Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 12 (vol. 38)

    • er.pa Top of the lake - finale 19.12.13, 14:41
      Taaaak ... Co by tu napisać, żeby nie napisać za dużo?
      Zacznę od obiecywanej konfrontacji pani detektyw/bad daddy. No zupełnie nie to, czego można by oczekiwać. Tzn. pani detektyw została kompletnie rozjechana psychicznie, ale nie było to związane ze sprawą dziewczynki, tylko z życiem w ogóle.
      Ogólnie jakaś forma happy endu w zasadzie jest, tzn. wszystko zostaje wyjasnione do bólu, dramatycznie, po bandzie. I co ciekawe - GJ/Holly Hunter opuszcza Paradise :) Tak po prostu, zabiera walizeczkę i odmaszerowuje, Paradise zostaje, z panią detektyw.
      Podsumowując doświadczenie - nie żałuję, produkcja suma sumarum interesująca, choć nie w powodu fabuły kryminalnej, raczej ze względu na nietypowość rozwiązań, na realizm, na pewno na zdjęcia, pewną dziwaczność. Końcowe odcinki angażują emocjonalnie, znacznie bardziej niż intelektualnie. Jak go oglądałam na jakimś takim rozdrażnieniu, ale pozytywnym, jak by to dziwnie nie zabrzmiało :)
      • grek.grek Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 15:32
        dzięki, Er.po, za przeprowadzenie nas przez Morze Czerwone tego serialu :]

        psychodrama na finał ?
        dobrze to słyszeć.

        pani detektyw po konfrontacji z bad daddym została "kobietą po przejściach" czy
        tak jakoś...zbierało się jej [pod tę decyzję o pozostaniu w azylu dla "kobiet z przeszłością"], a
        ta konfrontacja, tudzież - jej efekty, była ostatecznym impulsem ?

        pomyśleć, że chciałaś się wypisać z tej zabawy :]

        jak to mówił pewien krytyk przed laty "w każdym filmie jest jedna scena, dialog, gest, który jest wart by ten film obejrzeć". mozna by chyba zastosować tę maksymę także a'propos seriali ? [może ewentualnie zawężając pole poszukiwania wrażeń do poszczególnych odcinków, heh]

        • er.pa Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 19:51
          Drogi Greku, ta pani była po przejściach od początku, przez kolejne przeszła na naszych oczach, a w rozmowie z bad daddym sprzedany jej został taki news, który zatrząsł jej całą tożsamością. I w pył ją obrócił.
          • grek.grek Re: Top of the lake - finale 20.12.13, 15:57
            dzięki :]
            no tak właśnie sobie imginowałem, czytając Twoje opisy, i trochę czując blusa, że nie dostałaby takiej akcji w ostatnim odcinku, gdyby od początku nie była w stanie podwyższonego ryzyka.

            kurdebalans, ale o tym "newsie" napisałaś... aż by się chciało złapać i od razu obejrzeć... od ostatniego odcinka, hehe.
      • pepsic Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 18:28
        Mogę zadać pytanie? Czy szef powiedział prawdę pani detektyw o wynikach genetycznych dot. jej i Tui?
        • er.pa Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 19:48
          Ha, tu Ci nie bardzo odpowiem, bo zrozumiałam, co powiedział o dziecku Tui, ale powiązanie jej z Tui mi umknęło - oglądałam w oryginale bez napisów, a to powoduje, że przy nowozelandzkim akcencie co jakiś czas mi coś uciekło. Tzn. powiązanie jej z Tui wynika logicznie z tego, co opowiedział jej Matt na początku odcinka. I szef o tym wiedział.
          • pepsic Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 21:21
            Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale szef policji chyba odwołał to, co jej Matt powiedział. Tylko, że w świetle późniejszych zdarzeń nie wiadomo, czy jej nie wprowadził świadomie w błąd.

            Ps. Oglądam przypadkowo i nie po kolei, bo nie ogarniam obowiązków, a pokręcony w tym względzie program "Ale Kino" jakoś mi nie ułatwia. Podobny chaos mam z "House of Cards", który mi się strasznie zaczyna podobać łącznie z cynicznymi wstawkami zza kadru Kevina Stacey świetnie współgrającymi z podkładem muzycznym.
            Erpa, Siostra Bronte, oglądacie?
            • siostra_bronte Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 21:40
              Bałam się tego pytania :) No więc obejrzałam kilka odcinków "House of cards". Potem jednego nie obejrzałam, straciłam wątek i przestałam oglądać. Może dlatego, że brakuje mi jakiejś pozytywnej postaci, kogoś, komu mogłabym kibicować.
            • er.pa Re: Top of the lake - finale 19.12.13, 21:50
              To chyba dooglądam z polskim lektorem lub napisami :) Mi tak naprawdę to umknęła też sama rozmowa z Mattem, bo miałam rozmowę telefoniczną, ale na moje szczęście Robin meritum przekazała później. Więc mam pretekst by obejrzeć fragmentami jeszcze raz.

              House of Cards nie oglądam, bo jakoś mi sie nie składa, a ciągle mam problemy z czasem i bardzo sobie muszę dawkować, co oglądam. Jak odzyskam nad tym czasem władzę, to po takie odłożone rzeczy sięgnę.
    • grek.grek Kocham Kino premiera/"Wożąc panią Daisy" 19.12.13, 16:44
      "Świat jest wielki, a zbawienie czai się za rogiem", pełny tytuł premiery w Kocham Kino.
      2:25 & 2:20

      Z zajawki wynika, że rzecz jest o mieszkającym w Niemczech synu bułgarskich imigrantów z czasów socrealu. Współcześnie całą rodziną wybierają się na wycieczkę do ojczyzny, którą przerywa tragiczny wypadek, w którym rodzice giną, a syn wychodzi żywcem, ale traci pamięc. Wtedy na scenę wkracza jego bułgarski wujek i zabiera chłopaka w podróż po kraju przodków.

      Brzmi nieźle, jakkolwiek to druga z rzędu opowieść o imigrantach z Niemiec ;]

      TVP1 konkuruje mocno, bo świetnym "Wożąc panią Daisy". Chyba dawno temu opisywaliśmy i rozmawialiśmy, ale whatever... jakkolwiek było - naprawdę warto zobaczyć ten film [ponownie]. Ameryka lat 50-tych, bogata rodzina zatrudnia czarnoskórego szofera do wykonywania czynności wymienionej w tytule. Pani Daisy jest ironiczną i komicznie wkurzającą staruszką, która z racji wieku i chorób nie moze sama prowadzić auta. Jest zabawnie, ale nie śmiesznie, jest mądrze, ale nie przemądrzale, jest wzruszająco - ale nie ckliwie. Sami wiecie/rozumiecie, że najpierw starsza jejmość będzie swojego czarnego wozaka nie cierpiała, a on to będzie pogodnie znosił, wreszcie - wskutek szeregu zdarzeń i wydarzeń - zaprzyjaźnią się na zabój, az do finału, do którego przydadza się chusteczki [ o ile dobrze wspominam]. Naprawdę wybitne role Jessicy Tandy i Morgana Freemana.
      TVP1, 22:20

      Kultura powtarza "Wojnę polsko-ruską" [21:10], a że powtarza po raz -nasty, oraz powtarza po raz nie ostatni - to chyba można zrzucić ją na ostatnie miejsce w hierarchii propozycji ?

      • siostra_bronte Re: Kocham Kino premiera/"Wożąc panią Daisy" 19.12.13, 17:11
        Jakoś nie udało mi się obejrzeć "Wożąc...". Ale kończy się późno. Może uda mi się obejrzeć.
        • grek.grek Re: Kocham Kino premiera/"Wożąc panią Daisy" 19.12.13, 17:30
          gwarantuję [yes ! biorę to na klatę, jakby co, haha], że Ci się spodoba.
          Siostro, lekka kawa albo krótka drzemka przed - i będzie dobrze :]

        • pepsic "Wożąc panią Daisy" 19.12.13, 18:23
          Jak dla mnie za bardzo hamerykański, a poza tym spoko.
      • pani_lovett "Świat jest wielki,a zbawienie czai się za rogiem" 19.12.13, 23:25
        Właśnie oglądam...

        i bardzo mi się podoba.

        :)
        • grek.grek "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawarim ? ; 20.12.13, 14:06
          I ja nie przegapiłem :]

          Dobrze poprowadzona [dwa plany czasowe, współczesność oraz o 20 lat wcześniej] opowieść o odkrywaniu swojej tożsamości. Świetny pomysł z ta amnezją Aleksa - dzięki niej migawki wspomnień, jakie do dopadają i z których wyłania się prawda o nim, jego rodzicach i świecie który go wychował - mogą być dla niego materią z której ponownie powstaje, niby taki sam, ale przecież jakże inny, bo przeżywa to wszystko wiedząc, że jego rodzice nie żyją. Wszystkie te rzeczy stają się zaczynem samodzielnego, odpowiedzialnego, radosnego przecież, początku Nowego. Korzeni nie da się odciąć, zawsze jakieś pędy zostają w środku, czekają tylko na impuls do wzrostu, tworzenie na nowo jest powrotem do sprawdzonych idei wklejonych w środek. Czy to nie nawiązywałoby do platońskich nauk, tyle że na gruncie społecznym ? ;]

          Rewelacyjna postać dziadka. Co za gość, hehe :] Z wyglądu jakiś absolutny szałaputa, ale jak to szałaputami bywa - mędrzec, i to nie nadęty, ale z mocno poluzowaną gumką od majtek :]
          Mistrz tryktraka [nie mam pojęcia, co to za gra, z filmu kompletnie nie zrozumiałem zasad, ale zaciekawiony jestem wstępnie], który jest dla niego jednocześnie metaforą i odwzorowaniem życia i jego złożoności.

          Retrospekcje z czasów komunistycznej dyktatury. Klasyka gatunku : bezbarwny, mało lotny ubol... ale zobaczcie, co się dzieje dalej : ten mały człowieczek zaprzedany ideologii jest jednocześnie katalizatorem zmian, które przyczynią się do tego, że Aleks nie tylko odzyska swoją tożsamość, ale wręcz odzyska ją w sposób, który każe przypuszczac, że będzie ona obłożona wieloma bonusami. Gdyby nie ten mały tępak z wysokim czołem, proponujący ojcu Aleksa, żeby na swojego ojca [dziadka Aleksa] kablował... historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie tyle historia kraju, ile historia tych konkretnych ludzi. [zresztą, ubol ląduje w nowym systemie całkiem miękko : z plakatów wyborczych uśmiecha się do elektoratu]. Czasami ludzie podli mają niezasłużone szczęście prowokować zmiany zupełnie korzystne.

          Aleks poznaje dziewczynę, być może TĘ dziewczynę; i nigdy by na nią nie trafił, gdyby nie ta pierwsza kostka domina, która przewrócił tamten aparatyczyk. Nie poznałby swojego dziadka i nie mógłby z nim odbyć tej rowerowej podróży. Nigdy nie zainteresowałby się przeszłością rodziców, przez co nigdy nie byłby w stanie zrozumieć, skąd sam się wziął i jakie znaczenie miał ich exodus do lepszego świata.

          Doskonałe jest ujęcie, jak z Bułgarii przedostają się potajemnie do Włoch. Kiedy przekraczają mur graniczny - nakrywa ich młody żołnierz z karabinem. Patrzy na nich, oni struchlali na niego... i on opuszcza karabin, zarzuca go na ramię i odchodzi. Uciekajcie ludzie, obyśmy się spotkali w lepszych czasach. A potem obóz dla uchodźców pod Triestem, gdzie siedzą jak u jakiegoś brata Alberta, sfrustrowani oglądają wystawy sklepowe w mieście - tyle wsszystkiego, takie kolorowe, a oni nie mają ani grosza przy duszy, żeby coś kupić. Obietnica przyszłości, rozczarowanie tym co jest, nadzieja. Nadzieja za pieniądze, wygrane a jakże - w tryktraka w barze nieopodal. Ojciec wygrywa, zarabia na łapówkę, a szmugler przeprowadza ich do Niemiec. Ile mozna żyć w tym obozie przejściowym, w którym można siedziec bez końca, jedząc codziennie spaghetti i to nakładane jak dla zwierząt, znosząc traktowanie niewiele lepsze niż ze strony "komuchów" we własnym kraju. Ot, z deszczu pod rynnę. I jak pod rynnę trzeba było uciekać z narażeniem życia, tak spod rynny mozna uciec tylko narażając swój portfel. Cóż za piekny znak : w świecie zniewolonym wybory są moralne, etyczne, bohaterskie, w tym "nowym lepszym" świecie wszystko jest za pieniądze. Lepsze to ? Czy brak pieniędzy w świecie zapraszającym wręcz do konsumpcji : nie jest dla rodziny Aleksa równie dojmującym doświadczeniem upokorzenia, co propozycja nie do odrzucenia, by kapować na własnego ojca w tamtym systemie ? Gorzka prawda.

          Socreal był niefajny, ale kombinować ich nauczył ;] I nauczył ich walki o godnośc, o swoje szczęście, nauczył wyborów moralnych. i dziadek, i ojciec Aleksa z tego pnia wyrośli : na sprzeciwie wobec braku poszanowania dla nich i dla innych. Mimowolnie to, co opresyjne i gniotące - wychowuje w człowieku to, co najlepsze. Albo go dławi i dusi na amen. Przynajmniej wybór jest jasny i nie ma drogi bezpiecznym środkiem.

          Taki przekaz jest zrozumiały dla każdego, każdy może się utożsamić z Alexem, jego ojcem i dziadkiem. Budzą sympatię i naturalny odruch kibicowski. Spójrzcie na nasze rozliczenia z komuną... sama martyrologia, ktora do niczego nie prowadzi, jak tylko do kłopotliwego milczenia.
          Żadnej nauki, żadnej drogi na przekór, żadnego kina które prowadzi do pogodnego katharsis. Kiedy Aleks przebywa tę cała drogę z dziadkiem - na rowerze typu tandem - dziadek go zostawia : już wiesz wszystko, ostatni akt możesz sam przejechać. A sam wraca pociągiem. I w takich warunkach scena powitania Aleksa z jego babcią zyskuje walor poruszający.

          I ta partia tryktraka, w której Aleks pokonuje niepokonanego dziadka, ku dziadkowej wielkiej radości i dumie. A dzieje się tak dlatego, że kostka rozpada się na pół, po rzucie Aleksa, i wygrywa stosunkiem oczek 13:12. Cóż za symbolika :] Pragnienie życia, zerwanie sie do Nowego, ktore nagina los na jego korzyśc, zmusza go by mu sprzyjał. Cała tajemnica sukcesu w tej grze, a co za tym idzie - w życiu, jak tłumaczył mu mądry dziadek.

          Świetny film. Przepraszam, że pozwoliłem sobie na opisy i tak się jakoś wyrwałem, mam nadzieję że tez oglądaliście i dorzucicie mocno do pieca :']



          • siostra_bronte Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 20.12.13, 14:46
            Dzięki, Greku :)
            Nie oglądałam. Zniechęcił mnie długi tytuł :)
            • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 20.12.13, 15:54
              drobiazg, mam nadzieję że nie pozostanę jedynym komentującym ten film ;]]

              może trailer chociaz ?
              www.youtube.com/watch?v=Bsawe3Q01Wo
              • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 20.12.13, 18:22
                grek.grek napisał:

                > drobiazg, mam nadzieję że nie pozostanę jedynym komentującym ten film ;]]

                Greku, przecież ja też obejrzałam ten film!!!
                Jak tylko przeczytam Twój post to dopiszę komentarz.


                Teraz tylko powiem, że zakochałam się w Bułgarach! ;)
                • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 21.12.13, 14:25
                  WIEM ! :]]
                  chciałem Cię zmobilizować [przyznaje, że to niecny zamiar był, bo przecież święta za pasem, więc na pewno masz mnóstwo zajęć związanych z przygotowaniami, a ja tu jeszcze w taki sposob motywuję Cię do pisania komentarzy :)]

                  haha :]
                  ciekawe w którym z nich najbardziej ? :]
                  • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 21.12.13, 15:01
                    Rzeczywiście taki czas, że nie wiadomo, co robić najpierw. ;)


                    W dziadku, he,he! ;)
                    • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 21.12.13, 17:39
                      Jack Nicholson [chyba on] miał na to ciekawe okreslenie, ale nie wypada mi go przytaczać w okresie przedświątecznym ;]

                      yes ! haha :]
                      dziadek był świetny.
                      jednak czarujący starsi panowie na rowerach mają na Ciebie wpływ, he he ;]
                      • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 22.12.13, 16:35
                        He,he! Innym razem podrzucisz to określenie.

                        Pachnie u nas dziś gotowaną kapustą , choinką.
                        mak się w mleku gotuje,
                        sąsiadka pożyczyła właśnie maszynkę do mielenia grzybów
                        Tyle wieści z frontu świątecznego ... ;)


                        Ożeż! To przypadek! ;))

                        • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 22.12.13, 17:09
                          dobra :]

                          no to widzę, że machina idzie pełną parą :]
                          tak trzymać, ster prawa na burtę, hehe.

                          haha :] ano widzisz, jak to podświadomie obrazki się
                          zapisują i oddziałują na wybory w realu.
                          • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 22.12.13, 17:14
                            > haha :] ano widzisz, jak to podświadomie obrazki się
                            > zapisują i oddziałują na wybory w realu.

                            8-/
                            Powiedz, że to tylko ż a r t!
                            ;)
                            • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 23.12.13, 15:22
                              haha ;]
                              wiesz, Ty prujesz na rowerze, pan dziadek "wygrał wyścig dookoła Bułgarii"... widać
                              tutaj spoiwo... ideowe :]]
                              • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 25.12.13, 16:18
                                Hehehe!
                                Przy takim dziadku rajdowcu to ja bym padła. ;)
                                • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 25.12.13, 16:28
                                  bez obaw, dziadek miał tandem ;]
                                  • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 25.12.13, 17:13
                                    :/
            • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 20.12.13, 18:19
              siostra_bronte napisał(a):

              > Dzięki, Greku :)
              > Nie oglądałam.
              >Zniechęcił mnie długi tytuł :)

              Bronte, czy Ty się czasem nie zrobiłaś leniwa ostatnio?! ;))

              • siostra_bronte Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 20.12.13, 18:30
                Hehe. Faktycznie, ostatnio trudno mi się zmobilizować do oglądania filmów, zwłaszcza takich, o których wcześniej nie słyszałam.
          • pani_lovett Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 26.12.13, 14:45
            > [...] Czasami ludzie podli mają niezasłużone szczęście prowokować zmiany zupełnie
            > korzystne.

            Widzę to inaczej. Ubek zniszczył tę rodzinę. Gdyby nie on, ojciec Aleksa pewnie nie zdecydowałby się na wyjazd na Zachód. Rodzina , dziadkowie mieszkaliby razem z córką, zięciem, ukochanym wnukiem, wspierali się wzajemnie . Być może rodzice Aleksa nigdy by się nie rozeszli, nie zginęli w wypadku. Tragicznie potoczyły się losy rodziców Aleksa, za sprawą ubeckiego szpicla, który znienawidził mistrza trik-traka i zemścił się na nim, po tym jak ten mu złośliwie dogadał. A dziadek po ucieczce rodziców Aleksa, został aresztowany i wsadzony do więzienia po absurdalnymi zarzutami. Zatrzymany w domu przez ubeków dostał potężny cios w twarz drewnianym pudełkiem od trik-traka...

            cdn.


            Też jestem zaciekawiona zasadami gry w trik-traka. Mam nadzieję, że tt jest łatwiejszy od szachów. Ale czy dziewczyny mogą grać trik-traka?
            ;)
            • grek.grek Re: "Świat jest wielki,a zbawienie..." - pagawari 26.12.13, 15:55
              na pewno mogą grać, pytanie - czy chcą ? ;]

              Twoja wersja ma głęboki sens.
              ALE co by było, gdyby Aleks nie utracił pamięci i nie był zmuszony
              sobie przypomnieć własną przeszłość i związki z rodziną ?

              wg mnie, ten wypadek i amnezja okazały się dla niego błogosławieństwem, bo
              odbył niezwykle intensywną emocjonalną podróż - dzięki niej odkrył sedno spraw :
              wyborów rodziców, własnego pochodzenia i zrozumiał, ukształtował swoja tożsamość.
              być moze nie byłby w stanie dokonać tego na takim poziomie, tak głęboko, gdyby
              wszystko się ułozyło.

              jak u Goethego "jam jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, dobro wiecznie
              czyni" :]

              mam wrazenie, że tu jest właśnie sens przesłania tego filmu : czasami musisz
              zrobić krok w tył i nawet przyklęknąć z wysiłku, żeby wstać i zrobić dwa kroki
              naprzód :]

              i tragedia, dramat stają się zalążkiem czegoś większego od nich, mają zabić
              człowieka, ale prowokują go tylko do samodoskonalnia. tutaj przewodnikiem Aleksa
              staje się własnie mądry dziadek.
    • grek.grek repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 20.12.13, 16:06
      "Dziewiąte wrota" w Polsacie [21:55] i "Broken Flowers" w KUlturze [23:35]

      tak, wiem, "BF" było w TVP i to bodaj 2 razy, zaledwie kilka dni temu, a w Kulturze enty raz będzie... wiem, tak - mam problem, bo znów chcę to oglądać [i słuchać] ;]] co najgorsze, nie chcę iśc z tym do specjalisty. Amy padła od hery, a ja padnę od powtórek filmowych ;]

      they tried to make me go to rehab, but I said "no no no" [hahaha]
      • pani_lovett Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 20.12.13, 18:30
        A ja chciałam obejrzeć powtórkę "Broken Flowers", żeby zobaczyć, czy rzeczywiście dziewczyny lecą na skapcaniałego Dona Johnstona (Bill Murray), jak nam tu niegdyś wmawiałeś. ;)
        Ale dzisiejsza powtórka stanowczo mi nie pasuje.


        >Amy padła od hery, a ja padnę od powtórek filmowych ;]

        Proszę mi tu takich tekstów nie pisać!
        • grek.grek Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 21.12.13, 14:22
          haha ;]

          wiesz, w pierwszych scenach filmu Don ogląda w telewizji film o Don Juanie, który - wg mnie, ale myślę że to chyba jest obserwacja obiektywna - w jakiś sposób zdradza jego tożsamość mentalną. Don Johnston sam był takim Don Juanem.

          Potem jego przyjaciel, Winston, mówi mu "ty rozumiesz kobiety !".
          wedle legendy, hehe, sekretem podbojów jakimi Don Juan pustoszył okoliczne miasta i wioski ;] było właśnie to, że rozumiał kobiecą duszę [abstrahując już nawet od faktu, że przecież co człowiek, to dusza, nie ? :)].

          a więc : Don wpływa na kobiety. czy ich zachowania w jego obecności nie byłyby naturalną konsekwencją tego faktu ?

          widać, że niemal wszystkie [pomijając panią na lotnisku, rozwiązującą krzyżówkę] w jakiś sposób reagują na niego : jedne otwarcie, inne jakby mniej, ale jest reakcja, jest poruszenie.

          ciekaw jestem Twojej oceny, raz że byłaby Twoja, a dwa - będzie/byłaby to ocena z punkltu widzenia kobiety :]

          wiesz, Don jest skapcaniały, ale jednak jest w jakiś sposób uroczy :]
          on też na wszystkie kobiety, które spotyka, zwraca wyraźną uwagę.
          może to sprawia, że one mu ją odwzajemniają ?
          no nie wiem, ale jednak rzuciło mi się w oczy, że żadna nie pozostaje obojętna [do końca], nawet jesli nie jest super-zainteresowana.

          wg mnie, to ten donjuanowski element :] może jakieś chemiczne wyczucie jego wrażliwości, którą im gra na sensorach ? ;]

          hehe :]
          to już przestaję.
        • pepsic Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 21.12.13, 20:50
          Nie zauważyłam, aby choć jedna leciała na niego. Greku, z całym szacunkiem, to jakaś miejska legenda.
          • grek.grek Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 22.12.13, 14:06
            ??? :]
            naprawdę ?
            nawet Lolita, która po 2 minutach paraduje przed nim nago, a kiedy Don odjeżdza - macha mu romaantycznie ubrana zaledwie w bieliznę ledwie dostrzegalną ? ;]

            a Sun Green, która patrzy na niego jak flirciarsko i czule go opatruje ?

            litości :]]
            a sekretarka w lecznicy dla zwierząt, która jak tylko orientuje sie, że Don rzuca spojrzenie na jej nogi - ciągle na niego sie lampi, czy to znad biurka czy kiedy zagląda do pokoju, żeby poinformować lekarkę o tym, że klient czeka ? :]]

            no nie wiem, tutaj nie jest to w taki sposób rozegrane, że one się na niego rzucają z łapami i jęzorem, ale ja dostrzegam w tym wszystkim jakiś rodzaj erotycznej gry.

            • pepsic Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 22.12.13, 18:39
              Moim zdaniem dziewczyny traktowały go pobłażliwie i po cichu sie z podstarzałego Adonisa nabijały, np. laska w przychodni, która na moje oko miała romans z szefową.

              ja dostrzegam w tym wszystkim jakiś rodzaj erotycznej gry.

              Raczej zaklinanie rzeczywistości;)
              • pani_lovett Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 23.12.13, 17:22
                pepsic napisała:

                > Moim zdaniem dziewczyny traktowały go pobłażliwie i po cichu sie z podstarzałe
                > go Adonisa nabijały, np. laska w przychodni, która na moje oko miała romans
                > z szefową.

                Podobne wrażenie odniosłam (wszystkie dziewczyny oprócz małej Lolitki, a jej matka ze to bardziej ze starej sympatii niż na sutek erotycznego przyciągania przyjęła do swego łoża wyleniałego Adonisa. ;)
                • siostra_bronte Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 23.12.13, 17:32
                  A ja nie miałam takiego wrażenia. I dlaczego " wyleniałego" Adonisa? Powiedzmy sobie szczerze, że spotkane panie też mają lata swojej świetności za sobą :)
                  • pepsic Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 23.12.13, 20:16
                    Ale my miałyśmy na myśli wiek mentalny, a nie metrykalny.
                    • pani_lovett Re: repety "Dziewiąte wrota"/"Broken Flowers" 25.12.13, 17:19
                      Tak, właśnie. I o jego podejście do życia, do ludzi chodziło...
    • grek.grek "Wałęsa" odpadł, a Kevin wpada 2 razy 21.12.13, 14:40
      no i "Wałęsa" bez nominacji do Oscara.
      dostały ją filmy z Palestyny, Bośni, Kambodży, Hongkongu, Węgier, Danii, Niemiec, Włoch i Belgii.
      a dzieło mistrza o nobliście - no jakoś nie :]

      nie jestem ciekaw, jak się teraz czuje pan Wajda, jak odbiera sytuację pan Wałęsa, ale jestem ciekaw jak się czuje cała polska smietanka urzędników z PISF i Ministerrstwa Kultury, która ten własnie film zgłosiła, mimo delikatnych sugestii że nie jest to dzieło ani wybitne ani uniwersalne i interesujące dla Amerykanów, pomimo że zapewne nazwisko Wałęsa nawet Akademii coś tam pewnie mówi. bezczelnie założono, że nazwiska Wajdy i Wałęsy załatwią sprawę, bo Amerykany przyklekną na ich dźwięk w zabobonnym lęku. przeliczono się sromotnie i chyba przy okazji rozbawiono nieźle nominujących, którzy [podejrzewam] załapali na czym polega ten nasz polski... myk ;].

      ciekawe, jak będą te sytuację komentowali właśnie państwo, którzy z takim hukiem zignorowali naprawdę poruszające [nie oglądałem, ale recenzje wskazywały jednoznacznie, także Wasze, Pepsic, Barbasiu] "Idę" czy "Chce się żyć", a "Wałęsie" zorganizowali premierę z pompą i pomponem, z udziałem najwyższych urzędników państwowych. ciekawe, czy się w ogole odezwą ? ;] a może zwyczajem panujących obecnie - udadzą, że to nie oni, hehe ?

      Kevin będzie na święta.
      zaskoczeni jesteście ?
      nieeeee.
      powiedzcie mi, bo nie umiem tego sam rozebrać : jeśli POlsat planował pokazać "Kevina" w święta, to dlaczego pokazał go także miesiąc przed nimi ? przecież to niepoważne :]

      TVP zaklajstruje "Panem Wołodyjowskim" i jakoś opędzi.

      nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to jest dziecinada.

      • siostra_bronte Re: "Wałęsa" odpadł, a Kevin wpada 2 razy 21.12.13, 15:14
        Tak, to był news ubiegłego wieczora :)

        Ja bym nie robiła z tego tragedii. O nominacje walczyło, jak sprawdziłam, 76 filmów, więc konkurencja była ostra. Nie ma żadnej gwarancji, że "Ida" czy "Chce mi się żyć" dostałyby nominację.

        Zdarzało się, że w poprzednich latach zgłaszano tytuły młodych twórców, bardzo chwalone, np. "Rewers", "Wszystko co kocham" czy "Pręgi", ale i tak przepadły. W tej kategorii zdarzają się niespodzianki, czasem wygrywały filmy, o których nikt już nie pamięta.

        Co do Kevina, dla mnie to też zagadka :)

        • grek.grek Re: "Wałęsa" odpadł, a Kevin wpada 2 razy 21.12.13, 17:43
          mnie dopiero dzisiaj przedpołudniowo trzasnęło ;]

          ja się staram tez nie robić, ale... wiesz, zgłoszenie było takie triumfalistyczne i pompatyczne.
          ofk, gwarancji sukceu dla innych filmów absolutnie nie ma, lecz myślę sobie śmiało, że ich porażka byłaby chyba mniej komiczna w aspekcie osób zaangazowanych w produkcję, a i chyba lepiej przyjęta, bo zgłoszenie idące wbrew tzw. najprymitywniejszej linii oporu :]

          haha :] ano właśnie, może Polsat próbuje ustanowić nową świecką tradycję i będzie puszczał "Kevina..." co miesiąc ? ;]
    • siostra_bronte "Michael Clayton"/ "Wiek niewinności" 21.12.13, 15:23
      Wreszcie coś się ruszyło :)

      "Michael Clayton" w tvn o 22.25. Obejrzę głównie dla Tildy Swinton i Toma Wilkinsona. Nie jestem fanką George'a Clooneya, ale przynajmniej mnie nie zniechęca :)

      W Tele5 o 20.00 kostiumowy romans z wyższych sfer w reżyserii Martina Scorsese z 1993 r. Ekranizacja bliżej mi nie znanej powieści. Nowojorski prawnik (Daniel Day-Lewis) rozdarty między potulną narzeczoną (Winona Ryder) i wyemancypowaną rozwódką (Michelle Pfeiffer w okropnej fryzurze). Piękne zdjęcia, kostiumy, solidne aktorstwo, ale przydałoby się trochę więcej emocji. Mimo to warto zobaczyć.
      • grek.grek Re: "Michael Clayton"/ "Wiek niewinności" 21.12.13, 17:45
        nie widziałem, chętnie zobaczę, dzieki za zapowiedź, Siostro.

        na pewno spróbuję obejrzeć nocne "Underworld" [mówiłem, że powtórki mnie wykończą, heh], ale teraz będę się starał obejrzeć oba.
      • pani_lovett Re: "Michael Clayton" 22.12.13, 16:02
        Chciałam obejrzeć "Michaela Claytona", ale zasnęłam ...
        • siostra_bronte Re: "Michael Clayton" 22.12.13, 16:08
          Zasnęłaś w trakcie oglądania, czy przed? :)
          • pani_lovett Re: "Michael Clayton" 22.12.13, 16:40
            W trakcie oglądania, ale nie obejrzałam za wiele ...
        • grek.grek Re: "Michael Clayton" 22.12.13, 17:05
          ja straciłem pierwszy kwadrans, ale jakoś złapałem fazę :]
          • pani_lovett Re: "Michael Clayton" 22.12.13, 17:16
            Ja straciłam pierwszy kwadrans , a potem jeszcze urwał mi się film...
          • siostra_bronte Re: "Michael Clayton" 22.12.13, 17:24
            Hehe. No i jakie wrażenia? Akurat początek był jakiś niejasny, nie mogłam się połapać co i jak, ale potem już było lepiej i film się rozkręcił. Chyba najlepsza rola Clooneya jaką widziałam do tej pory.
            • pepsic "Michael Clayton" - będę bezwględna 22.12.13, 18:56
              Mam wrażenie, że reżyser chciał połączyć dramat sensacyjny z dramatem psychologicznym i na siłe błysnąć intelektem, co być może mu sie udało, tyle, że wyszła mało zrozumiała nuda bez napięcia, która po prostu nie wciągnęła. Ja przynajmniej o 24.00 dałam sobie spokój.

              Siostro, co do Clooneya mam odmienne zdanie. To aktor jednej miny, w każdym filmie taki sam, tylko włosy ma coraz bardziej szpakowate. Tu również mało przekonywujący był, zwłaszcza od strony fizycznej.

              Uff, teraz czekam na rozstrzelanie;)
              • siostra_bronte Re: "Michael Clayton" - będę bezwględna 22.12.13, 19:23
                Żadnego strzelania nie będzie :)

                To nie jest jakieś arcydzieło, ale dało się obejrzeć bez bólu. Trochę chaotyczna narracja, np. dopiero w połowie filmu dowiedziałam się, dlaczego Clayton musi zapłacić te 80 tys. dol. Moim zdaniem Clooney wypadł w tym filmie bardzo dobrze. Nic na to nie poradzę :)
                • maniaczytania Re: "Michael Clayton" - będę bezwględna 22.12.13, 20:09
                  ogladalam w ubieglym roku zdaje sie i bardzo mi sie podobal.

                  I z tego, co pamietam, to on jest niezle zakrecony. Pewne sekwencje z poczatku zaplatuja sie z tymi pozniejszymi, wiec trzeba go uwaznie ogladac.
                  • siostra_bronte Re: "Michael Clayton" - będę bezwględna 22.12.13, 22:06
                    Tak, na początku jest kilka scen, z kulminacyjną -wybuchem samochodu, a potem pojawia się informacja: "cztery dni wcześniej" i akcja cofa się. Na końcu filmu niektóre sceny z początku powtarzają się.
              • grek.grek Re: "Michael Clayton" - będę bezwględna 23.12.13, 15:00
                [będą spojlery !]

                mnie rozbawiła scena, kiedy wybucha samochód-pułapka.
                bohater grany przez Clooneya jest poza nim, więc szczęśliwie nie ginie.
                chcąc jednak wprowadzić w błąd swoich prześladowców - wrzuca go
                plonącego auta zegarek :]
                czyżby sądził, że nie domyślą się prawdy nie znajdując jego kości ? ;]

                szkielet scenariusza był dośc schematyczny [sprawa o wielkie odszkodowanie,
                prawnik wpadający na trop oszustwa cynicznej firmy, skutecznie nastający na jego życie
                smutni panowie, jego przyjaciel bierze na siebie dokończenie całej procedury], ale
                odkrywany w sposób zawikłany bardzo. spodobało mi się to :] nie masz oryginalnego
                pomysłu ? znajdź oryginalny sposób na sprzedanie szablonu. moim zdaniem, wyszło
                bardzo nieźle.

                świetny jest monolog Wilkinsona, ten w którym używa coraz to nowych matematycznych
                kwantyfikatorów ilości straconego czasu dla sprawy, która od początku była oszustwem.
                udane są też wejścia Tildy Swinton, zapiętej na ostatni guzik prawniczki mającej nadzieję
                na karyjerę. zabawne, że to własnie ona - wydaje sie, że nieszkodliwa i niezepsuta jeszcze -
                pogrązy swoją firmę podczas rozmowy z Clooneyem.

                trik banalny - ot, nagrał ją, po prostu.
                ale myślę, że banał ma tutaj moc.
                nie wiemy do końca, w co gra Clooney. czy chce tej łapówki czy jednak nie.
                niby chodzi po głowie, że ma magnetofon w kieszeni, ale jednak nie można dac
                za to głowy.

                z pkt widzenia psychologii - też bardzo wiarygodne.
                sytuacja jest nerwowa, chaotyczna, on ją wciąga w naprawdę pełną dramatyzmu
                i histerycznych gestów i narracji dialog, robi jej wodę z mózgu, ona nawet nie ma
                czasu pomyśleć : chwila, a może on mnie podpuszcza ? nie ma szans, zwłaszcza
                że ona wie, iż ziemia się zaraz zacznie im palic pod nogami. brakuje jej doświadczenia,
                co cały czas jest wygrywane. ona wszystkiego się musi wyuczyć, wyklepać na blachę.
                nie jest błyskotliwa. nie przychodzi jej do głowy w porę, żeby ocenić chłodno warianty
                rozegrania tej sytuacji. ciekawe zakończenia, MIMO tego schematyzmu rozwiązania.

                Clooney, z mojego punktu widzenia, jest jakiś taki mało wiarygodny w rolach
                dramatycznych, gdzie po męsku trzeba krzyknąć, dać w dziób, szybko pobiec :] albo
                zagrać ciemną stronę księzyca. tutaj, wg mnie, przychodzi mu w sukurs scenariusz,
                dobre poprowadzenie całej akcji, skutkiem czego jego postać obywa się bez tych
                obszarów, na których Clooney mógłby się zacząć chwiać.
    • grek.grek Dexter sez 7, odc. 6[1] 22.12.13, 14:52
      NO to - jedziem z tym śledziem, bo rozwija się ten sezon zupełnie nieoczekiwanie interesująco :]

      Po odkryciu, że Hannah Mc Kay przed 8 laty nie była jedynie zastraszoną towarzyszką morderczych eskapach niejakiego Randalla [niezyjącego zabójcy], Dexter coraz bardziej się nią interesuje. Nie tylko jako kobietą. Przede wszystkim, jako potencjalną morderczynią. Podczas ostatniego spotkania : zasugerował wprost, że to Hannah 8 lat wcześniej zamordowała jedną z osób, których zabojstwo przypisywano dotąd Randallowi. Dexter nie zdradził sie ze swoja wiedzą policji, także siostrze - kiedy Debra pyta "czy powinnam coś wiedzieć a'propos tych morderstw ?", Dexter kręci przecząco głową "Nie. Nic". Kłamie. Chce ochronić Hannę, by osobiście ja wykspediować na łono Abrahama. W pewien sposób, nie ma innego wyjścia - Hannah zgodziła się wskazać miejsce porzucenia ciał dlatego, że dostała od policji immunitet, uwalniający ją od wszelkiej odpowiedzialności za sprawę. Swoje już odsiedziała w zakładzie poprawczym [kiedy podrózowała z Randallem i, jak się okazuje, zabijała razem z nim - miała zaledwie 15 lat].

      Początkiem jest sfałszowanie analizy śladów krwi dla policji. Dexter składa raport, w którym zataja, że jedna z rzekomych ofiar Randalla padła od ciosów nożem kogoś NIŻSZEGO od Randalla, czyli Hanny Mc Kay.

      Potem grzebie w policyjnych archiwach. Dowiaduje sie rzeczy intrygujących - Hannah Mc Kay miała męża. Facet był normalny, zdrowy, nie chorował... aż tu nagle zmarł na atak serca. Przypadek ?

      Dexter odwiedza ją w jej domu-kwiaciarni. Przeprasza ją za podejrzenia. Pokazuje raport, stwierdza że się mylił. Oczywiście kłamie jak z nut. Robi to tylko po to, żeby zyskać jej zaufanie. Móc się do niej zblizyc i znaleźć jakieś dowody potwierrdzające jego teorię, że Hannah, jak każdy morderca - nie jest ofiarą jednorazowego epizodu, że musi mieć na koncie więcej zabójstw. Pozoruje, że przyszedł do niej, tak naprawdę... po kwiat do mieszkania. Trochę rozmawiają, Dexter podpytuje ją o jej przeszłośc, o męża. Hannah niespecjalnie ma ochotę na ten temat rozmawiać. A kiedy Dexter zwierza się, ze sam stracił zonę [Ritę, koniec 4 sezonu], którą zamordowano, Hannah rzuca "chyba oboje mamy tendencję do roztaczania wokół siebie mroku".

      Z tej rozmowy Dexter dowiaduje się o niejakiej Beverly Grey, starszej pani, która była właścicielką tego domu-ogrodu, w którym teraz urzęduje Hannah. Babka nie żyje. Dexter sprawdza w papierach via komp, że pani Grey zmarła na... atak serca. Przypadek ? Jest niemal pewien, że zarówno męża, jak i starszą panią uśmierciła Hannah. Zapewne za pomocą trucizny, to klasyczny typ morderstwa w stylu kobiety. Bez rozlewu krwi i w "białych rękawiczkach". Potrzebuje tylko dowodów, albo mocnych poszlak na potwierdzenie swoich przypuszczeń.

      Ekshumacja zwłok ukrytych przed 8 laty przez Randalla - przyciąga do Miami pisarza kryminałów rekonstruujących twarde fakty z prawdziwych policyjnych śledztw, niejakiego Sala Price'a. Jest on zainteresowany sprawą, bo w jednej z poprzednich swoich powieści opisał właśnie zabójstwa Randalla. Dexter ma nadzieję uzyskać od niego jakieś ciekawe informacje dotyczące Hanny.

      Zaczepia go więc, przedstawia się jako fan, i prosi o autograf. Price poznając jego nazwisko, pyta czy Dexter Morgan ma coś wspólnego z Debrą Morgan. Kiedy dowiaduje się, ze są rodzeństwem - prosi Dextera, żeby wstawił się u siostry za nim, co by wybrała się z nim na randkę. Dexter nie odmawia.

      Przy okazji Price go demaskuje - facet wynajął własnego speca od badania śladów z miejsc zbrodni : według tego speca, kobieta zabita rzekomo przez Randalla - została zabita przez kogoś niższego. A więc Price ustala to, co Dexter sam ustalił, ale skłamał dla potrzeb własnych porachunków z Hanną.

      Price dodaje, że w jego książce Hannah była tylko świadkiem zabójstw popełnianych przed Randalla, ale "gdyby TERAZ" miał tę ksiązkę pisać : napisałby ją inaczej. Wg Price'a, Hannah zabijała razem z Randallem. Dexter ofk udaje chłopka roztropka, w swoim stylu, ale jest maksymalnie skupiony na ujawnieniach Price'a. POtwierdzają one jego własne ustalenia, a Price to rzetelny badacz faktów. Także od n iego Dexter dowiaduje sie, że kiedy zaraz po wyjściu z poprawczaka Hanny - zmarł jeden z jej opiekunów, którego Hannah oskarżała o molestowanie seksualne. Coraz więcej trupów wokół niej...

      Hannah odwiedza Dextera. Znajduje jego adres na stronie policji w sieci. Przynosi mu kwiat. Dexter niespecjalnie życzył sobie jej odwiedzin, no ale nic - robi dobrą minę do złej gry. Hannah wybrała dla niego "nakrapiany storczyk", czyli kwiatek biały, z czerwonymi kropkami, wyglądającymi jakby ktoś ochalapał go... krwią. "Skojarzył mi się z twoją profesją", tłumaczy. Potem chodzi po jego mieszkaniu i szuka miejsca, gdzie by mu tu postawić ten rarytas. A Dexter zastanawia się, do czego ona zmierza. BYć moze sytuacja zmierza do łózkowej, ale przerywa to telefon od Debry, która ma dla Dextera niepokojące wieści. Jakie - w innym akapicie :]

      Dexter na tyle jest zainteresowany tym, co wie Price - że włamuje się do jego domu.W komputerze znajduje całe mnóstwo plików, dotyczących Hanny Mc Kay. Price naprawdę solidnie zajał się jej przeszłością. Dexter wszystko fotografuje i kopiuje, a potem niepostrzeżenie wychodzi.

      Na własnym juz kompie przegląda te pliki. Dociera do ustaleń Price'a - wedle których Hannah stoi za śmiercią Beveerly Grey. Price przekupił faceta od koronera, który robił sekcję zwłok i pobrał próbkę krwi zmarłej starszej pani. Potem dał ją swoim zaufanym lekarzom do przebadania. Z tej próbki wynika, że Beverly Grey została otruta. W jej krwi znaleziono śmiertelną dawkę śmiertelnej trucizny, o nazwie Tojad. Roślina ta, wedle ustaleń Price'a, znajdowała się pod ręką - w ogrodzie domu, w którym mieszkały pani Grey i Hannah, a w którym dziś nadal mieszka sama Hannah. Są to więc ustalenia rewolucyjne dla całej sprawy. Dlaczego Price ich nie wyjawił policji ? Pewnie po to, żeby nie pozbywać się tematu na ksiązkę.

      Dexter odwiedza raz jeszcze Hannę. Tym razem jej nie zastaje. Ale zastaje konserwatora, starszego gościa który pracuje przy domu, uszczelnia rynny, i inne takie farmazony wykonuje. Dowiedziawszy się, że chłop pracuje tutaj już 10 lat - podpytuje go o panią Grey. Dowiaduje się, że Hannah została jej spadkobierczynią, bo pani Grey nie miała żadnych dzieci ani wnuków, żadnych bliskich, którym mogłaby zostawić swój dom, ogród i kwiaciarnię. Konserwator opowiada, że podczas choroby pani Grey - Hannah zajmowała się nią z prawdziwym poświęceniem, ale... jakoś tak bez komponentu emocjonalnego. "Wie pan, ona... szła przez to jak czołg", wspomina zachowanie Hanny. I dodaje, że "nikogo nie dopuszczała do pani Grey".

      Pod pozorem obejrzenia kwiatów, Dexter wchodzi na teren ogrodu. Znajduje tojad. Częsciowo wyrwany z ziemi. Przychodzi mu do głowy, że Hannah sporządzić musiała z niego jakąś kolejną smiertelną nalewkę. Dla kogo ? DLA NIEGO ?

      Hannah zjawia się niespodziewanie. Niby mówi, że zaskakują ja te wizyty Dextera, ale z drugiej wydaje się byc do nich doskonale przygotowana. Częstuje go kawą. Dexter oczywiście wymiguje się, żeby jej nie wypić. Hannah pyta go : o co chodzi z tymi wizytami, dlaczego ciągle "chcesz mnie widzieć" ? Dexter jest w kropce, ale chcąc zachować kontakt z nią, odpala, że chodzi mu po głowie jakiś wspólny wypad na randkę.

      Hannah na to, że na randki nie chadza, bo zbytnio się przywiązuje do ludzi, więc to dla niej niewskazana forma znajomości. Wyznaje mu [na ile prawdziwie ?], że Randall ją zawiódł, to jej ciązy ciągle w głowie. Obiecywał jej wizyte w Disneylandzie [miała wtedy 15 lat], obiecywał wizyte w Parku Mikołaja [specjalnym, jedynym miejscu na Florydzie, gdzie można zobaczyć śnieg, sztuczny ofk], a potem wyjazd do Argentyny i wspólne życie. Dlatego chyba akceptowała jego zabijanie. Dexter słucha tego, nie zdradzając, że doskonale wie, iz Hannah taką sierotka Marysią nie była - sama zabijała.


      • grek.grek Dexter sez 7, odc. 6[2] 22.12.13, 14:59
        Hannah się więc waha, ale Dexter przekonuje ją mówiąc "Ja nie jestem Randallem, prawda ?". No i ona się zgadza na "jedną" randkę.

        A randka ta rozwinie się zupełnie sensacyjnie, o czym za moment.

        W międzyczasie, porucznik La Guerta, idąc tropem znalezionej płytki krwi i poszukując prawdy o Rzeźniku z Zatoki [w istocie - Dexter, ale oficjalnie - jej przyjaciel sierżant Doakes, wrobiony w cała aferę przed Dextera i zlikwidowany, co zamknęło sprawę, ale nie dla porucznik, która nigdy w jego winę nie uwierzyła; zaś płytki z krwią były trofeami Rzeźnika] ponosi fiasko poszukiwań./

        Postawiła na sprawdzenie zaginionych juz po smierci Doakesa przestepców. Na szczęście, dzięki temu że poprosiła o pomoc Debrę - siostra Dextera mogła usunąć nagle pojawiające się poszlaki mogące zdemaskować jej brata jako potencjalnego Rzeźnika.

        .
        • grek.grek Dexter sez 7, odc. 6[3] 22.12.13, 16:35
          La Guerta stwierdza, że ten trop prowadzi donikąd. Debra oddycha z ulgą. Na moment zaledwie, bo za chwilę pani porucznik proponuje nową drogę. Tym razem chce się skupić na PODEJRZANYCH, którzy "rozpłynęli się w powietrzu". Szczególnie interesuje ja przypadek bandy Jordana Chase'a, który mordowała kobiety, a potem wszyscy znikli. [był to główny wątek 5 sezonu] Debra czuje pismo nosem, że w te sprawę również Dexter był zamieszany. Próbuje sprytnie odwieść LaGuertę od tego śladu, ale na nic. Porucznik jest zbyt zdeterminowana. Ustalenia policji ówczesne były takie, że zabijały... dwie osoby. Debra zwraca na to uwagę porucznik, ale ta sugeruje że Rzeźnik mógł mieć wspólnika [owszem, miał, Dexter poomagał wtedy Lumen, młodej dziewczynie, niedoszłej ofierze gangu, która chciała się zemścić].

          To właśnie z tym Debra dzwoni do Dextera, kiedy rozmawia on z Hanną.

          Spotykaja się, żeby omówić sprawę. Dexter opowiada Debrze jak to wtedy było, z nim i Lumen. Debra wspomina, że podejrzewała wówczas parę zabójców, że łączy ich uczucie. Nie wiedziała tylko, że to był jej brat i jego dziewczyna. I to działo się zaraz po śmierci Rity. Dexter tłumaczy, że miał poczucie winy po śmierci żony, dlatego zgodził się pomóc Lumen, jakby chcąc zrobić to, czego nie udało mu się wtedy. Debra oczywiście znów jest w szoku i konstatuje, że "owszem, zmazałeś być moze swoje poczucie winy, ale... zabijając 5 osób !". Kiedy Dexter prosi ją o dystans do całej sprawy, Debra każe mu spi,eprzać.

          Rada Dextera niespodziewanie sie jednak przydaje. Sierzant Batista utyskuje, że po 20 latach pracy w policji "stracił życie", poświęcił się pracy i zatracił w niej. Teraz planuje odejść, za zaoszczędzone pieniądze kupić małą restauracje przy plaży i prowadzić skromny biznesik. Debra czuje, że i jej przydałaby się przerwa, choćby chwilowa, bo i jej "życie ucieka".

          W ramach przerwy postanawia wyjśc na randkę z pisarzem Price'em, który namawiał ją na to usilnie. Spotykają się w jakimś lokalu, ale prędko rozmowa schodzi na tematy zawodowe. Price opowiada jej o swoich podejrzeniach wobec Hanny Mc Kay. Debra jest maksymalnie zaciekawiona, kiedy Price informuje ją, ze najpewniej Hannah również zabijała, razem z Randallem.

          Price nie przyszedł goły. Ma ze sobą teczkę z papierami. I ma raport swoich zaufanych lekarzy, z którego wynika, że ta kobieta której trupa badano - została zabita przez kogoś niższego niż Randall. Debra jest cała podkręcona "Price, coś czuję że będziemy się dzisiaj całować !" ;]]

          Jednocześnie, momentalnie jej mina rzednie, bo uświadamia sobie, że jesli człowiek Price'a ustalił taki fakt, a raport Dextera takiego faktu nie zawierał, to znaczy, że... jej brat sfałszował wyniki własnych badań. WHY ?

          W tle toczy się gra w jaką uwikłany zostaje sierżant Quinn, kolega z wydziału.

          Isaac, rosyjski gangster polujący na Dextera, siedzi w mamrze, po tym jak Dexter wprowadził go w pułapkę, zmuszając do stawiania czoła wrogiemu koluimbijskiemu kartelowi narkotykowemu. Isaac wyszedł cało, ale zabił kilku ludzi i sam został zraniony, co pomogło policji w zidentyfikowaniu go i aresztowaniu.

          W więzieniu Isaac staje się celem siedzącym razem z nim Kolumbijczyków. Udaje mu się odeprzeć pierwszy atak, ale wie że następne są tylko kwestią czasu i zapewne prędzej czy później zostanie zabity. Kiedy pojawia się w odwiedzinach menadżer tego klubu, który jest de facto siedzibą gangu Isaaca - boss zleca mu misję : masz mnie oczyścić z zarzutów.

          Menadżer, z gorylami Isaaca ciągle patrzącymi mu na ręce, musi działac natychmiast. Sięga więc po Quinna. Kiedyś Quinn był skorumpowanym gliną, na przysługi dla gangsterów. Potem z tym zerwał.

          Teraz menadżer znów wraca do "dawnych dobrych czasów". Pierwszej łapówki Quinn nie przyjmuje. Druga próba ma już cięższy kaliber : menadżer aranżuje spotkanie, na którym informuje Quinna, ze jesli nie wyniesie z policyjnego magazynu dowodów jakie policja ma przeciw Isaacowi, to dziewczyna Quinna - Nadia [striptizerka z tego lokalu u menadżera] wyląduje w jakimś burdelu na końcu świata, gdzie podetnie sobie żyły. Quinn czuje grozę sytuacji. Najpierw chce się odwinąć, ale kiedy telefon Nadii nie odpowiada - rozumie, że gra toczy się o jej życie.

          Pod pozorem zapoznania się z dowodami w sprawie śledztwa, które finał ma na dniach w sądzie - Quinn dostaje przepustkę do magazynu z dowodami. Klnąc pod nosem zabiera dowody, o których mówił menadżer, i wynosi je potajemnie. Dramatyczna sytuacja z punktu widzenia etyki.

          Dexter zabiera Hannę na randkę. Nocną. Włamują się razem do tego Parku Świętego Mikołaja. Dexter włącza niezwykła iluminację. Hannah jest zachwycona, to było jej marzenie, "wypełnienie pustki". Wtedy Dexter cichaczem zachodzi ją od tyłu i usypia zastrzykiem.

          Hannah budzi się przywiązana folią i taśmami do stołu. Jest zakneblowana. Dexter stoi obok z nożem. "TYM ja wypełniam pustkę", powiada. Hannah jest zupełnie spokojna. Kiedy Dexter odkleja jej taśmę z ust, nie krzyczy i nie panikuje, mówi "Zrób, co uważasz za właściwe'.

          Dexter podnosi więc nóz, szykuje się do zadania ciosu. Aż tu nagle... bach, rzuca sie do uwalniania jej z tych taśm i folii. GOrączkowo ją oswobadza. Patrzy na nią, ona na niego, i nagle rzucają się na siebie z jęzorami i cała reszta :] Namiętnośc na stole, który przed chwilą miał być jej łożem śmierci :]

          spodziewany chyba ? :] finał tego odcinka, ale za to jaki poryw serca w finałowej sekwencji, hehe.

          I co teraz ? Co dalej ?

          stay tuned :]

          www.youtube.com/watch?v=jSQIllvUjnM
          • pani_lovett Re: Dexter sez 7, odc. 6[3] 29.12.13, 14:12
            >Wtedy Dexter cichaczem zachodzi ją od tyłu
            > i usypia zastrzykiem. Hannah budzi się przywiązana folią i taśmami do stołu. Jest >zakneblowana. Dexter stoi obok z nożem. "TYM ja wypełniam pustkę", powiada. [...]
            > Namiętnośc na stole, który przed chwilą miał być jej łożem śmierci :]

            Gra wstępna w stylu psychopatycznych zabójców. Dobry pomysł na finał odcinka.
            :)

    • siostra_bronte "Wybrzeże Moskitów" 22.12.13, 15:30
      Film Petera Weira z 1986 r. Miał mieszane recenzje, ale chyba warto zobaczyć. No i premiera w Kulturze to prawdziwe święto :)
      • siostra_bronte Re: "Wybrzeże Moskitów" 22.12.13, 15:31
        Zapomniałam dopisać: dzisiaj o 20.00.
        • pani_lovett Re: "Wybrzeże Moskitów" 22.12.13, 16:04
          Dzięki za info., Bronte. :) Dokańczam ubieranie choinki, więc rzucę okiem.
      • grek.grek Re: "Wybrzeże Moskitów" 22.12.13, 17:03
        no to mętlik mam :]

        "KRew z krwi" 21:10 & 2:10
        Dexter 3:00

        ale przede wszystkim, CZesi dają "Nocnego kowboja", o 21:45.
        tak Siostro opisałaś ten film, że po prostu nie mogę przegapić :]
        • pani_lovett Re: "Wybrzeże Moskitów" 22.12.13, 17:17
          "Krew z krwi" ! Byłabym zapomniała z tego wszystkiego ...
        • siostra_bronte Re: "Wybrzeże Moskitów" 22.12.13, 17:20
          Spokojnie, Kultura pewnie powtórzy ten film :)

          Ożeż! Świetna wiadomość! Dzięki za miłe słowa :) Chociaż jak napisałam, teraz ten film nie zrobił już na mnie takiego wrażenia jak za pierwszym razem. Ale i tak to świetne kino. Jestem ciekawa Twoich wrażeń :)
          • grek.grek Re: "Wybrzeże Moskitów" 23.12.13, 15:27
            jak Kultura, to na pewno powtórzy ;]]

            to znakomite kino.
            napiszę na pewno o wrażeniach, nie wiem czy dzisiaj zdążę.
            w każdym razie, nie zawiodłem się, a łatwo o to było - po takim
            świetnym opisie jakie zaserwowałaś :] kino dorównało literaturze :]
          • siostra_bronte "Wybrzeże Moskitów"-recenzja 23.12.13, 16:09
            Oglądałam :)

            Bohater, Allie, nawiedzony wynalazca (średnio udana rola Harrisona Forda) ma dość życia w Stanach ("ten kraj upada"). Razem z żoną i czwórką dzieci wyjeżdża do Ameryki Środkowej, żeby tam stworzyć swój raj na ziemi i żyć blisko natury. Kupuje wioskę gdzieś w dżungli i zaczyna tam budować dom dla siebie i tubylców, których zaraża swoim entuzjazmem. I faktycznie udaje się stworzyć całkiem sympatyczne miejsce do życia.

            Problemy pojawią się, gdy w wiosce zjawia się kilku podejrzanych typów z bronią w rękach. Nie chcą dobrowolnie opuścić wioski, więc Allie posuwa się do ostateczności. Zabija zbirów, ale w taki sposób, że niestety przy okazji wybucha wielka machina do robienia lodu (!), stworzona przez Alliego. W efekcie cała wioska idzie z dymem, na szczęście tubylcy uciekli wcześniej na widok gości z karabinami.

            Rodzina razem z jedynym tubylcem, który z nimi pozostał, wyruszą łodzią w górę rzeki, w poszukiwaniu nowego miejsca do życia. Co prawda żona (bezimienna "Matka" grana przez Helen Mirren) i dzieci mają już dosyć przygód, ale Allie jest zdeterminowany. Zrobi wszystko, żeby zrealizować swoje marzenia, bez względu na cenę. W swoim uporze ociera się już o szaleństwo. Nie ma mowy o powrocie do Ameryki. Allie jest zresztą coraz bardziej despotyczny, co odbija się na dzieciach. Jeden z chłopców wręcz życzy mu śmierci.

            Rodzinka jakoś się urządza na lagunie, w domku-tratwie. Aż przychodzą deszcze i sztorm zmywa domek, a oni sami cudem uchodzą z życiem. Ale Alliego to nie zniechęca, wręcz przeciwnie. Szuka kolejnego miejsca, żeby się osiedlić. Płynąc rzeką przez dżunglę mijają osadę misjonarzy. Prowadzi ją ksiądz, którego rodzina Alliego spotkała w czasie rejsu i z którym później zdążyli się pokłócić. Bo Allie ma swoje zdanie na temat Kościoła.

            Nocą, kiedy rodzinka śpi na łodzi, zacumowanej przy osadzie, dwóch synów Alliego zakrada się pod dom pastora. Wywabiają ze środka dziewczynkę, którą również poznali w czasie rejsu. Proszą ją o pomoc w ucieczce. Dziewczynka daje im kluczyki do samochodu ojca. Chłopcy namawiają matkę, żeby zabrać jeszcze dwójkę rodzeństwa i uciekać, bo to może jest ich ostatnia szansa. Ta waha się, ale pojawia się Allie z kanistrem benzyny, a w tle zaczyna płonąć wieża kościoła. Kobieta wreszcie zdaje sobie sprawę (szkoda, że tak późno) że jej mąż jest niebezpiecznym szaleńcem. Ale pojawia się ksiądz z bronią w ręku i... Nie napiszę co było dalej, bo może będzie powtórka i ktoś z Was obejrzy ten film.

            Ciekawa historia i piękne plenery. Weir dobrze się czuje w egzotycznych klimatach. Tylko bohater filmu jest strasznie irytujący i nie budzi sympatii nawet przez chwilę.
            • siostra_bronte Re: "Wybrzeże Moskitów"-recenzja 23.12.13, 16:43
              Tutaj trailer:

              www.youtube.com/watch?v=2t1z-gRiNm0
            • pani_lovett Re: "Wybrzeże Moskitów"-recenzja 23.12.13, 17:31
              Widziałam dawno temu ten film. Wczoraj nie dałam rady obejrzeć. Dzięki za przypomnienie.
            • grek.grek Re: "Wybrzeże Moskitów"-recenzja 24.12.13, 17:13
              dzięki, Siostro, zgrabne podsumowanie i zachęta przy okazji do obejrzenia.
              przeczytałem już wczoraj. nie oglądałem, no jakoś ten wieczór obfitował
              w wydarzenia filmowe... świetnie, że Ty obejrzałaś, no i wreszcie [hehe]
              znów coś napisałaś :] każda okazja jest dobra, zeby Cię odhibernować w formie
              piszącej :]]
              • siostra_bronte Re: "Wybrzeże Moskitów"-recenzja 24.12.13, 17:23
                Haha, dzięki :))
    • pepsic "Prezydent" tvp1 godz. 23.30 22.12.13, 19:02
      Film dokumentalny o śp. prezydencie Lechu Kaczyńskim o godzinie takiej, że nikt zainteresowany nie zobaczy. Ale dobre i to:)
      • grek.grek Re: "Prezydent" tvp1 godz. 23.30 23.12.13, 15:58
        na pewno dobry pomysł z punktu widzenia dbałości o pluralizm w TVP.

        ale z drugiej strony, słyszałem, ze jest to dość jednostronny film, chwaląco-potakujący,
        mało w nim krytycyzmu wobec postaci śp. bohatera. rok czy dwa po śmierci, i to
        tak tragicznej, trudno robić film ostry jak brzytwa, więc może ten hagiograficzny
        koncept jest tutaj zupełnie naturalny i na miejscu.

        zatem, wg mnie : jako ciepłe wspomnienie - owszem, jako rzecz która mogłaby skłonić
        do przemyśleń i polemik -... tak sobie :]

        chyba, że wciśnięto mi kit i ten film jednak jest w jakimś stopniu krytyczny wobec
        śp. ?

        • pepsic Re: "Prezydent" tvp1 godz. 23.30 23.12.13, 19:02
          Greku, bardzo ładnie to ująłeś:) W dowód uznania częstuję Cie Twoim ulubionym ciastem świątecznym seromakowcem, niestety tylko wirtualnie. Ja filmu jeszcze nie widziałam, ale to nie problem, bo mam płytę zakupioną z Gazeta Polską. Nie mieszkam sie wpisać, jak tylko nadrobię zaległości.

          Ps. Jestem w głębokim i czarnym lesie, jeśli chodzi o potrawy wigilijne, gdyby nie okres przedświąteczny ujęłabym to dosadniej. Będę sie tu pojawiać w przerwach na chwilę wytchnienia.
          • grek.grek Re: "Prezydent" tvp1 godz. 23.30 24.12.13, 16:34
            dzięki :]

            a ja mam enklawę, absolutnie nic nie przygotowuję...

            ... pójdę na gotowe ;]] taki ze mnie gagatek, hehe.

            chociaż... z drugiej strony, w takich sprawach najlepsza pomoc z mojej strony, to
            absolutny i kategoryczny brak pomocy.
            • pepsic Re: "Prezydent" tvp1 godz. 23.30 24.12.13, 16:38
              I tu sie zgadzam, bo bardziej od męskiej pomocy cenię nie przeszkadzanie i niezawadzanie w kuchni:))
              • grek.grek Re: "Prezydent" tvp1 godz. 23.30 24.12.13, 17:10
                O, własnie tego się trzymam i trzymać się będę kurczowo oraz desperacko :]
    • grek.grek Krew z krwi, 4. odc - lepiej jest :] 23.12.13, 15:16
      trzymacie się ? :]
      jakie wrażenia po 4 odcinku ?

      wg mnie - jest coraz lepiej.
      nareszcie zostały odwrócone proporcje - jak dotąd wątek sensacyjno-dramatyczno-mafijny i watek rodzinny szły w stosunku 1:3.
      w 4 odcinku : nastapił zwrot o 180 %.

      bardzo dobra scena, jak gangus czyści mieszkanie Stefana-Simlata z kosztowności. i to jeszcze jemu każe pakować wszystko posłusznie do plastikowego worka :] dobry motyw z "NIkiforem' i obrazami.

      dobre sceny Kuleszy ["Carmen", tego nie kupię już do końca, mimo najszczerszych chęci, tyle jest ładnych polskich imion...] - w lokalu z gangsterami, potem podczas ponownego przeszukania jej domu, a wreszcie podczas egzekucji tego szantażysty [przyznam, że nie podejrzewałem Stefana o to zlecenie, chociaż te "200 tysiecy" było tropem dośc wymownym, cóż Sherlockiem nie zostanę, hehe]. nie wiem tylko, po co łysy tłumaczył Kuleszy-Carmen każde zdanie wypowiedziane przez Antona, skoro facio mówił tak zrozumiałą łamaną polszczyzną, że absolutnie nie było to konieczne ?

      powiedziałbym, że : się ruszyło. mało wypełniaczy - dużo konkretów.

      minus : scena w więzieniu, spotkanie Carmen z bratem. 5 minut i 3 zdania powtarzane w kółko przez oboje. Ona A, a on B, na co ona C, a on znowu B... cięzki kawałek chleba, hehe.

      a jak u Was to wypadło ?
      • pani_lovett Re: Krew z krwi, 4. odc - lepiej jest :] 23.12.13, 17:13
        Zdążyłam na końcówkę, ale mam nagrany ten odcinek. Dopiszę się wkrótce .

        :)
    • grek.grek co na dziś ? ["W upalną noc" AD 67] 23.12.13, 16:12
      "Vabank" w Jedynce, szwedzkie "Zło" w Kulturze... "Rycerze z Szanghaju" w TV Puls ;]
      wszystko po 20:00

      Czesi nie zawodzą.
      wczoraj "Nocny kowboj", dzisiaj " W upalną noc [In the heat of the night]" z 67 z Sidneyem Poitierem i Rodem Steigerem. Znacie ? Siostro ?

      Deszcz Oscarów w 68 [dokładnie 5 - m .in za najlepszy film, scenariusz adapt., dla aktora pierwszego planu & 2 nominacje, m.in dla Normana Jewisona, reżyseiro], wydaje sie że to jakiś klasyk jest. 23:45 - godzina idealna, mam nadzieję obejrzeć i w moim stylu pijanego mistrza trochę Wam o nim napisać :].
      • siostra_bronte Re: co na dziś ? ["W upalną noc" AD 67] 23.12.13, 16:16
        No, Czesi się rozkręcili :)
        Widziałam "W upalną noc", ale wieki temu. Na pewno warto zobaczyć, chociaż nie wiem jak przetrwał próbę czasu.
    • pani_lovett Muzycznie świaąecznie 23.12.13, 17:29
      Christmas is all Around - z filmu "Love Actually"

      www.youtube.com/watch?v=vsV3E3fKoJ0
      • siostra_bronte Re: Muzycznie świaąecznie 23.12.13, 19:17
        Dzięki. To chyba jedyna świąteczno-filmowa piosenka jaką lubię :)
        • pani_lovett Re: Muzycznie świaąecznie 24.12.13, 14:43
          O! To cieszę się, że trafiłam! :)
    • er.pa świątecznie 24.12.13, 12:53
      To ja chciałam, zanim wciągną mnie celebracje, życzyć Wam wszystkim dobrych Świąt.
      Była zimowa Wielkanoc, więc dla równowagi mamy wiosenne Boże Narodzenie. Ja tam nie narzekam :)
      I mała uwaga telewizyjna - dziś o 20.10 na Kulturze "Buddenbrookowie". Ekranizacja powieści Manna, jak rozumiem jednoczęściowa, z 2008 roku. Czy ktoś z Was jst równie jak ja zgrzybiały, by pamiętać serial nakręcony na podstawie tego tekstu? Ciocia Wikipedia sugeruje, że to z dobrego roku 1979. U nas pewnie kapkę później. Prawdę mówiąc nie pamiętam absolutnie nic, poza tym że oglądałam :) Jeśli uda mi się dziś spojrzeć, to może jakieś wspomnienie fabuły powróci.
      To raz jeszcze - wesołych!
      • siostra_bronte Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 13:37
        Przyłączam się do życzeń. Wesołych Świąt !!

        Hehe, ja mogłam oglądać serial. Kołacze mi się gdzieś w pamięci, ale też już niczego nie pamiętam. Widziałam film Breloera. Solidnie zrealizowany, ale jest przeładowany wątkami i momentami się dłuży. Zdecydowanie to materiał na serial. Ten reżyser zrobił kiedyś genialny serial "Mannowie" Pokazywało go Ale kino parę lat temu.

        • pani_lovett Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 13:54
          A ja czytałam powieść dawno temu, dostałam od kogoś wielka gruba księgę z powieścią Manna, a może u nas zawsze była. Niestety niewiele pamiętam. Jak dam radę, rzucę okiem na film.
          Lubię filmy kostiumowe, z epoki w okresie świątecznym.

          I u nas piękna pogoda, ciepło. Nie wiem jak ją zniesie kapusta z grochem, która w wielkim garze stoi na balkonie.

          Pięknego, radosnego świątecznego czasu życzę Tobie Drogi Greku, Wam Drogie Panie - Pepsic, Bronte, Manu, Er.pa, Angazetka oraz Gryfnemu i Wszystkim zaglądającym tu do nas .
          • pepsic Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 16:36
            Dziękujemy Pani Lovett :))
            • pani_lovett Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 16:56
              :*
          • grek.grek Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 16:37
            dzięki, pani Basiu Lovett :]

            niech karp w galarecie wywija tanecznie, a lampki na choice świecą żarłocznie... czy jakoś odwrotnie :]

            a przede wszystkim - luzu i dobrego humoru, niech Tobie i Wam nigdy nie brakuje
            radości życia.

            • pani_lovett Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 17:00
              He,he! :)

              Nie mamy karpia w galarecie, tylko smażonego , w mące wcześniej obtoczonego. :))

              Dziękuję, Greku!

              Twoją wigilijną opowieść przeczytam po kolacji...

              Pozdrówka!
              • grek.grek Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 25.12.13, 16:27
                aaa, karp klasyczny :]

                dzięki :]

                mam nadzieję, że świętujesz spokojnie i bez zakłóceń :]
                • pani_lovett Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 25.12.13, 16:53
                  Owszem. Taki najsmaczniejszy. :)


                  Tak, u na błogi spokój dziś.
                  Umysł na zwolnionych obrotach pracuje ... ;)
          • maniaczytania Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 24.12.13, 23:23
            Dziekuje za zyczenia - i wzajemnie, Wam wszystkim, wesolych, zdrowych i udanych swiat!
            • er.pa Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 25.12.13, 08:37
              Ja również bardzo dziękuję za życzenia :)
              Obejrzałam tych Buddenbrooków, i miałam takie uczucia przy tym, jak przy oglądaniu filmowej wersji "Nocy i dni" - jakby treść się gdzieś zagubiła. Mój mąż mający włączony telewizor w drugim pokoju (a mamy jeden dekoder), nie widząc co jest to za film, przyszedł z pytaniem, co to jest, bo wygląda jak streszczenie serialu :)
              Dobrze zagrane, nie można powiedzieć, tylko chyba nie ta forma do tej treści.
              I dodam, że absolutnie nic mi się z lat pacholęcych nie przypomniało :) Jakoś selektywnie to wspomnienie wyparłam, zostawiając tylko tytuł?
              • pani_lovett Re: świątecznie"/ "Buddenbrookowie" 26.12.13, 19:09
                er.pa napisała:

                Nie dziwię się. Oryginał powieściowy jest nazbyt obszerny treściowo , by pomieścić go w dwugodzinnym czy nawet trzygodzinnym filmie fabularnym.
      • grek.grek Re: świątecznie 24.12.13, 16:31
        Przyłączam się z przyjemnością.
        Wszystkim Wam - wesoło, pod nóżkę i z karpiem wymachującym gangnam style na talerzu :], co byście podczas tych kilku dni ciepło pomyśleli o przyszłości, przeszłości, a do teraźniejszości się uśmiechnęli. I dobrej zabawy przy "Kevinie...", hehe :]

        • pepsic Re: świątecznie 24.12.13, 16:35
          Dzięki,
          Greku, na miły Bóg, jeszcze chwila, a Kevin zacznie mi się odbijać czkawką;)
          • grek.grek Re: świątecznie 24.12.13, 17:00
            hehe ;]
            Kevin to jak znajoma bombka na choince :]]
            • pani_lovett Re: świątecznie 24.12.13, 17:02
              Coś w tym jest.
              A wiesz, że w ubiegłym roku przy pomniałam sobie Kevina,
              więc kolejna powtórkę odkładam na jakiś czas. ;)
              • grek.grek Re: świątecznie 24.12.13, 17:09
                hehe, byle nie przedawkować, prawda ? :]
                ja mam o tyle mniejszy kłopot, bo już dawno przedawkowałem, więc jadę na
                niezmiennym haju :]
                • pani_lovett Re: świątecznie 24.12.13, 17:22
                  :)
      • pepsic Re: świątecznie 24.12.13, 16:33
        Nawzajem wszystkiego dobrego:)))

        Bardziej w zasięgu może okazać się "Mamut" tuż po Buddenbrookach. Tych nie mam pojęcia, czy oglądałam, stawiam na nie.
        • pani_lovett Re: świątecznie 24.12.13, 17:06
          Wszystkiego dobrego! :)))

          "Mamut" - tytuł taki, że nie wiadomo czego się spodziewać,
          filmu o czasach prehistorycznych czy o jakimś skapcaniałym Don Juanie? ;)
    • gryfny Re: Wesołych! 24.12.13, 14:25
      www.youtube.com/watch?v=_0qwwvyoa0U
      • pani_lovett Re: Wesołych! 24.12.13, 14:42
        Zaprawdę piękna pieśń na Święta!
        Wesołych!

      • pani_lovett Avicii ! 26.12.13, 20:38
        Przed chwilą w Trójce leciał ten utwór :

        Avicii - "Wake Me Up" (ft. Aloe Blacc)
        www.youtube.com/watch?v=5y_KJAg8bHI

        !

    • grek.grek "W upalną noc" - 1] 24.12.13, 15:46
      No to ciach.

      Małe miasto na południu Ameryki.

      Wieczór. Sierżant Wood w aucie patroluje okolicę. Najpierw cieszy oko widokiem atrakcyjnej dziewczyny pląsającą nago po chawirze. Widzi ją przejeżdzając obok jej domu. Potem... znajduje leżące przy chodniku zwłoki niejakiego Colberta.

      Natychmiast udaje się w rekonesans po mieście, aby odnaleźć ewentualnego sprawcę zabójstwa. W pustej poczekalni stacji kolejowej natrafia na młodego czarnoskórego, w schludnym garniturze i walizką. Jesteśmy na południu Ameryki, w latach 60-tych... tu ciągle są żywe wspomnienia "starych dobrych" czasów, kiedy czarny człowiek był traktowany na równi z domowym sprzętem, trzodą, a i dziś młodzi biali mówią do starych czarnych per "chłopcze".

      Wood aresztuje czarnoskórego. Na komendzie przesłuchuje go nowy szef, nazwiskiem Gillespie. Czarnoskóry nazywa się Virgil Tibbs. Sili się na spokój, mimo protekcjonalnych docinków, drwin z imienia i wyraźnej ironicznej pogardy z jaką traktują go policjanci. Tłumaczy, że jest z Filadelfii i też pracuje w policji. Jest analitykiem d/s zabójstw. Gillespie po dłuższej chwili dzwoni pod wskazany przed Virgila adres i po chwili na potwierdzenie słów zatrzymanego. Tibbs jest istotnie wysokiej klasy specem od roboty dochodzeniowej. Informacje te nieco hamują policjantów w nieprzyjemnych zachowaniach wobec niego.

      Gillespie namawia Tibbsa, żeby pomógł im, bo mają właśnie tutaj trupa. Tibbs urażony ich dotychczasową postawą wobec siebie, chce wyjśc i wrócić na swoją stację, za parę godzin ma pociąg do domu. Ale Gillespie naciska i troche mu wjeżdża na ambicję ["POkaż co potrafisz, i czy naprawdę jesteś tak dobry, jak cię opisałem twój szef"]. Tibbs waha się coraz słabiej, aż w końcu zabiera się za oględziny zwłok, zapoznaje z dokumentacja i ustala przypuszczalny czas zgonu oraz sposób w jaki został zabity Colbert [uderzenie twardym przedmiotem w głowę]. Działa szybko, precyzyjnie, widac że zna się na swojej robocie. We włosach ofiary znajduje malutką drzazgę z drewna, a w samochodzie Colberta - cos w rodzaju fragmentu kwiatka, otulinę, coś w tym guście.

      W tym czasie pojawia się także żona Colberta i zostaje wstępnie przesłuchana. Niewiele wie o sprawie, i w dodatku jest cała zdenerwowana, trochę płacze i czepia się, że policja nie będzie w stanie wyjaśnić okoliczności śmierci męża. Przy okazji wiadomo, że zginął portfel Colberta.

      Tibbs po wykonaniu rozpoznania - opuszcza komisariat i idzie na pociąg. Na stację przyjeżdza jednak Gillespie i prosi go o to by został u nich i zgodził się poprowadzić śledztwo. Motywuje to uwagą samej pani Colbert, która niemal zażądała, zeby to Tibbs wziął się za wyjaśnienie sprawy, zapewne z powodu swojego bralu zaufania do miejscowych gliniarzy. Tibbs kryguje się trochę i waha, wie że przyjdzie mu działać w miejscu które jest mu bardzo nieprzychylne, w którym otwarcie manifestuje się uprzedzenia rasowe wobec czarnoskórych, ale jednak ciekawość zawodowa i szczera twarz surowego, ale uczciwego Gillespiego - przekonują go.

      Zaczyna więc Tibbs od przesłuchania pani Colbert. Pyta ją o ewentualnych wrogów męża i o to, gdzie spędził wieczór w dniu śmierci. Kiedy otrzymuje odpowiedź, ze mąz wizytował dom niejakiego Endicotta, miejscowego plantatora na którego polach bawełny pracują czarni i ciągle utrzymuje on czarna służbę, jakby zył w XIX wieku - zaraz tam jedzie, razem z Gillespie'em.

      Endicott okazuje się być starszym gościem z zamiłowaniem do orchideii. Przyjmuje ich w szklarni, gdzie je pielęgnuje. Tibbs znajduje podobieństwo między otuliną znalezioną w samochodzie Colberta, a tą w tejże szklarni. Jasny dowód na to, że Colbert był u Eddicotta tamtej nocy. Póki Tibbs nie zadaje pytań, Endicott jest wobec niego miły, protekcjonalnie miły. Kiedy tylko Tibbs zaczyna go przesłuchiwać i podpytywac - stary oburza się, jak to możliwe, że "czarnuch" traktuje go jak podejrzanego. Uderza Tibbsa w twarz. Tibbs oddaje mu z większą mocą. I to by było na tyle :]

      W tym samym czasie, policja namierza Harveya Obersta, miejscowego włóczęgę. Harvey ma portfel Colberta [zgineły zeń pieniądze], ucieka przed pościgiem, ale zostaje złapany. Natychmiast staje pod zarzutami morderstwa, ale Tibbs wyklucza go z grona podejrzanych - morderca był praworęczny, Harvey to mańkut. Zabawne, że na moment lądują w jednej celi, kiedy Gillespie wtrąca do niej Tibbsa za uporczywe negowanie linii oficjalnej linii postępowania w sprawie :] Ot, taka zagrywka poprzedzająca rodzącą się między nimi przyjaźń. Co ciekawe, obwieś Harvey czuje wyższość w stosunku do Tibbsa. Kiedy Virgil zostaje zamknięty razem z nim w celi : próbuje protestować, ze musi siedzieć razem z czarnym. Virgil zdobywa jednak jego sympatię, rozmawiają sobie, Harvey opowiada mu o jednej panience, co się lubi ekshibicjonistycznie rozbierać... Tibbs powiada "Jesteśmy w podobnej sytuacji, obu nam zalezy na poznaniu prawdy", co tworzy w pewien sposób nic porozumienia między nimi.

      Przygoda Tibbsa za kratkami trwa krótko, szybko wraca do akcji i nadal robi swoje, z czym Gillespie już musi się po prostu pogodzić.

      Endicott pamięta Tibbsowi policzek. Kiedy Virgil jeździ po okolicy i rozpytuje o to, czy feralnej nocy ktoś coś widział - zostaje zaatakowany przez czterech dresiarzy. Ucieka im najpierw autem, a potem kryje się w opuszczonym magazynie za miastem. Dopadają go tam i mimo że Virgil groźn ie macha metalową rurą - lincz wisi na włosku. Ratuje go Gillespie, który czujnie jeździ za nim, wiedząc co grozi samotnemu czarnoskóremu w takiej okolicy

      Jednocześnie nieformalne układy w miasteczku wywierają nacisk na Gillespiego, żeby wysłał czarnego w cholerę i skończył śledztwo. To dlatego Gillespie denerwuje się, że Tibbs nie uznaje winy Harveya. Doradza Virgilowi, żeby zostawił to i wracał, poradzą sobie bez niego. Ale o ile wcześniej Gillespie musiał prosić Tibbsa o pozostanie, tak teraz Tibbs nie chce słyszeć o wyjeździe. Sprawa bardzo go wciągnęła. Ma nowe ustalenia : według niego, Colbert nie zginął na chodniku, został tam położony, ale śmierć nastąpiła w innym miejscu. Tibbs uważa, że było to pole uprawne za miastem, znajduje tam spore ilości drzewa, desek, kijów - dokładnie z takiego rodzaju drzewa z jakiego jest drzazga znaleziona we włosach Colberta. Tam zginał, a potem go przeniesiono na chodnik. Tylko - KTO zabił ?

      Tibbs wpada na myśl, żeby sierżant Wood zabrał go ze sobą na nocny patrol i razem spróbowali zrekonstruoować wydarzenia tamtej nocy, gdy znalazł on ciało Colberta. Minuta po minucie. A więc najpierw odwiedzają bar, w którym Wood zjadł ciastko - barman, niejaki Henshaw odmawia obsłużenia "czarnucha". Potem jadą autem, tą samą trasę, którą jechał wtedy Wood. Jest z nimi Gillespie. W pewnym momencie Wood wykonuje dziwną woltę - widać, że chce jechać prosto, ale nagle wykonuje zwrot. Tibbs i Gillespie zauważają to. Wniosek jest prosty : Wood zmienił decyzję. Tamtej nocy jechał inną trasą.

      Naciskany przez miejscowych decydentów [m.in właściciel warsztatu, pewnie szara eminencja, ale i przez burmistrza] Gillespie postanawia bliżej się przyjrzeć Woodowi, którego podejrzewa o to, że cos ukrywa. Bierze się za przetrzepywanie konta bankowego sierżanta. I trafia. Wood wpłacił na dniach ponad 600 dolarów. Skąd je miał ? Czyżby z portfela Colberta ?..

      Mimo protestów Wood zostaje posadzony w areszcie. Tibbs znów oponuje, wg niego sierżant jest niewinny. A trasę zmienił wtedy dlatego, ze nie chciał się przyznać, iż pojechał pooglądać sobie dziewczynę przez okno. Wstydził się. Poza tym, według Tibbsa, jesli Colbert był tej nocy u Endicotta, to musiał być tam w tym samym momencie, w którym Wood patrolował okolicę, jadł ciastko i tak dalej - Wood nie posiadał zaś zdolności bilokacji :]

      Zaraz po aresztowaniu Wooda pojawia się na komisariacie właśnie ta dziewczyna-ekshibicjonistka, 16-letnia Dolores. Jej brat żąda aby sierżanta Wooda oskarżyć o gwałt na niej.
      • grek.grek "W upalną noc" - [ 2 ] 24.12.13, 16:27
        Dolores, trochę taka rozmemłana panienka - dlatego Gillespie surowo zmusza ją do rzeczowego tonu - zeznaje, że miała okolicznośc z Woodem i że od tego zaszła w ciążę. Dla jej brata, to był gwałt, a przynajmniej uwiedzenie nieletniej. PRzysłuchuje się temu Tibbs, co dla brata Dolores jest potwarzą prawdziwą - jego siostra zeznaje o seksie i upokorzeniu intymnym [chociaz... nie wydaje się być poniżona, to raczej brat jej wygląda jakby został zgwałcony], a "czarnych" świadkuje ! groza i koniec świata. GOśc poprzysięga zemstę na Tibbsie.

        W tym samym czasie, banda Endicotta, w poszerzonym składzie, już kilkunastoosobowa, jeździ po okolicy i szuka Tibbsa, żeby mu wtłuc, a najpewniej - po prostu zabić.

        Tibbsowi zaczynają się składać fakty, świta w głowie, o co w tym całym interesie z zabiciem Colberta mogło chodzić. Nie wierzy w winę Wooda, który broni się że te pieniądze na koncie, to jego własne, a nie z zabójstwa czy kradzieży.

        Dolores mówi o ciązy. POle na którym zabito Colberta znajduje się w okolicy zamieszkałej przez czarnoskórą mniejszość. W rozmowie z Harveyem Tibbs dostaje nazwisko gościa, który może mu pomóc, z ktorym powinien się skontaktować. Tibbs poszukuje kogoś spośród czarnych, kto zajmuje się skrobankami.

        Tę noc Tibbs spędza u Gilespiego. Rozmawiają, popijają, dochodzą do wniosku, że cholerka - obaj jakoś tak sie pracy zaprzedali, że są samotni bardzo. Czarny i biały w pełnym porozumieniu i jedności dusz... piekny obrazek :] W roku 67 na pewno symbolicznym i przełamującym jakże żywe rasowe podziały.

        Odwiedza ich ten znajomy Harveya, prowadzi pod adres kobiety, która robi aborcje. Przedstawia się ona jako mama Caleba. Pseudo ? ;] Tibbs wypytuje ją o jej klientów, babka próbuje chronić biznesu, ale Tibbs solidnie straszy ją odsiadkę i to w takim miejscu, w którym, "jako kolorowa" będzie miała przegwizdane. Wreszcie kobiecina pęka - tak : biała dziewczyna umówiła się z nia na zabieg tej nocy. A kiedy ona pęka, pojawia się Dolores...

        W tym momencie, Tibbs prawdopodobnie podejrzewa jej brata... Wersja brzmi : przyczyną zabójstwa Colberta było zdobycie pieniędzy na skrobankę u nieletniej Dolores. Kto dał mu Colbertowi w łeb ? Dwa warianty : albo brat albo sprawca ciązy, z tym że sierżanta Wooda Tibbs wykluczył jako mordercę.

        Dolores widząc w środku Tibbsa - próbuje uciekać, ale Tibbs dopada ją. Wtedy pojawia się ze strzelbą... Henshaw - ten barman od ciastek, który nie chciał obsłużyc Tibbsa. To z nim zaszła w ciążę Dolores. Jednocześnie pojawiają się dresiarze od Endicotta, a razem z nimi brat Dolores. Istne zbiegowisko. Wszyscy przeciw Tibbsowi i zanosi się na lincz. Ale Tibbs nie traci rezonu. Mówi do brata Dolores, że to z Henshawem Dolores jest w ciązy i żeby sprawdził jej portfel - będzie tam 100 dolarów na skrobankę u mamy Caleb. Brat z nieufnością idzie tropem podsuniętym przez Tibbsa. Wszystko się zgadza. Linczu nie będzie, zamiast tego wybucha awantura między bratem, a sprawca ciązy - Henshawowi udaje się postrzelić/zastrzelić? brata Dolores, po czym sam zostaje obezwładniony i wkrótce ląduje w areszcie policyjnym.

        Przyznaje się do winy - chciał obrabować Colberta z kasy, ale nie chciał go zabić. To jedyne co ma na swoje usprawiedliwienie, marne trzeba przyznać.

        Wymowna jest scena finałowa : Gillespie odprowadza Tibbsa na pociąg. Niesie mu walizkę :] Potem podają sobie dłonie, a kiedy Tibbs wsiada i ostatni raz rzuca okiem na Gillespie'ego - uśmiechają się do siebie.

        www.youtube.com/watch?v=K9bzzr3uhco


        • siostra_bronte Re: "W upalną noc" - [ 2 ] 24.12.13, 16:37
          Dzięki, Greku :)
          Kurcze, fabuły w ogóle nie pamiętam. Może pokręciłam z jakimś innym filmem? :)
          • grek.grek Re: "W upalną noc" - [ 2 ] 24.12.13, 17:07
            drobiazg, Siostro :]

            świetny film.
            patrząc z punktu widzenia roku 1967 - musiał być bardzo na czasie i uderzać
            w czułe punkty amerykańskiej codzienności. kryminalna intryga, wg mnie, pełni
            tutaj funkcję atrakcyjnego dodatku do pokazania kilkunastu scen, w których czarnoskóry
            wykształcony i inteligentny policjant spotyka się z niechęcią i wrogością
            ze strony rednecków. a przecież on chce działać w celu szlachetnym, wyjaśnienia
            zbrodni, pełni rolę istotną w społeczeństwie, a tutaj dyskryminuje się go za sam
            kolor skóry sięgając do arsenału chwytów rodem z XIX wieku.

            rzeczywiście świetna rola Roda Steigera, jego postać jest rozciągnięta między lojalnośc wobec miejscowych, ale jednocześnie czuje sympatię do Tibbsa, no i jest ponad wszystkim uczciwym policjantem, któremu zależy na tym, by sprawa została rozwiązana i nikt postronny nie ucierpiał.

            ha, coś czuję że tylko ponowna projekcja rozwiałaby Twoje wątpliwości :]
        • pani_lovett Re: "W upalną noc" - [ 2 ] 25.12.13, 15:33
          To nie byle jaki film. W 1968 został nagrodzony Złotymi Globami i Oscarami, podaje filmweb.

          www.filmweb.pl/film/W+upaln%C4%85+noc-1967-30866#
          Sidney Poitier grał Virgila, dopowiem.

          • grek.grek Re: "W upalną noc" - [ 2 ] 25.12.13, 16:28
            yup :]

            po warunkach go obsadzili ;]
            • pani_lovett Re: "W upalną noc" - [ 2 ] 25.12.13, 16:47
              grek.grek napisał:

              > po warunkach go obsadzili ;]

              He,he,he! ;)))
              Dobra uwaga.
    • siostra_bronte "Rzymskie wakacje" 24.12.13, 16:49
      Jutro o 11.55 w tvn7 !!
      • pani_lovett Re: "Rzymskie wakacje" 24.12.13, 17:03
        Good! :)
    • pepsic Kolędowanie z Jasnej Góry 25.12.13, 14:36
      Właśnie sie zaczyna na Polsacie, w przepięknie odnowionej i olśniewającej blaskiem bazylice.
      Pzdr. świątecznie:))
      • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 15:09
        Dzięki za info. włączyłam Polsat.
        Pięknie grają Golce.
        I dudy żywieckie, akordeony, trąbki,
        Najbardziej ich lubię właśnie w repertuarze kolędowym (mam płytę) i ludowym.

        Bazylika cudna!

        :)
        • grek.grek Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 16:31
          ja wczoraj byłem zmuszony obejrzeć odcinek "Klanu".
          to znaczy, bardziej wysłuchać, bo starałem się na to patrzeć przez palce.
          i nie było jak zagadać tej lury, co się sączyła z ekranu : wszystko, co żyje
          patrzyło w ekran z przejęciem.
          już wiem, jak będzie wyglądało moje piekło, kiedy tam już trafię ;]
          • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 17:06
            Cóż czasem trzeba się poświecić ...

            ;))))))
            • grek.grek Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 17:27
              wczoraj przekroczyłem wszystkie granice w tym obszarze ;]
              • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 17:44
                :)))

                Zatem nie musisz już poświęcać, aż do następnych Świąt.
          • pepsic Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 22:04
            W sumie nie wiem, co gorsze: "Klan", czy miliony nie swoich zdjęć z egzotycznych wakacji bądź z nie swojego wesela?
            ;)
            • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 26.12.13, 13:48
              pepsic napisała:

              > W sumie nie wiem, co gorsze: "Klan", czy miliony nie swoich zdjęć z egzotycznyc
              > h wakacji bądź z nie swojego wesela?
              > ;)

              He,he! Zdjęcia tudzież nagranie z nieswojego wesela to jest koszmar.
              Zdjęcia z egzotycznych wakacji są do zaakceptowania pod warunkiem, że jest na nich coś więcej poza hotelem, basenem hotelowym , plażą i drink barem.
            • grek.grek Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 26.12.13, 14:12
              taka to sprawiedliwość, Barbasia zajadła smacznego karpia, a my cierpieliśmy katusze ;]]
          • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 26.12.13, 13:43
            grek.grek napisał:

            > ja wczoraj byłem zmuszony obejrzeć odcinek "Klanu".
            >[...] wszystko, co żyje
            > patrzyło w ekran z przejęciem.

            Najważniejsze, że jest z kim nie-oglądać "Klanu". ;)
            • grek.grek Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 26.12.13, 14:16
              haha, zgadza się.
              czułem się jak jedyny oświecony, płonący na stosie tandety usypanym przez
              bezzębnych fanatyków kiczu ;]]]
              • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 26.12.13, 20:19
                Ożeż! Prawdziwy męczennik za dobry gust filmowy! ;)))



              • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 28.12.13, 16:01
                grek.grek napisał:
                >na stosie tandety usypanym przez
                > bezzębnych fanatyków kiczu ;]]]

                ;)
                Nikt nie jest doskonały! Jak powiedział Osgood Fielding III ,bohater filmu "Pół żartem, pół serio".
        • pepsic Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 25.12.13, 22:00
          Bazylika kapiąca złotem, której remont trwał 4 lata naprawdę robi wrażenie. Zatem zapraszam do świętego miasta:)

          W koncercie kolęd troszeczkę mi brakowało urozmaicenia np. gości z innym repertuarem. Również mam płytę i być może z tego powodu jestem zbyt osłuchana.
          • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry - Polsat 26.12.13, 13:40
            Przyjedziemy podziwiać wiosną albo latem.

            Tak, na pewno gość urozmaiciłby i uatrakcyjnił koncert.
      • pani_lovett Re: Kolędowanie z Jasnej Góry 25.12.13, 15:35
        Świątecznie odpozdrawiam! :)



        www.youtube.com/watch?v=cWbyNxeMUMg
      • pani_lovett Pepsic!? 25.12.13, 16:55
        Piekłaś makowce na święta? Jak przyrządzasz mak?
        • pepsic Re: Pepsic!? 25.12.13, 21:55
          Biorę przepis z książki kucharskiej, tj. do dwukrotnie przekręconego maku (może być z barbarzyńskiej puszki) dodaję tłuszcz, bakalie, miód, cukier i podgrzewam na wolnym ogniu. Jak wystygnie dodaję pianę z białek. Precyzyjnymi proporcjami za bardzo się nie przejmuję, bo mi sie chce ani ważyć, ani przeliczać. Przepis na sernik biorę ze sprawdzonego sernika z brzoskwiniami, a spód wg przepisu koleżanki, tez sprawdzonego. Za struclę, jako tako sie nie biorę, jakoś mi nie leży.
          I jeszcze pierniczki z lukrem piekłam ( wg przepisu z internetu).
          • pani_lovett Re: Pepsic!? 26.12.13, 13:36
            Dzięki! :))) To chciałam wiedzieć, czy podgrzewasz masę makową na patelni.

            Z proporcjami u nas jest tak samo, też nie odważamy składników co do grama. A do maku dodajemy wiśnie z zapraw zrobionych latem.

            My w tym roku tylko duży piernik piekłyśmy i strucle makowe.

            :)
    • grek.grek "Król złodziei" [2004] [1] 25.12.13, 15:16
      Dramat społeczny.

      Rzecz się rozpoczyna w prowincjonalnej wiosce ukraińskiej. Rodzeństwo Barbu i Mimma liczy sobie po 9-10 lat i jest oddane marzeniom o sztuce cyrkowej. Tworzy nawet własne przedstawienia dla mieszkańców osady - Barbu fika koziołki i zongluje czym popadnie, a Mimma jest dziewczynką-gumą i potrafi leżąc na brzuchu dotknąć własnymi stopami swojego rodzonego nosa. Dzieciaki mają naprawdę mnóstwo frajdy, a publicznośc oklaskuje ich życzliwie.

      Co jakiś czas osadę odwiedza Caruso, właściciel prawdziwego cyrku, który wybiera sobie dzieciaki i zabiera je ze sobą do Niemiec, gdzie znajduje im pracę. Płaci rodzicom za ich pociechy, obiecuje lepsze życie, a przy okazji kolejnych odwiedzin pokazuje fotografie świadczące o tym, że dzieci mają w "lepszym świecie" jak u pana Boga za piecem.

      Barbu wpada mu w oko od razu. Mały uśmiecha się od ucha do ucha, jest ufny i ma szajbę na punkcie cyrku. Caruso przypomina trochę leśnego dziadka z PZPN, ma wąs, jest rubaszny, wiecznie roześmiany i łatwo przyłącza się do inicjowanych przez Barbu "cyrkowych" prezentacji, a takze czaruje ad hoc wykręcanymi sztuczkami iluzjonistycznymi. "To będzie mój nowy czempion", mówi Caruso do swoejgo wspołtowarzysza. Ojciec Barbu nie c chce go puścić, ale nie dlatego, ze kocha syna nad życie. Powodem są pieniądze. Caruso musi dosypać banknotów, za co ojciec wreszcie kapituluje. Barbu jest przeszczęśliwy, że pojedzie do Niemiec spełniać swoje marzenia. Namawia Caruso, żeby wział także Mimmę. Kosztuje ona mniej, bo jest przybranym dzieckiem tatula. Caruso płaci i za nia, czując że bez Mimmy Barbu mógłby zacząć robić problemy.

      Najpierw ludzie Caruso przeprowadzają dzieciaki [kilka ich jest] przez zieloną granicę z bodaj Słowenią. Tam wpadają w łapy straży granicznej. Barbu udaje się uciec. W miasteczku tuż za granicą spotyka Caruso, werbującego tam kolejne dzieci. Facet wita go z szerokim głośnym uśmiechem. POtem ukrywa w skrytce pod dachem pociagu do Berlina i w ten sposób Barbu dociera do stolicy Niemiec. W międzyczasie - w tej samej skrytce jakiś facet zostawia torbe z matrioszkami. Nie wie, że jest tam Barbu. Chłopiec przegląda te laleczki - w ostatniej jest woreczek z... rubinami.

      Caruso czeka na Barbu na stacji w Berlinie. Chłopak sam wychodzi z pociągu, więc Caruso nie znajduje go w skrytce. Za to przemytnik znajduje tam swoje matrioszki - rozbebeszone i bez rubinów :] Caruso biega po dworcu szukając Barbu, aż wreszcie znajduje go siedzącego w kozackiej pozie na masce jego samochodu. Znów padają sobie w ramiona, a Caruso podziwia spryt i zaradnośc chłopca. Kiedy jeszcze Barbu pokazuje mu ukradzione rubiny... Caruso gotów go ozłocić.

      Cyrk Caruso, to... ruina, stara buda postawiona obok jakichś magazynów w starej robotniczej dzielnicy Berlina. Mały Barbu szaleje z radości, już widzi siebie jako gwiazdę cyrkowego szoł.

      Ale Caruso nie prowadzi cyrku. Owszem , jest byłym cyrkowcem. Mistrzem rzucania nożem do wirującej tarczy z przywiązaną kobietą, a także akrobatą wykonującym ewolucje na wysokości. To daleka przeszłość... Jego partnerka, Julia - kiedyś asystentka i akrobatka - dzisiaj jest ogoloną na łyso narkomanką powłóczącą nogą, kontuzjowaną niegdyś podczas niefortunnego upadku przy kolejnym salcie, przy którym nie udało się jej złapać rąk Caruso. Lata ich chwały ilustrują wiszące na ścianach zdjęcia z gazet i folderów cyrkowych oraz plakaty zapowiadajace ich występy z dawnych lat.

      Teraz Cyrk Caruso ma inną profesję : jest czymś w rodzaju mafii - Caruso i jego trzech ponurych nadzorców zwożą biedne dzieci z całej Europy wschodniej i tresują je na złodziei. Codziennie odbywa się trening wyrabiający u dzieciaków zręcznośc i szybkość : jak ukraść torebkę z ramienia stojącej kobiety jadąc motorowerem, jak się podkradać, co mówić jak złapie policja, jak się zachowywać podczas przesłuchania itd. Mały Barbu jeszcze marzy o cyrku, Caruso ciągle go czaruje, ale prędko z chłopca zaczną ulatywać złudzenia, chociaż długo nie będzie do końca pojmował, co się wokół niego dzieje i w czym uczestniczy.

      Caruso wierzy, że Barbu będzie jego najlepszym złodziejem. Dlatego wysyła go na codzienne akcje razem z Marcelem, nieco starszym chłopcem z Albanii, tymczasowym "czempionem".

      Zasady są jasne : każde z 5 dzieciaków musi codziennie ukraść pieniądze i kosztowności w określonej kwocie. Jesli się uda wyrobić normę - Caruso jest radosny i głaszcze je po głowie. Jesli suma nie sięga wyznaczonego limitu : jest wściekły, pijany, a dzieciarni urządza "cyrk", polegający na tym że okłada je batem, takim jakim treserzy traktują zwierzęta. To jedyny "cyrk" u Caruso. Prawdziwy zaś cyrk, Barbu widzi zaledwie raz - kiedy na samym początku znajomości, Caruso zabiera go na jakiś występ goszczącej w mieście trupy objazdowej. Luksus. Caruso bardzo dogląda Barbu, jak mówi Julii "to jest taki dzieciak, jakiego chciałbym mieć, gdybyś mogła mi go urodzić".

      Barbu towarzyszy zatem Marcelowi i podpatruje umiejętności swojego kolegi. Dzieciak plądruje torebki kobiece w sklepach, kradnie teczki, wybiera kasę z bankomatów. Jest naprawdę dobry i bezszelestny. Nie wszystko znosi Carusowi, to co jest ponad normę - chowa poza Cyrkiem. Kiedy już ukradną ile trzeba - chłopcy wypełniają sobie czas zabawami. Jakby w ten sposób chcieli dogonić beztroskie dzieciństwo, którego nie mogą mieć. Karuzela, wesołe miasteczko, piłka gdzieś pomiędzy starymi kamienicami. BYle było dużo śmiechu. Zaprzyjaźniają się. Barbu uczy się od Marcela nie tylko technik złodziejskich, ale i palenia papierosów, a wreszcie odurzania sie rozpuszczalnikiem.

      Barbu często pyta Caruso [rozmawiają trochę na migi, trochę hasłami] o Mimmę. Gdzie ona jest ? Caruso najpierw mówi mu, że Mimma przyjedzie niebawem, potem sprzedaje wersję, ze dziewczynkę zgarnęła policja i odesłała do osady "do mamy i taty".

      Prawda jest jednak brutana. Caruso grał w karty z niejakim "Kardynałem". Miał dobry układ, ale brakowało mu pieniędzy na wejście do ostatecznej rozgrywki. Najpierw postawił więc rubiny od Barbu, a kiedy nadal było mało... postawił Mimmę. Przegrał, a dziewczynka została rarytasem dla specjalnych klientów w burdelu prowadzonym przez Kardynała.

      Któregoś dnia Marcel pokazuje Barbu broń. Pistolet, kaliber 45. I daje mu go w prezencie. W porę - kiedy z jednej dniówki wraca nie wyrobiwszy normy : zostaje cięzko pobity przez jednego z dozorców Carusa. A potem zabrany precz. Jak mówił sam Marcel : "co jakiś czas następuje wymiana, przechodzimy pod skrzydła innego szefa".

      Przed odejściem Marcel instruuje Barbu o miejscu, gdzie ukrył pieniądze i kosztowności, prosi go aby po jego odejściu zabrał je i przekazał jego siostrze. Siostra Marcela pracuje dla Kardynała, jest uliczną prostytutką. Kiedyś Marcel zabrał Barbu w miejsce, gdzie dziewczyny nagabują przejeżdzających kierowców i pokazał swoją siostrę, więc Babru wie, kogo ma szukać. Kiedy przekazuje jej pieniądze - dowiaduje się, że Mimma jest dziwką u Kardynała.

      Idzie z tą wiedzą do Carusa. Ten cynicznie oświadcza, że Mimma dostała się tam wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności i ze Kardynał chce 100 tys. euro za nia. "Zarobisz tyle ?", pyta z uśmiechem Barbu. Barbu ma teraz kraść sam, wizja zarobienia 100 tysięcy, aby uratować Mimmę motywuje go do działania. Jest prawie tak samo dobry jak Marcel. Ale szybko orientuje się, że Caruso sobie z niego drwi. Po pierwszym dniu mówi "zarobiłeś 5 tysięcy, zostało ci jeszcze... policzmy... 95 tysięcy !" i rechocze. Jedyną osobą, która wspiera czasami Barbu jest Julia, sfrustrowana własnym życiem i rozczarowana boleśnie dnem, na które stacza się jej niegdyś ukochany Caruso.

      Barbu próbuje sterroryzować bronią Kardynała i wykraść Mimmę. Oczywiście prędko zostaje obezwładniony przez jego goryli, pobity i wrzucony w kałużę pod bramą Cyrku Caruso. Za drugim razem probuje ją porwać wyprowadzając przez okno. Tez bez skutku. Wreszcie wpada na najlepszy pomysł jaki mogł mu przyjśc do głowy...
      • grek.grek "Król złodziei" [2004] [2] via Prima Cinema ;] 25.12.13, 15:37
        [tutaj dopisze, że w pewnym momencie Barbu łapie policja. Chłopak klepie w stuporze wyuczone kwestie, nic mu nie mogą zrobić, ale domyślając się czym się zajmuje próbują go skłonić go współpracy, pokazując zdjecia zabitych dzieciaków, ofiary mafijnych ulicznych gangów a'la ten Carusa - na jednym ze zdjęć Barbu rozpoznaje Marcela]

        Pomysł Barbu polega na tym, że kradnie wszystkie pieniądze z "sejfu" Carusa. Facet akurat śpi zmorzony pijaństwem, wiec Barbu z łatwością otwiera skrytkę zainstalowaną przy automacie do flipperów. Będzie ze 100 tysiaków za Mimmę... Caruso wpada w szał, kiedy budzi się i orientuje, że nie ma pieniądziorów. Domyśla się, kto go okradł i dlaczego. Wie gdzie ma czekać na chłopaka - i dopada go na tyłach tego burdelu. Przywozi do Cyrku i bije do nieprzytomności. Wtedy na scenę wchodzi Julia z pistoletem, ukradzionym samemu Carusowi. Zmusza go by przestał okładać Barbu, a potem zabiera pieniądze i chłopca. Jedzie z nim do burdeliku Kardynała. Tam urządza jazdę w stylu "Taksówkarza", z tym że po zabiciu właściciela i jednego z ochroniarzy - sama dostaje kulkę i dogorywa. W tym czasie jednak Barbu i Mimma uciekają oknem.

        Caruso jest zdruzgotany. Wyrzuca na zbity pysk wszystkich swoich "wspołpracowników" i dzieciaki z Cyrku, potem dojąc z butli przebiera się jak za dawnych czasów w cyrkowe łachy i w jakimś szaleństwie rzuca nożami i wykrzykuje zataczając się na arenie pod namiotem w ruinie swojego dawnego królestwa sztuki. Wreszcie wylewa wszędzie rozpuszczalnik i podpala namiot, a przy okazji błyskawicznie zajmują się także budynki wszelakie stojąće obok, składające się na jego Cyrk, który tak daleko odszedł od swojego oryginalnego przeznaczenia.

        W tym czasie Barbu i Mimma wskakują do pociągu jadącego, jak się ofk okaże, w stronę ich ojczyzny i domu.

        W ostatniej scenie widać ich jak biegną razem do swojej osady, którą już widać w kadrze.

        Temat współczesny, dramat może nie pokazany wstrząsajaco, ale wystarczająco żeby dać materiał do zastanowienia. I chyba największe wrazenie zrobiła na mnie twarz tego chłopca, Barbu - a dokładniej uśmiech, który najpierw nie schodzi z niej prawie ani na moment, by zupełnie zaniknąć, aż do wywołania myśli, że być może nie ma już nic, co by było w stanie znów go sprowokować.

        www.youtube.com/watch?v=zc3_Jhdln2A
        • pani_lovett Re: "Król złodziei" [2004] [2] via Prima Cinema 25.12.13, 16:43
          Dzięki, Greku. Historia kończy się w miarę optymistycznie, ale w gruncie rzeczy to ponura opowieść o okrutnym wykorzystywaniu dzieci z biednych części Europy.



          :)
          • grek.grek Re: "Król złodziei" [2004] [2] via Prima Cinema 25.12.13, 17:25
            drobiazg :]

            prawda.
            ale, co ciekawe, to także historia upadku dawnych mistrzów cyrkowej areny : ona jest kulawą narkomanką, a on gangsterem wykorzystującym dzieciaki. olni stale wspominają przeszłość [muzyka jest tutaj bardzo pomocna], w finale w obojgu rodzą się jakieś odruchy ludzkie : ona pomaga Barbu i Mimmie uciec, a Caruso popełnia samobójstwo efektowne, być moze odczuwając już tylko żal za utraconą przeszłością.
            • pani_lovett Re: "Król złodziei" [2004] [2] via Prima Cinema 25.12.13, 17:31
              Tak.
    • siostra_bronte Co na dziś? 26.12.13, 16:25
      Wypatrzyłam "Wszystko w porządku" w Kulturze o 21.00.
      • grek.grek Re: Co na dziś? 26.12.13, 17:00
        wczoraj coś konsumowaliście, prócz karpia ? ;]
        [ja "Amadeusza", ten film się nigdy nie zestarzeje]

        w Polsacie "BUrleska" o 20:00.
        z zapowiadajków wynika, że kolejny to film o dziewczynie, co chce
        zostac sceniczną artystką w Mieście Aniołów.
        coś a'la "Showgirls" ?
        przyznam, że schlastane zupełnie owo "Showgirls" podobało mi się, i
        to nie tylko z powodu licznych zgrabnych tancerek wykonujących ezgotyczne
        tańcze cielesne :]

        Publiczna po prostu rozczula : "Pan Wołodyjowski", "MŁode Wilki 1 i 1/2"
        & "Król Skorpionów" - to jest ramówka Jedynki na drugi dzień świąt :]
        jeśli to nie jest ostateczna klapa i upadek, to co to jest ?

        Dwójka powtarza "Uwikłanych", po pierwszej emisji wyszło mi, że to tyle
        ma wspólnego z kryminałem, co "Ojciec Mateusz" z "Sherlockiem" :]
        zdjęcia udane, lokalizacje również, reszta raczej słaba.

        niezły artykuł, gdybyś miała czas [gdybyście mieli] - sięgnijcie okiem :] :

        film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/egzorcysta-demon-dziewczynka-i-ksiadz/f3mm2
        • siostra_bronte Re: Co na dziś? 26.12.13, 17:18
          Ja niczego konkretnego nie obejrzałam :)

          "Wszystko w porządku" zapowiada się ciekawie i przewiduję gorącą dyskusję, pod warunkiem, że ktoś to obejrzy :)

          "Burleska" miała raczej słabe recenzje, no i przyznam, że nie jestem fanką musicali.

          Rzucę okiem na artykuł, dzięki.

          Przyznaję, że liczę jeszcze na obiecane, parę słów o "Nocnym kowboju" :)
          • grek.grek Re: Co na dziś? 26.12.13, 17:26
            o, ciekawie zapowiedziałaś, więc będę się starał obejrzeć :]

            o kruca, zapomniałem zupełnie o "Kowboju" - codziennie jakiś film i
            jak nie napiszę od razu, to się gubię w natłoku :] dzięki, że mnie trzymasz
            za słowo, Siostro, napiszę na pewno, już teraz nie zapomnę.

            mrugnę okiem na tę całą "Burleskę", ale "Wszystko w porządku" właśnie
            sprawdziłem w zajawce i rzeczywiście temat ciekawy [mogę ? związek lesbijski,
            dzieci, biologiczni ojcowie, a do tego Anette Benning i JUlianne Moore - nie no,
            jakaś BUrleska nie będzie konkurencją, hehe - oglądam; dzięki Siostro]
          • pani_lovett Re: Co na dziś? 26.12.13, 20:09
            Wczoraj w południe oglądałam powtórkowo "Rzymskie wakacje". Jaki to uroczy film...

            Dziś zamierzałam obejrzeć "Burleskę" skuszona zajawkami w telewizji, ale skoro Bronte namawia na film "Wszystko w porządku" ,to niech będzie "Wszystko w porządku" .Rzeczywiście film zapowiada się ciekawie, z tego co Grek pisze.

            :)
            • siostra_bronte Re: Co na dziś? 26.12.13, 23:12
              Prawda? Po raz kolejny obejrzałam "Rzymskie wakacje" z dużą przyjemnością. Wciąż zabawny, no i ten Gregory Peck :) Mam tylko zastrzeżenia do zakończenia. Moim zdaniem scena konferencji prasowej to niepotrzebna, zbyt melodramatyczna kropka nad i.

              Mam nadzieję, że nie żałowałaś wyboru :)
              • pani_lovett "Rzymskie wakacje" 28.12.13, 18:24
                Może i masz racje. Z drugiej strony to wymarzona scena dla aktorów, by popisać się umiejętnościami, zwłaszcza księżniczka Anna, jednym spojrzeniem musiała powiedzieć, tak wiele: jesteś wspaniały, kocham cię, żegnaj, tak mi ciężko, nigdy cię nie zapomnę ...

                A mnie wzruszył dialog, teraz na niego zwróciłam uwagę, pomiędzy Anna i Joem:

                Ona, rozglądając się w smutnym zamyśleniu po malutkim mieszkanku (pokoju z łazienką) Joego , wyznaje mu, że potrafi gotować, prasować, sprzątać , ale nie miała okazji, by się wykazać.
                On na to, że planuje zamienić mieszkanie na większe, z kuchnią.

                Widz domyśla się, że zamiary obojga nie mają szans na realizację .
                Happy endu nie będzie.


                :)
        • siostra_bronte Re: Co na dziś? 26.12.13, 17:19
          A, zapomniałam dopisać. Program w publicznej to faktycznie dramat.
          • grek.grek "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? :] 27.12.13, 15:13
            hehe, oglądaliście ?

            poza rozbawieniem tyleż odważnymi, co przekomicznymi scenami erotycznymi ;]... przede wszystkim - w połowie filmu dopadła mnie myśl, że reżyserka Cholodenko chce powiedzieć nam rzecz zupełnie sensacyjną : że oto lesbijka potrzebuje jednak seksu z mężczyzną, bo nie wystarcza jej seks ze swoją partnerką; oraz : że dzieci wychowywane przez lesbijki - potrzebują jednak ojca, męskiego wzorca. szok, nie ?

            potem jednak rzeczy wróciły na swoje miejsce, okazało się, że pojawienie się mężczyzny przyczyniło się najpierw do nadgryzienia, a potem do tym mocniejszego zacieśnienia rodzinnych więzi w sprawdzonym czworokącie.

            nie podejmNę się powiedzieć, dlaczego podejrzewałem panią Lisę o tak chore intencje, dlaczego nie wyczułem, że swobodny język [słyszalny, mimo zachowawczego polskiego przekładu] i erotyzm miałyby towarzyszyć filmowi, który będzie miał na celu udowodnienie rzeczy strasznych z punktu widzenia liberalnej progejowskiej atmosfery jaka od początku unosiła się nad tym filmem. jakieś sprzężenie niewłaściwe we mnie się rozegrało ;]

            pozostała ciekawe wydarzenie, jak to jedna lesbijka zdradza drugą z mężczyzną. to tak jakby gej zdradził geja z heteroseksualna kobietą - to dopiero by był materiał na komedię :], zwłaszcza gdyby jeden był taki ekstremalnie przegięty, najlepiej ten zdradzony, hehe. tutaj obie babki są normalne i bez karykatury, mają normalne problemy, są ZWYCZAJNE, nie są dziwne albo wydumane, to mi się podobało, bo dzięki temu cała ta opowieść ma racjonalny wiarygodny charakter i pokazuje przede wszystkim ludzi.

            sceny gejowskiego seksu - no nie :]] podpiszę rękoma i nogami każdą petycję popierającą prawa dla homoseksualistów, niech adpotują dzieci, zostają prezydentami, urządzają Dzień RÓzu dla całego kraju... żaden problem, ale niech mnie nie tymi widokami nie dręczą :]

            i dwie lesbijki urządzające wieczorny seans seksualny pod porno z dwoma facetami - haha :] zabawne jak Julianne kotłuje się pod kołdrą, a Anette Bening robi dziwne miny, kiedy próbuje okiem okularowym ogarnąc, co tam też się dzieje na ekranie. przezabawne.

            świetny język, zwłaszcza kiedy Bening używa tych wszystkich "fu.cków" i innych odzywek - taka kobiecina o wyglądzie i manierach księgowej, ale jak dostanie akcji, to tylko tynk leci ze ścian.

            No i dzieci. stają po stronie matek, odrzucają biologicznego ojca - mimo że już go zaakceptowały i polubiły. a jednak naruszył coś większego : spokój i zaufanie w ich rodzinie. Ostatnie sceny w campusie, do którego wyjeżdza Joni - są wymowne.

            I sam ojciec prać. Nie szkoda Wam go trochę ? chciał dobrze, ale dał się ponieśc namiętności. co tam - OBOJE dali się jej ponieść, ale Julianne zostaje wybaczone, a on zostaje odrzucony. Stado jest bezlitosne. wybacza stałemu swemu członkowi, a aspiranta traktuje per noga.

            Ojciec zaczyna jako ktoś, kto mógłby do tej rodziny należeć, kto zdobywa uczucia poszczególnych jej składowych - z łatwością, bo i sympatyczny z niego gośc. Kończy jako zagrożenie. postrzegany jako przyczyna zdrady, a przecież to Julianne się na niego rzuciła ;]

            ojciec, zatem - imo, spełnia rolę wyłącznie integrującą tę familię.
            orajt, jest przyczyną zdrady, ale nie jest jej główna przyczyną - to Nic [Nicky ?], która odbiera Jules/Julianne pewność siebie i zaufanie do siebie - jest motorem który uruchamia w Julianne poszukiwanie jakiejś odskoczni, a Paul znajduje się po prostu w odpowiednim czasie i miejscu.

            dlatego Nic musi wybaczyć Julianne - dlatego, że zawiniła wobec niej i osłabiła więzi jakie ich łączyły.

            szkoda Paula-ojca, tym bardziej że przecież odrzucił przeuroczą Panią z Czekolady ;] [czy to nie seksizm rasizm ?] mówiąc że skoro ma 50 lat, to rodzinę by chciał założyc, a z nią to tak nie bardzo. ta cała sytuacja uruchomiła w nim instynkt rodzinny. zobaczył, że chciałby mieć dzieciaki, dom, posiłki przy wesołym stole, cały ten familijny enturaż, nie wspominając o uczuciach, o interesowaniu się innymi, ich zainteresowaniu sobą - uznał, słusznie :]], że 50 lat to idealny wiek na takie sprawy, że teraz później się dorasta do pewnych rzeczy. I co ? i został z rufą do wiatru.

            mam wrażenie, ze reżyserka zostawia go w sytuacji przegranego zbyt ostentacyjnie i nie pokazuje specyfiki tej sytuacji. tak jakby go potępiała, nie dostrzegając że w gruncie rzeczy facet jest ofiarą całej sytuacji. zamiast tego skupia się na rodzince, która zwiera szeregi, wybacza sobie nawzajem i robi familiy show. Finał stanowczo mi się nie podobał :]

            a jak u Was wypadło ?

            • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 27.12.13, 16:12
              Dzięki, Greku :)

              Bardzo celne uwagi. Od siebie dodam parę słów.

              Może Jules jest bi ? To się zdarza :) Romans z facetem nie byłby dla niej jakimś wielkim poświęceniem. Wręcz przeciwnie, co mogliśmy zobaczyć :)

              Co do Paula, faktycznie trochę go szkoda. Jest pytanie, czy "tylko" jako dawca nasienia ma prawo wkraczać w życie tej rodziny. Formalnie rzecz biorąc podpisuje się chyba jakieś papiery i to działa w obie strony. Ale widocznie są jakieś luki w prawie, bo ostatnio była afera, chyba w Wlk. Brytanii. Dziecko (dzieci?) namierzyło "tatusia" i pozwało go o alimenty. Wydaje mi się, że Paul nie przemyślał tej decyzji i ewentualnych konsekwencji. Odebrał telefon gdzieś w biegu i od razu się zgodził.

              Myślę, że Paul mógłby jakoś ułożyć sobie stosunki z całą rodziną, pod warunkiem nie przekraczania pewnych granic. Romans z Jules oczywiście wszystko zepsuł. Nic w tym dziwnego, że rodzina wybacza Jules winy. Wiążą ich silne więzi, tworzą rodzinę od wielu lat. Jeden skok w bok nie był w stanie tego zepsuć. I jak słusznie napisałeś, wręcz pomógł.

              W scenie konfrontacji, kiedy Paul przyjeżdża do ich domu, Nic mówi mu: "Chcesz mieć rodzinę? Załóż sobie własną". Brzmi okrutnie, ale trudno sie jej dziwić. Paul marzy o rodzinie, a tu miałby ją "gotową", z Jules i odchowanymi dzieciakami.

              Wiesz, rodziny już tak mają, że "zwierają szeregi", czy to się komuś podoba czy nie. Sytuacja zupełnie inna, ale ten sam mechanizm widzieliśmy w "Kolejnym roku" Leigh.

              Hehe, Greku, seks heterosekusualny w pornosach też może być...zniechęcający :))

              A w ogóle to nie wiem jak Ci się ten film podobał w sumie? Bo mnie bardzo. Wciągający i jakkolwiek banalnie to brzmi, życiowy. Fajne jest to, że nie ma tu jednoznacznych postaci, nikt nie jest idealny.

              I jeszcze zwróciłam uwagę na świetną muzykę Cartera Burwella.




              • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 27.12.13, 19:43
                O, tutaj cudny utwór Burwella, który się do mnie przyczepił :)

                www.youtube.com/watch?v=s2C98XVmBd0

              • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 15:54
                dzięki, Siostro :]

                racja, może być bi.
                ale wiesz co ? wydaje mi sie, że ona się na niego rzuca, bo on ją dowartościowuje i robi to
                [chyba] szczerze, chociaż widać że ona mu się podoba jako kobieta. wydaje mi się, że płeć ma tu znaczenie drugorzędne, jakkolwiek dziwacznie to brzmi, techicznie jest całkiem dobrze :], a do tego jest między nimi fajna chemia. co sądzisz ?

                własnie, ciekawe to pytanie.
                wiesz, oni go trochę... zaprosili do siebie, a on poczuł zew rodzinnego ciepełka.

                widzę to tak samo jak Ty.
                druga część filmu, wg mnie, jest już tylko lekcją dla wszystkich, że rodzina "z dziada pradziada' nie wybacza aspirującym do niej. grzech stałego członka jest do wybaczenia, grzech aspirującego - jest śmiertelny :]

                yes, ta scena jest naprawdę uderzeniem po którym kolana się uginają - "chcesz rodziny, załóż sobie własną". mocne. moim zdaniem, oni go zaprosili do tej rodziny, a następnie odrzucili po pierwszym błędzie... o ile był to naprawdę błąd ? oboje dali się porwać namiętności. rachunek dostał tylko on :] Nic broni swojej pozycji, przy okazji. to ona pełni stereotypowo "męską" rolę w tym związku, chyba miała prawo się przestraszuć, ze Jules znalazła "lepszy model" i to faceta, a nie inną kobietę.

                hehe :] domyślam się.

                "zyciowy" - dobre określenie.
                podobał mi się, powiedzmy - w takiej dobrej "konsystencji" zrobiony, nie przekombinowany i o ludzkich sprawach. gdyby rodzinę homoseksualną zamienić na heteroseksualną zabrakłoby pewnych ciekawych spostrzeżeń - ale myślę, że główne wątki można by odczytywać podobnie, tyle że może byłby nieco bardziej konwencjonalny.

                no i aktorstwo :] nie wspomnieliśmy nic, a przecież wszyscy grają bardzo dobrze i z wyczuciem, zaś J.Moore i A.Bening koncertowo wręcz, nie ? :}



                • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 16:27
                  > odziny, załóż sobie własną". mocne. moim zdaniem, oni go zaprosili do tej rodzi
                  > ny, a następnie odrzucili po pierwszym błędzie... o ile był to naprawdę błąd ?
                  > oboje dali się porwać namiętności. rachunek dostał tylko on :]

                  Nie odniosłam wrażenia, że Paul został zaproszony do rodziny. Ot dzieci pewnego dnia poczuły naturalną potrzebę poznania człowieka, za którego sprawą, mogły przyjść na świat, który, gdyby żyły w tradycyjnym modelu rodziny, byłby ich ojcem. Matki zgodziły się na wkroczenie w ich życie Paula, bo nie miały wyjścia i było już za późno, kiedy się o wszystkim dowiedziały.

                  • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 16:31
                    O, właśnie tak. Obie panie nie chciały pogarszać sytuacji i sprzeciwiać się dzieciom. Natomiast same z pewnością nie były z tego zadowolone. o czym świadczy ich pierwsza reakcja.
                    • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 17:05
                      Tak. Panie nie zaprosiły Paula do rodziny, a jedynie pozwoliły na kontakt bacznie mu się przyglądając się na początku. I strofując, kiedy przekraczał nieświadomie zasady ustalone w ich rodzinie, np. kiedy woził Joni na motorze.

                      Że Julianne Moore zgodziła się na tak odważne sceny erotyczne!? Chyba że miała dublerkę?
                      • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 17:07
                        pozwoliły na kontakt z dziećmi
                    • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 29.12.13, 14:53
                      zauważ jednak, Siostro, że przekonują się do niego.
                      konfunduje je nieco pomysł dzieci, ale z czasem Paul zaczyna
                      zyskiwać ich aprobatę.
                      dlatego, ostrożnie będę się jednak upierał, że jest on do tej
                      rodziny zapraszany. może nie jako "tato", ale jako przyjaciel domu.
                      przy tej feralnej kolacji - Nic, ostatnia nieprzekonana, porzuca swoje
                      wątpliwości. zaraz później odkrywa dowody romansu, ale nie zaprzecza to
                      faktowi, że Paul był już jedną nogą w familijnej wspólnocie :]
                • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 16:58
                  > yes, ta scena jest naprawdę uderzeniem po którym kolana się uginają - "chcesz r
                  > odziny, załóż sobie własną". mocne. moim zdaniem, oni go zaprosili do tej rodzi
                  > ny, a następnie odrzucili po pierwszym błędzie... o ile był to naprawdę błąd ?
                  > oboje dali się porwać namiętności. rachunek dostał tylko on :]

                  Więc właśnie film skłania do poważnych pytań, czy człowiek, który zdecydował się oddać swoje nasienie do banku spermy, i to wyłącznie z prozaicznych, finansowych powodów ( niedużej kwoty!) staje się automatycznie ojcem dzieci, których nie znał, nie wychowywał oraz członkiem zupełnie obcej dla niego rodziny tylko dlatego , że dzieci mają jego część genów? Czy taki człowiek może sobie rościć prawa do dzieci, do rodziny, bo akurat szczęśliwym trafem dobrze się wpasował w rodzinę, i dzieci mu odpowiadają? (i odwrotnie o czym wspomniała Bronte).

                  Myślę, że pani reżyser pokazuje , że w tego rodzaju rodzinach, w których rodzice są homo pytania o ojca (czy matkę w przypadku dwóch mężczyzn) i pragnienie poznania przez dzieci, człowieka, dzięki któremu się urodziły jest naturalne i jest nieuniknione, choćby nie wiem, jak idealną rodzinę para starała się stworzyć dzieciom. A to nieuchronnie rodzi problemy, komplikacje, ale jak pokazuje i pociesza jednocześnie po amerykańsku Cholodenko, jeśli FAMILY/ rodzina jest mocna, ma solidne podstawy przetrwa wszystko. I nieważne , że to rodzina lesbijska.

                  PS Paul za łatwo wszedł w tę rodzinę, żeby sprawy się nie pokomplikowały.


                  • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 17:36
                    grek napisał:
                    szkoda Paula-ojca, tym bardziej że przecież odrzucił przeuroczą Panią z Czekolady ;] [czy to nie seksizm rasizm ?] mówiąc że skoro ma 50 lat, to rodzinę by chciał założyc, a z nią to tak nie bardzo. ta cała sytuacja uruchomiła w nim instynkt rodzinny. zobaczył, że chciałby mieć dzieciaki, dom, posiłki przy wesołym stole, cały ten familijny enturaż, nie wspominając o uczuciach, o interesowaniu się innymi, ich zainteresowaniu sobą - uznał, słusznie :]], że 50 lat to idealny wiek na takie sprawy, że teraz później się dorasta do pewnych rzeczy. I co ? i został z rufą do wiatru.

                    >mam wrażenie, ze reżyserka zostawia go w sytuacji przegranego zbyt ostentacyjnie


                    Adekwatna zapłata do tego , co uczynił. :)


                    Paul dostał gorzka lekcję, to fakt. Do tej rodziny nie będzie nigdy należał. Ale moim zdaniem nie jest na przegranej pozycji .Paul uświadomił sobie w końcu (w końcu! - 50 lat ;), czego pragnie. Zrozumiał, że chce stabilizacji, rodziny. A ponieważ jest ciągle w pełni męskich sił, w dodatku podoba się młodym i ładnym kobietom ma wielkie szanse na poważny związek, na założenie swojej rodziny, na wychowanie dzieci. To dla niego ostatni moment.

                    :)
                    • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 17:44

                      > grek napisał:
                      [i]> szkoda Paula-ojca, tym bardziej że przecież odrzucił przeuroczą Panią z Czek
                      > olady ;] [czy to nie seksizm rasizm ?] mówiąc że skoro ma 50 lat, to rodzinę by
                      > chciał założyc, a z nią to tak nie bardzo.

                      Może przeurocza ciemnoskóra pani nie była jeszcze zainteresowana poważnym związkiem (z Paulem)?
                    • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 29.12.13, 15:07
                      wiesz, ja myslę, że OBOJE to "uczynili" :]
                      Jules jest tak samo winna jak on.
                      ofk, ją chroni przynależnośc do rodziny, a on jest bezbronny, więc to on
                      musi zostać na lodzie.

                      o, znalazłaś pozytywne wieści dla Paula :]
                      zgadzam się z Tobą w pełni, świetnie to wychwyciłaś, Barbasiu.
                      to dla niego prawdziwe przewartościowanie.
                      • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 29.12.13, 15:48
                        Nie miałam na myśli romansu z Jules, tylko oddanie czy własciwie sprzedanie spermy do banku, bo "oddawanie spermy jest przyjemniejsze od oddawania krwi".

                        Paul beztrosko oddając czy sprzedając swoją spermę za 60 dolców (które akurat były mu potrzebne) kompletnie nie myślał o przyszłych konsekwencjach swego czynu - że narodzą się dzieci, że będą potrzebować rodzicielskiej troski, opieki, ciężkiej pracy wychowawczej. Nie interesowało go to w ogóle, co w sumie poniekąd zrozumiałe. Dlatego uważam, Paul dostał to na co zasługiwał.

                        • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 29.12.13, 15:56
                          >Dlatego uważam, Paul dostał to na co zasługiwał.

                          Może nie tak.
                          Paul dostał adekwatna zapłatę od życia do tego, co uczynił. Nie chciał dzieci, rodziny, to jej ma.
                        • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 15:30
                          no to będziemy się pięknie róznić :]

                          ja uważam, że motywacje jego czynu sprzed 18 lat nie mają znaczenia, w momencie
                          w ktorym on do tej rodziny się zaczyna mentalnie i psychicznie zbliżać i jest o krok od
                          zostania jej przyjacielem.

                          po drugie, on nie dostaje kopa za to, co było 18 lat temu, tylko za to, że romansował
                          z Jules. prawda jest zaś taka, że romansowali po równo :] partia wybacza swojemu
                          stałemu członkowi, ale aspirującego członka-neofitę wyrzuca za drzwi. wg mnie, jest to
                          zrozumiałe na gruncie siły przywiązania i wspólnej historii, ale zarazem... Paul ponosi winę
                          za nich oboje i nie dostaje drugiej szansy.

                          wyraźnie widać, wg mnie, że Nic traktuje go z niechęcią i podejrzliwością, widzi moze że
                          Jules podoba się Paul. potem na chwilę przekonuje się do Paula [wspólne śpiewanie przy kolacji], ale kiedy odkrywa romans - ma wreszcie okazję, zeby konkurenta skosić. bardzo personalna motywacja. i tutaj już żaden speech o rodzinie nie będzie miał innego zastosowanie, jak tylko pretekstowy celem rozprawienia się z zagrożeniem dla samej siebie. Zagrożeniem, które Nic stwarza sama, bo traktuje Jules w taki sposób, że odbiera jej wiarę w siebie i obniża jej samoocenę, co pcha ją w ramiona Paula. Nic prowokuje ich romans, a potem jeszcze wymierza Paulowi karę za własne grzechy wobec Jules.
                          • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 15:43
                            Ale to już wyjaśniliśmy. Rodzinka nie może i nie traktuje tak samo Jules i "obcego" Paula. Tutaj nie może być "sprawiedliwości". Odrzucenie Jules oznaczałoby wywrócenie życia całej rodziny do góry nogami, rozwód, podział majątku, opieka nad dziećmi itd... No i prosty fakt, że Nic mimo tego co się stało wciąż kocha Jules. Więc po pewnym okresie "kary" jest w stanie jej wybaczyć, dzieci też.

                            Nic być może nie zdaje sobie sprawy ze swoich błędów. Może Jules ta powinna z nią o tym najpierw rozmawiać, zamiast od razu wskakiwać Paulowi do łóżka?
                            • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 19:42
                              Podpisuję się pod słowami, Bronte.


                          • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 20:52
                            To, co było 18 lat temu jest o tyle istotne, że Paul dla dzieci , do których narodzin się przyczynił, dla całej rodziny jest zupełnie obcym człowiekiem, ja napisałeś nie łączą go z NIMI żadne siły przywiązania i wspólnej historii, żadne więzi emocjonalne jak z matkami, dlatego właśnie nie będzie im (nikomu w tej rodzinie) trudno odrzucić go, kiedy okaże się, że ich zawiódł, zakłócił spokój rodznie.


                            > po drugie, on nie dostaje kopa [...] za to, że romansował
                            > z Jules. prawda jest zaś taka, że romansowali po równo :]



                            Na sądzie ostatecznym tak by pewnie osądzono i rozważono ich winy. ;))

                            Inaczej jednak rzecz wygląda, kiedy spojrzysz z perspektywy tej rodziny. Paul wplątując się, godząc się na romans z Jules zawiódł wywrócił życie czwórki bliskich, kochających się ludzi do góry nogami, zagroził trwałości tej rodziny, dlatego musiał odejść.

                            Jules też ponosi karę, dzieci są obrażone, nie chcą z nią rozmawiać, jej związek z Nic wisi na włosku, jednak więzi między nimi są na tyle silne, że znajdują drogę do porozumienia i zdrada zostaje jej wybaczona.

                            Zagrożeniem, które Nic stwarza sama, bo traktuje
                            > Jules w taki sposób, że odbiera jej wiarę w siebie i obniża jej samoocenę, co
                            > pcha ją w ramiona Paula. Nic prowokuje ich romans, a potem jeszcze wymierza Pau
                            > lowi karę za własne grzechy wobec Jules.


                            No wiesz, jak mawia mój kuzyn, gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by nie wstał. Gdyby Nic się w porę zorientowała, że coś jest w ich związku coś nie gra, gdyby Jules pomogła jej to zrozumieć, to z pewnością nie doszło by romansu Jules z Paulem.
                            • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 13:53
                              tak właśnie jest :]
                              pytanie : czy to dobrze o tej rodzinie świadczy ?
                              bo mimo wszystko on się już do nich zbliżył jakoś.

                              a może ten finał dowodzi, że ta bliskośc była bardzo pozorna ?

                              to także prawda.
                              czym on sobie zasłużył na wybaczenie ?
                              gdzie tutaj pole do równości szans dla obojga ?
                              może i rzeczywiście trochę się zapędziłem w tych moich żądaniach :]

                              czyli, Paul ostatecznie jakąs pozytywną rolę odgrywa.
                              a oni dla niego, jak napisałaś celnie : dzięki tej relacji dociera do niego
                              potrzeba posiadania rodziny.

                              może rażąca jest bezwzględnośc z jaką on się odbija od ściany w finale.
                              • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 16:07
                                grek.grek napisał:

                                > tak właśnie jest :]
                                > pytanie : czy to dobrze o tej rodzinie świadczy ?
                                > bo mimo wszystko on się już do nich zbliżył jakoś.
                                [...]
                                > może rażąca jest bezwzględnośc z jaką on się odbija od ściany w finale.

                                Nie jest. Paul zawiódł ich zaufanie, omal nie zniszczył ich rodziny. Ich zachowanie jest zrozumiałe.

                                Budowanie przyjaźni wymaga czasu i zaufania. Kilka miłych spotkań, lubienie się nie jeszcze nie oznacza bliskości.

                  • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 29.12.13, 15:04
                    wiesz, ja myślę że tu nie chodziło o jego biologiczne ojcostwo dzieciom - to był
                    tylko punkt wyjścia. ważniejsze, wg mnie, było to, że OPRÓCZ tego ojcostwa -
                    Paul okazal się po prostu fajnym gościem.

                    dlatego własnie podejrzewałem reżyserkę o niecne zamiary pokazania, że nawet
                    dzieci w lesbijskim małżeństwie potrzebują jednak mężczyzny, który jako "ten trzeci"
                    łagodziłby i stabilizował sprzeczności między dwiema mamusiami.

                    trochę Paul został ubrany w szaty człowieka, ktory wprasza się w gościnne progi.
                    a tak nie było, śmiem twierdzić :] może i poczuł jakiś ojcowski dryg, ale moim
                    zdaniem on chciał zostać ich przyjacielem. kimś bliskim. ofk, naprzeciw temu stoi
                    to, co mówi do swojej koleżanki z czekolady [:)] : "mam 50 lat i chciałbym mieć
                    rodzinę". to jest zastanawiające, bo mówi to w chwili, gdy romansuje z Jules.
                    MOże liczy na to, ze Jules z nim zamieszka i zabierze dziecko ?

                    ALE z drugiej strony, Paul nie dąży świadomie do rozbicia rodziny. on może
                    mieć na coś nadzieję, ale nie jest cynicznym manipulatorem. wg mnie, on się
                    w Jules zakochuje i mysli, że : kruca, a może to właśnie tak się potoczy ?
                    może ja bym nawet tego bardzo chciał.

                    dlatego, rodzina się broni, wyrzuca za drzwi potencjalne zagrożenie, ale wg mnie
                    dzieje się to tak bezceremionialnie, tak agresywnie zaznaczany jest ten trium
                    rodziny, że ambicja chyba poniosła panią reżyserkę :]

                    nie wiem, na ile znaczenie ma fakt, że jest to rodzina homoseksualna, a Paul jest
                    hetero ?, ale nie wnikam, może to nie ma znaczenia ? Może liczy się zaakcentowanie
                    siły więzów rodzinnych, zwarcia szeregów przeciw przybłędzie ? ;]
                    • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 29.12.13, 23:42
                      No dobrze, ale jak miały się zachować Nic i Joni na widok Paula? Powiedzieć mu: ok., każdy popełnia błędy, za jakiś czas Ci wybaczymy? Moim zdaniem tak emocjonalna reakcja była uzasadniona.
                      • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 15:22
                        a czemu nie ? :]

                        to mnie własnie w tym uderzyło : JUles zawiniła tak samo jak on. KOntynuowała romans
                        przez iks dni. Miała czas by ochłonąc po pierwszym porywie namiętności. I brnęła w to dalej.
                        Wina rozłożyła się dokładnie po połowie.

                        Jules otrzymuje wybaczenie.
                        Paul kopniaka.

                        przepraszaam, ale dla mnie jest to niesprawiedliwe : jesli wybaczyć, to obojgu, jeśli
                        potępić, to również oboje.

                        Ja rozumiem : Jules ma fory jako członek rodziny, a Paul ma handicap jako ktoś z zewnątrz.
                        Dlatego własnie uważam, że ten film ma za zadanie pokazać jak silna i ślepa zarazem jest
                        więź rodzinna.

                        dobrze, pytanie brzmi : czemu mieliby wybaczyć Paulowi, że... uwiódł Jules, mimo że oboje siebie uwiedli jednocześnie ?

                        Powiedziałbym, że rodzina powinna mu wybaczyć z tego samego powodu, co Jules, tak jak Nic daje jej drugą szansę, tak samo Paul mógłby ją otrzymać [szansę na zostanie przyjacielem rodziny].
                        • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 20:14
                          Ze zdradami to już tak jest. Żona/mąż są skłonni obarczać winą za zdradę bardziej kochankę/kochanka niż swojego partnera/partnerkę. Co mi się nie podoba, ale tak po prostu jest.

                          Druga szansa? W życiu ich się nie raczej nie dostaje :) Paul chciał, żeby Jules zabrała dzieciaki i związała się z nim. Po czymś takim trudno chyba przejść na stopę przyjacielską.

                          • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 21:17
                            Nie wszyscy jednak potrafią wybaczyć zdradę partnerowi.


                            > Druga szansa? W życiu ich się nie raczej nie dostaje :) Paul chciał, żeby Jules
                            > zabrała dzieciaki i związała się z nim. Po czymś takim trudno chyba przejść na
                            > stopę przyjacielską.

                            Tak.
                          • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 23:02
                            Dodam jeszcze tylko, że trudno byłoby wrócić na stopę przyjacielską także Paulowi, skoro miał aż takie nadzieje.
                          • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 13:56
                            prawda ? haha.
                            żona targa za włosy kochankę, a mąż po szczęce kochanka :]
                            tak jakby to oni ich zdradzili jhehe.

                            no własnie, to mi przyszło dopiero teraz do głowy.
                            tylko zastanawiam się, czy oni o tym wiedzieli, bo mam wrażenie, że
                            jednak Nic o tym nie wiedziała. Paul miał takie plany, ale nie informował
                            ich o tym... chyba :]
                            • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 14:07
                              No właśnie, dokładnie tak jest :)

                              Kiedy Paul rozmawia przez telefon z Jules i ta mówi mu, że romans się wydał, Paul odpowiada, że jest gotowy, żeby zabrała dzieciaki i przeniosła się do niego. Wtedy Jules rzuca słuchawką.
                        • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 21:12
                          Byłbyś taki wyrozumiały dla niedawno poznanego kumpla, który by Ci rogi przyprawił w czasie, kiedy akurat wyjechałeś na lukratywny 5-miesięczny zagraniczny kontrakt? Przebaczywszy jej (?), przebaczył byś jemu? Przyjaźnił byś się z nim po wszystkim?

                          • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 13:47
                            To jest dobre pytanie :)
                            • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 16:37
                              :)
                              Ciekawam odpowiedzi.
                        • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 13:33
                          > Ja rozumiem : Jules ma fory jako członek rodziny, a Paul ma handicap jako ktoś
                          > z zewnątrz.
                          > Dlatego własnie uważam, że ten film ma za zadanie pokazać jak silna i ślepa zar
                          > azem jest więź rodzinna.

                          Obowiązkiem rodziny jest zachować swoją integralność, bronić się przed, tymi, który chcą ją zniszczyć, a nie sprawiedliwie oceniać winy obcych.

                          Paul był fajnym człowiekiem do momentu, kiedy pozwolił sobie na romansowanie z Jules.
                    • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 30.12.13, 21:38
                      grek.grek napisał:
                      > dlatego własnie podejrzewałem reżyserkę o niecne zamiary pokazania, że nawet
                      > dzieci w lesbijskim małżeństwie potrzebują jednak mężczyzny, który jako "ten tr
                      > zeci" łagodziłby i stabilizował sprzeczności między dwiema mamusiami.

                      Jeszcze nie pora na takie refleksje. Na razie oswajamy się z widokiem rodzin homo z dziećmi.

                      Osobiście (jak Ty? Wy?) mam ambiwalentny stosunek do wychowywania dzieci w rodzinach homo.

                      ALE z drugiej strony, Paul nie dąży świadomie do rozbicia rodziny. on może
                      > mieć na coś nadzieję, ale nie jest cynicznym manipulatorem. wg mnie, on się
                      > w Jules zakochuje i mysli, że : kruca, a może to właśnie tak się potoczy ?
                      > może ja bym nawet tego bardzo chciał.

                      Paul , jak napisała Bronte niżej, po pewnym czasie zażyłości z Jules w euforii proponuje jej, by zabrali dzieci i wyjechali.


                      > dlatego, rodzina się broni, wyrzuca za drzwi potencjalne zagrożenie, ale wg mnie
                      > dzieje się to tak bezceremionialnie, tak agresywnie zaznaczany jest ten trium
                      > rodziny, że ambicja chyba poniosła panią reżyserkę :]

                      IMO, to rzecz doskonale podpatrzona przez panią reżyser. To naturalny mechanizm obronny rodziny przed intruzami, które burzą jej spokój.

                      >Może liczy się zaakcentowa nie siły więzów rodzinnych, zwarcia szeregów przeciw >przybłędzie ? ;]

                      Myślę, że też o to właśnie chodzi. O możliwość dojścia do porozumienia i zgody, o trwałość rodziny pomimo zawirowań, co jest największą wartością.
                      • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 14:01
                        hehe, na to wygląda.
                        ale już widać, że taka rodzina jest całkowicie normalna : sprzedaje rasowego kopniaka
                        obcemu ;]

                        ja myślę, że by trzeba najpierw przetestować takie rodziny i zobaczyć, jak działają
                        w dłuższym okresie czasu.
                        ale wiesz co ? myslę sobie, że w takich rodzinach trudniej o niechciane dzieci.
                        jesli para homo decyduje się na ich wychowanie, wiedząc że spotka się ze społeczną
                        niechęcią, to dowodzi, jak bardzo zależy im na tych dzieciach.

                        jak dla mnie, jedyny problem rodzin homoseksualnych z dziećmi, to nietolerancyjne
                        społeczeństwo :]

                        aaa, no widzisz - to ja tego fragmentu musiałem nie zauważyć.
                        miałem tylko odczucie, że Paul liczy na związek z Jules i dziećmi.

                        zdecydowanie.
                        mechanizm działający bardzo bezceremonialnie i w przeciwieństwie do Temidy -
                        bez przepaski na oczach :]

                        • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 16:36
                          grek.grek napisał:

                          > hehe, na to wygląda.
                          > ale już widać, że taka rodzina jest całkowicie normalna : sprzedaje rasowego ko
                          > pniaka obcemu ;]

                          Właśnie, rodzinka, choć nie tradycyjna, o dziwo, jest zupełnie normalna, wyznaje te same wartości, co ta tradycyjna. To chyba też istotny przekaz, jaki płynie z tego filmu.

                          Zauważ, że we najrozmaitszych sondażach, w których pada pytanie, o to co jest najważniejsze w życiu rodzina zajmuje najwyższa pozycje , dopiero później są przyjaciele, znajomi i inne sprawy.

                          > ale wiesz co ? myslę sobie, że w takich rodzinach trudniej o niechciane dzieci.
                          > jesli para homo decyduje się na ich wychowanie, wiedząc że spotka się ze społec
                          > zną niechęcią, to dowodzi, jak bardzo zależy im na tych dzieciach.

                          Nie wiem , trudno mi z tym argumentem polemizować.

                          > jak dla mnie, jedyny roblem rodzin homoseksualnych z dziećmi, to nietolerancyjne >społeczeństwo :]

                          To też. Ale skoro natura wymyśliła model dwupłciowy, to może on jest najkorzystniejszy dla rozwoju młodego człowieka i nie powinno się pozbawiać nikogo szansy na życie w takim modelu.

                          Już nie wspomnę, że korzystanie z banku nasienia, z komórek anonimowego dawcy odbiera dzieciom całkowicie prawo do poznania, człowieka za sprawą, którego się narodziły, którego są częścią ze wszystkimi tego konsekwencjami.

                          :)

                          • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 17:44
                            > > jak dla mnie, jedyny roblem rodzin homoseksualnych z dziećmi, to nietoler
                            > ancyjne >społeczeństwo :]
                            >
                            > To też. Ale skoro natura wymyśliła model dwupłciowy, to może on jest najkorzyst
                            > niejszy dla rozwoju młodego człowieka i nie powinno się pozbawiać nikogo szans
                            > y na życie w takim modelu.

                            Chodzi mi o to przede wszystkim, że w takich rodzinach brak jest wzorca drugiej płci.
                            • siostra_bronte Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 31.12.13, 18:04
                              Prawda. Ale ten sam problem jest w rodzinach, w których matka/ojciec samotnie wychowują dzieci.
                              • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 03.01.14, 16:43
                                siostra_bronte napisał(a):

                                > Prawda. Ale ten sam problem jest w rodzinach, w których matka/ojciec samotnie w
                                > ychowują dzieci.

                                Właśnie! :) I od dzieci wychowywanych w takich rodzinach najwięcej jest relacji o tym, jak bardzo przeżywały one brak drugiego rodzica i jak ten brak odbił się potem negatywnie na ich dorosłym życiu.
                              • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 03.01.14, 17:01
                                www.mydwoje.pl/taty-nie-ma-w-domu
                          • grek.grek Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 01.01.14, 16:47
                            zdecydowanie.
                            plus za to, że reżyserka nie cukruje :]

                            pytanie, na ile to odpowiedź rytualna, politycznie poprawna, a na ile wynikajaca
                            z faktycznego oglądu rzeczy :]

                            wiesz, natura wymyśliła model dwupłciowy do prokreacji, co do modelu wychowawczego -
                            chyba raczej decydującą rolę odgrywają modele kulturowe.

                            to prawda, jak jednak pokazuje ten film, kiedy dzieci dorastają - same zaczynają odczuwać
                            potrzebę poznania dawcy. pocieszające ? :]
                            • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 03.01.14, 17:00
                              O tak. Zgadzam się. :)

                              Ankiety są zazwyczaj anonimowe, nie ma powodu by nie wierzyć w szczerość ankietowanych.
                              Oczywiście z rodziną różnie bywa w praktyce, jak wiadomo. Czasem w trudnych sytuacjach bardziej liczyć można na znajomych i przyjaciół niż na rodzinię.

                              Chyba nie tylko czynniki kulturowe odgrywają role w wychowaniu dziecka. Tu znalazłam ciekawy artykuł o roli ojca i matki w rodzinie:

                              www.mydwoje.pl/taty-nie-ma-w-domu

                              Nie bardzo pocieszające, bo przecież nie każdy, choćby z tych względów proceduralnych, będzie miał możliwość otrzymania danych dawcy i poznania dawcy.
              • pani_lovett Re: "Wszystko w porządku" - no i jakie wrażenia ? 28.12.13, 18:28
                siostra_bronte napisał(a):

                > Hehe, Greku, seks heterosekusualny w pornosach też może być...zniechęcający :))

                No właśnie. :)
        • pepsic Re: Co na dziś? 27.12.13, 20:09
          Bo "Amadeusz" to absolutne arcydzieło:))

          • siostra_bronte Re: Co na dziś? 27.12.13, 20:11
            Zwłaszcza kiedy ogląda się go po raz pierwszy i to w kinie. Niezapomniane przeżycie.
            • pepsic Re: Co na dziś? 27.12.13, 20:17
              Ja jednak ten film doceniłam dużo, dużo później.
            • pani_lovett Re: Co na dziś? 27.12.13, 23:22
              siostra_bronte napisał(a):

              > Zwłaszcza kiedy ogląda się go po raz pierwszy i to w kinie. Niezapomniane przeżycie.

              Podpisuję się pod tym komentarzem.
    • grek.grek "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 27.12.13, 16:06
      KUltura się szarpie co i rusz :] wczoraj "Wszystko...", dzisiaj "Antychryst", rzecz głośna Larsa Von Triera. o 23:30. ponoć z mocnymi scenami, nie tylko erotycznymi - śmierć dziecka, małzeństwo [on jest cenionym terapeutą] próbuje to przepracować w jakims domu na odludziu, gdzie ona dostaje małpiego rozumu.

      jakkolwiek wypadnie projekszyn - brawo TVP KUltura :]
      jadą na oparach, bo TVP daje im najmniej pieniędzy, ale trzymają się dzielnie i robią co mogą.
      obyśmy doczekali lepszych czasów, kiedy ten kanał będzie dofinansowany kosztem
      tych koszmarków w 1 i 2 oraz armii zbytecznych pozbawionych kompetencji krewnych i znajomych królyka na które idzie fortuna.

      można robić tiwi za małe pieniądze, pod warunkiem że się chce, ludzie się znajdą, nie wszystkim zależy na milionowych pensjach.
      • siostra_bronte Re: "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 27.12.13, 16:19
        Mam wrażenie, że "Antychryst" był już pokazywany w tv, ale może coś pokręciłam. Nie wiem, czy obejrzę. Pora późna, a fanką von Triera nie jestem.
        • pepsic Re: "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 27.12.13, 19:51
          Tak, "Antychryst" był pokazywany w tivi. Nota bene bardziej porąbanego filmu w życiu nie widziałam.
          • pani_lovett Re: "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 27.12.13, 23:21
            Pora emisji jest makabryczna. Muszę zorganizować sobie dodatkowy seans.
            Może w AleKino oglądałyście? Nie przypominam sobie, żeby telewizja publiczna pokazywała wcześniej "Antychrysta"!?

            Greku, opowiesz?

            • grek.grek "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 14:58
              spróbuję :]

              W majestatycznym, zrealizowanym bez słów i w zwolnionym tempie prologu - odegrana jest scena śmierci małego syna młodego małżeństwa. Oni w tym czasie mają seks, a chłopiec spada z parapetu okiennego i ginie.

              Na pogrzebie ojciec cały jest w płaczu, rzuca się za trumną, pada na kolana itd. - przepracowuje żałobę jednym nagłym cięciem. Matka milczy jak nomen omen - grób, a potem bez słowa mdleje. MOżna przypuszczać, że u niej przerodzi się to w głębszą traumę.

              I tak też się dzieje. Matka wpada w depresję totalną. Płacze nonstop i traci sens życia. Mąz stara się jej pomóc, tym bardziej że sam jest uznanym psychoterapeutą. Próbuje z nią rozmawiać, cały czas tłumaczy jej - co robi i dlaczego, żona nie jest jakąś tam zahukaną babiną, też jest naukowcem, tyle że zajmuje się raczej humanistyką, w każdym razie jest wykształcona i inteligentna, wie że ma problem i rozumie co się do niej mówi.

              Wreszcie mąż dochodzi do wniosku, że depresja żony, jakkolwiek mająca źródło w szoku po śmierci dziecka, usadowiła się w jej lękach. Postanawiają wyjechać do chaty w leśnej głuszy i tam dojść do ładu z zony traumami i z kształtem własnego małżeństwa.

              Z rozmów i zachowań zony wynika, że jej lęk wzbudza natura - nazywa ją ona "królestwem szatana". Pytanie, o jaką naturę jej chodzi ? O florę i faunę czy o świat ludzkich instynktów i drapieżnych ciągot ? Początkowo wydaje się, że chodzi o przyrodę - ona bardzo się boi świata leśnego, ucieka przed strumykiem rzecznym, jej lęk wzbudza lisia nora, a ostatnie metry do chaty pokonuje biegiem, niemalże w panice. Mąz też doświadcza siły natury - ma wizje, w ktorych widzi okaleczone zwierzęta [jelenia, lisa i ptaka]. Lis nawet do niego mówi "natura rządzi; to chaos !".

              Mąz cały czas serwuje żonie [zaraz, a może oni nie byli małżeństwem ? no nic :)] psychologivczne teorie na bazie których ordynuje jej ćwiczenia, np. wyprowadza ją, spanikowaną, na łąkę i każe przejść krótki odcinek między dwoma kamieniami. Cały czas próbuje też dociec hierarchii jej lęków. Na szczycie wydaje się być własnie "natura", a nawet "szatan", z którym ona ja utożsamia, jako sie rzekło. Co jakiś czas zdarza im się seks, jakis taki dziwny i mechaniczny, jakby w nią nagle wstępowała energia i pożytkowała ją właśnie w tej formie.

              Na strychu tej chaty - ona kiedyś pisała naukową rozprawę o przemocy wobec kobiet na przestrzeni dziejów. Zgromadziła tam liczne ryciny i opracowania dotyczące np. polowań na czarownice. W rozmowie jednak, zaskakuje ona męża : powiada że przerwała prace, bo doszła w pewnym momencie do wniosku, że wcale niekoniecznie kobiety były tylko ofiarami prześladowań. Tutaj, wg mnie, zapala się lampka, która przenosi źródło jej lęków od natury w znaczeniu przyrodniczym do stricte natury ludzkiej. A ściślej : natury kobiety. Ona sama, na jego zdumienie takimi wnioskami, wymijająco mówi "Nie wiem... sama nie wiem, po co to powiedziałam".

              PO pewnym czasie żona dobrzeje. Czuje się coraz lepiej. CHodzi juz po okolicy, niczego się nie boi. Jakby wyzdrowiała, a jego terapia odniosła sukces. Tyle że wtedy on zaczyna się jakby gorzej czuć, ma coraz bardziej natrętne wizje.

              To tylko cisza przed burzą. Podczas seksu znienacka wyświetla się jej obrazek, w którym ona tonie w objęciach męzowskich, i cynicznie przygląda się jak syn wdrapuje się na parapet, a potem z niego spada. Nic nie robi, aby zareagować. Oddaje się uniesieniu seksualnemu, wiedząc że za chwilę moze się wydarzyć tragedia. Przyznam, że nie umiem w tym momencie porównać tej sceny ze sceną otwarcia i zajarzyć, czy rzeczywiście dopuściła ona do tragedii. BYc moze ta scena teraz - opisuje jej stan ducha, jej poczucie winy.

              O ile wcześniej zdarzało się jej odwarknąc męzowi, sugerując że to on ponosi część winy za śmierć dziecka, tak teraz występuje ona przeciw niemu otwarcie.

              Najpierw otwarcie się buntuje przeciw niemu, bije go, wymusza niemal seks, a kiedy on średnio reaguje wychodzi na łono natury i sama próbuje się zaspokoić, on ja tam znajduje i spełnia "małżeńskie obowiązki", czemu towarzyszy dziwna wizja, jakoby rozłożysty korzeń drzewa, gdzie się to dzieje był wypełniony pod spodem ludzkimi ramionami, które przypominają ruchowe pędy roślin - on chyba ciągle tłumaczy jej histeryczne zachowania faktem wychodzeniem z traumy.

              Wreszcie mąz ma dość, powiada że najlepiej będzie jak się rozstaną na jakiś czas. Wtedy babka wali go w łeb i pozbawia przytomności. Potem nokautuje go ciosem kawałka drewna w przyrodzenie. Przychodzi jej ochota na seks z nieprzytomnym, więc próbuje sama się z tym seksem uporać za pomocą jego urządzenia rozrywkowego, czym doprowadza go do krwawego wytrysku. Mało przyjemna historia.

              Chyba dopada ją strach przed tym, że on odejdzie. A nawet na pewno ją dopada. Łapie się więc za wiertarkę - taką na korbę. Przewierca mu nogą i unieruchamia za pomocą przeciągniętego przed dziurę cięzkiego koła od szlifierki. Przytomnie zaciska kluczem nakrętkę po drugiej stronie, tak że kiedy mąz się budzi - nie jest w stanie tego barachła zdjąc z własnej nogi. Próbuje uciec. Czołga się, ciągnie za sobą tę obciązoną nogę. Ona wyszła na moment, więc facet oddala się węzowym ruchem. Ona jednak wraca i wpada w szał - wściekła drze się "gdzie jesteś ?!!!" i łazi po całym lesie, a w oczach i na twarzy ma normalnie mord wypisany :]

              Mąz kryje się w tej lisiej jamie. Stacza tam walkę z ptaszyskiem jakims. Dzięki temu ona go słyszy. Próbuje go uderzyc łopatą, ale kamień się stacza znad jamy i zamyka właz. No to ona - bach i atakuje od góry :] Wreszcie wyciąga go z tej nory i wlecze do domu. Wydaje się, że jej trochę zeszło ciśnienie, bo nie próbuje go zamordować, raczej pomaga mu. Tak jakby uradowała się, że go "odzyskała".

              Nie mogą znaleźc klucza do tej nakrętki, więc mąz leży w chacie na podłodze, ciągle z kołem na nodze i nie wie jak sobie pomóc. A ją dopada nowa fala wyrzutów sumienia. Biega nago po okolicy, aż wreszcie kładzie się obok męża z kołem na nodze - i nożycami odcina sobie łechtaczką. Ohydna scena, pokazana na zbliżeniu, więc naturalistyczna niezwykle. Po tej akcji doznaje ona szoku. Wreszcie kładzie się na podłodze i zasypia. Do chaty włazą zwierzęta : jelenie, lisy, ptaszyska...

              Mąz znajduje klucz, udaje mu się odkręcić nakrętkę i uwolnić się od tego koła. Kiedy próbuje opuścić chatę - ona się nagle budzi i wbija mu w klatę nożyczki.

              Wtedy mąz rusza na nią i dusi ją na śmierć. Powoli i z pełną determinacja. Po prostu ją dusi z całą premedytacją. Następnie pali zwłoki.

              W epilogu, mąż opuszcza las, nogę ma w jakiejs prowizorycznej szynie, podpiera się kijem przerobionym na kulę - i wtedy nagle, niczym w reklamie Axe :], widzi jak z dołu do góry idzie... mrowie kobiet. Mrowie. W ujęciu z daleka scena jest imponująca : setki kobiet wspinają się ku górze, mijają go jakby był powietrzem... Idą do niej ?
              • grek.grek Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 15:22
                a może w ogole do nikogo nie idą, tylko są symbolem kobiecej wspólnoty ?

                na mój gust, to jest ciekawa wizja.
                kim jest kobieta w tym ujęciu ? czarownicą ?
                i czym jest morderstwo na niej ? obroną konieczną ? zemstą ? mordem wynikającym
                z braklu tolerancji dla kobiecej psychiki ?

                a może zabójstwem, które przywraca porządek świata, w którym to mężczyzna rozdaje
                karty ?

                mąż cały czas dowodzi, on wyznacza to co ona robi, on jej podpowiada, naucza, kieruje nią.
                rzuciło mi się w oczy, że on nie objął jej ani razu, nie pocałował, nie wykazał czułości
                wobec niej. podszedł do rzeczy naukowo, jak profesjonalista, co mogłoby narzucić myśl o
                tym, że "gościu wie lepiej", wie lepiej bo "jest mężczyzną", opanowanym i racjonalnym, a ona
                to wariatka i histeryczka, jak na "babę" przystało, więc aby pozbierac to do kupy on musi przejąc stery, bo ona nie da rady sama z sobą.

                obsesje, paroksyzmy wściekłości, okrucieństwo, dziwaczne teksty "kobieta zapłakana, to kobieta podstępna; kłamie wszystkim : rękoma, udami, ramionami, uszami... oczami" - wskazują na to, że może rzeczywiście jej odwaliło. a może to po prostu żywioł kobiecej natury.

                w którymś momencie on notuje "to ONA SAMA jest dla siebie największym lękiem". wszystkie opisywane niepokoje zawierają się więc w niej ? wniosek naukowy dla tej jednostki czy opis kobiecej natury, która jest na tyle nieobliczalna i oparta na pierwotnych instynktach, że aż sama się siebie boi ? dopóki społecznymi normami spętana - póty niegroźna, ale w odpowiednich warunkach... las, głusza, gdzie natura dudni i się kotłuje - znajduje dla swojej erupcji doskonałe podglebie i motywację.

                ona się buntuje przeciw niemu.
                czy tu jakąs rolę odgrywa jeszcze trauma po śmierci dziecka ?
                czy ma znaczenie, że dziecko to chłopiec ?
                może rzeczywiście chciała by on umarł, jako że rodził się w niej podświadomy
                odruch rewolucyjny przeciw mężczyznom ?

                to co potem wyczynia wygląda jak zbiór gwałtownych akcji wynikających z
                próby zdominowania mężczyzny, a jednocześnie wyrzutów sumienia - dlaczego
                odcina sobie łechtaczkę ? amputuje sobie organ wyłącznie służący do dostarczania
                sobie przyjemności, bo z powodu poszukiwania przyjemności straciła dziecko ?
                no ale to by stało w sprzeczności z tym, ze chciała go zabić.
                a może chciała go zabić, ale sumienie atakuje ją w sposób mechaniczny i musi złożyc
                mu ofiarę ?

                nie wiem, dużo tropów, co jeden to większy mętlik :]

                jak pamiętasz/pamiętacie Von Trier zawsze pokazywał dośc pozytywne portrety kobiet.
                na dwoje więc babka wróżyła : albo jest tu jakiś pozytywny wzór albo tym razem zmienił
                zdanie :]

                ciekawe jest to wszystko, w połączeniu z faktem, że ona doszła do wniosku, że polowania
                na czarownice, kiedy torturowano i palono kobiety przypisując im najgorsze cechy i obwiniając o związki z szatanem [szatan = natura, wg niej] - nie było rzezią niewinątek.

                na mój gust, mogłoby znaczyć to tyle, że kobiety nigdy nie były niewinne, a miały w sobie szatański gen. zabijanie ich na stosie - nie było więc karą za rzekome czary, ale poniekąd za ten własnie nieczysty związek, który objawiał się w ich poleganiu na i kierowaniu się instynktami. męski rozum bojąc się kobiecej instynktowności rzucał ją na stos i podpalał. tak by to chyba mialo wyglądac w tym ujęciu, nie ?

                inna rzecz : jeśli miało być pozytywnie, to pies trącał moralność. Ona się wyzwala, widzimy trium kobiecego instynktu, drapieżnej prawdziwej kobiecej natury, która zwraca się przeciw prześladowcy odwiecznemu, męskiej dominacji opanowania i rozumu praktycznego. pal licho, że ona go tortutuje. to jest zwycięstwo tego, co zawsse tłamszone i spychane do podziemia.

                kobieta-antychryst ?

                szatan - nie mężczyzna, a kobieta ? do tych wyobrażeń nawiązuje Von Trier ?

                zemsta za czarownice ? :]

                co sądzicie o tym wszystkim ? wydaje mi sie, że to naprawdę bardzo ciekawa reżyserska wizja.

                ofk, Willem Dafoe i zwłaszcza Charlotte Gainsbourg, graja ofiarnie, a ta druga śmiało przekracza granice ekshibicjonizmu fizycznego i psychicznego.
                • pani_lovett Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 15:29
                  > kobieta-antychryst ?

                  > szatan - nie mężczyzna, a kobieta ? do tych wyobrażeń nawiązuje Von Trier ?

                  To jest modernizm.
                • siostra_bronte Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 15:30
                  Dzięki, Greku :)
                  Niestety, nawet Twój ciekawy opis nie zachęca mnie do obejrzenia tego filmu :)
                  • pani_lovett Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 15:35
                    No co Ty, Bronte, prawdziwej kinomance nic co filmowe nie powinno być straszne! ;)
                    • siostra_bronte Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 15:47
                      Hehe. Nie boję się :) Takie klimaty po prostu mnie nie interesują.
                  • grek.grek Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 29.12.13, 14:50
                    dzięki za dobre słowo :]
                    może kiedyś natchnie Cię jakiś szczególny nastrój i obejrzysz jednak ?
                    wszystko jest możliwe :]
                • pani_lovett Re: "Antychryst" - opis w paru zdaniach 28.12.13, 15:33
                  No właśnie, też mam mętlik w głowie i mnóstwo pytań po filmie ...

                  "Chaos króluje" mówi lis, który zjada swoje wnętrzności ...
            • pani_lovett Re: "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 28.12.13, 15:01
              Obejrzałam na indywidualnym seansie ...

              Trudny film, wiele symboli nie było dla mnie czytelnych , ale bardzo mnie zaintrygował.
              Ciekawam bardzo, co sam Larsa von Triera mówił na temat tego filmu, jego znaczeń (oprócz tego, że film miał być swoistą terapią antydepresyjną).
              Jako horror film bardzo ciekawy zupełnie inny, od tego co powstało do tej pory w tym gatunku.


              Podziwiam bardzo aktorów Willema Dafoe i Charlotte Gainsoburg za odwagę i poświęcenie. I całkowite oddanie się reżyserowi i jego wizjom.

              Na razie tyle, idę odpowiadać na zaległe posty ...
              • grek.grek Re: "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 28.12.13, 15:38
                świetnie.

                no własnie, czy to był horror czy jednak thriller psychologiczny ?

                yes, dokładnie tak.
                • pani_lovett Re: "Antychryst" w TVP Kultura [premierowo] 28.12.13, 15:43
                  > no własnie, czy to był horror czy jednak thriller psychologiczny ?

                  Nie podejmuję się rozstrzygnięcia.
                • pani_lovett Re: "Antychryst" / Charlotte Gainsbourg 03.01.14, 17:07
                  „Antychryst”
                  Charlotte Gainsbourg zawsze lubiła grać niejednoznaczne, trudne role. Tak jakby chciała się na planie filmowym zmęczyć. Po rolę w „Antychryście” zgłosiła się do Larsa von Triera sama. Wiedziała, że kilka znanych aktorek odmówiło udziału w tym projekcie, bo bały się scen zahaczających o pornografię i niezrównoważonego emocjonalnie reżysera, o którym Nicole Kidman po „Dogville” powiedziała, że jest mizoginem. Ale Charlotte osobiście przyleciała do Kopenhagi i zapewniała Larsa, że jest i rolą, i filmem zachwycona. Nie mówi, czy to samo czuła, kiedy musiała biegać nago po lesie, masturbować się, leżąc na mchu albo uprawiać sadomasochistyczny seks z filmowym mężem, Willemem Dafoe. Nie mówi, ile ją kosztowały sceny duszenia, które kazała przedłużać, tak że wszyscy członkowie ekipy martwili się, czy aby na pewno wyjdzie z nich żywa. Zachowywała się tak, jakby ból, ten nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim emocjonalny, sprawiał jej przyjemność. Udział w „Antychryście” nazwała „najbardziej ekstremalnym doświadczeniem w całej swojej dotychczasowej karierze”, ale nie przeżyła załamania nerwowego, jak Maria Schneider po „Ostatnim tangu w Paryżu”.


                  i jeszcze

                  Pragnienie udziału w filmie tłumaczyła tak: „Kto miał przyjąć tę rolę, jak nie córka Jane Birkin i Serge’a Gainsbourga, którzy szokowali świat, śpiewając w 1969 roku »Je t’aime... moi non plus«, jakby byli w trakcie miłosnego aktu? Ojciec na pewno byłby ze mnie dumny. On uwielbiał prowokacje”.

                  A wiecie, że to właśnie sobie pomyślałam, po obejrzeniu filmu.

                  polki.pl/viva_artykul,10014418.html

                  Mizogin będzie teraz opowiadał poetycko o erotyce kobiet! ;))
    • siostra_bronte "Kto zabił ciotkę Cookie?" 27.12.13, 16:24
      Wypatrzyłam w tele5, dzisiaj o 20.00. Film Roberta Altmana z 1999 r. Trochę komedia, trochę kryminał z akcją umiejscowioną na Południu. W obsadzie m.in. Glenn Close i Julianne Moore. Nie znam tego filmu więc trudno mi napisać coś więcej.
      • pepsic Re: "Kto zabił ciotkę Cookie?" 27.12.13, 19:53
        Mam mgliste wspomnienie, że film obiecuje dużo więcej, niż w rzeczywistości jest wart i zdaje sięjest głupkowaty nieco.
        • siostra_bronte Re: "Kto zabił ciotkę Cookie?" 27.12.13, 19:58
          Hehe, dzięki.
    • pani_lovett OT 28.12.13, 14:25
      Właśnie wróciłam z pierwszej w życiu grudniowej wycieczki rowerowej do lasu! :)
      A w lesie tłumy spacerowiczów, biegaczy, nordickwalkingowców, rowerzystów i innych ...
      • pani_lovett Muzycznie na dzień dobry 28.12.13, 14:27
        www.youtube.com/watch?v=oI2n1vj8bQE
        Melody Of Love - Donna Summer

        :)

    • siostra_bronte "Pół żartem, pół serio" 28.12.13, 14:38
      Jutro o 14.40 w tvn7, później powtórka w Sylwestra. Nie ma co się rozpisywać, bo wszyscy (chyba?) znamy ten film na pamięć. Genialna komedia, którą widziałam z 10 razy i zawsze bawi tak samo :))
      • pani_lovett Re: "Pół żartem, pół serio" 28.12.13, 15:06
        siostra_bronte napisał(a):

        O tak!
        W rolach głównych genialni Tony Curtis i Jack Lemmon i Marilyn Monroe jako Sugar Kowalczyk!

        :)

    • er.pa DAAS tvp kultura za chwilę 28.12.13, 20:05
      Oglądał ktoś? Chwalony debiut. Spróbuję dac mu szansę :)
      • pani_lovett Re: DAAS tvp kultura za chwilę 29.12.13, 14:27
        er.pa napisała:

        > Oglądał ktoś? Chwalony debiut. Spróbuję dac mu szansę :)

        Postanowiłam odmóżdżyć się wczoraj przy prostej miłej komedii z Jennifer Aniston "Z ust do ust" (ang. "Rumor Has It..."), ale jestem ciekawa Twojego komentarza na temat filmu.

        Film Jennifer Aniston ukradła Shirley MacLaine w roli babci (o przepraszam, nie życzyła sobie by nazywać ją babcią), co to ma niewyparzony język i nie do końca pogodzona jest z upływającymi latami. Miała najlepsze teksty. "Wchodź, nastawię czajnik Bourbona" - mówi do załamanej wnuczki Jennifer Aniston, która właśnie oznajmiła jej, że nie ma się gdzie podziać.



        • pepsic "Z ust do ust" 29.12.13, 22:56
          Nie starczyło mi odwagi, aby przekonać się, czy Costner w końcu puknął (sorry, sorry, sorry) wnuczkę. Jeśli tak, to hollywoodzcy twórcy faktycznie mają rozmiękczone mózgi;)

          Ps. Zdaje się, w tym filmie pada kwestia, że małżeństwo jest udaną instytucją, tylko zbyt długą? Pani B. Lovett, podpowiesz?

          Ps.2. Tematyka "Daab" jakoś mnie nie zachęciła, jednak twórców pochwalić trzeba za odwagę i karkołomne zadanie.
          • pepsic Re: "Z ust do ust" 29.12.13, 22:58
            *
            Ps.2. Tematyka "Daab" jakoś mnie nie zachęciła, jednak twórców pochwalić trzeba za odwagę i karkołomne zadanie. O czym mogłam się dowiedzieć z recenzji Greka.
            THX.
            • pepsic Re: "Z ust do ust" 29.12.13, 22:59
              **
              No to jeszcze raz. Miało być "Daas".
            • grek.grek Re: "Z ust do ust" 30.12.13, 15:16
              Cholewa, to by znaczyło że zamieszałem nieco :]
              tak naprawdę, scenariusz nie jest pogmatwany, trzeba tylko uważnie śledzić
              akcję, a pod koniec wszystkie puzzle ładnie i płynnie składają się w logiczną całość.

          • pani_lovett Re: "Z ust do ust" 30.12.13, 22:04
            He,he,he! :)))
            Puknął? - Ależ Pepsic, damy się tak nie wyrażają, nie zapominaj się!

            To ja Ci wszystko powiem. :)
            Puknął i wnuczkę (Jennifer Aniston), he,he. Ona się upiła, on nie oponował. Szczegółów nie pokazano (szczęśliwie okazało się , że on nie był jej ojcem, o co go podejrzewała)

            Ale jeśli on wygląda jak K e v i n C o s t n e r (pokochałam Costnera w "Tańczącym z wilkami" i jestem temu uczuciu do dziś wierna ;)) , to ja się nie dziwię, że baby tak na niego leciały (babcia go uwiodła, matka jeszcze na tydzień przed swoim ślubem do niego do Meksyku do niego pognała, w końcu i wnuczka uległa jego urokowi, upiwszy się ...).

            W finale narzeczony Sary (Aniston) Jeff (Mark Ruffalo! Chodzący ideał - porządny, przystojny, miły, z zasadami, z poczuciem humoru, w dodatku nowojorski prawnik ! i jeszcze, żeby tego wszystkiego było mało skory do przebaczenia zdrady - do małżenstwa z którym głupia Jennifer nie była na początku przekonana), przebaczając jej zdradę z Beau Burroughsem (Costner) mówi "jak urodzi się nam córka, to Burroughs ma się trzymać od niej z daleka", he,he.

            > Ps. Zdaje się, w tym filmie pada kwestia, że małżeństwo jest udaną instytucją,
            > tylko zbyt długą? Pani B. Lovett, podpowiesz?

            O! Umknęła mi ta śliczna kwestia. Musiałabym jeszcze raz obejrzeć tę komedię.

            Polskie tłumaczenie tytułu "Z ust do ust" jest dziwaczne, by nie rzec obleśne ...
            • pepsic Re: "Z ust do ust" 31.12.13, 13:24
              Wybacz Pani Lovett damie obracającej sie często gęsto w męskim towarzystwie:)

              Tę kwestię wypowiada Shirley MacLaine do wnuczki.
              • pani_lovett Re: "Z ust do ust" 31.12.13, 14:41
                > Tę kwestię wypowiada Shirley MacLaine do wnuczki.

                Kwestia jak najbardziej w stylu babci! :)

                Jeszcze dialog mi się przypomniał, na ekskluzywnym przyjęciu, na którym jest Jennifer Aniston z Kevinem Kostnerem. Goście przy stole rozmawiają o współczesnym kinie. Dziś już nie ma takich wspaniałych filmów jak kiedyś, mówi jakiś gosć. Na to pewne dama, podchwytując wątek "Mnie się bardzo podobał "Chinatown" . Ale nic z niego nie zrozumiałam". :)
      • grek.grek Re: DAAS tvp kultura za chwilę 29.12.13, 14:48
        obejrzałem wczoraj.
        bardzo dobry, wg mnie.
        ciekawa story, która zapętlała się w strone jakieś poważnej intrygi, a nawet
        planowanego zamachu stanu, a znalazła wręcz banalne rozwiązanie.
        podobały mi się te kolejne elementy rzeczywistości, które niepokoją Kleina [zołnierze szkoleni przy pałacu Franka, naciski na samego Kleina, aby wyciszył sprawę pomówień o fałszywy mesjanizm jakie Frankowi wytaczają oszukani przez niego eks-wyznawcy], a wskazują
        na to, że za Frankiem mogą stać spiskowcy przeciw cesarzowi. POtem świetna, kuriozalna, scena "ptasiego" zebrania, na którym sam cesarz każe go aresztować, a nad-radca wyjaśnia, jak dalece podejrzenia Kleina były bezzasadne. Doskonały wątek z żoną Kleina - doskonały w tym znaczeniu, że informacja o tym, czym OSTATECZNIE zakończyły się gusła Franka na niej, jest tak sensacyjna. Ciekawe, że jednym z efektów kuracji Franka była żony akceptacja dla przymałżeńskiego trójkąta ;] Cudotwórca, cudotwórca ! ;]]

        Drugi wątek, Golińskiego, ofiary sekciarzy frankowskich [ciekaw jestem, czy początkowa scena była już po tym, jak Goliński się nim rozczarował, czyli po smierci syna, czy dopiero przed, a może syna mu wybaczył, ale uwiedzenia żony już nie był w stanie ?] - też dobrze poprowadzony, ze sceną mistrzowskiego aktorstwa Chyry, gdy Frank rozmawia z księżną, a właściwie sprowokowany wszczyna awanturę.

        Kilka scen mogło sugerować, że Frank jakieś niecodzienne właściwości posiada [pistolety które nie odpalają, los żony Kleina], z drugiej strony - przez znających go dworskich przedstawiany jest jako człowiek mały i w sumie nieinteresujący. zachodzi pytanie, jak taki gośc mógł tak zdrowo namieszać w głowach wydawałoby się niegłupim ludziom, w tym samemu Golińskiemu, jakby nie było wynalazcy gumy i facetowi w miarę trzeźwemu ? zbiorowa hipnoza ?

        świetna takze ostatnia scena i rozmowa Kleina z Golińskim.

        polski film kostiumowy z akcją w XVIII wieku ?
        a jednak to możliwe.
        i jak dobrze dobrane wnętrza, pałacowe zewnętrzna, wiejski naturalizm oraz ciuchy & peruki.
        jedyny minus, to fakt że niektóre z tych peruk były na głowach aktorów cokolwiek już opatrzonych w polskim kinie. szczęsciem główne role przypadły tym, których można oglądać nonstop bez szkody dla wiarygodności postaci : Chyrze i Bonaszewskiemu. na plus zdecydowanie udział Jana Nowickiego, jako ojca Kleina. postać Franka zmanierowana okropnie, ale za to w scenie konfrontacji z Golańskim pięknie opada z niej ta błazeńska maska.

        ergo : duży plus.
        temat, konwencja, aktorzy, wykonanie - oryginalna rzecz, jak na polskie kino ostatnich kilkunastu lat.
        • er.pa Re: DAAS tvp kultura za chwilę 29.12.13, 15:12
          Fajnie, Greku, że oglądałeś, bo z ciekawością poczytałam sobie Twój komentarz :) (jak zwykle, oczywiście..)
          Dodałabym jeszcze, że fajne są zdjęcia, które tworzą specyficzny mroczny klimat. Przemyślane, skomponowane. Ale – wymagają dużego ekranu (którego nie mam), bo chwilami w tej ciemnicy po prostu nie bardzo widziałam, co zacz. Choć to marne oświetlenie nadaje jakiś taki bardziej realistyczny klimat – wszak w czasach unplugged z jasnością słabo bywało. W ogóle ujęły mnie wnętrza, i jakiś taki „brudny” realizm kostiumowy – może dlatego, że ja w tych angielskich wymuskanych i dobrze oświetlonych produkcjach siedzę, to z zainteresowaniem obejrzałam wersję przeszłości z peruką nieco wyleniałą :) Ciekawy wózek inwalidzki dla żony, i cały jej transport w sukni, peruce. Bonaszewski świetny, jak zawsze, podobnie jak Chyra, fajny też młody Stuhr w swej scence krótkiej. No i Nowicki :) Sam schemat historii Kleina jako jedynego sprawiedliwego wśród spiskowców, którego ostatecznie i tak rzeczywistośc pokonuje, jakby znany, ale historia żony dodaje temu inny, bardzo tragiczny ton.
          Też mnie na koniec uradowała rozmowa dwóch panów „w poczekalni” :)
          Ogólnie – na kolana mnie nie rzuciło, ale obejrzałam z zaciekawieniem.
          • grek.grek Re: DAAS tvp kultura za chwilę 29.12.13, 16:44
            dzięki.
            ja z przyjemnością zauważyłem, że zapowiedziałaś ten fillm :]

            bardzo fajne zdjęcia, masz racje - tworzą nastrój niepokojący, a jednocześnie gdzieś tam
            metafizyka nawet sie odzywa, jako że postać Franka owiana jest taka mgiełką
            tajemnicy i to, co o niej wiadomo głównie pochodzi z relacji obcych ludzi.

            Stuhr świetnie przerysował, to prawda.
            a ja się zastanawiałem, który to "biały gołąb", o którym reszta "ptaszków" takie
            peany "wyśpiewywała", hehe. początkowo myślałem, ze to jest właśnie to spotkanie
            spiskowców, których istnienie tropił Klein, a "gołębiem" będzie zaproszony nań Frank. chyba Klein tez tak myślał, nie ? aż tu nagle - bęc !, cesarz ante portas. świetny był ten moment, kiedy Klein zdejmuje swoją ptasią maskę i patrzy Frankowi w oczy, które ledwie widać
            pod jego złowrogim przybraniem na twarzy, ale mimo to czuje się intensywnośc spojrzenia
            jakim Frank mierzy Kleina.

            hehe, rozmowa świetna, takie lekkie przyjemne zakończenie, dowodzące że paradoksalnie czeka ich na obczyźnie lepsza przyszłośc niż w kraju.
    • grek.grek Dexter" sez.7 odc 7 [1] 29.12.13, 12:46
      Kontynuuję, a co tam ;] O ile finał poprzedniego odcinka był tylez efektowny, co spodziewany, to finał tego - zupełnie niezwykły, stawiający bohaterów w zupełnie nowej sytuacji przed drugą częścią serii.

      MOże od początku...
      6 odcinek kończy się w momencie, gdy Dexter - zgromadziwszy dowody świadczące o tym, że jest ona seryjną morderczynią, a także po tym jak fałszuje raport policyjny, aby odsunąć od niej podejrzenia dotyczące sprawy sprzed 8 lat - chce zabić Hannę McKay. Odbywa cały rytuał przedzabójczy i... pęka. Uwalnia ją z więzów i rzucają się na siebie z jęzorami i nie tylko. Namiętnośc bierze górę nad dexterowskimi kodeksami, wedle których śmierć należy się mordercom, których policja nie moze złapać.





      • grek.grek "Dexter" sez.7 odc 7 [2] 29.12.13, 13:32
        Leżą więc dwa golasy na stole i Hannah pyta go "zawsze tak wyglądają twoje randki ?", on na to "ja nie randkuję". No to mają punkt wspólny ;] A potem, ona : "więc... zabijasz ludzi ?", on na to "tylko tych złych", ona "jestem zła ?", on wymijająco "pasujesz do profilu". A potem szast-prast i znów z jęzorami i całą resztą - na drugą nogę.

        W tym czasie Price, węszący wokół odkopanej po latach sprawy zabójstw Randalla, podejrzewający od zawsze że Hannah nie była jego dziewczyną-ofiarą, a takim samym zabójcą, jak on - kończy randkę z siostra Dextera, Debrą. Paple jej o wszystkim, co ustalił, przygotowując się do napisania reportażu o Hannie, i już Debra wie, że dziewczyna ma za uszami - że śmierć jej męża, starszej pani w której domu mieszka, a także jednej z ofiar przypisywanych Randallowi, to jej robota. Dodatkowo, Price informuje ją o tym, że badania jakie zlecił niezależnemu laboratorium - dały inny wynik niż badania, które przeprowadził Dexter. Fajnie by było przyłapać Hannę na kłamstwie. Jesli Hannah truła swoje ofiary tojadem, można by ją załatwić za pomocą badań toksykologicznych ofiar. Tylko trzeba byłoby dokonac ekshumacji ich ciał. Price podsuwa Debrze informację, że zmarły nagle na atak serca mąz Hanny miał siostrę. Jeśli ona wydałaby zgode na otwarcie trumny i nowe badania...

        Kiedy Dexter odwozi pod dom Hannę, w myślach deliberując o tym, że być może nie jest w stanie jej zabić, bo łączy ich chemia jakaś niecodzienna - zadaje jej pytanie : "dlaczego nie pytasz o powód dla którego zabijam ludzi ?". Ona się tylko uśmiecha, "nie potrzebuję tego wiedzieć". Zadziwia to Dextera, a także przybliża do niej jeszcze bardziej.

        Kiedy Hannah wysiada i idzie do domu - Dexter zauważa, że nieco dalej stoi auto, a w nim siedzi Price. Przypatruje się im. Dexter wie, że wszędobylski reportażysta może wpędzić go w poważne kłopoty, jesli napisze, że "szanowany pracownik policji" ma coś wspólnego z podejrzaną [a może nawet wkrótce - oskarżoną] o morderstwa kobietą; zostałby w takim układzie totalnie prześwietlony przez swoich własnych kolegów, co mogłoby go zdemaskować jako seryjnego killera.

        Dexter wysiada z auta i odbywa pogawędkę chodnikową z Price'em, który istotnie sugeruje, że to będzie ciekawy wątek "policjyjny laborant i morderczyni razem, co też ich łączy ?". Mówi też, że wie iż Dexter sfałszował raport, aby nie obciążyć Hanny Mc Kay winą za zabójstwo sprzed 8 lat. Dexter rzuca przynętę Price'owi. Mówi mu, że zna ostatnie słowa, jakie przed śmiercią wypowiedział Randall [pisałem o tym chyba przy 3 & 4 odcinku], dla tak skrupulatnego pisarza-dokumentalisty jak Price - powinno to mieć duża wartość. Istotnie, Price zgadza się zawiesić swoje zainteresowanie związkami Dextera i Hannah - w zamian za opowieśc Dextera o Randallu. Dexter zdaje sobie jednak sprawę, że na dłuższą metę Price jest dla niego poważnym zagrożeniem.

        W sieci i w papierach Price'a, które w poprzednim odcinku Dexter zdązył już przetrząsnąc włamując sie do jego chałupy - nic nie ma. A jak nic nie ma, to trzeba coś stworzyć, prawda ? :]

        Zanim się do tego zabierze - dopada go siostra. Debra otwarcie sugeruje, że Dexter po to zataił prawdę w raporcie, żeby osłonić Hannę McKay przed policją, po to by samemu ją zabić. Gdyby wiedziała jak to naprawdę się potoczyło, hehe... Dexter broni się tezą, że dwa rózne wyniki w TAKIM akurat specyficznym przypadku naukowym, to rzecz naturalna i kwestia interpretacji pewnych niejednoznacznych śladów. Nie przekonuje siostry, a jego propozycja, że jesczze raz te badania przeprowadzi - trafia w powietrze, bo Debra już nie chce go słuchać.

        Debra liczy na to, że da coś ewentualna ekshumacja zwłok męża Hanny. Najpierw Price dostarcza jej adres tej kobiety, a potem Debra uzyskuje jej zgodę. Po otwarciu trumny okazuje się, że... zwłoki nie zostały zabalsamowane po śmierci, więc zostały same kości, a na kościach nie da się przeprowadzić żadnych badań na obecnośc trucizny w organizmie. Debra jest wkurzona, tym bardziej że siostra zmarłego męża, bardzo przeżyła całą historię. I wszystko psu na budę. Nie ma wątpliwości, że to Hannah zaordynowała niebalsamowanie ciała po śmierci, aby zlikwidować ewentualnie zagrożenie badaniami.

        Przy okazji jednak, Debra dowiaduje się od szwagierki Hanny, że Hannah była wtedy w ciązy ze swoim mężem, ale ponoć nie chciała tego dziecika. W tej sytuacji, nie dziwi że ostatecznie poroniła ciążę.

        Price idzie jak burza. Nachodzi Hannę, która sprzedaje kwiaty przy plaży, opowiada jej o tym, co wie na jej temat i jak bardzo mozę jej zaszkodzić. Nie tylko jej, Dexterowi także. O siebie Hannah martwi się chyba średnio, bo wie dobrze, że nie ma jednoznacznych dowodów przeciw niej, ale kiedy słyszy że Dexter mógłby oberwać - zgadza się porozmawiać z Price'em i opowiedzieć, jak to było z nia i Randallem naprawdę. Umawiają sie na 16:00 u niej w domu.

        Zaraz później Price umawia się z Dexterem na tę opowieśc o Randallu - na 19:00 u Dextera. Godziny są tu istotne, w świetle wydarzeń, które będą miały miejsce.

        Dexter nie mogąc nie znaleźć na Price'a, postanawia spreparować... coś :] O, powiedzmy - dowód w sprawie morderstwa, którą Price namiętnie badał i nawet napisał swietnie oceniony reportaż. Skoro taki był zaangażowany, to dlaczego sam miałby nie zostać mordercą ? :] Dexter chce pobrać jakoś jego DNA i "wkleić" w to morderstwo, wikłając Price'a w oskarżenie.

        Wcześniej jednak odwiedza Hannę w jej domu. Ostrzega ją, że Price depcze im po piętach. Chwilę się spierają, kto ma się nim zająć :] Dialog jest interesujący, bo ujawniają się w nim dwie różne motywacje, które pchają ich oboje do zabójstw. Dexter zabija szumowiny i społeczne męty, podstępuje wedle kodeksu, nigdy nie morduje niewinnych. Price też zabić nie chce, chce go wpędzić w kłopoty, może w więzienie. Hannah - nie ma kodeksów i nie zabija "tych złych". Ona zabija kiedy musi albo kiedy na tym korzysta, w obronie własnej. "NIgdy nie czułeś przyjemności z tego powodu ?", pyta Dextera, ale on jej nie odpowiada. A czuje przyjemnośc. Jest przecież uzalezniony od zabijania, z tym że udało mu się to uzależnienie skierować na takie tory, dzięki którym może nie krzywdzić przypadkowych ludzi.

        Dexter uznaje chyba, że widywanie się z Hanną będzie problematyczne, więc "żegna się" z nią. Ona na to "bijemy jakiś rekord świata w pożegnaniach, nie sądzisz ?". Istotnie, to już któryś raz mają się "nigdy więcej nie spotykać".

        Uderza Dextera myśl, że o ile poprzednie kobiety w jego życiu były : fankami jego zbrodnicznych instynktów [Lila], nie dostrzegały ich [Rita] albo potrzebowały ich [Lumen], to Hannah o nic go nie pyta, przyjmuje go w sposób zupełnie naturalny i racjonalny. Może to dopiero jest... chemia, znaczy się - miłośc ? Pełna akceptacja bez zadawania pytań.

        Dexter włamuje się więc do mieszkania Price'a i pobiera jego DNA ze szczotki do zębów. Przy okazji zagląda do jego komputera i kasuje mu wszystkie pliki dotyczące Hanny.

        W tym czasie Price jest u Hanny. Świetnie grając ? a może rzeczywiście odczuwając jakiś żal [wątpię], Hannah opowiada mu dramatyczną historię, jak Randall zmusił się ją zabicia tej kobiety przed 8 laty. Łzy leją się jej ciurkiem, łka i krztusi się. Jest bardzo wiarygodna. Price wszystko nagrywa.

        O 19:00 Price odwiedza Dextera. Zamiast opowieści o Randallu - Dexter serwuje mu bardzo wymowną opowieśc o "pewnym pisarzu, który został oskarżony o zabójstwo, o którym napisał bardzo zaangażowany reportaż". Price jest wściekły, kiedy Dexter opowiada mu swobodnie, jak zdobył jego DNA i z jaką łatwością może go zniszczyć preparując "nowe dowody w starej sprawie". Price dostaje nerwicy, krzyczy, wstaje z fotela i... pada jak długi. Dexter próbuje go reanimować, wzywa karetkę, ale facet umiera. Dexter przypuszcza, że Hannah go otruła. Trucizna zadziałała po 3 godzinach. W domu była także opiekunka do dziecka, która przychodzi do Dextera także sprzątą [chyba ?], prywatnie siostra sierżanta Batisty.
      • grek.grek "Dexter" sez.7 odc 7 [3] 29.12.13, 13:40
        Kończy się więc na stwierdzeniu zgonu Price'a, oznaczeniu miejsca i pobieżnym przesłuchaniu Dextera przez kolegów z wydziału, którzy nie mogą mieć żadnego powodu mu nie ufać :] Siostra Batisty zeznaje, że była w drugim końcu mieszkania, nie słyszała dokładnie co zaszło, ale słyszała tylko że panowie rozmawiali, a potem jeden padł. Nie ma mowy więc o zabójstwie, któż by miłego Dextera posądzał w ogole ;]

        Debra wie jednak, co brat trzyma w sekrecie. Sugeruje "Price ma ranę na głowie...", Dexter "Na litość boską, walnął w stolik padając, nie zabiłłbym go, nie miałem powodów !". Debra wie, kto miał powód : Hannah McKay. Zwierza się z tego bratu. Dexter trzyma dziób na kłódkę, im mniej Debra wie o ich związkach, oraz o tym, co Dexter wie o Hannie - tym lepiej. Do tego doszło, hehe. Energiczna siostra decyduje, by wykonać natychmiast badania toksykologiczne zwłok Price'a.

        Od razu wzywa też na przesłuchanie Hannę Mc Kay. Kiedy Debra mówi jej, że Price nie żyje - Hannah jest zaskoczona. Gra ? Zapewne gra. Dexter obserwuje całą sytuację korzystając z kamery rejestrującej obraz i dźwięk z pokoju przesłuchań. Wierzy w szczerość Hanny, kiedy na sugestię Debry, że specjalnie poroniła ciążę przed laty - Hanna protestuje. Debra naciska ją, nawet atakuje, ale Hannah powiada, że skoro nie ma żadnych dowodów przeciwko niej - idzie sobie do domu. No i idzie.

        Wieczorem Hannah odwiedza Dextera u niego w domu. Dexter zastanawia się, jaką będzie miała wymówkę odnośnie Price'a, ale Hannah od progu wyznaje mu, że to ona otruła pisarczyka.
      • grek.grek Dexter" sez.7 odc 7 [4] 29.12.13, 14:13
        "Był dla mnie niebezpieczeństwem", motywuje. Oczywiście, był nim także dla Dextera. Tylko dlatego Hannah zgodziła się opowiedzieć o sobie Randallowi, w zamian za bezpieczeństwo Dextera. Ale było pewnym, że Price tylko na moment będzie skłonny do układów. Jak dostanie swoje, to ją pogrąży, a jego wmanewruje w cały kocioł. Dexter jest zirytowany tym, że Price runął własnie w jego chałupie, a przecież kto jak kto, ale on musi dbać absolutnie czyste papiery. Hannah na to, że przecież nie mogła wiedzieć, ze Price przyjdzie do Dextera, a już na pewno, że serce wysiądzie mu właśnie w tym momencie. [btw, otruła go ukradkiem posmarowawszy trucizną koniec długopisa, który - jak zoobserwowała - Price pasjami lubił żuć w trakcie wszelkich czynności śledczych, jakich dokonywał].

        Hannah niepokoi się, co z ksiązką Price'a, na jej temat, gdzie opisuje on wszystkie zebrane dowody świadczące o tym, że zabiła ona killka osób. Dexter uspokaja ją, że skasował w komputerze Price'a wszystki pliki jej dotyczące. [jesli okaże się, ze Price ich nie skopiował w paru wersjach i nie umieścił w jakichś osobnych bezpiecznych miejscach, to chyba trzeba będzie uznać, ze scenarzyści poszli na łatwiznę albo nie chcieli specjalnie komplikować sytuacji, hehe].

        Kiedy Dexter pyta o jje ciążę, Hannah odpowiada, że jest dokładnie na odwrót niż wersja którą powtarzała Debra : to ona chciała tego dziecka, ale jej mąz nie chciał. Poroniła, ale nie celowo.
        Hannah dodaje, że to niecodzienne, że dwie takie jednostki jak ona i Dexter spotkały się w czasie się i przestrzeni, "to wielka rzecz", powiada.

        Nie wiem, jakim trafem, to się może dopiero okaże, wyniki badań toksykologicznych Price'a dają negatywny rezultat. OBA jakie zleciła Debra. Nie ma więc nic na Hannę. MOże użyła jakiejś innej trucizny ? Sam nie wiem. Może czegoś nie dopatrzyłem..?

        Zanim słowo o zaskakującym i sensacyjnym zgoła zakończeniu odcinka ;] - drugi wątek. Oto rosyjski gangster, polujący na Dextera z zamiarem zemsty, a potem wrobiony w strzelaninę i w efekcie posadzony w puszcze za 3-krotne zabójstwo - wychodzi.

        Jego kumple szantazują eks-korupta sierżanta Quinna, który w zamian za życie i zdrowie swojej dziewczyny Nadii [tancerki z klubie nocnym prowadzonym przez tęże mafię] wynosi z policyjnego magazynu dowody winy Isaaca [ślady krwi zebrane w miejscu zabójstwa]. Nadia kontaktuje się wreszcie z Quinnem, wraca do pracy, ale wiadomo, że jeśli zechcą gangsterzy mogą ją skrzywdzić. Poza tym, sierżant został zmuszony do wzięcia 10 tys. łapówki. Wprawdzie oddaje te pieniądze, w formie podarunku, sierżantowi Batiście, który chce odejść z policji i kupić tawernę i założyć swój własny smolbiznes, ale jest w łapach mafiosów. Trzymają go w garści. Kto wie, po co jeszcze do niego przyjdą. A i Nadia nie jest pewniakiem... możliwe, że dziewczyna kłamie jak z nut, wcale nie jest zakochana w Quinnie, a wyłącznie udaje, aby mafiosi mogli go szantażować grożąc jej w różnoraki sposób.

        Mafiosi wiedząc, że dowody przeciw Isaacowi znikły - niby z głupia fant wysyłają swojego mecenasa zajmującego się sprawą, z prośbą o przyjrzenie się im raz jeszcze. Wtedy policaje orientuje się, że dowody szlag trafił. Kto je wyniósł ? Burza mózgów. Nic z tego. Isaac za chwilę wychodzi.

        Jedyna szansa, by go zatrzymać w więzieniu, to zgromadzenie nowych dowodów. Kiedy ekipia laborantów, z Dexterem, przyjeżdza na miejsce strzelaniny, okazuje się, ze podłoga w tej knajpie jest zalana fekaliami. Mafia uszkodziła kanalizację i w ten sposób niemożliwe jest pobranie próbek krwi z podłogi. Isaac za chwilę będzie wolny.

        Dexter i Debra są w kropce, wiedzą że dla obojga stanowi to śmiertelne niebezpieczną sytuację. Debra każe bartu trzymac się z daleka od Isaaca, zamiast tajnych akcji - postanawia nadzorować go za pomocą policjantów oficjalnie śledzących go 24 godziny na dobę.

        Isaac spotyka się jednak z Dexterem. W biały dzień pod gołym niebem, w restauracji. Jest to coś w rodzaju zaprezentowania się "widzisz, jestem na wolności, i mogę cię złapać kiedy zechcę". Ofk, Issac z klasą powiada, że dopadnie Dextera i wywrze na nim zemstę, tyle że tym razem będzie już bardziej ostrożny i nie da się wciągnąc w pułapkę. A Dexter równie rytualnie, ale już nieco mniej swobodnie, z morderczą miną, odpowiada, że "dopadnę cię tak, jak twojego kolegę którego przywiązałem do stołu i zadźgałem". Isaac wstaje i powiada "Pożałujesz tego wyznania" - czyzby nagrał Dextera ? wreszcie ??? Serio, jesli tego nie zrobił, to znaczy ze z niego frajer pompka :]

        No i zakończenie.
        Hannah zostaje u Dextera na noc. Kiedy śpią, dzwoni telefon. Dexter odbiera. Hannah śpi nadal. Dzwoni Debra, która właśnie odsłuchała zapisu wyznania Hanny jakie uczyniła w rozmowie z Price'em [zapewne dykatafon Price'a w rękach Debry wziął się z zaaresztowania jego klamotów po śmierci]. Zimnym głosem Debra informuje Dextera, że jest pewna, ze to Hannah stoi za morderstwem Price'a, z którym Debra wiązała chyba nawet jakieś związkowe nadzieje. Nic jednak nie da się jej udowodnić, bo jest kuta na cztery łapy i nie zostawia żadnych śladów.

        "Zrób to" - powiada Debra do brata - "TY TO ZRÓB. ZABIJ JĄ. ZRÓB TO DLA MNIE. Dla sprawiedliwości."

        No i co powiecie ? :]] To dopiero dylemat : gośc spotyka babkę, w której się zakochuje, może nawet ideał. Jednocześnie, powinien ją załatwić, bo jest to morderczyni, która umyka prawu. I kiedy już pokonuje tę sprzecznośc - pojawia się ukochana siostra i prosi, żeby zabił swój ideał, a może nawet miłość :] To jest mocna rzecz.

        www.youtube.com/watch?v=v0rJG0ztsi8
        • pani_lovett Re: Dexter" sez.7 odc 7 [4] 29.12.13, 15:08
          Skasowane dane dobry informatyk potrafi łatwo odzyskać.

          Coś za łatwo Debra spasowała. Nie sądzisz?

          :)
          • grek.grek Re: Dexter" sez.7 odc 7 [4] 29.12.13, 16:33
            poza Price'em chyba nikt nie wiedział, co pisarz kryje w swoim komputerze, więc po jego śmierci zapewne nikt nie będzie dochodził prawdy :]

            :] mnie się wydaje, że odwrotnie : w ostatniej scenie dzwoni do Dextera i mówi mu, nawet nie tylko prosi, ale domaga się, żeby ten zabił Hannę, czyli odpuszcza sobie ściganie jej procedurami prawnymi i sięga po to, co ja szokowało w postawie Dextera, czyli po załatwienie sprawy po cichu. po śmierć.
    • pepsic Wojciech Kilar nie żyje 29.12.13, 20:50
      Wspaniały, utalentowany i skromny człowiek.
      [*]
      • siostra_bronte Re: Wojciech Kilar nie żyje 29.12.13, 20:59
        Bardzo smutna wiadomość.

        www.youtube.com/watch?v=B_OQvVdggUM
        • grek.grek Re: Wojciech Kilar nie żyje 30.12.13, 15:14
          dlaczego ? to naturalna kolej rzeczy. nie może być smutne coś, co jest wpisane w
          zasady gry :]
          • siostra_bronte Re: Wojciech Kilar nie żyje 30.12.13, 15:26
            Ale ja się na takie zasady gry z nikim nie umawiałam :) Znam Twoje podejście do tematu, ja mam zupełnie inne.
            • siostra_bronte Re: Wojciech Kilar nie żyje 30.12.13, 15:27
              A w ogóle, to kiedy wreszcie napiszesz o "Nocnym kowboju"??
              • grek.grek Re: Wojciech Kilar nie żyje 30.12.13, 16:07
                tak już jest :] skoro nie da sie tego zmienić, może warto znaleźc w tym wartośc i sens, a potem
                zaakceptować ?

                wiem wiem wiem :]
                pamiętam o "Nocnym kowboju" i napiszę na pewno.
                codziennie wychodzi mi jednak jakiś film/serial, coś do napisania i jakoś
                nie udaje mi się zebrać.
                Ale pamiętam niezmiennie.
                bankowo w tym tygodniu napiszę :]]
                daję słowo.
                • pani_lovett Re: Wojciech Kilar nie żyje 30.12.13, 22:17
                  grek.grek napisał:

                  > tak już jest :] skoro nie da sie tego zmienić, może warto znaleźc w tym wartośc
                  > i sens, a potem zaakceptować ?

                  Bardzo mądrze mówisz, Greku.
                  Aczkolwiek mnie bliżej do postawy Bronte . ;)


                  Ujrzałam kiedyś Wojciecha Kilara na mieście, w Katowicach. Mijając go, powiedziałam mu dzień dobry. Wojciech Kilar uśmiechnął się, odpowiedział dzień dobry, albowiem, ten wybitny i znany w świecie kompozytor był szalenie sympatycznym człowiekiem dostrzegającym zwykły świat dokoła. :)


                  Mój ulubiony motyw z "Ziemi obiecanej"

                  www.youtube.com/watch?v=HaokgWSWD2Q
                  [']

                  :)


                  • pepsic Re: Wojciech Kilar nie żyje 04.01.14, 18:17
                    Jutro o godz. 22.20 w dwójce "W.Kilar Credo" dokument z 2013 rok.

                    Nie miałam takiego szczęścia, i nigdy na Jasnej Górze pana Wojciecha nie spotkałam.

                    Mam słabość do walca z "Trędowatej"
                • siostra_bronte Re: Wojciech Kilar nie żyje 31.12.13, 14:11
                  Jestem raczej bliska zaakceptowania faktu, że nie wszystko musi mieć sens :)

                  Ok, trzymam za słowo :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka