale wszytsko, właśnie, zależy od władz TVP, czy zechcą zamówić tę kontynuację ...

                A właśnie, "Doktor House" wchodzi za "Paradoks", chociaż jeden serial TVP wemituje w całości, porządnie, wszytskie sezony.
                Za tydzień wchodzi 8 sezon, czy będą powtarzać jeszcze 7.?



                :)
                • grek.grek Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 07.12.12, 15:11
                  a nawet "paznokieć" ;]

                  Jak Ci się podobał ten finałowy odcinek ? Jak Wam się podobał ?

                  ja bym powiedział, że sprawnie poprowadzony, w miarę logicznie, nawet
                  się pani komisarzycy udało łezkę uronić i zrobić więcej róznych min niż
                  przez całe 12 wcześniejszych odcinków, ale nawet z tą wykonaną zakulisowo egzekucją na
                  Zielińskim wyszło... kulturalnie, w miarę czysto i chyba za grzecznie nieco.
                  Według dobrych podręczników pisania scenariuszy sensacyjnych, ale
                  bez czegoś, co by zaskoczyło, bez takowych scen, "po bożemu" :]
                  Nawet pan Waldek odkupił swoje wcześniejsze łobuzerskie zachowania i knowania, hehe.

                  Mania mówiła, ze najpierw będzie 7 seria w dwuodcinkowych riplejach, a później
                  dopiero 8, przynajmniej tak pamiętam :]
                  • barbasia1 Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 07.12.12, 23:20
                    grek.grek napisał:

                    > a nawet "paznokieć" ;]

                    Tak! A nawet paznokieć :)))

                    A ów potwór ma głowę (albo jedną z głów) małej, niepozornej, , żującej gumę Moniki, o dziwo! Triumfujący, złowrogi uśmiech na końcu w wykonaniu Muskały zawodowy.

                    Kobiety rządzą w serialu "!

                    Dobrze , że Kaszu przeżył! :)

                    Tak, podobne bardzo odczucia mam co do tego ostatniego odcinka...


                    Tak, czytałam Mani post, ale chciałam się upewnić. :)



                    Lecę na MM .

                    :)

                    • grek.grek Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 15:24
                      haha, no tak, uruchomili cały łańcuszek z puentą "pozamiatane" i szlus ;]

                      to prawda, niby męska rozgrywka, a kluczowe role zagrały kobiety.

                      hehe, musiał przeżyć, zeby 2 seria mogła się zdarzyć [o ile się zdarzy ?].

                      ale, wiesz co ? - uważam, że Zieliński-Zieliński ukradł Lindzie-Kaszowskiemu tę serię :]
                      był zabójczo dowcipny, elokwentny, luzacko cyniczny, a zarazem,bezwzględny;
                      szwarccharakter nieprzerysowany i zarazem mający swój koloryt.
                      A Kaszowski, mimo przebłysków, pozostał w calokształcie sumą manier postaci
                      "twardzieli", których Linda zdązył już sprzedać; takim przetworzonym nieco na
                      warunki telewizyjnego serialu Franzem Maurerem 2.- w płaszczu detektywa zamiast
                      tej koszmarnie obciachowej wielgachnej kurtki lotniczej i wąskich porteczek ;]

                      jak było na MM ?
                      trzyma poziom ?
                      taką tezę ośmielę się postawić i jestem ciekaw Twoich/Waszych opinii.
                      • maniaczytania Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 17:02
                        grek.grek napisał:

                        > ale, wiesz co ? - uważam, że Zieliński-Zieliński ukradł Lindzie-Kaszowskiemu tę serię :]
                        > był zabójczo dowcipny, elokwentny, luzacko cyniczny, a zarazem,bezwzględny;
                        > szwarccharakter nieprzerysowany i zarazem mający swój koloryt.

                        A ja sie zgodze tylko czesciowo. Zielinski na pewno nie ukradl serii, dla mnie byl najslabszym ogniwem, wlasnie byl przerysowany, zdecydowanie przesadzal z 'diabolicznoscia', jak lubie zazwyczaj etgo aktora, tak tu mi sie nie podobal w ogole.
                        Ale rzeczywiscie seria byla Kaszowskiemu skradziona, tylko przez kogos zupelnie innego. Ciekawe, czy zgadniesz/ zgadniecie, kogo mam na mysli? :)
                        • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 17:35
                          > Ale rzeczywiscie seria byla Kaszowskiemu skradziona, tylko przez kogos zupelnie
                          > innego. Ciekawe, czy zgadniesz/ zgadniecie, kogo mam na mysli? :)

                          Jak znam Manię, to Mania widziała w "Paradoksie" tylko ... Jacka.

                          Bardzo, imo, udana rola tego aktora.
                          Pamiętam, krytykowałam go po pierwszym odcinku (ale w tym pierwszym odcinku był jeszcze niewidoczny), teraz to muszę odszczekać.
                          • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 17:38
                            Pamiętam, krytykowałam go po pierwszym odcinku, usprawiedliwia mnie tylko to, że w tym pierwszym odcinku był jeszcze niewidoczny. Teraz po całym sezonie zwracam mu honor.
                          • maniaczytania Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 18:07
                            barbasia1 napisała:

                            > Jak znam Manię, to Mania widziała w "Paradoksie" tylko ... Jacka.

                            Ech, juz pisalam, ze Ty mnie dobrze znasz :))) Brawo Barbasiu!

                            > Bardzo, imo, udana rola tego aktora.
                            > Pamiętam, krytykowałam go po pierwszym odcinku (ale w tym pierwszym odcinku był jeszcze niewidoczny), teraz to muszę odszczekać.

                            Sie ciesze :)
                            • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 18:34
                              Cezary Łukaszewicz (Jacek Czerwiński "Młody"). Bardzo fajny aktor. Mam nadzieje, że będziemy go jeszcze nie raz widywać w innych filmach.
                        • grek.grek Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 14:01
                          Barbasiam ma szósty zmysł :]
                          ja bym nie zgadł, więc nawet się nie siłowałem z tym wyzwaniem.

                          wiesz, Maniu, ja się z Tobą zgadzam, że Zieliński przerysowany był, ale...
                          to własnie to przerysowanie było zbawienne, bo reszta koleżanek i kolegów
                          jakaś taka nazbyt poważna, bez fantazji i "skandynawska" :]
                          I dlatego, na tym szaroburawym tle, Zieliński wydał mi się ciekawszy.
                          • grek.grek Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 14:01
                            W "Barbasi" nie ma "m" :]
                          • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 16:31
                            grek.grek napisał:

                            > Barbasiam ma szósty zmysł :]

                            :)))

                            Żebyś wiedział. :)
                          • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 16:41
                            > to własnie to przerysowanie było zbawienne, bo reszta koleżanek i kolegów
                            > jakaś taka nazbyt poważna, bez fantazji i "skandynawska" :]
                            > I dlatego, na tym szaroburawym tle, Zieliński wydał mi się ciekawszy.

                            O przepraszam, a uroczy prokurator Sobecki /mojego ulubionego detektywa, porucznika Columbo mi przypominał od początku; później przeczytałam wywiad z Jakubikiem, w którym powiedział, że inspirował się właśnie tą postacią/? A żująca gumę Monika? A naczelnik komendant Heniu (Przemysław Bluszcz), karmiący rybki...
                      • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 18:30
                        > ale, wiesz co ? - uważam, że Zieliński-Zieliński ukradł Lindzie-Kaszowskiemu tę
                        > serię :]

                        Masz sporo racji. Zdecydowanie Zieliński, był przede wszystkim ciekawsza postacią niż Kaszu.

                        > A Kaszowski, mimo przebłysków, pozostał w calokształcie sumą manier postaci
                        > "twardzieli", których Linda zdązył już sprzedać; takim przetworzonym nieco na
                        > warunki telewizyjnego serialu Franzem Maurerem 2.-

                        Komisarzyca miała się wybić na pierwszy plan, więc ja nie uznałabym tego za minus.



                        > hehe, musiał przeżyć, zeby 2 seria mogła się zdarzyć [o ile się zdarzy ?].

                        Nie miałabym nic przeciwko, żeby powstała kolejny sezon "Paradoksu". Serial na pewno nie był doskonały, nie mniej jednak był to, imo, najciekawszy, najbardziej wciągający i najbardziej klimatyczny serial kryminalny od lat, od czasów Pitbulla (przez Was chwalonego) i / mego ukochanego niezmiennie/ "Gliny", starannie przemyślany i wykonany, pomysłowy, dotykający wielu kontrowersyjnych kwestii, z wieloma dobrymi dialogami, smaczkami (np. mniej lub bardziej zaskakujące woltami w finale odcinków), z dobrze nakreślonymi, wyrazistymi postaciami, wśród których znalazła się taka i nietuzinkowe postaci, jak uroczo niedzisiejszy prokurator Sobecki. Widać ogrom włożonej tu pracy. Cenne jest też to, że to własny, oryginalny pomysł ekipy twórców, nie żadna adaptacja zagranicznego formatu, czy jakaś kalka. A widoczne inspiracje dobrymi zachodnimi, amerykańskimi serialami kryminalnymi świadczą tylko na korzyść serialu i twórców.

                        I trochę zapowiadanych klimatów skandynawskich też było ...


                        > jak było na MM ?
                        > trzyma poziom ?

                        Trzyma , trzyma! interesujące wątki są do opowiedzenia, a ja tu do straszliwych zaległości doprowadzam. Zaraz opowiem co nieco ...
                        • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 08.12.12, 19:02
                          Wracając jeszcze do Zielińskiego, do finału, jedna rzecz mi się nie podobała, wypadła wg mnie bardzo nieprzekonująco. Chodzi mi o główny wątek odcinka, o porwanie synka Joanny i jeszcze, nie wiedzieć czemu, jej ojca i osobisty udział w tym Zielińskiego. Niedorzeczne imo posunięcie, jak na kogoś tak przebiegłego, tak inteligentnego, jak na jedną z macek "potwora".

                          Jego pewność, że wywinie się od odpowiedzialności i kary za porwanie dziecka (ewentualnie zamordowanie) w czasach, kiedy media są czwartą władzą, a dziennikarze węszą za aferami, urągało inteligencji postaci, jaką tworzono przez 12 odcinków.

                          Tak postać jak Zieliński jak wąż powinna się wywinąć z nieudanej sprawy. Mogli to jakoś inaczej pozbyć się Zielińskiego ...

                          :)
                        • grek.grek Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 14:07
                          Otóż to, tak właśnie mi się zdawało :]
                          Trochę Linda rutyną poleciał, nie stworzył postaci, takie mam wrażenie.
                          Do Radziwiłłlowicza... ho ho daleko... że o "Gebelsie" czy "Despero" z Pitbulla,
                          Peterze Falku albo... Bronisławie Cieślaku nie wspomnę, hehe.

                          Podzielam Twoje uwagi, bardzo dobre podsumowanie.
                          Ja bym może tylko dodał w tym serialu więcej pieprzu i papryki, więcej życia
                          tchnął w postaci i może dodał im wyrazistości [poza Zielińskim, Moniką i Twoim
                          Sobeckim :) - zabrakło mi tego, a to przecież postaci określone jednak jako drugoplanowe,
                          w dodatku Zieliński odpada po 1 serii]

                          Dzięki, pozostaję w [nie]cierpliwym oczekiwaniu :]
                          • siostra.bronte Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 14:34
                            Niestety, z powodów ode mnie niezależnych nie obejrzałam ostatniego odcinka. A to pech!
                            Moje podsumowanie. Trochę zmarnowana szansa. Formuła serialu chyba nie do końca się sprawdziła, bo brak było tego co w kryminale najważniejsze: napięcia i suspensu. Krótkie odcinki, nie ma czasu na zbudowanie nastroju. Dwie, trzy sceny na temat zbrodni, ktoś tam zabił, ale nie wywołuje to większych emocji.

                            Jeżeli chodzi o aktorstwo, to mogło być lepiej. Słaba, "senna", rola Grycewicz. Linda w sumie nie taki zły, ale inny, mniej ograny aktor mógłby wnieść tu znacznie więcej. Zieliński faktycznie przerysowany i raziło to jeszcze bardziej na tle mało wyrazistych partnerów. Muskała- bez komentarza :) Podobali mi się aktor w roli Jacka i Jakubik.

                            Zgadzam się, że jak na serial kryminalny mało tu było emocji, życia, energii. Ciekawa jestem czy będzie druga seria.
                            • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 dziś o 22.05 09.12.12, 16:19
                              siostra.bronte napisała:

                              > Niestety, z powodów ode mnie niezależnych nie obejrzałam ostatniego odcinka. A
                              > to pech!

                              Przypominam, że dziś okazja, żeby obejrzeć ostatni odcinek.

                              • siostra.bronte Re: Paradoks odc. 13 dziś o 22.05 09.12.12, 16:20
                                Ale o 22.00 oglądam i nagrywam "Sherlocka" w BBC :)
                                • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 dziś o 22.05 09.12.12, 16:30
                                  O! Nie wiedziałam, że dziś jest "Sherlocka"!

                                  A może na stronie iTVP jest "Paradoks"?
                          • pepsic Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 15:57
                            Ja sie pytam, gdzie jest mój ulubieniec Monk w Twojej wyliczance?
                            ;)
                            • barbasia1 Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 16:28
                              pepsic napisała:

                              > Ja sie pytam, gdzie jest mój ulubieniec Monk w Twojej wyliczance? ;)

                              A Cojak!? ;)

                              Irytował mnie Monk tą swoją niezdarnością, dziwactwami, a przede wszystkim nerwicą natręctw, ale kiedy dowiedziałam się, że nabawił się jej po śmierci żony Trudy, która zginęła w zamachu, polubiłam go.

                              • pepsic Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 16:39
                                Mnie Monk i bawi i wzrusza. Bardzo lubię ten serial, choć zdaję sobie sprawę, że dalsze serie zostały oddarte na niekorzyść z początkowej finezji. Kiedyś oglądałam namiętnie.
                              • siostra.bronte Re: Paradoks odc. 13 - uwaga spojlery! 09.12.12, 17:21
                                Widziałam Monka tylko przelotnie. Ale u mnie akurat jego nerwica natręctw budziła sympatię i zrozumienie :)
      • pepsic Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 06.12.12, 18:57
        Zapodany link odnośnie Chłopaków na bok " się nie otwiera tzn. otwiera sie okno, ale na forum. Może ja spróbuję:
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,103669078,Re_Podlosc_TVN_u_i_TVP_nie_zna_granic.html
        Nie szykuję sie specjalnie na "Broken Flowers" , bo ajkoś nie przepadam za Billem Murrayem, a jeśli do tego przypomina postać z "między słowami", to już całkowicie czuję się zniechęcona. Aczkolwiek jakieś fragmenty końcowe kojarzę i smętne stukanie do drzwi.
        Ps. Greku, ale o Maratończyku nie zapomniałes? Bo ja bardzo chciałabym się dowiedzieć, dlaczego oni wszyscy się pozabijali, no prawie wszyscy;)
        • barbasia1 Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 07.12.12, 01:00
          a jeśli do tego przypomina postać z "między słowami", to już całko
          > wicie czuję się zniechęcona.
          He,he!

          Tak, było Bronte miała racje, bohater z BF przypominał postać z "Między słowami".

          Ponieważ ja uwielbiam "Między słowami" mnie się bardzo spodobał ten film...


          > Ps. Greku, ale o Maratończyku nie zapomniałes? Bo ja bardzo chciałabym się dowi
          > edzieć, dlaczego oni wszyscy się pozabijali, no prawie wszyscy;)

          A szukałaś wyżej? Dostałaś na mikołajki "Maratończyka". ;)
          • pepsic Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 07.12.12, 19:30
            A szukałaś wyżej? Dostałaś na mikołajki "Maratończyka". ;)
            Barbasiu, dziękuje za zwrócenie uwagi i za ukrócenie moich zuchwałych roszczeń;))) Dopóki nie spojrzałam na datę i godzinę grekowego posta dałabym sobie rękę uciąć.

            To będzie pamiętny Mikołaj maratończyk :)

            • barbasia1 Re: Na dziś: KK "Broken flowers","Chłopaki na bok 07.12.12, 23:00
              > To będzie pamiętny Mikołaj maratończyk :)

              He,he :)
        • grek.grek KK "Broken flowers" - to i owo po projekcji 07.12.12, 12:51
          Więc, skojarzył mi się z "Pannami z Wilka" :]
          Facet odbywa podróż sentymentalną, odwiedza
          cztery byłe kobiety, plus : jedna nie żyje i jedna z czterech ma córkę, której się
          ten facet podoba od początku.

          Powody tej podróży są inne, w Broken mieszkają w róznych miejscach, więc jest z tego
          film drogi, w Pannach są w jednym domu, co bardziej sprzyja tworzeniu gęstej atmosfery psycholgoicznej, no i relacje Dona i Witkora z tymi kobietami były inne, ale poza tymi
          sprawami - ogólny schemat chyba by pasował ?

          I tu i tam - wszystkie się zmieniły, w końcu minęło 20 lat, jakoś sobie życie poukładały, wedle
          własnego gustu, potrzeb albo wskutek losowych zbiegów okoliczności. A facet to obserwuje i tym bardziej ciąży mu świadomośc, ze i jego własne życie domaga się podsumowania, a
          tu ni grzyba nie idzie nic ciekawego i optymistycznego wykręcić. Jedyny powiew przeszłości, jedyne spoiwo przeszłości z teraźniejszością, to córka jednej z kobiet, która aprobująco i zalotnie na niego zerka, a w Broken nawet prezentuje mu się bez mundurka.

          Facet jest zmęczony, wymięty, zgaszony - Daniel Olbrychski na nutę poważną, Bill Murray na komediodramatyczną, dociera do niego, że być może zmarnował kiedyś szansę, by z którąś z nich urządzić sobie skromne, ale dobre życie [w Broken dodatkowo bohater ma pod nosem swoje, być może utracone marzenie, w postaci sympatycznego Winstona, sąsiada z piękną żoną i piątką dzieci, w zgodnym związku, na trzech etatach sie uwijającego, by na tę trzódkę zarobić odpowiednie pieniądze]. A tak, pozostaje sam i bez nadziei. Sceny z Billem Murrayem w dresie na kanapie - bezcenne. Z jednej strony, zabawne, bo on ma tę vis comica, której szczęsliwie nie można wykasować, a z drugiej - smutne, obrazek faceta chylącego się ku starości, nie mającego chyba już nawet większej wiary w odmianę losu.

          I nic mu tego nie naprawi. Teraźniejszość jest sumą decyzji z przeszłości. Świetnie mu wychodzi rozmowa z córką Winstona, umie rozmawiać z chłopakiem, którego podejrzewa o bycie swoim synem, hej - to mógłby być naprawdę fajny ojciec, przyjaciel, doradca, możliwe że zmarnował talent. Teraz jest już zbyt skapcaniały aby ruszyć się w jakimkolwiek kierunku, zostaje mu tylko ta kanapa i kanapki, a w tiwi film o kochanku wszechczasów. Bo przecież Bill nie przestał być mężczyzną, nie ? Przynajmniej w krótkich fleszach. Tutaj zgrabne nogi sekretarki, tam paradująca na golasa dzierlatka, gdzie indziej urocza Sun Green, dla której mozna by porzucić nie tylko godnośc osobistą ;]] - wszędzie impulsy zapalające jakąś lampki
          zmysłów. Szkoda, że Bill nawet na takie bodźce reaguje koniec końców obojętnością.

          Bill Murray plus rózne komizmy [facet plotący do ucha swojemu psu, ze "podziwia go za zdobycie się na wyznanie swoich słabości" - mistrz; dwóch redneków "gaszących światło" Billowi; plus sceny z zapalonym detektywem-amatorem Winstonem], trochę jazdy autem, dialogi banalne i nie mające jakichś efektów specjalnych - ale film jest dobry, interesujący, wg mnie głównie przez postać głównego bohatera, to co się w nim dzieje, z upływem czasu, i wreszcie dlatego, ze tak naprawdę odbiera mu się ostatnią nadzieję, nawet ten chłopak okazuje się nie być poszukującym go synem z różowego listu.

          Jak interpretujecie, Czccigodni, ten list ? Kto go napisał ?

          Wg mnie, nie napisała go żadna z byłych dziewczyn Billa-Dona. Nie wiem, jak to nazwać, może jest tu jakiś element metafizyczny i to "Bóg" do niego go napisał, zeby Bill ruszył w tę podróż i przekonał się, co stracił, albo - CZY coś stracił, bo patrząc na te panie, jedną po drugiej, to raczej stracił niewiele :] Jedna robi za doktora Dolittle, druga siedzi w jakiejś budzie na łące, trzecia w bungalowie na uboczu, czwarta trzyma się nogawki męża-pajaca... MOże ta która umarła "napisała" ten list ? Metafizyka "ducha" ? ;]

          Tak czy owak, ujął mnie ten film, Bill Murray znów zagrał wybornie, Jarmusch ma swój
          styl, no i w sumie... życiowe takie :]

          Role kobiece, wg mnie, niespecjalnie wypaliły, całą czwórkę pań można by wymienić na dowolne inne aktorki i pewnie nie byłoby widać róznicy. Inna rzecz, że nie były to duże role, a nawet całkiem niewielkie, pewnie dlatego, ze scenariusz zakładał, ze to ma być opowieść o jednym człowieku, a nie kilku osobach, reszta to figuranci. Dlatego,wg mnie, najlepiej wypadły Sun Green, sekretarka i oczywiście Lolita ;]

          Jak Wam się rzecz podobała ? Barbasiu ?

          Koleżanki Pepsic i Siostra wstępnie wykazły sceptycyzm, Mania jak zwykle enigmatyczna ;], czyżby historyja eks-babiarza bez przyszłości Was nie wzruszyła ? ;']

          • siostra.bronte Re: KK "Broken flowers" - to i owo po projekcji 07.12.12, 13:59
            Greku, wydaje mi się, że wyjaśniono, kto ten list napisał. Tylko nie pamiętam kto :) Ten przyjaciel detektyw, a może jego żona?
            • grek.grek Re: KK "Broken flowers" - to i owo po projekcji 07.12.12, 15:31
              o, możliwe że przegapiłem tę informację, więc... gdyby Ci się przypomniało, gdybyście, Czcigodni mieli gdzieś na podorędziu, to będę zobowiązany.

              Wiesz, Bill alias Don zauważył, że "[Winston] równie dobrze mógł sam ten list napisać" [skoro tak się detektywistycznie wyżywał z jego okazji, hehe], ale pamiętam też scenę z samego początku, kiedy pokazana jest droga jaką ten list przebywa od wrzucenia do skrzynki, wysłania, przez pocztę, aż do domu Billa-Dona. Może rzeczywiście była tam jakaś decydująca wskazówka ?

              z drugiej strony, Siostro, mnie się wydaje, że - jesli jednak nie pojawia się taka informacja - tak naprawdę celowo nie jest wskazana postać nadawcy. Może po to, żeby powiedzieć w ten sposób, iż ten list nie ma znaczenia, a ma je tylko sama podróż w jaką wybiera się bohater i rozliczenie z życiem, jakiego w niej dokonuje ?
    • grek.grek "Mr.Brooks" storyline [1] 07.12.12, 13:42
      A to jest interesujący thriller, psychothriller nawet.

      Tytułowy pan Brooks, to wcielenie doktora Jekylla i pana Hyde'a.

      Dla świata - Brooks jest statecznym mężczyzną po 40-tce, właścicielem dobrze prosperującej firmy, porządnym ojcem dla swojej córki, ktora rzuca studia i oznajmia że jest w ciązy; przykładnym mężem dla przyjemnej żony, Człowiekiem Roku w biznesie. Uosabia wszystkie cnoty i marzenia mieszczańskiego stereotypu udanego życia, spełnia cały kod kulturowy powodzenia i american dream.

      Poza tym życiem na pokaz - ma drugie, w którym jest mordercą. Zabija dla przyjemności. Jeden zbiera bilety tramwajowe, drugi autografy, a pan Brooks - pod pozorem majsterkowania w piwnicy - wymyka się nocami, żeby kogoś wysłać do krainy wiecznych łowów. Towarzyszy mu wtedy Marshall. Jego alter ego. Nikt go nie widzi, oprócz Brooksa - rozmawiają ze sobą, dyskutują, wymieniają uwagi. Ot, wyższa postać schizofrenii :]

      Brooks zdaje sobie sprawę z tego, że jest chory i próbuje zapanować nad nałogiem, chodzi na spotkania anonimowych klubów osób uzależnionych, ale ile razy próbuje przestać, tylekroć wraca do tego, co daje mu tyle radości.

      Właśnie mijają 2 lata od ostatniego zabójstwa, jakie popełnił. Trzymał się dzielnie. Ale nieustanna krecia robota Marshalla w końcu pcha go do pofolgowania swoim instynktom. Wybiera młodą parę w jednej z przypadkowych kamienic. Brooks zna się na rzeczy : strzela z pistoletu, który trzyma w foliowej torbie - dzięki temu łuska zostaje w torbie; strzały przeszywają ofiary na wylot - Brooks pieczołowicie usuwa kule ze ściany; a nawet ma ze sobą przenośny odkurzacz, którym dokładnie sprząta miejsce zbrodni, tak że nie zostają żadne włókna, nici, mikroślady, NIC.

      Nic, co mogłoby naprowadzić na jego trop policjantkę, prowadzącą śledztwo w sprawie popełnianych przez niego zabójstw. Zyskał on pseudonim Palczasty zabójca, a do tego zawsze układa swoje ofiary [zwykle pary kochanków] w specyficznych pozach miłosnych. Jest charakterystyczny :]

      Ale 2 lata to kawałek czasu. W sam raz na to, by zardzewieć nieco w sztuce pozbawianiia życia bliźnich. Brooks popełnia istotny błąd. Zabija młodych kochanków zapominając przedtem zasunąć zasłony okienne, które oni pozostawiali rozsunięte, celowo albo nieświadomie. Dlaczego Brooks nie nosi kominiarki ? Pewnie po to, zeby mógł go sfotografować facet z domu naprzeciwko. Od dłuższego czasu podglądał on darmowe seanse seksualne, a teraz zobaczył coś jeszcze lepszego - morderstwo, a przy okazji udało mu się zrobić zdjęcie Brooksowi, jak ten zasuwa zasłony, poniewczasie.

      Idzie więc gośc do Brooksa, przedstawia mu się jako pan Smith i informuje go, że ma dowody, które starczą na to, by Brooksa wpakować na krzesło elektrryczne albo na dożywotnią odsiadkę. Nie zamierza jednak iść z tym na policję, no chyba że coś mu sie stanie, wtedy automatycznie policja dostanie oryginały fotek, które on ukrył.

      Smith nie chce pieniędzy za milczenie. Chce czegoś innego : żeby Brooks zabrał go ze sobą na kolejną akcję, bo on chce świadkować zabójstwu.

      Brooks nie ma wyjścia, cały czas konsultując się z Marshallem, zaczyna prowadzić z Smithem specyficzną grę - wybierają razem kogo zabić [pada na niegrzecznego kierowcą, który zajechał im drogę na ulicy, tak wybrał Smith], Brooks na zimno instruuje rozgorączkowanego Smitha co i jak, sprzedaje mu rózne grepsy z podręcznika "jak zabić łatwo, szybko i nie wpaść", przy okazji sprawdza jego mieszkanie, pod kątem poszukiwanych oryginałów zdjęć i nie tylko; potem jednak
      Brooks zmienia zdanie, przenosi akcję z dnia na dzień i na kolejne, Smith frustruje się i niecierpliwi, ma wrażenie, ze Brooks sobie z niego jaja robi. Aż wreszcie Brooks decyduje, że zabije/ją kogoś, kogo sam wybrał...

      Tutaj konieczne jest omówienie sprawy pani policjantki Atwood, która pracuje nad sprawą zabójstw Brooksa val Palczastego. Dziwna to persona. Babka ma na koncie odziedziczone 60 mln dolców i pracuje jako detektyw, zamiast zbijać bąki i cieszyć się życiem... ;] Jest zupełnie nieprzekupna i do tego bystra, niebezpieczne dla każdego przestępcy połączenie. Nawet napadnięta przez dużego łysola i jego kopniętą koleżankę z bronią, wpakowana do auta i przygnieciona do ziemi 150 kg żywej wagi umie sobie poradzić, wyjść cało z opresji, a w finalnym boju z tą parą psycholi [jakieś porachunki] zmusza ich do samobójstwa.

      Otóż, pani Atwood po oględzinach miejsca najnowszej zbrodni Brooksa, od razu leci do kamienicy naprzeciwko i próbuje zbadać, czy ktoś czego nie widział. Rozmawia ze Smithem, ale nic od niego nie wyciąga, mimo że go podejrzewa. Brooks nauczył go "milczeć i nie być głupim", więc Smith odpiera sprytne ataki pani detektyw i nie zdradza, że wie cokolwiek o Palczastym.

      Jednocześnie, pani Atwood prowadzi sprawę rozwodową. Wzieła sobie młodszego faceta, teraz on żąda od niej milionowych alimentów. Na sali rozpraw krewka pani wypala nawet do niego "chętnie bym cię zamordowała".

      Brooks wie dobrze, w jakiej sytuacji jest jego prześladowczyni. I wybiera na ofiarę swojej kolejnej zbrodni właśnie jej eks-faceta, z którym toczy ona boje sądowe. Zakrada się do jego domu, w którym chłopak z jakąś dziewczyną przymoierzają się do konsumpcji. Smith jest z nim, tak zaaferowany, że aż popuszcza w spodnie :] Brooks robi swoje, Smith nie posiada się ze szczęścia, zaś pani Atwood będzie miała murowane kłopoty - morderstwo eks-mężą, w trakcie sprawy o pokaźne alimenty, brzmi fatalnie...

      A po wszystkim... Smith wyciąga pistolet i grozi Brooksowi, że go zastrzeli, czy ja wiem - za to, ze go lekceważył ? bo już mu pokazał co i jak, i teraz Smith chce sam zabijać ? generralnie, pan Smith to rozchwiany mentalnie pajac. Nie zaskakuje Brooksa swoim zachowaniem, wiedział on że Smith zechce go zabić, widział u niego pistolet kiedy gmerał mu po domu, wiedział że przeciąganiem sprawy, zmienianiem terminów, ciągłym zwodzeniem Smitha, przekładaniem zabójstwa na kolejne dni, a wreszcie zignorowaniem wyboru ofiary, którego dokonał Smith - wkurzył go i sprowokował do odegrania się na sobie.

      Jadą na cmentarz, który jest własnością Brooksa ["zawsze inwestuj w rzeczy ludziom niezbędne"]. I Brooks zwierza się Smithowi, że tak naprawdę sam chce umrzeć, ze nie radzi sobie ze swoim nałogiem i musi z tym skończyć, ergo : zabić siebie. Nawet lepiej, ze zrobi to ktos obcy. Brooks wybiera otwarty grób, staje na skraju i spokojnie kaze Smithowi strzelić. Nie jest to proste, strzelanie do człowieka to jednak obciążenie. Brooks nawet zamyka oczy, zeby nie stresować Smitha :]

      Smth się zaś miota i waha, aż wreszcie naciska spust i... pistolet nie odpala. Wtedy Brooks otwiera oczy i spokojnie oświadcza, że uszkodził pistolet specjalnie. Na wypadek, gdyby się rozmyślił w ostatniej chwili :] No bo przeciież o to chodziło tylko - o to, żeby cała akcja była ciekawsza :] Teraz Brooks łapie za łopatę i bach Smitha, a potem ciach go w piach. Zdjęcia ? O, to łatwe, konsultując się z Marshallem dochodzi do wniosku, że muszą być w depozytowej skrytce Smitha. I tam też są. Smith to jednak głupiec był bez wyobraźni.

      Problemem jaki znacznie bardziej doskwiera panu Brooksowi jest córka. Okazuje sie, że dokładnie w dniu, w którym opuściła campus uniwersytecki i przyjechała do domu oznajmiając iż jest w ciązy - wydarzyo się tam morderstwo. Policja przychodzi do Brooksów i rozpytuje ją, jak każdą uczennicę, ona zaprzecza że cokolwiek wie, nawet jesli tego samego dnia wyjechała ze szkoły, a dodatkowo jej samochód znaleziono opodal miejsca zbrodni.

      Brooks wie, ze zabiła jego córka. I wie, ze zaraz policja do tyego dojdzie. Wie też, ze ciąza to bujda, chodziło jej o pretekst by wrócić do domu. Brooks leci do miasta, z którego córka wróciła, kamufluje się, charakteryzuje, używa jednego z licznych fałszywych dokumentów tożsamości, wybiera przypadkową ofiarę [to jest w domyśle] i zabija ją dokładnie w takim samym stylu, w jakim zrobiła to córka [widział zdjęcia ofiary, które pokazywała policja podczas rozmowy z jego córką].
      • grek.grek "Mr.Brooks" storyline [2] 07.12.12, 13:54
        A potem wraca do domu. Policja uznaje, że musi to być robota seryjnego mordercy, a córka Brooksa ma niepodważalne alibi, bo przecież była w domu.

        Brooks jeszcze tylko anonimowo dzwoni do Atwood, podając się za Smitha, i sugerując, że została wykiwana, ona na to, że to nie Smith, a on na to, że zapewne i owszem, po czym zrzuca komórkę z dachu wieżowca, z którego do niej telefonował.

        A potem wraca do domu. I całuje córkę na dobranoc. Na co ona wbija mu w tętnicę szyjną nożyczki. Krew sika, Brooks umiera, córka patrzy na niego z ciekawością psychopatyczną. I wtedy Brooks się budzi. Koszmar to był...

        Koniec filma :]
        Killer wychodzi cało, ocala nawet swoją córkę, która odziedziczyła geny po nim, nikt dookoła sie nie orientuje w sprawie, zaś pani policjantka zostaje z worem kłopotów na głowie. Kto by wymyślił taką interesującą puentę ;]

        Mało w tym streszczeniu o owym Marshallu, ciemnej stronie Brooksa, ale w zasadzie jest on cały czas obecny. Cały czas bowiem w głowie Brooksa toczą się zapasy między doktorem Jekyllem, który chciałby przestać zabijać, bo mimo wszystko czuje jakieś wyrzuty sumienia i wstyd, a panem Hyde'em, który jest swobodny jak szczypiorek na wiosnę, nie zna pojęcia grzechu i cały czas namawia Brooksa do działania. Kiedy Brooks zastanawia się nad samobójstwem, albo zabójstwem z ręki Smitha, Marshall powiada "może ty chcesz umrzeć, proszę bardzo, ale ja lubię życie i chcę żyć nadal". Te rozmowy to zapis wewnętrznych rozterek i dylematów. William Hurt jest świetny, jako dowcipny i cyniczny Marshall. Costner nie kładzie roli, a nawet jest dobrze współpracuje z Hurtem, zwłaszcza w paru scenach, kiedy w jednym momencie zaczynają rechotać z jakiegoś sarkastycznego żartu, który zdarza im się powiedzieć. Demi Moore daje się jakoś przeżyć w tym całym rozgardiaszu :]

        No i ciekawy wątek córki Brooksa, idącej w ślady ojca, skłonność do zabijania, jako choroba przenoszona w genotypie ?

        • maniaczytania Re: "Mr.Brooks" storyline [2] 07.12.12, 22:58
          grek.grek napisał:

          > Costner nie kładzie roli,

          Pliz, litosci - on naprawde rzadko kladzie role, i naprawde jest swietnym aktorem, i naprawde gra w calkiem fajnych filmach :) Juz kiedys pisalam o tym, jaki wplyw na jego odbior ma pewna klika w Hollywood :)

          > Demi Moore daje się jakoś przeżyć w tym całym rozgardiaszu :]

          Haha, dobrze napisane! :)

          A tak w ogole, to tak, rzeczywiscie ogladalam ten film juz niegdys, w kinie. Po przeczytaniu Twojego streszczenia, widze, ze calkiem sporo pamietalam!! I tez mi sie podobala przewrotnosc tego filmu :)
          • grek.grek Re: "Mr.Brooks" storyline [2] 08.12.12, 13:17
            jakby nie miał 1,90 i dzioba amanta, to byś inaczej śpiewała ;]]

            struchlałem, że tak cię wyprowadziłem z równowagi nieudolną próbą
            opisu, i że tyle pomyliłem faktów i kolejności ich zaistnienia, że dostanę
            naganę i powód do wstydu, w postaci licznych poprawek... ;]
            Ale skoro nic nie pomieszałem - jestem prawie szczęśliwy, heh.

            yup, killer zwykle karę ponieśc musi, a tutaj żadnej, praworządna policjantka
            zostaje w pobitym polu, a w dodatku ma na głowie sprokurowane przez
            killera podejrzenie o morderstwo... to jawne wyzwanie rzucone ekranowym
            zasadom.
      • grek.grek Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 07.12.12, 14:09
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=hXfbVIFc6t4
        • barbasia1 Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 08.12.12, 15:54
          Odrobinę niedosytu poczułam. Spodziewałam się jakichś wymyślnych zwrotów akcji, ostatecznej efektownej rozprawy pani detektyw z panem Brooksem, a tu koniec filmu nastąpił...

          Mr.Brooks, jak widzę, to krewny naszego serialowego Dextera!

          A propos, co słychać u Dextera, już od tak dawna nie ma wieści!?

          :)





          • grek.grek Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 09.12.12, 14:14
            Ja też oczekiwałem takich rzeczy, ale... wiesz co ? Ja myślę sobie, że to
            dobrze, iż scenariusz nie poszedł dalej, bo dalej był już tylko, jednak, szablon :
            policja dopada killera, killer broni sie do ostatniej kropli krwi albo klepki mózgu, aż
            wreszcie w dramatycznej strzelaninie pada trupem, i to najlepiej na raty :]

            KOńcząc w takim momencie, raz że wymowa filmu jest lekko konsternująca,
            złośliwa i przewrotna, a dwa - sam film nie stacza się w rutynę. Takie mam
            wrażenie.

            Yes, Barbasiu, zdecydowanie, jest to dexterowska postać, byc może nawet
            inspirowana serialem [Mr Brooks 2007 r, Dexter 2006], bo nie doszukałem się
            informacji, czy to przypadkiem nie ekranizacja jakiegoś wcześniejszej daty
            opowiadania/powieści. Widać też wyraźne wpływy "Jekylla i HYde'a" Roberta
            Stevensona. Patrz, jak sie porobiło, niebawem klasyka literatury i serial będa
            równorzędnym źródłem inspiracji [jakkolwiek Dexter też wziął początek z literatury]

            hehe, Twoje pytanie zainspirowało zaś mnie do opisania dotychczasowych wydarzeń
            w 6 serii, są na dole :]
          • pepsic Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 09.12.12, 17:06
            Mr.Brooks, jak widzę, to krewny naszego serialowego Dextera!
            I psychopatycznego, szanowanego obywatela z holenderskiego thrillera, który żywcem zakopywał swoje ofiary w trumnach. Film ten przeraził mnie nie na żarty(jka pamiętacie), ale tytułu znowu zapominałam.

            • siostra.bronte Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 09.12.12, 17:24
              "Zniknięcie". Niestety, nie widziałam.
              • pepsic Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 09.12.12, 18:05
                Siostro, chapeau bas:)
                • siostra.bronte Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 09.12.12, 18:11
                  Dzięki :)
            • barbasia1 Re: "Mr.Brooks" storyline [3] 10.12.12, 00:06
              pepsic napisała:

              > Mr.Brooks, jak widzę, to krewny naszego serialowego Dextera!
              > I psychopatycznego, szanowanego obywatela z holenderskiego thrillera, który ży
              > wcem zakopywał swoje ofiary w trumnach. Film ten przeraził mnie nie na żarty(jk
              > a pamiętacie), ale tytułu znowu zapominałam.

              A wiesz, że ja tez niedawno myślałam o tym filmie, i też nie mogłam sobie przypomnieć tytułu. Dzięki, Bronte. To najbardziej przerażający film jaki kiedykolwiek widziałam.
    • grek.grek 18:35 Tajemnica Picassa, KUltura 07.12.12, 16:26
      może jeszcze zdązycie przeczytać i obejrzycie ten zajmujący dokument.

      w największym skrócie, Picasso maluje, na specjalnych przezroczystych kartonach/sztalugach/czy jak to zwał, umożliwiających obserwację powstawania jego obrazów od pierwszego do ostatniego pociągnięcia pędzla/ołówka.

      świetna rzecz, kiedyś już ją omawialiśmy, ale jesli nie widzieliście jeszcze... za nieco ponad 2 godziny będzie okazja :]

      20:20 Cesarzowa, też powtórka i też o niej pisaliśmy. Na pewno warto, bo strona wizualna - znakomita, a i historyja nienajgorsza. Kino chiński udowadaniające, że może rywalizować z blockbusterami z Ameryki, przynajmniej jak chodzi o rozmach i [zapewne] ilośc wpakowanych pieniędzy.

      • grek.grek 18:25. 18:25. 18:25 :] 07.12.12, 16:27
        jak zwykle musiałem namieszać.

        18:25.
        10 minut, w tym przypadku, to o 10 minut za dużo [ewentualnego spóźnienia :)]
        • barbasia1 Re: 18:25. 18:25. 18:25 :] 07.12.12, 22:55
          Następnym razem obejrzę. :)
          • grek.grek Re: 18:25. 18:25. 18:25 :] 08.12.12, 15:15
            powtórzą jeszcze parę razy, na pewno :]
            • barbasia1 Re: 18:25 :] i OT fajny tekst dziś słyszałam 08.12.12, 15:59
              Lubię powtórki! ;)

              Fajny tekst dziś słyszałam, w autobusie, fajna starsza pani mówi do mnie: "Niedługo styczeń, będziemy o rok m ł o d s z e", he, he. :)
    • siostra.bronte "Sherlock" 2, odc.1 07.12.12, 23:17
      Wreszcie się zebrałam, żeby napisać o nowym odcinku drugiej serii, zatytułowanym „Skandal w Belgravii”. Mam problem, bo nie mogłam go nagrać (brak sygnału BBC w odtwarzaczu video), a fabuła jest na tyle zawikłana, że przydałaby się powtórka. Ale zrobię co mogę :)

      Od razu przyznam się, że ten odcinek trochę mnie rozczarował. Pierwsza seria podniosła poprzeczkę wysoko. Tutaj widać większy budżet, ale po prostu przedobrzono. Wszystkiego jest tu za dużo, jakby chciano zadowolić jak największą grupę widzów. Przeładowana fabuła, udziwniona narracja i sporo nielogiczności. I za dużo…aluzji do seksu. Brak stylu i klimatu poprzedniej serii. Co nie znaczy, że nie ma czego chwalić. Jest tu wiele wspaniałych fragmentów, jakie rzadko można zobaczyć w telewizyjnych produkcjach. Ale jako całość ten odcinek zawodzi. Mam nadzieję, że to Was jednak nie zniechęci do czytania. Postaram się nadrobić stylem i efektownymi filmikami :)

      Przypomnę jak zakończyła się pierwsza seria. Akcja rozgrywa się nocą na basenie. Sherlock celuje pistoletem w ładunek wybuchowy, leżący na podłodze. Z kolei snajperzy Moriarty’ego celują w Sherlocka i Johna. A Moriarty przygląda się temu z ciekawością. Tutaj ta scena i to, co się działo później:
      www.youtube.com/watch?v=JxjhrZ47FiU
      Trzeba przyznać, że dzwonek pasuje do Moriarty’ego idealnie, biorąc pod uwagę jego fach :) Rozmowa telefoniczna jest krótka i dosyć gwałtowna. Moriarty krzyczy do telefonu: „Powiedz to jeszcze raz! Jeżeli kłamiesz, to obedrę Cię ze skóry!”. Po rozmowie stwierdza, że to „zły dzień na umieranie”. Wygląda na to, że ktoś przekonał go do zmiany planów. Moriarty odchodzi i rzuca, że będą w kontakcie. Z kim mógł rozmawiać? W kolejnej scenie widzimy tylko rękę, trzymającą telefon. Paznokcie są pomalowane na czerwono, a więc to kobieta!

      Tymczasem Sherlock staje się celebrytą dzięki blogowi Johna, na którym opisuje on kolejne rozwiązane zagadki. Klienci walą drzwiami i oknami, ale Sherlock jest wybredny i większość spraw odrzuca, bo są „nudne”. Choćby przypadek jegomościa, który podejrzewa, że prochy jego ciotki nie należą do niej. Albo sprawa dwójki dzieci, które narzekają, że nie pozwolono im zobaczyć zwłok dziadka. Przyjmuje jednak sprawę tajemniczej śmierci turysty w Irlandii. Wysyła tam Johna na rekonesans.

      Rankiem do mieszkania Sherlocka przychodzą dwaj smutni panowie i każą mu się ubierać, bo detektyw jest ma na sobie tylko prześcieradło :) Nie przedstawiają się, ale po ich ubraniach Sherlock domyśla się dokąd pojadą. A John, kompletnie zaskoczony, zostaje zabrany z Irlandii przez helikopter. Okazuje się, że celem podróży jest Pałac Buckingham. W środku jest już Sherlock, wciąż w prześcieradle. Wygląda w nim jak w todze :) Pojawia się Mycroft (przypominam: to brat Holmesa i wysoki urzędnik) z jakimś oficjelem. Obaj wyjaśniają, że chodzi o sprawę wagi państwowej.

      Otóż członek rodziny królewskiej, który musi pozostać anonimowy, chce pomóc swojej przyjaciółce. Została ona sfotografowana w kompromitujących okolicznościach. Sherlock ma odzyskać te zdjęcia. Mycroft pokazuje zdjęcia pewnej kobiety. To niejaka Irene Adler, określana przez służby specjalne jako „Kobieta”. Jest luksusową call-girl, świadczącą specyficzne usługi, stąd jej pseudonim „dominatrix”. Adler ma klientów wśród elity i to właśnie ona posiada kompromitujące zdjęcia przyjaciółki członka rodziny królewskiej.

      Detektyw początkowo odmawia. Uważa, że sprawa jest prosta: trzeba Alder zapłacić za zdjęcia. Ale okazuje się, że służby już się z nią kontaktowały. Kobieta nie chce pieniędzy, potrzebuje zdjęć jako „polisy ubezpieczeniowej”, która zapewni jej nietykalność. Sherlock jest zaintrygowany i zgadza się przyjąć sprawę.

      W tym samym czasie Irene Adler, ubrana nader swobodnie, ogląda w komórce zdjęcia Sherlocka, zrobione tego samego dnia. Ma więc swojego szpiega. Widzimy jak dzwoni do kogoś i mówi, że „chyba już czas zacząć”. Potem, uzbrojona w pejcz znika w pokoju, w którym ma gościa, a raczej…klientkę. Przez otwarte drzwi widać nogę przywiązaną do łóżka :)

      cdn...




      • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 07.12.12, 23:37
        Sherlock i John wybierają się do pani Adler. Detektyw, przebrany za wikarego, udaje, że został napadnięty i potrzebuje pomocy. A John jest lekarzem, który był świadkiem zdarzenia. Otwiera im jakaś kobieta, pewnie wspólniczka Irene. Detektyw nie zdaje sobie sprawy, że Irene wie już o nim wszystko. Czeka na nią w pokoju. I Irene przychodzi. Trzeba przyznać, że ma bardzo efektowne wejście :)
        www.youtube.com/watch?v=2b5wkGMmKVE&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=10
        Sherlock jest zdezorientowany, bo nie może niczego wydedukować na podstawie takiego „stroju” :) Pojawia się John z wodą i opatrunkami. Oczywiście jest zaskoczony. Po wymianie ironicznych uwag, John wychodzi z pokoju i zgodnie z planem uruchamia alarm przeciwpożarowy (podpala gazetę). Przestraszona Irene (już ubrana w płaszcz Sherlocka) rzuca spojrzenie na duże lustro, a Sherlock to zauważa. Domyśla się, że pod nim znajduje się sejf, w którym zapewne znajdują się zdjęcia. Detektyw próbuje wyciągnąć od niej kod, oczywiście bez rezultatu. Domyśla się tylko, że to sześć cyfr. Irene mówi, że powinien znać kod, bo dała mu wskazówki.

        W tym momencie do pokoju wpada grupa uzbrojonych facetów, którzy wyglądają na agentów służb specjalnych i sądząc po akcencie, to Amerykanie. Trzymają Irene i Johna na muszce, a Sherlock ma otworzyć sejf. Ale detektyw mówi, że nie zna kodu. Agenci mu nie wierzą. Jeżeli nie otworzy sejfu, John zostanie zabity. Ten protestuje: dlaczego nie przyciśniecie Adler? To ona zna kod! Przyznam, że też tego nie rozumiem. Czyżby agenci założyli, że Adler nie poda kodu nawet za cenę życia? W każdym razie, zaczyna się odliczanie sekund do zabicia Johna. W ostatniej chwili Sherlock je przerywa. Podchodzi do sejfu i powoli wystukuje cyfry. Adler widząc to uśmiecha się. A więc domyślił się jaki jest kod.

        Sherlock otwiera sejf. Ale na ewentualnego złodzieja została zastawiona pułapka: ukryty pistolet. Oczywiście Holmes ją zauważa. Pistolet strzela, co wywołuje kompletne zamieszanie. Sherlock i Adler obezwładniają agentów, którzy pobici wycofują się w popłochu. Sherlock wybiega przed dom i strzela w powietrze, bo to najszybszy sposób na ściągnięcie policji.

        W międzyczasie Adler zorientowała się, że Sherlock zabrał z sejfu telefon komórkowy, w którym są zdjęcia. Kiedy detektyw wraca prosi go o zwrot. Oczywiście Sherlock odmawia. Próbuje włączyć telefon, ale jest zablokowany: „I’m _ _ _ _ locked”. Kod składa się więc z czterech znaków. Adler mówi mu, że ten telefon to jej życie i nie pozwoli go sobie odebrać.

        W tym czasie John przeszukuje dom i to był błąd. Jak można było zostawić Sherlocka samego z tak niebezpieczną kobietą? Adler podchodzi do niego i… wbija mu strzykawkę w ramię. Sherlock słania się na nogach, a Irene zaczyna go okładać szpicrutą, którą zapewne wykorzystuje w swojej, hm…pracy. W końcu detektyw pada na ziemię, a Adler zabiera mu telefon. Kiedy Sherlock leży półprzytomny na podłodze Irene z satysfakcją mówi: „Chcę, żebyś tak mnie zapamiętał. Jako kobietę, która Cię pokonała”. I dotyka jego twarzy szpicrutą. I za tę scenę jej nienawidzę :)) Tymczasem wraca John i widzi co się stało. Adler zapewnia go, że Holmesowi nic nie będzie i ewakuuje się przez okno w łazience. John jeszcze ją pyta, jaki był kod. Adler odpowiada, że kodem były jej…wymiary :)

        Następnego dnia Mycroft odwiedza Sherlocka. Detektyw domyśla się, że chodzi o coś znacznie ważniejszego niż zdjęcia, skoro w sprawę zaangażowani są amerykańscy agenci. Ale Mycroft nie chce niczego zdradzić. Mówi Sherlockowi, że to już nie jego sprawa.

        Pół roku później na Baker Str. obchodzona jest Wigilia. Sherlock nie lubi takich imprez i większość czasu spędza przy laptopie. Z przykrością stwierdza, że John zamieścił na swoim blogu jego zdjęcie w pewnej czapce. Tak, tej samej, jaką nosił oryginalny Holmes :) Otóż w czasie rekonesansu w teatrze na Sherlocka czekał przed wejściem tłum dziennikarzy. Aby się przed nimi ukryć detektyw zabrał z garderoby tę właśnie czapkę. W czasie świątecznego wieczoru Holmes gra też na skrzypcach. Bardzo fajne nawiązania do oryginału. To właśnie ta urocza scenka:
        www.youtube.com/watch?v=DgzkO4zImb0&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=12
        Tego wieczoru Sherlock dostaje smsa od Irene Adler. Pisze w nim, że w jego domu jest paczka z telefonem. Wysyła go na przechowanie. Detektyw kontaktuje się z Mycroftem. Sądzi, że jej życie jest w niebezpieczeństwie. I faktycznie, jeszcze tego samego, świątecznego wieczora zostają znalezione zwłoki kobiety. Bracia jadą do kostnicy. Sherlock poznaje, że to ciało Adler, chociaż twarz jest zmasakrowana, co wzbudza zdziwienie Molly, pani patolog.

        Przy tej smutnej okazji Mycroft i Sherlock rozmawiają ze sobą na korytarzu kostnicy. Sherlock widząc za szybą jakąś rozpaczającą rodzinę mówi: „Popatrz, jak bardzo się przejmują ”. I pyta brata: ”Nigdy nie myślałeś o tym, że z nami jest coś nie tak?” A Mycroft odpowiada: „Każde życie się kończy. Każde serce jest złamane. Przejmowanie się nie jest zaletą”. I na koniec dodaje „Przecież ledwo ją znałeś”.

        Kiedy się rozstają, Mycroft dzwoni do Johna, uprzedzając go, że Sherlock jest w drodze do domu. Pyta, czy udało mu się znaleźć telefon Irene. John odpowiada, że przeszukał całe mieszkanie bez efektu. Mycroft nalega, aby John został w domu i pilnował Holmesa. Ale dziewczyna, z którą przyszedł Watson jest wściekła, bo miała inne plany na spędzenie tego wieczoru. Stwierdza z przekąsem, że nie ma szans w rywalizacji z Sherlockiem i wychodzi.

        cdn...








        • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 00:32
          Sherlock wraca i jest wyraźnie nie w humorze. Przez kolejne dni, jak to określił John: „Komponuje na skrzypcach smutną muzykę, nie je, rzadko mówi. Można by powiedzieć, że ma złamane serce, ale...to przecież Sherlock”. I tu mam wątpliwości. Dlaczego aż tak bardzo przejął się śmiercią kobiety, którą widział raptem raz w życiu? Fakt, że nagą :) I która była wobec niego bezwzględna. Sherlock jakiego znamy z poprzedniej serii nie okazuje uczuć i nie zabiega o uczucia innych. Skąd taka metamorfoza? No, chyba, że detektyw nigdy wcześniej nie widział nagiej kobiety, ewentualnie jest ukrytym masochistą :) W każdym razie trudno uwierzyć w tak radykalną zmianę.

          W Nowy Rok Johna zaczepia pod domem jakaś kobieta i proponuje przejażdżkę samochodem. John sądzi, że to sprawka Mycrofta. Na miejscu, w opuszczonej fabryce okazuje się, że czeka na niego…Irene Adler. Niestety, żyje :) Oczywiście Watson jest kompletnie zaskoczony. Adler tłumaczy, że musiała sfingować swoją śmierć, aby uwolnić się od swoich prześladowców. A jej kontakty pozwoliły jej na sfałszowanie testów DNA. Kobieta mówi, że popełniła błąd i potrzebuje telefonu z powrotem. Prosi Johna o pomoc w jego odzyskaniu. Watson odmawia. Mówi, że powinna sama się z nim skontaktować. Irene wysyła więc sms-a do Sherlocka z zaproszeniem na obiad. Tyle, że Sherlock jest tuż za ścianą, bo śledził Johna, więc już wie o Adler.

          Sherlock wraca do domu. Zauważa zarysowane drzwi przy zamku. Domyśla się, że ktoś włamał się do mieszkania. Widzi ślady na ślady na schodach i ścianach, które świadczą o tym, że pani Hudson była ciągnięta po schodach na górę, do jego mieszkania. Tam widzi kobietę przywiązaną do krzesła. Obok niej stoi amerykański agent, który brał udział w akcji u Irene. Celuje pistoletem w jej głowę. Prosi Sherlocka o oddanie telefonu. Sherlock zachęca go do sprawdzenia, czy aby nie jest uzbrojony. Agent jest zdziwiony, ale przystępuje do przeszukania. I to był błąd. W odpowiednim momencie detektyw wyciąga zza pazuchy gaz pieprzowy i częstuje nim agenta, a potem go nokautuje. Na koniec stwierdza: „idiota” :)

          Tymczasem John wraca do domu, a na drzwiach zastaje kartkę :” Przestępstwo w toku. Proszę przeszkadzać”. Wbiega na górę i widzi tam agenta, przywiązanego do krzesła i zapłakaną panią Hudson. Sherlock prosi go, żeby zabrał ją na dół i opatrzył. Sam dzwoni na policję i informuje o włamaniu. Sprawca przypadkowo wypadł przez okno. Sherlock podaje dokładne obrażenia „włamywacza”: złamane żebra, itd. Chwilę później, kiedy John opatruje panią Hudson, widać przez okno kuchni jak coś (ktoś?) upada z hałasem na ziemię. Pani Hudson martwi się, że akurat na jej doniczki. To zapewne agent :) Przyjeżdża policja i zabiera nieszczęśnika. Inspektor Lestrade jakoś nie wierzy, że to był wypadek. Pyta Sherlocka: „A dokładnie, to ile razy wypadł przez to okno?” :)

          Holmes wraca do pani Hudson. Okazuje się, że sprytnie ukryła telefon i oddaje go Sherlockowi. Kiedy obaj zostają sami John pyta nieśmiało Sherlocka co sądzi o tym, że Irene żyje i czy zamierza się z nią spotkać. Ale Holmes nie odpowiada, tylko gra na skrzypcach starą noworoczną piosenkę „Auld Lang Syne”. Jeden z jej wersów brzmi: „Czy mam zapomnieć starego przyjaciela?” W tym przypadku chodzi chyba o przyjaciółkę :)

          Pewnego dnia Sherlock i John wracają do domu. Zastają tam...Irene Adler. Kobieta tłumaczy, że są ludzie, którzy chcą ją zabić, ale nie może powiedzieć kto. Prosi o zwrot telefonu. Sherlock chce się dowiedzieć co tak naprawdę zawiera. Adler przyznaje się, że jest tam mail od ważnego urzędnika ministerstwa obrony (pewnie jej klienta), który wygadał się, że to niezwykle ważna informacja. Tylko początek jest zrozumiały: „007, potwierdzony przydział”, a reszta to ciąg cyfr i liter. Adler szukała pomocy u specjalistów, ale bez efektu. Teraz drażni ambicję Sherlocka i prosi go: „zrób na mnie wrażenie”. I Sherlock niestety, traci czujność. Szybka dedukcja i rozszyfrowuje wiadomość. To numery foteli w samolocie Boening 747, lecącym następnego dnia do Stanów. Irene i John są w kompletnym szoku :) Sherlock prosi Johna o sprawdzenie rozkładu lotów w Internecie, wszystko się zgadza. Adler w sekrecie wysyła sms-a do…Moriarty’ego. A ten do Mycrofta. Kiedy Mycroft go czyta, jest załamany.

          W międzyczasie John gdzieś znika i Sherlock zostaje sam z Irene. Przypomina sobie, że słyszał jak Mycroft rozmawiał z kimś przez telefon o „locie Bonda” i o Coventry. Mówi Adler, że w czasie wojny władze dopuściły do zbombardowania miasta, chociaż wiedziały o tym. Ale ważniejsze było to, aby nie ujawnić, że szyfry niemieckie zostały złamane. Sherlock zastanawia się, jaki może być związek między tymi sprawami. Ale Irene jest bardziej zainteresowana uwodzeniem detektywa :) Próbuje zaprosić go na obiad, chociaż ma chyba na myśli…coś zupełnie innego. Tutaj ta romantyczna scenka, na szczęście przerwana przez panią Hudson. Czyżby Sherlock dał się nabrać na te kobiece sztuczki? :)
          www.youtube.com/watch?v=ZPmUaAkwziA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=9

          Pani Hudson przyprowadza gościa. Jest nim człowiek Mycrofta. Daje mu bilet na lot „007”. Razem jadą na lotnisko. W czasie podróży Sherlock domyśla się, że chodzi zapewne o bombę podłożoną przez terrorystów w samolocie. Anglicy i Amerykanie wiedzą o tym, ale nie chcą się zdradzić, że mają źródło wewnątrz siatki. Sherlock wsiada do samolotu. A w środku, na wszystkich fotelach „siedzą” ludzkie zwłoki. Brr… Jest też Mycroft. Tłumaczy bratu cały plan. Dzięki temu nikt by nie zginął w katastrofie, a tajemnica zostałaby zachowana. Muszę przyznać, że pomysł wydaje się genialny, ale chyba mało realny :)

          Mycroft ma pretensje do brata, że przez niego cała operacja jest spalona, bo złamał kod i przekazał odszyfrowaną wiadomość Irene, a ta Moriarty’emu. Wyrzuca mu, że dał się omotać Adler jak dziecko. Sherlock odpowiada: „to bzdura!”, ale widać, że minę ma niewyraźną. Pojawia się też Irene, która całkowicie ignoruje Sherlocka i prosi Mycrofta o rozmowę. Wszyscy jadą do jego biura.

          Adler twierdzi, że ma w telefonie wiele cennych informacji, które mogłyby obalić rząd. Ale każda próba otworzenia siłą skończy się jego zniszczeniem. Adler oczekuje od Mycrofta sowitej opłaty za milczenie. Mycroft widząc wysokość sumy próbuje ją przestraszyć. Może zmusić ją torturami do podania kodu. Ale pozostało już tylko jedno podejście (chyba? wcześniej Sherlock próbował kilka razy). Podając fałszywy kod, Adler i tak osiągnęłaby swój cel. Mycoft jest zdecydowany na zniszczenie telefonu, ale Irene przypomina, że może przez to zginąć wielu ludzi. Mycroft poddaje się. Adler daje mu listę swoich „życzeń” i oczekuje odpowiedzi. Dodaje przy tym, że bardzo pomogły jej rady Moriarty’ego.

          cdn...
          • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 01:23
            Mała poprawka: ta kasa i opieka ze strony służb miały być dla Adler za ujawnienie przez nią zawartości telefonu, a nie za milczenie :)

            Tymczasem Sherlock siedzi w fotelu, kompletnie ignorowany przez Mycrofta i Irene. Wydaje się pokonany. A jednak nie! Kiedy Mycroft gratuluje Irene, że świetnie wszystko rozegrała, Sherlock mówi: „nie”. Adler jest zaskoczona. Holmes podchodzi do niej i mówi, że zdradziły ją sentymenty. I zaczyna wybijać kod w telefonie. „Pozwoliłaś rządzić swojemu sercu, a nie rozumowi”. Adler protestuje: "Naprawdę myślisz, że mogłam się Tobą interesować? Bo jesteś słynnym detektywem w śmiesznej czapce?" No, tu już przesadziła. Gdzie ona ma oczy?? :) Sherlock ciągnie dalej: „Mogłaś wybrać jakiekolwiek cyfry i wyszłabyś stąd ze wszystkim, na co tak długo pracowałaś. Ale nie mogłaś się oprzeć, prawda?”

            Adler traci grunt pod nogami. Nareszcie! Chwyta go za rękę: „A jeżeli to co mówiłam to nieprawda? To była tylko gra”. A Sherlock ją dobija: „Wiem. A to jest tylko przegrana” i pokazuje telefon z kodem, który wybrał i który działa. Ten kod to: „I’m SHER locked”. Oddaje telefon Mycroftowi. Irene jest zdruzgotana. Mówi, że teraz, bez ochrony, długo nie pożyje. Ze łzami w oczach prosi Sherlocka o pomoc, ale ten wychodzi, rzucając na odchodnym: „przepraszam za obiad”.

            Kilka miesięcy później Mycroft spotyka się z Johnem w kawiarni. Prosi go, aby przekazał Sherlockowi, że Adler została objęta programem świadków w Stanach i że już nigdy jej nie zobaczy. Ma ze sobą jej akta i telefon. John zastanawia się, dlaczego to takie ważne, ale Mycroft twierdzi, że Adler, z jakichś powodów, jest ważna dla Sherlocka. Ale Mycroft wyznaje, że prawda jest inna: Adler została ścięta przez terrorystów w Pakistanie.

            John wraca do domu. Waha się przez chwilę co powiedzieć. Ale podaje wersję oficjalną. Mówi Sherlockowi, że nigdy nie zobaczy Adler, ale ten odpowiada, że nie ma na to ochoty. Widzi, że John ma jej telefon i prosi aby mu go dał. John protestuje, miał mu tylko pokazać dokumenty. Ale Sherlock nie przyjmuje odmowy. Telefon jest już wyczyszczony, więc może to ma być po prostu pamiątka po Irene? Na odchodnym John pyta go, czy miał jakiś kontakt z Adler. Sherlock odpowiada, że tak. Kilka miesięcy temu przysłała mu sms-a: „Do widzenia, panie Holmes”.

            I nagle flashback: widzimy przerażoną Adler, czekającą na egzekucję. Wysyła jeszcze ostatnią wiadomość komórką. Czeka na śmierć. Ale jednym z terrorystów okazuje się, owinięty aż po czubek nosa…Sherlock. Jego piękne, zielone oczy poznam zawsze :) Wygląda na to, że Irene została uratowana.

            Ostatnia scena: Sherlock bawi się telefonem Adler. Mówi przy tym, chyba z podziwem?: „ta kobieta”.

            No i mam wątpliwości co do tego zakończenia. Sama akcja jest mało prawdopodobna (jak Sherlock się uratował? służby Mycrofta nie znalazły ciała Adler?). Nie da się ukryć, że taki szczęśliwy finał jest wysilony i wręcz absurdalny. Pasuje raczej do Bonda. No i dlaczego Sherlock miałby to zrobić? No dobra, przyznaję się, nie lubię tej...kobiety, oby nigdy nie powróciła :)

            Uff, nie sądziłam, że wyjdzie taki długi tekst :)

            Tutaj chyba najlepsze video jakie znalazłam. Barbasiu, jak zapowiadałam :
            www.youtube.com/watch?v=a8g4ZC4qfCw&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=13






            • grek.grek Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 14:36
              Jakżesz udało Ci się to wszystko zapamiętać po jednorazowym obejrzeniu ?
              Nie wiem, ile oni tych Mission Impossible'ów nakręcili, ale Twoja historyja nadaje się
              na jeden z kolejnych odcinków :]

              Ja już mam problem z doborem komplementów dla Ciebie za te "sherlocki", każdy
              kolejny complimento brzmi coraz bardziej banalnie w obliczu faktów, więc... BRAWO, tak
              po prostu, po raz kolejny, i powiedz mi dla uspokojenia, że jeszcze wiele razy będę
              miał przyjemnośc to napisać, bo dopiero się rozkręcasz :]

              Zgadzam się z Tobą, że zakończenie trochę podkoloryzowane i efekciarskie, ale... wg mnie, nie odbiera całej historii rozmachu i ciekawej intrygi nie zamazuje.

              Wreszcie kobieta jakaś !
              Hurra.
              I to gustowna, zdradziecka i niebezpieczna, jeszcze lepiej ;]
              Nie polubiłaś Irene, Siostro :], ale Sherlock wyraźnie się nią przejął.
              Ja tam mu się nie dziwię, raz że go ogłuszyła od razu w pierwszym kontakcie,
              a dwa - zalazła mu nieźle za skórę, no i rzeczywiście go ograła. W pierwszej
              połowie meczu zaledwie, ale jednak.
              Innych nokautował, a z nią musiał się na punkty rozprawić.
              Nabrał szacunku, a że to jednak kobieta, a on chyba jednak kobietolubny jest...
              no to mu się... zebrało na smutne skrzypki i bieżenie jej z pomocą.

              Z drugiej strony, Irene Adler pachnie inteligencją. Przewrotną, kłamliwą, pokerową, ale
              jednak. Naga i inteligentna - zaręczam, ze nie trzeba być Sherlockiem, zeby się na to
              złapać, zapominając o wszelkich podstawach bezpieczeństwa ;] Nagich można widzieć
              wiele, inteligentnych też, ale takich łączących oba te walory [nagość atrakcyjną i inteligencję w przejawach w lot zrozumiałych] - nie spotyka się zbyt często. No i ona w tym stanie nagości nie była pomnikiem, tylko się ruszała, patrzyła, chodziła i wykonywała rózne gesty, była nagością uruchomioną i ludzką, sama nagość to by było za mało, tutaj jest nagość z efektami specjalnymi, heh.

              Video wszystkie działają i kreują estetykę, sposób filmowania i obraz pod narrację słowną. Klasa, dzięki :]

              W sumie, wielkie dzięki, Siostro, nic lepszego od takiej opowieści pod choinką nie sposób sobie wyobrazić.

              I już czekam na następny odcinek :]

              Jak sądzisz, czy Sherlock w tej wersji mógłby być o coś bogatszy ? Np. o zgryźliwośc, cynizm i puenty doktora House'a ? Czy jest optymalnie skrojony osobowościowo, mentalnie, i pod swój wiek ekranowy ?



              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 15:24
                Dziękuję, Greku :)) Aż tyle komplementów. Cieszę się, że Ci się spodobało :)

                Aż tak dobrej pamięci to nie mam. Posiłkowałam się streszczeniami w sieci. Fabuła jest tak pokręcona, że i tak ledwo ją ogarnęłam :)

                No tak, byłam pewne, że polubisz Irene :)) Ciekawie jest poznać męski punkt widzenia. Wiesz, u mnie to po prostu niskie uczucie zazdrości, hehe. Żadna kobieta nie ma prawa zbliżyć się do Sherlocka! Dosłownie i w przenośni :)

                No właśnie, chodzi o to, że akurat Sherlock powinien zachować czujność w każdej sytuacji. A dał się nabrać na najprostsze chwyty, fakt, że w wykonaniu profesjonalistki :) Jestem nie tylko zazdrosna, ale i rozczarowana :)

                Wiesz, Sherlock jest bardzo zgryźliwy i cyniczny. Chyba pisałam przy pierwszym odcinku, że nawet za bardzo i przez to przypomina House'a. Ja bym dodała mu więcej ludzkich uczuć. Ale zdaje się, że to jeszcze nastąpi :)

                Jeszcze raz dzięki, Greku! Przyznam, że spędziłam dużo czasu nad tym tekstem, ale warto było :)









                • barbasia1 Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 16:08
                  > No właśnie, chodzi o to, że akurat Sherlock powinien zachować czujność w każdej
                  > sytuacji. A dał się nabrać na najprostsze chwyty, fakt, że w wykonaniu profesj
                  > onalistki :) Jestem nie tylko zazdrosna, ale i rozczarowana :)

                  Jak każdy chłop, traci głowę dla babki, która go kręci. ;)

                  Zabieram się do czytania. :)

                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 16:16
                    Haha! Miałam jednak nadzieję, że Sherlock nie jest "każdym chłopem" :)
                    • barbasia1 Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 16:38
                      Oj, naiwna, naiwna, naiwnaaa! ;))
                      • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 17:24
                        Spokojnie, to była tylko chwila słabości :))
                        • barbasia1 Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 17:31
                          Rozumiem. Rozumiem. :)
                          • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 08.12.12, 17:38
                            Chwila słabości u Sherlocka, oczywiście :)
                • grek.grek Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 13:54
                  "Aż" ? Siostro... TYLKO :] Staram się miarkować ;]

                  O, a więc to Ty z Sherym... aaa ;]
                  czułem, że coś jest na rzeczy ;]
                  [ech, tam, zazdrość nie jest niska, świadczy o zaangażowaniu]

                  hehe, profesjonalistka i owszem.
                  Od razu go ustawiła przy narożniku, w pierwszym zetknięciu,
                  starym sprawdzonym sposobem zaburzyła mu prawidłowy tok
                  myślenia i... gotowe.

                  Rzeczywiście, wspomniałaś o tym. A przewaga intelektu nad
                  uczuciowością zapewne, jak się spodziewasz, zostanie wkrótce
                  zredukowana albo zlikwidowana do niezbędnego minimum. Nawet
                  House'a wszak uczłowieczono.

                  O, warto było stanowczo :]
                  Raz jeszcze dzięki wielkie, Siostro, wyrazy uznania i mam nadzieję, że
                  masz w planach kolejne odcinki... [???]

                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 14:21
                    Dzięki jeszcze raz :)
                    Hehe, nawet nie starałam się ukryć swoich uczuć. Jestem pod ogromnym wrażeniem Sherlocka i samego Benedicta.
                    Tak, zostały jeszcze dwa odcinki i na pewno je opisze. Jakimś cudem udało mi się zaprogramować video ponownie, więc będę mogła je nagrać :)



                    • grek.grek Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 15:49
                      Tę sympatię się wyczuwa w Twojej narracji :]
                      Jako czytelnik powiem, że dodaje to jej kolorytu i soczystości.

                      Brawo, Siostro, to znakomita wiadomość.
            • barbasia1 Re: "Sherlock" 2, odc.1 The Scandal in Belgravia" 08.12.12, 21:47
              >Sherlock jest zdezorientowany, bo nie może niczego wydedukować na podstawie takiego „stroju” :)
              He,he :)))

              Świetna opowieść, Bronte. Świetna! Te wstawki filmowe pracowicie wyszukane i wklejone, w odpowiednim miejscu, są dodatkową atrakcją. Dzięki Bronte.

              Pojawienie się kobiety rasowej famme fatale, ożywiło , mam wrażenie, opowieść o Holmesa. :)



              Odcinek pierwszy 2. sezony Sherlocka Holmesa pt. "The Scandal in Belgravia" powstał na podstawie z opowiadania (ang.) "A Scandal in Bohemia" , w przekładzie na polski występuje ono pod tytułem "Niezwykła kobieta" albo "Skandal w Bohemii".

              Nie wiem, czy wiecie, Irene Adler z oryginału książkowego, była ... primadonną opery Warszawskiej.

              I kochanką króla Czech. Liczyła na małżeństwo z królem, jednak, ten nie mógł jej poślubić, gdyż była nisko urodzona. Kiedy ją zostawił, Irene zaczęła z zemsty go szantażować zdjęciem, zrobionym królowi w jej towarzystwie. Straszyła, że wyśle je w dniu zaręczyn jego przyszłej żonie. Król z obawy przed skandalem zwrócił się do Holmesa z prośbą, by je wykradł ...

              Oczywiście Holmes wypełnia zadanie, choć daje się sprytnej Irene podejść.
              To jeden z nielicznych przypadków, gdy ktoś pokonał Holmesa, zauważył Watson..

              Irene musiała zrobić wielkie wrażenie na Holmesie, skoro zażyczył sobie jej zdjęcia w ramach nagrody od króla za rozwiązanie sprawy.

              Tu jest szerzej opisane to opowiadanie:
              pl.wikipedia.org/wiki/Niezwyk%C5%82a_kobieta
              PS
              Irene Adler więcej się nie pojawiła w życiu książkowego Holmesa.

              Bronte, świetna ta piosenka Florence!
              Czy ona została napisana specjalnie do tego odcinka Sherlocka Holmesa? Czy ktoś podłożył tę muzykę do fragmentow z filmu? Wiesz coś na ten temat?

              :)
              • barbasia1 Re: "Sherlock" 2, odc.1 The Scandal in Belgravia" 08.12.12, 21:53
                PS
                Irene Adler więcej się nie pojawiła w życiu książkowego Holmesa. Może Cię to pocieszy, Bronte!? :))
              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 The Scandal in Belgravia" 09.12.12, 13:32
                Dziękuję, Barbasiu :))

                Starałam się jakoś uatrakcyjnić ten elaborat właśnie poprzez filmiki. Zwłaszcza, że zdjęcia są naprawdę znakomite.

                Sherlock wyciąga daleko idące wnioski tylko na podstawie ubrania. Tutaj jest scenka, kiedy próbuje rozszyfrować Irene, bez skutku :)
                www.youtube.com/watch?v=4ZWhdgL-VTo
                Tak, czytałam gdzieś, że oryginalna Irene była śpiewaczką w Warszawie. Ciekawy, polski wątek. Oczywiście, cieszę się, że Adler już się nie pojawi :)

                Ta piosenka Florence została tylko dodana przez autora video. Faktycznie, jest rewelacyjna i świetnie pasuje! Nie dziwię się, że wygląda jak na specjalnie napisaną do tego odcinka. Efekt jest taki, że obejrzałam ten filmik z kilkadziesiąt (?) razy :)) Wcześniej znałam Florence tylko ze słyszenia, ale teraz mam ochotę na bliższe zapoznanie się z jej twórczością.


            • pepsic Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 18:00
              I ja dziękuję, tym bardziej, że to jest ten odcinek, o którym kiedyś wspominałam, że oglądałam, a teraz pomogłaś w rozszyfrowaniu tego i owego. Potwierdzam, w serialu bardzo łatwo sie pogubić, przynajmniej ja mam spore trudności . Np nie wiem, kim jest Moriatti, którego kojarzę z odcinka na basenie.
              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 18:24
                Miło mi :) Widziałaś "Skandal w Belgravii"? Akurat ten odcinek jest trochę nietypowy dla całego serialu, zbyt przeładowany i momentami trochę efekciarski, jak pisałam wyżej. I brak tego, co trzyma cały serial: starcia dwóch kompletnie różnych osobowości Sherlocka i Johna. Przez tę wredną Adler John zszedł na trzeci plan, niestety :)

                Ten facet, Moriarty to wróg nr 1 Sherlocka. Pojawił się w pierwszym odcinku. Kiedyś zabił młodego chłopaka, to była pierwsza sprawa, jaką zajmował się Sherlock. Nie wiem natomiast jak Moriarty w ogóle dowiedział się o Sherlocku i dlaczego tak naprawdę go prześladuje.
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 18:28
                  Przy okazji, lektor w BBC jest fatalny. Czyta dialogi bez żadnego przekonania. Czasem trudno się zorientować kto co mówi. Nie sądziłam, że to może mieć znaczenie, a jednak. Nie ma porównania z lektorem w Ale kino+.
                  • pepsic Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 18:42
                    Ale kino ma nie tylko najlepszych lektorów, ale i charakterystyczny i zarazem tajemniczy podkład dżwiękokowy zapowiadający filmy.
                • pepsic Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 18:36
                  Natrafiłam kiedyś przypadkowo w BBC Enter... nie będąc w temacie jakimkolwiek, wiec czułam sie lekko skonfundowana. Z tym odcinkiem na basenie również błądziłam z racji coraz to nowych twistów.
                  Świetna zalinkowana scena, kiedy niczego świadoma gospodyni (czyżby?) przerywa słodkie tete a tete Sherlocka z Ireną(i ten jej przyziemny ton).
                  :))
              • barbasia1 Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 09.12.12, 23:42
                Co nieco o profesorze Moriartym z opowiadań Arthura Conana Doyle'a:

                pl.wikipedia.org/wiki/Profesor_Moriarty
                :)
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 2, odc.1 cd. 10.12.12, 13:58
                  Dzięki :)
    • barbasia1 A dziś w Allenowym cyklu ponownie "Scoop" o 20:20 08.12.12, 19:09
      Tyle jeszcze dawno nie emitowanych filmów Allena jest jeszcze do pokazania i przypomnienia, a tu TVPKultura ponownie daje przed miesiącem pokazywany film "Scoop. Gorący temat". Czy tak się godzi? A może to jakaś pomyłka w programie?
      • siostra.bronte Re: A dziś w Allenowym cyklu ponownie "Scoop" o 2 08.12.12, 20:50
        Często się zdarza, że filmy chodzą wymiennie w tvp kultura i jedynce/dwójce. Tym razem to faktycznie przesada.
        • barbasia1 Re: A dziś w Allenowym cyklu ponownie "Scoop" o 2 08.12.12, 21:51
          Prawda.

          PS
          Więc od czasu do czasu lukam jednym okiem na "Soopa", robiąc jednocześnie to i tamto. ;)
    • grek.grek "Dexter" sezon 6, odc 1-9 09.12.12, 12:00
      Uff, to będzie podsumowanie 9 odcinków, więc ile zapomniałem, a ile nie zanotowałem z roztargnienia...

      Dexter Morgan, jakby kto nie wiedział, to z hobby w postaci zabijania bliźnich. Takim go ukształtował tragiczny epizod z dzieciństwa, kiedy w jego obecności matka została zamordowana piłą tarczową, a on razem z jej zwłokami, we krwi, siedział wiele godzin w zamkniętym kontenerze. To przeżycie sprawiło, że Dex nabawił się obsesji krwi. I zabijania. Czy ta trauma go tego "nauczyła", czy też uruchomiła w nim tylko głęboko tkwiącą skłonność przyrodzoną ? Nie wie tego nikt, z nim samym włącznie. Tak czy inaczej, przygarnął go jeden z policjantów, wychował, zaakceptował nawet jego mordercze instynkta, wyposazył w coś w rodzaju "kodeksu", z którego dwa punkty są kluczowe : "zabijaj tylko ludzi złych" oraz "za wszelką cenę nie daj się złapać". Tak więc Dexter zabija z powodzeniem już 6 sezon. Na codzień jest miłym, poczciwym i kulturalnym laborantem w pracy dla policji Miami, a po godzinach urządza polowania na "tych złych", których sobie wybiera korzystając z dostępu do policyjnej bazy danych. I tak to już 6 sezon się kręci. Kolejni "źli ludzie" lądują na stole w specjalnie przygotowanej, sterylnej sali, a Dexter odprawia swoje zabójcze misterium. W międzyczasie Dexter zdobył i stracił zone, stracił przybranego ojca, którego jenak ciągle widzi w swojej wyobraźni i toczy z nim rozmowy, słucha jego przestróg i uwag; odzyskał i stracił brata [okazał się mordercą seryjnym], parę razy omal nie został zdemaskowany, w tym przez własną siostrę-policjantkę, a wreszcie został ojcem, jak również nauczył się żyć między ludźmi - 6 sezon analizuje własne odczucia, grzebie we własnej psychice, mentalności, stara się w sobie znajdować uczucia, ewoluując od 1 serii, w której był ewidentnym socjopatą, tyle że świetnie zakamuflowanym, aż do teraz, kiedy znajduje w sobie zdolność kochania, przyjaźni, bezinteresowności, a obecnie ojcowskiej troski o syna. Uff ;]

      W 6 serii policja Miami ma zgryz z morderstwami na tle religijnym. Popełnia je dwóch facetów, pozostających w relacji : uczeń-mistrz. Profesor Gellar [Edward James Olmos, pamiętacie szefa Crocketta i Tubbsa z "Miami Vice" ? To ten sam aktor, tylko już daleko starszy ofk], fanatyk biblijny, eks-wykładowca uniwersytecki, zwiastujący nadejście Apokalipsy, czasy ostateczne i inne takie, uważa że rozmawia z Bogiem, który mu nakazał wypełnić znaki, aby koniec świata mógł nastąpić. Towarzyszy mu Travis, pracownik muzeum, były student Gellara, pozostający pod wpływem jego nauk i stylu bycia.

      No i panowie wypełniają te swoje znaki : mordują ludzi w sposób bardzo fantazyjny, stylizując ofiary wedle bibiljnych opisów, do których rysunki wykonuje sam Gellar - a to ciało z zaszytymi w ciele wężami, a to groteskowe zwłoki na koniach zatytułowane Jeźdzcami Apokalipsy, a to zamordowana dziewczyna na specjalnym rusztowaniu, z przypiętymi do ramion anielskimi skrzydłami... koszmar za koszmarem. POlicja oczywiście szybko wiąże sprawę z religijnymi kodami, typuje możliwych sprawców, niebawem Gellar staje się głównym podejrzanym. Był znanym fanatykiem, potem tajemniczo zniknął, coś tu zatem nie gra...

      Dexter pracuje przy tych zabójstwach, robi swoje - analizuje krew ofiar, rodzaj obrażeń, możliwy przebieg morderstrwa na podstawie mikrośladów etc., - więc interesuje się znalezieniem sprawców, ale oczywiście na własną rękę, i najlepiej tak, żeby nie wejśc w drogę policji, a i żeby ona jemu nie wlazła, a zawsze była o krok za nim.

      Na trop wpada Dexter przypadkiem, podczas oględzin miejsca jednej ze zbrodni widzi uśmiechniętego [przez moment] chłopaka, który szybko znika, kiedy orientuje się, ze Dexter go zauważył. Korzystając z oprzyrządowania policyjnego i własnej przebiegłości Dexter odnajduje Travisa, w muzeum, przy pracy. Śledzi go, a potem atakuje znienacka w jego aucie. Pierwotnie, chce go zabic, ale ogranicza się jednak tylko do tyrady umoralniającej, i wypuszcza chłopaka. Liczy takze na to, że spanikowany Travis doprowadzi do Gellara. Nic z tych rzeczy jednak, Dextera rozpraszają inne sprawy, a i Travis znika mu z oczu...

      Dexter oto znajduje przyjaciela... Niejakiego Brata Sama, czarnoskórrego eks-bandyte, który się nawrócił religijnie, z gangstera został kaznodzieją i właścicielem samochodowego warsztatu, w którym zatrudnia młodych ludzi, którzy albo uciekli z gangu, albo chcą zerwać z przestępczym losem. Dexter zbliża się do niego, bo w pierwszym odruchu typuje go na swoją ofiarę, jako faceta, ktory "uniknął słusznej kary za swoje zbrodnie". Kiedy go poznaje, zaczyna z nim rozmawiać [normalna dexterowa metoda przed-zabójcza] odzywa się w nim jednak wątpliwość : kruca, a jesli ten facet naprawde się zmienił ? czy mam prawo go zabić ? czy obejmuje to Kodeks ?

      Z czasem przekonuje się, ze Sam naprawdę został porządnym człowiekiem i obywatelem. Zaprzyjaźniają się. Sam staje się duchowym przewodnikiem, a przynajmniej - mądrym doradcą, Dextera. Nasz killer zaczyna się zastanawiać, czy jest w nim dobro, jasnośc, która naprawdę mogłaby te ciemne czeluście instynktów rozproszyć ? Tylko... gdyby była, to serial musiałby się skończyc :] Więc - Sam umiera. Zostaje zastrzelony przez gangsterów, przed którymi chronił młodego chłopaka. Dexter analizuje video z kamery przemysłowej, która zarejestrowała całe zajście i dociera do sprawcy... jest nim... ten chłopak chroniony przez Sama. Dexter dopada go oczywiście, nie chce go mordować - mówi mu, że wie, co zrobił, próbuje od niego uzyskać jakąś skruchę, jakies płaczliwe tłumaczenie, ze go zmusili gangsterzy, czy coś takiego, cokolwiek co da się na alibi przerobić... Naprawdę - głęboko szuka w sobie samym wyrozumiałości dla bliźniego swego grzesznego :} Ale chłopak tylko sie śmieje, rechocze, kpi sobie, radosny że uniknie kary, bo nie ma żadnych dowodów przeciw niemu, a jedynie Dxter go rozpoznał, po tym że pies pilnujący warsztatu na niego nie zaszczekał, a nie szczekał tylko na Sama i właśnie tego młodziaka. Zachowanie łebka wzburza Dextera, który topi go w wodzie i swoim sposobem ćwiartuje zwłoki i wyrzuca je ze swojego jachtu wypłynąwszy nocą na ocean [czy co tam mają na Florydzie :)]. A więc, nie ma w nim dośc jasności, by wyrzec się siebie.

      Jasnośc ma dla swojego syna, dla którego jest wzorowym tatą.

      Travis postraszony przez Dextera, istotnie - próbuje odejśc do profesora Gellera. Najpierw odmawia udziału w kolejnej akcji - Gellar planuje zabójstwo "dziwki babilońskiej" i ofiary szuka w dyskotece. Travis najpierw odmawia porwania jednej z dziewczyn, a potem wypuszcza inną, porwaną przez Gellara. Ma chłopak wątpliwości. Gellar jest bezwzględny, oplątuje Travisa siecią swojej zaborczości. Kiedy chłopak poznaje sympatyczną koleżankę - Gellar używa jej do zabicia jako kolejnego punktu na drodze do sprokurowania Apokalipsy [ to ta z anielskimi skrzydłami]. Travis coraz bardziej przerażony jest profesorem, jego zimną determinacją, a jednocześnie ciągle pozostaje pod wpływem jego osobowości.

      Ale - próbuje uciec. DO swojej siostry, z ktorą zamieszkuje. Lecz i tam nie ma spokoju, i tam znajduje go Gellar i namawia do powrotu/ "Jesteśmy wybrani przez Boga", to jego stała śpiewka. Travis odmawia i odmawia, aż wreszcie... Gellar zabija jego siostrę i sadza zwłoki na martwego krokodyla, z czego powstaje "instalacja" "dziwka babiliońska". Travis jest wstrząsnięty, zwraca sie o pomoc do Dextera. Dex chowa go w hotelu, żeby Gelar nie mógł go znaleźć. Donosi mu tam jedzenie i cała resztę.

      Travis jest gotów pomóc Dexowi zabić Gellara, razem odczytują z bloga internetowego, który prowadzi Gellar, że kolejną ofiarą ma być uniwerystecki profesor - wojujący ateista, odwieczny wróg Gelara. Próbują zapobiec zbrodni, Travis spostrzega Gellara pod budynkiem uczelni, biegną do środka, ale Dexter zatrzasuje się w windzie, Travis z pomocą zdąża dopiero po dłuższej chwili, efektem czego jest śmierć tego psora-ateisty. Ciało odkrywa policja następnego dnia, jest pozbawione krwi...
      • grek.grek "Dexter" sezon 6, odc 1-9 [2] 09.12.12, 12:41
        Krew ową, sprytny zabójca zgromadził w wiadrach, które umieścił nad stołem na
        którym położył zwłoki. Jakimś ruchem nieostrożonym nieświadomie ktoryś z policjantów
        uruchamia te wiadra i deszcz posoki spada na całą ekipę.

        Travis następnego dnia budzi się w tym holelowym pokoju, a tutaj w łazience na ścianie
        wymalowany jest krwią wielki napis "sprowadź fałszywego proroka do kościoła. TO od
        Gellera info. Fałszywy rorok to ofk Dexter ;] A "kościoł", to... kościół - stary, malowniczy,
        opuszczony od dawna, gdzie Gellar urządził swoje mieszkanie. Dexter wie, gdzie to jest,
        już tam trafił kiedyś, śledząc Travisa z zamiarem zabicia Gellara, ale wtedy Gellar się gdzieś ulotnił i Dexter został z niczym.

        Travis idzie tam sam, Dexter zaś za nim, tradycynie ze strzykawką pełną środka natychmiastowo usypiającego... Znajduje Travisa w środku przykutego cięzkim łańcuchem do podłogi, biegnie szukać Gellara, nie znajduje go jednak... Wraca, uwalnia Travisa, i wiedziony przeczuciem otwiera małe dzwiczki prowadzące do piwnicy... włazi tam... I zaraz wam machnę taki twist, ze pospadacie z krzeseł, ale to za moment :]

        Najpierw. Sprawy poboczne, bo nie samym Dexterem żyje "Dexter".

        Siostra Dextera, Debra, wykazuje się odwagą w przypadkowej akcji w restauracji, ktoś to nagrywa na komórke, wrzuca do sieci i jako internetowa sensacja i bohatereka Debra zostaje nową szefową wydziału. Oraz sierżantem. Jest lekko skonfundowana, bo ten awans należał się sierżantowi Batiście, sympatycznemu misiowatemu gliniarzowi w niedołącznym kapelutku, ale przyjaźń zniesie takie rozczarowania, zwłaszcza że to nie ona decydowała w tej sprawie. Jako szefowa ma sporo problemów : od koniecznych zmian w ubieraniu się, przez medialną aktywnośc [jako specjalistce od nadużywania mięsa w słownictwie trudnośc sprawia jej panowanie nad językiem, ale paradoksalnie, kiedy trzaśnie "łaciną", to publice się to podoba i dowodzi jej ludzkiego usposobienia i szczerości], aż po ponoszenie odpowiedzialności za kolejne ofiary morderców, których policja ściga bezskutecznie.

        Na polu osobistym Debra odrzuca oświadczyny swojego chłopaka, sierżanta Quinna, czym doprowadza go do kryzysu osobistego : Quinn rozpija się, romansuje z kim popadnie : od 100-kg striptizerki w wieku jego matki po świadkinię w sprawie Gellera [młodą profesorkę, jego eks-przyjaciółkę], wdaje się w idiotyczne awantury w klubach go-go, popala trawkę [razem z Batistą zresztą, komiczna scena], słowem : sprzeniewierza się profesjonalnym obowiązkom policjanta i rujnuje swoje prywatne życie. A ona odrzuciła jego oświadczyny, bo... bo za wcześnie, bo nie w porę, bo nie ma do tego głowy... Wszystko naraz.

        W dodatku, coś tam sie kwasi w jej zwykle znakomtych relacjach z Dexterem. Oto któregoś dnia pojawia się informacja, ze seryjny zabójca Trinity powrócił i zabił swoją żonę i córkę. ten sam Trinity, który zamordował zonę Dextera - Ritę [jest to treść 4 serii, którą swego czasu dokładnie opisywałem]. Debra mówi o tym Dexterowi i wiedząc, ze wpłynie to na niego traumatycxznie [wspomnienia...] daje mu parę dni wolnego.

        Dexter wie, że Trinity nie wrócił, bo sam go osobiście zaciukał i spuścił do oceanu. Policja o tym nie wiedziała, dla policji, ktorą wtedy uprzedził Dex o krok, Trinity jest nadal poszukiwanym modercą. Kto zatem zabił jego żonę i córkę pozorując styl seryjnego killera ? Dex podejrzewa syna Trinity'ego. Jedzie do Nebraski, aby się z nim spotkać. Podejrzewa, ze chłopak odziedziczył geny po ojcu. Byc mozę tak jak jego własny syn...

        W drodze Dexter zaczyna widzieć ducha [twór wyobraźni] swojego porywczego brata, zamiast rozsądnego ojczyma. Prowadzi z nim dysputy. Brat jest jakby emanacją jego własnych wątpliwości co do własnej tożsamości. Jakby odpowiedzią na śmierć Sama. Bądź sobą, jestem w ciemności i ciesz się nia, nie wymawiaj się, uciekaj od swojej natury... tak go "ewangelizuje".

        Dexter w drodze wdaje się w szybki romans, zabija jakiegos typa, a potem dociera do syna Trinity'ego. Podejrzewa go o morderstwa siostry i matki, ale rozmowa [znają się dobrze] i wyjaśnienia chłopaka [że to matka zabiła córkę, a potem strzeliła samobója, z rozpaczy że muszą zyć, jakoo rodzina z takim piętnem, jak ojciec-morderca] oraz własna znajomośc natury zabójców prowadzą go do wniosku, ze chłopak jest niewinny. Nie zabija go, a nawet odmawia mu tego - chłopak bowiem sam jest w desperacji i ze strachu przed aktywizacją w jego osobowości genu mordercy, prosi Dextera żeby go zaszlachtował. Dex odmawia, odjeżdza, a po drodze symoblicznie taranuje autem fantom swojego brata, żeby nieco później "zaprosić" znów ojczyma. Symboliczne rozstrzygnięcie kwestii własnej tożsamości : chcę być tym kim jestem, ani bardziej jasnym ani mniej ciemnym.

        Pojawiają się postaci młodocianej siostrzenicy sierżanta Batisty, ktora robi za opiekunkę syna Dextera, oraz młodego asystenta Masuki [to postać na osobny flm, mały łysy Azjata w okularach, przy którym Charlie Runkle, to ministrant ;) przesadzam, Runkle jest za dobry na takie porownania ;), ale też niezły erotoman, jednakowoż laborant znakomity i profesjonalista w każdym calu], który wdaje się z nia w romans [truchlejąc pod karcącym wzrokiem sierżanta, który o dziewczynę dba jak o własną córkę], ale poza tym może być potencjalnie szkodliwy, o czym świadczy np to, ze wykradł podstępem z policyjnego magazynu... dowód rzeczowy w postaci ręki seryjnego mordercy, którą trzyma w domu jak trofeum. Chory na głowe czy pasjonat ? ;]

        Orajt, wrócmy do piwnicy w opuszczonym kościele... :]

        Dexter schodzi na dół, szukając profesora Gellara. Nie ma go tam. Dexter łapie za wielka zamrażarkę... otwiera ją, a tam... zwłoki profesora leżą. Zapewne od wielu miesięcy.

        W tym momencie Travis z siekierą juz idzie po Dextera... KOniec odcinka :]
        Dzisiaj dalszy ciąg.

        Jak to wytłumaczyć ?
        wg mnie, bardzo prosto - Gellar to dla Travisa takie samo wyobrażenie, jak dla Dextera jego ojczym. POstać istniejąca tylko w głowie prawdziwego mordercy. Jego alter ego, a zarazem nauczyciel i powiernik.

        Travis działał sam, sam zabijał, a Gellar to tylko głos w jego świadomości. Jak się cofnąć wstecz, to istotnie Gellar nigdy nie występował poza kontaktem z Travisem. Kiedy Travis "uciekal od Gellera", albo "odmawiał mu dalszego zabijania" uciekał od własnych wątpliwości i wyrzutów sumienia.

        Dlatego Dexter nigdy nie mógł znaleźc profesora, dlatego "zatrzasnął sie w windzie" - Gellar był martwy, a Travis jest mordercą samotnikiem.

        Rewelacyjny twist, zaprawdę powiadam wam. Moze ze 3 były równie mocne w ciągu tych już niemal pełnych 6 serii. To zupełnie zmienia wiele sensów tych 9 odcinków. W kazdym razie - wg mnie, scenarzyści zasłużyli na wielkie oklaski. Pewnie wielu kapneło się wcześniej, albo coś podejrzewało, ale przyznam, że ja nie miałem pojęcia, że tak może to wyglądać.

        • grek.grek Re: "Dexter" sezon 6, odc 1-9 [2] 09.12.12, 15:45
          Urwał mi się wątek z Debrą i Dexterem, bo w końcu : co ma piernik, czyli Dexter, wyprawa do Nebraski i "powrót" Trinity-kilera z pogroszeniem relacji rodzeństwa... :]

          Otóż, ma to taki związek, że Dexter wyjechał bez słowa, Debra nie mogła się z nim skontaktować, a po powrocie on jej nie zrelacjonował : gdzie był, po co i dlaczego.
          W dziewczynie urodziło się małe podejrzenie, że brat ma przed nią swoje tajemnice.
          Dotąd ta relacja była idealna, kochająca, życzliwa, Dexter nie tyle bał się zawsze
          krzesła elektrycznego za swoje morderstwa, ile tego, że zawiedzie kochającą siostrę.

          Debra zaczyna uczęszczać do psychoanalityczki i wg mnie zaczyna to wszystko zmierzać do
          momentu, w którym nastąpi kulminacja całego serialu : w końcu odkryje, że jej idealny
          brat, to bardzowielokrotny zimny killer. Jaka będzie jej reakcja ? To jest własnie to, na co czeka zdaje się cała rzesza ultrafanów, albo takich jak ja - prostych sympatyków tego serialu :]
          [nie wiem, jak Wy, bo nie znam Waszego statusu w tym kontekście, hehe]

          Wizerunek Dextera zarysował się, w oczach siostry. W bodaj 5 serii tylko brudna foliowa zasłona dzieliła Dexa od zdemaskowania przez siostrę, ale udało mu się z tego wybrnąć. Cudem. Kiedy nastąpi moment nieuchronny ? w finale tej 6 serii, czy może w 7, która chyba już wystartowała ? Jeśli wiecie, jeśli takie coś istotnie nastąpi - nie mówcie mi nic, pod żadnym pozorem, nawet gdybym Was prosił o taką informację ;]]
          • barbasia1 Re: "Dexter" sezon 6, odc 1-9 [2] 10.12.12, 00:56
            Szapoba! Skumulowanie wszystkich odcinków w jednej opowieści wypadło znakomicie. :)
            Świetna opowieść!

            Koncept, że że profesor Gellar okazuje się być tylko głosem w świadomości Travisa, który jest faktycznym i jedynym zabójcą i nawiedzonym fanatykiem religijnym rzeczywiście znakomity.

            Wątek rozterek wewnętrznych Dexa i pytań o to, kim jest, kim chce być też dobry.


            Czekam zatem z ciekawością na relację z dzisiejszego odcinka ...


            Bardzo dobry sezon , prawda?


            PS Też do prostych sympatyków tego serialu bym się zaliczyła.
            • grek.grek Re: "Dexter" sezon 6, odc 1-9 [2] 10.12.12, 13:29
              dzięki, Barbasiu :]
              cała przyjemność po mojej stronie.

              prawda ? świetnie to wymyśli, od razu przewracając całą dotychczasową narrację i
              zmuszając do przewartościowania ocen.

              W pierwszej chwili, tak sie zdziwiłem, że pomyślałem, iż Gellar to jakiś
              hibernatus albo terminator, co się dla ochłody kładzie w lodzie, hehe.

              Yes, Dexter od 1 serii zmaga się z własną tożsamością, ze stosunkiem do świata, do siostry, do brata, do ludzi, do syna teraz, z tym jak oni widzą jego, jak widział go jego ojczym, czy go kochał czy raczej umarł ze strachu przed prawdą o Dexterze [ojczym popełnił samobójstwo, jakoś krótko po tym, jak zobaczył pierwszą ofiarę młodego Dexa], z tym KIM jest, po co jest, skąd się wziął taki a nie inny. Serial, 12 45-min odcinków daje pełne pole do popisu scenarzystom, w normalnym filmie nie byłoby czasu na tak poszerzone spektrum obserrwacji.

              Tak, sezon jest dobry, a miałem obawy, czy 6 seria to nie przesada. Wprawdzie nadal schematy obowiązują, ale takie zwroty jak ten z ostatniego odcinka to gratka :]

              O, dam Tobie, i Wam, dzień-dwa na zaostrzenie apetytu i opiszę 10 odcinek, bo akcja nie stoi w miejscu.

              hehe, miło to słyszeć :]
              • barbasia1 Re: "Dexter" sezon 6, odc 1-9 [2] 11.12.12, 00:20
                > O, dam Tobie, i Wam, dzień-dwa na zaostrzenie apetytu i opiszę 10 odcinek, bo a
                > kcja nie stoi w miejscu.

                Dobrze! :)
      • grek.grek "Dexter" sezon 6, odc 1-9... multimedia :] 09.12.12, 13:17
        co by tu wrzucić, żeby nie zdradzić sobie i Wam dalszego ciągu...
        może kilka trailerów poszczególnych odcinków [do 9]... :

        1
        www.youtube.com/watch?v=JZYoCMb87JU
        2
        www.youtube.com/watch?v=NqREXTUtmvE
        3
        www.youtube.com/watch?v=dC06YXh8nEE
        4
        www.youtube.com/watch?v=Nigwp2gb6UQ
        5
        www.youtube.com/watch?v=CEj4DMZfjYQ
        6
        www.youtube.com/watch?v=1u7U5MunRjc

        7
        www.youtube.com/waych?v=AEoBJ6LEY14
        8
        www.youtube.com/watch?v=azo5PgBDoP8
        9
        www.youtube.com/watch?v=MGux6tWS7k



        • siostra.bronte Re: "Dexter" sezon 6, odc 1-9... multimedia :] 09.12.12, 13:41
          Imponujący zestaw :)
          • grek.grek Re: "Dexter" sezon 6, odc 1-9... multimedia :] 09.12.12, 15:36
            hah, no tak wyszło :]

            poprawię tylko link do 7 odc :
            www.youtube.com/watch?v=AEoBJ6LEY14
    • siostra.bronte "Za ścianą" 09.12.12, 13:40
      Telewizyjny film Zanussiego z 1971 r. Jutro o 14.40 w Kulturze, dlatego zapowiadam go już dzisiaj.
      Szkoda, że nie pokazano go w przeglądzie w Polonii. Pora jest fatalna i pewnie nikt go nie obejrzy. A z tego co słyszałam film jest znakomity. W rolach głównych Komorowska i Zapasiewicz. Może ktoś nagra i zda nam relację??
      • grek.grek "Za ścianą"/"Wanted","Diabły,diabły" 09.12.12, 15:58
        Niestety, u mnie nagranie nie wchodzi jeszcze w rachubę, może uda mi się obejrzeć.
        Dzięki za zapowiedź.

        Ale i dziś nie jest tak najgorzej :

        17:45, Kultura, "Król Edyp" w reż La[da]co Adamika ;]
        20:05, Dwójka, "Wanted; ścigani", sensacja amerykańska [12 recenzji na Filmwebie ;); nie czytałem żadnej, jak zwykle, w każdym razie : wygląda to na jakiś thriller szpiegowski,
        z Freemanem, Angelina i Jamesem Mc Avoyem, niedawno przez nas zachwalanym, w rolach głównych]
        22:05 Paradoks, 13.

        u mnie 22:25 [albo 0:50] wchodzi Dexter.

        a 0:30 w Dwójce puszczają coś, co się nazywa "Diabły, diabły", jest produkcji polskiej i
        z opisu wynika, że to historyja zetknięcia się dwóch kultur : małego prowincjonalnego miasta, w którym dominują konserwatywne postawy i poglądy, z owartością i egzotyką cygańskiego taboru. W stylistyce lat 60-tych [film jest z 91]. Tytuł by wskazywał, ze nie będzie to kontakt bezbolesny i przyjacielski, aczkolwiek główna postacią ma być mała dziewczynka, która próbuje się do tych Cyganów zbliżyć z sympatii i zauroczenia. Reżyseruje Kędzierzawska, czyli dziecko w głównej roli nie dziwi.
        • siostra.bronte Re: "Za ścianą"/"Wanted","Diabły,diabły" 09.12.12, 16:11
          "Wanted" ma w moim programie najwyższą notę, ale sama nie wiem. Kolejny film sensacyjny, co tu można nowego wymyśleć?

          Ewentualnie rzucę okiem na "Nie lubię poniedziałku" w tvn. Widziałam go ze sto razy, ale świetnie poprawia nastrój :)

          U mnie o 22.00 "Sherlock".

          Dla nielicznych posiadaczy "Europy"- o 20.00 "Okruchy dnia". Piękny film, chociaż ciut przydługi i chyba najlepsza rola Hopkinsa, jaką widziałam.
          • grek.grek Re: "Za ścianą"/"Wanted","Diabły,diabły" 10.12.12, 13:35
            Ja nie podszedłem do tego tytułu ;]
            może przy okazji jednej z licznych powtórek.

            za to obejrzałem "Króla Edypa" w teatrze tv i napawałem się
            mistrzostwem reżyserii, scenografii i aktorstwa [Frycz, Peszek & Trela -
            wyżyny sztuki].

            znam "OKruchy dnia", bardzo brytyjski w stylistyce i estetyce, u głęboki
            w sferze uczuciowej. Kiedyś POlsat TAKIE filmy pokazywać raczył :]
            • pepsic "Wanted"/ "Tango" 10.12.12, 17:27
              Nie wiem, co mnie podkusiło? Futurystycznej awangardy mi się zachciało, i Angeliny Jolie jako istoty androidalnej. Stracone 40 minut życia:((
              Ps. Dzisiaj teatralna premiera "Tanga" Mrożka, bodajże pierwsza w roku, a mamy... grudzień. Hip hip, hura!
              • barbasia1 Re: "Wanted"/ "Tango" 11.12.12, 00:36
                Niedawno, 19 listopada była w TT premiera, zresztą na żywo, "Iluzji” Iwana Wyrypajewa .
                • grek.grek Re: "Wanted"/ "Tango" 11.12.12, 15:05
                  yes.
                  nie udało mi się zobaczyć, a Tobie, Barbasiu ?
                  Jeśli tak - jakie są Twoje wrażenia ?
                • pepsic "Iluzja" sprzed kilkunastu dni 12.12.12, 20:10
                  O "Iluzji" przypomniało mi sie potem w ... nocy:), a przy okazji wyrażę swoją krótką opinie. Wykonawcy nie dali rady, zagrali manierycznie i nienaturalnie, jak w prowincjonalnym teatrze. Nuda i zawiedzione nadzieje. Jedynym plusem przyciągającym uwagę był Krzystzof Stoiński.
              • grek.grek Re: "Wanted"/ "Tango" 11.12.12, 15:03
                No to uszedłem spod kosy ;]
                Wyrazy współczucia, Pepsic.

                no proszę, mnie się nie udało zobaczyć; jakie wrażenia ?
                • pepsic Re: "Wanted"/ "Tango" 12.12.12, 19:44
                  Zawsze mam wątpliwości, czy słowo dziękuję jest adekwatne do wyrazów współczucia;))

                  Sztuka Różewicza nie powaliła mnie, a nawet deczko znużyła, mimo że przewijająca sie myśl przewodnia nic ani nic się nie zdezawuowała i na dobre rozgościła w obecnym byle jakim świecie pozbawionym formy i wartości. Świetnie z rolą poradził sobie Artur Hycnar dorównując starszym kolegom J.Englertowi, i A. Fryczowi (szkoda, że ten drugi tak beznadziejnie rozmienia sie w bublach telewizyjnych). Nie rpzekonał mnie Grzegorz Małecki (syn znanej aktorki), mimo poprawnej gry, ani Katarzyna Gniewkowska, czy Kamila Baar, tu o o dziwo irytująca, i pewnie taka miało być. Ewa Wiśniewska spoko, z nia zawsze tak mam.
                  • grek.grek Re: "Wanted"/ "Tango" 14.12.12, 11:57
                    Hehe ;]

                    Dzięki za te uwagi, zapewne nadarzy się wkrótce powtórka ["BOską"
                    niedawno bisowali], dobrze wiedzieć, czego się można spodziewać...
                    albo nie spodziewać.
        • pepsic "Wanted" 09.12.12, 19:02
          Mam ochotę na dobry amerykański thriller, ale czy "Wanted" (12 recenzji i 600 tematów do dyskusji) spełni oczekiwania? Okaże sie :)

          • barbasia1 Re: "Wanted" 10.12.12, 00:56
            Co za cuda tu się działy! ;)
            • angazetka Re: "Wanted" 10.12.12, 15:55
              "Wanted" dzierży mój prywatny tytuł najgłupszego filmu, na jakim byłam w kinie ;)
              • barbasia1 Re: "Wanted" 11.12.12, 00:26
                angazetka napisała:

                > "Wanted" dzierży mój prywatny tytuł najgłupszego filmu, na jakim byłam w kinie
                > ;)

                He,he :)))
                Nie dziwię się.
        • barbasia1 Re: "Za ścianą"/"Wanted","Diabły,diabły" 09.12.12, 23:49
          grek.grek napisał:

          > Niestety, u mnie nagranie nie wchodzi jeszcze w rachubę, może uda mi się obejrzeć.

          Ja Ci się uda zobaczyć opowiedz, proszę.
      • barbasia1 Re: "Za ścianą" / "Suplement" wczoraj na "Polonii" 09.12.12, 16:13
        "Jest to opowieść pozbawiona tradycyjnej fabuły.
        Dwoje młodych ludzi mieszka samotnie obok siebie, niemal przez ścianę. Dzieli ich jednak mur różnic nie do pokonania. On jest naukowcem na drodze do kariery. Twardy, bezwzględny realista, idzie od sukcesu do sukcesu. Ona jest mu bliska jedynie z powodu zainteresowania wykonywanym zawodem. Poza tym jest jego przeciwieństwem. Nie osiągnęła niczego, nie powiodło się jej w pracy naukowej, w życiu osobistym. Jest samotna, bezradna, wrażliwa i nieśmiała. Zdobywa się na zaproszenie go do siebie. Mężczyzna jest gładki, oschły, uprzejmy. Rwie się wątek rozmowy. Ich chwilowe porozumienie jest pozorne, nie mają sobie nic do powiedzenia. Chwile, które razem spędzili, niczego nie zmienią. Pozostaną dla siebie parą obcych ludzi"

        filmpolski.pl/fp/index.php/122769

        O! To coś dla mnie! :)) Bronte, świetna rzecz!

        A propos Zanussiego wczoraj był "Suplement" na Polonii, oglądaliście? Trafiłam przez przypadek, tuż przed filmem, nie było już sensu zapowiadać go na Forum. Zaniedbaliśmy ostatnio cykl filmów Zanussiego straszliwie.

        :)
        • siostra.bronte Re: "Za ścianą" / "Suplement" wczoraj na "Polonii 09.12.12, 16:19
          No właśnie. Dla mnie też :) Od dawna poluję na ten film, ale krąży o dziwnych porach.

          Tak, przegląd Zanussiego trwa dalej, ale wiadomo, że jego późniejsze filmy są raczej nierówne, delikatnie mówiąc. I nie mam jakoś ochoty ich oglądać.
    • pepsic 'Serce moje" , wczorajsze Ale Kino+ 09.12.12, 18:18
      To mógł być całkiem udany melodramat, gdyby nie ciapowaty mydłek, czyli obiekt uczuć dwóch walczących dam (rodzonych sióstr notabene), w co trudno było uwierzyć. Z udziałem nie byle kogo, bo samej Heleny Bohnan Carter, zwyczajowo już awangardowej.
      • siostra.bronte Re: 'Serce moje" , wczorajsze Ale Kino+ 09.12.12, 18:41
        Aż sprawdziłam, kto zagrał tego faceta :) Paul Bettany, no faktycznie to chyba nie był najlepszy wybór.
        • pepsic Re: 'Serce moje" , wczorajsze Ale Kino+ 09.12.12, 18:49
          To, że drewno, i żaden amant - to nic. Najgorsze że miota się bezwolnie od żony do szwagierki- kochanki słuchając jednocześnie podszeptów podwójnej teściowej. Typ bezjajeczny;)
    • grek.grek dziś : "Wielki błękit" & "Funny games" 10.12.12, 16:11
      Najpierw udowodnię Wam, że czasami się na coś przydaję :]
      własnie obejrzałem proponowane przez Was, Czcigodne, "Za ścianą" i z chęcią
      go Wam opiszę. Nie wiem, czy dziś mi się to uda, ale jutro to już na pewno.

      ale widzę 2 ciekawe propozycje na wieczór filmowy.

      Szkoda, że sie na siebie nakładają...

      W TVP2 "Wielki błękit" [22:50], kapitalnie fotografowana w plenerach i głębinach morskich oraz umuzykalniona historyja sportowej rywalizacji dwóch wieloletnich przyjaciół. Obaj specjalizują się w nurkowaniu bez butli tlenowych. Jeden z nich ma nieprawdopodobne naturalne mozliwości, zachodzić moze nawet podejrzenie, że jest bardziej rybą niż człowiekiem :] Wszystko przychodzi mu z dziecinną łatwością. Jest spokojny, lekko nieśmiały, kocha delfiny, przyrodę, wodę, drugi to typ wloskiego macho, ale z akcentami humorystycznymi [Jean Reno w życiowej roli], spontaniczny, otwarty, ale zarazem nadambitny, niezdolny do znoszenia porażek i coraz bardziej pogrążający się w obsesyjnych staraniach by pokonać swojego przyjaciela. Jest też kobieta, która staje pomiędzy nimi. Doskonały film.

      Ale Polsat robi niemożliwą konkurencję i o 23:00 wystawia "Funny games" Hanekego.
      OPisywaliśmy już kiedyś, ale każda powtórka to wydarzenie jest i być powinno.

      Mieszczańska rodzina 2 plus 1 wybiera się na weekend za miastem. Któregoś miłego dnia zjawiają się w ich domku letniskowym dwaj sympatyczni młodzieńcy z prośbą o pożyczenie jajek... Tytuł jest upiornie przewrotny, makabryczny w kontekście tego, co się potem wydarzy.

      To jest mistrzowska refleksja na temat absurdu przemocy, na temat niewyjaśnionych instynktów drzemiących w człowieku, momentami zaczyna Haneke naprawdę hulać na niebezpiecznych rejestrach czyniąc stronę ciemną - całkiem fajną, elokwentną, dowcipną,
      i naprawdę jedzie z tym wózkiem przez kolejne bariery szoku aż do finału, przy którym
      ten z "Mr Brooksa", to kaszka z mlekiem.

      Film jest rewelacyjny, ale już czuję niesmak na myśl o tym, że zostanie pocięty reklamami i
      utraci część swojego dramatyzmu.

      Właściwie wszystko jest tutaj na mistrzowskim poziomie, temperatura rośnie od 10 minuty, około 25 osiąga stan wrzenia i ani na moment nie spada aż do finału. KIlka scen wbija w fotel [i te z jajkami, i te z kijem golfowym, i te na kanapie, i podwójne twisty, i pojawiającą się nagle piłeczką golfową, i z tekstem wypowiadanym do kamery i kapitalne 'cofnięcia taśmy' i niesamowita cisza, która zapada na bardzo długo po pewnym szokującym wydarzeniu, ta cisza wierci w zębie nie gorzej niż doktor Schell]

      Must-see. Oba te filmy :] Uczta. Prawdziwa.

      • grek.grek Re: dziś : "Wielki błękit" & "Funny games" 10.12.12, 16:39
        ha, sprawdziłem w programie, i ciekawa rzecz : "Funny games", który będzie grany dziś, to wersja amerykańska. Z 2007 roku, podczas gdy oryginał dokładnie dekadę starszy.
        Widziałem dotąd tylko wersję oryginalną, więc... interesujące, czy Haneke w remake'u
        dla Amerykanów zachował proporcje 1 do 1, czy coś zmienił...

        Szkoda, że to jednak nie oryginał, ale z drugiej strony : będzie to wyprawa w nieznane i pytanie, czy hollywoodzkie gwiazdki dźwigną te wszystkie sensy i emocje.
        • siostra.bronte Re: dziś : "Wielki błękit" & "Funny games" 10.12.12, 16:43
          O, zauważyłeś :)
      • siostra.bronte Re: dziś : "Wielki błękit" & "Funny games" 10.12.12, 16:43
        Też obejrzałam "Za ścianą". Jutro coś napiszę.

        "Wielki błękit" widziałam już dawno temu.

        Obejrzałabym oryginalne "Funny games" Hanekego. Dzisiejszy film to jego własny, amerykański remake, więc jakoś nie mam ochoty.
      • pepsic "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 10.12.12, 18:11
        W ramach cd. repertuaru dla nocnych marków dopisuję wojenny dramat rosyjski "Dziewiątą kompanię" na jedynce tuż po północy. Wbrew pozorom dla wszystkich, nie tylko dla panów. W ojejku wzmiankowaliśmy.

        "Wielki błękit" - jeszcze nie miałam przyjemności, i ze względu na późną godzinę nadal nie będę mieć. Szkoda, bo nęcąco brzmi... ta niewiasta pomiędzy.

        "Funny games" - faktycznie, wersja amerykańska została potraktowana lajtowo, mnie przynajmniej nie poraziła, jeśli o właściwym filmie myślę.
        • barbasia1 I jeszcze "Czarna Wenus" w TVPKultura, powtórka 11.12.12, 00:32
          niestety nie oglądałam do początku.
          Przejmująca historia ...

          Premiery "Funny Games" już nie udźwignę, zresztą prawdę mówiąc wolałabym obejrzreć najpierw wersję oryginalną.
          Poza tym późno się kończy film Hanekego, a ja właśnie idę spać.

          :)
          • grek.grek Re: I jeszcze "Czarna Wenus" w TVPKultura, powtór 11.12.12, 14:55
            pamiętam.
            prawda.

            masz dobre podejście, Barbasiu, oryginał to jest klasa mistrzowska.
        • grek.grek Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 11.12.12, 15:00
          Przesadziłem, z powodu niepamięci albo chwilowego zaćmienia :]
          Ona nie stoi "pomiędzy", ona od początku jest dziewczyną pana-delfina, a
          ten drugi nie próbuje mu jej odbić. Nie ma konfliktu. Konflikt jest między
          jej uczuciem do Jacquesa i chęcią "udomowienia go", a jego miłością
          do natury i swojej delfiniej "rodziny". w finale zaś... a nie, nie powiem, bo
          mam nadzieję, że w końcu uda Ci się ten film obejrzeć i nie będę ci
          psuł przyjemności :]

          Jeszcze nie oglądałem "Funny...", na razie mam na taśmie.
          Ale jeśli Haneke musiał kręcić specjalną wersję "na Amerykę", to czuję, że bez
          złagodzenia i uproszczenia przekazu się nie obeszło :]
          • siostra.bronte Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 11.12.12, 15:05
            W ogóle to niezmiernie rzadko zdarzają się remaki, zrobione przez autorów oryginału. Pamiętam jeszcze tylko "Zniknięcie" Sluizera.
          • grek.grek Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 11.12.12, 15:14
            "Ci", z dużej, jak przystało :]
          • barbasia1 Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 12.12.12, 00:53
            grek.grek napisał:

            > Ona nie stoi "pomiędzy", ona od początku jest dziewczyną pana-delfina, a
            > ten drugi nie próbuje mu jej odbić. Nie ma konfliktu. Konflikt jest między
            > jej uczuciem do Jacquesa i chęcią "udomowienia go", a jego miłością
            > do natury i swojej delfiniej "rodziny".

            Miałam to napisać.
            Tak to zapamiętałam. :)

            I jest rywalizacja między Jacquesem i Ezno o to, który z nich pobije rekord w nurkowaniu ...

            :)
            • barbasia1 Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 12.12.12, 00:54
              > I jest rywalizacja między Jacquesem i Ezno o to, który z nich pobije rekord
              > w nurkowaniu ...

              To już napisałeś wyżej, zapomniałam, śpię...

              Dobrej nocy!
              • grek.grek Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 12.12.12, 14:40
                Barbasiu, w nocne marki [nightmarki, z ang., hehe] powoli idziesz :]

                [witam w klubie, haha]

                • barbasia1 Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 12.12.12, 17:47
                  Nie strasz! ;))

                  No właśnie, zepchnęło mnie ostatnio na takie straszne pory.

                  Z niedospania za chwilę będę wyglądać jak upiór ze spalonego teatru. Nie podoba mi się to. Nie podoba.


                  A wczoraj tak późno pisałam post, bo wcześniej oglądałam dokument Wojciecha Staronia "Argentyńska lekcja", który nie tak dawno opowiadałeś.

                  Oglądając go, miałam wrażenie jakbym go już wcześniej widziała.
                  Jednak Twoje opowieści siedzą mocno w głowie! ;)

                  Ciężkie życie mają tam w Argentynie, heh .
                  • grek.grek Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 13.12.12, 14:00
                    Jesli "straszne", to oby Cię jakoś wróciło w poprzednie godziny :]

                    [ale... jesli jednak nie, to może z czasem odkryjesz i uroki takiego
                    markowania po nocy]

                    Miło mi i przyjemnie to słyszeć, Barbasiu :]
                    Pamiętam, ta Marcia to była dzielna dziewczyna.
                    A sam film niedawno znowu jakąs nagrodę dostał międzynarodową, gdzieś
                    mi się wzmianka rzuciła na oczy.
                    Uniwersalny jest, ludzie pod każdą szerokością geograficzną mogą go zrozumieć, może
                    to - i oczywiście sam temat oraz techniczna biegłośc realizacyjna - decyduje o tym, że
                    jest doceniany ?
                    • pani_lovett Re: "Wielki błękit","Funny games" i "9 kompania" 14.12.12, 20:37
                      Wróci, wróci, mam nadzieję niedługo ... :)

                      Ma swój urok takie markowanie po nocy, nie mogę powiedzieć, że nieprzyjemnie się siedzi w nocy, tylko gorzej jest na drugi dzień ...
                      Ja jestem z tych , co muszą się porządnie wyspać.


                      Tak.
                      :)
    • grek.grek "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 11.12.12, 13:10
      Siostro, jednak upolowałaś :]
      ktoś jeszcze również ?

      MOże parę zdań tytułem wstępu, dla tych, którym się nie udało.

      W bloku mieszkają niedaleko siebie Jan i Anna. On jest biochemikiem, z tytułem docenta, prze dzielnie do profesury. Ona ma rozgrzebany doktorat z biologii i akuratnie chce się zaczepić u profesora na wydziale biochemii własnie, na którym pracuje Jan.

      Jan podwozi ją swoim krążownikiem szos [co to było, chyba jakiś kuzyn "trampka", nie ? ;)] pod uniwerek. Sam idzie do swoich zajęć, ze swoimi współpracownikami przeprowadza właśnie jakies testy na gryzoniach. Ona czeka na audiencję u profesora, którego chwilowo nie ma na miejscu.

      Kiedy tak czeka, profesor dzwoni do Jana i prosi go, żeby przyjął Annę i powiedział jej, że nie ma dla niej etatu. Jan próbuje się od tego wyłgać, proponuje profesorowi, że umówi ją na następny termin, tak żeby sam profesor mógł jej to zakomunikować, ale stary pierdziel się upiera, prosi i domaga się, więc Jan musi coś zrobić z tym fantem. Zaprasza Annę do gabinetu, jeszcze się waha, próbuje ją pytać o publikacje naukowe - ona odpowiada, ze ma takie, ale nie ze sobą, więc on - że dobrze by było, jakby przyszła raz jeszcze, z tymi publikacjami i osobiście porozmawiała z profesorem. Anna jednak nalega, żeby Jan powiedział jej prawdę : czy są jakieś szanse na ten etat. I tak go tam podpytuje, popatruje na niego i pomiędzy półsłówkami oczekuje jakichś konkretów, że Jan, na raty i gnąc się jak pałąk od wiadra w wymuszonych truizmach, oświadcza jej wreszcie, że lepiej żeby dała sobie spokój, bo szanse są zerowe, a w zasadzie, to on ma misję kategorycznego odmówienia jej jakichkolwiek
      nadziei. Anna dziękuje mu za szczerość i wychodzi.

      Kiedy Jan wraca z pracy do domu, Anna czai się przy drzwiach czekając na niego. Zaprasza go do siebie, pod pretekstem pokazania mu tych swoich naukowych publikacji. Jan niekoniecznie ma ochotę na wizytację, ale z zawodowej i sąsiedzkiej uprzejmości zgadza się do niej zajść.

      Anna częstuje go herbatą, potem winkiem, przeprasza że oprócz tego nic nie przygotowała, ale Jan nie ma jej za złe, zwłaszcza,ze najchętniej to by się zawinął i poszedł do domu.

      Przegląda te jej publikacje, słucha jak to została wykołowana przez ludzi, z którymi współpracowała przy redakcji książki, co skutkowało nieumieszczeniem jej nazwiska w odpowiednim kontekście wśród redaktorów. Wywiązuje się z tego rozmowa. O życiu.

      On ma wytyczone plany : zdobędzie profesurę. Idzie do tego celu miarowym pewnym krokiem. Ona wprost przeciwnie : jest w rozsypce, jej kariera naukowa leży, właśnie dowiedziała się że etat na który liczyła - jest nieosiągalny, jest sama... On tez jest sam, ale on tego nie czuje specjalnie, bo pracuje nad czymś, ma jakąś drogę własną. Ona jej nie ma. I kiedy on jej mówi, ze "trzeba czegoś chcieć, mieć jakiś cel w życiu" - jakby nie rozumiała, co do niej mówi, nie umiała zacząć na nowo. On mówi, żeby z kimś porozmawiała, z kimś bliskim, spytała o radę. Jakby nie rozumiał, że właśnie ona to robi, że może nie ma nikogo bliskiego. A może on udaje, albo wydaje mu sie, ze ona z nim rozmawia, bo on zna jej sprawę. Ale w tym jest coś więcej, bez dwóch zdań, ona kalkuluje w taki sposób, że 1 + 1 musi się równać 2, a w życiu przecież niekoniecznie tak jest. To że ona jest sama i on też, i mieszkają "za ścianą" - wcale nie musi oznaczać, że są idealnym materiałem na parę.

      Anna szuka w nim... własnie - oparcia ? celu samego w sobie ? Energii, której jej brak ? W każdym razie... osacza go od samego początku. A to się przysiada, a to patrzy, a to to, a to owo, tak czy inaczej Jan coraz wyraźniej czuje sie skrępowany. Spogląda na nią dłuższy moment, ona sądzi, że to świadectwo zainteresowania, ale on nagle rzuca "tak patrzą na panią, i widzę że... powinna pani odpocząć" - rewelacja ;] Ona próbuje go jakoś wybadać, a on się przed tym broni. Chce wreszcie wyjść, ona na to nerwowo : "proszę bardzo, niech pan idzie, do swojej pracy, tylko praca i praca, jak to miło że poświęcił mi pan swój czas". I on nie wychodzi, bo mu nie wypada po takiej tyradzie, bo nauczył się już być kulturalnym na chłodny, wykalkulowany sposób; nauczył sie unikać trudnych sytuacji, wykręcać z niezręczności bez sprzeniewierzania się zasadom dobrego wychowania.

      Raz tylko pozwala sobie na moment bycia wprost : pyta ją "czego pani ode mnie chce ? czego pani ode mnie oczekuje ?, jest wyraźnie... czy to skonfundowany, czy podminowany jej zachowaniem... Ale Anna nie umie mu powiedzieć tego równie otwarcie, bo może sama nie wie, czego tak naprawdę chce i na co liczy.

      Pojawiają się różne tematy, różne momenty, które obrazują ich osobowośc, stosunek do życia, do siebie nawzajem.

      Kiedy on mówi, że "zawsze marzył o żeglowaniu" ona to podchwytuje, za chwilę bierze się do zawiązywania węzła ratunkowego, na dowód że kiedyś też miała jakies doświadczenia pokładowe - nie idzie jej to, nie umie, zapomniała... Próbuje namówić Jana, żeby ten węzeł zawiązał, ale on odmawia, jak zawsze grzecznie. Nie chce spróbować nawet. Ten węzeł ratunkowy aż nadto symbolicznie oddaje jej pytanie : czy chciałbyś uratować mnie ? Czy umiałbyś ? On nie podejmuje próby. Jeszcze nie, czy nigdy nie ?

      Wychodzi też temat malarstwa, ona maluje repliki obrazów mistrzów, on się na tym nie zna, znów może uniknąć ocen... On słucha muzyki - poważnej, ona wymienia mu repertuar, który słyszała z jego okna. Anna zauważa, że Jan nie słucha Czajkowskiego, na co on od razu rzuca "a pani go słucha, zapewne ?", na co ona twierdzi, że nie, ale ważniejsze jest to pytanie strzelone z biodra - skoro ja nie słucham, to ona musi słuchać, ergo : jesteśmy "genetycznie" inni.

      I tak jest, łączy ich tylko to, że oboje pracują po nocach. Ona - bo nie może spać, on - bo wtedy jest dostatecznie cicho.

      Wreszcie musi dojśc do kumulacji. Ona grzebie w jakichś papierach, one jej spadają na ziemię, on idzie jej pomóc je pozbierać, jej się fryzura seksownie rozwichrza, następuje moment zawieszenia i ona mówi : niech mnie pan pocałuje. Wiecie jednak, że u Zanussiego nie ma takich rzeczy, więc i tutaj nie będzie : kończy się na jakimś dziwnym ruchu jej głowy, która wędruje do przodu, jego usta za wysoko, tak jakby chciał ją w czoło pocałować, czy coś. W każdym razie, po tym szczytowym momencie - Jan wychodzi, a ona już go nie zatrzymuje. PO chwili on wraca. Zapomniał teczki. Wychodzi na dobre. Ona zostaje w tym wewnętrznym rozgardiaszu, którego symbolem są rozsypane na podłodze ksiązki i włosy w artystycznym nieładzie. A ciasnota peerelowskiego mieszkania blokowego i jego nieprzytulny charakter tylko pogłębiają niewesołe odczucia.

      Następnego dnia rano Jan goli się i z okna widzi, że na jej balkonie stoi facet w białym fartuchu, a pod blokiem stoi karetka pogotowia. Próbuje go zignorowac, ale jakoś ksiązki i maszyna do pisania nie dają się dotknąć. Musi iśc sprawdzić, co sie stało.

      Na koytarzu, pod drzwiami Anny zbiegowisko ludzi. Sama Anna lezy w łózku, a przy nim siedzi lekarz. Okazało sie, że odkręciła gaz, a do tego zjadła za dużo tabletek nasennych. Ona sama twierdzi, że to czysty przypadek. Jan siada przy niej, kiedy lekarz wychodzi. Rozmowa się nie klei. On jej próbuje dotrzymać towarzystwa, ale stać go głównie na nieśmiało-paratroskliwe uwagi, że można by zamknąć okno, bo chłodno na zewnątrz, jakby nie zrozumiał, że nadmiar gazu jakoś trzeba wywabić z mieszkania. Siedzi tak chwilę, kiedy Anna mówi mu, że może iśc do siebie, że z nią jest w porządku, miło i zacnie, ze wpadł, ale już jest dobrze, i że on nie miał z całą sprawą nic wspólnego. Jan może by i chciał zaoponować, zaproponować, ze posiedzi jeszcze, ze mu się nie spieszy, ale... wychodzi. Bo tak mu wygodnie i naprawdę chce ? czy też wychodzi, mimo że teraz naprawdę chciałby zostać ? Czy został wytrącony ze swojego uporządkowanego, racjonalnego rytmu ?

      Potem on z okna na jej balkon, albo kamera z jego okna obserwuje jej balkon ? Tak czy owak, Anna w piżamie wychodzi podlać kwiaty, a potem wraca.

      • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 11.12.12, 13:23
        on "patrzy" z okna, miało być :]

        W każdym razie, Anna wraca do mieszkania, nie spogląda w jego okna. To koniec. Nie ma szans na porozumienie, na jakiś consensus uczuciowy. Z jego perspektywy : ona chce za dużo, z jej : on daje za mało. On ma swoją pracę i plany. Ona ma kryzys i zero pomysłów na wyjście na prostą. To dysonans nie do przejścia.

        Że Komorowska i Zapasiewicz zagrali klasowo, to nie ma co wspominać nawet, bo rzecz jak dla nich wykrojona.

        Rzuciło mi się w oczy to, jak beznadziejna to historia, jak oboje są od siebie różni, i że od początku nie było możliwości sklejenia tego, żadnej płaszczyzny mogącej ich łączyć na tyle mocno, ba - nie było nawet przekonania stuprocentowego, w nim - że nie chce, a w niej - że jej strasznie zależy. Jej zachowania bardziej wyglądają na wyczekiwanie łaski, a on jakby czuł się tym oczekiwaniem zaniepokojony - że mu cała sprawa niechcianymi potencjalnymi uczuciami nalatuje na spokojne, wypełnione wartościową pracą życie. Ona próbuje go przekonać swoją bezradnością. Wybiera marny środek do celu. Mogłaby go zainteresować pewnością siebie, energią, humorem i trochę mniej desperacką postawą. On sam by się nią zainteresował. Tyle że gdyby to wszystko miała, to niekoniecznie o niego by zabiegała albo zalezało jej na jego zainteresowaniu, miała by to, czego nie udało się jej zdobyć i do ich rozmowy nigdy by nie doszło. Kwadratura koła ?
        • barbasia1 Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 00:44
          Też obejrzałam "Za ścianą",
          z nagrania z urwanym początkiem ...

          [...] ona mówi : niech mnie pan pocałuje. Wiecie jednak, że u Zanussiego nie ma takich rzeczy, więc i tutaj nie będzie [...]

          Nie no są u Zanussiego takie rzeczy, ale nienachalnie pokazane. ;)

          A Jan jest tu konsekwentny, nie ma najmniejszej ochoty nawiązywać bliższych stosunków z Anną, wiec nie odpowiada na jej rozpaczliwy gest.
          • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 14:38
            Brawo, Barbasiu. Ławą poszliśmy, ławą :]

            Zanussi mógłby robić za speca od kamulfażu w "Gromie" ;]

            to jest Jana mocna strrona, trzeba mu przyznać.
            Trochę ona go stawia w takiej sytuacji trudnego wyboru - nie ma żadnego
            wstępu, od razu ring wolny, runda 1 :], facet reaguje intuicyjnie, trzyma się
            tego, co ma.

            ona ma problemy z sobą samą, próbuje go, de facto, w nie wciągnąć, a potem...
            kto wie... może obarczyć winą ? moim zdaniem, Jan został postawiony przez nią
            w sytuacji policjanta, który ma ratować samobójczynię stojącą na dachu, za pomoca
            obietnicy że się z nią ożeni. Nie fair sytuacja. Dramat polega, wg mnie, własnie na tym, że
            nie ma tutaj możliwego kompromisu, jakkolwiek to słowo się kiepsko kojarzy, między
            jej oczekiwaniami, a jego możliwościami.
            • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 18:47
              Podtrzymuję swoją opinię, że ze strony Anny to była rozpaczliwa próba znalezienia pomocy, a nie wymuszenie na Janie jakichś obietnic. Od pocałunku do ślubu droga jest naprawdę daleka.
              • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 13.12.12, 14:19
                Zgadzam się z Tobą, co do Anny :]
                Co do Jana... myślę, że mógł mieć prawo być skonfundowany i
                szukać drogi wyjścia z tej krępujacej dla niego sytuacji.
                Czy to w porządku wobec Anny ?
                Pewnie nie, biorąc pod uwagę jej zdesperowanie, ale... my to widzimy,
                czy Jan to widzi w taki sposób, jak my, widzowie, czy też jego
                interpretacja jest inna : widzi kobietę, która upatrzyła sobie jego, aby
                go wciągnąć we własne życiowe dylematy i rozpacze ? Ponoć zawsze
                z boku widać dużo lepiej...

                Czy on powinien uciekać tak bezceremonialnie ? Pewnie nie.
                Ale czy jest to tchórzostwo albo pójście na łatwiznę ?
                Umycie rąk, to żadne wyjście, ale i myślę, że to pytanie Jana :
                "czego pani ode mnie chce ? czego pani oczekuje ?" jest
                prawdziwe - on nie wie, jakie są jej intencje, widzi tylko, że to zmierza
                do jakiegoś uwiedzenia czy w każdym razie do szybkiego zblizenia
                [niekoniecznie seksualnego]... Może za szybko dla niego ? Może to
                nie te rejestry uczuć ?

                Na pewno jego życiowa droga, plany są tu ważne, niechęć do ich zmiany.

                Ale powstaje, wg mnie kluczowe pytanie : kim jest dla Jana Anna ? KImś
                znanym, bliskim ?

                Gdyby komuś bliskiemu odmówił, to rozumiem - cwaniak i gangster :]
                Ale to obca kobieta... I nie wiadomo, o co jej chodzi, czy ona chce, zeby
                on za nią decyzje podejmował ? chce się z nim całować ? chce z nim
                zamieszkać ? czego chce ? Bo każda z ww. opcji jest w jakiś sposób dla
                niego trudna do tak nagłego rozpatrzenia. Facet wraca z pracy i nagle zostaje
                "porwany", przyszpilony, babka siedzi i czeka że on jej rozpisze życie na
                dni i godziny.

                On mówi, że jakiś plan, cel trzeba mieć, ona to neguje i biadoli. Co on może
                dla niej zrobić ? Obcy facet dla obcej kobiety, do której być moze nic nie czuje ?

                Ma być człowiekiem, jak powiedziałaś. Tylko... co to znaczy, Siostro, w tym przypadku ?
                Bo każde zachowanie niesie ze sobą konsekwencje ? Pocałunek i się rozchodzimy ? Czy
                Anna by na tym poprzestała, czy zechciała nawiązać stałą relację ? A to już zmuszałoby
                Jana do zmiany planów życiowych. Przytulamy się i rozchodzimy ? A jutro ? Każdy czuły
                gest ze strony Jana mógłby zachęcić Annę do dalszego pogłębiania tej znajomości -
                a tego już Jan sobie nie musiał życzyć, choćby dlatego, ze była to sytuacja niespodziewana, nagła, a on postawiony w położeniu dośc trudnym, w którym nie jest partnerem, a
                człowiekiem wobec którego jest kreowane oczekiwanie konkretnych zachowań i reakcji
                uczuciowych z bardzo prawdopodobnym wariantem prolongaty. Trudna sytuacja. Dla obojga.
                • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 13.12.12, 14:48
                  Uff, trudno odpowiedzieć na wszystkie pytania :)

                  Masz wiele racji. Sytuacja jest bardzo skomplikowana. To prawda, że Jan jest przyciśnięty do muru. I boi się, że Anna będzie chciała czegoś więcej, na co on nie ma ochoty i ja to rozumiem.

                  Ale jest ta scena nieudanego pocałunku. To wyraźny sygnał, że Jan nie chce bliższej relacji. I Anna już to wie, więc sytuacja się wyklarowała. Nie wiem, może Jan mógłby zdobyć się choćby na banalne :"głowa do góry, niech się pani nie załamuje". Na jakiś ludzki odruch, mimo wszystko. Ale Jan wychodzi bez słowa.

                  Tak, to prawda, że jesteśmy skłonni pomagać tylko rodzinie i bliskim. Nie "obcemu". Bo może będzie chciał czegoś więcej, bo to, bo tamto. Mimo wszystko, trochę to smutne.




                  • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 14.12.12, 12:58
                    Siostro, Jan daje jej najlepszą radę na jaką go stać : niech pani znajdzie cel w tym życiu.
                    Ona nie umie, a przeciwnie nawet : tak jakby miała do niego pretensje, że jemu się udało,że
                    on potrafi, że jemu się czegoś chce, a ona cierpi na apatię...

                    Trochę to, istotnie, smutne, ale też i naturalne.

              • barbasia1 Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 13.12.12, 16:33
                Uważam jak Grek i Pepsic, Annie chodziło o coś więcej, niż zwykła pomoc w załatwieniu etatu. Rozpaczliwie szukała w Janie może nie tyle nadziei na ożenek (bo do tego droga daleka, jak słusznie mówisz Bronte) , ale po prostu czucia, bliskości (to imo symbolizowały sceny z robieniem węzłów, kiedy Anna przewiązywała się sznurkiem, którego koniec podawała Janowi, potem ewidentnie scena pocałunkiem) , męskiego ramienia. Szukała w Janie kogoś, kto wydobyłby ją z życiowego marazmu w jaki popadła, kto zastąpiłby nieudaną (sic!) próbę kariery naukowej, nadał sens jej życiu.

                cdn.


        • pepsic Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 19:03
          Chciałam Ci podziękować, że tę z pozoru mało zajmującą opowiastkę potrafiłeś przedstawić w tak interesujący sposób.
          :)
          • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 13.12.12, 14:03
            Jam tylko sługa uniżony :]]

            [dzięki, Pepsic]
      • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 11.12.12, 13:43
        Greku, świetnie napisane :)

        Tak samo odebrałam tę scenę z węzłem żeglarskim. Podobnie symboliczna jest scena z rybą.

        Wiesz, myślę, że ze strony Anny nie chodziło raczej o kwestie romansowe, chociaż faktycznie, w kulminacyjnej scenie prosi Jana, żeby ją pocałował. Jej zachowanie to raczej desperacka próba nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem.

        Jan zachowuje się bez zarzutu, stara się być uprzejmy, chociaż sytuacja robi się coraz bardziej krępująca. Widać gołym okiem, że z Anną jest coś nie tak. Ale Jan nie wychodzi poza konwenanse i okrągłe słowa.

        Pod koniec spotkania zdobywa się na odwagę i pyta Annę wprost: "czego Pani ode mnie oczekuje?". Ale tak naprawdę to brzmi jak: "czego do cholery chcesz ode mnie??". Nic dziwnego, że Anna próbuje się nieporadnie tłumaczyć. Bo jak mu powiedzieć wprost: "Jestem na granicy. Myślę o samobójstwie" ??

        Profesor w czasie rozmowy z Janem, kiedy namawia go do spławienia Anny, mówi, że to dobra okazja, bo przyda mu się więcej kontaktów z ludźmi. I coś w tym jest. Widać, że jest niemal przerażony, kiedy Anna zaprasza go do mieszkania i proponuje mu herbatę. Najchętniej by uciekł.

        Jan nie potrafi? nie chce? przekroczyć bariery, bezpiecznego dystansu, jaki go dzieli od innych. Wystarczyłoby po ludzku zapytać Annę: "co się dzieje? czy mogę pomóc?". Ale Jan nie jest w stanie tego zrobić.

        Przejmujący film. Rewelacyjny duet Komorowska-Zapasiewicz!
        • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 11.12.12, 15:13
          Dzięki, Siostro, aczkolwiek... trochę się wyrwałem przed szereg, bo może Ty miałaś
          chęć opisać ?

          A tak, ryba, pamiętam - ona nie wie, co z nią zrobić, on że można by zabić, ona że
          nie umie, on że "w końcu jest pani biologiem", ona że "owszem, ale nie rzeźnikiem", aż
          w końcu on sam sugeruje, że ryby pozbawić żywota by nie umiał [to tak ku pamięci i
          ku tym, którzy nie oglądali :)]

          Bardzo dobra, zajmująca interpretacja.

          Mnie ciekawi, czy on : nie jest w stanie - czy też nie chce jej pomagać, wchodzić w jej życie ? Mam wrażenie, że bardziej chodzi mu [jesli można wnikać w motywacje postaci fikcyjnych] o to, żeby jego własne sterylne, zaplanowane i uporządkowane życie nie doznało uszczerbku, żeby nic go nie zakłócało. Jako Mister Planowania chyba na te kwestie jest szczególnie wyczulony ?

          Dobry, mądry scenariusz, świetnie czujący atmosferę i psychologię aktorzy, dyskretna reżyseria... jak niewiele trzeba, żeby zrobić udany film :] Wystarczy tylko parę krzeseł, jakieś mieszkanko w bloku... no i sfatygowany "trabant" ;]



          • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 11.12.12, 15:26
            Nie, nie wyrwałeś się :) Czekałam na Twój tekst. Nie mam tak lekkiego pióra jak Ty :)

            Tak, Jan ma uporządkowane życie i czuje się w nim bezpiecznie. Bliższy kontakt z innymi ludźmi wiąże się z dawaniem: energii, czasu. A już zwłaszcza znajomość z osobą mającą problemy, taką jak Anna. Musiałby jej pomagać, wspierać ją, itd. Jan sądzi, że nie warto w to wchodzić, po prostu. I wielu ludzi tak kalkuluje.

            Oby Jan nigdy nie znalazł się w sytuacji, kiedy jemu powinie się noga i będzie potrzebował czyjejś pomocy.

            • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 11.12.12, 15:51
              Zwróciłeś uwagę na scenę, kiedy tłum sąsiadów kłębi się pod mieszkaniem Anny po przyjeździe pogotowia?
              Teraz nawet pies z kulawą nogą by się nie zainteresował :)
              • barbasia1 Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 00:46
                iostra.bronte napisała:

                > Zwróciłeś uwagę na scenę, kiedy tłum sąsiadów kłębi się pod mieszkaniem Anny po
                > przyjeździe pogotowia?
                > Teraz nawet pies z kulawą nogą by się nie zainteresował :)

                Tego rodzaju wypadki niezmiennie budzą sensację i gromadzą ciekawskich ludzi.
                • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 15:01
                  Kiedyś jednak ludzie znali lepiej swoich sąsiadów. Teraz panuje taka znieczulica, że chyba mało kto by zareagował.
                  • barbasia1 Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 15.12.12, 21:25
                    siostra.bronte napisała:

                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,140856065,141167988,Re_Za_sciana_w_miare_pelna_wersja.html
                    • barbasia1 Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 15.12.12, 21:26
                      Na uchodzący z mieszkania gaz na pewno dużo osób by zareagowało.
                • pepsic Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 18:55
                  Barbasiu, prawdopodobnie miałaś na myśli wypadek drogowy, coś około tego, a tu chodzi o inną sytuację, w której skłaniam się ostrożnie o tezy Siostry, że ludzie bardziej sa zainteresowani końcem własnego nosa, niż sąsiadem za ścianą, a jesli miałoby ich coś bardziej poruszyć, to stan posiadania tegoż sąsiada. Rzecz jasna, to tak w dużym uproszczeniu.
                  • barbasia1 Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 15.12.12, 21:22
                    Nie nie miałam na myśli wypadku drogowego, tylko sytuacje tego rodzaju , jak przedstawiona w filmie. Wiesz, jeśli ludzie przez dłuższy czas mieszkają w jednym miejscu to raczej znają swoich najbliższych sąsiadów, czy tych na swoim piętrze w bloku, i raczej mogliby liczyć na zainteresowanie (i gapiostwo) jakiejś części sąsiadów (którzy akurat są w domu) razie nieszczęśliwego zdarzenia. Obserwuje to u nas w trzech klatach w naszym bloczku, a nawet dalej. Ale oczywiscie różnie to bywa w różnych miejscach.

                    Niewąpliwe czasy w jakich żyjemy, potworne tempo życia i mnóstwo nie sprzyja kontaktom sąsiedzkim, międzyludzkim.

                    :)
            • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 14:31
              o, kokieteria :]

              widać także, że jemu bardziej w głowie bardzokrótkoterminowe relacje z
              młodymi pannami "myjącymi okna z nogami na wierzchu" :]

              Wiesz, pytanie jest takie, na ile on miałby odczuwać jakiś rodzaj
              obowiązku jej pomagać ? musiałby się w niej zakochać, a tymczasem
              ona chce od niego jakiejś jałmużny, trudno powiedzieć, czy nawet
              jako człowiek empatyczny nie czułby się nieswojo będąc adresatem takich
              zachowań ?

              • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 15:25
                Widzę to trochę inaczej. Staram się zrozumieć Jana, miał swoje powody, żeby się tak zachować. Postępowanie Anny mogło go przytłoczyć. A jednak mam do niego pretensje. Bo zawiódł jako człowiek.

                Pytanie "na ile on miałby odczuwać rodzaj obowiązku" jest przewrotne. Bo sugeruje, że skoro nie ma takiego obowiązku, to po co to robić. A więc po co w ogóle pomagać innym?

                Nie do końca się zgadzam z tym co napisałeś, że Jan "musiałby się w niej zakochać". Dlaczego tak uważasz? Może to są tylko jego obawy. Kiedy ją odwiedza, już po próbie samobójczej Anna mówi : "to nie jest tak jak Pan myśli, Pan jest w porządku". Co , moim zdaniem potwierdza, że Annie chodziło o coś innego, coś o wiele ważniejszego. Używając górnolotnych słów, o ludzką empatię, solidarność w trudnych chwilach?

                Ciekawe, jak wyglądałby ten film, gdyby to był duet dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn, bez żadnych podtekstów romansowych.



                • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 15:31
                  Dokładniej: "to nie jest tak jak Pan myśli", czyli próba samobójcza nie miała związku z tym, że ją odtrącił jako kobietę (scena nieudanego pocałunku).
                • pepsic Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 19:00
                  Wybacz Siostro;), tym razem trzymam stronę Greka i sądzę, że pretensje pod adresem Jan sa trochę na wyrost. Nie da sie zbawić całego świata, na dodatek wbrew sobie, tym bardziej, że nie był drastyczny przypadek, a poza tym Jan miał prawo poczuć sie jak bluszcz.
                  • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 12.12.12, 19:08
                    Wybaczam :) Wiedziałam, że będę w swojej opinii raczej odosobniona.
                • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 13.12.12, 13:55
                  Siostro, ona chciała, żeby on się z nią całował :]
                  Tutaj wyraźnie w grę wchodził wątek "pozaludzki" ;]
                  Nie powiedziała "niech pan mnie przytuli" - chciała z nim "łatać oponę".
                  może by przegnać kryzys, może by "poczuć ciepło drugiego człowieka"...
                  ale podchodziła do niego, jak do męzczyzny, a nie jak do człowieka.

                  Jan miał pełne prawo się zawahać, bo ten pocałunek czy zaangażowanie
                  pełne w jej życie mogłyby nieśc ze sobą poważne konsekwencje - musiałby
                  w jakimś stopniu swoje plany zmienić, uwzględnić w nich ją i jej potrzeby,
                  jej interesy. NIe był na to gotów, ot tak, z biegu, znienacka.

                  On został zaskoczony przez nią. Nagle, w sumie obca kobieta chce żeby ją
                  całował, pyta o rady życiowe, sugeruje, że ma cięzki problem i idzie z tym
                  do niego... Jasne, mógłby wykazać więcej empatii, może mniej asekuracji, ale
                  z drugiej strony - jej słabość i rozchwianie ma alibi, a jego bycie zaskoczonym i
                  pewien rodzaj ostrożności - nie ? :]

                  Myslę, że "musiałby się w niej zakochać", bo wtedy mógłby się zdobyć na
                  zaangażowanie. Mógłby się przejąć jej losem. Mógłby poczuć coś więcej niż
                  niemiły obowiązek, od którego lepiej się jednak wykręcić.

                  Ona tymczasem z głupia frant zaprasza go do domu, przetrzymuje, szantażuje,
                  a na końcu atakuje twarzą ;]

                  Wiesz, ja myślę, że to jest właśnie istota problemu : żadne z nich nie jest winne
                  tej sytuacji, winna jest sama sytuacja.
                  Ona ma kryzys i jest usprawiedliwiona w desperackim szukaniu bliskości, ale
                  i on ma swoje racje - nie ma powodów, by zmieniać swoje życie dla obcej
                  w sumie kobiety, do której nic nic czuje, i w relację z którą został przez nią
                  podstępnie wmanewrowany.

                  Oboje nie ponoszą winy za fiasko. To może jest najbardziej dramatyczne, ze
                  ich postawy da się wytłumaczyć i przyznać im własne słuszne racje. Zatem :
                  on pozostaje chłodnym i wyrachowanym pracoholikiem, ona zdesperowaną bankrutką życiową i... nie ma winnych, bo to samo życie.

                  A to ciekawe, rzeczywiście.
                  Pewnie inaczej, jesli wątek erotyczny nie wchodziłby w grę.

                  Ja jestem też ciekaw, jakby to było, gdyby odwrócić role i mężczyznę ustawić w roli
                  rozpaczliwej ?
                  • siostra.bronte Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 13.12.12, 14:09
                    Celne uwagi :)

                    Tak, to prawda, oboje może wytłumaczyć, bo mają swoje racje. Ale efekt jest jaki jest: Anna zostaje sama w kompletnej rozsypce, a Jan wraca do swojego sterylnego życia. Tak, samo życie. Nikt nie jest winny.

                    Z pewnością gdyby Anna nie była tak zdesperowana, to nie wystraszyłaby Jana. Ale zaszła już za daleko, u progu samobójstwa nie da się już grać, udawać kogoś innego.

                    Tak, też myślałam o odwróceniu ról :)


                    • grek.grek Re: "Za ścianą", [w miarę] pełna wersja 14.12.12, 13:01
                      Otóż to.
                      Zderzyły się rzeczy do siebie nieprzystawalne, potrzeby nie do pogodzenia, inne sposoby
                      widzenia świata i siebie w tym świecie, inne doświadczenia.
    • grek.grek Californication sez 5 odc 9 12.12.12, 12:13
      Jest to odcinek straszny ;]

      Już poranek zapowiiada dzień pełen grzmotów.
      Łysy chce reprezentować interesy Tylera, chłopaka córki Hanka, który właśnie napisał
      niezły scenariusz filmowy [poprzednie odcinki], oceniony pozytywnie przez samego Hanka, ale
      i także przez Eddiego Nero, hollywoodzkiego aktora młodej generacji, zgłaszającego ochotę, by zagrać w ekranizacji tegoż scenariusza. Szykuje się niezły biznes i spory procent dla impersario, na którego zdecyduje się Tyler. Łysy bardzo by chciał, bo póki co ma w swojej "stajni" tylko nieaktywnego Hanka i wielką pustkę. Moody jest kategorycznie przeciw takim pomysłom, "ze względów osobistych", a zapewne chodzi po prostu o to, że nie lubi konkurencji ;] Hank właśnie się spieszy na plan tego filmu Samuraja, do którego napisał mu scenariusz, więc porusza się szybko i zamaszyście, a Łysy w piżamie dostaje same werbalne ciosy w nos, jest tytułowany pogardliwym "agencie !", a przy drzwiach dostaje cios jest najmocniejszy : "Charlie, dlatego, ze tak się zachowujesz... ludzie cię nie lubią" ;]

      Łysy jest trochę rozżalony odmową Hanka, próbuje się pocieszyć seksem w jacuzzi z młodą opiekunką swojego syna, ale też mu to nieskoro idzie, bo cały czas na głowie ma ten scenariusz, potencjalne zarobki i karcący wyraz twarzy Hanka, kiedy go namawiał do całego interesu.

      Tak czy owak, Charlie postanawia działać - spotyka się z Tylerem w swoim bieurze. Tyler kurtuazyjnie powiada, ze "imponujesz mi, bo jesteś agentem Hanka Moody'ego" i wyraźnie wydaje się, że chłopak jest zainteresowany współpracą z Łysym, ale ten cały czas ma
      na głowie tę odmowę Hanka, więc nie może się zgodzić... Myśli jednak zażarcie o tej kasie, który - być może - jest na wyciągnięcie ręki i żeby dać sobie więcej czasu i zebrać się na odwagę zaprasza Tylera na drinka do baru. Siedzą tam, rozmawiają, Tyler zachwala swoje
      możliwości, aż w końcu Łysy decyduje się, wbrew Hankowi, oficjalnie zaproponować Tylerowi współpracę. I to jak "będę dla ciebie jak matka i ojciec, będą rekinem, który zagryza smoki" ;]

      Tyler na to... zastanawia się i powiada Łysemu w te słowa : jeśli chcesz być moim agentem, to podejdź do tamtego [wskazuje atletycznego gościa przy stole bilardowym] faceta i powiedz mu, ze "marzysz, żeby mu zrobić laskę i wypieścić tyłek" :]] Dobra, wiem, jak to brzmi, ale mina Łysego jest bezcenna. Waha się, kto by się NIE wahał ;]] Ostatecznie, rozpaczliwie rzuca "dobrze, zrobię to !", do czego zdolny jest człowiek żeby te parę groszy przytulić...

      Idzie więc Charlie krokiem skazańca do tego kulturysty i półgębkiem proponuje mu to, co kazał Tyler. Gość każe mu powtórzyć, Łysy zbiera w sobie całą odwagę świata i wprost mówi, o co chodzi. Facet patrzy na niego, jak na kosmitę i rzuca chłodno "ty chyba sobie jaja robisz ?", na co Łysy wybucha donośnym śmiechem "tak, tak, to dowcip !!". Ma nadzieję, ze mu się uda umknąc cało. Ale facet patrzy na niego i cedzi "jak mówiłeś ?.. zrobić laskę ?" - zastanawia się, a Łysy dorzuca uroczystym tonem "tak, i wypieścić tyłek !", nie zauważa, że wokół nich zebrała się już grupa kolegów tamtego gościa. I znienacka cała ta banda łapie go i wynosi na zaplecze baru.

      Po jakimś czasie Łysy wraca, wymięty i wypluty... Tyler pyta, co się stało ?, na co Łysy opowiada jak go zanieśli w zaciszne miejsce i obili mu twarz... zgadnijcie : czym mu ją obili ? Tak, domyślacie się trafnie, tym [czy raczej : tymi] mu ją obili.
      Ale... poniósł ofiarę, w imię wyższego celu. TEraz niech Tyler podpisuje umowę i sprawa załatwiona. Tyle, że Tyler... nie chce podpisać :] MÓwi "jak mógłbym powierzyć moje sprawy agentowi, który daje się w taki sposób poniżyć ?.." - co za przewrotny smarkacz... I Łysy tego już nie zniesie. Skacze na Tylera, rzuca mu się do gardła i wrzeszczy "właśnie przeszedłem piekłow, więc podpisz albo cię zabiję !" - chłopak jest autentycznie przerażony. Zgadza się natychmiast.

      Hank nie ma lżej tego dnia.
      Nie dośc, ze musi siedzieć i patrzeć na beznadziejne sceny głupawych pościgów na planie tego gniota, do którego napisał scenariusz, to jeszcze pan i władca Samuraj w którymś momencie stwierdza, że mu dialogi nie pasują, ze są do chrzanu i że Hank musi je napisać od nowa. Moody dostaje na to kwadrans. Siada w przyczepie i głowi się, co by tu błyskotliwego nadziergać... kiedy pojawia się aktoreczka, grająca jakąs małą rolę. Oplata Hanka swoimi kobiecymi walorami i sugeruje, że Moody powinien tak zmienić scenariusz, aby mogła ona więcej mówić. Robi Hankowi masaż, wiadomo że spięcie w okolicy ramion źle wpływa na pracę mózgu ;]... i Hank dostaje przypływu mocy twórczych, coś tam dziobie, a kiedy kończy, to ona jest na tyle zadowolona, że postanawia Hankowi podziękować, tak jak aktorki w Hollywood umieją najlepiej, a zatem z silikonem na wierzchu pcha się z botoksem do jego rozporka... Hank nie mówi "nie", ale do niczego nie dochodzi, bo do przyczepy wkracza Stu [facet Marcy, żony Charliego, producent filmowy] , razem z nim reżysere i robi się awantura... Reżyser zarzuca Hankowi "złamanie reguł" - okazuje się do aktoreczki już się ustawiła kolejka, a Hank wdarł się na jej czoło zupełnie bezprawnie :] Stu wyrzuca na kopach tego awanturnika, scenariusz mu pasuje, ale kłopoty Hanka dopiero się mają zacząć...

      Dostaje telefon, że ma się stawić w willi Samuraja. Jest tam już sam boss i jego banda, siedzą i lulki palą, Hank włazi do środka, zaczyna się tłumaczyć z tych dialogów, co Samurajowi były nie w smak, ale problem jest inny - ta aktoreczka :]

      OPrychy Sama łapią Hanka za nogi i wywieszają głową w dół z balkonu 10 piętra - Samuraj zaś klaruje mu, że jeśli jeszcze raz wlezie mu w paradę, to poleci w dół. To Samuraj ma prawo pierwszej nocy z aktoreczką ;]] Hank wpakował się przed bossa, no jak to tak, to obraza majestatu... Hank jest w szoku, obiecuje "już nigdy więcej !", ale i tak dobrze, że Samuraj nie wie, o romansie Hanka z jego piosenkareczką Kali, to by dopiero się działo, hehe.

      Po tej lekcji pokory - Samuraj zamyka się sam na sam z Hankiem w pokoju. Klaruje mu, że nie mógł postąpić inaczej, bo straciłby szacunek w oczach swoich ludzi, więc niech tam się Hank nie obraża i nie marudzi, a zrozumie rzeczywistość. Na koniec, żeby grę pozorów maksymalnie uwiarygodnic, Samuraj powiada, że musi Hanka walnąć - i wymierza mu siarczysty cios na wątrobę, który Hank przyjmuje tak, jak się takie ciosy przyjmuje. Czyli, z trudem :]

      Po powrocie na plan MOody dostaje wieść, że jego dialogi nie trzymają się kupy, że scenariusz nie pasuje, i że... zostaje zwolniony, a na jego miejsce ma przyjśc, i scenariusz dopracować - Tyler :]

      Pojawia się... sterany życiem ;] Łysy. Próbuje porozmawiać z Moodym, który już wie, że Łysy skaptował Tylera, ale Hank oznajmia mu, ze go wyrzuca : "zwalniam cię, Runkle, jako agenta, i jako przyjaciela". Czyli, zrobił to, co robi średnio raz na tydzień od wielu lat :]

      Gdzie może pójśc zdradzony i wysiudany mężczyzna w średnim wieku ? racja. Do córki pracującej za barem. I tutaj dopiero Hank przeżywa dobre chwile tego dnia - Becca dziękuje mu,że pomógł Tylerowi [hehe, żeby to prawda chociaż była...] i w ogóle, że ojciec z niego pierwsza klasa. Pojawia się tajemniczo uśmiechnięta Karen. Razem z nią pojawia się idea, aby wybrac się do kina na jakiś film. We trójkę z Hankiem. Moody kokieteryjnie kręci nosem, ze "akurat filmy, w tym momencie, kojarzą mi się ohydnie...", ale przecież nie moze się nie zgodzić, skoro ma iśc w takim towarzystwie. No i idą, Ich Troje, heh.

      Rollercoaster - co chwila ktoś sie zgadza, potem nie, za chwilę znów na opak, a stosunki Hanka z córką i kobietę jego życia... twistują bez opamiętania :]

      jeszcze 3 odcinki i pewnie z 9 zmian sytuacji.

      Zdjęcia z odcinka są na czeskiej stronie serialu :
      www.ceskatelevize.cz/porady/10438586159-californication-v/212381475460009-bijak/
      • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 9 12.12.12, 23:20
        > Jest to odcinek straszny ;]

        He,he :)

        Straszny dlatego, że Hank znów powoli schodzi się z Karen?

        Czy może z powodu Łysego i że oni jego tego tamtego tymi owymi... Ufff!
        Ożeż! Jakiego ja serialu fanką jestem!? ;/

        > OPrychy Sama łapią Hanka za nogi i wywieszają głową w dół z balkonu 10 piętra

        Hehehe! A to ładne musiało być:))


        Dzięki! Dzięki :)
        • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 9 13.12.12, 13:34
          z wszystkich powodów naraz ;]

          żartuję - zdecydowanie z powodów mrożących krew w żyłach przygód
          Łysego i Hanka :]

          cała przyjemność z mojej strony, jeszcze 3 odcinki zostały, ależ to
          poleciaałoo...
          • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 9/ Dexter 10 ? 13.12.12, 15:59
            >jeszcze 3 odcinki zostały, ależ to poleciaałoo...

            Właśnie!

            A sezon 7. za czas jakiś. :)



            A co z Dexterem, Greku? Siekiera nad nim zawisła i co dalej? Co dalej?
    • grek.grek "ROdzina Połanieckich" odc 5 12.12.12, 13:45
      Jakże mi szkoda dzielnego pana Maszki... oto żeni się on z panną Krasławską, licząc
      na "200 tysięcy rubelków", a tymczasem po ożenku okazuje się, że Krasławscy mają
      na koncie zaledwie 9 tysięcy, a panna K. nie ma żadnego posagu. Załamany Maszko
      pisze więc do Stacha, że niebawem przyjdzie mu ogłosić osobiste bankructwo.

      Co innego Połaniecki. Razem z Bigielem robią pierwszorzędny biznes na dostawach zboża
      do Niemiec i podwajają swój kapitał. Bigiel montuje na ścianie "system Bella", czyli prototyp
      telefonu i rzuca "kiedyś kobiety będą przepadały za tym urządzeniem" ;], a Stach... no cóż, on się żeni z Marynią. Zdenerwowany jest strasznie, mankiety mu się zawijają, kołnierzyk rozpina, reszta się nie dopina, panika absolutna, którą pomaga mu ogarnąc Bigiel, a nieco złagodzić "wieczór kawalerski" w firmie - ograniczający się wszelako do wypicia lampki szampana ze wspołpracownikami oraz odebraniu prezentu w postaci jakiejś rzeźby czy czegoś takiego. Striptizerek nie było ;]

      Ona zaś jak aniołek w białej sukni, i tylko musi wysłuchać rytualnej opowieści swojego ojca, który rzewnie powiada "mam nadzieję, że chociaż znajdziesz kiedyś czas,zeby odwiedzić mój grób" :] Ale to jego ceremoniał, po którego odprawieniu, spieszy z gratulacjami.

      Jakoś szybko ten ślub machnęli, szast prast, bez żadnych ceregieli i przedłużeń, tak że od razu akcja przenosi się do Italii, gdzie POłanieccy spędzają miesiąc miodowy. Rzym, Wenecja, Gondol Jerzy, uliczki, wnętrza, kanały, architektura... Normalnie wypas ;]

      Spotykają tam profesora Waskowskiego, który pełni rolę przewodnika, oraz Bukackiego, który pełni rolę marudy [o związku Maryni i Stacha "ona go kocha tysiąc razy bardziej, on będzie dawał się jej kochac, bo uważa, że to cnotliwe, a ona będzie go kochała, bo to dla niej obowiązek"]. Widać, że czuje się on coraz gorzej, blady jest jak trup, co POłaniecki kojarzy raczej z nadużywaniem mieszkanki kokainy i wina niż z faktyczną chorobą, ale kiedy Bukacki doznaje ataków paraliżu - zmienia zdanie i w powadze towarzyszy przyjacielowi do ostatnich chwil. Yes, Bukacki umiera. W ostatnich słowach opiewa miłośc "ach, ta moja swoboda, kobiety, podróże, jakaś to marność... żeby mieć jedno kochające serce, to jest prawdziwy skarb", myśli głośno o spożytkowaniu swojego majątku na cele społeczne, a potem odejmuje mu mową całkowice, wkrótce później ląduje tam, skąd żaden podróżny nie wrócił,że tak patetycznie to zatytułuję :] A jeszcze parę dni wcześniej, Połaniecki namawiał go na odkupienie od Maszki praw do Krzemienia, co Bukacki skomentował "jesli to zrobię, on znów wróci do udawania wielkiego lorda, co będzie nudną komedią, ale jeśli tego nie zrobię - jego związek małzeński czeka nieuchronna tragedia, więc... sam rozumiesz - nie mam wyjścia" - nie powiedział nic poza tym,więc możliwe, że wybrał jednak komedię :] A to dawałoby nadzieję, że Krzemień wróci do właścicelstwa Pławickich.

      Tak czy owak, Bukacki się kończy, a szkoda, bo nadawał tej całej historyji wiele ciekawych kolorów. Pan Maszko zniknął w tym odcinku niemal całkowicie, a zatem role drugoplanowe przypadły tym razem nowym postaciom, poznanym przez świeżo upieczonych małżonków podczas ich tournee po Włoszech.

      POjawia się więc najpierw malarz Świrski [Leonard Pietraszak w tej roli]. Wiecie... malarz... do tego nazwisko obiecujące ;]... sądziłem, że wniesie werwę, seks i nieobliczalnośc, a tutaj... werwa ograniczyła się do machania pędzlem malarskm, seks do klepnięcia w osłoniętą wieloma warstwami sukni, pupę jakieś pani na ulicy [Janda ją zagrała, epizodzik; no chyba, że ta pani jeszcze wróci], a nieobliczalność skupiła się na wskoczeniu do baseniku w termach/łaźni, zamiast statecznego doń wejścia. Słowem, najlepiej wypada tutaj pracownia malarza Świrskiego - przestronna, urządzona, z oknem w typowo włoskiej manierze, idealne miejsce, zeby setkami przyjmować urodziwe modelki i malować je, koniecznie akty, a potem zapraszać na inne atrakcje tego domu rozrywek ;] A tutaj... Pan Świrski jest... porządny - maluje duże portrety i nic poza tym. Oczywiście zachwyca się Marynią, od pierwszego wejrzenia i koniecznie chce ją namalować. W ubraniu. Ją. Sam też nie zamierza się rozbierać. Mówiłem, że nic się nie dzieje ;]

      Nieporządna potencjalnie może być poznana u niego pani Aneta Osnowska [Ewa Szykulska] - męzatka, ale z mężem-pierdołą, więc rozglądająca się ciągle za innymi facetami. W oko wpada jej POłaniecki, więc wodzi za nim wodzicielami, prosi, zeby ją do drzwi odprowadzał, płaszczyk zakładał, paseczków do płaszczyka zapięcia szukał muskając tu i ówdzie "niechcący"... Aż nagle rzuca "co ja panu zrobiłam, ze mnie pan tak traktuje ?", zaproszenie do flirtu, ale Połaniecki odparowuje "nic mi pani nie jest w stanie zrobić", a zatem - pass. Ale zapewne nie jest to jej ostatnia próba.

      Sam Stach również nie próżnuje, przyglądając się dość intensywnie świeżo poślubionej żonie
      pana Maszko i stwierdzając, ze "wygląda bardzo korzystnie". Romansik na boku ? No bo Marynia to nieeee, gdzież jej w głowie, zona przy męzu, wzór i ideał :]

      Pojawia sie postać młodego poety Zawiłowskiego, autora obiecującego, zatrudnionego przez Połanieckiego i Bigiela do korespondencji biznesowej, z powodu znajomości przez niego trzech językow obcych. Natchniony młodzieniec pracuje, pisząc jednocześnie pod spodem kolejne wiersze, wszyscy na to przymykają oko, trzeba wszak pomóc młodemu człowiekowi, skoro talent ma, ale goły jak święty turecki.

      I z tymże Zawiłowskim romansować zaczyna uczennica malarza Świrskiego, a jednocześnie kuzynka czy kto tam pani Osnowskiej, nazwiskiem niepolskim - Castelli, imieniem Lineta. JUż w Warszawie, dokąd Osnowscy i Castelli przyjeżdzają w ślad za POłanieckimi - spotykają się w dworku z wielkim parkiem, gdzie puszczają latawce, piknikują, ględzą, i panna Castelli zwierza się Osnowskiej, ze ten Zawiłowski "moze i dobry poeta, ale surdut na nim źle leży, a i imie... Ignaś", Osnowska powiada, że to przesadne zarzuty, a panna Castelli w oczywisty sposób durzy się w Zawiłowskim, tylko, jak to dziewczyny młodej daty [ech, ja stary pierdziel ;)], swoje uczucia owija w bardzo kąśliwą bawełnę. Wkrótce jednak już otwarcie ze sobą kręcą, Zawiłowski sie do niej na kolanach modli, bo z niego taki new romantic, co to kobietę na piedestale niedosięgłym stawia, a ona jest cała szczęśliwa, że znalazła kandydata na męża - że też tam u tego Sienkiewicza od razu musi być "mąz i żona" i bez żadnych opcji... pośrednich ;]
      Kiedy Zawiłowski opuszcz dworek spotyka go mąz Osnowskiej, proponuje mu, żeby jeszcze nie wychodził, żeby raczej wrócił i dotrzymywał towarzystwa pannie Castelli [która maluje jego portret, tak przy okazji]. Zawiłowski wraca, i widzi panią Osnowską, a u jej podnózka wzdychacza [jest to zresztą wzdychacz etatowy, który już startował do Maryni, i wygląda na takiego, co startuje do wszystkiego, co nie jest mężczyzną] - wzburzony wychodzi. Czy z daleka pomylił Osnowską z Castelli ? Czy może oburzyły go obyczaje w miejscu, w którym i tak czuł się lekko obcy i nie-z-teg-świata ? Pewnie się niebawem wyjaśni.

      Jest świetna - bardzo imponująca w dekoracje, stroje, pojazdy konne i całą stertę małych gestów okreslających ówczesną obyczajowość - scena wyścigów konnych, na które zjeżdzają się powozami rozmaici "państwo". Stach przegrywa 20 rubli, co go rozbawia, Pławicki wygrywa,a Maszko dumnie oświadcza "a ja nie grałem" [bo żeby grac, pani Hipolicie, to trzeba mieć za co, a pan jesteś golas ;)], Marynia szczęśliwa, zaś poeta Zawiłowski spotyka swego krewnego, wuja czy kogo tam, z którym szybko wdaje się w sprzeczkę i opuszcza całą zabawę.

      Wreszcie, w finale odcinka, wychodzi na jaw, ze Marynia jest w ciązy.
      Jak to się stało, skoro, wygląda na to, u Sienkiewicza seks polega na całowaniu się po rękach i uściskach przyjacieskich ? ;]] Ktoś powiedział, ze moment, w którym żona łapie swojego męza za policzek, a nie za tyłek, zwiastuje koniec związku. Jesli tak, to Marynia i Stach skończyli zanim zaczęli ;]
      • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 00:28
        Tadeusz Boy-Żeleński sparodiował w "Słówkach" "Rodzinę Połanieckich"!

        Otóż i ten tekst:

        Dziwna przygoda rodziny Połanieckich.
        „Noc karnawałowa w zacnym polskim domu. Z przyległego salonu dochodzą dźwięki walca, głos wodzireja ryczący egzotyczne nazwy figur kotylionowych, szelest sukien falujących w tańcu itd. Siedziałem, wpół drzemiąc, w wygodnym fotelu; wtem coś mignęło, zaszumiało tuż koło mnie i jakaś zapóźniona para przemknęła jak wicher, wywracając w pędzie, o zgrozo, butelkę doskonałego starego koniaku, którą zarezerwowałem do prywatnego użytku. Szacowny napój począł spływać powoli, oblewając strumieniem wspaniałą Prachtausgabe, leżącą jak przystało majestatycznie na stole polskiego domu. Spojrzałem: była to Rodzina Połanieckich. — Patrzałem z melancholią na grube welinowe karty, ociekające złotawym płynem, gdy nagle zdało mi się, iż słyszę najwyraźniej jakieś szmery, jak gdyby głosów wychodzących z kartek książki:
        — Panie Stachu!
        — Co, panno Maryniu?
        — Coś panu chciałam powiedzieć… W jednej chwili tak mi się strasznie w głowie zakręciło…
        — Dziwna rzecz, bo mnie także… To pewno z tańca.
        — Panie Stachu…
        — Co, panno Maryniu…
        — Kiedy się wstydzę…
        — Nie wierzę, żeby panna Marynia mogła coś takiego pomyśleć, czego by się musiała wstydzić…
        — Pan Stach taki dobry, że tak o mnie myśli… ale ja nie jestem taka… tak gdzieś głęboko, głęboko, to ja jestem bardzo zepsuta…
        — Moja dziecino droga…
        — Panie Stachu… ja chciałabym za mąż iść…
        — Pójdzie pani, panno Maryniu…
        — Ale ja chcę zaraz…
        — Moja złota panno Maryniu, i ja także chciałbym, tak chciałbym, żeby pani znów wróciła ze mną do swego ukochanego Krzemienia…
        — E, głupstwo Krzemień… nudna dziura… to nie dlatego… Aj, strach, jak mi się w głowie kręci… Panie Stachu —
        — Co, panno Maryniu?
        — . . . . . . . . . . . . . .
        — . . . . . . . . . . . . . ?
        — A bo czemu mnie pan Stach nigdy nie przytuli, nie popieści…
        — Moja droga panno Maryniu… moja, bardzo moja… moja głowa najdroższa…
        — Ale nie tak, panie Stachu, tak mocno, mocno, nie tak jak porządną kobietę, tak inaczej jakoś… ja sama nie wiem jak…
        — Nie można, panno Maryniu… służba boża…
        — A, prawda… służba boża…
        ***
        — Oh, oh, oh, oh, (szlochanie).
        — Maryniu, dziecko, co ci jest, dzie-dziecinko mo-moja. (Jakoś mi staremu język się plącze. I w głowie mi się czegoś nagle kręci. Pewnie będzie burza).
        — Oh, oh, oh, panie profesorze, panie Waskowski, ja jestem taka nieszczęśliwa (szlochanie).
        — Cóż to pannie Maryni jest? Niechże się przytuli do swojego starego profesora. O tak, jeszcze bliżej…
        — Oh, oh, oh, panie profesorze, Stach mnie nie kocha…
        — Co też Marynia za głupstwa plecie? Stach Maryni nie kocha? On, najmłodszy z Ariów?!
        — A nie kocha…
        — Co w tej głowie dzisiaj… Kto by nie kochał mojej dzieciny złotej?
        — A Stach nie kocha (oh, oh, oh). Zresztą za co by mnie kochał…
        — Iii! grzech takie rzeczy mówić! Za co? Oj ty, ty, ty. Za co? A za te oczka śliczne, a za to pysio różowe, a za ten karczek… a za te piersiątka… za te bioderka… za te nóżki małe… a za te łydeczki… ti, ti, ti… ty Aryjko mała, ty szelmutko jedna… a jak się to stroi, jakie to koronki, jakie hafciki… jakie majteczki… Ty, ty, ty kokotko mała…
        — Panie profesorze, co pan robi… zobaczy kto… tak mi się strasznie w głowie kręci…
        — Będzie burza…
        ***
        — Panie Stachu!
        — Co, Lituś?
        — Tak mi jakoś dziwnie w główce…
        — Chodź, kociaku, na kolana…
        — A będzie pan Stach pieścił kociaka…
        — Będę, Lituś.
        — Tak dobrze u pana Stacha! Tak przyjemnie! To podwiązka. Panie Stachu, co pan robi… Nie można… nie można… panie Stachu… Panie Stachu! a jak ja powiem cioci Maryni, to co będzie?… Ha, ha, ha!… jaką pan Stach ma teraz niemądrą minę! A nieprawda, bo nic nie powiem, bo pana Stacha kocham i panu Stachowi wszystko wolno… I mnie tyż wszystko wolno, bo ja młodo umrę. Tak mi się w głowie kręci, jak wtedy na imieninach, jak piłam szampan… Panie Stachu, tak dziwnie… tak przyjemnie… pan taki strasznie kochany… co pan robi… Panie Stachuuu…

        ***
        — Bukacki! słuchaj no, co to jest?… co się tu dzieje? czy mnie się kręci w głowie, czy co, ale tu tak jakoś dziwnie…
        — Nie przeszkadzaj im, Pławisiu, chodź na miasto… Pojedziemy… wiesz, staruszku… tam…
        — Nie, nogi mi się czegoś plączą…
        — No to zagrajmy w pikietę.
        — Ale z rubikonem.
        — Z rubikonem, staruszku, z rubikonem.
        ***

        Szepty i szmery ucichły. Widocznie Rodzina Połanieckich, podeschnąwszy trochę, odzyskała równowagę duchową zachwianą na chwilę zetknięciem się z kilkoma kroplami starego koniaku. Podniosłem się z fotela i uczułem, że mnie samemu nogi się cokolwiek plączą…”

        „Słówka” (fragm.)

        ("Słówka" w całości są w internecie, na wszelki wypadek nie linkuję )

        :)
        • siostra.bronte Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 13:34
          :)))
          • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 15:31
            :)))

            Bronte, co robiłaś 13 grudnia roku pamiętnego? Jeśli możesz nam zdradzić?

            :)
            • siostra.bronte Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 14.12.12, 00:08
              A dlaczego akurat mnie pytasz? Hehe. Tak, wiem, jestem tu chyba weteranką. Was pewnie jeszcze nie było na świecie :)
              Chodziłam wtedy do ogólniaka. To zdaje się była niedziela (?), więc siedziałam w domu. Włączyliśmy rano tv, a tu komunikaty o stanie wojennym.
              Pamiętam, że zima była ostra i było bardzo dużo śniegu, prawdziwe zaspy.
              A tak ogólnie, już od dłuższego czasu panował ogólny chaos i coś wisiało w powietrzu. Ale byłam zbyt młoda, żeby to wszystko zrozumieć.

              • pani_lovett 13 grudnia 1981 14.12.12, 19:54
                A widzisz, nie powiedziałam Ci, myśmy tu w ubiegłym roku opowiedzieli sobie naszym dniu 13 grudnia 1981 roku.

                Tak, to była niedziela, śnieżna zima, pamiętam , bo mi mama pozwoliła trochę postać przed klatka po południu i zabroniła na krok się oddalać, a ja, pamiętam, bardzo chciałam iść do miasta, do centrum zobaczyć te czołgi na ulicach, o których tatko mówił mamie (z tym, że u nas żadnych czołgów nie było).

                Wszyscy byliśmy już na świecie. Z tym, że Grek słabo się jeszcze orientował w świecie poza ramionami jego mamy i nie wiedział nawet co telewizor, w co aż trudno mi uwierzyć. ;)

                Zupełnie wyjątkowo ten dzień przeżyła Pepsic, akurat w tym dniu znalazła się w podróży ...

                A co opowiadała Mania? Nie przypominam sobie! Opowiadałaś, Maniu, o swoim 13 grudnia?

                :)
                • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 15.12.12, 13:49
                  Haha, dzięki :)
                  • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 15.12.12, 15:02
                    :)
                    Maj pleże.
        • grek.grek Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 13:36
          haha ;]

          Możliwe, że to parodia książkowych wygibasów autora, w co bym uwierzył nawet bez czytania, bo
          akurat Sienkiewicz mógłby sobie na to zasłużyć.

          W filmie jest tych ckliwostek i tanich czułostek zdecydowanie mniej.
          • pani_lovett Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 14.12.12, 21:36
            Otóż, jak mi podpowiada profesor Henryk Markiewicz, "wytworzona dyskretnymi środkami niepowszednia wówczas w powieści polskiej atmosfera zmysłowości, wielorakich napięć erotycznych między bohaterami" to akurat jeden z walorów "Rodziny Połanieckich" Sienkiewicza.

            Ostrze satyry Boya wymierzone jest tu w coś innego, a mianowicie w moralizowanie Sienkiewicza. Kwestie moralności małżeńskiej, tradycyjne postawy i zasady ("i to w swym intelektualnie płytkim i konformistycznym wydaniu") w powieści znalazły się bowiem na pierwszym planie powieści ...

            Boy kpi sobie z bohaterów Sienkiewicza, pokazuje jak (pod wpływem alkoholu, koniaczku, który wylał się na książkę) ich niezłomne zasady moralne nagle zaczynają się łamać. W zacnej Maryni, ideale żony i przyszłej matki Polki (wzorowanej na żonie Sienkiewicza Marii, jednej z żon, jednej z trzech Marii), budzą się wysoce nieprzyzwoite żądze i pragnienie, a zacni panowie niepohamowanie wkładają ręce pod krynoliny pań...

            :)





            • grek.grek Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 15.12.12, 15:12
              yes :]
              w tym kontekście, również, brzmi to zabawnie, i jak finezyjnie.
              Pisarz, który amputuje swoim [choćby tylko] postaciom seksualność
              zasługuje na taką ironiczną kontrę :]
              • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 15.12.12, 17:42
                :)))

                Panie Dobrodzieju, sprawy seksulaności w zacnej powieści w epoce pozytywizmu, nie może być!!? ;))

                W tych czasach zacne panny o seksie i seksualności dowiadywały się dopiero po ślubie. :)))


                Pozwolisz, że dokonam małej korekty:

                Boy pokpiwa sobie z bohaterów "Rodziny Połanieckich" i ich zasad moralnych, w które zostali wyposażeni przez autora. Wrzuca ich w sytuacje, zgoła odmienne od powieściowych i przygląda się z uśmiechem postępowaniu bohaterów, którzy pod wpływem alkoholu, koniaczku, który wylał się na książkę i wpłynął w jakiś cudowny sposób na nich, zachowują się całkowicie sprzeczne ze swoimi charakterami książkowymi i wbrew tradycyjnym zasadom moralnym, którym hołdują. W zacnej Maryni, ideale żony i przyszłej matki Polki (wzorowanej na zacnej żonie Sienkiewicza Marii, jednej z żon, jednej z trzech Marii), budzą się wysoce nieprzyzwoite żądze i pragnienie, a zacni panowie niepohamowanie wkładają ręce pod krynoliny pań...

                Uffff Ale namarudziłam. ;))
              • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 15.12.12, 17:50
                Jeśli Cię / Was to zainteresuje, to powiem jeszcze na koniec, że walorem powieści jest także świetnie odmalowany obraz towarzystwa warszawskiego z doskonale nakrśslonymi postaciami satyrycznymi.

                Powyższe zalety plus niezawodna u Sienkiewicza sprawność stylistyczna sprawiają, że, jak pisze Henryk Markiewicz: "Rodzina Połanieckich" wyrasta ponad poziom płaskiej moralistyki".

                :)
                • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" - recepcja! :) 16.12.12, 13:50
                  Greku! Koleżanki, coś fajnego na temat Sienkiewicza i "Rodziny Połanieckich", Wam zacytuję, ze wspomnień Magdaleny Samozwaniec, z jej książki "Maria i Magdalena" to pochodzi (koresponduje to po części z tym, co porfesor Markiewicz pisał w tonie pochwalnym o atmosferze zmyśłowości i erotycznych napięć między bohaterami w powieści) :

                  "Sienkiewicz w sferach ziemiansko-katolickich był tak popularny i miał tak ustaloną markę pisarza hołdujacego cnocie, że nasurowsze matki bez cienia wątpliwości pozwalałay córkom czytać "Rodzine Połanieckich" i "Bez dogmatu", nie zdając sobie sprawy, jaki to będzie miało na nie wpływ. A miało szalony i wszytskie pierwsze erotyczne dreszcze i marzenia, wszytskie domysły zawdzięczały one temu zmysłowemu świętoszkowi (sic! he,he - ja :) . Przypomnijmy sobie te jego "Marynie", które nalewając herbatę nagle "poczuły się matkami", te Anielki, które uderzały w pąsy i płakały ze wstydu całą noc, gdy je młody czlowiek pocałował w ... czoło, tych mężczyzn perwersyjnych, którzy robili sobie gorzkie wyrzuty, ze ośmielili się ucłaowac nosek bucika swojego ideału, a wreszcie te małe dziewczynki, ajk lityka, z "Połanicekich", które miewały już erotyczne pociągi do panów Stachów".
                  I dalej pisze: "Wobec tej zmysłowości niech się schowają tacy naturalisci, jak jak emil Zola . Nawet okrzyczany Pitigrilli był szczeniakiem wobec cnotliwego Sienkiewicza, który stosunki małżenskie nazywał "wolą bożą" i któremu słowo "ciąża" nie byłoby przeszło przez pióro. Był on również specjalistą od dziwnych , nie znanych lekarzom chorób, którym podlegąły jego bohaterki, gdy zaszły w ciąże. Marynia Połaniecka ginie w oczach, jest juz skazana na smierć, ale gdy następuje rozwiazanie, ta dziwna choroba Maryni przechodzi jak nożem uciął. "Służba boża" zaczyna sie na nowo ... [....]

                  cdn.

                  :)
                  • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" - recepcja! :) 16.12.12, 13:56
                    dziewczynki jak Litka z "Połanieckich"!
                  • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" - recepcja! :) 16.12.12, 14:17
                    Anielka z "Bez dogmatu" nie tylko że po dwóch miesiacach ciązy ma już zmieniona postać i , co gorsza, zmienioną twarz, ale po psychicznych przejściach zapada też na jakąć tajemniczą chorobę, o której Płoszowski w swoim pamiętniku pisze w ten spsób: "Polepszenie jest znaczne. Pani Celina traci zmysły z radości. Ja jeden z rodziny wiem, co to jest. Nie potrzebował mi doktor mówić, że to paraliż kiszek". Jeśli Płoszowski jest taki mądry i on jeden wie , co to jest, to czemu, u diabła, i do jasnej Anielki, nie zwołal jakiego konsylium, tylko pozwala , aby przy ukochanej sterczał jeden i ten sam domowy lekarz? Czy jestesmy na progu średniowiecza, czy tez w koncu drugiej połowy XIX wieku? [...]

                    Dziwne i nie znane lekarzom choroby, którym podlegały jgo współczesne bohaterki bedące w ciąży, zaprzątały zmysły obu sióstr (Marii i Magdaleny Kossakówien).
                    - Lepiej już wcale nie wychodzic za mąż, jeśli ma się umierać z tej "służby bożej" - zakonkludowała Magdalena.
                    - No dobrze - rezonowała Lilka - ale co robić, przecież nie mozna zostać stara panna jak panna Chwalibóg - to już lepiej umrzeć. (He,he he! - ja)

                    Gdy przy wejściu na bal któryś z młodzieńców pomagał im w przedpokoju zdjąć narzutkę, spoglądały na niego spłonione, czy zastrząsł się ze zmysłowego wrażenia jak Połaniecki, kiedy zdejmował z ramion pani Maszkowej jakąś sortie de bal, czy też nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Tego rodzaju opisy słynnego prozaika polskiej literatury dadzą się jedynie porównać z księgą "Żywotów Świętych Pańskich"; na przykład - pisze dlaej Samozwaniec -//jeszcze Wam ten zabawny wielce zabawny przykład na koniec zacytuję// pewien bogobojny ojciec-grafoman opisywał, że św. Alojzy był tak skromny i wstydliwy , z enawet wówczas, kiedy jego matka wchodziła do pokoju, rumienił się, robił znak krzyża świętego i ... odwracał głowę. Mama dziewczynek, chociaż była bardzo religijna, oburzyła się na ten opis i wrzuciła książeczkę do pieca".

                    :)




                • pepsic Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 16.12.12, 16:00
                  Barbasiu, nie doceniasz nas;) Czytaliśmy, pamiętamy, również to, jak Sienkiewicz zachwycał się i komplementował Marynię przy śniadaniu pachnącą snem - przed poranną toaletą, czyli mówiąc krótko nieumytą.
                  • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 16.12.12, 22:37
                    pepsic napisała:

                    :)))
                    O! Świetnie! Brawo!

                    A "ciepło snu" schodzącej na śniadanie Anielki z "Bez dogmatu" wprawiało Płoszowskiego w zmysłowe podniecenie. :)

                    Toteż satyryczka Magdalena Samozwaniec podejrzewała , że Sienkiewicz lubił kobiety nie bardzo schludne, i nie bardzo domyte, pisała "ten c n o t l i w y l u b i e ż n i k (tak, o Sienkiewiczu, rozstrzelony druk - ja) słowo "czystość" rozumiał tylko jako zaletę natury moralnej".
                    :)
      • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 00:41
        >Striptizerek nie było ;]
        Panie Dzieju, striptizerki na wieczorze kawalerskim to w innym filmie.


        PS
        Myślę co za Godol Jerzy? Kto to Jerzy Godol? Jerzy Godol? Jerzy Godol? Jerzy Godol Jerzy GodolJerzy Godoljerzy GONDOLIERZY! Óświeciło mnie po chwili ;/
        Chichichi? ;)))



        • grek.grek Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 13:41
          w "Chłopach" ? ;]

          haha, a to była cała historyja z tym "Gondolem Jerzym".

          Irena Jarocka nagrała kiedyś kawałek, co sie nazywał "Gondolierzy znad Wisły".
          I do radiowego koncertu życzeń dzwoni kobiecina z prośbą o "piosenkę o
          Gondolu Jerzym znad Wisły". Prowadzący za cholerę nie widzieli, jak to ugryźć, ale
          wreszcie, dedukując mniej więcej Twoją metodą :], doszli do tego, o co jej chodziło :]
          • barbasia1 Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 13.12.12, 15:41
            grek.grek napisał:

            > w "Chłopach" ? ;]

            w filmach dla chłopów, to na pewno. ;))


            Hahahaha! :))) Świetne.

            "GondolJerzy z nad Wisły"

            www.tekstowo.pl/piosenka,irena_jarocka,gondolierzy_znad_wisly.html

            Ta anegdota przypomniała mi, jak kiedyś Marek Niedźwiecki opowiadał, że dostał kartkę (to było w czasach prehistorycznych, przedinternetowych), w której ktoś głosował na piosenkę, Lecha Jana Nerki. ;))
            • grek.grek Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 14.12.12, 11:55
              haha, to też dobre :]

              wiesz, że to nienajgorszy kawałek ?..

              Barbasiu, nowy Dexter w weekend będzie, jakoś mi się
              przedłużyło, ale po drodze tyle ciekawych odcinków i fabuł, że
              aż odkładałem z dnia na dzień... Ale na pewno przed
              niedzielnym kolejnym odcinkiem - opiszę ten ostatni, zwłaszcza,ze
              poprzedni rzeczywiście skończył się arcyciekawie.
              • pani_lovett Re: "ROdzina Połanieckich" odc 5 14.12.12, 20:02
                Dobrze, Greku,
                jestem wcieloną cierpliwością... ;)


                A mnie się jeszcze podoba ta piosenka Ireny Jarockiej :

                www.youtube.com/watch?v=rx3Knz4A9QE


    • grek.grek KK "TEtro" &... On powraca ;] 13.12.12, 14:58
      On, czyli doktor Oj BOli ;]
      powtórka 7 sezonu, w podwójnych dawkach [omawialiśmy 7 dokładnie, nie ?]
      20:40 & 21:35

      "Tetro" nie widziałem, pojęcia nie mam... widzieliście może, Czcigodni ?

      Jak głosi zajawka, rzecz o spotkaniu po latach dwóch braci w Buenos Aires.
      Ma ono uruchomić powrót do przeszłości, skrywane tajemnice, urazy i frustracje.
      Reżyseria starego Coppoli, główna rola Vincenta Gallo plus Klaus Maria Brandauer,
      aktor cokolwiek klasowy, a którego parę razy widziałem, ale za nic nie jestem
      w stanie wymienić tytułów filmów, w których te wiekopomne wydarzenia miały
      miejsce ;]

      tak czy owak : 22:35 i powtórka 2:40

      Plus Mad man, oczywiście, 21:10 [Kultura]

      Ach, i "Amatorski gang", omawiany już, 1:05 [też Kultura, czy oni tam mają jakąs
      playlistę, jak RMF Fm, czy co ? :)]
      • siostra.bronte Re: KK "TEtro" &... On powraca ;] 13.12.12, 15:16
        Przyznam się, że "Tetro" mnie nie interesuje. W dodatku to film czarno-biały :)

        Klaus Maria Brandauer? "Mefisto", "Pułkownik Redl", "Pożegnanie z Afryką". Ale to stare filmy, od dawna nie zrobił niczego ważnego.
      • barbasia1 Re: KK "TEtro" &... On powraca ;] 13.12.12, 15:29
        A ja jeszcze ani słowa nie powiedziałam o "Broken Folwers"!

        "Tetro" też będzie to dla mnie premira.

        Doktorka odpuszczam sobie " Mad man" oczywiście oglądam.

        "Mad Men" - kiedyż ja nadrobię moje zaległości!!?? Do końca świata został nam jeszcze tydzień. Majowie ponoć odwoływali koniec świata, ale kto ich tam wie ...


        A dzikiego Nerona z "Quo Vadis?" (starszej zagranicznej produkcji) nie pamiętasz? / wieki temu widziałam/ Gra go właśnie Klaus Maria Brandauer. Grał też w filmie "Mefiststo" (z tytuł i oon sam utkwił mi w głowie, niestety fabułę słabo pamiętam) , i w słynnym "Pożegnaniu z Afryką" grał barona Blixena.

        Nie wiem co ona ma w sobie, ale straszliwie mi się podoba! :)

        • pepsic 13 grudnia 1981 roku 13.12.12, 18:45
          Dzisiaj w programie Janka Pospieszalskiego będzie o Wałęsie w kontekście jego rzekomej współpracy z SB, o ile cenzura nie ściągnie programu z anteny.
          Ps. A teraz oglądam transmisję na żywo z Marsza Wolności i wystąpienie J. Kaczyńskiego

          Ku pamięci:
          www.youtube.com/watch?v=8vr4m_9xw3E&playnext=1&list=PL30EE5AFCE5BE741E&feature=results_video
          • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 13.12.12, 19:07
            * Marszu
          • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 13.12.12, 19:35
            Jestem w szoku! Polsat w wydarzeniach uznaje winę Jaruzelskiego i powołuje się na notatki Anoszkina, a także zastanawia się, jak to możliwe, ze przez ponad 20 lat nie osądzono winnych wprowadzenia stanu wojennego. Pokazuje krytyczne głosy zwykłych obywatel przeciwko rządowi Tuska, również te, że stan wojenny został wprowadzony po to, aby utrzymać komunistyczną dyktaturę w Polsce, zniszczyć Solidarność i zdławić polską wolność

            • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 14.12.12, 13:26
              Kiszczaka osądzono... pani sędzia od roku pisze uzasadnienie do skazującego wyroku i nie może napisać ;] Widocznie dotarło do niej, że w świetle wyroku cokolwiek napisze, to i tak się skompromituje, a adwokaci zmiotą ten wyrok z powierzchni w apelacji.

              Wiesz, ciekawe pytanie brzmi : dlaczego Amerykanie nie ostrzegli Solidarności o stanie wojennym, a w licznych papierach ujawnianych po latach wychodzi na to, ze oni także spodziewali się radzieckiej interwencji, jeśli polski rząd nie poradzi sobie z zamieszkami i z ulgą przyjęli informację, że jednak został wprowadzony ?

              Minęło 30 lat, a i za 30 następnych nikt nie dojdzie prawdy, jakie były intencje Kremla i
              co by zrobili, gdyby rząd polski nie spacyfikował - nie ma na to szans, bo decyzja o stanie wojennym została podjęta, a więc scenariusz alternatywny można tylko domniemywać. Łatwo dzisiaj podchodzić do tego w sposób taki, że "na pewno by nie weszli". Czesi i Węgrzy też tak myśleli... a poza tym, skoro Sowieci pykając z fajeczki pozwolilibny bezkarnie Polsce wywrócić do góry nogami układ sił w Europie i zadać ZSRR potęzny cios w ramach coldwar [przepraszam, ale czy to nie brzmi humorystycznie ?], to dlaczego inne państwa UW siedziały tak cicho, a Niemcy czekali do 90 roku, zeby się zjednoczyć ? Dlaczego nie było w 81 roku Zimy Ludów ?

              w najnowszych badaniach zdecydowanie największa liczba badanych [44 %] przyznaje rację twórcom stanu wojennego. Mimo 22 letniej propagandy, że to była "zbrodnia, pucz, zamach"... Reagan, Wojtyła, Tchatcher, Gorbaczow - wszyscy ci ówcześnie rządzący przywódcy zachodniego świata zgodnie darzyli wielką estymą Jaruzelskiego...

              Wiesz, Pepsic, wielu ludzi na byciu internowanymi, na byciu bojownikami, na nimbie "twórców polskiej wolności" zbudowało swoje życiorysy, oni nigdy nie dopuszczą do głowy rozsądnej kalkulacji politycznej, ich to wtedy nie obchodziło, myślenie i odpowiedzialność za Polskę spoczywała na rządzie. Jak się za nic nie odpowiada, to łatwo krzyczeć i potępiać. Tak jak dzisiaj PiS - panowie siedzą w Sejmie, mają ciepłe posadki, i tylko żal, ze stołków lepszych i droższych nie da się odzyskać :] Nie rozumiem tylko tych ludzi, którzy z nimi maszerują... co oni będą mieli z tego, ze PiS dojdzie do stołków ? WYższe emerytury, lepsze lecznictwo ? PiS nic dla nich, i dla nikogo zresztą, nie zrobił w czasie swoich rządów. Ganiał czarownice i upajał się posiadaniem resortów silłowych i zabawkami z tego tytułu im przysługującymi. Za to dzisaj ty, ja i reszta płacimy odszkodowania ludziom pomówionym przez Antka Policmajstra - on nie płaci ani gotówki, to my finansujemy tych kretynów i ich dziecinne wybryki. Jedno jest pocieszające : już nigdy nie bedą rządzić, i sami na to zapracowali. To oni załatwili Platformie rządy na następne 15-20 lat roku albo i lepiej, póki PiS jako formacja i elektorat nie wymrze. Poza PO skorzystali tylko bogaci, którym PiS hojnie obniżał podatki i świadczenia łojąc tych biedniejszych. Tych samuch, którzy leźli z nimi w tym komicznym marszu dzierżąc transparenty z napisami, które ubawiły całą Polskę. Niestety, wiesz, ja też nie jestem zwolennikiem tych obecnych rządców, rozumiem Twoje motywacje antyrządowe - podzielam je, ale to PiS ich osadził na stołku, PiS daje im legitymację do rządzenia i PiS sprawia, że jak się patrzy na jego funckjonariuszy i ten marszowy tłum, to się głosuje wbrew sercu, ale zgodnie z rozumem, czyli... choćby dżuma, choćby ospa i zaspa, ale przeciw PiS.
              • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 roku 14.12.12, 13:39
                No, Greku to teraz zacznie się dyskusja :) Pozwolę sobie tylko na uwagę, że każdy kto zna czasy stanu wojennego nie z opowiadań, ale z autopsji, wie, jak to było naprawdę.

                Konsekwentnie nie wypowiadam się tutaj na temat polityki. Napiszę tylko, że ja już nikomu nie wierzę. Co mają zwykli ludzie z tego, że politycy zajmują się wyłącznie sobą? Bieda aż piszczy, a będzie jeszcze gorzej. Może za ileś lat, jak pokolenie polityków wyrosłe z "Solidarności" (PO, PIS i cała reszta) pójdzie na emerytuję to coś się zmieni. Bo ci ludzie za bardzo się nienawidzą, żeby zrobić coś dobrego dla kraju.
                • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 14.12.12, 18:52
                  To taka nasza tradycja trzynastogrudniowa:)

                  Czy nam sie podoba, czy nie, to od polityków w głównej mierze zależy nasz byt i sytuacja ekonomiczna. Ja nienawiść widzę akurat z jednej strony, tej otoczonej medialnym parasolem ochronnym i bardzo dobrze pamiętam, kto i kiedy rozpoczął mowę nienawiści.
                  • maniaczytania Re: 13 grudnia 1981 roku 14.12.12, 22:58
                    Pepsic - nie Ty jedna :)
                  • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 20:56
                    Wprawdzie obiecałam sobie, że nie będę więcej zabierać głosu w wątkach politycznych, ale zrobię wyjatek i bo chciłam zapytać Was o jedną rzecz, a propos tej wypowiedzi Pepsic, bo ciekawi mnie co myślicie o tym.

                    >Ja nienawiść widzę akurat z jednej strony, tej otoczonej medialnym parasolem ochronnym

                    >nie Ty jedna, Pepsic

                    Czy tylko jedna strona zieje nienawiścią? Czy w tego rodzaju wypowiedziach drugiej strony, nie widzicie nic niestosownego? " Polską rządzą z d r a j c y" - p r z y p a d k o w o w o wybrany p r e z y d e n t", "prezydent K o m o r u s k i" i wnuk "dziadka z W e h r m a c h t u", że " o n i są odpowiedzialni za z a m o r d o w a n i e prezydenta Lecha Kaczyńskiego"!!!?

                    A wcześniej nie dostrzegłyście nic niestosownego w zachowaniach drugiej strony pod Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej, kiedy to narodowa żałoba przekształciła się w jawne, zbiorowe demonstrowanie pogrady i lekceważenia dla nowo wybranego w demokratycznych wyborach prezydenta oraz w cyniczne wykorzystywanie wiary,
                    k r z y ż a oraz naiwnych ludzi do walki politycznej, do jątrzenia, do dzielnia narodu, do kreowania atmosfery niechęci do Bogu ducha winnych Rosjan? (co potem owocowało zadymami na Euro).

                    Nie budzi przerażenia w Was wypowiedź reżysera Brauna, że nie da się Polski zmienić, jeśli „nie zostaną wystawieni na tamten świat z tuzin redaktorów »Wyborczej « i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych - TVN" ? Albo ów człowiek szalony, zwolennik drugiej strony, gotowy (nieważne czy w rzeczywistości czy tylko w fantazjach w internecie) dokonać zamachu na władzę, wysadzać w powietrze budynki państwowe... Albo stadionowi chuligani, którzy wznosili antyrządowe hasła, grozili premierowi (którego nazwali "matołem") !?


                    W tych działaniach nie dostrzgacie już nienawiści?
                    • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 22:39
                      Nie licytujmy się, jest tego multum. Wystarczy wyguglować Palikota, Niesiołowskiego, Sikorskiego, ob. prezydenta, doradę premiera Bartoszewskiego, Halickiego (właśnie dotarł do zacnego grona), liczne przedstawicielstwo salonu w tym artystów, reżyserów i czołowych dziennikarzy, nawet znany seksuolog dorzucił cegiełkę (mocno nieświeżą), tudzież przypomnieć wycieczki osobiste D.Tuska, który nawet 13 grudnia nie potrafił powstrzymać się od złośliwości pod adresem przywódcy opozycji, a przede wszystkim przypomnieć tragiczną śmierć Marka Rosiaka, który zginał z ręki b. członka PO. Mało mu? Przecież powinien byc usatysfakcjonowany, że postawił Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu ( a taki Jaruzelski za 100 ofiar stanu wojennego w błogostanie żyje).
                      Ps Może Ci ulży, pomysłodawca hasła o matole został srogo ukarany. Właśnie mija ósmy miesiąc aresztowania na podstawie b. wątpliwych dowodów. I tylko żal pana premiera, że bożonarodzeniowy klip zepsuł mu wpisem Wojciech Staruchowicz.
                      Bruno K.? Jakos mnie nie przekonuje ta szyta grubymi nićmi intryga i żenująca konferencja prokuratorska. Na marginesie, w parlamencie, rzekomym celu ataku zasiada całkiem spora grupa z PiS.
                      Ps. Przed pałacem prezydenckim dostrzegłam, jak sikano na krzyż ustawiony z puszek po piwie i jak się naigrywano z tych, którzy przyszli oddać hołd swojemu prezydentowi.
                      Sorki Barbasiu, mam inne spojrzenie na rzeczywistość.
                      • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 00:15
                        No właśnie. Nie ma sensu licytować się, kto ma na koncie więcej nienawistnych tekstów. Obie strony są winne. Tak jak napisałam wcześniej, PO i PiS tak się nienawidzą, że zajmują się głównie dowalaniem sobie wzajemnie. Dopiero kiedy to pokolenie polityków zniknie z życia publicznego, i przyjdą nowi, nieuwikłani w przeszłość i wzajemne pretensje, to może coś się u nas zmieni. Ale kiedy to nastąpi?
                        Wracając do akcji pod krzyżem. Każdy kto to śledził, wie, że protestujący też czasem potrafili zachowywać się w sposób mający niewiele wspólnego z miłością bliźniego i chrześcijaństwem (np. pani obrażająca księdza przy pierwszej próbie przeniesienia krzyża).
                        • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 10:38
                          Pamiętam też sytuacje, kiedy ze strony obrońców krzyża dochodziło do ataków, słownych i fizycznych np. na dziennikarzy czy po prostu ludzi o innych poglądach. I były to, niestety, przykłady polskiego katolicyzmu w najgorszej, fanatycznej wersji.
                          • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 23:20
                            siostra.bronte napisała:

                            >Wracając do akcji pod krzyżem. Każdy kto to śledził, wie, że protestujący też czasem >potrafili zachowywać się w sposób mający niewiele wspólnego z miłością bliźniego i >chrześcijaństwem (np. pani obrażająca księdza przy pierwszej próbie przeniesienia krzyża).

                            Ludzie broniący krzyża przed księżmi - to była jakaś paranoja, absurd!

                            > Pamiętam też sytuacje, kiedy ze strony obrońców krzyża dochodziło do ataków, sł
                            > ownych i fizycznych np. na dziennikarzy czy po prostu ludzi o innych poglądach.
                            > I były to, niestety, przykłady polskiego katolicyzmu w najgorszej, fanatycznej
                            > wersji.

                            Właśnie. Otóż to.

                            I tak krzyż, który jest symbolem miłości, poświęcenia,pojednania, stał się powodem najgorszych kłótni między ludźmi, złości, nienawiści ...
                        • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:48
                          siostra.bronte napisała:

                          > No właśnie. Nie ma sensu licytować się, kto ma na koncie więcej nienawistnych t
                          > ekstów. Obie strony są winne. Tak jak napisałam wcześniej, PO i PiS tak się nie
                          > nawidzą, że zajmują się głównie dowalaniem sobie wzajemnie.

                          Prawda. Ale z małą poprawką w postaci niesłychanie ważnej uwagi Greka ( z postu niżej):

                          na tym polu nie da się porównać PO, która grzmoci na ringu, z PiSem, który zamiast boksować na ringu wychodzi na trybuny i zachęca kibiców, zeby poszli lać przeciwnika. To jest żenujące. I niebezpieczne. A już rozrzucanie "informacji", ze "polski rząd chodzi na pasku kondominium, Unia to obóz koncentracyjny, a 96 osób zabito" [...] nie ma nic wspólnego z normalnym demokratycznym sporem politycznym.

                          forum.gazeta.pl/forum/w,14,140856065,141177212,Re_13_grudnia_1981_roku.html
                          !!!

                          Dopiero kiedy to po
                          > kolenie polityków zniknie z życia publicznego, i przyjdą nowi, nieuwikłani w pr
                          > zeszłość i wzajemne pretensje, to może coś się u nas zmieni. Ale kiedy to nastąpi?

                          Właśnie, kiedy to nastapi!?

                          Tradycja podziału na dwie Polski (dziś jednak sztucznie tworzona na potrzeby polityczne ) ma już 200 lat (patrzcie Mickiewicz: "JAKUB JASIŃSKI, CZYLI DWIE POLSKI")
                      • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 13:24
                        ja bym powiedział, że dopóki politycy sie obrzucają błotem, to wszystko w porządku.
                        Po to jest [także, oprócz stanowienia prawa] Sejm, żeby ludzie sie nie tłukli i nie zabijali na ulicach.

                        problem w tym, że PiS swoje komentarze kieruje właśnie do tego społeczeństwa, czym
                        łamie zasady demokratycznej gry. Organizuje wiece, pochody, demonstracje i sprzedaje na nich to, co powinno być zarezerwowane na rzecz czysto politycznych utarczek.

                        i na tym polu nie da się porównać PO, która grzmoci na ringu, z PiSem, który zamiast boksować na ringu wychodzi na trybuny i zachęca kibiców, zeby poszli lać przeciwnika. To jest żenujące. I niebezpieczne. A już rozrzucanie "informacji", ze "polski rząd chodzi na pasku kondominium, Unia to obóz koncentracyjny, a 96 osób zabito" kwalifikuje się do leczenia zamkniętego i nie ma nic wspólnego z normalnym demokratycznym sporem politycznym.

                        wiesz, Pepsic, pod Pałacem Prezydenckim krzyż został użyty do politycznej gry, został wprowadzony jako symbol społecznego terroru, został postawiony nielegalnie, księza którzy chceili do przenieśc do kościoła zostali prawie pobici, a pod tym krzyżem urządzano partyjne spędy - druga strona potraktowała krzyż nie jako symbol wiary, ale jako narzędzie politykierskiej manipulacji. Pod tym krzyżem wznoszono hasła urągające chrześcijańskim wartościom. Czy to mniej ten krzyż obrażało niż sikanie na jego puszkową atrapę ? MOżna się nad tym głęboko zastanowić... :]
                        • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:50
                          Nie ma żadnego usprawiedliwienia na ludzką podłość.
                        • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 16:26
                          grek.grek napisał:

                          ja bym powiedział, że dopóki politycy sie obrzucają błotem, to wszystko w porzą
                          > dku.
                          > Po to jest [także, oprócz stanowienia prawa] Sejm, żeby ludzie sie nie tłukli i
                          > nie zabijali na ulicach.
                          >
                          > problem w tym, że PiS swoje komentarze kieruje właśnie do tego społeczeństwa, c
                          > zym
                          > łamie zasady demokratycznej gry. Organizuje wiece, pochody, demonstracje i sprz
                          > edaje na nich to, co powinno być zarezerwowane na rzecz czysto politycznych uta
                          > rczek.
                          >
                          > i na tym polu nie da się porównać PO, która grzmoci na ringu, z PiSem, który za
                          > miast boksować na ringu wychodzi na trybuny i zachęca kibiców, zeby poszli lać
                          > przeciwnika
                          . To jest żenujące. I niebezpieczne. A już rozrzucanie "informacji",
                          > ze "polski rząd chodzi na pasku kondominium, Unia to obóz koncentracyjny, a 96
                          > osób zabito" [...] nie ma nic wspólnego z
                          > normalnym demokratycznym sporem politycznym.

                          Otóż to, Greku! Otóż to. To chciłam napisać.

                          > wiesz, Pepsic, pod Pałacem Prezydenckim krzyż został użyty do politycznej gry,
                          > został wprowadzony jako symbol społecznego terroru, został postawiony nielegaln
                          > ie, księza którzy chceili do przenieśc do kościoła zostali prawie pobici, a pod
                          > tym krzyżem urządzano partyjne spędy - druga strona potraktowała krzyż nie jak
                          > o symbol wiary, ale jako narzędzie politykierskiej manipulacji

                          Otóż to.

                          > sikanie na jego puszkową atrapę

                          Podłość niewątpliwie to była.

                          Ale z patrząc na z innego puktu widzenia imo, można w tym szokująco wulgarnym zachowaniu dopatrzeć się sybolicznego obrazu, odbicia w okrutnie wykrzywionym lustrze społecznym tego, co politycy jednej strony zaczęli wyczyniać z krzyżem dla swoich politycznych celów.
                          • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 19:23
                            Jak to napisał Grek, każda akcja wywołuje reakcję. Fanatyczna religijność wzbudziła w części ludzi, tęskniących za świeckością państwa, opór. I stąd takie, z pewnością przesadne, zachowania.
                            • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 23:05
                              siostra.bronte napisała:

                              Tak, zgadzam się z Tobą i z Grekiem.
                      • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 23:54
                        Masz rację.
                        Przy czym jest jedna rzecz, która diamertalnie różni tu wyskoki PO i PIS.
                        Jak to słusznie i bardzo trafnie zauważył Grek, PIS, w odróżnieniu od PO, napuszcza jednych ludzi na drugich (gorszych Polaków, którzy nie są z PiS), zachęca do reakcji. I to bardzo, bardzo niebezpiecznie.

                        >[...] jak się naigrywano z tych, którzy przyszli oddać hołd swojem
                        > u prezydentowi.

                        Naigrywano się raczej z tych, którzy umyśili sobie, że muszą bronić krzyża i wiary chrześcijanskiej akurat przed Pałacem Prezydenckim.


                        > Sorki Barbasiu, mam inne spojrzenie na rzeczywistość.

                        Szanuję Ciebie, Twoje poglądy, choć się w wielu kwestiach nie zgadzam z Tobą.
                    • maniaczytania Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 23:12
                      barbasia1 napisała:

                      > A wcześniej nie dostrzegłyście nic niestosownego w zachowaniach drugiej strony
                      > pod Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej, kiedy to narodowa żałoba
                      > przekształciła się w jawne, zbiorowe demonstrowanie pogrady i lekceważenia dla
                      > nowo wybranego w demokratycznych wyborach prezydenta oraz w cyniczne wykorzystywanie wiary, k r z y ż a oraz naiwnych ludzi do walki politycznej, do jątrzenia, do dzielnia narodu,

                      Cynicznie to dzialala druga strona wtedy, z pelna premedytacja podejrzewam. I niestosowne zachowania widzialam, jak Pepsci po drugiej stronie - to sikanie na krzyz, wysmiewanie z modlacych sie ludzi. Musialabym poszukac, ale idealnie moje odczucia z tamtego czasu oddala Dorota Maslowska - o, znalazlam:
                      "To było bydło (...). Zrobiła na mnie ogromne wrażenie skala zbydlęcenia społeczeństwa. Było to tym bardziej przygnębiające, że wielu ludzi, sikając na znicze, miało przekonanie, że robi to w imię inteligencji i zdrowego rozsądku"

                      Nic dodac, nic ujac ...
                      • maniaczytania Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 23:19
                        Pepsic - przepraszam za przekrecenie nicka ;)

                        aha - Barbasiu - poniewaz polityka i wlasnie to, ze obraz medialny rozni sie od tego, co i jak widze ja zaczely coraz brdziej mnie 'dolowac', od jakiegos czasu odcielam sie od mediow - od chyba czerwca nie ogladam zadnych wiadomosci, w internecie 'ogladam' tylko naglowki (chyba ze cos mnie szczegolnie zainetresuje, ale ot raczej rzadko), nawet radio w samochodzie zmienilam na RMF Classic - jestem duzo spokojniejsza :)))
                        • maniaczytania Pepsic, innym zreszta tez 15.12.12, 23:23
                          jesli tylko chca, polecam bloga:
                          dom-z-papieru.blogspot.com/
                          i jeszcze jednego:
                          alaczyta.blogspot.com/
                          o ksiazkach, ale jakby troche innych, bo niepromowanych w glownych mediach ...
                          • maniaczytania Re: Pepsic, innym zreszta tez 15.12.12, 23:25
                            maniaczytania napisała:

                            > jesli tylko chca, polecam bloga:
                            > dom-z-papieru.blogspot.com/
                            > i jeszcze jednego:
                            > alaczyta.blogspot.com/
                            > o ksiazkach, ale jakby troche innych, bo niepromowanych w glownych mediach ...

                            I jeszcze o tym, ze wbrew byc moze pradowi nie powinno sie zapomniec o niektorych rzeczach i odcinac ich 'gruba kreska' ...

                            Aj, rozpisalam sie, ale co tam :)
                            • barbasia1 Re: Pepsic, innym zreszta tez 16.12.12, 15:16
                              Twoje rozpisywanie się jest zawsze mile widziane! :)

                              Ale czas już tematkę polityczną już zawiesić to nastepnego 13 grudnia! :)

                              > alaczyta.blogspot.com/

                              Znam blog Ali! To znaczy na blog Ali trafiłam niedawno przez przypadek, w nim też znalazłam ten frament ze "Słówek" z parodią "Rodziny Połanieckich" , który tam wyżej zacytowałam.


                              > I jeszcze o tym, ze wbrew byc moze pradowi nie powinno sie zapomniec o niektory
                              > ch rzeczach i odcinac ich 'gruba kreska' ...

                              Oczywiscie trzeba pamiętać o tym co było, historia uczy!

                              :)
                          • pepsic Re: Pepsic, innym zreszta tez 16.12.12, 15:19
                            Milutko tam i cieplutko:), tylko trochę za mała czcionka (jako że dzisiaj jestem zdana na laptopa). Na marginesie, Łysiakiem i Fleszarową - Muskat zaczytywałam się w młodości.

                            Ps. A wiesz, że w samochodzie również mam nastawione od dość dawna radio RMF Classic (w domu trójkę). I podobnie telewizję oglądam sporadycznie, poza filmami, (no bo jażeby inaczej). Nawet nie chodzi o upolitycznienie mediów, czy brak proporcji i wiarygodności, po prostu gros podawanych wiadomości jest mocno spóźnionych w stosunku do internetu i traktowanych po łebka, a ponadto mało istotnych.
                        • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:17
                          Ha, ha! :)
                          Nie dziwie się!
                          Sama unikam jak mogę polityki.
                      • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 13:34
                        Maniu, akcja rodzi reakcję.
                        Przez wiele dni proszono tych ludzi, żeby poszli się modlić do kościoła, gdzie miejsce
                        krzyża chciano ustanowić. Spotkało się z to z agresją słowną i fizyczną.

                        Przez wiele dni ci ludzie łamali prawo. Postaw proszę taki krzyż na pierwszej lepszej
                        ulicy swojego miasta, zobaczysz co sie stanie :] Władze Wawy nie reagowały, kler był
                        bezsilny... I wtedy właśnie zebrała się ta grupa, która postanowiła stworzyć przeciwwagę
                        dla tej gromady "obrońców krzyża", wobec bezwładu odpowiedzialnych za porządek
                        publiczny służb i arogancji tych ludzi. Poza tym - pod tym krzyżem zbierali się bez przerwy
                        politycy, którzy robili sobie klakę i darmową politpropagandę pod hasłami "Ruscy zabili
                        nam prezydenta", "Komorowski i Tusk zabili prezydenta i 95 osób" itd.

                        Nikt nie miał ochoty tego towarzystwa rozpędzić, to sie młodziez zebrała i pokazała im, gdzie babcia koszyk nosi.

                        Jak dla mnie - poza tym sikaniem, o ile to naprawdę miało miejsce, a nie jest legendą - bardzo dobrze się stało, że aroganccy i brutalni terroryści spod krzyża poczuli w którymś momencie, że naród za nimi nie stoi, że na ich hucpę odpowiedzią jest inna hucpa, ze po raz pierwszy od 89 ktoś pokazał, że nie może być zgody na takie występy i na biernośc władzy.
                        • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 23:02
                          grek.grek napisał:

                          > Maniu, akcja rodzi reakcję. > Przez wiele dni proszono tych ludzi, żeby poszli się modlić do >kościoła, gdzie miejsce krzyża chciano ustanowić. Spotkało się z to z agresją słowną i >fizyczną.
                          [...]
                          >Władze Wawy nie reagowały, kler był bezsilny... I wtedy właśnie zebrała się ta grupa, która >postanowiła stworzyć przeciwwagę dla tej gromady "obrońców krzyża", wobec bezwładu >odpowiedzialnych za porządek publiczny służb i arogancji tych ludzi.

                          Właśnie tak.


                          O sikaniu na krzyż (z puszek) przyznam po raz pierwszy słyszę. Wcześniej czytałam tylko o tym, że mający dobrze w czubie sikali na palące się znicze.

                          :)
                          • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 17.12.12, 14:30
                            otóz to.
                            na filmikach widziałem awanturujących się obrońców krzyża, widziałem antykrzyżowców
                            wspinających się jak małpy po słupach ze znakami drogowymi, ale nie widziałem zapisów
                            sikania na cokolwiek... może był to po prostu jakiś epizod, których urósł do rangi symbolu ?
                      • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:25
                        No cóż, ujów nie brakuje,
                        /po żadnej stronie./
                        Takie zachowanie - sikanie na znicze - świadczy tylko o braku kultury, inteligencji, o kiepskim stanie stanie umysłu tych konkretnych ludzi (nawet jeśli robili to po pijaku) a nie całej jednej strony.
                      • barbasia1 Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:28
                        >Cynicznie to dzialala druga strona wtedy, z pelna premedytacja podejrzewam.

                        Ja widziałam tylko coraz większą bezradność tej drugiej strony, niemożność poradzenia sobie z sytuacją i rozpętanymi demonami pod Pałacem Prezydenckim.
                • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 15:09
                  nie śmiem protestować :]
                  niemniej... wśród naocznych świadków tamtych wydarzeń, tez opinie co do
                  np. słuszności wprowadzenie stanu wojennego są podzielone, a spotkałem się
                  z opiniami socjologów, że to raczej dzisiejsza młodzież neguje ową słuszność,
                  a właśnie ci starsi ludzie jej bronią.

                  wiesz, ja doszedłem do wniosku, że w polskich warunkach możliwe jest tylko
                  głosowanie według kryterium "którzy najMNIEJ mogą zepsuć" :] I tak też głosuję, bo
                  tu ani prawicy, ani lewicy, ani centrum ani nawet porządnych liberałów nie ma i
                  zapewne długo nie będzie. Jest tylko wodolejstwo i reżyserowane utarczki, które
                  z zapartym tchem sprzedają media, choćby od tego miały pójśc z torbami.

                  Polityka powinna być walką na programy i na sposoby poprawienia ludziom
                  warunków życia - w polskich warunkach urzędasom pomylił się stołek z fotelem
                  szefa mafii, a polityka jako taka jest chamskim wyścigiem do koryta, a potem
                  przyspawaniem się do niego.

                  wiesz, ja się obawiam, że POPiS trzeba będzie piłą tarczową odcinać od apanaży.
                  Oni są gotowi tak zmieniać ordynację wyborczą, żeby ZAWSZE, oni i ich następcy,
                  przy owym korycie byli. To smutne, ale ci ludzie przenoszą swoje metody walki
                  z tzw. komuną [dla niektórych : legalnym i prawowitym państwem polskim] na
                  grunt dzisiejszy. Alibi plotą sobie z opowiadania dyrdymałów, ze "nie ma dziś
                  demokracji i dlatego im wolno". Uczniów mają pojętnych, agent CBA złapany na
                  fotkach topless i z walizkę kasy - uważa, że jest ofiarą politycznej nagonki ;]
                  a minister finansów w rządzie płaci podatki w Wielkiej Brytanii, w Polsce zaś podatki
                  z obywateli łupi :] Taki oto mamy śmieszny kraj, a wszystko dzięki temu, że
                  ludzie albo nie głosują, albo głosują na PO lub PiS, tak jakby była między nimi
                  jakaś róznica w poziomie szkodliwości.
                  • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 17:37
                    Ośmielę się zauważyć, że w w czołówce rankingu apanaży niezmiennie od lat przoduje całkiem inna opcja, niz przytoczona przez Ciebie, przy czym u tej miłościwie nam panującej podobno nikt na własne oczy nie uświadczył programu.
              • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 14.12.12, 18:14
                Co nie zmienia faktu, ze po latach pobłażliwości sądów troszczących się o to , aby twórcom stanu wojennego nie spadł włos z głowy, i ich obrony przez uczestników okrągłego stołu biorących udział w podziale łupów trwającym do dziś, dostał wyrok za działanie w grupie przestępczej.

                Nie trzeba było az tak długo czekać.Minęły raptem 3 lata od wprowadzenia stanu wojennego i gen. Jaruzelski oficer w polskim mundurze otrzymał na Kremlu w nagrodę za zbrodnię dokonaną na własnym narodzie, i za rozbicie NSZZ Solidarność najwyższe radzieckie odznaczenie order Lenina. Czy Moskwa nagrodziłby człowieka, który chciał ratować własny naród przed agresją?

                Widać propaganda była niezwykle skuteczna i na dobry grunt trafiła, na miarę tej ukutej przez propagandę niemiecką, jakoby obozy koncentracyjne były nazistowskie, a nie niemieckie - skoro wbrew dowodom, przesłankom i logice uwierzono w tę niedorzeczność.

                Tylko, że wtedy wywlekani o świcie z mieszkań nie mogli wiedzieć, że po latach niektórzy z nich będą czerpać pełnymi garściami ze spuścizny Solidarności. A poza tym nie stawiajmy wszystkich w jednym szeregu. Kogo, jak kogo, ale Jarosława Kaczyńskiego chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie posądza o jakąkolwiek nieuczciwość, czy chęć zdobycia majątku. A jeśli chodzi o rząd, to doprawdy nie ma powodu, aby się martwić o jakikolwiek, a już na pewno nie ten, który podnosi rękę na własny naród.

                Chciałam zauważyć, ze w sejmie oprócz posłów z ramienia PiS zasiadają przedstawiciele innych opcji.

                Ci maszerujący chcą lepszej Polski, to tak w uogólnieniu. Już kiedyś psiałam, co PiS zrobił dobrego i ile (np. środki unijne, tak - te angażowane nadal przez Platformę w różnego rodzaju inwestycje) i że były to optymistyczne lata dla społeczeństwa i kraju.

                To retoryka poniżej pasa. Władza nie takie wydatki generuje, przy których skutki publikacji aneksu wydanego w imię wyższych racji to pikuś. Tusk wynajmuje za ciężkie pieniądze kancelarię prawną do walki z rodzinami smoleńskimi mimo sztabu rządowych prawników. Na esbeckie emerytury wojskowe tez nikt grosza nikt nie żałuje, a przecież wystarczyło rozszerzyć ustawę, nie wspominając o katastrofalnych skutkach wynikających z nieudolnego rządzenia.
                Jeśli można, co takiego komicznego zobaczyłeś na transparentach?
                • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 13:32
                  wiesz, nie mam przekonania, ze to "pobłażliwość sądów" decydowała, raczej przytomnośc umysłu sędziów, którzy się sprawą zajmowali. Pani sędzia, która skazała Kiszczaka nie napisała dotąd uzasadnienia swojego wyroku, podejrzewam że kiedy się ono pojawi będzie zeń niezły ubaw.

                  [inna rzecz, co to za sądy, które wypuszczają "Pruszków" ?]

                  Nie wiem, za co dostał medal, na pewno takie było uzasadnienie ?
                  Jeśli takie, to można spytać : dlaczego nagrodzili człowieka za coś, co
                  im, przepraszam za określenie, wisiało zdechłym kalafiorem, czyli
                  za rozwiązanie polskich problemów ?

                  ha :]
                  dowody na obozy są jasne : były na terenie PL, ale zarządzali nimi niemieccy
                  okupanci. Proste i do zweryfikowania.

                  a jak zweryfikować dylemat z grudnia'81 ?
                  papiery radzieckie, jakieś notatki na serwetkach śniadaniowych... słaby argument :
                  Kreml nawet nie musiał tutaj "wchodzić", oni tutaj mieli 300 tys żołnierzy pod
                  bronią i na czołgach, zatem niekoniecznie nawet o "wejście" chodziło, a o
                  uruchomienie wojsk wewnątrz.

                  czy rząd ówczesny mógł zlekceważyć taki wariant ?
                  to jest wg mnie kluczowe pytanie.

                  A gdyby zlekceważyli ?
                  Możliwe, że dzisiaj byliby tyrpani za to, że "pozwolili Sowietom zabić albo
                  wywieźć w nieznane polską opozycję patriotyczną".
                  jak dla mnie, okazali pełnię odpowiedzialności, ustawili się pod najgorszy wariant, nie
                  mając żadnych mozliwości innej kalkulacji.
                  Po 30 latach negowanie tej decyzji nie jest sensowne z powodu nagminnego
                  abstrahowania od historycznych okoliczności całego zajścia i tak naprawdę działania
                  po ciemku rządu.

                  afera Telegrafu, SKOKi, interesy Rydzyka, Komisja Majątkowa i jej przekręty, po drodze kilo afer AWSu, niedawne wyczyny IV RP... sporo można uzbierać wesołych historii, nad którymi unosiło się dumne "V".

                  siedzą i inni posłowie, ale pokaż mi partię, która miała w okresie swoich rządów tak świetna sytuację gospodarczą, a nie zrobiła dla ludzi praktycznie nic ? no, poza obniżaniem podatków bogaczom i rozdawaniem becikowego, dzięki któremu przybyło dzieci... w domach dziecka, Oknach Zycia i w reklamówkach na śmietnikach, że o wielodzietnych pijackich rodzinach pzostających na utrzymaniu MOPSów nie wspomnę. SLD brał po AWS państwo w stanie bliskim bankructwa, PO rządzi w ramach kryzysu, nie usprawiedliwiam błędów tych rządów, a PO zaiste jest rządem specjalnej troski, niemniej one mają jakieś alibi, a PiS ? Jak można dobrze wspominać jego rządy, które upłynęły na codziennym grilowaniu jakiegoś "agenta" i na ośmieszaniu kraju w Europie, jeszcze 2 lata i traktowano by Polskę jak Węgry Orbana, czyli jak bąk puszczony w salonie.

                  "lepszej Polski" - tylko, co to znaczy ?

                  "esbeckie emerytury wojskowe" - prawnie im przyznane przez państwo. Nie każdy "esbek" naparzał pałą biednego opozycjonistę, i odbieranie ludziom tego, co prawo im gwarantuje nie jest dobrym zwyczajem, bo sprawia, ze każdy z nas - ty, ja i wszyscy inni - możemy się czuć zagrożeni. Jesli nie przestrzega się prawa, jeśli się je nagina, albo w imię zemsty albo interesów nagina, to wszyscy mamy prawo czuć się zaniepokojeni, bo kiedyś tymi, których się w ten sposób flekuje, możemy być właśnie my. Dlatego, nie rozumiałem i nie rozumiem satysfakcji z tego, ze "esbekom" sie emerytury bezprawnie obniża albo zabiera. To fatalny znak dla Państwa Prawa, a bez prawa jesteśmy zwierzętami, dziczą. I jeśli ktoś prawo obchodzi dla swojej zemsty, to jest dzikusem, i tu PO z PiSem mogą sobie podać ręce, jak małpa małpie :]

                  co zobaczyłem ?
                  a np. lemingi, wybaczamy wam, chodźcie z nami :]
                  Nie uważam siebie za leminga, ale tak sobie pomyślałem : co moherowe dziadki i babcie mają
                  do "wybaczania" tzw. młodym wykształconym z wielkich miast ? :]
                  Tyle, że ja poważnie nie traktuję ludzi, którzy całe swoje emerytury oddają Radiu maryja, a potem palą opony, bo "przez lemingi" na leki nie mają i rząd ich "eksterminuje".

                  Do tego widziałem jakieś napisy, że Rusek i Niemiec Polskę rozkradają, ze nierząd, i że obóz koncentracyjny, że wolnośc zagrożona... same nonsensy. Jak chcą zobaczyc, co to znaczy "zagrożenie wolności", to niech podemonstrują w Mińsku, całą zaś resztę już widziałem 10 lat temu - na sztandarach Samoobrony. Tyle, ze Leppera stawiam znacznie wyzej niż Kaczyńskiego. Niebotycznie wyżej. Kaczyński Lepperowi mógłby najwyżej auto prowadzic. Gdyby miał prawo jazdy ;]







                  • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 17:27
                    Jeśli już, to bardziej interesowałoby mnie uzasadnienie z 1968 roku, kiedy Jaruzelski dostał order Lenina po raz pierwszy.

                    Rząd? Hehe, marionetka na usługach Kremla, która pod osłoną nocy przyjeżdżała do Brześcia, aby odebrać rozkazy od swoich mocarzy.

                    Telegrafu, SKOK-i? Nie słyszałam o żadnych wyrokach, ani komisjach śledczych. A niby co ma PiS do komisji majątkowej, czy Rydzyka?

                    Lepsza Polska, to Polska, w której nie łupi się społeczxeństwa, a pomaga żyć.

                    Nie chodzi o żadną satysfakcję tylko o elementarną sprawiedliwość w przeliczaniu emerytur.

                    Czy w porządku jest, że Grzegorz Piotrowski morderca ks.Popiełuszki otrzymuje wysokie uposażenie emerytalne?

                    Transparenty dobitnie pokazują, w jakim kierunku podąża nasza gospodarka. Zacząłeś temat rzekę, a tymczasem nad polską pocztą gromadzą się chmury.

                    O widzę retorykę stosowaną przez pana premiera i jego dwór;) Jestem głęboko przekonana, że się mylisz, co do JK, a na Twoją ocenę wpływają czynniki subiektywne i uprzedzenia.

                    Ps. Mi nie przeszkadza brak prawa jazdy u J. Kaczyńskieog. Ba, sama nie jeżdżę mimo posiadania papierów, i to rozumiem.
                    • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 13:44
                      MOżna sie domyślać. Pytanie, czy można było odmawiać w tamtych warunkach.

                      takie były czasy, zawsze mógł być ktoś gorszy, bardziej gorliwy w trzymaniu
                      tutaj porządku satysfakcjonującego Sowietów.

                      no właśnie :]
                      PiS być może nie ma nic do KM i RM, ale ja mówiłem o tym,że te sprawy są
                      pokłosiem panowania w Polsce kultu Solidarności, a co za tym idzie rozciąganiem
                      owego parasola ochronnego m.in nad klerem i instytucjami służącym jego interesom.

                      a to zgoda :] tylko, że ja mam wrażenie, ze PiS uważa, iż "lepsza Polska", to
                      taka, w której "ustalono", że Rosjanie zabili 96 osób pod Smoleńskiem, a reszta
                      haseł tej partii służy wyłącznie temu, żeby sprowokować ludzi do głosowania na nią, albo
                      nie głosowania na PO< zeby PiS mógł zdobyć rządy i zająć się wyłapywaniem winnych
                      tej "zbrodni niesłychanej".

                      zmienianie sposobu jej naliczania, aby zemścić się na sprzątaczkach i wdowach po
                      pracownikach biurowych jest niegodziwością i cofaniem Polski do epoki kamienia łupanego, do tego bowiem sprowadza się manipulacje przepisami prawnymi dla satysfakcji politycznej zemsty.

                      Pepsic, Piotrowski za zabójstwo odsiedział swój wyrok, nigdzie nie jest napisane, że dodatkową sankcją ma być pozbawienie albo obniżenie emerytury.

                      wiesz, coraz trudniej powiedziec coś, co jeszcze nie zostało przez kogoś wykorzystane w tej ustawce :]

                      mnie też nie, chciałem być złośliwy ;]

                      • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:33
                        Spójrz inaczej na Smoleńsk, jako na narzędzie odsłaniające kondycję naszego państwa.

                        Rzecz się rozchodzi o czynnych i gorliwych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństw., a nie obsługę.

                        Grek, nie miałam na myśli aspektu prawnego, bo ten jest oczywisty. Chodzi o stwierdzenie, czy Piotrowski ma moralne prawo do pobierania wysokiego uposażenia emerytalnego i czy jest to sprawiedliwe. Więc?
                        • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 15:58
                          Pepsic, wystarczyło nie ruszac się z Warszawy, a jesli już, to nie kołować nad
                          niewidocznym lotniskiem tylko od razu lecieć do Moskwy albo do Mińska, a do
                          Smoleńska dojechać samochodami. Dlaczego na upartego lądowano - to zostanie
                          już tylko w sferze domysłów. Czy państwo zawiodło ? Nie wiem, ja widzę błąd
                          załogi samolotu, która powinna zdecydować : nie lecimy albo lecimy na inne
                          lotnisko. Reszta, wg mnie, jest naprawdę mało istotna w tej całej tragedii.

                          no to mamy sprzeczne informacje :]

                          Swoje odsiedział. Kara mustafa.
                          co dalej ?
                          Do pracy przyjąć go nie wypada [pamiętam to oburzenie, kiedy dostał etat w jakiejs
                          gazecie]...
                          Emeryturę zmniejszyć tak, żeby... nie wiem - po śmietnikach "dorabiał" ?

                          Może wygnać go z Polski ?

                          Człowiek został ukarany. Karę wykonano. Jesli prawo nie pozbawiło go emerytury w takiej, a nie innej wysokości, to naprawdę nie wiem, co tu ma do rzeczy "moralność" ? prawo nie jest moralne, skoro nie przewiduje odebrania skazanemu środków do życia i nie skazuje na śmierć głodową po wyjściu z więzienia ?
                          • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 16:26
                            Grek, to, o czym piszesz dawno się zdezawuowało. W raport MAK-u, a nawet Millera mało kto wierzy, a teraz jeszcze doszły ślady trotylu, czy pasty do butów (niech się prokuratura końcu odważy i zdecyduje). Mam pod ręką skrót ustaleń zespołu parlamentarnego, bardzo ciekawych. Mogę zalinkować, jakby co.
                            • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 16:41
                              z tego, co się orientuję, gdyby na pokładzie zdarzył się wybuch zarejestrowałyby go
                              satelitarne przekaźniki, co nie nastąpiło.
                              • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 17:22
                                Nie o wybuchy mi chodzi, choć rzeczywiście w raporcie wspomina się o 2 wstrząsach. Chodziło mi karygodne zaniechania i bezprawne działania rządu przed i po katastrofie.
                                • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 17.12.12, 14:35
                                  Pepsic, ale czy to rząd kazał lądować w Smoleńsku ? :]
                                  czy to rząd wysłał ten samolot wbrew prognozom pogody i informacjom
                                  o fatalnych warunkach na lotnisku w S. ?
                                  czy to rząd nie podjął decyzji o lądowaniu raczej w Moskwie albo Mińsku
                                  niż w Smoleńsku ?

                                  mam wrażenie, że to próby szukania kozła ofiarnego i manipulacja, która
                                  ma się przydać także w politycznej przepychance, bo przecież strategia
                                  PiS polega na waleniu w rząd jak w bęben.

                                  PO i ten rząd mają mnóstwo goli we własnej bramce. Mnóstwo. Całą litanię.
                                  Ale, dalibóg, w tej sprawie nijak nie umiem szukać winy po stronie rządu.
                                  • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 roku 19.12.12, 18:08
                                    Nie do końca się zgodzę. Do katastrofy doprowadził ciąg błędów i zaniedbań, także po stronie administracji państwowej.

                                    Długo by wymieniać. Kto pozwolił na to, żeby jednym samolotem leciało dwóch najważniejszych ludzi w państwie: prezydent i marszałek sejmu? Nie wspominając o dowódcach wszystkich sił zbrojnych. Katastrofa CASY spowodowała zmiany w procedurach dotyczących latania dowódców i ich zastępców. Ale już nikt nie pomyślał, żeby rozciągnąć to na władze cywilne. Oczywiście, to nie zapobiegłoby katastrofie, ale może chociaż trochę zmniejszyło rozmiary tragedii.

                                    Druga sprawa. BOR nie sprawdził lotniska, bo strona rosyjska się na to nie zgodziła. Pytam więc, dlaczego szefostwo BOR-u, tudzież ich zwierzchnicy nie podjęli decyzji o tym, że w takim razie lądowanie na takim lotnisku jest zbyt ryzykowne. Air Force One z Obamą z pewnością nawet nie startowałby do tego klepiska! Oczywiście, jak to u nas, wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, ale na pewno nie zgodnie ze zdrowym rozsądkiem! Akurat wczoraj wznowiono śledztwo w sprawie zaniedbań BOR-u, poprzednie zakończyło się, a jakże, umorzeniem.

                                    Moim zdaniem ta katastrofa pokazała słabość państwa i jego instytucji, tudzież niekompetencję ludzi tam pracujących. Jak dołożymy do tego nasze typowe wady: bałaganiarstwo i radosne podejście "jakoś to będzie" to nieszczęście gotowe. I to chyba bardziej kwestia mentalności niż czegokolwiek innego. Nie ma większego znaczenia kto jest u władzy. Porządku i normalności to długo jeszcze u nas nie będzie, niestety.

                                    Uff, zebrało mi się...
                                    • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 20.12.12, 18:16
                                      Siostro, ówczesny marszałek, a obecny prezydent raczej ma sie dobrze.
                                      • siostra.bronte Re: 13 grudnia 1981 roku 21.12.12, 14:38
                                        Ojej, fatalna wpadka :( Nie zmienia to faktu, że zbyt wielu ważnych urzędników, tudzież dowódców wojskowych leciało jednym samolotem.
                  • pepsic Re: 13 grudnia 1981 roku 15.12.12, 21:38
                    a PiS ? Jak można dobrze wspominać jego rządy,
                    Natrafiłam właśnie na wpis mojego ulubionego blogera Seawolfa (notabene, pryzpomina Twój styl pisania i podobnież oddane grono entuzjastów), który mnie niespodziewanie wyręczył:
                    W latach rządów PiS-u wzrost PKB wyniósł: 2006 - 6,22%, 2007 - 6,78%,w ciągu tych dwóch lat bezrobocie spadło z ok. 18% do ok. 11%, a następnie poniżej 10% w 2008 roku (to nie zasługa rządów PO, tylko bezwładności procesów ekonomicznych), średni kurs franka wynosił ok. 2,20 PLN, gospodarka pracowała na pełnych obrotach, podatki spadały, a dochody rosły.

                    • grek.grek Re: 13 grudnia 1981 roku 16.12.12, 13:48
                      zapewne pan Seawolf zdaje sobie sprawę, ze gospodarka, to zabawka która działa
                      z efektem odłożnym w czasie : za czasów PiS konsumowaliśmy efekty polityki SLD.

                      najlepszy dowód na to, że - jesli się mylę, proszę popraw mnie - nie dostrzegam
                      w tej wyliczance żadnych decyzji rządu PiS, które przyczynić by się miały do
                      takich wyników. PiS nic nie robił, gospodarka wprawiona w ruch kręciła sie sama, a
                      PiS głównie rozdawało to, co SLD zostawił po sobie w kasie, beztrosko wierząc,ze
                      koniunktura będzie trwać wiecznie.
        • grek.grek Re: KK "TEtro" &... On powraca ;] 14.12.12, 13:05
          haha; Majom się chyba tabliczki czy sznurki, czy może nawet cała cywilizacja
          jaką tworzyli - skończyły, i po prostu dalej już kalendarza nie mogli kontynuować :]
          Gdzieś ten koniec musiał nastąpić.

          Teraz coś sobie przypominam, dzięki Tobie i Siostrze, ale mimo wszystko słabo kojarzę
          człowieka...

          Zaległości jakoś narobisz, Barbasiu... nie odpuścimy Ci ;]
          • pani_lovett Re: KK "TEtro" &... On powraca ;] 14.12.12, 22:33
            Trza się będzie żegnać! ;))


            Mam nadzieję. :))
            • grek.grek Re: KK "TEtro" &... On powraca ;] 15.12.12, 13:38
              ... pełzać w kierunku katakumb ;]]

              hehe :]

              • barbasia1 Re: KK "TEtro" &... On powraca ;] 15.12.12, 14:59
                Hehehehehe :)

                Nieno, teraz to się przeraziłam!

                :)
    • grek.grek "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 14.12.12, 11:51
      Poza tym, że wydał mi się sztucznie przedłużony - kupiłem tę opowieść.

      Mocna akcent finałowy, kiedy Bennie sensacyjnie dowiaduje sie, że jego
      odzyskany brat Angelo, to tak naprawdę jego... ojciec, a wrogość Angelo
      wobec z kolei jego ojca - Carlo, dyrygenta operowego, dyktowana była
      głównie tym, że stary odbił mu dziewczynę [matkę Benniego], która
      ostatecznie "przedawkowała"... jak to odebraliście ? "Przedawkowała"
      narkotyki ? Czy ma to jakieś metaforyczne znaczenie, wobec poprzedniej
      wersji, że matka Benniego zginęła w wypadku samochodowym, w aucie
      prowadzonym przez młodego wówczas Angelo ?

      Tak czy owak, jest zakończenie z otwarciem na optymistyczne losy braci, a
      dochodzenie do niego całkiem było zajmujące : odkrywanie przez Benniego
      przeszłości brata z jego sekretnych zapisków [mogących uchodzić za
      literaturę], z czego młody pisze sztukę i dodaje jej zakończenie, w którym
      upokorzony syn zabija ojca; interesujący wątek przytłoczenia syna, początkującego
      pisarza, przez odnoszącego sukcesy ojca-dyrygenta, który nie dopuszcza do
      wewnątrzrodzinnej konkurencji mogącej go wysadzić z siodła hegemona; ucieczka
      Angelo do Buenos Aires przed ojcem, przed zawinioną ? śmiercią, przed niespełnieniem
      artystycznym. Interesujące wątki, w sumie składają się na dość ciekawy portret
      człowieka po przejściach, próbująćego ułożyć swoje życie na nowo. I właśnie wtedy,
      kiedy już prawie mu sie udaje - wkracza w nie młodszy "brat", a jak się okaże później -
      wedle słów Angela "syn" - który nie zadowoli się zdawkowymi wyjaśnieniami i zacznie
      grzebać w tym kociołku uruchamiając w Angelo wspomnienia, aż do ostatecznego
      pogrzebania starych trupów z szafy.

      No i dzieki bratu-synowi Angelo doznaje spełnienia autorskiego. Sztuka, którą napisał,
      nieco tylko poprawiona i dopisana przez Benniego, odnosi sukces, jakkolwiek Angelo
      już na tym nie zależy, nie ma do tego żadnego stosunku.

      Z jednej strony, te czarno-białe zdjęcia bardzo nastrojowe, cofające czas, a z drugiej
      ileż barw miałoby Buenos Aires, zwłaszcza ta arystyowska dzielnica La Boca, gdyby
      jednak film był kolorowy...

      Vincenta Gallo widziałem pierwszy raz i tak mi wychodzi, ze to prima sort aktor.
      Wyglądał na gościa po uszy wkręconego w swojego bohatera i jego dylematy.
      Maribel Verdu jako piękna, mądra, uczuciowa i uśmiechnięta jego ekranowa żona, a jednocześnie
      tancerka - rewelacja. Świetna też babka, grająca tę temperamentną"ciotkę" Benniego [JOsefina ?], aktorka teatralna - przypominała postać z filmów don Pedro, aż się zastanawiałem, kiedy się okaże, że to transwestyta ;] Nie okazało się, i nie powiem,żebym był zawiedziony jej naturalną kobiecością.

      Zabawna para kochanków, Jose i Nie Pamiętam Imienia, po którejś kłótni
      ona wykopuje mu z balkonu na ulicę ciuchy, Bennie tego słucha, a Angelo
      mówi "oni bardzo się kochają", na co Bennie "przecież się kłócą ?", na co Angelo
      pyta, go czy już miał jakąs dziewczynę, bo jesli nie, to skąd może wiedzieć,
      jak wygląda "podawanie sobie ręki na zgodę" po takiej karczemnej awanturze ;]

      Do tego przegięty gej, reżyser i aktor teatralny, Abelardo, młoda - a już "zepsuta" ;]
      przez Josefinę - Maria LUisa i proszę bardzo... światek amatorskich artystów i miłośników sztuki
      z La Boca, voila. Fajną kreską, z humorem i z dużą dozą ciepła i admiracji, odmalowane
      środowisko, które przygarnęło Angelo [on sam pracuje jako oświetleniowiec - scena, w
      której zza reflektorów, którymi manipuluje, krytykuje sztukę Abelarda, czym doprowadza
      go do szewskiej pasji i niemal do rękoczynów : przekomiczna] i dało mu nowy dom i
      codzienność obracającą się wokół nowych przedstawień w ich teatrze.

      Ostatnie 20 % to film drogi, wszyscy jadą na konkurs teatralny, gdzie mają wystawiać te sztukę Angelo, i Benniego, i jak to w filmie drogi załatwiane są rozmaite sprawy między bohaterami i W bohaterach, a koniec musi mieć postać głębokiego wyznania stanowiącego coś w rodzaju katharsis. Do tego ta monumentalna scena pogrzebu Carlo, otwierająca wreszcie szansę dla Angelo, aby się otworzyć, aby poczuć ulgę wyjścia spod cienia, jaki zawsze rzucała na niego ojcowska postać.

      Rózne gatunki się tutaj spotkały, różne nuty, latynoska "sercowość" z historyją rodem z amerykańskiego dramatu. Galeria barwnych postaci, troska i dbałość o bohaterów i sympatia dla nich, pewna ręka Coppoli, dzięki której świetnie się to wszystko ogląda, nawet jeśli końcówka wydaje się przekombinowana w pogoni za "zrobieniem perełki".

      Ja jestem ZA :]

      a Wy, Czcigodni ?
      • siostra.bronte Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 14.12.12, 14:51
        Jak zawsze, ciekawie napisane :) Ale filmu nie oglądałam.
        • grek.grek Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 15.12.12, 13:33
          dzięki :]
          a film warto zobaczyć, jakbyś kiedyś spotkała...
      • pani_lovett Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 14.12.12, 22:29
        Kompletnie nieamerykański w klimacie film! Może właśnie przez to, że akcja dzieje się w Buenos Aires.
        Widziałam, niestety, tylko kawałek, fragmenty filmu (niedospane noce wyszły), ale pożyczę sobie na DVD. (i wtedy dorzucę moje trzy grosze). Warto zobaczyć, Twój ciekawy komentarz mnie w tym utwierdził. :)

        Scena z przedstawienia, w której Angelo na górze zajmuje się reflektorami, a jednocześnie wykłóca się z Abelardo? w dziwacznym kostiumie pajaca?, podczas gdy młoda aktorka robi striptiz, ktory przerywa wejście dostojnej pisarki i receznzentki, też mi nasunęła na myśl almodramy. :)

        Muzyka - Osvaldo Golijov z (argentyński kompozytor)

        04 La Boca
        www.youtube.com/watch?v=mEhYbBAsSWM
        17 Tetro
        www.youtube.com/watch?v=7T2FGK-DGIg
        :)
        • grek.grek Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 15.12.12, 13:45
          właśnie, dobra uwaga.

          no pewnie, że warto :]
          I ofk liczę na Twoje komentarze, suplementy, po obejrzeniu.

          yes :]
          to skojarzenie można rozwinąć...
          tę recenzentkę, Alon, zagrała Carmen Maura, aktorka Pedra :
          pamiętasz/my ją z "Volver" [chyba tę matkę-ducha zagrała wtedy ?],
          "Matadora", którego chyba omawialiśmy, plus zagrała jeszcze
          u Pedra w "Kobietach na skraju załamania nerwowego"; to by był
          chyba jakiś specjalny ukłon w stronę właśnie owej almodramy, przyznanie
          do oczywistej inspiracji.

          dzięki za linki, muzyka w tym filmie stanowczo bardzo ciekawa, nawet
          jesli nie rzuca się aż tak bardzo w... uszy podczas oglądania [ale to tylko
          moje wrażenie].
          • barbasia1 Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 15.12.12, 14:53
            Ożeż! Nie poznałam jej!!!

            >to by był chyba jakiś specjalny ukłon w stronę właśnie owej almodramy, przyznanie
            > do oczywistej inspiracji.

            Bardzo prawdopodobne.
            Przyznam, że nic jeszcze nie czytałam na temat "Tetro". Może F.F. Coppola, gdzieś w wywiadzie przyznał się do inspiracji filmami Almodovara!? Trzeba poszukać.

            Z dobrą muzykąfilmową tak właśnie jest, że nie rzuca się w uszy...
            :)
            • grek.grek Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 15.12.12, 16:14
              Zakamuflowała się całkiem zgrabnie :]

              Kto wie, może gdzieś istnieje taka wypowiedź, póki co doszukałem się
              inspiracji [postaci Alon] niejaką Victorią Ocampo, intelektualistką i redaktorką
              argentyńską [zm.1979], jej stylem i jej statusem w środowisku teatru i
              sztuki.

              yessss :]


              • barbasia1 Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 15.12.12, 17:57
                O! Bardzo ciekawa informacja!
                Ciekawa postać. Trzeba poszukać informacji na temat Victorią Ocampo.


                PS
                Heh, naszła mnie za moją nigdy_nie_widzianą rodziną z Buenos Aires, he,he! ;)
      • pani_lovett Re: "TEtro", jakie wrażenie po projekszyn ? 14.12.12, 22:33
        09 To Patagonia
        www.youtube.com/watch?v=dkSLE4xWHZA
        :)
    • grek.grek Dexter, sez 6 odc 10 15.12.12, 10:54
      Na czym stanęło ?
      Ach, Dexter odnajduje w piwnicy opuszczonego kościoła zamrażarkę, a w niej zwłoki
      profesora Gellera - wszystko jest jasne : młodzian Travis jest jedynym mordercą, a
      "towarzystwo" profesora, które obserwowaliśmy od 1 odcinka - było wyłącznie wytworem
      jego chorej wyobraźni.

      Dexter jest na dole, Travis na górze - z siekierą w garści... Nie schodzi jednak na dół, żeby
      tą siekierą machać, ale po prostu zamyka Dextera w tej piwnicy. Sam zaś ucieka, po
      drodze odbywając kolejną "pogawędkę" z Gellarem. Dexter z łatwością wychodzi z piwnicy, wywalając zmurszałe awaryjne drzwiczki [ lubię to w tym serialu : potencjalnie Dexter powinien być w pułapce, ale przecież to byłoby zboczenie z właściwej ściezki akcji, a więc tak jak sensacyjnie znalazł zwłoki, tak sensacyjnie banalnie wychodzi z tego zamknięcia, banał też może zaskakiwać - w sytuacji, w której wszyscy spodziewają się jakichś straszliwych problemów, to ciekawe odwrócenie pewnych schematów kina/serialu kryminalnego, a takim (również) Dexter zaiste jest]. Dex przytomnie wraca jeszcze do kościoła i, uwaga, odciętą ręką Gellara :] zostawia jego odciski palców, zeby policji nie wyprowadzać z błędu, że morderców jest dwóch.

      Jak znaleźć znikniętego Travisa ? Tropem może być blog internetowy profesora Gellara, który - jak już teraz wiadomo - prowadził sam Travis. I faktycznie, szybko pojawia się na nim nowy wpis "Fałszywy proroku, nie zdołasz nas ogłupić". I dopisek : "popełniłem błąd, ale nie licz na to, że kiedykolwiek popełnię następny". GRa się toczy.

      [POlicja, zawsze krok za Dexterem, znajduje opuszczony kościół, również podążając tropem bloga - po prostu namierzają jego IP i przeszukują teren w odpowiednio szerokim promieniu; w kościele są malowidła dotyczące znaków apokalipsy, a zarazem morderstw, które Travis popełnia, aby je wypełnić, a koniec świata sprowokować plus odciski paluchów i pewnie jakieś narzędzia zbrodni].

      Do kościoła zostaje wezwany Dexter, jako policyjny specjalista od krwi, ma swoje zadania do wypełnienia, a przy okazji może się cichaczem rozejrzeć po całym kościele, do czego dotąd nie miał okazji, bo albo przychodził tutaj kogoś upolować albo spieszył się z wychodzeniem. Znaduje pigułki lecznicze, z nazwiskiem doktora Carlssona. Ledwie je znajduje, a już Debra, jego siostra policjantka, mu je zabiera, jako dowód rzeczowy. Ale nic to, Dexter już wie, że Travis musiał się leczyć, zna też nazwisko lekarza, chociaż ono pewnie jest mniej przydatne, bo zaraz go policja przesłucha. Znajdują też zapowiedź kolejnej zbrodni, hasło brzmi "Wormwood" [piołun]

      Travis tymczasem werrbuje sbie pomagierów. Znajduje ich dzięki swojemu blogowi. Jeden facet z zoną, uznający sie za "skrzywdzonych przez społeczeństwo", w dodatku głęboko wierzący - taka para bolków, przypominających typowych "sługusów" z kreskówek :]

      Dexter intensywnie się zastanawia - jaki "błąd" mógł mieć na myśli Travis ? Co zrobił źle, a Dexter to przegapił ? Oświecenie przychodzi szybko : błędem Travisa było wypuszczenie dziewczyny porwanej spod dyskoteki, która miała być zamordowana, jako "dziwka babilońska" - wypuścił ja wtedy nękany niepewnością i wyrzutami sumienia, dopiero "rozmowa z Gellarem" przywróciła mu sprawnośc działania. A więc, zapewne będzie chciał odnaleźć Holly i ją skasować, zamazać swój błąd, zanim Dexter albo policja wykorzystają go przeciw niemu.

      Dexter natychmiast sprawdza dane tej kobiety [na imię ma Holly], zgłosiła się bowiem ona na policję i zostały jej wyjaśnienia spisane. Przegląda jej zdjęcia na jakimś portalu społecznościowym, na których Holly pozuje na jakimś jachcie. W chałupie jej nie ma, ale Dexter sprawdza różne papiery na jej biurku i znajduje listy, z których ustala nazwisko jej chlopaka, zamożnego właściciela jakiejś firmy. Sekretarka informuje go, że pan i właściciel szykuje się do rejsu swoim wypasionym wodnym pojazdem. Dexter domyśla się, ze Holly płynie razem z nim, a więc powinna być na przystani jachtów [Dexter ją dobrze zna, sam parkuje tam swój, odziedziczony po ojczymie, jacht, którym wypływa na wodę, po to zwykle, żeby topić worki z ciałami swoich kolejnych ofiar]. Po przybyciu Dexter wkrada się do punktu ochrony, grzebie w jego pamięci, i znajduje videozapis, na ktoórym widać, jak jacht odpływa i widać kręcącego się na nim Travisa. Gdzie jest ten jacht teraz ? Dxter lokalizuje go za pomocą telefonu do odpowiedniego punktu takowych informacji. Jedzie tam, a to kawałek drogi.

      Tymczasem TRavis cichaczem i w czopce odwiedza tę parę swoich sługusów, zostaje przyjęty jak król, od razu nimi dyryguje zalewając to hasłami "Bóg wam tego nie zapomni", albo "Służycie boskiej sprawie" i tego typu motywatorami ;]

      Jak już powyżej się wyjasniło : to Travis dopada Holly pierwszy, razem ze swoimi sługusami. Nakręca ich opowieściami, ze "trzeba ją zabic, żeby ją oczyścić z grzechu, w imię Pana" ;] Nakręceni działają jak automaty, a tymczasem Travis targa ze sobą jakieś tajemnicze dwie butle, wyglądające jakby były napełnione helem, albo czymś ?

      Co robi policja ? Również namierza sługusów. Jako że sierżant Quinn zabalował [budzi się rano, w swoim aucie, na chodniku, w jednym bucie na nogach, które wystają z okna, na które leje się obficie woda z uruchomionych zraszaczy trawników :)] sierźżant Batista jedzie sam do ich mieszkania, żeby sprawdzić, czy ich wideowpisy na blogu Gellera, to trop wart uwagi, ot takie rozpytanie. Przyjmuje go sługus płci żeńskiej, tłumaczy że to taka zabawa, jaja, nic poważnego. Batista kupuje tę bajkę, i byłby już wyszedł, gdyby na półce nie zobaczył całej biblioteczki książek Gellara... Pyta : "Jaja ? Jesli tak, to skąd tutaj te wszystkie ksiażki, ha ?", co spotyka się z reakcją natychmiastową - Batista dostaje w łepetynę. Wielkim cięzkim... krzyżem :] Od Travisa, którzy zaszedł go od tyłu.

      Sługus płci męskiej, w tym czasie, łazi po jachcie. Łazi w ochronnym kombinezonie...Dexter włazi na jacht i napotykając gościa - nokautuje go, sądząc że to Travis. Po chwili odkrywa, że jednak to nie on, sługus mamrocze, ze "Wormwood nie da się zatrzymać", została uciszony, ale to nie jest największy problem... Problem pojawia się w momencie odkrycia, czym naprawdę jest akcja "wormwood". Przypadkiem Dex znajduje : a] ciało Holly nadziane na kotwicę, b] jakieś plastikowe buteleczki, nie kojarzę z czym ?, które naprowadzają Dexa na trop taki oto, że akcja Wormwood będzie... detonacją brudnej bomby, atakiem wyhodowaną bronia biologiczną, jakimś sarinem albo czymś w tym guście.

      Dexter jest w kropce, nie wie, co ma robić. Jak zwykle, w takim momencie pojawia się jego własny "profesor Gellar", czyli mówiące wyobrażenie ojczyma, głos rozsądku w jego własnej głowie, i ten głos mówi mu "pamiętasz, co mówił Sam [przyjaciel zmarły w pierwszej części serii] ? Czasami pojawiają się rzeczy wieksze niż ty sam..." - Dexter więc decyduje się współdziałać ze swoimi kolegami z policji, bowiem za dużo ludzi może zginąć, jeśli nie zostanie postawiony na nogi każdy policaj w Miami. Dzwoni anonimowo na policję i zawiadamia o sytuacji CO dalej ? JUz w niedzielę.

      trailer odc :
      www.youtube.com/watch?v=Q5fSss6KOU



      • barbasia1 Re: Dexter, sez 6 odc 10 15.12.12, 19:26
        Rzuciłam się na Dextera w pierwszej kolejności, żebyś nie myślał!

        Upiorny koncept, godny Dextera, kiedy zostawia on odciski palców o d c i ę t ą ręką Gellara.
        /Widziałam w trailerze lodówkę z nieboszczykiem Gellarem! Ufff! :)/


        Dexter z łatwością wychodzi z
        > piwnicy, wywalając zmurszałe awaryjne drzwiczki [ lubię to w tym serialu : pote
        > ncjalnie Dexter powinien być w pułapce, ale [...]

        Przekonuje (mnie) ten komentarz w nawiasie ! :))



        Wklejam trailer raz jeszcze, bo Twój link się nie otwiera :

        www.youtube.com/watch?v=-Q5fSss6KOU
        Ma klimat ten Dexter i w Twych opowieściach i w tralilerach, aż ciarki chodzą po plecach ...

        W akcji Wormwood przygotowywanej przez Travisa odbijają się echa sprawy sekty "Najwyższa Prawda" działającej w Japonii, której czlonkowie w 2. polowie lat 90. XX wieku rozpylali sarin w japońskim metrze!? Tak mi się skojarzyło ...

        Zatem szykuje się w finale akcja zakrojona na szeroką skalę...

        Dzięki! Fajnie się czytało.
        • grek.grek Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 13:15
          Dzięki :] Cieszy mnie, że te wersje pisane chociaż trochę oddają
          klimat ekranowy.

          to prawda, ale wyjścia większego nie miał.

          Dzięki, Barbasiu, te linki ze mnie sobie zupełnie kpią :]]

          Tak, znakomita pamięć i skojarzenie, Barbasiu, na to się zanosi, a znając
          scenarzystów Dextera - NIC nie jest pewne, skoro "pozwolili" by w finale
          4 serii Trinity zabił żonę Dextera, to wcale nie jest oczywiste, że Wormood
          nie wypali. Każdy inny serial można by było podejrzewać o to, że co najwyżej
          sposób obezwładnienia terrorysty będzie błyskotliwszy niż w innych przypadkach.
          Tutaj zaś... wszystko jest możliwe, a brak happy endu o tyleż wartościowy, że
          może być czymś, co spowoduje zmiany w sposobie postrzeganie siebie i świata
          przez Dextera.

          raz jeszcze : dzięki :]
          z następnym odcinkiem obiecuję nie zwlekać już tak długo.

          • siostra.bronte Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 14:14
            Mam pytanie. Ile duszyczek, jak dotąd, ma na sumieniu Dexter? :)
            • barbasia1 Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 14:24
              siostra.bronte napisała:

              > Mam pytanie. Ile duszyczek, jak dotąd, ma na sumieniu Dexter? :)

              6 sezonów po 12 odcinków, Ze 60? ;)))

              Nie wiem czy ktoś to policzył? Może Grek wie.

              A my Greku, od której serii oglądamy razem "Dextera"? Od czwartej? Trzeciej ?
              • grek.grek Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 15:34
                chyba od 4.
                mamy też 5.
                no i teraz 6.
            • grek.grek Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 15:32
              to można by policzyć :]

              w 2 serii jest mrożący krew w żyłach moment, kiedy Dexter jest bliski wpadki i
              jego specjalne pudełko z trofeami, czyli kroplami krwi każdej z ofiar zamkniętymi
              w takich medycznych kapsułkach, wpada w ręce policji - przegródki są numerowane i
              można doliczyć się 46 kapsułek. Idąc od tej cyfry, przez kolejne serie - dałoby się
              ustalić calkowitą liczbę tych, których wysłał na łono Abrahama. przyznam jednak, że
              za mały na to jestem, nie pamiętam wszystkich epizodów :]

              myślę, że około 70-80 dałoby się doliczyć.
              • barbasia1 Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 15:57
                . A chciałam napisać 70! :) Niewiele się pomyliłam.

                Greku, tak jesteśmy przez Ciebie tu tak rozpieszczani opowieściami najrozmaitszymi, że nawet przez myśl by nam nie przeszło, by mieć jakieś nawet najmniejsze pretensje, że Dexter pojawił się nieco później.

                Przydałyby się jeszcze 3 pierwsze serie, prawda? Łapczywa jestem. ;))


                /Wyżej o recepcji "Rodziny Połanieckich" w domu Kossaków uśmiawszy się najpierw napisałam Tobie i wszyskim. ;)/
                • grek.grek Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 16:06
                  prawie trafiłabyś, a może nawet bez prawie [trzeba by tylko policzyć dokładnie] :]
                  hej, a może jest gdzies w sieci ta liczba ?
                  może któryś z fanów dokonał takich obliczeń ? :]

                  wiem, wiem, doceniam Was za to jeszcze bardziej :]
                  ale, mimo wszystko, lepiej napisać wcześniej niż później, choćby dlatego, żeby trzymać
                  jakiś względny rytm.

                  o, na pewno, 2 jest świetna, 3 nie widziałem w całości, ale też wyglądała na
                  ciekawą [Dexter poznaje w niej prokuratora z Miami, brata chłopaka, którego - przez
                  pomyłkę - pozbawił żywota. zaprzyjaźnia się z nim, a nawet zaczynają razem
                  zabijać, bo ten prokurator odkrywając dexterowy sekret (no może częściowo)
                  chce koniecznie pomagać mu "oczyszczać świat z tych, których nie udało się skazać
                  albo którzy dotąd unikają złapania" Oczywiście, w którymś momencie musi dojśc
                  jednak do konfliktu między nimi, a prokurator to twardy zawodnik i może mieć haki
                  na Dexa. plus cała bateria wątków pobocznych]. Pierwsza... uff, słabiutko pamiętam, jeszcze w TVN ją oglądałem, to były czasy, hehe.
                  • barbasia1 Re: Dexter, sez 6 odc 10 17.12.12, 00:05
                    Być może , trzeba pogrzebać w necie.

                    Racja.

                    Gdzieś na pewno pojawi się powtórka, wtedy upolujemy.

                    >jeszcze w TVN ją oglądałem, to były czasy, hehe

                    Pamiętam, samotnie oglądaleś ... ;))

                    Dobrej nocy, Greku!

                • grek.grek Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 16:12
                  dzięki, Barbasiu, za te suplementy do POłanieckich, zaraz czytam :]
              • siostra.bronte Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 15:58
                Ożesz! I Dexter nie popełnił dotąd żadnego błędu? Ee, mało prawdopodobne, ale może za dużo sisesajów się naoglądałam :)
                • grek.grek Re: Dexter, sez 6 odc 10 16.12.12, 16:11
                  parę popełnił, parę razy przeciwnicy niemal go zdemaskowali, a raz
                  nawet własna siostra z policji :]

                  zawsze jednak sprytnie wychodził z opresji cało.

                  byłoby to może dość schematyczne, gdyby nie fakt, że akcja odbywa się
                  na równi z jego monologami wewnętrznymi, grzebaniem w psychice, postrzeganiu
                  świata, w jego przeszłości, w podejściu do innych ludzi, do zasad, którymi się
                  kieruje, do moralności, zmian w sobie na przestrzeni mijającego czasu etc etc. To nie tylko serial akcji, ale i interesujące studium
                  psychologiczne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka