Gość: Berobotn
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
06.08.01, 21:01
Warszawskie apetyty II – czyli o 6 podstawoych błędach Joanny Wojciechowskiej
Po przeczytaniu artykułu Autorki jestem zdania, że Autorka lepiej zna rynek
pracy od strony pracodawcy niż poszukującego pracy pracownika w Warszawie.
Patrząc od strony bezrobotnego pracownika nasunęły mi się następujące
refleksje:
I. Skracanie czasu pracy naprawdę zwiększa ilość dostępnych miejsc pracy.
Argumenty przeciwne były podnoszone przez pracodawców już w XIX w. by
przeciwdziałać skracaniu czasu pracy ze 100 godzin tygodniowo do dzisiejszych.
Czas uległ skróceniu do ok. 40 godzin, a katastrofa gospodarcza nie nastąpiła.
II. Pani Redaktor, naprawdę daje się fikcyjne ogłoszenia o pracy, mając już
kandydatów na pracowników. Z czego to wynika? Po pierwsze obowiązek rekrutacji
w ten sposób pracowników wynika z przyjętych w niektórych zakładach norm ISO.
Po drugie kierownicy działów i prezesi przyjmując swoich protegowanych do pracy
mogą w ten sposób to kamuflować. Trzeba zauważyć, że nie jest takie proste
(wbrew wyobrażeniom Autorki) zatrudnienie przez prezesa swojego syna w spółce.
Rzadko zdarzają się spółki, w których jedyny właściciel jest ich prezesem.
Rekrutacja pracowników odbywa się więc pod pewną kontrolą i zatrudnienie
opisanego syna prezesa mogłoby zakończyć jego karierę. Łatwiej jest polecić
kierownikowi działu ogłoszenie rekrutacji i następnie przyjęcie syna do pracy.
Na koniec nie można zapomnieć o instytucjach państwowych, gdzie, jak wiadomo,
od dawna przyjmuje się do pracy upatrzonych ludzi, dając pro forma ogłoszenie
do prasy.
III. Zaskakujące są zarzuty co do asystenta Autorki, który ma uosabiać wady
absolwentów. Jakie są jego przewinienia? Z artykułu można wnieść tylko, że jest
on osobą samodzielną i wykazującą się inicjatywą. Autorka nie podała, czy
samodzielnie konstruowane artykuły asystenta były niedobre. Założyć więc można,
że pomimo pomijania zaleceń asystent potrafi pisać samodzielnie i poprawnie.
Autorce samodzielność asystenta się jednak nie podoba. Dlaczego? Nie pisze.
Zapewne woli potakiwaczy, którzy nie będą stanowili zagrożenia jej pozycji w
redakcji. Więcej, autorka wyraźnie stwierdza, że wykazując się inicjatywą jej
asystent sam kopie sobie redakcyjny grób. Tezę taką zdaje się potwierdzać
pośrednio i ta okoliczność, że pomimo tych przewinień, Autorka nie zwolniła
jeszcze asystenta z pracy. Dlaczego? Może asystent nie ma innych wad poza swoją
krnąbrnością. Albo też Autorka obawia się swoich przełożonych, w końcu to
zapewne ona go zatrudniła. Nieuczciwe jest zresztą i to, że oczerniając swego
asystenta nie dała mu możliwości odparcia zarzutów. Wydaje się, że można by i
od niego usłyszeć interesujące rzeczy na temat pracy i traktowania pracowników.
IV. Zdaniem Autorki pracownicy w Warszawie domagają się zbyt wysokich
zarobków. Pragnę zauważyć, że znaczną część pracowników stanowią ludzie młodzi,
bez mieszkania i oszczędności. Muszą więc wydać min. 400 zł miesięcznie na
wynajęcie pokoju, 200 zł na bilet miesięczny i 400 zł na wyżywienie. Czyni to
łącznie 1000 zł miesięcznie. Jest to absolutne minimum. Zaskakuje więc
zdziwienie Autorki, że nie chcą podejmować pracy za 2 krotność zasiłku dla
bezrobotnych miesięcznie (ok. 600 zł). Pragnę zauważyć, że jak stąd wynika,
bezrobotny szukający pracy przez rok w Warszawie musi mieć 12.000 zł.
V. Nie są prawdziwe dane o bezrobocie w Warszawie podane przez Autorkę.
Bezrobotnych jest dużo, dużo więcej. Poza bezrobotnymi zarejestrowanymi w
urzędach pracy jest rzesza poszukujących pracy, którzy zjechali tu z całej
Polski, oraz liczna grupa ludzi, którzy uważają, że nie ma sensu rejestrować
się i dostawać 300 zł zasiłku.
VI. Co do roznosicieli gazet i bułeczek. Autorka nie zdaje sobie
najwyraźniej sprawy, że w Polsce do prowadzenia działalności gospodarczej,
nawet w tak prostej formie nie wystarczy pomysł. Istnieje jeszcze urząd
skarbowy i cała gałąź prawa regulująca kwestie sprzedaży towarów. Kandydat na
przedsiębiorcę sam oczywiście z tym nie poradzi i będzie musiał wydać znaczną
sumę na opłaty skarbowe, ZUS, prawników, utrzymanie księgowej i biura. Obawiam
się, że nie wystarczy na to zarobione 600 zł miesięcznie, chyba, że kandydatowi
na przedsiębiorcę spieszno do więzienia i ma zamiar oszukiwać Skarb Państwa.
Reasumując, jestem zdania, że Autorce przydałoby się wcielenie w poszukującą
pracy zamiejscową absolwentkę. Podczas jej nieobecności z powodzeniem zastąpi
ją jej asystent. Sugerowałbym redakcji zwolnienie jej pracy i umożliwienie
wykazania się jej kreatywnemu zastępcy.
B. BEZROBOTNY