Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 11 (vol. 61)

    • siostra_bronte "Złote czasy radia" (1) 18.11.15, 15:04
      Obejrzane w Cinemaxie. Film Woody’ego Allena z 1987 r. Widziałam go już dwa razy, ale z przyjemnością obejrzałam jeszcze raz. Bo to taki Allen jakiego uwielbiam!!

      Reżyser wraca do czasów swojego dzieciństwa, to przełom lat 30-tych i 40-tych. Jest narratorem filmu i już sam jego głos dodaje komizmu tej historii. Ale jest tu też dużo nostalgii, bo to sentymentalny powrót do przeszłości. Radio było wtedy najważniejsza rozrywką dla całej rodziny. Każdy miał swój ulubiony program. Dzięki radiu rodzina zapominała o swoich kłopotach i przenosiła się do luksusowego świata gwiazd, o których słyszała w plotkarskich programach. A także śledziła najważniejsze wydarzenia w historii kraju. Radio rozbrzmiewało w domu całymi dniami, było częścią życia rodziny.

      Bohaterem jest Joe, czyli mały Woody :) Już początek filmu jest przekomiczny. Woody opowiada, że pewnego razu dwóch złodziei włamało się do mieszkania sąsiadów. Już mają się zabierać do rabowania, aż tu dzwoni telefon. Rabusie zastanawiają się czy odebrać. W końcu jeden z nich odbiera. A tu w słuchawce jakiś męski głos informuje, że to program radiowy „Jaka to melodia”. Rabuś jest zaskoczony, ale jakoś zbiera się w sobie. Zgaduje trzy muzyczne zagadki. Skacze ze szczęścia, że wygrał. Rankiem właściciele domu znajdują splądrowane mieszkanie, ale przed dom zajeżdża ciężarówka z nagrodami z programu :)

      Tutaj ta scena:

      www.youtube.com/watch?v=Jt0SK1ZUXyg

      Film jest luźnym zbiorem wspomnień Joe’ego, więc trudno tu o jakąś chronologię. Napiszę po prostu o najlepszych fragmentach.

      Joe mieszka ze swoją liczną rodziną. Są tu jego rodzice, ciotka z mężem, jakaś kuzynka, jeszcze jedna ciotka, Bea (Dianne Wiest) i wiekowa para dziadków. Wszyscy pokazani w ciepły i zabawny sposób. Ojciec Joe’a ma kolejne oryginalne pomysły na własny biznes, które od razu torpeduje jego żona. Ciotka Bea z determinacją szuka kandydata na męża, ale wciąż trafia na niewłaściwych facetów. Kuzynka lubi podsłuchiwać przez telefon sąsiadów, dzięki jakiejś pomyłce z kablami. W sumie zabawne towarzystwo.

      Joe ma swoją ulubioną audycję, to seria o „Zamaskowanym Mścicielu”. To superbohater, który walczy ze złoczyńcami. Joe wyobrażał go sobie jako prawdziwego herosa, ale widzimy scenkę ze studia, kiedy kręcony jest program. Aktor grający Mściciela okazuje się niskim, korpulentnym człowieczkiem. Magia radia :)

      Joe męczy ojca o pieniądze na „pierścień Mściciela”, o którym marzy od dawna. Chociaż kosztuje grosze, ojciec nie zgadza się, bo nie mają pieniędzy na takie głupoty. Matka dodaje, żeby Joe wziął się za lekcje, zamiast wciąż słuchać tego cholernego radia. Ale Joe broni się, że przecież oni sami też to robią. Matka odpowiada: „To co innego. My już zmarnowaliśmy życie. Ty możesz jeszcze coś osiągnąć”. Ojciec dopytuje żonę: „naprawdę tak uważasz?”. Ta odpowiada pojednawczo: „No, jesteśmy biedni, ale szczęśliwi”. Ojciec na to: „Biedni na pewno” :)

      Ale nadarza się okazja. Woody komentuje z offu: „Byłem uczciwym dzieckiem, ale niektórym pokusom trudno się oprzeć”. Joe razem z kolegami biorą udział w zbiórce ze szkółki hebrajskiej na państwo żydowskie w Palestynie. I zgarniają kasę do kieszeni. Joe oczywiście chce sobie kupić pierścień. Ale wszystko się wydaje. Joe dostaje wycisk i od rabina i od rodziców :)

      Ciotka Bea poznaje sympatycznego pana. Umawia się z nim na wieczór. Żeby zrobić lepsze wrażenie ukrywa przed nim okulary :) Jadą na wrotki, potem jedzą kolację. Ale w drodze powrotnej w samochodzie brakuje benzyny. Wokół mgła, którą muszą przeczekać. Amant zaczyna się przymilać do Bea.

      Nagle muzyka w radiu zostaje przerwana. Spiker przekazuje komunikat: „Mamy potwierdzenie, że rozpoczęła się inwazja Marsjan! Na ulicach panika i dantejskie sceny!”. Bea i amant słuchają przerażeni. Amant nie wytrzymuje, wyskakuje z samochodu i ucieka w siną dal. Jak to komentuje Woody: „Pozostawił ciocię na pastwę zielonych potworków. Ciocia musiała iść parę kilometrów do domu. Kiedy wielbiciel przyszedł do niej po kilku dniach, Bea przekazała mu przez siostrę, że wyszła za mąż za Marsjanina” :) Oczywiście to nawiązanie do słynnego słuchowiska Orsona Wellesa.

      Tutaj filmik z tego wieczoru:

      www.youtube.com/watch?v=VBmLFjwmqSo

      Jest też wątek aktoreczki Sally (Mia Farrow), która bezskutecznie próbuje zrobić karierę, głównie przez łóżko wpływowych panów. Pewnego razu jest świadkiem zabójstwa w nocnym klubie, gdzie pracowała jako szatniarka. Gangster dopada ją i zabiera ze sobą, żeby ją zlikwidować w ustronnym miejscu. Ale po drodze zaczynają rozmawiać, okazuje się, że pochodzą z tej samej dzielnicy. Gangsterowi robi się jej żal i ocala jej życie, a nawet załatwia pracę w radiu. Sally jest szczęśliwa. Jej pierwszą pracą jest rólka w słuchowisku wg. Czechowa. I kiedy ma już powiedzieć swoją pierwszą kwestię nagle wpada jakiś facet i czyta komunikat o ataku na Pearl Harbour.

      Wraz z wybuchem wojny zmieniają się także programy. Rodzina Joe słucha komunikatów z wojennego frontu. A w „Zamaskowanym Mścicielu” tymi złymi są teraz Niemcy i Japończycy. Joe razem z kolegami, na wezwanie Mściciela wypatrują samolotów lub okrętów wroga. W czasie takiego wypadu, przez lornetkę podglądają jakąś blondynkę, która tańczy nago w swoim mieszkaniu. Potem okaże się, że to ich nowa nauczycielka :)
      • siostra_bronte "Złote czasy radia" (2) 18.11.15, 15:17
        W dniu ważnego żydowskiego święta, kiedy obowiązuje post i nie powinno się nic robić, u sąsiadów głośno gra radio. Rodzina Joe’ego jest zbulwersowana. Nie mają szacunku dla świąt i religii! „To komuniści” mówi któraś z ciotek. Wujek odgraża się, że chętni podpaliłby ich dom, ale w święto nie można używać zapałek :) W końcu, namówiony przez rodzinę idzie do sąsiadów. Robi im awanturę przed domem, że słuchają radia w święto. Potem znika w środku. Rodzina zaczyna się niepokoić, bo minęła już godzina. Wujka nie ma, a radio wciąż gra.

        Wreszcie wujek wraca. Żona dopytuje co tam robił tak długo. Wujek odpowiada, że rozmawiał z sąsiadami przy obiedzie. „Jak to, jadłeś? Przecież jest post. To grzech!” oburza się jego żona. Jej mąż na to: „Jaki grzech? Jedyny grzech to wyzysk robotników! Problem nie leży między człowiekiem i Bogiem, ale między człowiekiem i wyzyskującymi go kapitalistami, posiadającymi 90% bogactwa!”.

        Rodzinka słucha zbulwersowana. „Jak to, nie wierzysz w Boga?” dopytuje żona. „Religia to opium dla mas!” odpowiada jej mąż :) „Bóg cię ukarze” mówi żona. „Boga to ja wcale nie obchodzę” ripostuje mąż. I w tym momencie łapie się za pierś i chwieje na nogach: „Nie mogę oddychać”. „A nie mówiłam, Bóg cię pokarał” mówi żona. „Może to jakaś niestrawność. Co jadłeś?” dopytuje matka Joe’go. „Kotlety, czekoladę, frytki..” wymienia wujek. Jego żona jest zbulwersowana: „Nie chcesz jeść moich frytek, ale te od komunistów już tak?” :) To chyba najlepsza scena w filmie.

        Woody z sentymentem opowiada o piosenkach, które wciąż pamięta. Niektóre przypominają mu jakieś konkretne wydarzenia. Np. jakaś piosenka kojarzy mu się z jego pierwszą szkolną miłością. Inna z historią jego sąsiada. Facet przeżył załamanie nerwowe i w bieliźnie biegał po ulicy z tasakiem w ręku :)

        Tutaj ta scena:

        www.youtube.com/watch?v=n-x0JxyqSJ4

        Dzięki ciotce Bea mały Joe miał okazję pierwszy raz pójść do kina, w pięknym Radio City Hall i o tym wydarzeniu Woody opowiada z wielką nostalgią. Ciotce towarzyszy kolejny mężczyzna, niestety żonaty. Facet obiecuje, że rozwiedzie się z żoną, ale nic z tego nie wychodzi, a Bea znowu jest sama.

        Jej siostra mówi, że wciąż poznaje niewłaściwych mężczyzn. I powinna obniżyć poprzeczkę, bo nigdy nikogo nie znajdzie. „Trzeba pójść na kompromis. Marzyłam o wysokim, przystojnym i bogatym mężu. Zrezygnowałam ze wszystkich trzech warunków" :)

        Aktoreczka Sally powoli pnie się po szczeblach kariery. Dostaje pracę w radiu przy reklamie środka na przeczyszczenie. Ale ją traci, bo nie podoba się żonie producenta specyfiku.

        Scena nagrywania reklamy. Zwróćcie uwagę na gwiżdżącego faceta, coraz bardziej poirytowanego kolejnymi próbami :)

        www.youtube.com/watch?v=FfEQLArOW7Y

        Czasem rodzina Joe’go śledzi w radiu dramatyczne wydarzenia, jak wypadek dziewczynki, która utknęła w studni (autentyczna historia). Radio przez wiele godzin transmitowało akcję ratowniczą, która zakończyła się tragicznie.

        Świetna jest scena kiedy Joe targa radio z serwisu, bo chce wziąć dla siebie kasę na taksówkę. Ale po jakimś czasie wie, że nie rady i zatrzymuje taksówkę. A za kierownicą siedzi…jego ojciec. Joe jest w szoku, bo nie wiedział, że ojciec jest taksówkarzem. A ten z jakichś powodów się tego wstydził i zbywał pytania syna o swoją pracę.

        Jeszcze zabawny tekst. Ciotka Joe’go pyta domowników, czy nie widzieli szczęki mamy. Ktoś odpowiada, że dzieci grały nią w hokeja” :)

        W finale rodzina Joe’go świętuje Sylwestra. Oczywiście przy muzyce z radia. Widzimy też gwiazdy radia, które bawią się z luksusowym lokalu (wśród nich jest też Sally, która w końcu zrobiła karierę). Aktor grający Mściciela zastanawia się, czy przyszłe pokolenia będą ich pamiętać.

        A Woody z offu mówi: „Pamiętam tych ludzi, te głosy. Ale z każdym rokiem te głosy są coraz cichsze”. Koniec.

        Przezabawny, ciepły i nostalgiczny film. Powrót do czasów dzieciństwa i hołd dla złotej epoki radia. W filmie pełno jest muzyki z tamtych czasów, i znanych szlagierów i piosenek, które pamięta może tylko sam bohater…

        Zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów Allena!

        I jeszcze trailer, niestety kiepskiej jakości:

        www.youtube.com/watch?v=VCb6-Nz0Nkg
        • grek.grek Re: "Złote czasy radia" (2) 18.11.15, 15:30
          nowy film !
          Allen in his prime :]

          świetnie, Siostro :]
          nie wiem, czy zdołam dzisiaj odpowiedzieć - liczne sprawunki czekają, a wiatr dzisiaj taki silny, że muszę chyba jakiś balast sporządzić i przyczepić do płaszcza, bo zostanę porwany niechybnie ;).

          cieszę się na lekturę, jutro pojawiam się z licznymi uwagami i komentarzami :]]

          udanego wieczoru [ależ one wczesne juz...], Siostro i Czcigodni.
          I udanego seansu filmowego wieczorową porą, cokolwiek wybierzecie :]
          • siostra_bronte Re: "Złote czasy radia" (2) 18.11.15, 15:43
            Świetnie :)

            Uważaj na tych zakupach, u mnie też strasznie wieje!
        • grek.grek Re: "Złote czasy radia" (2) 19.11.15, 11:16
          wspaniały film, wspaniale się czytało Twoją opowieść, Siostro :]

          każde pokolenie ma swoje ulubione gadżety, ale dlaczego wydaje mi się, że
          TAMTE dawne były bardziej... romantyczne ?

          może dlatego, że jednoczyły ludzi ?
          radio czy telewizja skłaniają do łączenia się we wspólnoty, a już smartfony, internet, komórki są przejawem daleko posuniętego indywidualizmu i separacji od innych ludzi.

          pięknie opisałaś te wspólne sesje słuchania radia przez rodzinę Joe'ego. o to w tym wszystkim chodzi, gdyby nie wspólnota, mały Joe aka Woody nie zapamiętałby tamtego czasu w taki sposób w jaki to się stało. Tak sądzę :]

          ja pamiętam bardziej telewizję jako medium wspólnotowe.
          i to nie jakieś telewizory jak z reklamy, czyli wielkie, szerokie i z superobrazem, ale
          takie zwykłe, "ruskie" :]
          to przy nich oglądało się zespołowo mecze, seriale i inne takie. I to dopiero miało
          styl i klimat. może do samodzielnego oglądania człowiek dorasta powoli, a w wieku
          dziecięcym, młodzieńczym powinien zawsze oglądać w grupie, w... bandzie ?:]
          choćby po to, by po latach, oglądać "Złote czasy radia" uronić ukradkiem łezkę ?
          ten film może być katalizatorem osobistych nostalgii, tak jak dla bohatera/reżysera
          są nimi dawne programy radiowe.

          scena, w której jedna kolacja z sąsiadami robi z ojca Joe'go zaprzysięgłego komunistę - cudowna :]

          generalnie, każda opisana przez Ciebie scena, to świetna anegdota, mikro-film w dużym filmie.

          Nawet losy wyjątkowo pechowej ciotki, która bezskutecznie poszukuje odpowiedniego kandydata do ręki, są doskonale skontrapunktowane komizmem jej kolejnych porażek. swoją drogą, widać upływ czasu, kiedyś kobiety definiowały siebie przez małżeństwo, dzisiaj już by to nie przeszło ;], albo zostało by uznane za anachronizm, aczkolwiek zapewne pokutuje jeszcze taka świadomośc w róznych społecznych środowiskach.

          superbohater o posturze Danny'ego De Vita ? radiowa amantka o fizjonomii... niewazne kogo ;] ? posiadacz/ka niezwykłego radiowego głosu o zgoła niekanonicznej prezencji ? [przepraszam, że dołożyłem przykłady spoza filmu] - to właśnie magia radia :] świetnie podkreśla to Allen. tutaj można stworzyć iluzję, a demaskowanie jej jest takim samym przestępstwem jak opowiadanie dziecku, ze święty Mikołaj nie istnieje :]

          słuchowisko Wellesa [jak zabawnie podane, w połączeniu z ucieczką spanikowanego amanta ciotki - dziwi mnie, że porzucił samochód, zamiast wystawić ciotkę za drzwi i odjechać, haha], pierwsza informacja o ataku na Pearl Harbor...

          przypominają mi się obrazki z Włoch albo Brazylii, gdzie piłka nożna ma status jakiego w Polsce czy w ogóle na "Północy" czy "Wschodzie" nigdy nie zrozumiemy, status religii świeckiej, a może i nie tylko świeckiej.
          Tam żywa i niezmienna jest tradycja słuchania meczów via radio.
          siedzą sobie ludzie w kawiarniach i barach wokół tranzystora i leci transmisja.
          w erze telewizorów i internetowych streamów - wciąż istnieje taka tradycja, aczkolwiek najgłębiej była ona rozpowszechniona w latach 50-tych, kiedy w każdym domu włoskiego czy brazylijskiego kibica [czyli, każdego Włocha i Brazylijczyka, hehe] stał na honorowym miejscu tranzystor :]

          piękny świat, o który, mam wrażenie, my zaledwie się otarliśmy.

          Sylwester,święta, wszystkie uroczystości w obecności radia - radio jako członek rodziny. czy ktoś zapamięta kiedyś komputer jako członka rodziny ? coś mi się nie wydaje :] Może jako ludzkośc jesteśmy mniej sentymentalni, a może gadżet się jakoś nie nadaje do takiego potraktowania, nie tworzy magii, bo nie ma w nim tajemnicy ?

          piękna puenta.
          Czy to wspomnienie się zaciera, czy człowiek zbyt wiele gromadzi kolejnych i te wczesne umykają ?

          a moze to tylko kokieteria, bo - to zabawne, nie sądzisz ? - z biegiem lat, to właśnie klimat i obrazy z dzieciństwa są tymi, które trzymają się najmocniej oraz... coraz mocniej. Tak mi się wydaje. łatwo zapomnieć co było tydzień temu, ale pewne impresje z dzieciństwa pamięta się
          nieustannie i nie sposób ich zapomnieć. a może powoli wujek Alzhaimer mnie zaczyna dopadać... ;]]

          dzięki, Siostro, za przezabawną i wdzięczną opowieść :]
          ileż budzi skojarzeń, czasami uśpionych i tylko czekających na impuls by zacząć harcować :]
          • siostra_bronte Re: "Złote czasy radia" (2) 19.11.15, 14:42
            Dzięki, Greku :)

            Masz absolutną rację, kiedyś radio i telewizja jakoś jednoczyły ludzi. Współczesna technika, z komputerami i internetem sprzyja indywidualizmowi.

            Radio było najważniejszym medium przed czasami telewizji. Potem jednak traciło na znaczeniu, a teraz we współczesnym świecie ledwo się trzyma.

            W czasach mojej młodości, ech...,radio było bardzo popularne. Słuchało się "Radiokuriera" i "Lata z radiem". Dla muzyki Trójki z listą przebojów i audycjami Tomka Beksińskiego i innych dziennikarzy muzycznych. Piękne czasy....

            Tak, ten film skłania do własnych wspomnień i dlatego jest taki wzruszający.

            Amant ciotki nie mógł odjechać, bo benzyna się skończyła :)

            To prawda, film jest wręcz napakowany przezabawnymi scenami i dialogami. I tak nie napisałam o wszystkim.

            Przypomniała mi się jeszcze scenka. W trakcie oczekiwania na wujka, który poszedł do sąsiadów-komunistów jedna z ciotek opowiada, że ich córka "wierzy w wolną miłość". Otóż pewnego razu jakaś wścibska sąsiadka zauważyła dziewczynę całującą się pod domem z Murzynem! Sąsiadka na ten widok dostała udaru :) Pogotowie zabrało ją zupełnie sztywną z filiżanką w ręku tuż przy ustach :)

            Kiedy matka Joe'go idzie po lek dla wujka, jego żona mówi, że zasługuje raczej na środek przeczyszczający :)

            Znalazłam video ze scenką ze świętem:


            www.youtube.com/watch?v=BlJHdVHRBbk

            Jeszcze raz dzięki :)




            • grek.grek Re: "Złote czasy radia" (2) 19.11.15, 16:45
              :]

              w ogóle, mam wrażenie, że technologia odsuwa od siebie ludzi.
              patrząc z własnej perspektywy, jakbym się urodził 20 lat później, to pewnie nie załapałbym się na to wspaniałe życie podwórkowe, bieganiny z bandą, gry planszowe, kapsle, piłkę, wyprawy piesze w miejsca nieznane i podejrzane :], szachy, warcaby... siedziałbym na fejsie zapewne, czego dziś nie robię, ale jakbym wtedy dorastał, to bym pewnie się nie obronił ;]
              nie masz takiego odczucia ?

              "Cinema Paradiso" trochę mi się przypomniało, tam zycie miasteczka ogniskowało się wokół kina, jak pamiętasz :]
              takie filmy mają energię, o ile zrealizowane są z odpowiednią dozą czułości, ale umiejętnie podszytej ironią i humoreską.

              hehe, nie dośc, ze "małe zielone ludziki", to jeszcze benzyna się skończyła :]] nie tylko ciotka Bea miała pecha ;]

              świetnie brzmi :] pozostaje wypatrywać "Złotych czasów..." w... może TVP ?

              haha :]
              zesztywnienie z filiżanką przy ustach ?
              brzmi groteskowo i przekomicznie :]
            • grek.grek Re: "Złote czasy radia" (2) 19.11.15, 16:48
              świetna scena :]

              jesli filmowa rodzina Joe'ego w chociaż połowie oddaje nastroje, zachowania i ogolną energię prawdziwej rodziny, w której wychował się Woody Allen, to już wiadomo skąd wzięło się jego zaraźliwe poczucie humoru, komiczna zgryźliwość i mistrzostwo w anegdocie :]
        • barbasia1 Re: "Złote czasy radia" (2) 28.11.15, 21:19
          Cudowny film! "Złote czasy radia" stały się i moim ulubionym filmem Woody'ego Allena. Świetna opowieść, Bronte. Wielkie dzięki za przywołanie tego tytułu tu na forum. Inspirację do obejrzenia.

          Najbardziej wzruszyła mnie pod koniec rozmowa gości sylwestrowych na dachu, refleksja nad przemijaniem: "Mija kolejny rok, oby następny był lepszy". "Tak szybko mijają, gdzie się podziewają" . "Wkrótce będziemy starzy, wciąż nie wiedząc o, co w tym wszystkim chodziło". (!)

          I smutna refleksja aktora radiowego odgrywającego rolę radiowego Mścicela, który nie ma złudzeń ,że przyszłe pokolenia kiedykolwiek o nim i innych ludziach i głosach radia usłyszą. Mówi z żalem: "Z czasem wszytko przemija .Nie będzie ważne, że teraz jesteśmy popularni".
          To samo mógłby powiedzieć Allen o sobie i swojej twórczości, o swoich aktorach, choć może kino, filmy, dzięki nowoczesnej technologii, internetowi, przetrwają dla przyszłych pokoleń. :)



          >Joe ma swoją ulubioną audycję, to seria o „Zamaskowanym Mścicielu”. To superbohater, >który walczy ze złoczyńcami. Joe wyobrażał go sobie jako prawdziwego herosa, ale widzimy >scenkę ze studia, kiedy kręcony jest program. Aktor grający Mściciela okazuje się niskim, >korpulentnym człowieczkiem. Magia radia :)

          Tak, Joe wyobrażał sobie Zamaskowanego Mściciela jako połączenie Supermana i Carry'ego Granta. Tymczasem aktor odgrywający rolę Mściciela okazuje się niskim, korpulentnym i łysawym człowieczkiem. A gra go świetny aktor znany z filmów Allena i nie tylko, Wallace Shawn (wzrost 157 cm ;)).
          www.filmweb.pl/person/Wallace+Shawn-3800
          Tak, tak, magia radia. :)
    • grek.grek "Człowiek na krawędzi" TVN, 21:50 18.11.15, 15:26
      premiera :]

      chłop wchodzi na gzyms nowojorskiego wieżowca i grozi że skoczy.
      kiedy zjawia się policja, delikwent wybiera sobie z imienia i nazwiska negocjatorkę, z którą
      wyłącznie będzie rozmawiał. okazuje się, że pan skoczek to eks-policjant, który uciekł z więzienia, po tym jak go skazano na 25 lat odsiadki za złodziejstwo.
      zaczynają się negocjacje...

      ...i coś wygląda na to, że zapewne jest jakieś drugie dno, a sam akt jest zaledwie częscią jakiejś szerszej akcji kryminalnej.

      brzmi całkiem ciekawie, ale... na Rotten Tomatoes słabiutkie 31 % pozytywnych ze 150 recenzji, na Metacritic 40 % z 32. słabiej od "Salt" ;]

      dlatego jakoś się waham, bo dowiedziałem się o tym filmie dziś rano, a wcześniej już szykowałem się na odświeżenie sobie "Dziewczyny z tatuażem" [TVN7, 20:00].

      no i co tu wybrać, ojej ;]
    • grek.grek "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 11:50
      leciał we wtorek późnym wieczorem i z wtorku na środę.

      dokument kombinowany, rzec by można.

      wszystko ofk kręci się wokół postaci Brunona Schulza, a na to wszystko składają się przeróżne elementy : "setki" nagrywane z ludźmi, którzy kiedyś mieszkali w jego rodzinnym Drohobyczu i pamiętają go, znali go, rozmawiali z nim, spotykali się; interesujące inscenizacje animowane, do których punktem wyjściowym są scenki i obrazy ze szkiców Schulza, ale nie tylko; z offu Mariusz Bonaszewski czyta fragmenty "Sklepów cynamonowych", "Sanatorium pod Klepsydrą" i zapisków z memuarów; świetne tło czyni muzyka, w której są i odgłosy nocy i jakieś głuchy, daleki, nieustający dźwięk jakby z... krypty :] - w oczywisty sposób chodzi tutaj o stworzenie atmosfery nasladującej tę jaką Schulz tworzył w swojej liteaturze i grafice/malarstwie; nie brakuje także scenek z udziałem aktorów, aczkolwiek narracja pochodzi tutaj z offu; w wielu momentach na ekranie jest surowe biurko postawione pod oknem, z takimi starymi drewnianymi zatrzaskami, przy którym siedzi pan aktor grający Schulza, patrzy przez nie, coś pisze; jest też jedna scena zrobiona wedle starej maniery kina niemego, czyli aktorzy prowadzą dialog i wygłaszają krótkie kwestie, które streszczają wjeżdzające na ekran plansze z napisami.

      kolaż taki, rzec by można :]

      koledzy i znajomi z dawnych czasów wspominają Schulza w samych superlatywach, nie ma żadnej wzmianki, że kiedykolwiek coś przeskrobał, ale nie jest to jednocześnie laurka. Widać też, że raczej niewiele o nim wiedzą, tak naprawdę. znacznie więcej dowiedzieć się można z
      dobrze dobranych fragmentów tekstów, które napisał, i szkiców oraz scenek, z których np. pada jawna sugestia, że Schulz był fetyszystą, którego kręciły kobiece stopy :]

      zginął w sposób kretyński. Nie ze swojej winy, rzecz jasna. Zginął, bo nie lubił go pewien Niemiec, gestapowiec czy inna menda, który stał wysoko w hierarchii okupujących Drohobycz faszystów hitlerowskich. po prostu zastrzelił Schulza któregoś dnia. śmierć tak idiotyczna, że ręce opadają. Dlaczego ? Schulz przychodził do niemieckiego przedsiębiorcy, mieszkającego vis a vis tego gestapowca, żeby malować na ścianie pokoju jego dzieci rózne postaci z bajek. A gestapowiec codziennie go oglądał i po prostu go nie polubił... świat zwariował.

      moment zabawny : jeden starszy jegomośc wspomina, że Schulz - jako miejscowy nauczyciel rysunku i nawet korepetytor w tej dziedzinie - znalazł się w grupie szkicowników, poproszonych o namalowanie dla Sowietów [wojenne losy, raz Niemcy, raz Sowieci...] portretów ich generałów i przywódców. Schulzowi przypadł Stalin. Namalował gigantyczny portret, który został umieszczony na oknie jednego z wysokich budynków.

      Nastepnego dnia Schulz, z kolegą, który opowiedział tę historię, pobiegł zobaczyć jak wygląda ten portet z zewnątrz. Wyglądał okazale, ale jeszcze przed południem spadł deszcz. Jako że portet namalowany był na szkle, deszcz stopniowo zmył cały wizerunek. Schulz miał wtedy powiedzieć "Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłem ze zniszczenia efektów mojej pracy".

      mam nadzieję, że powtórzą jeszcze kiedyś, może w Kulturze ?
      ciekawie zrobione, autentyczni ludzie, i przewrotna ironia losu : za życia nawet w Drohobyczu Schulza nikt tam nie czytał, kojarzono go jako szkicownika, malarza, nauczyciela. Wybitnym literatem i człowiekiem sztuki został długo po śmierci.

      niedawno "Naga śpiąca" Modiglianiego poszła za 170 mln... gdybyż poczciwy Amedeo wiedział, jak bardzo zostanie doceniony już po bliskich spotkaniach z robakami...
      • ewa9717 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 13:16
        Zważywszy rok produkcji (2014), od śmierci B.S. upłynęło ponad siedemdziesiąt lat. Ileż więc lat mieli ci pamiętający go, rozmawiający z nim, spotykający go, z którymi kręcono te setki?
        • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 14:06
          Ewo, nie mam pojęcia, aczkolwiek niewątpliwie byli w w bardzo zaawansowanym wieku, myślę że większości już stuknęła 90-tka. Przy tej okazji warto powiedzieć, że, w komplecie, zachowali energię niemal młodzieńczą :]

          Była też jedna starsza pani, która zachowała niezwykłą pamiątkę - list, który napisał do niej Schulz. byli znajomymi, ona znacznie młodsza od niego, on ją uczył rysunków. Zapraszał ją na spacery, bardzo grzeczne :] w zaprezentowanym liście, która pani osobiście przeczytała, bardzo ją komplementował.
        • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 19:13
          ewa9717 napisała:


          Jednym ze wspominających był Alfred Schreyer rocznik 1922(!). Był on (zmarł w kwietniu tego roku) ostatnim żyjącym w Drohobyczu uczniem Brunona Schulza!
          Też szalenie ciekawa postać. Polski muzyk, skrzypek, śpiewak i działacz społeczno-kulturalny żydowskiego pochodzenia.

          wyborcza.pl/1,76842,9633675,Gra_Alfred_Schreyer_z_Drohobycza.html
          Moją uwagę zwróciła piękna polszczyzna, którą posługiwał się Alfred Schreyer, aż się dziwiłam czytając dziś informację w wikipedii, po wojnie wrócił do Drohobycza, który znalazł się w granicach Ukrainy i pozostał tam do swojej śmierci.

          • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 19:18
            Alfred Schreyer wspominał, że Bruno Schulza opowiadał czasami uczniom niezwykłe bajki.
          • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 20.11.15, 10:52
            tak, częśc ze wspominających, to uczniowie Schulza :]
            wspominany przez Ciebie, pan Alfred, opowiedział, że Schulz miał na ich niesforność i rozgadanie jeden sposób : siadał na stoliku i opowiadał im bajkę/anegdotę/historię. I zaraz cichli aby go słuchać :]
            • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 18:21
              Tak.
      • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 20:21
        >ciekawie zrobione, autentyczni ludzie, i przewrotna ironia losu : za życia nawet w Drohobyczu Schulza >nikt tam nie czytał, kojarzono go jako szkicownika, malarza, nauczyciela. Wybitnym literatem i >człowiekiem sztuki został długo po śmierci.

        Schultz był bardzo skromnym człowiekiem, wycofanym, nie chwalił się swoją twórczością, jak podkreślano.

        Niestety wojna stanęła Schulzowi na drodze do kariery literackiej. Gdyby nie to na pewno Schulz zostałby doceniony szybciej, bardziej. Aczkolwiek, mowa o tym w filmie, dzięki Nałkowskiej, do której Schultz udał się z prośbą o protekcję, jeszcze przed wojną w 1933 w Warszawie wydane zostały "Sklepy cynamonowe" i o Schulzu zaczęło być głośno. Szybko trafił on do warszawskiej elity świata literackiego. Zaprzyjaźnił się nawet Gombrowiczem i Witkacym!






        Liczę bardzo na powtórkę tego dokumentu. Widziałam niestety tylko fragment.


        • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 19.11.15, 20:37
          Jeszcze ciekawostka, /podaję za wikipedią/ . "Sklepy cynamonowe" zostały przyjęte bardzo pozytywnie przez pierwszych recenzentów. Pochlebnie o dziele Schultza pisali Tadeusz Breza, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Antoni Słonimski, Julian Tuwim , Adolf Nowaczyński i inni.

          Ale pojawiały się także recenzje negatywne i napastliwe, głównie w prasie prawicowej i lewicowej (!), dezaprobującej literaturę awangardową.
          • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 20.11.15, 10:54
            miał paru oddanych kibiców wśród krytykow, ale publika ponoć niespecjalnie czytała "Sklepy...". zyski ze sprzedaży byly tak minimalne, że musiał pracować, udzielać korepetycji i prowadzić prywatne usługi, by związać koniec z końcem. koniec końców, zostanie sztuka :] to pocieszające, nieprawdaż ?
            • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 20.11.15, 17:15
              Tak, "Sklepy..." nie były i nie są dziełem przeznaczonym dla masowego odbiorcy.

              Może gdyby odważył się przenieś z Drohobycza do Warszawy, jego sytuacja materialna uległaby poprawie.



              Prawda. :)
              • siostra_bronte Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 20.11.15, 17:31
                Barbasiu, napiszesz w końcu o "Irracjonalnym.." czy nie? :)
                • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 20.11.15, 17:39
                  Napiszę jutro, nieodwołalnie, chyba. ;)

                  Co się zabieram do napisania, to Grek nowy wątek zaczyna, nowy film, serial, sprawę bieżącą omawia, nowy temat, na który muszę odpowiedzieć. ;)
                  Grek jest winny, że ja mam opóźnienia. ;))
                  • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 12:00
                    przyznaję się:


                    media.giphy.com/media/abZ5exGrse0W4/giphy.gif

                    :]
                    • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 16:11
                      Nie patrz tak na mnie ...
                  • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 12:02
                    chyba źle się przyznałem ;] :


                    media.giphy.com/media/abZ5exGrse0W4/giphy.gif
                    • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 16:37
                      Nie patrz tak na mnie ... Nie patrz tak na mnie ..., bo mi serce jak wosk topnieje. :))


                      Grek niczemu nie winien ...
                      • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 22.11.15, 11:54
                        ;]]

                        ;] !!
            • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 20.11.15, 17:30
              W 1938 roku Schulz został doceniony i nagrodzony Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury (!) za wydany w rok wcześniej zbiór opowiadań "Sanatorium pod Klepsydrą". Książka ta utwierdziła pozycję Schulza literaturze polskiej. Tak więc wśród znawców literatury, elit literackich Schulz na szczęście zdążył zyskać uznanie, pomimo pewnych kontrowersji.
              • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 12:00
                yes.

                świetny research, Barbasiu :]
                • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 21.11.15, 18:20
                  ThanX ;)
                • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 22.11.15, 13:51
                  grek.grek napisał:

                  > świetny research, Barbasiu :]

                  ;)
                  W dokumencie wspomniano o jakiejś nagrodzie dla Schulza, to mnie zaciekawiło, więc sprawdziłam to i odnotowałam dla siebie, dla Ciebie, dla nas.
                  • grek.grek Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 22.11.15, 16:49
                    polecam Ci rozmowę z panią Tuszynśka, autorką niedawno wydanej ksiązki traktującej także o Bruno Schulzu.
                    drugi podcast od góry :

                    audycje.tokfm.pl/audycja/Salon-Szczerotok-Tomasz-Raczek/90

                    bardzo interesująca rozmowa :]
                    • barbasia1 Re: "Bruno Schulz" dokument w TVP2 22.11.15, 17:23
                      O! Znakomicie! Dzięki, posłucham później!
    • grek.grek Kocham Kino : "Ida" 19.11.15, 16:37
      no to mamy :]

      chyba wszyscy już obejrzeliście, prawdaż ? :]
      a ja jak zwykle wlokę się za peletonem, więc dzisiaj spróbuję dogonić.

      21:45 & 3:00

      co za komfort, dwa terminy.
      teraz mogę się po wielkopańsku zastanawiać :
      najpierw "Dziewczyna z tatuażem" [TVN, 23:10], a potem "Ida" czy na odwrót.
      czuję się jak maharadża jakiś ;]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino : "Ida" 19.11.15, 16:44
        Wcale nie wszyscy. Ja nie widziałam!
        • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 19.11.15, 16:50
          witaj w klubie, Siostro :]]

          zatem, dzisiaj nadrabiamy zaległości ? :]

          [ja się nastawiam od momentu, kiedy Mania napisała o dacie projekcji, czyli tak jakoś od ponad dwóch tygodni ;)]
        • barbasia1 Re: Kocham Kino : "Ida" 19.11.15, 17:42
          Ja też nie widziałam.
          • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 10:48
            mam nadzieję, że obejrzałaś, Barbasiu :]

            koniecznie napisz o swoich wrażeniach ! :]
      • pepsic Re: Kocham Kino : "Ida" 19.11.15, 18:16
        W takim razie proszę sie szykować na wielkie kino w małym formacie:)
        A tu zaczątek wcale nie małej dyskusji.
        • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 10:49
          znakomita zapowiedź, Pepsic :]
          idealnie pasująca do rzeczywistości.
        • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 10:50
          zgadzam się z wszystkimi Twoimi uwagami.

          jazz i atmosfera jazzowych kawiarni - co za klimat ! :]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino : "Ida" 19.11.15, 23:32
        Na gorąco: jestem trochę rozczarowana. Oglądałam ten film jak przez szybę, losy bohaterek nie budziły we mnie głębszych emocji. Może ta wystudiowana forma, faktycznie robiąca wrażenie (zwłaszcza zdjęcia) spowodowała taki dystans. Mam wrażenie, że ta forma przygniotła trochę treść. W sumie b.dobry film, ale bez rewelacji. Ciekawa jestem Twojej opinii, Greku.
        • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 10:31
          dzięki, Siostro :]

          tyle nagród, wyróżnień, sukcesów najwyższej rangi - może oczekiwania tak zostały wyśrubowane, że nie sposób było filmowi do nich doskoczyć ?

          nastawiłem się na poszukiwanie znamion tej, uznanej przez krytykę światową, wybitności. Odnalazłem ją w zdjęciach, wspaniałych plastycznych kadrach, w subtelności ujęć, perfekcyjnej aranżacji kolejnych scen, w doskonałym pomyśle by całą rzecz opowiedzieć w czerni i bieli, w płynnym monatażu, w intymności osiąganej za pomocą oszczędności słów i gestów, w idealnym trafianiu w punkt cięzkości każdej sceny. wg mnie, reżyser i operatorzy wykonali wspaniałą robotę.

          zupełnie osobna sprawa, to Agata Kulesza, która, gdyby zagrała w filmie amerykańskim i po amerykańsku, oraz była Amerykanka, to dostałaby Oscara. fenomenalna. Jak ona przejmująco, ani na moment nie popadającv w dramatyzm ani patos, dźwiga ten cięzar, który z minuty na minutę coraz mocniej przygniata jej bohaterkę, jak przebijają się w jej zachowaniach stare przywyczajenia twardej jak skała prokurator, jak zdobywa dla Wandy nie tyle współczucie, co zrozumienie - takiego aktorskiego popisu, to ja dawno nie widziałem. Ona prawie nic nie robi na tym ekranie, a jednocześnie robi wszystko i więcej nawet.

          druga Agata trzyma się na uboczu, ale to trzymanie się wykonuje z wielkim talentem i potrafi przekazać kawał ciepła i dystansu jaki ma do ludzi, świata, swojej przeszłości i przyszłości. Kiedy ten chłop, który kopie w ziemi, w której pochowano szczątki jej rodziców, wyznaje załamany, że to on ich zabił - ona nic nie mówi, nie potępia, nie patrzy karcąco, czy z szokiem jakimś. Po prostu zabiera pozostałe po nich ciuchy i odchodzi cicho zostawiając go z jego sumieniem sam na sam. Z takim samym ciepłym dystansem przypatruje się miotaniu się Wandy, nie robi żadnych gestów, nie służy radą, nie wznosi się ponad z perspektywy zakonnicy, uznaje swoją małośc wobec ludzkich dramatów i krzyży, które musza dźwigać. Jest tak mądra, by milczeć i nie udawać że wie cokolwiek o ich bólu.
          • mozambique a wczoraj leciała "MISJA" 20.11.15, 10:38
            i powiem tylko - takich filmów sie juz nie kreci :(((((((((((((((((((((
            • grek.grek Re: a wczoraj leciała "MISJA" 20.11.15, 10:55
              amen :]
        • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 10:47
          sama historia - na pewno znacząco i wciągająca, aczkolwiek chyba nie o to chodziło rezyserowi. Moim zdaniem, chodziło mu o pokazanie jak młoda dziewczyna dojrzewa do powołania, jak przeszłość, losy rodzinnne, kształtują człowieka, jego wiedzę o sobie samym i świadomośc skąd pochodzi i kim jest. W szerszym zakresie, chodzi także o historię narodu, państwa, o rozliczenie się [symboliczne] z historią. Mamy ocalanie Żydów przed Niemcami, i zabijanie ich przez tych którzy ich ocalili. Mamy stalinowską prokurator, która wysłała na śmierć przeciwników politycznych. Antysemityzm i stalinizm, które przeorały historię Polski, były podglebiem zbrodni. Zarówno chłop, który zabił Żydów, jak i "Krwawa" Wanda wyznają swoje winy, cierpią wyrzuty sumienia, żałują. Może tego co zrobili, a może tego że położyło się to cieniem na ich sumieniu.

          Swoją drogą, Wanda popełnia samobójstwo [niesamowita scena, jak ona zdecydowanie to robi, jak się przygotowuje] - w teologii chrześcijańskiej samobójcy są skazani na wieczne potępienie. Czy to ma znaczyć, że Wandzie jej winy nigdy nie zostaną odpuszczone ? Może dlatefgo, że ona sama sobie nie potrafi wybaczyć ?

          Z drugiej strony, nie dziwię się tym, którzy protestowali przeciw "Idzie", chcieli jakichś planszy wyjaśniających sytuację historyczną, jaka panowała w czasach których dotyczy film.

          To łatwo zrozumieć. Polska została napadnięta, była wielką ofiarą II wojny światowej, rozgrabiona, zniszczona, wymordowana, nigdy nie splamiła się jakimś własnym "Vichy" czy czymś takim. Wśród bohaterów, którzy w czasie wojny ratowali Żydów, największą grupę stanowili Polacy.

          I teraz, po ponad 70 latach, dowiadujemy się, ze były "polskie obozy koncentracyjne" oraz, że Polacy nie ratowali Żydów, tylko ich zabijali. To kuriozalne, i nie dziwię się protestom i rozżaleniu ludzi.

          To tak jakby Lewandowski strzelił 50 goli, a raz spudłował i zamiast o tych 50 golach rozmawiano tylko o tym jednym pudle. Owszem, byli szmalcownicy, byli mordercy Zydów, były jednostki kolaborujące z nazistami [często mieli wybór : zdradzisz ich albo zabijemy ci rodzinę - niech ci bohaterowie z Zachodu pomyślą, czy umieliby poświęcić życie swojej rodziny za życie, w sumie obcych ludzi, a potem dopiero zabierają głos. Ja nie wiem, nie umiem sobie nawet wyobrazić takiej sytuacji, więc trzymam gębę na kłódkę i nie oceniam nikogo, bo nie dorosłem do takiego przywileju] - tyle że skupianie się na nich, przez co stają się one dominującymi w dyskusji, jest nieuczciwe zwyczajnie.

          dlatego wolałbym patrzeć na losy Wandy, chłopa zabójcy [jego motywów nikt nie wyjaśnił,ot - zabił i już], Idy i wszystkich jej przodków, jako losy ludzi zawikłanych w tragiczną historię, która czasami stawia przed wyborami zupełnie niepojętymi, a czasami po prostu przed faktami dokonanymi, z którymi można się tylko zgodzić.

          po latach Wanda nie wierzy w to, co robiła jako prokurator. Czy wtedy wierzyła ? Jesli wierzyła, to jej późniejsze zwątpienie, sugeruje chwiejnośc charakteru, a to mi do niej nie pasuje.

          Tak czy owak, film wspaniały.

          • siostra_bronte Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 15:52
            Greku, ja już dawno przestałam się przejmować nagrodami (Oscarami też), bo to nader często efekt dobrego piaru.

            Czyli jednak się różnimy w opiniach. Powtórzę film jest znakomity pod względem wizualnym. Aktorstwo obu pań też świetne. Ale widzę braki w samej fabule. Jak i dlaczego doszło do zabójstwa rodziców Idy? Skąd pani prokurator o tym wiedziała (znalazła coś w mieszkaniu tego faceta)? Zabrakło mi tu solidnej historii.

            W efekcie, nic na to nie poradzę, ten film po prosu mnie nie poruszył, nie wciągnął. A to w kinie jest dla mnie najważniejsze.
            • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 21.11.15, 11:54
              yes, masz rację, Siostro :]
              niemniej, skoro już nagradzają, to jakoś tak mimowolnie szuka się powodów dla
              których tak właśnie się stało. Tyle, że jeśli te nagrody są dęte, to i odnalezione
              powody tracą rację bytu. Cóż począć :]

              wg mnie, w całej historii chodzi o Idę i Wandę, a nie o to co się stało przed laty, o te śmierci, i o całą resztę. Ida dowiaduje sie, że jej rodzice byli Żydami, ona jest Zydówką, że oni zginęli, zostali zabici, a Wanda, ciotka, była żydowską stalinowską prokurator skazującą na śmierć przeciwników systemu politycznego. Wg mnie, powody dla których zginęli jej rodzice, nie miałyby tutaj znaczenia, bo fakt ich śmierci ma tutaj czysto preteksową rolę do odegrania. Ale, to tylko moje wrażenie.

              z drugiej strony, jakby dodali ze dwa zdania na temat tych powodów [ja podejrzewam szmalcownictwo albo bunt syna przeciw ojcu - syn uważał, że ukrywanie Żydów przez ojca sprowadza śmiertelne zagrożenie na całą rodzinę, więc Żydów zabił], sądzę nawet, że byłoby to wskazane, bo mogłoby dowieśc jakieś rozsądnej kalkulacji mordercy. Brzmi okropnie, "rozsądna kalkulacja"..., ale mówimy przecież nie o ocenie moralnej tego czynu, a o motywacjach sprawcy. Jeśli potępiamy jego czyn, motywacje nie muszą być debilne z automatu.

              mnie też "Ida" nie poruszyła, Siostro :]
              ale wizual, zdjęcia, ten czarno-biały dizajn, Wanda vel Agata, pewien... FLOW tego filmu - to wszystko jest, wg mnie, naprawdę świetne. A przede wszystkim, jakiś rodzaj spokoju i refleksyjności, z jaką opowiada całą tę historię.
              • barbasia1 Re: Kocham Kino : "Ida" 22.11.15, 16:32
                > z drugiej strony, jakby dodali ze dwa zdania na temat tych powodów [ja podejrze
                > wam szmalcownictwo albo bunt syna przeciw ojcu - syn uważał, że ukrywanie Żydów
                > przez ojca sprowadza śmiertelne zagrożenie na całą rodzinę, więc Żydów zabił],

                IMO ten właśnie trop - strach przed konsekwencjami ukrywania Żydów, sugerują poniekąd słowa syna, będące odpowiedzią na pytanie Idy, dlaczego jej w tym grobie nie ma. Syn mówi, że chłopczyk i pozostali mieli aryjski wygląd, tylko ona, niemowlę, nie wyglądała na Żydówkę. To dlatego ich zabił, a ją zaniósł do księdza, który ukrył ją potem u zakonnic i w ten sposób ocalił życie.

                • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 22.11.15, 16:46
                  dzięki, Barbasiu :]

                  to bardzo istotne wyjaśnienie.
          • siostra_bronte Re: Kocham Kino : "Ida" 20.11.15, 16:02
            A propos samobójstwa Wandy. Odpuszczenie win i wszystkie inne zasady związane z religią chrześcijańską dotyczą przecież tylko tych ludzi, którzy ją wyznają?
            • grek.grek Re: Kocham Kino : "Ida" 21.11.15, 11:56
              możliwe, że tak właśnie jest.
              w takim układzie odczytanie kontekstu tej śmierci, i jej konsekwencji, byłoby już zależne od światopoglądu każdego z osobna widza.
    • grek.grek TVN7, 22:10 "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" 20.11.15, 15:28
      reklamy dodatkowej chyba nie trzeba :]

      klasyk klasyków.
      Ridley Scott w mistrzowskiej formie, doskonale wykreowany klimat i dramaturgia, niepowtarzalna scenografia i tytułowy stwór prosto z wyobraźni Hansa Gigera, no i Ellen Ripley, najdzielniejsza kosmitka w historii :]

      trzy sequele rezyserowali sami fachowcy [Cameron, Fincher, Jeunet], ale żadnemu nie udało się już powtórzyć efektu oryginału, ani nawet zbliżyć do niego. wszystkie te trzy filmy z pewnością się udały, były dobre, to po prostu "ÓSmy" Scotta był tak doskonały i zjawiskowo wizjonerski, że nie sposób było mu dorównać pod jakimkolwiek względem. No może poza ilością tytułowych kreatur. w oryginale jest jedna, w kolejnych scenariuszach całe brygady.

      22:10 TVN7
      jutro... "ripley" :] o 23:40
      • mozambique Re: TVN7, 22:10 "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" 20.11.15, 15:43
        i pomyslec w w pierwszej wersji scenariusza Ripley był facetem:)))
        a Sigourney dostaal role bo jako nieznana szerzej aktorka zgodzila sie zagrac za gażę cos ok tylko 50 tys dolarów , no smiech na sali ))))

        zreszta tam jest wiecej swietnych ról - Tom Skeritt, LAnce Hendriksen no i John Hurt !!!!!!
        • mozambique Re: TVN7, 22:10 "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" 20.11.15, 15:44
          i jeszcze jeden smaczek

          nazwa statku NOstromo po łacinie zanczy właśnie OBCY :)
        • grek.grek Re: TVN7, 22:10 "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" 21.11.15, 11:43
          haha, to ciekawe :]

          no i Obcy, też znakomita rola :"]]
      • grek.grek Re: TVN7, 22:10 "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" 21.11.15, 14:06
        PS : powtórka "Obcego, ósmego pasażera..." we WTOREK.
        23:40

    • grek.grek Kultura, 20:25 "Satyricon" 20.11.15, 15:34
      a ja liczyłem na "La Stradę" jednak... ;]

      ale narzekać byłoby niestosownością, przeca to Fellini sam w sobie.
      zwłaszcza, że "Satyriconu" nie widziałem [a Wy ?].

      skok w realia Rzymu czasów Nerona, w którym odbija się rzeczywistość lat 60-tych XX wieku - lakoniczny, ale jakże interesujący, opis.

      taki klasyk, a ja tutaj zasuwam z jakimiś zajawkami wydumanymi... :]
      cóż, w naturalny sposób cały czas można tylko nadrabiać większe lub mniejsze zaległości, nieprawdaż ? ;]
      • siostra_bronte Re: Kultura, 20:25 "Satyricon" 20.11.15, 15:46
        Jak już pisałam, oglądałam, ale wieki temu i niczego już nie pamiętam, poza kilkoma scenami. Trochę się obawiam jak to rozbuchane kino Felliniego przetrwało próbę czasu. Ale zobaczymy.
        • grek.grek "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 21.11.15, 11:42
          właściwie, to trudno aż ocenić ten festiwal dziwactw :]
          garbate karły, facjaty i makijaże jak z jakiegoś Upiorowa, orgie, golizna, obżarstwo, trucicielstwo, pacjenci Wariatkowa, gladiatorzy mimo woli, Minotaur, samobójstwa, zabójstwo Cezara, królowa nimfomanka, wyrocznia w postaci dziecka-hermafrodyty [wyeksponowany biust] o dorosłej prezencji, ale wzroście niemowlaka, scenografia ostentacyjnie kiczowate, teatralne przedstawienia, maski aktorskie, rytualne mordowanie zwierząt pałką, wędliny i owoce pożerane przez postaci o obojętnych, wpatrzonych w ścianę twarzach, galernicy, pojedynki, dwóch braci zabija w walce jakiegoś swojego wspólnika z którym porwali to dziecko-wyrocznię, które zmarło z pragnienia, na umownej "pustyni", w ogóle mnóstwo rzeczy jest tutaj umownych, a scenografia zwłaszcza :]; zapasy na statku galerniczym, w których uczestniczy sam władca, facet ze sztucznym okiem. Pochód wojsk, z płótnami, na których wymalowane są jakieś wizerunki i twarze, co kojarzy się z manifestacjami ulicznymi w krajach demoludów. Stroje i charakteryzacja z najwyższej półki, wyobraźnia nieskończona. Długa sekwencja, w której bohater idzie niby ulicą, a kamera rzuca się po krótkich obrazkach "z życia ulicy". Niewolnicy, patrycjusze i lektyki na których ci pierwsi z mozołem i wysiłkiem noszą tych drugich, ale dokąd niosą, to już nie wiadomo. Potwór morski, wyławaiany przez zołnierzy tego faceta ze sztucznym okiem - stały element kina Felliniego. tutaj bardzo okazały. Homoseksualizm, efebi, slub gejowski, przy czym tłum krzyczy "gdzie Gajusz, tam jego Gaja !".
          uff... :]

          brak scenariusza, scena za sceną aranżowane jakby spontanicznie.
          Jakby Fellini miał dekoracje, obmyślony dizajn i elementy do pokazania, a potem dopasowywał do tego treść. Nawet jeśli oparł się na starorzymskich tekstach ;]

          W pewnym momencie popadłem w konsternację, bo oto po plaży lezie jakaś postać urodziwej ciemnoskórej urody, odwrócona tyłem i tak sobie myślę "fajny tyłek !". Problem w tym, ze nie pokazano twarzy tej postaci, a jako że w filmie było tylu golasów męskich, a raczej chłopięcych, to moje domniemanie i preferencja, że jednak jest to ładny tyłek kobiecy, bo w miarę opływowy i zgoła nieatletyczny, zostało wystawione na prawdziwą próbę :]

          Opowieść o "Damie Efezu", której umiera mąz, ale pojawia się kochanek, w imię ratowania którego życia wdowa godzi się poświęcić zwłoki męża - zabawna... i mądra :]

          Postać poety - najpierw pełnego komunałów o upadku sztuki w świecie rządów mamony, potem obrzuconego pomidorami na występie wobec widowni rozłozonej przy misach z owocami i mięsem, uragąjącego jej; w pewnym momencie demaskującego swojego mecenasa, kradnącegho cytaty poetom i przedstawiającego je jako własne, za co poeta ma zostać wrzucony do pieca; a wreszcie odnajdującego się... w lektyce, jako opływający w dostatek gnuśny mieszczuch, zachwalający taki tryb życia : znakomita :] Ironiczna i demaskatorska także wobec współczesnej sztuki. Bo czy wiele się zmieniło ? Czy nadal "nędza nie jest siostrą geniuszu" ? :]

          Petroniusza popełniającego samobójstwo ze swoją Eunice, to na nawet rozpoznałem ;]

          zabójstwo cezara [czterech zbrojnych z lancami pozbawia go żywota, w scenie bardzo inscenizowanej i symbolicznej] sam Fellini oznaczył akapitem.

          scena w której młody bohater przerażony gania się po labiryncie z facetem który ma na głowie tekturowy byczy łeb wygląda na jakiś wtręt z mitologii. Ciekawe jednak, że za chwilę okazuje się, ze labirynt jest pod gołym niebem, na czyms w rodzaju plaży, zaś na klifach siedzi widownia, która co jakiś czas wydaje okrzyki, które momentalnie cichną, a zatem : bohater robi za gladiatora, a facet z głową byka, to nie Minotaur, ale inny gladiator, zaś cała scena to klasyczny teatr gladiatorów. Świetne połączenie dwóch motywów. Finalnie okazuje się, ze wszystko to było żartem, a wystraszony bohater ląduje w ramionach śmiejącego się "prześladowcy". Smieje się widownia, śmieją się patrycjusze rozparci na sofach i fotelach.Czyż to nie podobne do współczesnych tok- i realisty szołów, gdzie na scenie mamy udawanie, a widownia reaguje wtedy kiedy się jej każe, gdzie nie ma nic naturalnego i spontanicznego, mimo ze próbuje się nabierać widza, że jest na odwrót ?

          Są jacyś Persowie chyba ? Są atrakcyjne nałożnice ciemnoskóre, są języki nieznane, do których nawet napisów nie zrobiono ;]], jest całym stary RZYM i jest współczesność jak na dłoni.

          • siostra_bronte Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 21.11.15, 15:22
            Lepiej nie można było opisać tego filmu, Greku :)

            Przede wszystkim nieogarniona wyobraźnia, galeria ludzkich osobliwości. Ogólna sodoma i gomora :) Oglądałam z dużą przyjemnością, ale miałam wrażenie, że ten "wybujały" etap twórczości Felliniego, w przeciwieństwie do wcześniejszych filmów jednak ciut się zestarzał.

            Była jedna scena, która mnie naprawdę poruszyła. Zakończenie. Kiedy bohater zamienia się we fresk, a obok niego widzimy inne postaci tej historii.
            • grek.grek Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 22.11.15, 11:59
              dzięki, Siostro :]

              yes, finał poruszający. symboliczny.

              i ja obejrzałem z przyjemnością, właśnie z racji tej "nieogarnionej wyobraźni" maestro, niemniej - chyba jednak bliżej mi do realizmu "Słodkiego życia", "La Strady" czy "OSiem i pół" :]
          • barbasia1 Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 21.11.15, 23:42
            dwóch braci zab
            > ija w walce jakiegoś swojego wspólnika z którym porwali to dziecko-wyrocznię, k
            > tóre zmarło z pragnienia, na umownej "pustyni"

            To główny bohater Encolpio i jego przyjaciel Ascilto z jakimś pomagierem porywają prawdopodobnie dla okupu dziecko- wyrocznię, zwane też półbogiem.

            Encolpio i jego przyjaciel Ascilto czasem razem, czasem osobno podróżują po niezwykłych miejscach, przeżywają różne przygody, słuchają niesamowitych opowieści, jak ta o wdowie i jej kochanku i zmarłym mężu, czy o pięknej czarownicy Enotei, którą ukarał stary czarodziej, za to, że wzgardziła jego miłością. Za karę z jej dróg rodnych miał się wydostawać ogień, po który przychodzili mieszkańcy osady, którym czarodziej zabrał wcześniej ogień.


            Pojawia się też postać wielkiej kobiety podobnej do paleolitycznej Wenus, Wielkiej Matki, kobiety o ogromnych piersiach i masywnych biodrach i udach , która tak fascynowała Felliniego. To czarownica Enotea, ale w innym wcieleniu. Encolpio kładzie się na niej, wtula w jej wielkie piersi i zostaje uzdrowiony z impotencji. :)

            Filmem rządzi poetyka snu, sam Fellini mówił, że film ma klimat "narkotyczny i oniryczny".

            Nie będzie to mój ulubiony film Felliniego. :))

            • grek.grek Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 22.11.15, 12:03
              yes, dzięki Barbasiu :]

              yes ! świetnie to wychwyciłaś - kobieta-olbrzymka, stała figura kina Felliniego, Saraghina z "OSiem i pół".

              to "uzdrawianie z impotencji" przez chwilę wygląda kuriozalnie, bo pacjent smagany jest jakimiś gałęziami po tyłku ;]

              "narkotyczny i oniryczny [klimat]" - yes ! "Miasto kobiet", czy "OSiem i pół" mają ten, częściowo, ten sam charakter, ale tutaj kontekst starożytnego wybujałego Rzymu, dał Felliniemu z pewnością znacznie szersze pole do... rozmachu :]
              • barbasia1 Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 22.11.15, 13:45
                > to "uzdrawianie z impotencji" przez chwilę wygląda kuriozalnie, bo pacjent smag
                > any jest jakimiś gałęziami po tyłku ;]

                Tak. :) To była pierwsza kuracja, z jakiej skorzystał bohater, zaaplikowana przez panie lekkich obyczajów w jakimś przybytku rozkoszy cielesnych (w tym samym czasie, jak na złość jego przyjaciel Ascilto radośnie figlował z paniami, a potem zasnął słodko). Niestety kuracja nie powiodła się i dlatego zrozpaczony bohater szukał ratunku u Enotei.

                Dobra uwaga.
                :)
          • wacek69 Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 22.11.15, 11:49
            Dopisujemy do listy najlepszych wypracowań.
            • barbasia1 Re: "Satyricon" kilka zdań po seansie :] 22.11.15, 13:52
              wacek69 napisał:

              > Dopisujemy do listy najlepszych wypracowań.

              Ale to nie jest wypracowanie.
    • grek.grek "Lot nad kukułczym gniazdem" 40 lat minęło 21.11.15, 13:39
      zawsze aktualny, czy to nie mówi bardzo wiele o świecie, człowieku i systemie społecznym jaki tworzy ?

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/pojedynek-na-oddziale-zamknietym-40-lat-lotu-nad-kukulczym-gniazdem/8nv2e2
    • grek.grek "Pakt" po 3 odcinkach 21.11.15, 13:40
      uwaga, jest to laurka, a nawet laura! ;] :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/10-powodow-aby-zobaczyc-pakt-polski-serial-na-swiatowym-poziomie/7m5whx
      • siostra_bronte Re: "Pakt" po 3 odcinkach 21.11.15, 15:25
        Entuzjazm tej recenzji wydaje mi się trochę podejrzany :)
        • grek.grek Re: "Pakt" po 3 odcinkach 22.11.15, 12:04
          haha :]
          mnie TEŻ.
    • grek.grek uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 21.11.15, 13:46
      komedyja, aż nie wiem, co powiedzieć...

      wiadomosci.onet.pl/wroclaw/kkidn-chce-odwolania-premiery-spektaklu-smierc-i-dziewczyna/9wb7h5

      jak mnie coś oburza, np. zebrania faszystów albo miłośników "Klanu" ;], to nie idę w takie miejsca. Jak na coś patrzeć nie mogę, to nie oglądam, ot takich "Barw szczęścia". rozumiem, że częśc widzów lubi i się nie oburza, więc nie protestuję, że za publiczne pieniądze ten serial się robi i pokazuje. co najwyżej, postulowałbym, żeby go było mniej, jeden odcinek na miesiąc albo coś w tym stylu ;]

      btw, wiecie kto został wiceministrem KULTURY ?
      pan Jacek Kurski.
      kabarety milczą, bo ich członkowie leżą pijani ze szczęścia, za tydzień się obudzą i zaczną żerować na nowej cudownie plastycznej rzeczywistości :]
      • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 21.11.15, 13:47
        źle wpisałem :
        wiadomosci.onet.pl/wroclaw/mkidn-chce-odwolania-premiery-spektaklu-smierc-i-dziewczyna/9wb7h5
      • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 21.11.15, 16:09
        Przez całe lata PRL-u ludzie walczyli o wolność słowa, a nowy minister z PIS-u ledwo objął, stanowisko już próbuje ingerować w wolność wypowiedzi artystycznej (sic!), próbuje de facto przywrócić cenzurę. Właśnie, dzieje się, nieźle się zaczyna. Jakoś mnie to nie dziwi.

        Brawa dla urzędników Dolnośląskiego Urzędu Marszałkowskiego za rozsądne podejście do sprawy i nienaginanie się do bezpodstawnych żądań ministra .

        PS
        Akurat na spotkania miłośników "Klanu" to chodzisz, sam mi mówiłeś. ;))
        • maniaczytania Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 21.11.15, 19:19
          Wolność słowa wolnością słowa, ale są jednak pewne granice ;)
          Istotą teatru jest symbolika, umowność. Naprawdę nie trzeba 'kopulować' na scenie ;)
          Prywatne teatry niech sobie robią co chcą, natomiast uważam, że w publicznych finansowanych przez państwo miejsca dla pornografii być nie powinno. Niech wystawią ten spektakl bez takiej dosłowności.
          • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 21.11.15, 21:01
            maniaczytania napisała:

            > Wolność słowa wolnością słowa, ale są jednak pewne granice ;)
            > Istotą teatru jest symbolika, umowność. [...]

            To od twórcy zależy jak postrzega teatr i sztukę.

            > Prywatne teatry niech sobie robią co chcą, natomiast uważam, że w publicznych f
            > inansowanych przez państwo miejsca dla pornografii być nie powinno. Niech wysta> wią ten spektakl bez takiej dosłowności.


            Dlaczego bronić dorosłym ludziom oglądać pornografię w publicznym teatrze, skoro gotowi są zaakceptować taki koncept reżysera ? Teatry publiczne są współfinansowane także z opłat za bilety, które kupują widzowie. Skoro są ludzie jest gotowi zapłacić, żeby zobaczyć spektakl w którym aktorzy filmów porno kopulują na scenie, to dlaczego zdejmować przedstawienie?


            Wolność twórcy jest wartością ponad wszystko.
        • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 22.11.15, 12:05
          bo wolnośc, Barbasiu, to jest wtedy, kiedy ludzkośc postępuje według wytycznych Politbiura ;]]

          haha, serio ?
          musieli mnie podstępem gdzieś kiedyś zaciągnąć ;]]
          • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 22.11.15, 17:22
            He,he! :))


            Chyba, że pomyliłam z klubem miłośników "M jak miłość", osobistymi krewnymi??? :)
            • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się ! ;] 23.11.15, 17:30
              a to całkiem możliwe ;]]
      • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski! 21.11.15, 17:52
        > btw, wiecie kto został wiceministrem KULTURY ?
        > pan Jacek Kurski.

        Wiemy! :) I bardzo nas ta wiadomość ... bawi.
        Może Kurskiego wreszcie będzie stać na wypłacanie z pensji ministerialnej całości zasądzonych alimentów byłej żonie Monice.

        Ale! Muszę Ci powiedzieć, że na odcinku kultury (a nawet nauk historycznych ) Jacek Kurski ma pewne zasługi. Otóż poniekąd dzięki niemu w kilku miastach na Śląsku można było oglądać w tym roku (2015) interesującą wystawę pod znajomo brzmiącym tytułem - „Dziadek z Wehrmachtu. Doświadczenie zapisane w pamięci”. Widziałam tę wystawę tydzień temu, w ostatnim dniu jej trwania. Pierwsza część tytułu nawiązuje bezpośrednio do pamiętnej wypowiedzi Kurskiego, który informację o dziadku z Wehrmachtu premiera Donalda Tuska cynicznie wykorzystał w politycznej walce w wyborach w 2005 roku. Ale jednocześnie Kurski, i to rzecz cenna, zapoczątkował w publicznej debacie dyskusję na temat służby polskich obywateli lub ich przodków w Wehrmachcie w czasie II wojny światowej. Są to ludzie z dawnej polskiej i dawnej niemieckiej części Śląska, Pomorza, Warmii i Mazur. Zagadnienie to było dotąd słabo znane szerokiej opinii publicznej , ale też w chyba słabo opracowane w historiografii , nie dziwne przez długie dziesiątki lat był to temat tabu. A wiadomo, że brak wiedzy powoduje brak zrozumienia dla historii społeczności zamieszkującej część współczesnej oraz dla biografii osób , którym to doświadczenie przypadło w udziale.


        A'propos kabaretów, miałam Ci pisać, Górski i Wójcik w swoim "Latającym Klub Dwójki", już zaczęli żartować z nowej rzeczywistości politycznej. Poziom żartów od razu wzrósł. ;) I tak się zaczęłam zastanawiać, czy panowie i ich program wkrótce nie podzielą losu Tomasza Lisa i jego programu. Wiesz pewnie, że prezes (co ciekawe ten stary prezes!?) zapowiedział już, że nie przedłuży umowy Lisowi. A Tomasz Lis zapowiedział, że nie ma zamiaru przedłużać umowy z TVP2.
        • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 21.11.15, 21:55
          wyborcza.pl/andrzejrysuje/174670619/Andrzej+Rysuje+Jacek+Kurski+i+kultura/p
        • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 12:09
          a to piękne :]
          dzięki.

          o, bedą nowe kabarety, na czele z Janem Pietrzakiem, który w 89 roku świętował obalenie komuny, a w 2014 krzyczał, że komuna zamyka mu usta :]] to najlepszy kabaret pod słońcem, i to bez pisania tekstów.

          przyznam, że jakoś pana Lisa mi nie żal.
          grał w przeciwnej PiSowi drużynie, ale faulował jeszcze bardziej niż oni :]

          z drugiej strony, trochę szkoda, bo to od pana Lisa dowiedziałem się o sobie, ze jestem "rosyjskim szpiegiem" i że "Kreml mnie opłaca", a to dlatego ze nie wieszam psów na rosyjskiej polityce zagranicznej i uwazam ją za zgoła racjonalna, rozumną i mającą sens :]

          teraz już sam nie wiem, pisać do prezydenta Putina, zeby mi zapłacił, czy jednak nie... jak sądzisz ? ;]

          • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 14:39
            :)

            I Marcin Wolski już się kręci w telewizji. Mignął mi kiedyś w studio w Panoramie czy TVPInfo po Panoramie.

            > o, bedą nowe kabarety, na czele z Janem Pietrzakiem, który w 89 roku świętował
            > obalenie komuny, a w 2014 krzyczał, że komuna zamyka mu usta :]] to najlepszy k
            > abaret pod słońcem, i to bez pisania tekstów.

            o, bedą nowe kabarety, na czele z Janem Pietrzakiem, który w 89 roku świętował
            > obalenie komuny, a w 2014 krzyczał, że komuna zamyka mu usta :]] to najlepszy k
            > abaret pod słońcem, i to bez pisania tekstów.

            Hehehe! :)))
            Rzeczywiście.

            Ciekawam, z czego będzie teraz żartował, jak już

            Nie uważam, że Lis faulował bardziej niż druga strona, faulował tak samo, ale to i tak za dużo. Rozczarował mnie tymi brzydkimi zagrywkami podczas ostatnich wyborów prezydenckich.

            Lis poradzi sobie. Kto wie może go jeszcze zobaczymy w innej telewizji, może w necie.

            Hehehe! Zapomniałam już o tych słowach Lisa.

            Dodatkowe pieniądze przydałyby się , ale wiesz, nie chciałabym, żeby potem ktoś zapukał o 6 rano do Twoich drzwi, by Cię aresztować. ;)
            • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 14:44
              Ciekawam, z czego Pietrzak teraz będzie żartował , jak już doczekał się (w listopadzie 2015 roku) całkowitej wolności i braku cenzury.
              Paradoksalnie najlepsze żarty i teksty miał za czasów cenzury PRL.
              • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 16:32
                wiesz, "żeby Polska była Polską", czyli żeby Pietrzakowi dali kasę i posadę w telewizorze. Bo jak nie, to... precz z komuną ! ;]
                • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 17:19
                  No tak. ;)
            • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 16:45
              znaczy teren ;]

              wiesz, ten numer Lisa z fałszywm kontem córki prezydenta in spe, był fatalny.
              poza tym, słucham w piątki Poranku TOK Fm i od jakiegos roku upewniam się
              w poglądzie, ze pan Lis doznał obsesji na punkcie PiS. Jak ten zołnierz z kawałów,
              któremu wszystko się z jednym kojarzyło.

              poza tym, wytrwale bagatelizował wszystkie wyczyny PO, a jak się zagotowało
              przed wyborami i dotarło do niego, ze idzie fala która zmyje go z pokładu, czepił się
              arcynachalnej agitacji, żeby głosować na PO, bo PiS podpali i zgwałci Polskę.
              PiS mnie jakoś nie przeraża, za to narastało wrażenie, ze pan Lis agituje tak namiętnie, bo ma
              przed oczami widmo utraty przez siebie i żonę lukratywnych posad w TVP.

              przyznam szczerze, że jakbym nie głosował na Lewicę, to zagłosowałbym na PiS choćby tylko z powodu niesmaku jaki budził we mnie pan Tomasz, grzmiący z eteru i ekranu, żebyśmy wszyscy zapomnieli jaka ta PO jest beznadziejna, i na nią zagłosowali, w imię pana Lisa pieniędzy :]

              nie wiem, co tam PiS zamierza w TVP robić, ale te milionowe apanaże dla klaunów, pogodynek i spikerów powinien stanowczo wyciąć w pień. Jak ktoś chce doskonale zarabiać na brylowaniu telerwizyjnym, to powinien udac się do komercyjnej konkurencji. TVP ma być pod tym względem wręcz powściągliwa.

              wiesz, czasami to aż razi po oczach : NASZA publiczna telewizja, którą wzieła sobie w posiadanie grupa koleżków i znajomków, aby uwłaszczyć się na jej majątku, zyskach i abonamencie. Mafia w białych rękawiczkach.
              • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 21:42
                > przyznam szczerze, że jakbym nie głosował na Lewicę, to zagłosowałbym na PiS ch
                > oćby tylko z powodu niesmaku jaki budził we mnie pan Tomasz, grzmiący z eteru i
                > ekranu, żebyśmy wszyscy zapomnieli jaka ta PO jest beznadziejna, i na nią zagł
                > osowali, w imię pana Lisa pieniędzy :]

                Przesada.


                > wiesz, czasami to aż razi po oczach : NASZA publiczna telewizja, którą wzieła s
                > obie w posiadanie grupa koleżków i znajomków, aby uwłaszczyć się na jej majątku
                > , zyskach i abonamencie. Mafia w białych rękawiczkach.

                Ale tak było zawsze, za rządów każdej z ekip, za czasów lewicy również.

                • grek.grek Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 23.11.15, 17:30
                  a jednak taki miałem zamiar :]

                  otóż to.
                  żadna ekipa polityczna nie zdobyła się na oddanie mediów społeczeństwu.
                  to dowodzi jakiej wątpliwej klasy towarzystwo sięga w tym kraju po władzę.
                  po 89 roku bez wyjątku.
        • barbasia1 Re: uwaga, poszedł ! ruszyło ! dzieje się Kurski 22.11.15, 13:55
          korekta:
          A wiadomo, że brak wiedzy powoduje brak zrozumienia dla historii społeczności zamieszkującej część współczesnej POLSKI oraz dla biografii osób , którym to doświadczenie przypadło w udziale.
      • barbasia1 Trwa protest przed spektaklem"Śmierć i dziewczyna" 21.11.15, 21:06
        20 osób próbujących zablokować wejście do Teatru Polskiego we Wrocławiu, w którym w sobotę odbyła się premiera spektaklu "Śmierć i dziewczyna", zostało zatrzymanych przez policję. W sztuce na podstawie prozy noblistki Elfriede Jelinek grają m.in. aktorzy porno, co nie podoba się m.in. Krucjacie Różańcowej i członkom Odrodzenia Narodowo-Radykalnego. Doszło do przpychanek z policją. Interwencji funkcjonariuszy towarzyszyły okrzyki "gestapo" i "zdrowaś Mario". Dyrektor teatru do ministra kultury: apeluję, aby pan ustąpił ze stanowiska - Ludzie nie... czytaj dalej » Przeciwko premierze przed budynkiem teatru w sobotę wieczorem protestowało kilkadziesiąt osób z katolickiej organizacji "Krucjata Różańcowa". Określili oni sztukę wyreżyserowaną przez Ewelinę Marciniak jako "pornograficzną". Podczas protestu odczytano m.in. list szefowej kancelarii premiera Beaty Kempy, która wsparła w nim protestujących. (www.tvn24.pl)


        www.tvn24.pl/wroclaw,44/protest-przed-premiera-sztuki-smierc-i-dziewczyna,596503.html


        Trwa protest przed spektaklem "Śmierć i dziewczyna" pod Teatrem Polskim we Wrocławiu. Doszło do przepychanek z policją.
        Godzinę przed premierą spektaklu "Śmierć i dziewczyna" pod Teatrem Polskim było kilkadziesiąt osób. Wśród nich Piotr Rybak z Ruchu Oburzonych. To ten sam człowiek, który w środę palił kukłę Żyda na wrocławskim Rynku

        Cały tekst: wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,19225839,smierc-i-dziewczyna-protest-pod-teatrem-polskim-aktualizujemy.html#ixzz3s9t2pRf4
        • grek.grek Re: Trwa protest przed spektaklem"Śmierć i dziewc 22.11.15, 12:15
          haha :]
          2015 rok, środek Europy i takie historyie.

          widziałem to bractwo w dzienniku, nie wyglądali na kulturalnych wierzących, którzy przyszli się
          pomodlić, raczej na kiboli łypiących, jakby tu wedrzeć się do środka i wygonić aktorów z teatru. a tych "porno-aktorów' to obić :]]

          i my się islamistów boimy, hehe.
          szariatu.
          mamy szariatowców takich, ze cały świat nam może pozazdrościć ;]

          zabawne, ze ani państwo ministrowie, ani protestujący wierni, nie oglądali sztuki, do której wystawienia próbowali nie dopuścić. A to już dowód, przepraszam, na ignorancję.

          najbardziej cieszą się media i organizatorzy całego eventu - lepszej reklamy nie mogli sobie wymarzyć :]
          • barbasia1 Re: Trwa protest przed spektaklem"Śmierć i dziewc 22.11.15, 15:09
            Więc właśnie, inscenizacji minister nie widział, a chce, chciał prewencyjnie (!) zdejmować sztukę.
            W ogóle śmieszne, żeby dorosłym ludziom dorośli ludzie zabraniali oglądania erotyki na scenie.

            Bilety na ten spektakl są wyrzedane do końca roku. :)
            • grek.grek Re: Trwa protest przed spektaklem"Śmierć i dziewc 22.11.15, 16:29
              Barbasiu, błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli ;]

              perfecto :]
              ciekawe, czy kółka różańcowe będą demonstrować przed każdym spektaklem ?
              nawet w godzinach wieczornej mszy ? ;]
              • barbasia1 Re: Trwa protest przed spektaklem"Śmierć i dziewc 22.11.15, 16:44
                > ciekawe, czy kółka różańcowe będą demonstrować przed każdym spektaklem ?
                > nawet w godzinach wieczornej mszy ? ;]

                Też się na tym zastanawiam.

                IMO Byłoby lepiej, gdyby ci ludzie swój zapał i energię wykorzystali do naprawdę pożytecznych celów, np. do pomagania potrzebującym, a nie do wywoływania zamętu.
                • grek.grek Re: Trwa protest przed spektaklem"Śmierć i dziewc 23.11.15, 17:28
                  wiesz, Barbasiu, ci państwo zapewne uważają, ze to oni są potrzebujący i im się źle dzieje, komuna ich okrada, bo po oddaniu połowy renty/emerytury na konto Ojca Dyrektora nie da się opłacić ani lekarstw, ani rachunków ani niczego. Jak zyć, no jak żyć...
                  • barbasia1 I protesty oraz interwencja ministra na darmo 29.11.15, 14:52
                    Żadnej twardej pornografii nie było w spektaklu "Śmierć i dziewczyna". Wygląda na to, że zatrudnienie aktorów porno z Czech!? , sugerowania twardej pornografii na scenie to był tylko chwyt marketingowy. Ale przy okazji był to doskonały test na określanie granic wolności artystycznej w naszym kraju, niezdany, imo, przez nowego pana ministra.


                    Też jestem przeciwko tego rodzaju dosłowności w teatrze, ale z innych powodów niż minister. Uważam, że dosłowne pokazywanie seksu na scenie w teatrze, byłoby tanim szokowaniem, wiec z robrą sztuką nie miałoby nic wspólnego.
    • grek.grek Kultura, 16:20, "Kes" 21.11.15, 13:58
      doskonałe kino Kena Loacha.

      rewelacyjnie pokazany reallizm brytyjskiego przemysłowego miasteczka, skonfrontowanego z wrażliwością drobnego, ale twardego chłopca, który dostaje od życia kuksańce, ale nigdy nie płacze, a swoje uczucia lokuje w kontakcie ze znalezionym przypadkiem sokołem. Zero ckliwoości, za to samo życie. Krytyka kiepskiej szkoły, krytyka rozpadu rodzinnych więzi, wielka pochwała indywidualizmu i optymizmu w cięzkich czasach. i humor specyficzny, mecz piłkarski, w którym główną rolę odgrywa nauczyciel wuefu, niespełniony piłkarz - to już nawet nie ironia, to po prostu szyderstwo czystej wody. któż nie pamięta takich nauczycieli wuefu, którzy byli za słabi na zawodowy sport, więc próbują to sobie powetować w meczach z małymi dziećmi ? ;]

      Billy Casper, świetnie grany przez zapadającego w pamięc z powodu swojego naturalnego budzącego szczera sympatię zachowania Davida Bradleya, przypomina bardzo Antoine'a Doinela z młodszych o dekadę "400 batów", ale i Billy'ego Elliota z filmu AD 2000. tak mi się jakoś skojarzyło :]
    • grek.grek Kultura, 20:20 "Przerwane objęcia" 21.11.15, 14:05
      klasyczny Almodovar : kolorystyka obłędna, mnósytwo czerwonego koloru, piękna kobieta która tkwi w związku ze starym dziadem, który ma kasę i wpływy, ale gdy poznaje młodego reżysera - natychmiast się w nim zakochuje, z wzajemnością. dziad, reprezentującuy wszystkie wady kultury macho i posiadaczy kapitalistów, robi co może by ich rozdzielić i zniszczyć to nad czym pracują, czyli realizowany własnie film. Forma retrospekcji przeplata przeszłośc z aktualnością, w której dawny kochanek piękności, opowiada swoją historię synowi. W tle prawdziwie zakochana w nim inna kobieta, nagana inwigilacji i pochwała sztuki oraz rękopisów, które nie płoną.

      świetne kino, ale Czesi dają "JFK" o 20:00. No i co tu wybrać, co tu wybrać ? co tu wybrać ?! ;]
      • siostra_bronte Re: Kultura, 20:20 "Przerwane objęcia" 21.11.15, 15:32
        Ale chyba już widziałeś ten film Almodovara? Był pokazywany już parę razy, ale jakoś nie mogę się do niego zabrać.

        Do "JFK" mam pecha. Kiedy wszedł na ekrany wybrałam się nawet do kina, ale w gazecie błędnie wydrukowano godzinę. Spóźniłam się bodajże pół godziny. Gorzkie słowa wobec pani w kasie nie poprawiły mi nastroju. Potem był kilka razy w tv, ale jest b. długi i nigdy nie udało mi się zobaczyć w całości, bo kończył się zwykle nad ranem. Ale z tego co zobaczyłam naprawdę warto! Mimo poszlakowego charakteru całej historii. Do tego świetna obsada. Chyba najlepsza rola Costnera. Polecam!
        • siostra_bronte Re: Kultura, 20:20 "Przerwane objęcia" 21.11.15, 20:05
          No i oczywiście fantastyczna rola Gary'ego Oldmana!!!
        • grek.grek Re: Kultura, 20:20 "Przerwane objęcia" 22.11.15, 12:18
          yes, oglądałem "Przerwane objęcia" :] dwa razy chyba nawet ;]

          niestety, nie zdązyłem wczoraj na "JFK", więc mnie ominął, a pamiętam już słabo.
          szkoda, żałuję.

          po latach, mam jednak wrażenie, że nawet Oliver Stone jest dośc archaiczny ze swoimi wizjami dotyczącymi istoty i sensu spisku wokół zabójstwa prezydenta. najnowsze popularne teorie mówią o tym, ze za tym zamachem stali... Ci O Których Nie Wolno Powiedzieć Żadnego Złego Słowa ;] ponoć kluczem do wszystkiego były spodziewane decyzje śp prezydenta majace dotyczyć polityki monetarystycznej rządu.
    • grek.grek uwaga Klasyk : TV4, 20:00 "Candyman" 21.11.15, 14:18
      ależ to klasyka horroru !

      Helen jest antropolożką, która prowadzi jakieś kulturowe studia nad miejskimi legendami. Jedną z takich legend, jest podanie o Candymanie, wykształconym czarnoskórym malarzu, który w czasach niewolnictwa na amerykańskim Południu, wdał się w romans z białą dziewczyną, za co zemścił się na nim jej ojciec - złapał go, kazał wysmarować miodem i zostawić pszczołom do kąsania. Ucięto mu też dłoń, legenda głosi,ze Candyman ma zamiast niej hak, który rozpruwa ofiary.

      Ponoć Candyman pojawia się zawsze, po spełnieniu procedury pięciokrotnego wypowiedzenia jego imienia przed lustrem. Helen jest racjonalistką, przedmiot swoich studiów traktuje dość protekcjonalnie, wiec któregoś dnia, ot dla zabawy, postępuje wedle receptury.

      No i sami wiecie, że Candyman zaczyna się pojawiać, razem z hakiem zamiast dłoni...

      co jest w tym filmie najlepsze ? Najlepsze jest to, co stanowiło o klasie dawnych horrorów, "Dziecka Rosemary", "Egzorcysty", "LŚnienia" - pytanie, czy Candyman istnieje naprawdę, czy też Helen wszystko sobie zmyśliła i sama morduje ludzi ? Nie da się tego stwierdzić jednoznacznie. Jest więc "tamten świat", który przez bramę czasoptrzestrznną można tutaj przywołać i skłonić do ingerencji z racjonalną rzeczywistośc, czy też naszej Helen po prostu schiozfrenia się uruchomiła. Oczywiście, nikt nie wierzy, że istnieje Candyman, a Helen nie może udowodnić, że to nie ona zabija. My zaś nie mamy pojęcia, co jest prawdą, a co tylko jej wyobrażeniem i wyparciem własnej zbrodni.

      Candyman prezentuje się wybornie, w eleganckim futrze, z twarzą Tony'ego Todda, a Virgina Madsen, grająca Helen, jest urodziwa i miota się w szaleństwie z prawdziwym poświęceniem aktorskim.

      klasyka.
      nie możecie przegapić ;]
      • grek.grek 23:00 "Candyman" 21.11.15, 14:19
        ofk 23:00 :]]

        kto by o 20:00 puszczał Candymana, nie ? ;]
        • barbasia1 Re: 23:00 "Candyman" 21.11.15, 15:23
          grek.grek napisał:

          > ofk 23:00 :]]
          >
          > kto by o 20:00 puszczał Candymana, nie ? ;]

          Właśnie przeczytałam zapowiedź, która wywołała u mnie gęsią skórkę oraz zaintrygowanie ;), i już byłam gotowa zasiąść przed telewizorem o 20:00 (wypadałoby nadrobić zaległości w klasyce, nieparwdaż), ale po sprostowaniu poważnie się waham.
          • grek.grek Re: 23:00 "Candyman" 22.11.15, 12:22
            pech ! :]

            jak zdecydowałaś, Barbasiu ?

            PS : "candyman" daje się czytać na róznych płaszczyznach, wg mnie zdecydowanie bardziej jako opowieśc o szaleństwie i skrywanych namiętnościach głównej bohaterki, której mityczny Candyman jest tylko emanacją i schizofrenicznym widem.

            zwłaszcza interesujące jest to, ze ukochana Candymana, za miłośc do której został zamordowany, wyglądała dokładnie jak Helen :] to bardzo dwuznaczna informacja, w ogóle nie rozjaśniająca interpretacyjnych wariantów, a dodatkowo je komplikująca, z pożytkiem dla całej historii.
            • barbasia1 Re: 23:00 "Candyman" 22.11.15, 14:15
              Brzmi mocno niepokojąco, jak na dobry horror przystało.

              Nie, nie zdecydowałam się, za późno. Może kiedyś poszukam tego filmu w necie, jak będę miała nastój na horror. :)
              • grek.grek Re: 23:00 "Candyman" 22.11.15, 16:27
                o, to także istotna rzecz.
                do kina gattunkowego, bez nastroju nie da się podejśc :]
    • siostra_bronte "Nieletni świadek" (1) 21.11.15, 14:34
      Obejrzane w youtubie. Film J. Lee Thompsona z 1959 r. I kolejna perełka brytyjskiego kina! W dodatku z polskim akcentem.

      Młody marynarz, Bronek Korczyński, nasz rodak! (Horst Buchholz) wraca z rejsu do domu w Cardiff. Szczęśliwy idzie do swojej dziewczyny Anyi (też Polka), w dzielnicy Tiger Bay. To biedna dzielnica, w której mieszka wielu cudzoziemców.

      Kiedy wchodzi do mieszkania zastaje obcą kobietę. Ta mówi, że Anya już tu nie mieszka. Zszokowany Bronek idzie do właściciela domu i wypytuje gdzie jest jego dziewczyna. Przecież wysyłał pieniądze na mieszkanie! Właściciel na to, że Anya się wyprowadziła nie płacąc rachunków. Bronek daje mu kasę, ale wymusza nowy adres dziewczyny. Zostawia swoją torbę z rzeczami w kamienicy i idzie w miasto.

      Bronek pyta o adres dziewczynkę bawiącą się na ulicy, Gillie (Hayley Mills). Tak się składa, że mieszka w tym samym budynku, więc idą razem. Bronek puka do drzwi. Otwiera mu Anya. Bierze ją w ramiona i szepcze czułe słówka (po polsku!). Ale Anya nie cieszy się z jego powrotu. Bronek rozgląda się po mieszkaniu i widzi stół nakryty dla dwóch osób. „Czekasz na kogoś?” pyta. Anya mówi, że tak, czeka na mężczyznę! Spotkała kogoś wyjątkowego, „dżentelmena”. Miała już dosyć wiecznego czekania na niego.

      Bronek się wkurza. Zaczyna się ostra kłótnia. Cały czas para mówi po polsku (czasem tylko wtrącając angielski) i to całkiem nieźle :) Bronek wyzywa Anyę od najgorszych. „You bitch! Ty prostytutko, ty k…!”. Aż byłam zaskoczona tak ostrym językiem, zwłaszcza przekleństw w j. polskim brzmiały brutalnie :) Bronek jeszcze przewraca stół i wymierza jej siarczysty policzek.

      Tymczasem Gillie wróciła do swojego mieszkania. Mieszka tam z ciotką, krawcową. Dostaje od niej spodnie do zaniesienia któremuś z sąsiadów. Gillie jest trochę takim łobuziakiem, wcześniej bawiła się na ulicy z chłopakami w Indian i kowbojów. Z tego co mówi ciotka mała lubi fantazjować.

      Wracając od sąsiada Gillie słyszy kłótnię u Anyi. Z ciekawości zagląda przez otwór na listy. I widzi kłócącą się parę. Anya nie pozostaje dłużna Bronkowi. Każe mu się wynosić. Wyzywa go od „smarkaczy”. Sięga do szafki po broń i mierzy w niego. Dochodzi do szarpaniny. I przypadkowo pada strzał. Anya pada martwa na ziemię. Mała Gillie jest w szoku. Z wrażenia upuszcza zabawkę, która robi mnóstwo hałasu. Bronek wyskakuje z mieszkania, żeby sprawdzić co to było.

      Mała chowa się na górze klatki schodowej. Bronek chce uciekać, ale akurat idzie jakiś sąsiad. Biegnie więc na górę i chowa pistolet za jakimiś licznikami. Sam chowa się w suszarni. Gillie jest blisko i wszystko widzi. Sięga po pistolet. Chwilę potem z suszarni wygląda Bronek. Ich oczy spotykają się. Przerażona dziewczynka zbiega na dół, szczęśliwie mija jakiegoś faceta, więc Bronek nie może niczego zrobić. Gillie wpada do swojego mieszkania i powoli dochodzi do siebie po emocjach.

      A facet, zapewne nowy amant Anyi puka do jej drzwi. Wchodzi do środka i widzi martwą dziewczynę. Ale zachowuje spokój. Otwiera szafkę, ale broni już nie ma. Wychodzi chyłkiem z kamienicy, nikomu nic nie mówiąc. Bronek też cichaczem opuszcza budynek.

      Chwilę potem do mieszkania Anyi idzie gospodyni. Puka, potem wchodzi do środka i oczywiście robi hałas na całą kamienicę. Zbiegają się wszyscy sąsiedzi.

      Przyjeżdża policja. Inspektor Graham (wybitny brytyjski aktor, John Mills, ojciec Hayley) wypytuje sąsiadów. Także ciotkę Gillie i ją samą. Dziewczynka zachowuje zimną krew. Inspektor wypytuje gdzie wtedy była i czy coś widziała. Gillie rezolutnie odpowiada, że była na schodach, i tak, słyszała strzały, widziała też jakiegoś mężczyznę. Inspektor wypytuje jak wyglądał. Cwana Gillie opisuje go zupełnie inaczej niż wyglądał Bronek. Dlaczego to robi?

      Potem Gillie biegnie do kościoła, bo jest już spóźniona na ślub, a śpiewa i to solową partię w chórze. Kiedy zajmuje swoje miejsce w ławce ukradkiem pokazuje koledze pistolet. Chłopiec z wrażenia robi wielkie oczy. Gillie daje mu jeden nabój, licząc na jego przychylność w podwórkowych zabawach.

      Kiedy Gillie patrzy na przybyłych gości widzi wśród nich…Bronka. Oczywiście jest przestraszona. A Bronek wycofuje się gdzieś do tyłu i dziewczynka traci go z oczu.

      Po ślubie mała idzie gdzieś na poddasze kościoła. Chowa tam pistolet i schodzi na dół. Kościół jest pusty. A za kolumną czai się Bronek. Kiedy Gillie go widzi zaczyna uciekać na górę. Wbiega na poddasze i sięga po pistolet. Kiedy Bronek się zbliża celuje w niego. Bronek oczywiście łatwo sobie z nią radzi i zabiera pistolet. Wściekły wypytuje czy komuś coś powiedziała. Gillie przysięga, że nie. A policji opisała go w zupełnie inny sposób. Bronek nie rozumie dlaczego. A mała odpowiada, że chciała mieć ten pistolet. Koledzy na podwórku pękliby z zazdrości…

      Bronek uspokaja się. Idzie gdzieś do kąta, wygląda na załamanego. Mówi, że naprawdę nie chciał tego zrobić. Był zdenerwowany, stracił panowanie nad sobą... Za bardzo kochał Anyę, żeby pogodzić się z jej odejściem. A on znalazła sobie innego. Gillie mówi, że widziała tego gościa, niesympatyczny facet. Bronek powinien zabić jego! :)

      Gillie przestała już się bać Bronka, za to mu współczuje. Pyta co zamierza zrobić. Bronek chce zaciągnąć się na jakiś statek, nie ma wyjścia. Mała opowiada, że kocha morze. Bronek ma chyba jakiś pomysł, bo dopytuje, czy chciałaby pracować na statku. Gillie jest zachwycona. Prosi Bronka żeby zabrał ją ze sobą. Ten się zgadza. Chce zabrać świadka ze sobą?

      Ale co z jej rodziną? Mała odpowiada, że mieszka u ciotki, ale ta niezbyt się o nią troszczy. Bronek obiecuje więc, że ją zabierze. Idą na miasto, żeby poszukać informacji o statkach w jakimś pubie...
      • siostra_bronte "Nieletni świadek" (2) 21.11.15, 14:38
        Tymczasem matka chłopca z chóru znajduje w kieszeni jego spodni nabój, który dała mu Gillie. Od razu wzywa policję. Przyjeżdża inspektor Graha i pyta go skąd ma nabój. Chłopiec opowiada o wszystkim. Ciotka jest przy tym i denerwuje się o Gillie. Inspektor obiecuje, że ją znajdą.

        Jest już późny wieczór. Bronek wchodzi do pubu, a Gillie czeka na ulicy. Sprawdza informacje o statkach wiszące na ścianie. W tym momencie w radiu zostaje podany komunikat o tym, że policja szuka Gillie, która ma ze sobą broń. Podano jej rysopis. Bronek wychodzi, wyrzuca broń obok pubu. Chwyta dziewczynkę i chowają się oboje przed patrolem policji. Bronek krzyczy, że go okłamała. Skąd policja wie, że Gillie ma broń? Mała przysięga, że nic nie mówiła. To pewnie jej kolega, któremu dała nabój…

        Oboje w pośpiechu wskakują na prom, który odpływa tuż obok. Bronek prosi Gillie, żeby już niczego przed nim nie ukrywała, bo tego nie robi się przyjaciołom.

        Gillie dopytuje czy zaciągną się na statek jeszcze tej nocy. Bronek odpowiada, że nie, jest już za późno. Zrobią to jutro. Muszą znaleźć jakieś bezpieczne miejsce na noc. Gillie mówi, że zna takie. Kiedy sobie rozmawiają bramka na promie otwiera się przypadkowo. Gillie zbliża się do niej bokiem, nieświadoma niebezpieczeństwa. Bronek patrzy na nią morderczym wzrokiem. To by rozwiązało problem raz na zawsze…

        Ale kiedy mała zbliża się do krawędzi Bronek łapie ją. Gillie jest przestraszona, ale Bronek słodko się do niej uśmiecha, a ona odpowiada tym samym. Widać, że się polubili :)

        Inspektor odwiedza amanta Anyi, niejakiego Barcleya, który pracuje jako radiowy komentator boksu. Widocznie ktoś z kamienicy go pamiętał. Pyta go, kiedy widział ją po raz ostatni. Amant kłamie, że kilka dni temu. Inspektor na to, że Anya nie żyje. Facet odgrywa pełne zaskoczenie. Ale na kolejne pytania odpowiada niechętnie, przecież jest szanowanym obywatelem! Inspektor odpowiada, że takich też trzeba sprawdzić i wychodzi.

        Rankiem, na malowniczym odludziu, Bronek rozpala ognisko. Gillie śpi jeszcze w ruinach jakiejś budowli. Bronek budzi ją słowami: „wstawaj, malutka”. Po polsku! Rozczulająca scena.

        Tymczasem policja znajduje pistolet. To z niego oddano strzał. Pozwolenie wydano dla Barcleya. Już mają go wezwać na komisariat, ale ten akurat sam przychodzi. Wyznaje, że w mieszkaniu był jego pistolet. Inspektor pokazuje mu broń. Barcley ją poznaje. Tłumaczy się, że bał się skandalu, który mógłby zrujnować mu życie (jest żonaty) i karierę. Dał broń dziewczynie, bo nie czuła się bezpiecznie w tej dzielnicy. Pod naciskiem inspektora przyznaje też, że był w mieszkaniu Anyi tuż po jej śmierci. Ale jej nie zabił! Nie ma na niego dowodów, więc może spokojnie odejść.

        Na policję przychodzi też kobieta, która mieszka teraz w dawnym mieszkaniu Anyi. Przynosi torbę z rzeczami Bronka (przyznam, że nie załapałam dlaczego to zrobiła, pewnie nawet nie wiedziała, do kogo należała). Policjant ma nawet pretensje, że może ją ukradła, co babka kwituje ironicznie :”i jak tu pomagać policji.”

        Policjanci przeszukują torbę, szukając jakichś dokumentów. Ale znajdują tylko zdjęcie Bronka z Anyą. Poznają dziewczynę i idą z tym do inspektora. To może być dobry trop…

        A Bronek i Gillie po śniadaniu (Bronek kupił jedzenie w pubie) miło spędzają czas. Bronek odgrywa jakieś scenki, budząc wesołość dziewczynki. Potem mała jeździ na kucyku, bo w okolicy pasie się stado koni. Ale kiedy Bronek patrzy na zegarek Gillie wie, że musi już iść. „Zabierz mnie ze sobą” woła Gillie. Ale to niemożliwe, policja jej szuka, więc oboje szybko by wpadli. „To już się nie zobaczymy?” pyta ze smutkiem Gillie. Bronek milczy, a potem dodaje: „Może kiedyś. Ale to nie ma znaczenia. Zawsze pozostaniemy przyjaciółmi”. Mówi Gillie, żeby pozostała w ukryciu do godz. 17. Zaciągnie się na statek obcej bandery. Kiedy statek znajdzie się w odległości 3 mil od brzegu, wtedy prawo nie może go dosięgnąć i będzie bezpieczny.

        Bronek idzie do kamienicy po swoją torbę. Rozgląda się czy nie ma tam policji i wchodzi do środka. Otwiera szafkę na korytarzu, ale torby nie ma. Nagle słyszy sygnał radiowozu. Spanikowany nie wie co ma robić. Drzwi dawnego mieszkania Anyi otwierają się i mieszkająca tam babka wpuszcza go do środka. Chowa go za zasłoną. Policjanci przychodzą do niej, pokazują zdjęcie Bronka i Anyi. Pytają, czy zna faceta ze zdjęcia. Babka zaprzecza. Policjanci grożą, że jeżeli kłamie to będzie miała kłopoty, ale babka podtrzymuje to co powiedziała.

        Kiedy policjanci wychodzą Bronek jest załamany. Nie ma swoich dokumentów, więc nie zaciągnie się na statek. Ale dziewczyna wyciąga jego papiery z szuflady (nie bardzo rozumiem jej zachowanie, ale może coś przegapiłam). Bronek jest szczęśliwy. Wychodzi chyłkiem z kamienicy i idzie do portu.

        Tymczasem Gillie ukrywa się w ruinach. Pechowo jakaś grupa tubylców urządza sobie w okolicy piknik. Zauważają dziewczynkę, ale nie wzbudza to ich zainteresowania. Niestety, jeden z nich ma gazetę. Na pierwszej stronie widnieje tytuł „Zaginiona dziewczynka z Tiger Bay” z jej wielkim zdjęciem. Ktoś to zauważa i twierdzi, że to ta sama dziewczynka. Grupka mężczyzna zaczyna jej szukać. Mała próbuje uciekać, ale zostaje złapana i zabrana na policję...
        • siostra_bronte "Nieletni świadek" (3) 21.11.15, 14:46
          Bronek załatwia w porcie formalności. Daje łapówkę jakiemuś urzędnikowi, ale to czy dostanie pracę i tak zależy od kapitana statku.

          Inspektor rozmawia z Gillie w obecności jej ciotki. Nie ukrywa złości: „Od początku kłamałaś! Dlaczego to zrobiłaś? Nie można ci w ogóle ufać. Teraz chcę prawdy, całej prawdy! I wyciągnę ją od ciebie!”.

          Swoją drogą to musiało być niezwykłe dla Hayley Mills grać z własnym ojcem i to tak dramatyczne sceny.

          Inspektor mówi małej co się wydarzyło. Gillie zobaczyła nieznajomego na schodach jak chował broń. Potem ją zabrała. Gillie potwierdza. Inspektor pyta dlaczego po ślubie w kościele zniknęła. Mała na to, że ktoś ją przestraszył. „Kto?” pyta inspektor. „Jakiś mężczyzna” odpowiada Gillie. „Znałaś go?”. Mała plącze się w zeznaniach:„Wydaje mi się, że to był ten sam mężczyzna, którego widziałam na schodach”. „To był na pewno on?” dopytuje inspektor. „Chyba tak” odpowiada Gillie. Inspektor z trudem utrzymuje spokój: „Co się działo potem?”. „Zaczęłam uciekać. Bałam się, że jak mnie złapie to zastrzeli mnie z tej broni. Dlatego ją wyrzuciłam” opowiada Gillie. „Gdzie?” pyta inspektor. „Obok pubu” mówi dziewczynka. Inspektor wzdycha, wszystko do siebie pasuje.

          A Bronek idzie na statek i pyta o pracę. Oficer prosi o dokumenty. Bronek daje papiery z banknotem w środku. Oficer domyśla się, że ma kłopoty. Pewnie to się często zdarza. Bronek dostaję pracę.

          Inspektor dalej przepytuje dziewczynkę. „Potem biegłam. Wiedziałam, że szuka mnie policja. Bałam się wrócić do domu” opowiada Gillie. „Jak się dowiedziałaś, że cię szukają?” pyta inspektor. Mała odpowiada, ale przyznam, że tego fragmentu nie zrozumiałam. „Spędziłaś noc sama na wzgórzu?” pyta inspektor. Gillie potwierdza. „Pewnie się bałaś. Sam bym się bał” mówi pojednawczo inspektor i częstuje dziewczynkę pączkiem.

          Inspektor wpada na pomysł, żeby pokazać Gillie grupę mężczyzn, może rozpozna wśród nich mordercę? Gillie przechodzi wzdłuż rzędu jednakowo ubranych facetów, wśród nich jest Barcley, amant Anyi. Kiedy Gillie mija wszystkich nagle przychodzi jej do głowy pewna myśl (twarz Hayley Mills jest naprawdę ekspresyjna!). Wraca do Barcleya i z widoczną satysfakcją dotyka go ręką. Facet jest załamany. Zostaje na komisariacie.

          W międzyczasie policjanci, po przepytaniu babki od torby, idą do właściciela kamienicy. Pytają jak nazywał się facet, który kiedyś mieszkał z Anyą. Właściciel nie chce tego powiedzieć, ale policjanci grożą mu sprawdzeniem jego szemranych interesów.

          Inspektor znowu rozmawia z Gillie. Dopytuje czy na pewno ten mężczyzna, którego widziała na schodach. Nagle dzwoni telefon. Policjant przekazuje informację, że facet ze zdjęcia to Bronislaw Korczynski. Inspektor z trudem zapisuje to nazwisko, mówi je na głos. Wtedy Gillie w panice patrzy na zegar. Wie, że Bronkowi zostało niewiele czasu.

          Mała dalej odpowiada na pytania. Tak, widziała wskazanego mężczyznę na schodach. Nawet widziała przez otwór na listy jak strzelał! Inspektor jest zaskoczony. „Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej?” pyta. „Bałam się. Nie wiedziałam czy go złapiecie” odpowiada Gillie. „Nie wierzycie mi? Mogę wszystko pokazać” mówi.

          No i robią wizję lokalną w mieszkaniu Anyi. Gillie efektownie miota się po pokoju, cały czas opowiadając co widziała. Inspektor pyta o czym rozmawiała para. Gillie odpowiada, że nie wie, bo rozmawiali po polsku. Na końcu pada jak nieżywa :) Jest z siebie zadowolona, ale widzi, że inspektor ma smętną minę,. „To wszystko prawda!” krzyczy dziewczynka.

          Inspektor bierze ją w obroty. „Powiedziałaś, że mówili po polsku. Skąd wiedziałaś, że to polski?”. „No, ta pani była Polką, my tu się wszyscy znamy. Domyśliłam się.” tłumaczy Gillie. „ Powiedziałaś MÓWILI” naciska inspektor. „Czyli mężczyzna też! Znasz nazwisko Bronislaw Korczynski?” pyta już mocno zdenerwowany. „Nie, nie, nie znam!” broni się Gillie. Ale inspektor już jej nie wierzy.

          Policja dzwoni do biura portu. Pytają czy na liście zatrudnionych tego dnia nie ma Korczyńskiego. Tak, jego statek odpłynął przed chwilą. Widzimy go zresztą przez okno biura.

          Policjanci szybko jadą do portu. Ale stąd nie mają szans, żeby dopłynąć do statku. Inspektor organizuje łódź w pobliskim miasteczku. Razem z Gillie jedzie tam samochodem. Po drodze Gillie robi wszystko, żeby opóźnić pościg, łącznie z symulowaniem złego samopoczucia tudzież zwichnięcia nogi :) Ale inspektor nie daje się nabrać. Wsiadają na policyjną łódź i płyną w stronę statku. Pozostało im niewiele czasu do opuszczenia przez statek strefy 3 mil.

          Łódź dopływa do statku. Bronek widzi co się święci. Policjanci i Gillie wchodzą na pokład. Inspektor wchodzi do kajuty kapitana i prosi o wezwanie Bronka (Gillie pozostaje na zewnątrz razem z policjantem). Kapitan jest niezadowolony z całej akcji, bo to oznacza straty dla armatora.

          Bronek przychodzi do kajuty kapitana. Inspektor oskarża go o to, że wczoraj zabił Anyę. Ale Bronek zaprzecza. To nie on!! Inspektor sięga po asa w rękawie. Otwiera drzwi kajuty, a w nich stoi Gillie. Bronek z trudem zachowuje kamienną twarz. Dziewczynka zresztą też. Inspektor prosi ją, żeby dokładnie się przyjrzała. Czy poznaje tego mężczyznę? Ale Gillie zaprzecza.

          Inspektor ją naciska, ale bez efektu. Kiedy wie, że krzyki nie pomogą próbuje ją podejść psychologicznie: „Widzisz, Gillie w tym świecie musimy czasem kłamać…Lojalność to piękna rzecz. Ale to coś bardzo niewłaściwego kłamać, żeby chronić złe uczynki”. Ale Gillie po raz kolejny mówi, że nigdy go nie widziała...
          • siostra_bronte "Nieletni świadek" (4) 21.11.15, 14:53
            Kapitan prosi policję o opuszczenie statku. Ale inspektor nie zamierza się poddać. Podchodzi do Bronka i oświadcza, że go aresztuje, a dowody na pewno jeszcze znajdzie. Bronek traci panowanie nad sobą. Krzyczy, że przecież dziewczynka go nie poznaje! Inspektor z policjantami zabierają jednak Bronka ku rozpaczy Gillie. Mała podbiega do inspektora i krzyczy, że go nie widziała, naprawdę! Ale inspektor już nie słucha.

            I kiedy już mają zejść ze statku oficer podchodzi do nich i informuje, że statek jest już poza granicą 3 mil, więc nie mają prawa zabrać Bronka. Kapitan mógłby się na to zgodzić, ale tego nie chce i nie musi się z tego tłumaczyć. Oficer prosi Bronka, żeby wrócił do pracy. Inspektor jest wściekły. Podejrzewa, że oficer go oszukuje.

            W trakcie rozmowy Gillie urywa się policjantom i chowa na pokładzie statku. Nie chce się rozstawać z Bronkiem. Ale to fatalny błąd…Policjanci szukają jej na statku, ale inspektor prosi ich, żeby nie robili tego szybko. Chce otrzymać potwierdzenie od swoich służb, że statek jest faktycznie poza jurysdykcją kraju.

            Gillie biega po pokładzie, zauważa ją Bronek i zaciąga do jakiegoś kąta. Tłumaczy, że nie może tu zostać! Musi opuścić statek, bo z każdą minutą jego sytuacja się pogarsza. Gillie mówi mu, że są już w bezpiecznej strefie, ale Bronek nie słucha. Karze jej opuścić statek jak najszybciej. Krzyczy na nią, a potem przytula: "Musisz mi zaufać". Ale Gillie ucieka. Zauważa ją jeden z oficerów. Mała traci równowagę i wypada poza burtę. Najbliżej stoi Bronek. Waha się przez chwilę co robić. Ale skacze do wody i ratuje dziewczynkę.

            Łódź policyjna wyławia ją i także Bronka, który oczywiście zaciekle się broni. Kiedy Gillie dochodzi do siebie rzuca się Bronkowi w ramiona. Jaka to piękna scena. Nawet inspektor patrzy na nich z sympatią. Bronek mówi w końcu: „Masz wreszcie swojego człowieka”. Na to inspektor odpowiada: „Tak, i to bardzo odważnego”.

            Wspaniały film! Ma to wszystko co tak urzekło mnie w omawianym wcześniej „Trzecim sekrecie”. Znowu mamy tu niekonwencjonalną parę dorosły-dziecko. I znowu to dziecko jest pokazane bez żadnego protekcjonalizmu, jest absolutnie równorzędnym partnerem dorosłych. Tutaj też uczucia i emocje bohaterów, zwłaszcza małej Gillie pokazane są niezwykle wiarygodnie i delikatnie.

            Do tego znakomite, czarno-białe zdjęcia świetnie oddające klimat tej historii i liryczna muzyka. Mała Hayley Mills jest kapitalna w tej roli (a to jej debiut). Gra z wielką swobodą, bardzo wiarygodnie, potrafi wyrażać uczucia samymi wielkimi oczami. Z Horstem Buchholzem tworzą piękną, niemal romantyczną parę (bez żadnych podtekstów).

            Zaniepokojonych wizerunkiem naszego rodaka uspokajam. Bronek co prawda jest mordercą, ale wcale tego nie chciał, z biegiem filmu nasza sympatia do niego rośnie, a w finale rezygnuje z wolności, aby bohatersko ratować Gillie. Do tego jest przystojny :)

            W sumie niezwykle poruszająca historia, która pozostaje w pamięci. Rewelacja!!

            Trailer, może trochę zbyt skupiony na sensacyjnej akcji:

            www.youtube.com/watch?v=uU8GTKQFBAA
            • siostra_bronte Re: "Nieletni świadek" (4) 21.11.15, 15:43
              A, zapomniałam napisać, że ta akcja ze zgarnięciem Bronka przez policję wydaje mi się nielegalna. Ale rozumiem, że dodała dramatyzmu finałowi. Mam jednak nadzieję, że Bronek jakoś się wykręcił od więzienia, ewentualnie dostał niski wyrok. A Gillie będzie na niego czekać :)
            • grek.grek Re: "Nieletni świadek" (4) 22.11.15, 11:53
              dzięki, Siostro :]
              znakomita opowieśc !
              szczegłówa i barwna jednocześnie, wciągnąłem się bez reszty :]

              czarno-biała taśma, muzyka w starym stylu -ech, kiedyś się kręciło TAKIE filmy... :]
              świetnie się na to patrzy, zwłaszcza po latach, w dobie dzisiejszych, nowoczesnych,
              rozwiąząń, tym bardziej docenia się kompozycję, formę i stylistykę tamtych doskonałych
              filmów.

              zdecydowanie, Bronisław odkupuje swoją winę zachowaniem w ostatniej scenie.
              Polski charakter, trochę porywczy, trochę bezmyślny, ale ileż w nim romantyzmu, namiętności i heroizmu, kiedy trzeba ;]

              tak czy owak, Gillie jest tu jednak centralną postacią.
              Ciekawska, sprytna, żywa, i jakże świadoma swojej pozycji społecznej, prawda ?
              Jest dzieckiem, a dzieciom wiele sie wybacza. Wiele im uchodzi na sucho, a przede
              wszystkim : ludzie wierzą, ze dzieci nie kłamią. MOżliwe, że to racja, tyle że dzieci
              lubią konfabulować, a ludzie często nie odróżniają jednego od drugiego, więc jak
              dzieciak racjonalnie konfabuluje, to dorosłym przez myśl nie przejdzie, że może
              tym samym ich wprowadzać w błąd ;]

              dlaczego nie wydała policji Bronka ?
              bo chciała mieć ten pistolet,żeby zrobić furorę na podwórku.
              czy to piękne ?
              I wiarygodne maksymalnie.

              Była ciekawa, co się stanie. I nie czuła chyba niebezpieczeństwa ? Dorosły człowiek, który przed chwilą zabił, a teraz dowiaduje się, że miał świadka tego wyczynu, może działać
              instynktowny. A mała instynktownie wyczuwa w Bronku dobrego człowieka, czy to nie zastanawiające ?

              Widziała, że krzyczał, rzucał stołem, a potem zastrzelił kobietę. A zatem, że umie być agresywny. A jednak nie ucieka, poza pierwszych odruchem. POtem jednak coś ją przyciąga do niego. Dziecięca ciekawość. Najlepsze co ma człowiek :] dorosły też :]

              Niby wiadomo, że skoro Bronek raz dostał szału, to drugi raz też moze dostać, ale jednak mała się nie boi. Ciekawość znosi strach, zwłaszcza w psychice dziecka. Dorosły reaguje inaczej. Szuka wydostania się z sytuacji niepewnej.

              w sumie, obraz policji wodzonej za nos przez sprytną Gillie, jest tutaj chwilami zabawny. Oczywiście, do momentu, w którym Gillie wskazuje niewinnego człowieka jako mordercę. To już jest poza normami przyzwoitości :} Ale znów - czy można dziecko winić ? Ona nie wie do końca, czym to pachnie. Pan komentator boksu może pójśc na całe życie do więzienia albo nawet zostać powieszonym. Dla Gillie liczy się przyjaciel i jego dobro. Dorosły sześc razy by się zastanowił, czy złamać regułę, dziecko łamie ją od razu. Gillie ma jednostronne poczucie słuszności swojej decyzji, bo nie zastanawia się nad konsekwencjami. To też zaleta dziecka.

              patrząc na takie dzieciaki, myslę sobie zawsze : interesujące, jacy z nich będą dorośli ? fantazyjni i otwarci czy wręcz przeciwnie, coś się przestawi i z fajnych dzieciaków wyrosną ludzie zupełnie pozbawieni osobowości ?

              inspektor mówi Gillie o kłamstwie, dyktowanym lojalnością. Czy Gillie zna słowo "kłamstwo" ? Sadzę, ze nie :] Ona, po prostu, robi to co musi, aby ratować Bronka. Bo go kocha [także : bez podtekstów ;)]. Dla niej to tak proste i nieskomplikowane. I wzrusza jej determinacja, z jaką odmawia wskazania go jako winnego. A także to jak w końcu chytry inspektor wpędza ją w chaos zeznań i zmusza do popełnienia błędu. To nierówny pojedynek, bo inspektor ma detekwistycznego nosa, a mała Gillie tylko dziecięcy spryt, który pod naporem pytań i pojawiającego się w końcu zdenerwowania musi przegrać.

              no i... to jednak rok 59 :]
              za wcześnie, żeby sprytna małolata ogrywała inspektora policji ;]]
              doszło do zabójstwa. Jak byśmy nie rozumieli Bronka, jak byśmy nie lubili małej Gillie, policja w końcu musi dojśc do prawdy, a jakby nie było morderca musi zostać złapany.
              ALE scenarzyści wybrnęli z tego wszystkiego znakomicie : zrehabilitowali Bronka, dowiedli że Gillie do końca próbowała go ochraniać [dziecko chroni dorosłego - to też temat interesujący :)], że ich przyjaźń nie została nadwątlona dramatycznymi wydarzeniami, i że Bronek zapewne swoje odsiedzi, wyrok zostanie złgadzony, a Gilie przyniesie mu pomarańcze do więzienia. Praworządnośc górą, ale przestępcy/"przestępcy" bynajmniej nie dołem :]

              swietna opowieśc, Siostro :]
              dzięki raz jeszcze.
              jakaś nagroda dla Ciebie by się przydała, za propagowanie filmów ze złotej ery kina :]
              za znakomity pomysł i styl w jakim tego dokonujesz :]

              • siostra_bronte Re: "Nieletni świadek" (4) 22.11.15, 16:28
                Dzięki, Greku :)

                O tak, tamto kino miało swój styl. I coś jeszcze wyjątkowego. Nie potrafię znaleźć lepszego określenia, jak HUMANIZM. To kino każdego stara się zrozumieć, nawet tego złego przestępcę czy małe dziecko...Nie ma w nim wszechobecnego teraz cynizmu czy ironii...Wywołuje w widzach to co najlepsze, ale bez ckliwości czy infantylizmu. I to jest w tym starym kinie piękne. Ale i świat był wtedy inny...

                Podpisuję się pod wszystkimi uwagami!

                I naprawdę trzeba pochwalić twórców, że mamy tu fragmenty w j. polskim, całkowicie poprawne gramatycznie (tyle, że akcent i wymowa czasem szwankują, ale to można wybaczyć). Zdarzało się czasem, że zachodni filmowcy nie odróżniali polskiego od rosyjskiego. Że nie wspomnę o Niemcach mówiących płynną angielszczyzną.

                Naprawdę kawałek, pięknego, chwytającego za serce kina. Takich filmów po prostu się nie zapomina.

                Jeszcze raz dzięki za miłe słowa. Ale dla mnie wystarczającą nagrodą są Twoje bardzo ciekawe komentarze tudzież komplementy :)

                • grek.grek Re: "Nieletni świadek" (4) 23.11.15, 12:09
                  :]

                  święte słowa, Siostro.
                  ci źli mieli w sobie dobroć, a ci dobrzy nie byli tandetni.
                  nawet podczas przypominania sobie "Okna na podwórze" zwróciłem uwagę na coś podobnego : zabójca żony Torvald, niby ją udusił i poćwiartował, ale kiedy przychodzi do Jeffriesa, zadaje pytanie "Czego pan ode mnie chce ? O co panu chodzi ?". To może kwiatek do kożucha tylko, ale jednak zadaje racjonalne pytanie, zachowuję formę grzecznościową...a że chwilę później zabiera się do podduszania Jeffriesa... no cóż ;]

                  miło mi ! :]

                  to prawda :]

                  cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro ! :]
    • siostra_bronte "Listy do M 2" 21.11.15, 15:53
      Kapitalna recenzja nowego hitu, autorstwa jednego z moich ulubionych krytyków (pamiętam go jeszcze z czasów "Filmu"), Bartosza Żurawieckiego. To trzeba przeczytać :)

      www.alekinoplus.pl/aleblog-et-in-arcadia-ego_1786
      • barbasia1 Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 18:02
        Mam wrażenie, że pan recenzent za bardzo się nadął. To tylko romantyczna komedia świąteczna dla szerokiego odbiorcy. :)
        • siostra_bronte Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 18:23
          A ja lubię ostre pióro Żurawieckiego. I w romantycznych komediach można wypatrzeć ciekawe zjawiska społeczne :)
          • barbasia1 Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 20:38
            siostra_bronte napisał(a):

            >I w romantycznych komediach można wypatrzeć ciekawe zjawiska społeczne :)

            A ja mam wątpliwości, że w rodzimych romantycznych komediach można wypatrzeć ciekawe zjawiska społeczne , prędzej w serialach .
            • siostra_bronte Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 21:25
              No, ale ten konsumpcyjny pęd i galerie handlowe jako nowe świątynie to jednak kawałek naszej rzeczywistości.
              • barbasia1 Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 22:15
                Tak, oczywiście, że tak.
                Ale generalnie , mam wrażenie, polskie komedie romantyczne w większości przypadków (jeśli nie we wszystkich) prezentują mocno wyimaginowany obraz świata.


                Bronte, przepraszam , postaram się jutro napisać kilka słów o "Nieracjonalnym mężczyznie". :)
        • maniaczytania Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 19:52
          myślę podobnie jak Barbasia. Choć wiele uwag słusznych jak najbardziej, co więcej można by je przypisać i pierwszej części (jak choćby akcja w centrum handlowym, czy brak odniesień do Jezusa - tam też jest politycznie poprawnie ;) ).
          Ale właśnie to jest specyficzna konwencja, tu trzeba przymknąć oko - to ma być słodkie kiczowate trochę i przylukrowane. Chociaż tak naprawdę i w pierwszej, i w drugiej (choć nie oglądałam to wiem) poruszone zostały bardzo poważne problemy i słusznie!
          • barbasia1 Re: "Listy do M 2" 21.11.15, 20:34
            maniaczytania napisała:

            Choć wiele uwag słusznych jak najbardziej, [...]
            Yes!

            > czy brak odniesień do Jezusa - [...]

            Ale to chyba nie byłaby trafna obserwacja socjologiczna, prawda? Nie jesteśmy jednak jeszcze tak zateizowani, tłumy w kościele w święta na to nie wskazują.

            A'propos, w drogerii Natura dziś, 20 listopada!!! sączyła się z głośnika kolęda "Lulajże Jezuniu"!!!
    • grek.grek "Jurajski Park Hitlera" dokument via TVP Historia 22.11.15, 16:26
      chwytliwy tytuł, prawdaż ? :]

      tu jest w całości :
      www.youtube.com/watch?v=YaHZK1z6OdY
      w istocie tak było.
      Niekoniecznie Niemcy chcieli odtwarzać dinozaury, ale... prawie że nieomal :]

      Cała idea powstała w głowie Hermanna Goeringa.
      Wymyslił on sobie coś w rodzaju pierwotnego lasu, takiego jak w starożytnym legendach o Germanach- wojownikach kształtujących swoje aryjskie cnoty, siłę i odwagę, w polowaniach na dzikiego zwierza. Zlecił więc żołnierzom czyszczenie ogromnych połaci terenów leśnych, co wiązało się z deportacją mieszkających tam ludzi oraz wybijaniem wszelkiego pogłowia niepasującego do ambitnej wizji.

      Najpierw działo się w to w Niemczech, później obiektem zainteresowania Niemców stała się Puszcza Białowieska, a także Augustowska, które miały stać się miejscem uganiania się niemieckich wojowników uzbrojonych w PIKi, za zwierzyną łowną.

      No i właśnie - jak już oznaczono teren, jak już zaimplementowano ideę, przydałyby się jeszcze obiekty polowania, godne niemieckich następców mitycznego Zygfryda.

      Goering zatrudnił więc specjalną ekipę naukowców, pod kierownictwem niejakiego pana Lutza, którzy zajęli się wskrzeszeniem wymarłego przed 10 tys laty TURA. Koncepcja polegała na tzw. krzyżowaniu wtórnym, i wychodziła od przekonania, że bydło domowe posiada w sobie cechy dawnego dzikiego tura i za pomocą okreslonej liczby krzyżówek kolejnych jego potomków da się w końcu dojśc do tego właściwego egzemplarza.

      Naukowcy nie widzieli nigdy na oczy autentycznego tura, więc opierali się na podaniach i legendach. Tur był zwierzęciem, na które polowanie miało wzmagać męstwo i szlifowac charakter porządnego Aryjczyka. Z tego rasa aryjska powstała i teraz powinna wrócic do korzeni, głosił Goering. W oczywisty sposób widać tutaj podobieństwo do ogólnej teorii hierarchii ras głoszonych przez nazistów w odniesieniu do ludzkości.

      Sprowadzono rózne rasy bykow i bydła z całej Europy i po 14 latach zaprezentowano marszałkowi Goeringowi TURA wskrzeszonego :]

      Po wejściu do Polski, tury te przywiezono i wpuszczono do Puszczy Białowieskiej, z której uprzednio wysiedlono wiele tysięcy Polaków i Białorusinów, a tych pochodzenia żydowskiego od razu zabito.

      Naukowcy współcześni, którym oddaje się głos, śmieją się trochę z niemieckich eksperymentów tamtych czasów i z całym przekonaniem twierdzą, że tura hitlerowcy nie wskrzeslili. Coś tam pokrzyzowali, coś tam wykreowali, ale raczej... taką bardziej rezolutną krowę, która obok prawdziwego tura nigdy nawet nie stała :]]
      szkoda, że za fanaberie niemieckich fantastów zapłaciło życiem tak wielu niewinnych ludzi.

      Oprócz tura Niemcy mieli nadzieję powołać na nowo do życia tarpana, przodka współczesnego konia. Też z marnym efektem.

      Chętnie również zajmowali się hodowlą psów, celowo owczarków. Używali ich, jak wiadomo, w obozach pracy do nadzorowania więźniów. We wspomnieniach tychże więźniów pojawiają się wzmianki o tym, ze Niemcy często tresowali swoje psy własnie na nich. Potrafili wrzucać dogrywających wycieńczonych chorobami i pracą ponad siły ludzi do psich klatek, gdzie zwierzęta zabijały ich i zjadały na surowo. makabreska.

      interesujący dokument.
      Poza wszystkim, Niemcy podjeli się całkiem ambitnego zadania. Sam fakt, że na coś takiego w ogóle wpadli, dowodzi że mieli na czym czapkę nosić. Tylko jak zwykle innym musiało się oberwać przy okazji, a sama idea jakoś niekoniecznie wyglądała na szlachetną.

      Goering skończył w wiadomy sposób, pan Lutz nie został w żaden sposób ukarany, bo i za co ?, po wojnie prowadził nadal badania i zajmował się zwierzętami w ogrodach zoologicznych.

      • barbasia1 Re: "Jurajski Park Hitlera" dokument via TVP Hist 22.11.15, 17:18
        Ciekawa dokument. Nigdy o tych pomysłach nazistów nie słyszałam. Szaleństwo!
        • grek.grek Re: "Jurajski Park Hitlera" dokument via TVP Hist 22.11.15, 17:33
          ja też dowiedziałem się dopiero z tego dokumentu ;]

          udanego wieczoru, Barbasiu, przyjemnego i filmowego :]
          • barbasia1 Re: "Jurajski Park Hitlera" dokument via TVP Hist 22.11.15, 21:48
            Dziękuję. Przyjemnego wieczoru.

            I do zobaczenia w środę.

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,159179940,159365881,Re_20_00_Polsat_Salt_.html
            • grek.grek Re: "Jurajski Park Hitlera" dokument via TVP Hist 23.11.15, 12:00
              aż w środę ?

              do zobaczenia, powodzenia, Barbasiu :]
    • siostra_bronte "Tuż przed nocą" (1) 22.11.15, 16:31
      Uwaga, mam przypływ twórczej weny :) Obejrzane w youtube. Film Claude’a Chabrola z 1971 r. Szczęśliwie miał angielskie napisy.

      Mężczyzna w średnim wieku, Charles (Michel Bouquet) spotyka się ze swoją kochanką w jej mieszkaniu. Zabawiają się w sado-maso. Widać, że to kobieta wciąga Charlesa w tę grę. Prosi go, żeby ją dusił. Charles obejmuje dłońmi jej szyję….

      W tym momencie pojawia się czołówka filmu. Kiedy wracamy do mieszkania, kobieta leży martwa na łóżku. Charles jest absolutnie spokojny. Ubiera się i wychodzi.

      Idzie do pobliskiego bistro. Nakłada ciemne okulary. Wypija dwie szklaneczki whisky, a potem biegnie do toalety i wymiotuje. Wraca na salę. Jakoś zachowuje spokój, choć wygląda niewyraźnie. Pech chce, że zauważa go znajomy, Francois (Francois Perier). Facet wita się z nim wylewnie. Opowiada, że właśnie chciał odwiedzić żonę, Laurę w antykwariacie (pracuje tam), ale jej nie zastał. Na dźwięk imienia Laury Charles lekko sztywnieje.

      Czy to ją właśnie zabił??

      Francois oferuje Charlesowi podwiezienie do domu. Obaj mieszkają blisko siebie, pod Paryżem. W trakcie podróży rozmawiają o różnych rzeczach. Charles wygląda na zmęczonego, ale zachowuje się jak gdyby nigdy nic…

      Obaj wpadają jeszcze do baru w swojej miejscowości. Tam Francois dostaje telefon od swojej gosposi, że „żona miała wypadek”. Musi wracać do Paryża. Już wiemy, że to była Laura! Francois przekazuje wieści Charlesowi, który zachowuje całkowity spokój. Proponuje przyjacielowi, że z nim pojedzie, ale ten mówi mu, żeby wracał do domu.

      Charles z zatroskaną miną idzie do domu. Wita się ze swoją żonę, Helene (Stephanie Audran) i dziećmi. Dom jest piękny, widać, że rodzinie świetnie się powodzi. Mają nawet opiekunkę dla dzieci. Żona widzi, że mąż kiepsko wygląda. Pyta co się stało. Charles odpowiada, że Laura miała wypadek. Helene jest bardzo zmartwiona. Pyta o szczegóły, ale mąż mówi, że Francois obiecał zadzwonić.

      Tymczasem Francois przyjeżdża pod adres podany gosposi przez policję. W mieszkaniu są policjanci. Dopytuje co się stało z jego żoną. Inspektor najpierw go wypytuje. Czy wiedział, że żona wynajmowała to mieszkanie? I że miała kochanka? Francois zaprzecza. Policjant informuje go, że jego żona nie żyje, została uduszona. Francois jest w takim szoku, że nie okazuje żadnych emocji.

      Policjanci przepytują też właścicielkę mieszkania, Ginę. Może widziała mężczyznę, który tu przychodził? Ale kobieta nic nie wie.

      A Charles spędza w domu wieczór taki jak zwykle. Gra z żoną w scrabble, śmieje się z jej żartów. Ale jest zmęczony i idzie wcześnie do łóżka. Aplikuje sobie krople laudanum na sen. Wie, że miałby problemy z zaśnięciem…

      Rankiem szuka informacji o śmierci Laury w gazetach. I znajduje artykuł na ten temat. Przekazuje informacje żonie. Helena jest zszokowana, że to było zabójstwo.

      Charles wiedziony współczuciem lub ciekawością (?) idzie do domu Francois. Ten zachowuje się całkiem spokojnie, biorąc pod uwagę okoliczności. Mówi, że jego małżeństwo było zupełnie inne niż jego i Heleny. Laura miała swoje życie, on swoje…Prosi Charlesa, żeby nie myślał źle o jego żonie. Ten odpowiada, że nie ma prawa oceniać innych. Na koniec oferuje przyjacielowi swoją pomoc. Francois jest wdzięczny.

      Ależ Charles ma stalowe nerwy, żeby iść do przyjaciela i patrzeć mu prosto w oczy, po tym co zrobił!

      Potem Charles jedzie do pracy. Jest współwłaścicielem firmy reklamowej. Okazuje się, że audyt wykazał nieprawidłowości. Razem ze wspólnikiem wypytuje księgowego, starszego pana, który pracuje tu od początku. Nie oskarża go, ale prosi o dokładne sprawdzenie rachunków…

      Po paru dniach do Charlesa i Heleny przyjeżdża jego matka. Energiczna starsza pani. Tego dnia odbywa się pogrzeb Laury. Francois przyjeżdża samochodem po parę przyjaciół. Charles siada samotnie z tyłu. W pewnej chwili mówi bezgłośnie, tak, że tego nie słychać: „Francois, zabiłem Laurę”. Czyżby miał zamiar przyznać się przyjacielowi?

      Na pogrzeb przyszła grupka ludzi. Wśród nich jest właścicielka mieszkania, Gina. Francois przedstawią ją Charlesowi i Helenie. W trakcie pogrzebu kobieta przygląda się Charlesowi z uwagą. Jakby się zastanawiała czy już go gdzieś widziała…

      Następnego dnia Charles jak zwykle idzie na stację kolejową, żeby pojechać do pracy. Tam zauważa Ginę. Patrzą na siebie przez długą chwilę. Setki myśli przechodzą Charlesowi przez głowę. Czy Gina widziała go z Laurą?

      Podchodzi do kobiety i wita się jakby nigdy nic. Gina mówi, że przyjechała do Francois z rzeczami Laury. Rozmawiają przez chwilę, a potem Charles wsiada do swojego pociągu.

      Gina idzie do domu Francois, ale ma inne zamiary. Francois jest zaskoczony wczesną wizytą. Kobieta tłumaczy się, że to ważna sprawa. Mówi mu, że wie, kto odwiedzał Laurę. To jego przyjaciel, którego spotkała na pogrzebie, Charles. Widziała ich razem tylko raz, pod domem, był późny wieczór.

      Francois jest zaskoczony. Ależ to niemożliwe! Są przyjaciółmi od 25 lat, to nie mógł być on. Było ciemno, mogła się pomylić... Gina na to: „wiem co widziałam” i chce iść na policję. Ale Francois prosi ją, żeby tego nie robiła. Takie oskarżenie mogłoby zniszczyć życie Charlesa i jego rodziny. Wspomina o znajomym, jak on architekcie, który został niesłusznie skazany, a prawda wyszła po latach. A przecież Gina nie ma 100% pewności, że to było on. Lepiej o tym zapomnieć. Gina w końcu zgadza się z nim, może faktycznie to nie ma sensu…
      • siostra_bronte "Tuż przed nocą" (2) 22.11.15, 16:33
        Wieczorem Charles wraca po pracy do domu. Helena pyta go kiedy kupią świąteczne prezenty, bo święta już za kilka tygodni. Charles reaguje ze złością. Helena jest zaskoczona. Zaczyna płakać. Mówi, że od jakiegoś czasu jest…dziwny. Charles ją uspokaja i prosi, żeby mu wybaczyła. Helena przytula go i mówi, że bardzo go kocha. Jest wspaniałym mężem. Ale Charles odsuwa jej ręce. „Nie jestem taki jak myślisz…Miałem romans”. Widać, że zaczynają mu ciążyć jego sekrety.

        Helena słucha tego w milczeniu. Charles opowiada, że to trwało jakiś czas, ale już się skończyło. „Nie gniewaj się na mnie. Takie rzeczy się zdarzają…Ale jej nie kochałem” mówi. „To jednak trochę rani. Ale to dobrze, że mi powiedziałeś” odpowiada spokojnie Helena. Może spodziewała się tego. Może tak go kocha, że potrafi wybaczyć naprawdę dużo…

        Ale na tym nie koniec. Charles chce jej powiedzieć kto to był. Helena domyśla się, że to Laura. Jest przygnębiona, ale dzielnie znosi te rewelacje…

        Potem Charles jak zwykle zapuszcza sobie krople na sen. Ale nie może spać. Zaczyna płakać w łóżku. Słyszy to żona. Dopytuje co się stało. Charles mówi, że ma już dosyć, nie pójdzie jutro do pracy. Helena go uspokaja. Pyta czy to przez ich rozmowę. Ale on zaprzecza, cieszy się, że powiedział prawdę. Helena potwierdza, że to co się kiedyś działo nie ma już dla niej znaczenia. Może pojechaliby nad morze, do domu matki? Matka przyjechałaby do nich i zajęła się wnukami. Oboje odpoczęliby po tych emocjach. Charles uśmiecha się. To dobry pomysł.

        Para jedzie więc nad morze. Spacerują sobie piękną plażą. Wydaje się, że wszystko się jakoś rozejdzie…Ale niespodziewanie Charles mówi żonie, że nie powiedział jej całej prawdy. „To byłem ja” wypala prosto z mostu. Helena wie co to znaczy. Jest w kompletnym szoku. Po chwili prosi męża żeby wrócili do domu.

        Tam Charles zwierza się. „Wybacz mi…Nie mogłem dłużej męczyć się z tym sam. Musiałam komuś o tym powiedzieć”. Żona przytula go. „To był wypadek? Jeżeli nie chcesz mówić…” mówi. Ale Charles chce wyrzucić z siebie wszystko.

        „Kochanie, musisz mnie zrozumieć…Z tobą miłość jest taka prosta. Z nią to było jak szalony teatr. To nie była miłość, ale coś gwałtownego i upokarzającego. Chciała, żebym był brutalny…Wiedziała, że cierpię. Ale wracałem do niej…Nie potrafiłem tego skończyć”. Helena słucha tego zszokowana, z szeroko otwartymi oczami.

        Charles opowiada dalej: „Tamtego wieczora poprosiła, żebym położył dłonie na jej szyi i zacisnął. Moje palce…Nie mogłem ich kontrolować…To było jak zawrót głowy. Jakbym podłączył się do otchłani. Potrafisz to zrozumieć? ”. Skołowana Helena mówi, że tak, ale mąż zaprzecza. „Nie, nie potrafisz…Przekroczyłem granicę między fantazją i rzeczywistością. Laura nagle była martwa”.

        „Ale nie chciałeś jej zabić?” pyta Helena. „Nie” odpowiada Charles. Żona wypytuje go czy policja go przesłuchiwała. Charles zaprzecza. „A co z tą kobietą na pogrzebie? Mogła cię widzieć u Laury?” pyta dalej. Mąż mówi, że zawiadomiłaby już policję.

        Wtedy Helena, wciąż przytłoczona, ale spokojna mówi te słowa: „WIĘC JESTEŚ BEZPIECZNY”. I nawet nie robi mu wyrzutów, za to co zrobił. Można zrozumieć, że kocha męża, nie chce rozbijać rodziny… Status materialny też jest ważny. Bohaterowie filmu to burżuazja, której wygodne życie Chabrol z lubością pokazuje. Te piękne wnętrza, eleganckie stroje…Czy brak jakichkolwiek zasad moralnych to cecha tej właśnie warstwy społecznej? Bo tam liczą się pozory, za wszelką cenę?

        Później oboje idą na spacer na plażę, „Czujesz się lepiej?” pyta Helena, „Tak, znacznie lepiej. Już nie czuję się SAMOTNY” mówi Charles. Ale przyznaje, że ją okłamał. Aż dziwne, że Helena jeszcze nie padła na zawał :) „Mówiłem, że nie chciałem jej zabić. Teraz nie jestem tego pewien” mówi Charles. „Przestań się torturować. To był wypadek.” odpowiada Helena. I wracają do domu…

        Wkrótce Charles dostaje telegram z firmy, że musi natychmiast wracać, bo stało się coś ważnego. Po przyjeździe okazuje się, że księgowy zniknął z dużą kasą. Policja już prowadzi śledztwo. Podobno księgowy wyjechał z kochanką, zostawiając swoją rodzinę bez grosza. Charles przyjmuje to spokojnie, nawet stara się tłumaczyć faceta: „nie wiemy dlaczego to zrobił”, jakby czuł z nim przestępczą solidarność…

        Nadchodzą święta. Charles i Helena spędzają je z matką. Odwiedza ich też Francois z prezentami dla dzieci. W trakcie wieczora Charles mówi nagle, że odprowadzi go do domu. Helena żartuje, że chyba już go nie wyrzuca. Charles zaprzecza, po prostu chce z nim porozmawiać. Ma zafrasowaną minę i czujemy, że coś się święci…

        Po miłym wieczorze obaj panowie wychodzą. Francois pyta Charlesa co chciał mu powiedzieć. Przyjaciel mówi, że dowiedział się od inspektora policji, że śledztwo utknęło w martwym punkcie i są małe szanse na znalezienie zabójcy (policjant zajmujący się kradzieżą w firmie zajmował się też sprawą zabójstwa, Charles widział go wcześniej przed domem Francois).

        Francois słucha tego ze spokojem. „Nie wiesz kto to mógł być?” pyta Charles. Francois zaprzecza. Charles na to: „Chcę, żebyś wiedział, że to JA zabiłem Laurę”. Obaj wciąż idą, a Francois zachowuje kamienną twarz (choć jest ciemno i niewiele widać). Zresztą jak można zareagować na taką wiadomość??
        • siostra_bronte "Tuż przed nocą" (3) 22.11.15, 16:36
          Charles kontynuuje: „Powiedziałem wszystko Helenie. Zaakceptowała to. Chce mnie tylko chronić…Nie mogę znieść tego, że nie będę OSĄDZONY…Powiedz co mam zrobić”. Francois na to: „nie wiem”.

          Charles mówi dalej: „Powinienem zgłosić się na policję?”. „Nie, to chyba nie jest dobry pomysł” odpowiada spokojnie Francois. „Ale to byłoby słuszne” mówi Charles. Francois na to:„Nie. Pomyśl o Helenie i dzieciach. To i tak niczego by nie zmieniło”.

          „Ale muszę zapłacić tak czy inaczej” upiera się Charles. „Nie wiem. Nie ma we mnie żądzy zemsty…Najlepiej będzie próbować o tym zapomnieć” odpowiada Francois. Charles zaczyna już krzyczeć: „Przecież jestem mordercą!”. „Skąd mam wiedzieć? Przecież to był wypadek, nie chciałeś jej zabić” odpowiada Francois.

          Charles pyta przyjaciela dlaczego nie zgłosił policji, że spotkał go w barze tamtego dnia. Francois na to, że nie chciał, żeby go niepokoili. Charles znowu krzyczy: „dlaczego nie powiesz im teraz?!”. Francois mówi, żeby nie szedł na policję: „Wybij to sobie z głowy. Nie uważam cię za winnego…Nikt nie jest winny temu co zdarza się w koszmarze”. „Jesteś pewien?” dopytuje Charles. „Tak, całkowicie pewien. Musisz o tym zapomnieć. Za wszelką cenę” odpowiada Francois. „Wybaczasz mi?” pyta Charles. „To nie jest kwestia przebaczenia. NIC się nie wydarzyło” odpowiada Francois.

          Na koniec Charles mówi , że zrozumie, jeżeli Francois „ukarze” go zakończeniem ich przyjaźni. Ale ten odpowiada, że widzą się jutro…

          Ta długa scena rozmowy w mroku jest naprawdę znakomita!

          Charles wraca do domu. Żona mówi mu, że był telefon z policji, złapano księgowego. Jutro rano ma się zgłosić na komisariat. Charles mówi jej, że wyznał wszystko Francois. Helena pyta co powiedział. „Mniej więcej to samo co ty” mówi Charles. Żona nie jest tym zaskoczona: „Spodziewałam się tego”.

          Rankiem Charles ze wspólnikiem jadą na policję. Mają okazję zobaczyć księgowego. Charles pyta go dlaczego to zrobił. Facet na to: „idź do diabła”. Charles długo patrzy na kajdanki na jego rękach…Wyobraża sobie siebie?

          Nasz bohater wieczorem wraca do domu. Jest wyraźnie przygnębiony. Helena pyta czy wszystko w porządku. Charles potwierdza. Jest tylko zmęczony. Żona proponuje mu szklaneczkę whisky.

          Nocą Helena budzi się i widzi, że łóżko męża jest puste. Idzie do salonu. Jest tam Charles, z książką w ręku. Mówi, że nie może spać. Prosi Helenę, żeby wrócił do łóżka. Ale ta chce z nim zostać. „Nie potrzebuję pocieszenia. Nie możesz dać mi spokoju, którego potrzebuję…Wręcz przeciwnie” mówi jej Charles.

          Po chwili dodaje: „postanowiłem zgłosić się na policję”. Helena chce krzyknąć, ale zasłania usta. „Mylisz się. Nie ma takiej potrzeby” mówi żona. „To jedyne wyjście. Gdybym tego nie zrobił, to byłoby tchórzostwo…Nie zniósłbym myśli o tym, że jestem takim tchórzem” odpowiada Charles. Żona zaprzecza, ale Charles już zdecydowany: „Tylko w ten sposób znajdę spokój. W kajdankach. Chcę zrobić to co jest WŁAŚCIWE. Nic więcej się nie liczy”.

          Helena nie poddaje się:„Ale czy to będzie właściwe także dla mnie i dla dzieci?”. Ale Charles już o tym myślał. Jego rodzina nie ucierpi na tym, że zrobi to co właściwe. Helena dopytuje co z jego matką. Charles odpowiada, że sprawiedliwość nie oszczędza przestępców tylko dlatego, że ich rodziny cierpią.

          Helena:”To już jakaś obsesja. Sprawia ci przyjemność zadręczanie się…Nie jesteś przestępcą!”. „Właśnie, że jestem. Zabiłem ją” odpowiada Charles. Helena mówi już podniesionym głosem: „Chcesz siebie zniszczyć. Zachowujesz się jak szaleniec”.

          Zmęczony Charles odpowiada, że może ma rację…Helena przytula go i sączy uspokajające słowa: „Charles, weź się w garść. To jest prawdziwa odwaga. Nie poddanie się policji…Wierzę w ciebie. Wiem, że w głębi duszy jesteś niewinny. Ty też powinieneś w to uwierzyć… Możemy być znowu szczęśliwi”.

          Charles już wyraźnie się waha: „naprawdę tak sądzisz?”. „Oczywiście, że tak. Te duchy muszą zniknąć...Walcz o nasze szczęście”. Charles uśmiecha się. Helena mówi, żeby poszli już spać.

          Charles wydaje się już pogodzony z sytuacją. Ale w sypialni znowu wraca do tematu: „Kochanie, nie będę w stanie z tym żyć. Nie ma sensu walczyć…Czy to szaleństwo, czy tchórzostwo, mam dosyć. Zgłoszę się jutro rano. Napisałem już list do matki. Wyślę go jutro”.

          Helena podbiega i przytula go, bliska płaczu: „Nie, nie możesz tego zrobić! Nie jutro. Daj nam chociaż jeszcze jeden dzień”. Ale Charles nie chce już czekać. Mógł to zrobić wcześniej, ale chciał, żeby Helena to zaakceptowała. Żona patrzy na niego długo i w końcu mówi: „masz rację”.

          Charles dodaje, że samobójstwo byłoby najlepszym wyjściem dla wszystkich, ale to znowu byłoby tchórzostwo. Helena, zrezygnowana mówi mu, że wszystko rozumie i podziwia go…Charles odpowiada, że jest wspaniała. Potem prosi ją, żeby przyniosła mu wodę z kroplami nasennymi. A sam, z wyrazem ulgi kładzie się do łóżka.

          Helena idzie do łazienki po krople. Czyżby…Nalewa wodę do szklanki, potem wpuszcza krople. Ale jest ich więcej niż kiedy robił to Charles. Bardzo dużo. I to jest absolutnie szokująca scena.
          Helena wraca do sypialni, daje szklankę mężowi. Charles wypija wszystko i kładzie się spać. Bierze żonę za rękę i mówi: „niech zapadnie noc”. Helena gasi lampkę przy łóżku...
          • siostra_bronte "Tuż przed nocą" (4) 22.11.15, 16:41
            Ostatnie sceny. Helena siedzi na leżaku na plaży, obok niej teściowa, dalej bawią się dzieci. Helena czyta list Francois, który wyraża współczucie z powodu SAMOBÓJSTWA Charlesa. Pisze, że był wspaniałym człowiekiem, który zawsze dbał o szczęście swoich bliskich. A jego decyzja sprawiła, że stał mu się jeszcze bliższy.

            Matka mówi Helenie, że dzieci zaczynają już zapominać…Na koniec widzimy ich sylwetki na plaży. Koniec.

            Znakomity film! I prowokacyjny. Bohater popełnia zbrodnię już na początku filmu. Trudno go lubić, ale chcąc nie chcąc wczuwamy się w jego położenie. Ba, po jakimś czasie wręcz zaczynamy mu współczuć, bo życie mordercy, jak się okazuje, wcale nie jest lekkie :)

            Charles nawet nie boi się schwytania. Co ciekawe, właściwie nie widzimy tu śledztwa. To bohater zmaga się sam ze sobą. Trudno powiedzieć czy to wyrzuty sumienia. Ani razu nie mówi, że żałuje tego co zrobił, nie jest mu żal Laury. To co go dręczy, to świadomość, że z nikim nie może się podzielić swoją tajemnicą.

            W końcu nie wytrzymuje i mówi o wszystkim żonie. Jej reakcja jest jakoś tam zrozumiała, choć jednak z zastrzeżeniami. Mogłaby mu przynajmniej zrobić awanturę :) Ale o dziwo, mąż ofiary, reaguje dokładnie tak samo: trzeba o tym zapomnieć. Nie chce ukarania Charlesa, wierzy, że to był wypadek, po co komplikować wszystkim życie…I jak podaje kolejne racjonalne argumenty, to aż się człowiek zastanawia: kurcze, może faktycznie ma rację? :)

            No i finałowa scena. Helena zabija męża, żeby… No właśnie, żeby ratować rodzinny honor i swoją pozycję? Żeby oszczędzić cierpień rodzinie?

            Jak teraz o tym myślę, to zastanawiam się, czy Charles… nie oczekiwał tego od żony? Wspomniał o samobójstwie, nawet przeprosił, że nie miał odwagi tego zrobić. I dlaczego poprosił żonę o krople, przecież mógł to zrobić sam…I te wieloznaczne słowa: „niech zapadnie noc”.

            Nie potrafię rozstrzygnąć, która wersja jest prawdziwa. Tak czy siak, wymowa filmu jest i tak wstrząsająca.

            A to wszystko pokazane w typowym dla Chabrola chłodnym, eleganckim stylu i wręcz z zabójczą precyzją. Nie ma tu żadnej niepotrzebnej sceny. Dlatego to kino kompletnie się nie starzeje!

            Aktorskie trio: Audran, Bouquet, Perrier jest znakomite. A rola główna Bouqueta jest wręcz wybitna. Trudno zapomnieć jego udręczoną twarz.

            Nie znalazłam niczego w youtube. Tutaj linki do stron ze zdjęciami z filmu:

            www.culturopoing.com/cinema/sorties-dvdblu-ray/claude-chabrol-juste-avant-la-nuit-1971/20150314
            www.dvdbeaver.com/film/DVDReviews16/just_before_nightfall.htm


            • siostra_bronte Re: "Tuż przed nocą" (4) 22.11.15, 16:42
              A, Greku, na pewno napiszesz coś o Dostojewskim :)
              • grek.grek Re: "Tuż przed nocą" (4) 22.11.15, 17:32
                jestem podwójnie zaintrygowany, Siostro :]

                Twoja wena twórcza, to sama przyjemnośc dla czytelników, w tym dla mnie, posiadacza fanowskiej legitymacji z numerem 001 :]

                nie wiem czy dzisiaj zdążę, jeszcze zakupy, family dinner;]], no i... - zastrzel mnie ;) - mam nadzieję obejrzeć "Skyfall" wieczorem ;]

                zatem, będę z komentarzem na pewno jutro :]
                • siostra_bronte Re: "Tuż przed nocą" (4) 22.11.15, 17:54
                  Haha. Greku, jesteś pierwszym i zdaje się, jedynym czytelnikiem moich ostatnich recenzji, ale to mi wcale nie przeszkadza :)

                  Zastanawiam się nad "Skyfall", mimo wszystko, ale w Cinemaxie będzie "Sędzia" z Duvallem. No i nie wiem co wybrać.
                  • barbasia1 Re: "Tuż przed nocą" (4) PS 22.11.15, 20:20
                    >Greku, jesteś pierwszym i zdaje się, jedynym czytelnikiem moich ostatnich
                    > recenzji,

                    >ale to mi wcale nie przeszkadza :)
                    No właśnie, Bronte. :)

                    Ja cały czas czytam Twoje opowieści filmowe, bardzo je lubię (dałam temu wyraz w nagrobku dla Ciebie), ale wiem i widzę (broń Boże nie mówię Tego z pretensją czy wyrzutem), że najbardziej cieszą Cię posty z komentarzami Greka, co absolutnie mnie nie dziwi, dlatego już nie wybiegam przed szereg z moimi komentarzami, na które, tak bywało, tylko Grek odpowiadał w szerszej dyskusji. :)

                    Opowieści o "Złotych czasach radia" Allena jeszcze nie przeczytałam; zachęcona informacją, że to Allen jakiego uwielbiasz, znalazłam film i zamierzam go najpierw obejrzeć. Właściwie dziś miałam to zrobić, ale się nie udało. Dlatego dopiero później przeczytam, co piszesz o filmie.

                    • siostra_bronte Re: "Tuż przed nocą" (4) PS 23.11.15, 00:42
                      Barbasiu, cieszy mnie każdy komentarz! Nie ma mowy o żadnym wybieganiu przed szereg :)
                      • barbasia1 Re: "Tuż przed nocą" (4) PS 27.11.15, 22:48
                        OK! :)
                  • grek.grek Re: "Tuż przed nocą" (4) 23.11.15, 11:59
                    Pepsic mówiła, że czyta, kilka innych osób sugerowało w incydentalnych wpisach, ze czytają wszystko, a iluż jest kinomanów, którzy nie wpisują się, a znajdują upodobanie w czytaniu samym... Poza tym, wystarczy wpisac w gugla "Tuż przed nocą Chabrol", żeby znaleźć w ścisłej czołówce linków Twoją opowieśc, Siostro, więc czytelników będziesz miała/masz wielu :]

                    ale legitymację fanowską z nr 001 rezerwuję dla siebie i nie oddam :]

                    o, świetny wybór. Jak zdecydowałaś ?
                    • siostra_bronte Re: "Tuż przed nocą" (4) 23.11.15, 15:06
                      Nie, ja wcale nie narzekam. Ale sam dobrze wiesz, że jak człowiek ślęczy pół dnia nad tekstem, to potem cieszy każde, zwłaszcza dobre słowo :)

                      Haha, nikt Ci jej nie odbierze.

                      Obejrzałam jednak "Skyfall" i to bez bólu. Nie mam jakoś siły na rodzinne psychodramy. Podobały mi się zdjęcia (zwłaszcza z Szanghaju-scena z neonami). Fabuła całkiem zgrabna, ale film jednak za długi.

                      Są tu oczywiście momenty nieprawdopodobne, jak np. ucieczka Silvy z siedziby MI6. Jak oni go pilnowali? Albo początek, kiedy Bond z kulą w obojczyku przez 10 min. walczy na dachu pociągu jak gdyby nigdy nic.

                      Craig wypadł ciekawiej jako poobijany Bond, choć wciąż braku mu wdzięku. Będę w kontrze do Twojej opinii o Silvie Bardema (zajrzałam do Twojej recenzji). Moim zdaniem wypadł słabo. Ot, kolejny oszalały gość, bardziej groteskowy niż budzący lęk. Dziewczyna Bonda też jakoś przemyka ukradkiem. Ckliwa scena ze śmiercią M nie przekonała mnie. W sumie lepiej niż "Quantum of Solace", ale szału nie ma.
                      • grek.grek Re: "Tuż przed nocą" (4) 23.11.15, 16:03
                        yes :]
                        sądzę, że takich znakomitych opowieści, jak Twoje, próżno szukać w całym necie.
                        są wyjątkowe.

                        ja też przypomniałem sobie SKyfall.

                        prawda, zdjęcia, lokacje są swietne.
                        Macau, Szanghaj, ta wyspa na której Bond spotyka się z Silvą, wcześn iej Stambuł, a później wietrzna i górzysta Szkocja.

                        yes, są momenty zastanawiające :]
                        Silvę wypuścili zapewne jego koledzy z zewnątrz, otworzyli komputerowo zabezpieczenia jego celi. Q bezskutecznie próbuje ich powstrzymać, ale działają zbyt sprawnie.

                        podobała mi się rozmowa Bonda z Q w galerii. Wejście i monolog Silvy o szczurach. Bardem, wg mnie, doskonale i z wdziękiem odgrywa tę niejdnoznacznośc seksualną, a moze po prostu nonszalancję Silvy. Te miny, gesty, akcentowanie słów ;]

                        Moneypenny, czyli Naomie Harris, wg mnie jest objawieniem, a chemia między nią, a Bondem/Craigiem jest idealna.

                        w sumie, to jest ciekawa historia z tą dziewczyną Bonda w tym filmie, bo spędza ona na ekranie jakieś 15 minuty :] powstaje konsternacja, kto nią jest ? Moneypenny, a moze...M ?

                        sceny akcji wg mnie zrealizowane znakomicie, na czele z pociągiem wpadającym do podziemi przez dziurę w dachu. Sporo wydali pieniędzy, ale jesli już to zrobili, to przynajmniej widać dobre efekty :]

                        niemniej, nastepną powtórką zaordynuję sobie za jakieś... 2 lata ;]

                        a Ty ? :]
            • grek.grek Re: "Tuż przed nocą" (4) 23.11.15, 11:55
              dzięki, Siostro, za kolejną doskonałą opowieść ! :]
              nie wiem, co lepsze - film czy Twoja pisarska relacja :]
              obie rzeczy znakomite, to pewne.

              zdecydowanie, jest to dramat sumienia w duchu Dostojewskiego, aczkolwiek Charles nie
              przypomina w swojej konstrukcji żadnego z bohaterów powieściowych.

              Zbrodnia i kara, to jest kluczowe, dokładnie tak jak napisałaś.
              MUSI być kara.
              Jesli nie może wymierzyć jej, z różnych powodów, społeczeństwo, państwo, to
              wymierza ją bohaterowi jego własna świadomość.

              Im bardziej unika kary, tym bardziej to dla niego nieznośna sytuacja, bo czuje, że
              na nią zasłużył. Wymierza mu ją własne sumienie, które nie pozwala zapomnieć o
              tym co zrobił.

              Mam wrażenie, że Charles przyznaje się żonie i Francoisowi, w nadziei że to oni
              doniosą na niego policji. Najpierw ma nadzieję, że jak się z kimś podzieli wiedzą
              o swojej winie, to mu ulży. Tak jednak się nie staje. Pragnie więc, by ktoś go
              wresszcie zadenuncjował. Ale żona i Francois zachowują się lojalnie i wspierają go
              w inny sposób niż by chciał.

              Problem polega na tym, na czym polegał dramat bohaterów Dostojewskiego, tutaj
              jest podobieństwo, a być może uniwersalna prawda ?
              Tak oni, jak i Charles, nie mogą wybaczyć sami sobie.
              Dopiero kara może dać um ukojenie.
              Nie wybaczenie ze strony przyjaciół, bliskich czy krewnych [ofiary też].
              Charles jest więc w istocie sam ze swoim sumieniem. Pozostali bohaterowie statystują mu w tym nierównym pojedynku.

              doskonała jest konstrukcja. Tak jak napisałaś - sledztwo policyjne jest na dalekim planie, a w centrum stoi miotający się ze sobą bohater.

              Świadomośc popełnionej zbrodni tkwi w nim jak drzazga pod paznokciem. Nic nie daje ucieczki i spokoju, ani życie rodzinne, ani praca.

              Świetnie zaznaczony jest fakt, że była to zbrodnia dośc zastanawiająca, bo przecież w trakcie specyficznego seksu popełniona. Równie dobrze mogłaby być uznana za nieszczęśliwy wypadek, sąd mógłby warunkowo zawiesić Charlesowi wyrok. Tyle że to nie ma znaczenia, bo liczy się jego osobista percepcja. Subiektywny stosunek do własnego czynu.

              On nie szuka ani wybaczenia, ani złagodzenia odium. On cały czas, tak ja to widzę, odwleka nieuchronność, spada w dół, czepiając się gałęzi, ale wie że spadnie.

              Yes, ja też mam wrażenie, że on czeka na to, ze żona go uśpi. Wydaje mi się, że on się domyśla, że sąd mógłby uznać go za niewinnego [w radykalnie optymistycznym, ale bardzo realnym, wariancie], śmierć Laury za przypadek, wymierzyć karę symboliczną, albo wręcz od niej odstąpić. I to by nie dało mu ukojenia, bo w jego świadomości była to zbrodnia, za którą należy się kara, jakiej żaden sąd by mu nie wymierzył.

              zatem, pytanie brzmi : czy ta śmierć jest - w jego mniemaniu, dla niego - jedyną sprawiedliwą karą za to co zrobił, czy też ucieczką od wyrzutów sumienia, których nigdy nie zwalczy, z którymi nie będzie mógł żyć, a których nie uśmierzy nic innego jak tylko owa sprawiedliwa kara czyli śmierć ? to matnia psychologiczna.

              Motywy żony są równie ciekawe.
              Chce uniknąc ostracyzmu społecznego, utraty pozycji w środowisku ?
              samobójstwo męza wydaje się jej lepszym wyjściem z sytuacji niż proces sądowy, w którym okazuje się on mordercą ?
              A może jednak współczuje mu, rozumie go i dlatego postanawia mu w ten sposób pomóc ? Miłosierdzie czy mieszczańska kakulacja zysków i strat ?

              Francois też mu wybacza, i to jak szybko.
              Może próbuje wypierać ze świadomości myśl o tym, co się stało ?
              A może ceni sobie jego przyjaźń bardziej niż cenił sobie małżeństwo z Laurą ?
              A moze jest racjonalistą : Laura i tak nie żyje, więc po co mi druga śmierć, mojej przyjaźni z Charlesem ? Zwłaszcza że Charles wykazuje skruchę.
              Ale zanim Charles wykazał skruchę, Francois zmitygował świadka i zapobiegł jej zeznaniom na policji, więc jeszcze zanim Charles się przyznał, Francois był zdecydowany nie ciągnąć tej sprawy dalej.

              Motywy żony i Francoisa są bardzo dobrze dopasowane do okoliczności wewnętrznego dramatu Charlesa. Ich wysłuchanie, zrozumienie i wybaczenie, nie dośc że w ogóle mu nie pomagają, to wręcz potęgują jego rozpacz.

              MOżliwe, że gdyby Francois wydarł się na niego, pobił go, skopał i opluł - Charles doznałby oczyszczenia, ulgi. Nic takiego się nie dzieje, nikt nie chce wymierzyć mu kary. Nikt go nie potępia. Świadek jest, ale nic nie mówi.

              POstawa Charlesa wygląda na, z jednej strony - sprawę sumienia i wnętrza człowieka, ale z drugiej - na jakiś rodzaj buntu wobec otoczenia, mieszczańskich pozorów. Może tu jest klucz ? Żona, mąz ofiary,swiadek... wszyscy godzą się zachować mieszczańskie pozory i w imię różnych motywacji gotowi są puścić płazem zbrodnię. Może tego Charles nie moze znieśc najbardziej ? MOże także tej mieszczańskości w sobie ? MOże buntuje się przeciw środowiskowej poprawności ? Wychowaniu ?
              wg mnie, miałoby to pewne podstawy, zważywszy na to, jaki seks uprawiał z Laurą - zakazany, brudny, w optyce mieszczańskiej nie do przyjęcia. To by coś mówiło o jego osobowości ?

              uff, mnóstwo skojarzeń, niezwykle pojemna fabuła.
              znakomicie opowiedziałaś o wszystkim, Siostro, wspaniale się czyta[ło] :]

              Nie znałem tego filmu, a poznania jest wart ze wszech miar.

              Dzięki wielkie, Siostro :]
              • siostra_bronte Re: "Tuż przed nocą" (4) 23.11.15, 15:22
                Dzięki, Greku :)

                Bardzo ciekawe uwagi. Właściwie trudno napisać coś więcej.

                Może to na co wcześniej nie zwróciłam uwagi. Dla Francois Charles jest bliskim przyjacielem. Francois mu wybacza, także ze względu na tę przyjaźń, stara się być lojalny. Choć można sobie zadać pytanie jak dużo można wybaczyć nawet najlepszemu przyjacielowi?

                W trakcie świątecznego wieczora Francois przy okazji rozmowy o domu Charlesa (który sam zaprojektował) rzuca tekst: "Zawsze bałeś się zostać burżujem. I jak, stałeś się nim?". Charles odpowiada: "prawie". Ten wątek buntu, o którym napisałeś jest ciekawy.

                Tak, ten tytuł jest mało znany, a szkoda. Powstał w najlepszym okresie Chabrola.

                Jeszcze raz dzięki :)

                • grek.grek Re: "Tuż przed nocą" (4) 23.11.15, 15:56
                  :]

                  miło mi :]

                  wybaczenie ze strony Francoisa pogłębia dramat Charlesa, w tym kontekście motywacje Francoise'a są znakomicie narysowane, uwiarygodniają całą konstrukcję.

                  a zatem, coś w tym jest :]
                  ten sadomaso seks mnie naprowadził na podobne skojarzenia ;]

                  przyszło mi jeszcze do głowy, że Francois sam może siebie obwiniać [nie w takim stopniu ofk jak dzieje się to z Charlesem] o śmierć żony. nie dośc, ze informację o jej romansie przyjmuje spokojnie, to jeszcze sam przekonuje Charlesa, że to nie powinien się oskarżać o zbrodnię. Może tutaj, choć w filmie chyba nie ma takiej supozycji ?, jest jakaś część odpowiedzi na pytanie o źródła postawy Francoisa ?

                  znakomity film !

                  cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]
    • siostra_bronte "Mąż fryzjerki" 23.11.15, 15:27
      W Ale kino o 20.10. Cudowny film Patrice Leconte'a. Gorąco polecam!!

      W archiwum znalazłam narzekania Greka sprzed 9 lat (!), że KK znowu powtarzało ten film :)
      • grek.grek Re: "Mąż fryzjerki" 23.11.15, 16:05
        :]

        musiałem mieć słabszy dzień :]

        jutro wraca wieczór operowy w Kulturze.
        już się cieszę.
        tym razem "Werter", ofk z MET.
    • grek.grek Kultura, 20:30 opera z MET :"Werter" 24.11.15, 10:27
      wg "Cierpień młodego Wertera" Goethego ofk ;]

      któż nie zna tej love story, czy może raczej historii romantycznego niespełnienia z powodu fatalnego zauroczenia, fatalnego bo nie dającego żadnych szans powodzenia, Lotte jest przecież zoną przyjaciela Wertera Alberta. Finał jest tragiczny, stąd cała opowieśc doskonale pasuje do operowego wystawienia ;]

      cóż to za wspaniałe czasy były... "Cierpienia młodego Wertera' pchały młodych ludzi do samobójstw, bodajże w Norwegii ksiązka była zakazana, a na ulicach paradowali młodzieńcy obnoszący się romantycznymi gestami i w zółto-błęktinych strojach, wzorowanych na bohaterze Goethego. Wiele zaś dziewczyn i kobiet mogło poczuć się niczym femme fatalne Lotta, bo namiętności fruwały w powietrzu i każdy młody "Werter" potrzebował swojej "Lotte", przez którą będzie cierpiał miłośc i, jak się wszystko dobrze ułoży, dokona samobójstwa w imię najwyższych porywów serca :]

      Wetera spiewa JOnas Kaufman, czołowy tenor, a Lottę debiutująca w MET mezzosopranistka Sophie Koch. Reżyseruje Richard Eyre, a powieśc Goethego zaadaptował do wymogów operowych Jules Massenet, stąd zapewne imiona bohaterów, poza głównym, mogą być zmienione.

      Przedstawienie z 2014 roku.

      • grek.grek opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrzeniu 25.11.15, 11:03
        oglądaliście/słuchaliście ? :]

        wspaniały spektakl.
        doskonała muzyka, świetni śpiewacy, a sama historia jeszcze bardziej romantyczno-depresyjna niż w oryginale Goethego. Przed 2 i pół godziny trzyma za gardło i nie puszcza, bez żadnych momentów rozluźnienia, choć wprowadzenie postaci dwóch wesołych pijaczków zapewne było próbą na tym polu właśnie.

        Scenografia oszczędna, ale za to wspomagana ekranem w głebi sceny, a także iluminacjami rzucanymi na "marginesy" przy scenie. Imponujące mieszkanie Lotty, te regały z ksiązkami pnące się na wiele metrów w górę, doskonale zaaranżowana skromnośc pokoju Wertera, a wcześniej świetne wykorzystanie tych samych elementów do pokazania kilku różnyuch miejsc [najpierw coś w rodzaju deptaka poza miastem przy ścieżce prowadzącej do lasu, z barierkami schodkowymi, potem szybkie przejście do wieczorowej sali balowej gdzie tańczą pary, a jeszcze później do czegoś w rodzaju XIX wiecznej kawiarni na wolnym powietrzu, z wykorzystaniem dekoracji przypominających jako żywo krzaki i gałęzie drzew zwiasających z góry]

        Wersja pana Masseneta nieco różni się od oryginału, jak mi się wydaje. u Goethego Lotta nie może związać się z Werterem, bo jest już zoną innego. I zdaje się do końca nie jest w pełni świadoma jego uczuć wobec niej. Tutaj Lotta nie może wyjśc za Wertera, bo przysięgła ukochanej zmarłej matce, że poślubi Alberta, przyjaciela Wertera. Od początku jednak doskonale wie, ze Werter jest w niej zakochany, on jej to wyznaje zresztą, dwukrotnie Lotta odmawia mu ręki, rozdarta między miłością do niego, a obowiązkiem wobec zmarłej matki, czym wpędza go w krańcową rozpacz. Po pierwszej odmowie, Lotta namawia Wertera żeby wyjechał i spróbował zapomnieć o niej. To się jednak nie udaje, on ją ciągle kocha i pisze do nie wiersze, a ona je czyta i też go kocha, ale wie że nie mogą być ze sobą, bo jest ona żoną innego. Werter wraca w umówionym terminie, na święta, ale tylko po to by w dramatycznej scenie ostatni raz spróbować przekonać Lottę, ze miłośc jest im pisana i powinni razem uciec w świat. Lotta miota się, ale musi mu znów odmówić i ucieka, ale nie z nim w świat, ale przed nim i zamyka się w drugim pokoju.

        POjawia się Albert, którego ktoś zdązył poinformowac, ze Werter ich odwiedzał tego wieczoru. Przychodzi pismo od Wertera, w którym prosi Alberta, żeby mu pożyczył pistolety. Albert wie, ze Werter kocha Lottę, więc jakby żądając od niej potwierdzenia, że jej nie zalezy na Werterze, skłania ją, zeby TO ONA wysłała mu przez umyślnego pudełko z pistoletami.Lotta jest zrozpaczona, waha się, ale robi to o co prosi mąz.

        W finale, u Goethego Werter strzelał sobie w głowę, nie ginął od razu, znajdowano go i dopiero po kilku dniach zionął ducha. U Masseneta strzela sobie w pierś, znajduje go, przerażona tą prośbą o broń, Lotta. Werter nie umiera od razu, Lotta spędza z nim ostatnie chwile i wreszcie sama wyznaje mu uczucia. Za późno, Werter umiera, a ona sama w ostatnim momencie łapie za drugi pistolet... i wtedy zapada kurtyna. Ależ znakomita sugestia !

        Ostatnia scena, w pokoju Wertera, to najwyższe loty dramaturgiczne i emocjonalne. Pan Jonas Kaufman, który śpiewa Wertera, naprawdę łapie za gardło swoim zaangazowaniem i wielkim uczuciem z jakim wykonuje swoje partie. A głos... cóż, jest to jeden z najwybitniejszych żyjących tenorów. Werter w tej wersji wręcz uszyty jest na jego miarę. Wiele jest momentów krańcowych uniesień, w których trakcie Kaufman może zademonstrować całą potęgę i siłę swojego głosu.

        po jego arii, w której jest już bliski decyzji o zabiciu się i nostalgicznie śpiewa fragment z pieśni Osjana, który brzmi "Czemu budzisz mnie oddechu wiosny ?.." - wybuchają brawa i aplauz od którego ściany teatru się trzęsą :]

        No i na wyjściu po zakończeniu spektaklu Jonas Kaufman jest fetowany w sposób absolutnie niesamowity. Porwał widownię, zaczarował ja, zapewne wielu wzruszył do łez. Kiedy śpiewa, głosem słabnącego, umierającego bohatera, "pochowajcie mnie przy samotnej ścieżce za miastem, ksiądz może odwracać głowę przechodząc... może jakas samotna kobieta odwiedzi czasem wygnańca i łzę nad nim uroni" - aż dziw, że jego partnerka mogła zaraz po takim czyms coś zaśpiewać.

        rzeczona pani Sophie Koch, jako debiutantka, z pewnością nie zawodzi.
        Co ja się tam znam... wyrobiona, fachowa widownia zgotowała jej owację, więc po tym mniemam, że wszystko było dobrze, a jesli nawet gdzieś się zgubiła, to nadrabiała to poświęceniem.

        Początkowo chemia między obojgiem wydawała mi się ciut podejrzana, ale z czasem było coraz lepiej, a finałowa scena, to po prostu wiarygodnośc rodem z telenowel peruwiańskich ;] Żartuję sobie, ale naprawdę dali z siebie wszystko i wypadli świetnie.
        Nic dziwnego, że po odsłonięciu kurtyny padli sobie w ramiona, gratulując doskonałego występu.

        świetne.
        wielkie brawa.
        dla Kultury też, za kontynuację wizyt w MET :]

        • grek.grek Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 25.11.15, 11:04
          PS : ani na moment Werter nie pojawia się w kolorach, w których przedstawiał go Goethe, a które naśladowała młoda romantyczna młodzież w ówczesnej Europie, czyli w błękitnym fraku i żółtej kamizelce :] Werter Masseneta nosi się... tradycyjnie, czyli bardziej z francuska ;]
        • siostra_bronte Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 25.11.15, 16:18
          Ależ emocjonalna recenzja!
          • grek.grek Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 26.11.15, 10:28
            ;]
            tak mi się jakoś udzieliła atmosfera :]
        • barbasia1 Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 25.11.15, 23:52
          Słuchałam, widziałam kawałek. Ale całą operę mam nagraną. :)

          > Wersja pana Masseneta nieco różni się od oryginału, jak mi się wydaje. u Goethe
          > go Lotta nie może związać się z Werterem, bo jest już zoną innego. I zdaje się
          > do końca nie jest w pełni świadoma jego uczuć wobec niej. Tutaj Lotta nie może
          > wyjśc za Wertera, bo przysięgła ukochanej zmarłej matce, że poślubi Alberta, pr
          > zyjaciela Wertera.

          W powieści Goethego Lotta też na początku jest wolna, ale nie może się związać z Werterem, bo obiecała wcześniej już rękę Albertowi, którego od lat znała i nie chce, nie może raz danego słowa złamać. / czytałam do matury niedawno powieść Goethego ;)/.

          Lotta od początku czuje do Wertera coś więcej niż przyjaźń, ale nie daje tego po sobie poznać.
          Przeżywa w sercu rozterki, zastanawia się, czy pójść za głosem serca, ale konieczność dotrzymania danego słowa Albertowi jest dla niej wartością nadrzędną.

          Lotta jest świadoma uczuć Wertera, i dlatego ,by nie urazić uczuć Wertera w tajemnicy przed nim bierze ślub z Albertem.

          Z kolei Albert jest szalenie dobrym, szlachetnym i wyrozumiałym, kierującym się rozsądkiem człowiekiem. Jest człowiekiem czynu, aktywnym i pracowitym.
          Ofiarował on Lottcie , to czego nie mógł dać jej Werter -poczucie bezpieczeństwa , stabilizację.

          Albert nie traktował Wertera jak rywala. I miał całkowite zaufanie do Lotty,nawet wtedy, kiedy całe dnie spędzała z Werterem.


          Jonas Kaufman - piękny, piękny Werter. :) W roli Lotty widziałabym ... moją naj-ulubioną Annę Netrebko. ;)
          • grek.grek Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 26.11.15, 10:32
            świetnie, Barbasiu :]

            dzięki.
            ja czytałem dośc dawno... jak widać :]]

            to pamiętam :]
            Albert u Goethego jest prawdziwym przyjacielem, u Masseneta jego zachowania są
            dwuznaczne, choćby w scenie, w której niemal zmusza Lottę, żeby wysłała Werterowi
            pistolety, mimo że oboje wiedzą doskonale, czym to grozi.

            mnie sie wydaje, że p. Sophie Koch jakoś tak... pasowała urodą do niemieckiego
            pochodzenia bohaterki ;]
            • barbasia1 Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 27.11.15, 00:10
              Nie ma siły, żeby po długim czasie nie umknęły z pamięci szczegóły książki.

              Tak. W powieści Albert pożyczył Werterowi pistolety, ale nie miał świadomości, do czego naprawdę były mu one mu potrzebne. Tylko Lottę dręczyło jakieś złe przeczucie...

              Albert nie pochwalał samobójstwa, uważał je za wyraz słabości (odwrotnie niż Werter). W jednej z dyskusji z Werterem Albert powiedział: "O wiele łatwiej umrzeć niż znosić mężnie i wytrwale życie pełne męczarni".

              Na pewno. :) Ale gdyby Annę ucharakteryzować, też by pasowała urodą do niemieckiego pochodzenia bohaterki. ;)
              • grek.grek Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 27.11.15, 14:08
                ewentualnie, dopada mnie skleroza ;]

                yes.

                tak było.
                Albert to zupełnie inny typ człowieka niż Werter, nie ma pojęcia, co czuje, co moze
                czuć, jego przyjaciel, jak intensywnie odbiera rzeczywistość.

                Anna pasuje do wszystkich konwencji :]
                • barbasia1 Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 27.11.15, 18:15
                  Niech się ona nawet nie waży do Ciebie zbliżać!

                  Tak. Albert to typ racjonalisty kierującego się rozumem, zdrowym rozsądkiem, Werter zaś kieruje się, jak wiadomo, porywami serca. I jest niesłychanie wrażliwym człowiekiem.

                  Albert jest zresztą starszy, bardziej doświadczony, a Werter to bardzo młody człowiek, który dopiero poznaje prawdziwe życie, dopiero przekonuje się, że świat rzeczywisty różni się od tego idealnego z jego wyobrażeń i marzeń.

                  > Anna pasuje do wszystkich konwencji :]

                  Tak.
                  Zawsze potrafisz tak ładnie podsumować! :)
                  • grek.grek Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 28.11.15, 14:37
                    kluczę i się wymykam ;]

                    yes.

                    gdyby były jakieś przesłanki ku podejrzeniom, że Albert był kiedyś podobny do
                    Wertera, ale dojrzał i się zmienił, można by go odczytywać jako niedoszłe alter ego
                    głównego bohatera. Tymczasem, nie ma chyba takiej sugestii, prawda ?
                    wydaje się, że to po prostu dwa rózne temperamenty ludzkie.

                    dzięki ;]
                    • barbasia1 Re: opera z MET :"Werter" - kilka słów po obejrze 28.11.15, 19:49
                      No! :)

                      Prawda, Greku, nie ma takiej sugestii. Werter to nowy typ człowieka, a w zasadzie nowy typ bohatera literackiego.

                      :)
      • barbasia1 Re: Kultura, 20:30 opera z MET :"Werter" 25.11.15, 23:55
        > cóż to za wspaniałe czasy były... "Cierpienia młodego Wertera' pchały młodych l
        > udzi do samobójstw, [...]

        To bodajże pierwszy przypadek tak szerokiego i fatalnego wpływu książki.
        :)
        • grek.grek Re: Kultura, 20:30 opera z MET :"Werter" 26.11.15, 10:33
          intrygująca historia, niewątpliwie związana z ogólnymi nastrojami panującymi w tej epoce.
    • grek.grek POlsat, 23:05 "Nikita" Bessona 24.11.15, 10:42
      klasyk :]

      młoda punkowa chuliganka, Nikita, szwęda się po paryskich ulicach, z bandą takich samych jak ona drobnych ćpunów i złodziejaszków. którejś nocy dochodzi do dramatycznych zdarzeń, podczas których Nikita zabija policjanta. trafia przed sąd i dostaje czapę.

      nie ląduje jednak na szafocie czy krześle elektrycznym.
      budzi się w tajnym ośrodku rządowym, gdzie otrzymuje propozycję : możemy wykonać wyrok i cię powiesić, ale... możesz też skorzystać z szansy i poddać się szkoleniu i treningowi, które zrobią z ciebie agentkę do zadań specjalnych.

      wiadomo, że Nikita wybierze tę drugę możliwość.
      jest ładna, zgrabna, ale także prymitywna i nieokrzesana, agresywna i odwazna, ale pojęcia nie ma o sztukach walki, strzelaniu z karabinu z celownikiem opotycznym, planowaniu akcji itd.
      ma surowy talent i nie ma przyszłości. Dlatego ją wybrano.

      Trzeba ją ociosać, nauczyć manier, pokazać jak być atrakcyjną kobietą, wyszkolić w taktyce i technice zabijania, bo tym się ma zajmować, ma likwidować ludzi, których rząd francuski nie moze zabić oficjalnie, więc wykonują te zadania specagenci.

      Tylko czy Nikita, po przejściu wyczerpującego szkolenia, będzie gotowa żyć na zewnątrz w ciągłej gotowości do natychmiastowej odpowiedzi na wezwanie ? Czy jesli pojawi się uczucie i szansa na normalne życie, będzie umiała to pogodzić ze faktem, że tak naprawdę pozostaje własnością rządowej agencji ?

      doskonałe kino akcji, ale nie tylko.
      Najlepszy okres w twórczości Luca Bessona.
      "Wielki błękit" 88 r., "Leon zawodowiec"96 r. i właśnie "Nikita" 90 r., to są zaiste perełki nie tylko w jego cv, ale i w cv europejskiego kina.

      must see :]

      świetna, jakże piękna, Anne Parillaud w roli swojego życia, swietny epizod Jeanne Moreau, która gra damę uczącą Nikitę manier, a także Tcheky Karyo, jako agent, który opiekuje się Nikitą, i między którym, a nią, iskrzy skrywana namiętnośc.

      Muzyka Erica Serry, ale kluczem jest świetne poprowadzenie całej akcji przez Bessona.
    • grek.grek TVN7, 23:40 "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" 24.11.15, 10:44
      gwoli przypomnienia :]

      dziś trudny wybór pomiędzy klasykami :]
    • grek.grek w kinach "Victoria" 24.11.15, 11:00
      debiut w polskich kinach.
      miał w ubiegły weekend :]

      w Niemczech był to absolutnie najlepszy film sezonu.

      zachwyt wzbudza [podobno ! :)] scenariusz, który wychodzi od sympatycznego spotkania młodej Hiszpanki i paru miejscowych chłopaków w nocnym klubie w Berlinie, a potem krok po kroku przesuwa się ku dreszczowcowi kryminalnemu; świetne opinie zbiera Laia Costa, aktorka grająca tytułową rolę, a jeszcze większe brawa oklaskują operatora Sturlę Brandtha Grovlena, który nakręcił ten 2 i półgodzinny film w jednym ujęciu, "and I mean... REAL" jednym ujęciu :] jak powiedział sam reżyser Sebastian Schipper : "włączyli kamerę o 4 nad ranem, a wyłączyli przed 7". Mieli, mają, ponoć wersję zmontowaną, ale uznali, że jest słabsza od tej jednoujęciowej.

      Amerykanie, jesli będą chcieli robić remake, to bedą musieli się zastanowić, czy dadzą radę skopiować ruch kamery i w ogóle cały zamysł operatorski pana Grovlena, bo przecież nie improwizał, tylko wszystko było przemyślane i zaplanowane w najdrobniejszym szczególe, hehe ;]

      www.filmweb.pl/reviews/Sądna+noc-18045

      film.wp.pl/id,155398,title,Victoria-Najlepszy-film-mijajacego-roku-RECENZJA,wiadomosc.html?ticaid=115ffb&_ticrsn=5
      • siostra_bronte Re: w kinach "Victoria" 24.11.15, 15:53
        Dzięki. W ostatnim Tygodniku Kulturalnym w Kulturze był bardzo chwalony. A propos, oglądasz ten program? Bardzo go lubię i oglądam z wielką ciekawością nawet jak mówią o wystawie sztuki nowoczesnej :)

        Of course, pomysł z jednym ujęciem nie jest nowy. Jednym z pierwszych takich filmów był znakomity "Sznur" Hitchcocka z 1948r. Jedynym ograniczeniem była krótka długość rolek filmowych, tego nie dało się przeskoczyć.

        • grek.grek Re: w kinach "Victoria" 25.11.15, 10:35
          o, czasami mi się zdarza obejrzeć, Siostro. Ale rzadko, przyznaję. Jakoś Tygodnikowi i mnie terminy się rozjeżdzają :]]

          dzięki za interesujące uwagi.

          mam wrażenie, że jakby jednak ciągle za mało w polskich dyskusjach kulturalnych kina europejskiego, płd-amerykańskiego, azjatyckiego. Oscary omawiane są szczegółowo i od podszewski, a nagrody coroczne w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Czechach, Brazylii, Chinach i innych krajach zupełnie są pomijane, mimo że nierzadko nagradzane filmy są lepsze od tych hollywoodzkich.
          • siostra_bronte Re: w kinach "Victoria" 25.11.15, 16:07
            To szkoda, bo w Tygodniku właśnie często mówią o takich filmach. Ostatnio np. o nagrodzonym w Berlinie chilijskim "El Club".
            • pepsic Re: w kinach "Victoria" 25.11.15, 21:15
              Bardzo lubię oglądać TK, niestety nie mam okazji zbyt wiele. Co ciekawe na tapetę biorą zazwyczaj te same filmy, co w Magazynie filmowym w Republice. "El Club" zyskał i tu, i tu wysokie noty i wielką przychylność ze strony krytyków. Hala odlotów jak dla mnie jest zbyt lewacka. Pamiętam, jak sie patrzyli na historyka Tadeusza Płużańskiego przy okazji omawiania bodajże "Idy", jakby raroga zobaczyli, a to taki poczciwina;) Ale i tak oglądam. Przede wszystkim lubię prowadzącego Maxa Cegielskiego, kozią bródkę niekoniecznie.
            • grek.grek Re: w kinach "Victoria" 26.11.15, 10:35
              dobrze wiedzieć. dzięki, Siostro :]
              będę oglądał w miarę możliwości.
    • grek.grek Kultura, 20:20 "TOTART, czyli odzyskiwanie rozumu" 25.11.15, 11:09
      niegdyś w TVP2 :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,158913724,159021166,_TOTART_czyli_odzyskiwanie_rozumu_dokum_TVP2.html

      dzisiaj w Kulturze, o znakomitej porze.
      bardzo polecam.
      z jednej strony, rzecz o formach kontestacji w czasach Polski Ludowej, z drugiej, opowieść o tym, że zawsze podział jest taki sam : jedne dzieci rewolucji pozostają wierne swoim idealom, inne odwracają się do nich plecami przytulając się do Nowego, które na bunt i sprzeciw zasługuje znacznie bardziej. Taki paradoks.
    • grek.grek TVP Historia, 19:45 "Paryż. Szalone lata 20-te" 26.11.15, 10:39
      kiedyś coś pisałem o... 2 częsci tego dokumentu :]
      dzisiaj pokazują [powtórkę zapewne] części pierwszej.
      będzie do kompletu, a jesli nie oglądaliście drugiej, to koniecznie
      będziecie musieli nadrobić tę zaległość :]

      piękne czasy, intensywna eksploatacja zmysłów i radości, w dużej mierze
      będące odtrutką po wojennej traumie.
      sztuka, życie, carpe diem :]
    • grek.grek powtórki "Liberace" i "Chloe" 26.11.15, 10:43
      "Wielki Liberace" w Kulturze 21;15

      omówiliśmy chyba wyczerpująco, ale jakby ktoś coś dorzucił, byłoby doskonale.
      zaczęło się od swietnej recenzji Mozambique, a potem... poszłooo :]

      w Dwójce powtórka "Chloe" [23:05, po meczach w nogę]
      tutaj zaczęło się od znakomitego opisu i recenzji Siostry, a potem skoczyliśmy tłumnie :]

      jutro "Rzym" Felliniego.
      o, będzie się działo.
      dla mnie premiera.
      a dla Was ? :]
      • siostra_bronte Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 26.11.15, 13:12
        Miło mi, że pamiętasz :) Powtórka "Chloe" wygląda mi wręcz na pomyłkę. Przecież KK pokazał go raptem w czerwcu.

        Widziałam "Rzym", ale znowu wieki temu (razem z "Satyriconem" i innymi tytułami leciał w przeglądzie Felliniego w publicznej). Ale pamiętam, że bardzo mi się podobał. Genialna scena pokazu mody dla księży, przez którą zresztą film miał duże kłopoty.
        • grek.grek Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 26.11.15, 15:26
          TVP lubi powtarzać do upadłego, jak wiemy doskonale ;]

          w ubiegłym tygodniu znów w Kulturze leciało "Pokłosie", to dopiero jest rekord, nie ma
          miesiąca bez 2-3 powtórek tego filmu.

          czekam na "Rzym" z niecierpliwością :]

          a o 16:45 jutro w Kulturze... "Nietykalni" ;]
          lubię pasjami, ale nawet jak dla mnie, to pokazują ich zbyt często.

          [piszę to z zakłopotaniem, bo jak pokazują, to ja zaraz biegnę oglądać ;)
          mogliby zmniejszyć intensywność, bo jeszcze kilka powtórek w tak krotkim
          czasie i następne nawet ja będę musiał odpuścić, żeby tego filmu nie
          "zajechać"]
          • siostra_bronte Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 26.11.15, 16:50
            To prawda, ale powtórka dokładnie w tym samym paśmie tak szybko to jednak przegięcie.

            Yes, "Pokłosie" chodzi w kółko. Ale "Nietykalnych" nic nie przebije :)
            • barbasia1 Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 26.11.15, 23:49
              siostra_bronte napisał(a):

              > Yes, "Pokłosie" chodzi w kółko.

              Ale to już zapewne ostatnia emisja była.
              Wkrótce "Pokłosie" zniknie zupełnie w telewizji, na 4 lata albo i dłużej. ;)
              • grek.grek Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 27.11.15, 14:06
                jeszcze przyjdą czasy, że "Pokłosie" będziemy oglądali po piwnicach, a pod domem
                rozstawiać będziemy "czujki" ;]]
                • barbasia1 Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 27.11.15, 17:37
                  O, to, to! Hehehe! :))
      • barbasia1 Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 27.11.15, 00:27
        Z półgodzinnym poślizgiem załapałam się dziś na "Wielkiego Liberace" . Dla mnie premiera! :) Muszę sobie przypomnieć, co pisaliście od Mozambique począwszy, wtedy ewentualnie dorzucę dwa słowa.
        Tymczasem dobrej nocy.

        :)
        • grek.grek Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 27.11.15, 14:04
          liczę/liczymy na Twoją recenzję, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 27.11.15, 17:38
            Jeśli dobrze pamiętam wszystko już o tym filmie powiedzieliście!
            Zaraz sprawdzę.
            • grek.grek Re: powtórki "Liberace" i "Chloe" 28.11.15, 14:35
              trochę nadgryzliśmy temat ;]

              zresztą, nieważne co mówiliśmy, ważne co Tobie się skojarzy i jakie będą
              Twoje osobiste wrażenia, Barbasiu :]
    • siostra_bronte "Karnawał dusz" (1) 26.11.15, 16:05
      Natknęłam się na ten film przypadkiem. Zachodzę w głowę, dlaczego kanał familijny Filmboxu pokazał horror :) I to nie byle jaki. Niskobudżetowa, amerykańska produkcja z 1962 r. ma status filmu kultowego. Po premierze film zjechano i reżyser, Herk Harvey nie nakręcił już potem żadnego filmu. Ale po latach film zyskał drugie życie. I wcale się nie dziwię.

      Co ciekawe, film wypuszczono w dwóch wersjach: czarno-białej i kolorowej (użyto techniki kolorowania taśmy, więc kolory nie są imponujące). Widziałam tę kolorową i trochę szkoda, bo czarno-biała wersja na pewno miała jeszcze fajniejszy klimat.

      Małe miasteczko. Grupa przyjaciół bawi się w samochodowy wyścig. Ścigają się dwoma samochodami. W jednym jedzie kilku facetów, w drugim trzy panie. Kiedy wjeżdżają na most samochód z kobietami nagle skręca, przebija barierkę i wpada do rzeki.

      Szybko zbiegają się okoliczni mieszkańcy, przyjeżdża policja. Znalezienie samochodu w głębokiej i mętnej wodzie nie jest łatwe. Mijają już trzy godziny poszukiwań. Nikt nie wierzy, że ktoś przeżył. Ale nagle na brzeg wychodzi jedna z kobiet. To nasza bohaterka, Mary (Candace Hilligoss). Jest wykończona, ale żyje.

      Mary szybko dochodzi do formy, nie miała poważnych obrażeń. Chce wyjechać do nowej pracy, którą wcześniej dostała, jak najszybciej, żeby zapomnieć o tragedii. Ma muzyczne wykształcenie, gra na organach. Wyjeżdża do miasteczka gdzieś w Utah, będzie grać w miejscowym kościele. Ale dla niej to tylko praca, nie jest osobą religijną.

      Kiedy Mary jedzie samochodem i zbliża się już do miasteczka widzi w oddali jakiś wielki budynek, o orientalnej architekturze. Przygląda mu się z uwagą. Chwilę potem widzi w szybie samochodu…jakąś twarz. Przerażającą. Twarz mężczyzny jest zupełnie biała. Mary jest przestraszona, ale twarz na szczęście szybko znika.

      Tutaj ta scena (jeżeli na górze pokażą się kolorowe okienka to można je zamknąć, trzeba na nie najechać myszą).

      www.youtube.com/watch?v=EajlFVJfKmM


      Mary wynajmuje pokój w domu sympatycznej pani Thomas. I tutaj Mary zachowuje pewien dystans, ale jest miła.

      Potem Mary idzie do kościoła. Ksiądz przyjmuje ją serdecznie. Proponuje, żeby później zrobić dla niej skromne przyjęcie, ale Mary odmawia. Ksiądz widzi, że Mary nie jest zbyt towarzyska, ale mówi jej, że nie może się zupełnie izolować od ludzi. Ale Mary podtrzymuje swoje zdanie, wystarczy, że wierni polubią jej grę. Chce wypróbować organy i zaczyna grać, ku przyjemności księdza.

      Mary pyta go o tę budowlę przy jeziorze, którą widziała po drodze. Ksiądz proponuje, że tam pojadą. Mary jest zafascynowana tym budynkiem, jakby coś ją tam ciągnęło… Ksiądz opowiada, że kiedyś to był miejscowy lunapark, z wieloma atrakcjami, ale teraz popadł w ruinę. Mary chce tam wejść, ale ksiądz mówi, że to byłoby nielegalne, bo teren jest zamknięty.

      Ciekawa informacja: to autentyczny zabytkowy budynek z końca XIX w., opuszczony w trakcie kręcenia filmu. Twórcy nie musieli więc wydawać kasy na ciekawą scenografię.

      Wieczorem Mary odwiedza sąsiad, niejaki Linden. Jest trochę nachalny, namawia Mary na kolację. Ale kobieta odmawia, wymawiając się innymi planami. Linden odchodzi z kwitkiem.

      Ale potem Mary zmienia zdanie. Idzie do pokoju Lindena, ale rezygnuje. Kiedy patrzy na klatkę schodową na jej dole widzi…tego samego mężczyznę z upiorną twarzą, którego widziała wcześniej w szybie samochodu. Przerażona wbiega do pokoju i zamyka go na wszystkie spusty. Potem kiedy pani Thomas przynosi jej kolację wypytuje ją czy widziała tego mężczyznę. Ale kobieta zaprzecza.

      Tutaj video:

      www.youtube.com/watch?v=FQEAwO0HwPQ


      Skołowana Mary kładzie się do łóżka, ale nie może zasnąć. Idzie do okna i przygląda się niezwykłemu budynkowi w oddali.

      Następnego ranka odwiedza ją Linden. Ma ze sobą kawę. Mary jest w lepszej formie i przyjaźnie z nim rozmawia. Potem jedzie na zakupy, ma wolny dzień. Znajduje ładną sukienkę. Kiedy zdejmują ją w przymierzalni dzieje się coś dziwnego. Obraz delikatnie faluje…A potem Mary czuje, że coś jest nie tak. Wychodzi na salę i mówi ekspedientce, że chcę kupić sukienkę. Ale ta w ogóle nie reaguje, jakby nie widziała Mary. Co gorsza Mary nie słyszy żadnych dźwięków. Przerażona wybiega ze sklepu. Na ulicy to samo! Kompletna cisza.

      Mary biegnie do parku. Nagle słyszy śpiew ptaków. Oddycha z ulgą. Chce się napić wody z małej fontanny. Nagle widzi przed sobą mężczyznę. Zaczyna krzyczeć. Podbiega jeszcze jakiś facet. Pytają co się stało. Przerażona Mary krzyczy, że to był ON, ten sam mężczyzna, który ją prześladuje. Ale oczywiście to tylko przypadkowy przechodzień. Drugi z panów okazuje się lekarzem. Widzi, że Mary ma napad paniki i zabiera ją do swojego gabinetu.

      Tutaj filmik z tą sceną, dla mnie chyba najstraszniejszą w całym filmie:

      www.youtube.com/watch?v=n1bWaETSh-E


      Mary z lękiem opowiada mu o swoich ostatnich przeżyciach, o tym chwilowym „wyłączeniu się” z rzeczywistości. „Jakbym wcale nie istniała” mówi Mary.

      Lekarz pyta o tajemniczego mężczyznę. Czy go kiedyś widziała? Może przypomina jej ojca? Mary zaprzecza. Może jej chłopaka? Ale Mary odpowiada, że nie jest zainteresowana związkami z innymi ludźmi. Doktor jest zaskoczony, naprawdę tego nie chce? Mary odpowiada z wahaniem, że chce, ale nie potrafi…Doktor pyta ją, czy tak było zawsze. Kobieta odpowiada niepewnie, że nie wie…
      • siostra_bronte "Karnawał dusz" (2) 26.11.15, 16:10
        Doktor sugeruje, że to trauma po wypadku. Może to poczucie winy, że ona przeżyła, a jej przyjaciółki nie. Ale Mary nie zgadza się. Przecież sobie tego wszystkiego nie wymyśliła! Ale doktor przypomina, że ani właścicielka domu, ani on i ten drugi przechodzień nie widzieli mężczyzny-upiora.

        Mary jest zdeterminowana, żeby to wyjaśnić. Lekarz wspomina o tym starym pawilonie. Dlaczego tak ją do niego ciągnie? Mary potwierdza, że coś go łączy z tymi wypadkami. Czuje, że tam leży odpowiedź na jej problemy.

        Kobieta postanawia tam pojechać i to sama. Zwiedza budynek, który faktycznie jest tajemniczy i robi wrażenie. Ale nie znajduje niczego specjalnego. Kiedy wychodzi widzimy tego samego tajemniczego mężczyznę w jeziorze, tuż przy pawilonie. Ale Mary już tego nie widzi…

        Mary wraca do siebie. Spotyka sąsiada, który się nie poddaje i namawia na kolację. Mary odmawia, ale Linden nie daje się zniechęcić. Pyta dlaczego jest taka zimna…Czy boi się mężczyzn? Mary zaprzecza. Linden naciska dalej, aż w końcu Mary zgadza się. Mogą się spotkać wieczorem, po jej próbach w kościele. Sąsiad jest zachwycony.

        Mary gra w kościele. Ale z czasem jakby traciła kontrolę nad tym gra. Patrzy ze zdziwieniem na swoje ręce. I muzyka się zmienia. Przypomina muzykę współczesną :) A Mary ma znowu wizje. Widzi ten niezwykły budynek, tajemniczego faceta w wodzie, potem wychodzą z niej inne postaci... Mary wciąż gra. Aż tu przychodzi ksiądz i krzyczy na nią. To bluźnierstwo i świętokradztwo! Jak może grać coś takiego w kościele. Mary słucha go zdetonowana. Ksiądz mówi już spokojniejszym głosem, że jest nią rozczarowany. „Nie masz duszy” mówi jej. I zwalnia z pracy.

        Mary bez szemrania wychodzi z kościoła. A tam czeka już na nią Linden. Idą razem do jakiejś knajpy. Ale Mary nie ma nastroju do zabawy (ale nie wspomina o utracie pracy). Linden namawia ją na piwo tudzież taniec, ale Mary odmawia. Facet zaczyna tracić cierpliwość. Mary próbuje go ułagodzić. Naprawdę się cieszy, że tu przyszli. Chyba pod wpływem ostatnich przeżyć wyrywa się jej nawet, że chce być blisko niego. Linden aż promienieje. Od razu proponuje powrót do domu.

        Ale kiedy już są na miejscu Mary traci odwagę. Linden musi na siłę wprosić się do jej pokoju. Mary czuje się niepewnie. Nagle patrzy na Lindena i widzi…twarz tego samego mężczyzny z jej zwid. Zaczyna kryczeć. Facet pyta co się dzieje. Mary krzyczy dalej, że to ten mężczyzna, który ją prześladuje! Linden na to, że nie ma zamiaru zadawać się ze „świruską” i wychodzi. Mary z płaczem prosi, żeby nie zostawiał jej samej, ale bez efektu. Kobieta w panice przesuwa stół pod drzwi..

        Rankiem Mary, całkowicie spokojna, pakuje się. Odwiedza ją lekarz, który nie potrafił o niej zapomnieć. Lekarz pyta potem właścicielkę domu co się tutaj działo. Kobieta odpowiada, że Mary przesuwała meble całą noc…Lekarz mówi, że Mary odmawia stanowczo jego pomocy. Chce jak najszybciej wyjechać.

        Mary wsiada do samochodu. Ale po krótkiej jeździe wóz zaczyna szwankować, więc Mary zajeżdża do warsztatu. Tam zostaje na jakiś czas sama. Wydaje się jej, że ktoś wchodzi do warsztatu i to nie z obsługi. Słyszy jakieś kroki. W panice wyskakuje z samochodu i biegnie ulicami miasta. Dociera na dworzec autobusowy. I nagle znowu to samo, przestaje słyszeć jakiekolwiek dźwięki. Chce kupić bilet, ale sprzedawca jej nie widzi. Mary biegnie do jakiegoś autobusu, wsiada, a tam…siedzą ludzie wyglądających tak samo, jak ów tajemniczy facet. Czyli jakby zrobili sobie makijaż na Halloween :) Przerażona Mary wybiega znowu na ulice miasta. Wciąż jest wokół niej przeraźliwa cisza.

        Mary biegnie po parku. I znowu, słyszy śpiew ptaków. A że jest blisko idzie do znajomego doktora. „Nie należę do tego świata…To o to chodzi, prawda? Oni są wszędzie…Chcą mnie zabrać z powrotem…Doktorze, co mam robić?” mówi. Doktor, odwraca się do niej, bo wcześniej robił notatki, i Mary widzi…tego samego mężczyznę-zombie. Zaczyna krzyczeć.

        I okazuje się, że jest wciąż w warsztacie, a to wszystko się jej wydawało! Mary włącza silnik i wyjeżdża z piskiem opon z warsztatu. Jedzie do opuszczonego pawilonu. Coś tam ją ciągnie jak magnes.

        Jest już ciemno. Mary patrzy na jezioro. Z wody wychodzi nagle tajemniczy mężczyzna, a za nim kolejne postaci, tak samo wyglądające jak zombie. A potem włącza się światło i pary zaczynają tańczyć w pawilonie przy upiornej muzyce, która przewija się zresztą przez cały film. Mary patrzy na to zszokowana, z szeroko otwartymi oczami. A kiedy widzi wśród tańczących siebie, z takim samym upiornym makijażem zaczyna przeraźliwie krzyczeć.
        Wybiega z budynku, a postaci-zombie za nią. Mary biegnie na brzeg jeziora, upada, a całe towarzystwo pochyla się nad nią…

        Rankiem samochód Mary znajduje policja. Jest też ksiądz. Oglądają ślady na plaży. Widać ślady stóp Mary, a potem nagle nic. Trop się urywa. Widzimy pawilon i taflę jeziora.

        A potem wracamy do rzeki, przy której doszło do wypadku. Policja wreszcie wyciąga samochód. Widzimy w nim…trzy martwe kobiety, w tym Mary.

        Koniec.

        Świetna historia, prawda? Przyznam, że od momentu kiedy Mary pierwszy raz „wyłączyła się” podejrzewałam takie zakończenie. Ale tylko dlatego, że widziałam „Innych” i „Szósty zmysł”. Tak jest, kochani, w kinie wszystko już było :)

        Nie ma tu przerażających scen typowych dla horrorów, nawet jednej kropli krwi. Ale ta historia straszy bardzo subtelnie. Budzi jakiś głęboki niepokój. Przez to pozostaje w głowie. I może się przyśnić w nocy.

        • siostra_bronte "Karnawał dusz" (3) 26.11.15, 16:18
          Sporo tu ciekawych wątków. Czym jest właściwie cała historia? Czy to majaki Mary która znalazła się w jakiejś dziurze czasu, między życiem i śmiercią? A może to pokazanie co by się stało gdyby Mary jednak przeżyła. Że nigdy nie wyszłaby z tej traumy?

          Ciekawa jest też sama Mary. Piękna kobieta, ale wyraźnie nie lubi towarzystwa ludzi. Nie jest zainteresowana związkami z mężczyznami. Skąd się to bierze? Czy dlatego, że Mary jest już „duchem”? Przyznam, że ta postać, także fizycznie przypomina mi bohaterkę nakręconego później „Wstrętu” Polańskiego, którą grała Catherine Deneuve.

          Oczywiście widać, że to kino niskobudżetowe. Cześć aktorów to wręcz amatorzy. Zdarzają się też problemy techniczne. Ale trzeba przyznać, że zdjęcia są zaskakująco dobre, a aktorka w roli głównej wypada przekonująco. Fajna jest też muzyka, organowa i ta współczesna, świetnie budują nastrój.

          W sumie bardzo ciekawy, zapadający w pamięć seans!

          Mam nadzieję, że chociaż trochę się baliście:)

          Jeszcze trailer:

          www.youtube.com/watch?v=YQfOJ4ZKP3Y

          • grek.grek Re: "Karnawał dusz" (3) 27.11.15, 11:02
            dzięki, Siostro, świetna opowieść ! jak zawsze.

            pochwalę się, że się nie bałem ;]
            głównie dlatego, że jest dzień ;]]

            sama historia - bardzo interesująca, ma STYL i nie razi dosłownością, widac
            tu jakiś głębszy zamysł, tajemnicę, miejsce na interpretację własną widza.
            to ten sam styl, co "Lśnienie", "Dziecko Rosemary" czy "Egzorcysta", też
            nie ma jednoznacznej odpowiedzi na najważniejsze pytanie.

            ja bym się skłaniał ku Twojej koncepcji z zawieszeniem Mary między
            życiem, a śmiercią. Jest... pół-duchem ?

            jakby spróbować włączyć wątek eschatologiczny, to można by zaproponować
            teorię, wedle której dusza Mary czeka na sąd, albo na "przyporządkowanie" do
            czyśćca albo raju i błąka się po doczesności, aczkolwiek... dlaczego ksiądz, pani Thomas, doktor widzą ją doskonale, a Linden próbuje się nawet z nią umawiać ? Dlaczego
            jest taka namacalna, skoro, jak można sądzić, nie żyje fizycznie i mamy do czynienia
            z jej powłoką czysto duchową ? dlaczego się zmateralizowała ?
            Może to SEN ? sen duszy ?
            w zawieszeniu między światami wszystko jest możliwe ? :]

            interesujące środki wyrazu : upiorna twarz w szybie samochodu, nagłe utraty "widzialności' przez Mary, stary opuszczony lunapark/pawilon... stara szkoła :] znakomita zresztą. Kiedyś
            nie chodziło o to, zeby wystraszyć, chodziło o to, żeby bardzo wystraszyć ;] A cóż bardziej strasznego od tworów własnej wyobraźni ? stare/starsze filmy z dreszczykiem to własnie czyniły. Pokazywały niejdnoznaczne historie, i nakręcały spiralę domysłów, a potem to już z górki... wiadomo, ze w wyobraźni widza te najgorsze domysły i pełne grozy scenariusze muszą wziąć górę nad tymi łagodnymi i racjonalnymi ;]

            swietne są te linkowane sceny, Siostro.
            nie widać nawet wspominanych przez Ciebie wahnięć technicznych, wszystko wygląda jak w regularnym, dobrze zasilanym gotówką, filmie :]
            Najważniejsze, ze jest tutaj pomysł, sens i chęć powiedzenia czegoś niekoniecznie oczywistego.

            powstaje też pytanie : czy może istnieje życie po życiu ? czy po śmierci można zostać w jakiś sposób żywym ? Tak by sugerowała historia Mary.
            Owszem, coś ją przyciąga do starego pawilonu, ona się broni - przed czym się broni ? W napadach histerii bardykaduje się w mieszkaniu. Przed czym tak naprawdę ? Czego wyobrażeniem jest ten upiorny mężczyzna, którego widuje ? wydaje sie, ze sugeruje on nieuchronnośc, przed którą Mary zaciekle ucieka i nie chce przyjąc do wiadomości. Lęk przed śmiercią ? A jesli ona już nie żyje, to lęk... przed czymś, co istnieje po śmierci ?

            I to też bardzo intrygujące - dlaczego Mary powraca słuch i "widzialnośc', kiedy przybiega do parku i słucha śpiewu ptaków ? Ptaki i roślinnośc, to ofk natura. Jak by to połączyć z pozostałymi elementami całej układanki ? Natura przywraca zdolnośc funkcjonowania jej zmysłom, jest źródłem żywotności, "kroplówką", kontakt z nią przywraca ład i resetuje, odnawia relację z rzeczywistością.

            ciekawy jest też wątek poczucia winy, które może stać za wszystkim. Może Mary jest żywa, ale cierpi na zaburzenia ? atakują ją na tyle dotkliwie, ze postanawia popełnić samobójstwo, a znalezienie jej ciała w samochodzie który rozbił się na początku filmu, to jakaś symbolika ?

            Nie mam pojęcia :] A Ty ?

            [a Wy ?]

            jedno wiem wszelako na pewno : to była kolejna wspaniała filmowa opowieśc, Siostro :] tajemnica, groza, niepokój - wszystko znakomicie zaakcentowane, no i stylistyka jak zawsze nienaganna :]

            dzięki raz jeszcze :]

            PS : przyłączam się do Twojej opinii, że w czarno-białym kostiumie ten film zyskałby dodatkowy walor, podkreślony zostałby jego niepokojący charakter, aczkolwiek i tak jest
            bardzo dobrze :]
            • siostra_bronte Re: "Karnawał dusz" (3) 27.11.15, 16:53
              Dzięki, Greku :)

              Oglądałam po nocy, więc nastrój był odpowiedni :)

              Też byłam zaskoczona poziomem tego filmu. Już od dawna chciałam go obejrzeć. Spodziewałam się jakiejś amatorszczyzny, a tu niespodzianka.

              Tak, tu jest klimat raczej horroru psychologicznego. Jak w wymienionych przez Ciebie filmach. To wyobraźnia potrafi być źródłem naszych największych koszmarów.

              Jeszcze raz dzięki :)
              • siostra_bronte Re: "Karnawał dusz" (3) 27.11.15, 16:58
                A, wyczytałam, że David Lynch inspirował się tym filmem, zwłaszcza przy "Mudholland Drive" (widziałam, ale niewiele pamiętam). I podobno Coppola w "Czasie apokalipsy" w scenie wynurzania się z wody Sheena.
                • siostra_bronte Re: "Karnawał dusz" (3) 27.11.15, 17:03
                  *"Mulholland Drive"
                • grek.grek Re: "Karnawał dusz" (3) 28.11.15, 14:33
                  znakomite rekomendacje.
              • grek.grek Re: "Karnawał dusz" (3) 28.11.15, 14:33
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                idealnie :]]

                takie pozytywne zaskoczenia są bezcenne.

                dosłowność degraduje horror, o czym niestety zapomina wielu
                współczesnych twórców, próbujących w tym gatunku coś zdziałać.

                :]
        • barbasia1 Re: "Karnawał dusz" (2) 29.11.15, 17:04
          > Świetna historia, prawda? Przyznam, że od momentu kiedy Mary pierwszy raz ̶
          > 2;wyłączyła się” podejrzewałam takie zakończenie. Ale tylko dlatego, że w
          > idziałam „Innych” i „Szósty zmysł”. Tak jest, kochani,
          > w kinie wszystko już było :)

          Świetna historia!
          I ja domyślałam się zakończenia, z tych samych powodów, co Ty Bronte! :))

          Wszystko już było, to prawda. Aczkolwiek, nie wiem, czy się za mną zgodzisz, ten koncept (bohaterk okazuje się nieboszczykiem) jest imo lepiej zrealizowany w późniejszych filmach, w „Innych” i „Szóstym zmyśle”.

          Mnie o dreszcz przyprawiła scena , w której upiorna twarz ukazuje się Mary w szybie samochodu podczas jej samotnej jazdy wieczorową porą. . :)
          • siostra_bronte Re: "Karnawał dusz" (2) 01.12.15, 14:19
            Dzięki, Barbasiu :)

            Zgadzam się, że ten pomysł jeszcze lepiej wypadł w późniejszych filmach, ale trzeba docenić pomysłowość twórców.

            Tak, ta scena budzi dreszczyk strachu :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka