Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 12 (vol. 86)

    • grek.grek 20:20 Kultura "Cztery wesela i pogrzeb" 26.12.17, 12:22
      zabawna prawidłowośc, im ciężej mnie zaciągnąć do jakiegoś filmu, tym bardziej mi się on później podoba . Też tak macie ? :]

      "Cztery wesela...", to taki przykład z moich... filmowych podróży ;] Z trudem się zabierałem do obejrzenia, ale jak już zobaczyłem, to od razu szukałem jakiejś powtórki.

      brytyjskie kino w najlepszym wydaniu, dowód na to, że tzw. komedia romantyczna może mieć wiele twarzy, zdecydowanie : film poszerzający ramy gatunku, wyprowadzajacy go z "getta", z szufladki, burzący stereotypy.

      kapitalnie napisany skrypt i uwodzicielskie miejscówki.

      majstersztyk !
    • grek.grek 22:00 Stopklatka "The Hurt Locker" 26.12.17, 12:37
      w święta takie kino ? no to ja powiem tylko... znakomicie ! ;]

      wojna w Iraku oczami zołnierzy, ale jakże inne to spojrzenie niż przy okazji filmów opisujących wojnę wietnamską.

      tam dominujące były postaci doznające traumy i zagubienia, tutaj najważniejszy jest bohater, dla którego wojenna rzeczywistość staje się domem i przestrzenią spełnienia życiowego.

      da się go lubić, łatwo go zrozumieć, choć równie łatwo zrozumieć jego kolegów, którzy z kolei jego nie są w stanie pojąć. oni przyjechali zarobić i odsłużyć, by wrócić do domu najlepiej w jednym kawałku. a on inaczej. wpycha się w sytuacje kuriozalnie niebezpieczne, pociągając ich za sobą.

      dostaje po twarzy - i nic. a po każdej ryzykownie rozbrojonej bombie zapala papierosa, co sugeruje że dla niego jest wrazenie erotyczne, orgazm niemalże.

      fenomenalne sceny rozbrajania bomb, doskonała sekwencja strzelaniny snajperów na pustyni, kapitalne akcje "na mieście", kiedy osłaniający wykonującego zadania sapera żołnierze starają się kontrolować otoczenie, w którym niemal każdy moze być terrorystą trzymajacym zapalnik detonujący ładunek, świetna scena przedostatnia z mężczyzną w kamizelce z trotylem. zdarza się, że kamera "hasa", aby oddać punkt widzenia skoncentrowanych maksymalnie, nerwowych, żołnierzy, ale to nie przeszkadza w odbiorze. No i last but not least : jakiż tu jest suspens !

      I wreszcie sekwencja finałowa, kiedy sierżant wraca do domu i odczuwa tęsknotę za tym, co zostawił, nie jest w stanie odnaleźć się w codzienności, poswięcić uwagę żonie i dziecku.

      scena w hipermakecie - przed półkami pełnymi opakowań płatków śniadaniowych : mistrzowska ! cóż za zręczna, wymowna metafora tego, co dręczy bohatera, szokującej róznicy kalibru wyborów podejmowanych tam i tutaj.

      świetny film !
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Mój rower" 27.12.17, 10:06
      TVN przywiązał się do tego filmu :]

      cierpiącego na cukrzycę Włodka [niegdyś muzyka jazzowego] opuszcza żona, więc wzywa na pomoc syna Pawła - aktualnie koncertującego pianistę klasycznego, z którym od dawna pozostaje w stosunkach tyleż poprawnych, co chłodnych.

      W wraz z synem pojawia się wnuk Maciek, który z kolei nieprzesadnie lubi Pawła, głównie za to, ze po rozwodzie Maciek mieszka z matką w Londynie i z Pawłem widuje się skandalicznie rzadko.

      Słowem : mamy międzypokoleniowy konflikt, polegający na tym, że Paweł jest nielubiany ;] Bo Włodek i Maciek łatwo znajdują wspólny język.

      cała trójka wybiera się na poszukiwanie żony/matki/babci, która po prostu odeszła od Włodka. Wzięła i odeszła, aby zacząć nowe życie, bo miała już dosyć użerania się z mężem. Włodek podejrzewa, że wyjechała na Mazury.

      Tam też jadą, co uruchamia klasyczne kino drogi, polegające na tym, że pokłócone, nieufne wobec siebie strony wyjaśniają nieporozumienia i jakoś się zaczynają dogadywać, dostrzegając jak wiele dla siebie nawzajem znaczą.

      Na Mazurach Włodek ma sporo znajomych, i sam jest gościem towarzyskim, więc co i rusz sztywny jak kołek Paweł narażony jest na sceny godzące w jego poczucie dobrego smaku, np. z oporami zgadza się zagrać na pianinie dla gości kameralnego wesela/czy to inna uroczystość była ?/, on - wybitny pianista ! na jakimś dziecięcym pianinku ! ;]

      bywa więc zabawnie, bywa serio, bywa nostalgicznie.

      Michał Urbaniak/Włodek wypada naturalnie i swojsko, zaś Artur Żmijewski/Paweł - dobrze odgrywa manieryczne pozy światowca rzuconego w mazurskie ostępy.

      Urbaniak, aktor z przypadku, bo w istocie jazzman, może sobie pozwolić na bycie sobą, a Żmijewski musi zagrać, co tworzy interesującą interakcję filmową :]

      No i zdjęcia są jakże ładne, bo piękna nasza Polska cała ;]
    • grek.grek 20:25 TVP1 "Buntownik z wyboru" 27.12.17, 10:17
      a bylo to 20 lat temu, jak dwóch młodzianów pojawiło się ze scenariuszem filmu, którego nikt nie chciał nakręcić, nawet ci którzy go wstępnie kupili.

      po licznych perypetiach trafił on do pana Weinsteina [ha !], za którego sprawą "Buntownik..." w końcu powstał i zgarnął Oscary.

      wiadomo : wybitnie utalentowany matematycznie chłopak ze społecznego marginesu ma szansę zostać naukowcem, ale najpierw musi uporać się ze swoimi traumami z przeszłości, w czym pomóc mu chce mądry psycholog, a takze podjąć decyzję, czy w ogóle chce zmienić swoje życie, rozstać się z kolegami i wypracowanym modelem spędzania czasu; no i jest dziewczyna, która jest tą właściwą, ale on się przed nią broni.

      Oscar za scenariusz oryginalny dla duetu Damon/Aflleck, Oscar dla Robina Williamsa za rolę psychologa.

      scenariusz iście amerykański :] Wie gdzie zaakcentować, wie gdzie stworzyć tajemnicę, wie gdzie podkręcić, wie jak spuentować, wie jak rozegrać relacje personalne, a jednocześnie wyjątkowo nieamerykański, bo to film kameralny, bohaterowie nie rozwiązują swoich problemów przed świadkami, a najlepiej kamerą i w telewizorze ;]


    • grek.grek 22:00 Stopklatka "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 27.12.17, 10:24
      tym razem Adaś Miauczyński składa rachunek sumienia z alkoholizmu, jaki dręczył go przez całe życie i był przyczyną życiowych błędów, klęsk i niespełnień.

      zwłaszcza w relacjach z synem.

      Marek Koterski raz jeszcze.
      Adasia tym razem grają we dwóch Marek Kondrat i Andrzej Chyra.

      cenna powtórka ! druga podobna, to "Sztuczki" Jakimowskiego.
      wg mnie, dwa najważniejsze najrzadziej grane w telewizji polskie filmy ostatnich lat.

      "Chrystusów" w ogóle nie pamiętam, a Wy ?
      "Sztuczki" pamiętam jeszcze słabiej ;]


      • siostra_bronte Re: 22:00 Stopklatka "Wszyscy jesteśmy Chrystusam 27.12.17, 20:41
        Przyznaję się szczerze, że go nie widziałam!

        Ciekawe, że ten film jest ostatnio często powtarzany w kanale Kino Polska (podobnie jak inne filmy Koterskiego), ale jakoś nie mogę na niego trafić.

        Na pewno będę na niego polować. Dzisiaj znowu nie dam rady obejrzeć.
        • grek.grek "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 28.12.17, 10:48
          o, warto obejrzeć, Siostro.

          sporo jest tutaj "łaciny", więc telewizje mogą się krępować wyświetlać go wcześniej niż po 22:00, dziwnym trafem w Polsce do 22:00 śmiało można na ekranie zabijać, strzelać i wysadzać w powietrze, a nie wolno puścić wiązanki albo odsłonić goły tyłek ;]

          Początkowo ikonografia ewangeliczna, na czele z odniesieniami do Drogi Krzyżowej, może wyglądać nienaturalnie, ale im dalej w film, tym jest ona lepiej przyswajalna.

          język też znajomy, z kultowymi przestawieniami, powtórzeniami i dopowiedzeniami w obrębie tego samego zdania.

          No i postaci jakby znajome : Adaś/Kondrat, jego syn/Michał Koterski, matka [częściowo ta sama co w "Dniu świra"].

          a rzecz o jednym, czyli o nadużywaniu.

          rozbudowana, żeby użyć modnego słowa, wiwisekcja/anatomia choroby alkoholowej. Adaś pije przez całe życie, z 7-letnią przerwą na pierwsze lata po urodzeniu syna. Jego ojciec też pił. I ojciec ojca. Dziedziczy więc geny albo nawyk wzięty z obserwacji.

          Kobiety cierpią : żona ojca, żona własna, matka. Syn [czy to Adaś we własnej osobie czy jego syn] zyją w nieustannym lęku. Ojcowie wspominają dobre momenty, na pęczki "dobrych momentów", ale synowie nie tak je odbierali, oni pamiętają tylko strach, ewentualnie nadzieję, ze chociaż raz jeden jedyny ojciec wstanie trzeźwy, choć nawet gdy wstaje trzeźwy i jedzą razem zupę, to ręka mu się trzęsie jak delirykowi.

          Alkoholik rani siebie, bliskich, nie oszczędza matki, ma wyrzuty sumienia, ale wciąz wraca do butelki. Anioł stróż [w stroju ratownika] nie zawsze zdąża z pomocą, kusiciel albo diabeł w czarnej pelerynie z worka na zwłoki bierze górę i pacjent znów ląduje albo na odwyku albo wśród starych kolegów po szklance na statku wycieczkowym zacumowanym na przystani, a potem płynącym leniwie rzeką.

          Niekiedy te momenty upojenia wyglądają zabawnie, wywrotki, pijacki bełkot albo zataczanie się, wykonywane są z widoczną przesadą. Pijaczyny z otoczenia albo w gagach też są momentami nieodparcie komiczni, ale tylko na zasadzie prezentacji stereotypu pijaka w masowym społeczeństwie, a nawet kulturze : wesoły kosmita, który utracił kontakt z rzeczywistością, kupa śmiechu.

          Dzięki temu efekt poważnych kryzysów [jak ten, w którym wpada Adaś/Kondrat] jest zwielokrotniony w swojej dotkliwości. Nadal jest "śmieszny pijaczek", ale pojawia się obraz nędzy, rozpaczy i spustoszenia jakie sieje dookoła. I to już smieszne nie jest.

          Podobnie jak w "DNiu świra" - sfrustrowany facet rzuca tekstami, miota łaciną, robi ciągle mikrozadymy, nie sposób się nie uśmiechnąć pod nosem, lecz z czasem kumuluje się wrażenie tragedii osobistego życia, jakiej ten człowiek doświadcza.

          Syn jest ofiarą ojcowskiego nieumiarkowania. Wszyscy zresztą zawisają w którymś momencie na krzyżu alkoholika. On ich tam wiesza, każdemu przebija serce włócznią. Każde nosi cierniową koronę. Dorastający syn przejmuje ojcowskie zwyczaje, ale nie używa wódki, lecz narkotyków. Pogłębia swój nałóg biorąc amfetaminę w okresie, gdy Adaś dołuje i trzeba nie spać, by go pilnowac, przewijać, zmieniać pościel i doglądać jak niemowlaka.

          Ojciec trzeźwieje, kiedy syn ma kłopoty : z ocenami w szkole, czy też z używkami. Wtedy się spina i potrafi. A zaraz potem w nagrodę sobie wypija i wpada w cug.

          Nic dziwnego, ze wyobraźnia podpowiada mu same najgorsze scenariusze, włącznie z takim, ze powinien się zabić, aby odciązyć chłopaka i resztę rodziny, dać im odpocząć i pożyć normalnie, czyli bez siebie. Upewnia się w tym myśleniu, przypisując je najbliższym. Matka ma nawet dla niego jakże elegancką pętlę na szyję.

          I tak to się kręci przez cały film, w formie serii scen na tle jednego długiego dialogu w kuchni, między Adasiem, a jego synem.

          spowiedź udręczonego własną niemocą i słabością raczej niż alkoholem.

          Z cytatami filmowymi : diabeł w worku na zwłoki galopujący na koniu pomiędzy blokami, przypomina postać z "Fisher Kinga", a w finale Adaś cierpi i konfrontuje się ze swoimi lękami
          na śmietnisku, biegnąc nieporadnie, jakby był rannym Maćkiem Chełmickim z "Popiołu i diamentu". Jakże inne są przyczyny tego stanu rzeczy. Może dzisiejszym dowodem patriotyzmu jest trzeźwość i dbałość o bliskich ?

          koniecznie warto obejrzeć !



          • mala_ciekawostka Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 28.12.17, 16:28
            Dzięki za rekomendację, Greku:) Też jeszcze tego filmu nie widziałam, ale kiedyś na pewno spróbuję obejrzeć:)
            • grek.grek Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 29.12.17, 09:46
              miło mi, Mała Ciekawostko :]

              film groteskowy i rozliczeniowy, a do tego oryginalny językowo, bo nikt tak nie mówi
              jak bohaterowie Koterskiego.

              będę czekał na Twoją recenzję ! :]
              • mala_ciekawostka Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 29.12.17, 17:30
                Dzięki:)
                • grek.grek Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 30.12.17, 10:04
                  miło mi, Mała Ciekawostko :]

                  a'propos, dzisiaj jest powtórka "Wszyscy..." - niestety, o 0:30 dopiero.
                  • mala_ciekawostka Re: "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" 30.12.17, 11:20
                    Tak, widziałam, rzeczywiście późno.
    • grek.grek 0:10 TVP Historia "Barwy ochronne" 27.12.17, 10:37
      na deser.

      kino moralnego niepokoju, dotyczące rzeczywistości Polski Ludowej, ale biorące na tapetę problemy wciąż chyba aktualne, może tylko dzisiaj w innych "aranżacjach" się ujawniające ?

      klasyczne dla Zanussiego zderzenie dwóch postaw : z jednej strony, cyniczny ale inteligentny i rozsądny docent w średnim wieku, który robi karierę naukowę za cenę konformizmu i wyrachowania, a po drugiej : młody asystent - idealista dążący do prawdy i sprawiedliwości.

      portret srodowiska naukowego, ale takze obraz polskiego społeczeństwa.

      KLuczowe są rozmowy między głównymi aktorami, chć rzecz jasna obserwacja ich zachowań w syttuacjach spornych i za kulisami, to kawałek dobrej reżyserii według świetnego scenariusza.

      co ciekawe, film zdaje się nie poszedł "na półkę", tylko dostał nagrody w Gdyni w 1977 roku. cóż, pewnie dlatego, ze krytykuje postawy naukowców, ludzi nie związanych oficjalnie z władzą, pod czym władza chętnie moze się podpisać, a że przy okazji krytykuje porządek społeczny tworzony i kontrolowany przez tę władze, zmuszający ludzi do okreslonych zachowań i wyborów... oto cały witz i podstęp.

      btw, "Barwy..." powinno się pokazywać w prime time, a nie chyłkiem po nocy :]
      • grek.grek "Barwy ochronne" słowo po projekcji :] 28.12.17, 11:25
        po rekonstrukcji cyfrowej jakoś obrazu jest wybitna !
        cóż byśmy zrobili bez współczesnej techniki filmowej ! :]

        A sam film wciąż robi wrażenie.

        Sposób w jaki docent Szelestowski "uczy świata" magistra Kruszewskiego nadal ma swój walor poznawczy.

        wygrać się nie da, Szelestowski sprowadza całą rzecz do przetrwania. Będziesz się stawiał, popierał straceńców, buntował się przeciw zasadom rządzących środowiskiem naturalnym - zginiesz. Nauczysz się jednym schlebiać, a innych straszyć - uwijesz sobie wygodne gniazdko i będziesz mieć jak pączek w maśle.

        Tak on sam postępuje : zna hierarchię, studentów traktuje z góry, choć z kulturą, z rektorem nie wdaje się w polemiki uznając jego wyższość, a w sytuacjach spornych sonduje okoliczności i wybiera najbezpieczniejsze dla siebie rozwiązanie.

        Kruszewski ma ideały, ale tyrady Szelestowskiego coraz bardziej na niego wpływają, bo trafnośc wniosków potwierdza rzeczywistość.

        W ostatniej sekwencji magister doznaje ataku wściekłości, próbuje pobić docenta, ale razcej nie dlatego, ze docent ma z niego ubaw, lecz dlatego że miał rację.

        Kruszewski wierzy, ze może zmienić świat : że przekona rektora do nagrodzenia najlepszej pracy w konkursie studenckim, ze dziewczyna go kocha, że sam dla siebie moze być wiarygodny.

        Żadna hipoteza nie wytrzymuje jednak zderzenia z materią : rektor jest malostkowym gnidą, pod pozorami kultury i obycia - zwykłym kacykiem, dziewczyna romansuje z innym, a co do siebie samego, to odkrywa, że ma zadatki na konformistę takiego jak Szelestowski : student, którego pracę odrzucono na konkursie, umie wykonać gest, narazić się, dać opór. Kruszewski nie ma na to dośc odwagi, za dużo może stracić.

        Szelestowski jest więc górą. Wyznaje darwinowską wizję świata : tworzą go pewne naturalne układy zależności, ludzie i systemy mają swoje znaczenia i sensy. Nie warto z nimi walczyć, tzreba się raczej przystosować. nauczyć się poruszac w ich obrębie.

        Inaczej myśli Kruszewski, a takzę młodzież studencka.

        Wymownym symbolem różnicy postaw jest sytuacja z kotem, który kręci się w okolicy. Jak to kot - poluje. I zdarza mu się upolować ptaka.

        STudenci zakładają mu na szyję dzwonek, żeby już nie zabijał, żeby myszy i ptaki w porę w porę mogły uciec gdy nadchodzi. Nie biorą pod uwagę, ze tak wygląda świat : kot musi polować, bo do tak urządziła to natura, a ingerując dzwonkiem można ocalić ptaki, ale kosztem życia kota.

        Szelestowski znajduje tego kota i odwiązuje dzwonek : "pomorduj trochę" życzy kotu.

        Nie należy zmieniać sposobu urządzania światu, nie do jednostek to należy, to się może zapewne stać, ale wcale nie musi. świat w sumie od zawsze jest w zasadzie taki sam, twierdzi docent.

        On sam jest sobie panem z aparatem fotgraficznym na szyi, chodzi, robi zdjęcia naturze, obserwuje, przygląda się, a ludzki świat traktuje jak część tego zwierzęcego. Nie dostrzega żadnych róznic : przystosuj się - albo zgiń, oto jego dewiza.

        kwestionuje wszystkie zasady, którymi kieruje się Kruszewski : kłamstwo ? bywa pożyteczne i niezbędne, prawda ? punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, sumienie ? zinternalizowany przez jednostkę zbiór norm ustalonych sztucznie i jej narzuconych, itd.

        Ich rozmowy są świetne. Szelestowski jest oślizgły, ale jednoczesnie jest nieodparcie uwodziecielski intelektualnie. Kulturalny i elokwentny. Kruszewski choćby nie chciał, co ciągle wraca i rozpoczyna kolejne rundy tego nierównego pojedynku.

        teoriom docenta przeciwstawić chce praktyke, dowieśc ze w zastosowaniu zostaną zweryfikowane negatywnie. Dzieje się na odwrót, bo za teoriami Szelestowskiego stoi doświadczenie życiowe.

        Pytanie, czy docent sam się dobrze czuje w tym gniazdku, które sobie uwił. Ostatnie słowa padające w filmie sugerują, ze niekoniecznie, choć równie dobrze mogą być tylko chwilą słabości. Choć chyba lepiej by było, gdyby głośna frustracja Kruszewskiego została zrównoważona cichym rozczarowaniem docenta, to swiadczyłoby o tym, że panujące zasady i system są z gruntu wykanczające, niezależnie od przyjętej postawy wobec nich. MOżna przetrwać, ale za jaką cenę ?

        Zbigniew Zapasiewicz gra wybitnie, za rolę docenta zapewne dostałby Oscara, gdyby tylko było to możliwe.

        A Zanussi reżyseruje świetnie za pomocą zręcznego psychologizowania, nie zamienia równocześnie całej opowieści w teatr, takze za pomocą chętnego poruszania się w plenerach.

        wybitne kino !




        • mala_ciekawostka Re: "Barwy ochronne" słowo po projekcji :] 28.12.17, 16:30
          Widziałam tylko króciutkie fragmenty, ale mam go na swojej liście filmów do obejrzenia, więc na pewno nadrobię zaległości w niedalekiej przyszłości:)
          • grek.grek Re: "Barwy ochronne" słowo po projekcji : 29.12.17, 09:49
            świetny plan, Mała Ciekawostko :]

            koniecznie musisz napisać o swoich wrażeniach ! :]

            PS : nie wiem tylko czy dobrze nazwałem głównego bohatera ? z jednej strony, w omówieniach filmu pada "Kruszyński", ale z kolei docent Szelestowski dwukrotnie tytułuje go "Kruszewski", w tym raz - w bardzo oficjalnym momencie, a on nie prostuje oraz nie protestuje.

            tak więc, uznałem, że docent wie lepiej i zostałem przy Kruszewskim ;]
            • mala_ciekawostka Re: "Barwy ochronne" słowo po projekcji : 29.12.17, 17:32
              Na pewno napiszę:) Przy oglądaniu zwrócę specjalnie uwagę na nazwisko głównego bohatera:)
              • grek.grek Re: "Barwy ochronne" słowo po projekcji : 30.12.17, 10:06
                świetnie ! :]

                o, właśnie :]
                zabawne, że o ile sobie przypominam nazwisko magistra na głos wypowiada tylko
                docent, a mimo to we wszystkich notkach dot. filmu figuruje nazwisko zupełnie inne ;]
                • mala_ciekawostka Re: "Barwy ochronne" słowo po projekcji : 30.12.17, 11:19
                  :)
    • grek.grek 20:20 Kultura "Ostatnie metro" 28.12.17, 10:08

      chyba ostatni film Truffauta tym przeglądzie ?
      odpukać, tym razem Kultura nie zawiodła, na to wygląda ;]

      teatr na Montmartre, rok 1942, czyli czasy okupacji Paryża przez III Rzeszę. w piwnicach przybytku ukrywa się jego właściel, którego poszkuje gestapo. wszyscy są przekonani, że uciekł do Ameryki Płd, więc póki co jest w miarę bezpieczny.

      jedyny kontakt z nim ma żona, aktorka, realizująca wedle jego wskazówek nowe przedstawienie na deskach teatru.

      bierze w nim udział pewien młody aktor, którym jest zaintrygowana i wkrótce zaczyna darzyć go uczuciem, z wzajemnością.

      brzmi interesująco !
      Znów trójkąt uczuciowy, podobnie jak w "Jules i Jim".

      9 albo 10 Cezarów - w opisie się aż pogubili z tej mnogości ;], plus nominacja do Oscara; w głównych rolach : Catherine Deneuve, Heinz Bennent, Gerard Depardieu.

      ostatni film Truffauta był tydzień temu, czyżby na koniec przeglądu zaplanowano największy
      jego triumf [ w sensie liczby i rangi nagród ?] ?
      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "Ostatnie metro" 28.12.17, 10:16
        Widziałam dawno temu, więc niewiele pamiętam. Ale chyba miałam wrażenie, że film jest zbyt konwencjonalny i statyczny. Jakby szkoda było samego Truffauta na tę fabułę. Oczywiście, świetna obsada!

        Ciekawa jestem jak odbiorę go dzisiaj.
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Ostatnie metro" 28.12.17, 11:30
          dzięki, Siostro :]

          czyli, powrót po latach Ci się szykuje :]
          podwójnie ciekawa będzie więc Twoja recenzja po filmie ! :]

          życzmy sobie zatem udanego seansu :]

        • grek.grek "Ostatnie metro" - po filmie :] 29.12.17, 10:17
          A zatem, jakie wrażenia, Siostro ?

          Czcigodni ?

          wg mnie, rację miał pan Profesor przed filmem, kiedy opowiadał jak to "Ostatnim metrem" Truffaut naraził się na zarzut, że zrobił kino "papy", czyli zdradził ideały Nowej Fali :]

          na moje oko, to jest chyba najlepiej wyreżyserowany film z tych wszystkich, które widziałem w tym przeglądzie. I najdojrzalszy. aktorzy są prowadzeni wzorowo, a przecież są to emblematyczne postaci francuskiej kinematografii, aktorzy-instytucje.

          oraz najmniej zmysłowy :]

          Nawet ten trójkąt miłosny jest, jak dla mnie, zbyt stateczny. Brak tutaj odrobiny szaleństwa, choć być moze jest nim sam fakt, że Marion ukrywa męza w piwnicy, za co grozi jej wyjazd do obozu koncentracyjnego, w razie wpadki.

          Niby jest zakochana takze w Bernardzie, i to na tyle, by wyjawić przed nim swój sekret, ale jak na kobietę, która kocha dwóch mężczyzn jednocześnie, jest jakaś taka opanowana i zgrabnie łączy te przeciwstawne uczucia. Tak jakby była to opowieść o "miłości komplementarnej", brak męża na powierzchni i w teatralnym obejściu żona kompensuje sobie posiadaniem obiektu zakochania, wypełnia nim przestrzeń. W pewnym sensie dzieje się to z powodu podszeptów męża, który nakłania ją do większej aktywności jako kochanki na scenie, gdzie Marion z Bernardem grają w przygotowywanej właśnie sztuce.

          I ten romans tak jakoś jest sceniczny, zastępczy, "sztuczny" w pewien sposób.

          A w finale cała trojka, już po zakończeniu wojny i wyjściu Lucasa z piwnicy, świętuje sukces spektaklu, ba ! - reżysera na scenę wywołuje sam Bernard. Jakże to francuski model obyczajowy, pełen liberalizm.

          Może dlatego taki powściągliwy lekko, bo rzecz cała dzieje się w trakcie wojny, więc nie wypadało przykrywać grozy erotyzmem ? A może głównym bohaterem jest jednak sztuka i ten romans należy wziąć w nawias, jako manifestację czystej kreacji scenicznej ? on się dzieje tylko i wyłącznie w celu powodzenia wystawianego spektaklu ? Cała energia pozostaje na scenie, na zewnątrz przedostaje się tylko jej echo i następuje sprzężenie zwrotne, czyli energia echa napędza znów energię spektaklu ?

          nie wiem jak to opisać :]

          Sceny aktorstwa w aktorstwie, sztuki w filmie - bardzo udane !

          wyjątkowo ohydna postać krytyka Daxiego, wygłaszajacego antysemickie tyrady i dążacego do zdemaskowania Marion jako osoby zaangażowanej w popieranie Żydów.

          nastrój okupowanego Paryża, wg mnie, najlepiej słychać w tych dźwiękach akordeonu, które nadają fillmowi specyficzną atmosferę.

          antysemickie hasła z krzyżówek rozwiązywanych przez Lucasa, matka myjąca głowę synowi, którego pogłaskał niemiecki żołnierz, kryzysy Lucasa źle znoszącego zamknięcie w piwnicy, no i nalot tajniaków, którzy omal nie odkrywają jego tam obecności.

          w finale świetna scena teatralna, w szpitalu, z Bernardem odrzucającym uczucia Marion, którą zrazu wziąłem za scenę filmową :]

          w sumie : dobry film ! Współpraca aktorskiej śmietanki na planie... magnifique ! ;]
          • siostra_bronte Re: "Ostatnie metro" - po filmie :] 29.12.17, 15:09
            Dzięki, Greku :)

            Mogę się podpisać! Cieszę się, że też to zauważyłeś. Bo główna słabość filmu to właśnie ten nieprzekonujący wątek miłosny. Nie widzę tu miłości, czy nawet płomiennego romansu.

            Bernard przez większość czasu ugania się za kostiumolożką. Dopiero po pocałunku po premierze zaczyna zauważać i coś czuć (?) do Marion. Ta z kolei rzuca mu czasem tęskne spojrzenia.

            W ostatniej chwili, kiedy Bernard opuszcza teatr, nagle okazuje się, że to wielka miłość i mają seks na podłodze :)

            Nie widać rodzącego się uczucia ani wzajemnej fascynacji. Oboje spotykają się poza teatrem łącznie 2 razy (akcja z pobiciem Daxiego i spotkanie z restauracji, z którego Bernard szybko wychodzi), ale nawet wtedy właściwie ze sobą nie rozmawiają.

            Moim zdaniem to słabość scenariusza. Nie chodziło raczej o przykrycie grozy wojny, bo wojna w Paryżu wyglądała naprawdę lekko, w porównaniu z tym co znamy z naszej historii. Jedyny moment, kiedy można było ją poczuć to aresztowanie kumpla Bernarda.

            To wrażenie chłodu i braku emocji potęguję jeszcze posągowo piękna Catherine Deneuve. Jej bohaterka może raz traci kontrolę nad sobą, kiedy uderza Bernarda w twarz. Biorąc pod uwagę okoliczności Marion jest wręcz nienaturalnie spokojna :)

            Zdecydowanie zabrakło mi tu emocji i większej temperatury. Znowu miałam wrażenie konwencjonalności tej historii.

            Dla mnie najciekawszy był wątek męża uwięzionego w piwnicy i samej pracy teatru w czasie wojny.

            W sumie ciekawy seans, ale z dużym niedosytem.

            • grek.grek Re: "Ostatnie metro" - po filmie :] 29.12.17, 16:40
              dzięki, Siostro :]

              własnie.
              to jest ten paradoks : z jednej strony, świetna robota filmowa, jak chodzi o technikę i styl, a z drugiej główny wątek nie ma odpowiedniej siły i skali przekazu.

              mam wrażenie, jakby Truffaut chciał zrobić jeszcze jeden film o trojkącie miłosnym, a jednoczesnie od razu założył, że nie wykorzysta w nim żadnego motywu z "Julesa i Jima", wobec czego odbierze kobiecie "femmefatalizm", a mężczyznom bezbronność wobec damskiego
              seksapilu.

              I wyszło mu coś, co nie ma wyrazistości i bigla.

              absolutnie świetnie, celnie !, cały ten romans wypunktowałaś !
              ogladając film odniosłem wrażenie, ze tam po prostu bardziej chodzi o tę sztukę graną na scenie teatru niż o to, by opowiedzieć historię ludzi z krwi i kości, postaci obdarzonych pożądaniami, namiętnościami i osobnym pozateatralnym życiem, nawet ta scena erotyczna jest nieprzekonująca, z tego punktu widzenia.

              yes, racja !, Siostro - image Deneuve zdecydowanie nie pomaga w podniesieniu temperatury [a może, wobec naszych opinii... POMAGA ! ? ;)], a cielesnosć Depardieu zostaje z kolei ograniczona, po to by wizja reżyserska mogła wybrzmieć w zakładanej formie.

              wydaje mi się, że w takiej optyce, udaje się aktorom osiagnąc wysokiej jakości porozumienie, ale tylko i wyłącznie z kontekście idealnej realizacji pomysłów reżysera, które nas nie uwiodły :]

              yes, wątek Lucasa spędzającego ponad 800 dni w zamknięciu - kapitalny jest, bardzo wiarygodny, bardzo oryginalna wizja koszmaru wojny, który można przeżyć bez widoku zwłok, krwi i ruin.

              w pełni podpisuję się pod wszystkimi Twoimi spostrzeżeniami i konkluzjami, Siostro ! :]
              • siostra_bronte Re: "Ostatnie metro" - po filmie :] 30.12.17, 14:07
                Cieszę się, że podzielasz moje uwagi :)
                • grek.grek Re: "Ostatnie metro" - po filmie :] 30.12.17, 17:00
                  dzięki, Siostro :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Thelma i Louise" 29.12.17, 10:41
      ze zdziwieniem zawsze docieram do faktu, ze to Ridley Scott wyreżyserował ten film :]
      "Obcy", "Blade runner","Gladiator", wiadomo, ale "Thelma i Louise" - o, proszę ! ;]

      "najlepszy film kobiecy jaki wyszedł spod ręki mężczyzny" - czytam.
      MOżliwe !

      MOżliwe też, ze to niekoniecznie film "kobiecy". Kobiety są bohaterkami, problemy są jednak calkiem ogolnoludzkie, takie mam wrażenie. Frustracja codziennością i poszukiwanie nowego życia jest pragnieniem arcyludzkim.

      Tutaj trafia na zaniedbywane kobiety, tkwiące w beznajdziejnie nieudanych małzeństwach, wegetujące w jałowym otoczeniu, absolutnie pozbawione czegokolwiek, co na codzień dawałoby im jakąkolwiek radośc z życia.

      Wyjeżdzają więc na weekend i nie mają zielonego pojęcia, że w jednej minucie ich życie zmieni się radykalnie i nieodwołalnie.

      Będą musiały uciekać, ale ta ucieczka nadaje sens ich istnieniu, jest lepsza niż wszystko, czego do tej pory doświadczyły, jest jedynym wartościowym kierunkiem w jakim mogą podązać.

      Ostatnia scena - uff :] Ten film warto obejrzeć tylko po to, by tę ostatnią scenę przeżyć. Jest fenomenalna i nadzwyczajna. Nie da się jednak zrozumieć jej naprawdę i wzuszyć się nią bez obejrzenia całego filmu, taka jest jej uroda oryginalna :] Nie da się jej zalinkować bez związku z całym filmem, bo dopiero kiedy jest obciązona bagażem obserwacji bohaterek przez 2 godziny, ich relacji ze światem, zacieśniania się dobrej znajmości w przyjaźń na śmierć i życie - wtedy ma siłę i znaczenie. W przeciwnym razie można najwyżej podziwiać chwyt scenariuszowy.

      fanastyczna jest muzyka, zwłaszcza w końcówce, gdy akcja wjeżdza autem bohaterek w góry - jest w niej suspens, niepokój i wyczekiwanie na coś niezwykłego.

      przecudowna scena z czarnoskórym kolarzem i zamkniętym w bagażniku policjantem - :]

      sposób w jaki rozprawiają się z drogowym "podrywaczem" - mistrzostwo :]

      widoki ! piekna ich Ameryka cała ;]

      Susan Sarandon i Geena Davis mają rewelacyjną chemię ze sobą, ich postaci są rózne, inne, dzięki temu uzupełniają się znakomicie.

      świetny Harvey Keitel w roli dobrego gliny, który staje na uszach i rzęsach, zeby Thelmę i Louise uratować. Kiedy widzi i słucha ich męzów, jego wzrok mówi wszystko : nie dziwi mnie, że one was zostawiły, dziwi mnie, że w ogole wyszły za mąż za takich czereśniaków ! :] on je rozumie, zdaje sobie sprawę z tego, że świadomie nikogo by nie skrzywdziły.

      No i ta ostatnia rozmowa, aż nie wypada cytować, bo może nie wszyscy widzieliśmy i wiemy co się stało na końcu. Ale to kluczowe pytanie jakie w niej pada jest za milion dolarów amerykańskich :"]

      no i wzrusza.

      ja zawsze wzruszam się "na mecenasa Prado" ;], ale jednak. I chwała scenarzystom, aktorom i reżyserowi za takie umiejętności : niby wiadomo, co się stanie, ale nadal sposób w jaki to się dzieje, za każdym razem wywołuje jednakową reakcję.

      Zyczę Wam tej reakcji ! ponownie albo po raz pierwszy - jakkolwiek ! :]


      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "Thelma i Louise" 29.12.17, 15:11
        Świetny film, choć z rozczarowaniem stwierdzam, że w piątkowym paśmie coraz rzadziej lecą premiery.
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Thelma i Louise" 29.12.17, 16:48
          to prawda, Siostro.

          brakuje nowości w piątki.

          za to będą jutro !
          ale nie chcę uprzedzać faktów, może o szczegółach... jutro ? :]




    • grek.grek 22:10 Polsat "Cloverfield Lane 10" 29.12.17, 10:47
      ponoć dobry thriller.

      pani ma wypadek samochodowy, podczas którego traci przytomnośc. Budzi się w schronie, piwnicy, czy czymś takim. właścicel przybytku informuje ją, że na zewnątrz nie można wyjśc, bo doszło do wybuchu bomby i skażenia chemicznego.

      znamy takie numery mniej więcej od czasów "Seksmisji" ;]

      zanosi się tutaj na pojedynek między uwięzioną, a jej prześladowcą. W takich warunkach przyrody trzeba wierzyć w inteligencję scenarzystów, którzy powielą tylko 75 % schematu, w jakim rozgrywane są podobne historie oraz wyczucie reżysera, który nada całej opowieści
      wybitnie intrygującą atmosferę :]

      scenariusz pisało dwóch panów : miejmy nadzieję, ze jeden pisał oryginalny tekst, a drugi omijał szablony ;]
      • grek.grek "Cloverfield Lane 10" [1] 30.12.17, 10:56
        niezły thriller, z kilkoma solidnymi zwrotami akcji - tutaj brawo dla scenarzystów oraz w dobrej atmosferze - tutaj z kolei gratulacje dla reżysera.

        Spróbuję opowiedzieć :]

        Zaczyna się dokładnie tak jak w zapowiedzi ;] : młoda dziewczyna w pośpiechu pakuje walizkę, wskakuje do samochodu i wyjeżdza. Jakby uciekała przed swoim chłopakiem, co mozę potwierdzać fakt, że ignoruje kolejne telefony od niego.

        I nagle : bach ! Wpada na nią inne auto i mamy potężną kraksę. Kamera filmuje to ze środka auta, przyjmując perspektywę oszołomionego i rzucanego z kąta w kąt kierowcy. I ciemność.

        Z ciemności Michelle, bo tak ma na imię, budzi się w jakimś niemal pustym pokoju, jakby celi więziennej. Na udzie ma fachowo założony opatrunek unieruchamiający, prawdopodobnie stłukła nogę albo nawet złamała. I jest przymocowana łańcuchem do ściany. Za tę nogę. W pobliżu leży jej torba, a w niej telefon. Udaje się jej sięgnąć do niej, ale telefon nie łapie zasięgu.

        Po chwili zjawia się mężczyzna. W sile wieku []gra go John Goodman]. Przynosi jedzenie i kule do chodzenia. Michelle przyjmuje postawę obronną, od razu zadaje pytania pt ; Co ze mną zrobisz ? Zabijesz mnie ? I grozi : na pewno już mnie szukają ! A on na to : Przykro mi, ale nikt cię nie szuka. Odpina łańcuch, wychodzi i zamyka drzwi z tamtej strony.

        Michelle zamiast użyć kul zgodnie z ich przeznaczeniem, za pomocą jakiegoś pilnika z własnej torby struga koniec jednej z nich i robi broń. Kiedy mężczyzna odwiedza ją ponownie, atakuje go znienacka i próbuje uciec, ale zostaje zatrzymana i rozbrojona. Z kontuzjowaną nogą trudno o sukces w takich warunkach.

        Mężczyzna ją obezwładnia, ale nie wymierza żadnej kary. Przeciwnie : mówi, że szanuje jej waleczność, lecz w tej sytuacji nie ma ona sensu. Miejsce w którym się znajdują do bunkier, z którego Michelle sama i tak nie ucieknie. A poza tym, nie ma dokąd uciekać, bo.... Ziemię nawiedził kataklizm. Rozpylono na niej gaz i nie można oddychać. Kto rozpylił ? Nie wiaodmo : Rosjanie czy Marsjanie... to bez znaczenia. Jegomość przedstawia się jako Howard.

        Michelle poznaje niespodziewanie trzeciego mieszkańca bunkra. Jest nim Emmett. Młodziak, który pracował jako pomocnik u Howarda.

        Howard ma farmę, i właśnie na tej farmie się teraz znajdują. Przez całe lata gośc budował ten bunkier - "By być gotowym"./ Mamy więc wątek tzw preppersa. No i trzeba przyznać, ze zbudował porządną kryjówkę : bunkier jest obszerny, mocny, ma własny generator prądu, filtry powietrza, gigantyczne zapasy prowiantu, stały dostęp do wody, a na dodatek jego wystrój przypomina normalny dom. Howard zadbał o wszystko : jest kuchnia, łazienka, liczne ksiązki, płyty z muzyką, filmy, gry planszowe, puzzle. Każda rzecz pomocna w przetrwaniu. A mogą być skazani na siedzenie tutaj nawet i przez... rok !

        Emmett opowiada jej o Howardzie, byłym wojskowym zajmującym się satelitami na orbicie. Mówi, że Howard budował ten bunkier przez całe życie, powtarzając, że "musi być gotowy". POZa tym, jest on miłośnikiem teorii spiskowych. I konserwatystą : nie lubi przeklinania i od razu reaguje kiedy Emmet dotyka Michelle, nawet jesli jest do ratunkowe dotkniecie końcami palców w momencie, gdy Michelle zachwiała się na nogach. Czyli, wciąż nie wiadomo, co tu jest grane.

        Michelle nie chce przyjąć do wiadomości całej tej historii, więc Howard prowadzi ją do wyjścia. Są nim stalowe podwójne drzwi z małym oknem z plekiglasu. Przez to okno Howard pokazuje jej, co stało się z jego świniami w zagrodzie. Rzeczywiście, leżą całe zmaltretowane. Tak działa gaz. Michelle jest pod wrażeniem.

        Co nie znaczy, że wierzy Howardowi bez zastrzeżeń. Podczas kolacji próbuje ukraść mu klucze od drzwi. Wali go w głowę zastawą stołową i próbuje ucieczki, mimo że noga wciąż boli. Dociera do drzwi. Otwiera pierwsze. Howard zataczając się biegnie za nią. Michelle przedostaje się do przedsionka pomiędzy drzwiami. Howard krzyczy, żeby nie wychodziła na zewntrz. Michelle nie chce słuchać. Gorączkowo dopasowuje klucze do zamka. Wtedy nagle widzi auto na podwórzu. Z auta wysiada kobieta, podbiega do okienka. Wali w nie rękoma i błaga by ją wpuścić. Jej twarz... wygląda jakby poparzył ją kwas. I tych poparzeń przybywa. Michelle jest w zupełnym szoku. Pospiesznie wraca do środka.

        Howard przyjmuje przeprosiny. I sam ma prośbę do Michelle : żeby zaszyła mu ranę na czole. Michelle podejmuje się tego. I jej wychodzi, może dlatego że pasjonowała sie od zawsze szyciem, krawiectwem i chciała zostać projektantką mody.

        Co tam się stało na zewnątrz ? Czasami jakieś odgłosy docierają. Howard podejrzewa, ze to inwazja kosmitów. I jest przekonujący w tych interpretacjach. Na osobności Emmett zwierza się Michelle, że widział moment ataku. Czerwony wybuch. I światło.

        Własnie, Emmett też jest kontuzjowany. Ma rozbity bark. Michelle patrzy na to podejrzliwie, ale chłopak wyjaśnia jej, ze on sam się zranił dobijając się do bunkra. Howard już zamykał, a Emmett niemal wybłagał, by go wpuścił do srodka.

        Niebawem Howard przyznaje, ze to on sam potrącił samochód Michelle na trasie. To on spowodował ten wypadek. Był rozkojarzony, widział atak, wiedział co się dzieje, pędził do domu, no i przymalował w jej auto. Tak Michelle się tutaj znalazła, wyciągnął ją nieprzytomną z samochodu, opatrzył i zakwaterował u siebie.

        Howard zwierza się Michelle, ze był żonaty i ma córkę, Megan. Pokazuje jej fotografię. Przynosi nawet Michelle ubrania po niej. Obie kobiety miesszkają teraz w Chicago, ale Howard wciąż wspomina córkę.

        Mijają dni. Michelle zadomawia się w bunkrze. Cała trójka zaczyna się dobrze dogadywać. Ilustruje to wideoklipowa scena z optymistyczną muzyką : grają w gry planszowe, dzielą się obowiązkami, oglądają filmy, jedzą razem posiłki. Słowem : następuje aklimatyzacja.

        Słychać rumor z zewnątrz, aż dach wibruje. Howard powiada, ze to statki kosmiczne Obcych. Zasadniczą część populacji ludzkiej już zagazowali, teraz szukają niedobitków. Obawia się, ze filtr powietrrza został zapchany. Trzeba to poprawić, bo zaczną się dusić niebawem. Misję wykonuje Michelle, wchodzi po drabinie pod dach. Przy okazji zauważa wydrapane na pleksiglasowej szybie dachowej : "help !". Od środka !

        I znajduje... kolczyk. Taki sam kolczyk jaki miała Megan, córka Howarda, na tym zdjęciu, które jej pokazywał.

        Michelle znów ma powód by podejrzewać Howarda o najgorsze. Zawiadamia Emmetta. Oglądają oboje to zdjęcie [jest w komodzie] i stwierdzają, ze kolczyk się zgadza. Kłopot w tym, że... dziewczyna na zdjęciu, to nie jest Megan. Tak mówi Emmett. Na zdjęciu jest niejaka Brittney, dziewczyna która zaginęła w okolicy 2 lata temu i do tej pory się nie znalazła. Czyżby Howard był kidnapperem ?

        Oboje zaczynają się bać. W sekrecie przed Howardem postanawiają uszyć z róznych nadających się do tego celu fragmentów - kombinezon i maskę ochronną, aby wyjść na zewnątrz.

        Howard zachowuje się dziwnie.
        Podczas gry w skojarzenia tak "naprowadza na hasło" Emmetta, jakby chciał dać do zrozumienia, ze "wiem, co robisz ! wiem co knujesz !". Nie wiemy : czy on tak mówi w związku z hasłem czy daje ostrzeżenie spiskowcom ?

        A potem prosi ich o pomoc w przestawianiu dużej beczki wypełnionej... kwasem. Po co ? Powiada, ze zamierza w niej "utopić śmieci". I zaczyna topić... niektóre drobiazgi jakie Michelle i Emmett ukryli do budowy skafandra. Są zdumieni. Emmett bierze całą winę na siebie, mówi ze chciał zrobić broń, żeby sterroryzować Howarda, a tym samym zasłużyć na szacunek i uznanie Michelle. Kłamie. I Howard mu nie wierzy. Strzela do niego z pistoletu i kładzie trupem. Michelle aż odbiera oddech. Całkowity szok.

        Dłuższy czas dochodzi do siebie, a Howard wydaje się nie przejmować sytuacją. "Wiem, ze nie tak wyobrażałaś sobie życie dla siebie, ale nie masz wyjścia. Musimy być szczęsliwą rodziną", mówi do niej i częstuje lodami.

        Nie odkrył kombinezonu. Przeszukał tylko rzeczy Emmetta, nie zaglądał pod materac w pokoju Michelle. Dzięki temu dziewczyna m
        • grek.grek "Cloverfield Lane 10" [2] 30.12.17, 11:24
          Dzieki temu dziewczyna może nadal, w tajemnicy, szyć ten skafander i maskę gazową z wykorzystaniem plastiku z butelek i innych takich.

          Lecz za chwilę Howard znów jest górą. Nie wiadomo : wiedział wcześniej, ale dał jej szansę na poprawę czy wyczuł ją w tym momencie ? tak czy owak, wyszarpuje spod niej materac i odkrywa kombinezon.

          Michelle podejmuje od razu walkę, powala go na ziemię próbuje zamknąć w celi. Na próżno. Ucieka przed nim po całym bunkrze, przewwracając regały z jedzeniem i meble. Dopada wreszcie do tej bani z kwasem i wylewa w stronę Howard, który przewraca się i połową twarzy wpada wprost w tę ciecz. Michelle, już na zdrowych nogach, chytrze przechodzi nad nim, zdobywa swój skafander i dociera do drzwi. Pokonany Howard błaga ją, zeby nie opuszczała bunkra.

          MIchelle ma jednak inne plany. Najpierw specjalnym spryskiwaczem podwędzonym Howardowi zamraża kłódkę, potem ją rozbija czymś cięzkim. Wychodzi na zewnątrz. Dookoła jest pole kukurydzy, na podwórku stoi kilka aut, a dzień jest słoneczny i jasny. Czy naprawdę nie mozna oddychać z powodu gazu ?

          I nagle... "Bocian ! Patrz : bocian !", rzec by można, bo mamy chwyt z "Seksmisji' : Michelle zadziera głowę i widzi kormorany czy jakieś inne ptaszyska w powietrzu. A więc z tym gazem, to był pic ! Zdejmuje maskę - ulga, można oddychać, powietrze nie jest zanieczyszczone.

          Ale to by było zbyt proste rozwiązanie... po chwili bowiem Michelle staje na dachu auta, by obejrzeć okolicę i widzi... dziwne urządzenie latające. Jakby metalowa ośmiornica z mackami. Zdumiona chowa się w szopce przy domu. Nagle mamy noc :] Dziwny przeskok w czasie.

          A w tej nocy dziwy się dzieją... Najpierw ewidentnie byt pozaziemski, w ciemności święcący odblaskami, i dysponujący duża siłą, przewraca jeden z samochodów. Łazi po szopie, wciska swój mrówkojadzi pysk do środka. Michelle truchleje ze strachu. Wykorzystuje moment i ucieka z szopy.

          Widzi jak ta latająca ośmiornica zaczyna wyrzucać z siebie jakąs zieloną substancję pyłową. Gaz ! Gaz o którym mówił Howard. Michelle w pośpiechu zakłąda porzucony skanfander i maskę gazową. Chowa się do jednego z samochodów. Osmiornicopodobny statek Obcych łapie jednak macką auto i ciągnie je ze sobą. Michelle znajduje w srodku butelkę alkoholu, odkorkowuje ją, wciska do środka jakiś kawałek materiału, podpala zapalniczką i takim koktaljem Mołotowa rzuca w środek obrzydliwej paszczy stwora pozaziemskiego. Paszcza się zamyka, macka wypuszcza auto z Michelle w srodku, a potem w ośmiornicy następuje eksplozja. Jedna, potem druga. Ośmiornica pikuje i rozbija się nieopodal. Potęzny wybuch.

          Michelle odpala samochód, działa. Wyjeżdza na szosę. Dookoła pusto jak w grobie. I cicho. Zdejmujje skafander. Gaz najprawdopodobniej działa wtedy, kiedy jest rozyplany. Trzeba nim zostać obsypanym, żeby zachorować. Nie utrzymuje się w powietrzu.

          Michelle odpala radio. Słychać komunikat rządowy. Kraj jest pod inwazją kosmitów. Trwają walki w całej Ameryce. Wojsko ma sukcesy, ale wciąz sytuacja jest skrajnie trudna. Powtarza się prośba do cywili, którzy mają jakiekolwiek umiejętności wojskowe czy medyczne, zeby zgłaszali się do pomocy. Najbliżśzy taki punkt jest w Houston.

          Tak wiec bohaterka zatrzymuje auto, zawraca i jedzie w stronę, jak można się domyślać, punktu do którego może się zgłosić jako wolontariuszka.

          No i jak Wam się podoba taka historia o inwazji ? ;] Przez dłuższy czas trudno w taki wariant uwierzyć, wygląda to raczej na zmagania samotnej kobiety z facetem, który sfiksował po utracie rodziny i porwał ją, żeby wychować na następczynię/zastępczynię własnej córki. Potem jest sugestia, że Michelle nie jest pierwsza, była inna dziewczyna, ale chyba nie sprawdziła się, ewentualnie zgineła w czasie ucieczki. Co może być prawdą, ale jednocześnie prawdą okazuje się być cała opowieść o zagrozeniu na zewnątrz. Niezłe !

          trzeba oddac, że John Goodman gra pierwszorzędnie. John Gallagher Jr/Emmett przypominał mi Richarda Dreyffusa ze "Szczęk", tylko brunet, co nastawiło mnie pozytywnie do tej postaci ;]; Mary Elizabeth Winstead/Michelle, dla porządku.

          www.youtube.com/watch?v=yQy-ANhnUpE
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 11:33
      ależ dzisiaj oferta ! :]

      trzeci "Obcy" dla wielu jest najmniej udany, ale wg mnie jest też najmniej poznany, bo najrzadziej chyba wyświetlany.

      ascetyczny, rozgrywa się w kolonii karnej do której trafia Ripley, a razem z nią jej kosmiczny/a nemezis.

      tym razem, ludzie będą musieli pokonać stwora z kosmosu bez użycia broni palnej i skomplikowanych urządzeń technicznych, gdyż po prostu ich nie posiadają.

      I dostaniemy kolejny krok naprzód w rozwoju samej postaci Obcego i jego relacji z Ripley, rzec by można, będzie to punkt sugerujący nawet koniec serii [wówczas, bo wiadomo ze powstał kolejny film].

      ponoć David Fincher nie lubi wracać do tego filmu, był to jego debiut, zebrał średnie recenzje, ale mam wrażenie, że ten "Obcy" jest jednak niedoceniony. nie w stosunku do oryginału, ale choćby np. sequela Jamesa Camerona.

      cos mi się wydaje, ze ten "Obcy" miał wieńczyć serię, ale z zainwestowanych 50 mln zrobiło się prawie 160, co zapewne przekonało producentów, ze warto jeszcze raz wejśc do tej rzeki :]
      • mala_ciekawostka Re: 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 12:02
        Koniec filmu rzeczywiście mógł sugerować zwieńczenie serii. Musieli się dobrze nagłówkować, żeby wymyślić pomysł na kontynuację :)
        Mi się nawet podobał, choć jest dosyć mroczny. Jednak chyba daruję sobie dzisiaj powtórkę, jakoś nie mam na nią ochoty:)
        • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 12:18
          To prawda, Mała Ciekawostko :]
          choć... "trojkę" i "czwórkę" dzieliła najmniejsza odległosć czasowa sposród wszystkich w tej serii, tylko 5 lat ;]. aczkolwiek , moze chodziło o to, ze szybciej niż w poprzednich sytuacjach zjawił sie producent gotów wyłożyc pieniądze na następny film ? ;]

          interesujące, ze Obcy 4 kosztował 25 mln wiecej, a więc teoretycznie, mimo wstrzemięźliwych recenzji, tu i tam oraz nienajwyżej stopy zwrotu [50/160 to chyba średni wynik ?] uznano, ze ten koncept ma przyszłość ;] Obcy 4 zarobił tyle samo, co Obcy 3 i tu już chyba skończyły się pomysły i pieniądze ? coś słyszałem także, ze Sigourney Weaver nie bardzo życzyła sobie kontynuacji serii, czy wiesz coś o tym ? No i każdy z tych 4 filmow robił dobrej klasy reżyser, może do Obcego 5 nie było chętnego o dorobku gwarantującym odpowiednią jakość i... "hype" ? :]

          rozumiem :]
          na pewno będzie powtórka ! :]

          • mala_ciekawostka Re: 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 13:09
            Mi też o Sigourney Weaver coś się kiedyś obiło o uszy:)
            Pewnie rzeczywiście nie było chętnych ani na dalsze wykładanie pieniędzy, ani na reżyserię, a jeśli aktorka grająca główną postać nie ma ochoty dalej jej grać, to tym bardziej decyzja o zakończeniu serii wydaje się słuszna:)
            Na pewno powtórzą i to pewnie niedługo;)
            • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 16:54
              o yes, Mała Ciekawostko, bez Weaver Ripley nie ma racji bytu.

              powtórka zapewne będzie w tygodniu, jak w przypadku poprzednich dwóch "Obcych" :]
              • mala_ciekawostka Re: 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 17:27
                Najprawdopodobniej:)
                • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Obcy 3" 30.12.17, 17:41
                  :]
                • grek.grek 22:40 Stopklatka "Obcy 3" 31.12.17, 15:36
                  powtórka już dziś ! :]

                  a od 20:00 : "Seksmisja" :]
                  • mala_ciekawostka Re: 22:40 Stopklatka "Obcy 3" 31.12.17, 18:14
                    :))
    • grek.grek 20:15 TVP1 "The Walk. Sięgając chmur" 30.12.17, 11:50
      Mania oglądała, zostawiła nas w tajemniczym niedopowiedzeniu, może dziś coś a'propos, Maniu :]

      kto widział "Człowieka na linie" ten w zasadzie fabułę już zna. mam pecha ? być jednym z
      tych [nie]szczęsliwców ;]

      świetny dokument Jamesa Marsha trudno przebić, zwłaszcza że część została sfabularyzowana, a resztę wypełniają zdjęcia archiwalne, w prywatnych zbiorów bohaterów, no i cudowna muzyka Ralpha i Nymana.

      7 sierpnia 1974 roku francuski akrobata Philippe Petit przeszedl po linie zawieszonej między wieżami WTC na wysokości 400 metrów nad ziemią. Bez zabezpieczenia. Chodził po niej przez 40 minut. Dokonał rzeczy niesamowitej. MOżna tylko próbować wyobrazić sobie jego umiejętności oraz zdolnośc do absolutnej koncentracji.

      rzecz w tym, ze samo przejście było tylko częścią projektu, którego realizacja zajęła jemu i jego współpracownikom kilkanaście lat.

      musieli incognito dostać się do WTC żeby dokonać pomiarów i dokładnie obejrzeć miejsce akcji, potem wykonali setki i tysiące szczegółowych planów, bo samo mocowanie liny to sztuka, a na dodatek trzeba było ją przeprowadzić między wieżami, na odległości, bagatela, 60 metrów !, no a później już "tylko" dostać się niepostrzeżenie w nocy na wieże, kiwnąc strażników, przerzucić linę, umocować [od dołu też, a nawet zwłaszcza ! :)] i gotowe. I to tylko przy załozeniu, że nie będzie porywistego wiatru.

      wiadomo, że się udało, ale i tak dokument Marsha trzyma za szyję jak dobry thriller :]

      ważny jest też sam bohater, któreego szczerze polubiłem, za jego zywiołowośc, zdrową pewnośc siebie, wiarę w marzenia i osobowośc.

      w filmie gra go Joseph Gordon-Levitt, z którym również jakoś sympatyzuję, więc muszę obejrzeć ten film ! :]]

      a Wy ?
      mam nadzieję !

      dzisiaj chyba nie zdołam, bo konkurencja ma hit ;], ale będzie powtórka [niedziela/poniedziałek 2:30].

      mam więc nadzieję, ze obejrzycie i napiszecie o swoich wrażeniach ! :]

      reżyseruje dobry rzemieślnik Robert Zemeckis, pozostaje mieć nadzieję, ze Philippe nie zostanie zagrany i opowiedziany a'la "Forrest Gump" czy Cruzoe w "Cast Away" ;] choć, pan reżyser też widział zapewne "Człowieka na linie", wiec powstaje obawa, czy nie zechce na siłę stworzyć innej postaci niż tam zapisana i siłą rzecz autentyczna.
      • maniaczytania Re: 20:15 TVP1 "The Walk. Sięgając chmur" 30.12.17, 16:00
        odrzuć konkurencję - oglądaj koniecznie!!!
        • grek.grek Re: 20:15 TVP1 "The Walk. Sięgając chmur" 30.12.17, 17:02
          dzięki, Maniu ! :]

          ależ wezwanie do działania ! :] znakomite !

          obejrzę - na pewno, nieuchronnie, absolutnie koniecznie !

          dzisiaj konkurencji dam fory, a "The Walk" obejrzę przy okazji
          powtórki z niedzieli/poniedziałek :]

          dzięki za tak dynamiczny entuzjazm ! :]
        • grek.grek Re: 20:15 TVP1 "The Walk. Sięgając chmur" 31.12.17, 15:37
          dziś w nocy oglądam ! :]

          2:30 - świetna godzina ! ';]
        • grek.grek Re: 20:15 TVP1 "The Walk. Sięgając chmur" 31.12.17, 15:38
          A czy Wy oglądaliście wczoraj ? :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Zakochany Molier" 30.12.17, 11:58
      jeszcze jedna premiera :]

      Molier, tutaj początkujący literat, przybywa do Paryża z trupą wędrownych cyrkowców. Zamiast sukcesu scenicznego, robi długi finansowe i trafia do więzienia. Wykupuje go bogaty szlachcic z prośbą, by młody człowiek nauczyl go manier oraz sztuki uwodzenia kobiet [czyli, będzie to opowieśc autotematyczna]. Szlachic ma piękną żonę, ale marzy o innej kobiecie, tymczasem zaś Molier kocha się w pani domu.

      komedia skacząca po wątkach z twórczości Moliera ? :]

      francuskie komedie współczesne są niezrównane i niepodrabialne, amerykańskie miały swój czas w 50s i 60s, brytyjskie królowały jakoś na przełomie 90s i 00s, polskie w 80s, czeskie w 70s, teraz w sztafecie czas na Francję :]

      w roli głównej Romain Duris, obok niego sam Fabrice Luchini.

      nieźle brzmi !


      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "Zakochany Molier" 30.12.17, 13:58
        Niestety, nie dam rady obejrzeć. Żałuję głównie ze względu na Fabrice Luchiniego, którego bardzo lubię.

        Liczę na powtórkę!
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Zakochany Molier" 30.12.17, 16:56
          właśnie z powodu Twojej sympatii dla Luchiniego pomyślałem, że warto ten
          film zapowiedzieć, Siostro :]

          oby powtórka nadarzyła się już niebawem !

          btw, Luchini grał w "Molierze na rowerze", a i chyba jest teatralnym aktorem "molierowskim" ?

    • grek.grek 21:45 Ct Art "Służąca" 30.12.17, 12:10
      1, 5 roku po Cannes i premierze kinowej ! ;]

      miał świetne recenzje.

      rzecz się dzieje w Korei w latach 30-tch. Pewien oszust i szarlatan z marginesu społecznego dybie na majątek pięknej Japonki, dziedziczki fortuny. Celem realizacji swego niecnego planu umieszcza w jej otoczeniu młodą służacą, złodziejke i manipulantkę, która wtajemniczona jest w całą intrygę i spełnić ma role posłusznego narzędzia, czyli zostać zaufaną przyjaciółką milionerki.

      "trójkąt miłosny, pożądanie, seksualne fantazje, wyrafinowana zemsta", tak w opisie wymieniane są zalety tego filmu.

      słowo daję, że od stu lat chyba nie słyszałem, nie mówiąc o oglądaniu, dobrego thrillera erotycznego. Jakże rzadko intryga kryminalna kręci się wokół ludzkich, pierwotnych i najbardziej naturalnych, instynktów i namiętności.

      tutaj scenariusz bazuje na oryginale literackim "Złodziej" Sary Waters, a rozgrywa się - jak dowodzą zdjęcia z planu - we wnętrzach intrygująco łączących wątki japońskie z europejskimi, są też fotografie z duża ilością urodziwej zieleni.

      reżyserem jest Park Chan-wook, który najpierw rozbił bank "OLdoyem" [i całą trylogią o zemście], a potem zrobił m.in "Stokera" z hollywoodzką obsada, który nie tak całkiem dawno omawialiśmy.

      brawo, Czesi ;]]

      szkoda tylko, że wszystkie dzisiejsze cymesy filmowe zebrały się w jednym miejscu i o tej samej porze :]

      • siostra_bronte Re: 21:45 Ct Art "Służąca" 30.12.17, 13:59
        O, słyszałam o tym filmie! Czekam/czekamy na recenzję!
        • grek.grek Re: 21:45 Ct Art "Służąca" 30.12.17, 16:59
          dzięki, Siostro ! :]

          cięzko się zdziwiłem taką premierą w czeskiej ramówce ;]

          przy okazji, postaram się nie spoilerować, bo jesli oni już mają ten film, to TVP, cokolwiek
          by o niej rzec ;], zapewne również niebawem go nam zaprezentuje.
        • grek.grek Re: 21:45 Ct Art "Służąca" 30.12.17, 17:40
          PS : tak jakoś tę "zajawkę" wpisałem "połowicznie" ;]

          oszust podający sie za hrabiego podsuwa milionerce swoją wspólniczkę, jako służącą, która ma wkupić się w łaski milionerki i nakłonić ją do ślubu z fałszywym hrabią, żeby hrabia mógł ją wrobić w chorobę umysłową i położyć łapę na jej majątku.

          teraz to dopiero jakoś brzmi ;]
        • grek.grek "Służąca" parę słów po filmie 31.12.17, 10:34
          Znakomity film !

          konstrukcją fabularną przypomina wybitnego "Rashomona", ale także np. świetny włoski "Kapitał ludzki", który niedawno mieliśmy okazję oglądać i omawiać [najpierw dzięki Twojej doskonałej opowieści, Siostro].

          Podzielony jest na 3 części, pierwsza rysuje podstawową wersję zdarzeń, a kończy się zdumiewającym zwrotem akcji, druga krok po kroku, drobiazg za drobiazgiem dekonstruuje znaczenie i sens wydarzeń w pierwszej, a trzecia to coś w rodzaju zamknięcia i epilogu.

          Pierwsza część określa punkt widzenia Tamako, która zostaje służącą, a drugi jej pani, Hideko, przy czym samo przeznaczenie tytułu nie jest jednoznaczne. Już na tym poziomie czai się zupełnie zaskoczenie.

          Intryga jest piętrowa, nie sposób podjąć się próby streszczenia filmu bez wyjawienia choćby szczegółów naprowadzających, a daję Wam słowo, że mogłoby to popsuć Wam zabawę filmową :] Nie zrobię tego :]

          Na początku mamy więc Tamako, która zostaje służacą milionerki Hideko. Została nią z poruczenia hrabiego Fujiwary, dobrego znajomego wuja Hideko, pana Kouzuki.

          Hrabia jest fałszywy, to oszust z marginesu społecznego, jego celem jest uwiedzenie Hideko, a potem wysłanie jej do zakładu psychiatrycznego, aby zdobyć pieniądze, które Hideko ma dziedziczyć po zmarłych rodzicach.

          Tamako to jego wspólniczka i narzędzie, jej celem ma być zyskanie zaufania i przekonanie naiwnej Hideko do zalotów Fujiwary, tak aby przyjęła jego oświadczyny.

          Tamako to córka byłej renomowanej złodziejki, mieszka z rodziną, której się nie przelewa i która z dziada pradziada utrzymuje się z drobnych kradzieży. Fujiwara obiecuje całej familiji porządny procent od kasy, którą wyciągnie z tego biznesu.

          Jest jeszcze wuj Kouzuki, koneser i konsument wyrafinowanej pornografii ksiązkowej, właściciel bogatej biblioteki dzieł tego rodzaju. Wuj chce poślubić Hideko i przejąć w ten sposób majątek, choć niekoniecznie o majątek w tej sprawie akurat mu się rozchodzi, ponieważ sam jest dostatecznie bogaty.

          Tamako poznaje Hideko i uderza ją jej uroda. "Nie sądziłam, ze będzie tak piękna", powiada. Już pierwszej nocy, tuż po przybyciu, Tamako pomaga swojej pani uporać się z traumami, jakie dopadają ją z powodu tragicznie zmarłej ciotki. Pani powiesiła się w ogrodzie i od tego czasu jej duch nawiedza dziewczynę. Tę noc obie kobiety spędzają razem, a Tamako pielęgnuje przestraszoną Hideko.

          I fakt : Hideko okazuje się być naiwna, nie zna życia i mężczyzn, a na dodatek bardzo uczuciowa jest. Tamako nie ma większych kłopotów z nawiązaniem z nią bliskich relacji, takze zahaczających o erotyzm, najpierw w scenach dwuznacznych [uśmierzanie bólu zęba w kąpieli - niesłychanie zmysłowa sekwencja], a potem jednoznacznych, bo Hideko spotykająca się z Fujiwarą nabiera pragnienia poznania własnego ciała i seksualnych reakcji na rozmaite bodźce, a zaufać moze wyłącznie swojej służącej.

          Sama z kolei pozwala Tamako stroić się w swoje ubrania, kapelusze, biżuterię, daje jej własne buty, gdy odkrywa że tamta straciła własne [dopiero później się dowiemy dlaczego i jaka była na to pierwsza reakcja Hideko].

          To wszystko powoduje, że Tamako zaczyna się wahać. Hrabia Fujiwara odwiedza domostwo, pełni rolę nauczyciela malarstwa i literatury dla Hideko, za zgodą wuja Kouzuki, z którym ma swoje konszachty, o których szerzej będzie w II części.

          Fujiwara to człowiek od zawsze pragnący wejśc na salony, ale nie z prymitywnej chęci, lecz z upokorzenia własną bieda i pochodzeniem. Jest on bowiem Koreańczykiem, a kraj znajduje się pod japońską okupacją, lecz nie jest to tylko okupacja polityczna, ale i kulturowa. Japońskośc oznacza awans na tym polu.

          Fałszywy hrabia, jako jegomośc niewątpliwie zdolny i inteligentny, postaral się o własne maniery i nieformalne wykształcenie, a na dodatek osiagnął wysoki poziom klasy w podrabianiu cennych książek i obrazów. Dlatego łatwo mu oszukiwać innych swoimi rzekomymi szlacheckimi tytułami. Trudno mu nie wierzyć, widząc strój i sposób bycia.

          Tamako robi swoje, reklamuje Fujiwarę u Hideko, przekonuje ją, ze od kiedy pojawił się hrabia Hideko nabrała rumieńców i życia, a kiedy uczy ją seksualnych technik zawsze opatruje to komentrzem "Tak będzie cię traktował hrabia". Satysfakcja jakiej doznaje Hideko ma się jej kojarzyć w Fujiwarą, a zatem zbliżać ją do podjećia kluczowej decyzji.

          Kłopot w tym, ze Tamako z czasem coraz bardziej buntuje się przeciw swojej misji i swojemu "szefowi". Raz dlatego, ze los skromnej i bezbronnej sieroty Hideko wzrusza ją niezwykle, a na dodatek Tamako kocha się w swojej pani i czuje ze z wzajemnością. Z trudem znosi asystowanie przy spotkaniach Hideko z hrabią. Chwilami bezczelnie odmawia zostawienia ich sam na sam. A wreszcie wydaje się jej, że Hideko tylko czeka na to, by powiedziała jej : Nie wychodź za hrabiego, bo ja cię kocham. Tamako jest więc w akrobatycznym szpagacie między miłością do Hideko, a wiernością zadaniu, którego się podjęła.

          Tutaj przerwę uszczegółowianie, to moze 1/5 filmu, więc nie zdradzilem nazbyt wiele. Pierwsza odsłona kończy się absolutnie zbijającym z nóg twistem. Nagle widzimy innych ludzi niż takich, jakimi dali się poznać i do siebie przyzwyczaić.

          W drugiej części narratorką jest Hideko i poznajemy jej przeszłośc, zanim do domu przybyła Tamako. KLuczowy jest tutaj sposób w jaki Hideko została wychowana w dzieciństwie, po śmierci matki przez ciotkę i wuja Kouzuki, który traktował ją w bardzo specyficzny sposób. Powiedzmy : na miarę swojego wyrafinowania, przy czym można jego charakter określić w zalezności od tego, co w nim uznamy za cechę dominującą.

          W tej II części wydarzenia z pierwszej nagle wyskakują z ram, w jakich zdązyły się umieścić. Właciwie scena po scenie, ujęcie po ujęciu następuje zmiana sensów. Nic nie jest tym, czym wydawało się być. Bo i bohaterowie doznają zmiany. Dają się lepiej poznać i odsłaniają prawdę o sobie.

          Tutaj, pośród całej tej dekonstrukcji, również przydarza się jeden bardzo ostry zakręt [scena w ogrodzie z udziałem obu bohaterek i sznurka] w dodatku zwieńczony akcentem humorystycznym.

          III akt rozgrywa się przy już otwartej kurtynie. Widzimy triumf kobiecości, zmysłów, emocji, lojalności, a obok niej klęskę męskosci i to klęskę dosłowną.

          W recenzjach napisano, ze to film o zemście i w istocie tak jest. Jest to jednak zemsta wykonana nie własnymi rękoma, raczej za pomocą podstępu i napuszczenia jednego mężczyzny na drugiego.

          Mężczyźni stosują tutaj przemoc symboliczną oraz zupelnie jawną, zwlaszcza jak chodzi o seks. Zemsta uderza przede wszystkim w te symbole, zwłaszcza w wybitnej scenie w bibliotece, pod nieobecnośc wuja Kouzukiego.

          To też ciekawa postać, nie tylko w kontekście pasji, które uprawia, budzących opór i sprzeciw, ale niewątpliwie zajmujących jako wątek filmwy. Kouzuki, mimo zamożności i wykształcenia, nigdy nie wyzbył się kompleksu KOreańczyka, zawsze uparcie dązył do przyjęcia kultury i zwyczajów japońskich, chciał być lepszy, czyli Japończykiem. Jednocześnie intryguje go sztuka z Europy, nawet w pewnym momencie poluje na zakup przedruków powieści markiza de Sade'a.

          Może dlatego z zewnątrz całe domostwo wygląda jak min-zamek, a w środku podzielony jest na pokoje o wystroju całkiem nowoczesnym oraz tradycyjnie japońskim. Jego imponujący biblioteka tak właśnie wygląda : obita drewnem, regały ustawione jak w domu w Anglii czy Francji, ale potem schodzi się lekko w dół i tam jest już starojapońska mata, drzewka bonzai wkomponowane w podłogę, starojapońskie malarstwo i klasycznie zdobione ściany. To w tym pokoju Kouzuki uprawia swoje... seanse, podczas których poznaje Fujiwarę.

          W II częsci Kouzuki staje się kluczową postacią, ponieważ to właśnei on jest szarą eminencją stojącą za tym kim stała się Hideko.

          Mężczyznom chodzi tutaj o władzę, pieniądze i seks. Kobietom : o uczucia. Klasyczny podział, w dodatku najlepiej uwidoczniony w preferencjach seksualnych : mężczyźni używają w niej przemocy, realnej albo symbolicznej, kobiety uruchamiają
          • grek.grek Re: "Służąca" parę słów po filmie 31.12.17, 10:59
            Kobiety uruchamiają feerię zmysłów, namiętnośc, bez podtekstów.

            I jak to jest zrobione !

            Uroda tego filmu uwodzi nie mniej niż uroda aktorek w głównych rolach : wspaniałe wnętrza, liczne sceny ogrodowo-plenerowe z udziałem wyrazistej zieleni, lokalizacje [np. aleja wśród szpaleru drzew pochylających się ku sobie niczym wojsko z szablami podczas oficerskich ślubów], bibeloty, lustra, jest statek płynący przez morze, jest pociąg wijący się wśród wspaniałej przyrody, samochód serpentyną jadący wśród zieleni, sceny z deszczem, kolorystyka [w pewnym momencie Hideko przegląda zawartości szuflad swojej garderoby i co odkryje którąs, to widać przepięknie zdobione szaty].

            Wybitny poziom smaku estetycznego. Nie jest to jednak film kostiumowy, od razu warto zaznaczyć. Przynajmniej mnie się tak wydaje.

            III akt kończy się w dwoch miejscach jednocześnie. W jednym widzimy orgię przemocy i śmierć na drodze do zatracenia [oraz kałamarnicę w akwarium], w drugim radośc i ekstazę w drodze do szczęścia [oraz nocny pejżaż morza czy też oceanu ?].

            Kapitalna filmowa wizja !

            Mnóstwo tutaj szczegołów i detali, z których każdy ma do odegrania ważną rolę jako symbol, zapowiedź nachodzącego, albo jako rekwizyt kojarzący się ze zmianą wektorów w danym wątku : rękawiczki Hideko, ozdobna fiolka że srodkiem nasennym Fujiwary, sznur służący do wieszania [się] i tak dalej.

            Przemoc jest tutaj okropna, z odgłosami mało wyjściowymi, a seks jest odurzający. Szaleństwo podstawowych instynktów ludzkich pokazane w jakże wytwornych dekoracjach i w sposób magnetyczny niemalże.

            Efekty zaś dekonstrukcji fabularnej pan reżyser Park Chan-wook osiąga za pomocą innego ustawienia kamery, co jest popisem konceptu i pracy operatora. Np w scenie seksualnej między Hideko, a Tamako, wystarczy że kamera odjedzie nieco dalej i wyzej, a widzimy znacznie więcej i zmienia się wyraz całej sytuacji; albo : w zależności od tego, czy kamera podąza za spojrzeniem Tamako widzącej zza okna rozmowę Fujiwary z Hideko, czy też towarzyszy rozmówcom - kontekst całej sekwencji jest całkowicie inny, podobnie jak podczas rozmowy Fujiwary z Tamako w tej alei z drzewami.

            Oryginał literacki oryginałem, na pewno dostarczył świetnej historii i zaskoczeń zwrotami akcji, ale sposób w jaki przepracowany został na język filmowy, to już zasługa znakomitego scenariusza [sam reżyser oraz Seo-Gyeong] i autora zdjęć Chung-hoon Chung.

            wybitna jest też muzyka, zwłaszcza powtarzający się lejtmotiw o lirycznej barwie, wspaniały, sądzę ze każdy, nawet wybitny, twórca muzyki filmowe chciałby mieć taką kompozycję w swojej
            kolekcji. Autorem jest Yoeng-wook, choć być może wątek zapożyczony został z jakiejś opery albo innej "stajni" muzycznej ? Miałem wrazenie, jakbym go już gdzieś kiedyś słyszał. Może Wam się skojarzy, mam nadzieję.

            Generalnie : seans najwyższej próby !

            sporo tutaj seksu i przemocy, wątpliwe by np TVP wyświetliła ten film w prime time. Coś mi się wydaje, ze najwcześniej zacznie się o 22:00.

            O której by się jednak nie zaczął, i nie skończył, koniecznie będę Was namawiał do obejrzenia ! :] rzadko spotyka się film wybitny w każdym calu, jak chodzi o techniczną tzw robotę filmową, a jednocześnie piękny wizualnie, plastyczny i intrygujący fabularnie. Nie sposób się oderwać, tyle tutaj zaskoczeń i znaczeń.

            Kino feministyczne ? Z pewnością :] Nie sposób inaczej tego zakwalifikować. Podział jest dośc jasny, kobiety dobre, mężczyźni niedobrzy, ale zaryzykują, ze postaci męskie, z całym ich dążeniem do władzy, kasy i posiadania, są równie interesujace, wcale nie ohydne, nawet wuj Kouzuki, który jako koneser i esteta wzbudza osobliwe, bardzo egzotyczne, zaciekawienie. No i bez takiego tła trudno byłoby wyeksponować kobiece piękno i doskonałość :]
    • grek.grek z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 11:04
      udanego Sylwestra, Drodzy ! :]

      jakkolwiek będziecie go spędzać ! :]

      hucznej zabawy albo miłego wypoczynku [może być przy zabawie ;)] !
      wesołych tańców albo nie mniej wesołej intymności !
      upragnionego wirowania albo równie upragnionego pozostawiania w stanie
      błogiego spokoju ! :]



      • mala_ciekawostka Re: z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 11:47
        Dziękujemy:))!
        Wspaniałego, udanego Sylwestra, spędzonego tak jak sobie wymarzycie:)!
        • grek.grek Re: z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 15:35
          dzięki, Mała Ciekawostko ! :"]]
      • maniaczytania Re: z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 15:36
        i ja się do życzeń przyłączam :)

        Udanej zabawy, jakakolwiek ona będzie i gdzie będzie :)

        I wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
        • grek.grek Re: z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 15:39
          dzięki, Maniu ! :]

          to ja jutro z życzeniami na Nowy Rok ;] będziemy mieli 2-dniowe obchody ! :]
          • maniaczytania Re: z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 16:26
            jutro to już będzie nowy wątek mam nadzieję ;)
      • barbasia1 Re: z okazji Sylwestrowej ;] 31.12.17, 23:46
        Pięknie powiedziane. :) Przyłączam się do życzeń.
        • grek.grek Re: z okazji Sylwestrowej ;] 01.01.18, 09:59
          Cześć, Barbasiu !!! :}

          wszystkiego najlepszego ! :]
    • grek.grek 21:05 Kultura "Rent" 31.12.17, 11:19
      hollywoodzka wersja "Cyganerii" Pucciniego, hit prosto z Broadwayu, name it : rock-opera :]

      akcja umieszczona w East Village w Nowym Jorku na przełomie 80s i 90s, a bohaterami są biedni mlodzi ludzie marzący o karierach aktorskich czy muzycznych, ale także striptizerki, drag queens albo prawnicy. tworzą współczesną swoim czasom bohemę i wynajmują wspólnie mieszkanie, które muszą opłacić, tytułowy czynsz staje się ich głównym codziennym zmartwieniem, obok aspiracji szołbiznesowych i wszelakich scenicznych, uniesień miłosnych i dramatów osobistych.

      rzecz z 2005 roku.
      reżyseria Chris Columbus, czyli specjalista od "Kevina", "Pani Doubtfire", i "Potterów".

      na soundtracku widzę... 43 utwory - uff :]

      no i klapę widzę finansową : 40 mln zainweestowano, a po stronie zysków zaledwie 31. Co się stało ? zwłaszcza ze recenzje były chyba całkiem niezłe.

      4 lata wcześniej "Moulin Rogue" Baza Luhrmanna zarobił 180 mln przy 50 mln kosztów, a rok młodszy "Upiór w operze" Joela Schumachera prawie 160 przy 70.

      czyżby producenci "Rent" nie zainwestowali w reklamę ? ;]

      PS : a o 1:00 "Rocky Horror Picture Show" [via Kultura również] :] noc sylwestrowa z musicalami ? niezły pomysł !



      • siostra_bronte Re: 21:05 Kultura "Rent" 31.12.17, 14:56
        Widziałam kiedyś spory kawałek. Bardzo ciekawy, sporo świetnych piosenek.

        Myślę, że klapa wynikła zapewne z tematyki. Bohaterami są młodzi, klepiący biedę artyści. Są tu narkotyki, homoseksualiści, drag queens, jest też AIDS. To nie były tematy typowe dla musicali. Film jest sceniczną wersją musicalu, który w 1996 r. odniósł wielki sukces.

        Ale masową widownię w kinach ta tematyka mogła zniechęcić.

        Ciekawy wybór Kultury na Sylwestra! Szkoda, że później leci "Rocky Horror...", który znam. Chętnie bym obejrzała coś premierowego!

        Tutaj chyba najpiękniejsza piosenka, na zachętę:

        • grek.grek Re: 21:05 Kultura "Rent" 31.12.17, 15:34
          dzięki, Siostro :]

          o, możliwe ! to są wciąz tematy mało lubiane i ryzykowne.

          yes, wybór jak najbardziej interesujacy :]

          a u Czechów "Funny girl" z Barbą Streisand.
          umówili się czy co ? ';]
        • siostra_bronte Re: 21:05 Kultura "Rent" 31.12.17, 16:02
          Oj, urwało mi posta. Link do piosenki:

          www.youtube.com/watch?v=IrE7mh7Emj4
          • grek.grek Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 09:51
            dzięki, Siostro :]

            niestety, nie oglądałem wczoraj "Rent", te "nalepki" TVP zupełnie mnie odstręczyły ;]
            wolę obejrzeć kiedy indziej - w lepszym wydaniu niż to wczoraj proponowane.
            • siostra_bronte Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 11:26
              Szkoda, Greku, bo film jest znakomity!!!

              Jak nie przepadam za musicalami, to ten jest naprawdę świetny. I co ciekawe, bardzo mało tu dialogów, a jak napisałeś, ponad 40 piosenek.

              Ale muzyka jest świetna!! Niektóre piosenki zostają w głowie na dłużej. Do tego znakomici, młodzi aktorzy (znam tylko Rosario Dawson, która wtedy też była jeszcze nieznana).

              Faktycznie, fabuła nijak nie pasuje to wyobrażeń o musicalu. Nie jest ani miło, ani przyjemnie. Jest mrocznie, dramatycznie, choć nie brakuje lżejszych, zabawnych momentów. Ale w tle czai się wszechobecna śmierć.

              Do tego krytyka systemu, w której liczy się tylko kasa i "jesteś tym co masz". Co dotyczy nie tylko Ameryki.

              Naprawdę wspaniały, pełen emocji film!!

              Polecam gorąco!!!
              • siostra_bronte Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 11:27
                Tak, te nalepka to jakiś dramat. Czy w tvp myślą, że widzowie mają aż takie problemy ze wzrokiem? :) Ta śnieżynka przebiła nawet rekordową dotąd flagę w Dzień Niepodległości!
                • grek.grek Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 13:39
                  yes, Siostro ! ;]

                  moze dlatego takich rozmiarów był ten znaczek, żeby wszystkich słabiej widzącym 90-latkom koniecznie zwrócić uwagę na występ Zenka i Despasitos, których są z pewnością oddanymi fanami ? ;]
                • grek.grek Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 13:56
                  Siostro, jest już nowy wątek ! :] z radością czekamy na Ciebie !!! :]

                  vol.1/2018 :]]


                  • siostra_bronte Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 14:49
                    :))
              • grek.grek Re: 21:05 Kultura "Rent" 01.01.18, 13:38
                dzięki, Siostro ! :]

                znakomita zapowiedź i rekomendacja, jak zawsze Twojego autorstwa ! :]

                ciekawie brzmi zwłaszcza wątek krytyki systemu i cała otoczka "hard knock life", jakże daleka od
                amerykańskiej propagandy o sukcesie i prosperity w czasów reaganowskich w latach 80-tych.

                bardzo liczę na powtórkę.

                dzięki ! :]
        • siostra_bronte Re: 21:05 Kultura "Rent" 31.12.17, 17:27
          *film jest adaptacją scenicznego musicalu, który...
    • mala_ciekawostka UWAGA! "Pół żartem, pół serio"! 31.12.17, 11:48
      Teraz leci na TVP 2. Może ktoś się skusi:)!
      • grek.grek Re: UWAGA! "Pół żartem, pół serio"! 31.12.17, 15:32
        dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

        ja chętnie !, ale... w terminie powtórkowym [z poniedziałku/wtorek], bo dzisiaj TVP2 strasznie zamazała obraz : w każdym rogu ekranu osobne ogłoszenie o "Sylwestrze Marzen/w Dwójce"' ;]

        • mala_ciekawostka Re: UWAGA! "Pół żartem, pół serio"! 31.12.17, 16:18
          Rzeczywiście, ogromne te znaczki ;)
          • grek.grek Re: UWAGA! "Pół żartem, pół serio"! 01.01.18, 09:53
            otóż to, Mała Ciekawostko :]

            znikły dopiero po drugiej.
            oglądałem jeszcze "The Walk" w Jedynce, na szczęście już bez tych sensacji ;]
    • siostra_bronte "De-Lovely" 31.12.17, 16:39
      W Jedynce o 01.10. Pisałam kiedyś o tym filmie.

      Biografia Cole Portera, niestety, nieudana. To duża sztuka, żeby z życia tak fascynującej postaci jak Porter zrobić taką konwencjonalną, uładzoną i nudnawą historyjkę!

      Kevin Kline nie przekonuje w roli głównej. Na plus kostiumy i oczywiście fantastyczna muzyka kompozytora, tudzież kilka gwiazd muzyki w epizodach.

      • siostra_bronte Re: "De-Lovely" 31.12.17, 17:48
        Poprawka, o 00.15!
      • grek.grek Re: "De-Lovely" 01.01.18, 09:55
        dzięki, Siostro :]

        tak to bywa, że najczęściej w biografiach filmowych muzyków broni się właśnie ich twórczość :]

        gorzej jeśli, jak w tej sytuacji, TYLKO ona :"]
    • siostra_bronte "Doktor Żywago" 31.12.17, 17:17
      Jutro, tj. w Nowy Rok, o ...8.45 w Jedynce. Jak Boga kocham, gorzej godziny nie mieli :)

      Co tu dużo pisać, klasyk Davida Leana, z niezapomnianą parą Julie Christie- Omar Sharif, fantastycznymi zdjęciami i muzyką Maurice'a Jarre'a. Must see!!

      Niestety, o tej porze pewnie nikt nie obejrzy!
      • siostra_bronte Re: "Doktor Żywago" 31.12.17, 17:28
        *gorszej godziny nie mieli.

        Strasznie mi szkoda, że pewnie nie zauważysz go w programie, Greku!
        • grek.grek Re: "Doktor Żywago" 01.01.18, 09:59
          dzięki, Siostro ! :]

          dzięki Tobie - dostrzegam :]

          niestety, pierwsza godzina mi uleciała, wolę nie zaczynać od tego momentu.
          spodziewam się zatem polowania na powtórkę :]

          a godzina istotnie fatalna, od czego mają wieczorne terminy np. na TVP Historia,
          jeśli nawet jedynkowo-dwójkowe są zajęte !
      • siostra_bronte Re: "Doktor Żywago" 31.12.17, 17:37
        Przy okazji, trailer filmu:

        www.youtube.com/watch?v=hvIL_A0UsJk
      • barbasia1 Re: "Doktor Żywago" 31.12.17, 23:48
        > Jutro, tj. w Nowy Rok, o ...8.45 w Jedynce. Jak Boga kocham, gorzej godziny nie mieli :)

        Hehehe! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka