Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78)

    • grek.grek 20:25 & 0:40 TVP Kultura "Narzeczona Frankensteina 06.04.17, 13:52
      klasyka opowieści grozy :]
      1935 rok.

      Ależ to jest świetny cykl. Prawdziwe rarytasy filmowe.

      w roli monstrum Boris Karloff.
      • siostra_bronte Re: 20:25 & 0:40 TVP Kultura "Narzeczona Frankens 06.04.17, 13:59
        Jak już pisałam, widziałam go jako dzieciak i zrobił na mnie wielkie wrażenie!! Do dziś pamiętam niektóre sceny.

        I straszny, i wzruszający. Genialny Boris Karloff!!

        Klimat grozy nieosiągalny dla współczesnego kina!!

        To jeden z nielicznych przypadków, kiedy sequel jest równie znakomity, a może nawet i lepszy niż oryginał.

        Powtórzę się: wielkie kino!!! To będzie niezapomniany seans!!!

        • grek.grek "Narzeczona Frankensteina" - parę słów 07.04.17, 12:51
          dzięki, Siostro :]

          niewątpliwie.
          trudno jest [teraz to mogę śmiało powiedzieć] pomyśleć o jakiejkolwiek innej wersji 'Frankensteina", po obejrzeniu tej oryginalnej.

          ciekawy jest punkt wyjścia : salon, autorka powieści, lord Byron i coś w rodzaju retrospekcji powieściowej opowiadanej przez samego Byrona. Bardzo interesujący wariant narracyjny.

          Sam film - klasa.

          Muzyka jest świetna, Karloff zabiera wszystkim przestrzeń, a jednocześnie nie jest ta cała historia przerysowana, choć sposób w jaki Frankenstein uwalnia się i ucieka z lochów jest dość umowny :]

          ofk, jego historia jest wzruszająca, bo raz że został powołany do życia i porzucony przez twórcę, to na dodatek jeszcze : pozostawiony sam sobie nie ma szans na wsparcie od ludzi, którzy uciekają na jego widok, nie dając mu szansy na zaprzyjaźnienie się.

          Sekwencja spotkania z niewidomym skrzypkiem i zawiązywania się zażyłości między nimi - piękna niezaprzeczalnie.

          Zaciekawiła mnie też relacja jaka jest między Henrym, a jego nauczycielem, Pretoriusem. Po powołaniu do zycia monstrum Henry chce zerwać ze swoim powołaniem. Przeciewnie Pretorius, on koniecznie chce wyjść poza wszelkie kanony i kontynuować tę twórczą drogę. Sam na razie stworzył "tylko" gromadkę liliputów, ale z pomocą Henry'ego ma zamiar ożywić kobietę.

          Ciekawe zestawienie : to Pretorius ma prawdziwego ducha odkrywcy, niezbędny cynizm, ciekawość. Henry jest mądrzejszy o doświadczenie z monstrum, gotów uznać że popełnił błąd powołując go do życia, ale - to nie jest postawa naukowa :]

          monstrum pozwala mu przeżyć finałową konfrontację w wieży zamkowej, a grzebie pod nią siebie i Pretoriusa, co ma chyba wydźwięk potępiający "zabawę w Boga", tyle że... gdyby tak do tego podejśc, to cała medycyna jest taką "zabawą".

          Z tego punktu widzenia, wydaje mi się ten film dośc archaiczny, w XXI wieku trudno głosić przesłanie tego typu. Ludzkośc idzie raczej w kierunku legalizacji związków człowieka z androidem, hodowania klonów ludzkich celem pobierania organów do przeszczepów. Człowiek odkrył, że największym darem boskim jest jego rozum.

          Broni się zdecydowanie wątek Innego, "malowanego ptaka", który jest prześladowany za to, że rózni się do przeciętnej. Te sceny kiedy tłum z kijami i pochodniami biega za monstrum, potem łapie go i przywiązuje do słupa - tylko wzmagają sympatię dla dobrego z natury, zagubionego odmieńca.

          to też ciekawe : jest on dobry, reaguje na dźwięki muzyki klasycznej, nie ma intencji wykorzystywania przeciw komukolwiek swojej siły, a jednocześnie dośc łatwo go rozgniewać, częściowo z powodu postępującego w nim rozżalenia. W jakiś sposób ta postać realizuje model "dobrego z natury dzikusa" Jeana Jacquesa Rousseau. Podobnie odnosi się do jego koncepcji samotności jednostki ludzkiej.

          swoją drogą, przyszło mi do głowy, że jeśli monstrum świadomie doświadcza samotności, takiej egzystencjalnej, to już przez samo to potwierdza swoją ludzką tożsamość.

          Kiedy on z kolei pędzi przed sobą tłum przerażonych wieśniaków - jest to przezabawne, a gros widowni - tak sądzę - myśli sobie : a dobrze wam tak ! Tylko czy na codzień nie są w wielu momentach podobni do nich ? :] Czy tak łatwo jest akceptować INnego, dawać mu szansę, wychodzić naprzeciwko w życzliwością ?

          Świetne dialogi Henry'ego z Pretoriusem, który wg mnie jest pozytywną postacią, nawet jeśli jego introdukcja, jak i koniec - sugerują coś odwrotnego. Ale, jako się rzekło, wg mnie standardy i myśl XXI wieku każą widzieć w nim kogoś bardziej wartościowego niż przed 80 laty.

          No i ma swoisty wdzięk, czego przykładem może być sposób w jaki rozmawia z monstrum, gdy spotykają się w grobowcu.

          A narzeczona dla monstrum - też go nie chce zaakceptować. Uwaza go za odrażającego, bo... czyżby dlatego, że nie jest świadoma własnego wyglądu, który też jest dość nieoględny ? To ciekawy wątek, wg mnie. Czyżby ocena innych wynikała z samooceny ? Zawyżonej albo zaniżonej ? Gdyby wiedziała, że jest podobna do niego, zapewne byłaby łaskawsza.

          Karloff świetny jest : te sztywne ruchy, wymowa, akcentowanie warknięć, "drewniane" ruchy ramionami, no i fizyczna energia, bo przecież ubrano go w cięzki strój dodający kilkanaście kilogramów i buty na potężnych platformach - samo chodzenie, nie mówiąc o bieganiu, w tej "uprzęży" musiało wymagać sporego wysiłku. Tak czy owak, ponadczasowa kreacja.

          zatem, zgadzam się w pełni, Siostro - to taki film, który wyznacza sposób postrzegania historii Frankensteina.

          Dodałbym jeszcze aktorkę grającą Mary Shelley - piękna ! :]

          • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słów 07.04.17, 14:56
            Dzięki, Greku :)

            I znowu mogę się podpisać pod Twoją recenzją.

            Zdecydowanie, monstrum budzi sympatię i współczucie. To tłum ścigający go z kijami jest okrutny i pozbawiony jakiejkolwiek empatii.

            Sceny z pustelnikiem naprawdę piękne i wzruszające. Kiedy monstrum uczy się słów, kiedy powtarza "wine is good", "alone not good" to jesteśmy sercem z nim. I może znalazłby swoje miejsce w domku pustelnika, gdyby oczywiście nie ludzie, którzy nie chcą zostawić go w spokoju.

            Postać Pretoriusa znakomita, wręcz współczesny szwarccharakter. Pretorius ma swój diaboliczny wdzięk i ironiczne poczucie humoru. Kapitalna jest ta scena, kiedy widzi monstrum w grobowcu i mówi z uśmiechem: "O, myślałem, że jestem sam. Dobry wieczór" :)

            Zgadzam się, że wymowa tej historii, jako krytyki "zabawy w Boga" może wydawać się dzisiaj archaiczna. Ale monstrum miał prawo nienawidzić swoich twórców.

            "Zrobiono mnie z umarłych. Lubię umarłych. Nie lubię żywych" odpowiada Pretoriusowi na pytanie kim jest. I te słowa robią wrażenie, bo oznaczają, że monstrum jest świadom swojej kondycji i to dodaje tragizmu tej postaci. Jego zemsta, choć oszczędza jednak Frankensteina, jest jakoś zrozumiała. A pytanie o granice eksperymentów medycznych są wciąż aktualne.

            Scena, kiedy narzeczona krzyczy na widok monstrum jest poruszająca. Dla monstrum nie ma nadziei, skoro nawet kobieta z jego "gatunku" go nie akceptuje. "Nienawidzi mnie, tak jak inni" mówi. Jakież to smutne i niesprawiedliwe!

            Ale nie zgadzam się co do narzeczonej. Moim zdaniem wygląda świetnie, jak na monstrum, oczywiście :) Zresztą, może zauważyłeś? gra ją ta sama aktorka, Elsa Lanchester, której urodę pochwaliłeś. Lanchester była prywatnie żoną Charlesa Laughtona.

            Wspaniały, poruszający film!! Nic dziwnego, że kolejne wersje tej historii były tylko słabymi kopiami.



            No i muszę wspomnieć jeszcze o scenach, które i dzisiaj wywołują dreszcze. Kiedy widzimy monstrum po raz pierwszy, wynurzającego się z wody w podziemiach młyna. I kiedy wieśniaczka chwyta jego rękę, myśląc, że to jej mąż...

            Rola Karloffa oczywiście fantastyczna!!



            • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 14:57
              Trochę pomieszałam kolejność ostatnich zdań, ale nie szkodzi :)
              • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 15:43
                Jeszcze link do strony z ciekawymi zdjęciami z realizacji filmu:

                thechive.com/2012/09/12/behind-the-scenes-shots-of-frankenstein-26-photos/
                • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 15:48
                  Oj, to z "Frankensteina" :)
                  • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 16:27
                    Ale jest też fotka z Pretoriusem!
                  • grek.grek Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 08.04.17, 13:03
                    nie szkodzi, Siostro :]

                    zdjęcia są świetne, film również musi być zajmujący !
            • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 15:07
              *ta sama aktorka, która gra Mary Shelley, Elsa Lanchester...
              • grek.grek Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 15:37
                tak zrozumiałem, Siostro :]

                ta otwierająca scena z Mary Shelley i Byronem naprawdę ma szyk , salon wygląda rewelacyjnie.
            • grek.grek Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 15:35
              dzięki, Siostro :]

              miło mi :]

              właśnie, zauwazyłaś najważniejszą rzecz : on nikogo ne krzywdzi, jedyną jego winą jest inność. Dlatego nie chcą mu odpuścić, dopóki nie "oczyszczą" swojego otoczenia z niekomfortowego elementu. To otwarta krytyka faszyzmu, który piętnuje wszelkie odmienności od zakładanego wzorca. A moze to "tylko' taki społeczny atawizm ?

              prawda :] Pretorius jest najciekawszą postacią.
              świetna jest scena, kiedy mówi Henry'emu : "Ja też coś stworzyłem, ale... nie wiem, co to jest". Kiedy niespiesznie udaje się w głąb pokoju, aby powrócić z czarną skrzynią, można oczekiwać najbardziej kuriozalnych efektów jego pracy ;]

              o, racja.
              wg mnie, Mary Shelley, moze niechcący ?, uderzyła w tony teologiczne, bo tę relację monstrum z jego twórcą można rozpatrywać pod kątem relacje człowieka z Bogiem. Człowiek mógłby mieć do hipotetycznego Boga takie same pretensje o porzucenie, samotność we wszechświecie, milczenie.

              to prawda.
              w tym filmie mowa jest zarówno moralnośc, jak i możliwościach technicznych postępu medycznego, w obecnym stadium - to już chyba głównie sprawa moralności. Jak to się szybko zmieniło, nieprawdaż ?

              o, to prawda, Siostro ! Tytułowa Narzeczona jest na swój sposób ładna, ma awangardową fryzurę, może aktorka nie chciała, żeby ją zbytnio oszpecała charakteryzacja ? , więc kamera eksponuje tylko szwy poniżej linii szczęki :]

              o! nie rozpoznałem :] dzięki, ciekawa informacja.

              do scen wywołujących wrażenie chętnie dodałbym jeszcze finałową eksplozję wieży zamkowej, rozpada się z prawdziwym mistrzostwem realizatorskim.

              yes ! :]
              • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 07.04.17, 16:08
                Dzięki :)

                No, monstrum zostawia na swojej drodze ofiary, ale albo morduje w samoobronie, albo kiedy jest mocno wkurzony (pomagier na dachu), albo śmierć jest efektem ich przerażenia ( dziewczyna z owcami, która spada ze skały).

                To jest ciekawy wątek. Monstrum opuszczony przez swojego stwórcę, jak człowiek przez Boga. Shelley straciła dwójkę małych dzieci, stąd pewnie marzenie o przezwyciężeniu śmierci i wejściu w rolę Boga.

                Tak, narzeczona nie jest zbytnio oszpecona charakteryzacją :)

                Faktycznie, scena eksplozji zrobiona znakomicie. Świetnie wyglądał też pożar młyna na początku.
                • grek.grek Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 08.04.17, 13:08
                  :]

                  w jakiś sposób monstrum musi zabijać, aby jego postać nie była nieskazitelna. Ma swoją ciemną stronę, instynkt zwierzęcy, ale wg mnie jednoznaczna jest tutaj sugestia, że winę ponosi jego twórca, który nie wziął za niego odpowiedzialności. Stworzył go i zamiast nauczyć odróżniać dobro od zła - uciekł przerażony efektami swojej pracy.

                  bardzo prawdopodobne, Siostro !

                  o yes :]
                  I wobec szczupłości środków jakimi kino wówczas dysponowało - ciekawe jest pytanie o sposób realizacji tych efektownych scen.
                  • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 08.04.17, 16:39
                    A tak przy okazji, tylko my oglądaliśmy??
                    • grek.grek Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 08.04.17, 17:19
                      świetne pytanie, Siostro :]
                      • siostra_bronte Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 09.04.17, 14:07
                        :)

                        Jeżeli tak, to coraz gorzej z naszym forum!
                        • grek.grek Re: "Narzeczona Frankensteina" - parę słó 09.04.17, 16:01
                          ;]


    • grek.grek "Patologia" via Stopklatka 07.04.17, 13:38
      Ciekawy pomysł, ale wykonanie... reżyser balansuje między kampową zgrywą, a wątkami zupełnie poważnymi, czasami mocno się chwiejąc ;]

      Ted Grey jest absolwentem medycyny na Harvardzie, ma za sobą 4 miesiące praktyki w Nigerii, a teraz przyjeżdza do Waszyngtonu na staż w szpitalu uniwersyteckim, dla najbardziej obiecujących patologów w kraju. W domu pozostawia narzeczoną, Gwen, młodą prawniczkę, córkę zamożnych rodziców, w planach - żonę.

      Trafia do zespołu, który okazuje się jakże zgraną paczką. Lideruje mu ironiczny, cyniczny i brawurowy doktor Gallo. Oprócz niego jest tutaj też atrakcyjna JUliette, jego dziewczyna, i zaczepno-prowokacyjny Griffin. Do tego pani Azjatka i jakiś jeszcze jegomość. Łącznie : pięcioro wspaniałych ;] Odstaje tylko jeden kolega, który nie pasuje do nich stylem - brak mu arogancji i kpiarskiej tonacji. Może dlatego od razu próbuje zyskać względy Teda.

      Bo Ted też do nich nie pasuje, jest poważny i skupiony na swojej karierze. I... świetny w tym co robi. Znakomicie stawia diagnozy, swobodnie porusza się w prosektorium wśród pokawałkowanych zwłok.

      Po kilku zaczepkach i ironicznych prowokacjach : Gallo zaprasza Greya na wieczór w towarzystwie zespołu. Rozmawiają w barze, grają w "prawda czy fałsz" i pojawia się temat zbrodni. Grey nieopatrznie monologuje, że każdy człowiek ma w sobie gen mordercy i przy sprzyjających okolicznościach gotów jest zabić... kogkolwiek.

      Niebawem Gallo zaprasza go znów na kolację. Tym razem sam na sam. Trochę wypijają, a potem Gallo prowadzi Greya do burdelu, zupełnie kuriozalnego : właściciel wygląda ohydnie, a w jednym z pokojów jest mały chłopiec w kojcu [nie chodzi o pedofilię, raczej o to, że matka tego chłopca zapewne tutaj pracuje, a on się wychowuje].

      Rankiem następnego dnia Ted czuje jak mu głowa pęka. Idzie do pracy, a tam, na stole do sekcji... ciało właściciela tego burdelu, w którym był z Gallem w nocy. Ledwie udaje mu się ukryć zdumienie. Gallo obserwuje go z uśmieszkiem, pozostali również, a profesor prowazący zajęcia prosi Teda o diagnozę.

      Grey stawia ją i znów wzbudza podziw, ale tym razem reakcja grupy jest aprobująca, a nie złośliwa i zawistna [choć - może tamte były na pokaz tylko, aby go wybadać ?].

      Gallo zaprasza go na specjalną sesję w nocy. Grey przychodzi i spotyka cały zespół. Miejscem tych specjalnych sesji jest prosektorium w podziemiach opuszczonego skrzydła szpitala. Gallo i reszta wtajemniczają go w coś, co nazywają "grą".

      Polega ona na tym, że na przemian każde z nich zabija człowieka, a pozostali przeprowadzają sekcję celem odkrycia sposobu w jaki morderca tego dokonał. Łączą więc, przyjemne z pożytecznym, jesli można sobie tutaj pozwolić na czarny humor :]

      Grey nie wygląda specjalnie na zszokowanego, może podejrzewał ich o takie zapędy, a może aktor nie wczuł się w rolę ;]

      Tak czy owak, przyjmuje wyzwanie i wchodzi w nocne życie swoich nowych kolegów : baluje z nimi, zażywa narkotyki, wchodzi w namiętny romans z Juliette, której pomaga zabić jakiegoś faceta, którego ona przedstawia jako swojego ojca, co później dementuje Gallo. Krew, seks na stole sekcyjnym, seks w towarzystwie trupów, seks w towarzystwie rozbabranych trupów, szybka muzyka. Tak mniej więćej wygląda w filmie kolejne kilka tygodni z życia doktora Greya.

      No i śledztwa medyczne, bo każde z koleżanek i kolegów zabija naprawdę sprytnie, zwykle za pomocą podania ofierze jakieś skomplikowanej mieszanki chemicznych środków. Grający muszą ją później odcyfrować, a śladów jest jak na lekarstwo. Na ofiary wybierają sobie ludzi złych : a to właściel burdelu, a to rzekomy pedofil... sam Grey zabija cięzko rannego mordercę który zabił własnie swoją rodzinę. Wstrzykuje mu coś i przyspiesza zgon, a sumienie uspokaja mówiąc : "I tak by umarł', na co Juliette : "Każdy kiedyś umrze...". W punkt.

      I tak by sobie Grey doskonalił zawodowe umiejętności, bawiąc się przy tym pysznie, gdyby nie jego dziewczyna.

      Robi sobie przerwę i przyjmuje zaproszenie na weekend u jej rodziców. wtedy Gwen oznajmia mu, że uporała się z egzaminami aplikacyjnymi, ma wolne, więc zamieszka z nim w Waszyngtonie. Ted wie, co to oznacza - koniec zabawy.

      Przyjazd Gwen powoduje same problemy : Ted musi zerwać romans z Juliette, na sesje patroszenia trupów nocą wymyka się jak złodziej, kłamiąc jak najęty, a dodatkowo musi się gęsto tłumaczyć z odkrytych przez Gwen akcesoriów do palenia ziół.

      Ted próbuje więc zerwać z zespołem, ale to nie jest takie proste. Zwłaszcza Gallo nie może mu darować porzucenia tak rozwijającej zabawo-nauki. Uważa, ze Grey jest za dobry, by uczyć się 'po bożemu". Sam Gallo zupełnie ignoruje wszelkie konwencje i konwenanse. W Tedzie chciał widzieć towarzysza na miarę własnego potencjału.

      Kiedy dodatkowo odkrywa że jego dziewczyna miała/ma romans z Tedem - rosną w nim najgorsze zamiary. Niby żył z nią w otwartym związku, ale jak widać każdy związek jest otwarty, do momentu gdy jedno z partnerów nie postanowi z tej wolności skorzystać.

      Gallo szaleje z frustracji. Jednego wieczora zabija trzy kobiety, każe Tedowi odgadnąć w jaki sposób to zrobił. I sugeruje, że nie pozwoli mu ot tak opuścić grupy.

      Ted wie, że tkwi w bagnie po uszy. KOledzy nie darują mu odejścia, mogą go zakapować policji, mogą go szantażowac, skrzywdzić Gwen... Zastawia więc na nich pułapkę i kiedy spotykają się na kolejnej sesji - wywołuje pożar.

      Następnego dnia rankiem jakby nigdy nic idzie do pracy, a tam rwestes - policja, karetki, straż pożarna. Profesor mówi mu, co się stało, i ze znaleziono... cztery ciała. A wiec jedna z osób przeżyła. Ted nie ma wątpliwości, a my razem z nim - ocaleć musiał Gallo :]

      Istotnie, Gallo odwiedza Gwen, a Ted pędzi do domu, lecz spóźnia się. Zastaje ją martwą.

      A potem zgłasza się na ochotnika, by dokonać sekcji jej zwłok. Robi to wieczorem, kiedy oddział pustoszeje. Grey stawia jakąs banalną diagnozę, żeby uspokoić jej rodziców. Kiedy odkrywa to Gallo, dopada Teda w prosketorium i domaga się uszanowania niezwykłego kunsztu z jakim zabił jego dziewczynę. Grozi mu nożem.

      Ted był na gotowy. Zabrał ze sobą tego kolegę, który nie pasował do grupy. Kolega zachodzi Gallo od pleców i wstrzykuje mu coś, co paraliżuje gościa, a jednoczesnie pozostawia przytomnym, no dobrze - pół-przytomnnym.

      A Grey, z zemstą w oczach, przystępuje do sekcji jeszcze-nie-zwłok Galla. Głównym narzędziem są potęzne nożyce do przecinania kości.

      Na szczęście wraz z pierwszych chrupnięciem film się kończy ;]

      Tak więc : odwazne zdjecia ze stołów sekcyjnych, trochę seksu, krew oraz szczypta pytań o moralność ludzi nauki, jak daleko można się posunąć w celu doskonalenia warsztatu zawodowego. Odpowiedź na to pytanie zawarta jest w tytule : "patologia', to nie tylko termin medycznej specjalizacji bohaterów, ale i opinia o sposobach ich postepowania.

      Psychologiczna wiarygodnośc dyskusyjna ;]
      • grek.grek Re: "Patologia" via Stopklatka 07.04.17, 13:46
        trailer :

        www.youtube.com/watch?v=QBdUv7_hFeE
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura 'Wilkołak" 07.04.17, 13:55
      Larry Talbot ugryziony przez wilka przechodzi metamorfozę w wilkołaka - historia stara jak świat :]

      dziś wersja, chyba oryginalna ?, z 1941 roku.
      Remake tego klasyka powstał ponoć dopiero w 2010 roku.
      Albo przez 70 lat nikt nie interesował się tematem, albo... pierwowzór był tak dobry, że nie probówano ?
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura 'Wilkołak" 07.04.17, 14:06
        Jestem ciekawa tego filmu. Podobno wciąż robi wrażenie!

        W obsadzie także Claude Rains, którego bardzo lubię.

        Szkoda, że to już koniec tego przeglądu!
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura 'Wilkołak" 07.04.17, 15:21
          miejmy nadzieję, Siostro :]

          zdecydowanie - szkoda !
          już się przyzwyczaiłem do tego logo Universal Pictures - samolotu okrążającego kulę ziemską :]

          na pocieszenie można by powiedzieć, że najważniejsze iż mogliśmy te wszystkie wspaniałe filmy obejrzeć i przeżyć :]
        • grek.grek "Wilkołak" - po seansie :] 08.04.17, 13:00
          I jakie wrażenia, Siostro ? :]

          Czcigodni ?

          u mnie - jak najlepsze :]
          aż załuję, że nie urodziłem się w 1930 roku, żeby w 1941 poczuć grozę tego filmu. Serio. Dzisiaj działa ona średnio, ale wtedy musiała być naprawdę interesującym przeżyciem kinowym.

          Za to absolutnie nie znikł wdzięk i mistrzostwo koncepcyjne. Nie ma tutaj żadnych oczywistości, a sceny horrorowe dają raczej pole do popisu dla wyobraźni.

          Doskonała muzyka, cały czas tworzy nastrój niepokoju i zagrożenia. Te basy w tle, które mruczą w chwilach kulminacyjnych poszczególnych scen, pasując idealnie do pomysłów fabularnych.

          Scenografia - pierwsza klasa, ten las nocny, z cieniami i mgłą wygląda naprawdę sugestywnie i zaiste fatalnym zyciowym qui pro quo byłoby zagubienie się w nim pewnego razu ;]

          Wilkołactwo jest zaś... cierpieniem przede wszystkim. Mówi o tym stara Cyganka, która tak nad zwłokami swojego syna, jak i nad umierającym Larrym [obaj prowadzili podwójne życie] wygłasza tę samą formułę o "znalezionym spokoju'.

          w filmie z Jackiem Nicholsonem przez dłuższy czas likantropizm przedstawiany jest jako świetny sposób na spełnienie w karierze i miłości, bo wilcza natura nastaraja człowieka do walki o swoje i porażania zwierzęcym wdziękiem płci przeciwnej ;]

          Tutaj nie ma ani śladu tych późniejszych pomysłów. Larry'ego w ogóle nie cieszą te metamorfozy, ten dualizm jakiemu zaczyna podlegać, zwłaszcza kiedy dokonuje morderstwa. Boi się też reakcji otoczenia, które z pewnością nie zaakceptuje takiego brawurowego stylu życia.
          MOżna by rzec, ze Larry cierpi na poziomie moralnym. Nie wie, co się z nim dzieje, powoli odkrywa prawdę, a później się z nią mocuje i to wydaje mi się podstawowym zaagadnieniem tego filmu.

          Od razu dodam, że doskonałą robotę zrobili charakteryzatorzy - wilkołak nie jest przesadzony, a jest może nawet perfekcyjny, taki jest... wiarygodny :]

          Świetne sceny jarmarku cygańskiego, popisów cygańskiej tancerki, a do tego mamy znakomitą postać starszej pani, która nosi na sobie wszystkie znamiona malowniczności stylistycznej tej grupy etnicznej, a do tego jej opanowanie i spokój człowieka, który już wszystko wie i rozumie - robią spore wrażenie. Postać, twarz, rola - pierwszorzędne.

          Dobra konstrukcja fabularna : spokojne wejście, jest czas na flirt Larry'ego z Gwen w sklepie, w którym ona pracuje, jest moment na zajrzenie do obserwatorium z lunetą, przedstawianie postaci i relacji Larry'ego z ojcem, a w te sceny rodzajowe wplatane są krótkie dialogi nt. wilkołactwa.

          A potem Larry stacza walkę z, dałby głowę, wilkiem, po której nic już nie jest takie samo. Ta scena, kiedy nagle nie mozę strzelić do kartonowego wilka na jarmarcznej strzelnicy zwiastuje pierwsze zmiany jakie w nim zachodzą. A już po pierwszej przemianie i zamordowaniu grabarza - niby wchodzi z innymi do kościoła, ale zaraz z niego ucieka. Został przeklęty, nie ma dla niego miejsca w społeczności. To scena symboliczna.

          POtem rozmowa w salonie, keidy Larry ostrożnie bada poglądy przyjaciół domu na temat likantropizmu. Jedni twierdzą, że to możliwe, inni że to urojenie psychiczne, a puentą jest bezceremonialne "Trzeba takich zamykać w szpitalu dla obłąkanych".

          Trudno mu powiadomić o problemie ojca, bo ten twardo stoi na stanowisku naukowym : wilkołactwo to legenda, albo kłopot z głową, metafora dwoistości ludzkiej natury, a nie coś żywego i materialnego.

          Ciekawe, że w horrorach Universal Pictures naukowe koncepcje zawsze ponoszą klęskę w konfrontacji, czy to skutkami eksperymentów, czy to z rzeczywistością, w której dzieją się rzeczy wymykające się racjonalnemu umysłowi.

          Monstra umierają w komplecie, i to zawsze w taki sposób,że razem z nimi umiera nadzieja/zagrożenie, że mogłyby istnieć w nowym wcieleniu. Zabierają do grobu swoje dziedzictwo i tajemnice kopiowania.

          Moment, kiedy ojciec zabija swojego syna, nie mając pojęcia, że wilkołak z ktorym walczy, to Larry - tragiczna.

          A puenta całego filmu - symboliczna dla nowych czasów : "Na pewno Larry chciał ochronić Gwen przed wilkiem i zginął", powiada racjonalista, wszystko tłumaczący na język zdrowego rozsądku, przeciwieństwo mądrej Cyganki, która wie, jaką grozę kryją zakamarki świata.

          I jak tu mają istnieć wampiry, wilkołaki, duchy skoro... nikt w nie już nie wierzy ? ;]




          • siostra_bronte Re: "Wilkołak" - po seansie :] 08.04.17, 14:54
            Dzięki, Greku :)

            I znowu mogę się podpisać :)

            Ten klimat jest nie do podrobienia! To prawda, ten film może już dzisiaj nie straszy tak jak kiedyś, a jednak styl i elegancja realizacji plus ten rys humanizmu, o którym wspomniał p. Chaciński dają wspaniały efekt i dreszcze chodzą po plecach!!

            Lon Chaney jr. jest świetny w tej roli. Taki "misiowaty" i poczciwy, tym bardziej przemiana w wilkołaka jest szokująca.

            Znakomita jest też Marija Uspienska w roli Cyganki, o czym też napisałeś. Ciekawa postać. Rosyjska aktorka, która grała u Stanisławskiego w latach 20-tych XX w. założyła w Stanach szkołę aktorską. Miała na koncie 2 nominacje do Oskara. Zginęła tragicznie w pożarze (zasnęła z papierosem). Przyznam, że nie słyszałam o niej wcześniej.

            Mam pewne zastrzeżenie do scenografii. Ten lasek wygląda dosyć skromnie. Przydałoby się więcej drzew, jakichś zarośli, wśród których grasowałby nasz bohater, tak że widać byłoby tylko jego sylwetkę i głowę. Na pewno byłoby straszniej. Bo tak wyglądał jak człowiek z maską wilkołaka :) Ale i tak charakteryzacja była świetna.

            Znakomity seans! Szkoda, że to już koniec przeglądu.
            • grek.grek Re: "Wilkołak" - po seansie :] 08.04.17, 16:28
              dzięki, Siostro :]

              ha, znów jest mi szalenie miło ! :]

              pełna zgoda, styl zdecydowanie "robi" ten film. Także, wg mnie, w kontrze do współczesnych widowisk, które najczęsciej nie potrafią go wykreować [przynajmniej w gros produkcji tzw kina grozy].

              yes, doskonały casting.
              wszyscy główni aktorzy są świetni.

              dzięki za biograficzną notkę pani Marii :]

              o, ciekawa propozycja, Siostro.
              z pewnością takie modyfikacje dodałbym jeszcze wyrafinowania atmosferze.

              swoją drogą, ciekawe na ile twórcy tych filmów naprawdę mieli artystyczne ambicje, które dziś w tych filmach odnajdujemy, a na ile chcieli zrobić po prostu rozrywkowe kino wedle możliwości, które wówczas stwarzała technika filmowa ?

              niezaprzeczalnie, ta głębia wyróznia je na tle większości filmów współczesnych, ale czy oni naprawdę chcieli kręcić "głębię" czy... może po prostu ogólnie czasy były inne i bardziej się zajmowano człowiekiem 'od środka" ?

              moze te filmy - w kontekście panujących w kulturze trendów i zacięcia - wcale nie były wówczas postrzegane jako 'ambitne" ? mOże postrzegamy je tak dzisiaj, w dobie królowania płytkiej kultury masowej ?

              to prawda, Siostro :]
              szkoda, że tylko 5 filmów, a jednocześnie... jak doskonale, że aż 5 filmów ! :]
              nawet do tych wstępniaków zdązyłem się przyzwyczaić, ta pani taka jakaś sugestywnie horrorystyczna była :}] Nie w sensie, że uroda z horroru, bo wcale nie, ale taki jakiś miała gotycki styl wypowiedzi ;] Zaplątałem się chyba, ale chodziło mi o coś bardzo pozytywnego.
    • maniaczytania a gdzie znowu jest Barbasia? 08.04.17, 16:27
      tzn. jak jej nie ma tu? :)
      • grek.grek Re: a gdzie znowu jest Barbasia? 08.04.17, 16:31
        doskonałe pytanie, Maniu !

        miejmy nadzieję, że Barbasia nie ma znów problemów zdrowotnych. Ani żadnych innych.

        Barbasiu, wyczekujemy Twojego powrotu !
    • grek.grek 16:30 TVP KUltura 'Gorzki ryż" 08.04.17, 16:35
      właśnie się zaczął.

      świetna opowieść o powojennych Włoszech, gdzie kobiety pracują jak woły, doznają upokorzeń i nędzy, a mężczyźni wykorzystują je, manipulują i zamiast pracować kombinują.


    • grek.grek 20:25 & 2:00 TVP Kultura "Mściciel" 08.04.17, 16:39
      klasyka !

      jeździec znikąd organizuje mieszkańców typowego miasteczka na Dzikim Zachodzie do obrony przed miejscowymi bandytami, aczkolwiek ostatecznie i tak będzie musiał mokrą robotę wykonać sam ;]

      Clint Eastwood w podwójnej roli : głównego bohatera i reżysera.
      • siostra_bronte Re: 20:25 & 2:00 TVP Kultura "Mściciel" 08.04.17, 16:40
        Akurat nie dam rady obejrzeć. Ale nie lubię westernów (z wyjątkami) i nie jestem fanką Clinta :)
        • grek.grek Re: 20:25 & 2:00 TVP Kultura "Mściciel" 08.04.17, 17:21
          w pełni to rozumiem, Siostro :]
          te westerny mają to do siebie, ze obejrzeć jeden, to obejrzeć prawie wszystkie, a obejrzeć "Bez przebaczenia", to już w ogóle idealna sytuacja, bo nawet tego "jednego' wtedy nie trzeba ;]
      • grek.grek "Mściciel" - kilka zdań 09.04.17, 14:29
        oglądałem ten film kiedyś ! :]
        stwierdziłem to po 2 minutach oglądania ;]

        to bardzo przewrotna, oryginalna historia.

        kluczowe zdarzenie miało miejsce kilka miesięcy przed główną akcją : trzech bandytów zatłukło batami szeryfa miasteczka Lago. Zrobili to na środku ulicy. Mieszkańcy stali i nie reagowali. Nikt nie ruszył z pomocą, a tylko dwoje wykonało moralny gest : karzeł schowany pod progiem jednego z domów, który wszystko widział jak na dłoni i przeżył mocno całe zdarzenie, ale nie mógł nic zrobić, by pomóc; i kobieta, żona miejscowego lidera, która domagała się od męża reakcji, ale została siłą uciszona.

        I oto po upływie tych kilku miesięcy w miasteczku pojawia się nieznajomy. Na powitanie w imponując sposób rozprawia się z trzema kowbojami, którzy zaczepili go w saloonie. Mieszkańcy Lago zwracają na to uwagę i dostrzegają w Nieznajomym nadzieję.

        Od dawna bowiem nachodzi ich ta banda trzech, która zabiła szeryfa. Robią co chcą i panoszą się niemożliwie. Teraz siedzą we więźniu, ale zaraz wyjdą i znów się zacznie.

        Nieznajomy dostaje propozycję zostanie ich ochorniarzem, a może nawet szeryfem. Nie zgadza się na szeryfostwo, ale poinformowany o sytuacji proponuje, że zorganizuje ich do walki z oprychami.

        Prowadzi ćwiczenia, omawia z nimi taktykę, ale społeczność Lago to ludzie bez pojęcia o strzelaniu, walce i czymkolwiek związanym z samodzielną ochroną własnych tyłków. A im bardziej boleśnie zaczynają się przekonywać o swojej słabości, im bardziej nie umieją trafić z karabinu do manekinów wyobrażających bandytów - tym bardziej rośnie pozycja Nieznajomego.

        A ten zaczyna dokazywać. Robi wszystko, by upokorzyć tę społeczność, wiedząc iż mimo bólu zranionej ambicji - zgodzą się na jego dyktat, ponieważ nie mają lepszego wyboru.

        Najpierw mianuje szeryfem... pociesznego karła, który teraz rozkazuje zadowolony z siebie i kłania mu się per "kapitanie !". Zajmuje cały hotel prowadzony przez lidera miejscowej społeczności, zmuszająć pozostałych gości do wyprowadzki, czyli rujnuje gościowi biznes. Do łózka bierze sobie miejscową piękność, kochankę tegoż lidera. Innemu ważniakowi rozbiera stodołę, bo mu potrzeba desek do budowy fortyfikacji. Za jedzenie, spanie i drinki - oczywiście nie płąci ani centa. Panoszy się bewzględnie, a na dodatek z ironią i zuchwałością.

        Wreszcie lider organizuje na niego zamach, ale Nieznajomy wychodzi z niego cało, za to trupami padają zamachowcy.

        A następnego dnia rankiem NIeznzjomy znów zagania towarzystwo do robotry. Każe im pomalować na czerwono wszelakie zabudowania, a na desce wjazdowej do Lago maluje napis 'Hell". Istotnie, wygląda to jak piekło.

        Następnego dnia mają przyjechać tutaj bandyci. Nieznajomy ... opuszcza miasto. Skonsternowani i przestraszeni mieszkańcy nie są w stanie stawić czoła przeciwnikowi. Strzelają jak ofiary losy, paru ginie, reszta doznaje paniki i zostaje zgromadzona w barze, gdzie przywódca bandytów drwi sobie z nich i władczo się z nimi obchodzi.

        I wtedy nagle... jednego z bandytów ktoś z zewnątrz łapie na bat. Okręca mu nim szyję i po prostu wyciąga jednym szarpnięciem na podwórze. I tam zaczyna go tym batem okładać. Wszyscy kamieniają : ten świst bata wraca im pamięć o zabójstwie szeryfa. Ale to jest scena ! ależ ma klimat ! Kim jest ten mściciel ? Truchleją zaarówno bandyci, jak i mieszkańcy, patrzą na siebie i wiedzą, że w tej sprawie oskarżeni są tak samo.

        Kiedy Nieznajomy, bo to ofk on zaczął działać, kończy egzekucję - wrzuca bat do środka saloonu. Na podwórzu leży martwy bandyta.

        Pozostali dwaj próbują użyć mieszkańców jako żywe tarcze, ale jest noc, ciemno, więc Nieznajomy z łatwością wyławia ich i po kolei zabija. Jednego dusi i wiesza na bacie, a drugiego traktuje z rewolweru. Ginie też lider miejscowej społeczności, który w miedzyczasie wyznaje swojej szlachetnej żonie, że nie pomogli wtedy szeryfowi, bo chodziło o interesy i zachowanie wpływów w zyskach miejscowej kopalni. Ale to tylko alibi, które w sensie moralnym nie ma żadnego znaczenia.

        Przy okazji wybucha pożar, więc cała scenografia istotnie ma infernalny charakter.

        Rankiem dogasają zgliszcza Lago, bandyci i polegli mieszkańcy są szykowani do pogrzebów. Nieznajomy wyjeżdza spokojnie, żegnany milczącymi spojrzeniami. Odpowiada tylko tym dwojgu, którzy w czasie zabijania szeryfa zachowali się jak należy ; szlachetnej żonie i karłowi. Ona opuszcza miasteczko. Karzeł zostaje i chyba będzie nadal szeryfował.

        Pyta Nieznajomego o imię, a ten odpowiada 'znasz je" i odjeżdza w gęstwinę falującego gorącego powietrza.

        Po jego słowach kamera kieruje się na świeżo postawiony nagrobek dla zamordowanego szeryfa "Jima Duncana".

        Interpretacje dowolne być mogą, ale sugestia jest oczywista : Nieznajomny to anioł zemsty, którzy przybył by zabić morderców stróza prawa i upokorzyć tych, którzy nic nie zrobili by mu pomóc, a więc przyłożyli rękę do tej zbrodni. Musi to być anioł, bo skąd by wiedział, że dwoje z mieszkańców protestowało, a jeden nie tyle nawet protestował, co po prostu płakał z bezsilności i żalu widząc jak zabijają człowieka, a on nie może nic zrobić ?

        Clint oczywiście znakomity :] I jak zwykle jego postać westernowa ma swoiste poczucie humoru.
    • siostra_bronte "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 16:45
      Może Grek nie zauważy w programie? :)

      Dziś w Kulturze o 23. 35. Film Formana, który swego czasu wzbudził duże kontrowersje (u nas z powodu plakatu!).

      Ciekawa historia, świetnie zrealizowana i zagrana, ale kreowanie bohatera na bojownika o wolność słowa i dorabianie ideologii kompletnie mnie nie przekonało.
      • grek.grek Re: "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 17:03
        o, zdublowaliśmy wątek, Siostro ;]

        Moja wina, powininem odświeżyć stronę przed napisaniem.

        yes, kontrowersje były, ale jak to u nas : jak zwykle tandentne i pozbawione intelektualnego potencjału polemicznego, podczas gdy właściwego sensu filmu, a także jego wybitnej klasy - nikt nie dostrzegł, najczęściej z powodu braku odpowiedniego aparatu poznawcznego ;] Welcome in Polandia.

        o, będą tutaj w ostrożnej kontrze do Twojej opinii, Siostro :] wydaje mi się, że jako bojownik o wolność słowa i prawo do ochrony przez konstytucję - postać Larry'ego wypada najbardziej doniośle.
        • siostra_bronte Re: "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 17:12
          Tak :)

          Właśnie przeczytałam Twój wpis. Faktycznie mamy różne opinie. Mnie to robienie z Flynta bojownika o wolność słowa wydało się trochę naciągane.

          Słynna scena, kiedy w tle widzimy zdjęcia z wojen i różne okropności, a Flynt z pasją opowiada, że zamiast tego chce pokazywać "miłość" jest symboliczna i świadczy o pomieszaniu pojęć. Owe zdjęcia pokazują rzeczywistość, czy nam się podoba czy nie. A zdjęcia z jego pisma to żadna "miłość", ale jej udawanie dla zysków. Jest popyt, jest podaż. Dobry biznes i tyle. Co nie zmienia faktu, że jak najbardziej prawo powinno być sprawiedliwe dla wszystkich, a i porno mieć swoje miejsce na rynku wydawniczym, dla tych, którzy chcą je kupować.

          Znakomicie zrealizowany film, ale na pewno nie nazwałabym go wybitnym.
          • grek.grek Re: "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 17:28
            lepsze dwa wątki o tym samym filmie niż żaden :}]

            masz rację, Siostro.

            wg mnie jednak, kluczowy jest proces, w którym Larry staje pod oskarżeniem o obrazę wielebnego i cała rozprawa przeradza się w precedensową sprawę dot. prawa do wolnej wypowiedzi w przestrzeni publicznej, o prawo do satyry, nawet tej grubej.

            a swoją drogą, Larry ma trochę racji - w dzisiejszej telewizji zabijanie, krew, strzelanie do siebie pokazuje się już w prime time, ale goliznę, a nie daj boże - seks, w środku nocy albo wcale. To patologiczna głupota, wg mnie :]
            • maniaczytania Re: "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 17:41
              grek.grek napisał:

              > a swoją drogą, Larry ma trochę racji - w dzisiejszej telewizji zabijanie, krew, strzelanie do siebie pokazuje się już w prime time, ale goliznę, a nie daj boże - seks, w środku nocy albo wcale. To patologiczna głupota, wg mnie :]

              No właśnie, już nie. Teraz masz i seks w prime time, i to nawet w publicznej TVP (vide "Bodo" serial od 12 lat!).
              • grek.grek Re: "Skandalista Larry Flynt" 09.04.17, 13:02
                celna uwaga, Maniu :]

                zawsze jednak, kiedy jakaś śmiała scena erotyczna pojawia się w prime - budzi dyskusję i jest zauważana.

                scen zabijania - już nikt nie zauwaza i nie budzą dyskusji, tak bardzo się opatrzyły.
      • maniaczytania Re: "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 17:12
        siostra_bronte napisał(a):

        > Może Grek nie zauważy w programie? :)

        Nie z Grekiem takie numery, Siostro ;)
        • siostra_bronte Re: "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 17:13
          O, różnie bywało :)
    • grek.grek 23:35 TVP Kultura "Skandalista Larry Flynt" 08.04.17, 16:59
      jak dla mnie absolutny klasyk Milosa Formana.

      Larry Flynt wydawał odważny magazyn pornograficzny "Hustler" i generalnie nie uznawał żadnego tabu. Prowokował purytańską, mieszczańską widownię metodami prostackimi,, prymitywnymi, wiedząc, że to właśnie zadziała.

      regularnie ośmieszał świętoszków, a pozywany do sądu staczaał prawdziwe batalie nie tylko z pozywającymi, ale i ze składem sędziowskim.

      Forman nie zapomina, że Larry to pornograf, ale wykorzystuje jego historię do powiedzenia czegoś fundamentalnie waznego dla każdego państwa, jakie mieni się być cywilizowanym; Larry sam o tym wspomina w filmie : "Nawet ktoś taki ja - ma prawo do bycia sądzonym w sposób sprawiedliwy i obiektywny. Jesli prawo jest w stanie ochronić przed niesprawiedliwością mnie, najgorszego z najgorszych, to znaczy że państwo działa należycie i każdy moze czuć się bezpieczny".

      taka jest puenta, morał, nauka, ale jest tylko wiśnią na torcie wspaniałej filmowej historii faceta, którego naprawdę można z łatwością polubić.

      Larry jest żywy, sympatyczny, ironiczny, prowokacyjny, ale też umie cierpieć [postrzelony w zamachu przez jakiegoś kopniętego rednecka doznaje paraliżu i spędza resztę życia na wózku inwalidzkim], umie zadawać sobie pytania, umie kochać - jego związek z eks-prostytutką Altheą
      to opowieść o naprawdę wspaniałym uczuciu łączącym ludzi, których otoczenie łatwo uznaje za wykolejeńców. To historia prawdziwej miłości, mimo narkotykowych ekscesów - romantycznej par exellence.

      Woody Harrelson gra rolę życia, Courtney Love jest fantystyczna, a Edward Norton w roli dzielnego prawnika, który jako pierwszy dostrzega idee, którym hołduje Larry, i sens jego sądowych batalii, przyłącza się do niego i kłócąc się, spierając, irytując - zostaje z nim do końca - naprawdę ujmujący.

      znakomite trio aktorskie.

      I wielkie kino Formana, który zawsze ze swoich bohaterów umiał "wydusić" to co najlepsze, najmądrzejsze i najbardziej godne pochwały, a zarazem nigdy nie zamienił żadnej ze swoich opowieści w dydaktyczny kicz :]
    • grek.grek 22:20 Ct Art "Truposz" 08.04.17, 17:06
      tym razem Jim zagłębia się w realia życia na Dzikim Zachodzie.

      pamiętam, że oglądałem ten film, ale z obejrzenia filmu nic nie pamiętam ;]
      I nie wiem, czy dziś obejrzę, co najgorsze [po 6 nocach ze średnią snu ok 3 godziny ;)].

      ale nadziei nie tracę :]
    • grek.grek 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:09
      złapałem się na tym, że niewiele pamiętam, a przecież premiera była nie tak dawno w telewizji. może jednak jest coś w tym, że trzeba film obejrzeć 3 razy, żeby się w pamięci odpowiednio zagnieździł ? A może filmy, które po pierwszym razie ulatują z głowy - nie są na tyle dobre by o nich pamiętać ? Samoczynnie dokonuje się mechanizm selekcji i oceny ? ;]

      a jak u Was z pamięcią o... oscarowym filmie, jakby nie było ?
      • maniaczytania Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:11
        ja go widziałam raz i pamiętam bardzo dobrze!
        • siostra_bronte Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:15
          Widziałam całkiem niedawno, przy okazji jakiejś powtórki w tv. Znakomicie zrealizowane kino sensacyjne/thriller? i to wszystko. Nie rozumiem tych zachwytów i Oskarów!
          • grek.grek Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:29
            chwytliwy temat ? :]
        • grek.grek Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:22
          a więc musiał Ci ten film bardzo przypaść do gustu, Maniu :]

          mam nadzieję obejrzeć, jeśli nie w tym terminie, to w następnym.
      • siostra_bronte Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:17
        No, moim zdaniem dobry film zapada w pamięci po pierwszym seansie :)
        • grek.grek Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:31
          i mnie się tak wydaje, Siostro :]

          ale czasami za 2-3 razem można zmienić zdanie i średni film wywindować do rangi "dobrego" :] no ale te najlepsze, to zdecydowanie po jednorazowym seansie zostają na zawsze w głowie.
          • maniaczytania Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 08.04.17, 17:39
            nie zawsze ;)

            Ja mam inny system sprawdzania, czy film dobry - jeśli nawet nie pamiętam dokładnie szczegółów, ale pamiętam swoje odczucia, emocje i siedzi mi to w głowie, i często w myślach do niego wracam, i w tych powrotach zwracam uwagę na inne, kolejne rzeczy - to znaczy, że film był dobry.

            I wiele filmów spodobało się dopiero za którymś razem ;), wcale nie za pierwszym.
            • grek.grek Re: 23:25 TVN7 "Operacja Argo" 09.04.17, 13:00
              to też dobra metoda, Maniu :]

              a ciekawe czy filmy, które robią na nas wrażenie za pierwszym razem... za drugim i następnymi - rozczarowują albo wrażenie robią znacznie mniejsze ? :] słowem : czy istnieje zauroczenie zwrotne ? ;]
    • grek.grek 0:30 TVN "28 dni później" 08.04.17, 17:18
      Danny Boyle "dżobik" pomiędzy "Trainspotting", a "Slumdogiem" [i ceremonią otwarcia IO w LOndynie] ;]

      facet budzi się, wychodzi na ulicę i widzi że LOndyn jest pusty jak grób [najlepsza scena w filmie]. Nie wie co się stało, ale przeczuwa najgorsze.

      a stało się to, że w całym Zjednoczonym Królestwie wybuchła epidemia wirusa, który - jak sie niebawem okaże - zamienia ludzi w agresywne zombie.

      I nasz bohater rozpoczyna prawdziwą odyseję ulicami i zakamarkami LOndynu w poszukiwaniu innych, którzy przetrwali, o ile tacy w ogóle są. Noce będą najgorsze.

      swego czasu, mocno reklamowany film.
      tego też nie pamiętam, choć wyludnione ulice LOndynu są sekwencją niezapomnianą.
      Reszta gdzieś mi uleciała.

      pamiętacie cokolwiek z tych "28 dni..." ? :}
      • siostra_bronte Re: 0:30 TVN "28 dni później" 08.04.17, 17:21
        Chętnie bym obejrzała, ale za późno!
        • grek.grek Re: 0:30 TVN "28 dni później" 08.04.17, 17:33
          szkoda !, Siostro :]

          może kiedyś przesuną na choć o dwie godziny wcześniejszy termin.
      • never_never Re: 0:30 TVN "28 dni później" 08.04.17, 18:37
        O Greku! Tu uderzyłeś w czuły punkt, bo choć to było 8 lat temu, to doskonale pamiętam, jak się wyżywałeś na tym filmie i postulowałeś dożywotni zakaz robienia filmów dla Danny'ego Boyle'a, co mnie wkurzyło trochę...

        a tu smakowity cytacik by grek.grek:

        " Takiego g.wna nie widziałem od dawna. Miało to być stylizowane najpierw na NOc żywych trupów, ale XI część Żywych jest dwadzieścia razy lepsza od tego, co tutaj ktoś napłodził. POtem ma być film drogi, ale jest tylko droga, filmu tyle, co kot napłakał, a na koniec klasyczna zadyma w bazie wojskowej, nie wiem już na co stylizowana - i też kurna reżyserowi nie wyszło, nie mówiąc o innych.
        Generalnie, wysoki sądzie, żądam dożywotniego zakazu robienia filmów dla scenarzysty, reżysera i operatorów kamer. Dla tych, co wmówili im, że filmy potrafią robić, sto batów na gołą d,pę i rok w kamieniołomach. Wszystkim frajerom, którzy się dali nabrać i to obejrzeli... a nie, frajerom darujmy ;))

        Nie polecam Wam, wpiszcie sobie te tytuły na indeks zakazanych, mój los przed tym odbiornikiem, w trakcie emisji owych gniotów, i poziom zażenowania po emisji zakończonej, niech wam będą przestrogą przed sięganiem po nie :) "
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,95533676,Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html?s=2#p99613405
        no i co, miał być indeks tytułów zakazanych? ;)
        ja mam pamięć słonia! :)

        • maniaczytania Re: 0:30 TVN "28 dni później" 08.04.17, 18:51
          :) :) :)
        • grek.grek "28 dni później" - parę słów 09.04.17, 13:36
          przychwyciłaś mnie na gorącym uczynku, Never_Never :]]

          skandaliczna recenzja w moim wykonaniu, ale to był taki okres... burzy i naporu, na szczęście rozwijam się i to odległa przeszłość ;]

          a teraz już także wiem, dlaczego obudziłem się sam z siebie idealnie w punkt, by obejrzeć "28 dni..." w nocy.

          właśnie po to, by zupełnie zdementować swoje własne opinie sprzed lat.
          Bo to jest zupełnie niezły film.

          Sekwencja otwierająca : spaceru głównego bohatera po opustoszałym, zaśmieconym, wymarłym LOndynie - wybitnie zaaranżowana i nakręcona. Jak udało się oczyścić główne ulice z ludzi, samochodów i komunikacji miejskiej ? Na pewno sceny kręcono o świcie, ale i tak efekt i skala przedsięwziecia robi wrażenie.

          Potem poznaje dwoje innych ocaleńców, którzy na 'dzień dobry" ratują mu życie przed atakiem wściekłych chorych, wyglądających jak najcięższe przypadki choroby szalonych krów.

          Błąkają się we troje po zagraconych budynkach. Chłopak ginie, a bohater zostaje z Celine, która wygląda jak postać z "Mad Maxa", tylko trochę mniej przerysowana :] Nasz bohater koniecznie chce odwiedzić rodziców, więc wbrew obawom pozostałej dwójki - idą tam wszyscy troje. Rodzice ofk nie żyją.

          atakowani przez zawirusowanych wściekłych muszą uciekać, kluczyć i znajdują schronienie w na najwyższym piętrze apartmentowca, który zajmują ojciec z córką. Tutaj dociera do nich nadawany w radio sygnał wojskowy, który apeluje do ocalałych o przyjazd w zaznaczone miejsce, gdzie jest bezpiecznie.

          siadają więc w samochód i jadą. Droga jest długa, a wścieli zawirusowani atakują znienacka, ale co ciekawe - tylko raz. Boyle w ogóle nie skupia się na tej agresji, bardziej obchodzi go postawa ludzi w obliczu apokalipsy.

          udaje im się zrobić zakupy w stojącym wolno supermarkiecie. biorą co chcą i to im sprawia mnóstwo radości.

          Na jednym z postojów ojcu córki spada do oka kropla krwi zabitego wściekłego, który leżał gdzieś na dachu pod którym przechodził i w który stuknął, aby przegonić ptaki, nie wiadomo po co. Ojciec ulega zarażeniu i nasz bohater musi go zabić na oczach jego córki.

          udaje się w końcu pozostałej trójce dotrzeć do tej bazy wojskowej. Płot z drutem kolczastym, zaminowany rozległy trawnik, a cały punkt oporu mieści się w jakimś dawnym pałacu. Jest broń, jest amunicja, jest prowiant, generalniie - wydaje się, że to dobre miejsce, by przetrwać i czekać na dalszy rozwój wypadków.

          oficer dowodzący całym przybytkiem jest jednak jakiś dziwny... Oto np. na patio trzyma na łańcuchu żywego wściekłego, mówi że będzie go obserwował, aby jak najwięcej dowiedzieć się o mechanizmach działania wirusa [i możliwościach stworzenia leku ? ale nie ma tutaj medyków, są sami żołnierze].

          żołdacy najpierw wydają się w porządku, ale po odparciu ataku wściekłych szturmujących pałac - puszczają im hamulce i zaczynają dobierać się do obu kobiet, a naszego bohatera nokautują. Na szczęście i wśród nich są ci bardziej przytomni, którzy przerywają te zagrywki.

          Nasz bohater dowiaduje się jednak od oficera dowodzącego, że te kobiety, to on... obiecał swoim żołnierzom. Tracili ducha, chcieli popełniać samobójstwa, więc musiał im dać jakąś nadzieję. Aby zwabić tutaj jakiekolwiek kobiety - nadawał w eter ten sygnał o bezpiecznym miejscu, do którego należy przyjechać.

          Teraz większość chce aby obie dziewczyny były tutaj gospodyniami i punktem usług seksualnych. Oficer nie chce im przeszkadzać, bo to służy morale grupy.

          Nasz bohater ma zostać zabity, ale udaje mu się uciec, potem pojawiają się w bazie wściekli, albo to ten z łańcucha się uwolnił, generalnie - fakt, jest tutaj feeria pościgów, ugryzień, zabójstw i starć w okolicznościach nocnej poświaty. Cało wychodzi z tej makabreski nasza trójka.

          W ostatniej scenie widzimy ich na jakiejś farmie na odludziu, gdzie w pocie czoła rozkładają na polu napis sklecony z prześcieradeł, który ma powiadomić o ich istnieniu lecący w górze samolot.

          "MYślisz, że tym razem nas zobaczyli ?", pyta Celine naszego bohatera i tak się film kończy.

          Zatem, zdecydowanie jest to kino lepsze niż pisałem.
          Musiałem być wtedy w zdecydowanie słabszej formie, a najpewniej po prostu przez te parę lat zrobiłem postępy w zrozumieniu filmów i osiągnąłem wyższy [co nie znaczy, że od razuy : wysoki :)] poziom poznania :]

          a porównanie do 'Nocy żywych trupów' o tyle nietrafne w moim wykonaniu, że tam ludzie chronili się przed zombie, a tutaj przed żywymi, ale owładniętymi wirusowym szaleństwem chorymi.

          Inne są też idee za nimi stojące."Noc..." wprost niemalże odnosiła się do lęków społecznych przed komunistami, Rosjanami, wojną nuklearną itd.

          "28 dni...', jak mi się wydaje, akcentuje niebezpieczeństwa niesione przez eksperymenty medyczne.

          oba - obserwują uważnie jak zachowują sie ludzie w sytuacji ekstremalnej. W "Nocy..." musieli przezwycięzać egoizm, niechęć rasową, arogancję klasową, w '28 dniach..." muszą nauczyć się zabijać inne ludzkie istoty, walczyć o przetrwanie poza system wartości, w świecie chaosu i anarchii, dowiadując się przy okazji, że groźni mogą być nie tylko zawirusowani szaleńcy, ale i ci zdrowi, którzy mają po prostu inne strategie przetrwania, a warunki sprawiają że decyduje prawo pięści, bo świat zamienił się w w dżunglę.

          Danny Boyle kręci to wszystko sprawnie, sceny ataków i ucieczek, pożarów wykorzystują zarówno świetnie przygotowaną scenografię, ujęcia panoramiczne [pożar Manchesteru], jak i kamerę z ręki, dają poczucie współuczestnictwa i odczucia strachu jaki odczuwają bohaterowie oraz dynamiki wydarzeń.

          aktorzy są wiarygodni.

          w sumie - odwołuję tamte zeznania :]
          • siostra_bronte Re: "28 dni później" - parę słów 09.04.17, 14:14
            Przyznam, że po przeczytaniu tego tekstu sprzed lat (wtedy nie było mnie jeszcze na forum) byłam w szoku. W życiu bym nie pomyślała, że Grek mógł napisać taką recenzję! Ale nie ma się czego wstydzić :)

            Gdybym miała okazję, to rzuciłabym okiem na ten film.

            • grek.grek Re: "28 dni później" - parę słów 09.04.17, 16:03
              :]]

              Siostro, ja sam siebie nie poznaję w tej recenzji ;]

              jestem ciekaw Twojej recenzji !
              obawiam się tylko, że wcześniej jak o 22:30/45 raczej nigdy ten film nie będzie pokazywany, parę scen krwistych jednak jest.
            • never_never Re: "28 dni później" - parę słów 09.04.17, 20:37
              Grek miał zawsze dobre "pióro", tylko kiedyś może bardziej hm... drapieżne? ;)
              • grek.grek Re: "28 dni później" - parę słów 10.04.17, 13:25
                dzięki, Never_Never :"]

                ach, to były szalone lata młodości chmurnej ;]]
          • never_never Re: "28 dni później" - parę słów 09.04.17, 20:52
            > skandaliczna recenzja w moim wykonaniu

            oj tam, wcale nie skandaliczna, taka była prawda tamtej chwili..:)

            to jest właśnie doskonały przykład, jak bardzo odbiór danego filmu zależy od czasu, nastroju, doświadczeń oglądającego
            sama mam kilka takich, które pierwotnie uznałam za kompletnie nieudane (np. polecany przeze mnie niedawno "Constantine"), a po latach odkrywam je na nowo
            szkopuł w tym, że raczej nie wracamy do filmów, które nam się nie podobały - no, chyba że zapomnimy, że nam się nie podobały...;)
            • grek.grek Re: "28 dni później" - parę słów 10.04.17, 13:27
              :]]

              yes, mądra analiza, Never_Never.
              tak to wygląda.

              czasami krótka pamięć przynosi długofalowe dobre efekty :]
        • barbasia1 Re: 0:30 TVN "28 dni później" 09.04.17, 18:22
          Hehehehe! :)))

          Młody gniewny wilczek to pisał.
          • grek.grek Re: 0:30 TVN "28 dni później" 10.04.17, 13:21
            haha ;]

            to były moje czasy raczkującego "recenzenta", Barbasiu ;]]
            • barbasia1 Re: 0:30 TVN "28 dni później" 10.04.17, 23:18
              Prawda, hahaha! :)))
              • grek.grek Re: 0:30 TVN "28 dni później" 11.04.17, 12:50
                czasy wiegrzgające to były [w moim wykonaniu], Barbasiu ;]]
    • siostra_bronte "Skaza" 09.04.17, 14:33
      Jutro w Ale kino o 20.10. Film Louisa Malle'a z 1992 r. Widziałam dawno temu, chętnie sobie przypomnę. Świetne kino, choć historia trochę banalna, adaptacja jakiejś popularnej powieści.

      Znakomita obsada: Jeremy Irons, Miranda Richardson, Rupert Graves i, niestety w kluczowej roli "femme fatale" Julitte Binoche, której jak wiadomo, nie lubię, a tu wyjątkowo nie pasuje do roli. Plus piękna muzyka Preisnera.

      Nie znalazłam niczego w archiwum. Postaram się napisać parę słów po seansie.
      • grek.grek Re: "Skaza" 09.04.17, 16:05
        dzięki, Siostro :]

        świetn informacja ! w Twoim opisie każdy film zyskuje ! :]
        czekamy z niecierpliwością na opowieść i recenzję :]
      • barbasia1 Re: "Skaza" 09.04.17, 18:20
        Nie nie znamy filmu. Czekam na wrażenia.
      • siostra_bronte "Skaza" (1) 11.04.17, 18:22
        Obejrzałam :)

        Co ciekawe, pamiętałam doskonale większość scen, a widziałam ten film jak wszedł na ekrany, czyli 25 lat temu! Co świadczy o nim jak najlepiej.

        Bohaterem jest wpływowy poseł, Stephen Fleming (Jeremy Irons). Fleming robi karierę, ma kochającą żonę Ingrid (Miranda Richardson), syna Martyna (Rupert Graves) i małą córkę. Plus piękny dom i szofer na każde zawołanie. Słowem życie wygodne i luksusowe.

        Pewnego razu syn dzwoni do niego z wiadomością, że ma nową dziewczynę. Nie jest zaskoczony, to pewnie kolejna partnerka syna.

        Fleming idzie na jakieś oficjalne przyjęcie. Tam zauważa kobietę, która intensywnie mu się przygląda. W końcu nieznajoma podchodzi do niego i przedstawia się. To Anna, dziewczyna Martyna. Mówi, że chciała, aby się poznali. Patrzy przy tym na Fleminga jakby chciała go zjeść :) Fleming stoi jak zahipnotyzowany, aż podchodzi jakiś kolega, a Anna znika.

        Pewnego dnia Anna dzwoni do biura Fleminga. Nie słyszymy co mówi. Fleming pyta o adres i mówi, że będzie za godzinę. Jest bardzo podekscytowany, a jednocześnie ma minę, jakby chciał zrobić coś czego nie powinien.

        Fleming przyjeżdża do Anny. Nieśmiało wchodzi do mieszkania. Anna patrzy na niego wymownie, potem siada na łóżku. Fleming bez zbędnych wstępów rzuca się na nią. Potem umawiają się na kolejne spotkanie.

        Pewnego dnia Martyn przyjeżdża z Anną do rodziców. Chce, żeby ją poznali. Fleming nie wie gdzie ma podziać oczy :)

        I kolejna randka Fleminga i Anny z ostrym seksem na kuchennym stole.

        Tymczasem Martyn dostaje awans w pracy. Z tej okazji zaprasza Annę, rodziców i dziadka (ojca Ingrid) na kolację do restauracji.

        Anna opowiada trochę o sobie. W dzieciństwie dużo podróżowała po świecie, bo jej rodzice byli dyplomatami. Mała siostra Martyna pyta ją czy ma rodzeństwo. Anna odpowiada, że miała brata, ale już nie żyje. Dziewczynka dopytuje co się stało, mimo karcących uwag matki. Anna mówi, że popełnił samobójstwo, miał 16 lat. Na pytanie dlaczego to zrobił odpowiada, że "z miłości".

        Fleming słucha tego z ponurą miną. Pewnie zastanawia się, jaki to wszystko miało wpływ na Annę.

        Ingrid wychodząc z restauracji mówi mężowi, że nie ufa Annie. Czyżby jakiś kobiecy instynkt? Fleming z udawaną nonszalancją twierdzi, że wszystko będzie dobrze, to pewnie nic poważnego. Jakże się myli!

        Po kolacji Martyn musi wracać do pracy w redakcji, ale przedtem odwozi Annę do domu. Fleming jest na tyle owładnięty swoją obsesją, że czeka pod jej mieszkaniem, aż Martyn odjedzie. Anna nie jest nawet zaskoczona, że przyjechał.

        Oczywiście jest seks, chyba na podłodze :) Potem Anna opowiada o bracie, Antonie. Byli bardzo ze sobą związani. Ale z czasem brat stał się zaborczy i chciał ją mieć tylko dla siebie. Kiedy przyuważył Annę z jakimś chłopakiem zrobił jej awanturę. Anna wyprosiła go z pokoju. Anton prosił, żeby go wpuściła, ale bez skutku. Rano okazało się, że podciął sobie żyły...Fleming słucha tego wstrząśnięty.

        Chce, żeby Anna pojechała z nim na konferencję do Brukseli, na weekend. Ale Anna ma plany z Martynem.

        Przed wyjazdem Fleming dowiaduje się od żony, że Martyn wyjechał z Anną do Paryża na weekend. Żona podaje nawet nazwę hotelu. Fleming z trudem ukrywa radość.

        Na konferencji nasz bohater rysuje esy floresy na papierze. Myślami jest zupełnie gdzie indziej. Na szczęście obrady zostają przerwane na kilkanaście godzin. Fleming łapie taksówkę i jedzie na dworzec kolejowy. Kierunek to oczywiście Paryż.

        Na miejscu Fleming dzwoni do hotelu, gdzie zamieszkali Anna i Martyn. Prosi o połączenie z Anną. Telefon budzi Martyna. Ten podaje słuchawkę Annie. Fleming krótko mówi jej, żeby wyszła z hotelu, skręciła w lewo i doszła do kościoła. Anna zachowuje całkowity spokój.

        Po chwili widzimy jak idzie w stronę kościoła. Tam czeka na nią Fleming. Obejmuje ją namiętnie i mają seks na drzwiach owego kościoła :) Fleming ledwo żyje z wrażenia, ale Anna szybko zbiera się w sobie, musi już iść. Prosi Fleminga, żeby nie szpiegował jej i Martyna.

        Fleming wynajmuje pokój w tym samym hotelu. Przez okno widzi, jak młoda para je śniadanie. Fleming najpierw kwituje to uśmiechem, ale potem zwija się w kłębek i pada na łóżko.

        Po powrocie do domu Fleming wita się z żoną jak gdyby nigdy nic. Dobrze wychodzi mu ukrywanie romansu.

        Fleming prosi Annę o spotkanie w jakimś parku. Bez wstępów mówi jej, że zamierza odejść od żony. "Tak będzie lepiej, dla wszystkich". Ale Anna na to: "Zniszczysz swoje małżeństwo. Syn Cię znienawidzi. Tego chcesz?" Fleming jest zaskoczony. Nie wyobraża sobie życia bez Anny! Ale kobieta mówi, że "już ją ma". Po co to zmieniać? Fleming jest smutny, ale wie, że Anna nie zmieni zdania.

        W pewien weekend Martyn zaprasza rodziców do posiadłości dziadka. Spędzał tam wakacje jako dzieciak. Oczywiście jest też Anna. Niespodziewanie Martyn oznajmia, że...oświadczył się Annie i został przyjęty. Ingrid jest w szoku, ale szybko dochodzi do siebie. Oczywiście, to wspaniała wiadomość! Za to Fleming stoi struchlały. Trochę czasu zajmuje mu, żeby coś powiedzieć. Ze zdenerwowania przewraca kieliszek z winem. Co za cios!

        Potem Fleming rozmawia z synem. Nie chce go powstrzymywać, oczywiście, ale czy jest pewny, że to TA kobieta? Martyn na to, że Anna jest zupełnie inna, niż się wydaje, trzeba ją tylko lepiej poznać. Pociąga go ten jej smutek, to bardzo intrygujące...Fleming słucha tego ze ściśniętym sercem.

        W nocy Fleming nie może spać. Słyszy, że ktoś chodzi po korytarzu. Wychodzi z pokoju i widzi Annę. Idą razem do jej pokoju. Ale Fleming nie robi jej żadnych wymówek, w ogóle nic nie mówi. Anna zaspokaja go oralnie. Ale mają tupet! Z rodziną pod jednym dachem :)





        • siostra_bronte "Skaza" (2) 11.04.17, 19:40
          Po powrocie ruszają przygotowania do ślubu. Przyjeżdża nawet matka Anny ze Stanów. W czasie spotkania matka rozgaduje się na temat byłych chłopaków córki. Okazuje się, że Martyn "nie jest w typie Anny", ale za to jest podobny do jej zmarłego brata. Wywołuje to konsternację rodziny Fleminga, a sama Anna wygląda na dotkniętą do żywego...Czy to jest jakiś trop tłumaczący zachowanie Anny?

          Kiedy Fleming odwozi matkę Anny do hotelu, kobieta prosi go, żeby "nie stał na drodze" tego małżeństwa. Fleming nie wie o co jej chodzi. Ale matka zauważyła, że nie patrzył w ogóle na Annę i po tym odgadła, że coś ich łączy.

          Fleming toczy wewnętrzną walkę. W końcu to jego syn ma ożenić się z Anną. Dzwoni do kochanki i mówi jej, że to skończone, nie mogą tego ciągnąć w tej sytuacji.

          Nasz bohater ciężko przeżywa to rozstanie. Z trudem ukrywa swoje przeżycia przed żoną.

          Ale pewnego dnia dostaje przesyłkę do biura. W kopercie jest małe pudełko, a w nim klucz z adresem. Wiadomo kto tam mieszka. Fleming aż podskakuje na fotelu z radości.

          Anna szykuje się na przyjście Fleminga.

          Nasz bohater szybko wychodzi z biura i dociera pod nowy adres Anny. Wchodzi do mieszkania na ostatnim piętrze. Anna rzuca mu się w ramiona.

          Tymczasem do domu zbliża się...Martyn. Rozgląda się ciekawie po budynku. Wchodzi po schodach szukając numeru mieszkania. Jest na ostatnim piętrze. Zza drzwi słyszy jednoznaczne odgłosy. Z wahaniem otwiera drzwi i widzi Annę w łóżku z jakimś facetem.

          Fleming jest tak zajęty...seksem, że niczego nie zauważa. Dopiero po chwili odwraca głowę i widzi syna. Martyn stoi osłupiały, potem cofa się na korytarz. Idzie tyłem i dociera do balustrady. Niestety, tak niskiej, że Martyn wypada przez nią i spada kilka pięter w dół.

          Fleming oszalały zbiega na dół, kompletnie nagi. Bierze syna w ramiona, ale chłopak już nie żyje...

          A Anna schodzi powoli po schodach, ubrana i z torebką w ręku. Wychodzi na ulicę i z miną lunatyczki, jakby kompletnie nie wiedziała co się dzieje, znika w oddali.

          Przyjeżdża pogotowie i policja. Policjant (młody David Thewlis) wypytuje Fleminga o szczegóły. Na koniec pyta:"Dlaczego ta kobieta zniknęła?".

          Policja odwozi Fleminga do domu. Z nietęgą miną wchodzi do środka. Wie co go czeka. Ingrid jest zaskakująco spokojna. Tylko ma rany na twarzy, bo nie mogła znieść tego bólu. Opowiada, że to wszystko przez przypadek. Martyn odebrał telefon od gospodarza domu w sprawie jakiegoś bojlera. Nie miał pojęcia o mieszkaniu Anny (wynajęła je pewnie tylko na schadzki z Flemingiem). Martyn poszedł więc pod ten adres...

          Potem Ingrid wybucha. "Jak długo chciałeś to ciągnąć?!". Krzyczy, że chce Martyna z powrotem, aż wyczerpana pada na podłogę.

          Rankiem Ingrid rozmawia z mężem już na spokojnie. "Żałuję, że Cię spotkałam" mówi. Potem, desperacko zrzuca swoją nocną koszulkę i stoi przed nim nago: "To wszystko było dla Ciebie za mało?" Potem idzie do innego pokoju i zamyka za sobą drzwi.

          Na dole czekają już koledzy z parlamentu. Oczywiście, Fleming składa dymisję.

          Ostatnie sceny. Wymizerowany Fleming w jakimś egzotycznym mieście (wygląda na kraj arabski) wchodzi do skromnego mieszkania. Widać, że ledwo wiąże koniec z końcem. Na ścianie wisi wielkie powiększone zdjęcie całej trójki: jego, Martyna i Anny.

          Z offu słyszymy jego głos: "Widziałem ją jeszcze raz, przypadkiem, na lotnisku. Była z Peterem (tu uwaga: Fleming poznał go u Anny, to był jej ex-chłopak), miała dziecko na ręku. Nie różniła się od innych."

          Duże zbliżenie twarzy Anny. Koniec.

          Jak napisałam na początku, zaskakująco dobrze pamiętałam ten film. Całe sceny! To mistrzostwo Malle'a. Ta historia naprawdę bardzo mocno wciąga, mimo, że nie jest zbyt oryginalna.

          No i właśnie. Widzieliśmy to w kinie dziesiątki razy. Jakaś para spotyka się "tylko" na seks. Ale oczywiście, nie chodzi o to. To parabola, symbol czy coś tam jeszcze znacznie głębszych problemów. Czyli sugeruje się jakąś filozoficzną, tudzież egzystencjalną głębię. Której tak naprawdę nie ma. Mam wrażenie, że to czasem tylko dorabianie ideologii. Tak jest także w przypadku tego filmu.

          Jeżeli chodzi o Annę rzucane są tu pewne tropy. Że Martyn jest podobny do jej brata. Albo kiedy Anna opowiada, że w noc po jego śmierci pojechała do rodziców Petera. Tam poprosiła go, żeby, cytuję "zerżnął" ją. Czy to miało być odreagowanie tragedii, które potem powtarzała, także z Flemingiem? Nie wiadomo do końca o co jej chodziło. ale mam wrażenie, że od początku chciała w jakiś sposób skrzywdzić i Martyna, i Fleminga.

          Razi finał ze śmiercią Martyna, która wygląda jak kara za grzechy Fleminga. Zbyt to melodramatyczne.

          Jeremy Irons jest świetny w roli Fleminga. W ogóle bardzo go lubię, a tutaj pasuje do roli znakomicie. Jego bohater, ogarnięty swoją obsesją stawia na szali całe swoje życie. I przegrywa. Bo Anna, jak kot, spadła na cztery łapy. A on wegetuje gdzieś, żyjąc wspomnieniami z przeszłości. Co to za życie?

          Znakomita jest Miranda Richardson w roli żony. Sceny konfrontacji z mężem po śmierci Martyna to aktorskie mistrzostwo.

          No i dochodzimy do Juliette Binoche. Jak wiadomo, nie lubię jej. Nic nie poradzę. Moja opinia nie jest więc do końca obiektywna :) Jej Anna ma być tajemnicza i intrygująca, chodzi głównie w czerni, ale Binoche mnie nie przekonuje. Nie czuję tej tajemnicy zupełnie. Do tego mam wrażenie, że aktorka gra to samo i tak samo jak w "Niebieskim" Kieślowskiego! Szkoda, bo to byłby jeszcze lepszy film, gdyby tę rolę zagrał ktoś inny.

          Muszę jeszcze wspomnieć o scenach erotycznych. Malle mocno za nie oberwał. Że pretensjonalne, na siłę perwersyjne, na granicy karykatury. I raczej zniechęcające do seksu :) A aktorzy mają miny jakby bardzo cierpieli. Sporo w tym racji, ale były momenty, kiedy udało się przemycić coś prawdziwego.

          A pamiętam, że Binoche narzekała, że Malle'a odgrywał jakieś swoje obsesje i kazał jej i Ironsowi bez końca ćwiczyć te ekwilibracje :)

          Mimo pewnych słabości scenariusza znakomite, zapadające w pamięć kino!

          Tutaj trailer:

          www.youtube.com/watch?v=QHoSvQwvrnw

          I główny motyw muzyczny:


          www.youtube.com/watch?v=Bgg7rqXuyEc






          • never_never Re: "Skaza" (2) 12.04.17, 10:35
            ależ ciekawa historia, nie mogłam się oderwać, choć czytałam na "nielegalu", czyli w pracy...:)
            • siostra_bronte Re: "Skaza" (2) 12.04.17, 13:20
              Miło mi :)
          • grek.grek Re: "Skaza" (2) 12.04.17, 13:45
            dzięki, Siostro :]

            kolejna znakomita, plastyczna i precyzyjna opowieść !

            podoba mi się zawiązanie tej erotycznej znajomości : podobamy się sobie nawzajem, więc nie ma sensu tracić czasu na konwenanse, bo mogą one jedynie osłabić naturalne fluidy :] Bardzo francuskie podejście do tematu.

            Los Fleminga jest istotnie dośc przewidywalny, a jednocześnie jak zawsze ujmujący. chociaż... zawsze ktoś może powiedzieć, że miał wszystko i poświęcił to dla jakiejś lali. Nie zrozumieją tacy ludzie, jaką moc może mieć prawdziwa namiętność.

            śmierć syna to tragedia, która kończy romans, i pytanie : czy dokładnie o to chodziło ? Jednocześnie, zgadzam się z Tobą, Siostro, że wygląda ona jak jakaś kara spadająca na Fleminga za cudzołóstwo, za zdradę i kłamstwa. Ale może być i tak, że ta śmierć stanowi cenę za tę prawdziwą namiętność, którą miał szczęście Fleming przeżyć.

            Ciekawe : gdyby to była realna postać i dostała możliwość cofnięcia taśmy - wybrałby tę namiętność nawet za cenę śmierci syna czy jednak nie ? BO jeśli jego życie sypie się, a on spedza resztę czasu powracając do przeszłości, to jak mi się wydaje, chodzi tutaj o wspomnienie tej erotycznej relacji z Anną ?

            JUliette Binoche w roli kobiety fatalnej i tajemniczej ? :] chyba też mam wątpliwości, znając jej emploi i typ aktorskiej maniery.

            Ale sama postać jest bardzo ciekawa. Najpierw wydawało mi się, ze chce wyjśc za syna Fleminga właśnie z racji tego jego podobieństwa do jej zmarłego brata. Chodzi o poczucie winy czy o... związek seksualny, jaki miała z bratem ?

            Relacja z Flemingiem, w której Anna zdradza jego syna aka zmarłego brata 2.0, jak to kiedyś zrobiła [a przynajmniej tak on to odebrał] - może być powtarzaniem przeszłości, co dowodzić by mogło, że Anna żyje obsesją, ale nie seksu, lecz śmierci brata i swojej w niej odegranej roli ?

            interesująca psychologia !

            żona Fleminga nic nie rozumie. NIgdy zapewne nie zdarzyła się jej namiętność, której nie sposób opanować, nie z powodu swojej słabości, ale z racji jej siły. Dlatego nie jest w stanie zrozumieć Fleminga. wybaczyć również, bo musiała by mieć podobne doświadczenia, żeby go rozgrzeszyć.

            zatem, jej wierność jest chwalebna, ale opiera się na fundamentach, które niekoniecznie dają jej prawo do moralnej wyższości.

            ostrożnie pozwolę sobie polemizować z Twoją opinią, Siostro, że Anna chciała skrzywdzić obu dżentelmentów :]

            wg mnie - to wszystko rozegrało się poza intencjami wynikającymi z logiki, celowości. Postępowaniem Anny, wg mnie, rządzi nieprzepracowana trauma po śmierci brata, i być może niezakończona w jej świadomości sprawa ich relacji, które mogły mieć erotyczne podłoże.

            podoba mi się rozegranie tej całej historii - ten kto ma do stracenia najwięcej : traci to wszystko. Niezbyt to sprawiedliwe, ale na swój sposób racjonalne i bardzo filmowe :]

            Jeremy Irons miał już podobną rolę, o ile dobrze pamiętam ?, w ekranizacji "Lolity" ?

            trochę umyka w tej całej historii dramat syna, który wprawdzie nie trwa długo, bo bohater zaraz tragicznie ginie, ale te kilka minut ma swoją wymowę.

            dzięki Twojemu świetnemu ! opisowi i recenzji, Siostro, oraz dzięki samej historii - mam nadzieję obejrzeć kiedyś ten film :]

            dzięki raz jeszcze :]
            • siostra_bronte Re: "Skaza" (2) 12.04.17, 14:38
              Dzięki, Greku :)

              Początek jest istotnie znakomity. Tylko dodam, że autorką powieści, na której oparto scenariusz jest Irlandka, Josephine Hart, więc nie ma tu francuskiego ducha.

              Broniłabym jednak żony :) Miała prawo oczekiwać od męża lojalności. I uczciwości. Gdyby przyznał się jej: tak, mam romans, to byłoby fair wobec niej. Może spakowałaby jego rzeczy i wystawiła za drzwi. A może nie, tego się nie dowiemy. Tak czy siak, przecież Anna by go nie przyjęła. Więc Fleming wygodnie dla siebie grał na dwa fronty. I to jest najgorsze. Nie tylko sama zdrada, ale oszukiwanie partnerki. Fleming ciągnąłby to tak długo jak się da, gdyby nie ten wypadek. No i jeszcze przy okazji w pewnym sensie zdradził swojego syna.

              Co do Anny, zadziwia mnie fakt, że nie widziała żadnego problemu w tym, że romansuje i z ojcem, i z synem. Gdyby to było 2 obcych facetów to jeszcze jakoś ujdzie, ale w takim układzie? Jakby kompletnie nie rozumiała, że krzywdzi i jednego i drugiego. Fleming zaczął traktować syna wręcz jak swojego rywala.

              Nie będę się już znęcać nad Binoche, ale faktycznie, kiedy gra postaci tajemnicze jest po prostu manieryczna i nieprzekonująca. Powłóczyste spojrzenia i kilka min na krzyż nie wystarczą.

              To fakt, Martyn jest na drugim planie. Rupert Graves miał niewiele do zagrania, a szkoda.

              Jeszcze raz dzięki :)













              • grek.grek Re: "Skaza" (2) 12.04.17, 15:50
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                możemy zmodyfikować na... powieśc z ducha francuska ? :]

                o, masz rację.
                ukrywanie tego romansu nie jest w porządku, aczkolwiek - on w pewnym momencie chce postawić sprawę jasno i odejśc od żony. Zostaje zmitygowany przez kochankę, niemniej - uruchamia się u niego skłonność do uczciwości :]

                to ciekawa rzecz, fakt.
                wg mnie, dla niej nie miało znaczenia, że to ojciec i syn. Liczył się układ, w którym mogła realizować swoje motywacje.

                :]

                dzięki, Siostro :]
    • grek.grek "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 09.04.17, 15:21
      obejrzane nocą w TVP2.

      ekranizacja powieści Thomasa Hardy'ego "Historia kobiety czystej'', reżyseria Michael Winterbottom.

      Bogata kolorystyka, długie sekwencje obrazków rodzajowych, z życia codziennego hinduskich ulic i mieszkań, zarówno na prowincji, jak i w centrum miasta, zarówno pariasów, jak i nowoczesnej młodzieży zbliżonej do Bollywodu.

      Trishna jest piękna jak z obrazka [gra ją Freida Pinto] i wzorem wszelkich cnót jest. Mieszka w biednym domku na pełnej wdzięków natury prowincji. Pracuje jako pomocnica przy róznych okolicznościach życia towarzyskiego miejscowego hotelu. Dorabia do utrzymania własnego, matki, licznego młodszego rodzeństwa i surowego ojca.

      POdczas jednego z wieczorków tanecznych w hotelu, poznaje Jaya [Riz Ahmed], syna bogatego ojca-hotelarza, który wychował się i wykształcił w Anglii, a teraz wrócił do Indii, żeby pomagać ojcu w prowadzeniu biznesów.

      Jay zauważa Trishnę, Trishna zauważa Jaya. Ona jest hostessą, on przyjechał z kolegami się rozerwać. Trochę rozmawiają. On jest miły, ona piękna. Klasyka melodramatu. Jay wynajmuje rikszę i podwozi ją pod dom, a następnego dnia, kiedy z kolegami wraca do miasta, odwiedza ją.

      Proponuje pracę w hotelu swojego ojca, który teraz on będzie prowadził. Pisze tradycyjny list do jej ojca z pytaniem o zgodę, a pensja ma wynosić 2,5 tys rupii tygodniowo, co dla rodziny Trishny jest wydarzeniem sensacyjnym. Sama Trishna oczywiście chce jechać : raz, że za te pieniądze może pomóc rodzinie, a dwa - Jay nie jest obojętny.

      Jedzie zatem i jedzie, bo droga daleka, a miasto odległe. Na miejscu sam Jay odbiera ją i na motorku zawozi do hotelu. Trishna ma złamaną rękę [efekt wypadku drogowego, do którego doprowadził jej ojciec, prowadząc nieodpowiedzialnie samochód właściciela warzywniaka, u którego pracuje jako kierowca; przyczyną ojcowskiej histerii była informacja, że Jay podwiózł pod dom Trishnę po pracy], więc na razie pracuje przy ptactwie, a później zostaje pokojówką.

      Hotel jest piękny, stary, rozległy i kolorowy, wygląda jak ogromna posiadłość, a architektura jest uwodzicielska niemalże w swojej indyjskości ;]

      Trishna i Jay ofk spotykają się, bo ona czasami odwiedza służbowo jego pokój, atmosfera się zagęszcza, on ją zabiera wieczorem na randkę, a potem spędzają razem noc.

      Rankiem po tej nocy Trishna... znienacka wyjeżdza. Wraca do domu i do swoich poprzednich zajęć i życia. Nie wiemy dlaczego.

      Po jakimś czasie pojawia się Jay. Pyta dlaczego wyjechała, co ją uraziło, wyznaje miłość i prosi, by przeprowadziła się z nim do Mumbaju, gdzie właśnie jedzie prowadzić ojcowe interesa. Trishna szybko się zgadza.

      Mumbaj jest miastem-kolosem, więc dla Trishny to nowa sytuacja, ale znajduje się w niej całkiem nieźle. Mieszkanie jest ładne, w porównaniu do tego rodzinnego, to jak niebo, a ziemia. Jay poznaje ją ze swoimi kolegami i koleżankami - a to modelka, a to aktorka, a to tancerka, a to facet od zajęć tanecznych, a to agent gwiazd Bollywodu, a to rezyser w tymże Bollywodzie. Sama śmietanka, zupełnie zeuropeizowane towarzystwo, otwarte, kulturalne, nowoczesne. Chodzą na kolacyjki, party, Trishna uczy się tańca, mają pieniądze, bo Jay to krezus za ojcowe srebrniki.

      Jedno tylko było zwiastunem nadchodzącego... kiedy Jay oprowadza ją po mieszkaniu najpierw pokazuje kuchnię i powiada "To kuchnia, tutaj będziesz spędzała większość czasu". I od tego momentu gośc mi się nie podobał ;]

      Trishna czuje się w tym nowym życiu komfortowo. Ale przychodzi moment na szczerą rozmowę. Jay wyznaje jej, że zanim ją poznał sypiał z dziewczyną z kręgu towarzyskiego, w którym się teraz obracają oboje. Trishna też mu coś wyznaje... że była z nim w ciąży i ją usunęła. Jay ma jej za złe, ze mu nie zaufała i zrobiła to za jego plecami.

      Wydaje się jednak, że życie toczy się dalej tym samym rytmem.

      Pewnego dnia Jay oświadcza, że jego ojciec miał wylew. Musi jechać się nim zająć. Trishna zostaje sama. Nadal chodzi na lekcje tańca i jeden kolega mówi, że ma talent, powinna pracować nad sobą, a on jej załatwi pracę w Bollywodzie, musi tylko wyrobić sobie kartę tancerki. Trochę to kosztuje, ale kolega jest gotów pożyczyć jej te pieniądze.

      Jay zostawił jej trochę kasy, ale zakupy, rachunki i inne drobiazgi pożerają ją dość prędko, zaś Jay nie wraca i nie pisze. Trishna w końcu musi opuścić mieszkanie, zwłaszcza ze właściele mają już kogoś na to miejsce. Zatrzymuje sięu przyjaciółek ze szkoły tańca i żyje jak się da.

      Jay w końcu wraca. OJciec jest w złej dyspozycji, a na Jaya spadł obwiązek poprowadzenia jeszcze innego hotelu. Pyta czy Trishan z nim pojedzie, ale nie jako dziewczyna, narzeczona czy osoba bliska, lecz jako... pracownica. A co ona na to ? Oczywiście - jedzie. Bo go kocha, a pieniądze będą dla rodziny.

      Hotel jest tak samo piękny, rozległy, architektonicznie przepyszny i kolorowy, jak poprzedni. Jay zarządza wylegując się całymi dniami na leżance i czytając "Kamasutrę". Trishna pracuje jako hostessa i pokojówka. OBoje utrzymują grę pozorów przed innymi, że niby się nie znają.

      Codziennie jednak Trishna odwiedza, służbowo, pokoje Jaya i kończy się to seksem. Najpierw jest namiętnie, ukryta miłość, ona rozumie sytuację a on może nawet cierpi, że muszą się kamuflować.

      A potem... Jay przechodzi ewolucję - coraz ostrzej traktuje Trishnę, aż w końcu nie ma już wątpliwości, że jest ona dla niego tylko obiektem seksualnym.

      W ogóle jej to nie bawi, a seks staje się przykrością i upokorzeniem, zwłaszcza ze Jay życzy sobie specjalnych tańców i generalnie obchodzi się z nią mało wykwitnie. Pewnego razu cytuje jej Kamasutrę : "Seks jest właściwy tylko z trzema rodzajami kobiety : służącą, samotną i kurtyzaną. Którą ty jesteś ?", a kiedy Trishna nie odpowiada, sam to robi : "Według mnie, jesteś wszystkimi trzema".

      Wreszcie Trishna ma dośc. W odruchu buntu wobec swego upookorzenia i zawodu miłosnego - zabija Jaya nożem kuchennym dżgając go trzykrotnie w klatę. Opuszcza hotel i wraca do domu rodzinnego.

      Wszyscy są szczęsliwi z jej powrotu, informują że coraz lepiej im się powodzi, matka ma dobrą pracę, ; tylko ojciec mruczy, bo ma jej za złe, że wyjechała z mężćzyzną, bez pytania go o zdanie i bez słowa wyjaśnienia. Ale nie chodzi o zranione uczucia miłości do córki, lecz o to, ze naruszyła w ten sposób patriarchat sprawowany przez szanownego tatusia.

      Trishna kilka dni spędza z rodzeństwem, odprowadza je do szkoły, a sama wybiera się w drogę. Wyjeżdza, a potem idzie piechotą - daleko poza miasto, w tereny pustynne.

      Tam wyciąga z torebki ten sam nóż, którym zabiła Jaya i wbija go sobi w brzuch. Ekran zalewa oślepiająca biel i tak kończy się ten film.

      Zabija ją nieszczęśliwa miłość, ale na równi z nią brak akceptacji ze strony ojca, a także poniekąd fakt, że po powrocie odkrywa, że nie jest już niezbędna rodzinie jako główne źródło utrzymania.

      Tragiczna historia miłosna, ale i ciekawy obraz losu kobiety w spoleczeństwie, ktore kulturowo zdominowane jest przez mężczyzn traktujących je przedmiotowo. Nawet studia i ogłada zdobyte w Europie nie leczą z tej przypadłości Jaya, który po powrocie do ojczyzny nabiera stopniowo cech patologicznego macho. Chyba,ze chodziło o to, ze macho to on się stał w Europie ;] Ale wg mnie, pierwsza wersja jest właściwa, bo ojciec Trishny jest dokładnie taki saam, tyle, ze na innym teytorium relacji męsko-damskich.

      Indie są tutaj na każdym kroku ; życie ulicy, muzyka, stroje, święte krowy, stare auta z demobilu, hotelowe zabudowania pamiętające czasy maharadżów, w sensowny sposób wypełniają miejsce pomiędzy sekwencjami dialogów, tworzą tło i można dzięki nim jakoś tam przez ekran poczuć kulturę miejsc, w któryuch rozgrywa się cała historia.

      No i Bollywod, oczywiście. Na prowincji cała rodzina i sąsiedzi gromadzą się przed jednym telewizorem, by oglądać te kicze ;], a w Mumbaju Trshna ma okazję żeby zajrzeć za kulisy realizacji takiej produkcji.

      Bardzo interesujące kino.
      • grek.grek Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 09.04.17, 15:59
        trailer :}

        www.youtube.com/watch?v=dlfZokfnY60
      • never_never Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 09.04.17, 20:34
        To miała być adaptacja "Tessy d’Urberville"? Jakoś bardzo bardzo odległe to jest...
        Jay jako Alec czy Angel, a może dwóch w jednym???
        • grek.grek Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 10.04.17, 13:24
          na to wygląda, Never_Never :]

          nie znam powieści, przyznaję się bez bicia, ale widzieliśmy niedawno "Tess" Polańskiego i... to była trochę inna opowieść, nie tyle w sensie rozmieszczenia akcentów, co samej relacji między parą główych bohaterów, takie mam wrażenie [?]
          • never_never Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 10.04.17, 22:18
            ja czytałam, było to wprawdzie wiele lat temu, ale Twój opis filmu Winterbottoma mnie zadziwił, bo nie odnalazłam w nim prawie nic z powieści Hardy'ego
            jasne, że miała to być uwspółcześniona adaptacja (no i dodatkowo przeniesiona na inny kontynent), ale właśnie z relacji między bohaterami też zdaje się nic nie zostało
            dziwi mnie, że i "Tess" Polańskiego, i "Triszna" są wymieniane jako adaptacje tej samej, klasycznej powieści
            ciekawa jestem, czy Ty Greku, po obejrzeniu obu filmów w tak krótkim czasie, odnajdujesz jakieś analogie?
            • grek.grek Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 11.04.17, 12:47
              Never_Never, wydaje mi się, że w obu filmach sensownie pokazana jest sytuacja młodej kobiety w opresji patriarchatu, wynikającego z kulturowych naleciałości, który je uprzedmiotawia i odbiera inicjatywę.

              ciekawe, wg mnie, jest zestawienie tych filmów w konteście miejsca i czasu akcji. U POlańskiego - wiktoriańska Anglia, u Winterbottoma - współczesne Indie. A problem i diagnoza - dokładnie takie same. Widzę tutaj mocną korespondencję między nimi. O współczesnej ANglii już takiego flmu nie dałoby się nakręcić, bo pewna praca została wykonana w rzeczonej materii. Ale o Indiach - voila, bo tam ciągle panują takie właśnie porządki.

              pozostaje mieć nadzieję, że następnej ekranizacji tej historii nie będzie, bo nie da się znaleźć współczesnej rzeczywistości, w której by można osadzić akcję. A bez tła społeczno-kulturowego, wg mnie, sam melodramat nie ma większego znaczenia.


              • never_never Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 12.04.17, 10:31
                dzięki, w Twojej interpretacji jest to jakoś przekonujące
                niemniej jednak wolę adaptacje bliższe oryginałowi, zarówno "Tess" Polańskiego, jak i miniserial BBC (Gemma Arterton jako Tessa i Eddie Redmayne jako Angel) były bardzo dobre
                • grek.grek Re: "Triszna. Pragnienie miłości" via TVP2 12.04.17, 14:00
                  dzięki, Never_Never :]

                  o, ja też lubię klasyczne odczytania... klasycznych utworów :]
    • grek.grek Barbasiu !! 09.04.17, 16:10
      Barbasiu, nie zwlekaj ! wyczekujemy Twojego powrotu !

      pieśń moblizująca ! :
      www.youtube.com/watch?v=BxeQIX5tFYw
      • barbasia1 Re: Barbasiu !! 09.04.17, 18:18
        Jestem. Jestem, Greku!
        Przepraszam, że znów bez zapowiedzi , ale musiałam odpocząć.

        Hehehe! :) Ale mnie nie trzeba mobilizować do powrotu. ;)
        • grek.grek Re: Barbasiu !! 09.04.17, 18:27
          hurra !!!

          cześć, Barbasiu !! :]

          ten radosny pląs ilustruje moją radość z Twojego powrotu ! :
          s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/81/e5/82/81e582cebcd93028a88a707c1127e69b.jpg
          :]]

          jak Twoja forma po naładowaniu akumulatorów, Barbasiu ? jak zdrowie ? jak... wszystko ? :]
    • grek.grek "Wygrany" via TVP2 nocą 10.04.17, 14:13
      o włos, o cienki włos od chyba jednak porażki artystycznej.
      Ratują sytuację 2-3 mocne punkty, o których niebawem.

      Fabuła.

      Młody pianista amerykański [polskiego pochodzenia] Oliver , uchodzący za wybitny talent wirtuozerski, po porażce w Konkursie Chopinowskim ma pojechać w tournee. Tuż przed występem we Wrocławiu... rezygnuje i z występu i z dalszej kariery. KOnsternacja.

      Oliverowi sypie się strefa osobistego bezpieczeństwa : żona go zostawia, menadżer obciąża długiem za zerwane zobowiązania, a matka [która przez całe życie bezlitośnie ciągnęła go za uszy do tej pianistycznej karyjery] zupełnie nie chce go znać.

      Jedynym człowiekiem, który nie ma niczego za złe jest przypadkowo poznany "profesore" Franek [Janusz Gajos], zapalony gracz hazardowy. Gonitwy końskie, to jego sposób na życie. I jest dobry w obstawianiu wyników. Wręcz znakomity.

      Panowie się zbliżają i spędzają razem czas. Oliver podpatruje jak to się robi, Franek udziela mu lekcji życiowych, czasami się pokłócą, oczywiście zostają przyjaciółmi, a na dodatek Oliver poznaje sympatyczną KOrnelię, barmankę z przytulnek kawiarni dla hazardzistów wyścigowych.

      Krok po kroku wychodzą na jaw powody nagłej decyzji Olivera. Od dziecka zmuszany przez matkę do wielogodzinnych codziennych ćwiczeń, potem ciągle wożony po zawodach, pokazach i konkursach - nie wytrzymał tempa i zjadła go presja. Przestał ją akceptować, podobnie jak ściganie się z innymi w dziedzinie, która jest ostatnią właściwą dla tego typu praktyk.

      PoZnajemy Franka : wulkan energii, dawnego więźnia politycznego, ojca , którego syn wyjechał z byłą żoną do Ameryki i od stu lat się nie widzieli; właściciela szwankującego zdrowotnie serca.

      Wielka kasa czeka na Franka i Olivera w Baden Baden, gdzie ma pobiec jeden świetny rumak, na którego stawia Franek.

      Jadą więc tam i przypadkiem Oliver wpada na śliskiego, glistowatego profesora Karloffa [Wojciech Pszoniak], etatowego jurora konkursów pianistycznych, który... proponuje mu powrót do gry.

      Oliver waha się, bo ostatnie miesiące raczej go umocniły w przekonaniu, że podjął słuszną decyzję, ale... lubi pianino, lubi grać, więc... może jednak ?

      Karloff ma plan : najpierw koledzy recenzeci zrobią mu klakę, ustawi się jakiś 'prestiżowy ranking 10 najlepszych pianistów świata" i Oliver wśród nih się znajdzie, potem jakiś konkurs, który oczywiście wygra i na tej fali stanie się znów ceniony i... doskonale opłacany.

      Profesor cynicznym tonem opowiadaa, że "te wszystkie konkursy, to brednia, nie można rywalizować w materii nieporównywalnej", one istnieją tylko po to, żeby ten i tamten mogli wygrywać swoje interesy i interesiki, głównie finansowe.

      Po tym wywodzie Oliver tym bardziej nie ma ochoty wracać do grania, nawet jeśli Karloff już uruchomił swoje kontakty i faktycznie w prestiżowym czasopiśmie muzycznym ukazał się "prestiżowy ranking" z nim na pozycji numer 1, z tytułem 'najlepszego pianisty na świecie".

      Franek tymczasem obstawia zwycięstwo tego konia, który wg niego powinien być nie do pobicia.
      Rzuca na szalę wszystkie oszczędności. Zakłady podejmuje u kilku bukmacherów, więc jesli zwycieży - kasa będzie ogromna. Nawet milion euro.

      tuż przed wyścigiem Franek dowiaduje się, ze wyścigowiec ma jakiś feler, próbuje postawić zastępczo na innego, ale jest za późno. Stres, bieganina, rwestes powodują, że siada na ławce oszołomiony...

      Oliver biegnie obejrzeć wyścig i... ich wierzchowiec wygrywa. Są bogaci. Przybiega do Franka, ale ten jakiś taki miękki i bezwładny. Oliver orientuje się,ze facet schodzi na zawał. Woła lekarzy trzymając go w ramionach...

      A potem widzimy jak Oliver spłaca swoje długi u menadżera, spotyka się z Kornelią, z którą może zaraz stworzy związek, bo wzajemne uczucie już jest.

      POtem Oliver jedzie do Ameryki. Odwiedza rodzinny dom, ale matka już tam nie mieszka. MOż zmarła ? Przyznam, że to mi gdzieś umknęło. Tak czy owak, zostawiła dla niego list z wyznaniem miłości matczynej.

      Odwiedza także syna Franka i przekazuje mu jakieś spore pieniądze, mówiąc że to od ojca. Informuje go też, że jego ojciec nie siedział w więzieniu za chuligaństwo czy zbrodnię, ale dlatego że nie chciał się poddać systemowi, chciał żyć po swojemu.

      Czyżby Franek umarł ?

      A skąd. Żyje. W ostatniej sekwencji Kornelia i Oliver rozmawiają przez telefon, i ona nagrywa jednocześnie moment powrotu Franka do baru dla 'koniarzy". Franek pozdrawia Olivera za pomocą tego połączenia.

      Jakże optymistyczny, ciepły film :]

      pan aktor w głównej roli, Paweł Szajda, niespecjalnie przekonujący, choć zapewne fizycznie pasujący do postaci wirtuoza pianina, który nie chce grać zawodowo. Parę bon motów, które ta postać wygłasza, a które kamera przytrzymuje i aktor też akcentuje jako jakies myśli złote - no cóż... ;] I ta nieprzekonująca główna rola wraz z naciąganą psychologią mogłyby film położyć, gdyby nie kilka atutów.

      Primo, Janusz Gajos - cudowny ! absolutnie wspaniała rola ! Jak on mówi, jak monologuje, jak czuje to wszystko, plus te drobiazgi, które stanowią mistrzostwo : tu nie dokończy zdania, tam się wróci i dopowie, gdzie indziej zaakcentuje tak, że słychać w tym życie i trudno uwierzyć, że to film i aktor, a nie ukryta kamera :] Mistrz, maestro, którego każda sekunda bytności na ekranie jest warta tyle złota, ile on sam waży :]

      Secundo, Wojciech Pszoniak - kapitalny ! znakomity ! w krótkiej, acz treściwej roli cynicznego Karloffa. Cóż za swoboda, jaka dykcja, a ten monolog, w którym tłumaczy na czym polega świat, opuszczony własnie przez Olivera, w pojedynkę mógłby ten film ocalić.

      Tertium, muzyka ! Folkowo-etniczno-łotrzykowskie rytmy w wykonaniu zespołu Narcotango. Rewelacja. Jak one tworzą atmosferę ! Przypomniało mi się "Zmruż oczy" czy "Mistrz" Trzaskalskiego, ten rodzaj spokojnej uśmiechniętej... frenezji ;]

      Ładne miejscówki, estetyczne, kolorystyka - też są warte zauważenia, aczkolwiek momentami niebezpiecznie pastelowo się robi na ekranie.

      Podsumowując : dwaj mistrzowie i wspaniała muzyka wygrały z wadami i niedoskonałościami skupionymi w postaci głównego bohatera, w którego dylematów głębię - bardzo trudno uwierzyć, przynajmniej ja miałem z tym kłopot :]

      Ale, czasy burzy i naporu poza mną, zrozumiałem że najważniejsze są plusy dodatnie i jeśli są - film ma wartość i sens ;]]

      Chyba że nie ma żadnych plusów, wtedy... szable w dłoń ! ;] O jak ja czekam na obejrzenie "Roja" i "Smoleńska"... ;] [serio, nie zakładam z góry, że to są aż tak straszne knoty, jak pisze gros recenzentów, hehe]
      • grek.grek Re: "Wygrany" via TVP2 nocą 10.04.17, 14:20
        aha, zapomniałbym : w roli księdza [częśc wielkiej wygranej z wyścigów Franek zapisał dla kościoła] mamy Roberta Gonerę; niezwykle stylowego w sutannie ;]

        rolę Kornelii gra Marta Żmuda-Trzebiatowska, chociaż z tą grą, to może być wątek dyskusyjny, bo ona głównie jest ładna i uśmiecha się wdzięcznie :]

        We wspomnieniach Olivera pojawia się postać dziadka, którego gra Emil Karewicz. jego role polega na przybijaniu radosnej piątkii nastoletniemu Oliverowi, który zadręczany przez matkę nieustannymi treningami, jedyną przyjemność znajduje w jeździe na motorowerze po przygrażowych podwórkach. Dziadek mu w tym kibicuje.


        www.youtube.com/watch?v=FEqq9zOVDWQ
        • siostra_bronte Re: "Wygrany" via TVP2 nocą 10.04.17, 16:15
          Jakoś nie brzmi super zachęcająco, ale i tak dzięki za recenzję, Greku :)

          Pamiętam, że właśnie aktor grający główną rolę miał słabe recenzje.

          Z ciekawości sprawdziłam, kto był reżyserem tego dzieła. Wiesław Saniewski, dobry reżyser, ale w ostatnich latach jakoś rzadko kręci.
          • grek.grek Re: "Wygrany" via TVP2 nocą 10.04.17, 17:19
            dzięki, Siostro :]

            sama historia nie jest porywająca, to prawda, ale Gajos i Pszoniak oraz muzyka są naprawdę warte zachodu, zatem - ostrożnie polecam :]

            niestety, aktor w głównej roli zupełnie nie trzyma poziomu powyższych, stąd kłopot z uznaniem tego flmu za szczególnie dobry.

            ale i szczególnie zły nie jest ;]

            yes, to ten pan ;]
    • grek.grek hit sezonu w TVP 11.04.17, 13:06
      był wczoraj ;]

      powiem Wam szczerze jak na spowiedzi, że wcale mnie ten spektakl nie zirytował. przeciwnie : z trwożnym zaintrygowaniem oglądałem i słuchałem jak wiele pracowitych rączek i usteczek mozolnie, ale z widoczną frajdą i zacięciem, lepi misia na miarę naszych możliwości, a potem puszcza go w ruch wirowy.

      bomba, wybuch, zamach, demoniczni ruscy kontrolerzy, nienawiśc do Zmarłego Prezydenta z Żoną, "lepsza częśc narodu" umartwiała się w bólu [widać miała na to czas i ochotę], a reszta złośliwie nawet jeść i spać nie przestała, żeby dowieść jak cierpi po stracie ludzi, których widzieli najwyżej w telewizorze... słuchałem tego, tych sabatów podczas których dziennikarz TVP i jego czterech gości waliło jak w bęben we wszystkich nie zgadzających się z bombą i zamachem...

      zaprawdę powiadam Wam, Drodzy : jak się przeczołgać przez pierwsze 10 minut tej fali [...], to później można się niemal wkręcić ;]

      jest coś zupełnie kapitalnego w obserwowaniu jak ludzie potrafią brnąć w purnonsens, jak się zapamiętują w tej agresji, pewnie się czując w doborowym towarzystwie puszczają im wszelkie hamulce i opowiadają historie, których nikt przy zdrowych zmysłach nie wymyśliłby nawet po wypaleniu wagonu zioła.

      nie mogłem się oderwać od tego chocholego tańca przez dobre 2 i pół godziny. Ściemniało się już, kiedy poszedłem przejechać się moją wiekową kozą , i nie macie pojęcia jak pięknie wyglądał wtedy świat :]
      • mala_ciekawostka Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 13:23
        Gratuluję samozaparcia Greku:) Ja nie byłam w stanie oglądać transmisji, wywiadów itp. w TVP nawet przez minutę. To nie na moje nerwy.
        • grek.grek Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 14:08
          ku chwale ojczyzny !, Mała Ciekawostko :]]

          zaiste, kuriozalne rzeczy się tam działy.
          zdumiewało mnie jak ci beztrosko ci ludzie ignorują albo deprecjonują oczywiste fakty, jak uparcie forsują własną wizję świata, jak są odporni na takie naturalne poczucie obciachu :]

          wiesz, co jest najgorsze w tym wszystkim ?
          wg mnie ; to, że nie sposób sobie wyobrazić takiej sytuacji w jakimkolwiek cywilizowanym kraju. Żadne społeczeństwo nie ma w sobie zasobów ludzkich tego typu, zdolnych do takiej 'jazdy'. Byliśmy "najweslszym barakiem Układu Warszawskiego", terraz jesteśmy najweselszą prowincją Unii Europejskiej ;] jak zaawodził pieśniarz ; some tings will never change.

          I dopóki ten sabat odbywał się w ich własnych gazetach i na portalach w sieci - w porządku. Ale kiedy publiczna telewizja, z pieniędzy podatnika, finansuje takie widowisko, i jeszcze wyciąga łapę po więcej, to już przekroczenia cienkiej czerwonej linii.

          Nie widziałem np ani jednej rozmowy z rodzinami ofiar katatrofy innymi niż z kręgów partii rządzącej aktualnie.

          wydaje się, jakby dla państwa polskiego i jego telewizji ta tragedia obejmowała tylko paru urzędników partyjnych.

          pal licho kto winien, nie warto się dziś o to spierać, życia się ludziom nie zwróci. Ale robić na tym politykę i kasę, to niegodne człowieka kulturalnego.
          • mala_ciekawostka Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 14:39
            Rozmów z innymi rodzinami w TVP nie było. Masz rację z tym "zagarnięciem" katastrofy przez rządzących - wystarczy wspomnieć kwestię tablicy w KPRM z tylko trzema nazwiskami... Jezeli chodzi o forsowanie swojej wizji - chyba sami nie wiedzą którą jej wersję mają aktualnie głosić, wszystko tak się dynamicznie zmienia... Hele, bomby, błędne naprowadzanie, nie wiadomo co teraz obowiązuje.
            • grek.grek Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 16:10
              oni zakładają SWOJE państwo, Mała Ciekawostko. będą tam wstawac z kolan, niepokorzyć, wyklętaczyć i dążyć do prawdy oraz zmagać się z nienawiścią.

              a reszta będzie zasuwała na to, żeby "niepokorni", "wyklęci" i "dązący do prawdy" i "wstający z kolan, by zmagać się z nienawiścią" mieli za co się wygłupiać i opływać w luksusy. Marksistowski 'podział pracy", proszę ja Ciebie ;]

              są rewelacyjni, kiedy wychodzą i mówią, że 'BYŁ zamach, BYŁA bomba, kontrolerzy CELOWO sprowadzili samolot do katastrofy", a dwie minuty później zapowiadają, że "droga do ustalenia prawdy jest jeszcze baaardzo daleeeka" ;]]

              jesli bomba, zamach i spisek rosyjski, to tylko początek Prawdy, to ja się zaczynam szczerze bać, co jest na końcu. Zaczynam się zastanawiać, co ja robiłem w 2010 roku przed zamachem, bombą i spiskiem rosyjskim, bo mam wrażenie, że cała Prawda polegać będzie na tym, że w zamachu, bombie i spisku uczestniczyła cała ludzkośc i połowa populacji Marsjan :]
              • mala_ciekawostka Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 17:07
                "Droga do ustalenia prawdy jest daleka, ale jesteśmy tej prawdy coraz bliżej" coś takiego też można ułlyszeć od siedmiu lat:)
                Zapomniałeś jeszcze Greku dodać, że jesteśmy "przedmurzem" i "uzdrowimy zgniłą Europę":)
                • grek.grek Re: hit sezonu w TVP 12.04.17, 13:48
                  haha, racja, racja, Mała Ciekawostko :]]
          • maniaczytania Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 18:28
            Siostro - spokojnie, afery nie będzie ;)
            Ja tylko dwie uwagi.

            grek.grek napisał:
            > wg mnie ; to, że nie sposób sobie wyobrazić takiej sytuacji w jakimkolwiek cywilizowanym kraju.

            Pierwsza uwaga - jakikolwiek cywilizowany kraj nie oddałby śledztwa w takiej katastrofie obcemu państwu.

            > Nie widziałem np ani jednej rozmowy z rodzinami ofiar katatrofy innymi niż z kręgów partii rządzącej aktualnie.

            Druga uwaga - była na pewno jedna przynajmniej - w TVP 2 bodajże, Joanny Racewicz i Krystyny Łuczak-Surówka.
            • grek.grek Re: hit sezonu w TVP 12.04.17, 13:57
              spieszę przyłączyć się do Twoich zapewnień, Maniu :]

              Siostro, wszystko będzie dobrze !
              a cała sprawa jest, wiesz... prawie-filmowa. Otóż, suplementujemy zaocznie recenzje "Smoleńska", który zapewne niebawem pojawi się w TVP ;]

              Maniu, ale czy przejęcie śledztwa przez Rosję nie wynikało z konwencji międzynarodowych, wedle których dochodzenie prowadzi to państwo, na terenie którego doszło do wypadku ?

              cieszę się, że była choć jedna taka rozmowa, dzięki za informację :]
              mimo wszystko, myślę że ta jedna, to zaledwie alibi dla wyraźnego braku równowagi między wspominaniem ofiar z kręgu aktualnie rządzących oraz ofiar innych.
              • siostra_bronte Re: hit sezonu w TVP 12.04.17, 14:46
                Mam nadzieję :)

                Wrak holenderskiego Boeinga, zestrzelonego nad Ukrainą w lipcu 2014 r. został przewieziony do Holandii w listopadzie tego samego roku. Czyli jednak można!
                • grek.grek Re: hit sezonu w TVP 12.04.17, 15:55
                  ha, nie sposób zaprzeczyć, Siostro ;]

                  btw, zdaje się że polscy eksperci mieli nonstop swobodny dostęp do tego wraku.

                  także dzisiaj Rosja zaprasza polskie władze do korzystania z tegoż wraku. A władze nie chcą. wg mnie, znów mamy do czynienia z polityką, bo jakby zaczęli tam jeździć i normalnie badać ślady, to by w kraju nie mogli marudzić, ze "Ruscy nich biją !" i cała polityczna zabawa by im się zepsuła :]
      • siostra_bronte Re: hit sezonu w TVP 11.04.17, 17:09
        Ostrzegam przez poruszaniem wątków niefilmowych! :)
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Uciekający pociąg" 11.04.17, 13:24
      idealna okazja dla wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji obejrzeć :]

      ponoć chciał tę historię sfilmować sam Akira Kurosawa, ale nie zdązył, więc projektem zajął się Andriej Konczałowski.

      I zrobił wybitny film.

      mamy więzienie gdzieś na dalekiej północy Ameryki. Ucieka z niego dwóch więźniów : człowiek-legenda w środowisku - Manny, i młodziak Buck. Wskakują do pociągu stojącego na torach przy magazynach towarowych. Pociąg rusza. Killka minut później maszynistę łapie zawał i umiera. Pociąg pędzi na max obrotach i bez żadnej kontroli. Zbiegowie muszą dostać się do lokomotywy, żeby zapanować nad pojazdem, a z pewnych względów techniczno-środowiskowych jest to zadanie karkołomne.

      Jednocześnie śladem uciekinierów ruszają służby więzienne, na czele w kierownikiem tego ośrodka, który ma z Mannym osobiste porachunki.

      Trwa także gorączkowa akcja pracowników kolei, którzy starają się pociąg jakoś prowadzić na odległośc i szukają wyjścia z sytuacji, czyli przejęcia kontroli, wyhamowania go, albo wykolejenia by nie stwarzał zagrożenia dla innych pociągów.

      akcja jest sensacyjna, ale ten film to coś więcej niż opowiastka o dwóch facetach, którzy uciekają przed pościgiem.

      ktoś nazwał go moralitetem i miał rację - zawiera się on w zachowaniach i myśleniu Manny'ego, którego więzienie uczyniło jednostką na skraju człowieczeństwa, wyposażyło zarówno w zwierzęcą niemal desperację, jak również w pokorę mędrca, które to obie postawy wyraziście zostają namalowane w scenach znaczących. W ostatniej scenie, Manny znajduje w sobie jeszcze jedną stronę charakteru, rodzaj energii.

      wielka rolę gra Jon Voight.

      Oraz pociąg. kiedy pędzi przez śnieżne krajobrazy wygląda jak czarna [w istocie ma chyba rdzawy kolor] bestia z piekła rodem :] doskonałe są to przebitki, tworzą niezwykły nastrój.

      klasyk ! :]
    • grek.grek Ct4 - Liga Mistrzów, Juventus-Barcelona 11.04.17, 13:29
      ole ole ole ole ole ole
      ole ole
      ole ole

      ole ole ole ole ole ole ole

      OLE :]

      Juventus podejmuje w Turynie Barcelonę.
      I pytanie : czy zorganizowana, inteligentna, po włosku dusicielska ;] defensywa zdoła powstrzymać wizrtuozów z Katalonii ?

      jak sądzicie ?

      wg mnie, JUventus może minimalnie wygrać nawet, bo i tak wszystko rozstrzygnie się w rewanżu na Camp Nou, gdzie Barca odrobiła ostatnio stratę 0-4 z pierwszego meczu, co sugeruje że wynik pojedynku otwierającego dwumecz nie ma aż takiego znaczenia, gdy uczestniczy w tym Barcelona ;]
      • siostra_bronte Re: Ct4 - Liga Mistrzów, Juventus-Barcelona 11.04.17, 16:17
        Sędzia tradycyjnie przeciągnie Barcelonę za uszy :)
        • grek.grek Re: Ct4 - Liga Mistrzów, Juventus-Barcelona 11.04.17, 16:28
          cześć, Siostro :]

          haha, możliwe, w tym historycznym meczu [6:1 nad PSG] istotnie parę razy panowie sędziowie mocno się zdrzemnęli ;]
          • maniaczytania pierwsza połowa 2:0 dla ... Juventusu :) 11.04.17, 21:37

            • maniaczytania koniec - 3:0 :) 11.04.17, 22:40

              • siostra_bronte Re: koniec - 3:0 :) 12.04.17, 13:22
                Hurra!:)
              • grek.grek Re: koniec - 3:0 :) 12.04.17, 14:23
                yes, Maniu :]

                3-0 i wg mnie - Barcelona już tego nie odrobi. JUventus to drużyna na tyle dobra w obronie, że nie da się sobie strzelić 4 goli, nawet takim wirtuozom, jacy w Barcy dzisiaj grają.

                idealny mecz Juvneutusu. wszyscy mieli swój udział w tym zwycięstwie.
                jako drużyna świetnie zatrzymywali ataki Barcy, chociaż niezawodny Leo Messi wystawił kolegom dwie piłki na tzw setki, ale nie udało się ich wykorzystać.

                w ataku zaś dwa razy lewą nogą zakręcił młodzian a Argentyny, Paulo Dybala, zdobył dwie bramki i ustawił wynik meczu.

                po tym, co wczoraj zobaczyłem, Juventus wydaje mi się faworytem nie tylko w tym dwumeczu, ale w i całej LM. choć oczywiście, Barca moze znów sprawić sensację, a na droze do ew. sukcesu finałowego stoją naprawdę świetni rywale : od zawsze dobrego Realu, przez trudne do wypunktowania Atletico, po nieobliczalną fantazyjną młodzież z Monaco :]
                • siostra_bronte Re: koniec - 3:0 :) 12.04.17, 14:48
                  Mam nadzieję, że w rewanżu nie będzie 2 karnych z kapelusza dla Barcy i 5 min. dogrywki :)
                  • grek.grek Re: koniec - 3:0 :) 12.04.17, 15:58
                    ;]

                    wszystko jest możliwe, Siostro ;]

                    podzielam Twoją nadzieję.
                    I wydaje mi się, że tutaj już nawet sędziowie i dodatkowe minuty nic nie zmienią.
                    Juventus to jest naprawdę rutynowana drużyna, oni się nie cofną pod własną bramkę w nadziei, że Barca z piłką im do niej nie wjedzie. Zagrają to samo, co wczoraj i, wg mnie, awansują w cuglach :]
      • maniaczytania Liga Mistrzów, Borussia - AS Monaco 11.04.17, 21:38
        tu niestety mecz odwołano po tym, jak obok autobusu piłkarzy Borussii wybuchła bomba. Jeden z piłkarzy został lekko ranny, na szczęście niegroźnie. Mecz jutro.
        • grek.grek Re: Liga Mistrzów, Borussia - AS Monaco 12.04.17, 14:05
          początkowo ostrożnie mówiono o "ataku", aktualne informacje z wyników prac policji sugerują, że te bomby były najpewniej instrumentem terroru.

          to jest nie do przyjęcia, co się dzieje.
          A najgorsze, że terroryści są coraz sprytniejsi : wjeżdzanie ciężarówkami w tłum ludzi, podkładanie bomb w krzakach albo zaparkowanych samochodach i zdalne ich detonowanie... nie sposób takich akcji przewidzieć i im zapobiegać. W samolotach już jest bezpieczniej, bo trudno coś groźnego wnieśc na pokład i kontrole są wnikliwe. W klubach i restauracjach też raczej cięzko dostać się z bronią, bo trzeba by ją ukryć pod odpowiednim ubraniem i przejśc przez selekcję. A na ulicy - nieograniczone możliwości.


    • grek.grek 22:45 Polsat "Obsesja" 11.04.17, 13:48
      waham się, bo nie chcę wpuścić Was w maliny :]

      rzecz jest bowiem tyleż estetyczna, co schematyczna i przewidywalna.

      Derek ma poczucie humoru, takt i męski styl. Pracuje w firmie w "city". I wpada w oko atrakcyjnej koleżance, która właśnie została jego nową sekretarką.

      Na nieszczęscie atrakcyjnej koleżanki, atrakcyjny Derek ma atrakcyjną żonę, a także syna, którrzy są dla niego całym światem i ani mu w głowie romanse firmowe.

      Atrakcyjna koleżanka w ogóle nic sobie z tego nie robi i próbuje go zdobyć wbrew jego własnej woli, a to już dowodzi, że z jej oceną rzeczywistości jest jakiś kłopot.

      ofk, z czasem staje się ona coraz bardziej pomysłowa, coraz bliżej rodziny Dereka zaczyna się kręcić, a z powodu jej manipulacji małzeństwo i dobre imię jegomościa zaczynają wisieć na cienkim włosku.

      finał jest wiadomy w połowie seansu, kolejne zagrywki bohaterki nie dziwią, a kłopotem poznawczym nr 1 staje się zachowanie Dereka, który nawet na moment nie daje się sprowokować atrakcyjnej koleżance. jest jak skała ! Nie do ruszenia ;] Wierny rodzinie na amen.

      w życiu, dałoby się podciągnąc tę postawę pod zaletę, ale w filmie cała historia traci wiarygodność, bo pan Derek nie ma kaca moralnego, nie musi odbudowywać swojej psychiki po "chwili słabości", nie musi zadawać sobie pytań, czy naprawdę aż tak kocha żonę, zeby unikać flirtów itd itp.

      w efekcie : Idris Elba zupełnie nie ma nic do grania, jego żona filmowa Beyonce Knowles zachowuje się aktorsko jak sytuowana szansonistka, która miała kaprys zagrać w filmie i nawet została jego współproducentką, ale talentu kupić się nie dało i pozostają pozy i gesty z teledysków, więc na placu boju zostaje dzielna, piękna i uwodzicielska Ali Larter, której ja osobiście uległbym bez walki [tyle że bez walki, to by ona mnie nie chciała, bo jej postać ewidentnie jest tego typu wędkarzem, który ze smakiem zjada tylko te ryby, które próbują się urwać z haczyka] ;]]

      oczywiście, wtedy tylko gdyby ktoś mnie wmannewrował w filmowe małzeństwo z Beyonce ;]

      generalnie : sterulne, ładne pomieszczenia biurowe i mieszkania, świetnie wymakijazowani aktorzy, ale dramaturgia opowieści traci sporo z powodu jej psychologicznego nieskomplikowania.
    • grek.grek "Fortitude" 11.04.17, 16:26
      Czesi rozpoczęli wczoraj emisję tego serialu.
      niewiele widziałem niestety, ale spróbuję nadrobić 1 odcinek w sieci, a potem już być na bieżąco.

      rzecz się rozgrywa w tytułowym miasteczku leżącym na Spitsbergenie [zdjęcia i krajobrazy są absolutnie fantastyczne - majestatyczne pagóry pokryte śniegiem, ciągnące się po horyzont morze/jezioro pomiędzy nimi, a nieopodal nowoczesna czarno wytyczona wśród równych, białych połaci śnieżnych czarna droga dojazdowa do miasteczka, który leży nieco z boku], w którym życie płynie spokojnie i bezkonfliktowo.

      do momentu, gdy odkryte zostaje morderstwo na pewnym brytyjskim naukowcu.

      Każdy z 712 mieszkańców jest podejrzany, a właściwego zabójcę ma wytypować i odnaleźć pan detektyw, który fatyguje się z Londynu.

      świetnie wygląda obsada : Stanley Tucci, Sophie Grabol - pamiętna Sara Lund z "Forbrydelsen", Michael Gambon, Richard Dormer, Christopher Eccelstone.

      mieliście może do czynienia z tym serialem ?

      PS : ponoć leci już 2 sezon, ale... dla nieznających pierwszego - nie musi ta informacja mieć fundamentalnego znaczenia, nieprawdaż ? ;]

      • siostra_bronte Re: "Fortitude" 11.04.17, 17:08
        O, widziałam pierwszy sezon w Ale kino! Ale to jakiś czas temu.

        Faktycznie, piękne krajobrazy, do tego dobra obsada, ale cała historia wydała mi się przekombinowana. Niby był klimat, ale wysilony. Obejrzałam do końca, ale drugiego sezonu, który właśnie leci w Ale kino nie chce mi się już oglądać.
        • grek.grek Re: "Fortitude" 12.04.17, 13:51
          dzięki, Siostro :]

          a zatem, będę śledził ten serial.
          mam nadzieję, że dostarczy mi paru argumentów, którymi będę Cię - i Was :) - przekonywał, że posiada zalety warte z nim obcowania :]
    • grek.grek 20:00 TV Puls "King Kong" 12.04.17, 16:02
      flagowy okręt nowoczesnego kina przygody :]

      efektowny, kuglarski - owszem, ale jednocześnie imponuje ten rozmach, dynamika i wspaniałe efekty specjalne, dzięki którym naprawdę można na chwilę uwierzyć w ten pojedynek Konga z dinozaurami, albo w ten rajd wąwozem, w którym ludzie pędzą pod rękę z preshistorycznymi gadami, w Konga szalejącego na ulicach Nowego Jorku. sama technika, oczywiście, ale widowisko jest naprawdę przednie i frajda niezaprzeczaalna.

      jak to w kinie musi/ało wyglądać ! :]
      • siostra_bronte Re: 20:00 TV Puls "King Kong" 12.04.17, 16:10
        Ja tam byłam rozczarowana. Cała historia przytłoczona efektami. No i skąd tam się wzięły te dinozaury??
        • grek.grek Re: 20:00 TV Puls "King Kong" 13.04.17, 12:29
          o, pierwsze 1,5 godziny niemal bez efektów się obywa, Siostro :]
          ale zgoda, że ich późniejsza obecnośc ma dominujący charakter.

          ha, dinozaury to pewnie częśc "parku jurajskiego" jakim okazuje się być Wyspa CZaszek ;] - skądindąd, najeżona wieloma innymi interesującymi stworami, jak chrabąszcze wielkości kota, hehe.


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78) 12.04.17, 16:04
      przedostatni odcinek.

      Barbasiu, trzymamy się i oglądamy do końca ? :]
      mam nadzieję !

      I tak sobie myślę, że mimo wszystko, po 10 tygodniach, pożegnanie z tym serialem będzie miało swój wydźwięk. Jak to człeka sentymenta potrafią ogarniać ! ;]


    • siostra_bronte "Sils Maria" 12.04.17, 16:14
      Ale kino nie zwalnia tempa. Dzisiaj o 20.10 film Oliviera Assayasa z 2014 r., o którym pewnie słyszeliście. Grają Juliette Binoche, niestety! i nagrodzona Cezarem Kristen Stewart.

      Postaram się coś napisać :)
      • grek.grek Re: "Sils Maria" 13.04.17, 12:32
        świetna informacja, Siostro !
        wyczekujemy Twojej relacji ! :]

        dobre recenzje tego filmu czytałem.

        a panie Binoche i Stewart spotkały się na planie "Personal Shopper", który miał polską premierę jakies 2 tygodnie temu.

        I chyba ten sam reżyser prowadził także i ten film :]
        • siostra_bronte Re: "Sils Maria" 13.04.17, 15:33
          Miło mi :)

          Ale pomyliłam daty, emisja dopiero dzisiaj!
          • grek.grek Re: "Sils Maria" 13.04.17, 15:55
            a zatem, świetnego seansu życzę Ci, Siostro :]
            • siostra_bronte Re: "Sils Maria" 14.04.17, 15:05
              Obejrzałam, ale to był średnio udany seans :)

              Krótko o fabule. Słynna aktorka Marie (Julitte Binoche) odbiera w Zurychu nagrodę dla reżysera, który nie chce się sam pokazywać. 20 lat wcześniej zagrała u niego przełomową rolę w swojej karierze. Tuż przed uroczystością reżyser umiera. Popełnia samobójstwo w górach, blisko swego domu w Sils Maria.

              Impreza staje się hołdem dla zmarłego reżysera. Podczas imprezy Marie spotyka się z młodym reżyserem, który chce wystawić tę samą sztukę, na podstawie której nakręcono tenże film. Sztuka opowiada o skomplikowanym związku właścicielki firmy i jej asystentki. Kiedyś Marie grała młodą dziewczynę, teraz ma zagrać Helenę, starszą z kobiet. Początkowo Marie nie chce się zgodzić, ale w końcu podpisuje kontrakt.

              Marie ćwiczy nad rolą przy pomocy swojej asystentki, Valentine (Kristen Stewart), w pięknym domu żony zmarłego reżysera, Rosy (wyrazisty epizod Angeli Winkler) w Sils Maria. Czytają tekst, analizują postaci, spędzają razem czas na wycieczkach w góry i różnych spotkaniach.

              Oczywiście, dialogi czytane przez obie kobiety można odnieść to faktycznej relacji między nimi.

              Po jakimś czasie Valentine jest rozczarowana tym, że Marie nie uznaje jej opinii na temat sztuki i jej bohaterek. Nie chce tylko potakiwać. Zastanawia się nawet nad odejściem z pracy. Ale Marie prosi ją, aby została.

              Pewnego ranka obie kobiety idą w góry, aby zobaczyć niezwykłe zjawisko-chmury płynące doliną (od jego nazwy "Maloja snake" wziął tytuł ów ważny film Marie sprzed lat). W trakcie drogi Valentine nagle znika. Marie szuka jej bez skutku. Rozpływa się jak we mgle. Z pewnością nic się jej nie stało, bo to było bezpieczne miejsce i piękna pogoda. Po prostu odeszła.

              Po jakimś czasie Marie pracuje nad rolą w Londynie. Jej partnerką w roli asystentki jest młoda amerykańska aktorka, bohaterka plotek i skandali. Potem następują problemy, bo owa aktorka ma romans z żonatym facetem, a jego żona próbowała popełnić samobójstwo.

              Mimo tych perturbacji sztuka zostaje wystawiona. W ostatniej scenie Marie czeka na scenie na rozpoczęcie spektaklu.

              Ale film wydał mi się przegadany, mało emocjonujący i chwilami się dłużył. Relacja Marie i asystentki jakoś mało wyrazista, w sumie niewiele się między nimi dzieje. Późniejsze perypetie związane z młodą gwiazdką i wystawieniem sztuki są już w ogóle mało ciekawe i jakby nie pasowały do pierwszej części filmu, jeszcze przed zniknięciem asystentki. Wątek konfrontacji aktorskiej i życiowej Marie z młodą Amerykanką nie został do końca wygrany.

              Po filmie szybko o nim zapomniałam. Nie było w nim czego, co by mnie jakoś poruszyło, czy choćby zainteresowało.

              Na plus przepiękne krajobrazy z Alp i muzyka Haendla.

              Aktorsko też przeciętnie. Binoche, wiadomo, gra mniej więcej to samo co zawsze. Żadnej niespodzianki, wyjścia poza schemat. Jest jedna scena, kiedy nosi perukę z dłuższymi włosami i duże, ciemne okulary. I pomyślałam, że może właśnie taka wyrazista charakteryzacja byłaby dla niej szansą, żeby nie wypadać w każdym filmie właściwie tak samo.

              Kristen Stewart ma co prawda irytującą manierę grania z "otwartą buzią" :), ale jej postać jest jakoś wiarygodna i żywa, ale zachwyty i Cezara za rolę drugoplanową uważam za przesadzone.

              Jeszcze trailer:

              www.youtube.com/watch?v=Zup27u6tMzY

              • grek.grek Re: "Sils Maria" 14.04.17, 16:27
                dzięki, Siostro :]

                to ciekawe : zaznaczasz, że wg Ciebie film nie jest zbyt dobry/ciekawy, a potem opisujesz go w taki sposób, że koniecznie chce się go zobaczyć :]

                tak właśnie jest w tym przypadku - bardzo jestem ciekaw tej fabuły, tej aktorskiej [w filmie] konfrontacji, podtekstów, atmosfer, psychologicznych niuansów, ofk - z pełną świadomością, że mogę doznać rozczarowania.

                z Twojego opisu wyłania się sugestia, że film jest nieco manieryczny i pretensjonalny [?], ale wciąz zachęcająco brzmi :]]

                mam więc nadzieję na powrót do tego wątku i być może jakąś polemikę z mojej strony, w obronie filmu :]

                dzięki, Siostro :]
                • siostra_bronte Re: "Sils Maria" 14.04.17, 16:41
                  Dzięki, Greku! Jakoś tak wyszło :)

                  Ale jak Ciebie znam, to wiedziałam, że dostrzeżesz w nim jakieś potencjalne zalety :)

                  No właśnie, brakuje tych niuansów między bohaterkami, jakiegoś napięcia między nimi. Przynajmniej ja tego nie widziałam.

                  Tak, wydaje mi się pretensjonalny. Ambitny zamiar, ale coś nie wyszło. Za bardzo to wszystko szeleści papierem. Ogląda się ten film na chłodno, bez zaangażowania.



                  • grek.grek Re: "Sils Maria" 14.04.17, 17:00
                    :]

                    wiesz, ja lubię te tzw. filmy-snuje, ekranowe teoretyczne nie-dzianie się, lubię ten ciężar czasu na ekranie zaakcentowany, no i filmy przegadane też do mnie bardzo często trafiają, więc dostrzegłem tutaj wiele możliwości :]

                    ha, czasami tak bywa : reżyser tak bardzo chce zostać mistrzem, że zapomina o byciu wiarygodnym na własnych zasadach :]]
    • never_never Ze świątecznymi pozdrowieniami :) 13.04.17, 05:22
      Pozdrawiam świątecznie i znikam na czas jakiś
      A Wam życzę wspaniałych wrażeń filmowych i nie tylko...:)
      • grek.grek Re: Ze świątecznymi pozdrowieniami :) 13.04.17, 12:34
        dzięki, Never_Never :]

        najlepsze i najserdeczniejsze życzenia udanych Świąt - dla Ciebie, samych przyjemności, świetnego relaksu i interesujących wrażeń ! :]
      • siostra_bronte Re: Ze świątecznymi pozdrowieniami :) 14.04.17, 16:42
        Dziękujemy i wzajemnie! :)
    • grek.grek "Cztery słońca" Via TVP KUltura [1] 13.04.17, 13:20
      Sukces w Sundance [z tego co doczytałem, pierwsza czeska produkcja która została zakwalifiikowana do tego festiwalu].

      Niepiękny portret pokolenia czeskich 40-latków, którzy wyposażyli siebnie we wszelkie atrybuty społecznej dojrzałości, ale wewnętrznie są bardzo daleko od jakiejkolwiek równowagi.

      Mamy wiec małżeństwo - on ma na imię Jara, a ona Jana. Syn Vena ma 12-13 lat. Córka Aniczka - jest jeszcze nieszkodliwym ;] dzieckiem, lat 5-6.

      Pierwsza scena jest wymowna. Jara i Vena pracują na działce za miastem, na której Jara ma zamiar postawić dom dla całej rodziny, a w ogrodzie uprawiać pomidory. Na razie jest tu jednak pusto i wszystkie mocarstwowe plany istnieją póki co w marzeniach. "Wiesz na czym polega twój problem ? - mówi Jara do syna - na tym, że nie masz wizji przyszłości, nie umiesz jej stworzyć". Uwagę tę można ofk odczytać szerzej : międzypokoleniowo.

      I cała zabawa polega na tym, że wychodząc od tego wyższościowego stwierdzenia, 40-latek udowadnia krok po kroku, że nie ma prawa dawać rad młodszym, bo sam żadnej wizji przyszłości nie posiada. Jego wizja - dom, pomidory i cała reszta - to tylko figura retoryczna.

      Jara traci pracę w fabryce samochodowej, bo jak dzieciak daje się złapać w toalecie na paleniu marihuany. Próbuje znaleźć nową, ale jedyna dostępna, to selekcja kurcząt hodowlanych. Kiedy Jara dowiaduje się, że odrzucone małe żołte kurczątka utylizuje się wrzucając hurtowo do kosza na śmieci i trując gazem - mdleje i nie wraca już w to straszne miejsce.

      Próbuje dalej, z przyjacielem Karelem zakłada smallbiznes. Karel to bioenergoterapeuta amator. Biznes więc ma polegać na organizowaniu seansów, na których Karel za pomocą rozdawania ludziom energetycznych kamieni i ordynowania metod relaksacyjnych wzmacnia ich życiowe siły ;]

      Projekt pada po pierwszej sesji. Przyczyną jest fakt, że odbywa się ona w wynajętym pomieszczeniu, które sąsiaduje z innym - gdzie właśnie grupa jegomościów ogląda w telewizji mecz piłkarski i wydaje liczne okrzyki kibicowskie. Trudno "wyciszyć się", kiedy za przepierzeniem słychać hałaśliwe wykrzykniki ;] Jara dyskretnie apeluje o spokoj do kibiców, ale to nie pomaga, więć przychodzi sam Karel. Przed chwilą swoim klientom kazał "uspokoić się i zrelaksować', a teraz od razu wdaje się w bójkę z niepokornymi kibicami ;] Scena komiczna, bardzo czeska.

      Jara macha więc ręką i nie robi nic. Czasami wypije wieczorem, zapali i snuje się bez celu. Z seksem też marnie, co Jara tłumaczy żonie swoim "zestresowaniem".

      W takim układzie dom jest na utrzymaniu Jany, która pracuje na poczcie. Jej też udziela się nastroj chwili, aczkolwiek można podejrzewać że jest on tylko katalizatorem od dawna narosłych problemów i frustracji. Kiedy Jana staje się niemiła dla petentów - na bok bierze ją Eva, przyjaciółka, żona Karela. "Musisz odnaleźć słońce w sobie, wtedy zaakceptujesz siebie i świat', tlumaczy.

      No cóż, właśnie - wiara w energię kamieni, w blask słońca... Oto symbole bezsilności pokolenia 40+. Swoją drogą, Karel i Eva też nie są szczęśliwi, bo nie mają dziecka, którego Eva bardzo chce.

      Syn Jary i Jany - Vena przeżywa okres buntu. Kumpluje się z paczką Jerry'ego, syna przyjaciela Jary, który wyjechał przed laty [nie wiadomo dokąd, ale Jara wspomina, ze "powinien był pojechać z nim"]. Jara, choć starszy, jest dla niego jak dobry kumpel.

      Vena stawia na głowie irokeza, słucha punka, ma dziewczynę, wałęsa się z nowymi kolegami, podkrada ojcu... marihuanę ;] i ma w nosie szkołę. Kiedy Jara dowiaduje się,. ze chłopak wagaruje, bierze go za ucho i osobiście prowadzi na lekcję. Wychowawca bierze Jarę na stronę i mówi ; "wie pan, czasami kłopoty dzieci biorą się z domu, z braku autorytetu..." i wymownie patrzy na nieświeżo wyglądającego Jarę.

      Zaniepokojona sytuacją, do szkoły fatyguje się Jana. Rozmawia sam na sam z nauczycielem. I od razu widać, ze wpadła mu w oko. Kiedy psuje się jej samochód na parkingu, nauczyciel proponuje że ją podwiezie, ale zamiast do jej domu - wiezie ją na swoją daczę za miastem. A tutaj... rzucają się na siebie i konsumują seksualnie. Od tej pory spotykają się regularnie, co ofk Jana ukrywa skrzętnie przed mężęm. Jej ten romans niezbędny jest do tego, by oderwać się od tej nieznośnej rzeczywistości pracy i domu, od męża, na którego ledwie może patrzeć.

      Provblemy tak nabrzmiewają, że któregoś dnia Karel odwiedza Jarę i proponuje mu wyjazd w... poszukiwaniu "Mistrza". Karel nie wie, gdzie jechać i kogo szukać, ale postanawia zdać się na instynkt. Jara wędruje za kierownicę i jadą w nieznane.

      Karel zabiera ze sobą wszystkie oszczędności [na nowy dach], które Jara przepuszcza podczas jednej szampańskiej nocy spędzonej w jakimś hotelu, i w towarzystwie wesołych dziewczyn.

      W domu żony się martwią, a oni jadą i jadą... Wreszcie Karel czuje "prądy". Nawiguje Jarę, a później prowadzi go w głąb jakiegoś kompleksu ogródków działkowych. Kiedy Karel sam pada na twarz, podaje swój "magiczny kamień" Jarze i instruuje : "Mistrz gdzieś tu musi być, szukaj znakow, szukaj słońca; daj mu ten kamień, a on będzie miał kamień dla mnie".

      Jara idzie więc z tym kamieniem w garści i... znajduje znak - ogródek z metalowym słońcem na bramie. Zachodzi tam, ale pan gospodarz o żadnym "Mistrzu" nie ma pojęcia i każe mu spadać :]

      Jara robi więc jedyną sensowną rzecz : wyrzuca kamień Karela, bierze jakiś przypadkowy z krzaków, wraca i mówi, że znalazł "Mistrza" i ma od niego kamień dla Karela. Wręcza mu ten przypadkowy kamyk, a Karel jest przeszczęsliwy. "Teraz wszystko się ułoży", zapewnia.

      Kłopot w tym, że czarny-mary rzadko działają. Nic się nie układa, a nawet gorzej.

      Vena z kolegami zakrada się na działkę nauczyciela, żeby mu tam demolkę zrobić na grządkach ogrodowych. Kiedy chowają się w krzakach widzą jak nauczyciel prowadzi na pokoje... Janę. Vena jest zaszokowany - matka sypia ze znienawidzonym nauczycielem !

      Chłopak nie biegnie z tym do ojca, ale dusi w sobie, znacząco spoglądając na matkę. NIe mają szans porozmawiać, bo Jara ciągle jest w pobliżu.

      Vena cierpi, ale i wykorzystuje syytuację : kiedy Jana odkrywa, że znikło gdzieś tysiąc koron z pudełka po kawie, Jara od razu oskarża Venę. Ma rację, ale Vena sugerująco patrzy na matkę i ona pospieszenie daje mu alibi mówiąc, ze sama te pieniądze wzięła i zapomniała na śmierć. Tak działa szantaż :]

      Przy okazji kolejnej randki Jana i nauczyciel dochodzą do wniosku, że wiele ich łączy : ona dusi się w domu, nie kocha męża, co najwyżej martwi się o dzieci. I on ma to samo, jest już nawet w trakcie rozwodu z żoną.

      Dochodzą do wniosku, ze powinni razem zamieszkać. Nauczyciel podwozi Janę pod dom, a ta wparowuje do środka i krótko informuję Jarę : "Odchodzę, mam dośc, zabieram swoje rzeczy i do widzenia". Jara nie zamierza robić scen, mówi tylko "Z nim odchodzisz ? przecież to kretyn. Daj spokoj".

      Ale Jana pakuje się nie na żarty. I już spakowana, z córką na ręku, wychodzi przed dom, a tam... nauczyciela nie ma. Zobaczył jakąś młodą matkę pchającą wózek i chyba przestraszył się wizji tego nowego życia. Kochanka ma urok wtedy, gdy jest kochanką, ale kiedy chce zostać figurą żony - traci go bezpowrotnie.

      "Mówiłem że to kretyn. chodź do domu', mówi pojednawczo Jara, ale Jana ani myśli : zabiera córkę i wprowadza się do Evy i Karela. Eva ją przyjmuje, ale Karel donośnie powiada, że Jan powinna wrócić do męża i do domu. Nie zmienia w ten sposób jej decyzji.

      Jara zamyka się w sobie, dni spędza na działce sadząc pomidory. Pogoda jest pochmurna, a wieczorem pada deszcz. Odwiedza go Karel i dziwnie radosny proponuje, żeby zmokli i ściskali ten cudowny kamień od "Mistrza". To im pomoże, to odmieni sytuację. Jara chwilę milczy, ale potem wybucha : "To lipa, nie ma żadnego Mistrza, żadnego nie znalazłem, a ten kamień wziąłem z krzaków, więć już przestań i odwal się ode mnie !".

      Po tym wyznaniu i wybuchu przyjaciela - Karel znika.
      cdn.
      • grek.grek "Cztery słońca" Via TVP KUltura [2] 13.04.17, 13:42
        Tego samego deszczowego wieczora Vena wsiada do auta, ktore prowadzi pijany Jerry. Jest też dziewczyna. Na autostradzie Jerry powoduje wypadek, wyprzedzając w taki sposób, ze powoduje czołowe zderzenie z białym busem.

        Jara dostaje informację, że Vena jako jedyny przeżył, ale jego stan jest cięzki. Zawiadamia Janę, która doznaje spazmów rozpaczy.

        jadą razem do szpitala. Po drodze Jana prosi, żeby Jara się zatrzymał, a kiedy auto staje - Jana wypada z niego jak z procy i ucieka w pobliski las. Jara goni ją, przewraca, całują się i to chyba z kontynuacją...

        Vena jest oplątany licznymi rurkami i nieprzytomny. Ma wizję, która rozgrywa się w sepii : oto ten ogródek, który odwiedził Jara szukając "Mistrza". W wizji Veny : ten gość istotnie jakimś "Mistrzem" jest. Przy stole siedzą ten facet właśnie, Jerry, dziewczyna i Vena. Jedzą ciasto w truskawkami, dookoła lato i zieleń. Wesoło się śmieją.

        "Czy mu żyjemy, czy jednak nie żyjemy ?', pada pytanie, ale "Mistrz" zbywa je : nie zadawaj niemądrych pytań. Jakie to ma znaczenie ?

        Przez dziurę w płocie do ogródka wślizuguje się Karel - podbiega do Veny i mowi : uciekaj stąd, uciekaj ! musisz wracać ! Uciekaj !". Vena chwilę myśli i pod pretekstem toalety - opuszcza ogródek.

        Wtedy też, w realu, otwiera oczy.
        I to jest koniec filmu.

        Świetna analiza zagubienia w życiu kilkorga ludzi, z dodatkową sugestią, że ich dzieci mogą powtórzyć tę samą drogę.

        Finałowa scena wyjasnia, że auto Jerry'ego zderzyło się z autem tego faceta, którego w jego ogródku naszedł Jara. Co za zbieg okoliczności... A Karel - popełnił samobójstwo utraciwszy wiarę w "magiczne prądy" i "kamienie Mistrza". Kiedy skończyłuy się możliwości ucieczki z mistycyzm i fikcję - pozostało tylko jedno wyjście...

        Ale Jara i Jana godzą się, przepracowują kryzys, wyciąga ich z tego chaosu dramat i on też ich ponownie łączy.

        Musi być lepiej, brzmi - wg mnie - nieoczywista optymistyczna puenta [?]

        reżyser Bohdan Slama ma markę w czeskim młodym kinie, jest jednym z tych twórców, którzy kręcą bardziej "europejsko', bardziej 'serio', nie kreują "czeskiego filmu", tak lubianego w POlsce. "Cztery słońca", wg mnie, takie własnie są. Europejskie bardziej niż czeskie, w potocznym tego terminu znaczeniu.

        Główne role : Jaroslav Plesl [Jara] i Anna Geislerova [Jana], ta druga ma na koncie udział w polskich filmach, np. w "Helu".

        Klara Meliskova, grająca Evę, ma świetny background teatralny, ale i nagrody za filmy. Ceniona aktorka w Czechach.

        świetnie wypada Karel Roden w roli Karela. Odklejony od rzeczywistości, so serious !, a jednocześnie budzący sympatię swoim zagubieniem i dzieciącą wiarą w rzeczy, o jakich się fizjologom nie śniło.

        A akcja dzieje się latem i mamy do czynienia z wielobarwnością ekranowych miejscówek, mnóstwem zieleni i klimatem podmiejskich ogródkow, dróg i dzielnic.
        • grek.grek Re: "Cztery słońca" Via TVP KUltura [2] 13.04.17, 13:45
          trailer :
          www.youtube.com/wach?v=uuy48yVm834
      • maniaczytania Re: "Cztery słońca" Via TVP KUltura [1] 13.04.17, 17:54
        pewnie filmu bym nie obejrzała, ale dzięki za opis - bardzo interesujący. Opis :)
        • grek.grek Re: "Cztery słońca" Via TVP KUltura [1] 14.04.17, 13:53
          dzięki, Maniu ! :]

          mimo wszystko, polecam także film :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka