Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51)

    • siostra_bronte "Między światami" 19.01.15, 14:21
      Obejrzane wczoraj w Ale kino. Film Johna Camerona Mitchella z 2010 r.

      Historia małżeństwa: Becci (Nicole Kidman) i Howiego (Aaron Eckhart), które próbuje uporać się ze śmiercią synka. Od wypadku minęło osiem miesięcy, ale para wciąż ma problemy, żeby wrócić do równowagi.

      Becca i Howie idą na spotkanie grupy wsparcia dla takich rodziców. Ale Becce nie podobają się teksty o tym, że "Bóg potrzebował nowego aniołka". "Dlaczego nie stworzył sobie nowego? Przecież jest Bogiem, może wszystko!" mówi Becca. Prosi męża, żeby wyszli ze spotkania. Odtąd Howie będzie przychodził tam sam.

      Para stara się jakoś żyć z dnia na dzień, ale często dochodzi do kłótni. Kiedy Becca oddaje ubrania synka na cele dobroczynne (wcześniej chciała je dać ciężarnej siostrze, ale ta się nie zgodziła, bo to byłoby "dziwne"), to Howie się wścieka, że zaciera po nim ślady. Becca broni się, że to wszystko przypominało jej o synku. Atakuje Howiego, że ma do nie pretensje, jakby "za mało" cierpiała. Ale oboje po prostu inaczej przeżywają ból.

      Becca nie potrafi się też zbliżyć do męża. Howie ma pretensje, że to już osiem miesięcy. Ale próby stworzenia intymnego nastroju przez meża, kończą się kolejną awanturą. "Chciałem tylko, żeby było miło" tłumaczy się Howie. "Już nie jest miło" ripostuje Becca.

      W dodatku każde spotkanie Becci z matką (świetna Diane Wiest) lub siostrą kończy się awanturą. Obie chcą niby dobrze, ale Becca czuje się atakowana. Matka co i rusz przypomina jak ona przeżywała śmierć syna (brata Becci). Siostra z kolei ma wrażenie, że Becca zazdrości jej ciąży, a w dodatku uważa ją za zbyt nieodpowiedzialną do tej roli, jakby na to nie zasłużyła.

      Becca potrafi stracić równowagę nawet wobec nieznajomych. Jest taka scena kiedy robi zakupy w sklepie razem z siostrą. Widzi chłopca który prosi matkę o kupienie słodyczy. Matka nie zgadza się, mimo ciągłych próśb chłopca. W końcu Becca podchodzi do kobiety i mówi jej, że to tylko parę dolarów, dlaczego nie chce kupić tych słodyczy? Kobieta odpowiada ze złością, że to nie jej sprawa. "Ma pani dzieci?" pyta kobieta. Becca robi niewyraźną minę. "Tak myślałam" triumfuje mamuśka. Becca nie wytrzymuje i wymierza jej siarczysty policzek. Przesadna reakcja, ale można ją zrozumieć.

      Pewnego dnia Becca zauważa na ulicy nastolatka. Wygląda na zszokowaną. Chyba go zna. Zaczyna go śledzić. Aż za którymś razem chłopak ją zaczepia i pyta dlaczego na niego czeka. Becca nieśmiało się tłumaczy, że chciała z nim porozmawiać. Idą do parku, siadają na ławce, ale niewiele mówią. A my zachodzimy w głowę kim on jest.

      Becca nie wspomina mężowi o tym spotkaniu. A Howie też ma przed nią tajemnicę. Zaprzyjaźnia się z Gaby (Sandra Oh), jedną z kobiet z grupy wsparcia dla rodziców. Oboje nawet palą razem trawkę. Na jednym ze spotkań Gaby mówi mu, że właśnie mąż ją zostawił. Gaby spodziewała się tego. Śmierć dziecka zmieniła wszystko i rozstanie było nieuniknione.

      Przy sprzątaniu rzeczy po synku (dom ma być sprzedany) Becca pyta matkę, czy "to" kiedyś mija? Matka odpowiada, że nie, ale "zmienia się". Co to znaczy? Można z tym żyć. Becca wydaje się choć trochę pocieszona.

      Becca i Howie coraz bardziej oddalają się od siebie. Becca spotyka się ponownie z chłopakiem, Jasonem. Spodziewamy się jakiegoś romansu, ale z ich rozmowy wynika, że chłopak...prowadził samochód, który zabił synka Becci. To nie była jego wina, dzieciak wyskoczył nagle na jezdnię. Ich rozmowa jest lakoniczna. Jason mówi, że żałuje, że tego dnia jechał tamtą ulicą. Jest spokojny, ale nie może powstrzymać łez.

      Becca nie ma do niego pretensji, chyba go rozumie, przynajmniej stara się. Pyta go gdzie się uczy, co lubi robić. Jason pokazuje jej komiks, który teraz rysuje. Becca go przegląda. To historia o chłopcu, który chce odnaleźć zmarłego ojca. Jason jest zafascynowany teorią "światów równoległych" i widać to w jego komiksie. Becca jest zaintrygowana. Jason obiecuje, że pokaże jej komiks, kiedy będzie ukończony.

      Niestety, Jason myślał, ze mąż wie o tych spotkaniach i przynosi komiks do jej domu. Howie jest wściekły i wyrzuca Jasona z domu. Becca biegnie za nim, żeby go przeprosić za jego zachowanie.

      Howie chce się chyba odegrać na żonie. Dzwoni do Gaby i umawia się na spotkanie w jej domu. A Becca jedzie za nim, bo wie, że coś ukrywa. Zresztą kiedy Howie zapytał ją dlaczego nie powiedziała mu o spotkaniach z Jasonem, odpowiedziała, że z tego samego powodu dla którego on nie mówi jej dlaczego śmierdzi trawką.

      Howie staje przed progiem domu Gaby. Ta patrzy na niego wyczekująco. Ale Howie waha się, w końcu mówi "przepraszam" i odjeżdża. Tymczasem Becca po drodze zauważa Jasona, który elegancko ubrany jedzie na jakąś imprezę, pewnie w szkole. Kiedy Becca widzi go takiego radosnego, zaczyna płakać. Trudno pogodzić się, że jego życie po prostu biegnie dalej. I widzimy wtedy scenę wypadku.

      Jason jedąc obok samochodu Becci zauważa ją i jest wstrząśnięty jej widokiem, ale jedzie dalej.

      Tymczasem Howie wraca do domu. Jest zaskoczony, że żony nie ma. Biega po całym domu, jakby w panice, że może odeszła od niego. Tak jak mąż odszedł od Gaby. Ale Becca wraca następnego dnia, rankiem. Wyczerpana, całą noc spędziła w samochodzie. Tam znalazł ją Jason i przez chwilę rozmawiają.

      Becca pyta męża co będzie dalej. Howie opowiada o kupnie prezentów dla kogoś z rodziny. I co dalej, dopytuje Becca. Howie dalej mówi o najbliższych planach. W końcu Howie mówi "Nie wiem. Ale na pewno będzie coś". Zakończenie jest więc ostrożnie optymistyczne.

      Bardzo subtelny, kameralny dramat o radzeniu sobie ze stratą. Może nic odkrywczego, ale film jest pełen prawdziwych emocji i autentycznie wzrusza. Polecam.

      Dobra rola Nicole Kidman, tylko szkoda, że tak się oszpeciła operacjami plastycznymi. I to trochę przeszkadza.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=K9iJH2P96dM






      • pepsic Re: "Między światami" 19.01.15, 19:39
        Pozwolę sobie na odrębne zdanie. Słabo i bez emocji. Jak widać nie wystarczą dobre chęci, ani nośny temat i gwiazdorska obsada w postaci pani Kidman w nieokreślonym wieku. Jedną scenę, z gatunku tragikomicznych można zaliczyć do udanych, trzymających kuriozalnie w napięciu, kiedy para na mityngu po wpływem maryśki nie może się powstrzymać sie od głuptaki, podczas gdy inna para zwierza się z traumy życia.
        • siostra_bronte Re: "Między światami" 19.01.15, 20:49
          O, jestem zaskoczona. Myślałam, że Ci się spodoba.
          • pepsic Re: "Między światami" 19.01.15, 21:28
            Sama się sobie dziwię, bo temat mnie zainteresował i od kilku dni ostrzyłam pazurki. Duże rozczarowanie.
          • pani_lovett Re: "Między światami" 19.01.15, 23:06
            W opowieści Bronte film prezentuje się całkiem dobrze, imo.

            Jesteśmy blisko bohaterów. Film wnika w umysły rodziców przeżywających t śmierć dziecka, próbujacych poradzić sobie z tragedią, wrócić do normalnego życia, szczególnie matki, która, po kobiecemu, bardziej ujawnia swoje emocje. Wiarygodnie jest pokazane, mam wrażenie, po przeczytaniu opisu, Bronte..

            Dzięki, Bronte! :)
            • pani_lovett Re: "Między światami" 19.01.15, 23:17
              Wiarygodnie jest to pokazane, mam wrażenie .

              Jak obejrzę film, to potwierdzę lub zaprzeczę ...
            • siostra_bronte Re: "Między światami" 20.01.15, 15:11
              Dzięki, Barbasiu :)
      • maniaczytania Re: "Między światami" 19.01.15, 19:44
        Siostro - dzięki za opis. Intrygował mnie ten film, ale sama nie miałabym siły, żeby go zobaczyć, a dzięki Tobie prawie jakbym go widziała :)
        • siostra_bronte Re: "Między światami" 19.01.15, 19:51
          Miło mi :)
      • grek.grek Re: "Między światami" 20.01.15, 15:48
        dzięki, Siostro :]

        masz rację, że odkryć tutaj niewiele.

        raczej rutynowe składowe dramatu o rodzicach mierzących się z utratą dziecka : oddalenie wzajemne mentalne, emocjonalne i fizyczne, próby zacierania bolesnej pamięci vs próby ocalania tejże pamięci, romanse z rozpaczy, spotkanie człowieka który odpowiada za śmierc dziecka, fantomiczne reakcje wobec obcych w sytuacjach z udziałem dzieci. Stałe fragmenty gry, mozna by rzec po sportowemu.

        przyjemnością jest za to czytanie Twojego opisu :"]

        z trailera wnioskuję o tym, ze to film estettyczny i bardzo współcześnie zrobiony.

        a co do mrs Kidman... to zawsze jest sytuacja dwuznaczna - z jednej strony, aktorka rozpoznawalna podnosi atrakcyjnośc filmu, z drugiej - bagaż jej ról, oraz fakt że zwykle Nicole Kidman to Nicole Kidman, a nie postać którą Nicole Kidman gra, może wpływać na wiarygodność tejże granej przez nią postaci.

        będę w kontrze do Ciebie - wydaje mi się, że p. Kidman wygląda bardzo dobrze :]
        • siostra_bronte Re: "Między światami" 20.01.15, 16:17
          Dzięki, Greku :)

          Yes, nie ma tu niczego odkrywczego. A jednak ta historia jest tak życiowa i autentyczna, że naprawdę mnie poruszyła.

          Film powstał na podstawie nagradzanej sztuki, stąd siłą filmu są dobre dialogi.

          To prawda, ale Kidman wypadła ok. Mnie niestety jej zmieniona twarz przeszkadzała.
    • pani_lovett OT - kalendarz z Wybroczą 19.01.15, 23:16
      Jeśli nie macie jeszcze kalendarza na rok 2015, to możecie jutro kupić takowy z Gazetą Wyborczą. Kalendarz nawiązuje do tygodnika AleHistoria, poniedziałkowego dodatku GW. "W kalendarzu znajdą się historyczne, często unikalne fotografie, a także ilustrowany wybór rocznic, wydarzeń i ciekawostek związanych z historią, polityką, kulturą i wynalazkami".
      Cena 4 zł.


      media2.pl/media/117149-Kalendarz-historyczny-na-2015-rok-od-tygodnika-Ale-Historia.html
    • siostra_bronte "Annie Hall" 19.01.15, 23:51
      Wypatrzyłam w Kulturze 1 lutego! I to o 20.00. Alleluja. Swoją drogą skąd taki poślizg?
      • pani_lovett Re: "Annie Hall" 20.01.15, 13:02
        Przypuszczam, że programy TV na styczeń były już wydrukowane, albo przynajmniej przygotowane do druku, więc z tego względu trudno było wprowadzać zmiany.

        Ale warto było czekać, bo pora emisji jest świetna.
        Widziałam "Annie Hall" dość dawno temu, więc z przyjemnością obejrzę .
        • jkropow Re: "Annie Hall" 09.08.15, 22:40
          Ja zawsze korzystam z TVZapp - takie wideo na życzenie i wtedy wiem o warto obejrzec a co nie :D
          • towlasnieja86 Re: "Annie Hall" 14.08.15, 00:04
            tez to sobie ściągnęłam, bo słyszałam, ze tvzapp jest super spoko i w ogole i wideo na zyczenie, ale jeszcze sie nie przekonałam w 100%, musze sie przyzwyczaic, ne lubie nowych apliacji :P choc ma sporo plusów, to fakt.
      • grek.grek Re: "Annie Hall" 20.01.15, 15:49
        doskonale :] oglądamy ! [?}
    • grek.grek "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [Kultura] 20.01.15, 14:25
      ależ pelna wdzięku komedia z morałem, w zabawny sposób wychwalająca zalety francuskiego Sex Liberte ! :]

      3 nominacje oscarowe w 1977, nominacja do Złotego Globu oraz 3 nominacje do Cezarów i jeden wygrany za najlepszą rolę drugoplanową.

      nastrój tej komedii jest po prostu zaraźliwie przyjemny, aczkolwiek wcale nie jest to film pozbawiony dylematów i bezceremonialnie polemizuje z konkurencyjnymi systemami etyki i zasadami moralnymi. nade wszystko stawia jednak miłośc, wedle zasady Augustyna "KOchaj i rób co chcesz".

      Ona ma na imię Martha, on Ludovic. POznają się na ślubie matki Marthy, pani statecznej, po 60-tce z panem frywolnym, także po 60-tce. POdczas przyjęcia ślubnego, wśród garniturów i garsonek dobrego towarzystwa, pan młody pozwala sobie stanąc na krześle i wypiąc goły tyłek w stronę kamery. Przy licznych dzieciach, co w ogole nie jest problemem, wszyscy się śmieją i jest wesoło.

      Martha jest żoną Pascala, faceta który zapowiedział, że "chce pobić rekord Casanovy w ilości zaliczonych kochanek". No i dobrze mu idzie. Aktualnie spotyka się z pięcioma. Martha i Pascal mają 10-letniego syna. Martha pracuje chyba jako urzędniczka, ewentualnie w ogole nie pracuje, bo Pascal dobrze zarabia w firmie farmaceutycznej. ONa wie, że on ją zdradza, ale nic nie mówi. Żyje i niesie swój małzeński krzyżyk.

      LUdovic jest żonaty z Karine. "Wiesz dlaczego za ciebie wyszłam ? - pyta go Karine - dla twoich oczu. POmyślałam, że facet z takimi oczami nie możę skrzywdzić kobiety". No i nie krzywdzi. Karine miała kochankow, ale Ludovic nigdy jej njie zdradził. Od lat Karine regularnie korzysta z terapii leczenia snem. Cierpi na depresję i co parę tygodni jeździ na kolejne turnusy do specjalnej kliniki. Rzeczywiście, jej rozchwianie emocjonalne jest wprost niesamowite :] [ Marie-France Piser dostała za te rolę Cezara i wydaje się, ze absolutnie zasłużenie]

      Ludovic ma 16letnią córke. Taką trochę mądralińską licealistkę, ale bardzo sympatyczną. Jest zbuntowana z racji swojej wrażliwości i odgraża się, ze jej bunt, niczym z credo Andre Bretona, sprowadzi się do zabicia człowieka :] ALe patrzymy na nią i widzimy taką fajną dziewczynę, że tylko śmiejmy się serdecznie z tych pogróżek. I jest ona utalentowanym fotografem.

      Wesele, ślub, bieganina, dzieciarnia... Pod koniec dnia Ludovic i Martha spotykają się w pustej sali weselnej i zaczynają rozmawiać. Eureka ! Ona jest ciepłą blondynką, taką co to leczy duszę uśmiechem, a on jest jej męskim odpowiedniekiem, tyle że farbowanym na szatyna.

      "Czym się zajmujesz ? - pyta Martha, a Ludovic odpowiada "Uczę tańca, ale zmieniam zawód co 3 lata. - Jak już osiągniesz sukces ? - Nie, nie osiągam sukcesów, nie zalezy mi na nich."
      Piękne. A ona zwierza mu się z tego, ze nie jest szczęśliwa w swoim życiu.

      Z rozbawieniem odkrywają, ze od tejh pory są kuzynami. Ona jest córką panny młodej, a on bratankiem pana młodego.

      Zaczynają sobie tańczyć wolnego. I ona się uśmiecha, jest piękna. A on czuje się doskonale. Widzi to Pascal. I wiecie co ? Widząc żonę uśmiechniętą i szczęśliwą... dostaje takiej akcji, że zaczyna latać od jednej kochanki do drugiej i zrywa ze wszystkimi :]] Jedne płaczą, inne mają to w nosie, jeszcze inne wyrzucają go z autobusu ;] Wraca gośc do domu i mówi żonie "Rzuciłem je, wszystkie, tylko ty się liczysz ! Tak cię kocham !". I prezenty znosi. I do obiadu zasiada. I całowac chce. Taki mąz się z niego robi.

      Tyle, że Martha już przepadła. W tych oczach Ludovica ;] Spotykają się ze sobą jak dobrzy znajomi, i bawią się naprawdę wspaniale. Nic niesamowitego nie robią. Idą do kawiarni na ciastka i kawę. Potem do kina na film z Flipem i Flapem. A później na basen. Nie robią nic niezwykłego, ale chemia między aktorami, Marie-Christine Barrault i Victorem Lanouxem, jest tak doskonała i naturalna, a ich poczucie humoru i wzajeme zaintrygowane tak sugestywne, ze się człowiek normalnie cieszy jak widzi tak dobraną parę.

      Okazji do spotkań nie brakuje. Jak to w rodzinie ;] Przekomiczna jest scena, kiedy w gustownej posiadłości państwa młodych córka Ludovica wyświetla slajdy zdjęc, która zrobiła na weselu. Towarzystwo oczekuje tradycyjnych rzeczy, a tutaj dziewczyna prezentuje całą serię zdjęć, na których weselnicy łapani są w przedziwnych pozach : a to ktoś sika do czapki, a to ktoś się wywalił, a to jeszcze ktoś inny walczy z rozpiętym rozporkiem... Wreszcie pani młoda [no bo nie panna, hehe] mówi "stop".

      Niespodziewanie pan młody umiera. Własnie podczas tej prezentacji slajdów. Był ślub, więc czas na pogrzeb. Kolejna przezabawna sekwencja : ktoś ziewa, komuś się spieszy, więc gapi się na zegarek, a dzieciaki najchętniej by pouciekały. BYle szybko sprawę załatwić.

      Martha i Ludovic urywają się chyłkiem i znów robią swoje. Idą w miasto i wspaniale się bawią. Ona mówi "Mój mąz nie pozwala mi nosić kapeluszy, a ja tak je lubię..." - no to Ludovic kupuje jje piękny efektowny wielki kapelino, on na to "Moja żona nie znosi kolorowych krawatów", na co Martha "Kupię ci taki. Najbrzydszy z możliwych". No i wracają do domów wystrojeni w te kapelusze i krawaty :] On ją odwozi skuterem. Patrzy za nią czekając aż wejdzie na klatkę, a ona idąc po schodach ogląda się na niego i uśmiecha się. To ma być tylko "przyjaźń" ? ;]

      Ciekawa rzecz - na pogrzeb przyjeżdza ojciec LUdovica, sympatyczny starszy pan. Zaczyna się kręcić kulturalnie wokół fertycznej wdówki, matki Marthy. Co będzie, jeśli starsi państwo postanowią się związać ?

      Ale na razie staje na wokandzie pytanie "Idziemy do łózka ?", które muszą sobie zadać Martha i Ludovic. Na basenie. Dochodzą do wniosku, ze wspaniałą lekkością podejścia do tematu, że musieliby kłamać przed swoimi ślubnymi, więc lepszy będzie układ przyjacielski. "PO 25 latach będą o nas gadać : patrzcie, są razem od 25 lat i nigdy ze sobą nie spali", smieje się Ludovic, a Martha mu wtóruje.

      Pascal jest zazdrosny. Wkrótce Karine też dostrzega, że Ludovica i Marthę coś łączy. U niej małżeński zazdrośc wyraża się kolejną depresją i chęcią zapadnięcia w leczniczy sen. Biedny Ludovic całe życie ma ten sam wariant do przerabiania. Z kolei Pascal wpada w męską zadrośc. Odbija mu się to podczas przyjęcia z okazji ślubu kuzyna. Wdaje się w bójkę z jakimś dawnym wspólnikiem, z którym rozkręcali firmę i tamten go wyślizgał. Co za komiczne sceny... Trzy razy Pascal go atakuje, trzy razy muszą ich rozdzielać :] A jest komicznie, bo szarpie się ze sobą dwóch facetów, którzy kompletnie nie umieją się bić, ale za to wykazują się ponadprzeciętną agresją :]

      Pascal okazuje uczucia żonie. Karine męzowi. Ale czy nie za późno ? Zaniedbywali ich przez całe lata... INteresują się nimi dopiero terraz, kiedy tamci znaleźli szczęście. LUdovic jest lojalny - kiedy Karine rozpłakuje się [u niej to normalne] widząc jak on i Martha tańczą na jakimś party - on ją zaraz pociesza, a Martha nie wie, co myśleć. Jest nawet moment, kiedy rzuca z uśmiechem "MOże powinniśmy przystopować ?", ale gdzie im tam do stopowania... :}

      Wreszcie staje na tym, że matka Marthy wyznaje, iż ojciec Ludovica nie jest dla niej materiałem na męża.

      No i Martha z Ludovicem decydują się na seks. UMawiają się na 11 w sobotę, żeby mieć całe popołudnie dla siebie. Ona się chwilę spóźnia, ale to dlatego, ze pociag miał obsuwę. ZNów jest zabawnie, bo niczym zagubieni w mieście turyści szukają jakiegoś hotelu, w którym mogliby wynając pokój. Wreszcie znajdują. I stają naprzeciw siebie. On odrzuca torbę udawanym ruchem maczo-zdobywcy, ona na to rzuca swoją torebką i widać, ze zaraz wybuchnie śmiechem. A potem... o, potem to już tylko rozbity wazon, podrapane plecy i wypalone cygara :}]

      Pierwotnie planowali opuścić hotel wieczorem, ale podczas kolejnych wizytacji właścicieli [babka w stylu upalonej hippiski, w stroju bliskowschodniej tancerki brzucha, i młody gość z bujną brodą] - ciągle przedłużają sobie przyjemności. Ostatecznie opuszczają ten hotel dopiero późną nocą w niedzielę. Rozmawiają, mają seks, doskonale się bawią.
      • grek.grek Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [Kultura] 20.01.15, 14:57
        PO powrocie do domu Martha zastaje zdenerwowanego Pascala, ale mówi mu tylkko jedno "Wiesz, ze nie masz prawa mnie krytykować i powiedz choć jedno słowo, a już nigdy mnie nie zobaczysz". No i Pascal strąca jakieś karafki z półki w akcie złości, ale nic poza tym.

        dla Karine to za wiele. Ona doskonale wie, że Ludovic ma romans, a on tego nie ukrywa. Ludobvic zastaje więc na lustrze napisane szminką pożegnanie. Skoro odeszła, i pewnie pojechała leczyć się snem, to czas zmienić wystrój mieszkania... w połowie sprzątania i zmiany dekoracji Karine ofk wraca i wyznaje, ze nie może odejśc od Ludovica.

        A potem jest kolejne rodzinne spotkanie. Z okazji Mikołajków. Dzieciaki biegają w maskach, ogród tętni życiem, córka Ludovica wyznaje dziadkowi "TYdzień temu spałam z chłopakiem, było cudownie", a on ją całuje z aprobatą w czoło, zaś Martha i Ludovic robią coming out.

        Ale za to jaki... Leci muzyka z adaptera i oni zaczynają sobie tańczyć. I kurde tańczą tak, jakby byli tutaj sami, nikogo więcej. Wreszcie, all natural, zaczynają się całować i obejmować. Aż wreszcie wszyscy stoją i się gapią na nich. Pacal i karine ofk z zazdrością, ale znając swój bagaż win - bez słowa.

        w końcu martha i Ludovic przerywają, wychodzą i znikają gdzieś razem. Wszyscy w cięzkim szoku. Korine chyba chciałaby się wtrącić, ale ją wszyscy przytrzymują :]

        Ludovic i Marha spędzają noc w swoim hoteliku, rozmawiają o życiu, o przyszłości, o planach - a przy tym malują się cali mazakami w jakiejś wzorki i szlaczki. Potem w łazience szorują sie nawzajem i krztusząc się ze śmiechu stwierdzają, ze "nie schodzi" ;]]

        A potem jest Wigilia i kiedy towarzystwo je, rozwija prezenty, deliberuje - Martha i Ludovic wymykają się i zatrzaskują w pokoju. Po co ? Jak to po co ? :] Konsternacja pewna, ale dzieciaki podsłuchujące pod drzwiami matka Marthy kulturalnie odgania. Prywatności trochę ! Wszyscy wiedzą,ze oni romansują i że poszli na seks, ale nikt nic nie mówi. No może prócz Pascala, który powiada "Ona jest niemoralna. Robi to bez skrępowania. Na oczach dziecka. Ja się ukrywałem, nikomu nie wyrządzałem krzywdy" :]]

        Cóż, Pascal wie, że stracił żonę. Może nie w sensie rozwodowym, ale w sensie emocjonalnym. Co może zrobić, jeśli nie to, co umie najlepiej - podrywa kolejne babki i ląduje z nimi w łózku. Guy Marchand jest kapitalnie zabawny w tej roli.

        Karine też wie, że njie uratuje związku. Próbuje sie zatem zabić. W łazience łapie za żyletkę i przymierza się do podcinania sobie żył. Nieostrożnym przypadkiem delikatnie minimalnie kaleczy się w palec. Wrzeszczy przerażona i zamiast się zabijać - siada w wannie i dmucha z troską na tę niema niewiedzialną rankę na palcu :] POjedzie na kolejny turnus w klinice leczenia snem. Tylko tam czuje się dobrze. Ludovic ? Ależ ona go nie kocha, jej jedynym partnerem życiowym jest jej histeryczna infantylna nadwrażliwość.

        Wreszcie Martha i Ludovic wychodzą z pokoju i oznajmiają, że idą żeby pobyć sobie razem. Wszyscy mają aprobujące miny, Pascal zaś zrezygnowaną, ale za to dwie nowe kochanki u boku. Córka Ludovica uśmiecha się z powodu szczęścia ojca. Syn Marthy odwzajemnia całusa matki. A kiedy oboje odjeżdzają na skuterze Ludovica - z nosami przyciśniętymi do szyby patrzy na nich cała dzieciarnia rodzinna. I jakaś mała dziewczynka, lat może 5, uśmiecha się szeroko.

        Miłość i szczęscie tak jest uniwersalne i zrozumiałe, że nawet 5-letnie dzieci je widzą i doceniają ":] Że zerwali małzeństwa ? So what ? NIe byli w nich szczęśliwi. Że zrobili to ostentacyjnie ? tym lepiej. Szczerość bywa najlepszą metodą działania.

        Miłość, seks, szczęście - z tego składa się ta opowieść. Kluczem jest, powtórzę, kapitalna chemia między aktorami grającymi główne role. I rys postaci. Martha i Ludovic są ciepli, z poczuciem humoru, sympatyczni - słowo daję, że od wielu lat nie widziałem w filmie tak doskonale dobranej i ujmującej pary. Żadnych egzaltacji, żadnych wymuszonych gestów, żadnych cyrków. Po prostu dwoje doświadczonych życiem, ale wciąż pełnych energii ludzi, którzy odkrywają siebie nawzajem i w naturalny sposób dąża do szczęścia, które im spadło z nieba.

        doskonała komedia, ale i dobry film jako taki. Lekka muzyczka w tle, niemodne fryzury, średnio modne ciuchy, Francja lat 70-tych, sex, liberte, chance :] Triumf odnosi ludzkie pragnienie spełnienia i miłości, które wywraca zasady, tabu, normy i zapisy prawne. Zdrada dokonuje się pokryjomu. Szczęście i miłośc wychodzą na światło dzienne przy podniesionej kurtynie. Viva la France ;]

        w jutubie jest tylko kilka fragmentów z udziałem Victora Lanouxa, a i to w nienajlepszej jakości, ale lepszy rydz niż nic :
        www.youtube.com/watch?v=QRGDWl-i6D0
        • siostra_bronte Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 15:09
          Dzięki, Greku :)

          Pisałam o tym filmie, ale krótko, jakiś czas temu. Leciał w Kulturze, ale w ciągu dnia, więc mało kto obejrzał.

          Po raz pierwszy widziałam go wiele lat temu i zapamiętałam jako świetny film. Ale teraz, kiedy oglądałam go ponownie, byłam trochę rozczarowana. Nie potrafię powiedzieć dokładnie dlaczego. Na pewno ciut się zestarzał. No i para bohaterów, owszem sympatyczna. Ale jednak ta ostentacja z jaką uprawiają seks przy gościach na Wigilii jest przesadna. Chyba w tym momencie przestałam ich lubić. I w ogóle ta scena kiedy odjeżdżają nie wydaje mi się tak bardzo optymistyczna.

          Aktorstwo znakomite, a Marie France Pisier była naprawdę piękną kobietą :)

          Generalnie nie dziwię się, że wymowa filmu tak Ci się spodobała :)

          • grek.grek Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 15:57
            dzieki, Siostro :]

            o, zerknę do archiwum.

            masz wiele racji, ta ostentacja nie pozostawia obojętnym - albo się akceptuje i przyklaskuje, albo jednak
            jest ona nieco pretensjonalna i arogancka.

            wydaje mi się, że reżyser w ten sposób udanie konfrontuje cichą zdradę, w której chodzi tylko o seks, ze zdradą głosną i wprost, w której jednak chodzi o coś więcej, bo o prawdziwe uczucie i szczęście. I tutaj bym szukał alibi dla tej manifestacji seksualistycznej :] z tym,że ten seks jest za zamkniętymi drzwiami. Oni po prostu wychodzą, zamykają się, a co tam jest grane, to już cała reszta musi się domyslać ;]

            o, ciekawa opinia. w czym upatrywałabyś tej wymowy nieprzesadnie optymistycznej ich odjazdu finałowego ?

            mnie się wydaje, że jest w tym zapowiedź spełnienia życiowego ich i ich dzieci też, chociaż, ciekawe prawda ?, reżyser nie sugeruje, że dojdzie do dwóch rozwodów. Sugeruje raczej, że oni w tym "zdradzieckim" związku sobie poozstaną. A zatem, niech żyją wolne związki, bo przecież Pascal nawraca się z powrotem na "drogę Casanovy".

            yes, aktorzy świetni, doskonale do siebie dobrani, wydaje mi się, ze bardzo się polubili w trakcie pracy nad tym filmem, dlatego na ekranie tak naturalnie współgrają.

            haha ;] no tak.

            Kiedy Ludovic wyznaje Marcie, że wiedział o romansach Karine, a ona pyta go "I nic nie zrobiłeś ?", on odpowiada "Wiesz, ja mam w sobie coś takiego że szanuję ludzką wolnośc. Nie umiem przeciwtsawiać się ludzkiej wolności. Nawet bym nie potrafił. Po prostu, nie umiem być zazdrosny. Niektórzy uważają, ze to obojętność" :]
            • siostra_bronte Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 16:13
              Nie ma za co :)

              Właśnie, jest w ich zachowaniu sporo arogancji. Z tego co pamiętam to zza tych zamkniętych drzwi dochodziły rozmaite śmiechy tudzież inne odgłosy, więc nie trzeba się było specjalnie domyślać co tam się dzieje. Chyba, że coś pokręciłam.

              Miałam po prostu wrażenie, że jednak ktoś tutaj cierpi, to nie jest tak, że wszyscy są szczęśliwi. No i nie wiadomo jak to się dalej potoczy. Chyba jednak te dwa rozwody byłyby lepsze niż utrzymywanie takiego układu na dłużej.

              Tak, ten cytat Ludovica jak najbardziej pasuje do Ciebie. Ostatnio chwaliłeś zalety jakiegoś menage a troi, nie pamiętam w jakim filmie :)
              • grek.grek Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 17:39
                a wiesz, że nie zwróciłem uwagi... na pewno była próby podsłuchiwania przez dzieciarnię, ale zaraz zostały spacyfikowane.

                wiesz, to jest tak, że mąz Marthy "cierpi", to jego męska duma została urażona.
                sam ją zdradzał bez żenady przez lata.
                ten związek, to fikcja.
                zresztą, Pascal pociesza się na swój sposób.

                żona Ludovica miała romanse liczne, a on jej wcześniej ani razu nie zdradził, chociaż
                pewnie by mógł.
                ona go nie kocha.
                ona histeryzuje tylko, a skończy zapewne znów tam, gdzie lubi najbardziej, czyli w osrodku terapii
                snem :]

                uczucia Pascala i Karine nie istnieją.
                ich cierpienie też jest nieprawdziwe.
                jedyne prawdziwe uczucie, to to ktre łączy Marthę i Ludovica.
                i reżyser, takie mam wrażenie,w pewien sposób próbuje to wygrać.

                o, ciekawe :]
                ostatnio peanowałem na cześć filmu, w ktorym kobieta wiąże się z dwoma mężczyznami, bo obu kocha tak samo mocno, a z żadnego nie chce zrezygnować.

                wiesz, myślę,że tutaj nie ma większego wyboru... jesli w grę wchodzi trójkąt, który pasuje wszystkim, to zawsze będzie on lepszy od odrzucenia kogokolwiek, tylko dlatego, bo tak każe wymyślony moralny porządek.
                • siostra_bronte Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 18:27
                  Masz rację. Małżonkowie Marthy i Ludovica nie byli aniołkami. Ale nie powiedziałabym, że nie mieli żadnych uczuć.

                  W tej sytuacji łatwo jest kibicować parze bohaterów i zrobić z tego sympatyczną komedię :)
          • pepsic Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 16:58
            Leciał w Kulturze, ale w ciągu dnia, więc mało kto obejrzał.
            Więcej wiary w ludzi:)
        • grek.grek Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 15:10
          check this up :

          www.tcm.com/mediaroom/video/375015/Cousin-Cousine-Movie-Clip-You-Guys-Having-Fun-.html

          [dlaczego w końcu decydują sie na seks ? Jedna rzecz, to upadłe plany małzeńskie między jej matką, a jego ojcem, a druga... w którymś momencie Ludovic powiada "Oni i tak wszyscy sądzą, że my ze sobą sypiamy, więc co nam szkodzi" :)]
        • pepsic Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 16:55
          Nie wiem dlaczego ale scenę, kiedy Martha wraca z upojnej randki wzbudzajc w wiarołomnym małżonku bezsilną wściekłość oglądałam z nieskrywaną satysfakcją. Wiem natomiast, że maksyma Augustyna "Kochaj i rób co chcesz" jest bardzo wygodna dla użytkownika. Szkoda, iż brakuje w niej zastrzeżenia: "pod warunkiem, że nie robisz nikomu krzywdy", co rozumiem jest dużo trudniejsze do wykonania. Przyjemne do oglądania, w moich ulubionych klimatach obyczajowych, ale nie potrafię się opowiedzieć za żadną ze stron, czyli jestem "za", a nawet "przeciw".

          • grek.grek Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 17:45
            hehe :]

            wiesz, tak odczytałem intencje reżysera.
            Martha i Ludovic dopusazczają się formalnej zdrady, romansują bez żenady na oczach swoich dzieci, generalnie łamią tabu i robią to radośnie i beztrosko, ale miłośc jaka ich łączy może wszystko to usprawiedliiwić.

            wydaje mi się, ze nikt nie zostaje skrzywdzony, no chyba że męska duma pana ZDradzam ŻOnę Przez 10 Lat I Traktuję Jak 5 Koło u Wozu Ale Jak Ona znajduje Milosc To Bardzo MI to Doskwiera i Mnie Krzywdzi :]

            Pascala nic nie krzywdzi. zresztą, podrywa dwie babki i już mu się geba cieszy ;]

            zona Ludovica to osobistośc niezrównoważona emocjonalnie. od lat traktuje męza jak
            powietrze, a zaczyna się jej coś roić, jak już on sobie znajduje sensowną kobiete, z ktorą coś naprawdę go łączy.

            to nie są skrzywdzeni ludzie.
            skrzywdzonymi ludźmi byliby męzowie i żony, ktyórzy kochaliby swoich partnerów, a ci mimo to by ich opuścili dla innej/innego.
            dopiero wtedy, wg mnie, byłby tutaj dylemat moralny.

            wydaje mi się, ze bardziej reżyser skupił się pokazaniu jak ttriumufuje prawdziwe uczucie i że wobec niego wszystko inne kapituluje i wykazuje sie zrozumieniem :]

            • pepsic Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 20.01.15, 17:56
              Odnosząc się do przytoczonego pana Augustyna (kto zacz?) miałam na myśli nie ten konkretny przykład filmowy, ale ogólne zastosowanie w życiu.
              :)
              • grek.grek Re: "Kuzyn, Kuzynka" made in France'75 [K 21.01.15, 14:17
                rozumiem.

                wszelako, myslę, że Twoje wątpliwości może rozproszyć dokładnie przyjrzenie się wymowie
                tej maksymy.

                "kochaj i rób co chcesz"
                wg mnie, uprawianie miłości wobec ludzi, świata i siebie samego, zawarte w "kochaj" - wyklucza z "i rób co chcesz" jakikolwiek komponent krzywdzenia innych i siebie :]
    • siostra_bronte "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 16:26
      Zapowiadany wcześniej film Wellesa w Polsacie. To będzie długa noc. Greku, jak tam samopoczucie? :)

      "Dama z Szanghaju" ma różne recenzje, więc nie nastawiam się na arcydzieło. Ale każdy film Wellesa to wydarzenie.

      Welles podobno chciał zniszczyć mit swojej ówczesnej żony Rity Hayworth, każąc jej ściąć rude włosy, które były jej wizytówką.

      Jeżeli pamiętacie "Tajemnicę morderstwa na Manhattanie" Allena to w scenie zabójstwa w kinie na ekranie leci właśnie scena z "Damy" :)
      • ewa9717 Re: "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 16:43
        siostra_bronte
        >
        > Welles podobno chciał zniszczyć mit swojej ówczesnej żony Rity Hayworth, każąc
        > jej ściąć rude włosy
        Nie, tylko przefarbować na platynowe ;)
        • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 16:56
          Platynowe, ale krótkie :)
      • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 17:48
        Siostro, jestem zwarty, czujny i gotowy :]

        zaczynamy o 0:40, zgadza się ? :]

        w ogole, widzę interesujący filmowo wieczór.
        22:05 "KOlekcjoner kości" w POlsacie.
        22:50 "Jezioro Bodeńskie' w KUlturze,
        a w nocy o 2:15 w Stopklatce "Lalka" Hasa.
        wprawdzie jestem fanem serialowej "Lalki", ale nade wszystko jestem fanem Wokulskiego i oryginału Prusa, więc mam nadzieję, że zaraz po "Damie..." przełączę się na "Lalkę".

        • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 17:49
          zatem, życzę Tobie i Wam, Czcigodni, i Nam wszystkim, świetnych wrażeń :]
        • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 17:57
          To świetnie :)

          Yes, 0.40.

          Kiedyś widziałam wersję Hasa. Ale przy serialowej "Lalce" wypadła słabo. Wciąż widziałam Jerzego Kamasa i Bronisława Pawlika.
          • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 20.01.15, 23:15
            Zatem przyjemnego seansu nocą, Bronte, Greku!

            Jutro czekam na Wasze komentarze z wrażeniami. :)
            • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 14:19
              Barbasiu, nie zrobiłaś wyjątkowo nocnego skoku ? :]
              • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 19:12
                Nie, Greku. Musiałam iść spać, żeby rano wstać. ;)

                Wolę poczekać na powtórkę o lepszej porze.
                • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 16:14
                  haha :] widzę, że też oglądasz tych wariatów, Barbasiu ? :]]

                  [są kapitalni]

                  orajt :]
                  • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 22:59
                    A wiesz, że się przekonałam.

                    Powiem Ci więcej, że podoba mi się najnowsza seria odcinków, w której występuje synowa Ferdka i Halinki, Jolanta Kiepska vel Jolasia. To najbardziej upiorna postać kobieca w polskim filmie , serialu od czasu pojawienia się Nataszy Blokus, nie sądzisz? ;)
                    • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 23:00
                      Czasami oglądam. Teraz lecą powtórki, uzupełniam braki. :)
                    • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 23.01.15, 14:24
                      :]

                      mnie też. Jolanta jest kapitalna. zgadzam się z Twoją opinią całkowicie, haha. prawdziwa kobieta-torpeda ;]
                      • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 24.01.15, 18:36
                        To najbardziej upiorna , POMIMO ŁADNEJ POWIERZCHOWNOŚCI, postać kobieca w polskim filmie , serialu od czasu pojawienia się Nataszy Blokus, nie sądzisz? ;))

                        > mnie też. Jolanta jest kapitalna. zgadzam się z Twoją opinią całkowicie, haha.
                        > prawdziwa kobieta-torpeda ;]

                        Bardzo ją lubię.

                        :)
          • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 14:12
            zaczęło się o 0:50, hehe, jak zwykle poślizg.

            uff... cóż powiedzieć - czy będę dosttaecznie wymowny, kiedy powiem, że zaraz po zakończeniu miałem ochotę obejrzeć od razu po raz drugi ? :]

            świetny styl.

            nietypowe kino noir, które zwykle za scenerię ma miasto, miejsca podejrzane i niepokojące, a tutaj
            duża częśc akcji rozgrywa się na jachcie, w pełnym słońcu, a nawet jesli wieczorową porą, to przy muzyce, ot choćby jak podczas tego zejścia na ląd na wyspie, w tej scenie kiedy Michael ma czarną marynarkę.

            jest prosty facet po przejściach, który daje się wciągnąc w kryminalną intrygę pięknej femme fatale - jest noir, ale tutaj, bardziej niż w większości innych filmów tego gatunku, które widziałem, "noir" jest przde wszystkim w ludziach. okoliczności przyrody są nieco mniej nastrojowe. kto wie... może "Dama..."nieco na tym traci ? A może przeciwnie wręcz, zyskuje, bo zmusza widza do czujności i nieulegania jasnym miejscom ?

            Rita hayworth - idealnie pasuje do tej roli, jak chodzi o urodę. jej połączenie z bezwzględnością i cynizmem Elsy Bannister tworzy doskonałą ilustrację teorii o zgubnym i bezdusznym charakterze piękna. Michael przekonuje się o tym dobitnie.

            zupełnie fenomenalnie wymyślona i podana opowieść Michaela o zagryzających się rekinach, które do szaleństwa doprowadził zapach własnej krwi. Czytelna i jasna, ale jakże smaczna i pełna grozy, metafora stosunków w trójkącie Elsa-Arthur-Grisby.

            scena w sali luster. coś niesamowitego. strzelanina, tłuką się kolejne lustra, zupełnie chaos, ale przecież wszystko musi być idealnie zaplanowane i obliczone, żeby na końcu to Elsa miała stać na obu nogach. rewelacyjnie przeprowadzone, a przede wszystkim - wymyślone i zaplanowane przez samego Wellesa.

            przyznam, że w intrydze połapałem się dośc wcześnie ;] nawet mnie się zdarza, jak widzicie. ale przecież zawiłość intrrygi nie jest decydującym elementem w kinie noir, nieprawdaż ?

            Kluczowe są wszakże postaci i obraz świata, w którym króluje ciemnośc ludzkich zamiarów, motywacji i... dusz, że tak grafomańsko napiszę.

            świetny jest sam reżyser, gra Michaela odpowiednio chropowato.

            dobry narrator.
            Siostro ? Pepsic ? jak tym razem Wam się narracja z offu podobała ?

            "Zawsze ktoś jest czyimś błaznem", "Jedynym sposobem, by trzymać się z dala od kłopotów, jest zestarzenie się", "Kiedy już zaczynam robić z siebie głupca, nic nie mozę mnie powstrzymać", "Kto daje się prowadzić swojej naturze, pozostaje sobą do końca' - a można by tego wynotowac więcej :]

            narrator, Michael, jest odpowiednio luźny i kwaśno samokrytyczny, nie ma złudzeń co do świata i ludzi. W sumie, daje doskonałą wykładnię rzeczywistości powojennej, tego co w amerykańskim społeczeństwie pokutowało. Jesli dobrze pamiętam, poprawcie mnie, Michael nie był na wojnie, raczej siedział w puszkach, bo pakował się w kolejne problemy ?

            Everett Sloane doskonale dobrany do roli przebiegłego Arthura Bannistera - te wyłupiaste oczy, no ik fakt, że chodzi o dwóch laskach. wiem, ze to rózne konwencje, ale nieustannie przypominał mi Flicka z "Allo Allo". tamta postać jest oczywiście przerysowana jak to w sitcomie, a Arthur jakże realny - i to chyba klucz do tej postaci.

            kiedy wieczorem Michael ma realizować plan Grisby'ego [równie świetny, błaznujący mimiką, Glenn Anders] Arthur mówi do niego "Pamiętaj o mnie, przyda ci się dobry adwokat". Zna zaasady lamigłówki, w którą wdepnął Michael.

            a potem ta gadka przed ogłoszeniem wyroku.
            jako obrońca Michaela, cedzi mu "Przegram po raz pierwszy, ale przegram z najwyższą przyjemnością. A potem będę walczył o to, żebyś jak najdłużej czekał w celi śmierci na egzekucję" - co to jest za scena ! Doskonała.

            przeczytałem sobie jakąs recenzję "Damy..." i stoi tam, że : a] film jest skrócony znacznie, w stosunku do oryginalnych zamierzeń Wellesa, pocięty i generalnie zapewne mocno odbiega do wizji Orsona. SZKODA.

            ALE ! - i tak jest wspaniały.

            b] piszą tam, że wcale nie jest wspaniały ;] Że słaby i że nieudany i w ogole marnie.

            Kompletnie się z tym nie zgadzam :]

            Czcigodni ? JAk Wasze opinie ?
            • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 14:47
              Dzięki, Greku za ciekawą recenzję :)

              Moja opinia będzie trochę mniej entuzjastyczna :)

              Zgadzam się z Tobą w wielu punktach. Oryginalna sceneria jak na kino noir, bo mamy piękne plenery i pełnię słońca. Znakomite aktorstwo, zwłaszcza role Bannistera i Grisby'ego. Rita jest piękna i to wystarczy :) Welles też jest dobry w roli Michaela, ale mimo wszystko jakoś trudno mi uwierzyć, żeby taka kobieta jak Elsa była nim zainteresowana. Tzn, że Michael rzeczywiście w to uwierzył.

              Co do intrygi, to przyznaję się bez bicia, że kompletnie się pogubiłam :) Czy mógłbyś mi Greku wyjaśnić to łopatologicznie? Rozumiem, że Grisby zapłacił Michaelowi za "zabicie" go. Po drodze, Grisby musiał zabić Broome'a, bo ten dowiedział się o całej akcji. A dalej to już nie rozumiem :) Elsa dowiedziała się o intrydze od Michaela i postanowiła zabić Grisby'ego i w ten sposób wrobić Michaela"? Uff, ależ to pokręcone.

              Tak, czytałam, że z filmu podobno wypadła aż godzina. Może to tłumaczy, że trudno się było połapać w intrydze? :) W sumie film sprawił na mnie wrażenie nierównego. Ma świetne momenty, ale całość nie wypada aż tak dobrze. Może przy kolejnym obejrzeniu odebrałabym go lepiej.

              Ale muszę przyznać, że jest tutaj kilka naprawdę wspaniałych scen. Przede wszystkim ta z lustrami. Genialna! Tutaj video:

              www.youtube.com/watch?v=_RdPVtcDeEI

              W tym momencie muszę zalinkować scenę z "Tajemnicy morderstwa...", która jest wspaniałym hołdem dla "Damy":

              www.youtube.com/watch?v=VNiFfZQwIKM

              Kolejna znakomita scena to spotkanie Elsy i Michaela w akwarium. Zwłaszcza końcówka, kiedy widzimy tylko zarysy ich twarzy:

              www.youtube.com/watch?v=Qay6OgDXfT0

              Jako, że niedawno oglądałam i opisywałam "Manhattan" od razu przypomniała mi się scena w planetarium. Allen ewidentnie inspirował się "Damą". Zresztą w jego filmie pada też nazwisko Rity Hayworth przy jakiejś okazji. Tutaj video (wersja hiszpańska, ale nie znalazłam innej):

              www.youtube.com/watch?v=ZjKi206TFLs

              I jeszcze jedna scena, która zapadła mi w pamięć. Długie zbliżenie twarzy Rity, kiedy śpiewa na jachcie:

              www.youtube.com/watch?v=TmVx1bCTRSc










              • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 15:50
                dzięki, Siostro, już się obawiałem, że nie skoczyłaś :]

                z tego, co ja zrozumiałem : Broome był prywatnym detektywem wynajętym przez Bannistera do nadzorowania czy Elsa go nie zdradza, a ktory przyt okazji odkrył że Grisby chce Bannistera zabić.
                Chodziło o podjęcie kasy z ubezpieczenia.

                Broome Nie wiedział o tym, że Elsa była z nim w zmowie. Tylko dlatego mówi jej o wszystkim i prosi by powiadomiła o wszystkim męża.

                Grisby okłamuje ofk MIchaela mówiąc mu, że jesli podpisze przyznanie się do zabójstwa samego Grisby'ego, to : a] pomoże mu zniknąć, b] nie zostanie skazany, bo przecież nie będzie zwłok.

                Michael podpisał papier, który z łatwością mógł zostać użyty jako przyznanie się do zabójstwa Bannistera, wystarczyło zmienić nazwisko. Tyle że Grisby naprawdę ginie. Zabija go Elsa. Jak dedukuje Michael, najpewniej od początku tak planowała [Grisby też jest ofiarą femme fatale], tyle że Grisby musiał zabić Broome'a. A zatem staje się wysoce niebezpieczny dla Elsy, bo jesli Broome zawiadomiłby policję, to w śledztwie Grisby zapewne pogrązyłby Elsę. Dlatego musiała go zabić, a potem obciązyć winą Michaela.

                tak mi się wydaje :]

                o, ciekawe spostrzeżenie, Siostro.
                wiesz, Michael sam siebie nazywa człowiekiem naiwnym, i najwyraźniej kochliwym, poza tym - panie z dobrych domów ciągnie do wyrzutków ;] poza tym, to jest film z roku '48, więc takich sugestii wprost nie można było zapewne wyartykułować, ale młoda kobieta w pełni zdrowia i sił mogła czuć się seksualnie niespełniona u boku znacznie starszego, niepełnosprawnego męza.

                świetna analiza i analogie, Siostro, ile linków.

                muszę powiedzieć, ze Rita Hayworth nie dała się pokonać nawet tragicznie nieapetycznym
                strojom kąpielowym jakie w tamtej epoce były najnowszym krzykiem mody. Na niej leża doskonale i wygląda w nich seksownie.]

                ale kapitalnie wypatrzyłaś te nawiązania u Allena do sceny z lustrami.




                • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 15:53
                  PS : ofk, Broome informujje Elsę o tym, co knuje Grisby, w momencie kiedy sam jest cięzko ranny i nie wiadomo, czy przeżyje.
                • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 16:40
                  No coś Ty, Greku! W życiu nie przepuściłabym takiego rarytasu!

                  Dzięki za miłe słowa. Akurat robiłam sobie ostatnio powtórkę paru filmów Allena m.in. obejrzałam "Tajemnicę..", więc miałam te sceny na świeżo w pamięci.

                  Wstyd się przyznać, ale dalej nie chwytam tej intrygi. Umknęło mi gdzieś, że Grisby chciał zabić Bannistera. Broome został ciężko raniony przez Grisby'ego. Dziwne, że mógł odebrać telefon od Michaela. Jak w tym stanie mógł zadzwonić na policję? Czy Elsa nie powinna zostać przy nim, żeby dopilnować, aby tego nie zrobił zamiast lecieć do Grisby'ego i go zabijać ?

                  Rozumiem, że intrygę uknuli wspólnie Lisa i Grisby, a chodziło o kasę z ubezpieczenia. Po "śmierci" Grisby'ego kasa przeszłaby na Bannistera. A po jego śmierci na Elsę, która podzieliłaby się nią z Grisbym (teoretycznie, bo pewnie by go sprzątnęła).

                  Nie rozumiem co z papierem, który podpisał Michael. Czy można w nim było w ogóle zmienić nazwisko?

                  Chyba jestem beznadziejnym przypadkiem :)

                  Jeszcze raz dzięki za komplementy :)
                  • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 16:52
                    Eee...pokręciłam. Po "śmierci" Bannistera (którego miał zabić Grisby?) pieniądze przeszłyby na wspólnika, czyli Grisby'ego. Ale ten przecież by "nie żył" więc jak mógłby przejąć kasę? Uff...

                    • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 20:03
                      Uwagi ciekawe, ale brakuje jednak opisu treści.

                      :)
                      • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 20:09
                        Grek jest w tym najlepszy :) Ja się nie podejmuję.
                        • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 20:10
                          Zwłaszcza, że pogubiłam się w intrydze, ale może późna pora jakoś mnie tłumaczy :)
                      • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 16:13
                        Siostra mnie rekomenduje, więc nie wypada mi się wykręcać :]]

                        niebawem napiszę.
                        • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 24.01.15, 16:27
                          grek.grek napisał:

                          > Siostra mnie rekomenduje, więc nie wypada mi się wykręcać :]]

                          > niebawem napiszę.

                          Znakomicie! Czekam.

                          Nie obejrzałam dziś "Damy ..." . Za to obejrzałam "Prawdziwe męstwo" , którego nie dałam rady w całości obejrzeć wczoraj.
                    • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 13:47
                      Po przemyśleniu początkową intrygę widzę tak: Michael miał "zabić" Grisby'ego, a żywy Grisby zabić Bannistera.

                      Czyżby po "śmierci" Grisby'ego i Bannistera cała kasa z ubezpieczenia należałaby się Elsie? A ta, teoretycznie podzieliłaby się z Grisbym. Czy to brzmi sensownie? Ale od razu Elsa byłaby główną podejrzaną, chyba, że udałoby się jej uciec. Ale przecież nie dostałaby kasy przed wyjaśnieniem śmierci obu wspólników??

                      Wciąż nie chwytam, co działo się z Broomem po jego postrzeleniu. Skąd obawy Elsy, że zawiadomi policję? Nie pamiętam jego telefonicznej rozmowy z Michaelem.

                      Ratunku :)

                      • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 16:12
                        gdyby uznany za martwego Grisby zabił Bannistera, to Elsa musiałaby mieć tylko jakieś dobre alibi, a to by była już rzecz łatwa do sklecenia.

                        pieniądze najpewniej dostałaby tak czy owak.

                        losy Broome'a są istotnie pogmatwane, bo przecież w grę wchodzi także fakt, że Bannister w jakiś sposób dowiaduje się o planach swojej żony wobec siebie. w sali luster strzelają przecież do siebie.

                        najprościej będzie obejrzeć raz jeszcze ten film i ustalić dokładną faktografię :]
                  • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 16:06
                    wieeedziałem :]

                    Grisby nie zwierzył się ze swoich planów Michaelowi. dopiero później wychodzi to na jaw, po śmierci Grisby'ego.

                    yup, to jest ryzykowne - Grisby zostawia Broome'a na śmierć, a przecież mógłby go dobić dla pewności... może nie dobija, bo już jeden strzał wywołuje spore zamieszanie w okolicy ?

                    nie mam pewności, czy Elsa nie zabijka Broome'a.

                    yes, intryga była autorstwa Elsy i Grisby'ego, a nawet możliwe,że to ona - jako klasyczna femme fatale - była spiritus movens.

                    Michael podpisał przyznanie się do zabójstwa Grisby'ego.

                    to że papier ten mógłby zostać użyty przy okazj zabicia Bannistera jest tylko moim luźnym przypuszczeniem, przepraszam ze tak wpisałem je bez zaznaczenia.
                    jak Grisby i Elsa zamierzali pozbyć się Arthura - nie jest wyjaśnione, bo i potrzeba takowa nie zachodzi.

                    zatem, rozumiesz bardzo dobrze, Siostro, to moja wina że dopisałem do faktów z filmu jakieś własne dywagacje bez oznaczenia ich osobno :]

                    my pleasure :]

                    • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 16:23
                      Dzięki, Greku :)

                      Trochę mi się rozjaśniło, ale i tak mam pewne wątpliwości. Rzeczywiście, najlepiej byłoby obejrzeć film raz jeszcze.

                      Legenda głosi, że producent Harry Cohn po obejrzeniu gotowego filmu zaoferował tysiąc dolarów każdemu, kto wyjaśni mu intrygę. Na pokazie była cała ekipa, łącznie z reżyserem, ale nikt się nie zgłosił. Jestem w stanie uwierzyć w tę historię :)
                      • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 17:35
                        www.efilmy.net/film,16462,Dama-z-Szanghaju-The-Lady-from-Shanghai-1947-Napisy-PL.html

                        w razie czego :]

                        haha, to ciekawa anegdota :]]
                        wszelako, wydaje mi się, ze jakoś tam da się to skleić w sensowną całośc, chociaż parę klocków w tej układance dopchniętych jest kolanem.
                        • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 20:36
                          grek.grek napisał:

                          ZNAKOMICIE! FANTASTYCZNIE! :))
                          Obejrzę w sobotę!


                          > wszelako, wydaje mi się, ze jakoś tam da się to skleić w sensowną całośc, choci
                          > aż parę klocków w tej układance dopchniętych jest kolanem.

                          He,he!

                          • pepsic Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 22:08
                            A o której, jeśli można spytać?
                            • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 22:20
                              Chyba jeszcze nie wiem...!? A dlaczego pytasz?
                          • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 23.01.15, 14:25
                            udanej projekcji, Barbasiu :}
                            liczę/liczymy na Twój komentarz a'propos.
                      • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 20:12
                        > Legenda głosi, że producent Harry Cohn po obejrzeniu gotowego filmu zaoferował
                        > tysiąc dolarów każdemu, kto wyjaśni mu intrygę. Na pokazie była cała ekipa, łąc
                        > znie z reżyserem, ale nikt się nie zgłosił. Jestem w stanie uwierzyć w tę historię :)

                        No proszę! A mnie Polsat każe taki film oglądać w środku nocy!!! ;)
                        • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 22.01.15, 20:17
                          Haha!
          • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 14:14
            Stopklatka podzieliła "Lalkę" na dwie częsi.
            dzisiaj będzie druga.
            ofk, oglądam :]

            więc, napiszę coś jutro.

            ale Twoja opinia w dużej mierze oddaje także moje odczucia i wrażenia [jak dotąd] :]
            • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 21.01.15, 19:34
              grek.grek napisał:

              > Stopklatka podzieliła "Lalkę" na dwie częsi.
              > dzisiaj będzie druga.
              > ofk, oglądam :]

              :)

              Wiedziałam. :)
    • maniaczytania Whiplash 20.01.15, 23:59
      niedawno wróciłam z kina - jestem pod wrażeniem - napiszę tylko na razie, że to znakomity film, genialna muzyka, świetne aktorstwo!
      • siostra_bronte Re: Whiplash 21.01.15, 13:41
        Świetnie, Maniu! Czekamy na recenzję.
      • pepsic Re: Whiplash 21.01.15, 17:42
        Dzisiaj idę:)
        • pani_lovett Re: Whiplash 21.01.15, 18:37
          Napiszcie, proszę, kilka słów o czym jest ten film.
          • maniaczytania Re: Whiplash 21.01.15, 19:08
            to tak na razie w wielkim skrócie ;)
            To historia młodego chłopaka, perkusisty, który dostaje się do najlepszej szkoły jazzowej, a tam do najlepszego big-bandu. Big-band prowadzi legendarny Fletcher, który ma baaardzo nietypowe metody 'wychowawcze'. Rozgrywki między nimi ukazane bardzo kameralnie w salach prób, koncertowych itp. wywołują takie napięcie, że siedzi się jak na jakimś thrillerze. Dawno żaden film nie wywołał u mnie takich fizycznych reakcji! I to jest wspaniałe w kinie :)
            Sceny prób, koncerty rozegrane są fenomenalnie, muzyka jest znakomita. No i aktorzy - Miles Teller w roli Andrew perkusisty dla mnie świetny, dużo lepszy niż trochę jednak przerysowany JK Simmons w roli Fletchera nominowany do Oscara (i podobno z dużymi na niego szansami).
            Ciekawa jestem, jak się Pepsic spodoba, a Wam radzę pójść do kina póki jeszcze film tam jest. Wszystkie pochwały zasłużone!
            • pani_lovett Re: Whiplash 21.01.15, 19:31
              Dzięki, Maniu! Brzmisz bardzo zachęcająco. :)

              Domyśliłam się, co za metody nauczania. Te, których nie cierpię.

              Dla uzupełnienia Twojego postu wklejam trailer filmu:
              www.youtube.com/watch?v=7d_jQycdQGo
              Uch!

              Aż mi się na usta ciśnie pytanie, mam nadzieję, że Pepsic już w kinie, czy chłopak przeżył naukę w szkole jazzowej?

              Może uda mi się gdzieś zobaczyć ten film.
              • maniaczytania Re: Whiplash 21.01.15, 19:50
                na razie nie odpowiem - wybierz się Barbasiu koniecznie!!!
                • pani_lovett Re: Whiplash 21.01.15, 20:04
                  OK! :)

                  Ale jakby, co mogę liczyć ,że zdradzisz co nieco jeszcze?
                  • maniaczytania Re: Whiplash 21.01.15, 20:17
                    no jasne! :)

                    przypomniało mi się, że jeszcze miałam o "Grand Budapest Hotel" napisać - rety to już dwa filmy z głównej oscarowej kategorii obejrzane mam ;)
                    • pani_lovett Re: Whiplash 22.01.15, 20:19
                      maniaczytania napisała:

                      > przypomniało mi się, że jeszcze miałam o "Grand Budapest Hotel" napisać - rety
                      > to już dwa filmy z głównej oscarowej kategorii obejrzane mam ;)

                      Napisz , proszę, koniecznie o "Grand Budapest Hotel"! Opis, taki zgrabny jak poprzednio, może być nawet troszkę dłuższy. :}
                      • maniaczytania Re: Whiplash 22.01.15, 21:52
                        napiszę, napiszę, ale co do niego to mam uczucia mieszane mocno ;), jednak to chyba nie moja bajka ;)
                        • pani_lovett Re: Whiplash 22.01.15, 21:54
                          A to ciekawe!

                          Będę ścigać, jak nie napiszesz!
      • grek.grek Re: Whiplash 22.01.15, 17:37
        dla zaciekawionych [podcast nr 3, licząc od góry] :

        audycje.tokfm.pl/audycja/90
        • pepsic Re: Whiplash 22.01.15, 21:54
          Zaciekawiona właśnie słucha podcastu nr 3:)

          Ps. Muszę jeszcze dodać jedno. Film wzbudza uczucia nostalgiczne (pierwsza, niewinna miłość), tudzież budująca, wzorcowa postawa rodzicielska).
          • maniaczytania Re: Whiplash 22.01.15, 22:18
            o właśnie - relacja ojciec - syn jest jedną z piękniejszych, jakie widziałam w filmach!
          • grek.grek Re: Whiplash 23.01.15, 14:26
            doskonale :]

            zachwalasz i zachwalacie tak bardzo, że czekam na pojawienie się tego filmu w sieci. a potem to już tylko będę musiał sam siebie przekonać, że nie warto czekać na premierę w tiwi ;]
      • pepsic Re: Whiplash 22.01.15, 21:43
        Maniu, co można dodać? Ekstremalne, trzymające w napięciu relacje na linii uczeń - mistrz, które ogląda się z zapartym tchem plus zasłużona w 100%-ach nominacja oskarowa dla aktora drugoplanowego J.K.Simmons''a (nauczyciela). Zdziwię, się, jeżeli nie okaże się trafna. Rewelację wyreżyserował 29-letni (!) Damienn Chazelle. Nota bene to jego drugi film. Must see (jakby Grek powiedział:)
        • maniaczytania Re: Whiplash 22.01.15, 21:51
          Uff :) Ale się cieszę, że Tobie też się podobało!

          To jego drugi, a w zasadzie pierwszy film :) Bo pierwszy to był też "Whiplash", tyle że krótkometrażowy. Zdobył za niego różne nagrody, które pozwoliły mu nakręcić historię już w pełnym :) W 19 dni!
          A ten film to mistrzostwo montażu, który tak buduje napięcie, że siedzi się tak, jakby się w środku filmu, w tej sali prób, jakby to na nas miał zaraz huknąć nauczyciel ;)
          • pepsic Re: Whiplash 22.01.15, 22:04
            Ha, w scenie, kiedy nauczyciel policzkuje Andrew laska na widowni nie mogła powstrzymać głośnej dezaprobaty.

            Maniu, jak możesz wątpić:)
    • pepsic "Czekając na wyrok" stopklatka 20:00 21.01.15, 17:36
      Nietuzinkowy dramat, niekonwencjonalny, jak na standardy Hollywood. Początek to podwójny hardcor, ale potem napięcie spada plus słynna scena seksu (oskarowa Halle Berry i Bob Thornton), moim zdaniem najbrzydsza i najbardziej rozpaczliwa w historii kina. O rozbitkach życiowych, których powinno wszystko dzielić, nie łączyć. Nieźle poplątane kłębowisko patologii. On szef więziennictwa, rasista, w trudnych relacjach z dorosłym synem (mocny wątek), ona zagubioną czarną kobietą po tragicznych przejściach.
      • pani_lovett Re: "Czekając na wyrok" stopklatka 20:00 21.01.15, 19:02
        Brzmi bardzo ciekawie.

        Billy Bob Thornton jako Hank Grotowski!
      • grek.grek Re: "Czekając na wyrok" stopklatka 20:00 23.01.15, 14:29
        milion lat temu oglądałem ;]
        wczoraj miałem nadzieję na obejrfzenie powtórki i chciałem się dopisać do Twojego wątku, ale...
        nie udało mi się zdązyć i zaczekam na następny raz.

        co ciekawe, właśnie ta niezborna, chaotyczna i rozpaczliwa scena seksu utkwiła mi w pamięci, jako jedyny element z tego filmu.
    • pepsic Gombrowicz "Iwona, księżniczka Burgunda" 21.01.15, 17:41
      Wrażenia z wczorajszego spektaklu telewizji wg Gombrowicza: Zbigniew Zapasiewicz chapeau bas! Wstyd się przyznać, nie znałam go z tej strony. Zawsze taki śmiertelnie poważny, a tu "Cimcirimci i karasiem ":) Oglądał ktoś?
      • siostra_bronte Re: Gombrowicz "Iwona, księżniczka Burgunda" 21.01.15, 18:35
        Widziałam tę sztukę w Teatrze Powszechnym (z tą samą obsadą) sto lat temu. Sama bym nie poszła, to było w ramach lekcji j.polskiego :)
        • pani_lovett Re: Gombrowicz "Iwona, księżniczka Burgunda" 21.01.15, 18:44
          siostra_bronte napisał(a):

          > Widziałam tę sztukę w Teatrze Powszechnym (z tą samą obsadą) sto lat temu. Sama
          > bym nie poszła, to było w ramach lekcji j.polskiego :)

          He,he,he! :)

          Wczoraj na Gombrowicza wybitnie nie miałam nastroju. Dziś żałuję, ze nie obejrzałam.
          Mogłam nagrać "Iwonę ...".
      • pani_lovett Re: Gombrowicz "Iwona, księżniczka Burgunda" 21.01.15, 18:53
        > "Cimcirimci i karasiem ":)

        He,he! Karaś to niebezpieczna ryba. ;)

        Ale żałuję , że nie obejrzałam!
        /Wczoraj był ciężkawy dzień. /
        • pepsic Re: Gombrowicz "Iwona, księżniczka Burgunda" 22.01.15, 21:48
          Absurd bywa kojącym lekiem na trudy dnia;)

          Ps. Wprawdzie nie znam się na rybach, ale polecam morskiego okonia smażonego w głębokim tłuszczu.
          • pani_lovett Re: Gombrowicz "Iwona, księżniczka Burgunda" 22.01.15, 22:18
            pepsic napisała:

            > Absurd bywa kojącym lekiem na trudy dnia;)

            To racja. Zapomniałam o tym. :)

            > Ps. Wprawdzie nie znam się na rybach, ale polecam morskiego okonia smażonego w
            > głębokim tłuszczu.

            Nie jadłam jeszcze, ale spróbuję jak tylko się nadarzy okazja. Lubię ryby.
    • siostra_bronte "Mona Lisa" 21.01.15, 17:43
      W Kulturze o 22.55. Film Neila Jordana z 1986 r. Historia szofera (Bob Hoskins) beznadziejnie zakochanego w luksusowej call-girl, dla której pracuje. Szofer wplątuje się przez to w kryminalną aferę.

      Widziałam dawno temu, więc pamiętam tylko ogólnie fajny klimat nocnego Londynu i znakomitą rolę Hoskinsa. Obejrzałabym ponownie, ale pora późna, a poprzednią noc zarwałam przez "Damę z Szanghaju".
      • pani_lovett Re: "Mona Lisa" 21.01.15, 19:07
        Też brzmi świetnie ta zapowiedź, ale późno się zaczyna. Zapisuję więc tytuł i czekam na powtórkę.
    • 82adrian Całe szczęście (TVP2) 22.01.15, 10:47
      Wczoraj ten film leciał, dzisiaj - powtórka dla II zmiany o godz. 0:45.

      Opis:
      Bohaterka filmu ma szczęście w szczęściu, ale gdy poznaje i zarazem całuje pechowca - wszystko się zmienia w jej i jego życiu. W filmie gra m.in. Lindsay Lohan.
      • pepsic Re: Całe szczęście (TVP2) 22.01.15, 21:49
        Adrian, przyznaj, że zbyt mądra to ona nie była;)
      • pani_lovett Re: Całe szczęście (TVP2) 22.01.15, 21:56
        82adrian napisał(a):

        > Wczoraj ten film leciał, dzisiaj - powtórka dla II zmiany o godz. 0:45.
        >
        > Opis:
        > Bohaterka filmu ma szczęście w szczęściu, ale gdy poznaje i zarazem całuje pech
        > owca - wszystko się zmienia w jej i jego życiu. W filmie gra m.in. Lindsay Lohan.

        Fajnie napisane. Brawo, Adrian! :)

    • grek.grek "Lalka" filmowa [Hasa] 22.01.15, 14:15
      pierwsza uwaga : "Lalka" nie nadaje się na film. Wyłącznie nadaje się na serial. w filmie z konieczności pominiętych zostało mnóstwo wątków, a niektóre potraktowane zostały bardzo skrótowo. nie ma sceny, którą Prus uważał za kluczową dla odczytania tytułu, bo cały wątek konfliktu między Stawską, a Krzeszowską jest w filmie nieobecny.

      druga uwaga : szkoda, że Has nie zrobił serialu zamiast Bera. Nie żeby miał coś do Bera, bo jestem fanem, ale Has kreuje nieco inny nastrój i gdyby miał do dyspozycji 11 godzin, a nie 3, to efekt mógłbyć być kapitalny.

      trzecia uwaga : oglądanie filmu Hasa bez znajomości powieści albo serialowej wersji Bera - jest czynnością dośc jałową.

      np. Rzecki u Hasa jest postacią w tle, rezyser pomija także "Pamiętnik Starego Subiekta". trudno zatem zrozumieć symbolikę jego śmierci, którą Has wyraźnie akcentuje w filmie.

      trudno też zrozumieć, dlaczego hrabina Wąsowska tak się angażuje w poomoc Wokulskiemu w staraniach o Izabelę. w filmie Has nie jest w stanie stworzyć więzi między Wąsowską, a Wokulskim. poświęca na to zaledwie jedną krótką scenę. ma za mało miejsca, a przecież chce opowiedzieć mniej więcej całą powieść...

      może jedynie konkurencyjny wobec serialowej wersji, jest pomysł wybierania z powieści konkretnych wątków i skupiania scenariusza filmu tylko na nich ?

      film nie uzasadnia także w żąden sposób, dlaczego Wokulski chce pozbyć się sklepu i łatki kupca. w klasycznej scenie pożegnania z Izabelą na dworcu w Skierniewicach, Wokulski popisuje się angielszczyzną, ale... Has nie informuje, że STanisław uczył się jej intensywnie zaraz po tym, jak Izabela i Kazio Starski rozmawiali po angielsku przy nim, a on ani be ani me. W filmie wygląda na to, ze angielski znał zawsze :]

      nie wiadomo także o co chodzi z kamieniem w Zasławku i ryciem na nim strof z Mickiewicza. Nie wiadomo również dlaczego Izabela z sentymentem wyjeżdza z posiadłości, skoro w filmie odbywa z WOkulskim zaledwie dwuzdaniową rozmowę.

      brak też pogłębienia wątku znajomości Ochockiego z Wokulskim. Blado wypada relacja Stacha z Rzeckim, ich przyjaźń jest zaledwie zasugerowana. za mało miejsca, by to pogłębić, mimo że Has się stara nadać poszczególnym scenom odpowiedni nastrój. wszelako, na tej podstawie trudno zrozumieć, dlaczego Rzecki tak się przejmuje zniknięciem Wokulskiego, że aż doznaje zawału i umiera.

      młodośc, ożenek, karta powstancza Wokulskiego, przejścia Rzeckiego - pominięte razem z "Pamiętnikiem...".
      film jest zatem tylko dla tych, którzy znają powieść i wiedzą, co z czym, po co, jak i dlaczego.

      ale plusów jest sporo.

      Has zręcznie łączy wątki ze sobą, pomija niektóre epizody [Wokulski w Paryżu], żeby zdać tylko z nich krótką relację przy innej okazji. To co w serialu zajmuje dwie osobne sceny, w filmie łączy się w jedną [np.moment w knajpie, kiedy Rzecki spiera ze Szprotem o Wokulskiego, a potem pyta Stacha o jego zamiary względem sprzedaży sklepu - w filmie Wokulski po prostu zjawia się w tej knajpie, kiedy spór się kończy i od razu rozmawia z Rzeckim; w serialu są to dwie sceny w dwóch innych miejscach]. O poznaniu prof Geista i jego wynalazku Wokulski w filmie informuje Ochockiego osobiście, w serialu nie ma tej sceny. Czasami aktorzy kilka scen, które w serialu są pojedynczo, łączą w jedną, przechodząc np. między pokojami. Zręczne.

      wizyta Wokulskiego w Zasławku zajmuje cały odcinek serialu, w filmie jest krótkim epizodem, ale za to scenografia jaką wykreował Has jest rewelacyjna. Ciut teatralna, jakieś badyle robiące za "umarłe drzewa", nieruchome niebo i horyzont w tle oraz sterta jabłek pod kopcem w tle mini-ogrodu, w ktorym siedzą goście. Podobnie wygląda dekoracja sceny na torach skierniewickich. Taka nieco odrealniona, oniryczna. Pyszna rzecz.

      fantastycznie zrobiony sklep Wokulskiego. W serialu dość wąski i mały. W filmie - znacznie bardziej imponujący gabarytami i przestronnością. Świetna poprawka.

      Dom Łęckich - uff, wspaniały. Schody do góry, wiszące i stojące kwiatostany. Rewelacja. Wersja serialowa jest znacznie uboższa :] Ech, gdybyż Has mógł dostać czas serialowy i wszystkie wątki pokazać, rozwinąć...

      Warszawa podobna, ale nie taka sama. Widać lepszy dobór miejsc u Hasa. Ale z kolei w serialu Bera są Łazienki i doskonale wypada scena wyścigów konnych. U Hasa słabiej. U Bera lepiej wypada spacer zamyślonego, i monologującego o ojczyźnie, Wokulskiego po slumsach. W filmie świetnie prezentują się wnętrza chałup w tych slumsach. Tam m.in Wokulski opowiada historię dwójki z Tobolska i Odessy. u Hasa opowiada ją Ochockiemu. w serialu, podobnie jak w powieści - jesli mnie pamięc nie zawodzi - Wokulski rozmawia z Heleną Stawską.

      no i w filmie Szuman sugeruje,że Wokulski pojechał do Indii i Chin, co w serialu nie pada, a w powieści chyba także nie jest powiedziane.

      Uff...

      Mariusz Dmochowski jest naprawde świietny.
      Wokulski Kamasa czasami sztywnieje, jest zwykle dośc ponury, skryty. Wokulski Dmochowskiego jest swobodniejszy w rozmowie, umie się uśmiechać, można sądzić,ze potarfiłby z łatwością rozbawić każdą napotkaną kobietę. Nie robi się z niego kołek w płocie, kiedy przychodzi mu rozmawiać z Izabelą. serialowy Wokulski tracił przy niej oddech.

      Łęcka w wykonaniu Tyszkiewicz jest bardziej cielesna, epatuje dekoltem, średnio nadaje się na obiekt "zakochania bez pożądania". Ale za to w jej seksualne apetyty, realizowane na siedzeniu ekspresu, można z łatwością uwierzyć.

      rozmowy między nimi wypadają luźniej niż w serialu. plus.

      z drugiego planu nikt się specjalnie nie przebija, chociaż Anna Seniuk jako prostytutka wyprowadzona na dobrą drogę, jest świetna, a Wiesław Gołas w roli barona Krzeszowskiego radzi sobie znakomicie. ale to są postaci epizodyczne i dlatego aktorzy wypadają dobrze. Grają jak należy. co innego, kiedy postać jest z rzędu kluczowych, ważnych i w powieści/serialu rozwiniętych, a dostaje dwie sceny do zaprezentowania się. pozostaje niedostyt i aktorstwo ocenia się, siła rzeczy, przez ten pryzmat.

      no i... jakże ogromnie brakujje w flmie tej wspaniałej muzyki Andrzeja Kurylewicza.

      • siostra_bronte Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 22.01.15, 14:40
        Dzięki, Greku :)

        Właśnie, za dużo materiału na jeden film. Skróty, brak niektórych wątków bardzo przeszkadzały. Has zawsze przywiązywał wagę do scenografii, więc rzeczywiście wnętrza były piękne. Co do Dmochowskiego, to nijak nie pasował mi do postaci Wokulskiego. To samo z Fijewskim w roli Rzeckiego. Kreacje Kamasa i Pawlika za bardzo zapadły mi w pamięć.
        • grek.grek Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 22.01.15, 16:27
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

          niestety, niestety... gdyby Has skupił się na jednym wybranym wątku i go pogłębił, zapewne wyszłoby świetnie. A tak, skróty, skróty, skróty ktore spłycają wątki, postacie i relacje między nimi.

          i ja się nie od razu przekonałem do Dmochowskiego. z czasem jednak, wydał mi się bardziej ujmujący niż Kamas, nawet jesli jestem od zawsze fanem Wokulskiego w wykonaniu tego aktora.

          och, zdecydowanie - Bronisław Pawlik tworzy mistrzowską kreację. p.Fijewski odgrywa tylko rolę. Ma za mało miejsca i czasu na coś więcej.

          bez "Pamiętnika...", z zaznaczonymi tylko relacjami ze Stanisławem i pominięciem jego roli w sklepie - Rzeckiego po prostu nie mozna sportretrować.

          momentami miałem wrażenie, że pan Has dostał zlecenie i wykonał, ktoś chciał mieć "Lalkę" w formie filmowej, i nie był to dobry pomysł.

          aczkolwiek, w co najmniej kilku miejscach i punktach, ten film jest naprawdę znakomicie poprowadzony, zwłaszcza tam gdzie Has moze nadać scenom charakter odpowiednio oniryczny.

          czytam sobie w Wiki, że recepcja była mieszana, a chwalono właśnie przede wszystkim plastykę filmu. Istotnie, i mnie się to rzuciło na oczy :]

          oraz, jak czytam, "soczyste postaci".
          cóz, może i soczyste, ale niedrozwinięte scenariuszowo, w czym przeszkodził metraż nie pozwalający na pogłębienie i poszerzenie ich wzajemnych relacji.

          pamiętam, że serial krytykowano za "brak chemii między Wokulskim, a Łęcką", z czym się chyba częściowo można zgodzić ?. u Hasa wypada to jakby swobodniej, aktorzy nie są tak usztywnieni jak u Bera, ale znów brakuje co najmniej kilkunastu scen, które by to rozkręciły.

          gdybyż Has mógł zrobić serial... :]
          • mozambique Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 14:25
            "brak chemii między Wokulskim, a Łęcką"

            nie bylo tajemnicą ze Kamaz osobicie nie lubił Braunek , uwazal ze nie nadaje sie do tej roli, ze zostala obsadzona po znajomości a nie z powodów artystycznych itd
            i to widać - czasami wygląda jakby miala ochote ją udusić, jego milosc do niej jest taka chłodna, wlasnie jakby wyrafinowana , czsami czuc ją nienawiscią
            teraz wiadomo dlaczego

            choc ja akurat wolę układ KAmaz -Braunek niz Dmochowski - Tyszkiewicz , bo niestety pani hrabianka w roli hrabianki jest tak beznadziejna aktorsko ze to az boli, w kazdej scenie wykraczającej poza "przemieszczam się z gracją miedzy wazonem a sofą" brak warsztatu aktorskiego aż piszczy
            w porownaniu z nią dosc, powiedzmy , nienachalna w urodzie Braunek , wypada niemal po mistrzowsku :) , mimo tego ze sama przyznala , ze grając Łęcką nie starałą sie zbytnio bo duchem i myslami byla juz w sferze zen .

            zas w obu wersjach swietne są panie KAzie Wąsowskie - Kalina Jędrusik niebywale seksowna i uwodzicielska a Barbara Wrzesińska bardziej przebiegła niż urocza

            zas Wilhelmi i Łapicki - to niestety porażka w obu wersjach
            ale ja serial uwielbiam niemal pogańsko , znam na pamięć i oglądam ZAWSZE
            • grek.grek Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 14:58
              dzięki, Mozambique za te informacje. cenne niezwykle, bo i ja fanem "Lalki" [serialowej zwłaszcza] dozgonnym jestem i cokolwiek o czymkolwiek na ten temat, to dla mnie gwarancja wypieków na twarzy :].

              nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego p.Kamas tak się denerwuje przy p.Braunek :] "tę miłośc czuć nienawiścią" - bardzo celne sformułowanie, jesli mogę sobie pozwolić na taką uwagę. rzeczywiście, tak jest.

              o, będę jednak bronił aktorstwa Tyszkiewicz. oscarowe ono nie jest, ofk :], ale mimo wszystko jest w nim ciekawa nuta lekkiej nonszalancji, takiego prawdziwie pańciowatej, a jednocześnie zdejmującej z Łęckiej ten pretensjonalny pancerzyk, w który wyposaża ją Braunek w serialu.

              yes !! i mnie obie Wąsowskie przypadły do gustu.

              co do Starskich - wolę jednak Wilhelmiego, ma ten błysk w oku. Łapicki jest poprawnie uczesany i odpowiednio zapięty ma kołnierzyk, ale nic poza tym. w ogóle, nie wiem czy masz takie wrażenie ?, ilekroć widzę Łapickiego, który próbuje grać uwodziciela, to wydaje mi się, że robi [ł], to wyłącznie z nieuprawnionego przekonania, ze jego typ urody amanta czyni go jednocześnie seksualnym drapieżnikiem ;]]
              • mozambique Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 15:18
                to ciekawe - WIlhelmi był mocno prosty/prostacki w wyglądzie i obejsciu , mozna uwierzyc ze taka omdlewająca zasznurowana gęś podnieciła sie extra jak ją gdzie przypadkeim posmerał po kolanie albo przycisnął do sciany w korytarzu , juz Wokulski do księcia mówił " kobiety to samice"

                z drugiej strony - w tej epoce na hrabiowskich salonach to jednak przyjmowano wlasnie takich "Łapickich" - eleganckich , ufryzowanych, wypomadowanych , ktorzy caly kunszt wkladali w wymowne ucałowanie damskeij rękawiczki niz szorstko-męskich Wilhelmich

                ładnie to widac takze w Rodzinie POłanieckich i wątku "niewinnej" panienki Castelki co to zarecza sie z delikatnym i poetycznym hrabią Zawiłowskim ale po kryjomu w oranżerii oddaje sie skrzypkowi Kopowskiemu ktory nigdzie nei wzdychał tylko bez pytania zanurkował pod jej suknię
                • grek.grek Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 15:45
                  w sumie, Iza ulegała komu tam popadnie, Molinari też niespecjalnie się musiał starać. wg mnie, z jednej strony szczyciła się swoim statusem "hrabianki", a z drugiej - ten status dusił ją niemiłosiernie.

                  wiesz, Starski w takiej czy innej postaci - miał jednak odpowiednie pochodzenie ;]

                  celne analogia.
                  ale wg mnie, panna Castelka jest jednak jakaś taka mnie zmanierowana od Łęckiej.
                  Łęcka nie lubi Wokulskiego i dlatego odbiór jej figofagowanie ze Starskim jest dośc
                  narzucający się; Castelka jednak jakoś tam odwzajemnia uczucia Zawiłowskiego, tyle
                  że młoda jest i hormony grają energicznego marsza.
                  • mozambique Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 15:56
                    w postaci Castelki SIenkiewicz dosc zlosliwei sportretował swoją drugą zonę, dobrze urodzoną, piękną , tez całą w ochach i achach i sporo młodszą
                    i jak plotkowały konie w dorozkach, okazal sie tak malo atrakcyjny seksualnie dla niej ze mu zwiala niedlugo po slubei do jakiegos młodzieniaszka
                    • pani_lovett Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 24.01.15, 16:13
                      mozambique napisała:

                      > w postaci Castelki SIenkiewicz dosc zlosliwei sportretował swoją drugą zonę, do
                      > brze urodzoną, piękną , tez całą w ochach i achach i sporo młodszą

                      Sienkiewicz stanowczo zaprzeczał, jakoby w pannie Castelli sportretował drugą żonę, Marynuszkę, pisze Barbra Wachowicz w książce "Marie jego życia".

                      > i jak plotkowały konie w dorozkach, okazal sie tak malo atrakcyjny seksualnie d
                      > la niej ze mu zwiala niedlugo po slubei do jakiegos młodzieniaszka.

                      Może jest i w tych plotkach odrobina prawdy.

                      Ale do rozbicia małżeństwa Sienkiewicza i Marynuszki przyczyniła się walnie teściowa pisarza, Helena Wołodkowiczowa. Straszna baba! ;)
                    • pani_lovett Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 24.01.15, 20:30
                      W poniedziałkowym (19.01) dodatku AleHistoria jest świetny artykuł właśnie na temat drugiego , nieszczęśliwego małżeństwa Henryka Sienkiewicza z Marią Romanowską-Wołodkowiczówna, zwaną Marynuszką.

                      Polecam.

                      wyborcza.pl/alehistoria/1,143114,17264397,Malzenska_wpadka_pana_Sienkiewicza.html
                      • pani_lovett Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 25.01.15, 15:07
                        Matka Marynuszki, Helena z Drzewieckich Wołodkowiczowa stała się prototypem literackim ciotki Linety Castelli, pani Broniczowej z "Rodziny Połanieckich" .

                        Oczywiście Sienkiewicz również zaprzeczał , by w postaci Broniczowej sportretował swoją teściową.

                        Tuż po ślubie z Marynuszką Sienkiewicz tak napisał o swojej teściowej:
                        "Mam szczere przekonanie, że ta belmera (z fr. belle-mere - teściowa - przypis ja) mogłaby się stać chmurą pełną klęsk i prawdziwą plagą życia ..." ("Marie jego życia" - B. Wachowicz, s. 293)
                        Niestety - jak dodaje Barbara Wachowicz - miał rację.
                        :)
                  • pani_lovett Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 24.01.15, 15:42
                    grek.grek napisał:

                    > w sumie, Iza ulegała komu tam popadnie,

                    Czyżby?

                    >Molinari też niespecjalnie się musiał starać.

                    ?


                    >a z drugiej - ten status dusił ją niemiłosiernie.

                    W jakim sensie?

                    ;)

                    ;)
                    • grek.grek Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 24.01.15, 17:33
                      Starski i Molinari odnosili sukcesy stosując wręcz blitzkreig ;]]

                      myślę sobie, że ta seksualna ciekawość i pewna uległośc Łęckiej, to własnei zasługa wychowania i otoczenia, które kazały jej zachowywać sztuczną godność, w jakiś sposób
                      przesuwały na dalszy plan naturalne potrzeby, co jak wiadomo zawsze kończy się tym
                      usilniejszymi staraniami o ich realizację :]
                      • pani_lovett Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 24.01.15, 18:33
                        grek.grek napisał:

                        > [Starski]i Molinari odnosili sukcesy stosując wręcz blitzkreig ;]]

                        Molinari też stosował blitzkreig ? Chyba nie!
          • pepsic Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 25.01.15, 12:32
            Na Wokulskiego moim zdaniem nie pasował ani Kamas (zbyt delikatny i melancholijny), ani Dmochowski (zbyt jowialny i grubo ciosany). Jeśli jednak musiałabym wybierać to Dmochowskiego z tym że wycofanego o krok do tyłu.
      • mozambique Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 14:32
        Widać lepszy dobór miejsc u Hasa. Ale z kolei w serialu Bera są Łazienki i doskonale wypada scena wyścigów konnych. U Hasa słabiej. U Bera lepiej wypada spacer zamyślonego, i monologującego o ojczyźnie, Wokulskiego po slumsach. W filmie świetnie prezentują się wnętrza chałup w tych slumsach. Tam m.in Wokulski opowiada historię dwójki z Tobolska i Odessy. u Hasa opowiada ją Ochockiemu. w serialu, podobnie j"

        greku , az boję sie ci to powiedziec. !!! MAse scen do Lalki HAs krecil we Wrocławiu lub pod , m. in. wlasnie slumsy .
        do dzis mam albumie zdjecie mojego ojca z czasów wojska jak siedzi na jednych schodach obok "zdechłego konia" " wygiętego badyla i pali papierosa. Jego kompania wtedy robiła za darmową siłe fizyczno-sprzątającą w czasie zdjęć. NIezla pamiątka.

        a sceny wiscigów Ber tez krecial na anszych Partynicach , acHAs nie pchal sie na słuzewiec , krecili chyabgdzies nad Wislą
        • grek.grek Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 15:01
          a to ciekawe informacje. dzięki serdeczne.

          uff, jesteś zatem z "LAlką" związana w pewien sposób.
          yes, ten koński łeb jest bardzo wymowny, pojawia się bodaj ze 3 razy, [obok sceny spaceru po slumsach] na pewno jest w dekoracjach sceny próby samobójczej Wokulskiego.
          • mozambique Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 15:22
            nooo , to taka stara , bialo czarna -fotka wklejona do starego albumu , z moim ojcem - mlodziutkim , szczuplutkim chłopaczkiem w mundurze

            eeh to były czasy
            • grek.grek Re: "Lalka" filmowa [Hasa] 23.01.15, 15:46
              piękne wspomnienie :]
    • grek.grek "128 dni" - dokument [TV POlonia] 22.01.15, 14:40
      urban legend czy prawdziwa historia ?

      w 1955 roku w rosyskim Kujbyszewie [dzisiejsza Samara] wydarzyło się, lub też nie wydarzyło się wcale, coś co do dzisiaj budzi ciekawość, tym bardziej że do dzisiaj nie ma jasnych i czytelnych dowodów, że to się naprawdę stało.

      w zwykłym domu drewnianym przy ulicy Czkałowa odbywała się młodzieżowa prywatka. jedna z uczestniczek, 18-letnia ZOja, czekała na swojego partnera. aby sobie to oczekiwanie skrócić - zdjęła ze ściany ikonę z wizerunkiem prawosławnego [ofk] świętego Mikołaja, wzięła w ramiona i zaczęła z nią tańczyć.

      nagle... skamieniała. Po prostu. stanęła jak wryta i nie mogła się ruszyć. nie sposób było oderwać ją od podłogi. kiedy wezwano lekarzy i próbowali oni dać jej zastrzyk na jakieś rozluźnienie mięsni - nie mogli się wkłuć w jej ciało, bo strzykawki się łamały.

      stała tak ponoć 128 dni. wycięto ją wraz z podłogą pod nią.

      Na ile jest to prawda, a na ile zmyślenie ?

      Cóż, są relacje świadków zaklinających sie, że tak własnie było. Ale nie ma dowodów. Niby byli prości ludzie, którzy uznali, że to znak Boga i przychodzili się modlić. Byli policjanci, którzy coś tam mieli adminstracyjnego do wykonania i od krzyków dziewczyny posiwieli w jedną noc. Niby są "setki świadków" i setki relacji i zeznań, ale nie ma żadnego dowodu.

      są wypowiedzi sióstr zakonnych i jakichś kobiet z ludu przekonanych, że te wszystkie relacje, to szczera prawda. widać żarliwośc wiary w Boga w tych wypowiedziach.

      z drugiej strony, są wypowiedzi naukowców [np. pani anestezjolog z tytułami], którzy sugerują, ze nawet jeśli coś takiego się stało, to mogła to być katalepsja albo zawał. NIe wiadomo czy dziewczyna w tym czasie jadła, wykonywała czynności fizjologiczne itd.

      były relacje gazetowe, ale raczej traktujące całą historię w formie ciekawostki i materiału do badania ludzkiej skłonności do tworzenia mitów i legend pomagających im w codziennym trudzie wzmacniać wiarę. albo wynikających ze zwykłej arcyludzkiej skłonności do konfabulacji.

      Cała ta historia rzucona jest na tło historyczne, czyli na okres prześladowania kościoła i religii, najpierw w bolszewickiej Rosji, a potem w ZSRR.

      KOmuniści zagrabili wtedy cerkwi tony złota, diamentów, srebra, kosztowności. Grabież, bez dwóch zdań. Z drugiej strony, po co promującemu ubóstwo i zachęcającemu do ascezy kościołowi takie bogactwa ? MOżna by rzec, ze państwo wyzwoliło kościół od niechybnej zguby, bo jakby się Bóg dowiedział, jak oni traktują jego nakazy ubóstwa... ;]

      tak czy owak, narrator tym własnie faktem prześladowań i podporządkowaniu cerkwi państwu wyjaśnia, ze żaden duchowny nie pojawił się na miejscu rzekomego cudownego wydarzenia.

      współcześnie wypowiadający się pop jest niezwykle ostrożny i raczej sceptyczny wobec ludowych opowieści.

      Cud rzekomy miał być też wyjątkowo niewygodny dla władzy, która starała się odgonić ludzi od wizytowania domu, w którym miał on miejsce. w sumie, 128 dni władza się wahała, co zrobić ;]] mało wiarygodnie to brzmi.

      wg legendy, Zoja została wycięta razem z podłogą na której skamieniała, a potem wywieziona do psychuszki w Moskwie. Po tej psychuszce mieszkała pod stałą kontrolę Kremla i takoż zmarła.

      Reszta uczestników prywatki została eksmitowana z miasta i dostała wilczy bilet. Na ile to prawda, na ile mit... :] Na ile był to atak choroby nerwowej, na ile legenda wymyślona do celów walki kulturowej o wpływy społeczne zdeptanego politycznie kościoła w ZSRR, a na ile zwyczajne ludzkie bajdy... Racjonalista powie jedno, a wierzący drugie, zaś agnostyk będzie pośrodku i powie, że "wie, iż nic nie wie, ale rózne g...no chodzi po ludziach" ["Pulp Fiction"]

      Chłopak mieszkający teraz, w tym domu, w którym cała rzecz się wydarzyła lub nie wydarzyła - ma mieszane odczucia, ale mówi, że widzi w podłodze ten ślad po cięciu i zastępieniu dziury innymi deskami. I mówi, ze wierzy, iż cała historia Zoji, to prawda.

      czytają ten dokument Krystyna Czubówna i Tomasz Knapik, dzięki czemu tym przyjemniej się ogląda i słucha.

      • siostra_bronte Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 22.01.15, 14:52
        Dzięki, Greku :)

        Dlaczego nikt zrobił zdjęć, albo nie nakręcił filmu, skoro to była taka sensacja? W końcu to był 1955 r. a nie średniowiecze!
        • grek.grek Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 22.01.15, 16:33
          my pleasure, Siostro :]

          :]
          otóż to.

          jest jakaś fotografia, na której starsza pani klęcząc na podłodze pokazuje ręką miejsce, w którym rzekomo dziewczyna zesztywniała na 128 dni. I nic więcej.

          trzeba przyznać, że pani rezyserka, Alina Aczkasowa, dwoi się i troi, żeby na karb rezimowej władzy sowieckiej zrzucić fakt braku dokumentacji tego niezwykłego, rzekomo, przypadku.

          władza nie dopuszczała do Zoji ludzi... władza sterroryzowała duchownych, którzy nie przyszli się pomodlić i ocenić sytuacji... władza zadbała by media przemilczały, albo zrobiły z tej opowieści poczciwe bajdoły... itd.

          słowem, mielibyśmy cud, gdyby nie radziecka władza... ktróra przez 128 dni akceptowała trwanie tego procederu, zamiast już po tygodniu interweniować ;l]

          w sumie, wygląda to na jakiś ciekawy przypadek dla lekarzy.
          ewentualnie na pokaz niepospolitej wyobraźni ludzi.
          albo na jakąś prowokację.

          nic jednak nie zmienia faktu, ze - wg mnie - słucha się tej historii pierwszorzędnie :] jak jakiegoś "opowiadania niesamowitego" :]
          • maniaczytania Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 22.01.15, 17:28
            grek.grek napisał:

            > nic jednak nie zmienia faktu, ze - wg mnie - słucha się tej historii pierwszorzędnie :] jak jakiegoś "opowiadania niesamowitego" :]

            Zgadzam się - pamiętam, że kiedyś też oglądałam ten dokument, ale szczegółów nie pamiętam, za to ten klimat niesamowitości jak najbardziej!
          • pani_lovett Re: "128 dni" - dokument i "Cudowna" - książka 22.01.15, 21:52
            Jakby dobrze pogrzebać w miejscowych archiwach sowieckich, może znalazłyby się dokumenty na temat tej sprawy, raporty i relacje urzędników, policji, osób, które zajmowały się tą sprawą na zlecenie odpowiednich organów, opisujące, co zaszło. Aż trudno uwierzyć, żeby nie było śladu w dokumentach na temat takiej sprawy.

            Historia jest naprawdę intrygująca.

            Twoja opowieść skojarzyła mi się książką Piotra Nesterowicza "Cudowna", w podtytule: "Dowody na Istnienie", która właśnie niedawno się ukazała i głośno o niej w mediach.

            Opowiada ona o cudzie, jaki wydarzył u Polsce, w miasteczku Zabłudów na Podlasiu w maju 1965 roku, czyli w tej samej epoce , co wydarzenia opisane w dokumencie "128 dni" !

            Jadwidze Jakubowskiej , uczennicy klasy siódmej miejscowej szkoły podstawowej, kilkakrotnie miała się ukazać na łące Matka Boska! Wieść o tym wkrótce rozniosła się po okolicy z szybkością błyskawicy, ludzie zaczęli się tłumnie gromadzić w miejscu zaistnienia cudu.

            Oczywiście władze komunistyczne, tak jak w Rosji, postanowiły jak najszybciej wyciszyć sprawę. Jadwiga i jej matkę też wysłano na leczenie psychiatryczne, wytaczano procesy zwolennikom objawienia.

            Do pomocy wykorzystano nawet inspektorat sanitarny, który stwierdził, że w wodzie ze "świętego źródełka" znajdują się chorobotwórcze bakterie, a w okolicy Zabłudowa pojawiły się przypadki czerwonki i duru, więc żeby uniknąć epidemii okolice łąki, na której wydarzył się cud zalano chlorem i wapnem. :)

            Książka jest szalenie ciekawa, bowiem autora od samego cudu, jego potwierdzenie lub zaprzeczenia, interesują różne reakcje ludzi na to niezwykłe wydarzenie.

            Świetna jest historia o krzyżu. Na łące postawiono krzyż, wkrótce obok niego stanął drugi, prawosławny. Ale katolicy się oburzyli i usunęli krzyż prawosławny, bo przecież Matka Boska ukazała się katolikom. ;)

            W ogóle mieszkańców Zabłudowa cud skłócił, podzielił.


            Jeśli chcesz/ chcecie troszkę więcej przeczytać na temat książki wklejam link do tekstu Ignacego Karpowicza na temat książki "Cudowna":
            wyborcza.pl/1,76842,17280360,_Cudowna__Piotra_Nesterowicza__czyli_Matka_Boska_objawia.html





            • grek.grek Re: "128 dni" - dokument i "Cudowna" - książka 23.01.15, 14:35
              relacje są, rzecz w tym że zanotowany został fakt zaistnienia takiej pogoski, plotki, legendy.
              nie ma jednak żadnych prób rozstrzygania czy tam nastąpił cud czy ludzie sobie coś zmyślili.
              było wiadomo, że ludzie tam przychodzą i że coś tam się dzieje. Były jakieś raporty czy coś.

              w istocie podobna historia :] dzięki za link, Barbasiu.

              wierzyć - nie wierzę, z powodów które znasz :], ale za to lubię opowieści niesamowite ;]
      • pepsic Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 22.01.15, 22:14
        Grek, jak Ludwik IV. Kiedy ujrzał przywiezioną z Afryki żyrafę, powiedział - niemożliwe, nie ma na świecie takiego zwierzęcia!
        ;)
        • grek.grek Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 23.01.15, 14:36
          haha ;]

          wiesz, w przeciwieństwie do pana króla, ja nie bardzo mam możliwości "ujrzenia [tej] żyrafy" ;]
      • pani_lovett Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 22.01.15, 22:45
        >współcześnie wypowiadający się pop jest niezwykle ostrożny i raczej sceptyczny wobec >ludowych opowieści.


        W wątku o filmie "Lourdes" miałam to napisać, że kościół katolicki również jest bardzo ostrożny powściągliwy w orzekaniu o cudzie.

        Z drugiej strony, po co promującemu ubóstwo i zachęcają
        > cemu do ascezy kościołowi takie bogactwa ? MOżna by rzec, ze państwo wyzwoliło
        > kościół od niechybnej zguby, bo jakby się Bóg dowiedział, jak oni traktują jego
        > nakazy ubóstwa... ;]

        Niestety pieniądze są potrzebne, konieczne, choćby do utrzymania budynków kościelnych, a już szczególnie tych zabytkowych , do renowacji zabytkowych elementów wystroju wnętrza, potrzebne są na tak prozaiczne sprawy, jak opłaty za ogrzewanie kościoła i innych budynków parafii, na opłatę za energię elektryczną, sprzątanie kościoła i terenu, za prowadzenie kancelarii parafialnej itd.
        Nie wspominam już o działalności dobroczynnej, którą finansuje kościół, czy konkretne parafie, o wspieraniu misjonarzy ciężko pracujących w najuboższych krajach świata.
        • grek.grek Re: "128 dni" - dokument [TV POlonia] 23.01.15, 14:44
          co prawda to prawda, Barbasiu :]

          zastanawia jednak skala tego bogactwa, które kościoł gromadzi, czy to prawosławny w byłym ZSRR [i zapewne we współczesnej Rosji, gdzie sojusz tronu z ołtarzem cementuje układ rządzący] czy to katolicki.
          w Polandzie też kler niekiepsko sobie poczyna, kupując ogromne połacie terenu za tzw. złotówkę, dzięki wtykom wśród urzędników samorządowych.

          cóż, pocieszam się, że przeczuwają nadejście trudnych czasów i drastyczny spadek liczby wiernych, a co za tym idzie utartę politycznych "pleców". wtedy te - w istocie - zagrabione tereny będą sprzedawać albo wynajmować, żeby mieć za co przeżyć :]

          Jezus chodził na bosaka i w jednym chałacie,a nauczał na świezym powietrzu. oni potrzebują strojów ociekających złotem, limuzyn, tronów wysadzanych diamentami i skarbców. wiesz, do misjonarzy i na utrzymanie tych porządnych, mądrych i uczciwych księży nie potrzeba wiele - misjonarze i ci księża żyją nader skromnie.

          te bogactwa służą wierchuszce kardynalstwa, biskupstwa i innych "czerwonych beretów".
    • siostra_bronte "Hannah Arendt" 22.01.15, 16:29
      W Ale kino o 20.20. Film von Trotty z 2012 r. Akcja dzieje się w trakcie procesu Eichmanna, Arendt pisała teksty dla New York Timesa. Pamiętam raczej słabe recenzje, że film jest nudny i przegadany, a Sukowa nie pasuje do roli, ale temat na tyle ciekawy, że mam zamiar obejrzeć.
      • pani_lovett Re: "Hannah Arendt" 22.01.15, 22:15
        Napisz , Bronte koniecznie o filmie.


        Barbara Sukowa jest ulubioną aktorką von Trotty, grała w jej biografiach kobiecych m.in. Hildegardę z Bingen, Różę Luksemburg.
      • grek.grek Re: "Hannah Arendt" 23.01.15, 14:37
        świeża rzecz, czytałem gdzies recenzję nt. tego filmu.

        Siostro, udało Ci się obejrzeć ?
        • siostra_bronte Re: "Hannah Arendt" 23.01.15, 15:16
          Tak, obejrzałam.

          Krótko o fabule. Hannah Arendt (Barbara Sukowa), wykładająca filozofię na amerykańskim uniwersytecie, wyjeżdża do Jerozolimy na proces Adolfa Eichmanna. Przyjaciel mówi jej, że ten proces jest bardzo ważny dla Żydów. Dzieci ocalonych obwiniają ich o to, że nie potrafili się bronić. A ci, którzy przeżyli są uważani za "kolaborantów i dziwki". Proces ma przypomnieć co tak naprawdę się stało.

          Po powrocie do Stanów pisze serię artykułów dla New Yorkera. Jej teksty wywołują oburzenie, zwłaszcza w środowiskach żydowskich. Arendt spotyka się z ostracyzmem ze strony współpracowników na uczelni, a jej władze wprost naciskają ją na rezygnację z pracy. Do tego Arendt traci niektórych wieloletnich przyjaciół, którzy nie potrafią zaakceptować jej poglądów.

          To co wywołało ten skandal to w skrócie koncepcja "banalności zła". Arendt kiedy zobaczyła po raz pierwszy Eichmanna na procesie powiedziała, że spodziewała się kogoś zupełnie innego. Okazało się, że to nie żaden diabeł wcielony, ale normalny człowiek, "w dodatku z katarem" :) Według Arendt Eichmann i inni byli urzędnikami, wykonującymi rozkazy i nie zastanawiającymi się nad konsekwencją swoich działań. Zło było wynikiem totalitaryzmu, który redukował jednostkę do roli drobnego trybiku w maszynie. Trochę to skomplikowane, mogłam coś pokręcić :) Ale chyba wiadomo mniej więcej o co chodzi.

          W dodatku Arendt zarzuciła przywódcom żydowskim, że współpracowali z nazistami. Nic dziwnego, że spadły na nią gromy ze strony Żydów. Że broni Eichmanna, próbuje go tłumaczyć, że oskarża ofiary zamiast zbrodniarzy. Arendt odwiedzają nawet funkcjonariusze izraelskiego wywiadu, żeby odwieść ją od pomysłu napisania książki (która jednak powstała).

          Trudno przenieść taką tematykę na ekran. I rzeczywiście film jest przegadany, czasem przypomina wykład. Postaci deklamują swoje opinie i zdecydowanie za dużo palą :) Ale jak inaczej pokazać poglądy filozoficzne?

          Nie do końca rozumiem dlaczego pojawiają się tutaj wspomnienia Arendt z młodości, kiedy miała romans z Heideggerem, nie widać związku z tematem filmu. Barbara Sukowa nie do końca przekonała mnie w tej roli. Jest trochę za sztywna. Ale w sumie obejrzałam bez bólu, a nawet z ciekawością, bo tematyka bardzo interesująca. Zaletą są archiwalne zdjęcia z procesu Eichmanna.

          Brawo dla Ale kino, bo to całkiem świeży film, z 2013 r.


          Trailer:

          www.youtube.com/watch?v=KDO5u2YSbm0
          • siostra_bronte Re: "Hannah Arendt" 23.01.15, 15:20
            Zapomniałam dopisać, że Arendt sama była Żydówką, więc tym bardziej ją atakowano.
          • maniaczytania Rzecz o banalności miłości - w poniedziałek 23.01.15, 15:26
            w teatrze tv na tvp1 - o 20.25. Spektakl bardzo w temacie - z opisu:
            "Nowy Jork, rok 1975. 69-letnia Hannah Arendt tłumaczy goszczącemu u niej doktorantowi swoją tezę o banalności zła. Wizyta młodego uczonego przypomina jej o romansie z Martinem Heideggerem, który miał duży wpływ na jej poglądy" (Kropka TV)
            może tu będzie lepiej widać związek z tematem tego jej romansu :)
            • siostra_bronte Re: Rzecz o banalności miłości - w poniedziałek 23.01.15, 17:32
              Też zauważyłam ten tytuł. Ale zbieg okoliczności!
            • pani_lovett Re: Rzecz o banalności miłości - w poniedziałek 23.01.15, 23:23
              Oglądaliśmy kiedyś ten spektakl! :)
          • grek.grek Re: "Hannah Arendt" 24.01.15, 14:12
            dzięki, Siostro :]

            babka uderzyła w czuły punkt.
            opisała bezduszny, bezoosobowy, pozbawiony ideologicznego zacietrzewienia zimny przemysł likwidacji ludzi. kierowany nie przez smoki ziejące ogniem, lecz zwykłych, pospolitych ludzi traktujących to jak pracę urzędniczą.

            podobnie niektórzy nie mogli zrozumieć, że podczas wojny dmowej w Rwandzie Hutu zabijali Tutsich w czymś na podobieństwo pracy zmianowej - rano się zbierali i szli zabijać, z przerwą na obiad, potem znów zabijali, aż do fajrantu i wracali do domu, żeby normalnie żyć.

            tutaj, wydaje mi się, chodziło także o politykę i mitologię społeczną.
            coś tak kulturotwórczego i tak dalece kształtującego tożsamość narodu i stanowiąćego o jego wyjątkowej pozycji wśród innych narodów, jak Holocaust, nie mogło być opisywane w sposób
            tak bardzo trzeźwy i rzeczowy. Holocaust czyniony nie przez smoki ogniowe, a przez małych,
            mizernych gryzipiórków traci cały swój majestat stojący za tymi stosami trupów i grozą komór
            gazowych. jak to ludziom powiedzieć, ze kilka milionów ludzi zostało straconych w taki sposób o
            w efekcie tak nieefektownego mechanizmu ?

            to musiało mieć wtedy moc.

            babka była odważna jak cholera. niedługo po takiej traumie wystąpić i powiedzieć o rzeczach, tak
            dalece niezręcznych dla polityki i tak głęboko podkopujących całą narrację o zażartym antysemityzmie, który rzekomo rozpalał nazistów niemieckich i robił z takich "eichmannów" smoczyska ogniste ? wow.

            świetny temat. z wielką chęcią obejrzę ten film przy pierwszej nadarzającej się sposobności.

            dzięki, Siostro.
            • siostra_bronte Re: "Hannah Arendt" 24.01.15, 14:31
              Dzięki, Greku :)

              Dokładnie o to chodziło. Lepiej bym tego sama nie napisała :)
            • pani_lovett Re: "Hannah Arendt" 24.01.15, 20:19
              > opisała bezduszny, bezoosobowy, pozbawiony ideologicznego zacietrzewienia zimny
              > przemysł likwidacji ludzi.

              Rzecz w tym , jak wskazują oponenci Arendt, że nie był to właśnie pozbawiony ideologicznego zacietrzewienia zimny przemysł likwidacji ludzi, pozbawione refleksji działanie.

              Eichmann i jego towarzysze byli antysemitami na długo zanim zostali oficerami SS, działając , w partii nazistowskiej, która od początku istnienia głosiła hasła antysemickie. Przecież jeszcze na długo przed rozpoczęciem II wojny w Niemczech zaczęły się prześladowania Żydów. Zaczęło się od ustawy w 1933 roku, w której naziści definiowali Żydów "jako osobę niearyjskiego pochodzenia". W 1935 wprowadzono ustawy norymberskie, które pozbawiały Żydów podstawowych praw obywatelskich. A potem, ciągle jeszcze przed wojną, były czystki antysemickie, aresztowania Żydów i wysyłki do obozów koncentracyjnych.

              Co więcej Niemcy do swoich planów Zagłady Żydów starły się przekonać inne kraje europejskie.

              To dlatego Nicholas Winton przeczuwając , co może nastąpić jeszcze przed wybuchem wojny od 14 marca do 2 sierpnia 1939 roku organizuje transport do Wielkiej Brytanii tych najbardziej bezbronnych, ale uznanych przez nazistów również za wrogów, dzieci żydowskich z Czechosłowacji.
              • grek.grek Re: "Hannah Arendt" 25.01.15, 17:20
                wiesz, coś musiało wpłynąć na negatywny odbiór tych artykułów.

                może wszyscy oczekiwali od niej efekciarstwa i mnożenia nieprawdopodobieństw, a ona napisała o tym, co zobaczyła - owszem, żydożerców, ale nie takich na jakich było zapotrzebowanie, lecz własnie "eichmannów" : przygarbionych księgowych, w cynglach na pół twarzy, ginących w szarym tłumie; jak tu tworzyć martyrologiczną narrację o straszności holocaustu wobec takiego układu odniesienia ?

                sam przemysł likwidacji ludzi też był "tylko" tym własnie - żadnym wymyślnym dziełem, lecz zorganizowaną akcją pozbawioną fajerwerków. nie mógł być inny, skoro tacy ludzie go tworzyli i nim kierowali.

                nazistowskim wodzom przydaje się najrozmaitszych cech charaklteru, przypisuje się wszelkie możliwe dewiacje i deficyty, od impotencji po koprofagię. a to byli zwyczajni ludzie, tyle że po prostu mieli szalony plan, który prostymi, zwykłymi jak oni sami, środkami wcielili w życie. ot i wszystko.

                Arendt podała fakty i opisała zimnną rzeczywistość, zamiast barwnego, chwytliwego mitu - i chyba o to miano do niej pretensje, o rzekome "przechodzenie obok tragedii nieporównywalnej do niczego w historii".
            • pani_lovett Re: "Hannah Arendt" 24.01.15, 20:21
              Tu znalazłam ciekawy artykuł, punkt widzenia oponentów teorii Arendt o banalności zła.

              izrael.org.il/opinie/4140-hannah-arendt-adolf-eichmann-zlo-nie-jest-banalne.html
              • siostra_bronte Re: "Hannah Arendt" 24.01.15, 20:45
                Dzięki za linka.

                Przyznam, że nie mam wyrobionego zdania na temat poglądów Arendt. Obejrzenie filmu to za mało. Trzeba by przeczytać książkę.

                Nie wiem czy jakakolwiek koncepcja filozoficzna jest w stanie wytłumaczyć tak potworne zbrodnie. W dodatku powstałe w kraju o tak bogatej kulturze.
                • siostra_bronte Re: "Hannah Arendt" 25.01.15, 14:22
                  Książka Arendt nosi tytuł "Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła".
                • pani_lovett Re: "Hannah Arendt" 25.01.15, 14:44
                  siostra_bronte napisał(a):

                  > Dzięki za linka.
                  :)

                  > Przyznam, że nie mam wyrobionego zdania na temat poglądów Arendt. Obejrzenie fi
                  > lmu to za mało. Trzeba by przeczytać książkę.

                  Książkę i jeszcze najlepiej krytyczne opracowanie na jej temat.

                  > Nie wiem czy jakakolwiek koncepcja filozoficzna jest w stanie wytłumaczyć tak p
                  > otworne zbrodnie. W dodatku powstałe w kraju o tak bogatej kulturze.

                  Właśnie.

                  Koncepcja tak czy inaczej bardzo ciekawa.
          • pani_lovett Re: "Hannah Arendt" i Martin Heidegger 25.01.15, 20:38
            > Nie do końca rozumiem dlaczego pojawiają się tutaj wspomnienia Arendt z młodość
            > i, kiedy miała romans z Heideggerem, nie widać związku z tematem filmu.

            Być może chodzi o to, że wielka niespełniona miłość Arendt , światowej sławy profesor Martin Heidegger wybitny umysł, podobnie jak Eichmann, uległ ideologii nazistowskiej, był piewcą narodowego socjalizmu. W 1933 roku wstąpił do NSDAP .

            Heiddeger był pod wielkim wrażeniem Hitlera, w którym upatrywał człowieka, który uratuje Niemcy przed upadkiem, wyciągnie z kryzysu gospodarczego oraz politycznej izolacji.

            Jaspersowi, który zapytał go, jak to możliwe, by człowiek tak pozbawiony kultury jak Hitler rządził Niemcami , odpowiedział z całą powagą: "Kultura niema tu nic do rzeczy. Proszę spojrzeć, jakie on ma wspaniałe dłonie!".


            W 1933 roku, niecałe trzy miesiące po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerza, Heidegger został wybrany na stanowisko rektora uniwersytetu im. Alberta Ludwiga we Fryburgu i mocą swej rektorskiej władzy zamyka bramy uczelni dla żydowskich profesorów i studentów .
            W apelu do studentów Heidegger napisał: "Sam Fuhrer, i jedynie on, stanowi współczesna rzeczywistość niemiecką, ale także rzeczywistość jutrzejsza, a więc i jej prawa".


            Prasa partyjna zachwycała się jego wykładem inauguracyjnym pełnym nazistowskiej propagandy. Zupełnie inaczej ocenia się ten wykład z dala od murów uniwerstyeckich. Benedetto Croce pisze, że jest to przemowa "głupia i pełna serwilizmu".

            Dla Hanny Arendt wykład ten stanowi kolejny argument na rzecz opuszczenia Niemiec.
            Przed wyjazdem pisze do Heideggera list, w którym prosi go o wyjaśnienie powodów swego antysemityzmu w stosunku do profesorów i studentów. W odpowiedzi na list Heidegger zaprzecza! jakoby był antysemitą, gdyby był antysemitą, czy mógłby ją kochać, pisze.


            za: Laura Laurenzi "Najsłynniejsze historie miłosne XX wieku" , Warszawa 2004
            (znalezione na półce z książkami do wzięcia w bibliotece miejskiej ;)




            • pani_lovett Re: "Hannah Arendt" i Martin Heidegger 25.01.15, 22:20
              cdn.
            • siostra_bronte Re: "Hannah Arendt" i Martin Heidegger 25.01.15, 23:43
              Dzięki :)

              Tak, chodziło o to, ale to tylko kilka scen, bardzo powierzchownych, które jakoś mi nie pasują do reszty filmu.
    • grek.grek Kocham Kino : "SOul Kitchen" 22.01.15, 17:28
      22:55 i 0:45

      sympatyczny, optymistyczny turecko-niemiecki film zachwalający model multikulturalnego społeczeństwa.

      spróbujcie bez obaw :]

      a jakby co, to służę opisem, bom już kiedyś widział :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132307527,Soul_KItchen_House_Obslugiwalem_ang_krola.html
      • pani_lovett Re: Kocham Kino : "SOul Kitchen" 22.01.15, 22:15
        Pamiętam. :)
        • grek.grek Re: Kocham Kino : "SOul Kitchen" 23.01.15, 15:47
          dzięki :]

          a oglądałaś wczoraj ?
          • pani_lovett Re: Kocham Kino : "SOul Kitchen" 23.01.15, 23:47
            Niestety nie. Ale poszukam i obejrzę w necie. :)
    • grek.grek "Szatan z siódmej klasy" [1960] via Stopklatka 23.01.15, 14:21
      oglądając zastanawiałem się cały czas, jakim cudem to Stopklatka pokazuje ten wspaniały polski film, a nie publiczna... nie doszedłem do żadnych konstruktywnych wniosków, oprócz takich, które ze względu na zawartości słów powszechnie unzanych za wulgarne, nie nadają się do powtórzenia :]

      toż to przepiękna zabawa.

      wiecie doskonale o co chodzi w tej opowieści o Adaisu Cisowskim, młodocianym Sherlocku, wykorzystującym swoją inteligencję i zamiłowanie do deduckji i rozwiązywania zagadek umysłowych w celu odnalezienia skarbu z czasów XIX-wiecznych.

      ofk, pomaga mu poczciwy profesor i gładzący imponującą brodę ojciec Wandy, zakochanej w Adasiu nieprzytomnie [ale z klasą, hehe], a także cała gromada harcerzy na wywczasach za miastem. [czyżby w tej ekranizacji akcja rozgrywała się na Mazurach ? przyznam, ze nie zwróciłem uwagi. Wiecie może ? ] jak już sytuacja do tego dojrzeje, to wsparcia fachowego udzielą także milicjanci. a w finale wwyżej wymienieni całą gromadą będą biegać po dworku pańtswa Gąsowskich w poszukiwaniu ostatecznego miejsca przebywania poszukiwanego skarbu [złote monety z epoki].

      wszyscy są dzielni, sympatyczni i gotowi do poświęceń w imię dobra, prawdy i przygody :]

      ofk, poza Adasiem i jego ferajną skarbu szukają bad guys. jeden przysadzisty w berecie z antenką, drugi chudy jak lebioda z zaczesem, wyglądający razem dośc zabawnie, ale za to będący w posiadaniu pistoletu.

      jak to bad guys z tych dawnych poczciwych filmów, są just bad :] poczciwie just bad, ale jednak just bad. dzisiaij się takich wyposaża w urok osobisty, sensowne motywacje i błyskotliwą inteligencję, a potem sprawdza, na ile widzi jest gotów polubić ich bardziej od good guys, których z kolei wyposaża się w dwuznaczności utrudniające proste zaszeregowanie.

      tutaj wszystko jest po staremu jasne i czytelne, bad guys są groźni na tyle, na ile cała opowieść poważna, a kiedy starszy pan profesor łapie jednego z nich za pomocą sterryzowania go ołówkiem - śmiechu jest co niemiara.

      Mieczysław Czechowicz i Wiesław Lasota ogrywają swoje emploi w sposób bezkonkurencyjny.

      nie wiem ile lat miał ten pan, co grał Adasia, ale to jest zupełnie niespotykana rola. Swoboda ekranowego bycia pana Józefa Skwarka jest imponująca. a mógłby się usztywnić, oj mógłby... przy młodej Poli Raksie [Wanda] byłoby to całkowicie zrozumiałe :]

      [prócz just bad guys] bohaterowie są mili i czasami egzaltowani, ale w taki sposób, że wybacza się im wszystko i prosi o więcej.

      kiedy młodzież szepcze sobie do ucha miłostki, to się wszyscy życzliwie uśmiechają, albo dyskretnie kładą palec na ustach. a jak psy gonią harcerzy, to zamiast im przyfasolić wiosłem - uciekają, nawet jesli kosztuje ich to wywrotkę pośrodku jeziora, z powodu szalejącej burzy z deszczem.

      okolice są perfekcyjne. zielono, lasy, domki, dworek, miasteczko, krzewy, drzewa, kwiatostany i drzewostany, polne drózki, ogrody przydomowe... żadnych banerów reklamowych, żadnej pstrokacizny [zwłaszcza, ze film czarno-biały, hehe; żartuję, gdyby był w kolorze to już w ogóle można by sięgnąc wyżyn filmowego ukontentowania], żadnych niezdrapanych plakatów z politykami, którzy 2 lata pop wyborach ciągle "kandydują" na murach, żadnego tego badziewia które tak ogromnie szpeci Polske. tutaj piękna jest Polska nasza cała.

      wskazówek Adaś szuka w bibilotece, czyli w miejscu, które współczesne dzieci znają tylko ze słownika wyrazów bardzo obcych.

      samochody... milicja jeździ poczciwym [słowo klucz do tego filmu] "gazikiem", a łapserdaki z antenkami na beretach poruszają się krązownikami przypominającymi pierwsze, nieudane i odrzucone w powodu brzydoty i zgrzebności, modele amerykańskich cadillaków.

      są więc pościgi, są zagadki słowne, szyfy i rebusy, niektóre wskazówki ukryte są w klasycznych dziełach literackich ["Boska komedia"], inne NA gustownych dziełach malarskich, są ucieczki i są akcje ratunkowe w ostatniej chwili, a jak trzeba to i starszy pan roweerem zasuwa, a Adaś jest w stanie złapać stopa przy drodze, a kierowcy oraz harcerze na pace poczekają, aż pożegna się z Wandą, życzliwie się uśmiechając na widok zakochanych. jak przyjemnie.

      duża część akcji dzieje się w wytwornym, choć nieco zdezelowanym, ale przez to tym bardziej wdzięcznym, pałacyku tudzież dworku. Takim z tarasem rozległym, na któr4ym wchodzi się po szerokich schodach, a po dwóch stronach tych schodów są rzeźby kamienne [chyba lwów, jesli dobrze zapamiętałem]. parada...

      cóż za piękny świat, pomyślałem sobie...

      aż szkoda, że ten film ma zakończenie ;]]
      mozna by ogladać i przez 4 godziny. z nadzieją na sequel.

      sądzicie, że dzisiaj film dla młodzieży z "Szatanem" [i to z wielkiej litery ! groza !] w tytule mógłby przejśc, czy jednak kościół wszcząłby walkę, górnicy nie wyjechali na powierzchnię, a posłowie w Sejmie rozpoczęli głodówkę w celu wyrażenie sprzeciwu wobec promowania ideologii gender oraz promocji "szatanizmu" wypaczającego zdrową tkankę narodu ? ;]

      Maria Kaniewska, to jest pani która odpowiada za całe to zamieszanie.
      napisała scenariusz i wyreżyserowała.

      oryginalny tekst KOrnela Makuszyńskiego też był nie od macochy ;]] żartuję sobie, oczywiście, ale mimo wszystko dobra ekranizacja nawet wybitnej powieści zawsze sedno ma jednak w pracy ludzi w nią zaangazowanych. wybitny tekst będzie wybitny bez względu na wszystko. to na ekranizatorach spoczywa cała odpowiedzialność za dobry film na jego podstawie.

      zbyt wiele tego stuffu w jutubie nie ma, ale zawsze coś tam jest :

      www.youtube.com/watch?v=Ax0EFn1Jqws
      www.youtube.com/watch?v=VSZQaPPz3TY

      • siostra_bronte Re: "Szatan z siódmej klasy" [1960] via Stopklatk 23.01.15, 14:38
        Dzięki, Greku :)

        Ale niespodzianka! To film mojego dzieciństwa :) Widziałam go przynajmniej parę razy.

        Masz rację, to piękny świat, którego już nie ma. Dzieciaki bawią się, czasem dokazują, ale nieszkodliwie. Żadnego dręczenia, ani brutalności. "Bad guys" są raczej poczciwi :) Piękne okoliczności przyrody. Świetna historia, znakomicie zagrana. No i śliczna Pola Raksa i ta piosenka, która pozostaje w pamięci.

        Świetnie Greku, że wypatrzyłeś ten film :)
        • grek.grek Re: "Szatan z siódmej klasy" [1960] via Stopklatk 23.01.15, 15:09
          o, cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]]

          doskonale :]

          yes... świat, który współczesnym może wydać się bajkowy i nierealistyczny, a przecież
          wcale nie tak odległy od rzeczywistości ówczesnej. on kształtował ludzi, młodzież uwielbiała
          takie kino, bo to kino z młodzieży ówczesnej czerpało całymi garściami.
          autopsji nie znam :], ale znam z opowieści ludzi pamiętających tamte czasy.

          też się cieszę :]
          Stopklatka lubi powtarzać [te polskie, "stare"] filmy, a mnie się już uzbierał cały rządek tych, które
          oglądam za każdym razem, kiedy te powtórki się zdarzają [ofk, o ile mi się udaje trafić].
          "Matka Joanna...", "Niewinni czarodzieje", "Do widzenia, do jutra".
          a teraz dopiszę "Szatana...".

          z nadzieją, że kiedyś pójdzie w prime, i będziesz miała okazję sobie naocznie przypomnieć, Siostro :]
          • maniaczytania Re: "Szatan z siódmej klasy" [1960] via S 23.01.15, 15:16
            nie jest aż tak źle z tym filmem, bo ja go w ubiegłym roku razem z dziecięciem oglądałam, chyba właśnie w publicznej tv. Zresztą razem z "Dziewczyna i chłopak" - pamiętasz ten film o rodzeństwie, które zamieniło się miejscami i ubraniami ;) na wakacje?

            A jeszcze Ci dodam Greku, że ta historia jest wciąż eksploatowana, bo powstała nawet nowsza, serialowa wersja www.filmweb.pl/film/Szatan+z+7+klasy-2006-225686
            Oglądałam, zrobili z tego .. musical trochę ;), mnie się bardziej podoba wersja starsza, ale np. mojemu dziecku bardzo się podobały obie ;) A, w nowej fajnie była zrobiona rekonstrukcja zdarzeń z wojny napoleońskiej ;)

            A, i się nie zgodzę z Siostrą, że bad guys byli w gruncie poczciwi, bo tych ze starej wersji, to naprawdę było za co się bać ;)
            • grek.grek Re: "Szatan z siódmej klasy" [1960] via S 23.01.15, 15:38
              a jednak :]
              ratujesz honor publicznej, Maniu :]

              no proszę, wersja współczesna jest.
              zawsze się ich mozna obawiać, hehe.

              ale, tak jak napisałaś, grunt, że młode [najmłodsze ?] pokolenie znajduje w niej upodobanie.

              o, ja się z Siostrą zgadzam.
              naprawdę, uważasz, że jednak są ci guys really, I mean - really !, bad ? ;]]

              chociaz... co fakt, to fakt... jeden nie chciał Adasia nakarmić, kiedy go trzymali w szopce, a drugi ukradł mu tłumaczenie listu francuskiego, no i obaj klęli paskudnie a'la "esz, ty Felek !" ;].ale wg mnie i tak największą ich zbrodnią było to, że tak się dali nabrać na tę skrzynkę podrzuconą przez Adasia, co ich kosztowało ostateczną wpadkę :]
            • pani_lovett Re: "Szatan z siódmej klasy" [1960] via S 23.01.15, 23:34
              maniaczytania napisała:

              > nie jest aż tak źle z tym filmem, bo ja go w ubiegłym roku razem z dziecięciem
              > oglądałam, chyba właśnie w publicznej tv. Zresztą razem z "Dziewczyna i chłopak

              A to ciekawe! Maniu, współczesnej młodszej młodzieży naprawdę podobają takie stare filmy?
              • maniaczytania Re: "Szatan z siódmej klasy" [1960] via S 24.01.15, 00:38
                ależ oczywiście, że tak :) Fajne historie są po prostu ponadczasowe ;)
    • grek.grek Kultura po czesku "Za białym murem" [1964] 23.01.15, 15:51
      20:20 & 3:15

      krótki godzinny film.

      ciekawa zajawka : 12-letnia dziewczyna szukając przepadłego gdzieś kota przekrada się na teren szpitala. spotyka tam na wpół sparalizowanego chłopaka na wózku, którego pielęgniarka codziennie przywozi, zeby posiedział na ławce. zaprzyjaźniają się i ta znajomośc zmienia ich świat.

      brzmi, nieprawdaż ? :]

      • grek.grek Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [1964] 24.01.15, 12:44
        coś czuję w kościach, że nie skoczyliście ? :]

        opowieść może nieco szablonowa, ale ciekawa bardzo, z dobrą puentą.

        rzecz się dzieje w Pradze.
        11-letnia Jitka mieszka w gwarnej kamienicy. Wychowuje ją matka, oprócz niej ma jeszcze młodszego brata. Matka jest surowa, wymagająca, ale da się żyć ;]

        mała jest świetna.
        pomysłowa, bystra, z osobowością. w szkole najbardziej lubi zajęcia z tańca i aktorstwa. WF też lubi, ale piątki nie ma dlatego, bo łamie zasady i ćwiczy gimnastykę na przyrządach, która dla tak młodych uczniów jest zabroniona. yes, tzw. normy poprawności ma za nic. To dlatego toczy ciągle podjazdową wojenkę z dozorcą. Wracając do domu pasjami lubi przejeżdzać metalowym prętem po kracie przy jego mieszkaniu. Dozorca wybiega wściekły, a Jitka się chowa i z satysfakcją słucha jak dziadek ochrzania bogu ducha winnych chłopaków grających w piłkę na podwórzu. Ale w pewnym momencie dziad orientuje się, że to ona i skarży na nią jej matce.

        Jitka nie znosi dozorcy, bo to łobuz. Strzela ze śrutu do jej kotki. TZn. nie "jej" w sensie "właścicielstwa", bo kotka jest wspólna, wszyscy mieszkańcy kamienicy ją dokarmiają, a do tego pozwalają jej spać w garażu.

        w którymś momencie kotka znika, a Jitka podejrzewa, że mogła ona przedostać się na teren pobliskiego szpitala. W ten sposób poznaje przechodzącego w tym szpitalu rehabilitację chłopaka. NIe poznajemy jego imienia, a okoliczności ich poznania się wychodzą w trakcie ich rozmów. Kiedy widzimy ich pierwsze w filmie spotkanie - już się znają. Spotykają się codziennie po południu, kiedy ona wraca ze szkoły i go odwiedza. A czasami także i później, bo Jitka wykorzystuje każdy moment, aby zajrzeć do swojego przyjaciela. Jak ją matka wysyła do sklepu, to zamiast tam iśc, dziewczynka pędzi ku szpitalnemu ogrodowi.

        codziennie pielęgniarz wystawia wózek z chłopakiem do imponującego przyszpitalnego ogrodu i stawia go niedaleko muru. Mur specjalnie wysoki nie jest, Jitka podstawia sobie drewnianego kozła z tartaku, który jest po drugiej stronie muru i w ten sposób wchodzi na mur i mogą sobie rozmawiać.

        Chłopak jest od niej starszy, na oko jakieś 10 lat. wyraźnie doskwiera mu kontuzja, ale nie płacze. Codziennie stara się przejśc określoną ilość kroków. Najpierw opierając dłonie na wózku - Jitka liczy te kroki i dopinguje go. Rozmawiają o jej szkole, o jej aktorstwie, bo akurat gra ona Księzniczkę jakąś w jakimś przedstawieniu szkolnym, a także o nim i o jego zdrowiu i dzieciństwie, ktre spędził na wsi. Ona mu zawsze jakiś prezeny przynosi - a to jabłka, a to śliwki, a to ciasto, a także kamyki w kształtach krasnoludków i innych...Klimat tych rozmów jest jakże budujący i sympatyczny, a mała taka dorosła... :]

        wkrótce Jitka zaczyna przekradać się do ogrodu. Pomysłowa jest - podstawia po drugiej stronie deskę opierając ją na murze pod odpowiednim kątem, a na metalowej rurce wystającej z muru montuje sznur z czymś w rodzaju "schodka", na którym zaczepia nogę i w ten sposób schodzi na dół. Od tego momentu zaczyna ona pomagać chłopakowi w rehabiltacji - on się opiera na jej plecach i ramionach i w ten sposób chodzą. dodatkowo Jitka kradnie z piwnicy w swojej kamienicy dwie laski i przynosi mu je ku pomocy.

        chłopak jest jej wdzięczny i w ogóle, ale przeżywa swoją sytuację i w pewnym momencie, podczas ćwiczeń, gdy dopada go zmęczenie, wyskakuje do niej z pyskiem. Dziewczynka bardzo to przeżywa. ucieka.

        wraca jednak następnego dnia, trochę się dąsa, ale w końcu wybacza mu. MOżliwe, że jest zakochana w swoim przyjacielu. A on w niej ? Cóz, pyta ją o wiek i podsumowuje "Jesteś już panną na wydaniu", ale nie robi nic niewłaściwego. Pewnego razu bierze ją za dłoń i przytula ją sobie do policzka. Mała spłoszona ucieka, ale tylko po to, by w domu malować się, modelować fryzury i robić miny przed lustrem. Zauroczona, bez dwóch zdań :]

        Jest ciekawa czy chłopak może wyzdrowieć. Pyta o o matkę, która pracuje jako pielęgniarka. Nie mówi, że chodzi o jej własnego znajomego, ale że o brata koleżanki. Z tej rozmowy dowiadujemy się, że chłopak nabawił się urazu kręgosłupa, po tym jak ciężarówka, którą prowadził wypadła z drogi, staranowała barierkę na moście i stoczyła się po nasypie w dół. Matka uważa, ze owszem, może wyzdrowieć, "nikt nie zna możliwości ludzkiego ciała".

        od pewnego momentu w ogrodzie robi się tłoczno. Postawiona zostaje ławka. a na tej ławce zasiada pielęgniarka słusznej postury. Ma nadzorować ćwiczenia chłopaka. Ona sobie siedzi i coś czyta, a on chodzi o kulach, zerkając co chwila na mur i Jitkę. Jak tu się pozbyć pielęgniary ? Jitka wpada na prosty koncept. Wykorzystuje jej zaaferowanie czytaniem, schodzi do ogrodu, a potem częstuje cichaczem chłopaka śliwkami. Sama też zjada kilka, a pestkami strzela zza krzaka w pielęgniarkę. Po drugim czy trzecim celnym strzale, pielęgniara rozgląda się i widzi,że chłopak zajada śliwkę. "O nie, nie zgadzam się na takie zabawy", powiada i idzie sobie :}

        Znów Jitka i chłopak mogą sobie konwersować, a ona może mu pomagać, i rozmawiają na stare tematy. On jej mówi, że chciałby zobaczyć jak wygląda w tym stroju Księżniczki.

        Jitka bardzo chce mu się w tym stroju zaprezentować, ale pech chce, że następnego dnia leje deszcz. Jitka przed szkołą próbuje odwiedzić chłopaka, ale pada zbyt mocno, aby tego dnia mógł zostać wyprowadzony na powietrze. CÓz to za scena, mała w płaszczu przeciwdeszczowym zasuwa do tego szpitala, leje jak z cebra, ona przechodzi przez mur, staje w ogrodzie za krzakiem i patrzy w stronę szpitalnych zabudowań...

        W szkole musi zostać w kozie po lekcjach, bo się spóźniła rano. Ale nadal pada deszcz, więc i tak by chłopaka nie spotkała.

        Lepsze warunki są następnego dnia. Słońce i pogoda w sam raz. PIętrzą się jednak inne problemy. Ileż Jitka musi pokonać wiraży, by dotrzec tego dnia na spotkanie z przyjacielem.

        Stroi się w te szaty księzniczki [w istocie musi to być jakaś księzniczka z arabskiej pustyni,, bo nie są to szaty wytworne], robi perfekcyjny makijaż. Pierwsza przeszkoda, to matka która nie chce jej wypuścić, zamyka drzwi od środka na klucz. Jitka ucieka przez okienko w toalecie, a potem unikając matki na balkonie podlewającej kwiaty. Drugi jest dozorca, ale daje się go wyminąć. POtem dziewczynka zagląda do cukierni i ignorując kolejkę kupuje dwa lody w waflu - dla siebie i dla chłopaka. Później musi umknąc zgrai swoich rówieśników, którzy konieczbie chcą by tymi lodami ich poczęstowała.

        No i jest na miejscu.
        Ale - co to ? OGród szpitalny roi się od ludzi. Łażą, kręcą się, stoją, chodzą... Jitka rozgląda się i wypatruje chłopaka. Jest - widać go za drzewkiem, ćwiczy chodzenie. Wejście na teren ogrodu, przemknięcie się, zignorowanie niektórych zaskoczonych spojrzeć - dla Jitki, to betka. Cały czas trzyma tego loda w waflu, który topi się niemiłosiernie, ale to dla przyjaciela.

        I oto nasza mała wychodzi zza tych drzewek i krzaczków ogrodowych, widzi chłopaka na alejce przyszpitalnej... NIe samego. Jest z nim dziewczyna. Taka w jego wieku. Całują się, a on chodzi już całkiem nieźle, choć ciągle się podpiera laską. A zatem - wyzdrowieje. I wróci do tamtej. Stoi nasza Jitka z tym cieknącym lodem w garści, w perfekcyjnym makijażu i w stroju pustynnej księzniczki i jest tak bezgraniczne, jak tylko dziecko moze być, rozczarowana...

        Wraca smętnym krokiem, zjada loda, wychodzi na mur. POtem w nagłej irytacji demoluje wystawę tych kamuków, które przynosiła chłopakowi. Stoją one na płycie kamiennej pod drzewem. Zrywa sznurek, ze złością przewraca kozła - nie będą jej już potrzebne... A potem pada na trawę po "swojej" stronie muru i chyba płacze...

        I wtedy zjawia się anioł. KOT :} zagubiona kotka. Stoi i miauczy na stercie desek. Jitka ożywia się, bierze ją na ręce i niesie do domu. A przy wejściu do kamienicy wyciąga ze skrytki metalowy pręt i jak nie przejedzie nim po kracie... :]] słychać wściekły krzyk dozorcy.... :]

        nie obawiajmy się, mała będzie żyła. Jest młoda, wszystko się zagoi raz dwa.
        • grek.grek Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [ 24.01.15, 12:55
          tak więc- mamy tutaj zauroczoną dorosłym mężczyzną dziewczynkę oraz dorosłego, młodego mężczyznę, który tego jej zauroczenia nie dostrzega.

          nie porzuca jej, on po prostu nie sądzi, że aż tak ważny był dla niej, chociaż... mógłby się kurde domyślić :]

          ofk przyszłości to by nie miało, ale mogło się skonczyć mniej dla niej dotkliwie.
          aczkolwiek, ta dotkliwość jest chwilowa, wkrótce wwszystko wraca do normy, umysł dziecka
          pracuje zbyt szybko, chłonie zbyt wiele i kształtuje się zbyt dynamicznie, aby takie epizody
          mogły postać w nim zbyt długo niż powinny.

          z drugiej strony, z pewnością Jitka odbiera pierwszą ważną lekcję życiową, przeżywa coś
          w rodzaju pierwszego zauroczenia.

          Radka Dulikova i Vit OLmer grają główne role.
          ona jest ujmująca,a on taki do Jude'a Lawa podobny chyba.
          dogadują się całkiem nieźle.

          Karel; Kachyna wyreżyserował na podstawie historii Jana Prochazki.

          rok 1964, czarno-białe zdjęcia.
          bardzo ciekawy zabieg : zdjęcia po stronie szpitalnego ogrodu są minimalnie jaśniejsze, takie "oniryczne" nieco, a kiedy Jitka wraca na swoją stronę muru, w szkole, w kamienicy, na ulicach, w domu - zdjęcia są "normalne". najlepiej prezentuje się to w momencie gdy ona przechodzi z jednej strony na drugą, wtedy także przejście od jednej formy zdjęciowej do drugiej jest zauważalne.

          cięzko coś znaleźc w sieci, zwłaszcza w formie ruchomych obrazkow ;][

          farm4.staticflickr.com/3825/13282206385_0d6f62a279.jpg
          • grek.grek Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [ 24.01.15, 13:00
            PS : zapomniałem, a to istotna scena.
            kiedy chłopak zaczyna ćwiczyć chodzenie o kulach - JItka jednocześnie znosi do ogrodu szczudła. On chodzi o kulach, a ona ćwiczy chodzenia na szczudłach. czy to nie kapitalne ?

            i dopisać trzeba do jej portretu jeszcze to, ze jest wybitną specjalistką od chodzenia po dachach, za co zbiera ochrzan od matki, bo ciągle się na nią ludzie skarżą ;] jest krnąbrna, niesubordynowana i ma dobre serce :]
          • siostra_bronte Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [ 24.01.15, 13:01
            Dzięki, Greku :)

            Bardzo ciekawa historia, a i nazwisko reżysera obiło mi się o uszy.

            Zgadzam się z Tobą, chłopak mógł się domyśleć, że Jitka jest nim zauroczona. Niepotrzebnie ją zachęcał, żeby przyszła w stroju księżniczki.

            Scena, kiedy Jitka widzi go całującego dziewczynę dramatyczna. Chociaż trochę dziwne, że Jitka nie natknęła się na nią wcześniej?

            • grek.grek Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [ 24.01.15, 14:17
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              chłopak chyba zajęty był przede wszystkim swoją kontuzją i niepokojem, czy aby na pewno
              jeszcze kiedykolwiek będzie chodził.
              niemniej, to że o swojej towarzyszce tak łatwo zapomniał, i to zapomniał na amen, zupełnie marnie
              o nim świadczy.

              wiesz, on tak sobie powiedział o tym że chciałby ją w tym stroju zobaczyć. sam też kiedyś grał w tej samej sztuce, co ona teraz. kiedy jej o tym mówi, ona się od razu dopytuje "A jak wyglądała twoja partnerka ? była podobna do mnie ?".

              yes, nie jest to dla małej przyjemny moment. z jednej strony, to że chłopak zdrowieje, to pewnie ją cieszy, ale że nie sam i nie z nią... no to już gorszaa sprawa. ale na szczęscie kot się odnajduje i Jitka zajmuje się nim, co odsuwa świeże wspomnienie, amortyzuje ten "upadek z wysokiego konia".

          • pani_lovett Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [ 24.01.15, 16:41
            Urocza historia! :)

            Niestety, nie mogłam wczoraj obejrzeć.
            • grek.grek Re: Kultura po czesku "Za białym murem" [ 24.01.15, 17:06
              bez obaw, Barbasiu, powtórki będą na pewno :]
    • grek.grek "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenowie w TVN 23.01.15, 16:02
      no to TVN się szarpnął jak nigdy ;]

      szkoda, że jednak o 23:10, a nie o 20:00, kiedy puszczają "SAmuraja ostatniego", już kilka razy wypuszczanego. zapewne powód jest taki, że po 22:00 sceny strzelaninowo-dosadne językowo, tudzież erotycznie, mogą być emitowane bez zagrożenia karą finansową ?

      Dziki Zachód.
      14 latka [ponoć znakomita Hailee Steinfield] wynajmuje upadłego pod ciezarem whisky szeryfa [też ponoć świetny Jeff Bridges], żeby wywarł oślepiającą zemstę na mordercy jej ojca [Josh Brolin]. dołączy do nich jeszcze jedna postać [Matt Damon], a podróżować będą tereny kontrolowane przez plemiona indiańskie.

      brzmi dośc schematycznie, ale to film Coenów, więc zapewne schematycznie nie będzie, a jak będzie, to się możemy o tym nigdy nie dowiedzieć ;]

      2010 rok produkcja.
      10 nominacji oscarowych.
      zero wygranych :]
      żadna statuja [jak by to powiedział pan Poniedzielski] nie padła łupem braci.
      to dopiero ciekawostka.

      ale sama ilośc nominacji jest imponująca.
      no i jednak Coen Bros to jest jedna z niewielu marek samych w sobie; gwarancja kina, które zwykle jest świetne, a nawet jak jest świetne nieco mniej, to zawsze warto się o tym osobiście przekonać.

      skaczemy ? :]

      • angazetka Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenowie w TVN 23.01.15, 16:22
        O, oglądałam to w Nowy Rok. Bardzo warto. Strasznie fajne kino, z jajem, z cudnymi dialogami, ze swietną obsadą.
        Aha, scen erotycznych to tam nie ma, trochę przemocy.
      • maniaczytania Hailee Steinfield 23.01.15, 16:27
        to chyba ostatnio etatowa córka Hollywood ;)
        Obejrzałam z nią już dwa filmy - "72 godziny", gdzie była córką Kevina Costnera (a film to swoją drogą niezła komedia sensacyjna) oraz "Zacznijmy od nowa", gdzie była córką Marca Ruffalo. W obu filmach sytuacje były podobne - wychowywana przez matkę dziewczyna nawiązuje nowe relacje z ojcem. W obu dziewczyna wypadła świetnie, bardzo naturalnie, jak będzie mądrze wybierała filmy, to jeszcze o niej na pewno usłyszymy :)
        A na "Prawdziwe męstwo" się szykuję ;)
      • siostra_bronte Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenowie w TVN 23.01.15, 17:47
        Ale wypatrzyłeś! Niestety za późno. Kończy się po 1.00!
      • maniaczytania Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenowie w TVN 24.01.15, 13:39
        to skoczyłam, ale wytrwałam tylko siłą woli wielką, bo przeokrutnie przeciągnięty film to był.
        I ... nudny.Okoliczności przyrody całkiem ładne, Jeff Bridges ciekawy, 14-latka rzeczywiście świetna! Matt Damon przerysowany. Po co była wzmianka o terytoriach kontrolowanych przez Indian, to nie wiem, bo Indianin był tylko jeden, a i to na chwilę.
        Ogólnie, chyba jednak trzeba było iść spać ;)
        • grek.grek Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenowie w TVN 24.01.15, 17:30
          ja też skoczyłem.

          wg mnie, poza tym, że są tutaj elementy fabularne, rekwizyty, postaci i inne części składowe klasycznego westernu [miasteczka, bandyci, szeryf, łowca nagród vel strażnik z Teksasu, colty wielkości Fiata 126p, kapelusze, surowe gęby, gardła zachrypnięte od mahorki, wieczory przy ognisku i strzelaniny oraz wisielce, hehe] , to nic nie jest takie jak
          w westernie klasycznym.

          czarny charakter jest zwykłym pierdołą i nawet w swojej bandzie zajmuje pozycję najniższą; szeryf to podstarzały pijaczyna, który nie trafia w podrzucane suchary; łowca nagród i "strażnik z Teksasu"
          ma pretensje, że pijaczyna dyskredytuje go przed 14-latką, a ta 14 latka przerasta ich rozsądkiem, przytomnością umysłu i elokwencją o całe lata świetlne.

          kłótnie szeryfa z łowca są popisowe. jak dwaj chłopcy w piaskownicy docinają sobie, obrażają się, albo udowadniają że "ciągle mogą", albo że "w ogole mogą". przednie aktorskie kreacje Bridgesa i Matta Damona oraz jego wąsów.

          haha, to też jest dobre. złowieszcza informacja o "terenach indianńskich", a potem jakiś jeden smętny Indianin przeturlał się droga, nie zwrócił na nich w ogóle uwagi, i tyle o Indianach w całym filmie.

          ale za to co za finał.
          spoilery]

          tutaj nagle strażnik Teksasu popisuje się strzałem stulecia z karabinu; jednooki gderliwy pijaczyna pokonuje za jednym zamachem czterech bandytów, a potem jeszcze przegania węże i ratuje życie małej Mattie, taszcząc ją na własnych plecach do lekarza oddalonego o wiele mil. czy to nie rewelacyjna zwrotka ? przez cały film Coenowie w piękny sposób odzierają Dziki Zachód z jego mitologii, aby w finale w najlepszy możliwy sposób ją przywrócić - bandziory giną, Mattie sama zabija zabójcę swojego ojca, jak przystało na dzielną dziewczynkę, a good gvuys otrzepują się z kurzu i robią heroiczne akcje.

          szmata okazuje się bohaterem. cynizm i gruboskórną szyderę zastępuje poświęceniem i twarz Bridgesa, kiedy niesie zasuwa z małą w ramionach jest naprawdę wybitnej filmowej urody.

          poza tym, wrażenie robią plenery i nasycenie barwy zdjęć.

          a panna Hailee Steinfield to naprawdę jest wydarzenie. swobodna i naturalna, doskonała mimika, którą popiera cięte teksty wypowiadane bez zmrużenia oka, w punkt ekspresja i woltyżerka pomiędzy dojrzałością, a dziecięctwem, które wspaniale się sklejają ze sobą podczas sceny przy ognisku, kiedy w dojrzały sposób zażegnuje konflikt między szeryfem, a strażnikiem Teksasu, za pomocą dziecięcej zabawy.

          albo kiedy zupełnym przypadkiem napotyka Chaneya, czyli mordercę jej ojca którego ściga razem z ww. dwoma panami. jest dorosła, kiedy wyciąga z worka colta i celuje w gościa, a potem jest dzieckiem kiedy nie ma pojęcia, że musi odciągnąc kurek jesli chce strzelic; i znów jest dorosła kiedy jednak strzela, mimo że Chaney dałby się pokroić za to, że ona jednak tego nie udźwignie; a potem znów jest dzieckiem kiedy odrzut strzału rzuca ją do wody, a Chaney okazuje się tylko ranny i łapie ją za kołnierz, zaś ona piszczy i macha nogami. świetnie to wszystko panna Hailee łączy, ciekawe teraz czy nie skończy jak Ana Torent albo ten młody pan z "Szóstego zmysłu", którzy zaczęli z najwyższego C i chyba nigdy nie potwierdzili potencjału jaki te pierwsze dziecięce role zwiastowały.

          generalnie, ja to kupiłem :]



          • siostra_bronte Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenow 24.01.15, 17:34
            No to mamy sprzeczne opinie. Szkoda, że nie obejrzałam. Ale ja generalnie nie lubię westernów :)
            • maniaczytania Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenow 25.01.15, 17:02
              e tam, sprzeczne ;) Co do szczegółów się zgadzamy - co do Jeffa Bridgesa, okoliczności przyrody, terytoriów indiańskich ;) i Hailee :)
              Nie zgadzamy w ogólnym odbiorze jedynie - dla mnie nuda, przeciągnięte i ... przewidywalne niestety. Tak sobie myślałam wczoraj o tym filmie jeszcze i to chyba najbardziej mi się nie podobało - że w zasadzie poza tym, że to dziewczynka była 'przywódcą' to nic nie było zaskakujące, wszystkiego można się było domyślić.
      • pani_lovett Re: "Prawdziwe męstwo [True Grit]" Coenowie w TVN 24.01.15, 16:14
        Piękny western. Obejrzałam dziś. :)
    • maniaczytania zapowiedzi filmowe - 23 - 29 stycznia 23.01.15, 16:50
      a co tam, znowu mi się uda :)

      piątek 23:
      tvp1 - 21.25 "Robin Hood: Książę złodziei" :)
      tvp2 - 20.05 "Zaplątani" - świetna kreskówka Disneya, wariacja na temat Roszpunki, ale trochę przewrotna, a dubbing jest mistrzowski!
      polsat - 20.10 "Garfield"; 21.45 "Mocne uderzenie"
      tvn - 20.00 wspomniany już "Ostatni samuraj"; 23.10 "Prawdziwe męstwo"
      tvp Kultura - 20.20 "Za białym murem"
      AleKino - 20.10 "Szukając siebie"
      Stopklatka - 20.00 "Tożsamość"

      sobota 24:
      ogólnie marnie
      tvp1 - 20.25 "Deja vu"
      tvn - 23.00 "American Beauty"
      tvp Kultura - 20.20 "Cygan"; potem 22.20 koncert Dire Straits, o - a o 9.45 "Daleko od okna", o którym Grek wspominał w kontekście "W ukryciu"

      niedziela 25:
      tvn - 20.00 "Wydział pościgowy"; 22.45 "Siedem"
      stopklatka - 20.00 "Amelia"

      poniedziałek 26:
      tvp1 - 20.25 - wspomniany już przeze mnie teatr tv "Rzecz o banalności miłości"
      polsat - 20.05 "Polowanie na czarownice" poluje Nicholas Cage ;)
      tvn7 - 20.00 "Dzieci gorszego Boga"
      tvp Kultura - 20.20 "Struktura kryształu"

      wtorek 27:
      tvp2 - 22.50 "Ciemności skryją Ziemię" dokument z ubiegłego roku o wyzwalaniu obozów koncentracyjnych w rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz
      polsat - 20.05 - "Księga ocalenia"
      tvn - 21.50 "Zakładnik"
      tvp Kultura - 20.30 - opera "Don Giovanni"
      AleKino - 20.10 horror "Ciemność"; 22.05 "Pola śmierci"

      środa 28:
      tvp1 - 22.55 "Osaczony" Bruce Willis
      tvp2 - 22.20 "Kłamstewka" komedia francuska

      czwartek 29:
      tvp2 - 20.40 "Pitch Black"; 22.35 - KK - "Blaszany bębenek"
      polsat - 20.05 "Klik: I robisz, co chcesz"; 22.20 "Czarny łabędź"
      tvp Kultura - 21.15 - coś, na co w tv polowałam od bardzo dawna! - prawdziwy klasyk - "Dwunastu gniewnych ludzi"
      AleKino - 20.20 "Cisza" dramat niemiecki

      no, nie jest zły ten tydzień ;)
      • siostra_bronte Re: zapowiedzi filmowe - 23 - 29 stycznia 23.01.15, 17:28
        Świetnie :)

        Zdecydowanie, arcydzieło Lumeta, "12 gniewnych ludzi" to hit tygodnia!

        Dodam jeszcze kilka tytułów.

        W poniedziałek, 26.01 w Ale kino dwa filmy Jarmusha "Nieustające wakacje" i "Inaczej niż w raju".

        We wtorek, 27.01 w Polsacie po nocy "Dziki" Benedeka, od którego zaczęła się kariera Brando. Ale nigdy nie byłam jego fanką, więc sobie odpuszczę.

        We środę 28.01 w Kulturze "Brutalna siła" Dassina, o której już wspominałam.

        Tak, ten tydzień jest całkiem niezły :)
        • grek.grek Re: zapowiedzi filmowe - 23 - 29 stycznia 24.01.15, 17:39
          "Dziki" w Polsacie, to niemal sensacyjnie brzmi :]
          film z '53. wow ;] Polsat zwariował, hehe, nic nie mówmy, może się nie kapną.

          w zestawie Mani jest całe mnóstwo ciekawych pozycji, właściwie codziennie coś do trafienia.
    • 82adrian Szkło Kontaktowe - 10 lat 24.01.15, 12:47
      Wczoraj w TVN24 przez 2 godziny nadano specjalny, jubileuszowy program ''Szkła Kontaktowego'' w którym pojawili się goście oraz śmieszne materiały archiwalne.
      • pepsic Re: Szkło Kontaktowe - 10 lat 25.01.15, 12:57
        Tu opinia drugiej strony:
      • pani_lovett Re: Szkło Kontaktowe - 10 lat 25.01.15, 15:32
        Adrian, chyba na dobre zgubiłeś wreszcie tę straszną składnie z "gdy"! :)


        Wracając do "Szkła Kontaktowego", Tomasz Jachimek wciąż się tam pojawia?
        • 82adrian Re: Szkło Kontaktowe - 10 lat 26.01.15, 17:00
          Tomasz Jachimek wciąż się pojawia w ''Szkiełku''. Tak samo m.in. Artur Andrus, Marek Przybilik, Krzysztof Daukszewicz, Wojciech Zimiński i inni.
          • pani_lovett Re: Szkło Kontaktowe - 10 lat 26.01.15, 17:05
            Dawno nie widziałam Tomka Jachimka w telewizji publicznej i tak się zaczęłam zastanawiać, co się z nim stało!? Czy żyje jeszcze!? ;)
            • 82adrian Re: Szkło Kontaktowe - 10 lat 26.01.15, 18:56
              Tomasz Jachimek żyje i ma się dobrze - występuje w ''Szkle Kontaktowym'' do dzisiaj. Był w piątek, w jubileuszowym wydaniu ''Szkiełka''.
              • pani_lovett Re: Szkło Kontaktowe - 10 lat 26.01.15, 22:06
                He,he! To dobrze! :)
    • grek.grek KUltura "Cygan" 24.01.15, 17:44
      20:20 & 2:20

      kolejny film czesko-słowacki.

      z 2011.

      romska wioska gdzieś na prowincji.
      warunki wiadomo jakie, bieda i no future, więc 14-letni Adam dzieli czas międy boksowanie i przyjaźń z rówieśnicą, Julką. ojczym jest małym gangsterkiem i próbuje chłopaka skaperować, a po drugiej stronie jest ksiądz i jego nauka.

      brzmi nieźle.

      skok or not to skok, Czcigodni ?


      • pani_lovett Re: KUltura "Cygan" 24.01.15, 20:35
        Oglądam...

        A'propos Zdzisław Maklakiewicz napisał taki aforyzm: "Pić czy być? Oto jest pytanie." ;)
        • grek.grek Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 14:57
          hehe, dobre :]

          jakie wrażenie po seansie, Barbasiu ?
          • pani_lovett Re: OT - Z. Maklakiewicz - aforyzmy 25.01.15, 15:28
            :)

            Jeszcze dwa aforyzmy autorstwa Maklakiewicza, a może właściwie to nekrologi:

            "Urodził się, pełną gębą żył. Umarł. Bo pił. W ziemi zgnił".

            "Urodził się. Ascetą był. Nie pił. Umarł. I też zgnił".


            • grek.grek Re: OT - Z. Maklakiewicz - aforyzmy 25.01.15, 17:28
              mądre :]

              • pani_lovett Re: OT - Z. Maklakiewicz - aforyzmy 25.01.15, 20:41
                Hehehe! :)
                Brutalna prawda!
          • pani_lovett Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 16:50
            > jakie wrażenie po seansie, Barbasiu ?

            Pepsic mi podkradła zgrabny komentarz, powiem z nieskrywaną zazdrością. ;)



            Strasznie gorzka opowieść, mimo że gorycz jest cały czas przełamywana humorem, czasem czarnym, czasem groteskowym, jak w finałowej scenie , kiedy ulicą, na której leży martwy Żigo, pchnięty nożem przez Adama, biegnie jeden ze strusi ukradzionych przez braci Julki , którego Żigo nie chciał przyjąć od nich jako spłaty pożyczki.

            Bardzo dobry film, bardzo wyważony, z szacunkiem do bohaterów, o których mówi, świetnie pokazuje skomplikowaną sytuację współczesnych Cyganów.
            • grek.grek Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 17:27
              hehe ;]

              własnie, o Cyganach zwykle albo skrajnie negatywnie albo protekcjonalnie lub ze współczuciem z pozycji wyższościowej.

              a tutaj : rzetelnie - są wady, są zalety, są dobre strony, są świństewka małe i duże. a w finale bohater unosi się honorem, który jednak przedkłada nad rozsądek i myślenie o świetlanej przyszłości.

              ciekawe, ze Adam postępuje w taki sposób, który znalazłby aprobatę u Żigo, nie ?
              • pani_lovett Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 21:00
                Yes.


                > ciekawe, ze Adam postępuje w taki sposób, który znalazłby aprobatę u Żigo, nie?

                To prawda.
                Zakorzenione zasady wspólnoty trudno wyrugować z umysłu i serca. Trudno zmienić mentalność. Może dla Adama jest już za późno by się zmienił, by zapomniał, że jest Romem?
                ("Żeby Rom mógł tutaj /w ogóle? przeżyć, musi zapomniieć, ze jest Romem" , jak napisałeś wyżej).
                • grek.grek Re: KUltura "Cygan" 26.01.15, 16:11
                  zgadza się.
                  tym bardziej, ze otoczenie obcych też nie daje mu specjalnych szans - widzi tam tylko
                  kawały o Cyganach, brutalnośc policji wobec takich jak on, albo los swojej przyjaciółki, która
                  wprawdzie opuszcza osadę, ale jako seksualna utrzymanka bogatego zagraniczniaka, do czego pchnęli ją jej rodzice. żadnych perspektyw.
                  • pani_lovett Re: KUltura "Cygan" 26.01.15, 19:19
                    grek.grek napisał:

                    Tak, otoczenie jest wrogie (Cyganów biali też oszukują wykorzystując do prac i nie płacąc) albo w najlepszym przypadku nastawione podejrzliwie lub pogardliwie wobec Cyganów. Choć są też wyjątki, ludzie którzy starają się pomóc , jak dziewczyna z ekipy filmowej, interesująca się kulturą cygańską, która stara się załatwić szkołę Adamowi . Jest też ksiądz, ( wspomniałeś już o nim), który okazuje Adamowi prawdziwą troskę i empatię, poprzez sport uczy dyscypliny, ciężkiej pracy , będącej kluczem do sukcesu.

                    Julkę rodzice sprzedają bogatemu Czechowi.


                    Greku, urwałeś w połowie opowieść o Cyganie", dokończysz? Dokończ, proszę.
                    • grek.grek Re: KUltura "Cygan" 28.01.15, 13:36
                      chyba problem w tym, że oni mu jednak rodziny nie zastąpią, a Adam odczuwa jednak związek krwi ze swoimi ? i to te kolejne kontakty z obcymi w jakiś sposób ją pogłębiają.

                      o, wydaje mi się, że tak trochę "poskakałem" po róznych wątkach i spisałem impresje dot. tego filmu ;]

            • pepsic OT "Cygan" 27.01.15, 21:02
              Zajrzałam z ciekawości na filmweb i dosłownie mowę mi odjęło. 90% spośród komentarzy zawiera treści rasistowskie. No sorry, żadnych refleksji po obejrzeniu, tylko durne kawały?
              Ps. Musiałam sie wyżalić.
              • grek.grek Re: OT "Cygan" 28.01.15, 13:39
                witamy w Polandzie :]]

                jak ksiądz w roli głównej, to pedofilia i wyzysk polskiego podatnika, jak o Zydach to o antysemityzm albo o syjonizm i koniecznie Palestyna w tle, a jak Cygan, to złodziejstwo, uchylanie się od zatrudnienia i wysyłanie kobiet na żebractwo... o wszystkim, tylko nie o bohaterze filmu :]
      • pepsic Kultura "Cygan" i jednozdaniowy spojler 25.01.15, 12:54
        Piękny film do gorzkiej refleksji z elementami metafizycznymi, ocierający się o reportaż. Ściskałam kciuki, żeby bohater wytrzymał do czasu rozpoczęcia nauki i otrzymania stypendium, choć czułam, że sie nie uda. Zasłużenie typowany do oskara w kategorii nieanglojęzycznej.
        :)
        • grek.grek Re: Kultura "Cygan" i jednozdaniowy spojler 25.01.15, 14:57
          yes.

          ta sekwencja z ojcem efektownie nawiązująca do "Hamleta", plus dodatek w postaci noża ukrytego w zlodowaciałej formie - kapitalny pomysł.

          gdyby reżyser wprowadził tę scenę na początku, kiedy znaleziony zostaje martwy ojciec Adama, a potem przez cały film Adam by się zastanawiał czy spełnić ojcowską wolę, to by wyszedł "Hamlet" 100 % ;]

          jako że ojciec go uświadmia w ostatniej sekwencji, Adam decyzję podejmuje dośc szybko, czy nie za szybko ? [chyba, że sam się domyślił, kiedy Żigo podarował mu zegarek ojca ?]
      • grek.grek Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 14:52
        i jam skoku dokonał :]

        codziennośc życia cygańskiej osady podgórskiej - zabawy, gra na mandolinach, święta jakieś, wesela, pogrzeby, gra w piłkę, łapanie strusiów, ale także codzienność walki o byt - kradzieże drewna czy bezyny z cysterny zaparkowanej na bocznicy kolejowej, jakieś próby podejmowania pracy, zwykle zakończone fiaskiem. jesli już ktoś się wyrywa z tego pieprznika, to dziewczyna, która wpadła w oko bogatemu starszawemu Czechowi, który najwyraźniej do roli matki swoich dzieci jej nie potrzebuje...

        młodociany bohater na rozstaju dróg - czy wybrać naukę, etyczne, uczciwe życie, jak radzi ksiądz i nowo poznani "biali obcy" spoza wioski ? czy może posłuchać nauk ojczyma, Żigo, który sączy mu do ucha nienawiśc do gadziów" i zachwala własny sposób życia - zarabianie za pomocą kradziezy, lichwy, przekrętów.

        co ciekawe, ksiądz i Żigo stosują te same środki ekspresji : za kradzieże wyrzucają go z bokserskiej sali i zabraniają tam przychodzić [ksiądz] a za stawanie okoniem i niedostateczny entuzjazm wywalają z domu [Żigo]

        Adam do etyki księzowskiej nie ma zacięcia, bo przecież potzrebuje pracy i pieniędz na dziś - rodzeństwa kilkoro, a matka w szpitalu z nowonarodzonym bratem; do gadziów chcących mu pomóc w znalezieniu szkoły - też jakoś mu daleko, bo jeden z nich opowiada kawały o "zabijaniu Cyganów"; a Żigo jest obcesowy i w dodatku ma na sumieniu życie ojca Adama. Ten zmarły ojciec się Adamowi wyświetla, czy to jako duch czy to produkt imaginacji - grunt, że rozmawiają ze sobą, i ojciec zdradza mu, kto go zabił. "Hamlet" pełną gebą. tyle że Adam za długo nie delibruje nad tym, czy wywrzeć na mordercy zemstę.

        świetny młody aktor w roli głównej.
        sympatyczna twarz.

        widać w nim zalązki instynktownej uczciwości : odbiera swoim kolegom sprzęt ukradziony ekipie telewizyjnej wizytującej wioskę. To ludzie ztej ekipy będą starali się mu pomóc.

        Kiedy kolega-ćpun próbuje wciągać w narkotyki jego brata - leje go po pysku. Przykład daje mu ksiądz, który też nie cacka się z narkotycznym dżolero i wyrzuca go z salki, wcześniej wytrzaskując po facjacie.

        z drugiej strony, czy Żigo nie ma racji ? sposób w jaki Adama i jego brata traktuje policja - wymowny. Jak ufać obcym ?

        co ciekawe, Żigo ma za nic także swoich cygańskich braci. To całe żebranie po pociągach, te umizgi. "Nie chcę nic od białych. NIczego bym od nich nie wziął, nawet żony bym im nie przeleciał. A ci dookoła ? Tylko czekają, aż biali im rzucą ochłap" - to jest duma :]

        lepiej kraść, oszukiwać i rozboje uprawiać niż prosić o cokolwiek, niż żyć według ich reguł - oto jego pogląd. antybohater. stać go na to by dzieciakom z osady przywieźć piłke i rozdać koszulki z nazwiskami ulubionych piłkarzy - ileż szczęścia im wyświadcza. I dba o rodzinę. Dba o matkę Adama i nawet jesli jest surowy, to o Adama i rodzeństwo też jakoś tam próbuje dbać. Tyle że gdyby nie chciał chłopaka przekonać od życia wedle przestępczej mantry, to byłby już pozytywny, a przecież nie o to chodziło :]
        no i ma na sumieniu to, czego Adam mu nie może wybaczyć.

        "żeby Rom mógł tutaj przeżyć, musi zapomniieć, ze jest Romem" - nic dodać, nic ująć.

        komiczna jest ta scena, kiedy Adam z bratem siedzą pod wiatą i czekają na autobus. Jedzą ukradzione przez młodszego ciepłe lody z Tesco. porozumiewawczo i bez słów [mimo że wiata w szczerym polu ustawiona] sie do siebie uśmiechają. Słyszą nadjeżdzajkący autobus. wstają i czekają,ze się zatrzyma przy nich. Ale nic z tego. Brudny jak nieboskie stworzenia autobus mija ich ostrym galopem, bierze zakręt i tyle go widzieli. A oni zostają pod tę wiatą, w pozie pod tytułem "co to by do cholery ?" ;]
        • pani_lovett Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 15:23
          > komiczna jest ta scena, kiedy Adam z bratem siedzą pod wiatą i czekają na autob
          > us. Jedzą ukradzione przez młodszego ciepłe lody z Tesco. porozumiewawczo i bezsłów.

          Ta scena zaczyna się od zabawnej rozmowy. Brat Adama tłumaczy z poważną miną, że nie musi już chodzić do szkoły, bo już zarabia, "handluje białym mięsem" . Adam pyta: "Kobietami?" Brat na to: "Nie, kurczakami ... ukradzionymi w Tesco". I wyciąga z torby kurczaka w worku. :)
          • grek.grek Re: KUltura "Cygan" 25.01.15, 17:12
            haha, dokładnie tak było :]]
            • pani_lovett Re: KUltura "Cygan" 26.01.15, 18:53
              :)
    • angazetka Kinowo oscarowo 25.01.15, 11:56
      Ganiam do kina i ganiam, więc może zostawię jakiś ślad ;)
      Od zeszłej soboty trzy "oscarowe" filmy widziałam. I tak bardzo nie rozumiem Akademii szanownej...
      Gra tajemnic - tak strasznie czekałam na ten film... Totalnie moja obsada, świetny temat i - no niestety, wyszłam bez zachwytu. Aktorsko faktycznie super, Benedict nie jest Sherlockiem (choć niby podobnego bohatera gra - Asperger jego Turinga jest jednak zupełnie inny niż szarżujący, tupeciarski Sherlock, inny niż Assange, co cieszy). Reszta obsady też świetna, ale co z tego, skoro scenariusz i reżyseria mocno takie se? W filmie jest za dużo wątków, przez co nie wiadomo, o czym ma być i przez co finał historii nie ma szans wybrzmieć. Dobre kino, ale bez błysku.

      Foxcatcher - o matko. Rozumiem, że AAF uwielbia komików w dramatycznych rolach i metamorfozy polegające na doklejeniu sztucznego nosa, ale Steve Carell nie pokazuje w roli, za którą dostał nominację, wiele więcej. Zresztą, nominacja jest za pierwszy plan, podczas gdy rola jednak drugoplanowa. Na pierwszym planie jest Channing Tatum i kiedy możesz napisać, że nie Tatum jest głównym problemem filmu, to wiedz, że coś się dzieje :/ Tu problemem jest to, że miało być ambitnie, psychologicznie i arttystycznie. Mało dialogów, długie spojrzenia, nic się nie dzieje, masa symboli i symbolicznych scen, ale pokazanych tak, żebyś, widzu, NA PEWNO WSZYSTKO ZROZUMIAŁ. Z trudem powstrzymywałam się od zaśnięcia. Widziałam, że reżyser bardzo chce pokazać, że pełno tam podskórnego napięcia i dramatu, ale mu nie wychodzi.

      I Teoria wszystkiego - Eddie Redmayne jako Hawking jest genialny. To prawda. Skala fizycznej przemiany jego bohatera, wiadomo, robi wrażenie, ale nie tylko to. Hawking mam tu osobowość, wdzięk, jest trochę dupkiem, trochę Piotrusiem Panem, trochę geniuszem i to jest bardzo dobre. Szkoda tylko, że film nie dorasta do tej roli. Tak gdzieś od połowy nie ma nawet pozorów tego, że oglądamy historię wybitnego naukowca - oglądamy bowiem telenowelę o trudnym małżeństwie z osobą bardzo ciężko chorą. Za to zachwycił mnie sposób filmowania, kolory (efektownie zgaszone pastele, takie słodkie lata 60.) i bardzo zacna muzyka.

      No i tak to wygląda. Moje gusta nie są gustami oscarowego gremium. Bardzo liczę, że przynajmniej "Birdman" mnie porwie i zachwyci, bo na razie recenzje osób, do których mam zaufanie w tej kwestii, budzą nadzieję.
      • maniaczytania Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 12:16
        Angazetko - idź na "Whiplash" :)
        • angazetka Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 12:29
          Chyba nie mam wyjścia, wszyscy mi to mówią ;)
      • pepsic Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 12:23
        Podobno w "Grze tajemnic" nie ma wzmianki (kluczowej moim zdaniem), kto rozszyfrował tajemnicę enigmy. Prawdaż li to? W tygodniu kulturalnym skwitowano to tylko zdawkowo, bez refleksji.
        • angazetka Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 12:32
          O tym, kto rozszyfrował pierwszą wersję Enigmy (bo potem Niemcy ją zmienili i to nad tą zmienioną biedziła się ekipa Turinga) - mówi się w filmie dwa razy, z czego raz jest potem jeszcze przypomniany we wspomnieniach postaci.
          Wystarczająco, jak na film o Turingu, a nie o pracach nad Enigmą.
      • pepsic Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 12:48
        Nie znam "Teorii...", ale trailer przyuważony w kinie wydaje się być wierną kopia produkcji z 2004 roku z udziałem Benedicta Cumberbatcha. Przez moment byłam pewna, że to ten sam film.
      • siostra_bronte Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 13:38
        Dzięki za ciekawe recenzje :)

        Powtórzę swoją opinię, już od dawna nominacje do Oscarów to wypadkowa różnych elementów, jednym z najważniejszych jest dobry PR, niestety. Nie widziałam żadnego z tych filmów, ale Twoje opinie są dla mnie przekonujące.

        Co do "Gry tajemnic". Z tego co widziałam film faktycznie ma słaby scenariusz, a realizacja dosyć konwencjonalna (nominacja dla reżysera to duże zaskoczenie). Do tego zdawkowo potraktowano temat życia prywatnego Turinga, żeby broń Boże kogoś nie zgorszyć. Rzeczywiście zmarnowany temat. Ale oczywiście chciałabym zobaczyć ten film.
      • grek.grek Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 17:24
        dobry zestaw :]
        ale Twoje oceny takiej raczej sceptyczne ?

        "jest troche dupkiem, trochę Piotrusiem Panem, trochę geniuszem"
        opatentuj, bo będą Ci ten tekst podkradać przy róznych okazjach ;] a ja pierwszy, hehe.

        a co powiesz, powiecie, o "Hiszpance" ?
        takiej rozpietości ocen dawno nie widziałem - niektórzy widzą niemalże arcydzieło, a inni kompletne dno i metr mułu.

        oglądałaś ten film, Angazetko ? Czcigodni ?
        • siostra_bronte Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 17:32
          Na plakacie "Hiszpanki" widnieje hasło "filmowe arcydzieło". To już naprawdę przesada :)
          • grek.grek Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 17:44
            haha :]

            wiesz, pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że pan Łukasz Barczyk jest jednocześnie reżyserem, scenarzystą i producentem tego filmu, więc możliwe że jako producent sam dopisał to "arcydzieło" na plakacie promocyjnym ;]]

            spodziewam się filmu wizualnie podobnego do rosyjskich superprodukcji historycznych, a Ty ?

            końcu kosztowało to wszystko 24 milyjony, najwięcej w historii kino of poland. wydaje mi się, że te zróznicowane recenzje będą jednak działały na korzyść filmu. jakby się tam jeszcze Kościół włączył z ekskomuniką za... za co cokolwiek, o ! za okultyyzm ;], to w ogóle byłoby pięknie, hehe.

            a tak serio, to wszędzie zgodnie podkreślana jest znakomita strona wizualna tego filmu. stroje, dekoracje, oprawa plastyczna, malowniczość. gorzej ponoć z chaotycznym scenariuszem, w którym jest smar, mydło i powidło :]

            a jak Twój research ? :]

            • siostra_bronte Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 17:48
              No niestety, hasła reklamujące filmy są często żenujące.

              Ciekawe, że wcześniej w ogóle nie słychać było o produkcji tego filmu. Dopiero teraz, kiedy wchodzi na ekrany. A to w końcu superprodukcja.

              Przeczytałam w sieci dwie recenzje, obie sprzeczne, więc nie wiem co myśleć :)

            • angazetka Re: Kinowo oscarowo 25.01.15, 22:01
              Dodatkowej pikanterii dodaje też fakt, że niejaki Paweł Felis napisał w Wyborczej przeraźliwie pochwalną recenzję Hiszpanki, a się okazało, że był też w komisji, która decydowała o finansowaniu tego filmu ;)
              Jakoś nie mam zaufania do tego filmu. Z polskich to na razie "Ziarno prawdy" chcę.
              • grek.grek Re: Kinowo oscarowo 26.01.15, 16:14
                to też dobre, hehe :]

                poprzedni kryminał pana Miłoszewskiego ["Uwikłanie"] na ekranie jakoś niespecjalnie się udał, dośc mało porywająca i zupełnie nie-groźna pastelówka wyszła, nie sądzisz ?
                • mia72 Re: Kinowo oscarowo 26.01.15, 16:44
                  I nie rozumiem, czemu zmienili płeć głównemu bohaterowi;)
                  A na "Ziarno..." też czekam, tylko o ile Więckiewicza cenię, to mi na Szackiego zupełnie nie pasuje.
                  • maniaczytania Ziarno prawdy 26.01.15, 18:40
                    idę dziś :)
                    Książek nie czytałam co prawda, nie mam więc uprzedzeń żadnych względem R. Więckiewicza - teledysk do piosenki Katarzyny Nosowskiej sugeruje, że może być dobrze :)
                    I tak jest klasę lepiej, dzięki temu, że nie ma tu M. Ostaszewskiej ;)
                    • pani_lovett Re: Ziarno prawdy 26.01.15, 18:48
                      Już dziś? A przecież premiera jest 30 stycznia!???
                      Napisz , Maniu, koniecznie kilka słów o filmie. Koniecznie!

                      Mam nadzieję, że też uda mi się zobaczyć "Ziarno prawdy".
                      • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 26.01.15, 18:52
                        pokaz przedpremierowy ;)
                        Mam nadzieję, że się załapię ;)

                        I oczywiście nie omieszkam tu słówka napisać :)
                        • pani_lovett Re: Ziarno prawdy 26.01.15, 18:54
                          maniaczytania napisała:

                          > pokaz przedpremierowy ;)
                          > Mam nadzieję, że się załapię ;)

                          SZCZĘŚCIARA!!!
                          Załap się!!! :)
                          • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 27.01.15, 20:45
                            załapałam się :) I nawet autor był z krótką przemową ;)

                            Napiszę coś więcej, obiecuję, a dziś tak na szybko - jest dobrze. Film niezły!
                            • pepsic Re: Ziarno prawdy 27.01.15, 20:51
                              Dobrze wyczuwam, że entuzjazm umiarkowany?
                              • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 27.01.15, 22:31
                                nie, nie, nie do końca ;)
                                Były pewne rzeczy, które podobały mi się bardzo; pewne mniej (mało) - ogólnie na duży plus :)
                            • pepsic Re: Ziarno prawdy 27.01.15, 20:51
                              Dobrze wyczuwam entuzjazm umiarkowany?
                    • pepsic Re: Ziarno prawdy 27.01.15, 20:57
                      Moim zdaniem pan Robert umiałby zagrać nogę od krzesła, tylko aby nam sie nie zużył.
                      • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 27.01.15, 22:32
                        Pan Robert gra nieźle, aczkolwiek dziwnie się na niego patrzył, bo jakoś tak dużo schudł i na twarzy jakby młodszy ;)
                  • pani_lovett Re: Kinowo oscarowo 26.01.15, 18:52
                    mia72 napisała:


                    > A na "Ziarno..." też czekam, tylko o ile Więckiewicza cenię, to mi na Szackieg
                    > o zupełnie nie pasuje.

                    Mam tak samo.
                    W roli Szackiego widziałabym Marka Bukowskiego, ale on już wystąpił w roli w komisarza Smolara tej nieszczęsnej adaptacji "Uwikłania".
                    • mia72 Re: Kinowo oscarowo 27.01.15, 08:13
                      O tak! Bukowski byłby świetny.
                      Mógłby być też Gonera, ale podobno z powodu osobistych zawirowań nikt go nie chce obsadzać;(
                      • grek.grek Re: Kinowo oscarowo 27.01.15, 13:50
                        mam nadzieję, że nie mają spoilerów :

                        www.polskieradio.pl/24/4017/Artykul/1362206,Wieckiewicz-nie-chcialem-kopiowac-Szackiego-z-ksiazek-

                        www.polskieradio.pl/24/296/Artykul/1361767,Ziarno-prawdy-Morderstwa-w-polskim-piekle
                      • pepsic Re: Kinowo oscarowo 27.01.15, 20:55
                        Bukowski też ma niemały problem. Podobno jakąś działkę przy nim znaleźli.
      • pani_lovett Re: Kinowo oscarowo 26.01.15, 16:49
        angazetka napisała:

        > Ganiam do kina i ganiam, więc może zostawię jakiś ślad ;)
        Bardzo dobry pomysł. U nas w Multikinie nie ma żadnego, żadnego z wymienionych tytułów. Ręce opadają!

        > Gra tajemnic - tak strasznie czekałam na ten film... Dobre
        > kino, ale bez błysku.

        Wybieram się ...

        > I Teoria wszystkiego -
        Czyli w zasadzie potwierdziły się pierwsze recenzje i relacji festiwalowe z Toronto, któreśmy czytali.

        > Foxcatcher - o matko.
        :)
        To ciekawe, bo ten film najbardziej chwalono w Tygodniku Kulturalnym w TVPKultura.


        Tadeusz Sobolewski pisze w dzisiejszej Wyborczej o "Birdmanie" .
        m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105406,17308558,_Birdman___nie_wiem_do_konca__o_czym_jest_ten_film_.html
    • grek.grek Dexter sez 8 odc 10 25.01.15, 13:05
      idzie ku ostatecznym rozwiązaniom, ale parę trupów jeszcze się zdarzy.

      "cudownie" odnaleziony syn Vogel, Daniel aka Saxon, jest killerem pierwszoligowym. To on zabił Zacha HAmiltona.Vogel nie chce jednak dopuścić do zlikwidowania syna, bo czuje się odpowiedzialna za jego mordercze narowy. Lekceważyła go, kiedy był dzieckiem, i traktowała gorzej niż młodszego brata. Daniel okazał się nadwrażliwy, bardzo to przeżył, zabił z zazdrości tego młodszego, potem wylądowała w psychuszce, w której wzniecił pożar i uciekł. Miał wtedy 16 lat. Czemu wrócił dopiero teraz ?

      Jakkolwiek, Vogel chce go uchronić, a Dexter chce go zabić. Uważa, że VOgel grozi niebezpieczeństwo, bo jej synalek nie rokuje na poprawę. VOgel jest tak przytłumiona swoimi wyrzutami sumienia, ze to ona wpędziła Daniela w to kim jest teraz, że nie myśli racjonalnie. Istotnie Daniel jest urażony. Mamuśka go przeprasza za zmarnowane dzieciństwo, chce tym razem mu pomóc, nie odwracać się od niego.

      Daniel chce konkretnej pomocy : chce zabijać i zostać na wolności, a zatem chce by Vogel pomogła mu "tak jak Dexterowi". Zabiera Vogel do swojej "dziupli", w której zabija. Jest ona dokładnym odwzorowaniem sali zabiegowej w tej psychuszce, w której siedział za młodu, a w któreej na siłę podawano mu lekarstwa, jako że odmawiał samowolnego ich przyjmowania.

      Vogel nie chce "pomóc mu w mordowaniu ludzi', co jest trochę dziwne, bo istotnie Dexterowi przecież pomogła. Czemu nie własnemu synowi ?

      Dexter namierza komputer Daniela, znajduje w nim plik video z zabójstwa Zacha Hamiltona. KIedy po raz 46 Vogel wije się i odmawia pomocy w złapaniu i zlikwidowaniu Daniela, Dexter prezentuje jej ten filmik. Jeszcze przed chwilą Vogel próbowała podjąć ostatnią próbę odwiedzenia Dxtera od zabicia Daniela, dając mu "fachową" opinię o słuszności jego wyjazdu do Argentyny i związku z Hanną, co ofk Dexter od razu przejrzał, ale teraz babce ręce opadają i traci wiarę w to, że syna da się resocjalizować w choćby najlepszym i najdroższym ośrodku terapauetycznym.

      Zabicie Daniela vel Saxona ma być ostatnim dla Dexter. Potem chce wyjechać z synem i Hanną Mc Kay do Argentyny. Ale póki co, panna Mc Kay ukrywa się u jego siostry, a po całym MIami węszą za nią łowcy nagród i policja, z agentem Claytonem na czele.

      Kiedy policja zdejmuje ochronę dla Dextera [oni tam ofk nic nie wiedzą o faktycznych jego związkach z Hanną], musi on u siostry zamelinować także swojego syna. Ciągle przecież Daniel vel Saxon łazi wolny i pytanie zachodzi, dlaczego jeszcze nie zaatakował małego Harrisona.

      Clayton jest bystry.
      Dexter planuje wyjazd, załatwia już ostatnie formalności logistyczno-wszelakie. Informuje sierż. Batistę, że musi wyjechać, i ze to kwestia odreagowania na "za wiele śmierci w moim otoczeniu". Batista rozumie go i oświadcza,że zawsze będzie mile widziany jeśli zechce wrócić.

      Traf chce, że Clayton zjawia się na komisariacie, kiedy Batista przez telefon szuka nowego laboranta na miejsce Dextera. W ten sposób dowiaduje się, że Morgan wyjeżdza. Od razu ładnie mu się to skleja z rzekomą obecnością Hanny Mc Kay w Miami.

      Clayton odwiedza dom Debry Morgan. Pyta o Mc Kay, ale Debra go zbywa i uważa, ze podejrzenie jakoby jej brat był w związku z kobietą, która chciała go otruć - jest absurdalny.
      Hanna Mc Kay w tym czasie jest w domu i smaży placki, ;], rozmowa odbywa się na plaży, gdzie Debra bawi się z synem Dextera.

      Wieczorem Hanna Mc Kay zostaje z dzieciakiem sama i wtedy mały zalicza upadek na automatycznej bieżni do biegania. Rozcina sobie brodę. Krew się leje. Nie mogąc się dodzwonić do MOrganów obojga, Mc Kay sama wiezie go do szpitala. Ryzykuje, ze zostanie rozpoznana i tak też się dzieje. Rozpoznaje ją kobieta z recepcji. Nie wiadomo dlaczego tak się guzdrze, że zgłoszeniem tego na policję, że mały zostaje zszyty, a potem panna Mc Kay opuszcza z nim szpital i wraca bezpiecznie do domu.

      Ofk, na tę wiadomośc odpowiada Clayton. Odwiedza szpital. W dzienniku pokładowym chłopiec, którego przywiozła na zabieg Hanna, i przedstawiła się jako jego "matka", nosi nazwisko "Harrison Morgan". Clayton już wie, że Hanna i Dexter trzymają sztamę.

      ofk, informacja o wyjeździe brata zatyka nieco jego siostrę, ale Debra MOrgan nie takie wiadomosci brała na klatę, więc i tym razem sobie radzi, a po jej wątpliwościach, a nawet niechęci wobec Hanny Mc Kay nie pozostał nawet ślad. Razem spędzają czas, jak najlepsza rodzina ;] do tego dochodzi dopinanie wątku czysto osobistego panny MOrgan, w którym wraca ona do policji, a także do Quinna, w myśl zasady "stara milosć nie rdzewieje".

      Vogel wreszcie zgadza się zostać przynętą na Daniela. Przypadkiem, ale zgadza się. Daniel dzwoni, ze do niej jedzie, a ona dzwoni z tą wiaodmością do Dextera.

      Zatrzymuje syna przy kawce, rozmawiają, ale Daniel okazuje się jeszcze lepszym psychologiem od swojej dyplomowanej matki. "Za dużo razy widziałem śmierć, żeby nie dostrzec że się denerwujesz", powiada do niej, w momencie gdy pani doktor ze wszystkich sił stara się ukryć stres i zachowywać normalnie.

      Kiedy Dexter przyjeżdza pod jej dom, widzi w oknie Vogel i stojącego za nim z nożem Daniela. Chwila i Daniel efektownie i bezceremonialnie podcina matce gardło zostawiając by się wykrwawiła.

      Dexter włamuje się do chałupy, ale jedyne co mu pozostaje, to objąć doktor VOgel w momencie jej śmierci. Daniel znika i pewnie poszukiwania trzeba będzie zacząć od nowa.

      www.youtube.com/watch?v=Wftz-jtmTRs








      • pani_lovett Re: Dexter sez 8 odc 10 26.01.15, 18:43
        Moja sformułowana na szybko teoria, że trzy kobiety będą decydować o losie Dextera w finale upadła. ;)

        Biedna dr Vogel, a myśmy ją podejrzewali o niecne zamiary. ;)


        > Ofk, na tę wiadomośc odpowiada Clayton. Odwiedza szpital. W dzienniku pokładowy
        > m chłopiec, którego przywiozła na zabieg Hanna, i przedstawiła się jako jego "m
        > atka", nosi nazwisko "Harrison Morgan". Clayton już wie, że Hanna i Dexter trzy
        > mają sztamę.

        Obejrzałam ten odcinek wczoraj! Hanna podpisała się w dokumentacji jako "Debra Morgan".

        • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 10 27.01.15, 13:52
          no nie tak całkiem ":] jeszcze 2 odcinki i sporo się może wydarzyć.

          a widzisz, nie zauwazyłem tego. dzięki :]
          • pani_lovett Re: Dexter sez 8 odc 10 27.01.15, 14:08
            grek.grek napisał:

            > no nie tak całkiem ":] jeszcze 2 odcinki i sporo się może wydarzyć.

            Właśnie.

            > a widzisz, nie zauwazyłem tego. dzięki :]

            Nie mogłeś tego zauważyć. Bo informacja o tym jest w odcinku 11, który z rozpędu obejrzałam, pchana ciekawością. I się wydało. :/ Hanna zauważyła podejrzliwy wzrok pielęgniarki i wpisała nazwisko Debry, co wywąchał później ten cały Clayton.
            • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 10 28.01.15, 13:32
              aaa, teraz w pełni rozumiem sytuację :]]

    • grek.grek "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 26.01.15, 13:37
      związek pana i pani przeżywa kryzysik.
      aby ratować sytuację pan z panią wybierają sie na spływ po rzece Kolorado w malowniczych górach... amerykańskich. jest z nimi ich kilkuletni syn.

      i może by nawet im się nie udało, gdyby nie zjawiła się para gostków, którzy się w sprytny sposób do nich podłączają, a potem okazują się przestępcami poszukiwanymi przez całą policję świata. własnie dokonali zuchwałego skoku na kasę i próbują przedostać się do granicy.

      ofk, najpierw są mili i całkiem pomocni, ale kiedy pan z panią zaczynają się źle czuć w ich towarzystwie [decyduje moment, w którym jeden z nich, Wade, w nocy gapi się na kąpiącą się nago panią]. próbują odpłynąć cichaczem, ale nic z tego. Wtedy kryminalni robią się nieprzyjemni, a że jeden z nich ma rewolwer i amunicję, to cała familia staje się ich zakładnikiem.

      przestepcy chcą, zeby pani, jako doświadczona żeglarka tudzież przewodniczka górska, przewiozła ich na tej łódce w dół rzeki, do tej całej granicy. Ona na to, ze to szaleństwo, bo po drodze są takie prądy, katarakty i w ogóle, że klękajcie narody. ale oni są nieugięci, bo przeca rozgrywka toczy się o ich wolnośc, a może i życie.

      pani doświadczona żona zeglarka bardzo by chciała te katarakty pokonać, przemknąc przez tę niebezpieczną rzekę, ale no nie tak na łapu capu... Nic to, oni ją terroryzują i każą płynąc w objęcia śmierci.

      ofk, po drodze pan mąz dokonuje ucieczki, oni go ścigają, on im ucieka, pistolet staje się obiektem pożądania obu stron, bo kto ma pistolet - ten kontroluje sytuację, a podczas kolejnych odcinków spływu i podczas postojów pani żona próbuje z nimi walczyć, ale zawsze jednak to oni zawsze odzyskują kontrolę nad sytuacją, zaś ucieknięty pan mąz cały czas chyłkiem podąza za nimi i próbuje żonie i synkowi pomóc wydostać się z żelaznego uścisku bezwzględnych bandytów,nad całością zaś czuwa najmądrzejszy rodzinny pies świata, czyli stały gadżet w podobnego typu filmach.

      do przewidzenia jest to,że pani żona żeglarka doświadczona przepłynie te katarakty, pod presją pistoletu i terroru, ale przepłynie. a tych dwóch terrorystów, chcąc nie chcąc jej pomoze i ona na tym armatorze będzie dowódcą i szefgową w chwilach próby.

      spełni więc nasza dzielna bohaterka swoje marzenie [co z tego, że pod przymusem], a potem przestepcy zostaną załatwieni, a ona wróci w ramiona męza i synka, a pies będzie im mordę lizał ;]] przepraszam za tę "mordę", ale cytat nie chce wyjśc inaczej ;] słowem : małżeński krzys zostanie zażegnany za pomocą integracji i emocjonalnej więzi rodzącej się w sytuacji ekstremalnego zagrożenia.

      panią żeglarkę gra nie kto inny jak Meryl Streep, prezentująca uda w piance, bicepsy w naprężeniu i włosy w rozwichrzeniu, a poza tym odpręzona maksymalnie, bo nie ma tutaj nic do grania. Wade'a przestępcę gra Kevin Bacon, a jego nieco opóźnionego intelektualnie kompana, John C Reilly.

      najlepszą rolę grają góry, bujna górska rzeka oraz imponująca flora, też górska. Początek i koniec do przewidzenia, podobnie jak wszystko co pomiędzy nimi. ale walory wizualne oraz machająca cięzkimi wiosłami jakby były z papieru Meryl Streep, to dostateczna porcja elementów godnych uwagi :]

      www.youtube.com/watch?v=_ItXkYO1Xj0
      • pani_lovett Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 26.01.15, 16:52
        Oglądałam dawno temu.

        Ale musisz przyznać, że film w trzyma w lekkim napięciu. :)
        • siostra_bronte Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 26.01.15, 16:56
          Meryl Streep w roli głównej skutecznie mnie zniechęciła do oglądania :)
          • siostra_bronte Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 26.01.15, 16:57
            Greku, znowu nie obejrzałeś "Amelii"! :)
            • grek.grek Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 27.01.15, 13:52
              ?? :]
              gdzie puszczali ?
              • siostra_bronte Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 27.01.15, 14:04
                Zapomniałam zapowiedzieć :) W Stopklatce w niedzielę o 20.00. A wczoraj była nawet powtórka o 22.00!
                • grek.grek Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 27.01.15, 17:15
                  o, szanse na to, ze obejrzę byłyby iluzoryczne :]
                  niezbyt "podchodzące" terminy.

                  ale bez obaw, SIostro, to się w końcu musi stać :]
          • pani_lovett Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 26.01.15, 16:58
            He,he! :)
      • maniaczytania Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 26.01.15, 18:28
        ja też się na staroć wczoraj skusiłam - "Wydział pościgowy" - fajne to było :)
        • grek.grek Re: "Dzika rzeka" 1994 via TVP2 27.01.15, 13:54
          no to mieliśmy niedzielę pod znakiem filmowego paździerza ;]
    • grek.grek "Niepokój [Disturbia]" []2007] via TVN 26.01.15, 14:10
      w zeszłym tygodniu był w TVN. z archiwum wynika, ze wszyscy obejrzeli, prócz mnie ;] zatem, nadrobiłem braki.

      historia nawiązuje mocno do "Okna na podwórze" HItchcocka.

      tam był kontuzjowany podróżnik, który siedzi w domu z nogą w gipsie i całymi dniami inwiliguje z okna swoich sąsiadów, aż wreszcie dociera do strasznego wniosku, że sąsiad z naprzeciwka zamordował żonę. Prowadzi więc śledztwo za pomocą lornetki, a pomaga mu odwiedzająca go narzeczona, kolega z policji oraz gosposia.

      w "Niepokoju" : kamienicę w centrum miasta zastępuje zwykły dom na amerykańskiej suburbii, zamiast podróżnika z gipsu mamy ucznia liceum w stanie aresztu domowego [za pobicie nauczyciela, który coś brzydkiego powiedział o zmarłym ojcu chłopaka] i z obrożą policyjną na nodze, ale za to zgadza się intryga - chłopak odłączony przez matkę od kompa, tiwi i konsoli zaczyna gapić się na sąsiednie chałupy, podgląda życie sąsiadów i jeden z nich pasuje mu do rysopisu poszukiwanego przez radio mordercy.

      jest dziewczyna, czyli blond rówieśnica z sąsiedztwa, w której nasz bohater się podkochuje i z którą romansuje platonicznie, albo pół-platonicznie, bo chyba się na końcu jednak całują. Jest kolega, ale nie policjant, tylko taki ze szkoły, który bohatera odwiedza. Oboje nasz domator wciąga w całą akcję. Jako że sam nie może opuszczać chaty, steruje nimi, wysyła ich w rózne miejsca, zleca misje i zadania i to tak, że wkrótce zaczyna im grozić śmiertelne niebezpieczeństwo.

      co lepsze, wciąga się też jego matka. Sąsiad killer przystawia się do niej kulturalnie i celowo, aby mieć haka na naszego bohatera. Jej się te przystawianki podobają, a killer tylko łypie okiem na chłopaka, który nie mozę matce wytłumaczyć, że ma do czynienia z groźnym zabójcą.

      Gosposi nie ma, ale za to jest policjant, tyle że taki, co źle życzy bohaterowi, bo jest krewnym tego nauczyciela co został pobity. Co chłopak wylezie poza obręb swojego domostwa i obroża zaczyna pikać, w try miga zjawia się ten sam policjant i robi mu kuku.

      ofk, wiecie jak to szło... po drodze będą rózne "twisty" i "fakes" [sytuacja z kolegą naszego bohatera, który perfidnie zgrywa się na ściganego i zamordowanego przez rzekomego sąsiada-killera, by w końcu zacząc się śmiać do rozpuku z całego żartu] w końcu musi dojśc do ostatecznej rozgrywki, w której sąsiad killler już nie będzie udawał łagodnego baranka, a stawkę będzie życie naszego bohatera oraz jego matki.

      generalnie, techniki śledztwa jaki stosuje chłopak są wybitnie zabawne : podgląda wnętrze mieszkania sąsiada za pomocą stania z lornetką na twarzy vis a vis, przy samym oknie, w oświetlonym dziko pokoju... i żeby to tylko raz...

      momenty dramatyczne skutecznie duszone są przez nonsens : oto sąsiad killer najeżdza dom chłopaka, a ten próbuje uciec, czołga się przez trawnik pod domem, żeby wydostać się poza dozwolony obszar i uruchomić alarm w swojej obroży, co by policja przyjechała - sąsiad wypada za nim i naparza go oraz ciągnie za nogę i... nikt tego nie widzi :]' owszem, pada deszcz i jest wieczór, ale wcześniej wszyscy wszystko widzieli, a teraz nagle oślepli albo posnęli.

      dom sąsiada, to już w ogóle zbrodnicza melina, jakieś zapadnie, fosy z wodą, kiedy bohater w finale przemierza tę chawire, to normalnie jakby podróżował przez jaskinię.

      najlepiej wypada sąsiadka bohatera, w bikini i z gołymi plecami :]
      najlepszym momentem grozy jest ten, w którym gapiący się przez okno chłopak w świetle błyskawicy widzi na moment twarz podglądanego sąsiada, nieruchomo wpatrzoną dokładnie w niego i doznaje paroksyzmu przerażenia, aż mu lorneta wypada z rąk.

      słowem, atmosferycznie, klimatycznie, aktorsko i w sensie grozy do Hitchcocka bardzo daleko, niestety thriller jest to dość średni. Przeróbka na modłę młodzieżową wyszła chyba nieźle i kto wie, czy nie wypadłoby to lepiej gdyby zostawić tylko wątek nastoletnich hormonów ;]

      w finale sąsiad killer zabija policjanta, a potem sam zostaje zabity i ląduje w fosie we własnej piwnicy z sekatorem ogrodowym w piersi. Film zaś pokazywany był "od 12 lat". żeby było "od 16 lat', to musiałaby jakaś goła pupa, a tutaj jest zaledwie pupa zakryta, więc dzieciaki nie doznają szoku na psychice.

      niesamowite jest to, ze ten film zarobił całe 117 mln dolarów przy budżecie milionów 20. tak się robi kasę w Ameryce, Czcigodni ;]

      www.youtube.com/watch?v=hkcqaUHUDKA
      • pani_lovett Re: "Niepokój [Disturbia]" []2007] via TVN 26.01.15, 16:55
        W opisie film wydaje się jeszcze bardziej gniotowaty.

        >Film zaś pokazywany był "od 12 lat". żeby było "od 16 lat', to musiałaby jakaś goła pupa, a tutaj jest zaledwie pupa zakryta, więc dzieciaki nie doznają szoku na psychice.

        He,he! :)


        > niesamowite jest to, ze ten film zarobił całe 117 mln dolarów przy budżecie mil
        > ionów 20. tak się robi kasę w Ameryce, Czcigodni ;]

        Aż niemożliwe!
        • grek.grek Re: "Niepokój [Disturbia]" []2007] via TVN 27.01.15, 13:58
          haha :] a wydawało mi się, że już nic tutaj nie da się zrobić - ani w lewo, ani w prawo, hehe.

          prawda ?
          6-krotna przebitka.

          ale bez obaw.
          oryginalny "Okno na podwórze" Hitchcocka miał budżet 1 mln $ i zarobił 36 mln, więc
          proporcje zostają zachowane bez uszczerbku dla klasy oryginału ;]

          sam w sobie kasowy sukces NIepokoju" z jednej strony - szokuje, bo to przeciętny jednak film, a
          z drugiej... czyż nie przyzwyczaliśmy się już trochę do tego, że ludzie wydają swoje cięzko
          zarobione pieniadze na kulturę niekoniecznie wysoką ? ;]
    • pani_lovett OT ferie :) 26.01.15, 17:52
      Znikam na mały urlop, wrócę pod koniec pierwszego tygodnia lutego.

      Oczywiście przyjemnego forumowania życzę!

      Trzymaj się, Greku, ciepło! Trzymajcie się ciepło! Na początek lutego zapowiadają mrozy!?



      Do zobaczenia! :)
      • siostra_bronte Re: OT ferie :) 26.01.15, 18:06
        Smutno nam tu będzie bez Ciebie :) Miłego wypoczynku!
        • pani_lovett Re: OT ferie :) 26.01.15, 18:14
          O! Dziękuję serdecznie za piękne słowa, Siostro Droga! :)
          Wpadnę w najbliższą niedzielę.
          Uściski! :)

      • pani_lovett Re: OT ferie :) 26.01.15, 18:11
        Wpadnę tu w niedzielę na Dextera!!!
        • grek.grek Re: OT ferie :) 27.01.15, 14:01
          yes ! będzie :] może nawet oba ostatnie odcinki, co by już nie przedłużać ;]
          • pani_lovett Re: OT ferie :) 27.01.15, 14:15
            Doskonały pomysł! :) Tak się nie mogę doczekać finału, że aż obejrzałam za jednym zamachem dwa odcinki 10 i 11 odcinek, co się wydało wyżej. ;)

            Nie nadawałabym się na Matę Hari. :/
            • grek.grek Re: OT ferie :) 27.01.15, 17:18
              very good, Barbasiu :]

              tak sobie myślę, że po zakończeniu tego 8. sezonu, z chęcią wrócę do pierwszego :] zupełnie nie
              pamiętam jak to się zaczęło, a nabrałem [nostalgicznej ?!] ochoty, by sobie przypomnieć. Pamaiętam, że TVN puszczała pierwsze 2 sezony, hehe.
      • grek.grek Re: OT ferie :) 27.01.15, 14:00
        aż na 10 dni ???

        będziemy się jakoś trzymać, nie ma rady :]

        dobrej zabawy, Barbasiu, słońca i zimy albo lata w zalezności od tego, czego sobie
        życzysz :]
        • pani_lovett Re: OT ferie :) 27.01.15, 14:12
          Szybko zleci! Zresztą i tak wpadnę w niedzielę!

          He,he! To dobrze! Na taką odpowiedź liczyłam. :))

          Serdecznie dziękuję, Greku!
          Niech będzie zima, ale nie za mroźna! :)

          Uściski! ;)

          B.
          • grek.grek Re: OT ferie :) 27.01.15, 17:32
            doskonale !

            no to - zimo, przybywaj :]

            dobrego wypoczynku, Barbasiu :]
            • pani_lovett Re: OT ferie :) 27.01.15, 19:20
              Dzięki! Dzięki! :)
        • pani_lovett Re: OT ferie :) 27.01.15, 14:17
          Wbrew zapowiedzi wpadłam jeszcze dziś. Zapomniałam, że muszę odpowiedzieć na ważny post Pepsic, Bronte oraz Twój.
          • pepsic Re: OT ferie :) 27.01.15, 21:21
            Udanego urlopu i zimy, jak struktura kryształu i jak w "Strukturze kryształu":)

            Ps. I tak sie trudno rozstać:)
            • pani_lovett Re: OT ferie :) 01.02.15, 23:02
              Dziękuję, Pani P. :)
              Trzymaj się ciepło!

              > Ps. I tak sie trudno rozstać:)

              He,he! Tak! Właśnie tak! :)


              Na zaległe posty odpowiem później!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka