Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 12 (vol. 49)

    • grek.grek "Pokłosie". jakie wrażenia, Czcigodni ? 06.12.14, 14:55
      rozumiem, że najwięcej rejwachu po projekcji było o tego Stuhra wiszącego na drzwiach stodoły ?

      a to przecież czytelan symbolika - ofiara za grzechy ojców; że nawiązująca do Chrystusa... no cóż, czasami epickie symbole mogą zejśc pod strzechy ;]

      W sumie, jak chodzi o robotę filmową, to Pasikowski fachmanem jest i nie schodzi poniżej pewnego przyzwoitego poziomu. Wydaje mi się wszelako, że te dwie kluczowe sceny, w których starsza pani wyznaje braciom, co że NIemcy nie pomagali Polakom ze wsi pozbyć się Żydów, a potem starszy jegomośc wykrzykuje im całą brutalną prawdę o tamtych wydarzeniach - mozna było bardziej udramatyzować. Nie wiem... może muzyką, może okolicznościami - np. żeby to się działo wieczorem albo nocą, może w jeszcze inny sposób. TO są świetnie napisane sceny, aktorzy chyba też nie zawodzą, ale aranżacja nie wyczerpała ich potencjału.

      Natomiast sceny nocnego pożaru, wizyty FRanka w archiwum, pierwszego spotkania braci, a także wywożenia przez nich płyt z terenu plebani - klasyka. Świetne wejścia mądrego, przytomnego księdza proboszcza, złamane krótką, ale piorunującą gadką wikarego.

      generalnie, całe śledztwo historyczne jakie przeprowadzają bracia - napisane i zagrane bardzo dobrze. z nutą sensacyjno-kryminalną.

      Pasikowski wie jak to się robi, zawsze to potrafił. NIektórzy dostzregają w tym styl z lat 80-tych, może połowy 90-tych, podszczypują że to archaiczne, ale... co z tego ? :] sprawdza się na ekranie, a poza tym widać w kinie coraz chętniejsze nawiązania do lat minionych, więc za chwilę Pasikowski-style nie tyle będzie "passe", co zacznie być okrzykiwany mainstreamowym :]

      Zuzana Fialova z dubbingiem. no cóz... dubbing swoją drogą, a uroda i hipnotyczne spojrzenie czeskiej aktorki swoją ;]

      Stuhr jr świetny, Radziwiłłowicz znakomity. do tego niezawody Jan Jurewicz w roli klasycznej dla swojego emploi.

      środowiska narodowe w Polandzie mocno się wnerwiły na Pasikowskiego za ten film, z tego co czytałem ? :] fakt faktem, że tutejsi nie zostali pokazani w ładnych barwach. Prześladują biednych braci tak, że aż się ręce NIE składają do oklasów, a wręcz przeciwnie. Tylko czy reżyser chciał kogoś obrazić w ten sposób czy pokazał coś co jest w Polandzie mozliwe ? Ba, co jest możliwe pod każdą szerokością geograficzną.

      w pewien sposób zachowanie Polaków AD "Pokłosie" ma odzwierciedlać atmosferę, jaka towarzyszyła mordzie na Żydach w czasie wojny, który odkrywają bracia. może paść zarzut : czy naprawdę w ludziach z tej wioski nic się nie zmieniło przez te 70 lat ? MOże być zasadny, zwłaszcza w kontekście zmian jakie zaszły na polskiej wsi, gdzie już ze świecą szukać takich miejscówek jak ta.

      Ale dla potrzeb filmowej fikcji Pasikowski musiał to w ten sposób przeprowadzić.

      Co najlepsze, ostatecznie okazuje się, że przecież to ojciec Kalinów był prowodyrem tej zbrodni sprzed lat. to jest dopiero przewrotka. Zupełnie zmienia się kontekst sytuacyjny. Nagle Kalinowie nie są oskarżycielami swoich sąsiadów. nagle stają się sprawiedliwymi, przyjmującymi na siebie winę za grzechy nie czyjeś, ale swoich własnych ojców i dziadów. Nie są już wolni od piętna. Przeciwnie, są napiętnowani w samo czoło.

      wiemy o Jedwabnem i nie ma co ukrywać, ze to się zdarzyło. koniec kropka.

      Błędem jest, wg mnie, rozciąganie tego epizodu, a nawet kilku innych takich epizodów, na mentalnośc całego polskiego społeczeństwa, które w czasie II wś. ratowało tysiącami Żydów, narażając własne życie i życie swoich najbliższych.

      może po prostu chodzi o akceptację niejednoznaczności historii.
      Pasikowski nie rozciąga tych znaczeń. Pokazuje przecież konkretną historię, nie oskarża narodu, nie projektuje Jedwabnego na całą Polskę. każdy naród ma rys bohaterski i rys tchórzliwy i niegodny. ONe sąsiadują ze sobą w historii każdego narodu. Istnienie nikczemności nie przekreśla bohaterstwa, a istnienie bohaterstwa nie zamazuje nikczemności.

      problem w tym, ze w Polsce dotąd wypierano nikczemnne fakty. Bo ofiary w obozach, bo Monte Cassino, bo IV i V rozbiór, bo komunizm, bo łagry, bo PR:, bo stan wojenny, bo Okrągły Stół... albo POlska cierpiała albo Polska triumfowała, nie było momentu, który nadawałby się, żeby sobie powiedzieć, że były wspaniałe chwile, ale i były chwile niegodne. Kto umie się zmierzyć z tymi drugimi - może o sobie powiedzieć jako o pełnym człowieku.

      naród ma to samo. Ten który odwraca głowę od nikczemności własnych i zakrzykuje demaskatorów - dowodzi swojej słabości i kompleksów. Bo nikczemności były i już.

      Przecież to łatwo od siebie oddzielić. to że ktoś mówi o nikczemnościach, nie oznacza że zapominamy o bohaterstwie. rozpatrujemy KONKRETNE zdarzenie, kropka. Bez projektowania go na cały naród, bez uznawania go za definiujące mentalnośc i charakter narodowy.

      zatem, z jednej strony - łatwo zrozumieć, z drugiej - zrozumieć nie sposób tej histerii jaka wybuchał po premierze filmu.

      Tak samo trudno zrozumieć tych, którzy w "Pokłosiu" zobaczyli "prawdę o Polsce". Nonsens :] Jaka "Polska" ? to wycinek z historii. FRagment. Jedna historia. Warto by o niej wiedzieć, ale nic ona nie mówi o "Polsce".

      powiem Wam, że ja tam żadnegol obrazoburstwa nie zauwazyłem :] żadnego obrażania narodu czy fałszowania historii. ZObaczyłem dobrze opowiedzianą historię, trochę smutnej prawdy, której potrzeba żebyśmy się nie zacałowali naśmierć.

      Cóz, niebawem wejdzie do kin "Wołyń", więc znów środowiska narodowe będą mogły unosić się dumnie w aurze cierpiętników :]
      • pani_lovett Re: "Pokłosie". jakie wrażenia, Czcigodni ? 06.12.14, 15:59
        Znakomita, wspaniała recenzja.

        Napisałeś dokładnie to, co i ja myślę.
        • grek.grek Re: "Pokłosie". jakie wrażenia, Czcigodni ? 06.12.14, 17:51
          dzięki, Barbasiu :]

          niemniej, wiesz - mnie się wydaje, że to świetnie, iż kino jest jeszcze w stanie wywołać jakąs dyskusję, że
          ludzie się posprzeczali o to "Pokłosie", że Stuhra trochę tam zaatakowali itd. może styl tej dyskusji momentami był wątpliwej jakości, ale... mimo wszystko będę się upierał, że to jest wartośc, z której coś wynika, jakaś refleksja, jakieś przerobienie tematu, że sobie wielu uświadomiło pewne rzeczy. Do niektórych ofk nic nie dotrze, ale marginalne postawy z natury nie są tak znaczące jak te umiarkowane, które obejmują gros społeczeństwa. I to społeczeństwo dostało lekcję historii. tak rzadko ostatnio kultura, sztuka i film oferują jakieś ważne wątki, ktore obchodzą ludzi...
          zdominowała nas prymitywna polityka [niesamowite, że w ostatnich dniach newsem nr 1 było to, że "mały Adaś zaczął interesować się zabawkami", a nie zacieśnienie relacji Rosji z Turcją, protesty w Hongkongu czy choćby zniesienie przez UE części sankcji wobec Rosji - jesli polskie media zachowują się jak zaścianek, próbując ludzi przekonać, że mały Adaś albo "co jneden poseł powiedział o drugim", to są ważniejsze tematy od tego, co się dzieje na świecie, to nic dziwnego, że najlepiej sprzedaje się Fakt, najchgętniej czytany jest Pudelek, a pan wielce oczytany redaktor Lis prezydenta największego kraju świata Chin Xi Jinpinga nazywa per "Chińczyk], skoki na nartach i Taniec z Gwiazdami.

          czytając o tym, jak ludzie się spierali, a czasami nawet sobie wrzucali, z powodu "Pokłosia" aż byłem szczęśliwy, że kino jest w stanie jeszcze generować jakieś społeczne uczucia ;]]
          • mia72 Re: "Pokłosie". jakie wrażenia, Czcigodni 06.12.14, 18:33
            Ja jeszcze przed obejrzeniem samego filmu, ale muszę się tu dopisać, bo mnie też ta bieżączka medialna wnerwia. Nie wiem, kto jest za to odpowiedzialny - czy media, które kwalifikują te bzdety jako newsy, czy ludzie, którzy widać to lubią, więc dostają to właśnie (odwieczny problem jajka i kury), bo oglądalność rządzi;(
            • grek.grek Re: "Pokłosie". jakie wrażenia, Czcigodni 07.12.14, 16:49
              pewnie wszyscy po trosze mają za uszami :]

              niewątpliwie, środowiska zaangażowane w walkę polityczną, a także wojnę kulturową, wykorzystały
              "Pokłosie" w tych właśnie celach, aby integrować swoje szeregi i atakować "wrogów narodu".

    • grek.grek "Osadzony" w TV Puls. 06.12.14, 18:05
      zaskakująco dobry dramat więzienny.
      zaskakująco, bo stereotyp filmów z Sylvestrem Stallone'em jest wiadomy.
      a tutaj jest naprawdę nieźle, a sam Stallone nie gra bohatera nad bohaterami, tylko
      normalnego faceta, który próbuje nie dać się zjeść krwiożerczemu naczelnikowi,
      z którym ma porachunki, oraz jego łobuzom, którzy za wszelką cenę probuję go
      sprowokować do nieodpowiedzialnych zachowań, mogących być pretekstem by
      kończący się wyrok mu przedłużyć.

      jest tutaj niewątpliwie rozgrywka psychologiczna, która sięga zenitu w ostatnim akcie, prawdziwie dramatycznym. jest świetnie stopniowana intensywność. i ten dramat jest bardzo dobrze zaaranżowany. kto wie, być może jest to najlepszy, zaraz po oryginalnym "ROckym", film z udziałem Stallone'a.
      ofk, także dlatego, że ma wokół siebie świetnych aktorów, z Donaldem Sutherlandem i Tomem Sizemore'em na czele.

      to jest główna warstwa narracyjna, ale jest i równoległa - grupa ludzi, którzy tworzą własny
      świat za murami, a w środku tego świata będzie piękna, zachwycająca... Maybelline :]
      kim albo czym jest Maybelline ? sami się przekonajcie :]
      jest miejsce na przyjaźń, na zdradę, na odkupienie i na perfidny plan złamania człowieka za pomocą terroru.

      TV Puls o 20:00.
      naprawdę warto spróbować.
      kawał dobrego kina.
      • grek.grek Re: "Osadzony" w TV Puls. 07.12.14, 16:51
        coś czuje, że nie oglądaliście... ;]

        a ja skoczyłem ponownie.
        za 4 razem oglądając ten film, doznałem iluminacji :Tom Sizemore gra na miarę nominacji oscarowej za drugoplanową rolę. jak mówią Americanos : definitely ;]
        • barbasia1 Re: "Osadzony" w TV Puls / "RPA -państwo przemocy" 07.12.14, 21:31
          Nie przeczytałam wczoraj Twojego postu. Tak zachęcająco piszesz o tym filmie, że teraz trochę żałuję, że mnie ominął. Lubię Sylwestra. :) Ale co się odwlecze ...

          Ale za to obejrzałam na TVP Kultura film z Południowej Afryki "RPA -państwo przemocy" ("State of Violence" 2010). Tytuł może nie brzmi specjalnie zachęcająco, ale sam film wart jest uwagi. Jutro napiszę kilka słów na jego temat.


          / Jakaś słabość wczoraj mnie ogarnęła, dziwne zapalenie gardła zapałam ostatnio, katar; koszmar . ;)/
          • barbasia1 Re: "Osadzony" w TV Puls / "RPA -państwo przemocy 07.12.14, 21:33
            Lubię Sylvestra! ;)

            Kto lub co to jest Maybelline, możesz zdradzić?
            • grek.grek Re: "Osadzony" w TV Puls / "RPA -państwo przemocy 08.12.14, 13:41
              Barbasiu, dziś jest powtórka o 22:50 :]

              świetnie, czekam'[y] zatem na Twoją opowieść :]

              jesienną porą wirusy fruwają w powietrzu, najlepiej chodzić z maską na twarzy, chociaż
              w naszej kulturze jest to raczej niespecjalnie wykonalne. ale już np. Japończycy taką formę
              chronienia się przed zarazkami praktykują.
              wracaj do zdrowia, Barbasiu.

              Maybelline ?
              o, to samochód, który Frank, Eclipse i reszta remontują w więziennym warsztacie [świetna, zabawna sekwencja].

              finał Maybelline... no cóż, łza spływająca po policzku 2-metrowego i 150-kg Eclipse'a nie jest
              przypadkowa. mnie ta scena także wzrusza. oczywiście... w stylu mecenasa Prado ;]
              • pani_lovett Re: "Osadzony" w TV Puls / "RPA -pańs 18.12.14, 01:00
                Ożeż prawie zapomniałam ...

                >jesienną porą wirusy fruwają w powietrzu, najlepiej chodzić z maską na twarzy, chociaż
                >w naszej kulturze jest to raczej niespecjalnie wykonalne.

                Za nic nie włożyłabym takiej maski. ;)

                >ale już np. Japończycy taką formę chronienia się przed zarazkami praktykują.

                Te maski to chyba raczej przed tokijskim smogiem?

                >wracaj do zdrowia, Barbasiu.

                Dziękuję serdecznie za dobre życzenia, Greku! :) Skończyło się tylko na niegroźnym bólu gardła. Anginy szczęśliwie uniknęłam. Oby na zawsze.

                >Maybelline ?
                >o, to samochód, który Frank, Eclipse i reszta remontują w więziennym warsztacie [świetna, >zabawna sekwencja].

                To ładne. :)


                >finał Maybelline... no cóż, łza spływająca po policzku 2-metrowego i 150-kg Eclipse'a nie jest
                >przypadkowa.

                > mnie ta scena także wzrusza. oczywiście... w stylu mecenasa Prado ;]

                Ha! :)

                Domyślam się, że coś niedobrego stało się z Maybelline?



          • siostra_bronte Re: "Osadzony" w TV Puls / "RPA -państwo przemocy 08.12.14, 10:43
            Barbasiu, trzymaj się :)
            • pani_lovett Re: "Osadzony" w TV Puls / "RPA -państwo przemocy 18.12.14, 00:49
              Dziękuję serdeczne , Bronte! Szczęśliwie obeszło się bez antybiotyków. :)
    • grek.grek "Omen", oryginał, w TV4 06.12.14, 18:11
      klasyka filmu grozy. 1976 rok, złota era horroru. wtedy chodziło o stworzenie atmosfery niepokoju, a nie chęć przerażenia za wszelką cenę za pomocą dżyliona efektów specjalnych.

      chodzi o spełnienie przepowiedni o narodzinach antychrysta. akcja kręci się wokół Damienia, syna rodziny ambasadora USA w Wielkiej BRytanii.

      Gregory Peck i Lee Remick w rolach głównych.
      biorąc pod uwagę pozycję i klasę tych aktorów, trudno sobie wyobrazić dzisiejszy film grozy, w których porównywalne postaci zdecydowałyby się zagrać.

      jest horror, ale jest klasa, elegancja, styl i zamiast rozbawiających namolnych prób straszenia - niepokój i to COŚ co czai się w ciemności, ale mimo wypatrywania oczu nie możemy tego dostrzec, czując jednocześnie jego obecnośc.

      klasyka :]
    • pepsic "Candy" tvp kultura 23:10 06.12.14, 18:25
      Wariacja w tonacji "Requiem dla snu", czyli o skutkach ćpania. Wersja delikatniejsza, mniej psychodeliczna, ze szczyptą humoru. Na szczególną uwagę zasługuje taktowny, przejmujący wątek dotyczący rodziców bohaterki. Z dalekich antypodów i kopią Nicole Kidman oraz Heath Letghe'rem. Polecam.
      • grek.grek Re: "Candy" tvp kultura 23:10 07.12.14, 16:52
        polecasz wytrwale, dzięki Pepsic :] może za trzecim razem, wczoraj jakoś nie wyszło.
    • grek.grek "Dexter" sez 8 odc 3 07.12.14, 13:54
      3 odcinek przynosi solidne zapętlenie kłopotów Debry Morgan i Z Debrą Morgan.

      Budzi się ona, a raczej budzona jest przez policyjny patrol, gdy śpi w samochodzie zaparkowanym przy chodniku. W środku auta walają się puszki po piwie i opakowania po lekarstwach. W dodatku, "parkując" rozwaliła słupek przydrożny. Zostaje zawinięta na komisariat. Znajomy krawężnik, na jej prośbę dzwoni nie do brata, a do sierżanta Quinna wyrywając go z nocnego snu u boku dziewczyny. Sierżant z troską pomaga swojej eks-, załatwia jej zwolnienie, a potem odwozi do pracy [Quinn "Powinnaś wziąć prysznic, zanim pójdziesz do pracy", Debra "NIe trzeba, mam dezodorant w biurku" :)], ale i zawiadamia Dextera, że Debra ma problem i zachowuje się coraz mniej odpowiedzialnie.

      Policja dociera, jak można było przypuszczać, do Lyle'a Sussmana. Niedługo po tym jak dokonał tego Dexter Morgan. POlicja nie ma pojęcia, że Sussman do morderstwa został zmuszony. Faktycznym killerem wycinającym mózgi [uch!] jest jego oprawca. Tyle, że policja nie ma filmu video, który prawdziwy morderca przesłał osobiście dr Vogel [i Dexterowi], na którym widać Sussmana zabijającego z przystawionym do swojej głowy pistoletem.

      Dexter dotarł do chaty Sussmana dzień wqcześniej - znalazł go wiszącego. POlicja znajduje zwłoki... leżące na podłodze. POdejrzewa samobójstwo. Wprawdzie Sussman ma wycięty kawałek mózgu, ale policja tłumaczy to samobójczym strzałem z karabinu w usta. Dexter wysnuwa taką diagnozę, ofk celowo wprowadzając w błąd swoich kolegów, a reszta ją kupuje. W ten sposob sprawa wycinacza mózgów zostaje zamknięta. To pozwoli swobodniej prowadzić prywatne śledztwo Dexterowi i dr Vogel.

      Dostaje ona kolejną paczkę z fragmentami mózgu. Killer zatem nadal działa. I teraz to już prywatna rozgrywka.

      Dexter chce koniecznie pomóc sypiącej się siostrze. Pracuje ona teraz nad banalną sprawą męza zdradzającego żonę. Kiedy zdobywa dowody na zdradzieckość mężą, żona je odrzuca. Na fotkach wyraźnie widać jej męza z gołą panienką, a żona "światło jest niewyraźne". I wycofuje zlecenie. Typowe wypieranie ze świadomości oczywistej, smutnej prawdy. Debra czuje w tym analogię do własnego życia.

      Dexter zaprasza ją na kolację. POdczas tej kolacji pokazuje jej nagrany z dawna film ze strzelaniny w jakimś lokalu. Debra, jeszcze wtedy policjantka, uratowała życie jednemu facetowi. A teraz ten facet siedzi w tej samej restauracji, co oni. Obok niego dzieci. "On żyje, bo uratowałaś mu życie. Dzieci mają ojca - dzięki tobie. Jesteś dobrym człowiekiem", klaruje jej Dexter, a ona się wzrusza. Gdyby wiedział, jakiego Pandora wypuścił z puszki... ;]

      Na liście eks pacjentów dr Vogel, na której ona i Dexter spodziewają się znaleźć tego killera od wycinania mózgów i przysyłania ich doktorce [forma groźby] - następny jest niejaki Ron Gallazzo. Vogel kiedyś go leczyła i jej diagnoza wpakowała go do zakładu zamkniętego na kilka lat. Mozę chcieć się mścić.

      Gośc sprzedaje sprzęt do fitnessu w centrum handlowym. Dexter idzie tam, udaje klienta, a wypróbowując jedno z urządzeń rozkłada sobie do czytania ksiązkę dr Vogel. Na luiźne pytanie Dextera, czy słyszał o autorce ksiązki, Gallazzo twierdzi, że jej nie zna, a więc kłamie.

      Gallazzo jest bardzo, aż przesadnie, miły. Słysząc, że Dexter chce kupić sprzęt treningowy przeprowadza na nim krótkie badanie wydolności fizycznej.

      POd nieobecnośc Gallazza - Dexter przetrząsa mu chałupę. W lodówce znajduje... fragmenty ludzkiego mózgu zamarynowane w czosnku. Zatem, Gallazzo by nie wysyłał nikomu mózgu. To kanibal. Dla niego byłoby to marnowanie smakołyku. Dextera ciarki przechodzą "On mnie badał po to, żeby sprawdzić czy nadaję się na bycie jego ewentualnym obiadem".

      To nie Gallazzo grozi dr Vogel. Ale zdecydowanie trzeba go usunąć ze świata żywych.

      Ciekawe są rozmowy Dextera z dr Vogel. Tym razem rzecz dotyczy tego, na ile Dexter może kochać swoją siostrę. Czy psychopata może kochać ? Co znaczy "miłość" w jego słowniku ? dr Vogel stara się sugerować, że Dexter wcale Debry nie kocha, ewidentnie chodzi mu w tym relacji o własną równowagę psychiczną, własne dobro i własne bezpieczeństwo. "Nie bądź Michałem Aniołem grającym na banjo. Bądź tym kim jesteś. Bo jesteś idealny [-m psychopatą, trzeba by zaznaczyć]". "To ona, Debra, kocha cię naprawde. Ty jej nie kochasz, dbasz o własne bezpieczeństwo i swój interes. Wasze uczucia nie są równoznaczne", klaruje mu doktorka. I możliwe, że ma rację.

      Vogel dodaje "Tylko ja naprawdę cię rozumiem". I wyznaje mu, że keidy razem z Harrym opracowywali Kodeks dla Dextera - to właśnie ona, za najważniejszą uznała zasadę "Za wszelką cenę nie daj się złapać". Vogel trafnie prorokuje to, co stanie się za chwilę...

      Oto bowiem, wzruszona tym filmikiem z bycia "dobrym człowiekiem", upojona alkoholem i trawką - Debra Morgan chwiejąc się, przychodzi na policję. Chce... wyznać, ze zabiła kapitan LaGuertę. Sierzant Quinn jest jedynym, który to słyszy, a widząc jej stan zabiera ją w zaciszne miejsce, którym znów jest pokój przesłuchań. Debra chce koniecznie zapisać swoją winę, wyznać wszystko. Quinn ofk jej nie wierzy, tłumaczy że wszystkie dowody świadczą o tym, że laGuertę zabił zbój Estrada [doskonale spreparowana sprawa przez Dextera i samą Debrę], ale ona nadal bełkocze, więc Quinn zachowuje się odpowiedzialnie - zostawia ją na miejscu, a sam idzie zadzwonić po Dextera.

      Dexter pojawia się i jest w najwyższym stopniu przerażony. Jesli Debra wyzna tajemnicę - oboje pójdą siedzieć, a może nawet dostaną czapę. Debra zagraża jemu i sobie. Zagraża mu bardziej niż wszyscy jego przeciwnicy wcześniej.

      razem z Dexterem przyjeżdza dr Vogel. Sprawa zaszła za daleko. Na szczęscie Quinn trzyma jęzor za zębami, więc nikt nie wie o niczym, a sam Quinn oczywiście uważa, że Debra bredzi po pijaku. Dr Vogel wie o co chodzi, więc stara się chronić Dextera, i od razu daje superfachową wykładnię, wedle której Debra cierpi na szok - uważa, że mogła pomóc pani kapitan, ale nie zdołała, więc obwinia siebie o jej śmierc. Oczywista ściema, ale kto ma dowody na to,że jest inaczej ? Na to właśnie wszystko wskazuje.

      Debra jest roztrzęsiona, płacze i się rzuca. Macha kartką papieru, na której spisała swoje zeznania. Dexter niepostrzeżenie daje jej zastrzyk usypiający. Quinn tego nie widzi. "Zemdlała", powiada Dexter, a dr Vogel mu wtóruje. Któż nie uwierzy kochającemu bratu i autorytetowi psychiatrii ?

      Dexter wynosi ją na rękach i wiezie do jej własnego mieszkania. Zostawia ją tam pod okiem dr Vogel, która już się szykuje do zaserwowania jej odpowiedniej gadki, jak tylko Debra się obudzi. Na wszelki wypadek Dexter przypina siostrę kajdankami. W tym momencie jedyną osobą wartą zaufania i stuprocentowo lojalną wydaje się być dr Vogel. W dodatku sama wygląda na osobowośc psychopatyczną ;] Albo przeintektualizowaną i bolesnie racjonalną.

      skoro Debra na razie mu nie zagraża, a killer mózgowiec przycichł... Dexter może się odpręzyć. W jego słowniku oznacza to... zabicie Rona Gallazzo. Tuż przed zadaniem mu ciosu nożem wysyłającego go na łono Abrahama, Dexter zauważa "Jesteś ohydnym kanibalem... a ja jestem taki jak ty - pożeram tych, którzy mnie kochają". Koniec odcinka.

      www.youtube.com/watch?v=nW9dZ7PGShg






      • pani_lovett Re: "Dexter" sez 8 odc 3 07.12.14, 16:13
        Dzięki. Oczywiście nie zdążyłam obejrzeć. Heh!


        > Ciekawe są rozmowy Dextera z dr Vogel. Tym razem rzecz dotyczy tego, na ile Dex
        > ter może kochać swoją siostrę. Czy psychopata może kochać ? Co znaczy "miłość"
        > w jego słowniku ? dr Vogel stara się sugerować, że Dexter wcale Debry nie kocha
        > , ewidentnie chodzi mu w tym relacji o własną równowagę psychiczną, własne dobr
        > o i własne bezpieczeństwo. >Ty jej nie kochasz, dbasz o własne bezpieczeństwo
        > i swój interes. Wasze uczucia nie są równoznaczne", klaruje mu doktorka.
        > I możliwe, że ma rację.


        Możliwe.
        "Manipulowanie jednostką, wykorzystywanie do własnych celów,
        nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość;
        znikomość kontaktów międzyludzkich, nastawienie na eksploatację drugiej osoby" - to niektóre z ważniejszych cech osobowości psychopatycznej (socjopatycznej).

        A jednak zawsze miałam wrażenie, że Dexter nie jest typowym psychopatą, jeśli tak można rzec, jest jednak jest bardziej ludzki!?

        W każdym Debra Morgan jest w niebezpieczeństwie, tak samo jak i Dexter!?

        >W dodatku sama wygląda na osobowośc psychopatyczną ;] Albo
        > przeintektualizowaną i bolesnie racjonalną.

        Albo szaloną naukowczynią o eksperymetującą na żywym organizmie!?
        • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 3 07.12.14, 16:58
          "Dexter" nie Gołota - nie ucieknie ;]

          własnie, to samo przyszło na myśl.
          pytanie : dlaczego dr Vogel koniecznie chce, aby Dexter zrzucił z siebie te wszystkie naleciałości ?
          od 1 sezonu zrobił wiele, aby zbudować więzi z ludźmi, nauczyć się jakoś z nimi żyć.
          ona chce zaś, aby był on tym tylko czym jest w samym jądrze swojej tożsamości.
          jednolitym i jednowymiarowym.

          możliwe, że działa na jego korzyść, bo widzi że rozmiękczanie tego jądra w relacjach z ludźmi,
          które sa mu z natury obce, naraża go na niebezpieczeństwo. albo... ma jakieś ukryte intencje.

          yup, Debra Morgan ma ochotę wsypać siebie i brata :]
          i to on ją sprowokował.
          niechcący.
          poruszył nutę sumienia, która rozpoczęła reakcję łańcuchową.

          ciekawe, co z nią zrobią ?
          babka jest teraz chodzącym zagrożeniem.
          albo będą ją więzić albo... albo Dexter stanie przed koniecznością zabicia własnej siostry.
          przyrodniej, ale jednak.
          1 zasada "Nie dać się złapać". dopiero 2 to "nie zabijać niewinnych".

          bardzo możliwe.
          tak czy owak, postać dr Vogel ożywiła fabułe.
          no i mrs Rampling dodaje tej serii powagi swoją klasą aktorską i dorobkiem.
          a że gra rewelacyjnie, to dodatkowa przyjemność.
          • pani_lovett Re: "Dexter" sez 8 odc 3 07.12.14, 17:07
            Tak. Zdecydowanie ciekawy finał serialu będzie, jest.


            > od 1 sezonu zrobił wiele, aby zbudować więzi z ludźmi, nauczyć się jakoś z nimi żyć.

            No właśnie! To już wiem dlaczego bardziej ludzki mi się wydawał.


            > pytanie : dlaczego dr Vogel koniecznie chce, aby Dexter zrzucił z siebie te wsz
            > ystkie naleciałości ?

            I cofnął się w rozwoju!?


            • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 3 07.12.14, 18:21
              według Vogel Dexter wcale się nie rozwinął, bo np. nie odczuwa prawdziwej miłości, a tylko
              próbuje tak nazywać pewne odruchy, które sobie wprawdzie przyswoił, ale nie wynikały one nigdy z jego natury i przekonania.

              w jakiś sposób chce ona oczyścić go z tych naleciałości, uznając, że to one sprowadzają na niego zagrożenia. np. postępowanie z Debrą. w istocie, Vogel stawia tezę,że Dexter powinien był zabić swoją siostrę, zamiast ulegać sentymentom wobec niej, które ani nie są prawdziwe dla jego natury psychopaty, ani nie są żadną "miłością".
    • grek.grek "GRacz" [1972] via Ct 2 07.12.14, 14:39
      Rosyjsko-czechosłowacka ekranizacja klasyki Dostojewskiego.

      Andriej jest skromnym nauczycielem na posadzie u Generała i jego pasirbicy Praskowii, tudzież Poliny. KOcha się w Polinie, przysięga jej oddanie, ale generałówna nie traktuje go poważnie. Nie jest to możliwe. Jakże być by mogło, skoro kręci się wokół niej francuski markiz De Grieux.

      Jak się później dowie Andriej - Generał i Poline wiszą De Grieux 50 tysięcy papierów. To jest przyczyna tej "zażyłości". Dodatkowo starszawy Generał zapałał nieoczekiwaną namiętnością do młodej aktorki Blanche de Cominges, która wodzi go za nos nie okreslaniem swojego stosunku wobec niego, nie dając mu odmowy, ale i nie potwierdzając jego nadziei.

      Cała ekipa czeka na kasę jaka ma Generałowi przypaść po śmierci babki Antoniny Wasiliewnej.

      To Polina pokazuje Andriejowi świat gry w ruletkę. Któregoś dnia wysyła go z pewną sumą pieniędzy, by postawił na jej konto w kasynie. Z sukcesem.

      Kiedy wszyscy czekają na śmierć babki, ona się pojawia w mieście. W najlepszej formie swojego życia. Obrotna starsza pani na wózku, każe się natychmiast obwozić po okolicy, a Andrieja wybiera sobie na przewodnika. Lądują oczywiście w kasynie. I starsza pani od razuy wygrywa seriami. Gromadzi fortunę i świetnie się przy tym bawi.

      Tyle, że nie wie kiedy przestać i zamiast się wycofać traci wszystko. Odgrywa się podczas następnej wizyty, ale znów ponosi ją fantazja i przegrywa. Tym razem nie tylko to, co wygrała, ale i to co miała ze sobą. NIe da im zatem tych 50- tys na spłatę długów.

      W grobowym nastroju opuszcza miasto. NIedługo po niej wyjeżdza De Greiux, nie doczekał się pieniędzy. Generał wisi mu ciągle te 50 tysiaków.

      Niebawem przestaje w domu Generała bywać Blanche, co starszego pana doprowadza do rozpaczy i wpędza w otępienie emocjonalne.

      Polina przeżywa swoją sytuację, wypłakuje się przed Andriejem, a ten mruczy "Wystarczy jeden dobry obrót ruletki i życie może się odmienić". Jak stoi, tak pędzi do kasyna. Zaczyna od drobych sum, a wynosi ponad 100 tysięcy. Jego gra wzbudza sensację na sali. Przy ruletce Andriej rozbija bank, stanowisko zostaje zamknięte. Andriej przenosi się zatem do stołu z kartami. Tam też wygrywa. Rozentuzjazmowani ludzie aż odprowadzają go na zewnątrz, podczas gdy on stara się liczne pliki banknotów jakoś unieść, pakując je we wszystkie kieszenie jakie ma do dyspozycji, a i wypełniając nimi własny kapelusz oraz przytrzymując pod pachami :]

      kiedy pojawia się w domu z pieniędzmi i chce je ofiarować Polinie na spłatę długu, ona trochę się kryguje, ale ostatecznie... z radości spędzają razem noc, mają plany wyjazdu na wieś do Antoniny Wasieliwnej, aby tam ułożyć sobie życie.

      Rano jednak Polina wybucha płaczem i wybiega krzycząc, że "nie można jej kupić". Widocznie zrozumiała, co zrobiła i na co mogło wskazywać jej zachowanie. Poczuła wstyd i zażenowanie. "Nienawidzę cię !", krzyczy, wyznaje że wybiera pana Astleya, do tej pory będącego na drugim planie majętnego dystyngowanego Anglika o najlepszych manierach, i ucieka z mieszkania.

      Andriej już jej nie spotka. Przez pewien czas jest obiektem zainteresowania madame Blanche, z która spędza czas w łózku i nie tylko, ale trwa to tylko tak długo jak długo Andriej ma te pieniądze, które wygrał w kasynie. Blanche wiedziała o tym, dlatego go do siebie zaprosiła i pozwoliła się rozgościć. Później Andriej znów zaczyna bywać w kasynie.

      O dalszych losach Poliny Andriej dowiaduje się podczas nasiadówki parkowej właśnie z panem Astleyem, który też podkochiwał się w Polinie, ale niekoniecznie próbował ją "wyrwać".

      Astley opowiada mu, że Polina mieszka w Szwajcarii, niezmienne jest zakochana w Andrieju, ale nie chce go widywać. W spadku dostała kilka tysięcy funtów, więc podróżowała ochoczo, a teraz spędza czas z rodziną. Za pośrednictwem Astleya przekazuje Andriejowi 10 funtów, ale nie na hazard, tylko na jakieś urządzenie się.

      Skołowany Andriej zostaje sam. próbuje dostać się do kasyna, ale jest ono zamknięte. Kiedy Andriej krązy niczym narkoman, wokół budynku, pojawia się jakiś chłop. Kiedy Andriej wygrywał te swoje 100 tysięcy ten chłop był tego świadkiem.

      Terraz patrzą sobie w oczy, chłop wyciąga monetę. Andriej wyciąga ze swojej kieszeni podobną. I rzuca ją wysoko w góre... Koniec.

      Tak to wygląda w wersji filmowej, która w gros pokrywa się z literacką, o ile tę drugą dobrze sobie przypominam i pamiętam :]

      świetnie odwzrowoane realia epoki - stroje, wnętrza, cały anturaż. dobra robota reżysera Aleksego Batałowa, a błyskotliwą rolę gra Ljubow Dobrzańska jako starsza bogata babcia z prowincji. Co za zywotność :] wprowadza ciekawe zamieszanie w życie snujących się nieco postaci bez polotu, zachowuje się na przekór mniemaniu innych o jej wiekowości, i nawet mimo zbastowanie w momencie dotkliwej porażki przy ruletce - pozostawia doskonałe wrażenie.

      kilka fotek ze strony CTv :
      ceskatelevize.cz/porady/16480-hrac/27833025081/
      • pani_lovett Re: "GRacz" [1972] via Ct 2 07.12.14, 16:34
        Dzięki, Greku. :)


        We wstępie do "Zbrodni i kary" wydanej przez Bibliotekę Narodową (1987) jest kilka słów na temat "Gracza". Nie wiem, czy wiesz, ale "Gracz" jest powieścią w dużym stopniu opartą na biografii pisarza. "Dostojewski przedstawił tu dość dokładnie swe uczuciowe perypetie związane z Apolinarią Susłową (w powieści on jest Aleksiejem Iwanowiczem, ona - Poliną) oraz bezskuteczne próby uzyskania wielkiej wygranej w kasynach zachodniej Europy".

        "W warstwie problemowej - jak piszą dalej we wstępie - "Gracz" kontynuuje rozważania o Rosji i Europie , z której autor sformułował w "Zimowych uwagach o wrażeniach z lata".
        Cechą charakterystyczną tej stosunkowo mniej znanej powieści Dostojewskiego jest po raz pierwszy tak jaskrawo zamanifestowana antypatia do Polaków".

        • grek.grek Re: "GRacz" [1972] via Ct 2 07.12.14, 17:02
          dzięki, Barbasiu :]

          tak, pamiętam, Dostojewski generalnie lubił wykorzystywać własne przejścia i doświadczenia.
          dlatego tyle w jego powieściach, najbardziej znanych z psychologii, wątków finansowych, ekonomicznych, wszędzie pieniądze w tle.
          I postaci się lubią powielać.
          np. Polina z "Gracza" przypomina Katarzynę Iwanowną z "Braci Karamazow".

          och, nie lubił Polaków, nie lubił :] parę razy występują takie postaci w jego powieściach i
          nigdy w pozytywnym świetle ich nie przedstawiał :]
          • pani_lovett Re: "GRacz" [1972] via Ct 2 07.12.14, 17:15
            Nie lubił Polaków, bo niestety ten genialny analityk! poprzestawał na emocjach, uprzedzeniach i prymitywnych stereotypach.
            • grek.grek Re: "GRacz" [1972] via Ct 2 07.12.14, 18:22
              albo na doświadczeniach w kontaktach z nimi ? :]
              • mozambique "JAk Zostać GWiazdą" na dwójce 08.12.14, 10:41
                spoko spoko, nie warto , to straszna głupotka ten film ale sie skusiłam na obsade :

                Hugh GRant w roli gospodarza i jednoczesnie jurora wielkiego telewizyjengo muzycznego show 'American DreamZ!!!" ( co s wstylu XFActor) - gdzie rozne, jak najbardziej odjechane dziwaki rywalizują spiewając o glowna nagrodę , a chodzi i ot zeby bylo jak najbardzij dziwacznie - wiec sliczna amerykanska blondynka z prowincji, jest ortodokysjny żyd ( otoczony laskami w bikini) , jest chlopak z Bronksu, i jest jakis Irlandczzyk i w koncu jest Irakijczyk , ktory pochodzi z rodziny terrorystów i ma dostac zadanie wykonania w odpowiedniej chwili zamachu bombowego na wizji

                a czemu na wizji ? - bo produkcja programu chcac jeszce podnieśc ogladalnośc do finalowego odcnika jako jurora zaprasza - uwaga uwaga - Prezydenta USA - w tej roli Denis Quaid , chyab juz po wszystkicyh odwykach i odtruciach .
                BO Ogladalnosci nigdy nie za dużó a swiezo wybrany prezydent cos dziwnie od dnia elekcji nie pokazuje sie publicznie i nikt nie wie dlaczego , krazą pogloski ze moze chory, moze ma zalamnei nerwowe albo depreche wiec jego otoczenie ( tu Willem Dafoe nie do pozannia - , chudy, pogarbiony , w za duzym graniturze i ma fryzure na tzw aureolkę - czyli łyso posrodku a dookoła tego łysego siwa otoczka, bosskie) wymyslilo ten program zeby przekonac naród ze prezio jest zywy ,zdrowy i w swietnym humorze.

                Film ten jest głupi niemożebnie , przy nim NA Wspólnej to murowany kandydat do Oscara ale ma dwa smaczki :
                jeden - oczywiscie Hugh GRant w swym ulubionym emploi - zblazowane i znudzone, nażelowane i uzalenione od popularnosci skrzyżowanie Kuby Wojewódzkiego i Krzysztofa Ibisza

                i drugi - o dziwo bardzo dobry Dennis Quaid w roli prezia wzorowanego na J.W. Bushu - ograniczony, tępawy , z bezrozumnym spojrzeniem i krzywym kretyńskim usmieszkiem , nie umie sklecic sensownego zdania publicznie i robi gafę za gafą więc funkcjonuje z kablem w uchu, zeby nie wywołac przypadkiem jakiejs wojny.
                Po powtórnej elekcji płącze w ramionach ukochanej żony że on nie chce juz , jzu nie moze byc tym cholernym prezydentem i żali sie , ze znowu do kandydowania zmusila go matka , zona rzuca "pewnie chciała abyśbył taki jak ojciec " , na co prezio smarkając odpowiada "tjaaa, chciala mu udowodnic ze nawet idiota moze go zastąpić"

                cala fabuła jest kompletenie nieistotna ale sceny z prezydentem niezłei tylko dla nich warto rzucic okiem

                no i oczywiscie dla Dafoe jako leśnego dziadka
                • grek.grek Re: "JAk Zostać GWiazdą" na dwójce 08.12.14, 16:20
                  ja tam lubię takie filmy - mozna potem skleić krytyczno-prześmiewczy opis i zdania same się układają ;] fantazja automatic, hehe. a że później bawią one tylko mnie, to już inna para kaloszy, haha ;]

                  Tobie też wyszła niezła recenzja :] zdaje się, ze jest ona lepsza niż sam film.

                  niech zgadnę... 70 % budżetu poszło na gaże dla aktorów ? ;]

                  btw, a'propos pana Granta.
                  do kin wszedł nowy film z jego udziałem "Scenariusz na miłość".

                  przeczytałem zajawkę :
                  film.wp.pl/id,147173,title,Scenariusz-na-milosc-Kiedy-Keith-poznal-Holly,wiadomosc.html?ticaid=113f19&_ticsrn=5

                  ci z nas [Barbasiu ! :)], którzy oglądają "Californication" uśmiechną się ze zrozumieniem - otóż bohater i cały punkt wyjścia do tej komedii został żywcem przepisany z tego własnie serialu [sam pomysł na otoczenie - z 3 sezonu]
                  • pani_lovett Re: "JAk Zostać GWiazdą" na dwójce 11.12.14, 19:20
                    > ci z nas [Barbasiu ! :)], którzy oglądają "Californication" uśmiechną się ze zr
                    > ozumieniem - otóż bohater i cały punkt wyjścia do tej komedii został żywcem prz
                    > episany z tego własnie serialu [sam pomysł na otoczenie - z 3 sezonu]

                    Tak, tak, skojarzenie z "Californication" narzuca się od razu ! Obejrzałam trailer zalinkowany trailer Hank zaraz mi stanął przed oczami i mój ulubiony 3. sezon. :))

                    Jak to trudno wymyślić dziś coś oryginalnego, nieprawdaż?
                    • grek.grek Re: "JAk Zostać GWiazdą" na dwójce 12.12.14, 16:50
                      hehe, prawdaż :]

                      w sumie, Hank Moody jest jeden, nie sądzisz ? ;] nie wróż więc filmowi z panem Hugh [Hughem ?] większego powodzenia... no chyba, że ktoś nie oglądał Hanka-Duchovnego ;]
                      • grek.grek Re: "JAk Zostać GWiazdą" na dwójce 13.12.14, 14:35
                        * nie wróżĘ :]
                • pani_lovett Re: "JAk Zostać GWiazdą" na dwójce 11.12.14, 19:10
                  mozambique napisała:

                  > spoko spoko, nie warto , to straszna głupotka ten film ale sie skusiłam na obsadę.

                  Lubię takie podejście do filmu. :)
    • grek.grek Robert Fox, magia na ulicach [via CTv] 08.12.14, 14:32
      nie wiem, jak Wy, ale ja nigdy nie lubiłem tych wystawnych szoł iluzjonistów. tego całego glamuru, pod którym kryje się prymitywna, choć ociekająca blichtrem, zagrywka.

      taki David Copperfield.
      "zaraz zniknie samolot", albo "zaraz zniknie słoń".
      stoi samolot na płycie lotniska, "przypadkowi widzowie" biorą się za ręce tworząc wokół niego krąg, samolot jest nakrywany plandekę, szast prast... plandeka opada - samolotu nie ma.
      a wszystko dzieje się w telewizji... :]
      dzisiaj komputerowo można zrobić wszystko.

      to samko z "chodzeniem po Tamizie". jasne, że musiał mieć pod spodem jakieś przezroczyste schody. zresztą, telewizja wszystko zmajstruje. wystarczy trochę zainwestować.
      dlatego - nie dla mnie te zabawy. poziom prawdziwości ten sam, co w wrestlingu.

      zupełnie inaczej rzecz się ma z tzw.prostymi trikami, jakie rózni magicy robią na ulicy.
      zaczepiają ludzi i robią sztuczki, a ludzie konają ze zdumienia. o, to lubię.

      widziałem właśnie, jakoś nad ranem, czeskiego magika, call him Robert Fox.

      i to są triki, które mnie ujmuja.
      okręcanie dłoni wokół własnej osi - może to jakiś banał, ale mnie to kręci, zwłaszcza że próbowąłem i ni cholery nie wie, jak on to zrobił ;]

      albo podchodzi do samochodu i wkleja nalepkę "przez szybę" - nie NA szybę, tylko POD szybę
      od środka. jak to zrobił ? nie wiem. nie wiem nawet jak można by to zrobić. pociesza mnie, że świadkowie byli tak samo otumanieni jak ja przed tiwi.

      albo gośc pokazuje, że ma rozwiązane sznurowadła buta. wszyscy widzą. a potem, nie dotykając dłońmi !, podskakuje, podrzuca butem i sznurowadła, cudem jakimś, zawiązują się. jak tego dokonał ? nie pytajcie mnie.

      albo podarta na sztuki gaazeta, który po złożeniu rozkkładana jest w jednym kawałku. banał ? może, ale mnie to kręci, bo nie wie jak to możliwe. i chyba nie chcę wiedzieć :] szkoda tej magii.

      albo : gośc ma przepołowioną monetę. chucha w nią i nagle jest cała. widzowie próbują ją znów przepołowić, ale ni cholery się nie da. jasne - trik, iluzja, może podmienił ? jesli trik, to dobry, jeśli podmienił - to chyba tym chuchem, bo ruchu ręki nie widziałem, a oprócz tego miał na sobie tiszert, więc z rękawa nie wyciągnął tej drugiej.

      itd itd itd.

      sami się przekonajcie, gość jest dobry :
      www.youtube.com/watch?v=usxzyDtxK-M
      • grek.grek Re: Robert Fox, magia na ulicach [via CTv] 08.12.14, 14:48
        z tą nalepką, to na odwrót.
        najpierw była POD szybą.
        przytknął dłoń do szyby i spod "przekleił" ją NA wierzch.

      • mozambique Re: Robert Fox, magia na ulicach [via CTv] 08.12.14, 15:08
        ja dlatego wlasnie nie ogladam takich Chrisów Angelów lewitujących ponad czubkiem Sears Tower bo WIEM , ze jest to czysta sztuczka techniczna ale za cholerę nie jestem w stanie tego ZOBACZYĆ
        i to mię drażni niewymownie

        choc akurat ten Angel to jzu sobei leci w kulki na bezczela - calkiwoicei sobei go odpuscialm bo numerze gdy uzbrojony w dziiesiatki przypietych kamer i mikrofonów "na żywo" wbeigal na 20te pietro pustego wiezoweca , przeznaczoanego do rozbiórki , wiezoweic byl zaminownay i jzu odliczanie do wybuchu trwało , oczywiscie chodzilo o to zeby zdażyl przed wybuchem dobiec do helikoptera na górze
        no i biegnie i biegnie , kamery go filmują , puls sie podnosi , czas leci , oczywiscie gdy ejst na 19tym pietrze budynek wybucha i wlai sie w gruzy , zebrani widzowie i i telewizja krzyczy i wrzeszczy ze strachu , kurz opada , widac tylko hałde gruzu , wszyscy płaczą w niebogłosy az tu nagle Angel , nieco tylko zakurzony ale nienagannie uczesany , wychodzi z krzaków po drugiej stronei ulicy

        łaaaał, wszyscy krzyczą , placza z radosci i dziennikarze dotykaja go z niedowierzaniem

        no ja bardzo przepraszam ale takim kitem to moge sobie babcie straszyć

        .. albo Amerykanów , wsiorawno
        • mozambique Re: Robert Fox, magia na ulicach [via CTv] 08.12.14, 15:15
          a co do tych ulicznych magików to tez jedne taki , dosc młody Murzyn, robi czesto sztuczki z kartami i monetami , telefonami komrókowymi, co tam kto ma przy sobie

          no i raz tak dopadl "prztypadkowych: klientów w salonie jakiejs sieci komórkowej , podszedł do nich , zapytal, poporsil o ich komórki prywatne z keiszeni i cos tam namotał ze w telefonie jednego nagle znalazly sie zdejcia drugiego czy cos tam podobnego
          no strrraszny to problem techniczny- ale pograzyl sie tekstem po calej scenie ze "o popatrzcie , byliscie nagrywani do telewziji , tu są ukryte kamery " , ci przypadkowi kliencii na to " łoooo, łaaaaał, naparwde , będe w telewizji ???? mamo to ja !" itp

          tylko bidaczek nie zauwazly ze pare minut wczesniej , w czasie tej cale sztuczki kamerzysta i dzwiekowiec z mikrofonem na kiju doskonale odbijali sie w lustrzanych drzwiach do salonu , i nawet makijazystka tam była :)
          • grek.grek Re: Robert Fox, magia na ulicach [via CTv] 08.12.14, 16:26
            może i mnie ten Pepik zrobił w balona ;]

            ale on tam akurat nigdzie nie wchodzi, robi te numery na ulicy, dookoła normalny ruch uliczny.

            poza` tym, to są dobre rzeczy.
            to okręcanie dłoni wokół własnej osi, choćby tylko.
            niezłe.

            aczkolwiek, w odcinku "Z archiwum X", w ktorym Scully i Mulder prowadzili śledztwo w środowisku iluzjonistów, ten numer udał się Gillian Anderson ;] no ale to było w serialu, więc mogli zmanipulować, hehe.

            może i robią mnie w dziada, ale na razie dałem się nabrać, więc nie wnikam za bardzo ;]]
        • grek.grek Re: Robert Fox, magia na ulicach [via CTv] 08.12.14, 16:22
          haha, tak właśnie jest :]
          jakby kręcili film sensacyjny.

          pamiętam program "kulisy magii", znasz może ? w Polsacie leciał kiedyś.
          tam z kolei gośc odkrywał tajniki kolejnych trików.
          słabo się to oglądało.
          wolę nie wiedzieć, co i jak.
          a że i ujawniane triki takie sobie, to już pobocznośc ;]
    • grek.grek K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryzantemach" 08.12.14, 16:37
      Siostra zapowiadała przegląd filmów tego japońskiego reżysera.

      in Kultura 22:00

      z opisu : rzecz się rozgrywa pod koniec XI wieku. kręci się wokół usiłowań młodego aktora, ktory orientuje się, że otoczenie docenia go wyłącznie dlatego, bo ma wybitnego ojca. Stara się więc na własną rękę zyskać uznanie. w tle ofk wątek miłosny, bo aktor ma jedną zagorzałą fankę, w której się zakochuje zresztą, co jego rodzina traktuje jak mezalians.

      nie znam tego reżysera, dopóki Siostra o nim nie wspomniała nawet nie miałem pojęcia, że jest taki reżyser.

      tym bardziej mam nadzieję na obejrzenie tych filmów.
      a Wy ?

      no i japońskie kino. rzadkośc w polskiej tiwi. a i w Europie chyba rzadko kursuje.

      skaczemy ?

      PS : w TVP1 powtórka "Frost/Nixon" - niestety późno : dzisiaj 23:20, środa 1:20.
      • siostra_bronte Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryzante 08.12.14, 18:42
        Zdecydowanie to rarytas. Niestety, tradycyjnie nie obejrzę, więc liczę na Wasze relacje.
        • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryzante 08.12.14, 21:54
          Szkoda! Posłuchaj zatem fantastycznej opowieści Stanisława Janickiego o Kenji Mizoguchi i jego kinie! (w dwóch częściach).
          Znalazłam właśnie na rmf classic - Odeon Stanisława Janickiego , kapitalna strona!

          www.rmfclassic.pl/radio/programy,odeon-stanislawa-janickiego,71.html
          Polecam wszystkim!





          • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryzante 11.12.14, 14:14
            strona jest świetna, dziękii Barbasiu :]
            jak Ty znajdujesz takie perełki ? :]
            • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 17:47


              To bardzo się cieszę! :)) No wiesz, wujek Google pomaga. :)
        • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryzante 09.12.14, 14:07
          może ja się podejmNę ? :]

          przejrzysty, czytelny, mądry film. i wzruszający momentami. aktorzy zaskakująco dużo grają "po europejsku", czyli bez tej japońskiej nadekspresji werbalnej i fizycznej.

          zaczyna się to wszystko w Tokio.
          Kikunosuke jest młodym aktorem. Synem wybitnego aktora. Ludzie mu schlebiają i chwalą, ale dzieje się to dlatego, że mają szacunek dla starego. Kikunosuka samego w sobie mają za miernego aktorzynę, wiozącego się na ojcowskim nazwisku. Kiedy Kikunosuke odkrywa prawde, w gruzy sypie się jego samoocena.

          Jedyną osobą, która wierzy w jego talent jest Otoku,. skromna dziewczyna z biednej rodziny, opiekunka zajmująca się małoletnim bratem Kikunosuke. Jest szczera i ma dobre serce. Kikunosuke zakochuje się w niej.

          Niestety, na drodze stają im podziały klasowe. Ludzie zaczynają plotkować o ich spotkaniach [przyjacielskich], co naraża zamożną i wysokopostawioną rodzinę Kikunosuke na uszczerbek wizerunkowy. Rodzice kategorycznie zabraniają Kikunosuke spotykać się z Otoku. A Otoku zwalniają z pracy. Kiedy Kikunosuke łamie rodzinny zakaz i przychodzi do jej domu - jej rodzice oświadczają, że nie wolno się jej z nim widywać. Jak się później okaże, rodzice Otoku trzymają z dala od Kikunosuke na wyraźne żądanie jego ojca.

          słabe aktorzenie Kikunosuke prowadzi do zwolnienia go z etatu. Własny ojciec daje mu aktorską dymisję...

          Wobec takiego dictum, Kikunosuke decyduje się wyjechać z miasta i wrócić dopiero wtedy, gyd zyska uznanie jako aktor.

          Jedzie do Osaki. Tutaj zaczepia się w teatrze swojego stryja.
          Mija rok. Kikunosuke nadal nie jest aktorem cenionym. Stryj pociesza go, tłumaczy że osiągnięcie wysokiego poziomu wymaga wielu lat ćwiczeń. Trzeba cierpliwości. Niespecjalnie dociera z tym do Kikunosuke. Chłopak ma mnóstwo wątpliwości co do swojej przyszłości. Rozważa nawet porzucenie aktorstwa i przyjęcie posady masażysty.

          Wtedy jednak nawiedza go anioł. Otoku przyjeżdza do niego. Uciekła z domu, aby mu towarzyszyc. MÓwi, że widziała jego występ i że przez ten rok zrobił postępy. Jeszcze nie jest doskonale, ale rozwija się. Kikunosuke dostaje wiatr w żagle. "Brakowało mi twojej wiary we mnie", powiada do niej i podejmuje pracę by zdobyć rolę, która może mu przynieść sukces. MIeszkają razem. On się uczy do roli, a ona utrzymuje ich oboje szyjąc na zamówienie.

          Kiedy już Kikunosuke ma tę swoje rolę zagrać - nagle umiera stryj. Nowy "zarząd" teatru nie daje mu etatu, więc Kikunosuke znów musi się tułać.

          Postanawia przyłączyć się do objazdowego, wędrownego, teatru. Otoke jeździ wszędzie razem z nim. TRwa to ponad cztery lata. Kikunosuke jest sfrustrowany, robi się nieprzyjemny dla Otoke, która wszystko znosi, rozumiejąc powody jego rozdrażnienia i dbając o niego tym bardziej.

          Wreszcie teatr rozlatuje się, po tym jak opuszczają go szef artystyczny i kierownik organizator. Kikunosuke i Otoku pomieszkują po hotelach, gdzie się da. Ona zaczyna chorować.

          Pewnego dnia w Nagoyi Kikunosuke wychodzi po lekarstwa dla Otoku, a w tym czasie w hotelu [dośc prowizoryczny] pojawiają się jego dawni koledzy po fachu, z Tokio. Są na występach gościnnych.

          Otoku pyta ich, jakie są szanse by Kikunosuke mógł wrócić do teatru ojca. Zachwala go, mówiąc że wprawdzie od czterech lat "objazdowo", ale zrobił w tym czasie duży progres, jego umiejętności są coraz wyższe.

          CI znajomi są gotowi dać szansę Kikunosuke, a powrót do Tokio i teatru ojca uzależniają od dwóch czynników : a] Kikunosuke musi zagrać znakomicie, b]... Otoku musi go opuścić. Ojciec Kikunosuke nie zaakceptował i nie zaakceptuje ich związku, którey wedle niego przynosi hańbę rodzinie.

          Otoku pragnie szczęścia Kikunosuke i dlatego przyjmuje te warunki. Jesli Kikunosuke zagra doskonale - ona same odejdzie, aby umożliwić mu powrót do ojca. ZŁoty człowiek z niej.

          Kikunosuke spotyka się z tymi znajomymi, zostaje poinformowany, że dostanie szansę występu i musi się spisać. Nie wie jednak nic o drugiej części umowy...

          Występ udaje się rewelacyjnie. Znajomi są zachwyceni aktorstwem Kikunosuke. I są pewni, że także ojciec się ucieszy. Otoku widząc reakcję widowni - zalewa się szczęściem, ale... za chwilę chwyta ją rozpacz. Wie bowiem, że to oznacza iż musi opuścić swojego ukochanego. Cóż za splątanie. Kiedy Otoku osuwa się na ziemię i płacze, znajduje ją Kikunosuke, aby dzielić się z nią swoim triufmem. Nie wie, że ten triumf oznacza utratę jej.

          Za kilka dni mają jechać do Tokio. Szczęsliwy Kikunosuke kupuje drogi materiał, aby Otoku mogła sobie uszyć z niego strój, w którym pokaże się dumnie razem z nim.

          Otoku jednak nie pojawia się na peronie, z którego odjeżdza pociąg do Tokio. Dotrzymuje słowa. Kikunosuke szaleje z niepokoju - co się stało ? Wtedy znajomi tłumaczą mu wszystko. Kikunosuke jest gotów zrezygnować z Tokio, teatru i ojca aby tylko zostać z Otoku. Znajomi wyjaśniają mu jednak, że robiąc to unieszczęśliwiłby Otoku. "Ona podjęła świadomą decyzję. Dla niej najwyższym szczęściem jest twój sukces aktorski i to, żebyś pogodził się z ojcem. Jesli to odrzucisz - sprawisz jej przykrość", klarują. I Kikunosuke przyjmuje tę wersję.

          Wraca do Tokio, występuje w teatrze ojca i odnosi sukces. Ojciec jest z niego dumny.

          W tym samym czasie w Tokio zjawia się też Otoku. Nic jednak nie mówi Kikunosuke. Dotrzymuje umowy. Jest pOważnie chora. Na gruźlicę czy coś, kaszle nonstop. Po roku, wbrew jej prośbom, jej ojciec odwiedza Kikunosuke i informuje o tym, że córka czuje się coraz gorzej i możliwe, że jest to ostatni moment, by się z nią mógł zobaczyć. Kikunosuke jest zdumiony, nie miał pojęcia, że Otoku wróciła. Przez rok jej rodzina trzymała to w tajemnicy, na jej żądanie.

          Kikunosuke właśnie zagrał jakiś wybitny spektakl, zaraz ma się odbyć parada z tej okazji... Kiedy ojciec Kikunoskuje słyszy o Otoku - podchodzi do niego i powiada "Idź do niej koniecznie. Bez niej nie odniósłbyś tego sukcesu. To jej zasługa. Idź do niej".

          Kikunosuke idzie zatem w te pędy. Otoku wygląda marnie, leży i kaszle. Lekarz, w cztery oczy, mówi że jest ona w beznadziejnym stanie. Kikunosuke wyznaje jej miłość i prosi ją o rekę. Ona się zgadza. Kikunosuke chce z nią zostać, teraz on ją wspiera, mówiąc że nie może się poddac, musi walczyć by wyzdrowiec. Dla niej chce zrezygnować z udziału w tej paradzie, ale ona go prosi żeby jednak poszedł.
          "idź, a ja będę sobie wyobrażać jak stojąc na łodzi przyjmujesz owacje ludzi".

          Kikunosuke spełnia więc jej prośbę, obiecując że wróci zaraz po zakończeniu.

          W ślad za nim Otoku wysyła ojca, który też zaczyna się sypać z żalu. "Idź, ojcze, obejrzyj paradę, żebyś mógł mi później wszystko opowiedzieć". Stary idzie więc, mimo rozpaczy jaka go przejmująco toczy.

          I Otoku umiera. Matka chce jej podać lekarstwa, ale ona już nie reaguje. Umiera wyznając, że jej marzenia się spełniły, bo Kikunosuke został wybitnym aktorem i jego ojciec mu [im !] wybaczył.

          W ostatniej scenie, nakładaja się na siebie czasowo obrazy - kiedy płynący w łodzi Kikunosuke kłania się widowni oklaskującej go z otwartych okien i tarasów, Otoku wydaje ostatnie tchnienie.

          Cóż, melodramat, ale nietypowy, bo równie ważne są tutaj pytania o sztukę i granice poświęcenia dla miłości, a także na ile szczęście własne może być utożsamione ze szczęściem innych.

          Kobieta poświęca się dla mężczyzny. Muza dla mistrza. Człowiek dla człowieka. Piękne przesłanie, zwłaszcza dziś brzmiące szczególnie szlachetnie i wniośle.

          wspaniale zagrane; zwłaszcza Kakuro Mori, aktorka odtwarzająca Otoku, jest znakomita. czytelna narracja, doskonałe zdjęcia, frapujące sekwencje spektakli teatralnych w japońskim stylu, wiele scen z duża dawką świetnie pokazanych emocji.

          mistrzostwo.

          • siostra_bronte Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 09.12.14, 14:28
            Dzięki, Greku :)

            Aż się wzruszyłam czytając Twoją recenzję. Strach pomyśleć co by się działo, gdybym oglądała ten film osobiście :) Piękna historia. Liczę na powtórkę w przyszłości.

            Cieszę się, że Ci się podobało, bo miałam pewne obawy, czy to kino nie będzie zbyt trudne, hermetyczne.
            • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 09.12.14, 14:42
              dzięki, Siostro :]
              jak zawsze bezbłędnie wypatrzyłaś znakomite kino.

              jestem pewien, ze Kultura powtórzy ten film, tak jak w przypadku innych przeglądów reżyserskich.
              w istocie, wzruszające są te momenty, kiedy Otoku uświadamia sobie, że sukces Kikunosuke
              oznacza rozstanie na zawsze. z jednej strony, jego sukces będzie dla niej spełnieniem własnego marzenia o jego powodzeniu, z drugiej - cena jest ogromna. ona nie moze być do końca szczęśliwa.

              kiedy w Nagoyi Kikunosuke zbiera pochwały w teatrze - ona zwija się w kłębek samotnie na patio i płacze mając świadomość, że będzie musiała go opuścić. bardzo przejmująca scena.

              no i finałowa sekwencja.

              o, płonne to były obawy :] nie ma tutaj ani grama hermetyczności. Bardzo jasna narracja i styl. jedyne co nieco konfunduje to japońskie napisy... trzy czy cztery długie słupki znaków oznaczają imię i nazwisko aktora/ki ;]

              no i teatr japoński. bardzo specyficzny i bardzo intrygujący, ze względu na dekoracje, styl gry aktorów, maskaradę sceniczną. ostatni spektakl, po którym Kikunosuke świętuje - to coś w rodzaju opowieści o powrocie syna marnotrawnego, którego ojciec przyjmuje z miłością, czyli tak jakby opowieść o relacji Kikunosuke i jego ojca. w Nagyoi, kiedy Kikunosuke przechodzi niejako test aktorski przed znajomymi [w ich przedstawieniu], gra on... rolę kobiecą.

              co ciekawe, kobiet w tym teatrze nie ma.

              tutaj kryje się dodatkowe znaczenie : kobieta poświęca się dla mężczyzny aktora, aby mu się powiodło w teatrze, w ktorym nie wolno występować kobietom. On zaś przekonuje widownię do siebie grając kobietę właśnie. głęboko feministyczny przekaz, tak na oko, prawda ? :"}

              • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych - kabuki 11.12.14, 20:02
                >co ciekawe, kobiet w tym teatrze nie ma.

                Bo to teatr kabuki , jeden z rodzajów tradycyjnego teatru japońskiego, wywodzący się z XVII wieku. Do dziś w teatrze kabuki tradycyjnie występują tylko mężczyźni, także w rolach kobiecych. Mężczyzn grających role żeńskie nazywa się onnagata lub oyama.

                A'propos, aktor teatru kabuki, wybitny japoński onnagata Tamasaburo Bando zagrał rolę Nastasji Filipownej w filmie reżyserowanym przez Andrzeja Wajdę pt. "Nastazja", inspirowanym "Idiotą" Dostojewskiego, a dokładniej jego ostatnim rozdziałem.

                Wieki temu widziałam materiały dokumentalne poświecone realizacji spektaku teartalnego "Nastasja Filipowna" , który powstał jeszcze przed jego filmową wersją.
          • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 10.12.14, 16:54
            Mała korekta, Greku!

            >W tym samym czasie w Tokio zjawia się też Otoku. Nic jednak nie mówi Kikunosuke
            > . Dotrzymuje umowy. Jest pOważnie chora. Na gruźlicę czy coś, kaszle nonstop. P
            > o roku, wbrew jej prośbom, jej ojciec odwiedza Kikunosuke i informuje o tym, że
            > córka czuje się coraz gorzej i możliwe, że jest to ostatni moment, by się z ni
            > ą mógł zobaczyć. Kikunosuke jest zdumiony, nie miał pojęcia, że Otoku wróciła.
            > Przez rok jej rodzina trzymała to w tajemnicy, na jej żądanie.


            Akcja w finale - spotkanie Kikunosuke z Otoku, parada dzieje się w Osace.

            Otoku jest w Osace, powróciła do wynajętego pokoju, w który niegdyś mieszkała z Kikunosuke, kiedy on jeszcze grał w teatrze wuja. Właściciel, mieszkania, Motosuke wraz z córką zaopiekowali się chorą Otoku , i to Motosuke zawiadomił Kikunosuke, że dziewczyna jest umierająca, kiedy ten z całym teatrem przybył na występy do Osaki.



            z ojcem i całym teatrem jadą z przedstawieniem do Osaki. Kikunosuke przed laty mieszkał w Osace, kiedy pracował w teatrze wuja.
            • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 14:09
              yes, wszystko to prawda.
              dzięki :]
              • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 17:52
                Nagrałam "Opowieść ..." na pendrive, dzięki czemu mogłam później sprawdzić te szczegóły.
          • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 10.12.14, 17:27
            >Kiedy ojciec Kikunoskuje słyszy o Otoku - podchodzi do niego i powiada "Idź do niej koniecznie. >Bez niej nie odniósłbyś tego sukcesu. To jej zasługa. Idź do niej".

            "Idź do żony!" - tak brzmią pierwsze słowa ojca skierowane do zdumionego Kikunosuke.

            Nie mógł ojciec Kikunosuke bardziej docenić Otoku jej poświęcenia, niż nazywając ją "żoną" syna.


            Mnie też wzruszył ten film.
            • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 14:11
              to prawda...
              ... chociaż ojczulek strzelając focha o mezalians syna z "prostą dziewczyną" poniekąd przyczynił się
              do ostatecznych rozstrzygnięć i śmierci Otoku.

              wiesz, tak sobie myślę, że dobrze by było mieć takiego mema na okoliczność :]
              fotka mecenasa Prado, ofk z kamienną twarzą i podpis "Wzruszyłem się..." ;]
              • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 20:17
                grek.grek napisał:

                > ... chociaż ojczulek strzelając focha o mezalians syna z "prostą dziewczyną" po
                > niekąd przyczynił się do ostatecznych rozstrzygnięć i śmierci Otoku.

                Ooo! Nawet nie przypuszczasz, Greku, jak bardzo się mylisz!
                Ale to zrozumiałe, patrzysz i oceniasz zachowania bohaterów z dzisiejszej, naszej perspektywy.

                A "w świecie klasycznego teatru kabuki * obowiązywały ścisłe reguły. Od młodych adeptów wymagano całkowitego oddania, nie było więc miejsca na artystyczną niezależność, wszelkie nieposłuszeństwa karano natychmiastowym wykluczeniem" - pisze Krzysztof Loska w monografii "Kenji Mizoguchi i wyobraźnia melodramatyczna". Kraków 2012, s. 90.

                To wszytko wina syna marnotrawnego. To on buntuje się przeciwko odwiecznemu porządkowi i obowiązkom.


                *forum.gazeta.pl/forum/w,14,155729342,155861340,Re_K_Mizoguchi_1_OPowiesc_o_poznych_kabuki.html


                • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 20:18
                  PS
                  Pożyczyłam dziś tę monografię Mizoguchiego z wielkiej biblioteki i teraz będę się wymądrzać! ;)
                • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 20:22
                  To on buntuje się przeciwko porządkowi społecznemu i obowiązkom.
                • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 12.12.14, 16:54
                  Barbasiu, wymądrzaj się ile tylko zdołasz, to przyjemność móc Cię czytać :]]

                  skojarzenie z teatrem kabuki, jakże błyskotliwe !, rzeczywiście stawia wszystko w nowym świetle, bardziej
                  teraz zrozumiałym.

                  róznica kultur... jednak ma ona tak ogromne znaczenie, dla sprawnego poruszania się w tych historiach.
                  doskonałe wyjaśnienie, dzięki :]
              • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 20:52
                grek.grek napisał:

                > wiesz, tak sobie myślę, że dobrze by było mieć takiego mema na okoliczność :]
                > fotka mecenasa Prado, ofk z kamienną twarzą i podpis "Wzruszyłem się..." ;]

                Pomysł niezły. Tylko mam poważne i uzasadnione obawy, że chichrałabym się na widok fotki mecenasa Prado z kamienną twarzą i podpisem "Wzruszyłem się...", zamiast trwać we wzruszeniu i podzielać Twoje wzruszenie. :/
                • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 12.12.14, 16:54
                  haha ;]
            • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryz 11.12.14, 19:31

              PS
              >Nie mógł ojciec Kikunosuke bardziej docenić Otoku jej poświęcenia, niż nazywając ją "żoną" syna.

              i uznając ich małżeństwo.
      • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1] "OPowieśc o póżnych chryzante 08.12.14, 21:55
        > nie znam tego reżysera, dopóki Siostra o nim nie wspomniała nawet nie miałem po
        > jęcia, że jest taki reżyser.

        Ja także.
        Mam nadzieję, że uda mi się obejrzeć większość filmów, a może i wszystkie.
      • pani_lovett Kenji Mizoguchi - opowiada S. Janicki 08.12.14, 21:57
        www.rmfclassic.pl/radio/programy,odeon-stanislawa-janickiego,71.html


        • siostra_bronte Re: Kenji Mizoguchi - opowiada S. Janicki 09.12.14, 13:44
          O, dzięki, Barbasiu!
          • barbasia1 Re: Kenji Mizoguchi - opowiada S. Janicki 09.12.14, 13:49
            :)
      • barbasia1 Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 09.12.14, 13:51
        Ale dopiero koło 20:00??? Zaczekasz, zaczekacie?
        • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 09.12.14, 14:11
          aj... no to się pospieszyłem.

          ale i tak chętnie przeczytam Twoją wersję, jesli napiszesz.
          albo impresje, recenzję i wrażenia - jesli na taki wariant się zdecydujesz.

          tak czy owak - mam nadzieję, ze nie zepsułem Ci do końca koncepcji i napiszesz o tym
          filmie, Barbasiu :]
          • siostra_bronte Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 09.12.14, 14:29
            Hehe. Również jestem ciekawa wersji Barbasi :)
          • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 09.12.14, 20:55
            Właściwie to w tej sytuacji nie mam nic do dodania. :)
            Żadnej innej wersji nie mam.
            • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 10.12.14, 16:30
              czuję się winny :]]
              • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 10.12.14, 16:57
                grek.grek napisał:

                > czuję się winny :]]

                NOCOŚTY, Greku!!! A skąd Ty miałeś wiedzieć , że babie nagle zachce się opowiedzieć film! ;))

                • grek.grek Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 11.12.14, 14:07
                  hahaha ;] cieszę się, ze nie opuszcza Cię poczucie humoru, Barbasiu :]

                  • pani_lovett Re: K.Mizoguchi [1]-czy mogę opowiedzieć, Greku? 11.12.14, 18:10
                    :))
                    Bo to zabawne jest, Greku. :)
    • siostra_bronte "Raj: Nadzieja" w Ale kino 09.12.14, 13:33
      Dzisiaj o 20.10 film Seidla z 2013 r. Może ktoś obejrzy?
      • mozambique Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 09.12.14, 13:40
        ja nagrywam
        wiec obejrze
        tylko nie iwem kiedy :(
        • siostra_bronte Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 09.12.14, 13:43
          Dobre i to :)
      • pepsic Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 11.12.14, 18:43
        No wiec tak. Jest dramat młodzieńczej samotności, odrzucenia przez świat rodziców, jest potajemne skradanie się w stronę miękkiej pedofilii, jest w czystej postaci naturalizm, ale ogólnie dzieło dość męczące. Rzecz dzieje sie na obozie dla otyłych młodocianych, gdzie 13-letnia (!) Melanie zadurza się w dużo starszym, acz nieźle trzymającym się doktorku. Doktorek wbrew zdrowemu rozsądkowi nie pozostaje obojętny, i mimo że do niczego nie dochodzi jest to dosyć niepokojące.
        • pepsic Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 11.12.14, 18:44
          korekta
          * i odrzucenia przez świat dorosłych
        • grek.grek Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 12.12.14, 16:48
          o, to musi być klasa film ;]

          Seidl ma ambicję portretować kulturę współczesnego Zachodu.
          co tutaj wziął na tapetę, Twoim zdaniem ?
          • pepsic Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 12.12.14, 20:05
            Zaryzykuje twierdzenie, że Tobie mógłby się spodobać.

            Samotność i potrzeba uczucia we współczesnym świecie.
            • grek.grek Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 13.12.14, 17:03
              dzięki.

              liczę na to, że TVP pójdzie za ciosem i skoro pokazała "Raj", to i pozostałych częsci tego tryptyku
              nie poskąpi.
        • pani_lovett Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 14.12.14, 19:16
          Czy Melanie jest córką bohaterki filmu Raj: Miłość?
          • pepsic Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 14.12.14, 19:20
            Tego nie wiem, bo "MIłości" nie oglądałam, ale całkiem prawdopodobne, bo w "Nadziei" matka wysyła Melani na obóz, a sama w tym czasie wyjeżdża do Kenii, czy jakoś tak.
            • pani_lovett Re: "Raj: Nadzieja" w Ale kino 14.12.14, 19:47
              Tak, Teresa, bohaterka "Miłości" wybiera się na wakacje właśnie do Kenii. Zatem Melani musi być córką Teresy.

              Teresa samotnie wychowuje córkę. Jest taka scena w "Miłości", która mówi co nieco o relacji matki i córki. Akurat w czasie pobytu w Kenii Teresa ma urodziny , nie doczekawszy się telefonu z życzeniami od córki pisze do niej smsy , a kiedy nie dostaje żadnej odpowiedzi na nie, dzwoni do córki i nagrywa się na sekretarkę, pytając słodkim głosem, czy aby córka pamięta jej urodzinach.
    • grek.grek "Kanał", czyli jak wielkie było polskie kino 09.12.14, 14:30
      Stopklatka o 2 w nocy szczodrze częstuje klasykami polskiego kina :]

      "Kanał" był tej nocy. POprzedniej "Matka Joanna od Aniołów".

      o "Kanale" wszystko wiadomo, ale wczoraj oglądałem powtórkowo, po 2 czy 3 latach od poprzedniego razu, i znów uderzyła mnie groza tego obrazu. Cóż za niesamowite sceny...

      Dziewczyna prowadzi rannego ukochanego, ukrywając przed nim miłośc pod maską cynizmu, a przecież tak doskonale nieudolnie... widzą odblask dnia przed sobą - radość ustępuje jednak rozpaczy - wyjście jest zakratowane, a oni patrzą spomiędzy tych krayt na drugi brzeg Wisły, cóż za wymowna scena...

      artysta doznaje fiksum dyrdum i krąży po kanałach jak duch, grając na harmonijce... porucznik wybucha nagle histerycznym śmiechem, a w ostatnim akcie, dowiedziawszy się, ze nikt nie przeżył - wraca do kanałów, aby tam umrzeć... żołnierz chce dostać się do włazu, próbuje rozbroić odbezpieczone granaty, ktorych girlandą Niemcy obwiesili wyjście - idzie mu nieźle, aż do momentu gdy noga ześlizguje się z mokrego kamienia i granat wybucha mu w dłoni...

      inna dziewczyna dowiaduje się, ze jej ukochany ma żonę i dzieci... on chce się uratować, cały jest zdetermninowany, "ja mam dla kogo żyć !" pokrzykuje - i wtedy słyszy wystrzał. dziewczyna zabiła się na wieść o tym, że on jest żonaty - ona nie miała dla kogo żyć...

      a on wychodzi z kanału... wprost pod nogi niemieckich oficerów. zostaje rozbrojony, zdjęcie zony i dziecka podarte, obrączka zdjęta z palca, a on sam zapędzony pod mur, gdzie leży poprzednia grupa powstańców własnie przed chwilą rozstrzelana...

      Ktoś się drze. wniebogłosy. I jeden z powstańców mówi "Czy to na pewno ludzki głos ?". sprawdzają. Kanałowe mury zniekształcały wycie umierającego zołnierza w mundrze polskiego wojska.

      "Wy mordercy ! To wy nas tu wpędziliście !" - krzyczą powstańcy w rozpaczy. NIby w powietrze, ale my wiemy - kanał to metafora, a mordercami są organizatorzy tego "kanału", czyli Powstania Warszawskiego. powstańcy już wiedzą, ze to był straszny błąd.

      Warszawa wygląda upiornie, zarówno ulice, jak i dopalające się atrapy domów, kikuty wręcz, przerażające w ostatnich scenach.

      Niemcy rozpylają gaz, aby wykurzyć powstańców, kanały pełne są teraz biegających, duszących się od gazu i braku świeżnego powietrza ludzi z twarzami czarnymi od brudu wymieszanego z potem. Jakaś grupa próbuje wydostać się przez właz. jeden na drugim, pandemonium...

      inny krzyczy "ja tu nie wytrzymam !", wystawia głowę przez właz i spada momentalnie - zastrzelony niemiecką kulą.

      Wychodzą./ dwóch. Porucznik i jakiś drugi powstaniec. Porucznik czeka na resztę, ale nie ma nikogo poza nimi. "Oni wszyscy dawno zginęli, poruczniku. Od dawna nikogo pan nie prowadził. Szliśmy we dwóch", wyznaje mu towarzysz. Porucznik porażony wyciąga broń i zabija go. potem bez słów, z tępym wzrokiem schodzi z powrotem do kanałów...

      Niesamowity film. te druga część, dziejąca się w kanałach, to jest popis reżyserko-aktorsko-zdjęciowo-wszelaki.

      wielkie polskie kino.

      i mocna, bezkompromisowa refleksja historyczna.
      • siostra_bronte Re: "Kanał", czyli jak wielkie było polskie kino 09.12.14, 17:39
        Nic dodać, nic ująć. Jeden z najbardziej przejmujących obrazów wojny jaki widziałam.
        • grek.grek Re: "Kanał", czyli jak wielkie było polskie kino 09.12.14, 18:05
          Srebrna Palma w Cannes [1957]. gdzież dzisiaj do takich rarytasów polskiemu kinu... gdzie te czasy, gdy "Pulp Fiction" wygrywał z "Czerwonym" Kieślowskiego i odczytywano to jako sensację... :]

          aczkolwiek, gdyby tak poczekano z "Idą" i zgłoszono ją do Cannes, to kto wie... komuś niestety zabrakło
          chyba wyobraźni albo... terminy goniły ? ;]

          z Los Angeles donoszą, że "Ida" wygrała tam nagrodę dla Filmu Roku pokonując "Winter sleep", który triumfował w Cannes. Agata Kulesza dostaje nagrodę za najlepszą drugoplanową rolę w 2014 roku.

        • mozambique Re: "Kanał", czyli jak wielkie było polskie kino 10.12.14, 09:12
          i pomyslec ze w Cannes krytycy pytali Wajdy jak wpadl na ten oryginalny pomysł aby akcję filmu umiescic w kanałach !
    • siostra_bronte K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe" 09.12.14, 17:37
      Chyba najsłynniejszy film tego reżysera. Oglądam!
      • grek.grek Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe" 09.12.14, 18:00
        :]

        22:15

        nie znam zupełnie, więc też oglądam :]

        a o 20:30, na przystawkę, kolejny teatr z Janem Nowickim - "Equus".
        Nowicki gra doktora, który w szpitalu psychiatrycznym zajmuje się sprawą chłopca, który
        oślepił kilkanaście koni. dlaczego to zrobił ? kim jest ? co go skłoniło to takiego szaleństwa ?

        sam utwór, to [cały czas cytuję, heh] "jeden z najgłośniejszych w dramaturgii światowej lat 70-tych".

      • pani_lovett Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe" 09.12.14, 21:02
        siostra_bronte napisał(a):

        > Chyba najsłynniejszy film tego reżysera. Oglądam!

        Wreszcie!
        • pani_lovett Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe" 09.12.14, 21:02
          siostra_bronte napisał(a):

          Chyba najsłynniejszy film tego reżysera. Oglądam!

          Wreszcie!
          Ja też. :)
      • grek.grek Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe" 10.12.14, 13:17
        po obejrzeniu mam mieszane uczucia :]

        Narracja jest poprowadzona mistrzowsko. zdjęcia są wspaniałe. Cała robota reżysersko-operatorska
        wybitna jest.

        ale coś mi zgrzyta w przekazie.

        bo Mizoguchi pokazuje czerwoną kartką marzeniom.
        sąsiad, który chce być samurajem ponosi porażkę i wraca do uprawiania ziemi motyką.
        dlaczego ?
        bo gdy wyprawił się po swoje marzenia [spełniając je, nawet jeśli za pomocą kłamstwa] - jego żona została zgwałcona przez żołnierzy, a potem trafiła do burdelu. Kiedy się spotykają faceta dopada sumienie, uznaje swoją winę i wraca do rolnictwa.

        Drugi ulega pięknej dziewczynie poznanej na targowisku.
        Do tej pory wyrabiał garnki, sprzedawał, zaczął na tym zarabiać. A tutaj nagle... bum i wpada w sidła namiętnej piękności. Szaleje dookoła wojna domowa, on nie wraca do domu, więc kiedy nadchodzi armia wojska, żona próbuje uciec z synem, ale zostaje dźgnięta włócznią i umiera.

        Facet zażywa rozkoszy z poznaną dziewczynę, ale tylko do momentu, gdy się okazuje, że jest ona duchem. Jako człowiek zmarła za młodu, nie zdązyła poznać seksu, więc dlatego go uwiodła.

        Gośc ucieka opędzając się mieczem, wraca do domu, a tam zona i dziecko. Problem w tym, że żona jest duchem, bo przecież zginęła, o czym on nie wiedział. Sąsiedzi wyjawiają mu prawdę. Od tej pory poświęca się on wychowywaniu syna i wypalani garnków.

        wynikać może z tych opowieści, że lepsze jest wrogiem dobrego. Obaj jegomoście porzucają rodzinne szczęście, aby szukać sukcesu lub namiętności. Konsekwencje są opłakane.

        z jednej strony zatem, pochwała "małej stabilizacji", z drugiej - potępienie ludzkich pragnień, by łapać gwiazdy. Oczywiście, obaj zaniedbują obowiązki wobec rodziny. Ale z drugiej strony, oddają się czemuś, co napędza motywację do życia.

        Ten co marzy o byciu samurajem - on nie wytrzymuje już w tej codziennej orce motyką. On zyje dlatego, bo ma nadzieję na to samurajowanie. Bez tego by się powiesił. On musi spróbować.

        ten drugi... cóż, jesli uległ piękności-duchowi, to znaczy że mu tego brakowało. Gdyby odmówił, nie mógłby o tym zapomnieć już do końca życia. stałby się dla swojej rodziny nieznośny.

        Marzenia okazują się kosztowne. A nawet sa czystymi złudzieniami. DLa Mizoguchiego jedyną godną pochwały formą istnienia jest rodzinna wspólnota oparta na codziennej pracy i małym szczęściu. NIe jest to trochę wąska perspektywa ?

        ofk, marzą i, wg Mizoguchiego, popełniają błędy - mężczyźni. Pokrzywdzone są kobiety :] Nawet panna Duch jest godna współczucia, bo przecież umarła za młodu i tylko chce trochę ludzkiego ciepła. Dla mężczyzn nie ma żadnego usprawiedliwienia.

        znów feministyczne przesłanie :]

        • siostra_bronte Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 10.12.14, 16:07
          Dzięki, Greku za ciekawą recenzję :)

          Ta "czerwona kartka" to może zbyt mocne określenie. Film pokazuje jak kosztowne mogą być marzenia. I że bohaterowie nie potrafią docenić tego co mają, dopóki tego nie stracą. Wydaje im się, że szczęście jest gdzie indziej, a tak naprawdę mają je tuż pod nosem. Nie wiem, może takie podejście do życia jest zgodne z zasadami buddyzmu? A film pod względem wizualnym jest piękny.

          Jak najbardziej popieram feministyczne przesłania Mizoguchiego :)
          • pani_lovett Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 10.12.14, 16:13
            siostra_bronte napisał(a):


            > Ta "czerwona kartka" to może zbyt mocne określenie. Film pokazuje jak kosztowne
            > mogą być marzenia. I że bohaterowie nie potrafią docenić tego co mają, dopóki
            > tego nie stracą. Wydaje im się, że szczęście jest gdzie indziej, a tak naprawdę
            > mają je tuż pod nosem.
            >Nie wiem, może takie podejście do życia jest zgodne z z
            > asadami buddyzmu? A film pod względem wizualnym jest piękny.

            > Jak najbardziej popieram feministyczne przesłania Mizoguchiego :)

            Z ust mi Bronte cały ten komentarz wyjęła.

            • siostra_bronte Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 10.12.14, 16:16
              Miło mi :)
          • grek.grek Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 10.12.14, 16:40
            dzięki, Siostro :]

            yes, masz rację - chodzi o cenę za marzenia.
            ostatecznie jednak obaj bohaterowie wracają na łono macierzy :], a i wcześniej żony ich
            strofują i przekonują, że otóż te marzenia są na przekór temu co już mają, tej stabilizacji,.
            której powinni się poświęcić.

            oni jednak idą za głosem tychże marzeń i faktycznie przekonują się, że żony miały rację.
            Tyle, że wiemy przecież iż to pan Mizguchi chce mieć rację ;]]

            buddyzm chyba w ogole wypiera instytucję pragnienia. człowiek ma się ich wyzbyć jako
            czynnika powodującego cierpienie. jeden sąsiad ryje w ziemi, drugi wypala garnki - może
            rzeczywiście coś jest na rzeczy. jeden już nie chce być idolem zołnierzy, a drugiego nie
            kręcą już pieniądze, a raczej sztuka dla sztuki.

            ja też :]
            aczkolwiek, u Mizoguchiego, w tych dwóch filmach, szczęście kobiety jest szczęściem jej mężczyzny albo
            rodzinnego ogniska. czy współczesne feministki poparły by taką wizję ? ;]

            w tych filmach, na pewno kobieta jest szlachetniejsza od mężczyzny, bardziej dalekowzroczna i zdolna do poświęceń. mężczyzna buja w obłokach, chce osiągać, zdobywać.

            trochę to by zalatywało tradycjonalizmem ról społecznych [kobiety i mężczyzny] ?
            • siostra_bronte Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 10.12.14, 16:48
              Z tego co się orientuję feministki chcą mieć prawo wyboru, także szczęścia przy domowym ognisku :)

              • grek.grek Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 10.12.14, 16:52
                mnie się wydaje, że kobiety z filmów Mizoguchiego są w jakiś sposób kulturowo zapropgramowane na postawy i zachowania, które uskuteczniają. poświęcają się, dbają o męża, doglądają ogniska domowego, wybaczają mężom to i tamto - bo tak zostały wychowane, w przekonaniu że tak jest najlepiej i właściwie, że taka jest rola kobiety.



                • siostra_bronte Mizoguchi i kobiety 11.12.14, 20:36
                  Wyczytałam ciekawą informację w biografii reżysera. Otóż ojciec źle traktował jego matkę i siostrę, która zresztą została sprzedana do "geishadom" (szkoła dla gejsz?) z czym Mizoguchi nie mógł się pogodzić. Może dlatego reżyser pokazuje skrzywdzone przez złych mężczyzn, cierpiące kobiety?
                  • pani_lovett Re: Mizoguchi i kobiety 11.12.14, 22:12
                    siostra_bronte napisał(a):

                    > Wyczytałam ciekawą informację w biografii reżysera. [...] siostrę, która zresztą została sprzedana do "geishadom" (szkoła dla gejsz?).

                    Stanisław Janicki też o tym mówi w Odeonie, który zalinkowałam.

                    >Może dlatego reżyser pokazuje
                    > skrzywdzone przez złych mężczyzn, cierpiące kobiety?

                    Tego zdania są krytycy filmowi. Wczoraj we wstępie do "Przeznaczenia Pani Yuki" mówił o tym Michał Chaciński w rozmowie z Tadeuszem Sobolewskim.

                    Ale problem jest szerszy...
                    cdn.

                    Ojciec Mizoguchiego swój skromny majątek stracił podczas wojny rosyjsko-japońskiej, w wyniku czego mały Kenji szybko przerwał edukację, a jego ukochana siostra, została oddana do domu gejsz, pisze Krzysztof Loska w monografii Mizoguchiego.
                    Po śmierci matki siostra zabrała 17-letniego Kenji'ego do siebie i opiekowała się nim.
                    • grek.grek Re: Mizoguchi i kobiety 12.12.14, 15:45
                      obie macie rację.

                      o wpływie jaki siostra wywarła na Mizoguchiego mówili też wczoraj jegomoście w TVP Kultura zapowiadający "Zarządcę..."
                    • pani_lovett Re: Mizoguchi i kobiety 12.12.14, 19:43
                      > >Może dlatego reżyser pokazuje
                      > > skrzywdzone przez złych mężczyzn, cierpiące kobiety?

                      Tego rodzaju postaci oraz konstrukcje dramaturgiczne mają proweniencję melodramatyczną.

                      "Melodramat nie jest pojęciem silnie zakorzenionym w japońskiej estetyce czy teorii literatury, a jednak "wyobraźnia melodramatyczna" - pisze Krzysztof Loska w monografii poświęconej Mizoguchiemu - odgrywała szczególną rolę w tradycyjnych sztukach - najpierw w teatrze lalkowym bunuraku, a później w modernizującej się powieści przełomu XIX i XX wieku, która (!-ja) wywarła znaczny wpływ na ukształtowanie się konwencji gatunkowych w pierwszych dekadach rozwoju kinematografii. Twórcy filmowi z Kraju Kwitnącej Wiśni z przekonaniem sięgali do rodzimej literatury romantycznej i realistycznej , podobnie jak pisarze postrzegali świat przez pryzmat moralnego rozdarcia, walki dobra ze złem, poszukiwali przy tym odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne, jakie pojawiały się w epoce gwałtownych przeobrażeń gospodarczych i obyczajowych wywołanych otwarciem na świat oraz przyjęciem zachodnich wzorców postępowania". s. 7.
                      • grek.grek Re: Mizoguchi i kobiety 13.12.14, 17:06
                        świetne, Barbasiu :]

                        człek ogląda sobie film, coś mu się wydaje, ale później filtrujemy to przez moment historyczny, specyficzne uwarunkowania kulturowe, swoiste normy społeczne, filozofię i
                        wychodzi zupełnie nowe odczytanie albo - pogłębione, wielowariantowe.

                        dzięki :]
          • pepsic Re: K. Mizoguchi (2) "Opowieści księżycowe 12.12.14, 19:55
            Dla mnie głównym przesłaniem filmu jest banalna teza, iż rodzina jest najważniejsza.
    • grek.grek "Equus" [1993] teatr w TVP KUltura [3 słowa] 10.12.14, 14:05
      interesująca rzecz. oglądaliście ?

      Doktor od głowy [NOwicki] zostaje poproszony przez sędzię [DOrota Pomykała], dobrą znajomą, a możliwe, że i eks-kochankę, o zajęcie się przypadkiem Alana, chłopca, który oślepił sześć koni [Artur Pontek].

      Doktor zajmuje się więc Alanem, a to wdaje się z nim w wymiany zdań, a to w grę "ja pytam ciebie, a ty mnie", w hipnozę, a wreszcie wykorzystując łatwowiernośc i naiwnośc 17-latka - podaje mu jakąs tabletkę "na szczerość". Alan wierzy, że takie tabletki istnieją, więc doktor wykorzystuje tę sytuację.

      Na początku chłopak jest dośc nieprzyjemny, śpiewa głupie rymowanki zamiast normalnie rozmawiać, ale doktor nie takich już widywał. Potem Alan próbuje go prowokować, niekiedy skutecznie. Na oddziale dowiedział się o tym, że doktor ma problemy w małżeństwie i zaczął
      drwić z bezpołodności, może impotencji, doktora. i to jednak doktor jakoś zdołał opanować. w końcu Alan zaczyna mu ufać i się zwierzać, także dlatego że im dalej w las, tym bardziej on
      sam potrzebuje z siebie wyrzucić wszystko

      Doktor wypytuje także jego rodziców oraz właściciela stadniny koni, w której pracował Alan.

      Rodzice okazują się małżeństwem skonfliktowanym i źle dobranym. Matka to fanatyczka religijna. Ojciec mruk, nienawidzący żony, ale i przeciwny jej religijnym fiksacjom.

      od małego matka karmiła Alana obrazkami biblijnymi, aż się chłopak w nich sam rozsmakował.
      Jako dziecko miał przy łózku obraz "Jezus w drodze na Golgotę", obraz krawawy i wymowny. wpatrywał się w niego przed snem. aż do momentu, gdy ojciec zamienił mu tego "Jezusa..." na obraz końskiego łba. Z hipnotycznym spojrzeniem końskich oczu.

      Alanowi zaczeła się rzeczywistość przestawiać. Pokochał konie. dlatego najął się do pracy w tej stadninie, gdzie godzinami dbał o szkapy.

      w głowie porobiło mu się tak, że zaczął widywać tytułowego Equusa - konia, który wytrwale pracuje dla ludzi, ale nie jest dobrze traktowany i utyskuje nad losem zwierząt w rękach człowieka. I ma boskie cechy. w umyśle Alana naęłożyły się na siebie obrazy i symbole. Koń zastępuje Jezusa jako istota nadzmysłowa. BYć moze takze dlatego, że Jezusa podświadomie odrzucał z powodu matki. stajnia, w której Alan zajmuje się ziemskim odpowiednikiem tego sennego Equusa - jest świątynią. A ten koń ze stadniny, biały, staje się figurą sennego marzenai, materializacją religijnego skojarzenia

      nocami Alan jeździ konno, przeżywając niemalże orgazm, tudzież ekstazę. OPowiada o tym doktorowi z błyskiem w oczach, drążącym głosem. przedtem jeździł tylko raz. Ta scena powraca we wspomnieniach Alana - miał wtedy 6 lat, był na plaży, którą przejeżdzał jakiś mężćzyzna na koniu. zsiadł i posadził w siodle jego. A potem... polizał go po nagim udzie. czy był pedofilem ? na to by wyglądało. Za moment zjawiają się rodzice Alana i wygląda na to, ze znają tego człowieka. I tak jakby ojciec Alana ostrzegał tego gościa, żeby się nie zbliżał do jego syna. Czy ten epizod miał wpływ na psychikę ALana ? czy dlatego, także dlatego, pokochał konie ? bo kojarzyły mu się z tamtym lizaniem po nodze ? Ukryty homoseksualizm i próba jego wyparcia ? Reakcja na molestowanie, które wcale nie było dla niego dotkliwe ?

      i wtdy doktor się rozkleja. Wewnętrznie tylko, ale jednak. Wyznaje to sobie - do dyktafonu, na który nagrywa wszelkie rozmowy i własne monologi. ciekawe, że wygląda podczas nich, w tym gabinecie swoim, jak bohater kryminałów Chandlera.

      doktor dostrzega w Alanie kogoś, kim sam nigdy nie odważył się być. Ożenił się z kobietą poniżej swojego poziomu intelektualnego; nie mają dzieci - doktor czuje, że jest winowajcą tego stanu rzecy, ich małżeństwo to fikcja; doktor poświęca się pracy, a raz na rok jeżdzą na zaplanowane wakacje do Grecji, gdzie doktor chce choćby poczuć powiew wzniosłości, aczkolwiek nigdy mu się to nie udaje.

      "Podczas gdy ja spędzam dni dręcząc potokiem słów tę głupią, pozbawioną wyobraźni kobietę, ten szalony chłopak zaczarowuje rzeczywistość", powiada doktor

      "umiem zahamować jego namiętności, ale... nie będę umiał nigdy mu ich oddać" - rozmyśla, i dodaje, ze "Raz na 3 tygodnie przez godzinę ON ŻYŁ [chodzi o te konne galopady Alana] ten chłopak w jednej sekundzie potrafił przeżyć więcej namiętności niż ja w ciągu całego swojego opanowanego, ostrożnego życia", konstatuje z goryczą.

      własnie Alan uświadmia mu jak głęboko jest nieszczęsliwy. nie ten wariat i świr, który oślepił konie, ale on - normalny, legalny, szanowany pan doktor.

      w ostatnim akcie, Alan chce zażyć tę "pigułkę szczerości" i wyznać prawdę o swoim czynie.

      KLuczowe znaczenie ma tutaj jego znajomośc z Jill [Ewa gawryluk]. Starszą od niego dziewczyną, która załatwiła mu tę pracę w stadninie.

      Od początku Jill go uwodzi. Któregoś dnia zabiera go do kina, na erotyczny film. Alan pierwszy raz widzi nagą dziewczynę. W tym kinie sa niemal sami mężćzyźni, w tym... ojciec Alana. Zauważa syna i chce go wyprowadzić stamtąd, ale Alanowi udaje się uciec z Jill.

      Idą do stadniny, Jill zaprasza go na siano, rozbiera się, prosi żeby on się rozebrał. No i seks. Nieporadny dosyć, a co najważniejsze - Alan się nie sprawdza. Zrównują się narracje i wspomnienie miesza się z obecnością doktora. Alan próbuje go przekonać, ze wszystko było jak trzeba, ale doktor odpowiada niezmiennie "Na pewno ?", areszcie Alan kapituluje i wyznaje, że nie miał erekcji. NIe mógł. Nie w tym miejscu.

      Jest zrozpaczony. Wygania Jill grożąc jej ostrym przedmiotem. Nie słucha jej zapewnień, że nic się nie stało i dla niej "nie ma problemu". A potem oślepia wszystkie konie, zwłaszcza tego swojego Equusa.

      ze wstydu. z powodu zbeszczeczenia Świątyni. Oślepia, bo widziały co się stało. Oślepia, bo, jak podsumowuje doktor "Bóg widzi wszystko" - a Alan postrzegał Equusa jako figurę Boga, ta religia dawała mu ekstazę podczas jazdy konnej, kiedy czuł pod sobą końskie ciało, miękkość boków, twardość mięsni, było to dla niego doznanie zmysłowo-metafizyczne... a tutaj - dziewczyna... "NIe mogłem poczuć jej ciała - płacze Alan - widziałem jego, JEGO OCZY, widziałem GO zamiast niej".

      egzemplifikacja patologicznej religijności władającej zmysłami, wypierającej "naturalne" instynkty, dającej najwyższą rozkosz, ale wpędzającej w nieznośne poczucie winy, skutkujące szaleństwem.

      świetny spektakl, aktorzy prima sort, doskonałe sceny dialogowe Nowickiego z młodym Pontkiem, który czasami jakby przeszarżowywał z histerycznymi reakcjami, ale co ciekawe te szarże skutecznie podnoszą temperaturę nie obniżając zarazem wiarygodności psychologicznej i
      intelektualnej, więc może właśnie tak powinnno być. NOwicki trzyma dystans, ale znakomicie gra postępujące zainteresowanie chłopcem, aż do niemal zaintrygowania nim, bo z każdą kolejną sesją cała terapia staje się dla niego okazją do skonfdrontowania się z własnym, nieudanym, pozbawionym kolorów, życiem.

      www.teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/wideo/zobacz/equus-zwiastun_17995077/
      • siostra_bronte Re: "Equus" [1993] teatr w TVP KUltura [3 słowa] 10.12.14, 16:26
        Widziałam od połowy. Sztuka bardzo znana. Muszę przyznać, że nie przekonuje mnie to jaki to nieszczęśliwy jest psychiatra w porównaniu z szalonym Alanem. Trochę to zbyt łatwe. Ale sztuka rzeczywiście świetnie zrealizowana.

        Przy okazji, Sydney Lumet nakręcił w 1977 r. film wg. tej sztuki z Richardem Burtonem w roli doktora, niestety, nie widziałam.
        • siostra_bronte Re: "Equus" [1993] teatr w TVP KUltura [3 słowa] 10.12.14, 16:39
          W ogóle cała historia jest trochę zbyt schematyczna. Religijny fanatyzm, wątek pedofili i już mamy szaleństwo Alana.

          Znalazłam trailer filmu Lumeta:

          www.youtube.com/watch?v=Tsx5wNyzmRo
        • grek.grek Re: "Equus" [1993] teatr w TVP KUltura [3 słowa] 10.12.14, 16:46
          też nie oglądałem filmowej wersji, a z chęcią bym się zapisał na to.
          dzięki za wzmiankę i trailer.

          wiesz, to doktor uważa siebie za nieszczęsliwego :] subiektywne odczucie. on uważa, że nigdy niczego "ekstatycznego" nie doznał, całe życie był uporządkowany, pod szyję zapięty i rozsądny. I przez to uciekło mu przez palce te 50 lat czy ile on tam sobie liczy.

          jakby uznac, że gośc ma kryzys wieku średniego, to by nawet zyskiwało na wiarygodnośc ;] jak myślisz ? :]

          wg mnie, jest tutaj antymieszczański wątek.
          doktor jest typowym mieszczaninem, i dopiero kiedy konfrontuje tę filozofię życiową z "szalonym namiętnym chłopakiem" - doznaje bolesnej refleksji... "kurde, przez 50 lat marnowałem czas". Dopiero to spotkanie wydobywa z niego skrywaną, tłumioną podświadomie frustrację.

      • pani_lovett Re: "Equus" [1993] teatr w TVP KUltura [3 słowa] 10.12.14, 17:54
        Dzięki. Ciekawy spektakl.
        • grek.grek Re: "Equus" [1993] teatr w TVP KUltura [3 słowa] 11.12.14, 14:07
          dzięki, Barbasiu :]

    • grek.grek Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki" 10.12.14, 16:49
      21:40

      pani żona jest zdradzana nieprzyjemnie przez męża-babiarza.
      zbliża się więc ze swoim miłym sąsiadem. nawiązuje romans. ten ją namawia na ucieczkę we
      dwoje, ale pani ma wątpliwości, bo jednak "co Bóg złączył..." [to ostatnie to licencia poetica ;)].

      skaczemy, jak rozumiem ? :]
      • grek.grek Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki" 11.12.14, 14:05
        skoczyliście ? :]

        ["trochę" będę spojlerował]

        ha, trzeci film w cyklu i po raz trzeci wieńczy go śmierć kobiety oraz żal mężczyzny, który dopiero po jej
        zgonie uświadamia sobie jak była dla niego ważna.

        cóż za niesamowite zakończenie... pani Yuki rzuca się w groźne wody pięknego jeziora, tonie... przybiega na miejsce jej pokojówka i krzyczy z płaczem "Pani Yuki, jesteś tchórzem ! Tchórzem !".

        czy naprawdę pani Yuki okazała się tchórzem ?

        mąz ją zdradza i upokarza - a to się dobiera do niej na oczach pokojówki, a to przywozi do domu kochankę z Kioto, a to kochance oddaje prowadzenie zajazdu pani Yuki, a to jego długi rujnują domowe finanse, nie wspominając już o tym, że odnosi sie do żony po chamsku. menda, po prostu menda.

        pani Yuki znosi te wszystkie akcje.
        dlaczego ?
        swojemu przyjacielowi, który namawia ją by odeszła od męża, powiada że "nie ma pojęcia, na czym to polega, ale w głębi czuje nieodpartą skłonnośc do męża i nie umie jej zwalczyć". Próbuje, opiera się, ale na końcu zawsze prosi go o to "by jej nie opuszczał". Bezkarny mąż robi zatem, co chce.

        czy ten przyjaciel pani Yuki jest gejem ? ona mówi "Może bym potrzebowała romansu, ale ty się do tego nie nadajesz" - ?? tak czy owak, po kolejnym upokorzeniu ze strony męża, które pani Yuki przyjmuje - przyjaciel nazywa ją "tchórzliwą" i dodaje, że "stracił wiarę w nią". Na to konto się upija.

        pani Yuki nic nie może zrobić, więc próbują robić inni. chłopiec, służący w tym zajeździe, probuje zabić nożem męża pani Yuki. Po ty by ją od niego uwolnić. ale mąz odbiera mu nóż, chłopcu udaje się uciec.
        Pijany przyjaciel ujmuje się za nią wobec męża, ale stać go na bezpośredni sprzeciw tylko po pijaku.

        mąż doznaje dwóch wstrząsów.

        pierwszy ma miejsce wtedy, kie3dy znajduje przyjaciela żony śpiącego w tym samym pokoju, co ona. Przyjaciel odsypiał tam swoje pijaństwo, Yuki nawet nie wiedziała, że służba go tam położyła, z braku pokojów dla gości. mąż robi awanturę, oskarża Yuki o zdradę. w istocie, szokiem jest dla niego
        myśl, że żona mogłaby mu odpłacić pięknym za nadobne.

        drugi raz ostatecznie stawia męża do moralnego pionu. kochanka z Kioto chce koniecznie dostać ten zajazd do prowadzenie. Mąż odbiera go pani Yuki, ale kiedy orientuje sie, że kochanka kombinuje na boku z jego znajomym - chce cofnąc decyzję. Na próżno. Kochanka i ten znajomy mają papiery, wedle których taki manewr może skutkować nieobliczalnymi kosztami.

        mąz jest oszukany i wystawiony do wiatru. wtedy własnie dociera do niego, że w istocie kocha swoją panią Yuki. tyle że jest za późno.

        pani Yuki, stłamszona, niezdolna do zmiany - popełnia samobójstwo, a mąż może już tylko doznać rozgoryczenia własną głupotą.

        wg mnie, "tchórz", to za mocne określenie.
        coś czuje, że wg Mizoguchiego też ;]]

        pani Yuki jest po prostu niezrozumiana przez otoczenie. ona podejmuje rywalizację z tą swoją wewnętrzną skłonnością do męża, ale zwyczajnie przegrywa. Nie moze ruszyć do przodu, nie może się cofnąć, więc wybiera śmierć. wybija krążek na uwolnienie.

        jak wygrać z czymś, czego ona sama nie potrafi wytłumaczyć ? nie sposób. MOże i mogłaby go porzucić, wyjechać, ale czy byłaby szczęsliwa mając ciągle tę niewytłumaczalną, instynktowną świadomośc przynależności do niego ? nie sądzę. ona nie może uciec inaczej jak poprzez ten ostateczny akt samobójczy.

        jest spętana kulturą, w jakiej żyje. MOżliwe, że to niezrozumiałe przyciąganie, o którym wspomina, jest właśnie kulturowym nalotem ? wychowała się w takim, a nie innym świecie, wśród takich a nie innych wartości i filozofii.

        tak pojmuje rolę kobiety, swoją powinność. z drugiej strony, ona doskonale wie, że sprawy zaszły za daleko i przyjaciel ma rację - powinna opuścić męża, który dawno złamał zasady, które by ją obligowały do lojalności wobec niego.

        ze starcia tych dwóch światów powstaje jej wewnętrzny konflikt, w którym nie umie ona już dłużej się miotać.

        trzy historie i trzy razy kończące się tą samą refleksją - kobieta jest ofiarą kulturowej opresji,
        mężczyzna orientuje się, że zawalił sprawę, dopiero wtedy gdy jest za późno, by rzecz odkręcić, by
        zapobiec tragedii.

        znów wspaniałe zdjęcia [te panoramy jeziora, hotelowych schodów i okołohotelowych widoków przyrodniczych na tle jeziora i pagorków za nim i dookoła niego - klasa mistrzowska], znów precyzyjna narracja, znów idealne poprowadzenie opowieści z punktu A do Z, znów aktorzy czują związek z postaciami które grają.

        a jednocześnie cała opowieść rozgrywa się w kontekście tematu, który niby jest znajomy pod każdą szerokością geograficzną, ale u Mizoguchiego występuje w ścisłym powiązaniu z normami społeczno-kulturowymi obowiązującymi w Japonii. dzisiaj chyba już nie, albo znacznie mniej, ale w latach ówczesnych - zapewne model ten był znacznie bardziej trwały.

        chociaż, tutaj pani Yuki jest przeciwstawiona ta kochanka z Kioto - swobodna, romansująca, w ogole nie zaprzątająca sobie głowy jakimiś zasadami "co wolno, a czego nie".

        w ciekawy sposób zakorzenienie pani Yuki w tradycji, a kochankii w pierwszych podmuchach nowoczesności, jest zaznaczone strojem.
        pani Yuki, także jej przyjaciel, noszą kimona.
        kochanka, oraz mąz pani Yuki, są ubrani po europejsku.

        • siostra_bronte Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 11.12.14, 17:51
          Dzięki, Greku :)

          Niestety, nie mogłam obejrzeć. Znowu wzruszająca historia z kobietą, cierpiącą przez mężczyznę, w roli głównej. To chyba jeden z ulubionych tematów Mizoguchiego. A historia Yuki jest aktualna niezależnie od czasu i kostiumu.

          • grek.grek Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 11.12.14, 18:01
            dzięki, Siostro :]

            ciągle masz tiwi kontuzjowaną ?

            film bardziej współczesny od poprzednich. samochody, europejskie ubrania, krzesła ogrodowe, nawet szybka japońska kolej. a jednocześnie staranne akcentowanie przywiązania do tradycji, choćby poprzez kimono, w które Mizoguchi ubiera bohaterów. w pewnym momencie przyjaciel pani Yuki jedzie pociągiem, dookoła sami ludzie "po europejsku", a on jeden w kimonie. ciekawa aranżacja.

            o yes, masz rację. historia to uniwersalna.
            z tą małą wstawką, ze dzisiaj kobieta rzuciłaby śmiało takiego buraczanego męża, zwłaszcza mając możliwości życia bez niego.
            pani Yuki nie potrafi tego dokonać z powodów głęboko zakorzenionego w niej systemu wartości i norm, przywiązania, ktore ona odczytuje jako coś bliskiego seksualnemu, ale w istocie okazuje się ono związane raczej z normami społecznymi i stylem w jakim ją wychowano i zasadami jakie jej wpojono.
            • pepsic Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 11.12.14, 18:25
              dzisiaj kobieta rzuciłaby śmiało takiego buraczanego męża, zwłaszcza mając możliwości życia bez niego.
              Nie sądzę, żeby kobieta o tak delikatnej konstrukcji, jak pani Yuki odważyła się na ten krok w dzisiejszych czasach. Greku, chyba masz inny rodzaj kobiety na myśli.
              • grek.grek Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 12.12.14, 15:51
                a to ciekawy pogląd.

                myslę, że bohaterka filmu jest mocno zakorzeniona w japońskiej normie społecznej.
                dlatego dochowuje wierności męzowi, lojalności. jak w innych filmach Mizgoguchiego, czuje
                się ten rodzaj wiary w to, że można go odmienić.

                dzisiaj Japonia jest zupełnie inna, przynajmniej jak się czyta rózne relacje z tego kraju i
                próby nakreslenia zmian jakie zaszły z powodu wieloletniej dyfuzji kulturowej z Zachodem, Ameryką.

                dziewczyny w Japonii są dzisiaj nieco inne niż pół wieku temu. możliwe, że tyleż dylematy i kłopoty jakie przeżywa pani Yuki są koherentne z tymi, które dotykają współczesnych kobiet, co sama postać pani Yuki zupełnie niedziejsza dla japońskiej rzeczywistości społecznej.
                • pepsic Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 12.12.14, 19:57
                  Mi chodziło bardziej o to, że kobieta o tak delikatnej konstrukcji, jak pani Yuka, nieważone czy w Polsce, czy w Japonii, czy na Kaukazie nigdy wyzwoli się z męża tyrana.
                  • pani_lovett Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 12.12.14, 20:20
                    Oboje macie rację, Pepsic, Greku.

                    Wracając jeszcze do aspektu kulturowego, zacytuje fragment z monografii Loski -"Osobowość głównej bohaterki został ukształtowana przez wielowiekową tradycje nakazującą uległość wobec mężczyzn oraz znoszenie z pokorą zniewag ze strony tych, którym winna jest posłuszeństwo".

                    PS
                    Imię Yuki oznacza "śnieg" , który symbolizuje "czystość" .

                    • grek.grek Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 13.12.14, 17:10
                      otóż właśnie, wespół w zespół... :]]

                      konstrukcja pani Yuki jest w jakiś sposób zgodna z normami i zasadami, ktore jej wdrukowano w procesie socjalizacji. wydaje mi się, ze jest ona symboliczną postacią, a to by uwiarygodniało nasze wspólne ustalenia.
            • siostra_bronte Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 11.12.14, 18:25
              Nie, pisałam wyżej, że sąsiedzi mnie zalali i wyprowadziłam się z mieszkania na jakiś czas, a dostęp do tv mam teraz utrudniony, niestety.

              Na pewno sytuacja społeczna kobiet była wtedy znacznie gorsza, ale i teraz takie historie się zdarzają.

        • pepsic Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 11.12.14, 18:22
          Nie sądziłam, że japoński film z lat 50-tych można oglądac z tak wielkim zainteresowaniem, wyczuciem i wielkim zrozumieniem. Zgadzam się, pani Yuki nie potrafiła opuścić męża, i z pewnością nie ułatwiała jej tego silna osobowość współmałżonka, a być moze w tym tkwiła główna przyczyna, tudzież jej kruchość. Do wymienionych przez Ciebie powodów samobójstwa dołożyłabym fakt bycia w ciąży ze znienawidzonym człowiekiem stanowiąc 100%-owy pat.
          • siostra_bronte Re: Mizoguchi [3] "Przeznaczenie Pani Yuki 11.12.14, 19:27
            Cieszę się, że Ci się podobało :)
    • siostra_bronte "Na zawsze Laurence" w Ale kino 10.12.14, 20:26
      W czwartek o 20.10 film Xaviera Dolana z 2012 r. Powtórka w sobotę wieczorem. Fabuła brzmi intrygująco: bohater chce zmienić płeć, a jego dziewczyna stara się mu pomóc. Może ktoś obejrzy i zda relację?
      • grek.grek Re: "Na zawsze Laurence" w Ale kino 11.12.14, 14:06
        przyłączam się do apelu, Siostro :]]
      • pepsic Re: "Na zawsze Laurence" w Ale kino 11.12.14, 18:27
        Proszę na mnie nie liczyć, bo temat mnie nie pociąga:) Mogę w zamian dorzucić kilka zdań nt. "Raju. Nadziei". Niech tylko znajdę wątek.
        • siostra_bronte Re: "Na zawsze Laurence" w Ale kino 11.12.14, 18:31
          Nie jestem zaskoczona :) Czekam na recenzję "Raju".
          • pepsic Re: "Na zawsze Laurence" w Ale kino 11.12.14, 18:35
            Moment, bo mi się żurek rozgotuje;) I uprzedzam od razu, na recenzję się nie odważę.

            • siostra_bronte Re: "Na zawsze Laurence" w Ale kino 11.12.14, 19:29
              :)
    • grek.grek Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 11.12.14, 17:48
      tym razem znów czasy średniowiecznej Japonii.

      władca japoński zostaje skazany na wygnanie, a jego rodzina rozdzielona. żona i dzieci żyją w oderwaniu od niego. są prześladowani.

      Srebrny Lew w Wenecji.
      • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 11.12.14, 17:52
        Uprzedziłeś mnie :) Z tego co wyczytałam film ma niesamowite zdjęcia.
        • grek.grek Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 11.12.14, 18:05
          czekam z niecierpliwością zatem :]

          wiesz, oglądam te przeglądy mistrzów i ta prostota mnie ujmuje.
          Saura, Fellini czy Mizgouchi - to są filmy pozbawione zawijasów formalnych, proste, zrozumiałe.
          ich siła bierze się z mistrzostwa operowania klasycznymi formami wyrazu. są proste, ale jednocześnie
          głębokie. jest tam mądrość i sens. przypominają klasykę literatury :] też obywają się bez łapania się
          lewą ręką za prawe ucho w celu "eksperymentowania" i w jakiś sposób zupełnie im to nie przeszkadza ;]
          • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 11.12.14, 19:24
            Świetnie napisane :)
          • pani_lovett Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 11.12.14, 20:24
            grek.grek napisał:

            > obywa ją się bez łapania się lewą ręką za prawe ucho w celu "eksperymentowania" i w jakiś >sposób zupełnie im to nie przeszkadza ;]

            Kiedyś świat był prostszy, imo.
        • grek.grek Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 12.12.14, 14:06
          co tu dużo mówić... wybitne kino. "Arcydzieło nad arcydziełami", zareklamował imć Sobolewski w pogadance przed-emisyjnej i zapewne wiele się nie pomylił.

          klasyczne elementy [jak dotąd] kina Mizoguchiego - jezioro, tragedia poświęcenia kobiecego, które ocala mężczynę i mężczyna dostający od życia drugą szansę.

          OJciec rodziny zostaje usunięty z posady gubernatora prowincji i skazany na banicję. Za co ? a za to, że stanał po stronie wywłaszczonych rolników przeciwko własnemu państwu. Za szlachetność. Rozdzielają go z rodziną, żoną, 8-letnią córką i 13-letnim synem. Na odchodnem raz jeszcze uczy dzieci "Każdy człowiek ma prawo do szczęścia, wszyscy są równi. Człowiek pozbawiony miłosierdzia staje się potworem". I daje im na pamiątkę figurkę Bogini Miłosierdzia.

          ojciec zostaje wywieziony, a matka z dziećmi i służącą idą na wygnanie. Przyznam, że nie zajarzyłem - dokąd oni idą ? Może chcą do niego dołączyć ?
          Tak czy siak, wędrują przez pola ukwiecione, a pewnego wieczora zaprasza ich do siebie stara kapłanka.
          Oferuje im zaufanych rybakow, którzy podrzucą ich na łódce, gdzie tam chcą płynąć. Zdrada ! Pływacy okazują się handlarzami ludźmi. W brutalny sposób rozdzielają matkę i dzieci, a przy okazji tonie służacą.

          dzieci - Zushio i Anju - lądują w Sahnso, folwarku ministra rządowego. NIe ma tam litości dla nikogo - robota, robota i jeszcze raz robota. Jak w obozie koncentracyjnym albo gułagu [porównanie Sobolewskiego i Chacińskiego bardzo celne]. STraznicy są bezwzględni, a ewentualnie ucieknierzy są łapani i piętnowani na czole. Że Zushio i Anju to dzeci ? Whatever, pracuj albo giń - brzmi motto w Sanshu. Targają więc na plecach drewno i padają pod ciężarem, i dobrze jesli pomogą im inni więźniowie.

          kierownik tego folwarku jest bezdusznym aparatyczkiem, ale z kolei jego syn, to już inn typ człowieka. Wrażliwszy. Stara się pomóc dzieciakom, wpaja im konieczność przetrwania, a one przekazują mu nauki swojego ojca, które wywołują w nim poruszenie, bo dokładnie trafiają w jego własne poglądy. Taro nie mozę jednak nic zmienić.

          Mija 10 lat.
          dzieci są już dorosłe. I nie są już takie same jak wtedy. O ile Anju dochowuje wierności ideałom ojca, o tyle Zushio tak zahartował się w codziennym boju, że zatracił ludzkie odruchy. Pozostają więźniem, pracuje gorliwie, minę ma zaciętą, i wykonuje wyrok piętnowania na współwięźniu, który uciekł i został złapany. ukrywaną od lat figurką Bogini Miłosierdzia rzuca po ziemi. Siostra popłakuje nad nim i jego metamorfozą. Nie rozpoznaje w nim swojego brata. A on gniewnie jej tłumaczy, że to jest ich życie i koniec. Muszą tutaj być, robić swoje i porzucić te śmieszne szlachetności jakie im ojciec wpajał. Inne są teraz realia.

          Jedna z nowoprzybyłych więźniarek śpiewa piosenkę, w której występują imiona Anju i Zushio. POruszona go głębi Anju zasięga języka w tej sprawie, a dziewczyna opisuje spotkaną w innym obozie kobietę, w której Anju rozpoznaje ich matkę. Została ona kurtyzaną w obozie Sado.

          Na moment akcja przenosi się do tego obozu. Matka nonstop mysli o dzieciach, próbuje ucieczki żeby ich szukać, ale zostaje złapana, a że jest to któraś już próba - zarządca rozkazuje podciąć jej ścięgna, żeby raz na zawsze ukrócić ten proceder. Matka kuśytykając o kulach codziennie wychodzi na klif nad jeziorem i mrucząc tęskną piosenkę rozmyśla o losie swoich dzieci i własnym pragnieniu by je odzyskać.

          Kiedy w obozie Sansho jedna z więźniarek jest bliska zgonu, nadzorca poleca wynieść ją poza zabudowania. Anju i Zushio się tym zajmują. w cichym porozumieniu ze strażnikikem, a wbrew nadzorcy, robią dla niej coś w rodzaju szałasu. Zbierając gałęzie i tnąc trzcinę - Anju wspomina ich przeszłość, a w Zushio coś przełamuje. Ten pozornie drobny gest dla umierającej kobiety budzi w nim tlącą się wiarę w to, czego nauczył ich ojciec. Znienacka proponuje Anju, żeby uciekli. Jest sposobność. Ona proponuje mu, żeby uciekł sam, ale zabrał tę umierającą. I żeby schronili się w pobliskiej świątyni, może jeszcze ktoś zdoła ocalić jej życie. Sama Anju chce zostać "Tylko bym ci przeszkadzała. Sam jesteś w stanie tego dokonać", żąrliwie namawia brata.

          Zushio obiecuje że po nią wróci i ucieka. Skutecznie. Rejwach w obozie jest niemożliwy. Wysłana zostaje grupa pościgowa. Docierają do świątyni, ale mnisi nie wydają ukrytego tam Zushio. Zamiast tego kierują ścigających w maliny. W światyni Zushio spotyka Taro, tego dobrego syna zarządcy. Taro stracił wiarę w możliwość zmiany świata, przeszedł na buddyzm i praktykuje w zaciszu światynnym. Proponuje Zushio, by udał się do stolicy i przedstawił swoją sprawę komuś ważnemu, mozę nawet samemu cesarzowi ?

          tymczasem Anju, która została, staje pod oskarżeniem o pomoc bratu w ucieczce. Ma być poddana torturom. Stara więźniarka, która jej pilnuje, biada nad jej losem i obawia się, ze Anju wygada wszystkie o bracie. Anju uspokaja ją "Trupa nie da się zmusić do mówienia". Starsza pani wie, o co chodzi... Pozwala by Anju przywiązała ją do drzewa i ukryła się. Kiedy pojawia się grupa pościgowa - babcia wysyła ich w niewłaściwym kierunku, czym daje czas Anju na to, by mogła z godnością wejśc do jeziora i się w nim utopić. PIekna scena, filmowana zza drzewa, spomiędzy gałęzi. Siostra poświęca życie aby chronić brata i dać mu szansę na powrót do ideałów w które ona sama nigdy nie utraciła wiary, ba - ocaliła ją w tak nieludzkim miejscu.

          Barbasiu i Siostro, świetnie to opisałyście - wspominali o tym obaj... prelegenci ;] wczoraj. Mizoguchi wiele zawdzięczał swojej siostrze. Jej poświęcenie dla niego wywarło kluczowy wpływ na wymowę jego filmów i ten powracający wątek kobiecego poświęcenia dla mężczyzny, a nawet więcej - dla ideałów.

          Zushio kryjąc się pod wielkim kapeluszem słomkowym dociera do stolicy i odnajduje tego ważnego gościa. Chyba chodzi o premiera ?

          Zushio wdziera się na rządowe patio, błaga o posłuchanie, ale zamiast tego zostaje wtrącony do klatki. Następnego dnia z tej klatki go wyciągają i dają mu szansę rozmowy z premierem. Okazuje się, ze premier ów znał jego ojca, cenił go bardzo, za ideały i wyznawany etos lewicowy :] Z wielkim uznaniem komplentuje eks-gubernatora, przy okazji informując Zushio, że jego ojciec zmarł przed rokiem.

          Premier podejmuje sensacyjną decyzję - mianuje Zushio... gubernatorem prowincji, czyli tym kim był jego ojciec przed utratą względów. Zushio najpierw jest zdumiony, ale trzy sekundy później zaczyna działać. Jego pierwszą decyzję jest dekret o zniesieniu niewolnictwa i handlu ludźmi w całej prowincji. Nawet oddelegowani do pomocy mu ludzie, odradzają ten krok. Moze on wywołać konflikt i Zushio skończy jak własny ojciec.

          Zushio jednak jest zdeterminowany. Przede wszystkim chce skończyć z tyranią w Sansho i uwolnić Anju. Wieść rozchodzi się po prowincji. Wszędzie, na rozkaz Zushio, wieszane są płachty z obwieszczeniem woli nowego gubernatora. Owszem, wywołują agresywne reakcje handlarzy niewolnikami i zarządców majątkow, w których oni tyrają na swoich panów. Z drugiej strony, niewolnicy zyskują nadzieję, że oto nadszedł kres ich niedoli.

          Majątek Sansho nalezy do ministra jakiegośtam. Jest to prywatny folwark, wobec czego decyzja gubernatora nie moze go obejmować - tak broni się stary nadzorca Sansho, kiedy w majątku zjawia się Zushio ze zbrojną obstawą, żeby wyegzekwować nowe prawo. Ofk, Zushio ani myśli go słuchac. Ma też w nosie ewentualny konflikt z ministrem. Wyzwala Sansho, tak jak zapowiedział. OGłasza, że niewolnicy automatycznie stają się ludźmi wolnymi i mogą : albo zostać w Sansho i pracować za godną wypłatę lub jej ekwiwalent w postaci ziemi, albo wrócić do domu.Mają pełną swobodę decydowania. Ludzie są szczęsliwi jak dzieci. Zushio z pokorą kłania się człowiekowi, któremu jeszcze niedawno wypalał na czole piętno. "Mam nadzieję,ze to co robię chociaż częściowo zmaże moje winy", powiada.

          Wypytuje oczywiście o Anju i poznaje prawdę o jej losie. Ze wzruszeniem monologuje na temat ofiary jaką złożyła ona na ołtarzu jego nawrócenia i pomyślności.

          Zaraz po wyzwole
          • grek.grek Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 12.12.14, 14:34
            zaraz po wyzwoleniu Sansho, Zushio składa dymisję. Czy nie zachodzi obawa, że nowy gubernator mógłby cofnąc jego śmiały dekret io przywrócić poprzednie prawo ? No nic, chodzi chyba o to, że wykonał misję i tylko dlatego przyjął stanowisko urzędnicze.

            Ma jeszcze tylko jeden cel. Znaleźć matkę.

            Na wyspie Sado znajduje się sieć domów publicznych, do których jego matka miała być sprzedana. Nikt jednak jej nie kojarzy. W chwili rozpczęcia akcji ma ona ok 35 lat, teraz więc powinna miec 45. Takiej kobiety nie ma w tych przybytkach. Zushio jest podłamany, a dziewczyny trochę z niego żartują pogniewane, że nie zostawi u nich żadnych pieniędzy.

            Inni ludzie mówią mu, że jakiś czasu wyspę nawiedziło tsunami i zmyło kilka chat z plaży. Zgineło wtedy 10 osób. MOżliwe, że wśród nich była jego matka.

            Zushio schodzi więc w dół i rozgląda się po tej, pięknej zresztą, plaży. Widzi tylko rybaka szykującego lódź do wypłynięcia.

            Dopiero po chwili spostrzega skuloną postać siedzącą w kucki. Podchodzi bliżej. Kobieta cicho śpiewa pieśń tęskną za swoimi dziećmi, w jej tekście przewijają się ich imiona... Zushio rozpoznaję matkę. Wzruszenie go dopada i ściska za gardło. matka nie wygląda na swoje 45 lat, raczej na 95. do tego jest niewidoma, podpiera się kijem. Zushio się jej przedstawia, ale ona go odpycha "dośc kłamstw ! JUż mnie nie oszukacie !", rzuca gniewnie.

            wtedy Zushio podaje jej figurkę Bogini Miłosierdzia. Matka bada ją palcami i nie może wydobyć z siebie głosu. Dopiero po chwili dociera do niej, że to naprawdę jej syn. Przebiega palcami po jego twarzy. Rzucają się sobie w objęcia.
            Scena tylko z pozoru zbliżona do setek analogicznych w historii kina. Oboje przeszli tak wiele, do ich spotkania przyczyniła się śmierć [Anju], matka jest przerażająco stara jak na swój wiek, a aktor grający Zushio tak fantastycznie wygrywa emocje, że scena ta nie ma odpowiednika wśród licznych sobiepodobnych.

            po chwili wzruszająca radośc ustępuje zadumie. Zushio wyznaje matce, że Anju nie żyje. i ojciec takze zmarł. "Jesteśmy tylko my. Tylko my zostaliśmy", z trudem mówi Zushio, rzucają się sobie w objęcia i tak zostają na tej urodziwej plaży.

            cóz, mecenas Prado miałby tylko jedno do powiedzenia po takim filmie... I miałby słusznośc. CO za historia... Jak perfekcyjnie rozegrana znaczeniowo, symbolicznie i emocjonalnie. ani jednej fałszywej nuty, ani jednego przesadzonego gestu, ani cienia szmiry, a przecież nonstop bohaterowie poruszają się na najwyższych tonach. Arcymistrzostwo reżyserii, nie ma chyba innej kategorii by to ocenić.

            zdjęcia są wspaniałe - od tego pola pełnego wysokich traw i kwiatów, przez które na początklu wędruje rodzina wygnańców, przez zbiorowe sceny codziennej pracy na folwarku, po intymne ujęcia np. śmierci Anju, kiedy kamera patrzy na to, jak wchodzi ona do jeziora i wolno idxie naprzód, aż znika pod wodą, a na jej tafli rozchodzą się charakterystyczne kręgi. kamera szanuje majestat śmierci i jej osobisty charakter. a przez to ujęcie owo jest jakże sugestywne i ogromnie poruszające. Czy nie dlatego Mizoguchi zachwycał co roku w Wenecji i na innych festiwalach ? te uczucia były najpewniej wspólne oglądającym te filmy. nie dlatego, że odwołują się do prostych uniwersalizmów, ale dlatego, że siła ich osobności jest tak znacząca i odczuwalna.

            samobójstwo w jeziorze, jezioro staje się areną rozdzielenia dzieci i matki. podobnie jak w "OPowieściach księżycowych" mężowie i zony rozstają się podczas rejsu po jeziorze, po czym już nigdy nic nie będzie takie samo w ich życiu, jezioro w tle matcznych tęsknot za dziećmi, jezioro za plecami syna gdy spotyka matkę po dziesięciu latach rozkłaki... jezioro obrazem symbolicznym. majestatyczne zwykle. przynoszące spokoj, pomocne, miejsce ucieczki, wspomnienia, wywołujące nostalgię.

            znakomici aktorzy. Yoshiaki Hanayagi, grający Zushio, ma najwięcej do zademonstrowania, bo jego postać przechodzi zmiany i burze osobowościowe, doznaje najgłębszych mentalnych przesunięć i wzruszeń niespospolitych. I aktor spisuje się jak mistrz. Pod czujnym okiem mistrza.

            • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 12.12.14, 17:15
              Dzięki, Greku :)

              Świetna recenzja. Trudno coś dodać. Przyznam, że do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu. Wstrząsający i piękny. I co tu ukrywać, chusteczki okazały się niezbędne. Słowo arcydzieło jest jak najbardziej uprawnione.

              "Okrutny jest ten świat", to zdanie pojawia się w filmie chyba dwukrotnie. I film pokazuje to w sposób tak przejmujący, że czasami trudno to znieść. Najgorsze jest to, że to ludzie są okrutni i tworzą innym piekło na ziemi. I pod tym względem niewiele się zmieniło.

              Zdjęcia są rzeczywiście wspaniałe, bardzo malarskie. Scena kiedy bohaterka z dziećmi idzie wśród traw, samobójstwo Anju, czy matka stojąca na klifie. Coś pięknego. Aktorstwo też jest znakomite, zaskakująco oszczędne.

              • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 12.12.14, 17:33
                Znalazłam video z fragmentami filmu:

                www.youtube.com/watch?v=076MrMynyak
              • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 13.12.14, 15:42
                I jeszcze jedno. Skąd bierze się to okrucieństwo? Ludzie są chciwi. Kapłanka i handlarze ludźmi uprawiają ten proceder dla pieniędzy. Zarządca Sansho wykorzystuje niewolników, żeby mieć większe zyski. Pieniądz rządzi światem i dla pieniądza ludzie zdolni są do podłości. Pod tym względem ta historia jest wciąż aktualna.
                • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 13.12.14, 15:57
                  Piękna muzyka z czołówki filmu:

                  www.youtube.com/watch?v=PBbKBBLfyw8
              • grek.grek Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 13.12.14, 17:16
                dzięki, Siostro :]

                mogę się tylko podpisać pod Twoimi wrażeniami. nie spodziewałem się aż tak pełnego impresji tygodnia filmowego. POdejrzewałem, ze to będą filmy znacznie bardziej... japońskie :]

                własnie, ta oszczędnośc aktorska. niewiele tutaj klasycznej japońskiej nadekspresji, która była przecież stylem gry dośc rozpowszechnionym w ichniej kinematografii.

                zdecydowanie, aktualnośc tej historii, i wszystkich o których Mizoguchi opowiada, jest momentami zaskakująca.

                w "Zarządcy..." widać pewne nawiązania do minionego okresu wojennego, ale dzisiaj ten wyzysk jest równie obecny, obozy pracy są codziennością nawet w krajach cywilizowanych. Jakoś niedawno odnaleziono taki obóz we Włoszech bodajże. I pracowali w nim POlacy. Może już bez wypalania piętna na czole, ale i tak daleko poza cywilizacyjnymi zdobyczami kodeksu pracy.

                nie mówiąc już o Chinach. Kiedyś oglądałem jakiś dokument o fabryce, w której pracują same kobiety, i nawet nie wracają do domu po pracy. Tyrają po 16-18 godzin, idą do pobliskiego internetu, zeby tam się przespać, a potem wracają. I tak w koło macieja. Za wynagrodzenie na poziomie załosnym.
                kłopot w tym, że to załosne wynagrodzenie to dla ich rodzin najczęsciej jedyne źródło utrzymania.
                • siostra_bronte Re: Mizoguchi [4] "Zarządca Sansho" 22:20 13.12.14, 19:49
                  No właśnie, ja też się nie spodziewałam, że filmy Mizoguchiego są tak wspaniałe i że zrobią na nas tak duże wrażenie. Trudno uwierzyć, że powstały ponad 60 lat temu! I nic, a nic się nie zestarzały, a pod względem choćby aktorstwa są wręcz nowoczesne. To potrafią tylko najwięksi mistrzowie kina.

                  I pomyśleć ilu jeszcze wspaniałych reżyserów jest do odkrycia!

                  Masz absolutną rację. Mizoguchi opowiada o tematach uniwersalnych. Wyzysk ludzi pracy trwa w najlepsze i końca nie widać. Na ogromną skalę w Chinach, Bangladeszu, itd., w inny, bardziej wysublimowany sposób we współczesnej Polsce.

    • grek.grek ... oraz powtórki liczne :] 11.12.14, 17:56
      TV 4 20:00 "Underworld"
      TV 4, 22:30 "OMen"

      TVp2, KOcham Kino 22:40 i 2:45 "BLue Valentine"

      naprawdę dobry film, dobre role, jak na amerykańskie kino całkiem wnikliwa psychologia.
      ostatnio TVP chętnie puszcza, w Kulturze, a teraz w Dwójce.

      no i Stopklatka o północy
      "Desperatki"

      cztery dziewczyny z biednych przedmieść LA, wszystkie z potrzebami finansowymi, napadają na banki. dziewczyny prima sort, akcja wartka, rosnące komplikacje, dramaturgia finałowa, nieoczekiwane gesty [szef policji, która się je tropi i ściga, przypomina trochę policjanta z "Thelmy i Louise", granego przez Harveya Keitela], no i... feministyczny przekaz ;].
      szkoda, że tak późno.
      • pepsic Re: ... oraz powtórki liczne :] 11.12.14, 18:34
        "Blue Valentine" brzmi niezwykle zachęcająco, tylko dlaczego tak późno. Why?
        • grek.grek Re: ... oraz powtórki liczne :] 12.12.14, 15:43
          niestety, TVP ma irytujący zwyczaj poprzedzania Kocham Kino jakimś kompletnie zbytecznym filmem. chyba po to, żeby nie robić konkurencji "Ojcu KOsmateuszowi" na Jedynce ;]
          • pepsic Re: ... oraz powtórki liczne :] 12.12.14, 20:01
            A mi sie wydaje że oni to robią to specjalnie, aby zniechęcić do programu Pospieszalskiego, jedynego obecnie w tivi publicznej z tzw. nurtu niezależnego.
            • grek.grek Re: ... oraz powtórki liczne :] 13.12.14, 17:03
              o, ciekawa teoria. mnie się wydaje, że oni po prostu nie mają wyobraźni ;]
              • pepsic Re: ... oraz powtórki liczne :] 13.12.14, 19:14
                Oczywiście żart to był, choć mój kuzyn, ulubiony, zawsze powtarza : w czwartki to się ogląda Pospieszalskiego.
      • pani_lovett Re: ... oraz powtórki liczne :] 11.12.14, 22:14
        > "Desperatki"
        >
        > cztery dziewczyny z biednych przedmieść LA, wszystkie z potrzebami finansowymi,
        > napadają na banki. dziewczyny prima sort, akcja wartka, rosnące komplikacje, d
        > ramaturgia finałowa, nieoczekiwane gesty [szef policji, która się je tropi i śc
        > iga, przypomina trochę policjanta z "Thelmy i Louise", granego przez Harveya Ke
        > itela], no i... feministyczny przekaz ;].
        > szkoda, że tak późno.

        Ale fajny film! :) Innym razem obejrzymy.
        • grek.grek Re: ... oraz powtórki liczne :] 12.12.14, 15:44
          na będzie jakaś powtórka będzie.
        • pepsic Re: ... oraz powtórki liczne :] 12.12.14, 20:02
          A ja nie przepadam za filmami z przesłaniem feministycznym.
      • pepsic Krótko nt. "Blue Valentine" 12.12.14, 20:12
        Do tej pory nie doceniałam Michelle Williams, być może z racji tego, że najczęściej widziałam ją w nudnych filmach. Tym razem chapeau bas za zagranie ozięblej kobiety w wypalonym związku.
        • grek.grek Re: Krótko nt. "Blue Valentine" 13.12.14, 17:02
          podpisuję się pod Twoją oceną. świetna rola, to na niej spoczywa cięzar psychologii tego filmu.
    • grek.grek Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 16:00
      23:00

      ostatni odcinek tego świetnego serialu z kinem Mizoguchiego. ale zleciało szybko, prawdaż ? :]

      tym razem akcja w XVII wieku, kiedy japońskie prawo nakazuje krzyżować publicznie kochanków dokonujących zdrady małżeńskiej.

      żona właściciela drukarni niesłusznie zostaje oskarżona o taką właśnie zdradę. partnerem w tym niecnym czynie miałby być jeden z pracowników tejże drukarni. oboje muszą uciekać z miasta.

      zanosi się na kolejną opowieść wykorzystującą znajome motywy rezyseira.

      • siostra_bronte Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 17:36
        Dlaczego tak późno? Ale postaram się obejrzeć.
      • pani_lovett Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 18:37
        Opowiesz, Greku? Nie dam rady obejrzeć całego filmu.

        Jutro mnie nie będzie na forum, ale wracam w niedzielę.
        • siostra_bronte Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 18:47
          Barbasiu, cały film jest na youtube z angielskimi napisami.

          www.youtube.com/watch?v=076MrMynyak
          • siostra_bronte Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 18:51
            Oj, wkleiłam nie ten link.

            www.youtube.com/watch?v=cXPXBbaFa8s
            • pani_lovett Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 19:05
              Siostro, wielkie dzięki! :))
              Tak się cieszę, że będę mogła obejrzeć i ten film Mizoguchiego.

              • siostra_bronte Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 19:07
                Nie ma za co :)
                • pani_lovett Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 19:51
                  :))
                • pani_lovett Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 12.12.14, 19:51
                  Ale Grek i tak opowiada film.
                  • grek.grek Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie" 13.12.14, 13:55
                    ok :]

                    rzecz się dzieje w Kioto.
                    Osan jest żoną drukarza, monopolisty na rynku, szychy nie z tej ziemi ;]. Drukarz romansuje na boku, jest nieprzyjemny, a całe to małżeństwo jest farsą. Osan nie odchodzi, bo jest finansowo uzależniona od męża, a ponadto - norma, zasada, wychowanie nakazują być z mężem i już.

                    W drukarni pracuje Mohei, młody skryba. Zakochana jest w nim młoda pracownica. Kiedy Drukarz dobiera się do niej nieprzystojnie, dziewczyna w panice powłołuje się na narzeczeństwo z Moheiem, żeby pan dał jej spokój. Mohei odmawia jej jednak potwierdzenia tej wymówki.

                    W tym samym czasie do Osan przychodzi jej brat, biznesmen, i prosi o pożyczkę na ratowanie swojego interesu. Osan nie może się zwrócić do męża, duma jej nie pozwala, poza tym już jest u niego zadłużona, więc nie chce pogłębiać tej sytuacji. Zamiast tego, Osan udaje się do Moheia i prosi, żeby on jej pożyczył.

                    Mohei się zgadza. Niestety, pech chce że próbuje wziąć tę kasę w formie zaocznej pożyczki, czy jakoś tak. Widzi to jego współpracownik, niezła menda. Próbuje szantazować Moheia, żeby do tej pożyczki dodał następną, tym razem dla niego. Mohei odmawia, a "kolega' wysypuje go przed szefem. Robi się z tego chryja. Wine próbuje wziąć na siebie ta młoda zakochana. Że to niby dla niej te pieniądze miały być. Drukarz chce oskarżyć Moheia o malwersację.

                    dodatkowo odbywa się komedia pomyłek, która w swoim finale prowadzi do dramatu. Młoda zakochana wyznaje pani Osan,że jej męz się do niej dobiera. Przychodzi do jej pokoju i szarżuje. Aby złapać męża na gorącym uczynku, pani Osan zamienia się miejscami z młodą. Prowadzi to do serii wpadek, a największą jest to, ze jeden ze współpracowników drukarza zastaje Osan i MOheia w przypadkowym uścisku w sypialni tej młodej panny. Od razu powstaje podejrzenie, graniczące z pewnością, że są oni kochankami.

                    a czasy są pokręcone. Za cudzołóstwo karą jest ukrzyżowanie kochankow. rzecz jest o tyle komiczna, że jeśli to mąz zdradza żonę - nie ma żadnej kary. dopiero zdrada zony powoduje reperkusje.

                    Mohei ma być oskarżony z paragrafu o oszustwa, pani Osan jest na cenzurowanym z powodu tego rzekomego romansu. TRaci wpływu we własnym domu. Mohei zamierza więc wyjechać do Osaki. Co ciekawe, podtrzymuje swoje pragnienie załatwienia dla tych pieniędzy, o które go prosiła. Pani Osan chce się do niego przyłączyć. Wyjeżdzają więc oboje.

                    Kiedy płyną łódką przez jezioro, w onirycznych klimatach mgielnych, pani Osan nagle wyznaje, że chce się zabić. Prosi Moheia, żeby związał jej nogi. W ostatnim słowie MOhei wyznaje jej miłośc. I wtedy pani Osan odchodzi ochota na samobója. Wybucha namiętność między obojgiem. "Chcę żyć !", oznajmia entuzjastycznie pani Osan.

                    Mąz Drukarz dowiedziawszy sie o ucieczce zony i Moheia - cichaczem wysyła za nimi swoich szpiegów. Mają ich dopaść i rozdzielić. Żonę przywieźc do domu. Ofk, mąz mógłby, ba - POWINIEN, poinformować władze o ich cudzołóstwie, ale nie chce tego robić, bo mogłoby to zachwiać jego reputacją i przyczynić się do utraty wpływów u cesarza. Wielki Drukarz, któremu zona przyprawiła rogi... źle to brzmi :]

                    Tak więc, Mohei i Osan ukrywają się, przemykają, co i rusz napotykają jakieś straże, które wiedzą kogo szukać. MOhei przeżywa w końcu kryzys. Próbuje zosttawić Osan i zwiać. Ona z płaczem go szuka, utykając z powodu skręconej kostki. Mohei nie moze wygrać z własną miłością do niej. POjawia się znów i we wzruszającej scenie przysięga, że więcej już jej nie opuści.

                    co ciekawe, braciszek Osan ma nadzieję na to, że siostra i Mohei zostaną złapani razem. Wtedy wielki drukarz straci posade, a on na nią wskoczy.

                    Kiedy do drukarza dociera info, że Mohei i Osan byli widziani na jeziorze - wysyła tam swoich siepaczy. Z rozkazem, zeby przywieźli tylko jej zwłoki. Ci jednak niczego nie znajdują.

                    Drugą informację o nich przynosi komiwojażer. Z jego relacji drukarz i jego pomocnicy wysnuwają ideę, że Mohei i Osan idą w kierunku domu ojca Moheia. Mają rację. Ojciec jednak nie przyjmuje ich zbyt ciepło. Lamentuje, że syn tylko kłopotów napytał sobie i jemu. Na noc kwarteruje ich na tyłach domu, ale prosi, żeby rano odeszli.

                    Traf chce, że jeszcze tego samego dnia przybywają siepacze drukarza. Biorą dziadka w krzyżowy ogień pytań i wyciągają z niego całą prawdę. Rozdzielają MOheia i Osan [scena dramatyczna]. Osan wraca do domu. MOheia zostawiają związanego. Wszystko to zgodnie z instrukcjami od drukarza, który za wszelką cenę stara się zachować ich romans w sekrecie, dla własnych interesów.

                    Osan wraca więc do domu. siedzi u matki i brata. Dla brata ma te pieniądze, o które je prosił.
                    Matka jest rozczarowana jej zachowaniem. Uwaza, że Osan miała u męża jak pączek w maśle, więc po co to psuła. Brat wspiera matkę, więc Osan czuje się winna. Bynajmniej jednak nie chce wyrzec się uczucia do Moheia.

                    Ojciec Moheia ma go pilnować, aż przyjadą po syna żandarmi, żeby go osądzić w sprawie oszustwa. Ale dziadek mięknie i rozwiązuje chłopaka, aby mógł pojechać do Osan.

                    No i tak też się dzieje. Mohei zjawia się w domu Osan. Nie ukrywają się już ze swoim romansem. Matka jest podłamana.

                    Ktoś [ten mendowaty współpracownik Moheia ? a może brat Osan ?] kabluje, że ścigany Mohei jest u Osan. Zaraz zjawia się zespół ścigający. Ganiają ich po okolicy aż do sukcesu.

                    Teraz już nie ma wątpliwości. To romans, cudzołóstwo. Mohei i Osan nie zamierzają zresztą zaprzeczać, a to jeden z warunkow skazania - oboje muszą się przyznać do winy. I oni się przyznają. Niezwykłe. Tylko w ten sposób mogą złożyć świadectwo miłości jaka ich łączy.

                    Mąz Osan zostaje wyrzucony z posady za niepoinformowanie władz o przestępstwie cudzołóstwa, o jakim wiedział. Ten mendowaty wspołpracownik MOheia też obrywa, bo okazało się, że od lat okradał drukarnię za pomocą wypisywania sobie lewych czeków.

                    Osan i Moheia czeka wiadomy los. Kiedy jadą [na koniu, związani, plecami do siebie] na smierć - ludzie zauważają jak bardzo ona promienieje radością, a on jakże jest spokojny. I trzymają się za ręce. w tym jednym momencie mogą być wolni, nie muszą się kryć ze swoimi uczuciami, mogą je obwieścić światu.

                    cóż, wspaniały film, z klasycznymi obrazami Mizoguchiego - jezioro i rola jaką odgrywa w całym dramacie [znów ma być miejscem samobójstwa kobiety, ale niespodziewanie wyznanie miłosne zmienia plany bohaterki], poświęcenie kobiety [ale tym razem mężczyzna dotrzymuje jej kroku], niewierny mąż - przyczyna nieszczęścia bohaterki.

                    wspaniali aktorzy, to warto powiedzieć. Oboje główni - Kazo Hasegawa i Kyoko Kagawa. I bezbłędne zdjęcia, styl, aranżacja kolejnych scen, lokacje. Perfekcja.

                    • siostra_bronte Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie 13.12.14, 15:35
                      Dzięki, Greku :)

                      Mogę się tylko podpisać pod Twoją recenzją.

                      Co do fabuły to moim zdaniem ten mendowaty współpracownik Mohei chciał wskoczyć na jego miejsce. Zaproponował mu to konkurent Wielkiego Drukarza. I ten kazał mu zrobić wszystko, żeby znaleziono Osan i Mohei razem, bo to zniszczyłoby Wielkiego Drukarza na zawsze.

                      Ale faktycznie niektórzy aktorzy byli do siebie dosyć podobni :) Na początku myliłam Osan z tą dziewczyną zakochaną w Mohei.

                      Jeszcze jedna refleksja. Para bohaterów nawet się nie całuje, nie mówiąc już o czymś więcej. A jednak wierzymy w ich wielką miłość bez żadnych zastrzeżeń!

                      I słowo o muzyce w filmach Mizoguchiego. Jest niezwykła, to jakieś piszczałki i pewnie tradycyjne instrumenty japońskie. Jest wykorzystana w oryginalny sposób, pojawia się nagle, podkreślając dramatyzm scen. Dodatkowo buduje niesamowity klimat tych historii.
                      • grek.grek Re: Mizoguchi [5] "Ukrzyżowani kochankowie 13.12.14, 16:59
                        dzięki, Siostro :]

                        yes, masz rację, teraz sobie przypominam.

                        haha, i ja miałem taką akcję.
                        w ogole, ci aktorzy we wszystkich filmach nakładają się na siebie ;] chociaż, akurat w "Kochankach" próbowałem męską populację rozrózniać po sposobie zawiązania włosów na głowie, a kobiecą... no cóz, tutaj miałem spore problemy ;]

                        tak właśnie.
                        ale obejmują się z taką namiętnością, że całowanie to przy tym małe miki ;]

                        swietna uwaga. w "Kochankach", w kulminacyjnym momentach, te piszczałki i bebenki układają się w dźwięk, którzy przypomina... przybijanie gwoździ młotkiem. aż nieprzyjemnie się robi, zważywszy na tytuł filmu i istotne tło.
    • grek.grek "Start" w KUlturze 20:20 & 3:30 12.12.14, 16:07
      debiut Skolimowskiego, z Jean-Pierrem Leaudem [właśnie wchodzi do kin zremasterowana wersja "Czterystu batów", i to jakoś niedawno po "La STradzie" Felliniego - dziwne odczucie, kiedy próbuje się wyczesać trochę grosza na klasykach kina].

      Złoty Niedźwiedz w Berlinie [67].

      rzecz o jegomościu, którego pasją są samochody, a jedynym marzeniem - udział w rajdzie. udaje mu się zapisać na taki wyścig, ale nie ma auta, którym mógłby pojechać, więc staje na uszach żeby je jakoś zdobyć. spotyka też dziewczynę i zakochuje się w niej, co wpływa na hierarchię wyznawanych przez niego wartości.

      warto by skoczyć, nie sądzicie ? :]

      • pani_lovett Re: "Start" w KUlturze 20:20 & 3:30 12.12.14, 18:38
        Brzmi dobrze! :)
        • grek.grek Re: "Start" w KUlturze 20:20 & 3:30 13.12.14, 17:01
          skoczyłaś, Barbasiu ?
          Czcigodni ?

          mnie się nie udało, niestety. chciałem wykonać trójskok "Troja" - "Kochankowie" - "Start" i ostatecznie wyszedł mu dwuskok ;] nawet budzik nastawiony na 3:30 mi nie dał rady, hehe.
    • angazetka "Wyścig" w Canal+ 14.12.14, 12:45
      Jak kto ma ten kanał, proszę uprzejmie dziś oglądać. Siada się do filmu o F1, a po seansie się kręci głową z niedowierzaniem, jakiż dobry, niebanalny, świetnie zagrany film się widziało.
      • mozambique Re: "Wyścig" w Canal+ 14.12.14, 13:27
        racja, bardzo przyzwoity film

        historia rywlaizacji Ausstrika Niki LAudy i brytyjczyka JAmesa Hunta w 1976 roku
        jako James Hunt - JAmes Hemsworth , bardzo wziety aktor o urodzie mlodego Brada Pitta , swietnie umiesnionym ciele i ksztaltnych posladkach chętnie eskponowanych w co trzeciej scenie oraz solidna firma Daniel Bruhl jako NIcki Lauda

        dwaj utalentownai kierowcy F3 , pochodzacy z zamoznych srodowisk które sie na na nich wypięły jak tylko uslyszaly o planach sportowych synków, musieli sobie normlanie kupic sobie miejsce w F1 aby móc startowac ( podobnie jak Kubica) , jeden wzial kredyt pod wlasne nieruchomosci , drugi znalazl moznego sponsora
        dwie kompletnie rozne osobowosci - Hunt - pies na baby , obledny przystojniaczek wygladajaćy jak Achilles z "Troi" , lubiacy sobei wypic, powąchac i bzyknąc co tylko ma dwie nogi i nosi spoódniczke , gwaizdor telewizyjny, do zawodu kierowcy podchodzący dosc lekko
        i Lauda - niezbyt piekny mruk i samotnik, niepowalający towarzyskoscią, zawod kierowcy i mechanik znajacy od podszewki, innowator , spedzajcy cale dnie z mechanikami w warsztacie , zakochany w jednej kobiecie cale zycie
        w sezonie '76 rywalizowanli o tyttul mistzra swiata , na podium wymienieali sie miejscami i raczej niespecjalnei sie lubili , jeden drugiemu nieźle grał na nerwach , az do pamietnego wyscigu w NIemczech rozgrywanego w deszczowych warunkach i zakoncoznego wypadkeim Laudy w płomieniach.
        Wiadomo ze Lauda wrocil na tor w 6 tygodniu po wypadku, dokonując heroicznej rehabilitacji po poparzeniu dosc duzej powierzchni pluc i twarzy ( cos niesamowitego) i scigal sie jeszce dosc dlugo .. Hunt po tym sezonie na mistrzostwa jzu nie odzyskal, zająl sie szołbiznesem, panienkami, piciem i cpaniem i zmarl dosc mlodo na zawal .

        Film pokazuje fakty dosc znane i niespodzianek welkich tu nie ma ale warto zobaczyc ze wzgledu na doskonale techniczne sceny z wyscigów F1 , az dziw ze powsatly jzu filmy o chyba wszystkich dyscyplicnach sportowych a o wyscigach samochodowych jest ich dosc malo. O F1 to chyba pierwszy film fabularny nie ?

        Ja mialam przed wszytkim taka refleksję - ze te 40 lat temu poziom zabepieczenia i organizacji wyscigów Formuly w porówaniu z dzisiejszym byl po prostu smieszny ( w filmie sa wkomponowane oryginalne ujecia z tamtych imprez) - szerokosc toru chyba o 1/3 mniejsza niz dzisiejsze ( jakby sie na promenadzie w KOlobrzegu ścigali) , pit-lane zapchany jak parking w rynku, wzdluz toru rosly sobei drzewka, krzaczki, jakies górki i głazy dla ozdoby istniały , fotoreporterzy sprawnie robili zdjecia leząc na trawniczku metr od "kraweznika" , a publicznosc miala czesto wstep na te zielone tereny "wewnątzr" toru , między jedny zakretem a drugim , tam sobei rozstawiali leżaczki i parasolki, cudnie ! A na finiszu sędzia ze stosowna flagą machał sobei biegając po torze.
        NIe dziwota ze tyle wypadków wtedy było.

        TYm wyrazniej widac jaki postep z czasem nastapil nie tylko w dziedzinie kosmicznej juz techniki motoryzacyjnej ale tez w zakresie budowy torów, organizacji wyscigów, zabepieczen itp .

        JA kompletnie "nietechniczna" jestem a ten film ogladalam z zainteresowaniem, więc babom tez powinien sie spodobać. I to wcale nie z powodu gołego tylka Hemswortha , naprawde nie !
        • grek.grek Re: "Wyścig" w Canal+ 14.12.14, 17:18
          dzięki za barwną recenzję, Mozambique :]

          to jest to, co Amerykanie lubią najbvardziej : ekstremalnie skonstrastowane osobowości, szybkie auta i trudne powroty po upadkach :]

          swoją drogą, pan aktor Hemsworth jest dość wysoki. jak oni go wpasowali do bolida ? kierowcy F1 zwykle są średniego wzrostu,góra złoty75 ?

          ciekawa refleksja dot. F1. nie znam się na specyfice tych wyścigów, zwłaszcza że nie jedzie się w nich do przodu, tylko dookoła. poza tym, wydaje mi sie że to jest jedna wielka reklama Mercedesów, Ferrari i innych rekinów tego biznesu. jakoś nigdy nie mogłem się tym zaintereesować, mimo że egzotyczne sporty do mnie przemawiają [krykiet, golf, baseball], przynajmniej w niektórych swoich przejawach.

          może dlatego jak się trafia taka "rivalary" jak Lauda-Hunt, to od razu powstaje film :]

          "goly tylek Hemswortha"
          o kurde, dobrze że ostrzegłaś, będę czujny jak pies podwójny, co by sobie zasłonić oczy :]
          • mozambique Re: "Wyścig" w Canal+ 15.12.14, 09:44
            zwłaszcza ż> e nie jedzie się w nich do przodu, tylko dookoła."

            dobiję cię - dookoła tak jedzie sie powiedzmy 56 albo72 razy
            dychasz jeszcze ?
            • grek.grek Re: "Wyścig" w Canal+ 15.12.14, 13:56
              ledwie ;]

              taką liczbę okrązeń można wy-oglądać chyba tylko podtrzymując w sobie nadzieję na jakiś spektakularny wypadek ;] [taki czarny humor]
        • maniaczytania Re: "Wyścig" w Canal+ 14.12.14, 22:51
          to ja tylko drobne sprostowanie :) - Hemsworth ma na imię Chris i jak dla mnie to jest baardzo baardzo przyjemny (uwielbiam go jako Thora :) ) , a Brada Pitta przystojnym bym nie nazwała ;)
    • mozambique Wenus w futrze na Canal + 14.12.14, 13:48
      POlanski , Seigner i Amalric

      chywt "teatr w teatrze" = rezyser przeslchuje kandydatke do roli w sztuce , ktorą sam napisał a ktora jest adaptacja znanej powiesci markiza Masocha z XiXw., kandydatka choc nieumowiona jest bezczelna przebojowa, ma tupet , inteligencję cięty język i potęzny seksapil a rezyser ma ukryte albo nieuswiadomione ciągoty masochiczne i kompleks Nadkobiety .
      Akotrke gra Seigner a rezyser nazywa sie Tomasz Nowaczek i nie da rady nie odniesc tego do pary POlanski - Seigner.
      Recenzenci analizuja ten film siegając do glebokich achcetypów kobiecosci, podsatw psychoanalizy , uwzaja ze POlanski tym filmem oddal hold swej zonie - muzie, parnerce, kochance, opoce jednoczesnei odkrywajać swe lęki, strachy, kompleksy czy nawet dewiacje.

      JA tak mądra nie jestem - oglądałam ten film po "wiejsku" czyli - czy mi sie podoba czy nie .
      No i jak zwykle- nie sposob odmówic miztrsostwa rezyserowi a zdolnosci aktorom. Emmanuele wydaje sie tu byc aktorką dojrzałą manetalnie , calkowicie swiadomą i doswiadczoną co jest tu zaletą. DO tego wciąz niesamowicie pociągajacą fizycznie czemu bardzo pomagaja zdjecia Pawla edelmana ( mozna rzec ze jest tu filmowana "z miłośćią") i muzyka Aleksandra Desplata

      JA tylko tak mialam mysl - wiadomo ze wiele przypadkwów gdy malzenstwo realizowalo razem odwazny, bardzo osobisty film , konczylo sie rozwodem np Cruise i Kidman roziwedli sie po Oczach Szeroko Zamknietych , Kate winslet i Tim Mendes chyab po MAłych Dzieciach, itp

      Wenus.. jest z 2013r - cieakwe jak ma sie ich malzenstwo?
      • grek.grek Re: Wenus w futrze na Canal + 14.12.14, 17:24
        chyba za długo są razem, żeby z takiego powodu się rozchodzić ;]

        nie oglądałem tego filmu, trudno mi coś napisać polemicznego; zachęciłaś mnie do obejrzenia, bez dwóch
        zdan.

        ponoć aktor grający główną rolę do złudzenia przypomina samego Polańskiego, prawda ? :]
        [to by dodatkowo sugerowało pewne osobiste wątki; ewentualnie Polański tak go zainscenizował, żeby
        się zabawić kosztem recenzentów]

        • mozambique Re: Wenus w futrze na Canal + 15.12.14, 09:56
          rzeczywiscie Amalric przypomina POlanskeigo - wzrostem , budową ciała , rysami twarzy ( ma np wydatny nos i zywe ciemne oczy) , fryzurke tez ma zarośniętą stosownie a przede wszytkim ma podobą mimike, ruchy, gestykulację , mówi chyab podobnie itp

          POlanski w wywaidach mowil ze Amalrica znalazl normalnie na castingu, i dopeiro w trakcie prób ktos zwroicl mu uwage ze "sluchaj, ale on do ciebei podobny"
    • siostra_bronte "Annie Hall" w Kulturze 14.12.14, 14:02
      Dopiero 24 grudnia, ale chciałam jak najszybciej podzielić się z Wami tą radosną wiadomością :)
      • grek.grek Re: "Annie Hall" w Kulturze 14.12.14, 17:26
        doskonała informacja. w Jedynce i Dwójce pewnie święta będą z samymi "kevinami", gadającymi psami, jeżdzącymi na wrotkach Mikołajami i resztą menażerii, więc możemy liczyć tylko na świąteczne prezenty filmowe w Kulturze.

        • siostra_bronte Re: "Annie Hall" w Kulturze 15.12.14, 11:20
          Hehe, świąteczny program dokładnie tak wygląda, także w stacjach komercyjnych. W Kulturze wypatrzyłam jeszcze, dzień później "Jestem miłością" z Tildą Swinton.
      • pepsic Re: "Annie Hall" w Kulturze 14.12.14, 18:54
        Wigilia to nie najlepszy pomysł na pokazywanie dobrych filmów na poziomie, zwłaszcza dla gospodyń domowych;) Tak Greku, miałeś rację, włodarze tivi nie mają za grosz wyobraźni. Kompetencje i politykę telewizyjna przemilczam, bo to temat odrębny.
        • siostra_bronte Re: "Annie Hall" w Kulturze 15.12.14, 11:22
          Nie będziesz chyba pichciła o tak późnej porze? :)
          • pepsic Re: "Annie Hall" w Kulturze 15.12.14, 19:18
            O tej godzinie zazwyczaj jestem padnięta, sprzątam po gościach i corocznie obiecuję, że na pasterkę pójdę... za rok.
        • grek.grek Re: "Annie Hall" w Kulturze 15.12.14, 13:53
          od zawsze TVP to układ towarzysko-rodzinno-polityczny :] gdyby jeszcze serwował dobry program, to - w dobie internetu i dostępu do pluralizmu opinii - dałoby się jakoś to zbyć lekceważeniem. niestety - tak dobrze nie ma :]
      • pani_lovett Re: "Annie Hall" w Kulturze 14.12.14, 19:14
        Świetna wiadomość! A o której godzinie?
        • siostra_bronte Re: "Annie Hall" w Kulturze 14.12.14, 22:41
          O 22.25 :)
    • grek.grek Dexter" sez 8 odc 4 14.12.14, 14:13
      W 3 odcinku pijana i pełna wyrzutów sumienia Debra Morgan omal nie wsypuje siebie i swojego brata jako morderców kapitan La Guerty. Dexter interwieniuje w ostatniej chwili, a sierżant Quinn "przyjmujący" pijackie "zeznania" jego siostry - oczywiście nie daje im wiary, składając je na karb kłopotów Debry z faktem, że "mogła pomóc, ale nie zdołała"./ Gdyby znał prawdę... COś mi się wszelako wydaje, że sierżant w którymś momencie zacznie tę prawdę dostrzegać. Ale to tylko takie swobodne przepływy myśli ;]

      Dexter umieszcza siostrę u dr Vogel, a ta przeprowadza jej terapię psychologiczną. Trwa to tydzień. Z tym swoim hipnotycznym wzrokiem i głosem, Vogel tłumaczy jej, że zabicie La Guertty były koniecznością. Perswaduje jej głupotę, jakoby to Dexter "powinien wtedy zginąć", co powtarza rozżalona Debra, obwiniająca brata o to, że wciągnął ją w coś co tak wypaczyło jej charakter.

      Vogel stara się umocnić w niej przekonanie, że ratowała wtedy swojego brata, że nie tyle odebrała życie kapitan, ile uratowała życie Dextera. Kilka razy zabiera ją do tego kontenera w porcie, w którym rozegrała się cała tragedia. A wreszcie sięga po argument kluczowy - nagrania z Harrym, który po odkryciu zabójczych instynktów Dextera chodził do Vogel na konsultacje i wspólne ustalenia jak z tym faktem postępować. "Twój ojciec [Harry był rodzonym ojcem Debry i przybranym Dextera] też miał problem z tym kim jest Dexter, ale poradził sobie", tłumaczy jej Vogel. To jakby nieco łagodziło zachowania Debry, jakby lepiej rozumiała sytuację.
      Harry wiedział, a mimi to ofiarnie chronił Dextera. Ty też to robiłaś. Nie możesz nagle sie tego wyprzeć, zrezygnować.

      "Wtedy w kontenerze wybrałaś życie Dextera, a nie La Guerty... i wybrałabyś Dextera zawsze, ilekroć musiałabyś decydować wybrałabyś jego. Pogódź się z tym", tłumaczy jej Vogel.

      Dextera Vogel trzyma z daleka od siostry. Lepiej żeby teraz go nie widywała. Tak więc Dexter zajmuje się szukaniem killera, który wycina ludziom mózgi [uch!], a fragmenty wysyła Vogel. Ona uważa, że to groźba.

      Następny na liście eks-pacjentów Vogel - jest niejaki AJ Yates. Vogel leczyła go kiedy miał on 12 lat i rzucił krzesłem w kolegę ze szkoły. Yates pracuje jako monter kablówek. Dexter śledzi go i niespodziewanie zauwaza,że Yates ma na głowie coś w rodzaju blizny, jakby po operacji otwierania czaszki. Pyta o to Vogel, a ona przyznaje, że owszem - sugerowała, że Yates może mieć zator w mózgu, który wpływa na jego agresję, ale nie wiedziała, że operacja została wykonana. W każdym razie Dexter zaczyna się jej trochę obawiać. Jakie numery ma ona jeszcze na koncie ?

      Przeszukując mieszkanie Yatesa Dexter odnajduje szafę pełną damskich kozaków. Pojedynczych. NIe wie, że Yates obserwuje go na domowym monitoringu. Yup, Yates mieszka w zwykłym szeregowcu, ale naszpikował go mini kamerami, a w piwnicy urządził sobie centrum dowodzenia.
      Dexter ściąga odciski palców z tych kozaków, a potem wychodzi. Nie wie, że Yates wszystko widział i nawet słyszał, bo Dexter podczas tego przeszukania dzwonił do Vogel. Yates wie zatem, kto go szuka.
      Dexter nie wie,że Yates ma w piwnicy coś w rodzaju klatki, w której przetrzymuje jakąś kobiete. Możliwe, że te kozaki należały do wcześniejszych ofiar.
      Yates ma ojca. Starszy pan mieszka w domu opieki. Yates o niego dba, na stoliku lezy paczka urodzinowa, jaką Yates ma zamiar ojcu wysłac/zawieźć.

      Doktor Vogel ciągle próbuje Dexterowi wgrać teorię, że on wcale nie potrzebuje Debry. Owszem, wydawało mu się, że tak jest, ale był w błędzie. "Kiedy wyzbędziesz się potrzeby jej aprobaty - staniesz się naprawdę niezależny", powiada Vogel. Cały czas stara się ona wmówić mu, że jego więź z siostrą jest sztuczna. Dla niego zwłaszcza, bo jako psychopata w istocie nie jest w stanie odczuwać miłości w taki sposob, w jaki inni ludzie tego doświadczaja. Ot, podpatrzył to u innych, chciał się dostosować [także dlatego by się lepiej maskować] i utrwaliło mu się.

      Dookoła kręcą się wątki pomniejsze : sierżant Quinn robi aplikacje na porucznika, bo oczekuje od niego ambicji Batista, jako że Quinn chodzi z jego młodszą siostrą; młodsza siostra Batisty, jednocześnie opiekunka do syna Dextera, jest zazdrosna, bo Quinn czasami pomaga Debrze, swojej eks-dziewczynie, nawet daje po pysku policajowi, który naśmiewa się z panny Morgan; kolega Dextera z laboratium, łysy Azjata Masuka, już ma nadzieję na randkę z pewną studentką, gdy się naraz okauzje,że to jego córka [przez bank nasienia]; policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa niejakiej panny Rivera - podejrzewany jest jej chłopak - każdy z tych wątków nagle może się połączyć z tymi dotyczącymi Debry i Dextera.

      Sama Debra zbliża się ze swoim szefem z tej prywatnej firmy detektywistycznej, w którejk pracuje.

      Dexter wraca do miesszkania Yatesa. I już nic nie znajduje. Yates usunął kozaki. Dexter zapuszcza się dalej w poszukiwaniach i schodzi do tej piwnicy. Znajduje tam monitoring, domyśla się więc że Yates o nim wie. W piwnicy jest też małe laboratorium oraz podręćznik otwierania czaszki. Yates jest tym killerem, który wysyła kawałki mózgu do Vogel.

      W tej klatce znajduje szafę z zamkniętą w środku dziewczyną. Jest ranna. Yates zostawił ją, żeby się wykrwawiła. Dexter uwalnia ją i podrzuca pod szpital. NIe może się ofk sam ujawnić.

      Dexter wzywa na miejsce Vogel. Okazuje się,ze pani doktor prowadzi notatki nt swoich pacjentów. Także na temat Dextera. Bez nazwisk, ale Dexter rozpoznaje w tych zapiskach swój przypadek. Czuje się nieswojo. "Po co to robisz ? Mam być tematem na kolejną ksiązkę ? Jestem twoim królikiem doświadczalnym... Dlatego próbujesz odsunąć ode mnie siostrę", wyrzuca jej Dexter. Vogel próbuje się bronic,ze taka jest jej rutynowa praktyka, ale Dexter nie chce jej słuchać. Zapowiada jej, że po załatwieniu sprawy z Yatesem - koniec między nimi.

      Ofk, Dexter wie jak zwabić Yatesa w dogodne miejsce. Udając obsługę tego domu spokojnej starości - dzwoni do Yatesa z informacją, że ojciec jest umierający. Yates zjawia się na miejscu, a Dexter próbuje go zaatakować w pokoju jego staruszka. Yates zachowuje się w sposób zupełnie desperacki - odłącza swojego ojca od aparatury podtrzymującej życie i w ten sposób, ryzykując jego śmiercią, wzywa alarmowo pielęgniarki. Sam ucieka przez okno. Dexter jest zdumiony jego zachowaniem. "Gotów był zabić swojego ojca, żeby się ratowac. Ja nie umiałbym tak zrobic z Debrą. MOje uczucia do niej są prawdziwe", upewnia się Dexter w swojej pewności, że Vogel robi jemu/im źle i jej sugestie co do jego związków z sioostrą są kłamliwe.

      Debra ogląda jeszcze raz nagrania z Harrym. Dostaje je od Vogel na własność. A potem nagle pojawia się pod komendą policji. Czeka na Dextera. Jest uśmiechnięta. Przeszło jej ? Wydobrzała ?

      Kiedy pojawia się Dexter, Debra proponuje przejażdżkę. Dexter prowadzi. Debra pyta go, czy to prawda że Harry popełnił samobójstwo. Dexter na to, że tak - Harry przedawkował celowo leki nasercowe. "Zrobił to przez ciebie ?", pytta Debra, a Dexter odpowiada, ze "Najpewniej tak. Zobaczył mnie z poćwiartowanym przeze mnie ciałem". Debra się zamyśla...

      Wreszcie mówi "Wiem jak się czuł, ale... NIE ZROBIŁ WSZYSTKIEGO !" - i nagle przekręca siłą kierownicę auta i wykoleja samochód z drogi. Wpadają do wody. Dexter traci przytomnośc. Jakiś chłop skacze na pomoc, wyciąga na brzeg Debrę. Cuci ją. Tymczasem auto z nieprzytomnym Dexterem idzie na dno. Debra spogląda na nie i... skacze by jednak ratować brata. Po chwili wypływa trzymając go za głowę...

      Wygląda na to, że spróbowała go zabić, albo zabić ich oboje, lecz jednak sekundę po całej akcji dotarło do niej, że nie umiałaby z tym żyć. Nieźle się zakamuflowała, uśmiech, niby wszystko fajnie, że już "zdrowa" jest, i taki numer... :] POczątek 5 odcinka będzie ciekawy :]

      Tytuł odcinka brzmi "BLizna [Scar tissue]". Jak słusznie monologuje Dexter - "blizna zasłania ranę, z czasem blednie, potem o niej zapominamy" - cóż, czasami z przygodami ;]
      • grek.grek Re: Dexter" sez 8 odc 4 14.12.14, 14:17
        www.youtube.com/watch?v=Cb3Ma3QW6yY
        • pani_lovett OT Rozmowa kolejkowa 16.12.14, 00:25
          Wpadłam w wir przygotowań. Dziś upiekłam 80 pierniczków. ;)

          W sobotę już o 7 rano zajęłam kolejkę po jaja od chłopa na targu. ;)

          Chłop niesie w końcu wiadra z jajami. Mały Wietnamczyk , handlujący na targu jeansami, na ten widok krzyczy , puszczając (skośne) oczko do kolejki: "Ale jaja"!
          Pan z kolejki do Wietnamczyka : "Mają po dwa żółtka".

          :)
          • grek.grek Re: OT Rozmowa kolejkowa 16.12.14, 16:49
            ho ho, Barbasiu, widzę że przygotowania ruszyły pełną parą :]

            haha, dobry dialog. chwilę trwało zanim załapałem, ale już się śmieję w pełni świadomie :]]
            • pani_lovett Re: OT Rozmowa kolejkowa 16.12.14, 17:39
              Yes! Jakoś tak wcześniej w tym roku!? :)



              Hahaha! No właśnie. :))) Tak się teraz zastanawiam czy pan w pełni świadomie czy nieświadomie wypalił z tym żółtkiem.

              A pan z kolejki chyba powiedział tak: "Siedzą w niech po dwa żółtka".
              Już niestety nie pamiętam dokładnie.
              Tak czy inaczej o żółtka chodziło. ;))

              Wietnamczyk już nic więcej nie powiedział.

              • grek.grek Re: OT Rozmowa kolejkowa 17.12.14, 16:36
                hehe, instynktownie czy świadomie - trafił w dziesiątkę :]
                • pani_lovett Re: OT Rozmowa kolejkowa 18.12.14, 00:46
                  Yes! :))

    • grek.grek "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 14:19
      co tu więcej dodać... :] :

      www.rp.pl/artykul/9146,1164695-Cztery-Europejskie-Nagrody-Filmowe-Dla-Idy-.html
      teraz to już tylko Złote Globy i Oscary.
      Europa wzięta szturmem, pora na Amerykę ;]
      • pani_lovett Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 16:32
        To samo chciałam powiedzieć.
        Pozostaje więc trzymać kciuki.
        I ... obejrzeć "Idę".

        :)
        • grek.grek Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 17:27
          yes, Barbasiu :]
          mnie się ciągle wydaje, ze TVP niebawem pokaże ["Pokłosie" case] :]
          • pani_lovett Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 19:08
            Oby jak najszybciej! :)
      • angazetka Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 17:25
        Nominacja do Złotego Globu już jest, sądzę, że nominacja do Oscara to raczej formalność (gremium nie lubi się wysilać i raczej głosuje na ten filmy, które zdobyły już uznanie w oczach innych, a "Ida" - wiadomo).
        • grek.grek Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 17:29
          coś mi się zdaje, że polityka weźmie górę i mam wrażenie, że Oscara dostanie "Lewiatan", który zgodnie odczytywany jest jako zmasowana i bezpardonowa krytyka putinowskiej Rosji.
          • pepsic Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 18:49
            Myślę, że z tematyką holokaustu nikt nie śmiałby wygrać.
            • pani_lovett Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 19:07
              Film Holland, jak pamiętamy, przegrał z irańskim "Rozstaniem" Asghara Farhadiego, więc przewidywania Greka mają mocne podstawy.
              • pepsic Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 19:16
                Bo film "W ciemności" jest słaby, bez fabuły, która de facto jest tłem do pokazania historycznych zdarzeń wojennych, podobnie, jak "Katyń". Natomiast "Ida" jest znakomita.
                • pani_lovett Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 19:20
                  Oby więc okoliczności pozafilmowe ( zajęcie przez Rosję Krymu, konflikt na Ukrainie,) nie wpłynęły negatywnie na werdykt jury.
            • angazetka Re: "Ida" najlepsza w Europie 14.12.14, 21:52
              O grrrr. Jak ja nie lubię takich sugestii. Zwłaszcza że "Ida" jest filmem bardzo udanym i nie powiedziałabym, że o Holokauście.
    • pepsic Wczorajsza "Niewinna" - spojler 14.12.14, 17:04
      Treść mało odkrywcza i zgrana do cna. Małżonek po śmierci ukochanej żony dowiaduje się, że miała kochanka. Postanawia zatem odszukać delikwenta i się rozliczyć. Grają Liam Neeson i Antonio Banderas, jako etatowy kochanek, tutaj zupełnie nie przekonywujący (totalna porażka). Teraz czas na wrażenia: otóż nie mogę pojąć, jak można tak nośny temat, na dodatek z gwiazdorską obsadą tak nikczemnie spaprać. Pamiętam doskonały rosyjski dramat w podobnej tonacji "Kochanek", gdzie od skrywanych mniej lub bardziej emocji aż kipi, gdzie jest sens i myśl do rozważenia, a przede wszystkim akcja i momentami tragifarsa, ot samo życie. Tu panuje totalna nuda, bohaterowie szeleszczą papierem, zupełnie brak pomysłu, właściwie nie wiadomo czemu mają służyć poszczególne sceny. Ledwo dotrwałam do końca. Omijać z szerokim łukiem. Produkowano w "Ale Kino!".
      • grek.grek Re: Wczorajsza "Niewinna" - spojler 14.12.14, 18:06
        ciekawe, jak to "rozliczenie z kochankiem zmarłej żony" się odbywa ? :]

        i czy reżyser ma tyle fantazji, żeby zagrać to w stylu "Ostatniego tanga w Paryżu" ? po tonie Twojej recenzji wnioskuję, że raczej niekoniecznie, hehe.

        dzięki za... ostrzeżenie, Pepsic :]
        • pepsic "Niewinna" versus "Kochanek" 14.12.14, 18:41
          Pan mąż (Liam Neeson) w ramach krwawej zemsty planował suchego szwagra zatłuc młotkiem, ale kiedy zobaczył, jaki z niego palant zrezygnował i kupił mu nowy garnitur (przysięgam, że nie żartuję). Greku, nie chodziło o rozliczenie, a konfrontację i odpowiedź, dlaczego niewierna małżonka latami prowadziła podwójne życie (moja wina, użyłam złego słowa). Żeby było śmieszniej, pani żona nie widziała świata zarówno za mężem (statecznym, kulturalnym człowiekiem na poziomie o niezłej pozycji zawodowej), jak i kochankiem pochodzącym z niskiej warstwy społecznej, oszustem, któremu nie wahała się spłacać długów finansowych. Dodam, że była kobietą światłą, znaną projektantką mody, która nie podjęła się leczenia nowotworu ze względów estetycznych (sic!). Coraz absurdalniej to brzmi, prawa? Ponadto kompromitujące ją zdjęcia, tudzież maile pozostawiła na laptopie, mimo świadomości rychłej śmierci.

          Greku, "Niewinna" nie jest warta dyskusji. Godny polecenia jest znakomity "Kochanek", nieudolnie powielony pierwowzór.
          • grek.grek Re: "Niewinna" versus "Kochanek" 15.12.14, 13:50
            hehe, to trochę brzmi jak komediodramat ? ;]

            jak to mówił klasyk ? "Bigamia to o jedno małzeństwo za dużo. Monogamia też" ;] ?
            a w istocie, monogamia jest wyłącznie sprawą kulturową, a nie emocjonalną. tam gdzie istnieje
            wielożeństwo - nikomu do głowy nie przychodzi, że kobieta czy mężczyzna [chociaż zwykle kobiety są
            tutaj dyskryminowane] tworzący związek z kilkoma partnerami są czymś nienaturalnym.

            znika temat "zdrady" i dyskomfortu z nią związanego, znika zazdrośc prowadząca do patologicznych czasami
            skutków. same korzyści :]

            w "Lalce" jest taki moment, kiedy Rzecki dowiaduje się o rosnących wpływach ideologii socjalistycznej i komentuje to "Ponoć w socjaliźmie wszystko ma być wspólne. Także żony. Ale przecież i dziisaj jest wielu ludzi, którzy mają wspólne żony, więc cóż to za odkrycie..." :]

        • pepsic Re: Wczorajsza "Niewinna" - spojler 14.12.14, 18:46
          Co do fantazji, reżyserowi brakuje nie tyle fantazji, co talentu. A sceny seksu owszem sa, ale bardziej telenowelowate. W każdym razie ani uczuć, ani emocji w nich brak.
          • mozambique Re: Wczorajsza "Niewinna" - spojler 15.12.14, 10:05
            "KOchanka" nie widziałam ale ten temat ładnie był tez pokazany z filmie "Spadkobiercy" z Georgem Clooneyem , pamietacie ?
            tam tez zona po wypadku zapada w spiączkę w szpitalu a mąz dowiaduje sie dosc przypadkeim ze przez kilka ostatnich lat miała kochanka
            i on i dorosle juz dzieci usiłują sobei z tym tematem poradzic tym bardziej ze zona raczej ze spiączki juz nie wyjdzie
            i Clooney gra tu męza złamanego podwójnie - cierpieneim żony i swoim cierpieniem , wszystko to w pieknych okolicznoscich przyrody Hawajów

            jest taka ładna scena - gdy dowiaduje sie kto jest tym kochankiem i wybiega z domu niemal płącząc - w samych szortach i klapkach , i biegnie ulicą gubiąc te klapki ... smutne
            • pepsic Re: Wczorajsza "Niewinna" - spojler 15.12.14, 19:22
              Pewnie, że pamiętamy, choć mnie osobiście film nie zachwycił, nawet nie pamiętam, czy obejrzałam do końca. Jakieś takie dziwne klimaty tam były.
    • grek.grek "Gladiator" i "Troja" 15.12.14, 14:27
      ostatnimi razy oglądałem te filmy dośc dawno temu, więc nadeJszła pora powtórek. co ciekawe, nagle wydaje mi się, że to całkiem dobre kino jest.

      "Gladiator" ma słaby punkt w postaci teflonowego bohatera głównego. jego kompani też są szlachetni nieskazitelnie.

      cała reszta jest już dużo ciekawsza, zwłaszcza partytura rozpisana wokół postaci młodego cesarza ojcobójcy. gośc gra nieczysto, szantażuje, kombinuje, zabija i każe zabijać dla własnych celów, ale... z drugiej strony - jego motywacje są wyraziste i nie pozwalają jednoznacznie go zakwalifikowac. ojciec planuje przekazać władzę Senatowi - syn ma prawo czuć się niekochany i pozbawiony ojcowskiego zaufania. wsciekły i rozżalony morduje starego. nieładnie, ale jako postać ma swoje motywacje. można ich nie akceptować, ale zrozumieć nietrudno.

      po skrytobójczym zamachu na ojca - Komodus może storpedować jego plany oddania władzy w ręce ludu, czyli Senatu. zauwazyliście jak celnie punktuje ? "Jesteście przedstawicielami ludu ? mówicie w jego imieniu ? co wy wiecie o ludzie ? czy lud jada tak wystawnie jak wy ? czy lud zabawia się z takimi kochankami, jak wy ?". Czy dyktatura jest lepsza od demokracji ? oświecona silna ręka od rozlazłego senatorskiego ględzenia, od którego ludziom nie żyje się lepiej ? pytanie zawsze aktualne, chociaz akurat tutaj scenariusz nie pomaga Komodusowi, bo zalezy mu tylko na sympatii i oddaniu ludu, a nie widać jakichś światłych planów reformatorskich.

      no i właśnie - droga do serc ludu ma swój początek i koniec "w piachu Koloseum", jak przytomnie zauważa jeden z senatorów. czyli, igrzyska. tyle że igrzyska prowadzą do wyłonienia nowego bohatera tłumów, a w ostateczności cesarz, którzy zdązył już w pięknym stylu [filmowo pięknym] zaszantażować na amen swoją siostrę, do której zresztą czuje coś więćej niż braterską miłość, musi stanąć na ubitej ziemi przeciw Maximusowi. cesarz w rroli gladiatora, pojedynkujący się z niewolnikiem ? a jednak to możliwe. taka jest władza tłumu. "To tłuszcza", mówi ten sam senator co wyżej, ale ta tłuszcza ma sznurki w rękach. nie można być wbrew jej woli. cesarz jest więc takim samym niewolnikiem jak gladiator, tyle że inny pan decyduje o jego losach i decyzjach. błyskotliwe :] A Joaquin Phoenix aktorzy świetnie.

      no i pojedynki na arenie. sama scenografia KOloseum - rewelacja. no i scena z odegraniem pojedynku z wojny punickiej, te dwukonne rydwany z łucznikami, te spektakularne kraksy. tygrysy na sznurku, podczas walki Maximusa z jakimś niepokonanym mistrzem, złapanym w siatkę z emerytury. klasyka. mistrzostwo zdjęć i panowania nad akcją.

      • mozambique Re: "Gladiator" i "Troja" 15.12.14, 14:39
        ale ciekawostka - grajacy Proximo Oliver Reed zamrł 3 tygodnier po rozpoczeciu zdjęc.

        Ridley Scott nie chcial jednak zastępowac go innym aktorem i reszte zdjec z Proximo nakrecono wykorzystując cyfrowy obraz twarz aktora z poprzednich ujęc i wplatając go zrecznie w nowe kostiumy i ujęcia .
        To nie cud zaden ale jak spreparowano nowe dialogi ?
      • grek.grek "Gladiator" i "Troja" 15.12.14, 14:45
        "Troja" wydaje mi się bardziej manieryczna, a zwyczaj przedstawiania kolejnych postaci z "Iliady" za pomocą wołacza "O, witaj [i tu imię]" dośc pocieszny.

        ale poza tym same niezłe rzeczy.
        sceny bitewne - niezgorsze.
        Achilles i Hektor róznią się podejściem do tematu - pierwszy chce się zapisać w pamięci potomnych, drugi jest wzorem patrioty, ale w jednym się zgadzają - nie ma żadnych bogów. Achilles dowodzi tego ścinając głowę pomnika Apolla, Hektor otwwarcie ignoruje wróżby kapłanów.
        obaj wyrastają ponad swoje środowiska, obaj wiedzą, że albo bogów nie ma, albo bogowie mają w nosie ludzki los, więc nie ingerują w ludzkie życie. Achilles dodatkowo jest solistą, nie uznaje zwierzchności nad sobą i potrafi wycofać się z wojny na którą czekał całe życie, w momencie gdy zostaje ugodzony w dumę własną. Hektor mimo całego swojego rozsądku, przyjmuje pojedynek z Achillesem, wiedząc że najpewniej zginie. obaj wiedza, ze zginą. ignorują bogów, ale nie są w stanie wydobyć się spod cięzaru przeznaczenia.
        doskonała jest ta ich pierwsza rozmowa, w światyni Apolla, kiedy Hektor chce walczyc, a Achilles odpowiada mu "Mam cię zabić tutaj ? Teraz ? kiedy nikt nie patrzy ?".

        reszta bohaterów zjawia się niczym na prezentacji :] wątek Heleny i Parysa jakoś niedopracowany. któż jest w stanie uwierzyć, że Helena mogłaby się zakochać w panu Orlando Bloomie ? chcieli wybrać babyface do tej roli, ale musieli aż tak głęboko zanurzać się w poszukiwaniach właściwego aktora ? ;] w sumie, ten okrzyk Menelaosa przy walką z Parysem jest bardzo celnym podsumowaniem... chociaż - gdyby padł przed walką, to też by się bronił. zaraz, a może właśnie o to chodziło z tym mr Bloomem ? Że niby miłośc jest ślepa i tak dalej ;]

        widowiskowy film, te sceny kiedy armia grecka idzie całą kupą. albo kiedy greckie okręty nadpływają morzem i jest ich niezliczona ilość.

        z tej perspektywy myślę sobie, że ktoś wreszcie w Polandzie powinien ruszyć głową, zebrać kasę, i nakręcić film o bitwie pod Grunwaldem. samej bitwie, żadnych tam Danusiek i Zbyszków z Bogdańca. same bitwa. przy dzisiejszych możliwościach... można by z tego zrobić niesamowite widowisko. koszt byłbvy spory, ale zyski przebiłby go wielokrotnie. tak czy owak, temat jest. Marek Kondrat reklamuje bank, który obiecuje zyski przy oszczędzaniu... jesli teraz odłożoby się odpowiednią sumę, to za 50 lat można by ruszyć z produkcją ;]
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka