swiatlo
10.02.04, 19:54
.. a w zasadzie jego brak...
Dochodzę powoli do wniosku że w Polsce nie ma w ogóle mężczyzn. Tzn jak
powinienem powiedzieć za panią Rinn: prawdziwych mężczyzn.
Zdaję sobie sprawę że moje obserwacje i poglądy są zwyle wypaczone i
kontrowersyjne, jednak to nie znaczy że muszą się koniecznie rozmijać z
prawdą. A przynajmniej z jej częścią.
Otóż uważam że w Polsce nie ma normalnego modelu mężczyzny.
Są dwa modele w Polsce:
- Swój człowiek: brutalny, tępy i prostacki cwaniak. Na różnych forach tej
gazety też jest ich sporo. Z mężczyzną nie ma on nic wspólnego. Jego życie i
filozofia to dopierdalać innym w sposób tchórzowski i cwaniacki. Całkowicie
nieefektywny i bezużyteczny gatunek ludzki. Niezykle upierdliwy dla innych,
zakompleksiony pieniacz.
- Wimp: słaby i tchórzliwy inteligent. Po angielsku takich się nazywa "wimp".
Jego słabość przede wszystkim się objawia w słabości psychicznej. Najczęściej
też słaby fizycznie, ale nawet jak trenuje jakieś sporty i dba o formę
fizyczną, to jego słabość psychiczna, tchórzostwo i całkowita nieefektywność
całkowicie deprecjonują jego potencjał.
Nie jestem zresztą pierwszy który tą prawidłość zauważył. W
filmach "Rejs", "Miś" czy paru innych widać tę obserwację jak na dłoni.
Te dwie klasy całkowicie dominują (a przynajmniej dominowały za moich czasów)
cały polski męski świat. Wimpy bardzo boją się brutali, brutale gardzą
wimpami. Nie ma modelu pośrodku.
Czytałem niedawno sprawozdanie z polskiej bazy wojskowej w Iraku. Graniczyła
ona z amerykańską. Otóż Polacy byli zaskoczeni sposobem w jaki spędzają wolny
czas Amerykanie. Amerykanie bowiem każda wolną chwilę poświęcają takim
samodoskonalącym czynnościom jak biegi, sporty, siłownię, trening
indywidualny itd. Dla Polaków było to nie do zrozumienia. Oni woleli się
poszwędać, napić się czy pokombinować.
To porównanie pokazuje filozofię jaka zdaje się dalej dominuje w polskiej
kulturze. Bylejakość, cwaniactwo i powierzchowny szpan dalej dominuje w
naszej świadomości, natomiast samodoskonalenie, praca nad sobą i wyrabianie w
sobie indywidualnej siły są nadal wyśmiewane i pogardzane.
Sam pamiętam drwiny jakie wzbudzałem kiedy w moim miasteczku biegałem po
ulicach dla treningu. Dalej pamiętam pogradliwe podejście do ludzi sukcesu,
do prężności i samodyscypliny.
Wynikiem tej kultury jest całkowity, ale to wręcz całkowity i totalny upadek
polskiego sportu.
Czy rzeczywiście albo brutalny cwaniak, albo wimp? Czy naprawdę nie ma innych?
Czy tak jest naprawdę, czy to też mój kolejny wypaczony pogląd?