Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78)

    • grek.grek nagradzają "Belle Epoque" :] 26.04.17, 16:08
      i to nie w Polsce :]

      jesli twórcy sumiennie przepracują zawartość krytycznych komentarzy po 1 sezonie - sezon 2 ma szanse na realny sukces [wśród widzów]

      film.onet.pl/wiadomosci/serial-belle-epoque-nagrodzony-w-hamburgu/h3xhrb
    • grek.grek kolejne suck-cesy TVP ;] 26.04.17, 16:12
      he he... :]

      byłoby nawet zabawnie, gdyby nie fakt, że : a] marnują pieniadze podatnika, b] mają w nosie dobro widza, a na widoku jedynie pełne kieszenie swoich znajomków, kumpli i towarzyszy partyjnych zatrudnionych w TVP, żeby przez 4 lata mogli się nachapać

      wyborcza.pl/7,101707,21686901,disco-polo-wstaje-z-kolan-tvp-pokazala-program-discopoland.html
      wyborcza.pl/7,75248,21685400,wirtualnemedia-pl-show-gocka-i-ziemkiewicza-przyblizenie.html#BoxGWImg
      • barbasia1 Re: kolejne suck-cesy TVP ;] 27.04.17, 23:58
        Niestety, racja.
    • grek.grek 0:05 Polsat "Moneyball" 26.04.17, 16:25
      film Bennetta Millera.

      historia sukcesu pewnej drużyny bejsbolowej w Ameryce. Klub wpadł w dołek, obnizył się jego budżet, generalnie - wszystko wskazywało na to, że czekają go kolejne lata rozczarowań i frustracji, bo to rzecz prosta w zawodowym sporcie : no money - no game ;] najlepsi gracze odchodzą szukać większych pieniędzy gdzieś indziej, a inni klasowi zawodnicy niespecjalnie palą się, by ich zastępować z tych samych powodów.

      I wtedy właśnie generalnym menadżerem zespołu zostaje pan Billy Beane, który od razu zatrudnia swojego kolegę z Yale, Petera Branda, z którego analityczną pomocą opracowuje
      rewolucyjny system klasyfikowania zawodników na podstawie danych statystycznych ujmowanych w specjalnych algorytmach pozwalających na efektywną selekcję graczy i wykorzystanie ich zalet oraz ukrycie wad w procesie tworzenia zespołu i osiągania rezultatów.

      Skutkiem wprowadzenia matematyki do sportu, drużyna Beane'a i Branda zatrudnia specjalnie wybranych tanich graczy, dzieki którym zespół osiąga znakomite rezultaty.

      Oczywiście, droga do tego celu długa jest, najeżona problemami, brakiem zrozumienia w środowisku i własnym klubie, i wymaga od bohaterów samozaparcia i głębokiej wiary w skutecznośc własnych metod pracy.

      Na faktach.

      główne role : Brad Pitt, Jonah Hil, Philip Seymour Hoffman.

      może wreszcie uda nam się obejrzeć ;]
      który to już raz w ramówce Polsatu jest ten , wygląda na to, ambitny film...

      chyba z racji swojej ambitności zawsze puszczany jest w środku nocy.
    • grek.grek 0:05 Polsat "Moneyball" 26.04.17, 16:30
      kolejny film Bennetta Millera.

      tym razem o dwoch takich, którzy zmienili oblicze sportu w Ameryce.

      menadżer Beane i analityk matematyczny z Yale - Brand przejęli dołujący, pozbawiony środków finansowych zespół ligi bejsbolowej i za pomocą systemu opartego na zaawansowanych statystycznych wyliczeniach opracowali metodę pozwalającą poprawiać rezultaty z pomocą zatrudniania zawodników niekoniecznie drogich i klasowych, ale za to świetnie pasujących do wzorów i algorytmów :]

      w obsadzie : Brad Pitt, Jonah Hill, Philip Seymour Hoffman.

      znów późno, jak przystało na ambitne kino w POlsacie, ale - może dziś się uda obejrzeć ? :]
      • grek.grek Re: 0:05 Polsat "Moneyball" 26.04.17, 16:31
        przepraszam za podwójne posty, ale... jakies dziwne ruchy zaobserwowałem w systemie ;]
        • barbasia1 Re: 0:05 Polsat "Moneyball" 28.04.17, 00:01
          >przepraszam za podwójne posty,
          OK

          >ale... jakies dziwne ruchy zaobserwowałem w systemie ;]
          To znaczy?

          • grek.grek Re: 0:05 Polsat "Moneyball" 28.04.17, 12:25
            dzięki za wyrozumiałośc, Barbasiu :]

            nic szczególnego to nie było chyba :]
            po wysłaniu posta wyskakiwał nie on - już wgrany, ale post tytułowy.
      • grek.grek "Moneyball" [1] 27.04.17, 13:29
        Trzeci film B. Millera i, kurczę, trzeci sukces :], wg mnie.

        Tym razem środowiskiem sportertowanym w filmie jest świat amerykańskiego baseballu. Liga MLB, najlepsza i najbogatsza na świecie. Aczkolwiek, jest to tylko pretekst do opowieści o ludziach, którzy poszli pod prąd i na zawsze zmienili sport spod znaku kija i piłki

        Billy Beane [naprawdę dobry Brad Pitt] jest menadżerem Oakland Athletics, drużyny z MLB. Właśnie kończy kolejny nieudany, frustrujący sezon. Przegrywają w rozgrywkach z playoffs z nowojorskimi Yankees, tracą 3 najlepszych zawodników, którzy nie chcą podpisać nowych kontraktów, a nade wszystko : właściciel klubu nie ma dodatkowych pieniędzy na transfery. "Jak mam pracować, skoro nie mogę opłacić lepszych graczy ?", pyta Breane na spotkaniu z tymże właścicielem, a ten rozkłada bezradnie ręce : "Sorry, Billy, zrozum : jesteśmy małym klubem, na małym rynku, a ty jesteś małego kalibru menadżerem. Tak już jest". Bagatela, budżet Athletics, to 40 mln dolarów ;]

        Billy wział się w baseballu wprost z boiska. Był obiecującym graczem, dostał się do ligi, ale nie odnalazł w sobie spełnienia talentu, o jaki go podejrzewano. Został więc skautem, czyli poszukiwaczem talentów, a z czasem - menadżerem. Nigdy jednak nie zapomniał o przeszłości. Wspomina ją w retrospekcjach. To ona go nakręca, ta porażka, niespełnienie w roli gracza. Ukrywana potrzeba uznania i sukcesu. Podobny jest w tym do bohaterów "Foxcatcher", zwłaszcza DuPonta, aczkolwiek akurat tamten był psychotykiem, a Billy jest po prostu ambitny.

        Na spotkaniu z menadżerem innego klubu, na ktorym Beane chce dopiąć transfer, poznaje młodego Petera Branda, absolwenta ekonomii na Yale [też świetny Jonah Hill], ktory intryguje go swoim wyglądem [garnitur, okularki i sylwetka dżentelmena nie mającego nic wspólnego z aktywnością sportową i pozycją wpływowego asystenta tego drugiego menadżera.

        POznają się. Peter sensownie mówi o tym w jakim błędzie tkwią wszyscy menadżerowie w MLB i jak bardzo pieniądze nie mają decydującego znaczenia w baseballu, co musi zainteresować Beane'a, który przecież chce odnieśc sukces nie mając kasy. I... po części nie mają złudzeń.

        Na "burzy mózgow' po sezonie, kiedy Billy spotyka się ze sztabem trenerskim i skaautami klubowymi, gdy trwa gorączkowe przerzucanie się nazwiskami i umiejętnościami graczy, których wypadałoby zatrudnić - Billy nagle przerywa wszystkim : "Przestańcie bujać w obłokach, o czym wy mówicie ? Nie stać nas na żadnego z tych zawodników. Spójrzmy prawdzie w oczy, jesteśmy na szarym końcu drogi do wodopoju, baseball nie ma w sobie nic romantycznego".

        Byłby Billy pozostał w apatii, pokornie akceptując imposyblizm, gdyby nie Peter. Młody człowiek ma bowiem swój własny pomysł na stworzenie zespołu : analizy statystyczne, na którym trzeba się oprzeć w selekcji graczy i późniejszym ustawieniu ich na boisku. Napisaał nawwet własny program komputerowy, który wszystkie dane segreguje i porządkuje. 'Gracz sprowadzony do jednej cyfry, oznaczącej jego produktywność" - powiada Peter.

        Billy przebija się przez te setki, tysiące tabelek i słupków z cyframi, niewiele z tego rozumiejąc. Chwyta jednak ideę i z miejsca czyni Petera swoim asystentem.

        Badania i analizy prowadzone przez Petera doprowadziły go do odkrycia, że w procesie tworzenia zespołu liczy się wzajemne dopasowanie graczy, a nie suma ich indywidualnych umiejętności, oraz : że bardzo wielu dobrych graczy ma kłopoty pozasportowe, w związku z czym kluby ich omijają i ich cena rynkowa jest bardzo niska. Trzeba więc ich skupować i nie przejmując się marną reputacją - dać szansę.

        I tak też się dzieje. Billy całkowicie ufa Peterowi i podąża za jego radami. Co ma do stracenia ?
        Nie wierzą za trenerzy, są skonsternowani propozycjami transferów, jakie przedstawia Beane [z nieodłącznym Peterem u boku]. Zwłaszcza zas nie akceptuje tej polityki główny trener Art Howe [Philip Seymour Hoffman]. Uważa, że Beane włazi mu w paradę.

        Przeciw sobie Beane ma również całą resztę : uważają oni, że nie można się opierać na statystykach, algorytmach, liczbach. Baseball, to coś więcej, to CZŁOWIEK, intuicja, doświadczenie. Starcie dwóch skrajnie róznych wizji.

        Kiedy zespół zostaje skompletowany i wypuszczony do gry : okazuje się, ze jest problem. TRener Howe sabotuje wszelkie instrukcje Beane'a. "Ja tu jestem od ustawiania graczy, a ty tylko od ich kupowania', zbywa wszelkie próby rozmowy. Co więćej, nie honoruje zawodników kupionych przez Beane,a zamiast nich wstawia ciągle tych, którzy już byli w zespole w poprzednich sezonach.

        I głównie z tego powodu drużyna przegrywa jak leci. Media [cały czas mamy komentarze offu do obrazków z boiska] tak przed sezonem i jak po rozpoczęciiu pokpiwają z "nieudanej rewolucji Beane'a", a on robi dobrą minę do złej gry. Zaniepokojonego właściciela zapewnia, że w dalszej częsci sezonu będzie lepiej, ale kiedy jest sam - trzęsie się ze strachu i frustracji. "Wierzysz w nasz plan ?", pyta Petera i długo mu się przypatruje, jakby chciał wyłapać najmniejszą oznakę wątpliwości."Wierzę", odpowiada Peter, ale... nie od razu.

        Billy jest z tym wszystkim sam, żona odeszła do innego, czasami widuje córkę i ma z nią świetny kontakt, ale w istocie 24 na 24 żyje baseballem.

        Beane ma specyficzne zwyczaje : nie ogląda meczów na stadionie, czasami słucha w tv albo radio i zawsze ćwiczy wtedy na siłowni. Taki przesąd. Jednocześnie jest racjonalistą i to chłodnym : nie spotyka się z graczami na codzień, bo nie chce się z nimi fraternizować, jako że utrudnia to późniejsze zwalnianie ich, co jest tutaj na porządku dziennym. Kiedy jednak uczy Petera - jak to się robi, jest bardzo przekonujacy. "Zrób to szybko, oni są zawodowcami, muszą umieć sobie radzić. Lepsza szybka kula w łeb niż długa agonia". Tak też Peter zachowuje się kiedy Billy wysyła go, by poinformował jednego z graczy, że został sprzedany.

        Rozmowy telefoniczne, podczas których ustalane są warunki transferów, to jedne z najlepszych scen w filmie.

        Billy na tyle ufa systemowi Petera i własnej pracy, że szukajac przyczyny niepowodzeń dociera do wniosku, że są dwa : a] fatalna chemia w szatni, gdzie prym wiodą wesołkowie, których w ogóle nie boli przegrywanie meczów, b] trener Howe, który ma za nic jego wytyczne

        Co robi Beane ? Transferuje wesołków, którzy przypadkowo są najlepszymi zawodnikami drużyny :] i ulubieńcami Howe'a. W ten sposób załatwia dwa w jednym i oczyszcza sytuację.

        W szatni jest teraz dobra atmosfera, a Howe musi korzystać z jego pomysłów. Efekt ? Athletes stają się sensacją ligi. Wygrywają 7... 11... 17... 19 !! meczów z rzędu. Media szaleją. To jest najdłuższa seria zwcięstw od 50 lat. I tylko jedno zwycięstwo od rekordu wszech czasów. Niesamowite.

        Peter i Billy uśmiechają się, kiedy komentatorzy sportowi mówię : "Tego nie da się wytłumaczyć, to irracjonalne". A oni dwaj dobrze wiedzą, skad się wzięły te wyniki. Bynajmniej nie z powietrza i cudu boskiego.

        Kwaśno się krzywią, kiedy media chwalą trenera Howe'a, widząc w nim sprawcę tych sukcesów. Zabawne, bo - jak już wiemy - Howe wręcz sabotował zwycięską taktykę :] To też ważny wątek : prawdziwego architekta sukcesów, który stoi w cieniu, w szatni, sam, nie zbiera laurów, nie jest w centrum zdarzen, choć przecież on je kreuje, on pociąga za sznurki.

        Beane zmienia się w trakcie sezonu : odwiedza graczy w szatni, romawia z nimi, kioedy musi jednego zwolnić, bo znalazł lepszego - robi to z wysiłkiem.

        Przychodzi moment historyczny. Mecz, w którym mogą pobić historyczny rekord serii zwyciestw. Beane'a nie a na stadionie, gdzieś jedzie autem, nie chce tam być, tej zasasdy trzyma się wiernie.

        Podczas jazdy rozmawia z córka i ona przekazuje mu wynik. Athletes prowadzą 11-0. Billy zawraca z piskiem opon i jedzie na stadion. Nieśmiało wchodzi na trybunę. Peter go widzi i jest zasszkowany ;] i od tego czasu... Athletes zaczynają tracić przewagę. cdn.



        • grek.grek "Moneyball" [2] 27.04.17, 13:57
          Jak gdyby naprawdę istniała klątwa związana z obecnością Beane'a na stadionie w trakcie meczu. Trudno powiedzieć, dlaczego Billy w to wierzy. może w związku z fiaskiem własnej kariery sportowej, które to ciągle wspomina.

          Rywale wyrównują stan meczu. I wtedy trener Howe wprowadza do gry zawodnika, którego sprowadził Beane, a któremu sam Howe nie chciał zaufać. Hatteberg był na aucie zawodowej kariery, miał problem z kontuzjami, zaczał "bać się piłek lećacych w jego kierunku". Beane dał mu kontrakt, bo Peter obliczył, że Hatty może być bardzo efektywny i... tani. Na sugestię Beane'a trenerzy przemodyfikowali pozycję boiskową Hatteberga, aby byl bardziej zespołowi przydatny, ale Howe nie chciał go wystawiać. Przemógł sie później, bo musiał, ale nadal nie był przekonany.

          Teraz jednak daje mu szansę i... Hatteberg wybija asa ! Athletes wygrywają i biją rekordy wszech czasów w liczbie zwyciestw z rzędu. Szał :]

          Mamy tutaj doskonale połączone zdjęcia archiwalne, z prawdziwego meczu Athletes, podczas którego się to wydarzyło i obrazki filmowe. Prawie nie do odróżnienia :]

          PObili rekord, który miał... 103 lata, bagatela !

          A Billuy Beane jest wtedy sam, w szatni, i tylko słyszy to szaleństwo jakie odbywa się na stadionie.

          Poznajemy go lepiej właśnie w tym momencie, tę jego obsesję zwyciężania. "Myslisz,że coś ważnego się stało ? - mówi do Petera - no to powiem ci, że nic się nie stało ważnego, JEŚLI... nie zdobędziemy mistrzostwa. Jesli przegramy, to się na nas wypną, zapomną, nikogo ten rekord nie będzie obchodził'. I dodaje : "Tylko jesli zdobędziemy mistrzostwo, nasza rewolucja będzie miała należyty wymiar i wymowę. Tylko wtedy. W przeciwnym razie - nic nie będzie znaczyła".

          W rundzie playoffs Athletes istotnie przegrywają. Nie awansują do finałowych rozgrywek. Billy jest niepocieszony. A media robią to, co przewidział... "Athletes nie byli dośc dobrzy, nie można komputerami, statystykami i liczbami zastąpić doświadczenia i myślenia, baseballu nie da się stworzyć od nowa". Rekord ? Jaki rekord ?

          Po sezonie Billy jedzie na zaproszenie właścidiela Boston Red Sox do siedziby tego kluibu. Tutaj wysłuchuje peanów pod swoim adresem i dostaje propozycję pozornie nie do odrzucenia : stanowisko menadżera legendarnego klubu, ogromny budżet gotów na zaakup najlepszych zawodników, a także pensję, która czyniłaby go najlepiej opłacanym menadżerem w historii.

          Długo bije się z myślami. Chodzi, jeździ, wyleguje się na murawie stadionu, nie może spać, wspomina przegrany sezon.

          Odwiedza Petera. Ten, widząc sumę proponowanego Billy'emu kontraktu w Red Sox, prawie traci przytomnośc.

          A widząc, że kolega jest bez formy, zabiera go do sali projekcyjnej. Pokazuje mu materiał filmowy z zawodnikiem, którego wytypował do transferu. Scena meczowa jest przedziwna : rzeczony gracz, o posturze buldoga, nielubiący biegać, wybija asa, a potem robi to czego robić nienawidzi : ciężko i z poświęceniem sprintuje, żeby zdobyc bazę. Gra jest jednak zatrzymana, a widownia śmieje się w głos... dlaczego ? Bo ten biedak nie zauważył, że wybił tego asa :] A skoro tak, to nie musi sprintować i rzucac się w piach, może obiec wszystkie bazy w spacerowym tempie. "A więc jest jeszcze romantyzm z baseballu...", z lekkim uśmiechem rzuca Billy.

          A potem... mamy informację, ze odmówił Red Soxom. Odrzucił rekordowe 12,5 mln dolarów pensji rocznej, odrzucił luksusowe warunki, by zostać w Athletes.

          i cóż za niesamowity paradoks ; 2 lata później Red Sox zdobyli mistrzostwo ligi. I osiągnęli to stosując metodologię po raz pierwszy wykorzystaną właśnie przez Athletes i Billy'ego Beana.

          Billy mógł spełnić swoje marzenia, nasycić i zaspokoić swoją obsesję ostatecznego triumfu. Gdyby tylko romantyzm nie owładnął nim i nie nakaął mu odrzucić oferty Red Sox.

          NIgdy później, oraz - jak dotąd, Billy Beane, jako menadżer, nie powtórzył tamtego wspaniałego sezonu z rekordem w tle.

          Why ?
          to proste - jako, że technologia wprowadzona przez Beane'a stała się normą dla wszystkich klubów, znów decydującym czynnikiem okazują się pieniądze, za które można kupić lepszych graczy :]

          doskonała puenta-klamra.

          I wspaniały film, z wnikliwą psychologią, doskonałymi dialogami i intrygującym spojrzeniem na background i backstage ;] zawodowego sportu. A wszystko na absolutnych fatkach oparte :]

          www.youtube.com/watch?v=AiAHlZVgXjk
          • grek.grek Re: "Moneyball" [2] 27.04.17, 14:12
            ten trailer przypomniał mi dwie rzeczy :

            a] yes, Billy rzuca krzesłami i demoluje biurko :] to są ilustracje jego przemożnej ambicji, czy niezdrowej... chyba raczej nie, aczkolwiek można dojsc do wniosku, że on naprawdę nie zazna nigdy spokoju i nie powie, że ma klawe życie dopóki nie zdobędzie ego mistrzostwa

            b] kiedy tak jeździ autem i bije się z dylematem : przyjąć tę super-propozycję czy wykazać się lojalnościa wobec obecnego klubu - córka dzwoni do niego i puszcza mu przez telefon wykonaną przez siebie piosenkę, chodzi o standard "Just enjoy the Show".

            linijka "I'm just a little girl lost in the moment/ I'm so scared but I don't show It" pasuje fenomenalnie do sytuacji w jakiej jest Beane, a zaśpiewana cienkim dziewczęcym głosem tworzy kapitalne środowisko do tej analogii :]
            • siostra_bronte Re: "Moneyball" [2] 27.04.17, 15:03
              Dzięki, Greku :)

              Bardzo zachęcająca recenzja! Ale tematyka bejsbolowa i Brad Pitt skutecznie mnie zniechęcają :)
              • grek.grek Re: "Moneyball" [2] 27.04.17, 15:44
                dzięki, Siostro :]

                szkoda ! :]
                to naprawdę dobre kino, a baseball wprawdzie stanowi fundament, ale esencją jest psychologia i wątek nauki w służbie sportu wyczynowego.

                Brad Pitt da się oglądać :]]
                • barbasia1 Re: "Moneyball" [2] 29.04.17, 00:02
                  >Brad Pitt da się oglądać :]]

                  Oczywiście! :))
                  • grek.grek Re: "Moneyball" [2] 29.04.17, 13:27
                    ;]
    • siostra_bronte Zdzisław Pietrasik nie żyje 26.04.17, 17:54
      Znakomity krytyk filmowy. Już go nie zobaczymy w TK...
      • maniaczytania i Jonathan Demme ... 26.04.17, 21:28

        • mala_ciekawostka Re: i Jonathan Demme ... 27.04.17, 09:42
          Szkoda... "Milczenie owiec" to jeden z moich ulubionych filmów.
      • barbasia1 Re: Zdzisław Pietrasik nie żyje 26.04.17, 23:13
        Wielka szkoda!
        [']
      • grek.grek Re: Zdzisław Pietrasik nie żyje 27.04.17, 12:33
        od lat związany był z Polityką.

        ostatnio, fakt, jakby rzadziej się udzielał, niemal wcale nie recenzował i nie pisał - może chorował ?
        • mala_ciekawostka Re: Zdzisław Pietrasik nie żyje 27.04.17, 13:15
          Najprawdopodobniej...
          • grek.grek Re: Zdzisław Pietrasik nie żyje 27.04.17, 14:15
            wykrusza się pewne pokolenie "Polityki', i w ogóle polskiej żurnalistyki, nieprawdaż, Mała Ciekawostko ?

            niedawno Janina Paradowska, teraz P. Pietrasik... oby na tych pożegnaniach, póki co się skończyło.
            • mala_ciekawostka Re: Zdzisław Pietrasik nie żyje 27.04.17, 17:03
              Masz rację, Greku. Niestety tak się dzieje...
    • siostra_bronte "Alicja" 27.04.17, 17:12
      W Kulturze o 20.20 film Allena. Był jakiś czas temu, ale zdaje się tylko Barbasia oglądała i nic nie napisała :)

      Może dzisiaj frekwencja będzie lepsza? Ja oglądam!
      • barbasia1 Re: "Alicja" 27.04.17, 23:46
        Ale ee napisałam, że "Alicja" podobała mi się. :)
      • grek.grek Re: "Alicja" 28.04.17, 12:23
        dzięki, Siostro :]

        wczoraj nie oglądałem, ale - widzę powtórkę w dzisiejszej ramówce, więc może mi się uda :"]
        • siostra_bronte Re: "Alicja" 28.04.17, 15:26
          O, może Ci się uda.

          Tak jak przypuszczałam, ten film nie wyszedł Allenowi. Niezły pomysł, parę fajnych scen, ale w sumie całość mało wciągająca. Zabrakło mi też zabawnych dialogów.

          Ale jak Ciebie znam znajdziesz w tym filmie jakieś plusy :)




          • grek.grek Re: "Alicja" 28.04.17, 15:42
            będę próbował, Siostro :]

            o, słabszy film Allena, choćby z tego względu - wydaje się interesujący :]

            na pewno będę szukał plusów ;]
          • grek.grek Re: "Alicja" 29.04.17, 13:36
            niestety, Siostro, nie udało mi się obejrzeć.

            po "Całym tym zgiełku" myślałem, że godzina snu wystarczy, ale jednak potrzebowałem więcej.

            wierzę jednak, że co się odwlecze, co to nie uciecze i już niebawem KUltura "Alicję' powtórzy i tym razem mi się uda :]
    • grek.grek "Artemisia" via Ct Art [1] 28.04.17, 13:13
      bardzo gustownie i w sumie - śmiało, zrealizowana opowieść o pierwszej w historii Europy artystce-malarce, Artemisi Gentileschi.

      Jest tutaj sztuka, jest namiętność, jest wreszcie obrazek rodzajowy z epoki.

      Artemisię poznajemy, kiedy ma 17 lat i wychowuje się w szkole zakonnej. Uwielbia chodzić do kościoła, ale nie dla ceremoniałów tam odprawianych, ale po to, by z ukradkowym zachwytem przyglądać się wspaniałym malowidłom na ścianach. Przedstawiają głównie męskie ciała, od nich zaczyna się sztuka Artemisi.

      W swoim pokoju rozbiera się i oglądając siebie uważnie w lusterku, zaczyna szkicować obrazki własnego ciała. Kiedy odkrywa to siostra przełożona, zmywa jej głowę, ale wtedy w obronę bierze ją ojciec, Orazio - świetny malarz, i powiada że Artemisia powinna się jeszcze dużo uczyć, aby dobre malować, lecz... "nie tutaj". Zabiera ją z powrotem do domu i od tej pory dziewczyna uczestniczy w zajęciach malarskich w pracowni ojca.

      Od razu są z nią problemy, bo ojciec zabrania jej malowania męskich aktów. Modela zasłania przed nią i kiedy inni uczniowie mogą go malować, Artemisia musi się zadowolić innymi tematami.

      Jest energiczna, rezolutna, śmiała i ciekawska. Podpatruje kochanków nieopodal plaży, a potem, kiedy sobie idą, sama układa się w pozycji kobiety, w wyglębieniu jakie tamta zrobiła w piasku. Ciało ludzkie jest jej fantazją i najdonioślejsztym wątkiem jej sztuki.

      Mówi o nim z offu, przyciszonym głosem.

      To że ojciec zabrania malowania męskich golasów, zupełnie jej nie powstrzymuje, żeby ich sobie znaleźć na własną ręke. Najbliżej jest jej rowieśnik - Fulvio i to on staje się jej pierwszym modelem. Artemisia bezceremonialnie rozbiera go do rosołu, w jakiejś jaskini przy plaży, i zapamiętale szkicuje jego akty.

      W pracowni ojca maluuje zwykle tradycyjne portrety róznych mieszczan, którzy koniecznie chcą mieć swoją podobiznę na ścianie własnego domu. Ojciec nie zdradza zleceniodawcom, że zrobiła to jego córka, bo najpewniej nie zapłaciliby za rzecz malowaną przez kobietę. Artemisia z ukrycia słucha radośnie, jak wysoko oceniane są jej dzieła, nie mając złudzeń, że zostałyby zjechane, gdyby tylko okazało się, że to nie jej ojciec jest ich autorem. Starszy pan Orazio przy okazji musi się tłumaczyć z niektórych przeinaczeń, jakie samowolnie wykonała córka, szukająć naprędce jakichś wyjaśnień.

      Artemisia chętnie wypuszcza się na plażę, gdzie obserwuje przy pracy wybitnego malarza, Agostino Tassiego. Łamie on kanony i maluje przy świetle dziennym, pod specjalnym namiotem, a cała oprzyrządowanie potrzebne do jego malarstwa nosi kilku tragarzy.

      Sama również zaczyna malować na zewnątrz, co Orazio poczytuje za herezję i poczciwie kręci głową, co też ta jego córka niesforna wyrabia.

      Orazio i Tassi są znajomymi. Orazio pewnie ma ponad 60-tkę, Tassi jest na oko 40-latkiem, rezprezentują dwa rózne podejścia do sztuki, dwa pokolenia. A teraz będą razem pracować nad zleceniem papieskim namalowania fresków w jednym z rzymskich kościołów.

      Rusztowania zostają wzniesione, farby wymieszane, szkice wykonane i pośród ciągłego ruchu i zgiełku ruszają prace nad tym wiekopomnym dziełem. KOściół odwiedza także Artemisia, żeby patrzeć na powstające malowidła. Przy pierwszym spotkaniu Tassi bierze ją zaa kandydatkę na modelkę, co ją nieco irytuje. "Aha, córka malarza", orientuje się po chwili.

      A wieczorem Artemisia zakrada się w pobliże kościoła i widzi malarzy biorących udział w jakimś seksie grupowym. Bawi ją ta cała scena, do momentu, kiedy Tassi nie wyczuje jej twarzy za oknem i nie rzuci na nią badawczego spojrzenia. Artemisia podrywa się do ucieczki.

      Dużo szkicuje. Wszystko, co tylko może, co zobaczy. Tę scenę grupowego seksu także. Jest niesamowicie pracowita.

      A nastepnego wieczora Tassi przyłapuje ją w kościele, do którego Artemisia zakradła się - juiż po zakończeniu dnia pracy malarzy pracujących nad freskami - aby je szkicować na własną rękę na kartkach papieru. Tassi przygląda się jej obrazkom, a ona na to : "Jak pan chce oglądać moje obrazy, to proszę przyjśc do mojego ATELIER !". Mówi to z wielką dumą, a Tassi zdumiewa się : "Ma pani atelier ?".

      I faktycznie przychodzi, raz bo zaintrygowany jest kobietą, co nie dośc że maluje, to jeszcze ma atelier, ale i dlatego, że Artemisia jest niezwykle urodziwa.

      Dziwią go zastane męskie akty, które stanowią znaczną częśc szkiców Artemisi, i pyta ją, skąd wytrzasnęła modela do nich ? Wreszcie pyta : "Mam być twoim nauczycielem czy spowiednikiem ?", i wyrokuje, że nie może i nie chce jej uczyć. Artemisia jest ogromnie zawiedziona. Wykrzykuje mu w twarz : "Kiedyś będę lepsza niż pan, i to pan będzie chciał uczyć się ode mnie !".

      To chyba ten wykrzyknik powoduje, że następnego dnia ojciec oznajmia Artemisi, że Tassi zgodził się ją uczyć. Dziewczyna jest wniebowzięta, chce od razu pędzić na lekcję.

      Początkowo studenci Tassiego żartują z niej, jest w końcu jedyną kobietą, która maluje obrazy, jaką na oczy widzieli, i może jedyną o której słyszeli. Tassi przeznacza jej osobne pomieszczenie do malowania, a z czasem zaczyna zabierać na wyprawy w teren, gdzie uczy ją perspektywy, pokazuje przerózne oryginalne techniki : malowanie patrząc na obiekt przez utwierdony na podstawce monokl albo mnalowanie patrząc na obiekt przez cienką kratkę, co pozwala na dokŁadniejse zaplanowanie obrazu i uzyskanie doskonalszych proporcji.

      "Maluj tak, jak dotąd nie próbowałaś, rozwijaj się, nie powielaj tego, co już umiesz", zachęca Artemisię.

      PObudza jej wyobraźnię : każe zamknąc oczy i w plastyczny sposób tłumaczy swoimi słowami jak wygląda obiekt. Artemisia maluje "na ślepo" podążąjąc za jego wskazówkami. Jest uradowana nowymi odkryciami, ale wkrótce powiada : "MNie tak naprawdę interesuje tylko KOLOR", na co Tassi "Tutaj ci nie mogę pomóc", na co ona : "Szkoda, ze wcześniej o tym nie wiedziałam". Zostaje jednak, bo nauki mistrza sa cenne, a poza tym : kiełkuje między nimi jakiś rodzaj wzajemnego przyciągania męsko-damskiego.

      Tassi przypadkiem odkrywa znajmość Artemisi z Flaviem. Artemisia ma własny namiot malarsk, naśladujący ten jaki ma Tassi, i kiedy mistrz przychodzi do niej w odwiedziny, zastaje ją w rozmowie z kolegą. Ukrywa się, ale Artemisia widzi go w lusterku i rzuca się do całowania Flavia. Żeby wzbudzić zazdrośc w mistrzu, co oznacza, że jej na nim zalezy.

      Prosi go, zeby jej pozował. Tassi jest zdziwiony, ale zamyka drzwi swojej pracowni, zdejmuje odzienie i wyraża milczącą zgodę. Artemisia ustawia go na łózku, w pozie leżącej dramatycznej. Kiedy zbliża się, żeby poprawić jego pozycję, Tassi próbuje ją pocałować, ale ona się opiera, przez chwilę mocują się, on odpuszcza, a ona ucieka.

      Niebawem jednak oboje są gotowi na seks, Tassi nie ma pojęcia że to pierwszy raz Artemisi. Sądzi, że skoro zna ona tak dobrze męską anatomię, skoro z tym Flaviem coś... to znaczy, że nie jest dziewicą. Skutek jest taki, że Artemisia doznaje bólu, pojawia się krew, a na dobitkę przerażenie. Ucieka z łózka, a Tassi skruszony przeprasza ją i wyznaje, że ją kocha.

      Artemisia do Tassiego chodzi z przyzwoitką, którą jej przeznaczył ojciec :] tassi znajduje jednak sposób, aby zająć Marisę, co by mieli czas dla siebie. KOnstruuje latawca i zaciekawia nim dziewczynę.

      Po tym przeżyciu seksualnym, Artemisia wraca do domu, zapłakana, ale trauma szybko ustępuje ciekawości - dziewczyna sięga raz po raz pomiędzy nogi, ogląda krew na swoich palcach i natychmiast wszystko to szkcuje.

      Prędko z tego wieczoru zostaje w jej pamięci tylko wyznanie miłosne Tassiego. Zostają kochankami i to Artemisia wykazuje inicjatywę. Maluje z zapałem jego portrety i częsciowe akty.

      Jeden z uczniów i współpracowników Tassiego orientuje się w sytuacji. Powiada o prawdopodobnym romansie jednego z papieskich wysłanników, którzy przyjeżdzają doglądać postępów w powstawaniu fresków w kościele. Przy okazji ten papieski wysłannik bez żenady kupuje u młodego malarza pornograficzne obrazki. cdn.




      • grek.grek "Artemisia" via Ct Art [2] 28.04.17, 13:50
        Orazio powiada, że ktoś rozpowszechnia takie "brednie" z zawiści i zazdrości. Zasiane ziarno nie daje mu jednak spokoju. Kręci się i wierci, wypytuje córkę o to "czego uczy ją Tassi", jej wiarygodne odpowiedzi,że 'perspektywy w malarstwie" w ogole go nie zadowalają.

        Pewnego dnia, widząc że Tassi niie przyszedł malować fresków, porzuca pracę i biegnie do jego pracowni. Zastaje na plaży Marisę puszczającą latawiec. Krew uderza mu do głowy. Zakrada się do okna i widzi swoją córkę i Tassiego w środku, oglądających obrazy... i półnagich oboje. Jest wstrząsnięty. A więc to prawda.

        Orazio popada w szajbę. Uważa że Artemisia została "zhańbiona", w kościele robi scenę Tassiemu - przez moment próbując wywrócić rusztowanie, na którym malarz pracuje nad freskkiem; generalnie pan ojciec jes rozstrzęsiony i panikuje, a wreszcie żąda żeby malarz ożenił się z jego córką, bo "tak nakazują zasady". Tyle że ani Tassi ani Artemisia nie mają ochoty na śluby i małżeństwa żadne.

        Macocha Artemisi wpada na "pomysł", żeby oskarżyć Tassiego o gwałt, wtedy będsie zmuszony poślubić dziewczynę. Orazio podchwytuje tę ideę.

        Sprawa trafia do sądu. Proces odbywa się w zimnej, ciemnej sali, a szefują mu kostyczni urzędnicy, cała ta scenografia przywodzi na myśl procesy, w których ludzi skazywano na stos albo inne równie przyjemne egzekucje.

        Kochankowie muszą odpowiadać na idiotyczne pytanie, Artemisia przechodzi upokarzajace badania ginekologiczne wykonane przez dwie zakonnice, a Tassi na czas procesu zostaje zamknięty w areszcie. Te lochy również kojarzą się wyjątkowo niemiło.

        Adwokat nakłania Tassiego,żeby obciązył winą dziewczynę, ale ten stanowczo odmawia. Ona też gorąco zaprzecza sugestii, ze Tassi ją "zgwałcił', głośno wyznają sobie uczucia, ale nic nie trafia do otoczenia.

        Artemisia odwiedza Tassiego w więzieniu, jak podczas lekcji na plazy : ona zamyka oczy, a on mówi jej o widoku zza krat, o 'dwóch wzgórzach, które stykają się ze sobą i tworzą jedność".

        Co gorsza Tassiego pogrąza jego rodzona siostra, która przyjeżdza z Florencji specjalnie po to, by zaświadczyć, że on ma tam żonę, a i tę żonę zdązył zdradzić z jej własną siostrą. "Mój brat, to człowiek zły i niebezpieczny", podsumowuje lodowatym głosem.

        Artemisię obciążają jej szkice. Adwokatura, zupełnie nie zwracając uwagi na protesty Tassiego, uderza w te właśnie tony. Przed widownią i sędziami zaprezentowane zostają akty męskie namalowane przez Artemisię. Głosy oburzenia idą w zawody z głosami potępienia. Artemisia nagle doznaje zawrotu głowy, głosy, obrazy, twarze, wspomnienia, wszystko miesza się i wiruje, tak że omal nie przyprawia ją o utratę przytomniości. Ten proces ją wykańcza psychicznie, zwłaszcza że nikogo nie obchodzi jej zdanie, a już zwłaszcza jej cnota, rzekomo naruszona.

        Orazio rozpaczliwie próbuje jej bronić, mówi że to jego obrazy, ale poddaje się i załamuje, kiedy okazuje się, że każdy z nich sygnowała Artemsia swoim imieniem.

        Sędzia w końcu zabiera oboje na stronę i w osobnej sali przeprowadza "test prawdy" na Artemisi. Każe ścisnąc jej sznurkiem palce i kiedy dziewczyna omdlewa z bólu - pyta ją : "czy on cię zgwałcił ?!". Kiedy ona zaprzecza, każe ściskać mocniej i znów pyta. "Test prawdy", który ma zmusić ją do oskarżenia Tassiego albo skończyć się połamaniem palców.

        Wreszcie Tassi nie wytrzymuje i sam siebie oskaża o "zgwałcenie" jej. Żeby tylko oszczędzić jej bólu.

        Z kontuzjowanymi palcami dłoni Artemisia nie może malować, na dodatek choruje, ma gorączkę. Orazio przygląda się jej z ojcowską troską.

        Tassi zostaje skazany na 2 lata więzienia za "gwałt".

        Artemisia powraca do zdrowia, wiele czasu spędza w swoim malarskim namiocie, nosi ciemne suknie i widac jak nagle i szybko dojrzała.

        Odmawia ojcu pomocy przy wykańczaniu fresków w kościele. On się kaja : "Kiepski ze mnie ojciec, niczego ci nie dałem, żadnego talentu, tylko ból", na co ona : "Dałeś mi bardzo wiele. Wyeliminowałeś wszystkie rzeczy, które mogłyby mnie odwieść od malowania". Zapewne mówi o miłości, którą tatuś jej storpedował, na podstawie przesądów i egoizmu własnego.

        Wreszcie Artemisia decyduje się wyjechać. Wie, ze musi, a kiedy macocha troszczy się o to, co poczuje jej ojciec, dziewczyna odpowiada "On też wie, że muszę. Będzie tęsknił, ale na tęsknotę się nie umiera, wiem coś o tym".

        I oto w ostatniej scenie Artemisia idzie na plaę, aby malować te wzgórza stykające się ze sobą", o których mówił jej Tassi. On je widzi zza krat, a ona będzie malować z pomocą tej kratki, którą on sam zaprojektował. Artemisia słyszy głos Tassiego, opisujący te wzgórza, widzimy jej oczy i palce obejmujące perspektywę obiektu, i oczy - kobiety już, nie dziewczyny.

        W epilogu mamy informację, że Artemisia i Tassi nigdy się już nie spotkali. Z ojcem zobaczyła się dopiero 10 lat później.

        Bardzo udana biografia filmowa, wg mnie : zachwycająco sfotografowana, z udziałem architektury z epoki, z przykuwającą uwagę Valentiną Cervi w roli głównej, i Miką Manojlovicem-Tassim, oraz Michelem Serraultem w roli Orazia. Wspaniała muzyka Hindusa Krishny Levy'ego, sugestywnie współgrajaća z prezentacjami obrazów, szkiców i scen ściśle oddających nastrój tworzenia sztuki.

        o kobiecie film najlepiej reżyseruje zwykle inna kobieta, i tak jest też tutaj - Agnes Merlet nazywa się pani reżyser.

        www.youtube.com/watch?v=6aE8VT-Gsgs





        • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 28.04.17, 17:25
          a'propos procesowych scen, zapomniałem dodać jedną ważną rzecz.

          nie dość, że wśród szkiców Artemisi znajdują się męskie akty z genitaliami, co ma dowodzić, że dziewczyna jest "rozwiązła", to jeszcze znajduje się obraz, na którym Tassi zostaje sportretowany w pozie Holofernesa, co dla jego adwokatów jest niezbitym dowodem na to, że Artemisia uważała siebie za Judytę, a zatem : Tassi jest ofiarą jej intrygi ! Ten obraz ma tego dowodzić ponad wszelką wątpliwość.

          przepraszam, że tak na raty, ale zupełnie wyleciał mi z głowy ten moment filmu :]

          szkoda, że nie ma funkcji edytowania postów ;]
          • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 00:01
            W wikipedii piszą o filmie Agnès Merlet, że "wbrew wiedzy historycznej Agostino Tassi i Artemisia Gentileschi zostali przedstawieni jako kochankowie"!
            • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 13:25
              o, ciekawa informacja, Barbasiu.

              kto wie, jak było naprawdę... :]
              • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 18:17
                Podobno (za wikipedią), Artemisia została zgwałcona przez Agostino Tassiego, "i mimo jego woli poślubienia jej, zaskarżyła go do sądu.Podczas procesu była poddana torturom, co miało w wyobrażeniu sądu uwiarygodnić jej zeznania. Tassi, który planował, jak dowiedziono podczas procesu, zabić swoją żonę i ukraść część obrazów ojca Artemizji, został ostatecznie skazany na 1 rok więzienia"
                I
                "To przeżycie wywarło wpływ na malarstwo Gentileschi, np. Judytę zabijającą Holofernesa namalowała niedługo po tym wydarzeniu".
                • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 18:22
                  o, ciekawe informacje, Barbasiu.

                  zmieniają całkowicie ocenę i sens całej historii [opowiedzianej w filmie].
                  pani reżyserka, na to wygląda, stworzyła tzw. wariację na temat :]
                  • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 19:03
                    Cześć, Greku! :)))
                    • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 13:11
                      cześć, Barbasiu !!! :]]
                      • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 18:05
                        Cześć, Greku! :)))

                        To dla Ciebie, bez okazji! ;)

                        www.galeriasd.pl/artysci/wilkon_jozef/wilkon_jozef4.jpg
                        • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 18:21
                          cudowne ! :]

                          dzięki, Barbasiu, zaraz sobie ten obrazek wydrukuję, bo jest przeuroczy !
                          • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 19:06
                            :)))

                            Cieszę się, że Ci się bardzo podoba, tak jak i mnie.

                            Zuwazyłeś, że autorem jest Józef Wilkoń, wybitny ilustrator, malarz, rzeźbiarz.
                            • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 01.05.17, 12:58
                              cieszy mnie to, Barbasiu :]

                              p. Wilkoń jak widać jest też sympatykiem kotów :"]
                        • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 18:22
                          cześć, Barbasiu !!! :]]
                          • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 19:07
                            Cześć, Greku! :))
                • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 19:02
                  W angielskiej wikipedii piszą tak:

                  In 1611, her father was working with Agostino Tassi to decorate the vaults of Casino delle Muse inside the Palazzo Pallavicini-Rospigliosi in Rome, so Orazio hired the painter to tutor his daughter privately. During this tutelage, Tassi raped Artemisia.[6][7] Another man, Cosimo Quorli, was also involved.[8] After the rape, Artemisia continued to have sexual relations with Tassi, with the expectation that they were going to be married and with the hope to restore her dignity and her future. Tassi reneged on his promise to marry Artemisia. Nine months after the rape, when he learnt that Artemisia and Tassi were not going to be married, Orazio pressed charges against Tassi.[9] Orazio also claimed that Tassi stole a painting of Judith from the Gentileschi household. The major issue of this trial was the fact that Tassi had taken Artemisia's virginity. If Artemisia had not been a virgin before Tassi raped her, the Gentileschis would not have been able to press charges. During the ensuing seven-month trial, it was discovered that Tassi had planned to murder his wife, had engaged in adultery with his sister-in-law, and planned to steal some of Orazio’s paintings. During the trial, Artemisia was subjected to a gynecological examination and torture using thumbscrews to verify her testimony.

                  en.wikipedia.org/wiki/Artemisia_Gentileschi
                  Może więc wizja pani reżyser zawiera sporo prawdy...
                  • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 13:09
                    sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, Barbasiu :]

                    istotnie, ten zapis jest już bliski wersji filmowej, aczkolwiek tutaj operuje się terminem 'gwałt", a w filmie ten "gwałt" - owszem : zostaje zaprotokołowany w aktach procesowych, ale tylko z powodu wymuszenia na Tassim przyznania się do niego, poprzez poddawanie jego kochanki bolesnej procedurze.



                    • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 30.04.17, 18:07
                      Tak.
        • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 28.04.17, 23:59
          Ciekawa historia! Dzięki, Greku!
          • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 13:23
            dzięki, Barbasiu :]

            yes :]
            żałuję tylko, że to czeska publiczna telewizja sięga co tydzień po nowe filmy, a TVP raczy nas coraz liczniejszymi powtórkami powtórek.
            • barbasia1 Re: "Artemisia" via Ct Art [2] 29.04.17, 18:12
              > żałuję tylko, że to czeska publiczna telewizja sięga co tydzień po nowe filmy,
              > a TVP raczy nas coraz liczniejszymi powtórkami powtórek.

              No tak, heh.
      • grek.grek Re: "Artemisia" via Ct Art [1] 28.04.17, 15:45
        * mówi o prawdopodobnym romansie Tassiego z Artemisią - jedneMU z papieskich wysłanników :]

        A ten wysłannik zwierza się z tego Orazio, ojcu Artemisi.

        przepraszam za nieścisłość w tzw.oryginalnym zapisie :]
    • grek.grek 20:25 TVP Kultura "Cały ten zgiełk" 28.04.17, 15:49
      ceniony broadwayowski choreograf składa swoje życie i zdrowie na ołtarzu prawdziwej sztuki :]

      chyba jeszcze nie mieliśmy okazji rozmawiać o tym filmie ?
      Złota Palma w Cannes i zdaje się status filmu kultowego już [dzisiaj].

      spróbujemy ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:25 TVP Kultura "Cały ten zgiełk" 28.04.17, 15:54
        Widziałam, ale dawno temu. Pamiętam niektóre sceny i mocny finał. No i zawsze lubiłam Roya Scheidera.

        Z przyjemnością sobie przypomnę.
        • grek.grek Re: 20:25 TVP Kultura "Cały ten zgiełk" 28.04.17, 17:27
          świetnie, Siostro :]

          dla mnie to będzie seans numer pierwszy, więc cieszę się na znajomość z klasyką kina... kultowego ;]
        • grek.grek "Cały ten zgiełk" - kilka zdań po seansie 29.04.17, 14:01
          świetne kino !

          Wizjonerskie, oniryczne "Halucyjnacje szpitalne", to kawał naprawdę doskonałego kina, wiwisekcja duszy, rozrachunek z życiem, przygotowanie do śmierci, a wszystko wyrażone piosenkami i układami tanecznymi. Piosenka pożegnalna z życiem - bez smutku i żałoby, lecz z uśmiechem i pląsami - naprawdę ujmująca.

          Doskonałe opisy backstage broadwayowskiego teatru, musicalu : selekcja, treningi, wysiłek, no i nieustanna obecność producentów, sponsorów, mecenasów, którzy nie znają się na rzeczy, ale wykładają pieniądze, więc decydują o wartości spektaklu, kierujac się oczywiście możliwościami sprzedaży danego 'numeru". Co widać przy prezentacji erotyzującej sceny, ktorą jeden z nich podsumuje półgłosem : "matki z dziećmi na to nie przyjdą...".

          Nic dziwnego, że Gideon jest sfrustrowany, jego projekt zmierza nieuchronnie do klapy i odrzucenia, w jakiś sposób ilustruje to schyłkowy moment jego życia.

          Spala się w pracy i ciągłym rozmyślaniu o możliwym niepowodzeniu, popija, pali jak smok, zakrapia sobie oczy, żeby ukryć bezsennośc i zmęczenie, cuci się codziennie rano zimnym prysznicem - ten nawracający referen porannego rytuału, kończonego coraz bardziej wymuszonym uśmiechem do lustra i słowami "Showtime !" : jest świetny.

          Ubawiła mnie scena badania płuc jakie przechodzi Gideon : on pali papierosa, lekarz pali papierosa, obaj zanoszą się od kaszlu palacza ;]]

          Ze scen tanecznych zdecydowanie wybieram tę, którą wykonują aktualna dziewczyna Gideona wraz z jego córką - u niego w domu. Co za miękkośc ruchów ! :]

          Aczkolwiek jest tych scen tak wiele, że zaryzykowałbym opinię, iż wszystkie są znakomite.

          Urzekła mnie scena narady komisji, która opiniuje nowe pomysły Gideona - w pewnym momencie gwar i rejwach towarzyszący tej naradzie zaczyna cichnąć, Gideon przygląda się tylko ich bezgłośnemu harmidrowi, rozgadanym ustom, nadmiernej ekspresji. I myśli sobie chyba, ze to jakiś małpi gaj, w którym jego sztuka ginie i traci znaczenie.

          Sceny szpitalne : zabawa z szampanem, zaczepianie pielęgniarki, dyktowanie menu z sugestią : "... a w czwartek umieram, więc proszę o coś lekkiego", a potem ta bezładna ucieczka wprost do podziemia pełnego rur kanalizacyjnych, pośród których Gideon brodzi w wodzie po kostki [czy ta scena jest wizją czy jest realna ? Nie pamiętam już dokładnie, czy on widzi siebie na podnośniku reżyserskim w ciągu wizyjnym czy w realu sobie to wyobraża ?].

          Świetny pomysł z konsultacjami, jakie Gideon-reżyser przeprowadza z nieprzytomnym Gideonem leżącym w szpitalnym łózku.

          Niezwykle atrakcyjne tancerki ! :]

          Piosenka początkowa, traktująca o świecie broadwayowskich marzeń i ceny jaką trzeba ponieśc za próbę ich realizacji, bez gwarancji powodzenia.

          Znakomity "numer", w ktorym kobiety, muzy Gideona, napominają go, by "Zmienił styl [życia; bo inaczej umrze]". Tyle, że to tylko wizja, a na zmiany jest za późno, zresztą : czy ktoś taki jak Gideon zmienił by cokolwiek, nawet gdyby dostał możliwość cofnięcia się w czasie ? Wydaje się, że to niemożliwe.

          To taki bohater, którego trudno nie polubić : ujmujący, zaangażowany, z pasją, nieuporządkowany i zdający się na instynkt.
          Bardzo dobra jest ta scena, kiedy wyobraża sobie, jak pewien nieśmieszny stand-uper rzekomo siedzi przy jego łózku w szpitalu i przeprowadza jego psychoanalizę, opowiadająć mu o jego lękach i rzekomej "nadmiernie kobiecej naturze".

          Komiczna jest też postać tego czarnoskórego konferansjera, którego teksty Gideon zna na pamięć, bo facet powtarza je od niepamiętnych czasów :}

          No i oczywiście dialogi z imaginacją zmarłej żony[?], granej przez Jessicę Lange. Przynoszą mu pewną ulgę, może dlatego, że ona niczego nie oczekuje, nie stwarza presji, nie ma wymagań. Swoją drogą, moment, kiedy zespół wykonuje jakiś złożony układ taneczny, kończy go i kilkanaście par oczu z natężeniem, nadzieją, niepewnością wpatruje się w Gideona czekając na jego ocenę, a on jest kompletnie wyjęty z kontekstu i raz : nie wie, czy oni to zatańczyli, tak jak on chce ? nie wie - JAK by chciał, żeby zatańczyli ?, a wreszcie - nie może znieść tego ich wyczekującego wyrazu twarzy - jest niezwykle symboliczny.

          Gdzieś mignęło mi porównanie "Zgiełku" do "Osiem i pół".
          ciekawa sugestia, na pewno coś jest na rzeczy.

          jak sądzisz, Siostro ?

          Czcigodni ?
          • siostra_bronte Re: "Cały ten zgiełk" - kilka zdań po seansie 29.04.17, 14:50
            Dzięki, Greku :)

            Zgadzam się całkowicie, znakomity film!!!

            Jak zaczęłam go oglądać to okazało się, że świetnie pamiętam kolejne sceny. Po tylu latach. Co oczywiście świadczy o nim jak najlepiej.

            Świetny jest klimat filmu. Kapitalny montaż. Ten powracająca scena porannego rytuału -znakomite!

            Greku, dla mnie było oczywiste, że Jessica Lange to...Śmierć we własnej osobie. Przynajmniej tak, Gideon, kobieciarz, musiał ją sobie wyobrażać :) Kolejne przebitki czasem, kilkusekundowe, kiedy bohater czuje, że coś złego się z nim dzieje i wtedy pojawia się Lange. Pod koniec filmu zbliża się do niego coraz bardziej, zdejmuje woalkę, w innej scenie rozpuszcza włosy, na końcu chce go pocałować. Koncept z personalizacją śmierci wydaje się może pretensjonalny, ale tutaj to działa!

            Są tu sceny autentycznie poruszające, podszyte rozpaczą, zwłaszcza te w szpitalu, gdzie Gideon już się nie zgrywa. Bo zdaje sobie sprawę, co go czeka.

            Kiedy poddaje się jakiemuś badaniu, lekarz pyta go jak się czuje. Nasz bohater odpowiada po prostu: "boję się". Albo scena kiedy Śmierć-Lange chce go pocałować, oczywiście w jego wyobraźni, a Gideon prosi: "NIE TERAZ". I błąka się, samotny, po jakichś podziemiach szpitala, a tle słyszymy fragment skeczu z jego filmu: "Tylko JA umieram. Nikt inny. Mój lekarz nie umiera. Ma się świetnie...". I ta mocna scena, kiedy Gideon całuje jakąś cierpiącą pacjentkę, mówiąc, że dla niego jest najpiękniejsza...

            No i muszę wspomnieć o zakończeniu. Po radosnej, efektownej scenie z "Bye bye life" Gideon zbliża się do czekającej do niego Śmierci. Lekko się uśmiecha. A potem powrót do rzeczywistości: ciało Gideona w plastikowym worku. Sucha, lakoniczna, wstrząsająca scena.

            Dla mnie bohater nie jest postacią sympatyczną. Chyba go jednak nie polubiłam. Zwłaszcza za sposób w jaki traktował kobiety. Ale to nawet ciekawsze, bo trudno mi było o łatwe współczucie.

            Naprawdę poruszające, wspaniałe kino!!

            O, zdecydowanie są tu nawiązania do "8 i pół", ale to Ty jesteś tutaj specjalistą od tego filmu :)


            • siostra_bronte Re: "Cały ten zgiełk" - kilka zdań po sea 29.04.17, 15:13
              A, jeszcze ta świetna scena czytania scenopisu. Gideon przestaje słyszeć co się dziej dookoła, bo bardzo cierpi, pot spływa mu z czoła, aż łamie ołówek, żeby jakoś wytrzymać. Zresztą w następnej scenie jest już w szpitalu.
              • grek.grek Re: "Cały ten zgiełk" - kilka zdań po sea 29.04.17, 16:47
                tak ! znakomita scena !


            • grek.grek Re: "Cały ten zgiełk" - kilka zdań po sea 29.04.17, 16:45
              :]

              zdecydowanie, Siostro ;]
              dobre zakonserwowanie filmu w pamięci, to dowód na to, że w naszym odczuciu był ważny.

              Albo że... oglądaliśmy go nader często ;] [mnie się tak utrwaliły filmy z wyczynowcami a'la van Damme, hehe - zgoła niewybitne jednak].

              ach, no tak - świetna interpretacja, Siostro !
              I ma głęboki sens, od razu widzę ten film w dodatkowej aurze.
              rzeczywiście, ta Pani Śmierć w odpowiednich momentach pasuje znakomicie i wyjaśnia stan ducha bohatera.

              świetnie to wszystko opisałaś.

              mnie się ta scena finałowa wydaje mimo wszystko... optymistyczna, na swój sposób :]
              Gideon umiera, ale on umiera gdzieś poza realnością, gdzie śmierć faktycznie ma wymiar ciała zapakowanego w plastikowy worek.

              on umiera w świecie sztuki, na scenie, słysząc muzykę, widząc zabawę, swój showtime!. to pocieszająca wizja, że śmierci wprawdzie nie można uniknąć, ale można jej nie poczuć, można przejść tam krokiem tanecznym i rozbawionym, dzięki sztuce właśnie.

              no tak, Gideon miewa słabsze momenty.
              niemniej, mnie jakoś ujęła jego życiowa energia, pewna lekkość i wdzięk, na których jest napisany. Swoją drogą, reżyser ponoć wzorował tę postać na... sobie samym, więc zapewne odpowiednio tutaj podkręcił niektóre cechy jej charakteru, żeby zrównoważyć krępującą szczerość ;]

              yes !

              o, specjalista ze mnie żaden, Siostro, ale dziękuję za taką sugestię :]
              ja tylko przepadam za "Osiem i pół" ;]

              wydaje mi się, że podobieństwo jakieś jest, tu i tam reżyser, tu i tam - w krytycznym momencie swojego życia i kariery zawodowej, tu i tam - głęboka introspekcja, tu i tam - rozważania nt sztuki, tu i tam - analiza związków z kobietami, tu i tam - nastrój schyłkowy, tu i tam - finałowa radość życia, u Felliniego : w postaci korowodu postaci/ludzi, u Fosse'a - odbywający się w podświadomości bohatera w formie tego showtime!, choć ofk konteksy są rózne.

              tyle zdołałem skojarzyć ;]

              a jak Ty sądzisz ?

    • grek.grek 22:00 TVN "Interstellar" 28.04.17, 15:53
      kasowy hit, jesli się nie mylę ? :]

      z opisu wynika, że to wystawne i ambitne science-fiction, reżyserem jest sam Christopher Nolan, a fabuła opisuje wyprawę w kosmos, podczas której specjalna ekipa naukowców ma wyszukać planetę, na którą ludzkośc mogłaby się przeprowadzić, gdy na Ziemi skończą się warunki sprzyjające życiu.

      powtórka z soboty/niedzielę o 1:05.

      jakoś ten drugi termin pasuje mi bardziej :], a Wam ?
      • siostra_bronte Re: 22:00 TVN "Interstellar" 28.04.17, 15:57
        Szkoda, że dopiero o 22.00! Kończy się po 1 w nocy. Nie wiem czy dam radę obejrzeć do końca.

        Nie rozumiem, dlaczego atrakcyjna premiera nie leci w prime timie. Przecież "Shrek" był w tv już ze sto razy!
        • grek.grek Re: 22:00 TVN "Interstellar" 28.04.17, 17:28
          racja, Siostro !

          jak widać, kuriozalne ruchy ramówkowe są specjalnością nie tylko TVP.
        • grek.grek Re: 22:00 TVN "Interstellar" 29.04.17, 16:48
          I jak wyszło ostatecznie, Siostro - udało Ci się obejrzeć choć kawałek filmu ?
          • siostra_bronte Re: 22:00 TVN "Interstellar" 29.04.17, 17:13
            Tylko kawałek, jakieś 15 min. Uznałam, że nie ma sensu dłużej, skoro i tak nie dotrzymałabym do końca.

            A jak u Ciebie? :)
            • grek.grek Re: 22:00 TVN "Interstellar" 29.04.17, 17:51
              rozumiem, Siostro :]
              mam podobne podejście :]

              o, mam nadzieję obejrzeć dziś w nocy, ale nie mam zielonego pojęcia, czy zdołam.

              ok 23:00 jest walka bokserska [Joshua vs Kliczko] na którą wybieram się "po znajomości", jako ze leci w RTL, a ten z kolei na Astrze, którą to - z kolei - mają moi krewni. No i ja się... zaprosiłem do nich na wieczór ;]

              mam blisko, więc wrócę prędko, ale czy zdołam obejrzeć film od 1:00 do - jak widzę w ramówce - 4:00, to już [dla mnie samego] intrygująca zagadka ;]

              niewątpliwie podejmę próbę, a co z tego wyjdzie - będę raportować jutro.
              kawa, zapalone światło, zimna woda... spróbuję wszystkiego, żeby nie tylko powstrzymać szarże Morfeusza, ale i rozumieć cokolwiek z tego, co dzieje się ne ekranie ;]
            • grek.grek "Interstellar" / boks na Wembley :] 30.04.17, 13:25
              PS : Siostro, zostało mi jakieś 45 minut do końca "Interstellar", więc mam nadzieję dziś uzupełnić i będe gotów, żeby napisać coś więcej :]

              a wcześniej brytyjski czempion Joshua pokonał Kliczkę na ringu ustawionym na stadionie Wembley :]

              początek ostrożny, czujny.
              w 5 rundzie Anglik wycelował i posadził Ukraińca, który po liczeniu jednak wrócił do gry i jakoś przetrwał trudny moment.

              niespodziewanie, od tego momentu Joshua zaczał wyglądać jak cięzko zmęczony człowiek, który za chwilę będzie potrzebował butli z tlenem.

              Kliczko to zauważył i śmielej zaatakował. w 6 rundzie Joshua zapoznał się z matą ringu. Kliczko zyskał przewagę, był szybszy, mobilniejszy i wydawało się, że odrobi straty. Anglik się cofnął, walczył bez podejmowania ofensywnego ryzyka i tylko od czasu do czasu kontrował w odpowiedzi na nieustannie działający lewy prosty KLiczki.

              dobre 4 rundy zajęło Joshui przetrwanie kryzysu w jaki wpadł. A kiedy już przetrwał i złapał drugi oddech, to ruszył do bezkompromisowego natarcia i znokautował mistrza z Ukrainy.

              W 11 rundzie trafił KLiczkę w brodę, zachwiał nim, a następną serią ciosów rzucił na matę. Kliczko był liczony, ale wstał, przyjął postawę. Joshua chwilę odczekał i znów zaczął bombardować, znów nokdaunując mistrza z Ukrainy. Znów liczenie. I znów KLiczko podejmuje dalszą walkę. Joshua naciera seriami sierpowych i prostych. Sędzia widzi, że KLiczko przestaje odpowiadać ciosami, za chwilę może zostać poważnie uszkodzony, że ta walka nie ma dalszego sensu.

              Przerywa ją i Joshua zostaje zwycięzcą.

              po walce Team Kliczko miał jakieś pretensje do Anglika, który wdał się w ożywioną dyskusję z nimi. Chyba chodziło o to,że po przerwaniu walki przez sędziego brytyjski mistrz przeciągle i z małym uśmiechem szyderczej wyższości spojrzał na pokonanego ?

              Ale do końca nie wiem, a niemieccy komentatorzy nie ułatwili mi zadania, bo oni świetnie mówili po niemiecku, a ja w ogóle nie znam tego języka, no może poza paroma zwrotami z Klossa, więc nie doszło do między nami do porozumienia na polu komunikacyjnym ;]
              • barbasia1 Re: "Interstellar" / boks na Wembley :] 30.04.17, 18:33
                > Ale do końca nie wiem, a niemieccy komentatorzy nie ułatwili mi zadania, bo on
                > i świetnie mówili po niemiecku, a ja w ogóle nie znam tego języka, no może poza
                > paroma zwrotami z Klossa, więc nie doszło do między nami do porozumienia na po
                > lu komunikacyjnym ;]

                Hahaha! :)))

                Świetna relacja!
                Kliczko pokonany!!? Era Kliczki już minęła?
                • grek.grek Re: "Interstellar" / boks na Wembley :] 30.04.17, 18:37
                  ;]]

                  dzięki, Barbasiu ;]

                  o, to ciekawe pytanie.
                  wprawdzie pan Kliczko ma z RTL kontrakt na kolejne 3 walki, ale pytanie, czy jest jeszcze w stanie rywalizować na poziomie mistrzowskim, z tą młodą generacją zawodników.

                  to jego druga porażka z rzędu, ale na pewno jest wciąz atrakcyjnym, trudnym rywalem, więc moze jeszcze dostanie szansę stoczenia pojedynku o mistrzostwo świata.
                  • barbasia1 Re: "Interstellar" / boks na Wembley :] 30.04.17, 19:09
                    Rozumiem. :)
    • grek.grek "Milczenie owiec" raz jeszcze 29.04.17, 18:25
      rozmowa o filmie, który lubimy :]

      I to z udziałem pary, rzec by można, klasycznej w rzeczywistości świata filmu :]

      film.onet.pl/perly-kina-ekranizacje-literatury-milczenie-owiec/szffr
      • mala_ciekawostka Re: "Milczenie owiec" raz jeszcze 30.04.17, 12:13
        Dzięki za link:)
        • grek.grek Re: "Milczenie owiec" raz jeszcze 30.04.17, 13:12
          cała przyjemność po mojej stronie, Mała Ciekawostko :}
      • barbasia1 Re: "Milczenie owiec" raz jeszcze 30.04.17, 18:04
        Ten post mi przypomniał o 3. sezonie "Hannibala", na który wciąż czekamy. Trzeba będzie chyba obejrzeć sobie samemu w necie.



        • grek.grek Re: "Milczenie owiec" raz jeszcze 30.04.17, 18:20
          bardzo celna uwaga, Barbasiu :]

          miejmy nadzieję, że ten 3 sezon już niebawem do nas zawita.
          poprzednie oglądaliśmy chyba w TV Puls, prawdaż ? :]
          • barbasia1 TV Puls "Hannibal" - kiedy sezon 3? 30.04.17, 19:13
            Tak, sprawdziłam, w TV Puls oglądaliśmy "Hannibala". W takim razie przypominamy TV Puls, ze mam nam pokazać sezon 3.
            • grek.grek Re: TV Puls "Hannibal" - kiedy sezon 3? 01.05.17, 12:59
              słuszna uwaga, Barbasiu ! :]

              TV Puls, czekamy na 3. sezon "Hannibala" !
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "DZiewczyna z szafy" 30.04.17, 16:15
      jeśli nie widzieliście poprzednim razem - koniecznie obejrzyjcie dzisiaj :]

      w polskim kinie : film inny niż wszystkie.

      informatyk opiekuje się autystycznym bratem, a w mieszkaniu naprzeciwko mieszka młoda izolantka - losy tego tercetu muszą się spleść.

      żaden opis nie odda jednak istotnego sensu tej opowieści, magicznego [realizmu] jaki zostaje w niej stworzony, wejścia w delikatną psychologię relacji między bohaterami, którzy są radykalnymi outsiderami, jakich aktualnie polski film nie produkuje, bo niewielu w nim reżyserów finezyjnych i śmiałych, umiejących robić art house i jednocześnie czynić go zjadliwym dla szerszej widowni. Bodo Kox jest jednym z wyjątków.

      oryginalne, inteligentne, subtelne, zabawne - jedno z najciekawszych dokonań polskiego kina w ostatnich latach :]

      wyczekiwać będę/będziemy Waszych recenzji ! :]


    • barbasia1 Barbra Streisand - urodzinowo 30.04.17, 17:54
      24 kwietnia obchodziła Barbra Streisand urodziny. 70!
      200 lat! Barbra!


      www.youtube.com/watch?v=lT2TJIf_zMg
      Barbra Streisand - Alone In The World z filmu "Wydział Rosja" (1990)

      "Tonight
      Why not pretend
      We're alone in the world
      And that we're safe
      From the storm out there
      You'll be the only love
      That I've known in the world
      No clocks to measure
      The time we share"

      Piękne! :)
      • barbasia1 Re: Barbra Streisand - urodzinowo 30.04.17, 17:58
        Coś mi się poprzestawiały wyrazy!?

        24 kwietnia Barbra Streisand obchodziła urodziny. 70! (Nie wypominając wieku!)
        200 lat! Barbra!
      • grek.grek Re: Barbra Streisand - urodzinowo 30.04.17, 18:18
        dzięki, Barbasiu :]

        sto lat dla Barbry !

        liryczny tekst, urodziwy bardzo :]
        • barbasia1 Re: Barbra Streisand - urodzinowo 30.04.17, 19:48
          :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka