Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać... cz. 2

    • barbasia1 "Czarna Dalia" dziś 09.08.09, 08:54
      Dziś w "Uczcie kinomana" w TVP1 o 23.00."Czarna Dalia" (2006) -
      historia jednej z najbardziej ponurych zbrodni lat 40. w reż. Brina
      De Plamy, ze Sclarlett Johansson w jednej z głównych ról!
      • grek.grek Re: "Czarna Dalia" dziś 09.08.09, 12:06
        Chyba powędruje na taśmę, do kolejki, bo nie jestem w stanie sobie
        odmówić oglądania kolejnych odcinków Seksu (tak już mają gorliwi neofici, hehe).
        Oglądałaś wcześniej ten film ?
        • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" dziś 10.08.09, 13:07
          Nie, jeszcze go nie widziałam i wczoraj też go w końcu nie
          zobaczyłam, bo ... zasnęłam :/

          Ale pożyczę go sobie dziś wieczorem w wypożyczalni (oczywiście jeśli
          będzie dostępny) i wtedy, mam nadzieję, wymienimy się wrażeniami! :)

          Czytałam kiedyś o tym filmie... już wiem, wtedy, kiedy wchodził na
          ekrany i pamiętam, że komentarze nie były nazbyt entuzjastyczne, co
          nie znaczy, że nie warto go obejrzeć.


          /Szkoda, że ten „Seks” tak późno, nie wszystkie odcinki widziałam./



          A dziś o 20.00 w Polsacie dramat wojenny "Wróg u bram"(z bitwą o
          Stalingrad w tle) . Aż pięć gwiazdek w moim w dodatku TV!?
          • grek.grek Re: "Czarna Dalia" dziś 10.08.09, 14:57
            Jakbyś nie dostała Dalii w wypożyczalni, to pisz - machnę jakiś tekst :)

            Seks późno, niestety. Czy oni wszyscy, tam w telewizji, sądzą, że to się zawsze, i w każdej formie, musi odbywać o tak późnej porze... ;)
            • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" dziś 10.08.09, 15:15
              grek.grek napisał:

              > Jakbyś nie dostała Dalii w wypożyczalni, to pisz - machnę jakiś
              tekst :)
              Dzięki Ci! :)))

              Wiedz, że wybieram się po ten film, bo nie chcę, żebyś nam się tu
              zamęczył pisaniem / w końcu w kolejce dwa filmy do omówienia
              czekają/.

              ale oczywiście tak, czy tak na kilka słów komentarza z wrażeniami
              liczę! :)


              > Seks późno, niestety. Czy oni wszyscy, tam w telewizji, sądzą, że
              to się zawsze , i w każdej formie, musi odbywać o tak późnej
              porze... ;)

              No właśnie! :}
              • grek.grek Re: "Czarna Dalia" dziś 10.08.09, 15:31
                A to się nazbierało... Sukcesywnie będę podrzucał kolejne posty, Good Night dopiero zacząłem.... - w środę, ew.czwartek, powinienem wrzucić streszczenie i moje blablabla ;)
                • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" dziś 10.08.09, 16:14
                  Lepiej nie mieć co zjeść na śniadanie,
                  Niż pominąć Grek.greka o filmach gadanie! :]}

                  • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" dziś 10.08.09, 16:17
                    wersja alternatywna :)

                    Lepiej nie mieć co zjeść na śniadanie,
                    niż pominąć Grek.greka o filmach pisanie! :]}
                    • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" dziś 11.08.09, 12:12
                      Mam! Mam "Czarną Dalię". Obejrzę dziś albo jutro wieczorem! A Ty już
                      obejrzałeś Grek.greku? :)
                      • grek.grek Re: "Czarna Dalia" dziś 11.08.09, 18:59
                        Jeszcze nie. Ale za to obejrzałem "Good Night...", co jutro postaram się
                        opisać :)
                        • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" dziś 11.08.09, 21:55
                          grek.grek napisał:

                          [...] obejrzałem "Good Night...", co jutro postaram się opisać :)

                          OK! Zatem Good Night! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.08.09, 13:24
      No to dzisiaj oferta szerokopasmowa : Wróg u bram (polsat,20) - pojedynek słynnych snajperów Rosjanina i Niemca, podczas bitwy pod Stalingradem, ale zdecydowanie bardziej : rozgrywka dwóch osobnych charakterów, w najlepszym stylu zresztą, w dekoracjach z ruin i gruzów - Jude Law v. Ed Harris, za pulpitem Jean-Jacques Annaud.

      "pogoga na jutro" (Dwójka, 21), oglądłem ze trzy razy i za każdym kolejnym utwierdzałem się w przekonaniu, że Stuhr poszedł na łatwiznę, decydując się pokazać Polskę XXI za pomocą wyliniałych jak szczurze futro stereotypowych postaci i zachowań, rozwiązując ostatecznie węzeł gordyjski splątanych losów kilku osób cięciem nie gorszym od Aleksandra. Nie chcę spojlerować, bo może czyta to ktoś, kto jeszcze filmu nie widział, ale natłok rozwiązań mało racjonalnych, a może inaczej - niedostatecznie subtelnych - pokaźny.
      Pomysł, żeby pokazać nową Polskę oczyma faceta, który ostatnie 20 lat przesiedział w klasztorze, a teraz musi się w niej jakoś odnaleźć i pomóc się odnaleźć swoich bliskim, którzy się w niej zupełnie zagubili - niezły. Reszta - każdy sam oceni, mnie nie przekonała do końca, ale dzięki świetnej obsadzie dobrze się ogląda, a powiem więcej - w tym wszystkim sam Jerzy Stuhr, jego gra, jest najmocniejszy punktem.
      Kilka zabawnych scen, mnie kupiła szczególnie ta, kiedy do Stuhra podchodzi na ulicy dwóch facetów w mundurach i chce go poprosić o podejście do auta (czeka tam jego córka) - w Stuhrze odzywają się stare nawyki i chce dać w długą, ale zostaje przytrzymany - ten moment, kiedy próbuje zrobić zrwy : klasyka stuhrowa :)
      Albo w urzędzie, kiedy chce dostać swoją metrykę, chyba, młody urzędas nie chce mu jej dać, każe przyjść na drugi dzień, czy coś takiego, ale za chwilę dostaje "w łapę" i sprawa załatwiona, co Stuhr kwituje sarkastycznym "tu się przynajmniej nic nie zmieniło...".

      "Belfra" (Polsat, 23) nie polecam, dośc sztampowy film z cyklu stary wyga policyjny przeciw młodocianym chuliganom, no chyba że nie macie nic do roboty,a koniecznie chcecie pooglądać tiwi :).

      Ktoś oglądał wczoraj Czarną dalię ? Nagrałem i jeśli istnieje możliwość, że da się polec przy tym filmie, to zawsze dobrze wiedzieć
      zawczasu, żeby spisać testament, ew. zrobić sobie drinka dla wyrównania szans :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 12.08.09, 12:59
      Zatem "Good night, and good luck".

      Od razu zaznaczam, że nie znam całej historii starcia Morrow/CBS v. Mc Carthy, więc nie biorę się za ocenę, czy film wiernie rekonstruuje fakty, zakładać należy, że tak, zwłaszcza, ze kolejne jego części są datowane.
      Jest on czarno-biały, dzięki czemu bardzo zręcznie zostają w akcję wplecione autentyczne zapisy filmowe przesłuchań przed komisją Mc Carthy'ego, będące jednocześnie, oczywiście, w ścisłym związku z akcją.

      Rzecz zaczyna się od przemówienia Morrowa na wystawnym jublu Stowarzyszenia Dyrektorów Programów Informacyjnych w 58 roku. Peroruje o
      alienacji mediów, ich nastawieniu na dostarczanie rozrywki, zbijanie kasy od sponsorów, reklamodawców, wreszcie ostrzega, że konsekwencje takiej postawy mogą być katastrofalne.
      I tutaj akcja cofa się do roku 53 - w Ameryce działa komisja senatora Mc Carthy'ego, zajmująca się namierzaniem i demaskowaniem rzekomych szpiegów, agentów i sympatyków sowieckich komunistów za pomocą, najczęsciej, insynuacji, oskarżeń bez pokrycia i rozmaitych manipulacji, czyli klasyczną nagonką na ludzi niewygodnych władzy vel polowaniem na czarownice vel windowaniem karier politycznych jej członków. Coś jak polski IPN, PiSuar i inne pomioty polityczne.

      W redakcji CBS Morrow i jego współpracownik - Fred Friendly wpadają na wzmiankę w gazecie wychodzącej w Detroit o zwolnionym z wojska poruczniku Radulovicu. Oskarżono go o sprzyjanie komunistom, uznano za zagrożenie dla państwa, i zasugerowano mu dymisję. Radulovic się nie zgodził, więc został wywalony przez komisję rewizyjną, która, co ciekawe, jednocześnie nie zakwestionowała jego lojalności; w czasie całego dochodzenia nie przedstawiono mu żadnych dowodów uzasadniających oskarżenie; pojawiły się spekulacje, że cała afera dotyczyła nie jego, a jego rodziny, ojca i siostry, i złożono Radulovicowi propozycję odstąpienia od procedury zwolnienia w zamian za denuncjację obojga, na co się oficer nie zgodził.
      Podejrzewają, ze ma to związek z działalnością komisji, ale Radulovic nie zostaje przed nią wezwany, zatem są w kropce.

      Robią z nim wywiad, dają na antenę wypowiedź jego adwokata, oburzonego tym, co się wyprawia z jego klientem, próbując w tym samym czasie zdobyć jakieś wyjaśnienia od armii - na próżno. W gabiniecie Friendly'ego pojawiają się za to dwaj pułkownicy żadając niemal odstąpienia od zajmowania się całą historią, pozostawienia jej w takim stanie w jakim jest; zarzucają dziennikarzom kłamstwo, nieznajomość okoliczności sprawy, które znać mogą tylko ci, co się nią zajmowali bezpośrednio. Niby logiczne, ale przecież chodzi o to, że oskarżonego nie przedstawiono żadnych akt, a już zwłaszcza dowodów, więc dziennikarze o zupie, a trepy, jak zawsze, o... wiadomo czym.

      Morrow chce koniecznie zrobić o sprawie Radulovica program, szef się niespecjalnie do tego pali, bo oznaczać to będzie brak reklam, a jednocześnie bez oświadczenia drugiej strony (dostała szansę na nią, ale nie skorzystała) będzie to program nieobiektywny. Morrow jest jednak na tyle zdeterrminowany, że zgadza się, razem z Friendley'em pokryć straty z tytułu braku reklam.
      Program więc idzie w CBS, w "Twarzą w twarz" autorskiej audycji Morrowa, z odpowiednim komentarzem prowadzącego, apelującego i jawność oskarżeń i dostępność dowodów dla oskarżonego, słowem zaprzestanie praktyk rodem z Kafki. Żegna się z widzami swoim klasycznym "good night, and good luck". Szefostwo pewnie oglądało ze ściśniętym tyłkiem, ale za po wyłączeniu kamer cała redakcja zaczęłą donośnie klaskać.

      Kilka dni później, w Waszyngtonie, jakiś facet zaczepia kolegę redakcyjnego Morrowa - Joe'go Wershba, informując go, że są dokumenty świadczące o tym, że Morrow od ćwierć wieku sprzyja komuchom sowieckim, w sugestii - albo odpuśćcie, albo was zgnoimy. Wershba odpowiada, ze Morrow jest znanym patriotą, nikt w takie rzeczy nie uwierzy, ale... no właśnie.
      Tymczasem Morrowa bierzmuje prezes, Paley - jak to wszystko się posypie, to polecisz z posady ty i jeszcze parę osób, wiesz ile ryzykujesz; po co to robić, Mc Carthy wkrótce sam się pogrąży, po co się narażać; w dodatku zarzuca Morrowowi, że nie prezentuje faktów w sposób rzetelny, a raczej przedstawia jako takie własne opinie; na koniec daje mu wskazówkę - jak chcecie uderzyć, to sami musicie być czyści.

      Więc, w redakcji, Morrow organizuje nasiadówkę i organizuje małą autolustrację - jesli ktoś miał coś wspólnego, kiedykolwiek, z komunistami, z komunizmem, prenumerował jakieś pisemko etc. - niech mówi teraz, nie moga na nas mieć żadnego haka. Jeden facet się zgłasza, mówiąc, ze jego zona chodziła kiedyś na jakieś zebrania, jeszcze zanim się poznali... co Morrow kwituje "trzeba ten program zrobić, bo strach dotarł już wszędzie", i zarządza przegląd wszystkich dostępnych wypowiedzi Mc Carthy'ego, aby załatwić go dobrze dobranymi, jego własnymi cytatami.

      Jest sobie 9/03/54 - dzien emisji programu.
      I Morrow, istotnie bazując na cytacie z senatora, wykazuje, że wbrew własnym słowom, że "ściganie komunistów nie może prowadzić do stworzenia w Ameryce systemu monopartyjnego", dązy do skompromitowania i wyeliminowania amerykańskiej lewicy, a więc do doprowadzenia do dyktatury prawicowych konserwatystów, jako jedynie uczciwych i prawych.
      Posiłkując się materiałami filmowymi dowodzi, że Mc Carthy zastrasza przeciwnków politycznych, niesłusznie oskarża organizacje lewicowe, dorabia gębę komu się da.
      Kończy komentarzem, że komisje senackie są potrzebne, ale jeśli przekraczają cienką linię między sprawdzaniem i kontrolą, a prześladowaniem, to trzeba je wziąć na za d,pę; nie można oskarzać i skazywać bez prezentacji dowodów, zapewnienia prawa do uczciwego procesu i wyroku niezawisłego sądu; że Ameryka chlubi się swoją pozycją obrońcy wolności w świecie, a na własnym podwórku dopuszcza do łamania prawa. Itd. I na koniec - od nas zależy, jak to się wszystko dalej potoczy, to my tworzymy atmosferę sprzyjającą wyczonom takich szurniętych senatorów.
      Niby patetyczne banały, ale w tamtym momencie nie było taką sobie ładną gadką, tylko stały na pierwszej linii frontu, w kontrze do codziennej, niecnej praktyki, były apelem o przywrócenie normalności.
      I wreszcie uczciwa propozycja dla mc Carthy'ego - jeśli się z czymś nie zgadza, co zostało powiedziane w programie - proszę bardzo, dostanie czas na antenie, zeby go sprostować, skomentować.

      Program wywołuje odzew - w kolejnej audycji w CBS występuje Don Hollenbeck, oskarżany o współpracę z komunistami, i zwierza się, że jest dumny z Morrowa, w prasie opinie są podzielone, w zależności od tego, z którą stroną sporu dane media trzymają. Lewica chwali, prawica gani, stara śpiewka; ale jest reakcja, to najwazniejsze.
      Niebawem docierają dwie informacje : pierwsza, ze Mc Carthy zgodził się na udział w programie, druga, że Radulovic zostal z przywrócony w obowiązkach wojskowego. Czyżby i tam Morrow dotarł ze swoim przesłaniem i się niektórym zagotowała woda w... ?

      Podczas posiedzenia komisji rozpatrują sprawę niejakiej Annie Moss, czarnoskórej kobiety oskrżonej o kablowanie sowietom; nigdy nie poznała swoich oskarżycieli, podobno tajnych agentów FBI, a więc takich, co to ich nie sposób ujawnić, bo zabraniaja tego przepisy, nie przedstawiono jej także żadnych dowodów na jej rzekome szpiegostwo. Buntuje się jeden z członkow komisji, żąda jawności.
      Morrow robi o tej właśnie sprawie swój kolejny program, nie wypowiada się w kwestii zasadności zarzutów, ale domaga się ich ujawnienia oskarżonej, aby wiedziała kto ją oskarża, o co, i na podstawie czego, więc domaga się rzeczy absolutnie podstawowych, fundamentalnych praw każdego stającego pod oskarżeniem. Swoją drogą, nieźle mamuśka Ameryka zabrnęła wtedy w g.wno.

      cdn.





      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 12.08.09, 13:52
        6/04/58 - w programie Morrowa, zgodnie z zapowiedzią, Mc Carthy ma wygłosić sprostowanie - teoretycznie, bo nie dośc,że niczego nie wyjaśnia i nie polemizuje z Morrowem, to jego wystąpienie zamienia się
        w atak na dziennikarza - senator ujawnia (archiwalny film, Mc Carthy'ego nie gra żaden aktor, wszystkie jego wypowiedzi, wystąpienia są autentyczne), ze Morrow to ruski szpieg, od 20 lat kumpluje się z Sowietami, należał go organizacji robotniczej, uznanej za wywrotową i terrorystyczną przez Prokuraturę Generalną, że jest karłem reakcji, że z znany ruski komuch zadeykował mu swoją ksiązkę, że sypie piach w tryby machiny prawa i sprawiedliwości i tak dalej, a na koniec prosi uczciwych Amerykanów o poparcie.

        Riposta Morrowa jest szybka, w następnej audycji po stwierdzeniu, ze Mc Carthy do żadnych zarzutów wg siebie się nie odniósł, a więc niejako je potwierdził, a w każdym razie nie zanegował, odpiera wszystkie zarzuty :
        kontakty z Rosjanami miał, jako że wyznaje zasadę, że z tymi, co mają inne poglądy należy się znać, aby móc dyskutować, przekonywać i wymieniać poglądy; do organizacji teorrystycznej nigdy nie należał; ksiązkę mu zadedykował człowiek, z którego poglądami nigdy się nie zgadzał, a zrobił to w uznaniu dla korespodencji wojennych, jakie Morrow nadawał z Londynu, a nie czegokolwiek, zasług jakowychś, związanego z komunizmem.
        Na koniec wyraża przekonanie, że z każdym, z komunistami włącznie, da się rozmawiać, i że wierzy, iż ideały Ameryki są mocniejsze od ich ideałów.

        Wkróce po programie dociera do nich informacja, ze Senat wział za d,pę Mc Carthy'ego, zarzucając mu jakieś machlojki podczas jednego z postępowań (wiadomo,że Mc Carthy padł, kiedy zaczął się pchać ze swoimi polowaniami na czarownice w kręgi służb specjalnych i wojska).
        Dociera też wieść o samobójstwie Dona Hollenbecka, który nie wytrzymał krytyki medialnej jego pochwalnego wystąpienia po programie Morrowa, a który prosił Morrowa o to, by wystąpił w jego obronie przeciw krytyce ze strony prawicowców, mających go za czerwoną świnię. Morrow odmówił, mogło to odebrac całkowicie wiarygodność jego audycjom, nie po to robili lustrację we własnym środowisku, żeby teraz bronić faceta, co oficjalnie funkcjonował jako komuch. Taka mała rysa na wizerunku bohatera :) Który zresztą występuje zaraz w tiwi i składa krótki hołd zmarłemu.

        Morrow i Friendly na dywaniku u prezesa Paleya zostają poinformowani, ze
        CBS nie może łożyć bez przerwy na ich deficytowy program, nie generujący reklam, nie przynoszący zysków, więc zostają przeniesieni z atrakcyjnego wtorkowego prime na niedzielny ogórkowiec - późne popołudnie. I mają 5 programów do dyspozycji. Morrow próbuje oponowac,że CBS widownia ceni nie za zabawę i rozrywkę, a za edukację i wiadomości, ale Paley jest niewzruszony. Wychodząc z gabinetu Friendley rzuca do Morrowa : moze zróbmy program o upadku telewizji... Z ekranu telewizora w holu brzmi wypowiedź (prezydenta ? nie wiem, nie znam człowieka...) chwaląca Amerykę jako kraj, demokrację itd...
        ...i jest przeskok na zakończenie początkującego film przemówienia Morrowa. Mówi o wadze informacji i edukacji w telewizji, które powinny górować nad rozrywką.
        Sponsorzy, reklamodawcy będą panikować, akcjonariusze się będą pultać, ale ludzie dostaną ważne wiadomości o stanie ich państwa, funkcjonowaniu systemu.
        I ostatni akapit, wart przytoczenia w całości :
        "Telewizja nie może tylko bawić, izolować od świata; może kształcić, wychowywać, edukować i inspirować, ale tylko jako narzędzie w rękach
        świadomych ludzi, inaczej będzie tylko zwojem kabli w mrugającej skrzynce. Dobranoc, i powodzenia".

        I to sobie polscy politykierzy, oficjele, szabrownicy telewizji, dygnitarze, i ich przyd,upasy plus ci wszyscy, którzy wierzą,że telewizja
        może się oprzeeć tylko na POlsatach, TVNach i innych komercyjnych potworkach, służących zarabianiu kasy i niczemu innemu, a TVP to twór zbędny i do niczego nie przydatny.
        I bez dwóch zdań TVP dała ten film ze wg na tę wypowiedź Morrowa, bo koniec końców okazało się,że z pomocą telewizji dziennikarze potrafili
        wpłynąć na większą dbałość o przestrzeganie praw jednostki, wywołali
        dysksuję na temat, którego bali się wszyscy inni, nikt nie chciał trafić
        przed komisję jako komuch. Telewizja okazała się medium skutecznym i decydującym dla powodzenia całego przedsiwzięcia, ze wg na swój zasięg i dostępność; a koniec końców jej szefostwo się skundliło - po takim sukcesie, po emisji serii programów, które odegrały istotną rolę w zrobieniu wreszcie porządku z maccartyzmem, szefostwo kręci nosem - przecież straciliśmy reklamy (chodziła jedna tylko), finansowo wyszliśmy na minus... Kasa, kasa, kasa. Z politykami, z szarlatanami ideologiczymi, dzięki niezależnemu dziennikarstwu można wygrać, można ich zdemaskować i przewrócić, wyworzyć atmosferę sprzyjającą zmianom na lepsze, ale jak się szarpać ze służącymi mamonie tępymi, tchórzliwymi prezesami mediów i ich redakcyjnymi stupajkami wywalającymi dziennikarzy za byle co ? (w Good Night wylatuje z roboty para dziennikarzy, która jest, wbrew przepisom CBS, małżeństwem - wszyscy o tym wiedzieli, przymkali na to oko, i nikomu to nie przeszkadzało; wymówienie dostają dopiero po programach Morrowa...).

        Bardzo dobry film. Kto zna całą historię Morrow/CBS vs. Mc Carthy ten pewnie znacznie lepiej wyczuje blusa, ale nawet bez oblatania takowego - film godny obejrzenia.
        Dobre role, Morrow Davida Stratharina stonowany, opanowany, rzeczowy, a jednocześnie w swoich wystąpieniach pełen emocji, starannie ukrywanych, ale wyłącznie na twarzy, w gestach, w słowach i sformułowaniach zawsze
        jest to dostrzegalne. Pewnie aktor sporo czasu poświęcił na studiowanie
        mimiki i charakteru Morrowa, więc można przypuszczac, ze dostajemy tutaj porządny portret dziennikarza. Ani słowa o jego życiu prywatnym, tak jak i o życiu reszty bohaterów, jak pisałem, co i rusz akcję uzupełniają, ilustrują, kadry z archiwalnych filmów, świetnie komponujące się z kadrowaniem fabularnym.
        Clooney gra Friendly'ego, drugoplanowa postać, na pierwszym planie jest od początku do końca Morrow - jako reżyser i scenarzysta się sprawdził : kompozycja, jak dla mnie, jest bez zarzutu, bez zbyt wielu poboczności, dodatków do głównego dania, a jesli takie są, to mają sens i wnoszą coś do całej narracji, są z nią ściśle związane i dobrze ją uzupełniają (małżeńska para Shelley-Joe, Don Hollenbeck, sprawa Annie Moss); nie ma fajerwerków zbytecznych. Rzetelna robota.

        • barbasia1 "Good Night, Good Luck" 12.08.09, 14:41
          grek.grek napisał:

          o "Good Night, Good Luck"

          Ależ na czasie film!

          A ten ostatni akapit

          "Telewizja nie może tylko bawić, izolować od świata; może
          kształcić, wychowywać, edukować i inspirować, ale tylko jako
          narzędzie w rękach
          świadomych ludzi, inaczej będzie tylko zwojem kabli w mrugającej
          skrzynce. Dobranoc, i powodzenia".


          nasi politycy powinni sobie wbić do głowy, wyryć w pamięci!


          A propos komisji McCarthy’ego – czyli właściwie Komitetu ds.
          Zwalczania Działalności Antyamerykańskiej. Kilka razy zamierzano
          przesłuchać także Charliego Chaplina, bo i on również dorobił się
          łatki komunisty. Do przesłuchania jednak nigdy nie doszło. Podobno,
          jak twierdzą niektórzy, McCarthy miał się przestraszyć zapowiedzi
          Chaplina, który groził, że pojawi się przed Komisją w stroju
          filmowego Włóczęgi i że będzie posługiwał się chwytami komediowymi,
          by zdyskredytować i ośmieszyć przesłuchujących.
          Komitet zdołał jednak ukarać Chaplina. Jak pewnie wszyscy wiedzą w
          1952 nie dostał zgody na powrót z Europy do Stanów Zjednoczonych.


        • pepsic Re: Good night, and good luck 16.08.09, 19:19
          Dziękuję Ci Grek za obszerną relację z filmu :) Trochę inaczej go sobie wyobrażałam.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 12.08.09, 14:39
      Jak już przy mikrofonie jestem :) - Zakręcony w Polsacie,21.
      Film durny jak but, ale Elizabeth Hurley w roli Pani Diabeł -
      naprawę urocza i zabawna, najlepiej nagrać i oglądać tylko
      te fragmenty, w których się ona pojawia.

      Wczoraj - Cena pożądania, francuski, leciał po północy w Polsacie.

      Jest sobie chłop - Daniel, pisarz znany, ale znany pod pseudonimem. Jedzie na ślub syna żony i na statku poznaje dziewczynę. Idą do łóżka i
      rozostają się na lądzie. Nie na długo, bo kiedy pisarz dociera na
      miejsce uroczystości, się okazuje, ze jest to panna młoda, Milla.
      Pełne zaskoczenie, ale nic, udają że się nie znają. Spędzają wakacje, czy co tam, obok siebie, więc się widują codziennie - Daniel próbuje
      jej unikać, zupełnie nieudolnie, kręci go dziewczyna, ale jednocześnie kocha żonę; ona nie traktuje poważnie swojego szczylowatego męża, az w końcu biorą namiętności i zaczynają hulać - seks tu, seks tam, seks siam, żona coś tam węszy, ale słabo, męzulek odgrywa sceny zazdrości, ale też nie ma dowodów.Daniel nic o niej nie wie, poza tym, ze dziewczyna miała swoich przodków w Polsce, to mu trochę uszy do góry stawia, ale nic, może to przypadek...
      Któregoś dnia dostaje swoje zdjęcia w niedwuznacznej sytuacji z Millą. Szybko się okazuje, że szantażuje go niejaka Ewa, przyjaciółka Milli; ta twierdzi,że Ewa ją wykorzystuje, żeby zrobić interes.
      Czego chce Ewa ? Kasy. Wie bowiem coś, co Daniel chciał przed światem ukryć, że jego pierwsza powieśc, największy sukces jaki odniósł, to plagiat. Ukradł ją ćwierć wieku wcześniej Polakowi, z którym spędzał młodość w Krakowie, a który się zabił mając 20 lat.
      Daniel jedzie, w tajemnicy przed żoną (wkrótce to się wyda, daniel bowiem powiedział żonie, ze jedzie do chorego ojca; daniel telefonuje do niej z Krakowa,podczas rozmowy połączenie zostaje przerwane, zona chcąc oddzwonić wybiera numer jego starego, ale ani on chory, ani tam nie ma jej męża) do Krakowa, próbując zbierać informacje o Ewie, ale niczego nie odkrywa, a podróż wieńczy wizyta w pieknym domu niedaleko Krakowa, całym tonącym w liściach, gdzie spędził młodość.
      Wraca, a tutaj już czatują na niego dziennikarze, pytając o to, czy prawdziwe są plotki, że jest Sergem Novakiem (pseudonim po którym pisze ksiązki) i czy pierwszą powieśc ukradł. Daniel reaguje agresywnie, powala robiącego mu fotki dziennikarza i postanawia uciec w przód, czyli zwołać konferencję prasową. POjawia się na niej także Ewa, której przekazuje okup. Zanim jednak do tego dochodzi postanawia skończyć romans z Millą, spotykają się w kawiarni, on nie wie, ze śledzi go żona. Po wyjściu Milla widzi ją stojącą i przypatrującą się jej. Pada ulewny deszcz, żeby było bardziej nastrojowo :) Daniel wychodzi za Millą i nie wiedząc,że żona patrzy całuje ją, pewnie w zamyśle po raz ostatni. Zona odwraca się, wsiada do jego auta, a kiedy on do niego wskakuje komunikuje mu, że wszystko widziała i niech spada, wyjedzie, ale nic o tej sprawie nie mówi jej synowi.

      Teraz się okazuje, że Ewa i Milla to siostry, które wspólnie wykorzystały Daniela. Problem polega na tym, ze Milla się przy okazji w nim zakochała, co Ewie ewidentnie jest nie w smak i rozstają się w dość minorowej tonacji.

      Więc daniel wyjeżdza. Do tego domu pod Krakowem. Dowiaduje się, ze Milla to córka jego zmarłego przyjaciela, a Ewa to jej siostra, tyle, że Milla to Ewa, a Ewa to Milla :).Po kilku dniach przyjeżdza tam za nim Milla, czyli Ewa. Oczywiście seks na początek, potem ona zaczyna grzebać w papierach i znajduje kopertę "do Ewy" - w środku oryginał powieści i list jej ojca do Daniela, w którym czarno na białym Paweł pisze, że swoją powieść zostawia Danielowi i pozwala mu na dysponowanie nią.
      Następnie Ewa, czyli dawniej Milla, wchodzi do pokoju, gdzie śpi daniel i trzask. Strzał. kto strzelał - cholera wie. grunt,że Daniel nie zyje. POlicja stwierdza sanmobójstwo ponad wątpliwośc wszelką. Ewa zaś dostaje zdjęciu z młodości ojca i Daniela. Na pytanie "czy umie pani wskazać ojca na tej fotografii ?" nie jest w stanie odpowiedzieć, a nazwiska postaci wpisane na odwrocie, jakby się nie zgadzały z miejscami - wychodziłoby na to,ze Paweł to Daniel, a Daniel to Paweł, ale żadnej pewności nie mam, musiałbym to obejrzeć raz jeszcze ;) Czy Daniel zabił się sam, czy to jednak Ewa-eks Milla strzelała ? Też nie wiadomo.

      W każdym razie film niezły. Dłuższe ujęcia, zupełnie inne twarze, maniera kręcenia, poetyka, ekspresja, nasycenie barw, nastrój - czyli jest wszystko to, co francuskie kino odróżnia od innych, od amerykańskiego zwłaszcza.

      Daniel Auteil, w roli pisarza, jak zawsze dobry, ale on po prostu taki już jest, że nie umie grać kiepsko. Taki francuski Al Pacino, swoje postaci nasycya sobą, nie wciela się w kogoś, tylko tego kogoś wciela w siebie.
      Millę, eks-Ewę zagrała Magdalena Mielcarz, pewnie dlatego, że mówi po polsku i jest ładna ;)
      KOchankę Daniela, Ewę, eks-Millę - Anna Mouglalis, piękna i seksowna, rzadkie połączenie, tym bardziej warte uwagi. Żadne zdjęcie nie oddaje jej urody ekranowej, ale jakieś wypada wrzucić, więc : www.page2007.com/wp-content/uploads/2007/06/anna-mouglalis-18j3.jpg

      Dla mnie osobiście kandydatka na kolejną wielką francuską amantkę - ma ten styl, ma głos, ma urodę, ma oczy, ma usta, ma spojrzenie, ma
      ciało, ma coś co ją pociąga w stronę uczuć biorących górę nad uprzednimi
      kalkulacjami, przeciw normom i własnym planom - to tylko na podstawie tego filmu, ale kto wie, może takie będzie, a może już jest, jej aktorskie emploi. Oby. Szkoda byłoby zmarnować taką urodę i magnetyzm.
      To jest świetne w aktorkach europejskich - nie są znane szeroko, nie są Jolie, Kidman, nie zna ich cały świat, a przez to jakby świeższe, prawdziwsze, niezmanierowane (nie mówię, że Kidman jest, ale jej osoba cokolwiek nieco opatrzona - i owszem), nowe, do odkrycia, nie są wszechświatowymi gwiazdami i ich uroda, urok, styl działają jakoś tak żywiej, jakby widz odkrywał je tylko dla siebie, zdając sobie sprawę z tego, czy też sobie takie założenie sammeu tworząc na podstawie ich niszowości, że dla szeroko pojętego świata nadal będą anonimowe, a to jakby je bliższymi czyni :)
      • barbasia1 „Nagłe zderzenie” 12.08.09, 14:57
        To ja Grek.greka od mikrofonu na chwilę odsunę :)
        i zapowiem „Nagłe zderzenie” (1983), czyli kolejny (czwarty już)
        odcinek przygód inspektora Harry’ego Callahana, który prowadzi
        śledztwo w sprawie serii brutalnych morderstw oraz ... zakochuje się
        w pięknej artystce Jennifer.

        „Nagłe zderzenie” to, jak przeczytałam, świetny kryminał z aluzjami
        do Hitchococa, dynamiczna akcja , sporo ironicznego humoru oraz
        świetny Clint, który tym razem wystąpił w podwójnej roli aktora i
        reżysera
      • barbasia1 "Cena pożądania" 12.08.09, 15:12
        Dzięki Ci Koneserze Urody Aktorek Europejskich! :))

        Ciekawy film! Może doczekam się powtórki o lepszej porze!
        choć Twym opisem jestem ustatysfakcjonowana, bardzo! :)
        • grek.grek Re: "Cena pożądania" 13.08.09, 15:36
          Hehe :) No bo rzeczywiście coś w nich jest, te twarze są nieopatrzone, nie poddane hollywodzkiej stylizacji, zabiegom "upiekszającym", są
          klasycznie, naturalnie ładne, raczej nawiązujące do najlepszych tradycji, do aktorek nawet sprzed pół wieku, niż usiłujące się wpasować
          w lansowane wzorce z Hameryki. Co oglądam film z Europy, to spotykam jakąś aktorkę o urodzie tak dalece odbiegającej od kanonów z jueseja, że
          aż się raźniej robi ;).

          Film bez zarzutu, poza tym finałem, w którym nie wiadomo, czy Daniel się zastrzelił, czy ewa go zastrzeliła, i czy Ewa na zdjęciu nie odkrywa przypadkiem, że Daniel to Paweł, że miała romans z ojcem. Ale niestety nie nagrywałem go i nie mam szansy tego sprawdzić.
          Inna sprawa, że, na moje oko, trochę się rozjechał w końcówce - już się wydawało, że będzie to spójna opowieść o facecie, któremu się w życiu bieguny poprzestawiały, musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, co go
          nagle dopadła. A tutaj fundują widzowi finał, w ktorym właściwie nie wiadomo o co chodzi, no chyba, że trzeba obejrzeć dwa razy, żeby zrozumieć, na co szansy nie dostałem :) Francuzi mają tę wadę - ich filmy są wysmakowane estetycznie, świeże, we wdzięcznych okolicznościach przyrody kręcone, z aktorami, którzy nie robią za wszechświatowe gwiazdy pudelków, nie są łopatologiczne, to co Amerykanin załatwia prostym tekstem informująco-wtłaczającym, w ich filmach oddawane jest spojrzeniem, póółsłówkiem, aluzją itd., ALE uwielbiają kombinować i ich scenariusze lubią w którymś momencie się zacinać, zakończenie ma być jak u Bergmana czy innego Felliniego, jakieś nietypowe, nadzwyczajne i niespodziewane, niejednoznaczne, a wychodzi po prostu prawa ręka za lewe ucho. To któryś już film francuski, jaki widzę na przestrzeni ostatnich kilku lat, w którym akcja idzie krok za daleko albo w niewłaściwą, wg mnie, stronę.
          • barbasia1 Re: "Cena pożądania" 14.08.09, 12:07
            grek.grek napisał:

            Co oglądam film z Europy, to spotykam jakąś akto
            > rkę o urodzie tak dalece odbiegającej od kanonów z jueseja, że
            > aż się raźniej robi ;).

            :)
            a jak jeszcze taka aktorka potrafi nieźle zagrać, potrafi stworzyć
            przekonującą kreację, czymś przykuć uwagę, zachwycić to dopiero
            radość z oglądania, prawda! :)


            Grek.greku, a jak wypadła w tym filmie Magdalena Mielcarz? Jak Ci
            się podobała?

            Wypatrzyłam ją jakiś czas temu przypadkowo w polskiej
            wersji „Brzyduli”. I jak nie oglądam tego serialu, tak z powodu niej
            obejrzałam cały odcinek. Niestety, przyznam, że miałam mieszane
            odczucia co do niej, jej umiejętnosci aktorskich. Inna sprawa, że
            specjalnie nie miała tam co grać /w tym serialu wstępowała w roli
            jakieś psiapsiółki, która wróciła z zagranicznych wojaży i cały czas
            ględziła.../.
            • grek.grek Re: "Cena pożądania" 14.08.09, 13:56
              Mielcarz Magdalena, niestety jest panną drewnianną - i nie wierzę, że
              to się zmieni, po prostu brak jej talentu; ale sporej części widowni, może nawet zdecydowanej większości, wystarczy jej uroda, dla tejże w
              widowni niekwestionowana.

              Wczoraj był interesujący film - Mroczna Argentyna, w Jedynce, przed północą,ofk.

              Akcja się rozgrywa w latach 70-tych, podczas rządów w Argentynie prawicowego reżimu generała Vadeli (tutaj noszącego nazwisko Guzman, i granego przez łudząco podobnego do oryginału aktora), którzy trzymał za mordę cały naród, posługując się terrorem, morderstwami i aresztowaniami politycznymi, wpychając do więzień i poddając represjom za byle podejrzenie o działalność opozycyjną.
              Głównym bohaterem jest carlos, reżyser teatralny, któremu władza porywa żonę (przegapiłem pierwszy kwadrans, więc nie wiem, czy była zaangażowana politycznie, i w jakim stopniu, aczkolwiek - to mało istotna rzecz dla przebiegu zdarzeń). Potem facet dostaje nagle takiej akcji, że zaczyna mieć wizje dotyczące zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości.
              Próbuje, dzięki tym wizjom, zlokalizować miejsce pobytu swojej żony, a do tego zaczyna odbywać coś w rodzaju seansów, z ludźmi, którzy tak jak on poszukują swoich bliskich porwanych przez ichniejsze gestapo i osadzonych w więzieniach.
              O ile niektórym pomaga, to nie jest w stanie znaleźć własnej żony, widzi tylko jak próbuje ona ucieczki, zostaje złapana, i zostaje na miejscu jej porzucony but; ma przebłyski najróżniejsze, ale nie może ustalić, gdzie ona przebywa.
              Odwiedza generała, nic to nie daje, generał twierdzi,że nie jest informowany o wszystkim, nazwiska jego żony nie ma na żadnej liście, które się mu dostarcza i tak dalej, generalnie - idź pan do domu.
              W końcu postanawia wyjechać, kierując się wizjami i intuicją, i znaleźć jakieś ślady - wszędzie gdzie dociera, miejsca są podobne do tych z jego wizji, ale puste, nie ma w nich nikogo. Mocno zrezygnowany, trafia do hacjendy, w której mieszka małżeństwo byłych więźniów Auschwitz - rozmowa z nimi wzmacnia go mentalnie.
              Po powrocie, podczas kolejnego seansu, demaskuje szpiega reżimu, który wkręcił się w ich środowisko. POzostali chcą go zlinczować na miejscu, ale Carlos pozwala mu odejść, nie chce dawać pretekstu do kolejnych prześladowań, a może po prostu nie chce stosować metod reżimu.
              W odpowiedzi tajna policja wpada do jego mieszkania i porywa mu córkę, która trafia do tej samej celi, co jej matka (a jego żona). Jako że akcja dzieje się w dwóch wymiarach - pierwszym są poszukiwania i wizje Carlosa, a drugim przeżycia więzienne jego zony, jest pełen raport z metod stosowanych przy tzw. przesłuchaniach - gwałty, rażenie prądem, tortury emocjonalne (np. matka ma wybrać dla córki tego, kto się nią "zajmie", czyli po prostu mówiąc zgwałci, a kiedy odmawia wybiera oficer prowadzący, a jest nim ten zdemaskowany szpieg). Matka jakoś już przywykła do całej procedury, znosi to bez słowa, ale wrzaski córki dobiegające z sąsiedniej celi, to dla niej znacznie cięższy kaliber.
              W tym czasie zdesperowany Carlos zasadza się na generała Guzmana, ale nie potrafi przeprowadzić zamachu, nacisnąc spustu karabinu, widząc jak generał rozmawia ze swoją córką. Odwagę pewnie ma, ale ma też sumienie i
              obrzydzenie do takiego sposobu działania, do skrytobójstwa, może także obawia się o życie żony i córki. Nie sposób dociec głównej motywacji, pewnie wszystkiego po trochę tutaj było.

              Wpada na inny pomysł - organizuje przedstawienia teatralne, (z tego co można wywnioskować, na podstawie Burzy Szekspira), będące jawną krytyką
              władz. Na sali są szpiedzy, on to wie, ale chce sprowokować władzę - do czego ? By jego zgarnęli i by mógł łatwiej dotrzeć do bliskich ? Być moze...
              Odpowiedzią jest demolka jego teatru i porwanie przyjaciela, członka organizacji opozycyjnej (podczas kolejnego seansu odczyta jego przyszłość - mimo początkowych chęci sypania, przejdzie on miesiąc w więzieniu i niczego nie zdradzi, a później związany i zrzucony z helikoptera do wody). frustracja Carlosa sięga zenitu, bo władza nie atakuje jego samego, wiedząc, że to na nic - atakuje i wyciąga mu najbliższych ludzi, rozumiejąc, że to go znacznie bardziej dotyka niż gdyby sam miał oberwać.

              Później idąc ulicą z przyjaciółką i znajomym doznaje wizji - widzi szamocące się cienie na ścianie, a potem dostrzega coś w rodzaju ornamentu na sąsiednim burze - to but jego żony, z kwiatkami włożonymi do środka. Rozumie, że tutaj, w tym miejscu, złapano jego żone, kiedy uciekała po raz pierwszy. Kobieta, która ten but znalazła i o niego zadbała powiada, że nalezał do kobiety, która złapana wołała Carlosa, czym potwierdza carlosowe widzenia.

              Idąc w manifestacji ulicznej, wraz z ludźmi domagającymi się wypuszczenie więźniów politycznych, doznaje kolejnej wizji - widzi śmierć swojej córki, rozstrzelanej wraz z kilkunastoma innymi dziewczynami.
              W tym czasie jego żona decyduje się na ucieczkę. Wyciąga z łóżka długą nitkę drutu, zwabia do siebie strażnika (co ciekawe, tego "dobrego", który stara się jej pomagać, a przynajmniej nie dodawać problemów) pod pozorem seksu, a potem w dramatycznym boju dusi, przebiera się w mundur i wydostaje na zewnątrz, a potem do jakiegoś domku, gdzie widzi przez okno dwóch facetów siedzących przy stole.

              Carlos w desperacji próbuje się zabić, jedzie nad ocean i próbuje się utopić. W ostatniej chwili uderza go wizja, w której widzi ucieczkę żony, i to sprawia, że rezygnuje z zamiaru i właściwie ratuje życie, bo
              było śmierć była blisko.
              Wraca do siebie, czasy się zmieniają, reżim słabnie, Carlos reżyseruje Orfeusza.
              Podczas paradu ulicznej dostrzega nagle, na jednym z aut, znak sowy (wcześniej powtarzał się on parę razy, na murze więziennym między innymi, a małżeństwo byłych więznów hitlerowskich mówiło mu, że znajdzie żonę, kiedy będzie szukał sowy). Dopada szoferki tego auta, krzyczy (bezgłośnie, w zwolnionym tempie jest to pokazane i bez dźwięku), a faceci (ci sami co siedzili przy stole w tym domu, do którego jego żona weszła po udanej ucieczce; najpewniej jacyś opozycjoności) pokazuję mu okno na piętrze domu nieco dalej - wygląda z niego jego żona, no i tutaj oczywiście scena melodramatyczna, biegną do siebie, padają sobie w objęcia. Koniec.
              Nawiązanie do mitu Orfeusza, o którym Carlos wspomina z offu w ostatniej scenie - ciekawe bardzo, akcja biegnie w jego rytmie, tyle, że filmowy Orfeusz dostaje swoją żoną z powrotem :)

              Najbardziej adekwatne słowo dla tego filmu - poruszający. Scena, w której Carlos w trakcie manifestacji ulicznej doznaje wizji smierci swojej córki - oddaje naprawdę wysoki poziom aktorski Banderasa, który w niczym nie przypomina jakiegoś hiszpańskiego maczo, czy kogoś takiego.
              Wreszcie jest aktorem i powinien nim być zawsze.
              Partneruje mu Emma Thompson, grająca żonę, Cecilię. Ona zawsze gra bardzo dobrze, trzyma odpowiednią tonację i nawet najmocniejszą emocjonalnie scenę umie zagrać wiarygodnie, nie przerysowując ani na
              jotę. Tutaj, oczywiście, też jest klasą sama dla siebie, wielcy aktorzy tak już po prostu mają.

              Sam pomysł na scenariusz z facetem doznającym wizji, mógłby być uznany za naciągany i zbyt nawiedzony, gdyby nie fakt, że dzięki temu zabiegowi Carlos nie jest żadnym supermanem, wyłącznie służy on wiwisekcji emocji jakich doznaje człowiek, który widzi śmierć i szamotaninę najbliższych ludzi i nie potrafi im w żaden sposób pomóc, może być wyłącznie bezsilnym świadkiem na odległość, a kolejne próby zrobienia czegokolwiek w ramach protestu, kończą się tylko gorzej dla nich, nie dla niego; dla którego wspaniały dar jest wręcz przekleństwem i przyczyną najgorszego komszaru, a w niczym nie pomaga, może dzięki niemu wyłącznie być medium przekazującym, i doświadczającym, kolejnych obrazków klęski albo dostarczającym złudnej w sumie nadziei; dopiero w ostatnim akcie wizja ratuje mu życie i pozwala na happy end, koniec końców okazując się wybawieniem.

              Dobry film - stawiam w ciemno, że zdecydowanie lepszy niż to, co było w Jedynce o 20 ;)
              • barbasia1 Re: "Cena pożądania" 14.08.09, 14:38
                grek.grek napisał:

                > Mielcarz Magdalena, niestety jest panną drewnianną [...] po prostu
                brak jej talentu [...]
                Takie samo odniosłam wrażenie, ogladając ją w serialu.


                > Wczoraj był interesujący film - Mroczna Argentyna, w Jedynce,
                przed północą,ofk

                Czytałam wczoraj wieczorem info. o tym filmie w dodatku TV i
                strasznie żałowałam, że leci tak późno i że jest za późno, żeby
                pisać o nim na forum, a dziś taka niespodzianka! :))

                Muchas Gracias!



                • grek.grek Re: "Cena pożądania" 14.08.09, 15:24
                  Tome :)

                  Taka jeszcze uwaga, że tytuł trochę średnio przetłumaczony został - "Imagining Argentina", to raczej coś a'la "Argentyna z wyobraźni", tym bardziej by pasował, że w filmie słowo "wyobraźnia" ma swoje znaczenie : pada kilkakrotnie, w pewien sposób odnosi się do wizji głównego bohetara, a najbardziej dobitnie i symbolicznie brzmi w scenie, gdy żegnając się z generałem Banderas rzuca "nie macie tego, co mamy my, a czym was zniszczymy - wyobraźni".

                  Znalazłaś coś na dzisiaj ? Ja wypatrzyłem "W matni" z Lee Marvinem (późno, cholewa, po północy) - złodziej po udanym napadzie, trafia na farmę na odludziu, zamieszkiwaną przez psycholi :)
                  Znasz może ?




                  • barbasia1 Mroczna Argentyna i inne 14.08.09, 16:35
                    Filmu "W matni" nie znam, nie widziałam /przynajmniej nie
                    przypominam sobie/ i ze względu na porę dziś na pewno nie obejrzę.

                    /"Farma na odludziu zamieszkiwana przez psycholi"!!! - O matko!/

                    Wypatrzyłam za to na TVN (22.25 do 0.50!:/ ) kryminał pt. "15 minut"
                    (2001) z De Niro w roli nowojorskiego gliniarza, topącego
                    przestępców /imigrantów z Europy Wschodniej/, którzy "postanawiają
                    zbić fortunę, sprzedając mediom nagrania popełnionych przez siebie
                    zbrodni". /gazeta.pl /tv/
                    Widziałeś już ten film?
                    • grek.grek Re: Mroczna Argentyna i inne 15.08.09, 13:20
                      Tego filmu z De Niro nie ogladałem, w ogóle mam niejasne przeczucie, że wielkie role De Niro chyba są już w komplecie poza nim.

                      "W matni" za to obejrzałem i - całkiem znośny film.

                      Złodziej z Ameryki, Cobb nazwiskiem, napada we Francji na furgon z kasą, kradnie cięzkie miliony i ucieka. Policja go ściga po ziemi i z powietrza, gansgterzy wspólnicy szukają, czyli niewesoło, a on trafia na farmę wiejską, gdzie mieszka istotnie rodzina niezłych oszołomów : nimfomanka, chamowaty wąasiaty z żoną, Murzyn parobek, starsza kobita, co się ciągle boi, ze ją oddadzą do domu starców, kolega wąsiatego imieniem Sokrates, wreszcie może 10-letni dzieciak, syn żony wąsiatego, zanurzony po uszy w świecie z filmaów gangsterskich. Wszyscy, poza żoną wąsiatego, są na bakier z higieną i dobrymi manierami, w czym są na przemian żenujący i nieoparcie komiczni.

                      Kasę Cobb zakopuje w zbożu niedaleko farmy, potem ukrywa się w stodole, gdzie znajduje go żona wąsiatego - składa mu propozycję : ja ci pomogę stąd odjechać bezpiecznie, ale ty zabijesz mojego męża. Cobb na to przystaje, ale sytuacja się komplikuje, bo na farmę przylatują helikopterem policjanci, fama o ukrywającym się gangsterze z kasą obiega okolicę i wąsiaty z kolegą w końcu go znajdują - nie mogąc wypłoszyć strzałami z karabiniu, podpalają siano i Cobb musi się poddać. Przetrzymują go związanego w nadziei, że uda im się coś na tym zyskać Problemem stanie się policjant, który wkrótce z nimi zostaje zakwaterowany przez swojego zwierzchnika - nie mogą nic Cobbowi zrobić pod jego nosem, w dodatku wiadomo, że miejscowy gansgter i właściciel burdelu szuka Cobba, więc i on może narobić zamieszania.

                      Kasa zmienia co chwila właściciela - najpierw znajduje ją dzieciak, wyciąga ją worka do własnej kabzy, a wór wypełnia kamieniami, potem wybiera się z częścią tego szmalu do miasteczka, gdzie wizytuje miejscowy burdelik, resztę zakopuje, tylko po to, by pod jego nieobecnośc znalazł ją Murzyn, akurat orzący/orający pole i sobie zabrał.

                      A dalej, to się po prostu trup ściele gęsto : nimfomankę zabija Cobb, kiedy ta próbuje się do niego dobrać, wąsiaty zabija dwie Szwedki obozujący niedaleko, które, opalające się nago, wcześniej podglądał przebrany za stracha na wróble (scena przebijająca połowę komedii z Jasiem Fasolą), żona wąsiatego nie mogąc liczyć na Cobba, albo nie musząc już, w zaiastniałych okolicznościach zabija męża kiedy ten wraca do domu, ze ktoś zabił jej starego (z broni Cobba to zrobiła, a więc zabiła na jego konto); policjant z noktowizorem na twarzy znajduje ciała Szwedek, a potem dostaje w łeb od kolegi wąsiatego; Cobb szukając broni i oczyszczając chałupę nokautuje cegłą w tył głowy Murzyna i kolegę wąsiatego ; starsza kobita popełnia samobójstwo, ostatecznie przerażona wizją bycia oddaną do domu starców; na farmę przyjeżdza miejscowy gangster poszukujący Cobba, wywiązuje się strzelanina, Cobb, swoim zwyczajem, uneruchamia go raniąc w kolano; zona wąsiatego umawajedzie do miasta, gdzie ma załatwić coś dla Cobba w miejscowym banku, zamiast tego załatwia agenta, który ją śledzi, wczesniej idąc z nim do łózka - a wszystko z broni Cobba. Mocno pokićkana historia ;).

                      W ostatnim akcie Cobb wydostaje się wreszcie, z tego zamętu, i biegnie w pole, trzymając na muszce oprzytomniałego kolegę wąsiatego - ten kopie i znajduje tylko worek z kamieniami. Cobb ucieka przez pole zbożowe, ścigany przez helikopter; policjant nie może go zastrzelić z zimną krwią, więc Cobb dociera do chatki, z jednym wyjściem. Jest tam ten dzieciar, co wygląda na typowego dziesięciolatka, ale operuje słownictwem jakby całe 10 lat tylko jadł, spał i oglądał filmy kryminalne. policja już nadciąga ze wszystkich stron, koniec Cobba jest bliski. Dzieciak bierze go na muszkę i oznajmia, ze go zastrzeli, żeby zostać sławnym. Cobb jednak odbiera mu strzelbę i popełnia samobójstwo - "swoją legendę zachowam dla siebie", powiada. Kiedy na miejsce docierają policjanci i reporterzy dzieciak wychodzi z szopki w stylu Rambo i informuje tonem filmowym, że "to ja zabiłem Cobba". Za chwilę zjawia się na miejscu jego matka, żona wąsiatego,w gustownej czerwonej sukni. Synuś pada jej w objęcia, idą sobie zadowoleni, wokoło policja się krząta, i synuś do mamci rzuca "wyjedziemy stąd, będziemy gansgterami, będziemy naprawdę groźni", czemu mamusia przytakuje, i kadr z ich rozanielonymi minami kończy projekcję :)
                      Cobb ginie, kasa zostaje u Murzyna, mamusia z synusiem są szczęśliwi.

                      Cóz, dobre aktorstwo, galeria barwnych typ(k)ów ludzkich, wartka akcja, i kilka scen niezapomnianych, z tą, o której wspomniałem : gość udający stracha na wróble i z tej pozycji podglądający opalające się dziewczyny, na czele; Marvin, jako Cobb, jak zwykle udający Johna Wayne'a; Miou Miou jako żona wąsiatego bardzo ciekawa - ona jedna nie jest brudna i pozbawiona ogłady, ale jednocześnie najniebezpieczniejsza z całego bractwa; no i dzieciak, jej syn, postać być może najciekawsza w całym tym zestawieniu - bardzo dobra rola młodego (małego,młodocianego może raczej) aktora, dzieciak ma pokój wyklejony zdjęciami Jamesów Deanów, Marylin, kadrami z filmów o gangach, zachowuje się i mówi jak gangster z filmu, do Cobba zwraca się nie inaczej jak "Capone", a scena kiedy jedzie z nowo zdobytą kasą do miasteczka, puka do drzwi burdelu i powiada "witam, przyjechałem spróbować życia", wciska plik banknotów dekolt tej, co mu otworzyła i ładuje się bezceremonialnie do środka - pierwszorzędna :)

                      • barbasia1 "W matni" 15.08.09, 13:49
                        grek.grek napisał:

                        > Tego filmu z De Niro nie ogladałem, w ogóle mam niejasne
                        przeczucie, że wielkie role De Niro chyba są już w komplecie poza
                        nim.

                        A ja rzuciłam okiem na ten film, choc niestety nie dotrwałam do
                        końca.
                        Film niezły, momentami bardzo brutalnym, myślę, że warto go obejrzeć.
                        Za chwil kilka opowiem nieco więcej.


                        > "W matni" za to obejrzałem i - całkiem znośny film.

                        Ileż to zamieszania (i spustoszenia) potafi czasem narobić jeden
                        człowiek, nieprawdaż! :))
                        • barbasia1 "15 minut" 15.08.09, 17:51
                          Już jestem!

                          /w skrócie/

                          Tytuł „15 minut” jest aluzją do wypowiedzi Andy’ego Warhola –
                          „Każdy człowiek w Ameryce może mieć swoje 15 minut sławy”.
                          /Czyż to nie wspaniały kraj!? ;)/

                          O owych „15 minutach” sławy oraz milionie martwych prezydentów
                          zamarzyli sobie dobrzy kumple, dwaj bandyci psychopatyczny Czech
                          oraz Rosjanin wielbiciel kina amerykańskiego, którzy przybyli z
                          Europy do Ameryki, niczym do ziemi obiecanej, „raju” dla
                          przestępców. „W Ameryce opłaca się być przestępcą” –mówi uśmiechając
                          się jeden z bandytów, Czech, kiedy ogląda w telewizji wywiad z
                          wielokrotnym mordercą, psychopatą, który w jakimś programie, show
                          telwizyjnym robi za wielką „gwiazdę TV” i publicznie oskarża swego
                          lekarza psychiatrę o to, że zbyt mało stanowczo namawiał go do
                          zażywania leków, co w konsekwencji przyczyniło się do tego, że on
                          tych leków nie zażywał i dlatego zabijał. Domagał się chyba też
                          uniewinnienia z powodu niepoczytalności w momencie popełniania
                          zbrodni oraz jakiegoś odszkodowania, nie pamiętam dokładnie/

                          Rosjanin , piewszego dnia pobytu w USA kradnie komuś mała kamerę
                          wideo i od tej pory bawi się w filmowca, rezysera, nagrywa wszystko
                          co się dzieje dokoła, przede wszytskim rejestruje wszystkie
                          zbrodnie, które razem popełniają, a jest ich kilka.

                          Bandyci mordują najpierw z zemsty kumpla Czecha i jego żonę,
                          którzy przepuścili wszystkie pieniadze z jakiegoś wcześniejszego
                          napadu rabunkowego zapominając o podzieleniu się z Czechem, potem
                          brutalnie zabijają prostytutkę, od której chcieli wydobyć adres
                          agencji, która ją przysłała. /Po tym adresem agencji mieli nadzieję
                          odnaleźć jedynego świadka ich zbrodni na kumplu i jego żonie -
                          rudowłosą Czeszkę, która podejrzała cała zbrodnię i w ostatniej
                          zdołała zbiec bandytom, wyskakując przez okno /lecz na swe
                          nieszczęście zostawiła torebkę z dokumentami – paszportem (zdjęcie!)
                          oraz wizytówką tejże agencji.// Mordują wreszcie (zaskoczenie!
                          moje:) tropiącego ich policjana, bardzo słynnego na cały Nowy Jork –
                          Eddie’ego Flemminga (De Niro) - jego zdjęcia są na okładkach
                          nowojorskich gazet, ten świetny i bardzo skuteczny policjant
                          prywatnie związany z dziennikarką jednej z telewizji; często
                          podrzuca jej do programu najświeższe informacje dodtyczące
                          prowadzonych spraw) .

                          Po zabójstwie Flrmminga, o którym zrobiło się głośno w mieście
                          ( bandyci wytropili gdzie mieszka Flemming, wywabili go z
                          mieszkania, łupnęli w głowę, kiedy się tego nie spodziewał,
                          nieprzytomnego przywiązali taśmami do krzesła – i potem brutalnie
                          zabili; ten się oczywiscie bronił , lecz związany nie miał żadnych
                          szans przy dwóch napastnikach ) wpadli na pomysł, jak zdobyć kase i
                          sławę i przechytrzyć Amerykę!

                          Wymyślili sobie, ze sprzedadzą jednej z prywatnych telewizji film z
                          nagranym na wideo zabójstwem Flemminga (De Niro) , po czym oddadzą
                          się w ręce ... policji! i wymiaru sprawiedliwości. W trakcie
                          procesu, jak sobie kombinowali, będą udawać niepoczytalnych i w ten
                          sposób unikną więzienia, bo jako niepoczytalni trafią nie za kraty,
                          lecz do psychiatryka. A kiedy już znajdą się w psychiatryku
                          oświadczą tam, że kłamali, że są całkowicie zdrowi na umyśle, więc
                          z pewnościa szybko zostaną wypuszczeni, a póżnie już nikt ich
                          czepiać się nie będzie, bowiem Ameryce nie można być sądząnym dwa
                          razy za tę samą zbrodnię!

                          Dzwonią więc do telewizji, do znanego dziennikarza (z tej samej
                          stacji gdzie pracowała dziewczyna Flemminga) ten jest oczywiście
                          bardzo zainteresowany kupnem nagrania (jego szefowa –w tej roli
                          Kim Cattrall /Samatha z Seksu w wielkim mieście/ robiła mu
                          wcześniej awantury o to, że oglądalność ich TV spada ...

                          I tu mi się urywa film! Co było dalej nie wiem?? :///

                          Więc tu już tylko kilka słów podsumowania -

                          Ten film to dość ostra kpina z Ameryki , amerykańskiego
                          prawodawstwa, które wydaje się sprzyjać cwaniakom, przestępcom,
                          także krytyka telewizji, mediów goniących za sensacją i pokazujących
                          coraz bardziej wstrząsające materiały byle tylko przyciągnąć
                          ludożerkę do telewizorów, podnieść oglądalność programów.

                          Nie pierwszy to (i zapewne nie ostatnii) film krytykujący media za
                          takie podejscie, wart jest jednak obejrzenia, robi wrażenie takze
                          dzięki świetnym aktorom - De Niro, ale nie tylko. Znakomicie
                          spisali się aktorzy grający bandytów; To aktorzy mało pokazywani,
                          mało znani (jeden z nich, co ciekawe, to czeski aktor Karel Roden)
                          Zresztą to właściwie głównie na nich, na koncentrowało się głównie
                          oko kamery.



                          /PS Femmingowi w śledztwie pomagał strażak Jordy Warsaw !, którego
                          rodzice , byli Polakami (w tej roli Edward Burns) :)/

                          • barbasia1 Re: "15 minut" 15.08.09, 18:02
                            PS Na wizytówce agencji towarzyskiej znalezionej przez bandytów w
                            dokumentach rudowłosej Czeszki był tylko numer telefonu.
                          • grek.grek Re: "15 minut" 16.08.09, 12:52
                            Wygląda, ze to jednak był całkiem całkiem film.

                            Dzięki za ten rzetelny opis :)

                            Ja wczoraj zacząłem Czarną Dalię, pierwsze 25 minut, i na razie
                            skupiam sie na Scarlett, która gra znowu postać zupełnie niepodobną
                            do wszystkich, które poprzednio grała.
                            • barbasia1 Re: "15 minut" 16.08.09, 13:59
                              grek.grek napisał:

                              > Wygląda, ze to jednak był całkiem całkiem film.

                              Za całą pewnością można tak powiedzić.
                              I warto obejrzeć ten film, jak się znów nadarzy okazja.

                              Wracając De Niro nie miał się tu specjanie czym popisywać aktorsko -
                              bo też nie miał szczególnie efektownej roli - ot (kolejny) policjant
                              tropiący bandytów - przez większosć czasu biega, tropi śledzi,
                              reozmawia z innymi glinami; ale jest w tym filmie jedna scena, ktora
                              zrobiła na mnie wrażenie - kiedy siedzi przytwierdzony taśmami
                              klejacymi do krzesła, rozmawia z bandystami, z psychopatycznym
                              Czechem, próbując sporowkować go do jakiegoś czynu, pluje na
                              niego z miną pełną najwyższej pogardy, za którą kryje się potężny
                              strach ( bo czuje, że nie ma szans, że za chwilę zginie!) Potem w
                              jakieś desperacji rzuca się z tum krzesłem na plecach na bandytów,
                              niestety na próżno, ginie zastrzelony.
                              Naprawdę świetnie i zarazem przejmująco zagrane.



                              > Dzięki za ten rzetelny opis :)

                              Cała przyjemność po moje stronie! :)


                              > Ja wczoraj zacząłem Czarną Dalię, pierwsze 25 minut,

                              A ja dziś zacznę! :)
                              • grek.grek Re: "15 minut" 16.08.09, 14:51
                                Ile to już lat minęło od ostatniej wielkiej, naprawdę wielkiej, roli De Niro ? :) Nie chcę nawet liczyć. Jasne, on z nawet średnio napisanej rólki robi rolę dobrą, nasyca ją własnym talentem, ale jednocześnie jest na równi pochyłej : ma już miejsce w historii kina, i to jedno z tych najprzedniejszych, zrobił kilka ról nie do zapomnienia, nazwisko ma nie do poplamienia udziałem w najgorszej szmirze, może więc skupić się na tym, jak dobrze zarobić i się w ogóle nie narobić, bo dla niego role takie, jakie ostatnio bierze, to jest zwyczajna zabawa, a nie aktorstwo, za duże ma możliwości i umiejętności. Nie wiem, może też trochę się zmęczył ? Tyle, ze zmęczenie musiałoby to być pokaźnych rozmiarów, skoro odpoczywa już dobre dziesięc sezonów :)

                                Chciałoby się go jeszcze zobaczyć w czymś świetnym i dopisać z satysfakcją do największych osiągnięć w karierze coś nowego, co spięłoby to jakoś ładnie klamrą. Ja tam ciągle nie tracę nadziei, że jeszcze dla starego Boba coś się znajdzie odpowiedniego do jego klasy.

                                Haha, to widzę, ze obojeśmy w lesie, jak chodzi o Dalię :)
                                • barbasia1 Re: "15 minut" 16.08.09, 15:16
                                  >Ja tam ciągle nie tracę nadziei, że jeszcze dla starego Boba coś
                                  się znajdzie odpowiedniego do jego klasy.

                                  I ja również! :)


                                  > Haha, to widzę, ze obojeśmy w lesie, jak chodzi o Dalię :)

                                  Włąśnie, właśnie! Musze się sprężyć i odpalić DVD, bo wkrótce mija
                                  mitermin oddania filmu!


                                  • pepsic Re: "15 minut" 17.08.09, 20:14
                                    Kiedyś oglądałam. Trochę inny i nieszablonowy, bo zaczyna się niewinnie,
                                    przylotem do USA dwóch przybyszy ze wschodniej Europy, a potem następują niczym
                                    nie zapowiadane brutalne (zbyt) sceny. Ta z de Niro - faktycznie mocna i
                                    niespodziewana (przecież tego się nie robi w amerykańskich filmach!) - do
                                    końca żywiłam naiwną nadzieję, że jednak nie zginął.
                                    :)
                                    • barbasia1 Re: "15 minut" 18.08.09, 15:04
                                      pepsic napisała:
                                      Ta z de Niro - faktycznie mocna i
                                      > niespodziewana (przecież tego się nie robi w amerykańskich
                                      filmach!
                                      ) -
                                      :)
                                      Otóż!

                                      I tego nie robi się De Niro! :)

                                      a poza tym nie zabija się najlepszego i najsypatyczniejszego
                                      glinarza w mieście w połowie filmu!

                                      /Do Brudnego Harrego bandyci w kolejce się ustawiali, żeby tylko
                                      zginąć od kuli z jego magnum 44 :)/

                                      Witaj Pepsic! :)
                                      • pepsic Re: "15 minut" 18.08.09, 15:24
                                        Pzdr :)
    • barbasia1 Wczoraj i dziś 16.08.09, 12:35
      Wczoraj –
      w TVP1 o przyzwoitej, wręcz idealnej porze o 20.20 leciał straszny
      gniot; na dodatek strasznie długi ok. 180 minut (śmiertelne
      nudy) „Joe Black” (1998) / czyli śmierć o twarzy pięknego Brada
      Pitta!/– rzadko to mówię, ale naprawdę nie polecam, szkoda czasu i
      oczu.

      Za to w TVN dla odmiany uroczy film z Audrey Tatou „Bardzo długie
      zaręczyny” (2004) – niestety, jak na złość ten film zaczynał się
      bardzo późno o 22.55 (do 1.35!).


      A dziś nic ciekawego nie widzę...
      • grek.grek Re: Wczoraj i dziś 16.08.09, 12:57
        Seks w TVN na dziś, Carrie Bradshaw, allenowski Niujork i błyskotliwe pióro scenarzystów :)

        A w Jedynce (22:50) "Prawdziwe oblicze Charliego" w rezyserii Demme'a, tego od Milczenia owiec i Filadelfii. Może być niezły... zmuszony jestem do nagrania go, więc jeśli się zdecydujesz, a do końca nie uda Ci się dotrwać - możesz liczyć na moje dopowiedzenie :)
        • barbasia1 "Prawdziwe oblicze Charliego" 16.08.09, 13:29
          grek.grek napisał:
          allenowski Niujork i błyskotliwe pióro scenarzystów :)

          Patrzę w moje dwa programy TV i nie widzę tego???
          Gdzie, o której to leci???

          > A w Jedynce (22:50) "Prawdziwe oblicze Charliego" [...] Może być
          niezły... [...] możesz liczyć na moje dopowiedzenie :)

          :)))
          Dziękuję pięknie oraz gorąco :) (bo u nas upały)! I zamówiłabym,
          może w takim razie całość?!


          • grek.grek Re: "Prawdziwe oblicze Charliego" 16.08.09, 14:40
            Na TVN leci, mówiłem o Seksie, bo w końcu NYC jest w nim pokazane w manierze jak z filmów Allena, a w każdym razie zbliżonej; pióro scenrzystów błyskotliwe jest, na mój gust, a Carrie Bradshaw tam się
            czasami pojawia ;)

            Dobra, zobaczę co się da zrobić z tą całością... A mówiąc poważnie - oczywiście, że napiszę, kiedy tylko obejrzę :)
            • barbasia1 Re: "Prawdziwe oblicze Charliego" 16.08.09, 14:56
              grek.grek napisał:

              > Na TVN leci, mówiłem o Seksie

              Tak! Tak! :/
              Jakoś inaczej mi się odczytało w pierwszej chwili i dopiero z
              opóżnieniem (strasznym!) zajarzyłam właściwy sens tego zdania. Ale
              obciach! Przepraszam, wszystko przez ten upał! :/

              Może też zerknę na pierwszy odcinek "Seksu"? :)

              > Dobra, zobaczę co się da zrobić z tą całością... A mówiąc
              poważnie - oczywiście, że napiszę, kiedy tylko obejrzę :)

              Wyrazy wdzięczności przesyłam! :)



              • barbasia1 Re: "Prawdziwe oblicze Charliego" 17.08.09, 13:14
                Jednak popatrzyłam sobie trochę na „Prawdziwe oblicze Charliego” –
                (widoki Paryża, mnie przyciągnęły tak bardzo, że zapomniałam o
                Nowym Jorku).
                /Na sam początek się spóźniłam :/, ale nie przeszkodziło mi to
                zrozumieć, o co chodzi w tym filmie. :)/

                Ostatnią scena jaką zarejestrowałam miała miejsce na dworcu -
                Regina ma dość tej całej afery, chce uciec do Londynu, kupuje
                bilet, towarzyszy jej Charlie, który namawia ją do pozostania w
                Paryżu, Regina odmawia wchodzi do pociągu. Nagle na peronie
                pojawia się cała szajka, wskakują do tego samego pociągu co Regina,
                Charlie widząc ich robi to samo, pociąg odjeżdża ...

                Bardzo Cię proszę, Grek.greku, o dopowiedzenie tego, co wydarzyło
                się później! :)
                • grek.grek Re: "Prawdziwe oblicze Charliego" 17.08.09, 13:56
                  Bez obaw, zrobię to, kiedy tylko obejrzę.

                  Dzisiaj mam 3 godziny Lalki do obejrzenia, na początek; wczoraj dali dwa ostatnie odcinki jeden po drugim, więc czeka mnie prawdziwy maraton z Łęcką, Wokulskim i calą resztą; i szkoda, ze hr. Wąsowska tylko w jednym odcinku się pojawia, nawet jesli w tej wersji nie odtwarza jej
                  Kalina Jędrusik, a Wrzesińska Barbara.

                  • barbasia1 Re: "Prawdziwe oblicze Charliego" 17.08.09, 16:11
                    Czekam zatem cierpliwie. :)

                    Jeśli Kalina Jędrusik - to koniecznie trzeba przeczytać ten artykuł
                    z WO (jeśli oczywiscie jeszcze nie czytaleś/ nie czytaliście)

                    wyborcza.pl/1,81388,6894162,Co_ja__Jezus_Chrystus_jestem_.html
                    Nie jest to z całą pewnością żadna wnikliwa anliza fenomenu jej
                    osobowości, ale przyjemnie się czyta. :)

                    /Ostatnie odcinki "Lalki" - to smutno będzie!? ;)/
                    • pepsic Re: "Prawdziwe oblicze Charliego" 17.08.09, 20:45
                      barbasia1 napisała:

                      >Kalina Jędrusik... Nie jest to z całą pewnością żadna wnikliwa analiza fenomenu
                      jej osobowości, ale przyjemnie się czyta. :)

                      I do tego z uśmiechem :)
    • barbasia1 "Anie Hall" Allena dziś! :) 18.08.09, 15:18
      o 23.25 w TVP2!
      Stary dobry, co ja mówią znakomity, genialny Allen! (a jednak, nie w
      niedzielę tylko dziś! :).
      Znakomita komedia, doskonały humor, klimaty i widoki Nowego Yorku,
      mnóstwo zbawnych, niezapomnianych scen m.in ta:

      "Annie Hall" – Alvy (Woody Allen) z Annie Hall (Diane Keaton)
      goszczą u nowojorskich snobów, którzy częstują ich kokainą („2000
      dolarów za uncję”). Alvy początkowo się wzbrania, ale potem jednak z
      ciekawości bierze z eleganckiego puzderka odrobinkę proszku i wkłada
      ją sobie do nosa. Kokaina natychmiast podrażnia mu nos i Alvy kicha
      wprost do puzderka rozsypując całą cenną zawartość na
      gospodarzy. :))

      /To ze starego i bardzo sympatycznego wątku:
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,81584091,81923108,Re_Najsmieszniejs
      ze_filmowe_epizody.html
      • pepsic Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 18.08.09, 15:33
        Po takiej rekomendacji i zapowiedzi udziału Diane Keaton spróbuję dotrwać.
        PS. Barbasiu wątek się nie otwiera :(
        • barbasia1 Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 18.08.09, 15:42
          pepsic napisała:

          > Po takiej rekomendacji i zapowiedzi udziału Diane Keaton spróbuję
          dotrwać.
          :)))
          Koniecznie!

          > PS. Barbasiu wątek się nie otwiera :(

          Przepraszma to moja wina, wklejam więc link raz jeszcze:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,81584091,81923108,Re_Najsmieszniejsze_filmowe_epizody.html


      • grek.grek Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 18.08.09, 15:53
        Jak ja dawno to oglądałem, i to po czesku :)

        Dzięki za info, już mi się zdawało, ze moja magiczna radziecka skrzynka na nic się dzisiaj nie przyda.
        • barbasia1 Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 18.08.09, 16:05
          grek.grek napisał:

          > Jak ja dawno to oglądałem, i to po czesku :)

          To pewnie w wersji czeskiej ten film był jeszcze śmieszniejszy?!
          Tak sobie wyobrażam. :)



          • barbasia1 Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 19.08.09, 13:05
            A propos humoru Allena -
            Przeczytałam kiedyś (a wczoraj sobie przypomniałam) w „Leksykonie
            filmowym na XXI wiek” Kałużyskiego i Raczka bardzo ciekawą uwagę na
            temat humoru żydowskiego.
            Otóż jak mówił / pisał Kałużyński humor żydowski ma wiele odmian i
            różni się w zależności od kraju, czy nawet od regionu, z jakiego
            pochodzi i tak np. - nowojorski humor żydowski jest „analityczny,
            masochistyczny, refleksyjny”, co widać w filmach Woody’ego Allena,
            Mela Brooksa , paryski jest „elegancko szyderczy” , z kolei
            rosyjski jest anarchiczny.
            O Polskim humorze żydowskim Kałużyński niestety nie wspomina.
          • grek.grek Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 19.08.09, 13:07
            Tak się skupiłem na szybkim tłumaczeniu tego, co się przetłumaczyć szybko dało, że jakoś mi ten dodatkowy walor umknął :)

            Znakomity. Obejrzałem wczoraj w normalnej wersji językowej, większośc
            tekstów znałem z różnych źródeł - mistrzostwo świata.
            • barbasia1 Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 19.08.09, 13:27
              grek.grek napisał:

              > Tak się skupiłem na szybkim tłumaczeniu tego, co się przetłumaczyć
              szybko dało,
              > że jakoś mi ten dodatkowy walor umknął :)

              :))))


              > Znakomity. Obejrzałem wczoraj w normalnej wersji językowej,
              większośc tekstów znałem z różnych źródeł
              mistrzostwo świata.

              Tak jest! :)


              I cały Allen ze swoimi traumami, fobiami, neurozami, obsesjami,
              problemami natury wszelakiej.

              Wczoraj objerzałam tylko sam początek - trudne lata dzieciństwa
              Alvy'ego, jego cudną klasę.

              Na szczęście mam ten film na płycie. :)
              • niklodek Re: "Anie Hall" Allena dziś! :) 19.08.09, 17:46
                hehe:) cały czas mam w głowię scenę, kiedy stoją w kolejce do kina i wychodzi
                McLuhan (medioznawca) i gnoi kolesia, który się sprzecza z Allenem, a on mówi do
                ekranu:” If like was like this, huh?” Genialne!!
    • barbasia1 Dziś "Dom z piasku i mgły" (2003) 19.08.09, 13:57
      ponownie w TVP1, tym razem jednak o lepszej porze, o 22.05.

      W TVN o 22.40 film "Pula smierci" (1988), a w nim seryjny morderca
      poluje na najsłynniejszego w San Francisco glinanrza - Harrego
      Callahana.
      "Pula smierci" to już ostatni film z cylku o Brudnym Harrym.


    • barbasia1 "Powódź" 20.08.09, 13:33
      Dziś w TVP 1 "Powódź" (Francja/Rosja, 1994)z Isabelle Huppert (znaną
      z "Pianistki").

      Zapowiada się bardzo ciekawie (za: gazeta.pl/tv) -

      "Piotrogród, początek lat 20. XX wieku. Sofia (Isabelle Huppert) i
      Trofim (Boris Niewzorow), że nie może mieć z Sofią dzieci. Jego
      małżonka, aby ratować związek, decyduje się na adopcję
      trzynastoletniej Ganki (Marija Lipkina). Po latach, kiedy przybrana
      córka staje się dojrzałą kobietą, Trofim zaczyna ją adorować. Sofia
      przyłapuje ich na zdradzie. Upokorzona planuje zemstę. Ma jej w tym
      pomóc zbliżająca się powódź."

      Szkoda, tylko że późno się zaczyna - 23.40. Ech!
      • grek.grek Re: "Powódź" 21.08.09, 13:15
        Nie jest tak źle, nagrałem ten film (głównie dla Isabell Huppert, która z łatwością skłoniłaby mnie nawet do ogląania Mody na sukces, gdyby tylko tam się pojawiała, hehe), na pewno coś napiszę wkrótce :)

        Btw, jutro ci dopowiem "Charliego..." - mistrzostwa zabierają mi, w pozytywnym wymiarze, czas "filmowy", ale od dzisiaj zaczynam nadrabiać.

        • grek.grek Re: "Powódź" 21.08.09, 13:29
          Skoro trzymamy dzielnie bon tony rózne, to poprawię tę literówkę - "Ci" :)
          • barbasia1 Re: "Powódź" 21.08.09, 13:34
            >"trzymamy dzielnie bon tony rózne"

            bo to bardzo kulturalny wątek! :)


            Dzięki Ci!!! :)
          • barbasia1 Re: "Powódź" 21.08.09, 15:12
            grek.grek napisał:

            > Skoro trzymamy dzielnie bon tony rózne, to poprawię tę literówkę -
            "Ci" :)


            Prawdę mówiąc, bontony są tu właściwie najmniej istotne.
            Nie warto się nimi specjalnie przejmować!
            Tak sobie myślę! :)
        • barbasia1 Re: "Powódź" 21.08.09, 13:29
          Nie jest tak źle, nagrałem ten film (głównie dla Isabell Huppert,
          która z łatwo
          > ścią skłoniłaby mnie nawet do ogląania Mody na sukces, gdyby tylko
          tam się pojawiała, hehe)

          :)))

          I ja mam do Isabell Huppert wielką słabość - do wpół do pierwszej :/
          wczoraj siedziałam dla niej! Cieszę się, że nagrałeś ten film,
          czekam zatem (tym razem z niecierpliwością) na Twój post o tym
          filmie /i bardzo proszę o dopowiedzenie mi, co się zdarzyło po tym
          jak Huppert (wypadło mi z głowy imię jej bohaterki) odkryła zdradę
          męża! Wiem jeszcze, że nie wyrzuciła dziewczyny, ale nie odzywała
          się do męża, nie spała z nim w jednym łóżku.../

          > Btw, jutro ci dopowiem "Charliego..." - mistrzostwa zabierają mi,
          w pozytywnym wymiarze, czas "filmowy", ale od dzisiaj zaczynam
          nadrabiać.
          OK! :)
          Dla pasjonatów sportu wielką wyrozumiałość mam! :)
          • barbasia1 Re: "Powódź" 21.08.09, 13:46
            Sofia - tak miała na imię bohaterka, która grała Huppert!
            Kilka postów wyzej wymienione było jej imię!
        • barbasia1 Re: "Powódź" 21.08.09, 22:41
          grek.grek napisał:

          > Nie jest tak źle, nagrałem ten film (głównie dla Isabell Huppert,
          która z łatwo
          > ścią skłoniłaby mnie nawet do ogląania Mody na sukces, gdyby tylko
          tam się poja
          > wiała, hehe), na pewno coś napiszę wkrótce :)
          >
          > Btw, jutro ci dopowiem "Charliego..." - mistrzostwa zabierają mi,
          w pozytywnym
          > wymiarze, czas "filmowy", ale od dzisiaj zaczynam nadrabiać.
          >


          Grek.greku, może zostaw już tego Charliego, nie opisuj ciągu
          dalszego ( na pewno za jakiś czas powtórzą ten film, wtedy
          wrócimy do niego).

          „Powódź” bardziej interesująca!
          • grek.grek Re: "Powódź" 22.08.09, 13:29
            "Powódź", to za jakiś czas, może w przyszłym tygodniu.

            A "Charliego" nie zostało wiele, po tym wejściu do pociągu zostało
            może z 35 minut akcji.
            I dopowiem samo rozwiązanie, a co tam, może jeszcze ktoś nie oglądał do końca ... ;)

            Więc się okazało, że zabójcą Charliego jest Robbins.
            Robbins i reszta szajki : Murzynka, Orientalny Szpakowaty i Łysy co grał w Milczeniu Owiec byli razem z Charliem na Bałkanach i tam trafili tę kasę, o którą tutaj chodzi. Robbins dostał postrzał cięzki, Charlie zamiast go ratować - zostawił na miejscu, krzyknął do reszty, że Robbins nie żyje, wszyscy się ewakuowali, zabrali walizę z forsą i go ostawili na pewną smierć. Robbins jednak przeżył i wrócił : po kasę (chyba jako pracownik jakiejś agencji, czy czegoś tam) - raz, a dwa - żeby się zemścić. Więc zabił Charliego - to jego Charlie zobaczył w momencie swojej śmierci, potem Murzynka i Ten z Milczenia Owiec zginęli częsciowo osłupiali jego widokiem, w końcu miał nie żyć od paru lat :) _ Murzynkę rozjechała matka Charliego, która się pojawiła by zabić mordercę jej syna - chciała przejchać autem Reginę, ale Murzynka ją zasłoniła (nie z miłości, ale jako osobę , którą ją i jej szajkę mogła doprowadzić do ukrytej kasy, gdyby nie to, ze w ostaniej chwili dostrzegła Robinsa po drugiej stronie ulicy i ją na chwilę zamurowało, to pewnie by uciekła...), Ten z Milczenia, też widząc Robinsa, dostał zawału (i zszedł) w tym pociągu do którego wsiedli (nic tam się nie działo, szajkowcy niby szukali kogoś w pociągu, pewnie Reginy, aż w końcu Łysy nie wytrzymał, a raczej jego serce, a potem wszyscy się spotkali na komisariacie policji, a zaraz potem Regina z nimi normalnie rozmawiała, pokazała torbę Charliego,że tam nie ma żadnej kasy, a do tego zgodziła się współpracować z policjantką, owocnie zresztą).

            Druga sprawa - kasa.
            Charlie zainwestował całe 5 milionów w... znaczki. Trzy superdrogie znaczki, które nakleił na kopercie jednego z listów do Reginy. W którymś momencie Regina czyta te listy, dzwoni do policjantki w środku nocy i mówi,że "wie". Niedługo potem orientuje się także szajka - zupełnym przypadkiem : Orientalny na ulicy widzi zamknięty sklep, ktorego właściciel nie żyje; jest jego zdjęcie i znicze pod drzwimi wejściowymi - nie wiem, czyje to zdjęcie, ale Orientalnego coś tknęło :pyta się przypadkowego faceta czym zajmował się ten facet, a kiedy dowiaduje się, ze kolekcjonował znaczki biegnie gazem do hotelu, gdzie Regina się zatrzymała, żeby dorwać się do listów Charliego, Wahlberg (ten młody, co się z Reginą zakolegował; posługuję się nazwiskiem aktora, bo ta postać co chwila była kimś innym, co Reginę przyprawiało o spory ból głowy, aż nareszcie się okazało, ze jest amerykańskim agentem śledczym, czyli "tym dobrym" i ma odzyskać kasę dla agencji rządowej) goni za nim, powala, sam dopada celu, Regina biegnąca za nimi, dopada pokoju w momencie kiedy Wahlberg buszuje i szuka znaczków - szajkowcy jej ciągle wmawiali, ze Wahlberg jest oszustem, chce ją wystawić, zależy mu na kasie tylko, więc daje w długą, w uliczce spotyka Robbinsa (który jej z kolei wmawiał, ze sam jest agentem rządowym, i ma ją chronić) - no i tutaj następuje ostateczna rozgrywka, spotykają wszyscy zainteresowani : Regina, Robbins, Wahlberg ujawniający Reginie swoją tożsamość, policjantka, którą Robbins bierze jako zakładniczkę, Orientalny, kilku innych policjantów. Ostatecznie Robbins się sam poddaje, ląduje w więzieniu.

            Znaczki.
            Najpierw Regina wyrzuca kopertę z nimi do ognia (taki jakiś koksownik stał akurat przypadkiem niedaleko), ale już po aresztowaniu Robbinsa spotyka się z wahlbergiem w ambasadzie amerykańskiej i wręcza mu takie same egzamplarze - okazuje się, ze te które spaliła, to były kopie, które zrobiła policja, a więc wszystko Regina i policja mieli obcykane :)
            Oczywiście następuje scena melodramatyczna - Wahlberg przeprasza, ze ją oszukiwał, regina mu wybacza i się całują.

            Lecą napisy końcowe, muzyka, ale akcja trwa nadal - matka Charliego przynosi tacę z jedzeniem do celi Robbinsa (swoją drogą, jaka cela wypasiona), odchodzi, a potem słychać krzyk Robbinsa - smiertelny krzyk, najpewniej został otruty. Jak ta kobieta, którą aresztowano przecież za przejechanie Murzynki, dostała się z tacą pod celę skazanego... wie tylko scenarzysta :)

            Taki sobie film, nie ujął mnie, w przecieństwie do Thandi Newton vel Reginy :)

            • barbasia1 Re: "Powódź" 22.08.09, 14:24
              grek.grek napisał:

              Za "Charliego" dzięki Ci Wierny Kibicu Mistrzostw Świata w
              Lekkoatletyce (w Berlinie)!

              Tak czułam, że Wahlberg, okaże się tym dobrym.


              Na "Powódź" czekam zatem cierpliwie,
              bo co mam zrobić! :))
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.08.09, 14:22
      Macie coś na dzisiaj? Bo u mnie nic nie widać oprócz dość wysoko ocenionego na
      5* "Buffalo Soldiers" polsat 22.40. Rzecz dzieje się w bazie wojskowej,
      produkcja angielsko-niemiecka, znane nazwiska. Nie oglądałam, nie słyszałam. :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.08.09, 14:36
        Nie znam, nie widziałam "Buffalo Soldiers". W moim dodatku TV piszą,
        że to "Satyra w stylu słynnego "M.A.S.H." i "ostra kpina z armii" -
        więc zapowiada się bardzo ciekawie, tym bardziej, że nic lepszego na
        horyzoncie nie widać .
        • pepsic Re: "Buffalo Soldiers" 22.08.09, 14:49
          A w moim dodatku (GW) napisali: " Widzów, którzy oczekują wesoło-anarchistycznej
          komedii w stylu "MASH, muszę ostrzec: śmiechu tu na lekarstwo". Zaznaczyli, że
          to komediodramat. Właściwie może to być całkiem niezłe kino i do tego z
          obecnego wieku.
          :)
          • barbasia1 Re: "Buffalo Soldiers" 22.08.09, 15:17
            pepsic napisała:
            :)
            Ciekawe, który dodatek ma rację?

            >"Właściwie może to być całkiem niezłe kino i do tego obecnego
            wieku".

            Też tak myślę. :)
            • pepsic Re: "Buffalo Soldiers" 22.08.09, 15:44
              barbasia1 napisała:
              > Ciekawe, który dodatek ma rację? >

              GW nieraz dała plamy, w klasyfikacji rodzajowej również, ale na ogół opinie są
              dość trafne. Jak obejrzymy, to się przekonamy (bądź nie), z tym że film kończy
              się późno i do tego jest okraszony reklamami. Będzie trudno :)
              • barbasia1 Re: "Buffalo Soldiers" 23.08.09, 09:13
                Tośmy się naśmiały wczoraj, Pepsic, prawda! ;)
                / w moim przypadku był to śmiech sardoniczny, na widok transmisji z
                walki bokserów /

                I w końcu nie wiadomo, który dodatek miał rację (mój z Dziennika)...
                :)
                • pepsic Re: "Buffalo Soldiers" 23.08.09, 11:35
                  To samo pomyślałam :(
                  PS. Mogli chociaż jakiś pasek z informacją zapodać, bo ja cierpliwie (a raczej
                  naiwnie) czekałam do 11.45!

                  • pepsic Re: "Buffalo Soldiers" 23.08.09, 11:55
                    Trochę przesadziłam z tą naiwnością - czekałam do 23.45 :)
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.08.09, 15:36
        Ja znam tylko jednego Buffalo Soldier :)

        www.youtube.com/watch?v=R4qqLvioCuI
        generalnie, dzisiaj wielka bida z jeszcze większą nędzą - Dzień Szakala na Dwójce, pięćsetny raz bodajże. I bezczelne zapchanie ramówki
        powtórką nocy kabaretowej, która leciała może z dwa tygodnie temu.

        TVN postanowił widza znokautować następnym Sopotem, jakby jednego nieszczęścia było mało, POlsat kolejną galą boksu
        z jakiejś knajpy na zad,upiu - kryzys pcha się drzwiami i oknami :)

        Jesli odpalę dzisiaj swoją radziecką maszynę, to wyłącznie po to, żeby mistrzostwa oglądać.

        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.08.09, 09:15
          No tak, warto było wczoraj odpalić tę „radziecką maszynę”! :)
          Kolejny medal Anity Włodarczyk i to złoty! a do tego jeszcze rekord
          świata, no i dramat z powodu głupio skręconej nogi. Jednym słowem
          same atrakcje.

          A Telewizja Katowice zrobiła wczoraj wredny numer swoim widzom -
          kibicom sportu. Niespodziewanie przerwano (z powodu uroczystości
          związanych z obchodami roku Korfantego) transmisję z Mistrzostw
          Świata w momencie, kiedy Anita Włodarczyk zmierzała do koła, żeby
          oddać swój ostatni (3) rzut!
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 11:51
      Jakieś propozycje na dzisiaj macie ?, przyznam, że ja sam nic nie wygrzebałem.

      Wczoraj za to aż żałowałem, że włączyłem się dopiero w połowie "Grzesznej miłości" w Jedynce :)

      Angelina - klasa, to jest po prostu świetna, sugestywna, inteligentna aktorka.

      Jaką krzywdę tej kobiecie, a może nie tyle kobiecie, co aktorce, zrobiono (a może sama sobie zrobiła) - ściślej : uczyniono z niej kolejną celebrytkę, czym zupełnie zamazano jej niekwestionowany talent, przesunięto go, razem z jej aktorstwem, na miejsce numer tysiąc, za kolejnymi gorącymi niusami z cyklu, ze ze ona i Brad kupili wczoraj nowy odkurzacz, a potem się pokłócili, jakiej długości wąż do niego zamontować.
      I teraz, nawet jeśli jest gdzieś za coś nominowana, część widowni, krytyków, patrzy z pewnym dystansem utożsamiając ją ciągle z tą
      babką z okładki byle brukowca, który nawet do klozetu się nie nadaje, co pisze o niej najtrywialniejsze ploty.

      Btw, pod karą wieloletniego cięzkiego więzienia powinno się jej zabronić
      zapuszczania włosów, z krótkimi, nawet bardzo krótkimi, wygląda(ła/łaby) rewelacyjnie, długie włosy kompletnie nie pozwalają wyeksponować twarzy ze wszystkimi jej elementami, które w jej przypadku ocierają się
      o ideał. Najlepiej wyglądała, choćby w tym wczorajszym filmie, z tą białą chustką na głowie, zamiast sylwestrowych błazenad piętrzących się na głowie, ale... konwencja, scenariusz, zamysł reżyserski - trudno :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 15:34
        > Btw, pod karą wieloletniego cięzkiego więzienia powinno się jej
        zabronić zapuszczania włosów, z krótkimi, nawet bardzo krótkimi,
        wygląda(ła/łaby) rewelacyjnie,

        O nie!
        Wręcz przeciwnie IMHO! :)
        Krótkie włosy podkreśliłyby i wyostrzyły jej już i tak bardzo ostre
        rysy, przez chudość nadmierną jeszcze dodatkowo uwydatnione i
        wyglądałaby bardzo niekorzystnie (tym bardziej, że ona będąc na
        ciągłej diecie ma bardzo przerzedzone włosy, więc miałaby bardzo
        lichutką fryzurkę).
        W długich prostych włosach (ewentualnie upiętych w kucyk, czy w
        jakiś niezbyt wymyślny kok) wygląda najkorzystniej IMHO, bo dzięki
        właśnie nim rysy twarzy wydają się łagodniejsze.

        Oglądałam chyba z rok temu ten film. Zapomniałam wczoraj napisać o
        nim na forum, a potem było już za późno.
        Rzeczywiscie tu (i w tej chustce) prezentowała się bardzo ładnie.
        Jednak jednak nie przekonała mnie jej gra. Miałam wrażenie, że nie
        moze pozbyć się maniery agentki Lary Croft! Za to Banderas wypadł
        znakomicie. Podobał mi się ten film, powiedziałabym, że nawet bardzo
        mi sie podobał. :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 15:49
          PS
          Sprawdziłam właśnie - "Lara Croft: Tomb Raider" i "Grzeszna miłość"
          kręcone były w tym samym roku (2001)! Ha!

          A włosy przerzedzone ma też niestety i po ciążach

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 16:04
        grek.grek napisał:

        > Jakieś propozycje na dzisiaj macie ?, przyznam, że ja sam nic nie
        wygrzebałem.

        A dziś wieczorową porą zadowoleni będą miłośnicy historii.
        Aż dwa dokumenty fabularyzowane - w TVP1 o 22.05 "Kulisy II wojny
        światowej" odcinek 1 /6 (Polska, Wielka Brytania 2008 ).
        W TVN o 21.50 "Generał" (2009) (o gen. Władysławie Sikorskim ) -
        odcinek 1/4.
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 19:47
          barbasia1 napisała:
          > w TVP1 o 22.05 "Kulisy II wojny światowej" ... W TVN o 21.50 "Generał" (2009)
          (o gen. Władysławie Sikorskim )>

          Eh ta konkurencja, jedni mieszają Sopotami, drudzy dokumentem. Póki co wybieram
          "Kulisy...", które entuzjastycznie zrecenzowano w Wyborczej i nie sadzę, że dla
          dołączanych od jutra filmów VCD.
          • barbasia1 "Generał" dziś 21.50 25.08.09, 14:35
            Dzięki Pepsic za info.– udało mi się dziś rano kupić GW z płytami
            (bo dziś są aż dwa odcinki!).

            Rzeczywiście bardzo głupi pomysł, żeby pokazywać te seriale w tym
            samym czasie!?

            A ja obejrzałam w końcu „Generała”.
            Właściwie też zamierzałam oglądać „Kulisy II wojny światowej” w
            Jedynce, ale „Generał” zaczynał się wcześniej, więc rzuciłam okiem
            na TVN i potem nie mogłam się już oderwać.

            To naprawdę pasjonująca historia, świetnie opowiedziana { osoba ,
            która nie jest doskonale obeznana ze szczegółami katastrofy
            gibraltarskiej, oglądając ten dokument jest w stanie ogarnąć te
            wszystkie fakty, nazwiska, daty, miejsca), zilustowana autentycznymi
            archiwalnymi zdjęciami, dokumentami, fragmentami archiwalnych
            filmów, nagranymi (wiele lat wcześniej) przez Baliszewskiego
            wywiadami z ludźmi, którzy byli świadkami katastrofy
            gibraltarskiej, z osobami z bliskiego otoczenia Sikorskiego(np.
            jeden z pilotów generała, ludzie w wywiadu wojskowego itd.), co
            jeszcze lepiej przybliża całą tę tragiczną historię, osoby dramatu,
            tło historyczne.

            I są tu jeszcze, na szczęście nie w nadmiarze, fabularyzowane
            wstawki, ze znakomitymi, sugetywnymi rolami m.in.
            Pieczyńskiego /jako generała Świerczewskiego/, uroczej Kamilli
            Baar /jako córki generała Zofii Leśniowskiej/ i innych ).

            Baliszewski i Miszczak, który próbują rekonstruować wydarzenia
            przenoszą się w różne miejsca, wiążące się ściśle z opowiadaną
            historią. Widzimy więc m.in. Gibraltar, Kair, czy angielską wyspę
            Bute, gdzie, o czym, przyznam sie, nie miałam pojęcia, na rozkaz
            Świerczewskiego zostali zesłani i uwięzieni w obozie wojskowi –
            oficerowie, generałowie i inni jemu nieprzychylni! ( ok. 200
            wojskowych popełniło tam samobójstwo).

            To tyle w skrócie wrażeń z pierwszego odcinka .

            Naprawdę polecam „Generała”.

            Drugi odcinek, dziś w TVN o 21.50!

            /A do tego jeszcze malutkie bloki reklamowe! :)/

            • pepsic Re: "Generał" dziś 21.50 25.08.09, 20:25
              barbasia1 napisała:
              > Bute, gdzie, o czym, przyznam sie, nie miałam pojęcia, na rozkaz
              Świerczewskiego zostali zesłani i uwięzieni w obozie wojskowi – oficerowie,
              generałowie i inni jemu nieprzychylni! ( ok. 200 wojskowych popełniło tam
              samobójstwo).

              Barbasiu, ja również całkiem niedawno przy okazji tematów powstańczych
              dowiedziałam się o Bute w Wlk. Brytanii zwanej przez osadzonych Wyspą Węży. Z
              tym, że uwięzieni tam byli przeciwnicy gen. Sikorskiego (chyba niechcący
              wmieszałaś w to towarzysza Waltera)
              . Obóz ten rozwiązano prawdopodobnie
              dopiero po śmierci generała. Co do liczby samobójców słyszałam o 100.
              PS. Obejrzałam tylko początek Generała - interesujący. Do tego fragmenty filmu z
              udziałem K.Pieczyńskiego (mojego ulubionego aktora) i K.Baar (magnetyzująca
              urodą i głosem) bardzo pozytywnie odebrałam.
              Natomiast I odc. "Kulis II wojny..." aż tak bardzo nie powalił, ale może być.
              • barbasia1 Re: "Generał" 31.08 o 21.50 26.08.09, 12:14
                Z tym, że uwięzieni tam byli przeciwnicy gen. Sikorskiego (chyba
                niechcący wmieszałaś w to towarzysza Waltera)
                .

                Skąd się wziął moim poście "towarzysz Walter" :))), czyli gen.
                Świerczewski słowo daję, nie wiem ;), dałabym sobie rękę uciąć, że
                myślałam wtedy o gen. Sikorskim /może to jakiś spisek
                generałów? ;)/
                W każdym razie dzięki Ci Pepsic za zwrócenie uwagi na tę paskudną
                pomyłkę!

                /Chyba potrzebuję jakiegoś urlopu i przerwy od komputera?!? ;)/

                Następny odcinek "Generała" w poniedziałek 31 sierpnia o 21.50.
                • pepsic Re: "Generał" 31.08 o 21.50 27.08.09, 19:55
                  barbasia1 napisała:
                  > Chyba potrzebuję jakiegoś urlopu i przerwy od komputera?!?>

                  Nie to było moją intencją :)
            • paero123 Re: "Generał" dziś 21.50 26.08.09, 12:58
              A imć Baliszewski to ten sam, który przysięgał się w TVN24 tuż przed niedawną
              sekcją gen.Sikorskiego, że świadkował przy poprzednim otwarciu trumny i generał
              miał wlot od kuli w głowie? Sekcja to potwierdziła?
              • barbasia1 Re: "Generał" dziś 21.50 27.08.09, 14:25
                paero123 napisał:

                > A imć Baliszewski to ten sam, który przysięgał się w TVN24 tuż
                przed niedawną sekcją gen.Sikorskiego, że świadkował przy poprzednim
                otwarciu trumny i generał miał wlot od kuli w głowie? Sekcja to
                potwierdziła?

                Też mnie to bardzo zastanawia!

                W dokumencie od początku lansowana jest teza, co zresztą już zostało
                pokazane, że gen. Sikorski zostaje zabity / zastrzelony w swych
                aprtamentach na Gibraltarze. Natomiast wyniki przeprowadzonej
                niedawno ekshumacji zwłok generała są właśnie ewidentnie sprzeczne z
                tą tezą.

                Byś może Bliszewski ustosunkuje się jakoś do tych wyników
                ekshumacji Na razie nie było o tym ani słowa!?

                A tu dla przypomnienia wyniki sekcji zwłok gen. Sikorskiego:

                wiadomosci.onet.pl/1906362,,,,,1268557,9216,itemspec.html


                • barbasia1 Re: "Generał" dziś 21.50 27.08.09, 15:03
                  > Być może Baliszewski ustosunkuje się jakoś do tych wyników
                  > ekshumacji. Na razie nie było o tym ani słowa!?

                  Ciężko jednak dystkutować z tak twardymi faktami.


                  • barbasia1 Dziś w TVN o 21.50 ostatni odcinek "Generała" 01.09.09, 14:21
                    Dziś w TVN o 21.50, ostatni odcinek „Generała”.
                    W ostatnim odcinku Baliszewski ma się odnieść do wyników z niedawnej
                    ekshumacji gen. Sikorskiego! A jednak! :)


                    Mała poprawka, albo raczej uściślenie - Sikorski miał zostać
                    zamordowany w Pałacu Gubernatora.

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 14:23
      Napisali o tiwi-propozycjach na jesień - wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,6956847,Jesienna_bitwa_na_seriale.html

      Generalnie, popeliną nieco powiało.

      Z tego, co tam lansują biorę : Krwawy diament, Californication i ciekaw jestem Infiltracji Scorsesee (rozbawiło mnie "Infiltracja z Di Caprio i Mattem Damonem", podczas gdy występuje tutaj Nicholson i to podobno w ważnej roli), jej porównania z oryginałem, który był, i jest, i będzie, świetny.
      I nowe odcinki Kiepskich, bo to co tam scenarzyści wyczyniają, to jest Gombrowicz pełną gębą oraz do kwadratu, że o rewelacyjnych aktorach nie wspomnę.

      Reszta, to jakaś pomyłka, i mam nadzieję, ze zwyczajnie pan recenzujący i wyszukujący pominął wiele ciekawych pozycji, nie pasujących do jego gustów i guścików, ewentualnie pisał tylko o tym, o czym już dziś wiadomo, że będzie na pewno.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 15:05
        Ja się napaliłam na "Rzym" (seria 2), choć nie widzą go w tym
        artykule w zapowiedziach??? /mam nadzieje, ze się kiedyś nie
        przewidziałam/ nie przesłyszałam/
        Ciekawa jestem "Londyńczyków" serii 2.
        Twym wzorem biorę "Infiltrację" (jeśli będzie leciała przed
        północą:).
        I mam nadzieję, że zobaczymy jeszcze sporo innych dobrych filmów.
        (kórych tytuły trzymane są na razie w wielkiej tajemnicy ;)

        I Wojewódzki wczoraj się zapowidał, chyba w "Seksie"? :) /pskudny
        typek ten artysta, Rosjanin od Carrie, prawda ;)!/


        > I nowe odcinki Kiepskich, bo to co tam scenarzyści wyczyniają, to
        jest Gombrowi
        > cz pełną gębą oraz do kwadratu, że o rewelacyjnych aktorach nie
        wspomnę.

        O!
        Jednak się nie skuszę na Kiepskich.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.08.09, 15:40
          Hehe, ja tam się nie znam, ale Rosjanin, chyba, może być ;)

          Kiepscy odstraszają może swoją estetyką, ale naprawdę są
          błyskotliwie napisani (nie każdy odcinek, nie da się zrobić
          trzystu równie dobrych, ale i tak żaden polski serial, a i
          znaczna część importowanych, nie może się z nim równać pod
          tym wg - w 18-20 minut powiedzieć coś sensownego i zrobić to
          w formie małej fabuły, to dzisiaj mało kto potrafi) i są
          na wskoś i do bólu gombrowiczowscy właśnie : zarówno w języku,
          jak i w tym zrywaniu pozorów, ośmieszaniu rzeczywistości,
          dowalaniu sterotypom i pewnie jeszcze w paru innych rzeczach też,
          wlącznie ze specyficzną odmianą języka, z której niekiedy do
          mediów, do dyskusji się przedostają tylko wulgaryzmy, zresztą
          podawane tam w takiej formie, że tylko bawią, a nigdy nie żenują.

          plus aktorstwo, oczywista - klasa.

          Dlatego - ja staram się nie przegapiać i polecam każdemu, aczkolwiek
          - gusta są rózne i to też jak najbardziej rozumiem :)

          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.08.09, 14:18
            grek.grek napisał:

            > Hehe, ja tam się nie znam, ale Rosjanin, chyba, może być ;)

            :)
            Zobaczymy!? :) /też nie oglądałam tych odcinków/


            > Kiepscy [...] naprawdę są > błyskotliwie napisani [...] i są
            > na wskoś i do bólu gombrowiczowscy [...]


            Zatem warto oglądać Kiepskich! :)



            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.08.09, 14:53
              Wg mnie - warto.

              Co tam na dzisiaj mamy ciekawego ?

              Delicatessen w Jedynce, Księga Diny w Dwójce, tyle wypatrzyłem, coś słyszałem, coś mi się obiło o uszy, tyle że nic z tego nie oglądałem :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.08.09, 15:16
                Nie widziałam ani "Delikatessen" (wiem tylko tyle, że to niezła
                czarna komedia), ani "Księgi Diny", która też zapowiada się
                intrygująco, tylko że pora znów upiorna - początek o 23.25, a film
                trwa 130 minut. Ech!

                (gazeta.pl/tv)
                "Księgi Diny"
                "Mała Dina jest wychowywana przez służbę. Ojciec nie zajmuje się
                dziewczynką, bo obwinia ją o śmierć żony. Dina (Maria Bonnevie)
                wyrasta na kobietę zamkniętą w sobie, żyjącą w świecie własnych
                fantazji i marzeń. Obdarzoną niezwykłym talentem muzycznym Dinę
                charakteryzuje również osobliwy magnetyzm, który przyciąga do niej
                mężczyzn. Jednym z nich jest starszy od niej przyjaciel jej ojca,
                Jacob (Gérard Depardieu)."


              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.08.09, 12:23
                Grek.greku, jeśli będziesz miał czas i ochotę napisz, proszę,
                o "Księdze Diny" /dotrwałam tylko do nocy poślubnej Diny i
                Jacoba!/. :)


                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.08.09, 13:44
                  Ech, masz pecha, wylogowuje Cię zawsze a najlepszym momencie ;)

                  Napiszę jasne, zwłaszcza, że jeszcze zdązyłem obejrzec, bo nagrywałem tylko.

                  Obejrzałem za to Delicatessen.
                  Rzeczywiście - nieźle popaprany, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu.
                  I o tym dwa słowa pozwolę sobie namazać :)

                  W jakiejś rzeczywistości, czy to powojennej, czy jakiejś, jest sobie blok/kamienica, w której urzęduje kilkunastu lokatorów.
                  Właścicelem budynku jest rzeźnik prowadzący jednocześnie na dole sklep.
                  Mięso zdobywa za pomocą uśmiercania nowych lokatorów bloku, przyjmowanych w charakterze pomocników, monterów, cieciów czy kogo tam. Starzy od niego kupują, płacą mu kukurydzą, albo... w naturze.

                  PO zabiciu ostatniego co się nawinął, przyjmuje rzeźnik eks-klauna, który ma być złotą rączką.
                  Oczywiście, tylko kwestią czasu jest, kiedy facet wyląduje w kawałkach na stołach poszczególnych lokatorów.

                  Problem zaczyna się wtedy, kiedy zakochuje się w nim córka rzeźnika, wycofana okularnica-wiolonczelistka. Pewnie dlatego, że jest inny niż pozostali, nie goni za mięsem i jest życzliwie nastawiony do świata. Zaczynają się spotykać, coraz bardziej do siebie przekonywać, potem ona prosi ojca, żeby odstąpił od zamiaru, ale już nie ma wyjścia, ludzie chcą mięsa, on chce zarobić, więc facet musi umrzeć. I umrze, kiedy tylko nadarzy się okazja - wedle niepisanych reguł współżycia w domu, w nocy idzie na mięso ten, kto wylezie z mieszkania na korytarz, ale wywabienie nie znającego reguł gry gościa nie będzie problemem.
                  Córka nawiązuje więc kontakt z wegeterianami, kryjącymi się po kanałach i prosi ich o odbicie ukochanego z niebezpiecznego domu, i informuje ich, ze w piwnicy jej ojca są worki z kukurydzą, które mogą mu gwizdnąć jak zechcą.

                  No i przyhchodzi decydująca noc. Wegetrianie atakują, wyłażać ze wszystkich rur i innych otworów, ale porywają żonę rzexnika zamiast niego, zaś w tym czasie rzeźnik napada na eks-klauna na dachu, gdzie ten poszedł regulować antenę telewizyjną, do akci podłączają się inni mieszkańcy, spragnieni mięsa - córka i jej wybranek zamykają się przed nimi w łazience, zatykają otwory wszelkie,puszczają wodę z kranów i rur, aż wreszcie kiedy niemal toną, rzeźnik z kompanią wyłamują drzwi i zostają falą wody zmyci schodami w dół. Niestety, pod stopami dziewczyny i niedoszłego schabowego sypie się podmyta wodą podłoga, i zostają oni
                  na cypelkach kafelków uwieszeni na rurach i klozecie - swieżo umyty rzeźnik rzuca tasakiem w faceta, ale pudłuje, wtedy żona proponuje mu rzut zaostrzonym bumerangiem, należącym de facto właśnie do nieszczęśnika, co ma być nim trafiony. rzeźnik rzuca, ale bumerang zawraca przed twarzą wiszącego na klozecie faceta i trafia rzucającego prosto w czoło.
                  W ostatniej scenia zakochani siedzą na dachu pod parsolami - ona gra na wiolonczeli, on na pile i są szcześliwi :)

                  To tylko oś główna akcji.
                  Jest cała galeria postaci pobocznych - babka, którą straszy za pomocą ględzenia do rury, wychodzącej w jej mieszkaniu, sąsiad, udający ducha jej zmarłego męza, zapraszającego ją do siebie - babka więc próbuje popełnić samobójstwo, ale nie umie sobie po prostu palnąc w łeb, więc
                  aranżuje różne sytuacje, aby ktoś inny ją wyręczył - nic z tego nie wypala, w ostatniej próbie opiera strzelbą o krzesło, siada vis a vis lufy, spust przywiązuje do klamki - jak ktoś wejdzie, to odpali pocisk i jej rozwali łeb; po chwili decyduje się na lepsze wyjście - odkręca gaz, zapala szmatę w butelce z benzyną, skrapia benzyną pokój, staje na stołku i zakłada sobie pętlę na szyję, połyka tabletki i czeka na przyjście swojgo drugiego męza - facet łapie za klamkę, strzelba odpala, pocisk trafia w sznurek prowizorycznej szubienicy, impet zrzuca babkę ze stołka, uderza głową w kuchenkę, dzięki czemu gaz przestaje się ulatniać, podmuch gasi płonącą szmatę, a ona sama wypluwa tabletki ;)
                  Potem sąsiada przyłapuje na robieniu jej kawałów inny sąsiad, co kończy wątek.

                  Jest facet co mieszka w ruderze jakiej w życiu nie widziałem, całej oblepionej ślimakami, ktore zjada zresztą, z wodą po kostki, w której żaby kumkają. Żaby, ślimaki - kuchnia francuska. Zapewne symbolika jakowaś, aczkolwiek w tym momencie nie zgrywam tego z resztą filmu, a do łba pustego nic mi nie przychodzi tak ad hoc :)

                  Jest para urwisów, co ciągle komuś jakiś numer wykręca za pomocą czegoś w rodzaju wędki sznurkowej - a to żonie rzeźnika podwędzi majtki, a to listonowszowi zapcha pistolet, który potem, kiedy będzie chciał strzelać do wegeterian, eksploduje mu w łapach.

                  Jest świetna scena, kiedy rzeźnik z żoną (cholera wie, może kochanką, sam nie wiem) mają seks, łózko trzeszczy w określonym rytmie, odgłos się rozchodzi rurami i do rytmu dostosowują się wszyscy w budynku wykonujący różne czynności - facet malujący sufit, babka trzepiąca dywan, facet pompujący koło w rowerze, babcia robiąca na drutach - facet wykonuje ruchy coraz szybciej, i reszta też przyspiesza, a kiedy on ma orgazm, wszystkim się robota sypie - malarz przewraca się, pompowane kółko pęka, druty wylatują z rąk itd., w sumie tworzy to wrażenie jakiejś porąbanej muzyki na kilka instrumentów rozpisanej :)

                  Jest scena, kiedy nowy lokator przychodzi na zaproszenie do wioloneczlistki - chce ona mu się wydać ładniejszą, więc zdemuje okulary. Problem w tym, ze bez nich nic nie widzi, przewraca więc
                  wszystko w pokoju, herbatę leje gdzie popadnie, w ogole kobieta-demolka.
                  No i później - ona gra na wiolonczeli, on na pile, podobnie w ostatniej scenie. Taki symbol wzajemnych więzi, czy jak to tam zintepretować.

                  Jest scena, kiedy rzeźnik zmusza jednego z niepłacących komornego lokatorów do wysatwienia na cel jego babci - facet wstaje noca, otwiera drzwi, wyrzuca śpiąćej babciny kłębek włóczki na schody i wymusza wyjście babci na korytarz, gdzie już czeka z tasakiem rzeźnik - ten z kolei chce babci dać szansę : krzycz, wywab nowego, ale babcia ni cholery nie jarzy. Niezła scena. W końcu i tak starownika ląduje na ladzie, gdzie lokatorzy ją kupują na sztuki,, wyrażając ubolewanie z powodu jej odejścia :)

                  Jest scena, kiedy nowy, złota rączka, przychodzi do zony rzeźnika (a może kochanki), żeby naprawić łóżko skrzypiące - aby zlokalizować wadliwą spręzynę siadają oboje na tymże łóżku i lekko na nim podskakują - jako że w pokoju gra muzyka z telewizora mimochodem zaczynają podskakiwać i wyginać się w sposób dyktowany muzyką. Tez dobre, oryginalne.

                  Nic jednak nie odda atmosfery tego filmu, tego brudnego domu, brudnych świateł, turpizmu zupełnego, odrapanych ścian, syfu, zestawu gąb mało wyjściowych (większość, poza żoną/kochanką rzeźnika) albo nieokreślonych w swej niecodzienności (wiolonczelistka, byłaby ładna, gdyby nie te oczy za duże, a może na odwrót : te oczy nie pozwalają na banalne określenie jej urody, skłaniają do zaniechania prostych rózróżnień). Trochę tam Underground pachnie, ale jest to jednak zupelnie oryginalny film, tak epatujący brzydotą, że aż wciągający w swoją poetykę. Surreal goni surreal, dźwięki ganiają rurami, wszyscy wszystko słyszą, interakcje między wegetrianie przypominają szambonurków, świata zewnętrznego nie ma, istnieje tylko podział na jedzących mięso i opozycję - znamy to z różnych filmów dziejących się po katastrofie nuklearnej etc.

                  Świetne zdjęcia.

                  Film wart pobejrzenia, zwłaszcza że opowiedzieć się go dobrze nie da, za dużo jest tam scen niewyrażalnych werbalnie, albo wyrażalnych, ale w sposób ułomny, nie oddający ich zawartości i specyfiki.


                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.08.09, 13:46
                    Piszę jak kura dziobem - Diny NIE obejrzałem jeszcze. Nagrałem tylko. Dopiszę ciąg dalszy, jak tylko zobaczę co i jak.

                    chyba, że ktoś inny oglądał bezpośrednio i może dopisać już teraz - bez krępacji, lejdis end dżentelmens :)
                  • barbasia1 "Delikatessen" 26.08.09, 16:29
                    Grek.greku chyba straciłam apetyt na kotlecika z kurczaka (tak
                    mówili, że to kurczak), co go dziś mam na obiad, nie mniej jednak
                    wdzięczna jestem Ci za opowieść o "Delikatessen".
                    Dla niektórych to podobno kultowy film!
                    Na pewno pożyczę go sobie na DVD.


                    grek.grek napisał:

                    > Ech, masz pecha, wylogowuje Cię zawsze a najlepszym momencie ;)

                    Żebyś wiedział! :)))
                    • barbasia1 Re: "Delikatessen" PS 27.08.09, 14:06
                      Taki kąsek o "Delicatessen" wyłowiłam w sieci -

                      "Delicatessen to również zjadliwa społeczna satyra i ironiczna wizja
                      przyszłości, dla której krytycy wymyślili termin
                      "retrofuturyzm".

                      www.telemagazyn.pl/program/3494427915.html
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.08.09, 14:44
      Cięzkie czasy, z Ch.Balem na TVN (23), to jedyne co mi się w oczy
      rzuca.
      I Almodovar (Wysokie obcasy), w bezpiecznej - dla kruchtowych w TVP -
      porze - 1:20.

      Byle prędzej do tego przejęcia TVP przed SLD, może zaczną przesuwać
      filmy niekoniecznie poprawne politycznie, na wczesniejsze pory.
      Do Almodovara próbuję się przekonać od jakiegoś czasu, a TVP w ogóle
      mi tego procesu nie ułatwia :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.08.09, 16:38
        grek.grek napisał:

        > Byle prędzej do tego przejęcia TVP przed SLD, może zaczną przesuwać
        > filmy niekoniecznie poprawne politycznie, na wczesniejsze pory.

        Nie zapominaj, że KRRiTV ma jeszcze prawą rękę , czyli PiS, który z
        całą pewnością będzie pilnował, aby niepoprawne politycznie oraz
        nieprzystojne rzeczy nie zostały pokazane zbyt wcześnie! :)

        > Do Almodovara próbuję się przekonać od jakiegoś czasu, a TVP w
        ogóle mi tego procesu nie ułatwia :)
        :)
        Może trzeba nagrać na supertaśmę i potem oglądąć w dogodnych
        wraunkach! :)
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.08.09, 11:46
          Podobno PiS ma rządzić Jedynką, a SLD Dwójką, zresztą - w Jedynce już rządzi Schymalla, a to lepsza forma kontroli nieprzystojnych treści niż
          sam Jarek Kaczor, hehe.

          Taśma - jasna sprawa, miałem jakoś zgrabnie spuentować ten mój żal niepomierny, ze film tak późno, no i... zepsułem ;))

          A'propos "Powodzi", miało być coś - coś jest.

          Więc rzecz się dzieje w Piotragradzie, w latach dwudziestych XX wieku (w filmie data określona jest : "rok 192...").

          Dzielnica robotnicza, mieszka sobie Sofia z mężem. On, prosty raczej człowiek, pracuje w jakiejś fabryce, czy gdzieś - tak czy inaczej jego praca polega na sypaniu węgla do pieca. Ona się zajmuje domem - taka trochę szara myszka, może nawet atrakcyjna, ale jakoś nie sprzedaje tego, z pewnością typ wrażliwy, co można poznać po oczach ;).
          On idzie do pracy, ona go żegna, czeka na niego, zajmuje się chałupą, on wraca, jedzą, ona go strzyże - taka codzienna rytyna, w której widać
          wyraźnie, że o ile ona w niego się wgapia jak w obrazek, to on jakoś
          niespecjalnie się rewanżuje, może nie jest do końca obcesowy, ale z pewnością zdystansowany do niej.
          Róznią ich też poglądy - on jest chyba-ateistą, starego typu komunistą (a może, zważywszy na datowanie opowieści, z krwi i kości; a może po prostu jest tępakiem, który powtarza komunały po swoich towarzyszach), ona utrzymuje związki z prawosławiem (później jest taki moment, kiedy Sofia wybiera się do cerkwi na modły, cerkwi - która też jest w wewnętrznym konflikcie z okazji przemian społecznych, mąż powiada jej : idź do właściwego Boga, do tego, który trzyma z robotnikami, a za chwilę w ogole mówi, że Boga nie ma).

          Zdarza się jakiś seks, raczej mało artystyczny, dla niego raczej sport niż wyraz uczuć wobec żony, po którym wypomina jej, pewnie enty raz, że ona nie może mieć dzieci. Należy podejrzewać, że to jest problem w ich wzajemnych relacjach (dalsza część filmu upewnia, że tak było w istocie).

          Sofia ma sen, w którym siedzi w jakiejś uliczce, ogląda swoje dłonie, ciemne od krwi, a potem zjawiają się trzej żołnierze i strzelają do niej.

          W rutynę życia tej parki wdziera się nagle 13-letnia dziewczyna. Umiera na gruźlicę jej ojciec, stolarz, z sąsiedniego budynku, zostawiając ją samą. Sofia proponuje męzusowi, żeby ją przygarnęli. I tak się dzieje.

          POczątkowo mąz traktuje ją dość ironicznie - podczas kolacji pyta ile jest pięć dodać trzy, a kiedy dziewczyna nie umie odpowiedzieć, dopytuje jeszcze bardziej, mitygowany przez żonę, aż w końcu doprowadza ją do złości i ucieczki od stołu. POdśmiewa się z niej, kiedy mała czyta gazetę; kiedy wracają z pochodu 1-majowego, on oczywiście lekko wstawiony i się wygłupia, dziewczynka dostaje ataku śmiechu, co prowokuje go do ostentacyjnego pytania o to, czy ją grzeje w dekiel.

          Wkrótce przychodzi pierwsze ostrzeżenie dla Sofii.
          Smaruje ona plecy półgołego męza maścią i dostrzega, jak im - a raczej : jemu - się przygląda dziewczyna, a przygląda się jak kobieta, czy możę prawie kobieta, ale na pewno nie jak dziecko. Do tego mówi,że jej nauczyciele w szkole opowiadają,ze świat składa się z ciał, ziemskich, niebieskich, ale zawsze - ciał.
          Sofia chyba pierwszy raz dostrzega, że dziewczyna jest bardzo ładna, młoda, a do tego zdaje się jest chętna.

          W końcu staje się nieuchronne - Sofia wcześniej wraca z cerkwi, gdzie dochodzi do bijatyki braciszków trzymających z komunistami z braciszkami nie trzymającymi z komunistami; chałupa jest zamknięta, więc włazi oknem, potrącając przy okazji deskę. Z sąsiedniego pokoju wypada zaalarmowana dziewczyna, w samej koszuli, a za nią mąz, bez koszuli.
          Wiadomo co się stało.
          Przy kolacji Sofia siedzi jak struta, a mąż oświadcza, ze nie śpi z nią w łózku, tylko chce spać sam, na ławie (dobra scena, kamera zagląda im do kuchni przez okno, jakby ich podglądająć, podsłuchując). W nocy Sofia widzi jak mężulek się wymyka do dziewczyny (jest odwrócona tyłem do drzwi, ale nie śpi i słyszy, a kamera pokazuje jego cień, sylwetkę, na tle drzwi - chwilę się waha chyba, a później jednak idzie pohasać. Nie trzeba tłumaczyć, że Sofia dostaje tą sytuacją mocno po głowie, popada w apatię.
          Zaczyna obserwować dziewczynę (Sofia zmywa podłogę, dziewczyna siedzi przy piecu i rąbie drzewo na opał, Sofia patrzy na nią - to znad stołu, to spod stołu, świetna scena).

          Powódź tytułowa się zjawia, raczej jest ona symbolem w tym filmie - nie determinuje akcji swoim pojawieniem się, chyba że w jakiejś warstwie metafizycznej - wody występują na chwilę z brzegów rzeki, zalewają miasto, jest to dobrze pokazane, bez nadmiernej ekspresji, ale sugestywnie, włącznie z tym jak płynie ona schodami, unosi krzesła, ociera się, a potem przekracza mury i wpada do wewnątrz.

          Gromadzą się, podczas tej powodzi, u nich w domu, tylko dziewczyna się nie zjawia. Mąż czeka nawet nie zdejmując płaszcza. Kiedy wreszcie przychodzi, najpierw ją policzkuje, ale z miłości raczej - w stylu : wreszcie jesteś, jak mogłaś nie dawać znaku życia, ja tu ochodziłem od zmysłów z twojego powodu, a później bierze ją w ramiona, okazuje jej czułość, jakiej Sofii nie okazywał nawet odrobinę.

          Następna informacja jest jeszcze lepsza : mąż powiada, ze wyremontował pokój, do którego się ma przeprowadzić... no właśnie - nie wiadomo kto, nie wiadomo, czy mówi to do żony, czy dziewczyny, reakcja obu każe przypuszczac, że facet raczej przygotował garsonierę dla kochanki, w której będzie ją mógł spokojnie odwiedzać, podniósł jej status, ewentualnie sam tam z nią zamieszkać zamierza.

          Tego dla Sofii jest już za wiele.
          Wykorzystuje sprzyjający moment i zaczaja się z siekierą na dziewczynę. Uderza ją kark i zabija na miejscu. Nie poprzestaje na tym, masakruje zwłoki kolejnymi uderzeniami, wyładowując nagromadzone emocje i gniew. Jest spokojna, zupełnie bez grymasu gniewu, działa jak w transie, jak w oszołomieniu neurotycznym, czy też neurozie oszołomiastej, ale za chwilę wykazuje przytomnośc umysłu godną starego wyjadacza - sprytnie chowa siekierę we wnęce pod sufitem, a kiedy sąsiadka otwiera drzwi i woła ją po imieniu, stoi jak wryta z siekierą w pogotowiu, nie odzywając się, czekając na rozwój sytuacji, aż w końcu sąsiadka daje za wygraną, doszedłyszy do wniosku, że pewnie Sofii nie ma w domu.
          Następnie świeżo upieczona killerka pakuje ciało do wora i pod osłoną nocy targa go dramatycznie schodami, po ulicy, po chodniku, by je zakopać w końcu w ustronnym miejscu. W pewnym momencie zatrzymuje się i patrzy na swoje dłonie - ciemne od krwi, dokładnie takie same jak we śnie...

          Mąż tego wieczoru czeka uparcie na dziewczynę, ale ta nie pojawia się, jest wściekły, a w końcu każe Sofii zamknąc drzwi na zasuwkę - niech sobie śpi na ulicy, z psami, tak rzuca.
          A później znów wraca do żony, a tak na seks wpada :)
          Śledztwo w sprawie zaginięcia prowadzi policja, przesłuchuje ich, także sąsiadów, nikt nic nie wie.

          Stosunki Sofii z mężem wracają do normalności, a nawet lepiej - otóż dowiaduje się ona, że jest w upragnionej ciązy, co zachwyca męża, który teraz traktuje ją zupełnie inaczej - z odpowiednią dozą uczucia.

          Gorzej, ze Sofię zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia i strach, budzi się z krzykiem w nocy, kiedy słyszy pukanie do drzwi mimowolnie cofa się przerażona, że to policja, że odkryli ciało, ze dowiedzieli się co zrobiła.

          Wreszcie rodzi. Mają córkę. Mąz się nie posiada z radości, sąsiadka pomaga im ją doglądać, a Sofię dopadają bóle brzucha, ogolnie jest w marnej formie, bliska śmierci, jak sama mówi. Mąż zabiera ją do szpitala, gdzie zupełnie nie moga sobie dać z nią rady, miota się, wyrywa; podejrzewają szok poporodowy. Aż w końcu ma halucynacje : widzi postać zamordowanej dziewczyny, przestaje się szarpać, staje zupełnie zdrowa na łózku szpitalnym i wobec innych chorych, personelu i zdezorientowanego męża wyznaje, ze ją zabiła. Mąż na to : nie słuchajcie jej, ona jest chora. Sofia jednak opowiada wszystko ze szczegółami, z których główny dotyczy miejsca ukrycia siekiery. POtem osuwa się na łóżko i zasypia.
          cdn.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.08.09, 12:20
            W ostatniej scenie pojawia się oficer śledczy, pielęgniarka nie pozwala mu spotkać się z Sofią, ale wiadomo, ze młyny wymiaru sprawiedliwości zostały już uruchomione.
            KOniec.

            Można by rzecz, ze to taki kolejny wariant Zbrodni i kary. Są pewne podobieństwa do oryginału : siekiera jako narzędzie zbrodni, to wyznanie winy publiczne, zgodne z tradycją prawosławną, a nawet scena kiedy Sofia zabija dziewczynę i pojawia się sąsiadka - tak jak u Dostojewskiego, róznica polega na tym, ze Raskolnikow zabił niespodziewanie pojawiającą się drugą kobietę, a tutaj Sofia tego robić nie musiała, bo tamta się wycofała - na moje oko, jest to jednak zdecydowana aluzja do ZiK.

            Prosta, regularna narracja, żadnych zabiegów udziwniających, żadnych eksprymentów formalnych - stara dobra szkoła europejska.

            W takiej manierze jest cały film : akuratność środków wyrazu, wg szkoły Wilhelmiego : przyp.. odpuść, przyp... odpuść :) - mocne sceny są mocne dlatego, ze w nich uwalniają się emocje kumulujące się w (widzu zdecydowanie bardziej) ciągu scen dyskretnie wyrażających stany uczuciowe bohaterów, w każdym razie nie epatujące widza nadmiarem ekspresji w stylu latino wyrażanie emocji spojrzeniem; ujęcia są długie, sceny przemyślane, mało rzeczy jest mówionych, czy nawey wyrażanych nachalnie i wprost, dominuje gra spojrzeniem, ciałem, gestem, dialogi dzięki temu moga być oszczędne, nie ma zbędnych scen, dobra kompozycja, narracja niespieszna i pozwalająća się dobrze wczuć w klimat i charakter opowieści - to takie moje wrażenia, g.nianym językiem żargonem jakimś, co mi się plącze głupio, pisane. Dobra, europejska szkoła filmowa.

            Isabelle Huppert to jest mistrzyni świata, gra zawsze wspaniale, nie wybiera nigdy nędznych scenariuszy, jest po prostu wielką damą kina.
            Tutaj jest po prostu sobą, żadnego zbędnego gestu, żadnych przerysowań, idealna dramaturgia, psychologiczna głębia i intynkt dramatyczny określające, tworzące, postać Sofii, wybitna filmowa mowa ciała, wszystko na najwyższym poziomie - łatwo zapomnieć, że to aktorka, a nie faktycznie jakaś Sofia z Piotrogradu z 20 roku, nie ma żadnego momentu, w którym by przyszło do głowy widzowi (moui w tym wypadku), że aktorka szarżuje, chce pokazac za wiele, gubi się, jest zbyt ambitna, robi z postacią coś niedobrego, że coś zgrzyta. A przy kreśleniu takiego portretu, jak Sofii, o potknięcie bajecznie jest łatwo.

            Właściwie jej nazwisko starcza, po co ja się tutaj spinam na jakieś wyszukane określenia dla jej kunsztu:)

            To co dla początkującej aktorki byłoby oślepiająco wielką rolą, dla średniej klasy aktorki otarciem się o wybitnośc, dla Huppert jest normalką - i to tyle o niej.
            Gra tutaj z grupą rosyjskich aktorów, którzy się spisali bardzo dobrze, a może mi się wydawało, z tej okazji, ze przy Huppert, to nawet ja, grający rolę swojego życia, czyli nogę od stołu - wyglądałbym nie gorzej od Roberta de Niro w Taksówkarzu ;) Taki ma ta kobieta poziom talentu i
            umiejętności.

            Dobrze odmalowany jest Piotrogród vel Petersburg (patrzę w informator i wieść niesie,że nazywał się tak do 24 roku, więc można określić datę umiejscowienia opowieści na przedział 1920-24. Tylko kogo to obchodzi, hehe) - uliczki (zwłaszcza po zmroku) to podwórze kamieniczne, most jakiś pojawiający się w kilku ujęciach, mieszkania z wystrojem wnętrza całym, w scenach powodzi także rozmaite schody i schodki węższe i szersze pełne swoistego uroku itd,

            Obejrzeć nie tyle warto, co trzeba. POlecam Tobie i wszystkim. Koniecznie.


            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.08.09, 14:03
              grek.grek napisał:

              > Podobno PiS ma rządzić Jedynką, a SLD Dwójką,

              A to interesujący pomysł z tym podziałem rządów w TV!
              Ale daję głowę, że prawica będzie wiedziała i kontrolowała, co czyni
              lewica w Dwójce (i pewnie odwrotnie).


              >Taśma - jasna sprawa, miałem jakoś zgrabnie spuentować ten mój żal
              niepomierny, ze film tak późno, no i... zepsułem ;))

              Nie, ewidentnie to JA zepsułam! Nie odczytałam intencji. Ech! :/

              Dobry z Ciebie chłopak, że bierzesz winę na siebie! ;))


              >A'propos "Powodzi", miało być coś - coś jest.

              Przeczytałam!
              Merci oraz spasiba balszoje!

              Pozwolisz Grek.greku, że dodam tylko jedno malutkie uzupełnienie do
              Twego tekstu, świetnego zresztą:
              /po tym fragmencie/
              „Sofia ma sen, w którym siedzi w jakiejś uliczce, ogląda swoje
              dłonie, ciemne od krwi, a potem zjawiają się trzej żołnierze i
              strzelają do niej.”

              Budzi się w środku nocy przerażona i spostrzega, że rzeczywiście
              krwawi. Wstaje idzie się umyć. Okazuje się, że było to poronienie.

              A film ten powstał na podstawie powieści rosyjskiego pisarza
              Jewgienija Zamiatina (1884-1937).


              /Zamiatin "znany [jest] przede wszystkim jako autor antyutopijnej
              powieści My, pierwowzoru Roku 1984 Orwella i Nowego, wspaniałego
              świata Huxleya.
              Źródło „pl.wikipedia.org/wiki/Jewgienij_Zamiatin”/

              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.08.09, 14:34
                MOja puenta była do chrzanu, nie ukrywajmy tego, bo i tak się nie da :)

                Cenne uzupełnienie dopisałaś.
                Wiesz, że nie zauważyłem tego momentu z poronieniem...
                Z samej ciekawości do-obejrzę, bo jeszcze nie zdązyłem skasować
                zapisu na taśmie.

                Mnie się wydawało, że ten sen był "tylko" proroczy, zapowiadał
                że popełni ona zabójstwo.

                • barbasia1 "Powódź" 27.08.09, 14:59
                  grek.grek napisał:

                  > MOja puenta była do chrzanu, nie ukrywajmy tego, bo i tak się nie
                  da :)

                  Właśnie nie!
                  /Niewiele osób wie o Twych supertaśmach! :)/


                  Koniecznie więc zobacz raz jeszcze ten fragment.
                  Film oglądałam w nocy, /więc istnieje prawdopodobieństwo, że mogłam
                  coś pokręcić/, ale jestem prawie pewna, że było to
                  pronienie. /Sofie odwiedziła później lekarza/.

                  > Mnie się wydawało, że ten sen był "tylko" proroczy, zapowiadał
                  > że popełni ona zabójstwo.

                  Być może była to jednocześnie i zapowiedź zbrodni /wspaniale
                  dwuznaczna/.
                  • barbasia1 Re: "Powódź" 28.08.09, 13:55
                    Grek.greku, widziałeś już ten fragment filmu?

                    Obejrzałam "Czarną Dalię", jutro słów kilka napiszę.

                    A dziś nic ciekawego nie widzę.
                    Może tylko komedię "Mexican" (2001) ("lekkostrawna rozrywka") z
                    długonogą Julią Roberts i pięknym Bradem Pittem.
                    Oczywiście nocną porą od 22.45 do 1.10.
                    • grek.grek Re: "Powódź" 28.08.09, 15:04
                      Nie nie, jakoś mi się wczoraj nie zeszło, zapomniało i nie wiem co jeszcze :) Zobaczę dzisiaj.

                      Napisz koniecznie o Dalii, ciekaw jestem co sądzisz - przyznam Ci się, że mnie tylko Scarlett ujęła, Hillary Swank też jest świetna, w którymś już filmie wywołuje tylko najlepsze wrażenia, męska częśc obsady - niestety im nie dorównała, a co do ogólnego wrażenia, to jakoś mnie nie porwała - ani scenariusz, ani Dalia, ani Czarna, ani akcja, ani intryga, ani cokolwiek innego.

                      Ja bym dorzucił na dziś Showgirls - częśc publiki i krytyków widzi w tym filmie głównie goliznę, ale ja - co goliznę lubię oraz za nią przepadam - dostrzegam też w nim jakąś próbę refleksji nt. tzw. przemysłu rozrywkowego, którego realia dość brutalnie weryfikują marzenia młodej dziewczyny o karierze. Najogólniej rzecz biorąc. Nie jest to reflekska w formie zadumy a'la starszy jegomość na ławeczce na cmentarzu, jest to raczej refleksja zawarta w konkretnych sytuacjach z jakimi sie styka główna bohaterka. Takie Flashdance, tylko w barwach mniej cukierkowych.

                      Jak dla mnie - warto zobaczyć, choćby po to,żeby się samemu przekonac, czy to lipa tysiąclecia, czy może jednak niekoniecznie. Poza tym, Elizabeth Berkley jest atrakcyjną kobietą, przyjemnie się na nią patrzy, a jej postać nie jest aż tak sprowadzona do gołej d,py, jakby się tym, tamtym, i siamtym też, wydawało.

                      Mexican, długonogi Brad, piękna Julia... nie wiem, czy się skuszę, przyznam, że nie kupuję maniery aktorskiej Roberts, Pitta znoszę
                      w dawkach rozsądnych, a mając ciągle nadzieję, że telewizja wyemituje
                      niebawem Przekręt, oszczędzam moją energię, przechowywaną w niewielkiej przegródce z karteczką "Brad Pitt" pieczołowicie bardzo i tak się jakoś obawiam, zeby tych skromnych zasobów nie uszczuplić ;)
                      • barbasia1 Re: "Powódź" 28.08.09, 16:24
                        Mnie się też podobły role kobiece w tym filmie, przede wszytkim
                        Elizabeth Short Mii Kirshner i Madeleine Hillary Swank, naprawdę
                        niezłe. Ale o tym jutro. :)

                        Moja przegródka z energią, mój entuzjzam dla Brada Pitta jest
                        zdecydowanie większy. :)

                        "Pozdziemny krąg" mogliby znów przypomnieć! Nigdzie nie mogę zdobyć
                        tego filmu na DVD!?
                        /Dla odmiany namierzyłam kiedyś w internecie powieść Palahniuka, na
                        podstawie której powstał ten film./
                        • grek.grek Re: "Powódź" 29.08.09, 12:50
                          Obejrzałem ten kawałek "Powodzi", o którym była mowa - było tak jak napisałaś, tylko u mnie nie ma żadnej wzmianki o poronieniu ... Mnie się zdawało, że po prostu miała okres, ale... na tym, to ja się średnio znam ;)
                          • barbasia1 Re: "Powódź" 29.08.09, 15:01
                            Też wielką specjalistką nie jestem, ale wiem, że poroninie w bardzo
                            wczesnej fazie ciąży tak się zazwyczaj objawia, więc tak też
                            odczytałam tę scenę, zwłaszcza, że potem, jeśli nic nie pokręciłam,
                            Sofia udała się do lekarza /choć szczegółów tej sceny, rozmów
                            niestety nie pamiętam./

                            Myślę, że tak tragiczne dla kobiety pragnącej rozpaczliwie dziecka
                            wydarzenie, jakim jest poronienie, w jakimś stopniu również
                            tłumaczyłoby ten jej późniejszy straszny czyn - morderstwo...

                            O "Czarnej Dalii" za chwil kilka. :)

                            • grek.grek Re: "Powódź" 29.08.09, 15:31
                              Sofia była później u lekarza, a raczej lekarki, ale raczej przypadkowo - po prostu umierał ojciec tej dziewczyny co ją przygarnęli, ich sąsiad zresztą - ale nie rozmawiały o jej poronieniu rzekomy, rozmawiały o
                              tym, ze "kolejny człowiek umiera...", i że dziewczyna zostaje sama i czy Sofia z męzem nie wzięliby jej do siebie, zwłaszcza, ze nie mają własnych dzieci.

                              Nie mam pojęcia, co tam było w rzeczywistości, jaki był zamysł scenarzysty, zresztą - kiedy później jej mąż mówi, że przygotował
                              nowe lokum, to też nie wiadomo dla kogo : dla tej młodej, zeby mieć
                              do niej, że tak powiem, bardziej komfortowy dostęp, czy dla żony, żeby
                              móc z dziewczyną sypiać we własnym łóżku - tak więc... im więcej niewiadomych i zagwozdek, tym ciekawiej :)
                              • barbasia1 Re: "Powódź" 29.08.09, 15:37
                                grek.grek napisał:

                                > Sofia była później u lekarza, a raczej lekarki, ale raczej
                                przypadkowo

                                Dzięki Ci za przypomnienie! Ta scena całkiwicie umknęła mi z pamięci!

                                > - tak więc... im więcej niewiadomych i zagwozdek, tym ciekawiej :)

                                Otóż to! :)

                                • barbasia1 Re: "Powódź" 29.08.09, 15:46
                                  Pomyślałam sobie właśnie, że, dałoby się sprawdzić, co autor-
                                  scenarzysta miał na myśli - trzeba byłoby po prostu zajrzeć do
                                  powieści Zamiatina (jeśli oczywiscie jest dostępna,
                                  przetłumaczona)! :)
                                  • grek.grek Re: "Powódź" 30.08.09, 11:24
                                    Na to wygląda.

                                    Zauważyłem, że w wątku o "księdze Diny" nie doszło do zadowalających rozstrzygnięć (chyba, że gdzieś na offie) - jutro coś napiszę, o ile
                                    aktualna jest Twoje pytanie "co tam dalej było ?"... :)
                                    • barbasia1 Re: "Powódź" 30.08.09, 12:04
                                      grek.grek napisał:

                                      > Zauważyłem, że w wątku o "księdze Diny" nie doszło do
                                      zadowalających rozstrzygnięć (chyba, że gdzieś na offie) - jutro coś
                                      napiszę, o ile aktualna jest Twoje pytanie "co tam dalej
                                      było ?"... :)

                                      Oczywiście, Grek.greku, że jest aktualne (nadal nie wiem co było
                                      dalej) :)
                                      zawsze jest jest aktualne, no chyba że ktoś, kto ma opowiedzieć, co
                                      dalej jest bardzo zaagażowany w oglądanie innych rzeczy np. jakichś
                                      ważnych zawodów sportowych i nie ma czasu (;/), to wtedy jestem
                                      gotowa odpuścić (ale z żalem, i to wielkim :)).

                                      Fajnego Clinta wczoraj widziałam, czyli "Władzę absolutną" (Eastwood-
                                      włamywacz kontra Hakcmann-prezydent)
                                      I powiem tylko tyle - uwielbiam Clinty! :)

                                      (Dokładnie rok temu (ten sam dzień ta sama godzina) zapowiedałeś ten
                                      film tu na forum /ale wtedy jakoś nie zdołałam go obejrzeć/ -
                                      wyglada na to, że TVN ma stałą- niezmienną ramówkę :)


                                      /Wczoraj mnie odrzuciło od komputera, więc dziś dopiero, właśnie
                                      teraz kończę pisać o "Czarnej Dalii" .../
                                      • grek.grek Re: "Powódź" 30.08.09, 12:49
                                        W tym momencie najważniejsze, żebyś pamiętała, co było przedtem ;)

                                        Co było dalej, to nakreślę jutro (jak nie znoszę rozpoławiania filmów, oglądania ich "na 2(3) razy", tak ostatnio jakoś wszystkie, co nagrywam,
                                        oglądam w takiej właśnie manierze, i pal licho, czy są mistrzostwa w rzucaniu czym popadnie i bieganiu na ile się da, czy nie ma, heh).
                                        • barbasia1 Re: "Powódź" 30.08.09, 13:28
                                          :)))
                                          Pomijam zieoloną herbatę, wiec wszystko pamiętam! :)

                                          > Co było dalej, to nakreślę jutro (jak nie znoszę rozpoławiania
                                          filmów, oglądania ich "na 2(3) razy",

                                          Pomyśl, że ja mam gorzej - ostatnimi czasy wiele filmów zaliczam
                                          tylko w połowie, a druga cześć filmu jest mi dopowiadana. :)
                                          Ale się nie skarżę, bo bardzo lubię czytać "co było dalej" (chyba
                                          jeszcze tego mówiłam?;), a poza tym taki sposób oglądania + czytania
                                          sprawia, że taki film nabiera nowych wartości! :)
                                          • barbasia1 "Czarna Dalia" 30.08.09, 14:24
                                            Ale mam tempo. Sorry, musiałam się odrywać.

                                            Ale do rzeczy

                                            „Czarna Dalia” byłaby naprawdę niezłym czarnym kryminałem z epoki,
                                            gdyby nie nieudany scenariusz (widziałam, że Tobie Grek.greku też
                                            nie przypadł do gustu), przeładowany wątkami, wydarzeniami,
                                            postaciami, nadmiernie zagmatwany przez co ciężko się oglądało ten
                                            film.
                                            Miałam wrażenie, że scenarzysta założył tu sobie, że wszyscy znają
                                            powieść Jamesa Ellroy’a na kanwie, której powstał film, więc nie
                                            trzeba się już starać o jasność i precyzję przekazu, bo wszyscy i
                                            tak będą doskonale wiedzieć o chodzi.
                                            Sam pomysł na intrygę - zabójstwo dokonane przez ludzi ze
                                            zdegenerowanych elit LA, jest wydaje się nawet intrygujący... ;)

                                            Emocji też nie wzbudzili we mnie policjanci-bokserzy - Lee Blanchard
                                            i Dwight 'Bucky' Bleichert, postaci którym daleko było do tak
                                            barwnych osobowości świata detektywistycznego/ policyjnego jakimi
                                            byli /są Philip Marlow, czy choćby nasze Eberhard Mock, a przeciez
                                            to oni znaleźli się na pierwszym planie, zaś sprawa Czarnej Dalii,
                                            rekonstrukcja zbrodni, losy Elizabeth Short była właściwie tłem dla
                                            opowieści. (o policjantach i przestępcach, o wyższych sferach i
                                            ludziach z nizin społecznych, początkujących artystkach, o LA lat
                                            40.).

                                            Ale gdybym miałabym wskazać, który z tej dwójki był ciekawszą
                                            postacią wskazałabym na Lee Blancharda skorumpowanego, cwanego
                                            policjanta, który jednocześnie straszliwie, niemal na granicy
                                            szaleństwa przeżywa sprawę zamordowanej / kiedy ogląda film
                                            pornograficzny z udziałem Elizabeth niemal fizyczne odczuwa
                                            cierpienie, na widok bólu jej tam zadawanego...). Przyczyny tego
                                            budzącego zdumienie (i niesteroptypowego) wręcz dziwacznego,
                                            zachowania stają się w miarę? zrozumiałe dopiero pod koniec filmu -
                                            kiedy Kay /Scarlett/ wspomina coś o siostrze Lee, która została
                                            zamordowana w wieku 15 lat. (W powieści – jak czytałam w jakimś
                                            wątku poświeconym temu filmowi – autor tłumaczy to zachowanie
                                            traumatycznym urazem spowodowanym śmiercią siostry. Blanchard
                                            nienawidził każdego kto wyrządzał krzywdę kobietom, stąd też sprawa
                                            Dalii stała się jego obsesją .)

                                            Dwight 'Bucky' Bleichert był strasznie nijaki.

                                            Za to kobiety były wspaniałe, to prawda. Madeleine Linscott / Hilary
                                            Swank jako famme fatal., z jakimś takim upiornym usmiechem-grymasem
                                            na twarzy, prowadząca podwójne życie panna z bogatego domu , po
                                            której nie wiadomo czego się spodziewać, A jeśli już można się
                                            czegoś spodziewać, to raczej tego złego niż dobrego. (dlaczego
                                            mężczyźni ciągną do takich kobiet?).

                                            Elizabeth Short - w tej roli nieznana mi Mia Kirshner –Świetna
                                            zwłaszcza w scenach kiedy pokazywane są utrwalone na taśmie filmowej
                                            przez jakiegoś reżysera jej pierwsze, oczywiście niezbyt udane
                                            próby, aktorskie. Te taśmy świetnie chrakteryzują osobowosć
                                            Elizabeth, nieśmiałą, naiwną, zagubioną panienkę z prowincji, mało
                                            utalentowaną początkujacą aktoreczkę, pragnącą zrobić karierę
                                            filmową, lecz jeszcze bardziej pragnącą miłości, dobrego męża.

                                            Genialna jest Fiona Show jako Ramona Linscott – matka Madeleine –
                                            zdziwaczała alkoholiczka, degeneratka, zmanierowana, pełna
                                            pretensji, zdegustowana mężem, rozczarowana życiem. Scena przy
                                            kolacji, kiedy będąc pod wpływem alkoholu wyrzuca męzowi różne
                                            rzeczy (że tylko jej i jej ojcu zawdzięcza majątek, że mąż nie
                                            postarał się o to by jej imieniem nazwać główna ulicę w LA, a
                                            jedynie jakaś małą uliczkę w nędznej dzielnicy, że ów mąż korzysta z
                                            usług prostytutek itd.) to jeden z najlepszych momentów w tym
                                            filmie.

                                            Scarett też wypadła całkiem dobrze, lecz chyba zabrakło jej tu
                                            pazura. Niezbyt udało jej się przekonać widza, że jej postać - Kay
                                            to przecież „nawrócona” lafirynda, kochanka gangstera i uczestniczka
                                            napadu na bank!? Zdawała się być tu zbyt grzeczna, zbyt porządna...

                                            Podobał mi się klimat, jaki stworzono, wspaniałe kostiumy z epoki
                                            imponujące dekoracje, scenografia. Los Angeles z lat 40. ubiegłego
                                            stulecia, jak przeczytałam zostało odtworzone i wybudowane w
                                            bułgarskich plenerach!; świetne zdjęcia oraz muzyka Marka Ishama -


                                            Podsumowując, wielbiciele kryminałów, filmów noir z epoki na pewno
                                            śmiało mogą sięgnać po ten film, ale najlepiej oglądać go na DVD
                                            czy wideo, bo zawsze można zatrzymać się, cofnąć taśmę albo po
                                            obejrzeniu jeszcze raz wrócić go wydarzeń, które sens wydał się
                                            niejasny.

                                            Ufff to tyle mych wrażeń
                                            w skrócie ;)

                                            The End

                                            • grek.grek Re: "Czarna Dalia" 30.08.09, 15:02
                                              Gud dżab :)

                                              Po dodatkowym namyśle : nie - miejscami, a zdecydowanie Hillary Swank ukradła ten film Scarlett. Ale ja bym powiedział, że nie z winy Scarlett, a De Palmy, który ją źle poprowadził i w ogóle nie dopasował postaci do jej temperamentu aktorskiego : ja rozumiem, ze ona jest wszechstronna, wszystko da radę zagrać, ale nie jest w stanie z g,wna zrobić bata - na mój gust, Scarlett wydusiła z tego badziewia co się dało, a że z tego co dostała na papiurku zrobić się dało mniej niż więcej, to już inna para kaloszy.
                                              Hillary miała farta, ze dostała się jej rola lepiej napisana, wdzięczniejsza do rozegrania, gdyby dostała to co Scarlett, to byśmy tu
                                              inaczej śpiewali ;)

                                              Generalnie, najbardziej jednak rozczarowali aktorzy - Hartnett i ten drugi. Nie wiem... budżet taki niski, gust i wizja reżysera szwankują nie punktowo, a całościowo, czy może panował wtedy jakiś pomór ?

                                              Niestety, pozostając w pełnej zgodzie z tym co napisałaś, pozowlę sobie nieudolnie i mało odkrywczo spuentować, że kiedy wszystko leży, kiedy nie ma klimatu i scenariusza, zdjęc/muzyki, a reżyser odwala pańszczyznę, to jedna, nawet najlepsza, rola nie uratuje takiego filmu.


                                              • barbasia1 Re: "Czarna Dalia" 30.08.09, 15:25
                                                Senkja ziom! :)

                                                Zgadzam się ze wszytskim, co napisałes o Scarlett (z tym , że jedną
                                                myśl ujęłabym zdecydowanie inaczej:) !
                                                Tak, Scarlett ewidentnie nie miała tu czego grać i stąd takie, a nie
                                                inne wrazenia.

                                                Klimat to może i tam nawet był, dzięki scenografii, muzyce,
                                                zdjęciom, ale to rzeczywisce zdecydowanie za mało, żeby uratować ten
                                                film, zeby pwoiedzieć, ze to dobry film.
                                      • pepsic Re: "Władza absolutna" 30.08.09, 14:24
                                        barbasia1 napisała:
                                        > Fajnego Clinta wczoraj widziałam, czyli "Władzę absolutną" (Eastwood włamywacz
                                        kontra Hakcmann-prezydent. I powiem tylko tyle - uwielbiam Clinty! :)

                                        Ja też! Fajnie się oglądało, a do pierwszego bloku reklamowego nawet super. Do
                                        paru rzeczy bym się przyczepiła, ale co tam, nie będę :)
                                        Barbasiu Ty uwielbiasz Clinta, a ja Hackmana, tylko co mam powiedzieć po takiej
                                        roli?
                                        • barbasia1 Re: "Władza absolutna" 30.08.09, 14:43
                                          pepsic napisała:

                                          Pepsic, mów wszystko co Ci leży na sercu, śmiało! :)

                                          Mnie wkurzały tylko długie bloki reklamowe, strasznie się potem te
                                          filmy rozciagają.
                                          • pepsic Re: "Władza absolutna" 30.08.09, 15:35
                                            Uprzedzam, nie chciałam Barbasiu, ale mnie wywołałaś.
                                            Pierwsze: trochę zbyt hollywoodzki wątek z córką i te nachalne jej fotografie
                                            poustawiane wszędzie w domu Eastwooda. Mogli to jakoś dyskretniej, mniej
                                            łopatologicznie pokazać. Drugie: mało wiarygodny, za łatwy dostęp do prezydenta,
                                            może usprawiedliwieniem będzie, że film nakręcono przed 9/11.
                                            Jednak dla pięknej sceny, kiedy Eastwood z cierpiętniczą miną schowany w
                                            garderobie/skarbcu ogląda miłosne igraszki prezydenta USA i to bynajmniej nie z
                                            żoną - to ww. 1 i 2 stanowią nic nie znaczące uwagi:)
                                            PS. GW pozbawiła mnie niespodzianki, bo zaspojlerowała, że chodzi o prezydenta,
                                            podczas gdy zamysłem było, aby widz (oczywiście ten nie czytający
                                            GW
                                            )dowiedział się o tym dopiero w połowie ku swojemu zaskoczeniu.
                                            Pzdr.

                                            • barbasia1 Re: "Władza absolutna" 30.08.09, 15:48
                                              pepsic napisała:

                                              Bólem serca ;) muszę przynać, że to trafne uwagi. Na zdjęcia córki w
                                              ilościach hurtowych jeszcze przymknęłabym/ przymknęłam oko, ale na
                                              to drugie - czyli lichą obstawę prezydenta, małą świtę i łatwy
                                              dostęp do Białego Domu, najlepiej strzeżonaego miejsca na swieice
                                              miejsca też zwróciłam uwagę.
                                              Ale Clintowi wszytsko wybaczam! :)


                                              > PS. GW pozbawiła mnie niespodzianki,
                                              A mnie dodatek do Dziennika :)
                                              • barbasia1 Re: "Władza absolutna" 30.08.09, 16:02
                                                A niech tam, powiem to - zastanawiająca była jeszcze akcja w
                                                szpitalu, nikt z personelu nie zauważa, że kręcą się obcy przebrani
                                                za lekarzy, że na terenie szpitala, wręcz pod nosem personelu
                                                zostaje zabity! człowiek / ten czarnoskóry ochroniarz prezydenta,
                                                który przyszedł zlikwidować córkę Clinta/!
                                                Ale jak powiedziałam, wybaczam Clintowi i to.
                                                • pepsic Re: "Władza absolutna" 30.08.09, 16:12
                                                  To chyba było największe przegięcie wraz z wywiezieniem przez Eastwooda
                                                  nieboszczyka na wózku/łóżku ze szpitala :)
                                                  PS. Nie liczę tego, że moja sąsiadka, pani bliżej 80-tki w kulminacyjnym
                                                  momencie (Clint siedzi w szafie) zapukała o pomoc w pilnej sprawie, o
                                                  której w dodatku nie mam/nie miałam zielonego pojęcia (korki elektryczne!).
                                                  • barbasia1 Re: "Władza absolutna" 31.08.09, 14:22
                                                    nieboszczyka na wózku/łóżku ze szpitala :)
                                                    > PS. Nie liczę tego, że moja sąsiadka, pani bliżej 80-tki w
                                                    kulminacyjnym > momencie (Clint siedzi w szafie) zapukała o
                                                    pomoc w pilnej sprawie, o której w dodatku nie mam/nie miałam
                                                    zielonego pojęcia (korki elektryczne!)

                                                    :)))
                                                    Pepsic, a nie był to może jakiś miejscowy Clint-włamywacz w
                                                    przebraniu sąsiadki-staruszki?
                      • pepsic Re: "Showgirls" 30.08.09, 14:28
                        grek.grek napisał:
                        <Poza tym, Elizabeth Berkley jest atrakcyjną kobietą, przyjemnie się na nią
                        patrzy, a jej postać nie jest aż tak sprowadzona do gołej d,py, jakby się tym,
                        tamtym, i siamtym też, wydawało.>

                        Miałaby szansę na wysokie miejsce w konkursie na najbardziej irytującą postać
                        (pod warunkiem, że wśród oceniających nie byłoby mężczyzn).

      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.08.09, 19:44
        grek.grek napisał:
        > Cięzkie czasy, z Ch.Balem na TVN (23), to jedyne co mi się w oczy rzuca.>

        Jeśli oglądałeś, to napisz parę słów, jeśli to nie kłopot :) Zbyt dużo nie
        zobaczyłam (do odwiedzin dwójki przyjaciół u Murzyna w czerwonej bluzie kiedy
        Jamie chwalił się przyjęciem do policji
        ), ale na tyle, żeby wyrobić sobie
        opinię, że to świetnie napisany i zagrany film przykuwający uwagę i bardzo
        wciągający + Sylvia gotowa na wszytko Eva Longoria P. mimo że podobnie
        wystylizowana, to jakże odmienna biznes women, do tego wszystkie sceny
        dopracowane perfekcyjnie. Z przyjemnością oglądałam, choć sprawdziłam na
        filmwebie - opinie są różne. Żałuję, że nie mogłam pozwolić sobie na nocy seans
        do 1.30.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.08.09, 13:08
          Oglądałem. NIe porwał mnie. Dośc konwencjonalna historia, na mój gust.
          Ale Bale dobrze grał, pasują mu chyba role oszołomów :)

          jego bohater koniec końców dostaje propozycję pracy - jako agent w Kolumbii, gdzie ma brać udział w rozszyfrowaniu siatek przemytu narkotyków. Do policji go nie chcieli ze wg na kiepskie wyniki testów psychologicznych i badania wykazujące śladową obecność gandzi w organizmie. A mozę po prostu chcieli go mieć w Kolumbii, a nie w mieście, i musieli znaleźć argumenty, by go przydusić do przyjęcia tej
          roboty, w którą go chcieli wkręcić, a nie tej, co on by chciał.

          Jest piątek, termin ma na środę, więc jedzie z tym swoim latynoskim kolegą i drugim, ktory wchodzi do akcji później nieco, do meksyku,na pożegnalną wycieczkę - tam zatrzymują się w wiosce, gdzie mieszka jego narzeczona. Mówi mu ona, że jest w ciązy - nie żąda od niego żadnych pieniędzy, alimentów etc., ale po prostu informuje. Facet grozi jej bronią, właściwie prawie ją zabija, ledwie się opanowuje; zresztą - po tym jak dostał pracę właściwie nie był już przekonany do malżeństwa z nią; Latynoski kolega mu tam trajlował, żeby rzucił w cholerę ten cały piep,rznik, ożenił się z nią i mieszkał sobie w tej wiosce, ale Bale nie miał do tego charakteru, nie ta mentalność.

          Wracają więć z powrotem - latynos i ten drugi w panice, bo Bale prowadzi jak wariat, omal doprowadzając do wypadku, cały czas ma jakieś zaburzenia świadomości zresztą.
          Na miejscu się okazuje, że nic nie mówiąc kolegom Bale targał w bagażniku 20 kilo koksu. Latynos mało nie zszedł na serce jak się
          dowiedział, z jaką bombą jechali przez granicę.

          Potem jadą do latynoskich gangusów, którym Bale ten koks przemycił, za 3 tysiące papierów. okazuje się, w decydującym momencie, ze wśród nich jest ten, co go Bale na początku obrabował na ulicy. Mierzą do siebie z pistoletów, szef tych Latynosów próbuje jakoś sprawę załagodzić, ale Bale kładzie trupem całą ekipę i odjeżdza z kolegą z piskiem opon na dodatek. Tyle, ze z domu wybiega jeszcze jeden, starszy gośc z jakimś większego kalibru działem i strzela celnie do Bale'a. zatrzymują się na parkingu i Bale prosi Latynosa, zeby go dobił,co ten, po oporrach i płaczach, czyni.
          Potem były reklamy, 10 minut przerwy, a po nich 30 sekund filmu (taki patent cholerny) : Latynos wraca do Longorii i się obejmują, bo zanim się Latynos wybrał, to znalazł pracę w dobrej agencji reklamowej, wrócil do Longorii, a kiedy już się mieli namiętnie pogodzić przyjechał po niego Bale, któremu Latynos obiecał, że pojedzie z nim do Meksyku na tę wycieczkę. Latynos się pokłócił z Longorią, która nie chciała go puścić, ostatecznie się uniósł, ze mu baba nie będzie rozkazywać i se pojechali :)

          Nie kupiłem tego filmu, ale w sumie dobrze się oglądało, filmy o gangusach, gilnach itp. z LA, jakoś mi podchodzą; wychowałem się na
          Colors, więc może dlatego jakiś rodzaj sympatii dla takiego kina pozostał mi, hehe.
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.08.09, 20:02
            grek.grek napisał:
            >NIe porwał mnie. Dość konwencjonalna historia, na mój gust... Nie kupiłem tego
            filmu, >
            A to mnie zaskoczyłeś :)
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 29.08.09, 12:54
              Naprawdę ? :)

              Ale oglądało się całkiem dobrze.

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.08.09, 11:51
      Wczoraj - dwie wtopy :

      Pierwsza - w Jedynce "Champion" z Wesleyem i Vigiem Rhamesem - jak zobaczyłem tego drugiego w obsadzie, to wiedziałem, że będzie lipa. I była - strasznie schematyczny filmik z akcją w więzieniu się dziejącą, gdzie trafia mistrz świata w boksie. Oczywiście, klasyczne scenki a'la pierdel made in USA i główny wątek : Peter Falk jako podstarzały menago, odsiadujący za podatki, organizuje pojedynek między nim, a drugim mistrzem, którego gra Wesley, co kiedyś też boksował, ale trafił do więzienia, garuje już 10 lat i w tym więzieniu wygrał wszystkie pojedynki organizowane.
      Stawką jest : dla mistrza zwolnienie warunkowe, dla Wesleya kasa i prestiż, dla wszystkich innych, co stawiają cięzką kasę na nisko notowanego garusa-mistrza jeszcze większa kasa. nikt tego nie nagrywa, nie relacjonuje na żywo, akcja jest całkiem wewnętrzna. I wygrywa Wesley, mistrz zostaje zwolniony, wypiera się całkowicie, ze gdzies tamw więzieniu przegrał, a już potem zdobywa tytuł mistrza świata, i nazywany jest "niepokonanym", co szyderczym śmiechem przyjmuje cała społecznośc tego więzienia, bo przecież mistrz u nich dostał łomot, zaś Wesley przyjmuje tę wiadomość ze stoickim spokojem klecąc z zapałek jakieś budowle rodem z Tybetu albo innej Japonii.

      Biografia mistrza stylizowana nachalnie na biografię Mike'a Tysona, zarówno przez tych, co gilm robili, czyli : odsiadka za probę gwałtu, niedoszła albo i faktyczna zgwałcona do złudznia przypominająca Robin Givens,jak i przez tych, co go tłumaczyli : np. ksywa mistrza - "Ice Man", jest przetłumaczona jako "Bestia" (przydomek Tysona).
      Poza tym - dżast anoder prizon-fylm, gęby takie same jak w milionie innych, sytuacje konwencjonalne, aktorstwo z jakiegoś murzyńsko-italiańskiego getta, Ving Rhames... Słowem - bieda. Sama choreografia pojedynku - całkiem niezła, przynajmniej to przypominało realny boks, a nie godzinę pierwszą z piątku na sobotę pod remizą w Pierdzikowie Dolnym.

      Druga - 28 dni później w Polsacie.

      Ale dno... Facet po wypadku popada w śpiączkę. Budzi się w szpitalu po tytułowych 28 dniach, wychodzi na zewnątrz, a tam żywego ducha, Londyn
      jak wymarły. Okazuje się, że zapanowała epidemia wirusa - większość
      Brytoli zwiała z Wysp, reszta się zaraziła i gania z przekrwionymi ślepiami za tymi, co się na zwiewkę nie załapali.
      Chłop spotyka dwójkę takich niedobitków, i sobie chodzą, a czasami ich atakują ci zombi, potem zostaje tylko jeden, a raczej jedna - czarnoskóra dziewczyna,i sobie idą i ich atakują ci zomni, potem spotykają starszego faceta z córką, i sobie jadą, bo nagle złapali sygnał od wojska, że organizuje ono punkt zborny dla tych, co ocaleli, i sobie jadą do nich, a ci zombi ich atakują, i to bezczelnie właśnie wtedy, kiedy musza zmienić kapcia w aucie, ale potem już jadą dalej, docierają do tego wojskowego oddziału, gdzie najpierw starszy pan się zaraża od zarażonego kruka, który dziobie go w oko, i trzeba pana starszego odstrzelić, a potem dowódca ma zamiar zrobić z Murzynki i córki starszego pana dziwki dla swojego oddziału, ale na szczęscie
      na koniec rozpętuje się totalny chaos, nagle wszyscy są pozarażani, tylko chłopak, co się na początku obudził jakoś się temu opiera, wszyscy się ganiają z krzykiem, bo co chwila ktoś nowy jest zarażony przez kogoś, kogo przed chwilą zaraził ten, co wczesniej już zarażony był, chłopak uwalnia Murzynkę i córkę starszawego, co go kruk dziobnął i musieli go walnąc kijem w sagan, i uciekają.

      Zrozumieliście coś z mojego opisu ? Ja też nie, ale właśnie o tym był ten film. Takiego g.wna nie widziałem od dawna. Miało to być stylizowane najpierw na NOc żywych trupów, ale XI część Żywych jest dwadzieścia razy lepsza od tego, co tutaj ktoś napłodził. POtem ma być film drogi, ale jest tylko droga, filmu tyle, co kot napłakał, a na koniec klasyczna zadyma w bazie wojskowej, nie wiem już na co stylizowana - i też kurna reżyserowi nie wyszło, nie mówiąc o innych.
      Generalnie, wysoki sądzie, żądam dożywotniego zakazu robienia filmów dla scenarzysty, reżysera i operatorów kamer. Dla tych, co wmówili im, że filmy potrafią robić, sto batów na gołą d,pę i rok w kamieniołomach. Wszystkim frajerom, którzy się dali nabrać i to obejrzeli... a nie, frajerom darujmy ;))

      Nie polecam Wam, wpiszcie sobie te tytuły na indeks zakazanych, mój los przed tym odbiornikiem, w trakcie emisji owych gniotów, i poziom zażenowania po emisji zakończonej, niech wam będą przestrogą przed sięganiem po nie :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.08.09, 14:40
        Abyś znów nie zbładził na manowce kinematografii sugeruję Tobie,
        Grek.greku, ale i wszystkim zaintersowanym następujące filmy:

        "Pięć razy we dwoje" Francisa Ozona (2004) - francuski dramat
        obyczajowy - w "Uczie kinomana" o 0.15! w TVP1. /TVP chyba ma zamiar
        zabić kinomanów tymi ucztami o tak poźnej porze/.

        A potem w TVP1 jest jeszcze "Jazda" - komediodramat czeski (1994) -
        w cylku "Kolekcja kinomana" o 1.50. Kolekcja, jak widać, też
        zabójczo późno.

        W TVP2 o 1.40 "Szczęśliwy człowiek" (2000) Małgorzaty Szumowskiej.
        Twórczość młodych polskich reżyserów jest w cenie w TVP! Misyjna
        pora emisji na to wskazuje.


        Pory niemożliwe / niestety nie dla mnie/ , ale zawsze można nagrać!
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.08.09, 15:10
          Możę coś uda obejrzeć z tych propozycjonów :)

          Ciekaw jestem co tam w Seksie w mieście, wielkim na dodatek.
          Ciekawi mnie przede wszystkim jak scenarzyście rozwiązą taki
          oto problem, że wszystkie cztery babki mają fajnych facetów i
          się z nimi, generalnie, dobrze czują, a przecież ich perypetie
          uczuciowe, rozczarowania, poszukiwania, zdrady, kłopoty i ileś
          innych problemów mają być główną osią fabuły - zatem : interesujące
          jest : który chłop jako pierwszy zostanie odstrzelony, a także
          - za co mu się to przydarzy.

          Ja bym stawiał na Rosjanina, tak mniej więcej 5:1, ale to nie on jej, a ona jemu powie, że nie mają przyszłości :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.08.09, 15:35
            A właśnie jeszcze "Seks..." z Carrie Bradshaw! :)

            A fajni faceci zostają odstrzeleni przez fajne kobiety zasadniczo
            tylko wtedy, gdy coś strasznego przeskrobią! :) / i wtedy okazuje
            się, że nie byli jednak tacy fajni/ - to a propos zastanawiania się,
            który pierwszy poleci i z jakiego powodu.

            > Ja bym stawiał na Rosjanina, tak mniej więcej 5:1, ale to nie on
            jej, a ona jemu powie, że nie mają przyszłości :)

            Też bym tak postawiła. :)




            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 12:14
              Zdaje się,ze niedługo będziemy bogaci :) Oczywiście, w satysfakcję z trafnego przewidzenia przebiegu wypadków - Rosjanin już jest na wylocie.

              Teraz a'propos Księgi Diny, obiecany ciąg dalszy.

              Więc - jest ta noc poślubna.
              Po niej się okazuje, że Gepardie mocno wpadł z tym całym małżeństwem. Zwyczajnie nie dotrzymuje kroku młodej zonie - ona się może bawić, popijać, jeździć konno cały dzień, a nocą jeszcze rzępolić na mandolinie, czy innej wiolonczeli (z chęcią patrzy też na smierć - np. egzekucję na rynku, gdzie wieszają jakiegoś chłopa - Dina patrzy na niego, prosto w oczy, mamrocząc, zeby i on na nią spojrzał, wypowiadając jakąś mantrę przy okazji coś jak "popatrz na mnie, nie bój się, niech cię opuszczą wszystkie troski świata" - i facet rzeczywiście znajduje ją wzrokiem, znajduje ją też inny, stojący w tłumie gapiów, który później zjawi się w jej życiu), a jemu zwyczajnie nie starcza energii.
              Zaćmiło chłopa i ma za swoje, przez jedną noc było przyjemnie, i za to przyszło mu płacić. Po co stary dziad kupował cały browar chcąc się piwa napić..? Jego problem.
              Grunt, że znajduje on sobie koleżankę na boku - starszą, spokojniejszą, u której moze się regenerować z dala od żony.
              Któregoś dnia ma wypadek : włazi na dach przeciekający, żeby go naprawić, spada i łamie noge. Wdaje się zakażenie, a on sam unieruchomiony popada w apatię, a nawet półalkoholizm. Kiedy już aromatu gnijącej kończyny nikt w domu nie może wytrzymać, zapada decyzja, zeby go zawieźć do lekarza. Podejmuje się tego Dina, tylko po to, żeby w efektownej scenerii zamieci śnieżnej zrzucić człowieka na noszach w przepaść wypowiadając swoje mantry, zaklęcia itp.

              Zaraz po śmierci Gepardie Dina konsumuje seksualnie stajennego, zachodząc z nim w ciązę.
              Pogrywa też z bratem swoim przyrodnim, ma on sklep, gdzie trudni się, jak wynika z sytuacji, w której go poznajemy - zdzierstwem, a kasę chowa pod podłogą oszczędzając na wyjazd do Ameryki. Dina odwiedzajac go tam pierwszy raz zauważa tę jego skrytkę.
              Po śmierci starego gość szuka testamentu, w którym ojciec miałby coś dla niego zapisac, bez niego automatycznie wszystko dziedziczy Dina. Przetrząsa więc bibliotekę w jego poszukiwaniu, problem w tym,ze testament ma Dina i ląduje on w ogniu rozpalonym pod kominkiem.

              Za jakiś czas Dina rodzi dziecko, syna, poród jej pomaga przyjąć ojciec, w jakiejś jaskini czy grocie skalnej. Karmieniem zajmuje się zaś służąca, co poroniła własne dziecko.
              Stajenny chciałby robić za ojca, poza tym się w niej podkochuje, ale Dina nie widzi go przy swoim boku. Generalnie, traktuje go jak samobieżny wibrator, jak trzeba wyładować emocje to go powala na ziemię, robi swoje i zostawia. Pani każe, sługa musi (w dalszym przebiegu wydarzeń, Dina mu zaproponuje, żeby dał jej spokój, a raczej zajął się służącą i jej dzieckiem, o czym za chwilę szczegółowiej - i faktycznie, w jednej z końcowych scen widać będzie jak oboje zajmują się noworodkiem).
              W sumie stajenny jest dla syna swojego jak... stajenny, co uczy go jazdy konnej i innych takich, ale nie jak prawowity i legalny ojciec.

              POtem dociera wiadomość, że umarł jej nauczyciel z dzieciństwa. Przysłał jej swoje ostatnie słowo, list w stylu kartki wyrwanej z powieści Coelho : kochaj, znajdź miłośc, nie bądź samotna i inne takie. Nie wysilił się na oryginalność :)

              Następnie wybucha pożar. I tu pojawia się niejaki Żukowski, Rosjanin (kurde balans, wszędzie Ruscy w roli amantów, haha), gra go gośc podobny do Daniela Craiga, tylko po kuracji nieco-odchudzającej - ratuje on z płonącej stodoły konie, ona go w tym dziele widzi, od razu jej wpada w oko. Ona chyba jemu też.
              Jak przystało na dyskretną kobietę z manierami Dina przetrząs oraz przetrząsuje mu bagaże, odkrywa pistolet, tomik wierszy Puszkina i trochę du.pereli.

              Drugi raz spotykają się na przyjęciu, gdzie Żukowski z zapałem spiera się na tematy społeczno-polityczne z miejscową elitą intelektualną w miejscowym salonie towarzyskim. Jeden z eliciarzy uważa, ze masa ludzka nie ma żadnych poglądów, moze wręcz nie chce ich mieć, na dowód tego zaczepia podającą do stołu służacą, zadaje jej pytania o sytuację polityczną we Francji, a kiedy prosta dziewczyna reaguje płaczem, ze śmiechem triumfuje - Żukowski staje w jej obronie, zamierza grubasa chyba wyzwać do boju na sztachety, ale Dina go powstrzymuje, a potem sama wywala grubego. Później są tancory przy jakiejś miejscowej odmianie Golec Orkiestry.
              Wydarzeniem dnia jest jednak akcja jej przyrodniego brata, tego sklepikarza - gwałci on tę dziewczynę, co karmi/ła jej syna, co owocuje od razu ciązą (tam to mają skuteczność...)

              Dina koniecznie chce zatrzymać Żukowskiego, ale ten "ma misję", jest oddany jakiejś idei, przy okazji mówi jej, że widział ją podczas egzekucji, na rynku, to on na nią patrzył z tłumu. Ona go chyba nie widziała, zbyt była zajęta tym, czy skazaniec na nią spojrzy przed śmiercią.
              Przy okazji Dina odkrywa, ze w tomie wierszy Puszkina Żukowski zaznacza na czerwono pojedyncze słowa, podejrzewa że szyfruje w ten sposób wiadomości. Rozmawiają o Puszkinie, o jego śmierci, a potem Żukowski wyjeżdza.

              Dina dowiaduje się o ciązy, której sprawcą jest jej brat przyrodni - przychodzi do jego sklepu, każe mu spadać, pod pozorem przeglądnięcia
              ksiąg rachunkowym, i kradnie mu kasę zabunkrowaną na wyjazd do Ameryki
              (Dina położy ja na koncie, w 3 częściach : dla dziewczyny, którą zgwałcił, dla swojego syna i dla siebie). Rozkazuje mu też poślubić służącą, którą zgwałcił i o ciązę przyprawił, bo jak nie, to go wyrzuci z domu.

              Potem scena z ojcem, któremu zadaje fundamentalne pytania : czy jeszcze ciągle wini ją za śmierć matki, czy już jej wybaczył. Stary na to, ze już nic nie czuje, że już mu obojętne.

              Wraca Żukowski, pojawia się podczas nabożeństwa, i od razu konsumują z Diną swoją zażyłość - żeby było ciekawiej, w miejscowym kościele, na chórze, tyle że nie w czasie, a po nabożeństwie :)
              Ciągle nie wiadomo,kim naprawdę jest Żukowski, on sam podaje się za faceta, co pracuje dla sądu i przewozi skazańców.
              Przyjechał znowu na jeden dzień, co już Dinę lekko wnerwia, bo przecież chłop jest jej pisany, "matka im pobłogosławiła" (Dina nonstop widzi duchy : matki, Gepardie, jakieś znaki czynią, gesty, rozmawia z nimi itd.).
              Tuż przed jego wyjazdem wiesza się jej brat - najpierw próbuje się oświadczyć dziewczynie, którą kazała mu poślubić Dina - przychodzi wstępnie znieczulony dawką łiski do jadalni służby, każe jej siebie poślubić, potem przechodzi do prośby, ale i tak zostaje wysłany na drzewo. Nie ma więc kasy, nie ma nadziei na wyjazd do Ameryki, nie ma
              nic, w dodatku nie ma już także honoru, bo jako panisko został zlekceważony przez służkę. Idzie się więc obwiesić, co mu skutecznie się udaje.

              Po jakimś czasie do Diny dociera fatalna wieść - Zukowski garuje w więźniu, a przyczyną jego osadzenia był jej list - wysłała do niego bowiem list zaszyfrowany słowami z tomu wierszy Puszkina, który go zdemaskował jako szpiega. Nie ma chyba już wątpliwości, że Zukowski to jakiś spiskowiec, buntowszczik, ale Dina jedzie żeby odkręcić sprawę - przed prokuratorami, jakimiś sędziami odczytuje ten zaszyfrowany list, który w istocie jest wyznaniem uczuc, miłości itd, z którego wynika też, że jest z nim w ciązy (tam to mają skuteczność...). Odwiedza też samego Żukowskiego w celi, rozmawiają przez okienko - ona chce się za niego wydać, on że dla niego idea jest ważna, przerywa im strażnik, który próbuje Dinę odciągąc od okienka - dostaje za to w zęby, ale w kontrze Dina dostaje jeszcze gorzej, przez co ma krwotok wewnętrzny, traci dziecko, podczas podróży powrotnej. POmaga jej drugi brat. Później i on robi do niej ładne oczy, ale zostaje odmownie załatwiony, elegancko ale odmownie.
              Żukowski zostaje zwolniony ostatecznie, ale nie pojawia się u Diny.

              Znów mija trochę czasu - Dina z już podrosłym nieco synem ścigają się żaglówką (luz, drewniana łódka z kawałkiem gaci na kiju, to w końcu też pojazd wodny, hehe) ze statkiem... cdn.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 12:32
                Więc się ścigają i syn wpada do wody, Dina skacze go ratować, w efekcie czego sama tonie, ma widzenie - widzi matkę, chyba ma ochotę kojfnąć, ale oto na pomoc rzuca się ze statku nie kto inny jak Żukowski.
                Wyciąga ją na łódkę, cucą ją razem z dzieciakiem - Dina ma wizję, jest z Żukowskim, ale on od niej odchodzi, powiadając, ze ważniejsze dla niego jest to, że tysiąće ludzi nie mają co jeśc, od jej problemów sercowych i że nie będzie gnuśniał, trzymając się jej spódnicy. Na to Dina wyjmuje pistolet i traktuje go jak Puszkin został potraktowany w pojedynku - czyli kulką w brzuch.
                To jednak tylko wizja, po chwili się budzi, widzi Żukowskiego, który powiada jej, ze będzie ją opuszczał wiele razy, ale zawsze będzie wracał.
                I finito.

                I tak to było.
                Powiem szczerze, że najbardziej podobało mi się pierwsze 20-25 minut i ta mała, co grała kilkuletnią Dinę, potem to wejście starszej Diny podczas nobliwego przyjątka, gdzie gra na wiolonczeli, a później dogaduje Gepardie. POtem jakoś nie przemawiała do mnie aktorka ogrywająca nonstop emocje za pomocą wybałuszania oczu, zwanych gałami.
                Nie dla mnie takie rarytasy.

                No i ten Żukowski pojwiający się znikąd w ostatnim akcie, żeby jej uratować życie. To już była gruba przesada.
                Tak samo jak głupota jej brata, który został przez nią przyłapany na
                majstrowaniu przy skrzynce z pieniędzmi na realizację marzeń wydobtej spod podłogi, a mimo to nie zmienił skrytki, żeby panna nie mogła tego
                szmalu zlokalizowac. Co za dureń... :) A przeciez wyglądał na dośc chytrego i zapobiegliwego typka.

                Ale postać samej Diny interesująca - jak to tragedia z dzieciństwa determinuje charakter i losy osoby dorosłej. Taka prymitywna dziewczyna, nieco wygładzona poprzez kontakt z mądrym nauczycielem, nabytą umiejętność grania na lutni, czy na innej harfie, co ciekawie kontrastowała z ogólnym brakiem ogłady; w relacjach z ludźmi, w poszukiwaniu miłości, i całej reszcie, włącznie z wrzucaniem męza w przepaść - zupełna intuicjonistka. Dla freudystów i innych jungistów i speców od klecenia teoryjek rozmaitych materiał.

                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 14:20
                  grek.grek napisał:

                  Takk, Grek.greku! :)
                  Tusen takk, jak mawiają sympatyczni Norwegowie (wiem, bo sama
                  słyszałam :)w imieniu moim i wszyskich zainteres owanych ciągiem
                  dalszym.

                  Przy okazji chciałabym się upewnić co do jednego faktu - czy ten
                  facet, który pracował w sklepie i zbierał pieniądze na wyjazd do
                  Ameryki był na pewno przyrodnim bratem Diny? Czy może był on jednak
                  jednym z synów Jacoba (Gepardie)?



                  >Zdaje się,ze niedługo będziemy bogaci :) Oczywiście, w satysfakcję
                  >z trafnego przewidzenia przebiegu wypadków - Rosjanin już jest na
                  wylocie.

                  Z ust mi to wyjąłeś! :)))
                  Jeszcze mniej mi się podoba ten Rusek, choć ładny gest uczynił z tym
                  ślicznym naszyjnikiem! :)

                  >kurde balans, wszędzie Ruscy w roli amantów, haha

                  Bo nie ma to jak słowiańska romantyczna dusza - kobiety to lubią! :)

                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 14:46
                    Twoja życzliwość i takt nie znają umiaru - zamiast "chciałabym się upewnić", powinnaś napisać - co ty piłeś człowieku, że takie brednie
                    opowiadasz ?

                    Nie wiem, co mi strzeliło do łba, ze syna męża Diny tytułowałem jej "bratem przyrodnim", po prostu nie ma wytłumaczenia... Moze tak zadziałała róznica wieku między nią a Gepardiem, że ją cały czas
                    brałem za jego córkę adoptowaną, bo ich małżeństwo nie mogło mi się, podświadomie, w głowie zmieścić :)

                    Panie Gerardzie Gepardzie nie wstyd panu
                    w filmach grać ciągle męzów i widzom tak dezorganizować o tych
                    filmach późniejsze pisanie..?



                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 15:05
                      P.S : napisałem, że poród Diny "odbiera ojciec" - chodziło o ojca dziecka, czyli stajennego.
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 15:15
                      > Twoja życzliwość i takt nie znają umiaru - zamiast "chciałabym się
                      upewnić",

                      :)
                      ale, kiedy na naprawdę nie byłam pewna, myślałam, że przeoczyłam
                      (oglądając przecież film w środku nocy) moment, w którym ojciec Diny
                      płodzi syna z inną kobietą, a w końcu, jak sam zauważyłeś "tam to
                      mają skuteczność..." :)



                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.09.09, 13:55
                        Heh, no niech będzie ;)

                        A na dziś coś ciekawego mamy ?

                        Ja dam zielone kołko dla Hubala. Dobra polska szkoła filmowa.

                        Czerwone zaś, dla Braveheart - przyznam, że nigdy w życiu czegoś takiego nie oglądąłem, ale kilka razy w takową rzecz wdepnąłem...

                        Ckliwe do granic mozliwości, napuszone, najeżone niestrawnym patosem, z bohaterami beznadziejnie i do cna jednowymiarowymi, z aktorstwem tak kiepskim, ze aż pytanie się nasuwa : kto tym ludziom zrobił krzywdę i dla hecy przekonał, że mają coś wspólnego z aktorstwem, aczkolwiek jak patrzę na to, kto tym filmem zawiadował, zagrał główną, bliższą grotesce niż dramatyzmowi, rolę, a do tego jeszcze porwał się na reżyserkę i ustawianie i instruował na planie tych biedaków, to nie mam wątpliwości dlaczego wyszło tak dennie i dzięki komu - obejrzałem to jeden raz i ledwie uszedłem z życiem. Nikomu nie polecam, nawet tym, co mnie serdecznie nie znoszą - aż tak mściwym wujem nie jestem :)
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.09.09, 15:04
                          grek.grek napisał:

                          > A na dziś coś ciekawego mamy ?
                          > Ja dam zielone kołko dla Hubala. Dobra polska szkoła filmowa.

                          I dobra pora, widzę! :) Może się skuszę.

                          Ja szykuję się na ostatni odcinek "Generała" w TVN. :)
                          Powiem Ci, że wciagnęła mnie (bom dyletantka w tej materii)ta niemal
                          detektywistyczna opowieść Baliszewskiego.

                          Mam nadzieję, że kiedyś poznamy całą prawdę o śmierci Sikorskiego.


                          > Czerwone zaś, dla Braveheart - [...]
                          obejrzałem to jeden raz i ledwie uszedłem z życiem.
                          Nikomu nie polecam, nawet tym, co mnie serdecznie nie znoszą - aż
                          tak mściwym wujem nie jestem :)

                          :)))

                          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.09.09, 19:47
                            barbasia1 napisała:
                            >Ja szykuję się na ostatni odcinek "Generała" w TVN. Powiem Ci, że wciagnęła
                            mnie (bom dyletantka w tej materii)ta niemal detektywistyczna opowieść
                            Baliszewskiego.Mam nadzieję, że kiedyś poznamy całą prawdę o śmierci Sikorskiego.>

                            Eh te teorie spiskowe, ależ są fascynujące! Barbasiu, mnie zastanawia tylko, jak
                            to możliwe, że generała Sikorskiego rzekomo zastrzelono w pałacu, co nie
                            przeszkodziło mu, aby następnego dnia wylecieć ze swoją obstawą (tudzież z
                            córką) samolotem. Nikt z otoczenia nic nie widział i nie słyszał. Nastąpiła
                            zmowa milczenia? A do tego po niespełna 70 latach podczas ekshumacji nie
                            stwierdzono śladów po kuli! Przyznaję bez bicia, że serialu nie śledzę
                            dokładnie, więc trochę strzelam na oślep.
                            PS. Jutro o 20.50 na TVN zapowiadają fabularny film "Generał. Zamach na
                            Gibraltarze", którego fragmenty wykorzystano w dokumencie. Za wysokich not film
                            nie otrzymał, ale dla Pieczyńskiego, a przede wszystkim dla historii będę
                            chciała obejrzeć, bom podobnie dyletantka :)
                            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 16:59
                              pepsic napisała:

                              >mnie zastanawia tylko, jak to możliwe, że generała Sikorskiego
                              rzekomo zastrzelono w pałacu, co nie przeszkodziło mu, aby
                              następnego dnia wylecieć ze swoją obstawą (tudzież z
                              > córką) samolotem. Nikt z otoczenia nic nie widział i nie słyszał...

                              Więc w skrócie wyjaśniam – :)

                              Według teorii spiskowej Baliszewskiego generał został zamordowany
                              (przez Polaków i Brytyjczyków, gdyż był niewygodny , chciał m.in.,
                              ujawanienia dokumentów z Katynia, co mogłoby doprowadzić do
                              konfliktu ze Stalinem czego nie chcieli Anglicy) na kilka godzin
                              przed wylotem w Pałacu Gubernatora. Jak dokładnie został zmordowany
                              tego właściwie nie wiadomo, nie powiedziano tu, w każdym razie na
                              pewno nie od strzału w głowę! (może jakaś toksyna, która rozkłada
                              się bez śladu w organizmie? Jak ostrożnie tu sugerowano).
                              Po zabójstwie zwłokami mieli zająć się specjaliści, którzy mieli je
                              tak przygotować, aby wszystko wskazywało na to, że generał zginął
                              właśnie w katastrofie lotniczej.

                              Zamordowana miała zostać także cała świta generała! zaś córka nieco
                              wcześniej miała zostać uprowadzona, gdyż będąc blisko generała,
                              (również jako jego tłumaczka) doskonale orientowała się we
                              wszystkich sprawach, którymi zajmował się generał – była więc cennym
                              źródłem informacji (dla kogo dokładnie nie wiem, nie pamiętam). To
                              uprowadzenie tłumaczyłoby dlaczego nie znaleziono jej ciała. Co się
                              z nią stało po uprowadzeniu, nie wiadomo (sugerowano jakiś obóz).

                              Potem w ten sam dzień, po zmroku ok. 22.00 ciało generała oraz
                              pozostałych po kryjomu wniesiono na pokład Liberatora., zaś rolę
                              generała i świty wchodzącej na pokład samolotu mieli ... odegrać
                              (dla kogo? chyba dla obserwujących z daleka świadków – żołnierzy,
                              pilotów?)hiszpańscy aktorzy!??, którzy potem też po kryjomu opuścili
                              pokład. Wg. Baliszewskiego zostali oni potem zlikwidowani / czy to
                              jednak nie nazbyt skomplikowane przedsięwzięcie, cały ten spisek?/

                              Za tezą o zamachu świadczyłoby m.in. –
                              to , o ile dobrze zrozumiałam, że ciało generała Sikorskiego, które
                              wyciagnięto z morza po katastrofie było w bieliźnie (chyba też
                              jeszcze jedno ciało, jakiegoś pułkownika, nazwiska nie pamiętam
                              również było tylko w bieliźnie)!?? – potwierdził to płk. Łubieński,
                              kiedy rozmawiał z Baliszewskim na kilka lat przed śmiercią. Płk.
                              Lubieński był wtedy na miejscu katastrofy i identyfikował ciała
                              właśnie dlatego, że były bez munduru!!? /tak też Sikorski, w
                              bieliźnie! został pochowany/.

                              oraz fakt, że Prchal – pilot , jedyny człowiek, który wyszedł cało z
                              tej katastrofy (a podobno najbardziej narażeni w tego typu sytuacji
                              są piloci) miał mieć na sobie kamizelkę ratunkową, co widział jeden
                              z żołnierzy, pilot?, Polak przebywający wtedy na Gibraltarze, do
                              którego dotarł Bliszewski, jakby był przygotowany, że znajdzie się w
                              wodzie. Prchal potem w śledztwie! nie umiał wyjaśnić dlaczego ją
                              założył, choć wcześniej nigdy jej nie zakładał. Prchala
                              przesłuchiwano aż cztery razy, za każdym razem podobno zmieniał
                              zeznania.

                              Oprócz Prchala w spisek miał też być zamieszany też drugi pilot,
                              którego nigdy nie odnaleziono. Któryś z polskich pilotów,
                              obserwujących z dala wypadek na Gibraltarze miał widzieć postać
                              wychodzącą z morza na brzeg, ubraną też w kamizelkę. Miał to być
                              właśnie ów drugi pilot, Anglik. Podobno żona owego zaginionego
                              pilota twierdziła, że dzwonił do niej na drugi dzień po tragedii.
                              Nigdy jednak nie wrócił do domu.

                              Teoria spiskowa jest nawet dość intrygująca (choć pewnie ma wiele
                              słabych punktów, znawcy szybko by je wskazali, mnie nie przekonuje
                              koncepcja dotycząca zaangażowania kilkunastu aktorów, którzy
                              odgrywali pasażerów Liberatora), których potem zamordowano.) , lecz
                              dopóki historycy nie dostaną wszytskich istotnych dokumentów z tą
                              sprawą związanych przede wszystkim z archiwów brytyjskich, dopóty ta
                              teoria będzie tylko w sferze hipotez, a nie pewników.

                              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 20:13
                                Barbasia1 napisała:
                                >tak też Sikorski, w bieliźnie! został pochowany/.>

                                Jak można było premiera na uchodźstwie - naczelnego wodza pochować bez okazania
                                szacunku i godności? Wczoraj akurat na ten fragment natrafiłam, bardzo to
                                smutne. Co do teorii spiskowej i wynajęcia aktorów - przyznaję Ci rację, kogoś
                                fantazja zanadto poniosła. Choć powód (sprawa katyńska)jak najbardziej
                                prawdopodobny, no musiało być coś na rzeczy! Ale żeby mieszać jeszcze generała
                                Andersa? (dot. innego postu)
                                :)
                                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.09.09, 12:32
                                  pepsic napisała:

                                  Ale żeby mieszać jeszcze generała> Andersa? (dot. innego postu
                                  )

                                  Konflikt z Andersem, prezenującym inne poglądy polityczne, konflikt
                                  wewnątrz armii, to jeszcze jednen z powodów zamachu na generała
                                  Sikorskiego.

                                  PS

                                  Według teorii spiskowej córkę generała Zofię Leśniowską polsko-
                                  brytyjscy porywacze mieli przekazać Rosjanom!?? /a potem miała ona
                                  przebywać w jakimś sowieckim obozie, jak mówił opisek na końcu
                                  filmu/.



                                  Zamordowana miała zostać także cała świta generała! zaś córka nieco
                                  wcześniej miała zostać uprowadzona, gdyż będąc blisko generała,
                                  (również jako jego tłumaczka) doskonale orientowała się we
                                  wszystkich sprawach, którymi zajmował się generał – była więc cennym
                                  źródłem informacji (dla kogo dokładnie nie wiem, nie pamiętam). To
                                  uprowadzenie tłumaczyłoby dlaczego nie znaleziono jej ciała. Co się
                                  z nią stało po uprowadzeniu, nie wiadomo (sugerowano jakiś obóz).
                                  • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.09.09, 23:37
                                    z tego, co pamietam z jakichs wczesniejszych artykulow, corke
                                    generala widziano po kilku latach w jakims lagrze sowieckim. Poza
                                    tym niedlugo po katastrofie w jakims hotelu w Egipcie znaleziono jej
                                    bransoletke, a mieszkal tam w tym czasie jakis rosyjski agent.
                                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.09.09, 12:18
                                      maniaczytania napisała:

                                      O tym też była mowa w dokumencie!
      • mikk Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.08.09, 20:39
        nakrecili kontynuacje hitu "28 dni pozniej" pod tytulem "28 tygodni pozniej"... jest jeszcze gorzej...
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.08.09, 12:37
          O żesz kruca... Jak po 28 dniach miałem mdłości i prawie popuściłem, to po 28 tygodniach nie starczyłoby mi foliowych worków :)
          • never_never Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.09.09, 18:42
            zakaz robienia filmów dla reżysera 28 dni postulowany przez greka?
            a kto był reżyserem Slumdog i Trainspotting?
            tak, tak, to ten sam Danny Boyle...:-P
            • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.09.09, 19:16
              Narażę się? Żadnych generałów żywych ani martwych, żadnych majorów,
              nawet Hubali, żadnych martyrologicznych rocznic. Już
              prędzej "Braveheart" - i aż szkoda, że nie ma szans, bo jednak
              Wallander, a i o "Kabaret" zahaczę ;-)
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.09.09, 19:57
                ewa9717 napisała:
                >a i o "Kabaret" zahaczę ;-

                Niedawno oglądałam powtórkę. "Kabaret" nadal wciąga i świetnie się ogląda
                (i słucha), ale od problemów wojny, a raczej powstającego faszyzmu tu się nie
                uciecze.
                TV4 godz. 22.05.
              • barbasia1 Wallander 02.09.09, 14:28
                ewa9717 napisała:
                bo jednak
                > Wallander, a i o "Kabaret" zahaczę ;-)


                Tego Wallandera o nieprzyzwoicie przyzwoitej porze to Ci zazdroszczę.

                Może nie wszyscy wiedzą, ale serial o Wallanderze, kultowej postaci
                w Szwecji!, powstał w oparciu o prozę Henninga Mankella.
                • pepsic Re: Wallander 06.09.09, 14:18
                  Od poniedziałku w Ale Kino! rusza nowa wersja w prod. BBC z Kennethem
                  Branaghiem w roli tytułowej. Podobno hit, ale w GW tylko dwie **.
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 11:24
              Dobra, niech będzie... tymczasowy zakaz :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 13:23
      Jak kto "8 mili" nie widział - może sobie obejrzec, w godzinie duchów w Jedynce. Zresztą, w Jedynce, to teraz same duchy...

      Wcześniej "Młodzi gniewni" - pewnie z okazji początku roku szkolnego; wczoraj, z tej samej okazji, dali jakieś "ostatnie wyzwanie" - tyle, że z jego pomocą Dwójka witała rok szkolny, ku ogólnemu wkrewieniu uczniaków, ale z drugiej strony - witała wpół do dwunastej w nocy, więc może nie pogłębiła nastrojów niekorzystnych.
      A sam film... kolejny schemat - pani dyrektor przejmuje szkołę będącą w tragicznej formie : dyro został zadźgany koło bramy wejściowej, uczniowie dymią, nikt się nie chce uczyć, palą, chleją, wymuszają, rasistowskie zaczepki, generalnie - d.pa. I pani dyrektor za pomocą archaizmów a'la pouczanie, zrzędzenie, trucie w bucie plus metody stosowanie metody marchewki i kija (organizacja balu w zamian za dobre zachowanie) oraz pochylania się z troską nad problemami pojedynczych uczniów (bo to przecież z domu się bierze większość patologii szkolnych, heh) robi z bandy chuliganów i leniów umundurowanych, posłusznych, sympatycznych, pracowitych i zaangażowanych młodych prymusów, a przy okazji ratuje szkołę przed likwidacją za pomocą oczarowania klasą i kulturą swoich ucziów, wizytujących ją gości z ichniego kuratorium.

      Mało oryginalne, najwyżej wartości dydaktyczne jakieś przemycające., a może nawet walące nimi wprost - po gałach.
      Nie mniej tandetne niż ci Młodzi gniewni, ale przynajmniej, z racji że to brytyjski film był (na szczęście) nie było tam pozaplatanych
      czarnych w futrzanych czapkach latem, latynosów i innych meksów w portkach z korkiem pętającym się wokół kostek, pokazujących jakieś dziwne znaki na palcach, rapujących nawet wtedy, kiedy opowiadają o własnym zatwardzeniu, i umalowanych koszmarnie dziewuch rzucających na wszystkie strony głową z jednoczesnym mówieniem i wyprowadzaniem własnych oczu z orbit dla efektu lepszego.
      No i Julie Walters w Wyzwaniu, to aktorka, a nie maskotka jak Pfeiffer w tych Gniewnych.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 14:21
        grek.grek napisał:

        > Jak kto "8 mili" nie widział

        O "8 mili" pięknieśmy wszyscy w tym watku, jakieś 200 postów temu,
        napisali :) - tu post założycielski: :)

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98620263,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html

        PS do "8 mili"

        „Mało optymistyczny ciąg dalszy?”

        Całkiem niedawno w internecie podali
        że Eminem z żoną na dobre się rozstali.
        Żona rapera do prasy nakablowała
        od impotentów Eminema wyzwała
        i mnóstwo innych pretensji miała.
        całą złość za krzywdy na męża wylała.

        * * *

        A propos optymistycznych opowieści z życia szkoły – czyli „Młodych
        gniewnych” i "Ostatniego wyzwania" - żebyż to w życiu wszystko takie
        proste było! :)


        * * *

        Ja polecam na TVN film fabularny "Generał"/o którym wspominała już
        Pepsic / czyli spiskową teorię śmieci generała Sikorskiego. W
        rolach głównych m.in. znakomici Krzysztof Pieczyński, Kamilla Baar i
        inni.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 15:04
          Kamilę Baar łyżkami można jeść, ale opowieść o Sikorskim mocno nietrafiona w czasie - po nietakdawnej ekshumacji jego prochów
          hipotezę o zabójstwie/zamachu ostatecznie odrzucono.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 15:26
            grek.grek napisał:

            > Kamilę Baar łyżkami można jeść, ale opowieść o Sikorskim mocno
            nietrafiona w czasie - po nietakdawnej ekshumacji jego prochów
            > hipotezę o zabójstwie/zamachu ostatecznie odrzucono.

            Wydaje mi się, że hipotezy o zamachu tak ostatecznie jednak nie
            odrzucono(hipoteza o zabójstwie raczej tak). Nie ma w tej chwili
            nowych istotnych dokumentów, które mogłyby potwierdzić tę hipotezę.
            Wiele angielskich dokumentów dotyczących tej sprawy nadal objęta
            jest klauzulą tajności.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 15:37

              Wydaje mi się, że hipotezy o zamachu tak ostatecznie jednak nie
              odrzucono (hipotezę o zabójstwie przed wypadkiem samolotu raczej
              tak). Nie ma w tej chwili nowych istotnych dokumentów, które mogłyby
              potwierdzić tę hipotezę, a ponieważ nadal jej wiele niejasności
              związanych z okolicznościami wypadku, śmierci generała nie można jej
              całkowicie odrzucić.


              Tu ciekawy artykłu prof. Galickiego z Polityki (w kontrze do
              zwolenników teorii spiskowej):

              www.polityka.pl/mitomani-i-maniacy/Lead33,1139,280647,18/
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 17:56
                PS
                Nie ma w tej chwili nowych istotnych dokumentów, które mogłyby
                potwierdzić tę hipotezę w 100 procentach! - tak miało być! :)
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.09.09, 20:19
                >Ameryka może nam dać wiele, wiele pomóc, ale Ameryka jest daleko i może się w
                każdej chwili wycofać. Nie ma tam istotnego zrozumienia ani zaangażowania>

                Ależ generał W.Sikorski trafnie i dalekowzrocznie przewidział, pasuje jak ulał
                do obecnej sytuacji.
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.09.09, 12:43
                  pepsic napisała:

                  > >Ameryka może nam dać wiele, wiele pomóc, ale Ameryka jest daleko
                  i może si
                  > ę w
                  > każdej chwili wycofać. Nie ma tam istotnego zrozumienia ani
                  zaangażowania>
                  >
                  > Ależ generał W.Sikorski trafnie i dalekowzrocznie przewidział,
                  pasuje jak ulał do obecnej sytuacji.

                  :)

                  To prawda.

                  Jak Tobie / jak Wam podobał się "Generał"?


                  Dziś w programie TV (ogólnodostępnym) niestety nic godnego uwagi nie
                  widzę.






                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.09.09, 14:33
                    Na TV4 jest "Zbuntowana klasa" z Whitakerem i śpiewakiem Usherem, kiedyś tam coś o niej bazgrałem - jak kto nie widział, to absmaku (hehe, ten Yarek) w nim nie wywoła, więc śmiało.

                    W Polsacie Spiderman :) Chociaż, swego czasu zbierał w Juesej niezłe recenzje, zwłaszcza ze wg na nakreślenie postaci głównego bohatera. Jakoś nie mam specjalnej ochoty przebijać się przez efekty specjalne, pościgi i inne cuda niewiada, zeby to zweryfikować, więc... jakby ktoś
                    się zdecydował obejrzeć... i chciał to później opisać... i spróbować ocenić, czy ci z Hameryki byli trzeźwi, kiedy pisali swoje dobre opinie... ;)

                    A do tego... Pospieszny Janek wraca pospiesznie, hehe. A tak było jakoś kulturalnie bez niego...

                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.09.09, 15:42
                      Ja wiedziałam, że na Ciebie zawsze można liczyć, że coś jednak do
                      oglądania wynajdziesz! :))

                      Tu linkę do "Zbuntowanej klasy" (uwaga! - opowieści szkolnych ciąg
                      dalszy!) dla zainteresowanych wklejam:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,,Ojej_co_tu_wybrac_.html?s=3&v=2

                      > W Polsacie Spiderman :) Chociaż, swego czasu zbierał w Juesej
                      niezłe recenzje, > zwłaszcza ze wg na nakreślenie postaci głównego
                      bohatera

                      np. że superbohater-Pająk jest taki zwykły, ludzki, nie wolny od
                      słabości! :)

                      > jakby ktoś > się zdecydował obejrzeć... i chciał to później
                      opisać... i spróbować ocenić, czy ci z Hameryki byli trzeźwi, kiedy
                      pisali swoje dobre opinie... ;)

                      Też chętnie przeczytam! :)))


                      Na dodatek Janka w tym sezonie będzie jeszcze więcej w TV! On to ma
                      chody w tej TVP!
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.09.09, 19:36
                        A jednak coś znalazłam, a właściwie dowiedziałam się przypadkiem, że
                        dziś o 22.45 TVP Kultura w cylku "Rozmowy istotne" pokaże wywiad z
                        tureckim pisarzem Orhanem Pamukiem.
                        Ekipa TVP Kultura przeprowadziła wywiad z pisarzem w Stambule.


                        "Pisarz przybył tam z ochroniarzem, ponieważ w dalszym ciągu obawia
                        się o swoje życie. Ma to związek z wywiadem jakiego udzielił
                        szwajcarskiej gazecie „Tages Anzeiger”, w którym uznał, że Turcy
                        powinni przyznać się do masakry popełnionej w XIX i XX wieku na
                        Ormianach i Kurdach. Ultra nacjonalistyczny prawnik Kemal Kerincsiz
                        wytoczył Pamukowi proces za obrazę narodu tureckiego, co jest
                        zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat. W obronie pisarza i
                        wolności słowa w Turcji, wystąpiła między innymi: Komisja Europejska
                        i Rada Europy, specjalny list poparcia podpisało wielu pisarzy, a
                        wśród nich: Margaret Atwood i Paul Auster. Po trwającym blisko rok
                        procesie pisarz został oczyszczony z zarzutów."

                        http://www.tvp.pl/kultura/propozycje/ekskluzywny-wywiad-z-orhanem-
                        pamukiem-w-tvp-kultura
                  • pepsic Re: "Generał..." 03.09.09, 19:37
                    Wielkie rozczarowanie, poplątanie z pomieszaniem. Jak ktoś nie śledził dokumentu
                    4-odcinkowego, to pewnie trudno mu się było połapać. K.Pieczyński i Kamila Baar
                    za bardzo nie mieli co grać. Postać generała wyszła blado i nieprzekonująco, a
                    to przecież dowódca, który odniósł wielkie sukcesy w wojnie polsko-rosyjskiej
                    (stąd konflikt z Piłsudskim), ale i też nie kryształowy człowiek (Butu). Nie
                    wiedzieć czemu służył rozbudowany wątek Gralewskiego. Nieprawdopodobnie wypadły
                    sceny w pałacu gubernatorskim, po którym grasowały 2 zgraje bezwzględnych
                    morderców, a premier ostrzegany nie raz przed zamachem nie postawił przed
                    sypialnią żadnej obstawy nie licząc adiutanta. Jeśli zamach faktycznie nastąpił
                    (całkiem prawdopodobne), to musiał mieć zdecydowanie inny przebieg.
                    Zauważyłam, że nie ujęto niektórych fragmentów pokazywanych w dokumencie: sceny
                    z adiutantem (R. Krzyżowski), który czuł do Zosi miętę przez rumianek oraz
                    sceny, kiedy zabójcy taszczą ciało generała w kocu, a jeden z nich stwierdza,
                    że coś cieknie. Film nakręcono jakąś dziwną manierą, bo obraz męcząco drgał.

                    PS. Miało nie być o generałach, to dla porządku zamelduję, że jestem po "Placu
                    Zbawiciela". Ciężki kaliber. O ile teściową jakoś zniosłam, to przy mężu
                    gó...arzu - wysiadłam. To chyba drugi po "Edim" polski film, który tak mną
                    wstrząsnął.
                    :)
                    • barbasia1 Re: "Generał..." 03.09.09, 19:52
                      pepsic napisała:

                      Oglądałam dokument i muszę powiedzieć dokładnie to samo, co Ty,
                      Pepsic - wielkie rozczarowanie.... Jutro napiszę więcej! :)


                      >jestem po "Placu Zbawiciela". Ciężki kaliber. [...] To chyba drugi
                      >po "Edim" polski film, który tak mną wstrząsnął.

                      Dlatego ja jeszcze nie obejrzałam tego filmu,
                      czekam na odpowiedni nastrój. ;)


                      • grek.grek Re: "Generał..." 04.09.09, 12:25
                        Widziałem, zmienia klimat - to mu trzeba przyznać. Najbezpieczniej oglądać latem ;))

                        Na dziś "Upadek" z Douglasem jr i Duvallem (Jedynka, 23:05). Naprawdę polecam. Nie wiem ile razy oglądałem, pewnie z dziesięć, dzisiaj sobie też nie podaruję, a co tam - idę na rekord (hehe).

                        Michael De - wreszcie nie w roli amanta, albo pół-amanta, albo jakiegoś śliskiego typka, gra po prostu rozczarowanego, zmęczonego życiem wnerwionego faceta w okularkach, i jest totalnie do kupienia w tym wcieleniu. Robert Duvall cały film znosi dzielnie nieustannie dzwoniącą żonę (do czasu), jest policjantem, w ostatnim dniu pracy, odchodzi za chwilę na emeryturę - ich drogi się skrzyżują. Poza tym, po Colors kochać go będę zawsze i niezmiennie, a w dodatku gra glinę, w tych samych dekoracjach La, co wtedy - i jest zawsze ten sam, stary dobry Bobby, który nie czyni z postacią nic wirtuozerskiego, ale po prostu daje jej swoją starą poczciwą gębę i wie dobrze, że widz to bierze z pocałowaniem ręki.

                        Akcje Douglasa w restauracji, na polu golfowym, z młodocianymi gangusami przy murku, plus ten uroczy moment, kiedy chce użyć bazooki, ale nie wie jak i podchodzi mały Murzynek i go instruuje co i jak - do zapamiętania. Kopnięty skinol-homofob, właściciel sklepu z militariami - też niezły dżolo.

                        Akcja rozgrywa się w ciągu kilku godzin.
                        Facet przemierza miasto w drodze na urodziny córki, która mieszka z żoną z którą się rozwiódł, i sfrustrowany wszystkim i wszystkimi przy okazji obnaża cały syf dookoła - każda scena, epizod demaskuje jakąs część rzeczywistości, która zwyczajnie jest do d.py, kłóci się ze zdrowym rozsądkiem, albo jest zwyczajnym kłamstwem. To nie jest proste łażenie sobie faceta, co zostawia auto w korku i ot tak sobie uderza z buta. To czemuś w tym filmie służy.

                        I finał. Na molo (czy na czymś takim, nie znam się na nazewnictwie). I zakończenie jakiego ja się nie spodziewałem, może niesprawiedliwe dla niektórych, ale po czasie stwierdziłem, że nie można było inaczej tego skończyć, żeby to miało sens, wymowę, wartość i było logiczną konsekwencją zdarzeń. Ciekawe jak Wy to ocenicie :)

                        Druga propozycja - hiszpański "Język motyli" w Polsacie (0:05). Cza bedzie nagrać, bo jak już natłok filmowy to o tej samej porze.

                        Słyszeliście, że ten nowy Janosik kosztował 6 milionów E ? :) Ciekawe, ile wyłożyła TVP z naszej krwawicy i ile na tym zarobi... Nieprzytomny lans już trwa od kilku dni, jakby co najmniej powstał film, który ma wygrać Złotą Palmę, Oskara albo innego Lwa czy Niedźwiedzia.

                        Barbasiu, co - jako specjalistka od rymów rapowych - powiesz o tym :) ?

                        www.youtube.com/watch?v=om25Mf8grpc
                        • barbasia1 "Upadek" 04.09.09, 13:43
                          grek.grek napisał:

                          > Widziałem, zmienia klimat - to mu trzeba przyznać. Najbezpieczniej
                          oglądać latem ;))

                          :)))
                          No właśnie! Ludzie po obejrzeniu "Placu Zbawiciela" natychmiast
                          pochmurnieją, tak słyszałam!?


                          Jeśli chodzi o LUC-a / dziękuję pięknie za utwór! - Twoi ludzie są
                          moimi ludźmi! :)/ przyznać muszę, że jego wyobraźnia nie zna żadnych
                          granic! :) Niesamowicie oryginalna żonglerka skojarzeń! A przy tym
                          ma człowiek poczucie humoru, no i coś do powiedzenia.

                          Widzę, że jeszcze muszę sporo, ale to sporo musze się nauczyć /i
                          poćwiczyć/! ;)
                          • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 13:45
                            ech, korrekta:

                            Widzę, że jeszcze sporo muszę się nauczyć /poćwiczyć/! ;)
                          • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 14:31
                            "Upadek" widziałam dawno temu, już kiedyś go polecałeś, choć bez tak
                            zachęcającego komentarza !
                            Rola Douglasa - człowieka ciężko sfrustrowanego, przygniecionego
                            życiem - rzeczywiscie świetna i bardzo sugestywna.
                            Swoim świetnym komentarzem przypomniałeś mi różne szczegóły, ale
                            zakończenia przypomnieć sobie nie mogę! Pamiętam Douglasa z bronią
                            na tym molo i policję i tłum obserwujących ... będę myśleć
                            intensywnie, albo obejrzę raz jeszcze! :)

                            Dużo się ostatnio mówi o "Janosiku" Holland i Adamik, wczoraj
                            w "Duzym Formacie" duzy artykuł i wywiady z reżyserkami, Dziś w
                            dodatku kulturalnym do Dziennika też coś jest.
                            Przyznam że mnie dziwi trochę pomysł opowiadania historii, która
                            została juz wcześniej całkiem nieźle opowiadziana.

                            • ewa9717 Re: "Upadek" 04.09.09, 14:38
                              Też się dziwię, no ale...
                              Tylko poprzedni Janosik to był chłop! A ten nowy raczej
                              dziewiętnastowiecznym mydłkiem romantycznym zalatuje. No ale może
                              tylko ja mam taki gust spaczony ;-)
                              • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 14:50
                                ewa9717 napisała:
                                >A ten nowy raczej dziewiętnastowiecznym mydłkiem romantycznym
                                zalatuje. No ale może > tylko ja mam taki gust spaczony ;-)

                                :)
                                Obawiam się, że nie tylko Ty nasz taki gust!

                              • grek.grek Re: "Upadek" 04.09.09, 15:23
                                Niby tak, ale z kolei ten pierwszy Janosik był komiksowy cokolwiek - wpadał taki basior między tych biednych małych parobasów w mundurach rzucał nimi jak szmacianymi lalkami (pewnie po to takich filigranowych aktorów dobierali), za to w ostatniej scenie, kiedy go prowadzą na egzekucję - jakoś nie stosuje żadnego chwytu, ani nawet nie próbuje się
                                wymigać, bo mu rączki z tyłu związali sznurkiem - jakoś wcześniej nic mu nie przeszkadzało, ani sznurki, ani snopowiązałka nawet cała, idzie jak baran na rzeź - co miał do stracenia ? Mógł pozostać w konwencji całości i rąbnąc jednego z dyni, drugiego z kopyta i w długą, najwyżej by go zastrzelili - lepsze to niż dyndać haniebnie, jak jakaś pokraka.
                                Passendeorfer chciał pozostać w zgodzie z przekazem historycznym, więc Janosik musiał zostać stracony. Tyle, że wyglądało to jak wyglądało - kompletnie niewiarygodnie. Tak jakby się pozwolił zabić.
                                Do tego głupawy, tłusty hrabia, histeryczny i nieudolny murgrabia, w ogóle ci żołnierze jak jakaś banda poprzebieranych anorektycznych meneli. Co to za przeciwnicy byli dla takiego bohatera ? Pajace, na których tle lśnił szlchetny i wygadany jak przybysz z Paryża - Janosik, i jego sweter na klacie lepszy od Davida Hasselhoffa. Zbójnicy jak jakaś grupa harcerzy, co się zgubiła dawno temu w lesie i postanowiła tam zostać, a nie banda niewykształconych typków o manierach świni chlewnej, jakimi nieuchronnie musieli być ci prawdziwi.
                                Dziecinny wątek romansowy.
                                Zbójnik co przeciw Janosikowi występuje mógł być jakimś ciekawym kontrapunktem - ale nie ma mowy : łysiejący podstarzały facio z tyłkiem szerszym od ramion i zapadłą klatę, wyglądał przy Perepeczce jak
                                chłopiec do podawania ręcznika po treningu, a nie jak rywal jakikolwiek.
                                Do tego jego motywacje jakieś były kompletnie banalne i głupie, nie miał żadnych odcieni szarości, ot - chciał zarypać Janosika, bo był zazdrosny. Jak się nie da wyrtychem, to się wali łomem :)
                                Czarny charakter na miarę całej opowieści. Powiedziałbym, że charakter
                                różowo-czarny, z przewagą koloru paznokci Joli Rutowicz - jedyne co mnie zdziwiło w tej sekwencji, to to,że go Janosik nie wciągnął nosem, a musiał się z nim mocować aż do wystąpienia potówe przedostanich, mimo że na oko chłopina ważył 65 kilo, a Janosik ze 105 i to kilogramów wyrobionych na siłowni, ani chybi.
                                Ale za to dużo śmichów chichów, góralszczyzny na wesoło i z przytupem, powiedzonek efektownych, i się kultowo zrobiło nagle.
                                I powiedzcie same/i : jak można wierzyć w zakończenie,że ta banda kleofasów łapie i wiesza takiego bohatera, co ich wszystkich robił jak chciał ?
                                Dla mnie ta wersja serialowa, to była historyjka rodem z Jueseja, kreacja własnego Robin Hooda, żeby się chłop miał na kim wzorować, a baba w kim durzyć. Poza tym - zero jaj i zero charakteru.

                                U Hollandowych będzie inaczej, z tego co czytam i sobie wyobrażam, po przeczytaniu i obejrzeniu rozlicznych reportaży z planu, wypowiedzi, fragmentów itp. itd. - z tym, że tu będzie bardziej naturalistycznie, ale i pierdołowato, bo Janosik się ma zaprezentować jako zbój-filozof, mistyk hamletyzujący, na, niestety, podobno, żenująco słabym poziomie :)

                                • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 15:38
                                  grek.grek napisał:

                                  czyli wygląda na to / nie czytałam jeszcze tych atykułów z DF i
                                  Dziennika/, że nowa wersja "Janosika" będzie na serio, na
                                  poważnie ... :)
                                • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 16:04
                                  Masz rację, ten stary Janosik to lekkie, rozrywkowe, przygodowe
                                  kino, z przymrużeniem oka, z uproszczeniami, przerysowaniami,
                                  umownościami, itd.

                                  Ale zawsze bardzo przyjemnie się go oglądało.


                                  Przypomniała mi się scena, kiedy w pałacu murgrabiego lokaj podaje
                                  Kwiczołowi srebrną misę z wodą, żeby opłukał sobie dłonie po posiłku
                                  ten bierze ją i wypija całą zawartość, po czym z dobrotliwym
                                  uśmiechem mówi - „Cosik rzadziuśkie to winko.” :)))

                                  /to a propos śmichów chichów i kultowych powiedzonek/ cytatów z
                                  filmu :)



                                  • ewa9717 Re: "Upadek" 04.09.09, 17:21
                                    No jasne, że prawie był ten Janosik komiksowy, ale przecie filmu
                                    serio o cięzkiej doli chłopów w Tatrach raczej nikt by nie oglądał,
                                    nawet w rozkwicie najsłuszniejszego z ustrojów. Ale za to oko na
                                    Janosiku z przyjemnością się zawieszało, a i Maryna była śliczna...
                                    A jak ten nowy zacznie filozofować i coś tam jeszcze, to
                                    przeszarzowane nie będzie? No ale może współczesnym panienkom się
                                    spodoba, teraz ponoć metroseksualni w modzie...
                                    • grek.grek Re: "Upadek" 05.09.09, 14:06
                                      To jest to własnie - być moze za trzecim razem ktoś trafi w sedno.

                                      Ten Janosik Holland z córką jest raczej, na mój gust, nastawiony na
                                      zarobienie kasy dla producentów, sponsorów itd. Jestem ciekaw, ile
                                      dostała Holland za wzięcie się za ten projekt, podejrzewam, że mówimy
                                      o dość sporych pieniądzach :)
                            • grek.grek Re: "Upadek" 04.09.09, 14:57
                              Może to Cię naprowadzi : co miał w dłoni Douglas w tej ostatniej scenie ?

                              Kasa, kasa, kasa - na Janosiku da się tutaj zarobić, ludożerka choćby z samej ciekawości - jak to wygląda w nowym wydaniu, kupi bilet i obejrzy :)
                              • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 15:33
                                grek.grek napisał:

                                > Może to Cię naprowadzi : co miał w dłoni Douglas w tej ostatniej
                                scenie ?
                                To już chyba pamiętam! Dzięki! :)

                                > Kasa, kasa, kasa - na Janosiku da się tutaj zarobić,
                                ludożerka choćby z samej ciekawości - jak to wygląda w nowym
                                wydaniu, kupi bilet i obejrzy :)

                                Pewnie tak będzie, zgodnie zasadą, że lubimy to, co znamy.
                            • barbasia1 Re: "Upadek" 04.09.09, 17:49
                              barbasia1 napisała:
                              > Przyznam że mnie dziwi trochę pomysł opowiadania historii, która
                              > została juz wcześniej całkiem nieźle opowiedziana.

                              Wprawdzie pisząc te słowa myślałam tu o samej historii Janosika.
                              Istota legendy zbójnika w serialu, pomijając już całą konwencję,
                              została przecież w miarę dobrze pokazana (albowiem nie była
                              specjalnie skomplikowana).

                              Mimo wszystko po przemyśleniu, po tym, co napisał o serialu Janosik
                              Grek.grek wykreślam słowa: „całkiem nieźle”.

                              Oczywiście twórcy - reżyserzy pisarze itp. stale wracają do
                              historii wcześniej już opowiedzianych (podobno nawet nic nowego
                              nie da się już wymyślić, bo wszystko już było), ale tylko wtedy,
                              kiedy mają coś nowego do opowiedzenia, przekazania.
                              Czy Holland i Adamik odkrywają coś nowego, coś istotnego w
                              legendzie Janosika? Nie wiem.
                              Trzeba się wybrać do kina, aby się o tym przekonać.

                              • barbasia1 "Janosik" nowy serial będzie też 05.09.09, 14:13
                                Opócz filmu panie Holland i Adamik zrobiły czteroodcinkowy
                                miniserial dla TVP, jak wyczytałam w dodatku kulturalnym do
                                Dziennika!
                              • grek.grek Re: "Upadek" 05.09.09, 14:39
                                Wiesz, moim zdaniem, to zależy od tego jaką konwencję i stylistykę uznamy za właściwą.

                                Holland i Adamik chciały zrobić rzecz całą inaczej - z pierwszych ocen i recenzji wynika, że tylko częściowo się im to udało - mianowicie, w warstwie zaprzeczenia, czy też - odróżenienia się, od oryginału serialowego, już sama fizys Janosika to zwiastowała i wzbudziła multum komentów i kłótni niemalże na widowni. Co nie znaczy, że to poszkiwanie tożsamości osobnej swojego filmu udało się im w dobrym stylu i z korzyścią dla klasy filmu.
                                Kto wie, może ten pierwowzór był jednak lepszy ?

                                Ale, nie wiem jak Tobie, mnie się wydaje, że film miał być rozrywkowy, nie po to włożono 6 milionów E, żeby edukować i wciągać masowego widza w
                                meandry psychologii - niemniej Holland nie wzięłaby filmu do cna prostego, takiej bezczelnie popcornowej sieczki, więc trochę go tam przystylizowano, żeby można było później bronić całego wydarzenia jako kino masowe, ALE z ambicjami, hehe - Holland jak mało kto umie złożoności i ambicjonalnego charakteru swoich filmów bronić, więc z tym też sobie poradzi - Janosik nie jest prostakiem, tylko ma refleksję, ma swój kodeks, ma dylematy hamletyzujące - niestety, żeby znaleźć złoty środek zrobiono to w taki sposób, żeby masowy widz się nie zmęczył i nie
                                zniechęcił zbyt powazną formą tej refleksji, a więc ją spłycono należycie - i stąd zapewne te zarzuty o banał tzw.intelektualnej :) strony dzieła.

                                Strona wizualna, rozrywkowa, przygodowa z pewnością zostanie kupiona, tanie refleksyjność da pozory głębi, ci którzy wpompowali w to kasę zarobią, wezmą swoj działkę, i wszyscy rozejdą się zadowoleni :)

                                Powiem Ci, że mnie by interesowała zupełnie inna historia o Janosiku, która byłaby jakąś prawdziwą kontrą dla cukierkowego serialu Passendorfera : oto Janosik jest nie szlachetnym Perepeczką, czy miłym panem aktorem z Czech/Słowacji, tylko autentycznym przestępcą, nie jest szlachetny, tylko płaci chłopom za używanie ich córek, nie jest Robin Hoodem, a jego dawanie słabszym to mit - tak naprawdę był prekursorem dzisiejszych mafiozów - chroni wieś nie przed carskimi, a przed... sobą i swoimi zbójnikami - za odpowiedni haracz; Janosik i jego kumple żyją ponad stan : używają dziołch wsiowych, rżną w karciochy na kasę albo na worki zboża, wewnętrz grupy kwitną intrygi, a bohaterowi mają różne motywaxcje i nie ma żadnej nitki łączącej któregokolwiek z którymkolwiek na płaszczyźnie koleżeńskiej, łączy ich tylko chęć zysku; sam Janosik jest ponurym typkiem rządzącym jak satrapa, za jego postępowaniem kryje się jakieś zdarzenie z przeszłości - tu dowolnie można coś podłożyć, byle nie molestowanie seksualne :). Na końcu najbardziej żądny schedy po Janosiku kapuje na niego żołnierzom i oni go łapią i tak dalej, tu zgodnie z prawdą historyczną moze być - i idzie janosik jak zdradzony Chrystus przez Judasza - tyle że zagwozdka jest taka, że Judasz zdradził dobrego Jezusa, a tutaj bandzior zdradził bandziora. Pytanie do widza : współczujesz zdradzonemu bandziorowi, czy raczej "i dobrze mu tak, ma za swoje" ?

                                I taki film byłby, moim zdaniem, ciekawy.
                                Zarówno Passendorfer jak i Holland w pewnej konwencji (żartobliwo-rubasznej i przygodowo-rozrywkowej) się mogą znaleźć, ale nie tworzą
                                niczego nowego i interesującego.

                                Howgh :)

                                A co na dziś mamy ?
                                Wg mnie - całkiem sporo.
                                19:05 Dwójka KMN, Historia Polski - obie części (stare, ale jare).
                                20:40 Dwójka- Czerwony Smok, pisałem, ze jeszcze z kilka razy i go polubię, ale chyba nie dzisiaj, bo mecz na Jedynce :)
                                NIkoś Dyzma (22:10, chyba) na TVN - nie tak do końca dno, jak niektórzy
                                piszą, bo jednak role Grabowskiego (absolutnie wirtuoz) czy Pieczyńskiego, to naprawdę kawałek dobrej roboty, a to już filmu nie pozwala tak z mety skreślić.
                                Aha, no i niemiecki Eksperyment, o którym też kiedyś dość szeroko tutaj było, ale bardzo późno 1:05.
                                A jak kto chce się odmóżdzyć, to horror Smakosz - 23:25, hehe.

                                Aha, nagrałem wczoraj "Język motyli", hiszpański, po obejrzeniu coś napiszę, co by przestrzec, albo zachęcić :)
                                • barbasia1 O Janosiku, nowym, starym i jeszcze innym 12.09.09, 18:39
                                  grek.grek napisał:

                                  To było znakomite posunięcie za strony Holland i Adamik, żeby
                                  zaangażować do roli Janosika, aktora różniącego się całkowicie
                                  wyglądem od „starego Janosika”, będącego przeciwieństwem
                                  Perepeczki, który tak silnie kojarzy się ludziom ze słynnym
                                  zbójnikiem. Bo to sprowokowało dyskusje na temat filmu, zanim
                                  jeszcze sam film wszedł na ekrany, wywołało spory dotyczące tego,
                                  który Janosik jest lepszy, piękniejszy, bardziej prawdziwy, wywołało
                                  w ludziach prawdziwe emocje, zaintersowanie!? A to rzadkość! :)


                                  Poczytałam sobie rozmowy z Holland i Adamik o nowym Janosiku.
                                  Jak mówiły panie reżyserki ich zamiarem było przede wszystkim
                                  zerwanie z baśniowymi kliszami i pokazanie prawdziwej historii
                                  Janosika (na co wskazuje zresztą podtytuł filmu „Janosik. Prawdziwa
                                  historia”), a zatem realiów, kontekstu historycznego, kulturowego
                                  epoki, w której żył, ale takze pokazanie jakiejś prawdy
                                  psychologicznej - motywacji i przemian Janosika (ale „bez nachalnej
                                  psychologizacji”.), prostego człowieka (w filmie podobno dobry i
                                  sprawiedliwy z niego człowiek), który staje się hersztem bandy
                                  zbójów okradajacych bogaczy i troszczacych się o biednych.

                                  Jak wypadła ta prawda na ekranie, niestety nie wiem, trzeba się
                                  osobiście przekonać wybierając się do kina.


                                  Grek.greku, Twoja wizja Janosika jest świetna , wydaje się jeszcze
                                  bardziej radykalnym w odarciu postaci Janosika z legendy, z
                                  romantycznej otoczki, tym samym, mam wrażenie, jeszcze bliższa
                                  prawdy o zbójniku / o zbójowaniu. Nie wiem tylko, co by powiedzieli
                                  na tak odmitologizowanego Janosika górale, czy nie pogoniliby Cię z
                                  ciupażkami dokoła Morskiego Oka!? ;) (ale miałbyś przynajmniej
                                  darmową reklamę!:))


                                  PS
                                  >”sam Janosik jest ponurym typkiem rządzącym jak satrapa, za jego
                                  postępowaniem kryje się jakieś zdarzenie z przeszłości - tu dowolnie
                                  można coś podłożyć, byle nie molestowanie seksualne :)”
                                  :)

                                  Pomyślałam, że tym wydarzeniem mogłoby być powstanie antyhabsburskie
                                  Rakoczego, w którym Janosik brał udział jako dość młody chopak (jak
                                  podają dokumenty) i traumatyczne przezycia z nim związane (walka,
                                  niebezpieczeństwo, czająca się śmierć i tym podobne straszne rzeczy,
                                  które zapadają w psychikę, niszczą człowieka)!?
                                  Ale to Twoje wizja, Twój film, Ty ostatecznie decydujesz o tym co i
                                  jak! :)

                                  PS 2
                                  Holland mówiła, że Słowacy, Czesi traktują naszą wersję opowieści o
                                  Janosiku (w reż. Passendofera) jako żart!
                                • barbasia1 PS "Eksperyment" 12.09.09, 18:43
                                  grek.grek napisał:
                                  > Aha, no i niemiecki Eksperyment, o którym też kiedyś dość szeroko
                                  tutaj było, ale bardzo późno 1:05.

                                  Tu o filmie "Eksperyment"

                                  https://forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,96418366,Re_Ojej_co_tu_wyb
                                  rac_cz_2.html?s=1

                    • barbasia1 Re: "Generał..." 05.09.09, 16:27
                      pepsic napisała:

                      >[...] Film nakręcono jakąś dziwną manierą, bo obraz męcząco drgał.

                      /zacznę od końca :)/

                      własnie, jakby -kamerzystom łapy się trzęsły po nieprzespanych
                      nocach, spędzonych na balangach i chlaniu sangriji na Gibraltarze z
                      panią reżyser - że tak powiem troszkę złośliwie!

                      Nie podobało mi się cudowanie z obrazem, dzieleniem ekranu na
                      mniejsze obrazki, zwykle nie miało to żadnego uzasadnienia - jak np.
                      w scenie, kiedy do gabinetu gubernatora ktoś puka; obraz zostaje tu
                      podzielony na 2 części w jednej widać gubernatora, gabinet i drzwi
                      (słychac pukanie), w drugiej cześci pokazane są drzwi, przed nimi
                      stoi, człowiek w mundurze, oficer i puka do tych drzwi (słychac
                      pukanie), i tyle. Żeby jeszcze coś dziwnego, istotnego dla całej
                      akcji, intrygi ten oficer robił - np. chował a. wyciagał broń,
                      dokumenty, żeby grzebał wcześniej przy tych drzwiach, podglądał
                      gubernatora przez dziurkę, czy żeby chociaż drapał się po głowie,
                      czy po innej części ciała, ale nie, on po prostu stoi i puka.
                      Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie powód, dla której wyczyniano
                      takie sztuczki z obrazem.
                      Sztuka dla sztuki?

                      Przeczytałam w moim dodatku TV, że ten tzw. "teledyskowy montaż" (
                      czyli kilka obrazków jednocześnie na ekranie; to trzepanie kamerą
                      też się tu pewnie przynależy do tej konwencji ) miał być "ukłonem w
                      stronę widza wychowanego na MTV i kinie Quentina Tarantino"
                      A to, wg. osoby która pisała te słowa w moim dodatku TV,
                      miało "wyjść filmowi na dobre"! Wyobrażasz sobie!
                      :)

                      cdn.
                      • barbasia1 Re: "Generał" cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. 12.09.09, 15:14
                        "Generał" cd.

                        Może byłoby lepiej, gdyby zamiast tego teledyskowego montażu twórcy
                        filmu dopracowali scenariusz, aby widz się nie miał przykrego
                        wrażenia, ze się gubi w akcji, albo też dorobili napisy z
                        nazwiskami głównych bohaterów, jak to było w fabularyzowanym
                        dokumencie (aby ci, którzy nie widzieli dokumentu lepiej orientowali
                        się kto jest kim i kto jest z kim).

                        Niestety w porównaniu z dokumentem film wypadł bardzo blado i marnie
                        (podpisuję się pod wszystkim Twoimi uwagami Pepsic, wątek z
                        kurierem był fatalny, to prawda, a kluczowa dla filmu postać
                        generała, wydaje się o dziwo, jakoś najmniej istotna i strasznie
                        płaska, to fakt, choć Pieczyński robił tu co mógł.). Także sama
                        teoria spiskowa pokazana tu w ogóle nie przekonuje.

                        Inaczej jest w tym 4-odcinkowym dokumencie fab., teoria na temat
                        zamachu przedstawiona została znacznie efektowniej, przede wszystkim
                        dzięki rozmaitym materiałom ilustracyjnym, o czym już wcześniej
                        wspominałam, archiwalnym filmom, zdjęciom, nagraniom zawierającym
                        wywiady z ludźmi z otoczenia generała, (w tym m.in. z samym płk.
                        Łubieńskim, bliskim współpracownikiem generała Sikorskiego, który
                        według Baliszewskiego miał być głównym organizatorem zamachu!) ,
                        również dzięki dodatkowym informacjom, nieco szczegółowszym
                        charakterystykom postaci, które pojawiają się w dokumencie i filmie
                        z gen. Sikorskim i jego córką na czele, Itd.

                        Trudno jednak nie dostrzec, że cały ten atrakcyjny materiał
                        ilustraczyjny (którym tak na początku w swej naiwności ekscytowałam
                        się :) jest głównie po to, żeby widzowi trochę zamydlić oczy,
                        odwrócić uwagę od wątłych dowodów mających potwierdzać ową spiskową
                        teorię.

                        Jedyną wartością filmu jest tu to, że prowokuje do dyskusji na temat
                        zamachu generała Sikorskiego, stanowi niewątpliwie zachętą do
                        zapozanania się z faktami dotyczącymi tragedii
                        Giblaltrskiej, może być zachętą dla ludu do zapoznania się z
                        historią Polski, inspiracją dla filmowców do poszukiwania w naszej
                        historii ciekawych tematów na filmy!?
                        • pepsic Re: "Generał" cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. 12.09.09, 17:02
                          Barbasia1 napisała:
                          > może być zachętą dla ludu do zapoznania się z historią Polski, inspiracją dla
                          filmowców do poszukiwania w naszej historii ciekawych tematów na filmy!?

                          I było. W GW z dużym zainteresowaniem prześledziłam reporterski cykl opisujący
                          sylwetki 4 generałów działających w różnych płaszczyznach II wojny światowej:
                          Sikorski, "Bór"- Komorowski, Anders i Berling. Dużo ciekawostek i nie znanych
                          (mi)faktów. Może w necie gdzieś lawiruje? Ale u mnie nie widać :)

                          • barbasia1 Re: "Generał" cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. cd. 12.09.09, 18:47
                            pepsic napisała:
                            I było. W GW z dużym zainteresowaniem prześledziłam reporterski
                            cykl opisujący> sylwetki 4 generałów działających w różnych
                            płaszczyznach II wojny światowej:> Sikorski, "Bór"- Komorowski,
                            Anders i Berling. Dużo ciekawostek i nie znanych
                            > (mi)faktów.

                            No proszę, nawet nie wiedziałam. To świetnie!
    • barbasia1 Czerwony smok" TVP 2 20.40 05.09.09, 14:24
      Dziś Edward Norton, Anthony Hopkins w filmie "Czerwony smok" z
      zapowiedzi wynika , że bedzie to jakaś straszna makabra!?
      Grek.greku, widziałeś już ten film? da się ooglądać? Warto obejrzeć?

      O "Język motyli", mam nadzieję, napiszesz jak obejrzysz?! :)
      Czekam / -Y cierpliwie! jak zawsze! :)
      /i za głupie słowa, niegdyś, przepraszam Cię bardzo
      i w ramach przeprosin dołączam LUC-a z Urszulą Dudziak

      www.youtube.com/watch?v=yPUlO8RV_Rc

      ale co on tam dokładnie śpiewa tego nie wiem, jakaś przygłucha
      ostatnio jestem ;)) /
      • grek.grek Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 05.09.09, 14:56
        Napisałem przed chwilą posta - ale widzę,że łaskawie nie jest póki co nie jest na stałe wydrukowany, chociaż przed moment był - może się przeciśnie przez sito systemu :)

        Smoka warto, chyba, ja się do niego ciągle przekonuję :) Tyle, że dziś mecz, więc nie wiem, czy podejmę kolejną próbę... Ale, jeśli pytasz o moje zdanie, to - kto nie widział, może zobaczyć, byle się nie nastawiał na coś porównywalnego do Milczenia owiec, choć o to chyba trudno, bo takie skojarzenia i porownania prowokuje sama idea powstanie tego filmu - chodziło przecież o postać Lectera, który po MO stał się ikoną popkulturową, a jako że widz zawsze chce więcej niż dostaje - to mu dano owo więcej... Do tego paru dobrych aktorów i chyba, bo ciągle się z tym nie mogę skonfrontować należycie, niedużo więcej - napięcia nie ma wielkiego w tym filmie, a thriller bez napięcia, to zawsze jest problem. A moze jest, a to ja jakiś taki jesteś słaby w odbieraniu tej energii z obrazków ekranowych... Niewykluczone :)

        Nie pamiętam żadnych "głupich słów" (???) - i napiszę, oczywiście, mam nagrany i czeka na obejrzenie.

        O, dzięki za ten link, jeśli U.Dudziak chce coś nagrywać z LUCem, to dla niego tylko nobilitacja, a jego hip hop to sztuka, dająća tej muzyce odpowiednią twarz, zamiast jakichś chłopców udających Murzynów z gett i zawodzących "ja i moje ziomy, blanty, joł joł, jak tu mi cięzko, wierzę w siebie, moja dzielnica rządzi, joł joł", a wszystko to ciężkie, wtórne, bez plotu, bez stylu, archaizm na archaizmie. LUC to przyszłość i sztuka muzyczna, rymy finezyjne, sama to przyznałaś, a z Twoich ust to komplement :) i odejście od ławeczki pod blokiem, kapturków na główkach, tekstów napisanych niespójnie i bez rytmu, tak,że i tak marny flow je wykoślawia dodatkowo - ech, tyle gderam,żeby powiedzieć proste : lubię gościa i to co robi ;))

        • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 05.09.09, 15:24
          Znakomity pomysł, żeby zaprosić Urszulę Dudziak! do wspólpracy,
          efekt jest naprawdę świetny.
          Nie znam się na tej muzyce, ale mam wrażenie LUC jest jednym z
          nielicznych hiphopowców, którzy się rozwiją, z każdą wnoszą coś
          nowego do tego gatunku muzyki, prawda?!
          ]
          I jeszcze ta jego szalona wyobraźnia, zdolność zaskaujących, wręcz
          nieprawdopodobnych, karkołomnych, ale świetnych, zabawnych
          skojarzeń! :)

          Jedna rzecz mi tu tylko przeszkadza - słabo słyszalny wokal LUC-a,
          mam nadzieję, że na płycie jest inaczej.


          • grek.grek Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 05.09.09, 15:34
            Trochę faktycznie nieczytelne te wokalizy.

            Mój patent na takie rzeczy, dzięki któremu można słuchać rapu w każdym języku świata, jest taki, że traktuję głos jako dodatkowy instrument muzyczny - wtedy nieważne o czym jeden z drugim (jedna z drugą) rymują, jeśli robią to płynnie, w dobrym stylu i nie łamią słów do rozbolałości uszu i całej reszty - wtedy naprawdę jest mi obojętne o co chodzi w ich tekstach, bo wokal staje się częścią całości na zupełnie innej zasadzie niż dla potocznego słuchacza, który jednak przywykł oddzielać jedno od drugiego, szukać znaczenia słów, dopasowywać muzykę i głos jako dwa elementy odrębne, a nie traktować ich jak części jednej orkiestry, głos jako muzykę samą w sobie.

            Nie wiem, zakręciłem się z tym wszystkim - mam nadzieję, że znajdziesz w tym jakąś tezę :)
            • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 05.09.09, 15:51
              HA! To też mój patent! :)

              Lecz w tym przypadku byłam szczególnie ciekawa, co autor ma do
              powiedzenia, przekazania słuchaczom.
              Tekst do utworu, który Ty mi wczesniej podałeś znalazałam w
              internecie, tego z Ulą Dudziak znaleźć nie mogłam!?



              A propos - jakiś krytyk muzyczny całkiem niedwano powiedział, że
              ludzie wychowani na muzyce i tekstach pisanych w języku angielskim
              odzwyczaili się od wsłuchiwania się w teksty piosenki - coś w tym
              jest!
          • barbasia1 korrekta 05.09.09, 15:34
            korrekta:

            Znakomity pomysł, żeby zaprosić Urszulę Dudziak! do wspólpracy,
            efekt jest naprawdę świetny.
            Nie znam się na tej muzyce, ale mam wrażenie LUC jest jednym z
            nielicznych hiphopowców, którzy się rozwiją, z każdą kolejną płytą
            wnoszą coś nowego do tego gatunku muzyki, prawda?!

            I jeszcze ta jego szalona wyobraźnia, zdolność do tworzenia
            zaskaujących, wręcz nieprawdopodobnych, karkołomnych, ale świetnych,
            zabawnych skojarzeń! :)

            Jedna rzecz mi tu tylko przeszkadza - słabo słyszalny wokal LUC-a,
            mam nadzieję, że na płycie jest inaczej.
      • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 05.09.09, 14:56
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,91382202,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

        Nie dość, że jestem przygłucha, to zaczynam mieć sklerozę!, to
        mówiłam ja barbasia (lat 104! ;)
        Ech, zły dzień mam dziś!

        To oglądamy meczyk! :)



        • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 12:10

          A jednak / głównie dla Nortona /obejrzałam (od czasu do czasu na
          sprawdzając jak tam spisują się nasi dzielni piłkarze, pechowcy jak
          zwykle:) / Czerwonego smoka . Przyznam, że też nie przekonałam się
          do tego filmu / zasadniczo nie lubię thrillerów z psychopatycznymi
          mordercami w roli głównej/.

          Rzeczywiście jakoś mało emocjonujący thriller, dość przewidywalny,
          bez rewelacji,bez błysku, nawet nie był specjalnie przerażający,
          jakby autor-reżyser nie chciał za bardzo straszyć widzów.
          Za to aktorzy świetni /Ralf Finnes !/, zrobili, co mogli, a nawet
          jeszcze więcej, dla tej ... komercyjnej, lekkostrawnej papki / choć
          na samym początku ta papka bardzo nieapetyczna była ;)/


          • grek.grek Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 12:39
            Ja też się przerzucałem z kanału na kanał, bo tego kopania w wykonaniu polskich kopaczy nie sposób oglądać nonstop przez 5 minut. Jak zawsze, po wczesnym przegraniu niemal wszystkiego mecz o wszystko, a po nim liczenie na to, ze stanie się cud i inni się potkną :)

            Zgoda z tym, co napisałaś o Czerwonym Smoku, dodam jeszcze, że mnie w takich filmach drażni także to, ze, korzystając rozdymanego budżetu, zatrudnia się wielu znanych i dobrych aktorów tylko po to, żeby pograli jakieś średnie rólki - M-L Parker, Keitel, Hoffman, wszyscy zagrali jakieś mało wymagające bzdety, podnosząc tylko swoimi nazwiskami sztucznie rangę filmu. Takie zabieg ma sens, kiedy znany aktor/ka dostaje małą rolę, ale rolę znaczącą, która nie jest łatwa, ma duże znaczenie dla akcji i mimo niewielkiej objętości scenariuszowej potrafi się wryć w pamięc - a tutaj Parker gra banalną rólkę żonki, która ma przytulić męzusia i trzy razy krzyknąć, Keitel jakiegoś bezbarwnego policaja, a Hoffman dziennikarzynę, co uprawia jazdę na wózku i to w stanie zgonu - żadna z tych ról nie jest ważna. Taki pomysł zadziałała w Milczeniu owiec, gdzie Lectera było na ekranie coś ledwie ze 20 minut, ale był zdecydowanie kluczową postacią dla przebiegu akcji, a sam jego bohater wysoce trudny do takiego odtworzenia, zeby widzom należycie zapadł w pamięć i wycisnął piętno na całym filmie - i rola Hopkinsa miała wymiar, wartość i jego zaangażowanie było w pełni uzasadnione. Tutaj - kompletne niewypały : jeden za drugim.
            Cholewa, jeszcze kilka projekcji i dojdę do wniosku, że, oprócz Hopkinsa, to się w tym filmie obronił tylko... Smok :)

            Nakręcono to na podst. ksiązki, ale kto powiedział, że koniecznie było trzeba ?
            Kasa, jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze o to samo - Lecter stał się popkulturową ikoną, zyskał grono fanów, nie mógł nie wrócić, bo jego powrót, to było coś na co połowa kinomanów na świecie czekała z utęskinieniem, więc jej sprezentowano dwa gnioty : najpierw tego koszmarnie dennego Hannibala, a potem Smoka na dokładkę - i to zdaje się były one kręcone jednocześnie, bo wyszły zaraz po sobie. Czekać dekadę i dostać taki badziew, i to w dwóch odsłonach... współczuję wszystkim, którzy czekali, hehe. I gratuluję tym, co nakręcili, bo zrealizowali w stu procentach odwieczne marzenie 3/4 ludzkości, czyli udało się im świetnie zarobić i się przy tym nie narobić :)

            No to co, żegnamy dzisiaj pana Rosjanina od Carrie ? :)


            • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 13:38
              grek.grek napisał:
              > Cholewa, jeszcze kilka projekcji i dojdę do wniosku, że, oprócz
              Hopkinsa, to się w tym filmie obronił tylko... Smok :)

              :)))
              I słusznie , bo Smok to nie byle jaki, inspirowany obrazem "Wielki
              czerwony smok i niewiasta obleczona w słońce" samego Williama
              Blake'a - XVIII-wiecznego angielskiego poety, malarza, mistyka,
              wizjonera! :)


              I gratuluję tym, co nakręcili, bo zrealizowal
              > i w stu procentach odwieczne marzenie 3/4 ludzkości, czyli udało
              się im świetnie zarobić i się przy tym nie narobić :)

              Otóż! :))

              > No to co, żegnamy dzisiaj pana Rosjanina od Carrie ? :)

              Chyba jeszcze nie tak szybko, myślę, że posiedzimy sobie jeszcze
              trochę w Paryżu, jeszcze da się coś wycisnąć z tego artysty-egoisty -
              /o scenariuszu tu myślę, nie o jego majątku :)/!


            • pepsic Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 15:44
              grek.grek napisał:
              > Parker gra banalną rólkę żonki, która ma przytulić mężusia i trzy razy krzyknąć,>

              One (żony gł. bohaterów) zawsze zachowują się podobnie, jakby scenarzyści
              korzystali z tego samego podręcznika do pisania scenariuszy. Są idealne, ale bez
              charakteru i ładne bez seksapilu.

              >zatrudnia się wielu znanych i dobrych aktorów tylko po to, żeby pograli jakieś
              średnie rólki >
              Masz rację, natłok gwiazd niczemu nie służy, a wręcz przeszkadza.
              ;)
              • grek.grek Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 07.09.09, 13:03
                Ale za to jak imponująco ta seria nazwisk wygląda na plakacie reklamujacym film, w trailerze, albo jak lecą jedno po drugim na początku filmu :)
                • pepsic Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 08.09.09, 21:50
                  Podobnie, a nawet gorzej jest w rodzimych produkcjach. Ale akurat tu jestem
                  bardziej wyrozumiała, bo też realia inne. Przecież jasne, że trzeba dać zarobić
                  koledze po fachu, bo z jednej roli nie da się wyżyć przez kilka/kilkanaście lat,
                  jak w Hollywood. Krytycy też jacyś dziwni. Po wajdowskim "Tataraku" nastąpiła
                  podejrzana cisza (zmowa?) i same ochy i achy, jakby nikt nie odważył się
                  narazić mistrzowi. Zaznaczam - nie oglądałam i nie mam wyrobionej
                  opinii.
                  Wprawdzie po "Janosiku" jeden z krytyków GW pan Sobolewski śmiało
                  się przejechał, ale w dalszej części recenzji z uwagi na spółkę Holland
                  (wcale się z tym nie krył) zaczął tonować i filozofować tak, że bez dwóch
                  fakultetów ani rusz. Pzdr.


            • maniaczytania Lowca/ Manhunter, czyli Czerwony smok 06.09.09, 20:20
              wersja pierwsza z 1986r., moze Was zainteresuje? :
              www.filmweb.pl/f30431/%C5%81owca,1986
              wtedy jakos Hannibal Lecter nie wzbudzil sensacji i checi kolejnych
              z nim spotkan...
              ale film dosc klimatyczny byl i ponury
              • grek.grek Re: Lowca/ Manhunter, czyli Czerwony smok 07.09.09, 13:06
                Bo to było 5 lat przed Milczeniem owiec :)
          • pepsic Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 12:57
            Nawet mi się podobało, mimo że drugi raz oglądałam ( też fragmentami). Ale ja to
            chyba z tych strachliwych, bo trochę mnie trzymało w napięciu (sadystyczne
            zabójstwo dziennikarza!) Tylko dlaczego akurat Ralph Fiennes (mam słabość po
            "Wiernym ogrodniku")
            musiał zagrać psychopatę? Do tego agent specjalny z
            pasemkami. Niech będzie. Ed Norton ma coś w sobie i dzięki niemu film wyróżnia
            się spośród wielu innych historyjek sensacyjnych (plus podświetlane oczy).
            :)
            • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 13:44
              pepsic napisała:
              >Ale ja to chyba z tych strachliwych, bo trochę mnie trzymało w ?
              >napięciu (sadystyczne zabójstwo dziennikarza!)

              a ja wtedy / na szczęście/ poleciałam do Chorzowa ... :) / a tam nie
              mniejsze napięcie!/
              Ale chyba nie chcę wiedzieć, jak dokładnie zginął ten dziennikarz.

              > Ed Norton ma coś w sobie i dzięki niemu film wyróżnia
              > się spośród wielu innych historyjek sensacyjnych
              Święte słowa!


              > (plus podświetlane oczy).
              :)))
              Chyba chciałaś napisać - 'świetliste', 'rozświetlone'? ;)
              • pepsic Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 14:08
                barbasia1 napisała:
                Chyba chciałaś napisać - 'świetliste', 'rozświetlone'? ;)

                Tak rzeczywiście, coś mi nie wyszło :(
                • barbasia1 Re: Czerwony smok" TVP 2 20.40 06.09.09, 14:13
                  pepsic napisała:

                  > barbasia1 napisała:
                  > Chyba chciałaś napisać - 'świetliste', 'rozświetlone'? ;)
                  >
                  > Tak rzeczywiście, coś mi nie wyszło :(
                  Aż szkoda, bo tak jakoś interesująco zabrzmiało słowo "podświetlane"
                  oczy! Naprawdę wyszło super! tak żartobliwie! :)
                  Niech zostanie jak było!
    • barbasia1 Seks w wielkim mieście 6/20 07.09.09, 12:08
      Nie wiedziałam , że to będzie ostatni
      odcinek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Grek.grekuuu, mam nadzieję nie śmialeś się za bardzo z Ty moich
      śmiałych oczekiwań w stosunku do wątku ruskim amantem!? / to było
      podświadome myślenie życzeniowe, nie chciałam, żeby serial się
      skończył! /

      Wątek z ruskim amantem był świetny! Zresztą cała 6. była naprawdę
      dobra, tak mi żal, że to koniec...
      Teraz pozostał nam do obejrzenia już tylko film, obyśmy się go
      szybko doczekali!?
      /Swioja droga ciekawe czy wersja polska dorówna choć w części
      amerykańskiej!?/

      W tych dwóch paryskich odcinkach twórcom serialu udało się zrobić
      rzecz niespotykaną chyba wcześniej, a mianowicie bardzo pokazać
      piękny Paryż (obiekt westchnień i marzeń turystów z całego świata),
      jako miasto nudne, mało pociągające, smętne, wręcz nieatrakcyjne! –
      choć przecież w tle Wieża Eiffla, Diory, urocze kafejki i inne
      atrakcje stolicy Francji nęciły.
      I nad wyraz przekonująco udało się pokazać wyższość Nowego Jorku nad
      Paryżem! :)

      Śliczna była ta scena w kawiarni - smutna, zdołowana Carrie
      objadająca się ciastami, lodami; obok niej na krzesełku siedzi
      sporych rozmiarów mops, buldog, czy jakiś inne mopsobuldgowate
      psisko ze smętną mordą, to znaczy równie smętną miną! :) Carrie
      dzieli się z nim kawałkiem ciasteczka. :)

      I na zakończenie zdanie – ‘najważniejszy jest związek z samym
      sobą’.
      Człowiek szczęśliwy ze sobą, żyjący w zgodzie ze sobą, będzie
      potrafił dać szczęście drugiemu!
      Nie nowa to myśl, lecz warto ją zawsze przypominać!


      THE END
      • grek.grek Re: Seks w wielkim mieście 6/20 07.09.09, 13:21
        Buldog mnie zdemontował absolutnie, haha.

        Paryż rzeczywiście zredukowano, przykurzono, ale, jak na moje oko, to
        pokazano go w kontekście samotności bohaterki w tym mieście. To dla niej
        był szary, brudny i obcy. Nieprzypadkowo akcję z jej smutnym paryżowaniem przerzucili na jakąś pluchowatą wczesną zime, albo późną jesień, latem byłoby im cięzko ukryć urodę Paryża. Prosty zabieg, ale na pewno zadziałał.

        A co do amanta z Rosji, to Ci powiem, że z tym klapsem w twarz, to już przesadzili. Jak również w tym momencie, w galerii, kiedy ona znajduje swój wisiorek w torebce, zaraz chce mu o tym powiedzieć, ale on jest zajęty z oglądaczami swoich dzieł sztuki - trochę go infantylnie wyszło, no bo... jak to niby sobie wyobrazić ? Zabolało ją, że nie da rady wygenerować sytuacji, w której on zostawia te wszystki grube ryby i leci do niej, żeby ją pogłaskać po główce, bo jej się znalazł jakiś kawałek żelastwa ? Nie sądzisz ?

        Trochę ta Carrie się rozjechała w końcówce. Scenarzyści musieli znaleźć jakieś sytuacje ilustrujące postępującą zapaść jej związku z Rosjaninem, ale, wg mnie, im nie wyszło. Obcość w Paryżu, zapracowany amant, to rozumiem, to jest dobre, ale już ten policzek, wiosiorek... :) Ale konwencja taka jest jaka jest i niech będzie, zawsze mogło być gorzej.
        Niemniej, zgadzam się z Tobą, cała seria - bardzo dobra. Nie oglądałem innych, więc tym bardziej mi się podobała. Nie ma siódmej przypadkiem ? :)

        Ja się dowiedziałem o ostatniości odcinka minutę przed jego rozpoczęciem, przeglądając Tg tefałenu, hehe.
        • maniaczytania Re: Seks w wielkim mieście 6/20 07.09.09, 13:30
          No wlasnie, w sumie mnie zdziwilo, ze to ostatni odcinek. Zwlaszcza
          w kontekscie tego, ze niektorzy partnerzy mieli sie okazac zli?
          A podobno tego ostatniego odcinka to byly trzy wersje zakonczenia.
          • grek.grek Re: Seks w wielkim mieście 6/20 07.09.09, 15:42
            Jeśli wybrali wersję najlepszą, to nie chcę wiedzieć nic o tych dwóch odstrzelonych, hyhy.
            • barbasia1 Re: Seks w wielkim mieście 6/20 07.09.09, 16:09
              grek.grek napisał:

              > Jeśli wybrali wersję najlepszą, to nie chcę wiedzieć nic o tych
              dwóch odstrzelo
              > nych, hyhy.

              :))))

              Nie wiedziaam, o trzech wersjach!??

              /do poprzedniego postu/

              Oczywiście, jasne taka, a nie inne wizja Paryża korelowała ze stanem
              ducha Carrie, wręcz wyrażała ten ów stan i to bardzo efektownie.
              Mnie uderzył po oczach Paryż Carrie, bo to jednak rzadko jest
              spotykana w filmach i mało stereotypowa wizja /i tendencyjna! mówię
              Ci! ;)/

              >Trochę ta Carrie się rozjechała w końcówce. Scenarzyści musieli
              >znaleźć jakieś sytuacje ilustrujące postępującą zapaść jej związku
              >z Rosjaninem, ale, wg mnie, im nie wyszło.

              Podpisuję się pod Twymi słowami!
              Liczyłam (w swej naiwności) na bardziej rozbudowany, pogłębiony
              wątek (wieloodcinkowy), bo zapowiadało się bardzo interesująco,
              sądziłam, że subtelniejsze będzie zakończenie, zakończenie ich
              związku. A tu rzeczywiście autorzy jakoś tak bardzo szybko, nieco
              sztucznie?, na siłę skończyli ten wątek.

              Beznadziejna była scena, z klaspsem w twarz - to fakt– choć, wg
              mnie ten policzek był naparwdę bardzo niejednoznaczny – facet w
              zdenerwowaniu zaczął wymachiwać rękami i niechcący ją uderzył –
              tu, po tym co zobaczyłam, broniłabym go, chyba, choć go nie lubię!

              Strasznie infantylna była scena w muzeum, to prawda. Infantylne jest
              myślenie, że oto ja „ja rezygnuję ze wszystkiego dla Ciebie, więc
              ty dla mnie zrezygnuj ze wszystkiego też. Carrie zgrzeszyła brakiem
              wyrozumiałości, cierpliwości, bo jednak ważną (także dla nich) rzecz
              facet miał na głowie. Oczywiście też nie jest dobrze, kiedy człowiek
              zapomina się, stawia swą pracę ponad wszystko, ponad bliskich, ponad
              ludzi, których się kocha.
              Więc może to autorzy chcieli na koniec podkreślić ( co wyszło bardzo
              topornie, to fakt).

              >Niemniej, zgadzam się z Tobą, cała seria - bardzo dobra. Nie
              oglądałem innych, więc tym bardziej mi się podobała. Nie ma siódmej
              >przypadkiem ? :)

              Nie, nie ma 7 serii, rzuciłam okiem na odpowiednie strony, za to ma
              być/ był film fabularny!? - póxniej poszukam wiesci na ten temat.


              Seria szósta była nieco poważniejsza, bo panie w poważnych związkach
              utkwiły, pierwsze serie, były bardziej rozyrwkowe, zwariowane -
              kiedy panie testowały różnych osobników, kandydatów na męża/
              partnera.
              Carrie chyba miała m.in. jednego takiego, który stwierdził, że
              seks z jedną prartnerką czyli Carrie jest nudny, więc chciałaby (z
              nią) poeksperymentować jeszcze z innymi partnerkami, w trójkątach,
              czworokątach i innych wielobokach, także z panami :/
              Po tej popozycji przeszedł do kategorii "eksów"! :)


              • maniaczytania Re: Seks w wielkim mieście 6/20 07.09.09, 20:13
                barbasia napisala:

                > Nie, nie ma 7 serii, rzuciłam okiem na odpowiednie strony, za to
                ma
                > być/ był film fabularny!? - póxniej poszukam wiesci na ten temat.

                Film byl, wlasnie kreca 2 czesc :) No i juz wiem, ktory z facetow
                okazal sie swinia, i w ogole co sie dalej z Paniami i ich facetami
                stalo.
              • grek.grek Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 11:55
                Zrobili z tej Carrie 40-paro-letnią dzidzię-piernik, która potrzebuje faceta-przytulanki, takiego bez pasji i własnej drogi, bo tylko taki może jej okazać "maksimum uczuć", spędzać z nią całe dnie, nosić
                za nią torebkę po sklepach i szeptać słodkie słówka na uszko przez pół
                dnia. Tak jakby sama nie potrzebowała własnej przestrzeni, tylko dla siebie, i chciała, żeby druga strona też nie chciała takiej przestrzeni
                dla siebie.
                Poza tym... ja się nie znam na modzie, ale to co ona ubrała na tę wystawę, to się raczej nadawało do tańczenia Jęziora Łabędziego. Co scenarzyści chcieli zasugerowac tą kreacją - róznicę między modą w NYC, a Paryżem jego stolicą ? Burmistrz NYC powinien ich oskarżyć o kompromitowanie miasta na arenie międzynarodowej :)

                Bardzo szybko zresztą się pocieszyła po rozstaniu - taka wrażliwa i tak szybko przetrawiła całą historię, z klapsem na czele - pozazdrościć, he he.

                • barbasia1 Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 13:08
                  grek.grek napisał:
                  :)

                  Muszę tu stanąć w obronie Carrie, nie dokońca tak jest jak piszesz,
                  bo przecież ona jednak świadomie wybrała właśnie człowieka
                  nieprzeciętnego, z wielką pasją, artystę (i to światowej sławy, za
                  co go podziwiała), tylko, że ta jego pasja / a konkretnie wystawa,
                  którą przygotowywywał, choć jak mówiła była żona zawsze w ich
                  związku praca była dla niego najważniejsza/ przysłowniła mu cały
                  świat i to okazało się nie do zniesienia.

                  Natomiast tej kiecki (z "Jeziora łabędziego" :))) nie bronię, w
                  ogóle, była koszmarna! /kiedyś już podobna kreację u Carrie
                  widzałam, tak mi się coś wydaje?/.

                  Ale może takie oryginalne do szpiku kości panie z NY tak muszą się
                  ubierać, aby zaznaczyć swą wybitną osobowść!?


                  /Takie totalne ograniczanie przestrzeni drugiego człowieka,
                  uwieszenie się na drugim człwoieku, jest straszne, to prawda!/
                  • grek.grek Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 15:11
                    Niestety, ale widać już Carrie przypisano tego, co po nią przyjechał do
                    Paryża - bo, tak racjonalnie do sprawy podchodząc, ta wystawa nie mogła trwać wiecznie. Skończyłby się ten okres najgorętszy, a potem byłoby lepiej, że takim eufemizmem się posłużę. A tu Carrie wymięka już na samym początku... Albo więź za słaba, albo ja nie wiem co.

                    I w tym kontekście ten klaps, przypadkowy ale jednak, był bardzo na rzeczy. Coś musiało ich ostatecznie rozdzielić, jakiś akcent musiał wybrzmieć. Wybrano klaps, ale tak żeby nie wyszło na to, że on ją bije, co najwyżej, że w odpowiednich warunkach dopiero mógłby jej przylać; że, generalnie, jak już przypadkowe łapy latają w powietrzu, to naprawdę jest finito :)

                    generalnie, wlepili ten Paryż tylko po to, zeby zdetonować ich związek, bo dopóki rzecz się kręciła w NYC, to ona miała swoje przyjaciółki, miejsca w mieście i była zadowolona, akceptowała niecałkowite posiadanie jego życia - w Paryżewie została bez osłony i padła, bariery kulturowe, język krowi placek, brzydota zewsząd wyzierająca, antyNY i załamka gotowa. Nie umiała sobie tego wyobrazić wcześniej ? Kobieta 40-letnia, dodajmy. Jakby to była realna osoba, to bym jej zadał pytania : na co liczyła ? Lojalnie była ostrzegana zresztą :)
                    • barbasia1 Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 19:33
                      grek.grek napisał:

                      > Niestety, ale widać już Carrie przypisano tego, co po nią
                      przyjechał do Paryża

                      Ewidentnie!


                      > I w tym kontekście ten klaps, przypadkowy ale jednak, był bardzo
                      na rzeczy. Cośmusiało ich ostatecznie rozdzielić, jakiś akcent
                      musiał wybrzmieć. Wybrano klaps, ale tak żeby nie wyszło na to, że
                      on ją bije, co najwyżej, że w odpowiednich warunkach dopiero mógłby
                      jej przylać [...]

                      Tak, tak, to właśnie b. wyraźnie zasugerowano, choć, z drugiej
                      strony przecież o Pietrowskim wypowiadała się jego była żona i o
                      żadnych skłonnościach do bicia nie wspominała, a jedynie zarzucała
                      mu brak czasu dla rodziny, nadmierną koncentrację na pracy, sztuce.
                      Dobra relacja z córką zresztą też by świadczyła na jego korzyść.

                      Aczkolwiek życie z nerwusem, wybuchowym człowiekiem, machającym
                      przez nosem łapami też nie jest łatwe.

                      IMHO klaps wybrano (sugerując potencjalne niebezpieczeństwo) po to,
                      żeby urocza Carrie mogła się wycofać z twarzą i honorem z tego
                      związku, bo przecież ucieczka z Paryża , zostawienie mężczyzny,
                      który jest czasowo zajęty arcyważnymi dla niego sprawami, byłoby
                      mało eleganckie, ewidentnie niedojrzałe, nie w stylu akuratnej
                      Carrie. :)
                      A poza tym jakby dzielna Amerykanka mogła przyznać się do swej
                      totalnej porażki w Europie, Paryżu!?

                      Nie umiała sobie tego wyobrazić wc
                      > ześniej ? Kobieta 40-letnia, dodajmy. Jakby to była realna osoba,
                      to bym jej zadał pytania : na co liczyła ? Lojalnie była ostrzegana
                      zresztą :)

                      Otóż!
                • barbasia1 Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 14:12
                  A z piątej strony, wygląda na to, że jakieś rozdwojenie (jaźni) z
                  rozsądnej Carrie wychodzi w tych ostatnich odcinkach!?

                  Z jednej strony chciałaby faceta z pasją, z klasa i kasą,
                  zajmującego się niezwykłymi rzeczami – najlepiej sztuką, wybitnego,
                  nieprzeciętnego, który oczywiście rozumiałby ją, akceptował jej
                  pasje (i oczywiście przyjaciółki), a jednocześnie chciałaby, żeby
                  wszystko dla niej rzucił, zajmował się nią, poświęcał jej całą
                  uwagę, kochał, adorował, i "nosił torebkę po sklepach i szeptał
                  słodkie słówka na uszko przez pół dnia"!? / niektórzy w realu też
                  mają takie marzenia/ wymagania!/

                  Chyba tylko milionerzy z babaki prababki mogliby sobie na coś
                  takiego pozwolić!?
                  • grek.grek Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 15:24
                    Hehe, no nie inaczej.

                    Rzecz polega, w mojej opinii, na tym, że filmowa Carrie ma co najmniej trzy rzeczy bliższe swojemu, że tak powiem - sercu, bliższe od
                    choćby i najwspanialszego, idealnego faceta : przyjaciółki, kolekcję
                    butów i NYC z całym swym stylem i klimatem.
                    Ideał nie ma szans. Zawsze przegra w momencie wyboru. Dla ideału Carrie nie zacznie wszystkiego od nowa. Po prostu. I dziwne, że filmowa
                    Carrie w ogóle nie rozumie uwarunkowań własnych i postępuje tak nieracjonalnie, a scenarzyści muszą ją bić po twarzy, zeby wyciągnąc
                    z kłopotów spowodowanych własną niedojrzałością :)
                    • barbasia1 Re: Seks w wielkim mieście 6/20 08.09.09, 19:43
                      grek.grek napisał:

                      > Rzecz polega, w mojej opinii, na tym, że filmowa Carrie ma co
                      najmniej trzy rzeczy bliższe swojemu, że tak powiem - sercu, bliższe
                      od choćby i najwspanialszego, idealnego faceta : przyjaciółki,
                      kolekcję butów i NYC z całym swym stylem i klimatem.
                      > Ideał nie ma szans. Zawsze przegra w momencie wyboru.

                      :)
                      Racja!


                      I dziwne, że filmowa > Carrie w ogóle nie rozumie uwarunkowań
                      własnych i postępuje tak nieracjonalnie, > a scenarzyści muszą ją
                      bić po twarzy, zeby wyciągnąc z kłopotów spowodowanych własną
                      niedojrzałością :)

                      Nie dziwne, filmowa Carrie postępuje nieracjonalnie, bo wie, że
                      filmowy stwórca, czyli scenatrzysta zawsze wybawi ją z kłopotów. :)

                      Filmowa Carrie


                • maniaczytania grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 08.09.09, 23:14
                  grek w ataku, a barbasia w obronie Carrie, nie zwrociliscie uwagi na
                  jedna, moim zdaniem, wazna rzecz. Dlaczego Carrie uciekla z muzeum
                  po znalezieniu lancuszka? Bo zrozumiala, ze dla Rosjanina to, co
                  robi ona nigdy nie bedzie wazne. Nie pamietacie, jak w czasie
                  rozmowy jego zona zapytala Carrie, jak Pietrovski reaguje na jej
                  prace? Carrie powiedziala, ze ok, a zona, ze to dziwne, bo on nigdy
                  nie szanowal jej pracy. I moim zdaniem, kiedy Carrie powiedziala mu,
                  ze ma przyjecie na swoja czesc, on najpierw powiedzial, ze fajnie,
                  ale potem cala ta akcja z muzeum - on to zrobil specjalnie. W ten
                  sposob zrobil dokladnie tak, jak mowila zona.
                  Troche chyba naplatalam, ale mam nadzieje, ze zrozumiecie o co mi
                  chodzilo :)
                  • grek.grek Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 09.09.09, 11:42
                    Może filmowa Carrie zrozumiała, że jej sprawy nie będą dla niego
                    RÓWNIE ważne, albo i ważniejsze, co jego własne... I vice versa -
                    dla niej jej sprawy zawsze będą na pierwszym miejscu.
                    W NYC, to działało - ona tam miała swoje felietony do napisania,koleżanki, balety itd., a on sobie pracował. W Paryżu
                    została nagle sama i bez zajęcia, a do tego scenarzyści kazali jej
                    w szpilkach chodzić po kocich łbach i dodatkowo się frustrować zbliżając do decyzji o opuszczeniu swojego ideału, jakby nie mogła pójśc do sklepu
                    i kupić innych butów :)

                    Nie wyglądało na to, że zrobił coś specjalnie, po prostu bardzo był zaangażowany w swoją wystawę. W końcu zasuwał na ten moment sporo czasu. Jak tu w ogóle można porównywać wystawę wybitnego artysty z jakimś spotkaniem towarzyskim z fanami - jasne, dla niej to było ważne, a to jest wazne, co dla zainteresowanego ważne jest, ale mimo wszystko. I to jeszcze :"nie mogę go (spotkania z fanami) odwołać" - bo pewnie właśnie nastąpiła awaria łączności w całym wielkim mieście, a Carrie nie mogła wyjechać z domu wcześniej, pojechać taksą do tych, co się z nimi umawiała na spotkanie, grzecznie przeprosić, że nie przyjdzie, umówić się na dziń następny i pojechać ze swoim Ruskiem na ową wystawę. Rzeczywiście, karkołomna trudność ;)
                    Poza tym, po cholerę ona tam siedziała ? I co to za perspektywa czasowa ? Jeśli ledwie przyszli, a ona za moment wyszła i mimo to się spóźniła grubo na spotkanie z wielbicielami, to przecież można spokojnie założyć, że gdyby poszła na to spotkanie przed wystawą, to by przynajniej zdązyła się wytłumaczyć, szczelić se fotkę z tymi fanatykami własnymi, przybić piątkę i zdązyłaby na początek wystawy razem z nim.
                    Multum było możliwości, no ale przecież nie chodziło o to, żeby z sytuacji wyjśc, lecz wprost przeciwnie.

                    Poza tym, przecież od początku to było nie do uratowania, bo zdaje się ten podobny od orła z Muppetów został tak wkomponowany, że ma być jej wybrankiem, i tylko można się było zastanawiać, w jaki sposób Rosjanin odpadnie :)
                    • maniaczytania Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 09.09.09, 12:02
                      a moim zdaniem - jednak zrobil to specjalnie, ja to tak odebralam.
                      Sam piszesz, ze carrie sie snula i nie mialam zajecia, no wiec jak
                      wreszcie znalazla, to on pokazal, gdzie jej miejsce w jego swiecie.
                      Poza tym najpierw powiedzial - to super, idz, idz, a potem jak
                      udawal pieknie takiego nieboraczka, co to nie da sobie rady na
                      spotkaniu z mlodym kustoszem, a jak potem brylowal w muzeum i
                      kompletnie o niej zapomnial. Ona w tym muzeum, to dlugo siedziala.
                      Moze to i troche sztucznie zrobione, zeby sie go pozbyc, ale ja
                      jednak widze, ze on nie byl do konca w porzadku. Ok, mogl nie miec
                      dla niej czasu przed tak wielka wystawa, ale do licha, jesli gdzies
                      chodzili razem i wszyscy wkolo rozmawiali z nim po francusku, to
                      mogl np. powiedziec, ze jego "narzeczona" nie rozumie i trzeba mowic
                      po angielsku, ok pewnie by sie z niej smiali,( jak to Francuzi), ale
                      przynajmniej on by jakos pokazal, ze mu na niej zalezy. A w muzeum
                      tez mogl to inaczej rozegrac - on z tymi ludzmi sie snul, a ona
                      siedziala, nie mogl jej ciagac ze soba razem?
                      • grek.grek Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 09.09.09, 13:58
                        Ech, chłop ma zawsze ciupagę w plecy w takiej sytuacji ;) Mnie, po prostu, to zakończenie wyglądało na trochę sztucznie podrasowane - nawet jak na serial, który nie aspiruje do wielkich nagród, ale i, jak dotąd, był bardzo dobrze napisany i ze wszystkiego udawało się wybrnąć w dobrym stylu, z przymruzeniem oka, z biglem - vide, np. scena, kiedy jedna z 4 przyjaciółek, ta chora na raka piersi, podczas przemówienia na jakimś jublu duka jakiś sztywniacki tekst, poci się okropnie, aż w kocu zdegustowana sobą samą zdemuje perukę i rzuca "a pier..., jestem łysa i cholera z tym", czy coś w tym guście; albo ten drugi, w poczekalni do lekarki " mówi pani, że nie wejdę, bo nie ma miejsc droga pani, kiedy mi mówili, że nie wejdę za kulisy po koncercie Rolling Stones, a ja nie dośc, ze weszłam, to jeszcze zrobiłam laskę Jaggerowi", zresztą - było tych scen i tekstów od cholery, za co film ma 5 z plusem, pomimo zgrzytów na finiszu.

                        Barbasiu, jeśli kupiłaś LUCa, to co powiesz o tym ? (jeszcze mniej czytelny wokal, ale jak dać głośniej i odpowiednio się wsłuchać, to tekst jest po prostu świetny; flow idealny, dzięki temu jak rzecz jest napisana, sylaby policzone, końcówek nie trzeba przeciągać, słów łamać, zawijasów stosować, jak to u prostych raperów z ławeczek zawodzących ciągle o tym, jak im niedobrze i jak wokół jest słabo, ale oni mają kumpli, i w ogole szacun dla dzielni i inne takie farmazony)
                        A tworzą ten skład ci sami jegomoście, co teraz się produkują jako
                        Lao Che.
                        • grek.grek Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 09.09.09, 14:00
                          A linka nie dałem, z tego wszystkiego.

                          Tu jest :

                          www.youtube.com/watch?v=WkjiYXf9_jQ&feature=related
                          • barbasia1 Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 09.09.09, 14:24
                            Dzięki Ci Grek.greku za tę Ekiwlibrystykę, na pierwszy rzut ucha
                            wydaje się bardzo efektowne, muzyka momentami przejmująca,
                            niezłe, /wow zaczyna mi się podobac hip hop! :)/, w tekst wsłucham
                            się pózniej, bo rzeczywiście trudniej zrozumieć, tym bardziej, że
                            frazy bardziej skomplikowane!

                            /Tyle dziś ciekawych rzeczy napisałeś/ napisaliście!/

                        • barbasia1 Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 09.09.09, 18:09
                          Właściwie od początku ta znajomość z Rosjaninem mnie miała szans na
                          przetrwanie.
                          Wiele rzeczy na to wyraźnie wskazywało już wcześniej, jak choćby ta
                          scena , kiedy Carrie przyprowadza swoje przyjaciółki wieczorem, a
                          Pietrowski nie chce ich do siebie wpuścić, nie chce się z nimi
                          zapoznawać /co potem zbulwersowane przyjaciółki odpowiednio
                          komentują/, bo właśnie ma kryzys wątpi w swoje siły twórcze,– i tu
                          pewnie na jeszcze jednen minus zasłużył, bo okazał się słabym
                          psychicznie człowiekiem, Carrie musiała go cała noc pocieszać /
                          bardzo prawdziwy wydał mi się Pietrowski w tych scenach/.

                          Carrie zraziła się też do P./ a ja go za to znielubiłam/, kiedy ten
                          oznajmił, że ona w jego życiu pełni rolę „kochanki”, /zaledwie
                          kochanki!/ („W NY mam tylko znajomych, w Europie przyjaciół a Carrie
                          jesteś moją „kochanką” – tak mniej więcej rzekł był Piotrowski.),
                          a przecież ona chciała być / sądziła, że jest dla niego kimś więcej.

                          A potem w Paryżu, wiadomo doszły kolejne coraz mocniejsze
                          argumenty przeciwko – brak czasu (tu zgadzam się z Grek.grekiem
                          jednak przesadzone pretensje Carrie) oraz to, o czym wspomniała
                          Maniaczytania, a czego ja nie pamiętałam ( stanowczo nie mogę
                          oglądać filmów nocą) - IMHO bardzo istotna rzecz - informacja od
                          byłej żony że Pietrowski nie szanował jej pracy, lekceważył to, czym
                          się zajmowała i wreszcie ów przypadkowy klaps policzek – gwóźdź do
                          trumny ich związku.

                          Też uważam , ze Piertowski nie zrobił tego specjalnie, że nie zepsuł
                          złośliwie planów Carrie, że nie zostawił jej potem w muzeum
                          specjalnie, po prostu skoncentowany od zawsze na sobie, na swej
                          pracy, przyzwyczajony do tego, że wszystko kręci się wokół niego (
                          jak klasyczny egiosta) nie pomyślał, że dla kogoś innego // dla
                          Carrie od czasu do czasu ważniejsze od jego osoby mogą być jakieś
                          inne sprawy.


                          Zakończenie trochę sztuczne to fakt, z góry założono, że nowojorska
                          Carrie musi znaleźć szczeście u boku amerkańskiego twardziela - Mr
                          Biga - /„ten podobny od orła z Muppetów” –/ mnie on się kojarzył
                          jakoś z trenerem Janasem! :) /a nie neurotycznego artysty z Europy.
                          • grek.grek Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 10.09.09, 13:25
                            Wychodzi na to, że oboje mieli w życiu ważniejsze sprawy od posiadania siebie nawzajem - on : sztukę, ona : koleżanki, NY i buty :)

                            Wydawałoby się pożądana sytuacja, bo kiedy tzw. zakochani mają tylko siebie nawzajem, to się muszą udusić z braku powietrza, albo zamienić się w jakieś zombie - a tutaj klapa wyszła. Ta paryska alienacja wszystko pogrzebała, bo ona straciła swoje "ważniejsze sprawy", które nadawały całemu związkowi harmonię. POświęciła je rzekomo po to "by z nim być", bo "on ją poprosił, żeby z nim pojechała" - a więc : on się wykazał krótkowzrocznością, nie dostrzegając, ze bez swoich "ważniejszych spraw" ona uschnie mu w tym Paryżewie, a ona też się nią wykazała jadąc, mimo że sama musiała sobie zdawać sprawę, ze bez "ważniejszych" nie przetrwa, bo na jego stałą obecnośc i wzajemne duszenie się swoją nadobecnością nie ma co liczyć, a i na Paryż liczyć może jeszcze mniej - inny język, inne otoczenie kulturowe, inna mentalnośc, wszystko inne.

                            Dorośli ludzie, a jak dzieci ... :))
                            • barbasia1 Re: grek.greku, i Ty barbasiu zreszta tez 10.09.09, 14:26
                              grek.grek napisał:
                              > Wychodzi na to, że oboje mieli w życiu ważniejsze sprawy od
                              posiadania siebie n
                              > awzajem - on : sztukę, ona : koleżanki, NY i buty :)

                              Straszne!


                              Zgadzam się z Wysokim Sądem, oboje winni rozpadu związku. :)

                              Zupełnie niezrozumiała była dla mnie decyzja Carrie o rzuceniu pracy
                              w redakcji i o odrzuceniu pomysłu na pisanie felietonów w cyklu pod
                              roboczym tytułem – „Amerykanka w Paryżu” – toż to świetny, wręcz
                              genialny pomysł! – tematy na kolejne felietony tłoczyłyby się w
                              kolejce! I zaraz czasu wolnego na tęsknotę za przyjaciółkami, NY i
                              butami byłoby mniej.
                              Ona chciała wszystko zaczynać od nowa, ale żadnej konkretnej wizji,
                              jak to nowe miałoby wyglądać nie miała!?

                              Bardzo trudno jest się odnaleźć na początku w całkowicie nowym
                              środowisku, ale wszystko jest do zrobienia, jeśli tylko się bardzo
                              chce! :)

                              > Dorośli ludzie, a jak dzieci ... :))
                              Fakt! :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka