Gość: L.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
23.08.03, 02:54
Nie do końca jestem przekonany, czy powinieniem dzielić się tym newsen z wami
wszystkimi ale... niech tam.
Po paru miesiącach poszukiwań, po paru dorywczych (i słabych) jobach udało mi
się wreszcie coś znaleźć. COŚ... to chyba dobre określenie.
Problem w tym, że o ile na pierwszy rzut oka wyglądało to dobrze (fajne
stanowisko, dobre pieniadze) to po prawie 1,5 miesiąca całość zaczyna...
śmierdzieć. Jakoś przymknąłem oko na gorsze warunki finansowe, ale już zgoda
na "wyrywanie" kolejnych umów i na miesięczny poslizg pierwszej wypłaty
przychodzi z każdym dniem coraz trudniej.
I szlag mnie nagły trafia (użyję tych delikatnych jedynie słów. które nie
oddają tego co myślę i czuję) bo z racji działalności tych czerwonych,
czarnych, zielonych i innych złodziei-polityków muszę się upadlać;
wypraszając moje ciężko zarobione pieniądze i nie mogę mojemu beznadziejnie
niekompetentnemu i pustemu szefowi powiedzieć; cmoknij mnie wale i odejść do
innej sensownej pracy.
To co dzieje się na tzw. rynku pracy zmusza wielu podobnych do mnie;
ambitnych i pracowitych (o doświadczeniu i wykształceniu nie wspomnę) do
zatrudniania się u wykorzystujących sytuację zafajdanych pracodawców.
I zostawiam was z pytaniem - co robić; szukać czegoś porządnego czy łapać się
na takie beznadziejne sytuacje.
Pozdrawiam ciepło.
K.
ps
W ciągu ostatniego 1,5 miesiącu moje zadłużenie dalej wzrosło (opłaty za
mieszkanie i długi u bliskich mi osób), a pracę niby mam tyle, że... płacić
nie ma czym.
Na razie.