Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 5 (vol. 43)

    • grek.grek Cannes 2014 [dzień 8 ] 22.05.14, 15:39
      wczoraj pochwały dla nowego filmu Dardennów, dzisiaj dla Xaviera Dolana, pewnie oba będą w ścisłej czołówce kandydatów do Palmy... a wygra i tak ktoś inny :]:

      www.filmweb.pl/article/CANNES+2014%3A+Dolan+idzie+po+złoto-105110
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2014-festiwal-klasykow-relacja/cs8kc
      wyborcza.pl/1,75475,16005061,Prosto_z_Cannes__Rosja_jest_dla_Zachodu_za_trudna.html
      • grek.grek Re: Cannes 2014 [dzień 8 ] 22.05.14, 17:27
        jeszcze jedna recenzyja, znów pozytywna. młody Dolan zgarnie Palmę ?

        www.rp.pl/artykul/1110401,1111984-Relacja-Barbary-Hollender-z-Cannes.html
        • pani_lovett Re: Cannes 2014 [dzień 8 ] 22.05.14, 23:48
          Może i Dolan zgarnie Palmę za "niełatwa prawdę o ludziach" .
          Filmów wielce interesujących jest w tym roku w Cannes wiele.
          Dzięki. :)
          • pani_lovett Re: Cannes 2014 [dzień 8 ] 22.05.14, 23:50
            "Tegoroczny festiwal winduje kino na wyżyny sztuki. Kłania się mistrzom i odkrywa nowe, wielkie talenty" - jak napisała na samym początku Barbara Hollender z Cannes
          • grek.grek Re: Cannes 2014 [dzień 8 ] 23.05.14, 16:52
            zdecydowanie.
            recenzje dobre, a z opisów wynika, że i tematy ciekawe.
    • siostra_bronte "Nakarmić kruki" 23.05.14, 12:03
      Co tu dużo pisać, po prostu arcydzieło. Tyle na gorąco. Czekam na recenzję Greka :)
      • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 14:14
        w sumie... można by poprzestać na Twoim podsumowaniu :]]

        ale może coś dodam :]] same ochy i achy, bo nie ma tutaj nic, co by można skrytykować.

        klasa, po prostu klasa. ogląda się wyśmienicie - idealne zdjęcia, perfekcyjne poszczególne sceny, doskonali aktorzy, mistrzostwo psychologicznej obserwacji. wielka klasa.

        doskonała jest ta mała Ana Torrent. trochę przypomina tego chłopca z "Czterystu batów" Truffauta, nie ? mnie się narzuciło to skojarzenie, oboje są tacy ponad swój wiek rozgarnięci [zmysłowo i psychicznie]. ale, wg mnie, wszystkie trzy dziewczynki wypadają świetnie, choć oczywiście tylko Ana ma coś naprawdę istotnego do zagrania.

        Geraldine Chaplin niesamowiicie zagrała tę scenę, w której wije się w konwulsjach na łózku, dopada ją wizja własnej śmierci. Ana przygląda się jej z boku [jak kapitalnie jest dziecko-dorosła w tym momencie : tutaj matka ma atak bólu, a ona patrzy ni bez cienia litości - raczej z ciekawością, jak dziecko, typowe dziecko które nie do końca zdaje sobie sprawę z sytuacji, a jednocześnie z dziwnym dorosłym spokojem i powagą]. i w tym zachowaniu matki jest wszystko : zwierzęce przerażenie bliskością śmierci, udręka, cierpienie, a zarazem ma się wrażenie, że ona to odczuwa na nucie niemal seksualnej rozkoszy. to wszystko jest w oczac, spojrzeniach i wykręcającej twarz mimice aktorki. wybitne aktorstwo.

        jak świetnie, płynnie, sensownie mieszają się plany czasowe - co i rusz pojawia się zmarły w pierwszej scenie ojciec, cały czas pojawia się matka i co ciekawe : wg mnie, tak to odebrałem - z łatwością można rozpoznać, czy jest to scena ze wspomnień Any, czy raczej dotyczy teraźniejszości, w której Ana obcuje z własnym wyobrażeniem zmarłej matki. zresztą, te sceny z matką są jakże ciepłe, a jednocześnie dalekie od ckliwości. ciekawe, że jej siostry nie odczuwają tego, co ona. Ana jest o wiele wrażliwsza, na swój sposób mądrzejsza, od nich.

        ojciec odmalowany jako [niepozbawiony wdzięku, tak mi się wydaje ?] babiarz nieczuły na trudne chwile swojej żony, swoją obojętnością i nieobecnością przyprawiający ją o płacz i pogarszanie się zdrowia. jest wojskowym, czyli zapewne nie chodzi tylko o to, że Saura dowala kulturze macho, ale i frankistowskiej prawicy ?

        Ana jest świadkiem jego śmierci, widzi jak z sypialni w której zdradził jej matkę - wybiega inna kobieta, pospieszenie się ubierając [potem okaże się, że to przyjaciółka domu - ciekawe, że Ana po latach wspominając powiada, że rozumie dlaczego ojciec zdradził matkę z TĄ właśnie kobietą, zmysłową i szalenie atrakcyjną]. Ana jest pewna, że sama otruła ojca. w dziecinnej naiwności wierzy, że proszek w starym pudełku po kawie, to śmiertelna trucizna.

        jak u dziecka : nie ma wyrzutów sumienia, nie ma pytań. przeciwnie, Ana zaczyna wierzyć że jest w stanie odbierać ludziom życie. chce zabić ciotkę, za to że dała jej w twarz za zbyt bezczelną szczerość, chce pomóc umrzeć starej [ale jaki fason trzymającej !] milczącej, wpatrzonej w zdjęcia z młodości, babci, cały czas używa słowa "umrzeć". niewątpliwy wpływ matki, nieszczęsliwej w małżeństwie, śmiertelnie chorej. wydaje się, że Ana nie czuje do nikogo nienawiści, ona przejmuje bezwiednie wzorce z otoczenia. to widać w tym jak odnosi się do "niańczonych" lalek, jak traktuje czasami młodszą siostrę, a wreszcie w zabawie dziewczynek, które odgrywają sceny z życia dorosłych, podpatzrone i podsłuchane. yup, dorośli czasami robią rózne dziwne rzeczy, miotają słowami, nie podejrzewając, że dziecko jest jak gąbka, która tym wszystkim nasiąka, a potem zupełnie mechanicznie odtwarza.

        pamiętałem w hen-hen-dawnego obejrzenia tego filmu, jak się okazuje, tylko to że "Porque te vas" Ana puszcza z płyty. w mglistym wspomnieniu wydawało mi się, ze to była scena na jakimś strychu ;] to było moje jedyne wspomnienie [poza samą Aną].

        trochę się powtórzę chyba : świetne jest to, jak Ana łączy cechy dziecka i dorosłego. jak czułe ma radary - wyłapuje słowa, zachowania, gesty. nie zawsze rozumie, czasami plecie, czasami wierzy w gusła i przydaje słowom magiczną moc, ale jednocześnie rozumie tak wiele - i nie poznaje świata poprzez stricte intelekt, ile raczej poprzez instynkt, intuicję. kiedy idzie do babci - ona nie musi nic mówić, Ana sama wie, że babcia na wózku ustawiona przed oknem ma powyżej uszu gapienia się na jeden i ten sam obrazek, babcia woli pooglądać zdjęcia. i to Ana doskonale wie i rozumie, i kiedy mówi do babci o tym - jest taka dorosła :] a jednocześnie odzywa się w niej pokusa władzy nad życiem i śmiercią, chce wywierać zemstę, czuje urazę, rozumie zdradę, a w nocy nie chce spać i mówi o tym, jakby była dorosła, a nie jak dziecko. w innym momencie tańcuje z siostrami, albo biega po krzakach, wtedy jest ciągle niewinnym dzieckiem. bo dziecko zawsze jest niewinne, po prawdzie.

        świettna jest ta scena, kiedy Ana leży w łózku i kiedy otwiera oczy matka przechodzi przed otwartymi drzwiami pokoju. zamyka, przytrzymuje, otwiera - i matka się pojawia. i tak raz za razem. matka już nie żyje, to jej wizja, wyobrażenie, a jaka realna. i kładzie się przy niej, a innym razem gra jej na pianinie. Ana ma niepospolitą świadomość, a jednocześnie... to znów jest tak bardzo przynależne dziecku, ten brak ograniczeń wiary zimnym intelektem. tylko dziecko albo wariat może uwierzyć w swoje wizje tak mocno, żeby je w satysfakcjonujący sposób odczuć, pomimo braku jakichkolwiek odpowiedników materialnych tych wyobrażeń.

        wspaniale napisana postać, wspaniała aktorka, doskonała reżyseria - Saura musiał mieć na młodziutką aktorkę jakiś magiczny wpływ :]]

        uff, to tak na pierwszą nogę, bo pewnie coś mi się jeszcze przypomni.

        Siostro, Czcigodni - jakie macie wrażenia, przemyślenia, piszcie ! :]



        • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 14:25
          PS : przypomniał mi się jeszcze chomik Any, który w końcu zdycha.

          kurdesz, ona cały czas obcuje ze śmiercią, z umieraniem, z rozpadem.
          rozwałka małżeństwa rodziców, nieobecny ojciec, cierpiąca matka, śmierć jej, śmierć jego [i to jaka], sieroctwo pod skrzydłami ciotki - które nawet starając się, nie będzie nigdy matką... Ana ma dzieciństwo wręcz trumatyczne. to jest może najciekawsze - przyglądanie się, jak ona sobie z tym całym piep,rznikiem radzi, jak przyjmuje i przepracowuje kolejne fakty, jak interpretuje słowa i wydarzenia, jak sobie radzi na swój sposób z tym, co niechybnie zmusza ją by dorastać, inspiruje jej świadomość do rozwoju, a jej zmysły do intensywnej pracy, do wytwarzania mechanimów obronnych, do tworzenia własnych światów. to niezwykły portret psychologiczny. max wiarygodny, bez cienia zafałszowania czy przegięcia. mistrzostwo.
          • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 14:36
            PS : przerczytałem tłumaczenie polskie tej piosenki, "Porque te vas" - cholerycznie smutne, o odchodzeniu, tęsknocie, braku. Ana musi jej słuchać z myślą o matce. to intuicyjne odczucie tego, że matki nie ma. może nawet nie pełna świadomośc, że matka umarła i na czym to polega. z drugiej strony : kiedy pozostałe siostry zaczynają tańczyć do tej piosenki [one nie mają tej intucji, mimo że Irene jest przecież starsza od Any] Ana przyłącza się do nich. znów : najpierw reakcja dowodząca wysokiego poziomu wrażliwości i świadomości, a za chwilę - zachowanie typowe dla beztroskiego dziecka. a w takim razie, co powiedzieć o ciotce, która wchodzi i beceremonialnie każe wyłączyć muzykę, bo wychodzi i coś musi powiedzieć ? ultradorosłe ? :] a moze po dorosłemu tępe ? doskonały jest pomysł aby melodia była w miarę przebojowa, a słowa tak znaczące i smutne - czy można lepiej oddać złożonośc psychiki dziecka ? ta piosenka definiuje samą bohaterkę.

            ale się rozkręciłem, wybaczcie :]
            • siostra_bronte Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 16:32
              Dzięki Greku za bardzo ciekawe uwagi. Nie musisz przepraszać :) W tym filmie jest tyle wątków i tematów, że trudno je ogarnąć od razu. To film do wielokrotnego obejrzenia, pewnie za każdym razem można odkryć coś nowego.

              Bardzo się cieszę, że podzielasz moją opinię. Napisałeś o najważniejszych rzeczach. Dopiszę parę swoich uwag.

              Przede wszystkim to film, który pokazuje mroczną stronę dzieciństwa. Jest taka scena, kiedy dorosła Ana mówi do kamery mniej więcej to: "Nie rozumiem, dlaczego dzieciństwo uważane jest za tak szczęśliwy okres. Moje było smutne, nie kończące się, pełne lęku przed nieznanym". Na pewno niejeden widz mógłby powiedzieć to samo co Ana.

              Świat emocji dziecka został tu przedstawiony w tak subtelny i wiarygodny sposób, że można tylko się zachwycać. Oczywiście duża w tym zasługa Any Torrent. Jest fenomenalna w tej roli. To jeszcze dziecko, ale z tak mądrym, głębokim spojrzeniem (te wielkie, ciemne oczy!), jakby jednocześnie była "dorosła".

              Słusznie napisałeś, Ana i siostry żyją w cieni cierpienia i śmierci. Poznały je zdecydowanie zbyt wcześnie. Ana widzi matkę wijącą się z bólu, krzyczącą: "nie chcę umierać". Napisałeś o tej scenie, jest wstrząsająca.

              Najpierw umiera matka, potem ojciec. Kolejna scena, kiedy Ana i siostry żegnają ojca leżącego w trumnie. Jakież to musi być traumatyczne przeżycie dla dziecka! Ana nie chce go pocałować i ucieka do babci.

              No i scena z chomikiem. Śmierć jest tak głęboko w świadomości dziewczynek, że pojawia się w ich zabawach. W grze w chowanego (zresztą zabawna scena) Ana krzyczy do namierzonych sióstr, że muszą umrzeć i te efektownie ("o, ja nieszczęśliwa") padają na ziemię. Ana odmawia modlitwę i siostry wracają do żywych.

              Ciekawy jest też wątek babci, o którym też wspomniałeś. Ana jest z nią bardzo związana, rozumie ją jak nikt w rodzinie. Wie, że chciałaby umrzeć. Zresztą te sceny, kiedy babcia ogląda zdjęcia na tablicy są przejmujące. Ana jak słusznie napisałeś jest nad wiek dojrzała, wie i rozumie więcej, niż siostry, chociaż wciąż jest dzieckiem.

              Ana wcześnie traci złudzenia co do rodzinnego szczęścia. Widzi kochankę uciekającą od umierającego ojca. Potem widzimy scenę z przeszłości, kiedy Ana zobaczyła ich oboje całujących się gdzieś w krzakach. Ana i siostry z pewnością nie raz słyszały kłótnie rodziców. Jest taka scena, kiedy Ana jest świadkiem takiej kłótni, ale to raczej jej wyobraźnia. Potem dziewczynki w przebraniach (najstarsza Irene z wąsami) odgrywają scenę kłócącego się małżeństwa. Świetna scena.

              Ale to nie jest prosty kontrast: źli dorośli, dobre dzieci. Przynajmniej ja tego tak nie odebrałam. Jest taka scena, kiedy ciotka, bezradna wobec Any zaczyna płakać. Bo naprawdę się stara, ale dziecko nie potrafi tego zrozumieć. Ana chce jej śmierci, naprawdę chce ją otruć. Jest w tym jakieś okrucieństwo, niechby i dziecięce, ale jednak.

              Zresztą jest taki moment, kiedy dorosła Ana mówi do kamery: "nie wierzę we wrodzoną dobroć dziecka". Może nie dokładnie tak, ale coś w tym stylu. Mówiła coś jeszcze, ale niestety nie zapamiętałam :)

              Mogę tylko powtórzyć Twoje pochwały. Znakomite są sceny, kiedy Ana znowu widzi swoją matkę. Zwłaszcza ta, którą opisałeś, kiedy matka pojawia się na korytarzu (Ana zaciska powieki, żeby ją "wywołać") a potem opowiada bajkę o Calineczce. Podobnie było w "Kuzynce Angelice", kiedy przeszłość miesza się z teraźniejszością.

              Znakomita realizacja, piękne zdjęcia, dbałość o każdy szczegół. Znakomite aktorstwo Geraldnie Chaplin, w ogóle całej ekipy. Te dwie małe siostry Any też są świetne.

              Uff, tyle na razie. Jest pewnie jeszcze wiele tropów, choćby polityczny, ale to nie jest najważniejsze. To przejmująca historia dziecka, która przedwcześnie wchodzi w dorosłość.

              Możliwe, że powtórzyłam Twoje uwagi. Z góry przepraszam. Ale film wywołał u mnie tyle emocji, że musiałam się podzielić :)

              Mam pytanie, Greku. Jak interpretujesz zakończenie? Dziewczynki idą do szkoły. Czy to jest optymistyczny koniec?



              • siostra_bronte Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 16:42
                Tutaj trailer:

                www.youtube.com/watch?v=PUZPs-D9JcE
                • siostra_bronte Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 17:03
                  Naszła mnie refleksja. "Anna i wilki", "Kuzynka Angelica", dodam jeszcze "Elizo, moje życie" (wielka szkoda, że go nie pokazano). Trzy wybitne filmy. I jeszcze arcydzieło: "Nakarmić kruki". I to wszystko w ciągu zaledwie pięciu lat. Imponujące!
              • pani_lovett Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 16:52
                > Mam pytanie, Greku. Jak interpretujesz zakończenie? Dziewczynki idą do szkoły.
                > Czy to jest optymistyczny koniec?

                Życie toczy się dalej. Czas powoli zaciera złe wspomnienia. A w życiu jak to w życiu radość ze smutkiem się przeplata.
                Tak bym rozumiała scenę: "Dziewczynki idą do szkoły".

                Bronte, Greku, dziękuję za Wasze szalenie ciekawe komentarze, wrażenia. Rzeczywiście wspaniałe kino. Jak można było zaplanować ten film 23:25, nie mogę pojąć.
                • siostra_bronte Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 17:08
                  Dzięki, Barbasiu :)

                  Też tak to odebrałam. Spotkają inne dzieci, może oderwą się trochę od przygnębiającej atmosfery domu. Chociaż to też kolejny kierat, dziewczynki mają na sobie mundurki. Szkoła pewnie bardzo tradycyjna.

                  Tak, akurat najważniejszy film Saury o takiej porze. Liczę na powtórkę.



                  • pani_lovett Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 18:09
                    siostra_bronte napisał(a):

                    > Dzięki, Barbasiu :)
                    >
                    > Też tak to odebrałam. Spotkają inne dzieci, może oderwą się trochę od przygnębi
                    > ającej atmosfery domu.

                    Tak.

                    >Chociaż to też kolejny kierat, dziewczynki mają na sobie mundurki. Szkoła pewnie bardzo >tradycyjna.

                    Może nie, może nie kierat. Tylko rutyna dnia codziennego. Może szkoła wcale nie jest taka zła.

                    A propos mundurku, ja jeszcze chodziłam w mundurku w szkole podstawowej, granatowym fartuszku z białym kołnierzykiem. Bardzo go lubiłam. Dziwę się, że dziś nikt nie chce ich nosić. ;)
                • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 17:40
                  podobnie myślę jak ty, Barbasiu :]

                  ale wydaje mi się, że Ana nie jest już taka sama - coś się w jej życiu stało, coś przeżyła, coś przepracowała. ona idzie do świata, ale już inna niż była. może ta większa dojrzałośc objawi się za moment, a moze dopiero później da o sobie znać, za wiele lat, kiedy dorośnie. tak czy owak, coś się stało. wiele się wydarzyło.

                  • pani_lovett Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 18:11
                    grek.grek napisał:


                    O tak, na pewno. Zgadzam się z Tobą. :)
                  • pani_lovett Jeanette - "Porque te vas" 23.05.14, 18:14
                    www.tekstowo.pl/piosenka,jeanette,por_que_te_vas.html

              • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 17:37
                mnóstwo ciekawych uwag, Siostro :] nie wiem, czy dziś zdołam odpisać, ale jutro - na 120 % :]
                • siostra_bronte Re: "Nakarmić kruki" 23.05.14, 18:36
                  Dzięki :)
              • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" 24.05.14, 14:02
                czuję ulgę :]]

                świetna uwaga i cytat. pewnie dlatego dzieciństwo jest idealizowanie, bo to ten moment, kiedy cynizm świata nie jest jeszcze w pełni odczuwalny. akurat w przypadku Any zupełnie inaczej się to potoczyło. dzieci nadwrażliwe, nadświadome odbierają ten czas na zupełnie innych rejestrach niż "zwykłe".

                wybitna rola dziecięca. zdecydowanie.

                wiesz, ja myślę, ze siostry Any jakby mniej są zaangażowane w te przeżycia. starsza Irene wycina sobie zdjęcia z gazet, spi spokojnie w nocy, do "Porque..." nie zamyśla się, ale inicjuje taniec, i posłusznie całuje nieboszczyka tatusia w trumnie, bo nie była świadkiem tatusiowych zdrad [Ana widzi je trzy razy]. może coś do niej dociera, ale nie wywołuje to takiej reakcji, jak u Any, bo Irene jest daleko mniej wrażliwa niż siostra.

                yes. w tej scenie zabawy w chowanego jest wyraźna dysproporcja - Ana traktuje ją poważnie, prawie się wyżywa kiedy mówi "umieraj !". siostry traktują to lekko. znów kontrast, w którym Ana jest w zupełnie innym miejscu niż one, ze względu na to, że widziała, słyszała i zrozumiała więcej niż one.

                yes, ta scena kłótni matki i ojca jest ciekawa, bo oni się kłócą, Ana chodzi między nimi, oni jje nie widzą, co sugeruje że - tak jak napisałaś : jest to wspomnienie, wizja. prawdopodobnie Ana widziała oryginał z ukrycia, wstawia ten obraz w ekran i swobodnie się w nim panoszy niezauważalnie. eweentualnie : nie jest to wspomnienie, a rodzice po prostu jej nie widzieli, bo byli zbyt zajęci sobą ? ewentualnie : jest to tylko symbol całego rodzinnego układu, w którym matka - zajęta chorobą, rozpamiętywaniem nieudanej kariery pianistki i nieszczęsliwym małżeństwem, oraz ojciec - wiadomo..., jako rodzice zapominają o swoich dzieciach ?

                zdecydowanie masz rację. Ana nabiera zuchwałości, kiedy wydaje się, że zabiła swojego ojca [niby że tym proszkiem, o którym matka (w żartach, aby ją skłonić do wyrzucenia pudełka) powiedziała, że trujący jest śmiertelnie]. moze najgorsze jest to, ze wydaje się, iż zabicie kogoś, to właścia i adekwatna kara za dowolne przewinienie ?

                podzielam wszystkie Twoje uwagi. rzuciło mi się w oczy, jak swobodnie i - właśnie : precyzyjnie jest to napisane i nakręcone, jak wymieszana jest przeszlość i teraźniejszość, co zupełnie nie zbija z tropu, łatwo daje się rozpoznać, zazębia wątki i tworzy idealnie logiczną i sensowną całość. wielka klasa reżysera.

                o to chodzi, o to własnie nam tutaj chodzi, prawdaż :] żeby to wszystko przynosić i pokazywać - własne impresje i przemyślenia :] dzięki !

                mam podobą interpretację finału, jak Ty i Barbasia - życie idzie naprzód, nie znosi próżni. Ana wiele zobaczyła i wiele się nauczyła o życiu, ludziach, świecie. kiedy idzie ulicą, kiedy wbiega do szkoły - jest dziecięca, normalna, nie widać w niej smutku. ale coś się stało, ona nie jest już taka jak była. to sie nie rozpłynie. to ją ukształtowało, jak mówi dorosła już Ana, jako narratorka. dlatego zapewne scenariusz w taki sposob ujmuje formę filmu, jako wspomnienie.

                swoją drogą, ja słabo pamiętam okres kiedy miałem te 7-8 lat :] generalnie, to nic nie pamiętam ;]] a Ty ? a Wy ?




                • pani_lovett Re: "Nakarmić kruki" OT 24.05.14, 17:25
                  >swoją drogą, ja słabo pamiętam okres kiedy miałem te 7-8 lat :] generalnie, to nic nie pamiętam ;]] a Ty ? a Wy ?

                  Trochę pamiętam ... :) Wspomnienie a propos ostatniej sceny z filmu.

                  Też nosiłam fartuszek z białym kołnierzykiem do szkoły. Z tego właśnie okresu (7-8 lat) mam śliczne zdjęcie, które zrobił tato. Na tle szkoły, która zresztą znajduje się obok naszego bloczku. Ja w fartuszku, z tornistrem na plecach i workiem na kapcie, i chyba z jednym zębem, obok mój młodszy brat, odprowadzał mnie do szkoły. :)

                  I pamiętam jak uczyłam się jeździć na rowerze. Jak poczułam, ze łapie równowagę na rowerze. To wspaniałe uczucie do dziś pamiętam. :)

                  • grek.grek Re: "Nakarmić kruki" OT 25.05.14, 17:27
                    ja też miałem taki fartuszek, hehe. granatowy, z białym kołnierzem, z tarczą przyszytą do kieszeni na tzw.piersi ;]

                    "chyba z jednym zębem"
                    hahaha ;]

                    moje dziecinne wspomnienie z rowerem polega na tym, że stopa wkręciła mi się w szprychy i generalnie miałem wrażenie, że mnie to zabije ;] ostatecznie nie zabiło, jak widać, ani nawet blizna nie została. aż dziw, że polubiłem jeżdzenie rowerem, nie ? ;] hehe.
                    • pani_lovett Re: "Nakarmić kruki" OT 28.05.14, 16:12
                      Jeszcze się załapałeś na fartuszek. To, dużo później zniesiono obowiązek noszenia fartuszków. Po czym niedawno chciano jej znów przywrócić. Bezskutecznie.


                      Całe szczęście, że Ci się nic nie stało!!!
                      Ożeż, ale traumatyczne wspomnienie obudziłam!

                      :)
    • grek.grek Cannes 2014 [ dzień 9 ] 23.05.14, 16:50
      chyba ostatni z filmami ? potem już tylko nagrody ]

      www.filmweb.pl/articles/CANNES+2014%3A+Dorwać+Jimmy'ego-105139
      www.rpl/pl/artykul/9146,1112234-Majdan-w-Cannes.html
      wyborcza.pl/1,75475,16017277,Prosto_z_Cannes__Niespodzianka___demoniczny__Lewiatan_.html
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=18526
      • pani_lovett Re: Cannes 2014 [ dzień 9 ] 23.05.14, 18:19
        Dzięki! Dzięki!

        Rzepa się nie otwiera, później spróbuje zalinkować poprawnie.
    • siostra_bronte "Mama ma sto lat" 23.05.14, 17:12
      Dzisiaj o 22.55. Szkoda, że to już koniec cyklu. Tego filmu chyba nie widziałam. Nie mam pewności, bo ten przegląd był pokazywany strasznie dawno.
      • grek.grek Re: "Mama ma sto lat" 23.05.14, 17:41
        wchodzę w to :]
        to był świetny filmowy tydzień, bez dwóch zdań.
        a do tego na przystawkę polecane przez Ciebie "Oczy...".
        • siostra_bronte Re: "Mama ma sto lat" 24.05.14, 14:27
          Oj, ten film nie udał się Saurze. Czekam na opinię Greka :)
      • grek.grek Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 14:25
        poczatek troche mi zaskrzeczał - Ana żyje, ma męża, wraca na "stare śmieci"... hmmm ? czy to aby potrzebna kontynuacja "Anny i wilków" ? Jose nie żyje, co zapewne ma sugerować że wpływy wojskowe w Hiszpanii się skończyły, małżeństwo Juana leży w gruzach, najstarsza córka Juana, to... co tu dużo mówić - zimna suka ;], a średnia jest kochliwa i podrywa skutecznie męza Anny, czym wywołuje kryzys w ich związku, w wyniku którego Anna omal nie traci nogi [zrozpaczona ucieka od męża i wpada we wnyki rozstawione w zaroślach], zaś Fernando wyleczony z ascezy - nadal pozostaje wycofanym, chorobliwie nieśmiałym facetem, któremu od ręki wraca uczucie do Anny, kiedy tylko ta się pojawia się w domu [komiczna jest scena, kiedy idąc za radami matki naciera głowę żelem i paląc ze swadą papierosa komplementuje nieudolnie Annę, przy jej męzu zresztą - jest taki nienaturalny :]. Mamuśka nadal jest groteskowa i kuriozalna, ale chyba zmądrzała nieco. Dom jest skażony tym, co kiedyś, patologią kłamstwa i zdrady. Juan z żoną, Fernando na doczepkę i najstarsza córka Juana chcą otruć matkę, aby przejąć dom i okolicę, sprzedać grunty i "zacząc wreszcie żyć !". Znów chcą wykorzystać Annę, jak wtedy przed laty trzej bracia. Podczas jubla z okazji tytułowych setnych urodzin mamuśki [solenizantka zjeżdza na salę przez dach, co za scena, hehe] - ma ona doznać ataku serca, a Anna ma jej podać [nieświadomie chyba ? prawda ? oni jej je podstawiają, z tego co zapamiętałem ? poprawcie mnie] fałszywe krople, co spwooduje mamusiny zgon. I oto...Matka zapada w sen może-wieczny, nagła ciemnośc spowija salę, światła gasną, strach i groza... aż tu nagle 100-latka odzyskuje oddech i coś tam gada. I już jest dobrze i wraca światłośc świetlista. Happy end :} Mamuśka przeżywa zamach na swoje życie, Anna z rozpaczy wraca do radości, a mamuśka separując tych dobrych, od zdrajców - powiada refleksyjnie, że "TYLE się jej przydarzyło !" i że w ogole po co to wszystko było, co z tego wynikło, gdzieś tutaj jakaś prawda... Jesli matka symbolizuje Hiszpanię, to mamy ciekawą myśl o historii [w tym przypadku : tego kraju], którą ktoś kiedyś nazwał "snem wariata".

        zgrzyta mi do tej pory to unieważnienie, cofnięcie finału "Anny i wilków", ale chyba Saura musiał, po prostu musiał, wyrazić to, co sądzi o współczesności swojego kraju :] niech mu będzie ;]

        nie ma tutaj postępującej grozy, psychologicznego zapętlenia i narastającego niepokoju, jest więcej humoru i lekkości [choć to moze niewłaściwe słowo ?], za to Geraldine Chaplin niezmiennie urodziwa i intrygująca. rezysersko, jako laik :], powiedziałbnym, że perfekcja - każda scena ma swoje przeznaczenie, każda jest osobno potraktowana i nakręcona z pietyzmem, aktorzy grają jak z nut, a całość ogląda się jakże z przyjemnością.

        a jak Wasze wrażenia ?
        • siostra_bronte Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 14:42
          Dzięki, Greku :)

          Wyżej napisałam krótką opinię. Jestem zdecydowanie bardziej krytyczna niż Ty :)

          Zgadzam się, początek brzmi dziwnie. W końcu pamiętamy finał "Anny i wilków"! I to jest podstawowy zarzut: nie do końca rozumiem po co ten powrót do starej historii.

          Co do fabuły, dużo się dzieje, może aż za dużo. Są tu świetne sceny, ale też niepotrzebne, to wszystko nie składa się w jakąś solidną całość. Pomysł z rodzinką dybiącą na życie mamusi świetny ("już się nażyła, teraz my zaczniemy żyć"!), ale chyba nie do końca wykorzystany. Zdecydowanie ten film miał mieć lżejszy charakter. Ale całość jakoś zgrzyta, no i nie wywołuje większych emocji. W sumie rozczarowanie. Ale widać oczywiście klasę reżysera i aktorów.

          Tyle ode mnie :)
          • pani_lovett Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 16:38
            Podzielam Wasze opinie na temat tego filmu.
            Co ciekawe ten film Saury odniósł największy sukces kasowy. I otrzymał nawet nominacje do Oskara.

            • siostra_bronte Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 16:54
              No, ale Grek chwali, a ja krytykuję :)
              • pani_lovett Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 17:11
                No właśnie, bo ja mam ambitwalentny stosunek.. ;)

                Film już nie tak interesujący jak poprzednie, które oglądaliśmy ,ale nieźle się ogląda, tu zgodzę się z Grekiem.
          • grek.grek Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 17:29
            zauważyłem :]

            myślę, że ciązy na tym filmie odium "Anny...".
            jest to jakby sequel, polecę truizmem :]
            mnie sie wydaje, że ten happy end może mieć znaczenie, tzn. wedle kanonicznej interpretacji symboliki postaci : zademonstrowanie wiary w hiszpańską kulturę i tradycję, w odrodzenie i
            naprawę.

            przyszło mi do głowy, że być moze współczesnych Saurze film ten bardziej chwycił, z racji
            faktu, że od "Anny i wilków" upłynęło jednak dobrych kilka lat. sam pomysł - nam zgrzyta, ale
            oglądamy rzecz całą w pewnym ciągu, a wówczas mogło to wzbudzić prawie entuzjazm, bo... tak po prawdzie - pomysł jest śmiały, w swojej śmiałości niegłupi, a rzecz cała przeprowadzona została na wysokim poziomie. gdzieś tam to się zazębia, ale możliwe że próbuje dorobić ideologię do nienajgorszego odbioru tego filmu, jaki miałem :]
            • siostra_bronte Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 24.05.14, 18:01
              Słuszna uwaga. Oglądaliśmy "Annę..." parę dni temu i zdecydowanie zadziałało na niekorzyść filmu. Trudno uwierzyć, że Anna jest tak gorąco witana w domu i że sama jakby zapomniała o tym co tam się działo.
              • grek.grek Re: "Mama ma sto lat" - impresyje po projekcji 25.05.14, 17:23
                yup, otóż to - starałem się o tym jakoś zapomnieć :"] w drugiej połowie filmu częściowo mi się to udało. a Tobie ?
    • pepsic Powtóka "Hooligans" 24.05.14, 10:38
      Dzisiaj na dwójce o 22:20, zgodnie tu chwalony, jak najbardziej do ponownego obejrzenia.
      • grek.grek Re: Powtóka "Hooligans" 24.05.14, 17:31
        w TVP1 będzie akuratnie finał LM :]
        • siostra_bronte Re: Powtóka "Hooligans" 24.05.14, 18:02
          Tak jest! :)
          • siostra_bronte Re: Powtóka "Hooligans" 24.05.14, 23:51
            Ech, szkoda Atletico...Płakać mi się chciało, kiedy Ramos strzelił wyrównującą bramkę.
            • pani_lovett Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 12:15
              siostra_bronte napisał(a):

              > Ech, szkoda Atletico...Płakać mi się chciało, kiedy Ramos strzelił wyrównującą
              > bramkę.

              I to w ostatniej minucie doliczonego czasu. Mistrzostwo! "Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe" powiedział Kazimierz Górski. Święte słowa.

              Ja kibicowałam Realowi (pod koniec 1. połowy zasiadłam przed telewizorem). U mnie radość. Przepraszam, Bronte.
              Atletico było dzielne.

              :)
              • siostra_bronte Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 12:24
                Miałam złe przeczucia, kiedy okazało się, że doliczono aż 5 minut! Na pewno doświadczenie Realu przeważyło. W dogrywce Atletico opadło kompletnie z sił. Ale wynik nie oddaje tego co się działo na boisku.

                Wiesz, ja zwykle kibicuję słabszej (przynajmniej teoretycznie) drużynie. No i Liga Mistrzów jest ciekawsza, kiedy do gry o najwyższą stawkę wchodzą "nowe" drużyny. Oglądanie w kółko Realu, Barcelony, Bayernu itd. jest już trochę nudne.
                • pani_lovett Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 12:30
                  Real do końca zachował zimną krew, wydobył nie wiadomo skąd nowe pokłady energii, a to potrafią, imo, tylko największe drużyny.

                  Ja oglądam LM od święta, dlatego mnie Real nie nudzi. Ale oczywiście rozumiem Twój punkt widzenia. Pewnie bym to samo powiedziała na Twoim miejscu.


                  Ja już znikam, zaraz idę głosować, potem goście przychodzą.
                  Bronte, Greku przyjemnej niedzieli. :)
                  • siostra_bronte Mecz :) 25.05.14, 12:44
                    To jest piękne, kiedy wbrew wszystkiemu wygrywa "słabsza" drużyna. Szkoda, że to się zdarza rzadko, zwłaszcza w meczach o wysoką stawkę.

                    Już głosowałam. Miłej niedzieli, Barbasiu :)
                    • angazetka Re: Mecz :) 25.05.14, 13:06
                      Skoro już nie mogła wygrać "moja" drużyna (ok, kibicowałam Atletico, żeby nie kibicować Realowi, no ale), to chociaż dobrze, że mecz miał historię i dramaturgię.
                      Oraz że Casillas wznosił Puchar w górę. Jemu to mogę wybaczyć to, gdzie gra.
                    • pani_lovett Re: Mecz :) 28.05.14, 16:14
                      siostra_bronte napisał(a):

                      > To jest piękne, kiedy wbrew wszystkiemu wygrywa "słabsza" drużyna. Szkoda, że t
                      > o się zdarza rzadko, zwłaszcza w meczach o wysoką stawkę.

                      Tak, to prawda.

                      > Już głosowałam. Miłej niedzieli, Barbasiu :)

                      Dzięki serdeczne , Bronte! Dobrej środy! ;)
                  • grek.grek Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 14:30
                    wesołej niedzieli, Barbasiu :]

                    głosowanie, prawiee bym zapomniał, hehe.
                    • pani_lovett Re: Powtóka "Hooligans" 27.05.14, 17:29
                      grek.grek napisał:

                      > wesołej niedzieli, Barbasiu :]
                      >
                      > głosowanie, prawiee bym zapomniał, hehe.

                      Dzięki, Greku. :))
                      A tu już wtorek!

                      I zaniżył byś lewicy punkty procentowe! ;))
                      • pani_lovett Re: Powtóka "Hooligans" 27.05.14, 17:29
                        *zaniżyłbyś
            • grek.grek Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 14:28
              yup, Real wygrał tak jak kiedyś Niemcy lubili :]

              za dużo sędzia doliczył. minuta, góra dwie, to by było w sam raz. a tak jeden błąd zabił Atletico. trener biegał z pretensjami, na próżno.
              • siostra_bronte Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 14:57
                Hehe :)

                Zgadza się. Nie było aż tyle przerw w grze, żeby doliczyć pięć minut!
                • siostra_bronte Re: Powtóka "Hooligans" 25.05.14, 15:20
                  Nie chcę tworzyć spiskowych teorii, ale te 5 min. odebrałam jako danie szansy Realowi na wyrównanie, niestety.
                  • pani_lovett Re: Powtóka "Hooligans" 27.05.14, 17:31
                    Te ostanie minuty były pełne napięcie, nie musieli strzelić gola.
              • pani_lovett Re: Powtóka "Hooligans" 27.05.14, 17:33
                > za dużo sędzia doliczył. minuta, góra dwie, to by było w sam raz. a tak jeden b
                > łąd zabił Atletico. trener biegał z pretensjami, na próżno.

                Trener cały czerwony na twarzy biegał jakby chciał zabić sędziego. ;)

                Real mógł nie wykorzystać szansy.
    • angazetka Days of future past 24.05.14, 12:03
      Dobry film poznaję po tym, że na drugi dzień po wizycie w kinie nadal we mnie siedzi. X-meni zdali ten test :)
      Z tym że zdecydowanie to nie jest seans dla kogoś, kto nie wie, o co chodzi w serii. Jesteśmy wrzuceni w świat, który mamy znać wcześniej. A im lepiej się zna, tym więcej widzi się smaczków (ja widziałam pewnie z jedną czwartą).
      Ale było super! w kinie komiksowym najbardziej lubię te fragmenty, kiedy pozwala zapomnieć, że jest komiksowe, i mamy dramat na dwójkę aktorów i dialogi. I tu było tego wiele, a stawka aktorska (McAvoy-Fassbender, McAvoy-Jackman, McKellen-Stewart) podbijała mi serce każdą sceną. Fassbender w dodatku wygląda NIEPRZYZWOICIE doskonale :) Tak, to takie typowy film dla facetów, jak to ekranizacja komiksu: piękni panowie, jeden pan w całej okazałości i trudny bromance jako danie główne ;) Piszczałam, machałam rękami, śmiałam się w głos i zatykałam usta dłonią z emocji. Tak, jestem mentalną nastolatką.
      I w jednej scenie, tak wspaniałej, jak piszą wszyscy recenzenci, miałam buzię otwartą z zachwytu (Quicksilver!).
      I muzyka była znakomita. I odtworzenie lat 70. I w ogóle jestem cała w skowronkach, że to widziałam.
      • siostra_bronte Re: Days of future past 24.05.14, 14:57
        Dzięki za recenzję. Świetnie, że tak Ci się podobało :)
      • pani_lovett Re: Days of future past 24.05.14, 16:16
        He,he! :)
        No taką recenzję i zarazem zachętę do oglądania producenci powinni umieścić na plakacie filmowym "Days of future past". A później na okładkach płyt DVD z tym filmem. ;)

        Świetnie, że jesteś zadowolona z seansu. :)
        • angazetka Re: Days of future past 24.05.14, 17:35
          Dzięki za komplement :)
        • grek.grek Re: Days of future past 24.05.14, 17:36
          zamiast recenzji powinni nakleić zdjęcie Mani, złapanej w locie podczas seansu - jak podskakuje w fotelu na pół metra ;] takiej... radośnie rozczapierzonej ;]
          • grek.grek Re: Days of future past 24.05.14, 17:38
            a pardons - Angazetki :]

            Mania na pewno znajdzie jakiś inny film, którym by mogła zareklamować :]
            • pani_lovett Re: Days of future past 24.05.14, 17:53
              Coś czuję, że Mania też będzie podskakiwać z zachwytu na foteliku kinowym.
              • angazetka Re: Days of future past 24.05.14, 17:56
                Mam nadzieję ;)
      • pepsic Re: Days of future past 27.05.14, 19:14
        Ja właśnie do tych należę i nie wiem, o co chodzi, ale bardzo mi sie Twoja recenzja podoba:)
    • grek.grek "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 24.05.14, 13:33
      oglądaliście ?

      wg mnie - dobry.

      intryga z doktorem, mającym poczucie winy z racji spowodowania wypadku, w którym jego córka została oszpecona twarzowo, co pcha go do łapania podobnych do córki kobiet i odbierania im skóry twarzy celem wykonania przeszczepu przywracającego jego dziecku urodę i życie jakie prowadziła przed wypadkiem - interesująca, bo wychodzi z niej portret człowieka, który nie cofnie się przed zbrodnią dla realizacji swojego celu, a do tego jest to story z niezłym zakończeniem [spoiler !] - kolejne przeszczepy nie przyjmują się, kolejne dziewczyny lądują na stole operacyjnym, tracą twarze, a potem są zabijane przez doktora i jego pomocniczkę, aż wreszcie sama córka nie wytrzymuje cięzaru prawdy o poczynaniach tatula i najpierw uwalnia aktualną ofiarę ojcowskich poczynań, potem zabija pomocnicę, a następnie uwalnia psy, trzymane w kojcach ojcowskiego laboratorium i służące mu do eksperymentów medycznych. psy dopadają ojca [wracającego akurat do laboratorium ze szpitala, gdzie rozmawiał z policją poszukującą dziewczyny, którą akurat miał do pokrojenia] i zagryzają go w ciemnościach. córka, w masce na twarzy i w białym szlafroku, wychodzi w noc niczym jakiś duch.

      niezaprzeczalny urok starego kina, świetna lokalizacja akcji [wnętrze laboratorium, okolica nieco odludna, nocne zdjęcia robią z niej idealną scenerię thrillera], konkretny scenariusz, czytelny przebieg zdarzeń, stylowa muzyka, poczciwe "efekty specjalne" - np. "naturalistyczna" scena zdejmowania skóry z twarzy, a także jedno ujęcie oszpeconej bohaterki, która wygląda jakby miała po prostu pomalowaną zmyślnie twarz. plus czarno-biała taśma, która dodaje sporo wdzięku całemu przedswięwzięciu.

      dzięki, Siostro, za podpowiedź :]

      co sądzicie ? jakie są Wasze wrażenia ?

      i brawo Kultura. jak widać można pokazywać filmy z lat 60-tych w prime time. skoro Jedynka i Dwójka muszą rozbijac się hitami światowego kina a'la "Piła 7", które przyciągają ambitnych reklamodawców jak [...] muchy - in TVP Kultura we trust, że tak po angielskiemu światowo ;] rzeknę.

      miejmy nadzieję, ze prezesura TVP nie chce wiedziec, co myślą widzowie. doświadczenie uczy, że kiedy programy kulturalnie ambitniejsze zaczynają zyskiwać widzów - prezesura się ich pozbywa, żeby nie robić konkurencji dla Klanów, które notabene doprowadzają już samych aktorów na skraj choroby alkoholowej [yep jestem okrutny i źle wychowany]. w ostatnich latach Kultura dostawała coraz mniej pieniędzy. mając coraz więcej widzów. oby trend się nie pogłębił.
      • siostra_bronte Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 24.05.14, 14:21
        Dzięki, Greku :)

        Moim zdaniem film więcej niż dobry. Trzeba pamiętać, że ma 50 lat, a wciąż jako thriller/horror działa. Budzi niepokój, mimo braku dosłowności (no, oprócz sceny operacji). A sama historia może się przyśnić w nocy :)

        Podobał mi się oniryczny klimat tego filmu i piękna strona wizualna. Christiane w efektownych strojach i niesamowitej masce przypominała bohaterkę jakiejś okrutnej baśni. Podkreślała to nieco "bajkowa" muzyka w scenach z jej udziałem.

        Atmosfera niepokoju budowana bardzo umiejętnie. Już scena z początku filmu budzi dreszczyk emocji. Louise, pomagierka profesora, jedzie samochodem, patrzy w lusterko a my widzimy jakąś postać w płaszczu i kapeluszu, śpiącą a może nieprzytomną? Sytuacja szybko się wyjaśnia...

        Albo scena kiedy Louise wiezie nieświadomą niczego Edith do domu profesora. Dziewczyna czuje się niepewnie, kiedy jest już na miejscu z lękiem ogląda las i dom. No i oczywiście scena operacji. Skalpel, kleszcze i inne podejrzane instrumenty medyczne, brr. A potem Louise zagląda do celi dziewczyny już po operacji, jej głowa owinięta bandażami...

        Mała poprawka: to nie szlafrok, ale elegancka sukienka, doczytałam, że od Givenchy :)

        Tutaj trailer:

        www.youtube.com/watch?v=TGNFynNqJ2A
        Tak jest, brawa dla Kultury!! Ten tydzień był fantastyczny, jeszcze dochodzę do siebie :)


        • grek.grek Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 24.05.14, 17:42
          yes, ta scena z tym stłamszonym pogiętym prochowcem na tylnym siedzeniu - świetna, niby coś tam w nim/pod nim jest, ale co to może być ? na człowieka nie wygląda, śpi ?, jakieś zwierzę ?

          zdecydowanie, można się zastanowić dwa razy przyjmując propozycję podwózki od nieznajomej damy :]]

          te klescze, cały ich tuzin przytrzymujący ściąganą ze skóry twarz - robi wrażenie, fakt.

          czułem że ten "szlafrok" to był kiepski pomysł z mojej strony :]]



      • pani_lovett Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 24.05.14, 16:07
        Dzięki, Greku, za streszczenie, Bronte za wrażenia. Niestety nie obejrzałam wczoraj "Oczu bez twarzy" (mam nadzieję, że będzie powtórka). Widziałam właściwie tylko ostatnią scenę, kiedy lekko przerażająca, postać w masce na twarzy i białych szatach, córka szalonego profesora, który leży martwy, opuszcza dom i powoli znika w mroku nocy.

        Już wspominałam kiedyś, że ten film był inspiracją dla Pedro Almodovara do nakręcenia „Skóry, w której żyję”.
        • grek.grek Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 24.05.14, 17:44
          z cała przyjemnością z mojej [naszej, dopowiem śmiało za Siostrę :)] strony :]

          jakbyś miała chęć, tutaj jest dobry link [angielskie napisy] :

          www.tubeplus.me/player/322921/Eyes_Without_a_Face/
          • pani_lovett Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 24.05.14, 17:54
            O! Świetnie! :)
      • pepsic Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 27.05.14, 17:52
        Wg wyborczej gazety arcydzieło kina grozy. Niestety nie było mi dane, tak samo jak Saura, bo ubiegły tydzień miałam zajęty:( Aczkolwiek z wymianą Waszych zdań w temacie z grubsza się zapoznałam. Doprawdy wielcy z Was znawcy kina. Chyba wpadnę w kompleksy;)
        • pani_lovett Re: "Oczy bez twarzy" [3 słowa po projekcji] 27.05.14, 18:12
          Aczkolwiek z wymianą Waszych zd
          > ań w temacie z grubsza się zapoznałam.

          Świetnie. :)

          >Doprawdy wielcy z Was znawcy kina. Chyba
          > wpadnę w kompleksy;)

          Hehehe!
          Nie nabijaj się z nas, Droga Pepsic. Dopiero będziemy znawcami jak obejrzymy już wszystkie filmy. ;)


          Poza tym, jak widziałaś różne ściągi mamy pod ręką.
    • pani_lovett Powitałam naszą nową moderatorkę 24.05.14, 17:16
      Dzidzię_bojową , w osobnym, nowym zupełnie wątku w swoim, naszym imieniu. Ale możecie się dołączać do powitań, jeśli macie ochotę.

      :)
      • grek.grek Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 25.05.14, 14:31
        Ty ją zachęcisz do dobrej pracy, a my ją pochwalimy, jak się spisze ;]
        • pani_lovett Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 27.05.14, 16:19
          I bardzo słusznie! :))

          /Masz zmysł pedagogiczny. :)/
          • grek.grek Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 27.05.14, 16:35
            dzięki ;]
            Ty będziesz tą wspaniałomyślną, a ja będę niewiernym Tomaszem ;]
            • pani_lovett Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 27.05.14, 17:17
              He,he,he! ;)))

              Niech tak będzie.

              Mnie się już podoba nasza nowa moderatorka za to, że zechciała się zająć moderowaniem tego Forum. Już nie jesteśmy sierotami. ;)






              • grek.grek Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 27.05.14, 17:47
                zawsze moglibyśmy być sobie sterem, żeglarzem i okrętem ;]
                • pani_lovett Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 27.05.14, 17:56
                  Cały Ty w tej odpowiedzi jakby? ;))

                  W sumie szło nam nieźle z tym sterowaniem.
                  • pani_lovett Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 27.05.14, 18:18
                    Zaśpiewaliśmy Moderatorce na powitanie to:

                    www.tekstowo.pl/piosenka,joel_grey,willkommen.html

                    Konferansjer, wiadomo kto! Ja jestem Helga, obok Dziewczyny. ;))
                    • grek.grek Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 28.05.14, 16:32
                      haha, trafiłaś w punkt, Barbasiu :]
                      estetyka - pasuje jak ulał :]]
                      • pani_lovett Re: Powitałam naszą nową moderatorkę 28.05.14, 17:07
                        Prawda!? :))
                        Myślałam, co by tu zalinkować muzycznego na powitanie, aż wpadłam na Cabaret! :)
    • pani_lovett Cannes 2014 Złota Palma dla ... 25.05.14, 12:24
      Film tureckiego reżysera Nuri Bilgego Ceylana "The Winter Sleep" (Kis Uykusu) zdobył Złotą Palmę w Cannes - jedną z najważniejszych nagród filmowych świata. Ceylan w Cannes jest znaną osobistością. Na festiwalu otrzymał w przeszłości już trzy inne nagrody za swoje filmy.

      [...]
      Samotność w Turcji

      "Winter sleep", czyli "Sen zimowy" to - tak jak w przypadku jego poprzednich filmów - historia o samotności, którą Ceylan uważa za jeden z najbliższych i pierwotnych człowiekowi stanów. Jego bohaterowie ponownie zostają osadzeni w Anatolii, pośród równin Kapadocji. Głównym bohaterem jest starzejący się hotelarz - cynik, megaloman - oraz jego rodzina i bliscy.

      Oklaskiwany po raz czwarty

      Reżyser wzbudził kontrowersje w swoim kraju m.in. kilka dni temu, gdy na konferencji prasowej skrytykował turecki rząd za brak pociągnięcia do odpowiedzialności wysokich urzędników państwowych po katastrofie w kopalni w Somie, w której zginęło prawie 300 górników.

      W niedzielę Ceylan świętuje po raz czwarty na francuskim festiwalu. W 2002 r. dostał Grand Prix za film "Uzak", a w 2011 r. za "Pewnego razu w Anatolii". Z kolei w 2008 r. dostał nagrodę za reżyserię za swoje dzieło "Trzy małpy".

      Inne nagrody festiwalu

      Brytyjczyk Timothy Spall otrzymał nagrodę za najlepszą rolę męską ("Mr Turner" w reżyserii Mike'a Leigh), a Amerykanka Julianne Moore nagrodę za najlepszą rolę żeńską("Maps to the stars", reżyser David Cronenberg).

      Za najlepszą reżyserię nagrodzono Amerykanina Bennetta Millera ("Foxcatcher"). Nagroda za najlepszy scenariusz przypadła Rosjanom Andriejowi Zwiagincewowi i Olegowi Nieginowi ("Lewiatan").

      Nagrodę Jury otrzymali ex aequo Kanadyjczyk Xavier Dolan za film "Mommy" i Jean-Luc Godard za film "Adieu au langage". Nagrodę Grand Prix festiwalu w Cannes otrzymał film "Le meraviglie" Włoszki Alice Rohrwaher.



      www.tvn24.pl/cannes-zapadlo-w-sen-zimowy-turecki-film-ze-zlota-palma,431959,s.html
      • angazetka Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 25.05.14, 12:36
        O ile Złota Palma mnie nieco zdumiała, o tyle nagrody aktorskie - wprawiły w euforię.
        BTW wczoraj jednym okiem śledziłam mecz (Jezu, jakie emocje!), a drugim - Cannes ;)
      • grek.grek Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 25.05.14, 14:25
        potwierdziły się zatem przypuszczenia mediów :]

        Palma dla Julianne Moore - brawo :]
        • pani_lovett Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 27.05.14, 17:40
          Timothy Spall nie jest tak piękny jak Julianne Moore, ale też się cieszę z jego Palmy za Mr Turnera. ;)

          • pepsic Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 27.05.14, 17:57
            Po obejrzeniu rewelacyjnego "Wszystko, albo nic" z 2002 roku święcie byłam przekonana, że Timothy Spall (jako taksówkarz) to naturszczyk. To chyba oznaka wielkiego talentu.
            • pani_lovett Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 27.05.14, 18:16
              Na pewno. I komplement dla Timothy'ego Spalla.

              Ja bym strasznie życzyła sobie i nam przeglądu filmów Mike'a Leigh w TVPKultura. Bardzo mało jest filmów tego reżysera w naszej telewizji.
              • pepsic Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 27.05.14, 19:07
                Może będą, ale o północy:(
                • pani_lovett Re: Cannes 2014 Złota Palma dla ... 28.05.14, 16:03
                  Oby nie. :/
    • grek.grek "Przebłysk geniuszu" TVP1 25.05.14, 17:34
      mocny tytuł :]

      rzecz o skromnym profesoro, wynalazcy-amatorze, który opracowuje projekt samochodowych wycieraczek samobieżnych. chce go sprzedać Fordowi, który początkowo deklaruje chęc kupna, ale potem nagle wycofuje się ze wstępnych postanowień. jakież więc jest zdziwienie profesoro, kiedy okazuje się że Ford uruchamia linię produkcyjną rzeczonych wycieraczek. okradli go ! profesoro idzie z tym do sądu. ulubiony amerykański temat : jeden prosty człowiek przeciw wielkiej korporacji obracającej miliardami oraz machinie sądowniczej. akcja dzieje się w latach 60-tych.

      film z 2008, zatem, jak na TVP to całkiem świeży :]

      22:20

      skaczemy ?
      • siostra_bronte Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 25.05.14, 17:54
        Brzmi mało ekscytująco :)
        • grek.grek "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoiler] 26.05.14, 15:15
          mimo to sięgnąłem po to dzieło, hehe.

          solidnie, rzetelnie zrobione, ale istotnie bez błysku. nie raziło w oczy przy oglądaniu :]

          tak jak w zajawce : profesor-inżynier-wynalazca amator pewnego deszczowego dnia wpada na pomysł wykonania wycieraczek samochodowych działających w systemie interwałowym [to ten tytłowy "flash of genius"]. zajmuje mu to jakiś czas, ale udaje się. facet jest zdolny. wraz ze swoją banalnie uroczą żoną i przepisowo słodką szóstką dzieci już snują plany - będą producentami wycieraczek nowej generacji, a Fordy i Chryslery będą je od nich kupować. każdy kierowca zechce mieć takie wycieraczki, więc łatwo policzyć że zarobią fortunę. profesor ofk opatentowuje efekt swojego "przebłysku".

          faktycznie, Ford wstępnie zgadza się na to, by kupować od profesora jego wynalazek i bierze wycieraczki do testów. w spokojnym oczekiwaniu na podpisanie lukratywnej umowy profesore przyzwyczaja swoją zonę do lepszego życia. jakież więc jest jego zdawienie, kiedy Ford wycofuje się z umowy. "bo wycieraczki nie są w ich stylu", brzmi oficjalna wersja. co ma robic profesore... przyjmuje do wiadomości i zastanawia się, co dalej począć.

          mija rok i nagle... profesore na ulicy widzi samochody, które mają zamontowane JEGO wycieraczki. szok zupełny. a zatem Ford nie wszedł w umowę z nim, dlatego że podczas testowania spece Forda po chamsku ukradli profesorowi jego koncept. po co mają mu bulić, skoro wystarczy podejrzeć jak to jest zrobione, żeby bez problemów samodzielnie to skopiować.

          profesore popada w depresję. protestuje, stawia się, ale urzędasy Forda wysyłają gfo na drzewo. próbuje wejśc na bal, na którym Ford przedstawia swój nowy model samochodu WRAZ z nowym modelem wycieraczek [yes, tych zakoszonych profesorowi]. wyprowadzają go ochroniarze, zanim udaje mu się dopchnąc do szefa firmy, z którym rozmawiał podczas nawiązywania kontaktów. Profesore ma się coraz gorzej - błąka się w szlafroku, wsiada do autobusu i kiedy wezwana policja grzecznie go wyprowadza on utrzymuje, że jedzie do Białego Domu na spotkanie z prezydentem, na jego zaproszenie.

          ląduje w psychiatryku. prowadzi do rozsądny doktor, profesore dochodzi do siebie, ale ma ogromne poczucie bycia wykorzystanym i okradzionym.

          po powrocie do zdrowia i na łono rodziny - postanawia wytoczyć Fordowi sprawę o naruszenie prawa patentowwego. żona staje po jego stronie, dzieci go wspierają, minus najstarszy syn, który chyba uważa ojca za fiksata.

          sprawę bierze niezły adwokat, ale dązy on do ugody. Ford proponuje profesore milion dolców za wyciszenie sprawy. profesore odmawia : tutaj nie chodzi o kasę, a o zasady, o ideały, o to że ukradli mu wytwór jego MYŚLI, jego... dziecko :] adwokat nie jarzy o co człowiekowi chodzi, więc ich drogi się rozchodzą.

          profesore zamierza sam sobie zostać adwokatem i stanąć przed sądem w walce przeciw prawnikom Forda. studiuje ksiązki prawnicze, zupełnie się w tym zatraca. goni go tylko jedna jedyna myśl : sprawiedliwość i prawo muszą być po jego stronie. trwa to kilka lat - żona nie wytrzymuje tempa, kocha go ale musi odejść. zabiera dzieci, ktore od tej pory odwiedzają profesora w weekendy. o dziwo, najlepsze relacje zaczyna mieć z najstarszym synem, który przekonujje się, ze ojciec to nie wariat, ale uczciwy dumny człowiek. ambitny. to ten syn pomaga mu najbardziej, samemu odbierając ważną lekcję rodzicielską - walcz o swoje, jesli jesteś okradany i przekręcany.

          przychodzi rozprawa. wspomagany synem mało rozgarnięty w sądowych proceduracj profesore popełnia zabawne gafy [kiedy sam siebie powołuje na świadka i sam sobie zadaje pytania - robi to na przemian : stając za pulpitem adwokata, gdy pyta i zaraz potem siadając w fotelu świadka, gdy odpowiada. wygląda to komicznie, przysięgli chichodzą, a z niezręcznej sytuacji wybawia go sędzia nakłaniając by pytał i odpowiadał siedząc wygodnie w jednym miejscu]. prawnik Forda jest zaś kuty na cztery łapy. profesore niby dowodzi swoich racji - Ford broni się, że nie ukradł mu niczego, a sam wpadł na taki pomysł i traf chce użył ogólnie dostępnych komponentów, a profesore plastycznym przykładem odnoszącym się do tworzenia literatury odpowiada, że same komponenty [słowa] może i ogólnodostępne, ale ważne jak się je składa.

          wieczorem w domu profesore pojawia się tajniak z Forda. proponuje jemu i akurat przesiadującym u niego dzieciakom... 30 milionów baksów w zamian za ugodę. 30 melonów zielonych :] rodzina dębieje, ale dzieciaki nie są pazerne - stoją po stronie ojca : liczy się jego prawo do własnego wynalazku, a nie pieniądze.

          w ostatniej chwili przeciwnik wyciąga mu sprawę jego załamania nerwowego i pobyt w psychiatryku - skoro wtedy bredził, że "jedzie w piżamie do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta", to moze również przyśniło mu się, że Ford chciał od niego kupować wycieraczki ? profesore ma w plecy.

          Ofk, przychodzi to co Amerykanie najbardziej lubią : ostatni speech, w którym przegrywający bohater odwraca kartę płomiennym słowem i załazawionym okiem. na sali jest cała rodzina, razem z żoną profesore, która dowiedziawszey się, ze mu nieźle idzie zjawiła się w okolicy ;] nope, nope, ona go kocha, nie jest interesowna.

          no i profesore wygłasza płomienny speech. wynik jest formalnościa, nie tylko dlatego, że to autentyczna historia :]] przysięgli przyznają mu rację i zasądzają 10 mln odszkodowania z kasy Forda. tradycjna eksplozja radości :] jak głosi posłowie : profesore wygrał też proces z Chryslerem, który dopłacił mu 18 mln.

          jednego profesore nie odzyskał - żony. strawił na te procesy szmoncesy 12 lat. ich małżeństwo sie posypało. ona nie wróci. w ostatnim akcie rozmaawiają na korytarzu sądowym, ona mu gratuluje, kocha go, ale już nie wróci. bo po tym zwycięstwie czeka go przecież dalsza walka - odwołania, apcelacje, śmacje... profesore opadają media, dzieciaki też są radosne, gratulacje się sypią, a on patrzy za nią, jak odchodzi korytarzem.

          w ostatniej scenie profesor siedzi z dzieciakami w restauracji i opijają sukces - lodami w wielkich pucharach. profesore patrzy za okno, a tam deszcz zaczy na padać. krople rozbijają sie o szybę. może teraz profesore wymyśli takie wycieraczki-giganty, które będą zmywać szyby lokali restauracyjnych ? ;]

          www.youtube.com/watch?v=0Biy-okZ0l8
          • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 00:32
            Nawet ciekawa historia. :)
            • siostra_bronte Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 12:24
              Dzięki, Greku :)

              Ja bym tam wzięła kasę :)
              • grek.grek Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 13:50
                haha :]
                po prawdzie, to ten umyślny z Forda odwiedział profesora 2 albo 3 razy. najpierw proponował milion za wyciszenie tematu, potem 10 mln, a w ostatniej próbie całe 30. jak padła kwota "10 mln", to żona profesore się zachwiała, wyglądało jakby jej się taka wersja podobała - nie z pazerności, ale dlatego, iż wiedziała, że brnąc w żmudny i długotrwały proces sądowy zrujnują ich związek.

                wiesz, jak to z bohaterami bywa - coś za coś, tutaj małżeństwo zostaje baranem ofiarnym na ołtarzu wierności ideałom i zasadom praworządności.
                • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 16:57
                  Proces stał się dla Roberta Keransa wręcz obsesją. W końcu umordowana tym żona powiedziała mu, że już nie może znieść takiego życia. A on jej na to - "To jest moje życie".

                  Co ciekawe, Robert Kerans domówił przyjęcia tych pieniędzy także dlatego (a może przede wszystkim), że cały czas marzył o założeniu własnej fabryki, którą prowadziłby z szóstką dzieci, i w której produkowałby te wycieraczki (z czasem pewnie i inne elementy), a następnie dostarczał koncernom motoryzacyjnym.

                  Znalazłam ciekawy artykuł w The Washington Post poświęcony Robertowi Keransowi, napisany na okoliczność jego śmierci w 2005 roku.

                  www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A54564-2005Feb25.html

                  Piszą tam również o okolicznościach narodzin pomysłu wycieraczek działających w systemie interwałowym. Otóż pomysł narodził się w dzień ślubu, kiedy korek od szampana uderzył Keransa w oko tak niefortunnie, że stracił później wzrok. Ale to wydarzenie zwróciło jego uwagę na mechanizm mrugania powiekami, a to z kolei na pomysł skonstruowania wycieraczek, które działałyby na podobnej zasadzie, w systemie interwałowym, a nie ciągłym przód-tył /tak tam piszą, tłumacze tylko ;)/.
                  • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 16:58
                    PS

                    >Znalazłam ciekawy artykuł w The Washington Post poświęcony Robertowi Keransowi, napisany >na okoliczność jego śmierci w 2005 roku.

                    Wczoraj po północy! ;)
                  • grek.grek Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 28.05.14, 14:43
                    obsesjonat :]]

                    fakt, ciekawe.
                    w filmie jest mowa o planach otworzenia własnej firmy, ale raczej na początku całej przygody - Kearns chce współpracować z Fordem jako producent i dostawca. Tyle że Ford woli podkraść mu koncept i samemu robić te wycieraczki, co potem rzutuje na rozpowszechnienie się technologii wytwórczej, którą wprowadza także Chrysler.

                    TAK ! :] dzięki że o tym napisałaś, Barbasiu.
                    zapomniałem napisać, że w filmie kilka razy Kearns wspomina o [epokowym, hehe] znaczeniu tego wypadku z korkiem od szampana.
                    • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 28.05.14, 16:03
                      Właśnie - Robert Kearns - pomyliłam się w nazwisku!

                      Wypadek z korkiem koszmarny.

                      Dzięki.

                      :)

              • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 16:22
                siostra_bronte napisał(a):

                Ja bym pewnie walczyła o prawdę, jak Robert Kearns.
                • siostra_bronte Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 16:41
                  Ale zapłacił za to wysoką cenę.
                  • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 17:08
                    Tak, zapłacił wysoką cenę za swój upór i walkę - stracił pracę, małżeństwo , zdrowie umysłowe. Ale jak człowiek zaczyna walkę to zazwyczaj nie myśli o jej kosztach, o przyszłych stratach, ale wyłącznie o wygranej. Ten film jest ciekawy o tyle, że pokazuje również jakie są koszty walki o prawdę i sprawiedliwość.

                    Czasem warto odpuścić, to prawda. :)
              • pepsic Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 17:36
                Ho, ho, 30 mln $! Gdyby nie autentyk pomyślałabym, że panowie twórcy niepotrzebnie przeszarżowali, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie odmówiłby tak zawrotnej kwocie pieniędzy, jako że: każdego można kupić, kwestią pozostaje za ile;)
                • grek.grek Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 28.05.14, 14:50
                  Kearns wiedział, że jesli Ford daje mu 30 baniek, to znaczy ze sami prawnicy Forda nie wierzą w wygraną przed sądem. A zatem - jeśli oni nie wierzą, to on wygra, a jesli on wygra, to dostanie prawo do podpisania się pod swoim własnym wynalazkiem ORAZ może nie 30 mln, ale również bardzo solidne odszkodowanie. 30 mln, czy 10 mln... w sumie żadna róznica. jedna kupa szmalu i druga kupa szmalu :] za życia i tak nie sposób tego wszystkiego wydać, nawet zabezpieczywszy pomyślność materialną dwóm pokoleniom naprzód i realizując wszystkie swoje marzenia jakie można zrealizować za pieniądze.
                  • pepsic Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 30.05.14, 20:53
                    Mgło tez być tak, że chcieli zatuszować sprawę i uniknąć niechlubnego rozgłosu (tylko zgaduję).
            • grek.grek Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 13:42
              yup :] Amerykanie lubią takie historie, dowodzące uczciwości i demokratycznego ładu ich państwa, hehe. skoro skromny profesore potrafi wygrać przed sądem z potęznym koncernem obracającym miliardami dolków, to znaczy że prawo i sprawiedliwość jest na tym świecie.
              • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 16:30
                O tak. :)
          • pepsic Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 17:31
            Miałeś nosa, bo nie zapowiadało sie na rewelacje.
            THX :)
            • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 17:35
              O Pepsic , jesteś?! :))
              • pepsic Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 17:44
                Jestem, jestem:) Może być mnie jeszcze mniej z racji skumulowania się obowiązków, tudzież niespodziewanego wyjazdu, który mi spadł, jak z nieba. Ponadto melduję, że ostatnio nic nie oglądałam, w co Grek i tak nie uwierzy, poza wczorajszym DA lejącym miód na moje sterane serce;). Zatem siedzę w kąciku cichutko.

                Pytałaś ostatnio o firanki. Otóż potrzebę zmiany:)
                • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 18:08
                  Rozumiem. Oczywiście odpocznij trochę, Pepsic jak masz ku temu okazję.


                  Też wczoraj z przyjemnością obejrzałam kolejny odcinek DA. Serial jest potwornie przewidywalny , ale z tym większą przyjemnością się go ogląda, nieprawdaż? :)

                  A rozumiem. Co w końcu kupiłaś ładnego?

                  A ja po remoncie szukam nowych materiałów na zasłony. W zasadzie jeden mam upatrzony. Popularne ostatnio, jak się zdążyłam przekonać, pasy poprzeczne, beże, brązy.
                  • pepsic Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 19:06
                    Nie chcę zapeszać, bo jeszcze nie klepnięte, ale to nie tylko wypoczynek będzie.

                    Prawdaż:)

                    Kupiłam kilometr haftowanej zazdroski zamiast 80 cm, bo pani, nota bene przemiła przekonała mnie laika, że mają być suto marszczone. Drugich firanek, obecnie w szyciu nie mam odwagi odebrać, bo czuję, że to kolejny nietrafiony zakup, w czym jestem wybitną specjalistką. Ponadto podejrzewam, że podałam złe wymiary.

                    Nadal szukam przezroczystej firanki haftowanej na dole lub ze szlaczkiem o szer. 1,20 m, białej bądź ecru, z kresu lub organzy, czy jakoś tak.

                    • maniaczytania Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 27.05.14, 19:17
                      jak o DA gadacie, to i ja sie dopisze, a co :)

                      stara lady wymiata, nieprawdaz? jej teksty powalaja ;)
                      ale coz za wolta w pokazywaniu postaci Thomasa - z antypatycznego manipulanta teraz przeobraza sie w osobe, ktorej nalezy wspolczuc - biedactwu ;)
                      • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 28.05.14, 16:16
                        maniaczytania napisała:
                        > ale coz za wolta w pokazywaniu postaci Thomasa - z antypatycznego manipulanta t
                        > eraz przeobraza sie w osobe, ktorej nalezy wspolczuc - biedactwu ;)

                        Racja. Wolta jak ... z mydlanej opery. ;)
                      • pani_lovett Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 28.05.14, 16:22
                        Maniu, chodzisz na Targi Książki??? Napisz słówko tu albo na blogu o Targach, jeśli oczywiście miałaś czas, by je odwiedzić.

                        Miałam się tam wybrać! No cóż może za rok się uda!?

                        • maniaczytania targi 29.05.14, 18:27
                          Barbasiu - niestety w tym roku nie bylam! Mialam rocznice komunii w niedziele, od soboty goscie w domu, wiec sie nie udalo tym razem.

                          Moze za rok sie spotkamy???
                          :))))))))))))))))))))))))))))))))))
                          • barbasia1 Re: targi 29.05.14, 21:16
                            A rozumiem. Zajrzałam na blog, ale tam też nie było żadnej relacji, dlatego spytałam.

                            Byłoby fajnie. :)))))))))
                    • barbasia1 Re: "Przebłysk geniuszu" TVP1 [storyline aka spoi 29.05.14, 21:27
                      > Nie chcę zapeszać, bo jeszcze nie klepnięte, ale to nie tylko wypoczynek będzie

                      Ale zawsze odmiana otoczenia wpływa odświeżająco.

                      Jak kilo-metr ;) to zawsze można odciąć zbędne 20 cm!? Ktoś mi kiedyś doradził, że trzeba wziąć podwójną szerokość ( okna/ skrzydła okna), żeby zazdroska była dobrze umarszczona.

                      Może nie będzie tak źle z tą drugą firanką. Zawsze można dać ją do innego pokoju. Może da się ją jakoś przerobić? W ostateczności możesz oddać lub odsprzedać komuś z krewnych lub znajomych?! Albo schować do szafy, może za parę lat się przyda. ;)
    • grek.grek Luther ser 2 odc 3 26.05.14, 14:23
      Odcinek bez Alice MOrgan, ale generalnie znów świetnie zrealizowany [ogrywa znakomicie chmurny Londyn], doskonale umuzykalniony i napisany.

      Johnowi Lutherowi trafia się kolejna nietypowa sprawa.

      Wieczór. Kilkoro ludzi na stacji benzynowej pod miastem jest świadkami czegoś zupełnie dziwacznego - kiedy oni są w środku i płacą za paliwo : do aut podchodzi facet w bejsbolówce. Włazi na dach jednego z samochodów i coś na nim maże sprejem. HIndus, właściciel stacji na wszelki wypadek zamyka wejściowe na zamek. Przez szybę skonsternowani klienci obserwują dalsze wypadki. Facet w czapce wyciąga kij i masakruje auto. I stojące obok drugie też. Tego za wiele - dwóch klientów, właścicieli aut, chce wyjśc i bronić swoich pojazdów. I wychodzą, mimo że policja została wezwana i pewnie jest już niedaleko. Obrywają obaj - jeden gazem po oczach, a drugi kijem. Facet w czapce podchodzi do szyby i hipnotycznie wpatruje się w HIndusa-właściciela i kobietę-klientkę. Potem wraca, zasiada w jednym ze zdemolowanych samochód i jakby nigdy nic - odjeżdza.

      Ten oblany tzw. gazem - stracił oczy. Okazało się, że to był nie gaz, a kwas solny. Pobity kijem nie żyje.

      Rankiem John wraca z zakupami, budzi Jenny [nastolatka którą się opiekuje, w poprzednim odcinku dośc dokładnie jest jej story : Luther przed laty zamknął jej ojca, który walną samobója, ma więc John poczucie obowiązku wobec dziewczyny, która bez ojca zeszła w koleiny - za cenę złamania prawa wyciągnął ją ze szponów podziemia narkotykowo-pornograficznego; tyle że ona nie ma pomysłu na życie, z matką mieszkać nie chce, więc John ją przygarnia]. Ma wolny dzień, chce znaleźć Jenny jakąś pracę. CO ją interesuje ? Jenny odpowiada, że najbardziej chodzenie po klubach i obserwowanie trendów :] Hmm, nic konkretnego zatem. Smażenia frytek w jadłodajni Jenny sobie nie wyobraża. Telefon z pracy kładzie kres wolnemu dniowi komisarza Luthera.

      John podejrzewa, że pałkarz ze stacji może być jakimś skinem albo kimśtakim - na stacji prowadzonej przez Hindusa była czarna kobieta i mężczyzna o rysach arabskich [ten zapałkowany na śmierć]. Znak jaki wyrysował na dachu auta nic mu nie mówi, daje do sprawdzenia swoim ludziom. Na taśmie z monitoringu Luther zwraca uwagę na moment przed rozpoczęciem akcji : facet przyklęka przy samochodzie, klęczy chwilę i dopiero zaczyna atakować. Wiązał but ? modlił się ? Czytał coś ?

      Zabrane przez pałkarza auto policja znajduje w Londynie, zaparkowane w jakiejś uliczce. A sam pałkarz atakuje ponownie : tym razem odwiedza spożywczy sklep, znów prowadzony przez Hindusa. Chodzi po lokalu i patrząc spode łba na właściciela ostentacyjnie pakuje do torby jakieś batoniki. Całą stertę. Widać, ze nie zamierza zapłacić. Potem zrzuca z półek towar - spokojnie, powoli, z pietyzmem. HIndus patrzy jak zahipnotyzowany. Pałkarz wychodzi nie robiąc mu krzywdy.

      Kiedy ludzie Johna ustalają, że znak wysprejowany na dachu, to symbol używany w grach fabularnych [role player games] - Luther już zna odpowiedź na pytanie, dlaczego pałkarz klęczał przed rozpoczęciem akcji : on rzucał kostką. A zatem wszystko co robi jest częścią fabuły jaką nakreślił sobie wcześniej albo nakreśla ad hoc. Najgorsze że nie da się mu przeszkodzić zanim czegoś znów nie zmaluje.

      Faktycznie. Pałkarz siedzi sobie na jakichś schodkach i rzuca kostką. Zapisuje coś w notatniku. POtem wchodzi w drzwi za którymi zniknął charakterystycznie umundurowany kurier pocztowy. Słychać krzyki kobiety, a potem kurier wychodzi i odpala motorek. Tyle że to nie ten sam kurier - to przebrany pałkarz. Informacja o pobiciu i zabraniu kurierowi munduru oraz całego osprzętu trafia na policję. Luther i jego ekipa sortują wszystkie informacje dnia, czekając na coś nietypowego, coś co mogłoby pomóc namierzyć pałkarza. To jest ten trop. John od razu każe sprawdzić kim jest pobity kurier i dokąd tego dnia miał jechać.

      Pałkarz w kasku na głowie i w mundurze kuriera, nie wzbudzając podejrzeń wchodzi do oszklonego biurowca. Jedzie windą w górę. Wychodzi na piętrze i rusza do natarcia : pryska kwasem solnym, bije kijem, ludziska wybiegają z boksów i zza biurek i wieją w panice. Pandemonium. Cała armada wieje schodami w dół, a pałkarz łapie tych, którzy uciekają za wolno i robi swoje.

      Kiedy na miejsce przyjeżdza John i jego ludzie - bilans wynosi 4 zabitych i wielu rannych. Pałkarz uciekł. Wszędzie kręcą się spanikowani ludzie, służby medyczne pomagają komu się da, trupy są w workach... Pałkarz ponoć uciekł przez parking. Luther idzie tam i uważnie przygląda się światu. Wiedziony instynktem przeszukuje otoczenie widzi wgniecenie w metalowym fragmencie ściany - zagląda do bagażnika auta i znajduje tam trupa w bieliźnie. Od razu orientuje się, ze pałkarz znów się przebrał. Biegnie z powrotem i daje znak swoim ludziom, żeby nie pozwolili nikomu wyjśc z biurowca - pałkarz musi być wśród ludzi.

      Z piętra wyżej John obserwuje uważnie całe towarzystwo. Pałkarz widzi poruszenie wśród policjantów - istotnie : zabrał on garnitur swojej ofierze, a do głowy przyciska szmatę, że niby jest ranny. Górę bierze zdenerwowanie. Pałkarz zaczyna kluczyć wśród ludzi, idzie nerwowo, rozgląda się. John widzi go jak na dłoni. Szybko schodzi i idzie za nim. Pałkarz przyciska telefon do ucha. JOhn i sierżant Ripley zachodzą go z dwóch stron. Pałkarz już nie udaje Greka. Przegrał. Ripley go skuwa.

      POdczas przesłuchania Johna interesuje jedna rzecz : do kogo chciał dzwonić pałkarz ? Numer który wybrał nigdy wcześniej z tego telefonu nie był wybierany, możliwe że w ogole z żadnego innego wybierany nigdy nie był. Do kogo chciał dzwonić ? Pałkarz jednak milczy. John nie dowiaduje się niczego. Ten wątek zapewne jeszcze wróci.

      W trakcie śledztwa w sprawie pałkarza - John dostaje telefon od mafiosów,od których wyciągnął Jenny. Popełnił przestępstwo, aby odzyskać 'prawo" do niej - teraz mafiosi mają go w garści - mogą mu rozkazywać. Toby, szefunio tej bandy, najpierw cynicznie sugeruje że Jenny znalazła sobie w jego osobie NOWEGO "wujka" w zamian za wiadome usługi, a potem zleca Johnowi następną "przysługę" - ostrym, agresywnym tonem, zabawnym przy dośc mizernej "wymoczkowatej" posturze i fizjonomii autora. John ma na wykonanie zadania 24 godziny. Tym razem chodzi o wykradnięcie jakichś tajnych dokumentów. John nie ma wyjścia. Potajemnie włącza system alarmowy na posterunku i kiedy wszyscy wychodzą - zakrada się do pokoju swojego szefa, Schenka, i majstruje przy jego komputerze. Czarnoskóra współpracowniczka Luthera, traf chce, wraca sprawdzić czy wszyscy wyszli. Słyszy przez drzwi pokoju pracującą drukarkę. Drzwi Luther zamknął od środka, a sam ukrył się w rogu pokoju. Policjantka wychodzi. LUther zabiera skopiowane dokumenty i chce je ukryć w swoim biurku. Policjantka niespodziewanie wraca - zauważa go. Luther jej nie widzi. Ona się kryje w jednym z otwartych pokojów. Luther wychodzi. Ona dopiero po chwili.

      Potem policjantka zwierza się Ripleyowi, że przyłapała Johna na grzebaniu w kompie szefa. Ripley pyta czy jest pewna, a ona potwierdza. Ripley na to, że powinna się uspokoić, bo na pewno John - o ile faktycznie tak zrobił - musiał mieć ważny powód. Policjantka jest rozczarowana spokojem Ripleya : "jesteś tak lojalny wobec Luthera, czy tak naiwny ?", pyta go.

      Ripley sam pyta Johna o całą sytuację, ofk na osobności. John na to "Ufasz mi ", co Ripley potwierdza, ale na jego pytanie "Masz kłopoty ?", Luther nie zaprzecza, dodając że poradzi sobie z nimi.

      Jenny chodzi po mieście, potem wraca do mieszkania. Tam odwiedza ją Toby. Kiedyś Jenny "należała do niego". Kontrolował jej życie. Teraz przyszedł przypilnować interesu. Luther miał załatwić dokumenty, a ceną jest właśnie życie Jenny - Toby dzwoni do Johna i każe mu się sprężać, bo inaczej Jenny oberwie nożem. John nie wie, że Toby jest u niego w mieszkaniu.

      Toby to niezły czubek :] Na zmianę flegmatycznym i psychopatycznym tonem ględzi do niej łaząc po mieszkaniu.





      • grek.grek Luther ser 2 odc 3 [2] 26.05.14, 14:40
        Drwi sobie z jej "myslenia", że się uwolniła - wcale nie jest wolna, bo on ciągle trzyma ją w łapach. Luther ? "Nie pomoże ci, choćbym nawet zgwałcił cię tu i teraz - on mógłby tylko stać i patrzeć, bo nic nie może zrobić". Yup, John łamiąc prawo na ich polecenie dał im haka na siebie do ręki. Inna rzecz, że robił to wszystko dla Jenny.

        Potem Toby bezceremonialnie rozbebesza ładnie zapakowany prezent, który Jenny kupiła Johnowi - w środku jest oprawione zdjecie Davida Bowie [John w swojej dedukcji kryminalnej wykorzystuje metodę którą Bowie pisał teksty piosenek]. Jenny ledwie to znosi. Parę razy każe mu wyjśc, coraz bardziej histerycznym tonem, ale na próżno. Toby ciągle gada, i to bawiąc się nożem. Nawija, że jak Luther nie wykona zadania, to Jenny za to zapłaci. A potem bez żadnych wstępów zaczyna się do niej dobierać, mimo jej wrzasków.

        LUther kończąc dzień w pracy - dzwoni do Toby'ego. Telefon milczy, więc John nagrywa na pocztę informacje, że ma papiery które chciał Toby. I żeby oddzwonił i podał adres na który John ma je dostarczyć.

        Zdziwienie ogarnia Johna, kiedy pod swoim mieszkaniem zastaje auto Toby'ego. Wchodzi do srodka, woła Jenny. NIkt nie odpowiada. Kiedy wchodzi do pokoju - zamiera... słychac tylko jak Jenny powtarza zapłakanym głosem "Przepraszam !".

        Na środku pokoju leży Toby - martwy, w kałuży krwi. Jenny też cała jest krwią [jego] upaprana. Cut. Co dalej : w następnym odcinku.

        [w ostaniej scenie widać lotnisko albo dworze kolejowy - pełen ludzi.Środkiem idzie facet identycznie ubrany jak pałkarz, który siedzi w pace. CHlebak na ramieniu, kurtka, czarna bejsbolówka. Siada na podłodze, wyjmuje kij, wyjmuje to urządzienie do rozpylania kwasu... ludzie patrzą zdziwieni. A on rzuca kostką... i wiadomo, co się zaraz zacznie]

        www.youtube.com/watch?v=ig2ek6a6muk
        www.youtube.com/watch?v=2285xbVIHTk
        www.youtube.com/watch?v=z0R40FXw0yA
        • pani_lovett Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 28.05.14, 16:04
          To pierwszy odcinek Luthera, który mi się naprawdę spodobał. Aż miałam ciarki na plecach.
          • grek.grek Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 28.05.14, 16:29
            doskonale ! :]

            coś czuję, że słabsze poprzednie odcinki mogą być efektem mojej nieumiejętności kreowania dramaturgii w opisach; popracuję nad tym :]
            • pani_lovett Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 28.05.14, 17:02
              > coś czuję, że słabsze poprzednie odcinki mogą być efektem mojej nieumiejętności
              > kreowania dramaturgii w opisach; popracuję nad tym :]

              Nie, nie w żadnym wypadku. To tylko wina scenarzystów Luthera.
              • grek.grek Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 29.05.14, 14:28
                niemożliwe !
                mogę się zgodzić na podział winy pół na pół ;]]

                wiesz, te śledztwa, dedukcje, pojmania, przesłuchania - jednak bazują na psychologii. podobnie jak sam John Luther, który jest skomplikowaną strukturą mentalną, nie mniej niż jego przyjaciółka Alice Morgan [jakże brakowało jej w ostatnim odcinku, ciągle za najlepszy uważam 1-szy, w którym Luther przesłuchiwał i próbował przejrzeć właśnie pannę Morgan; trochę mi to przypomniało Sherlocka i Irene Adler - jest ona w stanie zainteresować Holmesa dlatego, bo potrafi z nim grać i nie przegrać; to samo tutaj - Luther szanuje Alice także za to, że nie dała mu się złapać jako morderczyni, a Alice jest zaintygowana Lutherem, bo widzi w nim zderzenie róznych żywiołów; od początku ma to także charakter zmysłowy, erotyczny - bez konkretów, ale one by tylko psuły ewidentnie istniejący klimat :) ]. Trudno też oddać w opisie świetne zdjęcia Londynu, które wraz z psychodeliczną muzyką kreują atmosferę. słowem - moje opisy siłą rzeczy mają głównie charakter informacyjny :]
                • pani_lovett Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 29.05.14, 15:25
                  Ani ćwierci Twej winy nie ma. :)

                  Nie żebym się znała na psychopatach, seryjnych mordercach, szaleńcach i popaprańcach o morderczych skłonnościach, ale nie przekonuje mnie właśnie tu psychologia. Weźmy finał sprawy Camerona, wg mnie jest mało wiarygodny psychologicznie. (przypomnę: "John przygląda mu [Cameronowi -ja] się i mówi "Nic nikomu nie zrobisz, jesteś słaby". I zaczyna go po prostu olewać - rusza do uwalniania dzieci. Cameron macha nożem, ale już nikt uwagi nie zwraca. Opadają mu ręce. Chłopiec ucieka. A Ripley powala Camerona od tyłu jednym ciosem. A potem z satyfakcję odczytuje mu jego prawa i zakłada kajdanki. Sprawa zakończona". Tym dziwniejsze jest zachowanie Camerona w konfrontacji z Lutherem, że był on kreowany na naprawdę niebezpiecznego szaleńca, czego zresztą jeszcze w finale dowodzi znalezisko w magazynie - "W rogu magazynu policja odkrywa stos beczek. I papiery przewozowe. Cameron planował otruć dzieci i wysłać ciała w beczkach do... Indii. ").

                  Postaci Alice, motywów jej zachowania też nie pojmowałam, o czym miałam napisać / czytasz chyba w mych myślach - dzięki za komentarz na temat postaci Alice ;)/. Przyznam się, że ucieszyoł mnie nawet jej zniknięcie. ;)

                  Trudno też oddać w opisie świetne zdjęcia Londynu, które wraz z psychodeli
                  > czną muzyką kreują atmosferę. słowem - moje opisy siłą rzeczy mają głównie char
                  > akter informacyjny :]
                  To zrozumiałe.
                  • grek.grek Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 30.05.14, 14:38
                    rozpieszczasz mnie :]

                    ciekawa kontropinia, Barbasiu.
                    wiesz, moim zdaniem - Luther go rozszyfrował jako człowieka żądnego uwagi skupionej na sobie, efekciarza, a nie rasowego kryminalistę. Cameron nie zabija dzieciaka, bo nikt na to nie patrzy. a kiedy nikt nie patrzy - nie ma w nim motywacji do zabijania.

                    dlatego właśnie nagrywał swoje morderstwa. robił szoł. Luther go przejrzał i w decydującym momencie taktyka obojętności zadziałała.

                    Cameron niebezpieczny był, ale do momentu w którym ktokolwiek interesował się jego wyczynami. wszystko planował, łącznie z beczkami, jako swój szoł. trochę przypominał tańczącą na stole panienkę - kiedy widownia odwróciła wzrok : nagle taniec stał się bezprzedmiotowy, nieatrakcyjny dla samej tancerki.

                    Alice jest jak z tej anegdoty o przejażdżce na grzbiecie tygrysa "jazda musi być wspaniałym przeżyciem, ale jak tym sterować ?!" ;] Bardzo interesująca postać. W 1 odcinku zostaje właściwie nakreślony główny rys jej osobowości. motywacje ? wydaje mi się, że interesuje ją to, że w Lutherze, dobrym policjancie, udało się jej znaleźć całkiem spory potencjał ciemności. a to John jest oskarżany o celowe nieudzielenie pomocy przestępcy, a to łamie prawo, a to coś - niby robi to w imię dobra, czasami zemsty :], ale Alice zaciekawia, skąd to się u niego bierze. i idzie to w dwuznaczną relację między nimi, wg mnie najciekawszą rzecz w tym serialu. mam nadzieję, ze Alice wróci, jakoś tak odeszła zbyt mało spektakularnie, żeby miała się już więcej nie pojawić :]

                    dzięki za wyrozumiałośc :}
                    niezmiennie zachęcam do projekcji, na stronie na literę "Z" są wszystkie odcinki. jakbyś kiedyś miała czas i chęć :]
                    • pani_lovett Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 11.06.14, 18:02
                      :)

                      > wiesz, moim zdaniem - Luther go rozszyfrował jako człowieka żądnego uwagi skupi
                      > onej na sobie, efekciarza, a nie rasowego kryminalistę. Cameron nie zabija dzie
                      > ciaka, bo nikt na to nie patrzy. a kiedy nikt nie patrzy - nie ma w nim motywac
                      > ji do zabijania.

                      Tak, rozumiem. Ale mam nieodparte wrażenie, że kwestia owego "patrzenia", zwracania czy niezwracania uwagi na efekciarza nazbyt dosłownie tu została potraktowana. I dlatego wydaje mi się mało wiarygodna.
                      Ale ja się nie znam. ;)
                      • grek.grek Re: Luther ser 2 odc 3 [2] 12.06.14, 16:38
                        tak się rozwinęła akcja, że stanęli twarzą w twarz - w tej sytuacji Luther musiał stosować metodę bezpośredniego ignorowania :]

      • pepsic Re: Luther ser 2 odc 3 29.05.14, 20:46
        Zachęcona Twoim entuzjazmem obejrzałam wyrywkowo "Luthera" w Ale Kino. Mocne i solidne rzemiosło, bohater elegancki, bardzo duży oraz śliczna blondyneczka poznana podczas stłuczki.
        • grek.grek Re: Luther ser 2 odc 3 30.05.14, 14:41
          brawo, Pepsic :]
          i jak widzę oceniasz całkiem pozytywnie.
          może wkręcisz się na tyle, żeby zobaczyć od 1 odcinka ?

          "blondynka i stłuczka" ? o, to musi być któryś z najnowszych odcinków.
          z tego, co zauważyłem, Luther ma 3 sezony i łącznie 14 odcinkow, ja jestem na razie - oglądam w CTv - w ostatnim odcinku serii 2.

          • pepsic Re: Luther ser 2 odc 3 30.05.14, 20:50
            Czy dam radę? Sukcesywnie raczej nie, słaba jestem w te klocki, znaczy w seriale. Ale będę rzucać okiem.
            Nie pytaj o nr serii, bo nie mam pojęcia. Stłuczka była niegroźna, a sprawcy zapałali do siebie sympatią.
    • grek.grek "Zew wolności" dokument w TVP 2 28.05.14, 14:12
      Jakiś Angol wpadł na myśl, żeby nakręcić film o polskim muzycznym undergroundzie za czasów tzw. komuny. Na wstępie filmu pochwali się, kogo on nie coverował w swojej karyjerze. Chyba tylko Shazzy i Milano nie coverował, a tak to wszystkich.

      Film jak film - dokument jak dokument : trochę gadających głów [Kazik, Kora, Janerka, Lipiński Mogielnicki, Chełstowski, Grabowski, Skiba, Owsiak, Niedźwiecki, Hołdys etc], trochę fragmentów piosenek, trochę zdjęc i fragmentów filmów z archwium; polski rock, polski punk-rock, POmarańczowa Alternatywa, Jarocin, hippisi w Polandzie, trzeci obieg, Lista Przebojów Programu 3, Republika i Ciechowski etc. Plus reakcje władzy na rockowe zamieszania, czyli to co zawsze : że kanalizowanie buntu, że idiotyczne raporty ubeków z kretyńskimi opisami punków czy hippisów, że spychanie do podziemia, że cenzura i inne tego typu cenne informacje.

      Scenariusz tego dokumentu napisali dwaj Polacy. I jest wesoło, kiedy rysują oni tło historyczne pod tę warstwę muzyczną.

      Władza była straszna, opresyjna, przerażająca... i nagle - siup ! Rolling Stonesi w Warszawie :] Straszna władza i... Stonesi. Stonesi w Moskwie wówczas ? Nie przypominam sobie. To dopiero było niemożliwe.

      Stan wojenny, to oczywiście jeden i ten sam fragment filmowy - cięzarówka wojskowa taranuje jakiegoś faceta, który wlazł pod koła. Karygodne i przerażające, ale... czy ktoś wie, że stan wojenny pochłonął tyle samo ofiar, co katastrofa smoleńska ? Ekżakly :]

      Puste półki w sklepach - symbol komunistycznej opresji. A jednak tzw/.komuna wykarmiła, wykształciła i wysłała w świat z 50 mln ludzkości... Jakim cudem ? Podobno najgorsze czasy były w latach 80-tych. Kurde, ja już wtedy żyłem i... no nie pamiętam, żebym głodował :] Nie pamiętam, żebym widział kogoś, kto głodował. Moi starzy, normalni ludzie - żadni prominenci - też nie głodowali. I nasi znajomi. I znajomi znajomych. Bieda w Polsce, to jest dzisiaj dopiero - co z tego, ze półki pełne, skoro wszystko nie na kieszeń 1/3 społeczeństwa.
      ale to dygresja tylko.

      Najlepszy moment jest wtedy, kiedy dokument zachodzi czarną mgłą - straszne czasy... puste półki, 40 mln Polaków przymiera głodem, na każdej ulicy w każdym polskim mieście i na każdym dukcie w każdej polskiej wsi - policjanci i zomo pałuje staruszki, studentów i bogu ducha winnych innych... i nagle... bang !! Mazowiecki robi "V" i wg twórców władza pod naciskiem ludu skapitulowała i odbyły się wybory, a potem to już demokracja i pięknie jest :]

      Co za bubel... :]

      Głód był, lud poprosił, a władza się ugięła :] Historia wg muzykantów. Ani słowa o pieriestrojce, ani słowa o głasnosti, ani słowa o fundamentalnych przemianach w Związku Radzieckim. Wygląda to, w tym filmie, tak jakby polska władza samodzielnie znęcała się nad swoimi obywatelami. Patrzcie, te polskie komuchy mogły w każdej chwili wprowadzić demkokrację, ale nie chcieli - głodzili swój naród, bili, zabijali, i... nagle przestali, bo lud poprosił. Cóż za sakramencka brednia :] Bez podkreślenia roli ZSRR w tym wszystkim - sens podobnych supozycji jest żaden.

      Albo twórcy to głupcy, którzy nie mieli pojęcia od czego zależały decyzje polskich władz, albo przeciwnie - wiedzieli, ale nie mogli tego głośno powiedzieć, bo by musieli przyznać, że Polska nie miała przez te wszystkie lata żadnego ruchu. Nie można było przejśc do demokracji samoczynnie, mając w kraju 300 tys radzieckich żołnierzy. Polska była zakładnikiem ZSRR. Dopiero zmiany na Kremlu umożliwiły zmiany w Polsce i w całym bloku postsowieckim. Jeśli dziś znacznie bardziej cywilizowana i umocowana w światowym biznesie Rosja nie ma oporów, żeby sprytnie podjadać Ukrainę, to łatwo sobie wyobrazić, co 40 lat temu mógłby zrobić pan na włościach Związek Radziecki, który z nikim i niczym liczyć się nie musiał, przynajmniej w tej części świata. A komu mało, to niech sobie przypomni CSRS i Węgry. Ale o tym twórcy nie mówią. Nawet dwoma zdaniami nie nakreślają okoliczności.

      Abstrahując od ignorancji scenarzystów - muzycy wypowiadający się w filmie raczej nie przeginają, nie zapędzają sie w politykę, mówią raczej o tym, jak sobie radzili wówczas, jak organizowali koncerty, jak omijali cenzurę w swoich tekstach, jak ich spychano do podziemia w głównym obiegu robiąc miejsce muzyce łatwej, lekkiej i przyjemnej. Żaden nie narzeka, żaden nie pomstuje, może dlatego że dziś lepiej rozumieją, jakie to były czasy i jakiego rodzaju było uwikłanie Polski w stosunki z ZSRR.

      Anglik wygląda na nieco nieświeżego, troche jak Mariusz Szczygieł, kiedy prowadził Na Każdy Temat - "więc powiada pan, że otworzył kurek z wodą w kranie, a tam wódka leci ?! to niesamowite ! proszę opowiadać dalej !". Problem stworzyli, a jakby inaczej :], polscy scenarzyści, którzy kompletnie się zamotali w opisywaniu rzeczywistości tamtych czasów.

      Na plus - dużo dobrej muzyki. Wtedy ktoś jej słuchał. Dzisiaj dominuje disco polo i techno umpa umpa. Kora wygłupia się w talent szoł, a Hołdys pyskuje politycznie i robi z siebie idiotę. Ot i zmiana czasów. Zdaje się, że za komuny wszystkim było lepiej. Jakby jeszcze tej szynki i kiełbasy w sklepach było więcej, to nikt by nie chciał obalać systemu, który jednoczył ludzi, stawiał na kulturę wysoką, kreował [paradoks ? może nie tylko] kulturę alternatywną, wzmagał kreatywność.

      Kora w pewnym momencie mówi, że za komuny mieszkała w bloku i jeździła maluchem. Ale była kimś - powiedziałbym. Dzisiaj jest bałwanem telewizyjnym i nikt nie słucha jej piosenek, o ile je w ogole nagrywała w ostatnich latach. Może i jeździ ferrari oraz mieszka w willi - jej rzecz.

      Moim zdaniem, trochę wylazł z tych artystów prowincjonalizm - za komuny oglądali pisma muzyczne z Zachodu i widzieli wypasionych rockmanów z ich cyrkiem i blichtrem i sami tak chcieli. A tutaj - komuna zgrzebna. Sztuka im nie wystarczała, to że byli idolami dla tłumów - też nie... bez kiczu i kasiory nic się nie liczy. Przyszła odwiliż i... i trzeba chałturzyć. A przy tych chałturach i tej pÓbliczności - sztuka uprawiana za komuny jawi się jako prawdziwie szlachetna i cudowna podróż. Żaden tego nie powie :] Tradycje bohemy dobre były w belle epoque. Dzisiaj to niemodne i naiwne.

      Słowem - pouczające 80 minut ;]

      Wybaczcie liczne dygresje na tematy polityczne, ale nie mogłem się powstrzymać :]
      • siostra_bronte Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 28.05.14, 14:25
        Dzięki, Greku :)

        Ciekawy komentarz. Słyszałam o tym filmie. Faktycznie, lata 80-te były znakomite dla polskiej muzyki.

        Boję się tylko, żeby znowu nie wywiązała się polityczna dyskusja o stanie wojennym i PRL-u :)
        • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 28.05.14, 16:23
          Jeszcze jest niedokończona dyskusja na bieżące tematy polityczne ... ;)
        • grek.grek Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 28.05.14, 16:27
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

          yup, legendy powstawały.
          własnie dlatego, że rodziły się i tworzyły w świecie tzw. trzeciego obiegu, pod cenzurą. obrastały mitem. dzisiaj pana muzyka pokażą w Pudelku jak się poplamił keczupem i... jak tu legendę budować ? :] to samo z kinem, Garbo czy Valentino byli nieosiągalni dla widowni, kojarzyli się wyłącznie z postaciami które grali, dlatego istnieli w kategoriach mitologicznych. to se nevrati :]

          aksamitna będzie :}
      • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 28.05.14, 17:01
        Ja bym jednak przymknęła oczy na brak tego rodzaju informacji, bo jednak dokument nie był poświęcony analizie przyczyn upadku komunizmu w Polsce i krajach bloku wschodniego.

        Oczywiście, zgadzam się z Toba, że gdyby nie osłabienie ZSRR i pieriestrojka u nas nieprędko doszłoby do zmian.

        > Stan wojenny, to oczywiście jeden i ten sam fragment filmowy - cięzarówka wojsk
        > owa taranuje jakiegoś faceta, który wlazł pod koła. Karygodne i przerażające, a
        > le... czy ktoś wie, że stan wojenny pochłonął tyle samo ofiar, co katastrofa sm
        > oleńska ? Ekżakly :]

        Ale wtedy nie wiadomo było, jak się wszystko skończy. Historie innych krajów uczą, że wszelkie rewolucje pochłaniają mnóstwo ofiar. Pamiętam jeszcze, a byłam wtedy dzieckiem, panującą w domu atmosferę napięcia, niepokoju, niepewności spowodowanej wprowadzeniem stanu wojennego.

        A jednak tzw/.komuna wy
        > karmiła, wykształciła i wysłała w świat z 50 mln ludzkości... Jakim cudem ? Pod
        > obno najgorsze czasy były w latach 80-tych. Kurde, ja już wtedy żyłem i... no n
        > ie pamiętam, żebym głodował :] Nie pamiętam, żebym widział kogoś, kto głodował.
        > Moi starzy, normalni ludzie - żadni prominenci - też nie głodowali. I nasi zna
        > jomi. I znajomi znajomych
        .

        Nie głodowało się, ale stało się w kolejkach za niemal wszystkim: za masłem, cukrem, mięsem, za wędlinami, w tym szynką, która u nas kupowano tylko dwa razy do roku na święta, za kawą, za chlebem, za papierem toaletowym, za czekoladą, cytrusami - też zazwyczaj pojawiały się dwa razy do roku na święta;

        Aż niemożliwe, że ludzie mieli czas na gonitwę stanie w kolejkach

        I jeszcze stało się za odkurzaczem, pralką, lodówką, meblami, rowerami itd. Przy czym wcześniej trzeba było się dobrze nachodzić do danego sklepu, by cudem zdobyć od sprzedawcy informację o dniu spodziewanego przyjęcia towaru.
        • grek.grek Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 29.05.14, 14:11
          może i masz rację :]
          wg mnie, jednak, te kilka zdań nie zaszkodziłoby całości, a skoro już wzięli się za szkicowanie tła historycznego, to powinni być w tej aktywności rzetelni.

          ja byłem za mały, ale za to pamiętam, że 89 rok i cała ta wielka przemiana jakoś kompletnie śmignęła mi koło nosa. w ogole tego nie pamiętam, w ogole się o tym nie mówiło. mieliśmy własne sprawy. ignoranci polityczni ;]

          problemy były, owszem - w dużej części dziękii Ameryce, która postanowiła '"walczyć z komunizmem" za pomocą dowalania sankcjami gospodarczymi obywatelom krajów bloku wschodniego.

          wiesz, ja nie neguję że były trudności i tzw. niedobory ;], ale też grozą nie wiało, nikt głodem nie przymierał i bosy nikt nie chodził. sama szkoła codziennie zapewniała szklankę lub dwie mleka plus słodka bułka, obiady etc. dzisiaj też zapewnia - sklepik, w którym można sobie KUPIĆ batona albo żelki.

          problem w POlsce polega na tym, że o tzw. komunie najczęsciej mówią tzw. politycy i tzw. historycy, którzy nie mają żadnego interesu w byciu obiektywnymi w ocenianiu przeszłości. nigdy nie jest tylko super, ani tylko beznadziejnie. niestety, wg nich komuna była tylko beznadziejna. więc po drugiej stronie mobilizują się tacy, którzy dają temu odpór i dla odmiany twierdzą, ze komuna all the way była super :] a prawda leży pośrodku, tak jak i prawda nt. obecnej sytuacji.
          • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 29.05.14, 15:48
            Oczywiście, masz rację, mogli wspomnieć, jeśli nie wspomnieli, o upadku ZSRR, który umożliwił przemiany w krajach bloku wschodniego.

            Żałuj teraz, że nie urodziłeś się trochę wcześniej. ;)

            Przemianom roku 89 roku tez towarzyszyło mnóstwo obaw i niepewności (u nas to się zwykle wszystkiego nowego obawiano ;). Ale też wraz ze z powolną acz widoczną zmianą komfortu życia na lepsze doceniano zmiany. ;)

            > wiesz, ja nie neguję że były trudności i tzw. niedobory ;], ale też grozą nie w
            > iało, nikt głodem nie przymierał i bosy nikt nie chodził.

            >sama szkoła codziennie zapewniała szklankę lub dwie mleka plus słodka bułka, obiady etc. >dzisiaj też zapewnia - sklepik, w którym można sobie KUPIĆ batona albo żelki.

            Z tym, że ani mleko (w małych butelkach, chyba 0,25 l), ani obiady nie były za darmo w PPRL-u. Mamy musiały za nie wcześniej zapłacić. Wiem, bo i mnie mama wykupiła mleko, jak zresztą inne mamy swoim dzieciom w naszej zerówce.

            My też mieliśmy sklepik w naszej szkole podstawowej. Z drożdżówkami głównie -były dwa rodzaje z serem i makiem. Ale można też było kupić inne frykasy, np. zimne lody, od których z wielkiego łakomstwa nie jedno dziecko w szkole miało problemy żołądkowe (moja w tym koleżanka z klasy). I pierwsze czipsy też się pojawiły w tym sklepiku pod koniec podstawówki (ta sama koleżanka z łakomstwa po nich znów miała problemy żołądkowe ;).

            Dziś w szkołach też można wykupić dzieciom dobre obiady.
            No i zaczyna się w końcu zwracać uwagę na zdrowe jedzenie w sklepikach szkolnych.

            cdn.


            • grek.grek Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 30.05.14, 14:25
              hehe, cholera wie, może krzyczałbym "precz z komuną !" ?
              zawsze mamy ograniczoną perspektywę patrzenia na wiele spraw.

              wiesz, dzisiaj ludzie z tego komfortu uciekają myć garnki albo dorabiają na czarno.
              cenzura w mediach niepotrzebna, bo dyktat kasy i presja środowiskowa sprawił, że twórcy sami się cenzurują. generalnie, jednego mola drugi zastąpił.

              wiesz, ja się cieszę, że nie urodziłem się dzisiaj. patrząc na ten niezdrowy pęd jakiego doznają dzieciaki, na dominację komputerów i śmieciowego jedzenia - jestem szczęśliwcem, że udało mi się załapać na bieganie, piłkę, całe dnie spedzane na świezym powietrzu, na gry i zabawy, z których nie chciało się do domu wracać albo wracało się późną nocą [w wakacje, ofk ;)], a jadło się kromkę chleba z pomidorem i w to przelocie, żeby nie tracić czasu. te same gry i zabawy dzisiejsze dzieciaki uznałyby zapewne za niegodne zainteresowania. i czytało się - kanon był :] o Indianach ;] z wypiekami na twarzy.

              nie pamiętam jak było z tym mlekiem , może i faktycznie ze składek rodziców, ale to były groszowe sprawy. dzisiaj nawet idei takiej nie ma, bo to przecież wiocha dawać dzieciakom mleko i bułkę w szkole. obiady, z tego co pamiętam, były rzeczywiście płatne [ja nie jadłem, rodzice pracowali, ale babcia gotowała i tak jakoś 6 na 7 razy w tygodniu ja decydowałem , co będzie ;) taki byłem rozpieszczany, hehe], ale dla dzieci z biednych rodzin [nietrudno było ustalić] były darmowe, szkoła za nie płaciła.

              hehe, czipsy się zemściły na twojej koleżance - wczesna lekcja dorosłości ;]]

              yup, epidemię otyłości wieszczą, i niechęci do ćwiczeń na wuefie. ja pamiętam, że w podstawówce na każdej przerwie łoiliśmy w piłę, aż sie kurzyło. a potem jeszcze po lekcjach :] wuef przyjmowaliśmy z niechęcią, bo jakieś rzuty piłką lekarską albo skoki w dal, a my chcieliśmy w nogę grać. współcześnie chodzi chyba o to, żeby w ogole się nie ruszać :]

              • maniaczytania Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 30.05.14, 22:45
                sie wtrace na chwile ;) Ze szkolnych lat pamietam, ze sniadania i obiady trzeba bylo w szkole wykupic (lata 80-te). A dzis nie jest az tak zle, jak sie mowi - u mojego dziecka codziennie dostaja mleko i do tego owoce/warzywa/sok wymiennie - calosc gratis dla rodzicow :)
                • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 00:03
                  maniaczytania napisała:

                  > sie wtrace na chwile ;) Ze szkolnych lat pamietam, ze sniadania i obiady trzeba
                  > bylo w szkole wykupic (lata 80-te). A dzis nie jest az tak zle, jak sie mowi -
                  > u mojego dziecka codziennie dostaja mleko i do tego owoce/warzywa/sok wymienni
                  > e - calosc gratis dla rodzicow :)


                  O! Jakie ważne wtrącenie! :)

                  Przypomniałaś mi, Maniu, że w naszej podstawówce dzieci niedawno dostawały mleko w kartonikach.
              • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 30.05.14, 23:59
                grek.grek napisał:

                > hehe, cholera wie, może krzyczałbym "precz z komuną !" ?

                Jestem tego więcej niż pewna. ;)

                cdn.
              • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 15:43
                grek.grek napisał:

                > wiesz, dzisiaj ludzie z tego komfortu uciekają myć garnki albo dorabiają na cza
                > rno.

                Nie z komfortu uciekają tylko z braku pracy, z braku lepszych zarobków, niestety.

                W latach 80. uciekali jeszcze bardziej do kapitalizmu i mało kto z tej emigracji lat 80. żałuje swej decyzji.
                • grek.grek Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 16:20
                  ironizowałem :]

                  skoro uciekali wtedy i uciekają teraz, to znaczy że porównanie : straszna komuna-wspaniała demokracja zalatuje chciejstwem :]
                  • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 16:34
                    > skoro uciekali wtedy i uciekają teraz, to znaczy że porównanie : straszna komun
                    > a-wspaniała demokracja zalatuje chciejstwem :]

                    No wiesz, ja bym nie chciała, żeby tamte czasy wróciły. Ty też nie, trust me. ;)
                  • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 16:49

                    grek.grek napisał:

                    > ironizowałem :]

                    Wiem. A ja serio mówię. :)

                    > skoro uciekali wtedy i uciekają teraz, to znaczy że porównanie : straszna komun
                    > a-wspaniała demokracja zalatuje chciejstwem :]

                    Przecież współcześni emigranci mówią, że chętnie by wrócili do kraju, że nie wyjeżdżali by wcale, gdyby była praca i godziwe zarobki. Do komuny nikt nie chciał wracać.
      • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 16:31
        > Najlepszy moment jest wtedy, kiedy dokument zachodzi czarną mgłą - straszne cza
        > sy... puste półki,

        Ale tak było, puste półki w sklepach, sama widziałam. Np. w mięsnym w naszym mieście ok. 13:00 była druga dostawa mięsa i wędlin (ludzie zaraz po tym, jak tylko opustoszał sklep po porannej dostawie ustawiali się już w kolejce ), po dwóch godzinach w sklepie nie było już kompletnie nic .

        Dlatego w tych czasach ulubionym daniem Polaków (pewnie do dziś dla wieku jest) była kasza z zsiadłym (in. kwaśnym) mlekiem, ewentualnie ziemniaki z zsiadłym mlekiem i jajko sadzone. Ziemniaków, mleka, białego sera rzeczywiście nigdy nie brakowało. Tym można była się najeść. ;)



        Kurde, ja już wtedy żyłem i... no n
        > ie pamiętam, żebym głodował :] Nie pamiętam, żebym widział kogoś, kto głodował.
        > Moi starzy, normalni ludzie - żadni prominenci - też nie głodowali. I nasi zna
        > jomi. I znajomi znajomych.

        Ludzie nie głodowali , ale musieli się nieźle nalatać czasami zakombinować, żeby mieć coś lepszego do jedzenia .
        Dobrze mieli się ci, którzy mieli rodzinę czy znajomych na wsi, zwłaszcza obrotnych, którzy sami coś hodowali , albo znali tych co handlują mięsem, kurami.

        U nas na obiad często były , pamiętam, zupy jarzynowe, pierogi z serem, kopytka.


        Przypomniało mi się jeszcze, że co roku pod koniec sierpnia (lata 80-te), to ustawialiśmy się w kolejce (to było moje ulubione stanie w kolejce, bo kupowaliśmy piękne rzeczy) -po zeszyty do szkoły, okładki, po piękne kolorowe piórniki chińskie zamykana na magnesik (piękniejsze były tylko podwójnie zamykane na zamki, "piętrowe" piórniki z pięknym wyposażeniem,ale tych nie można było kupić , miały je dzieci, którym ktoś przywiózł taki z Zachodu, przeważnie z Niemiec ) oraz po apetycznie pachnące kolorowe gumki, ołówki z gumką (cudo!), automatyczne ołówki, temperówki o niesamowitych kształtach (do dzisiaj mam taką, w kształcie głowy pana w meloniku!, mieliśmy też w kształcie kukurydzy), po niemieckie pióra na naboje, zestawy do kreślenia - cyrkle z linijkami i ekierkami w metalowych pudełkach...
      • pani_lovett Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 16:59
        Na plus - dużo dobrej muzyki. Wtedy ktoś jej słuchał. Dzisiaj dominuje disco polo i techno umpa umpa. Kora wygłupia się w talent szoł, a Hołdys pyskuje politycznie i robi z siebie idiotę. Ot i zmiana czasów. Zdaje się, że za komuny wszystkim było lepiej. Jakby jeszcze tej szynki i kiełbasy w sklepach było więcej, to nikt by nie chciał obalać systemu, który jednoczył ludzi, stawiał na kulturę wysoką, kreował [paradoks ? może nie tylko] kulturę alternatywną, wzmagał kreatywność.

        Dziś masz jaką tylko chcesz muzykę na wyciągnięcie ręki w internecie, od disco-polo po najambitniejszą. To samo jest z filmami.
        • maniaczytania Re: "Zew wolności" dokument w TVP 2 31.05.14, 17:23
          zgadzam sie z Barbasia w kwestii muzyki, tym bardziej, ze to, czy wtedy to byla dobra muzyka to kwestia dyskusyjna ;)
    • angazetka Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 12:41
      Czyli byłam w kinie drugi raz, w towarzystwie ośmiu (!) koleżanek. Podobało się jeszcze bardziej niż poprzednio.
      Maniu, idźże na to, to będziem gadać :)
      • grek.grek Re: Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 14:18
        toż to...babinec ;]

        wzdycham romantycznie do dawnych kinowych wygibasów, współcześnie nie chadzam, bo tu już nie to samo, ale... premierowe zapowiedzi śledzę pilnie. wczoraj widziałem zwiastun najnowszej, tutaj recenzja :

        film.onet.pl/recenzje/milion-sposobow-jak-zginac-na-zachodzie-bo-to-zla-owca-byla-recenzja/n71jh
        recenzji jeszcze nie czytałem ;], ale zwiastun sugeruje komedię z życia miasteczka na Dzikim Zachodzie, teksty mogące z powodzeniem aspirować do Californication oraz Charlize Theron, która wreszcie wykrzesze z siebie trochę życia :]

        www.youtube.com/watch?v=Pgyh8X1u11I
        • angazetka Re: Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 16:13
          Rozważam, czy na to nie iść ;)
      • pani_lovett Re: Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 15:10
        angazetka napisała:

        > Czyli byłam w kinie drugi raz, w towarzystwie ośmiu (!) koleżanek.
        Super!
        Czyżby kobietom bardziej podobali się X-meni?
        • angazetka Re: Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 16:23
          Well, najpierw odpowiem tak: madzwierzwithinternet.tumblr.com/post/87194875837

          A potem na serio: filmy komiksowe nadal są uważane za filmy dla facetów. Z tym że - tak jak Bondy - jednocześnie skręcają coraz bardziej w stronę dawania kobietom różnych cukierków dla oczu (patrz: obowiązkowa "bezsensowna scena z nagim pięknym mężczyzną" w każdym filmie, patrz: obowiązkowy wątek takiej strasznie męskiej przyjaźni z patrzeniem sobie głęboko w oczy etc.).
          Ale i tak parę dni temu czytałam, że X-meni musieli wejść do kin teraz, by zarobić swoje do Mundialu - bo przecież te dwie męskie rozrywki nie mogą ze sobą kolidować. Czuję się podwójnie dyskryminowana.
          • pani_lovett Re: Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 16:27
            angazetka napisała:

            > Well, najpierw odpowiem tak: rel="nofollow">madzwierzwithinternet.tumblr.com/post/87194875837

            Już wszystko rozumiem. :}

            Bardzo ciekawe uwagi.
            • maniaczytania Re: Powtórka z rozrywki X-menowej 29.05.14, 18:28
              hahaha, Angazetko - piekne to bylo :)

              A tak w ogole to Ty jestes opcja Xavier czy Magneto? ;)

              Chyba sie wybiore w ten weekend mam nadzieje :)
    • siostra_bronte "Okruchy dnia" 29.05.14, 14:26
      Dzisiaj w Stopklatce o 20.15. Film Jamesa Ivory'ego z 1993 r. Znakomity duet Anthony Hopkins - Emma Thompson. Kiedyś tylko wspomnieliśmy o tym filmie. Chętnie obejrzę go ponownie. Jedyna krytyczna uwaga: jest trochę za długi.
      • grek.grek Re: "Okruchy dnia" 29.05.14, 14:34
        tytuł pamiętam, chyba nawet estetykę, ale fabuła, konkrety - ciemnośc widzę.
        dlatego - dzięki za cynk, Siostro :]
        pora dogodna, warto zauważyć.

        Kultura powtarza "Admirała", którego Wam opisywałem niedawno, KOcham Kino powtarza "Faceta do towarzystwa" z Harrelsonem.

        cichy filmowo tydzień, po tych tarabanach w ubiegłym, prawda ? :]
        • siostra_bronte Re: "Okruchy dnia" 29.05.14, 14:43
          Wspaniały film. I moim zdaniem najlepsza rola Hopkinsa jaką widziałam. Zobacz koniecznie!

          Tak, możemy odsapnąć po emocjach ubiegłego tygodnia :)

          • angazetka Re: "Okruchy dnia" 29.05.14, 16:28
            Jeden z tych filmów, które przyklejały mnie do ekranu. Niesamowity i rozwalający na kawałeczki. I zagrany. Jezu, jak zagrany.
            Niedawno dopiero czytałam książkę (zresztą widząc twarze aktorów przed oczami cały czas) - też wspaniała.
          • grek.grek Re: "Okruchy dnia" 30.05.14, 14:10
            wpadłem w jakąs pętlę czasu chyba ;] znów mi zostało 40 minut ostatnie do nadrobienia. jestem szalenie ciekaw jak to się skończyło. mam już namiar w sieci, jutro napiszę o moich wrażeniach :]
          • grek.grek "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 31.05.14, 14:04
            mam kilka uwag :]

            1] doskonale jest zagrany ten uczuciowy mętlik między p.Stevensem, a panną Kenton. ta scena, kiedy Stevens czyta ksiązkę, a ona niemal siłą, a przecież z jaką zmysłowością, mu ją zabiera, żeby zobaczyć tytuł - nastrój przyciemnionego pokoju... a potem jak ona informuje go, że wychodzi za mąż, a on przyjmuje to z tą wkurzającą grzecznością, mimo że powinien mu chociaż jeden mięsień w twarzy podskoczyć... i jak ona próbuje się zemścić opowiadając mu, jak to z narzeczonym nabijają się z niego serdecznie, a potem go za to przeprasza, bo oczywiście kłamała...

            wszystko jest świetnie zaaranżowane, jak mniemam literacki oryginał ma tutaj decydujące znaczenie, a kapitalny Anthony Hopkins i nie mniej świetna Emma Thompson po prostu zrobili to, co najlepiej umieją.

            a jednak ciekawe jest, co tak ujęło pannę Kenton w Stevensie ? gośc jest sztywnym służbistą, zaprzedanym pracy, z wytrenowaną galanterię i uprzejmością. co ona w nim widziała ?, że zadam najstarsze pytanie świata ;] w czym ona się zakochała ?

            2] ofk, cała story między nimi jest jakże wzruszająca - jak subtelnie Hopkins wygrywa te nutki wątpliwości, które odczuwa po latach, kiedy np. słyszy, że pani Kenton-Benn ma córkę, a córka będzie miała dziecko - jakby myślał sobie wtedy : to ja mógłbym teraz razem z nią oczekiwać wnuka, to NASZA córka mogła być. trudno orzec, na ile on odwzajemnia jej uczucie, które zdaje się ona będzie nosić do śmierci. być moze już nigdy nie spotykając ponownie Stevensa.

            3] sam Stevens. moze do zakochania w nim potrzebna była tak wyjątkowo wrażliwa kobieta jak panna Kenton, co to dostrzegła w obowiązkowym sztywniaku jakieś cieplejsze, ludzkie strony osobowości ? Panna Kenton musi przegrać w pojedynku z pracą, która dla Stevensa jest zdaje się życiową samorealizacją. tylko - co to za samorealizacja ? zawsze być zapiętym pod szyje i na usługach pana ?

            kiedy on opisuje swoje... posłannictwo kamerdynerskie, to odniosłem wrażenie, jakby mówił tonem samuraja z japońskich filmów - pan jest mądrzejszy i jesli tylko nie jest ostatnią kanalią , to trzeba uznać jego wyższośc nad sobą, służba dla pana to zaszczyt i honor, posłannictwo życiowe itd.

            na ile Stevens zrobił sobie z tego odmierzania linijką odległości między sztućcami na stole życiowy azyl ? pozornie przypisuje swojej funkcji znaczenie i dumny jest z odpowiedzialności, którą ponosi i której umie sprostać, ale jednocześnie to zaangażowanie pomaga mu odsuwać na bok np. kwestię panny Kenton. nie mierzy się otwarcie z uczuciami, tylko - siup, na bok : nie może, bo musi sprostać odpowiedzialności, żeby sztućce były od siebie oddalone o 10 cm, a broń boże nie 9. na starość tym bardziej nic nie zmieni. nie chodzi może o to, czy przegrał swoje szanse, pytanie : na ile on te szanse serio traktował ?

            4] scena do zapomnienia : kiedy jakiś politykier goszczony w Darlington Hall upokarza Stevensa zadając mu pytanie dot. polityki, a ten nie umie nic odpowiedzieć, bo przecież całe jego życie to fach kamerdynerski i majordomusowy, skąd ma wiedzieć, nie ma czasu zastanawiać się nad innymi rzeczami niż odległośc sztućców. to ma być dla pytającego dowód na to, że demokracja to lipa. i podczas tej jakże nieprzyjemnej sytuacji, Stevens cały czas zachowuje tę swoją wyćwiczoną pozę służącego. czy dotyka go ten epizod ? a może, poodbnie jak uczucia panny Kenton, potrafi to zignorować i wytłumaczyć sobie na swój sposób ? czy to jeszcze człowiek czy już samobiezny mebel ?

            5] scena zabawna : kiedy lord wysyła Stevensa, aby uświadamiał seksualnie jego chrześniaka, co Stevens posłusznie czyni za pomocą podchodów o "pszczółkach", co chrześniak - zapewne już od dawna uświadomiony - traktuje zupełnie oppacznie i wywiązuje się dyskusja na kompletnie inny temat.

            6] ojciec Stevensa. może to on ma kluczowy wpływ na syna ? też kamerdyner. STevens wygląda jak druga skóra z własnego starego. doskonały jest ten moment, kiedy leciwy ojciec wścieka się z powodu nierównej posadzki na patio, przez którą upuścił tacę. potem samotnie trenuje "na sucho" i bada każdy fragment tej posadzki, aby drugi raz nie dać się zaskoczyć. perfekcjonista. tak jak syn. a perfekcjonizm, to obsesja. albo gorzej - religia :]

            i kiedy umiera ojciec - pan Stevens nie przerywa pracy, nie poddaje się uczuciom, to było zbyt nieprofesjonalne i zaprzeczałoby jego perfekcjonistycznej etyce.

            7] gustowne wnętrza, doskonały wyciszony rytm całej opowieści, muzyka dostosowana do powyższych - robi wrażenie, świetnie się to ogląda.
            • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 31.05.14, 20:10
              > oju... a potem jak ona informuje go, że wychodzi za mąż, a on przyjmuje to z tą
              > wkurzającą grzecznością, mimo że powinien mu chociaż jeden mięsień w twarzy po
              > dskoczyć...

              A jednak ta informacja mocno wstrząsa chłodno-uprzejmym, sztywnym Stevensem. I jest to pokazane w filmie w sposób nieprawdopodobnie subtelny i genialny, w charakterze właściwym dla profesji Stevensa. Na schodach piwniczki Stevens niechcący upuszcza i tłucze butelkę starego, cennego wina, co jest przecież, w jego pojęciu, skandalicznym, niedopuszczalnym i groźnym naruszeniem porządku i zasad oraz profesjonalizmu. (parz: wątek ojca i upuszczonej tacy).

              Później, słysząc szlochanie panny Kenton, decyduje się wejść do jej pokoju, ale zamiast słów czułości, zamiast wyznania uczucia, którego byśmy się spodziewali, przekazuje jej polecenie posprzątania w jakimś pokoju! Przekazanie służbowego polecenia zastępuje wyznanie uczuć.
              Niesłychana scena!



              > a jednak ciekawe jest, co tak ujęło pannę Kenton w Stevensie ? gośc jest sztywn
              > ym służbistą, zaprzedanym pracy, z wytrenowaną galanterię i uprzejmością. co on
              > a w nim widziała ?, że zadam najstarsze pytanie świata ;] w czym ona się zakochała ?


              Ten, kto odpowiedziałby na to pytanie odkryłby tajemnice miłości. I pewnie za to zaraz zostałby uhonorowany. ;)

              No wiesz, wspólna praca, przebywanie ze sobą zbliża ludzi do siebie. A panna Kenton była młoda , spragniona miłości. Na pewno przez lata wspólnej pracy, dostrzegła w Stevensie wiele cech, za które go lubiła (owe "cieplejsze, ludzkie strony osobowości " ) szanowała, podziwiała, a stąd już krok do miłości.


              > 3] Panna Kenton musi przegrać w pojedynku z pracą, która dla Stevensa jest zdaje się życiową samorealizacją. tylko - co to za samorealizacja ? zawsze być zapiętym pod szyje i na usługach pana ?

              W jednym z odcinków brytyjskiego serialu Downton Abbey jest scena, kiedy Matthew, młody prawnik, na skutek skomplikowanych wypadków losowych zostaje na dziedzicem i panem potężnej posiadłości Downton Abbey. Matthew, kiedy tylko zjawia się w posiadłości dostaje osobistego lokaja , który ma mu usługiwać we wszystkim, pomagać np. w ubieraniu, goleniu. Ale Matthew jako reprezentant klasy średniej nie jest przyzwyczajony do tego, by mu usługiwano. Poza widzi coś uwłaczającego w tym, że jedna osoba usługuje drugiej, zdrowej osobie. Stara się więc jak najmniej korzystać z pomocy lokaja. W końcu chce z niego zrezygnować. Lokaj przysłany nowemu dziedzicowi jest załamany. Nie rozumie, dlaczego młody pan chce go odprawić. Szuka swojej winy. Skarży się wreszcie kamerdynerowi lorda Granthama, dotychczasowego pana na DA, Carsonowi, ten z kolei informuje o wszystkim swego pana. Lord Grantham udaje się do Matthew i wyjaśnia mu, że jeśli on odprawi lokaja, ten zostanie bez pracy, albowiem, jedyna rzeczą, którą potrafi robić jest wykonywanie obowiązków należących do lokaja, których uczył się i wykonywał przez lata, co jest dla niego powodem do dumy i daje mu poczucie wartości.

              Podobnie jest właśnie ze Stevensem, który w swej "kaście", zaszedł wysoko, jest kamerdynerem z dużym doświadczeniem, osobą zarządzającą służbą we dworze, służenie u ważnej osobistości, lorda Darlingtona jest dla niego, jak pisałeś, powodem do dumy, służba jest zaszczytem, honorem, daje mu poczucie godności, wartości. Mógłby się nie odnaleźć , porzuciwszy swoją dotychczasową profesję dla miłości i małżeństwa.

              Miłość, spełnienie uczuciowe, czy praca , która jest powodem do dumy, daje poczucie godności - dylemat jak z tragedii antycznej, nieprawdaż?

              Myślę, że poczucie dumy ze służby, które żywi Stevens, poczucie wierności służbie panu, dla nas chyba egzotyczne, jest bardziej zrozumiałe dla Anglików, którzy w systemie klasowym, "kastowym" wciąż żyją.


              :)

              • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 31.05.14, 20:16
                Ale Matthew jako reprezentant klasy średniej nie jest przyzwyczajony do tego, by mu usługiwano. Poza tym, jako człowiek nowoczesny, z początku XX wieku widzi coś uwłaczającego w tym, że jedna osoba usługuje drugiej, zdrowej osobie.
              • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 31.05.14, 20:19
                > Później, słysząc szlochanie panny Kenton, decyduje się wejść do jej pokoju, ale
                > zamiast słów czułości, zamiast wyznania uczucia, którego byśmy się spodziewali
                > , przekazuje jej polecenie posprzątania w jakimś pokoju! Przekazanie służbowe
                > go polecenia zastępuje wyznanie uczuć.
                > Niesłychana scena!

                Kulminacja niewypowiedzianych uczuć.
                • siostra_bronte Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 12:42
                  Greku, Barbasiu, bardzo trafne uwagi. Podpisuję się :)
                  • pani_lovett OT Benedict Cumberbatch 01.06.14, 13:48
                    :)

                    A propos arystokracji, wyższych sfer, majątków. Czy Ty Bronte wiesz, że rodzina Benedicta Cumberbatcha dorobiła się ogromnego majątku na plantacjach trzciny na Brabadosie, gdzie trafił przodek aktora pod koniec XVII wieku. Kolejni potomkowie byli właścicielami plantacji przez przez ponad 200 lat.

                    Dziadek Benedicta, Henry Carlton był oficerem marynarki wojennej i prominentną figurą londyńskiej socjety, brał udział w obu wojnach światowych. Pradziadek Henry Arnold konsulem generalnym królowej Wiktorii w Turcji.

                    A jego rodzice są aktorami. Oboje zagrali w "Sherlocku" rodziców Sherlocka Holmesa! O czym dopiero wczoraj przeczytałam.

                    :)
              • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 13:33
                No wiesz, wspólna praca, przebywanie ze sobą zbliża ludzi do siebie. A panna Kenton była młoda , spragniona miłości. Na pewno przez lata wspólnej pracy, dostrzegła w Stevensie wiele cech, za które go lubiła (owe "cieplejsze, ludzkie strony osobowości " ) szanowała, podziwiała, a stąd już krok do miłości.

                PS

                A o szacunek i podziw nie było przecież trudno, jako że Stevens, był najważniejszą osobą we dworze po lordzie Darlingtonie, był odpowiedzialny za wszystko, co się działo w posiadłości.


              • grek.grek Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 13:39
                no i co ja mogę powiedzieć... :]
                cieszę się, że postawiłem tak głupie tezy i pytania, bo dzięki nim dostałem tak mądre, efektowne i celne odpowiedzi od Ciebie :]

                zgadzam się we wszystkim.

                praca kamerdynera może być doskonałym spełnieniem osobistym, w istocie tak własnie. wszystko przecież zależy od perspektywy człowieka, który się w tej aktywności spełnia. jeśli tak to postrzega - tak właśnie jest. reszta może tego nie rozumieć, liczy się jego punkt widzenia. dzięki, że mi to uświadomiłaś, na powrót :]

                pytanie, na ile Stevens tłumi swoje życie uczuciowe na potrzeby perfekcji zawodowej, a na ile nie musi ich tłumić, bo w naturalny sposób schodzą na plan dalszy przy tak absolutnym okresleniu priorytetów ?

                polecenie służbowe, jakie wydaje Stevens pannie Kenton, wg Ciebie - jest formą wyznania miłosnego [w "jego języku"] ? czegoś w stylu "potrzebuję pani tutaj, JAKO KOBIETY, i chciałbym, żeby pani nie odchodziła" ?

                przypomina mi się film "Vatel" z Gerardem Depardieu w roli książęcego majordomusa, który jest podobnie oddanym swojej funkcji i doskonalącym się w niej nieustatnie człowiekiem, co Stevens. i tak jak Stevens musi przygotować dom na spotkanie politykow pierwszej ligi, tak Vatel dostaje polecenie wystawienia zapierającej dech w piersi uczty dla króla Francji i licznych wielmozów, którzy odwiedzić mają księcia. od tej uczty zależeć może los księcia, który liczy na to, że król powierzy mu ważne zaszczyty polityczne. mała róznica jest, wg mnie, w tym że Vatel pokazany był niemal jako artysta swojego fachu, a Stevens jest raczej chłodnym profesjonalistą :]



                • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 14:29
                  > no i co ja mogę powiedzieć... :]
                  > cieszę się, że postawiłem tak głupie tezy i pytania, bo dzięki nim dostałem tak
                  > mądre, efektowne i celne odpowiedzi od Ciebie :]

                  He,he! Ty to jesteś urodzony komplemenciarz! ;))

                  Tak.

                  > pytanie, na ile Stevens tłumi swoje życie uczuciowe na potrzeby perfekcji zawod
                  > owej, a na ile nie musi ich tłumić, bo w naturalny sposób schodzą na plan dalsz
                  > y przy tak absolutnym okresleniu priorytetów ?

                  Trudno powiedzieć, co mu naprawdę w duszy gra. W każdym razie dopiero po latach, kiedy jedzie na spotkanie z panną Kenton, a właściwie panią Kenton-Benn uświadamia sobie, co utracił. Tak mi się wydaje.



                  > polecenie służbowe, jakie wydaje Stevens pannie Kenton, wg Ciebie - jest formą
                  > wyznania miłosnego [w "jego języku"] ? czegoś w stylu "potrzebuję pani tutaj, JAKO KOBIETY, i chciałbym, żeby pani nie odchodziła" ?

                  O tak, tak. :))) Właśnie tak. Wspaniale. Przy czym dodałabym: "potrzebuję pani tutaj, JAKO KOBIETY, KTÓRA STAŁABY WIERNIE U MEGO BOKU W SŁUŻBIE LORDA DARLINGTONA i nic ponad to".



                  Film "Vatel" - świetne skojarzenie!


                  Przypomniał mi się jeszcze jedne wątek z "Downtown Abbey". Ochmistrzyni dworu w "Downton Abbey" , starsza pani rezygnuje po raz drugi z miłości, z mężczyzny, którego kiedyś kochała , a który zjawił się po latach i namawia ją na małżeństwo i opuszczenie dworu.
                  • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 14:34
                    Ochmistrzyni dworu w Downton Abbey, [...]
                    • siostra_bronte Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 14:39
                      Hehe, dla mnie ta nazwa też jest skomplikowana :)
                      • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 14:45
                        Ożeż! No właśnie. Tu wsadziłam cudzysłów pomyłkowo. A w zdaniu wcześniejszym zrobiłam błąd w nazwie.
                        Przypomniał mi się jeszcze jedne wątek z "Downtown Abbey".
                        Powinno być: "Downton Abbey".

                        Szkoda , że nie ma edycji. :)
                  • grek.grek Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 02.06.14, 16:03
                    :] a gdzież tam... samą prawdę piszę.

                    yup, po latach jest w nim nutka żalu - ale moze dlatego, ze nie mógł mieć jednego i drugiego : i zawodowej satysfakcji i związku z panną Kenton ? a może to po prostu chwila życiowej słabości, po śmierci swojego... pana, i niepewności czy nowy zechce go zatrudnić ?

                    jest podobieństwo.
                • pepsic Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 18:17
                  praca kamerdynera może być doskonałym spełnieniem osobistym, w istocie tak własnie

                  Greku powiedz, że żartujesz;)
                  • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 01.06.14, 22:29
                    pepsic napisała:

                    > praca kamerdynera może być doskonałym spełnieniem osobistym, w istocie tak
                    > własnie

                    >
                    > Greku powiedz, że żartujesz;)

                    A dlaczego praca kamerdynera czy majordomusa, zajmującego najwyższe miejsce w hierarchii służących, we wspaniałym pałacu u bogatego i wpływowego arystokraty londyńskiego nie może być doskonałym spełnieniem osobistym, dla człowieka, który w dodatku był synem dworskiego kamerdynera i wychował się w bliskości dworu lorda? :)

                    Kasta kamerdynerów. ;)

                    A propos , właśnie, Marks miał powiedzieć o Anglikach, że mogli się oni zaadaptować w Indiach i potrafili nimi kierować przy użyciu skromnych sił, gdyż doskonale rozumieli system kastowy.
                    • grek.grek Re: "Okruchy dnia" - słów parę po projekcji 02.06.14, 16:05
                      chyba oboje mamy to samo zdanie :]
        • pani_lovett Re: "Okruchy dnia" w Stopklatce 29.05.14, 16:24
          > cichy filmowo tydzień, po tych tarabanach w ubiegłym, prawda ? :]

          Yes. Trochę odpoczynku się należy! :)

          Melduję z radością, że obejrzałam wczoraj film "Nakarmić kruki". :)
          • siostra_bronte Re: "Okruchy dnia" w Stopklatce 29.05.14, 16:39
            Obejrzałaś? Jak, gdzie? Musisz koniecznie napisać o wrażeniach!
            • barbasia1 Re: "Okruchy dnia" w Stopklatce 29.05.14, 21:14
              Dostałam film nagrany z TVPKultura! Mam go na swoim komputerze.
              Oczywiście. Postaram się napisać kilka słów jutro. Wspaniały film. Zgadzam się z Wami.
        • pepsic "Admirał" 30.05.14, 20:57
          Pewno Tołstoj scenariusza do tego nie pisał. Śliczna, jak z obrazka para nie wystarczy, kiedy dramaturgii i zwrotów akcji na lekarstwo.
        • pepsic "Admirał" 30.05.14, 21:10
          * Sięgnęłam do Twojej recenzji, gdzie srogo z romansu pokpiłeś. No i zobacz, czasami się zgadzamy:)
          • grek.grek Re: "Admirał" 31.05.14, 16:14
            hehe ;]

            a sam film oparty na faktach, więc można by rzec, że historia pokierowała losami bohaterów w taki a nie inny sposób. inna rzecz, że z założenia film miał postać tytułową gloryfikować, dramaturgia była raczej na drugim planie.
    • siostra_bronte "Apollo 13" 29.05.14, 16:14
      Zajrzałam do archiwum. Kiedyś Grek bezlitośnie zjechał ten film, Pepsic się dołączyła. Tylko Barbasia próbowała go jakoś bronić. A ja przyznaję się bez bicia: lubię ten film :)

      Wczoraj obejrzałam go chyba trzeci raz, z przyjemnością. Zgadza się, dużo typowo amerykańskiego patosu na końcu, mało realistyczne obrazy rodzin w trakcie takiego dramatu. I to prawda, aktorstwo Hanksa bez wyrazu, Ed Harris też wypadł słabo. Ale podobał mi się Kevin Bacon i galeria postaci drugoplanowych z centrum kontroli lotów (czy jak to się nazywa).

      Ale sama historia jest fascynująca, zwłaszcza, że wydarzyła się naprawdę. Trzyma w napięciu od początku do końca, chociaż wiadomo, jak się zakończy. No i całość świetnie zrealizowana. Zdjęcia w kosmosie i w statku bardzo wiarygodne. Nic nie poradzę, moim zdaniem to naprawdę fajny film :)
      • pani_lovett Re: "Apollo 13" 29.05.14, 16:36
        > Ale sama historia jest fascynująca, zwłaszcza, że wydarzyła się naprawdę. Trzym
        > a w napięciu od początku do końca, chociaż wiadomo, jak się zakończy. No i cało
        > ść świetnie zrealizowana. Zdjęcia w kosmosie i w statku bardzo wiarygodne. Nic
        > nie poradzę, moim zdaniem to naprawdę fajny film :)

        Otóż to. Ja się pod Twym komentarzem, Bronte, podpisuję. To jest bardzo dobre kino rozrwykowe. :)
        • siostra_bronte Re: "Apollo 13" 29.05.14, 16:40
          Cieszę się :)
    • pepsic 29 maja - pijemy szampana! 29.05.14, 20:38
      Maniu, składam Ci serdeczne życzenia imieninowe.
      pepsic :))
      • barbasia1 Re: 29 maja - pijemy szampana! 29.05.14, 21:00

        Maniu, samych szczęśliwych i radosnych chwil życzę. I dużo zdrowia.

        Ode mnie dla Ciebie tradycyjnie kwiaty/ zdjęcie zrobione specjalnie dla Ciebie kilka dni temu/

        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3653282,2,1,Kwiaty-dla-Magdy-na-29-maja.html
        A piosenkę imieninową dla Ciebie zaśpiewa dziś królowa dyskotek lat 80-tych, Sandra:

        "Maria Magdalena"
        www.youtube.com/watch?v=1UjL9U66G3o&feature=kp
        Całuski Maniu! :)*
        • barbasia1 Re: 29 maja - pijemy szampana i tańczymy 29.05.14, 21:08
          Do muzyki z lat 80-tych! Świetna ta Sandra. :)
        • maniaczytania Re: 29 maja - pijemy szampana! 29.05.14, 23:03
          Barbasiu - przepiekna ta roza :) A piosenka, tak, pamietam ja - Sandra byla jedna z pierwszych idolek w mojej podstawowce ;) Dziekuje Ci bardzo :)))))))))))))))
          • pani_lovett Re: 29 maja - pijemy szampana! 31.05.14, 00:08
            Ciesze się ogromnie, że Ci się spodobały kwiaty i muzyka. :)))))))))))))))
      • barbasia1 Re: 29 maja OT 29.05.14, 21:04
        O Pepsic, dzięki przypomniałaś mi w sama porę. A tak pilnowałam tego 29 maja! Przygotowywałam się. I o mało co bym przegapiła. Ożeż!

        Pepsic, czy Ty masz może na imię Agata??? :)
        • pepsic Re: 29 maja OT 30.05.14, 20:44
          Podoba mi sie imię Agata, ale nie.
          :)
          • pani_lovett Re: 29 maja OT 31.05.14, 00:09
            :/
            Cóż, będę zgadywać dalej...

            ;)
      • maniaczytania Re: 29 maja - pijemy szampana! 29.05.14, 23:02
        O rany, alez mi milo :) Dziekuje pieknie!!! :))))))))))))

        Az sie wzruszylam ... :)
        • grek.grek Re: 29 maja - pijemy szampana! 30.05.14, 14:06
          no to skoro wzruszenie już masz za sobą, to na luzaku przyjm i moje najlepsze życzenia, Maniu :]
          lekkości ducha i sumienia oraz cięzkości brzucha od śmiechu i jedzenia :]

          i z dedykacją, najlepsza Twoja imienniczka jaką udało mi się wygrzebać, w specjalnej aranżacji i do jakże wymownego tekstu ;]:
          www.youtube.com/watch?v=rHaH6WspACA
          • siostra_bronte Re: 29 maja - pijemy szampana! 30.05.14, 15:59
            Przyłączam się do życzeń. Wszystkiego najlepszego! :)
            • maniaczytania Re: 29 maja - pijemy szampana! 30.05.14, 21:48
              Greku, Siostro - Wam takze pieknie dziekuje :)

              Znowu dwa dni swietowania ;)
              • pani_lovett Re: 29 maja - pijemy szampana! 31.05.14, 15:04
                Jak świętować to świętować! :)
    • never_never "Wikingowie" w niedzielę TV Puls 30.05.14, 22:36
      jeżeli ktoś nie oglądał, to zachęcam do spróbowania - to podobno jeden z lepszych seriali ostatnio
      tematyka jak w tytule ;-)
      nie znam co prawda TV Puls, pewnie są przerwy reklamowe?
      to będzie jednak ciężko wytrzymać.... no i niestety pora dość późna jak dla ludzi pracy, początek 22.15, koniec po północy
      • pani_lovett Re: "Wikingowie" w niedzielę TV Puls 31.05.14, 15:06
        Już nam zdaje się Gryfny wspominał o tym serialu. Ale oczywiście dziękujemy za zachętę. :)
        • maniaczytania Re: "Wikingowie" w niedzielę TV Puls 31.05.14, 15:11
          ano i ja sie tam dopisalam, piszac o Pulsowych serialach - "Wikingowie" zastepuja bowiem "Spartakusa" ;)
          nie wiem, czy dam rade, ale pewnie zerkne, jak mi sie uda :)
          • pani_lovett Re: "Wikingowie" w niedzielę TV Puls 31.05.14, 15:16
            No tak. :)

            Trzeba by się zorientować, czy na jakimś wikingu da się oko zwiesić, nieprawdaż!? ;}
    • siostra_bronte "Królowa Margot" 31.05.14, 14:36
      Dzisiaj w Stopklatce o 21.55. Sprawdziłam, nie pisaliśmy o tym filmie! Jeżeli ktoś nie widział, to zachęcam.
      • pani_lovett Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 31.05.14, 15:03
        Film zaczyna się o 22:15.
        "Pogorzelisko", francusko-kanadyjski dramat, jest dość jeszcze świeży, bo z 2010 roku. Nie widziałam go, ale czytałam swego czasu dobre recenzje. Film zdobył zresztą szereg nagród na różnych festiwalach. Akcja filmu toczy się współcześnie w Kanadzie i w Libanie, a retrospekcje pokazują czasy libańskiej wojny domowej.


        Scenariusz filmu powstał na podstawie sztuki pt. "Incendies" Wajdi Mouawada –urodzonego w Libanie kanadyjskiego dramaturga piszącego w języku francuskim.

        „Bogata, skomplikowana historia o sekciarskiej nienawiści i nierozerwalnych więzach rodzinnych. Druzgocąco piękny, wielki film - wyjątkowa głębia myśli, jaką rzadko się dziś spotyka w kinie” - tak jury Warszawskiego Festiwalu Filmowego uzasadniło przyznanie filmowi „Pogorzelisko” nagrody głównej Grand Prix 2010.

        :)
        • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 31.05.14, 16:15
          zatem, dwie propozycje już są :]
          • pani_lovett Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 31.05.14, 16:45
            Ku której propozycji się skłaniasz?
            • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 31.05.14, 18:02
              oto jest pytanie ! :]]
              • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 31.05.14, 18:04
                Greku, namawiam na "Królową". Boska Adjani plus epicki rozmach.
                • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 01.06.14, 13:49
                  dzięki, Siostro, obejrzałem początek - bardzo dobry, forma w jakiej Margot zostaje zmuszona do zaaprobowania małżeńskiej przysięgi : przekuriozalna, a na dodatek nikt nie zareagował. intrygi dziedzińcowe i propozycje "zastępczej nocy poślubnej" dla nowożeńca [jaka charakteryzacja Daniela Auteila, heh] oraz "spis cudzołożników" sporządzany przez Margot i jej służkę - zaciekawiające :] a potem przerwa reklamowa i ostatnie 48 godzin bez snu zgasiło mi prąd ;] Ale obiecuję, że nadrobię resztę, bo początek był zaiste świetny.
                  • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 01.06.14, 14:38
                    Szkoda! Mam nadzieję, że będzie powtórka :)

                    Obejrzałam ponownie. Kłębowisko namiętności, dramatyczne wydarzenia z dziejów Francji, piękna strona wizualna i zaskakująca muzyka Bregovica. Ekipa znakomitych francuskich aktorów, no i oczywiście Isabelle Adjani, której jestem wielbicielką (chociaż ta rola nie należy do jej najważniejszych). Uczta dla oczu!
                    • pani_lovett Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 01.06.14, 14:46
                      Też bym chętnie powtórkowo obejrzała.
                    • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 01.06.14, 14:49
                      Tutaj trailer:

                      www.youtube.com/watch?v=KMNTATtGGr4
                    • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 02.06.14, 16:07
                      te pierwsze 20-25 minut przekonały mnie o tym.

                      Stopklatka lubi powtórki, więc moze niebawem się taka przydarzy, inne filmy powtarzają namolnie ;] a jesli nie - pozostanie mi wytrzeszczanie patrzałów na monitorek, heh.
              • pani_lovett Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 31.05.14, 20:13
                grek.grek napisał:

                > oto jest pytanie ! :]]

                Ale odpowiedź! He,he. :)

                Do "Pogorzeliska" nie będę namawiać, bo nie widziałam.
                Ale powiem tylko, że to premiera!

                Coś czuję, że Grek wybierze trzecia opcję. Wynajdzie coś. ;)
                • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 01.06.14, 13:45
                  postanowiłem rozpocząc od "Królowej Margot" - zaczynał się o 22:00 - i niestety nie dokończyłem. podczas przerwy reklamowej przymknąłem oczy, a potem juz ich nie otworzyłem :] jako swoje alibi mogę podać tylko ten fakt, że od 48 godzin chodziłem bez nakręcania i wczoraj skosiłem trawnik wielkości Maracany ;]] przymknięcie oczu na moment, w takich okolicznościach przyrody, to tragiczny błąd :] podobno rekord świata w bezsenności wynosi 10 dni. muszę jeszcze potrenować ;]

                  ale na pewno nadrobię "Królową".
                  mam też nadzieję na powtórkę "Pogorzeliska".

                  a co Ty wybrałaś, Barbasiu ?
                  • pani_lovett Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 01.06.14, 14:42
                    grek.grek napisał:

                    > postanowiłem rozpocząc od "Królowej Margot" - zaczynał się o 22:00 - i niestet
                    > y nie dokończyłem. podczas przerwy reklamowej przymknąłem oczy, a potem juz ich
                    > nie otworzyłem :] jako swoje alibi mogę podać tylko ten fakt, że od 48 godzin
                    > chodziłem bez nakręcania i wczoraj skosiłem trawnik wielkości Maracany ;]]

                    He,he! No to ładny trawniczek! ;) A gdzież są takie ogromniaste trawniki?

                    W takiej sytuacji sen jest zrozumiały i usprawiedliwiony.

                    > ] podobno rekord świata w bezsenności wynosi 10 dni. muszę jeszcze potrenować ;]

                    Nie denerwuj mnie!

                    Wybrałam "Pogorzelisko", "Królową Margot" mam na płycie DVD, kupioną dawno z jakąś gazetą telewizji.
                    • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 02.06.14, 16:10
                      hah, po tym koszeniu powiedziałbym, że ten trawnik leży w X kręgu piekielnym ;]

                      słusznie, nie będę próbował, jeszcze by mi tak zostało i w ogole bym nie chodził spac, tylko
                      ciągle oglądał filmy i pisał w OJejach ;]

                      świetnie.
                      widzę, że rozpoczęłaś opis - czytam :]

                      • pani_lovett Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 05.06.14, 19:00
                        grek.grek napisał:

                        > hah, po tym koszeniu powiedziałbym, że ten trawnik leży w X kręgu piekielnym ;]


                        Hahaha! Bez wątpienia, właśnie tam . ;)))

                        > słusznie, nie będę próbował, jeszcze by mi tak zostało i w ogole bym nie chodzi
                        > ł spac, tylko ciągle oglądał filmy i pisał w OJejach ;]

                        Byś się nam zamęczył na amen.
                        Nie możemy na to pozwolić.


                        Przepraszam za mały przestój. Ciąg dalszy nastąpi, na pewno.
                        • grek.grek Re: "Królowa Margot" i "Pogrzelisko" w TVPKultura 06.06.14, 17:40
                          :]

                          stay cool :]
        • pepsic "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 13:42
          Na przyzwoitym poziomie z mocnym zaskakującym suspensem, i z chłodnym dystansem. Oceniłabym jeszcze wyżej, gdyby nie nachalna propaganda religijna i na każdym kroku powiewający krzyżyk, z którego agresywną wymową niekoniecznie się zgadzam.

          Barbasiu, dzięki za polecenie, jesteś pewna, że nazwa Libanu pada w filmie?
          • grek.grek Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 13:57
            nie widziałem, dzięki za recenzję, Pepsic :]

            namierzyłem "Margot" i POgorzelisko" na stronie name it "Z", więc teraz to tylko kwestia czasu, chociaż... Stopklatka powtarza namiętnie te same 50 filmów, więc pewnie niebawem "Margot" zagości w formie ripleja :]
            • siostra_bronte Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 15:19
              Wtrącę się, "Margot" to taki film, który trzeba obejrzeć w przyzwoitych warunkach, na monitorze komputera dużo straci.
          • pani_lovett Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 15:20
            Cała przyjemność po mojej stronie, dzięki Pepsic. :) Niełatwy film, jak zresztą wszystkie traktujące o dramacie wojny, traumach wojennych.

            > Jesteś pewna, że nazwa Libanu pada w filmie?

            Nie jestem pewna, czy pada nazwa Libanu, ale mam nagrany ten film i mogę to sprawdzić. W każdym razie o Libanie jako miejscu akcji filmu oraz retrospekcji (wydarzenia wojny domowej w Libanie - za wiki: toczący się w latach 1975-1990 konflikt zbrojny pomiędzy chrześcijańską a muzułmańską mniejszością wyznaniową w Libanie) wyczytałam w opisach.

            pepsic napisała:

            > Na przyzwoitym poziomie z mocnym zaskakującym suspensem, i z chłodnym dystansem

            Tak, zgadzam się, miałam takie same odczucia.

            > Oceniłabym jeszcze wyżej, gdyby nie nachalna propaganda religijna i na każdy
            > m kroku powiewający krzyżyk, z którego agresywną wymową niekoniecznie się zgadzam.

            Zastanawiam się nad tym , co powiedziałaś ...
            • pani_lovett Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 15:26
              W filmie wymienione są nazwy libańskich miast. W każdym razie na pewno chodzi o Liban.
              • pani_lovett Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 15:52
                Nazwa Liban nie pada w filmie ani razu, co więcej wszystkie nazwy miast i wsi są fikcyjne! Daresh, gdzie mieszkał wujek matki bliźniaków i gdzie ona studiowała to fikcyjne miasto (choć pewnie Libańczycy odczytują w nim Bejrut)! Właściwie w filmie nie jest powiedziane, w jakim bliskowschodnim kraju toczy się historia. To celowy zabieg scenarzysty i zarazem reżysera filmu, Denisa Villeneuve'a, który tak wyjaśnił swoją decyzję "Postanowiłem za sztuką, umieścić mój film w wymyślonej przestrzeni, jak "Z" Costa Gavry, aby uwolnić ją od wszelkich politycznych wpływów. Film jest o polityce, ale jest jednocześnie apolityczny. Zamiarem sztuki było zagłębienie się w sam temat nienawiści, a nie rozpalanie tej nienawiści".
                • pani_lovett Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 15:53
                  Źródło cytatu:

                  www.filmweb.pl/film/Pogorzelisko-2010-512263/pressbook
                  • pani_lovett Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 16:36
                    W skrócie historia przedstawia się tak:

                    Bliźniaki Jeanne i Simon po śmierci swej matki, Nawal Marwan , emigrantki, pochodzącej z Bliskiego Wschodzie, która przed laty przybyła z dziećmi do Kanady, otrzymują od notariusza, u którego zresztą matka pracowała przez ostanie 18 lat, i z którym jej rodzina żyła w przyjaźni, testament. Zgodnie z ostatnia wolą dzieci mają odnaleźć ich ojca oraz brata, którzy pozostali na Bliskim Wschodzie, którym mają wręczyć napisane przez matkę listy umieszczone w dwóch zapieczętowanych kopertach. Jest też trzecie koperta, przeznaczona dla nich, którą mogą otworzyć po spełnieniu wszystkich próśb.

                    Rodzeństwo, dziewczyna i chłopak są lekko zaszokowani , bowiem żyli w przekonaniu, że ich ojciec zginął wiele lat wcześniej na wojnie na Bliskim Wschodzie, tak utrzymywała ich matka. Zaś o istnieniu brata nigdy nie słyszeli. Nie mniej szokuje ich kolejna prośba matki, by pochowano ją nago, w samej ziemi, z twarzą odwróconą do ziemi, a do czasu znalezienia ojca i brata nie stawiali jej nagrobka z wyrytym nazwiskiem i datami śmierci.

                    Brat, Simon, buntuje się na początku, nie zamierza spełniać próśb matki, nie chce szukać ojca i brata, i nie chce słyszeć o chowaniu matki nago, bez trumny i bez tablicy nagrobnej.
                    Ale Jeanne upiera się, by wypełnić ostatnią wolę matki. Notariusz, jako wykonawca ostatniej woli ich matki i jej przyjaciel stanowczo ją popiera.

                    Jeanne wyrusza więc na Bliski Wschód sama.

                    cdn.
                    • pepsic Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 18:34
                      Nic dodać, nic ując:) Czekamy na cd. W razie co, służę pomocą.
                      • pani_lovett Re: "Pogrzelisko" w TVP Kultura 01.06.14, 22:13
                        Na Twoją pomoc, Pepsic, właśnie bardzo liczę! :)

                        Ale pozwolisz, że dokończę opowieść we wtorek. Jutro mnie nie będzie na Forum.

                        Dobrego początku tygodnia, Tobie, Pepsic, Greku, Wszystkim.

                        :)
    • pani_lovett O urokach życia w trójkącie ... 31.05.14, 17:01
      Z prasy weekendowej:

      weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,16050215,Michalina_Wislocka__kochac_to_ona_umiala__ale_nie.html#TRwknd
    • maniaczytania a tak w ogole 31.05.14, 17:24
      to chcialam napisac, ze niezle nam sie maj rozkrecil :)
      ponad 700 wpisow, hoho ;)
      • pani_lovett Re: a tak w ogole 31.05.14, 17:33
        Rzeczywiście, maj był bogaty we wpisy!

        Na pożegnanie maja zaśpiewa
        Varius Manx
        Maj

        www.youtube.com/watch?v=KOOuId16P9E
        :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka