Dodaj do ulubionych

Warszawskie apetyty II

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.01, 21:01
Warszawskie apetyty II – czyli o 6 podstawoych błędach Joanny Wojciechowskiej

Po przeczytaniu artykułu Autorki jestem zdania, że Autorka lepiej zna rynek
pracy od strony pracodawcy niż poszukującego pracy pracownika w Warszawie.
Patrząc od strony bezrobotnego pracownika nasunęły mi się następujące
refleksje:
I. Skracanie czasu pracy naprawdę zwiększa ilość dostępnych miejsc pracy.
Argumenty przeciwne były podnoszone przez pracodawców już w XIX w. by
przeciwdziałać skracaniu czasu pracy ze 100 godzin tygodniowo do dzisiejszych.
Czas uległ skróceniu do ok. 40 godzin, a katastrofa gospodarcza nie nastąpiła.
II. Pani Redaktor, naprawdę daje się fikcyjne ogłoszenia o pracy, mając już
kandydatów na pracowników. Z czego to wynika? Po pierwsze obowiązek rekrutacji
w ten sposób pracowników wynika z przyjętych w niektórych zakładach norm ISO.
Po drugie kierownicy działów i prezesi przyjmując swoich protegowanych do pracy
mogą w ten sposób to kamuflować. Trzeba zauważyć, że nie jest takie proste
(wbrew wyobrażeniom Autorki) zatrudnienie przez prezesa swojego syna w spółce.
Rzadko zdarzają się spółki, w których jedyny właściciel jest ich prezesem.
Rekrutacja pracowników odbywa się więc pod pewną kontrolą i zatrudnienie
opisanego syna prezesa mogłoby zakończyć jego karierę. Łatwiej jest polecić
kierownikowi działu ogłoszenie rekrutacji i następnie przyjęcie syna do pracy.
Na koniec nie można zapomnieć o instytucjach państwowych, gdzie, jak wiadomo,
od dawna przyjmuje się do pracy upatrzonych ludzi, dając pro forma ogłoszenie
do prasy.
III. Zaskakujące są zarzuty co do asystenta Autorki, który ma uosabiać wady
absolwentów. Jakie są jego przewinienia? Z artykułu można wnieść tylko, że jest
on osobą samodzielną i wykazującą się inicjatywą. Autorka nie podała, czy
samodzielnie konstruowane artykuły asystenta były niedobre. Założyć więc można,
że pomimo pomijania zaleceń asystent potrafi pisać samodzielnie i poprawnie.
Autorce samodzielność asystenta się jednak nie podoba. Dlaczego? Nie pisze.
Zapewne woli potakiwaczy, którzy nie będą stanowili zagrożenia jej pozycji w
redakcji. Więcej, autorka wyraźnie stwierdza, że wykazując się inicjatywą jej
asystent sam kopie sobie redakcyjny grób. Tezę taką zdaje się potwierdzać
pośrednio i ta okoliczność, że pomimo tych przewinień, Autorka nie zwolniła
jeszcze asystenta z pracy. Dlaczego? Może asystent nie ma innych wad poza swoją
krnąbrnością. Albo też Autorka obawia się swoich przełożonych, w końcu to
zapewne ona go zatrudniła. Nieuczciwe jest zresztą i to, że oczerniając swego
asystenta nie dała mu możliwości odparcia zarzutów. Wydaje się, że można by i
od niego usłyszeć interesujące rzeczy na temat pracy i traktowania pracowników.
IV. Zdaniem Autorki pracownicy w Warszawie domagają się zbyt wysokich
zarobków. Pragnę zauważyć, że znaczną część pracowników stanowią ludzie młodzi,
bez mieszkania i oszczędności. Muszą więc wydać min. 400 zł miesięcznie na
wynajęcie pokoju, 200 zł na bilet miesięczny i 400 zł na wyżywienie. Czyni to
łącznie 1000 zł miesięcznie. Jest to absolutne minimum. Zaskakuje więc
zdziwienie Autorki, że nie chcą podejmować pracy za 2 krotność zasiłku dla
bezrobotnych miesięcznie (ok. 600 zł). Pragnę zauważyć, że jak stąd wynika,
bezrobotny szukający pracy przez rok w Warszawie musi mieć 12.000 zł.
V. Nie są prawdziwe dane o bezrobocie w Warszawie podane przez Autorkę.
Bezrobotnych jest dużo, dużo więcej. Poza bezrobotnymi zarejestrowanymi w
urzędach pracy jest rzesza poszukujących pracy, którzy zjechali tu z całej
Polski, oraz liczna grupa ludzi, którzy uważają, że nie ma sensu rejestrować
się i dostawać 300 zł zasiłku.
VI. Co do roznosicieli gazet i bułeczek. Autorka nie zdaje sobie
najwyraźniej sprawy, że w Polsce do prowadzenia działalności gospodarczej,
nawet w tak prostej formie nie wystarczy pomysł. Istnieje jeszcze urząd
skarbowy i cała gałąź prawa regulująca kwestie sprzedaży towarów. Kandydat na
przedsiębiorcę sam oczywiście z tym nie poradzi i będzie musiał wydać znaczną
sumę na opłaty skarbowe, ZUS, prawników, utrzymanie księgowej i biura. Obawiam
się, że nie wystarczy na to zarobione 600 zł miesięcznie, chyba, że kandydatowi
na przedsiębiorcę spieszno do więzienia i ma zamiar oszukiwać Skarb Państwa.

Reasumując, jestem zdania, że Autorce przydałoby się wcielenie w poszukującą
pracy zamiejscową absolwentkę. Podczas jej nieobecności z powodzeniem zastąpi
ją jej asystent. Sugerowałbym redakcji zwolnienie jej pracy i umożliwienie
wykazania się jej kreatywnemu zastępcy.

B. BEZROBOTNY
Obserwuj wątek
    • Gość: Krzysiek Re: Warszawskie apetyty II IP: 157.25.99.* 10.08.01, 15:24

      Witaj,
      Bardzo mi sie podoba Twoja odpowiedz na artykul Joanny Wojciechowskiej. Ja
      zareagowalem w podobny sposob i jeszcze tego samego dnia wyslalem swoja
      polemike na adres dzialu "Opinie". Niestety, nikt mi nie odpowiedzial, ba,
      nawet nie napisali mi jednego zdania, ze nie sa zainteresowani moim artykulem.
      Podobnie wyslalem artykul autorce, p. Joannie Wojciechowskiej.

      Wydaje mi sie, ze gra jest warta swieczki. Napisala ona artykul, w ktorym jest
      wedlug mnie wiele niecheci czy wrecz jadu wobec drugiego czlowieka. Nie podoba
      mi sie to...
      Nazywam sie Krzysztof Zielnicki, a moj adres mailowy to:
      zielnicki@interia.pl
      Jesli wyslesz mi maila ze swoim adresem, to przesle Ci zalacznik z moja
      polemika.
      Pozdrawiam i ciesze sie, ze nie tylko ja zareagowalem na taki list.
      Krzysiek
    • Gość: niebezro Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.01, 16:15
      Warszawskie Apetyty III - czyli o bledach bezrobotnego silacego sie na
      intelektualizm.

      Ja nie jestem bezrobotny - mam swietna prace i pracuje na kierowniczym
      stanowisku. Zgadzam sie w 90% z tezami Pani Joanny Wojciechowskiej - mysle tylko,
      ze sa one zbyt lagodne.


      > Warszawskie apetyty II – czyli o 6 podstawoych błędach Joanny Wojciechows
      > kiej
      >
      > Po przeczytaniu artykułu Autorki jestem zdania, że Autorka lepiej zna rynek
      > pracy od strony pracodawcy niż poszukującego pracy pracownika w Warszawie.
      > Patrząc od strony bezrobotnego pracownika nasunęły mi się następujące
      > refleksje:
      > I. Skracanie czasu pracy naprawdę zwiększa ilość dostępnych miejsc pracy.
      > Argumenty przeciwne były podnoszone przez pracodawców już w XIX w. by
      > przeciwdziałać skracaniu czasu pracy ze 100 godzin tygodniowo do dzisiejszych.
      > Czas uległ skróceniu do ok. 40 godzin, a katastrofa gospodarcza nie nastąpiła.

      Oczywiscie, ze nie nasapila, bo ratuje je technologia. Technologia b. nadrabia
      ludzka prace. Oczywiscie mozna zmniejszyc tydzien pracy do 18 lub 12 godzin. I co
      z tego??? Pojawi sie szara strefa. A katastrofa wczesniej czy pozniej nastapi.
      Poza tym mam pytanie skad Pan wzial informacje nt. tego, ze w XIX w. pracowalo
      sie 100/tydzien - byly takie ustawy?


      > II. Pani Redaktor, naprawdę daje się fikcyjne ogłoszenia o pracy, mając już
      > kandydatów na pracowników. Z czego to wynika? Po pierwsze obowiązek rekrutacji
      > w ten sposób pracowników wynika z przyjętych w niektórych zakładach norm ISO.
      > Po drugie kierownicy działów i prezesi przyjmując swoich protegowanych do pracy
      >
      > mogą w ten sposób to kamuflować. Trzeba zauważyć, że nie jest takie proste
      > (wbrew wyobrażeniom Autorki) zatrudnienie przez prezesa swojego syna w spółce.
      > Rzadko zdarzają się spółki, w których jedyny właściciel jest ich prezesem.
      > Rekrutacja pracowników odbywa się więc pod pewną kontrolą i zatrudnienie
      > opisanego syna prezesa mogłoby zakończyć jego karierę. Łatwiej jest polecić
      > kierownikowi działu ogłoszenie rekrutacji i następnie przyjęcie syna do pracy.
      > Na koniec nie można zapomnieć o instytucjach państwowych, gdzie, jak wiadomo,
      > od dawna przyjmuje się do pracy upatrzonych ludzi, dając pro forma ogłoszenie
      > do prasy.

      Tutaj widze pewna niescislosc ideologiczna autora paszkwila. Na poczatku mowi, ze
      nepotyzmie... A co jest zlego w takim zatrudnianiu? Ja rowniez wole zatrudniac
      osobe znajoma lub polecona, poniewaz skraca to zdecydowanie proces rekrutacji i
      zmniejsza jego koszty. Proste?

      A jesli chodzi o instytucje panstwowe to wiekszosc bym rozwiazal.

      > III. Zaskakujące są zarzuty co do asystenta Autorki, który ma uosabiać wady
      > absolwentów. Jakie są jego przewinienia? Z artykułu można wnieść tylko, że jest
      > on osobą samodzielną i wykazującą się inicjatywą. Autorka nie podała, czy
      > samodzielnie konstruowane artykuły asystenta były niedobre. Założyć więc można,
      > że pomimo pomijania zaleceń asystent potrafi pisać samodzielnie i poprawnie.
      > Autorce samodzielność asystenta się jednak nie podoba. Dlaczego? Nie pisze.
      > Zapewne woli potakiwaczy, którzy nie będą stanowili zagrożenia jej pozycji w
      > redakcji. Więcej, autorka wyraźnie stwierdza, że wykazując się inicjatywą jej
      > asystent sam kopie sobie redakcyjny grób. Tezę taką zdaje się potwierdzać
      > pośrednio i ta okoliczność, że pomimo tych przewinień, Autorka nie zwolniła
      > jeszcze asystenta z pracy. Dlaczego? Może asystent nie ma innych wad poza swoją
      > krnąbrnością. Albo też Autorka obawia się swoich przełożonych, w końcu to
      > zapewne ona go zatrudniła. Nieuczciwe jest zresztą i to, że oczerniając swego
      > asystenta nie dała mu możliwości odparcia zarzutów. Wydaje się, że można by i
      > od niego usłyszeć interesujące rzeczy na temat pracy i traktowania pracowników.

      I wlasnie dlatego miedzy innymi jest Pan bezrobotny. Na prawde jezeli konczy sie
      studia niewiele wi sie o pracy. Samozielnosc to wielka cecha, ale po to sie ma
      przelozonych, aby uczyc sie od nich, stosowac do ich wytycznych etc. Ja np. nie
      po to zatrudniam pracownika, aby powiedzial mi on, ze nie wykona tego zadania, co
      mu polecilem tylko calkiem inne, ktore sam wymyslil. Przeciez to ON/ONA zglosil
      sie do mnie po pracve! Place za nia, wiec wymagam - jesli ten uklad sie nie
      podoba mozna poszukac innej pracy. Jesli sie jest bardzo samodzielnym mozna nawet
      zalozyc swoja firme... Ja rozumiem, ze Pani Joanna nie dala szansy obrony
      podwladnemu... A po co? Opisala go, bo ja wyprowadzil z rownowagi. Nie zwolnila -
      Pan zapewne uwaza, ze lepiej zwalniac? No to mamy wspolne zdanie - ja tez uwazam,
      ze po kilku wpadkach nalezy pracownika zwolnic!A asystent zapewne ma mnostwo
      zalet - moze kocha zwierzeta i gotuje najlepszy rosol na swiecie, ale Pani Joanna
      szukala pracownika, ktory pisze artykuly - pomoze jej w opracowaniu najlepszego
      dodatku informacyjnego nt. pracy w kraju (nota bene teraz sie troszke pogarsza).

      > IV. Zdaniem Autorki pracownicy w Warszawie domagają się zbyt wysokich
      > zarobków. Pragnę zauważyć, że znaczną część pracowników stanowią ludzie młodzi,
      > bez mieszkania i oszczędności. Muszą więc wydać min. 400 zł miesięcznie na
      > wynajęcie pokoju, 200 zł na bilet miesięczny i 400 zł na wyżywienie. Czyni to
      > łącznie 1000 zł miesięcznie. Jest to absolutne minimum. Zaskakuje więc
      > zdziwienie Autorki, że nie chcą podejmować pracy za 2 krotność zasiłku dla
      > bezrobotnych miesięcznie (ok. 600 zł). Pragnę zauważyć, że jak stąd wynika,
      > bezrobotny szukający pracy przez rok w Warszawie musi mieć 12.000 zł.

      Alescie sie przyczepili tych 600 zl. Przeciez to mial byc tylko symbol. Rownie
      Dorym wyliczeniem wydaje sie byc taki: pokoj mozna wynajac z 4 kolegami (50
      zl/miesiecznie), bilet miesieczny to ok. 70 zl, jedzenie kupowane na targu 278
      zl/miesiecznie. I co? Da sie wyzycz za 600 zl? 600 zostalo podane jako symbol, a
      nie konkretna suma - prosze bardzo daje od jutra Panu 800 zl - jako absolwentowi.
      Praca 5 dni w tygodniu, potrzebuje otwartego umyslu i stalego uczenia sie. Chce,
      aby Pan byl dyspozycyjny. Moze dorzuce do tego jeszcze obiady w stolowce i bilet
      miesieczny. Przyjdzie Pan? Jesli prosze napisac na liscie, ze tak i zostawic
      maila - odezwe sie do Pana.
      Z tego co rozumiem Pani redaktor nie chodzilo o 600 zl tylko o brak kreatywnosci
      wsrod ludzi - ja zaczalem pracowac w wieku 17 lat. Czemu? Bo musialem. Na
      studiach bylo mnie juz stac na duzo rzeczy, a teraz? Teraz na jeszcze wiecej.
      Rokrocznie place fortune na ZUS, podatki etc. Poza tym daje prace innym - z
      reguly sa zadowoleni. Czekam na Pana, Panie poszukujacy.

      > V. Nie są prawdziwe dane o bezrobocie w Warszawie podane przez Autorkę.
      > Bezrobotnych jest dużo, dużo więcej. Poza bezrobotnymi zarejestrowanymi w
      > urzędach pracy jest rzesza poszukujących pracy, którzy zjechali tu z całej
      > Polski, oraz liczna grupa ludzi, którzy uważają, że nie ma sensu rejestrować
      > się i dostawać 300 zł zasiłku.

      Ma Pan lepsze dane? To prosze ich nie ukrywac. Prosze ujawnic. Przeciez argument,
      ze "dane nie sa prawdziwe" nie jest argmentem. Robil Pan jakies badania?
      Rozumiem, ze Pan jest taka osoba ktora nie pobiera zasilku. W dwumilionowym
      miescie zalicza sie Pan niestety do bledu statystycznego.


      > VI. Co do roznosicieli gazet i bułeczek. Autorka nie zdaje sobie
      > najwyraźniej sprawy, że w Polsce do prowadzenia działalności gospodarczej,
      > nawet w tak prostej formie nie wystarczy pomysł. Istnieje jeszcze urząd
      > skarbowy i cała gałąź prawa regulująca kwestie sprzedaży towarów. Kandydat na
      > przedsiębiorcę sam oczywiście z tym nie poradzi i będzie musiał wydać znaczną
      > sumę na opłaty skarbowe, ZUS, prawników, utrzymanie księgowej i biura. Obawiam
      &
      • caerme Re: Warszawskie apetyty II 29.08.01, 22:03
        Gość portalu: niebezro napisał(a):

        > Warszawskie Apetyty III - czyli o bledach bezrobotnego silacego sie na
        > intelektualizm.
        >
        > Ja nie jestem bezrobotny - mam swietna prace i pracuje na kierowniczym
        > stanowisku. Zgadzam sie w 90% z tezami Pani Joanny Wojciechowskiej - mysle tylk
        > o,
        > ze sa one zbyt lagodne.

        dla mnie autorka jesli zna jakis rynek to moze tylko i wylacznie warszawski a co
        do lagodnosci zdania sa odmmienne po roznych stronach barykady...

        > Oczywiscie, ze nie nasapila, bo ratuje je technologia. Technologia b. nadrabia
        > ludzka prace. Oczywiscie mozna zmniejszyc tydzien pracy do 18 lub 12 godzin. I
        > co
        > z tego??? Pojawi sie szara strefa. A katastrofa wczesniej czy pozniej nastapi.
        > Poza tym mam pytanie skad Pan wzial informacje nt. tego, ze w XIX w. pracowalo
        > sie 100/tydzien - byly takie ustawy?

        technologia zastapila prace... a kolega sie co nieco rabnal - bardzo postepowe
        ustawy w czesci krajow ograniczaly prace do 10h/dzienne z nd wlacznie pomnoc 10x7
        wyjdzie 70 pomnoz typowe wowczas 12 wyjdzie 84... potem przyszly zwiazki zawodowe
        lenin hitler i kilku innych ale nie o tym bajka...

        > Tutaj widze pewna niescislosc ideologiczna autora paszkwila. Na poczatku mowi,
        > ze
        > nepotyzmie... A co jest zlego w takim zatrudnianiu? Ja rowniez wole zatrudniac
        > osobe znajoma lub polecona, poniewaz skraca to zdecydowanie proces rekrutacji
        i
        > zmniejsza jego koszty. Proste?

        kazdy woli zatrudniac syna siostry czy brata czy innego wujka ale to co uchodzi
        na "prywatnym i moim nie uchodzi w wielu innych miejscach" i tu krytykant ma
        racje - jeli istnieje jakas mozliwosc sprzeciwu on nastapi... i bedzie ostry. w
        panstwowych lub jossp takie postepowanie jest naganne

        > A jesli chodzi o instytucje panstwowe to wiekszosc bym rozwiazal.

        podejrzewam ze kazdy...


        wiesz co? nie wiem czy czytasz jakiekolwiek ogloszenia nt szukam pracy:
        samodzielnie myslacy niezalelzny umiejacy pracowac w zespole. to mowi tylko o
        jednym ze to wy pracodawcy nie bardzo wiecie z kim macie zamiar pracowac... albo
        w zespole albo samodzielny.
        jesli autorka walnela takie "typowe" ogloszenie to zycze szczescia. zaezy jak
        okreslila jego zakres zadan: jesli pisz to pisze ale jesli przepisuj to wystarczy
        stenotypistka czy inna maszynistka...
        >
        > I wlasnie dlatego miedzy innymi jest Pan bezrobotny. Na prawde jezeli konczy si
        > e
        > studia niewiele wi sie o pracy. Samozielnosc to wielka cecha, ale po to sie ma
        > przelozonych, aby uczyc sie od nich, stosowac do ich wytycznych etc. Ja np. nie
        >
        > po to zatrudniam pracownika, aby powiedzial mi on, ze nie wykona tego zadania,
        > co
        > mu polecilem tylko calkiem inne, ktore sam wymyslil. Przeciez to ON/ONA zglosil
        >
        > sie do mnie po pracve! Place za nia, wiec wymagam - jesli ten uklad sie nie
        > podoba mozna poszukac innej pracy. Jesli sie jest bardzo samodzielnym mozna naw
        > et
        > zalozyc swoja firme... Ja rozumiem, ze Pani Joanna nie dala szansy obrony
        > podwladnemu... A po co? Opisala go, bo ja wyprowadzil z rownowagi. Nie zwolnila
        > -
        > Pan zapewne uwaza, ze lepiej zwalniac? No to mamy wspolne zdanie - ja tez uwaza
        > m,
        > ze po kilku wpadkach nalezy pracownika zwolnic!A asystent zapewne ma mnostwo
        > zalet - moze kocha zwierzeta i gotuje najlepszy rosol na swiecie, ale Pani Joan
        > na
        > szukala pracownika, ktory pisze artykuly - pomoze jej w opracowaniu najlepszego
        >
        > dodatku informacyjnego nt. pracy w kraju (nota bene teraz sie troszke pogarsza)
        > .


        dream dream dream... wie pan co panu potrzebne sa roboty zasuwaja takie na
        okraglo nie truja o zz itd nie czepiaja sie ze "szef ma zawsze racje..." w kazdej
        foirmie najwiekszy skarb to rozsadny pracownik umiejacy powiedziec wlasne zdanie
        i je uzasadnic nie bojacy sie przyjsc do szefa jesli cos nawala i umiejacy z nim
        rozmwiac, a szef na odwrot w innym wypadku "ta organizacja to wojsko" gdzie
        przelozony wydaje prikaz a pracownik mowi "taa... jest" i dziala a jakby co ma
        d.. chron - dostalem rozkaz a dyskusja konczy sie zwykle walnieciem w pysk.
        ale tu chyba nie o to idzie...

        > Alescie sie przyczepili tych 600 zl. Przeciez to mial byc tylko symbol. Rownie
        > Dorym wyliczeniem wydaje sie byc taki: pokoj mozna wynajac z 4 kolegami (50
        > zl/miesiecznie), bilet miesieczny to ok. 70 zl, jedzenie kupowane na targu 278
        > zl/miesiecznie. I co? Da sie wyzycz za 600 zl? 600 zostalo podane jako symbol,
        > a
        > nie konkretna suma - prosze bardzo daje od jutra Panu 800 zl - jako absolwentow
        > i.
        > Praca 5 dni w tygodniu, potrzebuje otwartego umyslu i stalego uczenia sie. Chce
        > ,
        > aby Pan byl dyspozycyjny. Moze dorzuce do tego jeszcze obiady w stolowce i bile
        > t
        > miesieczny. Przyjdzie Pan? Jesli prosze napisac na liscie, ze tak i zostawic
        > maila - odezwe sie do Pana.
        > Z tego co rozumiem Pani redaktor nie chodzilo o 600 zl tylko o brak kreatywnosc
        > i
        > wsrod ludzi - ja zaczalem pracowac w wieku 17 lat. Czemu? Bo musialem. Na
        > studiach bylo mnie juz stac na duzo rzeczy, a teraz? Teraz na jeszcze wiecej.
        > Rokrocznie place fortune na ZUS, podatki etc. Poza tym daje prace innym - z
        > reguly sa zadowoleni. Czekam na Pana, Panie poszukujacy.

        w warszawie? good luck. wynajacie jakiegos pokoju w krakowie to koszt 250/lba
        liczac cztery osoby w pokoju 12-20m2... w wawie licze to razy dwa. czlowiek na
        jednym obiedzie nie przezyje chyba ze lezac bykiem dodaje sniadania i kolacje
        100 - 150/mc [krakow] wawa ciut drozej i ma pan nagle te swoje 700 zl, kosztow
        ktore musi minimum poniesc osoba gdzies mieszkajaca i jakos zyjaca. ja dawalem
        wydatki w dol. uprzejmie prosze o 1 przed 800 moze ktos sie w wawie zglosi
        ps. syty nie zrozumie glodnego!

        > Ma Pan lepsze dane? To prosze ich nie ukrywac. Prosze ujawnic. Przeciez argumen
        > t,
        > ze "dane nie sa prawdziwe" nie jest argmentem. Robil Pan jakies badania?
        > Rozumiem, ze Pan jest taka osoba ktora nie pobiera zasilku. W dwumilionowym
        > miescie zalicza sie Pan niestety do bledu statystycznego.

        zasilku nie pobiera kazdy absolwent z tytulem bez pracy... w krakowie jest ich
        100.000 podzielic na 5 odjac 1/3 to daje jakies 15 tysiecy ludzi szukajacych od
        czerwca czy maja roboty....

        > > VI. Co do roznosicieli gazet i bułeczek. Autorka nie zdaje sobie
        > > najwyraźniej sprawy, że w Polsce do prowadzenia działalności gospodarczej,
        >
        > > nawet w tak prostej formie nie wystarczy pomysł. Istnieje jeszcze urząd
        > > skarbowy i cała gałąź prawa regulująca kwestie sprzedaży towarów. Kandydat
        > na
        > > przedsiębiorcę sam oczywiście z tym nie poradzi i będzie musiał wydać znac
        > zną
        > > sumę na opłaty skarbowe, ZUS, prawników, utrzymanie księgowej i biura. Oba
        > wiam
        > &

        zgadzam sie z toba w calej pelni...
      • Gość: Lech Re: Warszawskie apetyty II - do niebezro IP: *.ggb.pg.gda.pl 15.10.01, 14:08
        Dzięki za szczerość Panie "niebezro"! Przynajmniej potrafi się Pan przyznać do
        tego, że zatrudnia przede wszystkim znajomych i osoby polecone!!!
    • Gość: Pracowit Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.01, 16:25
      Warszawskie Apetyty III - czyli o bledach bezrobotnego silacego sie na
      intelektualizm.

      Ja nie jestem bezrobotny - mam swietna prace i pracuje na kierowniczym
      stanowisku. Zgadzam sie w 90% z tezami Pani Joanny Wojciechowskiej - mysle
      tylko, ze sa one zbyt lagodne.


      > Czas uległ skróceniu do ok. 40 godzin, a katastrofa gospodarcza nie
      nastąpiła.

      Oczywiscie, ze katastrofa nie nastapila, bo ratuje ja technologia. Technologia
      b. nadrabia ludzka prace. Z drugiej strony podczas wojny tez nie nastapila.
      Oczywiscie mozna zmniejszyc tydzien pracy do 18 lub 12 godzin. I co z tego???
      Pojawi sie szara strefa. A katastrofa wczesniej czy pozniej nastapi. Poza tym
      mam pytanie skad Pan wzial informacje nt. tego, ze w XIX w. pracowalo sie
      100/tydzien - byly takie ustawy?


      > od dawna przyjmuje się do pracy upatrzonych ludzi, dając pro forma ogłoszenie
      > do prasy.

      Tutaj widze pewna niescislosc ideologiczna u Autora. Na poczatku mowi, o
      nepotyzmie... A co jest zlego w takim zatrudnianiu? Ja rowniez wole zatrudniac
      osobe znajoma lub polecona, poniewaz skraca to zdecydowanie proces rekrutacji i
      zmniejsza jego koszty. Proste?

      A jesli chodzi o instytucje panstwowe to wiekszosc bym rozwiazal.

      > od niego usłyszeć interesujące rzeczy na temat pracy i traktowania
      pracowników.

      I wlasnie dlatego miedzy innymi jest Pan bezrobotny. Na prawde jezeli konczy
      sie studia niewiele wie sie o pracy. Samozielnosc to wielka cecha, ale po to
      sie ma przelozonych, aby uczyc sie od nich, stosowac do ich wytycznych etc. Ja
      np. nie po to zatrudniam pracownika, aby powiedzial mi on, ze nie wykona tego
      zadania, co mu polecilem tylko calkiem inne, ktore sam wymyslil. Przeciez to
      ON/ONA zglosil sie do mnie po pracve! Place za nia, wiec wymagam - jesli ten
      uklad sie nie podoba mozna poszukac innej pracy. Jesli sie jest bardzo
      samodzielnym mozna nawet zalozyc swoja firme... Ja rozumiem, ze Pani Joanna nie
      dala szansy obrony podwladnemu... A po co? Opisala go, bo ja wyprowadzil z
      rownowagi. Nie zwolnila - Pan zapewne uwaza, ze lepiej zwalniac? No to mamy
      wspolne zdanie - ja tez uwazam, ze po kilku wpadkach nalezy pracownika zwolnic!
      A asystent zapewne ma mnostwo zalet - moze kocha zwierzeta i gotuje najlepszy
      rosol na swiecie, ale Pani Joanna szukala pracownika, ktory pisze artykuly -
      pomoze jej w opracowaniu najlepszego dodatku informacyjnego nt. pracy w kraju
      (nota bene teraz sie troszke pogarsza).

      > bezrobotny szukający pracy przez rok w Warszawie musi mieć 12.000 zł.

      Alescie sie przyczepili tych 600 zl. Przeciez to mial byc tylko symbol. Rownie
      Dorym wyliczeniem wydaje sie byc taki: pokoj mozna wynajac z 4 kolegami (50
      zl/miesiecznie), bilet miesieczny to ok. 70 zl, jedzenie kupowane na targu 278
      zl/miesiecznie. I co? Da sie wyzycz za 600 zl? 600 zostalo podane jako symbol,
      a nie konkretna suma - prosze bardzo daje od jutra Panu 800 zl - jako
      absolwentowi. Praca 5 dni w tygodniu, potrzebuje otwartego umyslu i stalego
      uczenia sie. Chce, aby Pan byl dyspozycyjny. Moze dorzuce do tego jeszcze
      obiady w stolowce i bilet miesieczny. Przyjdzie Pan? Jesli prosze napisac na
      liscie, ze tak i zostawic maila - odezwe sie do Pana.
      Z tego co rozumiem Pani redaktor nie chodzilo o 600 zl tylko o brak
      kreatywnosci wsrod ludzi - ja zaczalem pracowac w wieku 17 lat. Czemu? Bo
      musialem. Na studiach bylo mnie juz stac na duzo rzeczy, a teraz? Teraz na
      jeszcze wiecej. Rokrocznie place fortune na ZUS, podatki etc. Poza tym daje
      prace innym - z reguly sa zadowoleni. Czekam na Pana, Panie poszukujacy.

      > się i dostawać 300 zł zasiłku.

      Ma Pan lepsze dane? To prosze ich nie ukrywac. Prosze ujawnic. Przeciez
      argument, ze "dane nie sa prawdziwe" nie jest argmentem. Robil Pan jakies
      badania?
      Rozumiem, ze Pan jest taka osoba ktora nie pobiera zasilku. W dwumilionowym
      miescie zalicza sie Pan niestety do bledu statystycznego.


      > wykazania się jej kreatywnemu zastępcy.

      No i tutaj poruszyl Pan wazny temat. Owszem polski rynek jest b. nieprzyjazny
      dla przedsiebiorcow. Ale skoro musi Pan wydawac 12000 zl rocznie to moze lepiej
      je zainwestowac? Probowal Pan wziac pozyczke w banku na dzialalnosc? Moze
      nalezaloby. Oczywiscie placenie podatkow to koszmar, ale z przedsiebiorczosci
      da sie zyc. Na prawde. Ja zaczynalem od koszenia trawnikow. Skad mialem na
      kosiarke? pracowalem w wakacje. I jakos poszlo. Teraz mam dom i samochod
      pospolicie uwazany za snobistyczny. Ale dzieki mnie prace mieli murarze,
      tynkarze, producenci mebli i glazury, niemieccy robotnicy produkujacy
      samochodzy i polscy celnicy. Budzet panstwa rok-rocznie utrzymuje dzieki mnie
      kilkadziesiat stanowisk. Ja daje poza tym prace 20 ludziom. A sprzedajac uslugi
      swojej firmy zaspokajam potrzeby innych. A Pan? Pan narzeka. Sugeruje, ze
      nalezy zwolnic Pania Joanne. Dzieki Bogu nikt sie Pana nie poslucha, bo nie
      jest Pan zbyt duzo wart i tylez Pana wypociny. Pan nie produkuje nic, tylko
      powoduje zamet. Czytal Pan jakis artykul asystenta, ze mowi Pan, ze nalezy go
      awansowac, czy moze czasem Pana frustracja wynikajaca z nieprzydatnosci
      spolecznej osiagnela taki poziom, ze zazdrosci Pan Pani Joannie, ze jest
      wysmienita dziennikarka znajaca polskie realia i osiagajaca rynkowy sukces?
      Drogi Panie porsze sie zastanowic nad swoim zyciem. Jeszcze nie jest za pozno,
      aby cos w nim zmienic. Wiele osob zaczynalo pozno, ale im pozniej tym trudniej.
      A poglady? Najlepiej schowac je do kieszeni, albo opowiadac tylko podczas
      piwnych spotkan. No chyba, ze zapisze sie Pan do jakiegos zwiazku zawdowego.
      Wtedy to kariera Pan zakwitnie. Tyle, ze aby znalezc sie ZZ trzeba miec prace -
      a Pan jej nie ma.

      NIE-Bezrobotny

    • Gość: B.Bezrob Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.01, 20:24

      Do Niebezrobotnego (Pracowitego)

      Nic tak nie cieszy każdego autora, jak to, że jego pisma są czytane. Stąd
      dziękuję za przedstawioną polemikę. Nie podzielam jednak przedstawionych przez
      Pana poglądów i zapraszam do dalszej dyskusji.
      I. W XIX w. naprawdę czas pracy nierzadko wynosił 100 godzin tygodniowo.
      Wynikało to nie ustaw, tylko z wolności umów. Uznawano ówcześnie, że czas pracy
      wynosi tyle, ile ustalą w umowie pracodawca i pracownik. 100 godzin tygodniowo,
      to jest przecież 14 godzin dziennie. Robotnicy mając do wyboru głód, lub pracę
      na takich warunkach wybierali oczywiście pracę. Zapewniam Pana, że i obecnie co
      niektóre firmy mają podobne apetyty, nie zauważając ograniczenia czasu pracy do
      42 godzin tygodniowo. W XIX w. dzieci od lat 6 pracowały krócej, bo tylko po 12
      godzin dziennie. Fakty te są chyba znane powszechnie każdemu, kto ukończył
      szkołę średnią i pamięta coś z historii powszechnej. Rozumiem jednak, że Pan
      zaniedbawszy edukację w wieku lat 17 nie dotrwał do omawiania tych rozdziałów
      na lekcjach historii. Z czasów współczesnych można powołać się na przykład
      Francji, gdzie skrócono ostatnio czas pracy do 35 godzin tygodniowo. Żadna
      katastrofa tam nie nastąpiła.
      II. Następnie moja, jak sądzę, rzeczowa polemika została nazwana
      paszkwilem. Czy wynika to z braku innych argumentów? Ja staram się dyskutować
      rzeczowo, przedstawiając, dlaczego w niektórych firmach daje się fikcyjne
      ogłoszenia o pracy, a Pan pisze dlaczego jest lepiej zatrudniać osoby polecone.
      Może i pod pewnymi względami lepiej, ale jak wspomniałem może to być
      nieprzychylnie odebrane przez zwierzchników danego kierownika. Część z nich
      niechętnie patrzy na zatrudnianie znajomych pracowników w firmie. Uznaje się,
      że w ten sposób przyjmuje się do pracy osoby gorzej przygotowane, droższe i
      trudniej je zwolnić. Własnego znajomego nie zatrudni Pan za 800 zł miesięcznie.
      Osoby takie czują się zresztą bardzo pewnie w pracy i mniej się do niej
      przykładają. Czy wyobraża Pan sobie zwolnienie własnego brata, gdy będzie on
      wykonywał źle swoją pracę? Albo, gdy pracuje on średnio, a szef każe zredukować
      koszty i zwolnić pracowników? Zwolni pan dobrego pracownika, czy własnego
      brata? Z uwagi na to w części firm istnieje formalny zakaz zatrudniania w
      jakiejkolwiek formie osób spokrewnionych z pracownikami, a rekrutacja odbywa
      się za pośrednictwem biur zatrudnienia, lub poprzez ogłoszenia w prasie. Jest
      Pan zresztą dowodem na trafność mojej tezy, że trafiają się fikcyjne ogłoszenia
      o pracy. Domyślam się, że jak jest wakat w Pana firmie i właściciel każe szukać
      pracowników poprzez ogłoszenia, daje Pan fikcyjne ogłoszenie o pracy i
      zatrudnia swego znajomego, czyż nie tak?
      III. Dalej twierdzę, że poza zarzutem nadmiernej samodzielności Pani Joanna
      nie przedstawiła w artykule innych zarzutów wobec swojego asystenta. Dlatego
      nie rozumiem tych złośliwości o rosole itp. Czemu one mają służyć? Twierdzę, że
      zarzut nadmiernej samodzielności jest szczególnie perfidny, gdyż niemożliwy do
      zweryfikowania. Asystent nie ma przed nim żadnej obrony. Powtarzam, gdyby były
      konkretne zarzuty, to asystent na pewno już od dawna szukałby pracy. Chyba, że
      podobnie jak Pani Joanna asystent jest także dzieckiem któregoś z szefów
      redakcji.
      IV. 600 zł to nie symbol. Wojciechowska wyraźnie podała, że tyle zarabia u
      niej dziennikarz, co ma według niej wystarczyć nie tylko na przeżycie, ale i na
      zbytkowne życie, m.in. na modne kluby i kosmetyki, co jest oczywistą bzdurą.
      Trzeba tu też zauważyć, że pensja w wysokości 600 zł stawia pod znakiem
      zapytania sens szkoły średniej i studiów, skoro tyle można zarobić bez szkół
      przy łopacie. Ustawowe minimum jest zresztą wyższe i wynosi 720 zł brutto.
      V. Przyjmując nawet Pana koszty utrzymania w kwocie 500 zł miesięcznie za
      wiarygodne, to daje to rocznie 6000 zł. Skąd taką sumę ma wziąć ubogi absolwent
      z prowincji? Przypominam, że według Pani Wojciechowskiej, rok na szukanie pracy
      nie jest okresem zbyt długim.
      VI. Dziękuję za propozycję pracy za 800 zł. Nie jestem już niestety
      absolwentem, a zresztą uważam, że minimalna kwota która jest niezbędna do
      utrzymania się w Warszawie wynosi 2000 zł miesięcznie. Nie mam też zamiaru
      mieszkać w czteroosobowym pokoju z żoną i dzieckiem (czyli razem 7 osób). Nie
      wiem też gdzie można wynająć taki pokój za 200 zł miesięcznie. Z lektury
      ogłoszeń prasowych wynika, że wynajęcie pokoju kosztuje minimum 300 zł
      miesięcznie w pokoju wieloosobowym.
      VII. Nie mam konkretnych danych o liczbie bezrobotnych w Warszawie. Podane
      przeze mnie szacunki wynikają z obserwacji moich znajomych, z których wielu
      szuka pracy poza urzędami zatrudnienia, uznając, że nie ma sensu do nich
      chodzić, a ci z prowincji nie są odnotowywani w warszawskich statystykach.
      Takich osób jest naprawdę dużo, a Pani Joanna o nich nie wspomina.
      IX. Bezrobotni zwykle nie mają 12 000 zł - nie mogą ich więc wydać na
      rozkręcenie własnego interesu. Kredytu bez zabezpieczeń nie udzielą im też
      banki. Dalej twierdzę, że nie jest tak prosto, jak twierdzi Autorka, otworzyć w
      Polsce drobny biznes.

      Reasumując, po raz kolejny można zauważyć, że punkt widzenia zależy od punktu
      siedzenia. Stąd rozumiem, że Pan jako pracodawca stara się nakłonić do pracy
      pracowników na możliwie najgorszych warunkach.
      Jednakże od Joanny Wojciechowskiej – redaktorki poczytnej gazety oczekiwałbym
      wyważania racji stron i obiektywizmu, a nie bezwarunkowego opowiedzenia się po
      stronie pracodawców. Dlatego napisałem polemikę w której starałem się wykazać,
      że tezy przedstawione w artykule są błędne.
      B. Bezrobotny
      • Gość: Pracowit Re: Warszawskie apetyty II IP: 157.25.91.* 16.08.01, 11:52
        Do Teoretyka Bezrobocia

        Ciesze sie, ze sprawilem Panu swoja wypowiedzia radosc. Oczywiscie musze dla
        scislosci napisac, ze zrobilem to, poniewaz spodobal mi sie tekst Pani Joanny,
        a nie dla Pana przyjemnosci. Ja rowniez nie podzielam Panskich tez. Do rzeczy.

        I. Mnie nie przeraza ilosc pracy w postaci 100 godzin. Zapytalem tylko o
        zrodlo, poniewaz wlasnie w XIX w. istniala wolnosc zawierania umow. W roznych
        fabrykach, firmach etc. pracowalo sie roznie, a z Pana listu wynikalo, ze wtedy
        sie pracowalo 100 godzin i tyle. Oczywiscie argumentem obronnym gospodarki XIX
        wieku jest ilosc ludnosci, ktora zwiekszyla sie (chocby w samej Europie)
        kilkakrotnie! Czy wyobraza sobie Pan jak wygladalaby struktura bezrobocia gdyby
        w przeciagu kilkunastu lat w Polsce zamiast 40 mln. ludzi pojawilo sie 120 mln?
        I tutaj sie zgodze. Robotnicy majac do wyboru glod lub ciezkie warunki
        (wynikajace rowniez z niedoskonalosci maszyn parowych) wybierali prace. Jesli
        chodzi o apetyty firm to znam je. Sam niejednokrotnie pracuje 7 dni w tygodniu
        po kilkanascie godzin. Argument nt. mojej edukacji uwazam za nietrafiony. Kazdy
        argument mozna zbic slowami "i chyba kazdy kto... pamieta". Ja pamietam tez
        wiecej z historii. Pamietam o przewodniej roli klasy robotniczej i partii.
        Pamietam, ze najwieksza potego gospodarcza byl ZSRR, pamietam rowniez, ze
        Gomulka i Lenin kochal dzieci. Co do skracania czasu pracy. To jasne, ze mozna
        skracac, ale logicznie wzrosnie wtedy cena oferowanej uslugi lub produktu i
        ucierpi na tym ostateczny odbiorca, poniewaz pracodawca podniesie cene.
        II. Faktycznie nazwalem polemike paszkwilem. To bylo nie fair. Przepraszam. Nie
        wynikala ona z braku argumentow, lecz raczej ze zdenerwowania. Oczywiscie, ze
        znajomego moge zatrudnic za 800 zl - nie widze w tym nic zlego. Jest to kwota
        wyjsciowa - w miare rozwoju rosnie. Jak moge zaplacic duzo skoro nie wiem nic o
        osobie. Niestety nie mam brata. Zasadniczo nie zatrudniam u siebie rodziny, ale
        jakbym zatrudnil to z pelnymi konsekwencjami - z ewentualnym zwolnieniem
        lacznie. Jesli chodzi o fikcyjne ogloszenia to nie ma Pan racji. Prosze Pana
        zarzad ma do mnie i moich decyzji pelne zaufanie wiec nie ma potrzeby wydawac
        poki co pieniedzy na ogloszenia.
        III. Zarzut samodzielnosci jest w tym wypadku zarzutem bardzo duzym. Ja
        rozumiem Pania Joanne i jej problemy. Na prawde jesli sklada Ona numer na jakis
        temat i potrzebuje takich tez tekstow, to moze Ona miec problem ze zlozeniem
        gazety, a to jest jej zadaniem. Nie wiem czy Pani Joanna jest corka Adama
        Michnika czy nie. I nie widze w tym nic zlego gdyby byla. Moze to byc i zaleta
        (moze talent idzie w genach). Chociaz jesli chodzi o poglady to na pewno nie sa
        one zblizone do pogladow AM.
        IV. 600 zl - oczywiscie nie jest suma wielka, ale kazdy zaczyna od sum malych,
        czasem pracuje sie nawet za darmo. Jestem pewien, ze Pani Joanna tez zaczynala
        kariere za symboliczne pieniadze. Poza tym prawda jest taka, ze pisanie
        artykulow nie zajmuje calego czasu - mozna tez przeciez tlumaczyc jakies teksty
        lub robic inne rzeczy... A co do bez szkol i przy lopacie to mam wrazenie, ze
        uwaza Pan sie za lepszego niz jakis robotnik. A czemu? W latach 70.tych podczas
        konfliktu arabskiego i wywindowania przez OPEC cen ropy amerykanie postanowili
        szukac ropy na alasce. Za prace spawacza placono bajonskie sumy. Profesorowie
        uniwersyteccy przechodzili szkolenia i jechali do pracy. Czy to cos zlego?
        VI. Ja kierowalem sie Pana cenami i oczywiscie pisalem o pracy dla absolwentow.
        Nie znam Pana doswiadczenia i mozliwosci. Byc moze moglbym Panu zaplacic 2000,
        ale glowy nie dam.
        VII. Szacunki zawsze sa niescisle. Tak jak mowilem jesli ma Pan 1000
        bezrobotnych warszawiakow to swiadczyc to moze rownie dobrze, ze 2 miliony
        ludzi minus 1000 ma prace!
        VIII. Probowal Pan sie starac o kredyt? Ja pierwszy, ktory dostalem dostalem na
        biznesplan. Nie mialem nic na zabezpieczenie, nie mialem znajomosci w banku i
        bylem mlody. Jednak bank mi zaufal i teraz ufa jeszcze bardziej - teraz
        problemow z kredytem juz nie mam zadnych. Oprocz bankow sa przeciez jeszcze
        inni inwestorzy: venture, angel etc. Otworzyc biznes to skomplikowana sprawa,
        ale nie niemozliwa. Ma Pan pomysl na interes to moze w to wejde. 12000 to zaden
        problem jesli mnie Pan przekona, ze obaj mozemy zarobic.

        Konczac wypowiedz chce zdementowac poglad, ze staram sie zatrudnic pracownika
        na jak najgorszych warunkach. Moi pracownicy sa zadowoleni z pracy - nikt sam
        nie zrezygnowal (poza jedna osoba). Ale prosze postawic sie w sytuacji.
        Zatrudniam z reguly ludzi mlodych - zaraz po studiach. Nie wiedza oni zbyt duzo
        o branzy - wszystkiego sie ucza od poczatku. Inwestuje w sprzet dla nich,
        szkolenia etc. A zsyki zaczynaja przynosci dopiero po pewnym czasie. I tego nie
        mowi nikt. Po pracy w mojej firmie, czlowiek jest duzo wart - i ma on tego
        swiadomosc.

        Uwazam, ze tekst Pani Joanny byl swietny. Zarowno warsztatowo jak i
        merytorycznie. Oczywiscie moge sie czepiac, ze zbyt malo bylo napisane o
        pracodawcach i ich problemach, ale to szczegol. Moim znajomym tekst podobal sie
        rowniez. I uderzajac juz troche w strefy patosu: PANI JOANNO SWIETNY TEKST.
        GRATULUJE I CZEKAM NA WIECEJ!

        Pozdrawiam,
        Pracowity
        V.
        • Gość: B.Bezrob Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.01, 21:23

          Do Pracowitego,
          Pozdrowienia
          Pański list bardzo podniósł mnie na duchu. Wynika z niego, że nie wszyscy
          pracodawcy są nastawieni wrogo do pracowników. W tej sytuacji chętnie podjąłbym
          u Pana pracę. Jestem prawnikiem po aplikacji sądowej z sześcioletnim
          doświadczeniem pracy w renomowanych firmach. Mój e-mail: anogal@poczta.onet.pl.
          B.Bezrobotny (tj. były bezrobotny)

        • Gość: B.Bezrob Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.01, 21:04
          Do Pracowitego
          Mógłby Pan chociaż napisać, że oferta pracy u Pana jest nieaktualna.
          B.Bezrobotny
          • Gość: rf Re: Warszawskie apetyty II IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 12:58
            Gość portalu: B.Bezrob napisał(a):

            > Do Pracowitego
            > Mógłby Pan chociaż napisać, że oferta pracy u Pana jest nieaktualna.
            > B.Bezrobotny

            Z zainteresowaniem przeczytałem waszą polemikę, w tym wątku. Wg mnie czeka Pan
            niepotrzebnie ponieważ osoba podpisująca się jako pracowity ma chyba dużo pracy.
            Czy ma Pan rację? Wg mnie w wielu wątkach tak. Koszty założenia działąłności
            gospodarczej jej prowadzenia są niewspółmiernie wysokie w stosunku do
            potencjalnych zysków. Także ryzyko i jego konsekwencje dla osoby fizycznej
            prowadzącej działalnośc gospodarczą są nadmierne. jest wiele obszarów gdzie
            bezrobotni mogliby pacować, zarabiając po 1500 tysiąca złotych, od czego mogliby
            odprowadzać podatki. tylko, że z 1500 na działalnośc gospodarczą rzy rabunkowej
            polityce rządu dostają na rękę około 780-790 złotych. Więc zamiast mieć
            działalnośc i płacić podatki biorą w łape na czarno. Tak sobie policzyłem 2,8 mln
            bezrobotnych. Niech nagle co drugi z nich zarobi 1500 złotych i zapłaci od tej
            kwoty podatek w wysokości 20% 9zamiast robić pewne rzeczy na czarno), czyli 1,4
            mln razy 1500 zł razy 19% to daje 339 mln złotych wpływów z podatku do skarbu
            Państwa, jeżeli się mylę to prosze mnie poprawić. To mógłby być pogram dla nowego
            rządu. Płacić przez rok dla bezrobotnych którzy podejmą pracę opłaty wynikające z
            ZUS. Albo zwolnić ich z tych opłat, przecież oni teraz też nie płacą ZUS (lub
            płaci za nich UP). Mamy w jakiś sposób zaaktywizowaną gospodarkę i wpływy z
            odatku dochodowego. Nie jest to recepta na wszytko ale na niektóre problemy na
            pewno. ra-v2@wp.pl

            P.S. Pozwolę sobie zachowac prawa autorskie do tego pomysłu. :)
            • Gość: Pracowit Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.01, 23:27
              Ja tylko, aby sprostowac. Odpisalem na maila i poprosilem o CV. Niestety po
              dwoch dniach, poniewaz mialem wyjazd sluzbowy. Aktualnie mam bardzo napiety
              tydzien, ale staram sie Panu Bezrobotnemu pomoc.

              Pozdrawiam,
              Pracowity
              • Gość: N.Bezrob Re: Warszawskie apetyty II IP: *.man.polbox.pl 01.09.01, 20:15
                Panowie!
                Mam wrazenie, ze rozmawiacie w ogole sie nie rozumiejac.
                Pan Byly Bezrobotny, ewidentnie znacznie bardziej
                wyksztalcony i elokwentny, doskonale bawi sie z Panem
                Pracowitym, ktory probuje nadrabiac tonem.
                Panie Byly B., podziwiam pana erudycje i wierze, ze w
                duchu smieje sie pan z tych 800 czy "nawet" 2000
                zlotych. Mam dziwnie optymistyczna nadzieje, ze
                intelektualisci coraz bardziej beda w cenie. Ja co
                tydzien czytam w liscie dyskusyjnej zwiazanej z moja
                branza zagraniczne oferty pracy dla ambitnych i zdolnych
                naukowcow - pensje sa naprawde imponujace!
                Moj tata, wielki dla mnie autorytet uczciwej
                przedsiebioczosci, zalozyl wlasna firme handlujaca z
                calym swiatem. Wszystko zaczelo sie od wielkiej pasji
                kolekcjonerskiej, potem pojawily sie sie spore
                pieniadze, "snobistyczny" dom i niekonczace sie
                inwestycje w firmie. Teraz tata stwierdzil, ze jest juz
                zmeczony i co prawda osiagnal sukces na polu zawodowym,
                ale ucierpiala na tym rodzina i jego zdrowie...
                Panie Pracowity, niech pan sie wyluzuje - nie samym
                chlebem czlowiek zyje, moze warto kupic sobie troche
                madrych ksiazek zamiast polegac na . Cale szczescie, moj
                narzeczony nie jest az takim pracoholikiem i moge sie
                nim nacieszyc w weekendy :-)))
                pozdrawiam
                Nie Bezrobotna, zarabiajaca na wlasne utrzymanie wiedza
                i kreatywnoscia.
                PS. Zdaje sobie sprawe, ze odbieglam od tematu, ale nic
                mnie tak nie irytuje jak zarozumiali nowobogaccy, ktorzy
                uwazaja, ze ich droga (od kosiarki do prezesowego
                brzuszka) jest jedynie sluszna.
                PS'' Juz nie moge sie doczekac ostrej repliki.
                • Gość: Pracowit Re: Warszawskie apetyty II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.01, 06:29
                  Witam.
                  To ciekawe, ze zostalem potraktowany jak niewyksztalcony cwirc-inteligent. Ale
                  coz moze wplynal na to dosyc ostry ton moich wypowiedzi. Prosze mi wierzyc ja
                  nie uwazam swojej drogi jako jedynie slusznej. Uwazam, ze rownie dobra jak
                  moja, Pana Jana Kulczyka albo Mariusza Czerkawskiego moze byc droga filozofa
                  uniwersyteckiego lub wierszopisarza, ktory ma problemy z utrzymaniem sie. Mi
                  chodzilo tylko o pokazanie mechanizmu, ze na prawde sami jestesmy "kowalami
                  swojego losu".
                  Jesli chodzi o nowobogactwo. Hmmm... Niekoniecznie chcialbym tutaj wchodzic w
                  rodzinne historie, ale moze powiem, ze urodzilem sie w bogatej rodzinie, ktora
                  potem miala klopoty finansowe. Bardzo sie ciesze, ze zarabia Pani na zycie
                  kreatywnoscia, ale ja robie dokladnie tak samo. Na prawde nie mam wyksztalcenia
                  podstawowego i nie zarabiam na zycie obrobka skrawaniem. A nawet gdyby to nie
                  bylby to, moim zdaniem, powod do dyskryminacji.
                  Poza tym, nie wiem czy Pani zauwazyla, ze to ja stanalem tutaj w obronie Pani
                  Joanny. Czyzby Ona rowniez byla niewyksztalcona?
                  Ja oczywiscie nie smieje sie z 800 czy 2000 zl, poniewaz uwazam, ze dla ludzi z
                  prowincji, ktorzy przyjezdzaja do Warszawy, aby "zmienic swoje zycie" to sa na
                  prawde jakies pieniadze. Na prawde z nich sie nie mozna smiac. I jak sadze Pan
                  B. tez sie z nich nie smieje przeciez stal sie ich rzecznikiem.
                  Oczywiscie ma Pani sporo racji jezeli chodzi o rodzine i Pani narzeczonego.
                  Moja narzeczona cierpi na braku kontaktu ze mna i mam tego swiadomosc, nie ma
                  tutaj sie co tlumaczyc.
                  Pozdrawiam,
                  Pracowity
                  PS. Jezeli nastepnym razem bedzie Pani czekala na ostra replike to prosze nie
                  pisac, ze Pani na nia czeka, bo to powoduje w czlowieku psychologiczny efekt
                  odwrotny. Otoz po takim zdaniu musialem udowodnic, ze moge napisac nieostrego
                  maila. No i przeczytalem jeszcze raz wszystkie swoje i Pana B. wiadomosci w
                  celu ustalenia mojego nizszego wyksztalcenia... hmmm ... Jako, ze nie jest ono
                  niskie mam prosbe, czy moglaby Pani wskazac punkty wskazujace na moje niskie
                  wyksztalcenie? Pomogloby mi to w przygotowaniu do nastepnych polemik, zeby
                  wyjsc na "elokwentnego", znacznie bardziej wyksztalconego (co znaczy znacznie
                  bardziej?, czy jak ktos jest dr a inny mgr to jest on juz "znacznie bardziej"
                  czy tylko "bardziej" wyksztalcony? czy stopniujemy rowniez uczelnie? czy moze
                  wyksztalcenie jest dla Pani cecha wrodzona tozsama z inteligencja? a moze
                  wyksztalcenie nie jest sformalizowane i np. ktos kto sam czyta duzo ksiazek
                  moze byc bardzo wyksztalcony?). No dobra, ale koniec z frustracjami :-)). Jak
                  juz podkreslalem pod wzgledem formalnym nie mam problemow ze swoim
                  wyksztalcenie.
                  • Gość: iwis Re: Warszawskie apetyty II IP: *.biblpubl.waw.pl 04.09.01, 18:43
                    Gość portalu: Pracowit napisał(a):
                    > Ja oczywiscie nie smieje sie z 800 czy 2000 zl, poniewaz uwazam, ze dla ludzi z
                    > prowincji, ktorzy przyjezdzaja do Warszawy, aby "zmienic swoje zycie" to sa na
                    > prawde jakies pieniadze.

                    jestem ''przyjezdna'' w Warszawie od ponad 5 lat, pracuje na poltora etatu (lacznie
                    nieco powyzej 1200 PLN) i nie domagam sie od ludzi, zeby tylko dlatego, ze musze
                    sie utrzymac placili mi np. trzykrotnie wiecej, mam na jedzenie, kosmetyki, nauke
                    (studia podyplomowe). Wiecej pieniedzy tez by sie przydalo, ale moze z czasem do
                    tego dojde wlasna praca, a nie zabierajac innym, ktorzy maja na zycie mniej lub
                    wcale.

                    > Moja narzeczona cierpi na braku kontaktu ze mna i mam tego swiadomosc, nie ma
                    > tutaj sie co tlumaczyc.

                    Wynajmuje mieszkanie z siostra (ona, gwoli scislosci, nie pracuje, skonczyla
                    studium dwuletnie i probuje znalezc jakas prace) i ona tez cierpi na brak
                    kontaktu ze mna, ale cos kosztem czegos. Przeciez chcielismy kapitalizmu, tak
                    jak na Zachodzie.

                    Pozdrawiam,
                    w razie checi nawiazania kontaktu zostawiam e-mail: iwis@poczta.gazeta.pl
                  • Gość: agulha Re: Warszawskie apetyty II IP: *.acn.pl / 10.67.0.* 23.03.03, 02:41
                    Witam,
                    Z pewną...ulgą przeczytałam sobie ten wątek - raz w życiu na tym Forum dyskusja
                    na poziomie, bez inwektyw, z logicznymi argumentami.

                    A co do tej uwagi:

                    >ustalenia mojego nizszego wyksztalcenia... hmmm ... Jako, ze nie jest ono
                    > niskie mam prosbe, czy moglaby Pani wskazac punkty wskazujace na moje niskie
                    > wyksztalcenie?

                    Pana wypowiedź absolutnie (moim zdaniem) nie świadczy o niedostatecznym
                    wykształceniu, jedyne, co nieco dziwi, to ten, powtarzający się, pospolity błąd
                    ortograficzny:

                    Na prawde nie mam wyksztalcenia
                    >
                    Na prawde z nich sie nie mozna smiac.

                    ...bowiem słowo "naprawdę" pisze się łącznie.
                    Ale to drobiazg - ortografia internautów na ogół jest tak tragiczna, że
                    niejednokrotnie utrudnia zrozumienie tekstów, a to tylko drobny lapsus.

                    Pozdrawiam!

                    A.
        • Gość: pomysl Interes dla Pracowitego IP: *.pressmedia.com.pl 03.09.01, 19:40
          Gość portalu: Pracowit napisał(a):

          > Otworzyc biznes to skomplikowana sprawa,
          > ale nie niemozliwa. Ma Pan pomysl na interes to moze w to wejde. 12000 to zaden
          > problem jesli mnie Pan przekona, ze obaj mozemy zarobic.

          Nie znam artykułu pani Wojciechowskiej, co do polemiki obu panów to na każdy
          punkt można patrzeć z różnych stron, więc nie zajmuję stanowiska po którejkolwiek
          stronie. Zastanowiło mnie to, że oto jest pracodawca, który nie wiedząc w jakiej
          dziedzinie jest wykształcony jego rozmówca, proponuje mu pracę ewentualnie
          wspólny biznes. Nie wiem czy panowie w końcu się porozumieją, ale ja w to
          wchodzę. Mam pomysł na biznes, niestety nie wiem w jakiej branży pan Pracowity
          działa, gdyby była nieadekwatna to trudno, bardzo chętnie się zatrudnię, skoro i
          tak każdy w pańskiej firmie musi się uczyć wszystkiego od początku a później jest
          zadowolony, też tak mogę i chcę. Wprawdzie bezrobotnym nie jestem, więc nie o
          pomoc proszę, ale różne możliwości i szanse dobrze jest wykorzystywać, bo w
          Warszawie nie mam znajomości, a zamierzam tam wystartować już niedługo. Mój e-
          mail: bpwol1@poczta.onet.pl
    • marcin.gor Re: Warszawskie apetyty II 21.02.02, 01:32
      Przeczytalem artukul pani Wojciechowskiej i odnioslem wrazenie ze autorka ma
      pretensje do bezrobotnych o to ze sa bezrobotni. Zastanawialem sie dlaczego i
      doszedlem do wniosku, ze ma to zwiazek z jej praca. Podejrzawam ze sytuacja na
      rynku pracy i wysokie bezrobocie doprowadzily do sytuacji z ktora pani
      Wojciechowska nie umie sobie poradzic albo radzi sobie bardzo kiepsko. Te
      nieustanne narzekania ludzi, ktorzy nie wiadomo dlaczego przyszli do Jej biura
      pytac o prace majac wokolo tyle ogloszen, doprowadzily do frustracji, ktorej
      skutkiem bylo napisanie tego artykulu.
      Pomijam wyliczenia pani Joanny, bo nie ma sensu o tym mowic ale jezeli za 600
      zl da sie przezyc i to nie oszczedzajac na rozrywce to proponuje autorce
      dobrowolne obciacie pensji. A pozostale pieniadze moglaby przeznaczyc na walke
      z bezrobociem. Co do wartosci intelektualnej arykulu to uwazam nie uwazam ze
      zasluguje na wyroznienie a co dopiro na uznanie. Znacznie wyzszy poziom
      reprezentuje wymiana zdan obu panow na forum, ale zdaje sobie sprawe, ze pani
      W. chciala byc zrozumiana przez szerokie grono odbiorcow i celowo zanizyla styl
      pracy.
      Pani redaktor uwaza ze sytuacja w polsce wcale nie jest taka zla, ze da sie
      przezyc bez pracy i znalezc prace kiedy sie chce bo przeciez tyle jest tych
      ogloszen. Trzeba byc tylko ambitnym i energicznym. Juz spiesze wyprowadzic
      pania redaktor z bledu.
      W WARSZAWIE NIE DA SIE PRZEZYC ZA 600 ZL. jezeli ktos mieszka w Warszawie i
      zarabia 600 zl to reszte ktos mu daje albo zdobywa nielegalnie. Pierwszy
      przypadek to brak samodzielnosci a drugi to przestepstwo.
      Idac dalej ta droga proponujac komus prace za 600 zl agituje Pani do lamania
      prawa.
      A teraz mala dygresja do Pana, panie Pracowity. Nie kazdy chce byc
      przedsiebiorczy i prowadzic wlasna dzialalnosc i nie kazdy sie do tego nadaje.
      A panstwo jest po to zeby dbac o swoich obywateli a nie o interesy innych
      panstw. 3 mln bezrobotnych jest wynikiem blednych decyzji polityczno-
      gospodarczych np. p. Balcerowicza. Ale politykow nikt nie rozlicza, winni sa
      bezrobotni bo nie umieja sie przystosowac i nie sa przedsiebiorczy.
      A ja nie chce byc przedsiebiorczy i nie chce byc bogaty, chce tylko pracy z
      ktorej moglbym sie utrzymac. Jak na razie to pozostaje w sferze marzen.

      dziekuje za uwage i pozdrawiam
    • marcin.gor Re: Warszawskie apetyty II 21.02.02, 01:34
      Przeczytalem artukul pani Wojciechowskiej i odnioslem wrazenie ze autorka ma
      pretensje do bezrobotnych o to ze sa bezrobotni. Zastanawialem sie dlaczego i
      doszedlem do wniosku, ze ma to zwiazek z jej praca. Podejrzawam ze sytuacja na
      rynku pracy i wysokie bezrobocie doprowadzily do sytuacji z ktora pani
      Wojciechowska nie umie sobie poradzic albo radzi sobie bardzo kiepsko. Te
      nieustanne narzekania ludzi, ktorzy nie wiadomo dlaczego przyszli do Jej biura
      pytac o prace majac wokolo tyle ogloszen, doprowadzily do frustracji, ktorej
      skutkiem bylo napisanie tego artykulu.
      Pomijam wyliczenia pani Joanny, bo nie ma sensu o tym mowic ale jezeli za 600
      zl da sie przezyc i to nie oszczedzajac na rozrywce to proponuje autorce
      dobrowolne obciacie pensji. A pozostale pieniadze moglaby przeznaczyc na walke
      z bezrobociem. Co do wartosci intelektualnej arykulu to uwazam nie uwazam ze
      zasluguje na wyroznienie a co dopiro na uznanie. Znacznie wyzszy poziom
      reprezentuje wymiana zdan obu panow na forum, ale zdaje sobie sprawe, ze pani
      W. chciala byc zrozumiana przez szerokie grono odbiorcow i celowo zanizyla styl
      pracy.
      Pani redaktor uwaza ze sytuacja w polsce wcale nie jest taka zla, ze da sie
      przezyc bez pracy i znalezc prace kiedy sie chce bo przeciez tyle jest tych
      ogloszen. Trzeba byc tylko ambitnym i energicznym. Juz spiesze wyprowadzic
      pania redaktor z bledu.
      W WARSZAWIE NIE DA SIE PRZEZYC ZA 600 ZL. jezeli ktos mieszka w Warszawie i
      zarabia 600 zl to reszte ktos mu daje albo zdobywa nielegalnie. Pierwszy
      przypadek to brak samodzielnosci a drugi to przestepstwo.
      Idac dalej ta droga proponujac komus prace za 600 zl agituje Pani do lamania
      prawa.
      A teraz mala dygresja do Pana, panie Pracowity. Nie kazdy chce byc
      przedsiebiorczy i prowadzic wlasna dzialalnosc i nie kazdy sie do tego nadaje.
      A panstwo jest po to zeby dbac o swoich obywateli a nie o interesy innych
      panstw. 3 mln bezrobotnych jest wynikiem blednych decyzji polityczno-
      gospodarczych np. p. Balcerowicza. Ale politykow nikt nie rozlicza, winni sa
      bezrobotni bo nie umieja sie przystosowac i nie sa przedsiebiorczy.
      A ja nie chce byc przedsiebiorczy i nie chce byc bogaty, chce tylko pracy z
      ktorej moglbym sie utrzymac. Jak na razie to pozostaje w sferze marzen.

      dziekuje za uwage i pozdrawiam
      • Gość: Toroto Re: Warszawskie apetyty II IP: *.chello.pl 22.03.03, 07:51
        Witam,
        zajrzalem na to forum po dlugiej nieobecnosci i widze, ze jest kolejny post :-
        ). To mile. Moim zdaniem artykul P. Wojciechowskiej nie byl zly i zanizony
        intelektualnie. Moim zdaniem on mial wlasnie do pewnego wysilku
        intelektualnego zmuszac, a poza tym mial pokazywac rozne mozliwosci. Co do
        przedsiebiorczosci calkowicie sie z Panem zgadzam.
        Pozdrawiam,
        Toroto

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka