Dodaj do ulubionych

Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny

22.11.15, 18:40
Kilka razy w naszych ostatnich okołowojennych debatach padły stwierdzenia, że trudno jest powiedzieć, jak byśmy naprawdę się zachowali w sytuacji zagrożenia życia. I oczywiście mój okropny MÓZG, ta świnia jedna, zaczął ten temat memłać, napastując mnie wizjami poszczególnych uczestników forum w różnych groźnych lub militarnych sytuacjach. Najpierw, mi się pojawili Panowie, bo dużo w tym temacie mówili, oraz datego, że tendencyjnie łatwiej sobie wyobrazić mi mężczyzn w wojsku, a kobiety trudniej. Więc, najpierw się wyroili mnie Swiatlo i Ertes, ale zaraz potem Luiza i Kan. I.... Rose... :D A potem cała reszta, choć z niektórymi naprawdę miałam problem, ale tak czy siak - zrobił się cały oddziałek.

Niniejszym więc, dla Waszej i swojej, oczywiście, niewątpliwie rozrywki ten wątek oferuję. Od razu zaznaczając, iż jestem świadoma faktu tworzenia jakichś charakterystyk, które się mogą opisanemu nie podobać. Wtedy, bardzo proszę o poproszenie Admina o usunięcie niepożądanego opisu, i już.

Zapraszam wszystkich do zabawy, można polemizować oczywiście, lub własne wersje umieszczać, lub hipotetyczne perypetie wojującego forum w kamaszach. Wróg dowolny, dla każdego wg. uznania, każdy ma swoją ideę na ten temat, a tutaj nas naprawdę nie obchodzi kim jest wróg, ważne jest że jest paskudny i się trzeba mu nie dać, a wręcz go pokonać i wtedy zapanuje miłość ogólna, będzie pięknie, wszyscy będą bogaci, nikt się nie zestarzeje i nigdy przenigdy nie będzie trzeba chodzić do dentysty bo się przestaną psuć zęby.
Obserwuj wątek
    • iwannabesedated Swiatlo 22.11.15, 18:42
      Gdyby miał kogokolwiek zabić, to by zemdlał. I faktycznie, jak tylko się znalazł w oddziale, to notorycznie na polu walki albo omdlewał, albo wymiotował, więc w sumie to go musiano albo nosić, albo cucić, w końcu więc zaprzestano go na jakiekolwiek akcje zabierać, jeśli nie było to absolutnie konieczne. Wtedy i tak się pakował w jakieś karygodne sytuacje, wpadał w dziury, doły, jak się trzeba było kryć i być cicho to kichał, a jak biec to grzęzła mu noga w szparze i oczywiście ją sobie skręcał. Notorycznie był chwytany i trzeba ciągle go było ratować, wydobywać, odbijać. Natomiast był bardzo sympatyczny, ogólnie lubiany, przy ognisku umiał śpiewać pieśni i wyluzowywać i rozbawiać ludzi więc zdobył status ulubionej maskotki vel oferma plutonowa i krążyły o nim legendy oraz anegdoty, aż się w końcu stał sławny (choć nie koniecznie w taki sposób w jaki by chciał być) i na podstawie jego perypetii napisano książkę. Po powrocie do domu z ulgą zapadł w fotel przed kominkiem gdzie opowiadał wnukom i prawnukom “prawdziwe” wersje anegdotycznych zdarzeń, gdzie był bohaterski, nieustraszony i bezlitosny, tak długo, aż w końcu sam w nie uwierzył. Co ciekawe, z biegiem lat, tych historii było coraz więcej i więcej, a żył bardzo długo i szczerze wierzył w każdą z nich, a reszcie było to doprawdy wszystko jedno czy to była prawda – bo tak ciekawie opowiadał.
      • swiatlo Re: Swiatlo 22.11.15, 19:38
        Fajnie byłoby jakby to była prawda co napisałaś. Niestety było na odwrót.
        Byłem najlepszy w strzelaniu, najlepszy w sportach i generalnie byłem w wojsku twardziel.
        Moja interakcja z innymi podchorążymi była taka że raczej mnie nie lubiano bo byłem pupilem dowódców. Miałem najlepsze stopnie ze strzelania artyleryjskiego, miałem najwięcej przepustek, byłem najszybciej awansowanym z całej kompani.
        Czy byłem sympatyczny? Nie, nie byłem. Chociaż zawsze miałem niekonwencjonalne, prowokujące i często agresywne poczucie humoru. Co z góry pomagało mi filtrować potencjalne towarzyskie koneksje. Pomagało mi znaleźć dożywotnich przyjaciół, jak i dożywotnich wrogów.
        Nigdy nie byłem miałki i szary. Nigdy nie byłem w środku. Byłem zawsze skrajny.
        Myślę że w sytuacji bojowej byłbym bezwględny. Znalazłbym moralne wytłumaczenie które by mnie niosło przez całą wojnę. Potrafiłbym być okrutny.
        Jestem natomiast kompletnie bezbronny wobec słabych. Tak, jestem skurwysynem wobec skurwysynów, ale jestem małe naiwne dziecko wobec wszystkich pokornych i bezbronnych. Zwłaszcza dzieci. To jest moja słabość.

        Poza tym nigdy nie wskakuję na bandwagon. Jeśli wiadomo tutaj co to znaczy. Czyli nigdy nie przyłączam się do większości towarzyskiej. Nigdy nie idę za trendami.

        O, i na koniec. Jestem bardzo podatny na religie i sekty.
        • swiatlo PS - wojsko 22.11.15, 19:47
          W ogóle to PRL-owska rzeczywistość, w szczególności kontekst ZSRR, to były jedyne powody dla których nie zdecydowałem się zostać zawodowym oficerem. Zawsze lubiłem koszary, koszarowe i garnizonowe życie, musztry, porządek, apele, ćwiczenia. Zawsze mi imponowała, i wciąż imponuje, wojskowa struktura. Zapach i surowość budynków, warty, cały ten mechanizm.
          Jakbym wiedział że to koniec PRL to bym chyba się skusił. Ale już jest za późno.
      • jutka1 UP !!! Dla Stokrotki :-D ntxt 14.12.18, 19:51



    • iwannabesedated Kan 22.11.15, 19:53
      Maszyna do zabijania. Jak uznał, że pójść na wojnę po jednej ze stron jest absolutnie konieczne to poszedł i się zaciągnął sam. Zabijał skutecznie, w dużej ilości, bez pudła i tych co trzeba. Nawet mu nie drgnęła powieka. Po akcjach trzymał się na boku, najchętniej zaszywał się gdzieś w lesie, skąd przynosił ścięte osobiście przez siebie drwa i je rąbał. Dlatego był bardzo ceniony w oddziale, bo z tego powodu wszystkim było ciepło i nikomu nie marzła dupa. Po wojnie, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku powrócił do karczowania dżungli, karmienia mięsem ptactwa hodowli warzyw, jak gdyby nic w rodzaju wojny, i na tej wojnie Kana, się nie stało i nie myślał także nigdy więcej o tym.

      P.S. Także chętnie pomagał w oddziałowej kuchni, prowadzonej przez....
      • kan_z_oz Re: Kan 22.11.15, 23:26
        Dziwne troche ale i w sumie ciekawe, jak inni widza nas samych. Wpisze pozniej bo musze juz leciec.

        Pa
        kan
        • iwannabesedated Re: Kan 23.11.15, 00:09
          Bo ja wiem, to jedna z możliwych wersji, jaka mi przyszła do głowy na Twój temat. bynajmniej nie jedyna, ale mnie najbardziej zaskoczyła, więc dlatego ta się napisała.
          • kan_z_oz Re: Kan 23.11.15, 06:05
            Z tego co widze to mam jakos ponad norme rozwiniety uklad odpowiedzialnosci czyli wspol odpowiedzialnosci wynikajacy z faktu z istnienia z innymi.
            Stary rano chce koscic trawe, a ja sie martwie ile osob obudzi, czy obudzi i czy powinien teraz, czy godzine pozniej a moze najlepiej w poludnie jak juz wszyscy wokol nie spia.

            To samo mam jak usuwam jakis chwast; na co on wplywa, gdzie jego korzenie ida, jak ida i co bedzie jak wyrwie - wiec na wszelki wypadek jak wyrywam co tez natychmiastowo sadze.

            Wchodze wiec na Forum i wlacza mi ten malo dla mnie samej zrozumialy mechanizm, ktory poprzez lata kontaktow z ufo ustawil mnie w maszyne majaca na celu przetrwanie i zapewnienie tego przetrwania kazdemu i wszystkiemu wokol.

            No coz, moje doswiadczenia z mezem bujajacym w oblokach przez lata, bez troski o finanse, biznes, pieniadze czyli normalne zycie doczesne mnie wypchnely aby zbalansowac i skompensowac to bujanie.
            Nie wiem skad mi sie bierze ten ped do przetrwania, bo koncept smierci mnie nie razi ani straszy. Wrecz przeciwnie, uwazam, ze dla wielu jest to zbyt latwa przepustka wymigania sie od odpowiedzialnosci za to co narozrabiali i ja sobie bym zyczyla, aby zyli jak najdluzej sprzatajac efekty takowego.

            Problemy miejsca gdzie mieszkam tez sa zupelnie inna bajka w porownaniu do EU. Lu je zupelnie trafnie okreslila i ja sie pod takowymi podpisuje. Prosze nie bierzcie tego, jako nastepnego ataku na EU i na ludzi. Jest to naprawde nudne. Australia ma powazne problemy ekologiczne do rozwiazania.

            Zarcie bedace jednym na liscie No 1. Uratowanie rafy chyba 2, polegajce obecnie na powstrzymaniu rozwoju najwiekszej kopalni wegla majaca ta rafe do cna zestrac przez hinduska firme, ktora ma dluga liste na rzecz niszczenia srodowiska naturalnego. Tam trwa wiec moja walka, bo przywrocenie zniszczonej rafy znowu do zycia trwa tysiaclecia.
            Tak wyglada wielka rafa, czy 'Heritage Great Reef National Park'.

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/pd/rq5q/KEufNPOBlRIwtLlORB.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/pd/rq5q/wBJsaEbUsTBpC5KqdB.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/pd/rq5q/YyvoxKiSa13BG5nBcB.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/pd/rq5q/QfChBYK3OCDbplYNTB.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/pd/rq5q/IhzQ6Nenvfqi26o8iB.jpg


            Kazdy wiec pisze na Forum poprzez swoje doswiadczenia i naprawde nalezy wykazac duzo checi, zrozumienia i akceptacji aby moc to wszystko widziec.
            • iwannabesedated Re: Kan 23.11.15, 19:23
              No ale jasne Kanie. Ten problem innych sfer geograficznych i trudności porozumienia poprzez nie, także przerabiam via moja rodzina w Afryce. Która ma totalnie inną perspektywę, inne normy komunikacji, co innego jest tabu, i inne są sposoby wyrażania pewnych rzeczy. Ciągle jakieś jaja z tym...

              A ta akurat postać co napisałam, to jest właśnie dlatego, iż jawisz mi się jako osoba, która wnikliwie rozważa wszelkie możliwe aspekty, na wielu poziomach. I działa jedynie wtedy, kiedy jest pewna swojej decyzji. Ale jak już zdecyduje, to jest konsekwentna w sposób nieugięty. Nie siada, i po każdym kroku nie rozważa, czy aby jednak się nie wycofać, w a może w prawo, a może w lewo, Tylko idzie do celu i już. A jak tam jest, to raczej nie ogląda sie do tyłu i nie przeżuwa tego co było :)

              Oczywiście to moje wrażenia tylko, może być inaczej.
    • maria421 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 19:56
      Ja sie na wojne nawet jako sanitariuszka nie nadaje. Moze jako kucharka polowa bym sie nadawala, jakas grochowe albo bigos dla wojska, to bym potrafila.

      • iwannabesedated Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 20:03
        Niestety Marysiu, kuchnię prowadzi kto inny ;)
        • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 20:16
          cuidne Dorociu, usmialam sie zaraz przy Swietle (wybacz, Swiatlo). Prosze kontinju!
          • iwannabesedated Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 20:23
            No ciekawam co powiesz, na to co dla Ciebie wymyśliłam :)
            • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 20:38
              jestem cholernie ciekawa Dorotko, a poniewaz mam dystans do siebie, bede sie smiala jak nic. I przyrzekam przyznac sie, jesli gdzies trafisz w dziesiatke:)
              • iwannabesedated Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 21:09
                Dobrze, ale daj mi troszkę czasu, bo już mi się wymyśliłaś, ale się jeszcze certolisz i nie chcesz się dać napisać ;) Może tam jakieś dodatkowe rzeczy się chcą ujawnić apropos Twojej postaci.
                • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 22.11.15, 21:21
                  ok, wpadnij jeszcze raz w trans, a ja sie zajme robota
    • iwannabesedated ... oczywiście Rose :) 22.11.15, 20:29
      Sama poszła do woja, bo uznała, że żołnierze muszą dobrze zjeść. Prowadziła obozową kuchnię, obdarzając wszystkich gorącą zupą i dobrym słowem. Aprowizację robiła sama, dokonując czynów bohaterskich, mistrzowskich, i niesamowitych bo nigdy w tej kuchni nie tylko nie było pusto, ale nawet nie zdarzyło się aby coś było niezbyt dobre. Przy okazji obdzielała tym żarciem jakieś przydrożne sieroty, zagubionych cywili, wystraszoną i nagle bezpańską żywinę domową, a tak naprawdę kogo popadło kto potrzebował jeść. Po wojnie wróciła do domu, aby się dalej zajmować tym czym się zajmowała, tyle, że zewsząd napływało tyle korespondencji dziękczynnej, i proszącej o przepisy, że zmuszona została aby założyć sobie bloga, prowadzić program w telewizji i stać się bogata i sławna chociaż nigdy ani tego za bardzo nie chciała, ani jej na tym nie zależało, ale – tak jak z tą wojną – uznała że trzeba i to zrobiła.
      • roseanne Re: ... oczywiście Rose :) 23.11.15, 00:30
        tudziez dziergala szaliki na szydelku :)
        • iwannabesedated Re: ... oczywiście Rose :) 23.11.15, 00:33
          .... które służyło jej także, a jakże, do potyczek z wrogiem w ramach akcji aprowizacyjnych. Stąd się wzięło powiedzenie, "wsadzić komuś szydło w gadupę".

          ;)
          • minniemouse Re: ... oczywiście Rose :) 23.11.15, 00:43
            a co ja bym robila na wojnie?

            M
    • luiza-w-ogrodzie Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 23.11.15, 00:42
      Ciekawy pomysl na ten forumowy oddzial wojskowy, ale chyba nierealny, bo bysmy sie pozabijali...

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • iwannabesedated Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 23.11.15, 01:14
        Nie, no po co? Przecież byśmy wtedy mieli wroga od tego ;)

        Poza tym celem tego wątku jest bycie nierealnym, no proszę Cię....

        :D
    • iwannabesedated Pyton 23.11.15, 01:13
      Zpytonił się w sztabie dowództwa. Zakamuflowany jako sekretarka, do usług, spisywał pomysły dowództwa. Pomysły dzieliły się na głupie i jeszcze głupsze. Oraz – nieprawdopodobnie głupie. Drugie i trzecie Pyton od razu wpierdalał do kosza, a kosz skrzętnie oraz osobiście często opróżniał, skrupulatnie bacząc aby zawartość co najmniej trzy razy przepuścić przez niszczarkę, żeby zawarta w niej głupota się jakimś cudem nie rozpełzła. Te głupie przerabiał na mniej głupie, a nawet mające niejaki sens, do tego dodawał te wymyślone przez siebie, z dużym sensem (ale nie za dużym, bo by się sprawa rypła) i wymięszane do kupy zussamen dowództwu dawał do podpisu i wmawiał, że to wszystko myśli złote są dowództwa własne, a ono, wierzyło oczywiście, bo czemu by nie. W przypadku jednak, gdy dowódzwo się zakochało w jakimś pomyśle swoim bardzo, lub nieprawdopodobnie głupim aż tak bardzo, że go zdołało zapamiętać, i oń dopominać głosem pełnym nabzdyczonej powagi, Pytun będący zarazem wtyczką, łączniczką i swoim człowiekiem foruma, stosowne rozporządzenia (nie) wyknawcze przekazywał do oddziału, za pomocą tajnego oddziałowego agenta czyli szpiona (którym był... zgadywać, lub czekać na cdn). A stamtąd szły już one dalej pocztą szeptaną, pantoflową, lub śpiewaną (przez Swiatlo, który niby to dla posiedzenia przy ognisku z gitarą nawiedzał w pobliżu lub nawet całkiem daleko stacjonujące inne oddziały, oczywiście będąc asekurowany, żeby w jakie tarapaty nie wpadł, ale i tak wpadał) lub deklamowaną (przez.... patrz kolejne opisy uczestników w cdn lub zgadujcie). Tak czy owak, potem sporządzano odpowiednie raporty, z których dowództwo czerpało ogromną satysfakcję, gdyż jego przemądre strateagemy i plany oraz rozkazy były spełniane totalnie i w pełni i co ciekawe ze skutkiem pokonania wroga, w końcu. Co już nie cieszyło tak bardzo dowództwa, bo nade wszystko lubiło rządzić, dowodzić, nabzdyczać, nadymać i rozkazywać, no ale trudno. Wszystko nigdy nie trwa wiecznie, więc się rozjechali do domów w promieniach urojonej lecz uznanej przez świat chwały, a Pytun się zawinął odpełznął kroczonc (cyc.) i się oczywiście do niczego nigdy nie przyznał nikomu. Tylko jak się przez przypadek mu napatoczył na salonach jakiś Genneralissimus i głuszca przed nim, Pytonem, robił to Pyton miał duży problem żeby trzymać twarz pokerową, ale trzymał.
      • jutka1 Re: Pyton 23.11.15, 04:13
        Gracias, querida, tak by pewnie i było. :-) Lub podobnie.
        Lub trochę inaczej.
        Lub...
        Hahahahaha! :-)
    • swiatlo Stokrota 23.11.15, 08:05
      Tak jak jest nieprawdziwa historia Światły, tak prawdziwa jest ta historia.
      Historia Stokroty.

      Zanim jednak przejdziemy do działań wojennych, musimy się cofnąć w czasie. Zrobić tzw. background.

      Pan Bóg był niezwykle hojny dla Stokroty. Dał jej ogromne dary. Zrobił ją niezwykle atrakcyjną, piekielnie inteligentną i bardzo niezależną kobietą.
      I właśnie te trzy cechy stały się jej przekleństwem. Są to cechy osób które się powszechnie nazywa "high maintenance".
      Ustawiła ona poprzeczkę tak wysoko że nikt nie był w stanie tej poprzeczki pokonać. Więc ona stała się modliszką i cyniczną intelektualistką. Niszczyła ludzi tylko dlatego bo jej nie dorastali.
      W relacjach z nimi zostawiała za sobą zastępy złamanych mężczyzn i wmodlonych w nią kobiet. Stąpała po ich trupach coraz wyżej.

      Kiedy wybuchła wojna zgłosiła się jako korespondentka wojenna. Pasjonowało ją ryzyko, życie na krawędzi. Podążył za nią jej wieloletni kolega. Zapatrzony w nią jak w boginię i zakochany jak nastoletni uczniak.

      Podróżowali razem wzdłuż linii frontu. Zawsze byli razem na linii ognia, zawsze czuli na sobie bezpośredni ogień i dym. Ona pierwsza, a przyjaciel za nią jak wierny ratlerek.
      Nosił za nią sprzęt, kamery, komputery, jedzenie i wodę. Marzył o niej i ona jemu zasłaniała całe niebezpieczeństwo. Była dla niego niedostępna jak niedostępna jest diva operowa dla mechanika reperującego jej samochód.

      Pewnego ranka spali w małej wiosce po filmowaniu jakiejś potyczki poprzedniego dnia. I wtedy wróg zszedł z gór. Pod osłoną ciemności, pod osłoną mgły, jak wąż.
      Podpalali chatę za chatą, strzelali do każdego uciekającego. Kiedy ona się obudziła, sufit był cały w ogniu. Nagle spadła na nią płonąca belka. Jej wierny towarzysz w ostatniej chwili osłonił ją swoim ciałem.
      Potem usłyszała tylko huk.

      Kiedy otworzyła oczy wszyscy dookoła nie żyli. Jej towarzysz leżał na niej, jego ciało było rozstrzaskane przez połamany strop. Nie mogła się ruszyć.
      Wtedy zauważyła że wrodzy żołnierze wchodzą do chaty. Szukają żywych aby ich dobijać.

      Wtedy go zauważyła. Miał dzikie i krwawe oczy, okrutne spojrzenie i zaciśnięte w nienawiści usta. Miał na sobie zakrwawiony wojskowy drelich. El Capitan.
      Ich spojrzenia się spotkały. Pochylił się nad nią. Jeden z jego ludzi naciągnął spust. Pomyślała że to koniec.
      On rzekł: Diosas no pueden morir. Potem ją ze sobą zabrał.

      Od tego czasu ona wiedziała że całe jej dotychczasowe życie było właśnie po to, aby mogła teraz być tam gdzie była. Z nim. Na zawsze. Bez opamiętania.
      Szła za nim i jego oddziałem od bitwy do bitwy. Czekała na noce jak ptak czeka na świt. Jak świt czeka na rosę. On był wszystkim. Początkiem i końcem.

      Dalej był okrutny i bezwzględny. Maltretował ją nocami, a ona wołała że chce więcej. Jego oczy pałały krwią i ona tej krwi chciała jak wampirzyca.

      Kiedyś przynieśli go rannego. Ona opatrywała go jak matka opatruje dziecko. Karmiła go do ust. Dotykała jego twardego jak stal ciała. Wpatrywała się w jego oczy, dalej pełne krwi i okrucieństwa.
      Kiedy wyzdrowiał dalej za nim szła. Mogła wiele razy uciec, ale wtedy jej życie by się dla niej skończyło. Ona o tym wiedziała.
      Czasami ją rzucał na pożarcie swoim porucznikom i sierżantom. A ona z rozkoszą się temu oddawała. Wiedziała że w końcu i tak przyjdzie on. El Capitan.

      Którego ranka obudziła się. Naprawdę to obudziły ją ptaki. On jeszcze spał. Spojrzałą na niego z czułością i wyszła na zewnątrz. Czuła pod stopami chłodną rosę. Chciała aby ten moment trwał wieczność.
      Niedaleko był zagajnik, a w nim strumień. Kiedy była w zagajniku nagle usłyszała te złowrogie dźwięki. Wpierw ciche, potem coraz bardziej bliskie i intensywne. Zbliżała się eskadra helikopterów.
      Ich miarowy i równy terkot brzmiał jak marsz Walkirii. Zaczęła biec z powrotem do szałasu. Za wszelką cenę ostrzec!
      Za późno. Pierwsza bomba spadła na jej szałas. Potem na następne.
      Zanim się zorientowała przed nią piętrzyła się ściana ognia. Upadła na kolana, nie czuła fizycznego bólu, jedynie rozpacz i desperację.
      Potem nastąpił błysk i uderzenie.

      Kiedy otworzyła oczy leżała w lecącym helikopterze. Pochylał się nad nią młody Marine. Wyglądał na 16 lat, blondyn o niewinnej twarzy dziecka.
      - Are you OK, madame?
      Na kieszeni miał napisane "Stephen".

      Kiedy wróciła do swojego miasta nie chciała żyć. Wiele razy myślała o samobójstwie, ale nigdy nie miała odwagi. Wiedziała jednak że którego razu to zrobi.
      Wszędzie widziała tylko jego. Zorientowała się że nie pamięta jego twarzy. Jedynie te dzikie okrutne oczy. I stalowe ciało.

      Zrobione przez nią fotografie oraz notatki zrobiły furorę w mediach. Przyznano jej honorarium z którego mogła żyć wygodnie do końca swoich dni. Ale ją to nie obchodziło. Chciała umrzeć.

      Któregoś ranka pobiegła do łazienki. Zaczęła wymiotować. Już od jakiegoś czasu coś podejrzewała, ale teraz podejrzenie się wzmocniło. Pobiegła do apteki, potem wróciła do mieszkania i zrobiła test.
      Już wiedziała! Podejrzenie zamieniło się w pewność. I wtedy zauważyła niebo, innych ludzi, usłyszała muzykę w radiu, zauważyła świat dookoła. Wróciła do niej chęć życia.
      Wiedziała że El Capitan żyje. Żyje w niej.
      • iwannabesedated Re: Stokrota 23.11.15, 14:31
        Hehehehe.... bomba Swiatlo! Dokładnie tak tyle, że:

        Którego ranka obudziła się. Naprawdę to obudziły ją ptaki. On jeszcze spał. Spojrzałą na niego z czułością i wyszła na zewnątrz. Czuła pod stopami chłodną rosę. Chciała aby ten moment trwał wieczność. Wróciła do chaty, on nadal spał, więc patrząc na niego z miłością wbiła mu prosto w serce bardzo długi i ostry nóż, bo jakoś nagle ją to wszystko znużyło, Po czym sobie poszła otrząsając kurz z butów, w kibinimater. Niechcianą ciążę z ulgą usunęła, na szczęście nie samodzielnie i nożem, ale w przyjaznej klinice Planned Parenthood ;) Płód oczywiście sobie kazała oddać, w słoiku z formaliną, ku pamięci i dla jaj.... (sory, no ale skoro jedziemy po bandzie z krwawą fizjologią, to jedziemy)...

        Poza tym Swiatlo, Ty masz naprawdę talent. Jest taki facet Wiśniewski, moim zdaniem najlepszy najgorszy pisarz polski. Właśnie pisze w tej konwencji, no współczesna Mniszkówna... I ludzie to łykają jak młody pelikan.... Weź to koniecznie pod uwagę :)
        • swiatlo Pomysły? 23.11.15, 19:28
          Historia jest na ile czas i rozmiar pozwolił.
          Można ją rozbudowywać i modyfikować.

          1. Postać el Capitan nie jest dostatecznie rozbudowana. Trzeba było opisać dlaczego Stokrota tak bardzo się w nim zadurzyła. Nie, nie chodzi mi o techniczne szczegóły owych dzikich nocy, ale raczej o czas kiedy rozmawiali. Można było opisać jak el Capitan opowiadał Stokrocie wizję swojej rewolucji. Jak ją zaraził swoją pasją, bezkompromisowością, a nawet okrucieństwem.

          2. Można było opisać jak Stokrota uczestniczyła w niektórych akcjach bojowych, nawet włącznie z zabijaniem. Jak ślepo za nim szła. Jak sama się stała aniołem Rewolucji.

          3. Poranek w którym zginął el Capitan początkowo miał wersję że to Stokrota sekretnie naprowadziła Marines na lokalizację obozu. I że jej wyjście z szałasu było z góry zaplanowane.
          Ale bym musiał wtedy to rozbudować, podać techniczne szczegóły. Zabrakło czasu i motywacji.
          Ale wydaje mi się że ta wersja miałaby większy sens.

          4. "Trywialna" wersja samego zakończenia musiała nastąpić. Historia musi być mieć koniec. Koniec który jest spokojny i nie prowadzi dalej.

          Jakieś inne pomysły?
          • maria421 Re: Pomysły? 23.11.15, 19:30
            No wiesz, Swiatlo? Najpierw kradniesz Dorocie show, a teraz nas o pomysly pytasz? :-)
          • iwannabesedated Re: Pomysły? 23.11.15, 19:50
            Tak, zdradliwa Stokrota bardzo mi się podoba. Żeby to jeszcze zrobiła dla idei, walcząc ze sobą, i sekretnie gryząc pięści i szarpiąc zębami chusteczkę. A potem, do końca życia, i jeszcze dłużej, na Jego grobie, żeby zawsze były białe kwiaty...

            Zakończenie byś jednak bardziej się mógł wysilić, bo to jest zbyt takie no, przaśne i oczywiste. Wiśniewski moim zdaniem powalił swoją książkę właśnie tym (powieść była hitem, nazywa się w "W sieci", może ktoś doświadczył).

            Mogła na przykład się nawrócić i iść do klasztoru prowadzić życie kontemplacyjne, mogli ją jednak uznać winną co-terroryzmu i wsadzić do pierdla, mogła sama zająć miejsce El Capitan jako prowodyra, bo w sumie to tak naprawdę chodziło jej tylko o władzę, mnóstwo dziwnych, wariackich rzeczy by można :)

            Incydentalnie, ukraść to można jedynie coś co należy do kogoś, a "szoł" zwany forumiem, czyteż poszczególne wątki - należą do Twórców, czyli wszystkich uczestników. Więc ani tego ukraść, ani sprzedać, ani nic z tym zrobić - się nie da.
            • swiatlo Re: Pomysły? 23.11.15, 20:28
              Czyli doszliśmy do porozumienia. To Stokrota naprowadziła Marines. Co zresztą planowała od czasu kiedy El Capitan coraz bardziej się zaczynał osuwać w szaleństwo. Kiedy się zorientowała że Rewolucja zaczyna sama siebie pożerać. Od czasu kiedy El Capitan własnoręcznie zastrzelił własnych żołnierzy.
              Zrobiła to dla niego. W imię miłości.

              Pokojowe zakończenie akurat uważam za słuszne. Chcę aby Stokrota stała się matką. Żeby pod wpływem macierzyńskiej miłości dokonała samooczyszczenia. Jak The Bride (Uma Thurman) w Kill Bill.



              • ewa553 Re: Pomysły? 23.11.15, 20:44
                nie Swiatlo. Happy End (poniekad) nie pasuje ani do historii, ani do Doroty jaka widze Twoimi oczyma.
                Ciaza? Tylko nie to!!!! Dziecko pasuje doi tego jak piesc do nosa. Dorota uwolniwszy sie od el Capitano
                powinna sie raczej zamknac w sobie, zamknac dla swiata ktory wydaje jej sie teraz zbyt plaski, wlasnie trywialny. Powinna sie zaszyc gdzies w puszczy, moze w jakiejs chatce w gorach, snuc sie mowiac do siebie wierszem, koniecznie zwiewne szaty i rozpuszczone, dlugie wlosy. Nasza eteryczna Stokrotka. Powinna miec wizje. Rozne. I powinny w swiecie krazyc o niej legendy. Cos w tym rodzaju sobie wyobrazam.
                A swoja droga przestraszyles mnie tym, ze w duzym stopniu (moim zdaniem) przejrzales Dorote. Czyli tak sie tutaj zdradzamy? Sami siebie?
              • iwannabesedated Re: Pomysły? 23.11.15, 20:44
                A niech Ci będzie, Twoja Stokrota, to sobie wyprawiaj co chcesz... Hehehe.... Ale uważaj... mam mojego Swiatle i nie zawaham się go użyć....
                • ewa553 Re: Pomysły? 23.11.15, 20:55
                  Swiatlo powinien sie w domu rozejrzec, czy syn czegos w domu nie zapomnial. Nastepnie mu to zawiesc i po drodze sluchac odpowiedniej muzyki itd.itd. To jest pomysl!!
      • maria421 Re: Stokrota 23.11.15, 14:58
        Swiatlo, to jest cudne :-)
      • iwannabesedated Re: Stokrota 23.11.15, 15:09
        No widzisz! O... Swiatlo, bądź pisarzem!

        Mocni mężczyźni, maltretowane i ratowane przed tym maltretowaniem kobiety, dziki nieokiełznany seks, mroczne chucie i rzyganie w klozet, zbawcze ciąże i odloty nad tym klopem, udręka i ekstaza... to się sprzeda! Człowieku, będziesz bogaty :D
      • xurek Re: Stokrota 23.11.15, 15:55
        Swiatlo, przeczytalam na bezdechu i z rozdziawiona geba. Wonderful :). Pisz dalej o losach forumowej wspolnoty a ja bede isc za toba i czytac bez opamietania :)
        • ewa553 Re: Stokrota 23.11.15, 16:29
          Swiatla historia powalila mnie z rana juz. Nie bylam w stanie napisac choc slowa. Czas tez nie pozwalam, musialam sie oddalic choc mialam ochote jeszcze kilka razy przeczytac. Jedynie trywialne zakonczenie mi sie nie spodobalo, mialabym kilka innych propozycji, ale przylaczam sie do choru starcow tebanskich: Swiatlo! Pisz!!
          • swiatlo Re: Stokrota 23.11.15, 18:34
            ewa553 napisała:

            > Jedynie trywialne zakonczenie mi sie nie spodobalo, mialabym
            > kilka innych propozycji,
            >

            Chętnie posłucham. Napisz je.
        • iwannabesedated Re: Stokrota 23.11.15, 17:22
          A Ty Xurek, nie podbechtuj, tylko chwyć za pióro! Jeden portrecik chociaż.... Może? Co?
        • chris-joe Re: Stokrota 26.11.15, 22:27
          Smakowite, doprawdy. Kopalnia po prostu.

          Jest typ facetow, dla ktorych "niezwykle atrakcyjna, piekielnie inteligentna i bardzo niezależna kobieta" stanowi nieustanne zagrozenie. Zwlaszcza, jesli na dodatek jest 'wyszczekana', jak to sie niekiedy potocznie mowi (niemal zawsze o kobiecie, bo 'wyszczekany facet' niemal nie istnieje).
          Gdyby owa kobieta wsluchiwala sie jedynie w gadki faceta, sie tymi gadkami zachwycala, w majtki by po prostu robila z zachwytu, podziwu, oddania i pozadania, to bylaby calkiem cacy. Gdy 'odszczekuje' jednak, sie nie zgadza, staje naprzeciw, wskazuje na dziury i niedostatki (chocby oczywiste i golym okiem widoczne) czy -nie daj boze!- niekiedy i osmieszy, to juz jest calkiem inna historia. Taka kobieta faceta z omawianego typu niemal kastruje, tzn. facet po prostu odpada w przedbiegach, a taka odpadka z racji kobiety, to w oczach takiego faceta- kastracja; taka kobieta to Dalila, wamp, "modliszka".
          Ona nie moze wiec byc po prostu inteligentna, musi byc inteligentna "piekielnie"; jesli jest intelektualistka, to musi byc "cyniczna intelektualistka", a nie na przyklad intelektualistka fascynujaca. To jasne. Co wiecej, taka piekielna i cyniczna kobieta nie jest -oczywiscie- zdolna do zwyklych zwiazkow miedzyludzkich. Ona ludzi niszczy, lamie im serca i zycie, wspina sie po ich trupach. Jak to modliszka i wamp.

          Na takiej kastrujacej kobiecie ow typ faceta musi wziasc odwet. Jak ten mechanik samochodowy w cieniu diwy. O czymze zwykle marzy taki mechanik? Oczywiscie o tym, jak ta diwe i modliszke upodlic, jak ja zwlec z jej piedestalu, pokazac jej kim jest naprawde. Najczesciej marzenia te maja forme silnie erotyczna, erotyczna brutalnie. Tylko w ten sposob ow typ faceta, ten mechanik samochodowy, moze odzyskac swa rzekomo z winy diwy utacona meskosc.

          Wiec nasza Dalila wpada w szpony Kapitana, okrwawionego brutala (to jest, oczywiscie, alter ego omawianego typu faceta; przez niego ten typ odzyskuje swa utacona wirylnosc). I oddaje sie mu bez opamietania. Precz ida jej intelektualne fanaberie, jej pretensje do niezaleznosci. Bo przeciez -to wlasnie obnazac ma historia naszej Dalili- tak naprawde ona pragnela tylko jednego: byc kompletnie zdominowana przez brutalnego macho, byc gwalcona bezlitosnie przez niego i jego "porucznikow i sierzantow". O tym marzy, zdaje sie nam, kazda 'niezalezna kobieta'. Bo taka kobieta to mit jedynie, kulturowy konstrukt narzucony nam przez niezdrowa ideologie.

          W historii Stokroty ten mit zostaje obnazony (jak i sama Stokrota). Ta "niezwykle atrakcyjna, piekielnie inteligentna i bardzo niezależna kobieta" zostaje zredukowana do wywloki, dziwki zzeranej przez skrywane zadze, markietanki. I do macierzynstwa. To macierzynstwo wlasnie przywraca jej rownowage, godzi ja ze swiatem, ktory po utracie jej brutala, stracil dla niej wszelki sens. Omawiany zas typ faceta odzyskuje fiuta. Happy end i alleluja! ;)
          • iwannabesedated Re: Stokrota 27.11.15, 12:39
            Ja tego nie odebrałam jako pisane z intencjami jakiegoś ściągania z piedestałów, najpierw by na tym piedestale trzeba być. Każdy tam pisze co mu się w duszy roi, bardziej siebie odsłaniając niż opisywany obiekt. Ja Swiatle wlepiłam ową "ofermę", on mnie ten oto pastisz.


            Lepiej byś powiedział, co sądzisz o portrecie swojej osoby, bo niektórzy uważają ów za udany ;)
            • swiatlo Re: Stokrota 28.11.15, 00:16
              iwannabesedated napisała:

              > Ja tego nie odebrałam jako pisane z intencjami jakiegoś ściągania z piedestałów
              > , najpierw by na tym piedestale trzeba być. Każdy tam pisze co mu się w duszy r
              > oi, bardziej siebie odsłaniając niż opisywany obiekt. Ja Swiatle wlepiłam ową "
              > ofermę", on mnie ten oto pastisz.

              Dokładnie, dokładnie! Nikt tutaj nie ma prawa być bezpieczny.
              Ja jestem ofermą batalionową, Stokrota markietanką, Luiza bajzel-mamą. Jedynie Maria ma portret pozytywny.
              Choć ja bym wdział Marię jako działaczkę społeczno-patriotyczną wręczającą żołnierzom idącym na front kolorowane obrazki ze świętymi. No i potem ze wszystkimi frontowymi konsekwencjami tej działalności. Ale ponieważ właśnie się zdradziłem jak widzę Marię, to nie będę już pisać historii. :)
              Chrisa nie będę opisywał, bo to zbyt niebezpieczna działka. Za dużo min. Mam pomysł, ale go nie zrealizuję. :)
              (przypomnienie dla mnie samego, na wypadek jakbym był sprowokowany jednak do napisania: podpułkownik Dziubek).

              • iwannabesedated Re: Stokrota 28.11.15, 00:50
                Szpion cichociemny Mara Hari to pozytywny portret? Moim zdaniem to jest wielce dwuznaczne... To że nie pisałam w graficznych szczegółach co i jako kto, podszywając się pod wszystkich i wszystko - dla zdobycia informacji - wyprawiała, to jest sztuka niedomówienia i pole do popisu dla wyobraźni tutaj pozostawiłam...
                • swiatlo Re: Stokrota 28.11.15, 01:08
                  No tak, racja... :)
              • maria421 Re: Stokrota 28.11.15, 09:29
                To juz chyba bardziej sie nadaje na szpiona niz na dzialaczke spoleczno-patriotyczna :-)
                Jakby nie bylo, szpion to ... "Intelligence" - CIA, Mossad i te rzeczy, choc skrytobojstwo by mi nie odpowiadalo...

                Ale- ktora z forumowiczek bedzie Marlene ? Gwiazda dajaca charytatywna koncerty dla zolnierzy gdzies na lotniskowcach na dalekich morzach?

                Zdaje sie ze tylko Xurek zostal jeszcze bez roli.
                • swiatlo Re: Stokrota 28.11.15, 09:52
                  > Ale- ktora z forumowiczek bedzie Marlene ? Gwiazda dajaca charytatywna koncerty
                  > dla zolnierzy gdzies na lotniskowcach na dalekich morzach?

                  To miało też być w Twojej biografii. Chciałem aby Twoim wzorcem była Rita MacNeil. Kanadyjka o cudownym głosie śpiewająca patriotyczne i religijne piosenki dla ciężko pracującego ludu. Z tym że Ty byś śpiewała dla biednych żołnierzyków idących na mięso armatnie. Zawsze to lepiej się człowiek czuje będąc rozrywanym na strzępy jak się posłucha takich piosenek.
                  • ewa553 Re: Stokrota 28.11.15, 11:13
                    a wiec czeka nas jeszcze Xurek i moi. Po Xurku spodziewam sie - znajac jej zyciorys - niesamowitych, barwnych opowiesci, pelnych brawurowych wyczynow itd. Wielkie zadanie dla naszych Autorow!
          • swiatlo No cholera 28.11.15, 05:00
            > W historii Stokroty ten mit zostaje obnazony (jak i sama Stokrota). Ta "niezwyk
            > le atrakcyjna, piekielnie inteligentna i bardzo niezależna kobieta" zostaje zre
            > dukowana do wywloki, dziwki zzeranej przez skrywane zadze, markietanki. I do ma
            > cierzynstwa. To macierzynstwo wlasnie przywraca jej rownowage, godzi ja ze swia
            > tem, ktory po utracie jej brutala, stracil dla niej wszelki sens. Omawiany zas
            > typ faceta odzyskuje fiuta. Happy end i alleluja! ;)
            >

            No cholera trzeba uważać co się mówi. PC Gestapo węszy wszędzie....

      • iwannabesedated Re: Stokrota 23.11.15, 17:21
        No zobacz, jaki się wszczął ferment, i jak rozjątrzyłeś tłumy !!! No w końcu, jakieś życie się ożywiło....

        Dawaj, nie przestawaj :D

        Ja też czkam niecierpliwie. Kogo następnie nam tu podrzucisz?? A to się będzie działo, doczekać się nie mogę.
        • roseanne Ertes, skaut i partyzant 23.11.15, 17:31
          robi rozeznanie terenu, szuka kryjowek , tudziez naturalnych fortyfikacji
          po cichu i skutecznie wykancza skautow wroga - walka wrecz, rzut nozem, ewentualnie luk ze strzalamiv (wlasnorecznie wykonany)

          zajmuje sie rowniez organizacja transportu i alkoholu ( de celow leczniczych wylacznie!)
        • swiatlo Re: Stokrota 23.11.15, 18:43
          iwannabesedated napisała:

          >
          > Ja też czkam niecierpliwie. Kogo następnie nam tu podrzucisz?? A to się będzie
          > działo, doczekać się nie mogę.

          Bym musiał się w ponowną podróż wybrać. Ta historia została stworzona w czasie dwugodzinnej podróży samochodowej. Wracałem z Corvallis do Portlandu po tym jak podrzuciłem syna na uniwersytet, a nie chciałem myśleć o głupotach które tylko wzniecają negatywne emocje, więc puściłem muzykę, która przez przypadek była kilkoma albumami gitary hiszpańskiej jak Tarrega, Albeniz czy de Falla. I w czasie tej muzyki ta historia mi przyszła do głowy... :)

          • iwannabesedated Re: Stokrota 23.11.15, 19:27
            No bo ona jest taka, iberyjska... Bardzo dobre, dziękuję :)

            Właśnie miałam nadzieję, że się wszyscy rozszaleją w jakiś sposób bardziej twórczy i zabawny niż do tej pory...
    • iwannabesedated Maria 23.11.15, 23:49
      Desperacko miotała się między swoją chęcią zrobienia czegoś, a moralnymi dylematami odnośnie zabijania, i pewnie by się tak miotać nie przestała do końca wojny, gdyby znienacka jej nie zwerbował wywiad wojskowy. Przypisując funkcję specjalnego agenta polowego, czyli szpiona. Marysia jako szpion odnalazła się idealnie, do perfekcji opanowując sztukę udawania wszystkiego i każdego przed każdym. Jako gruby sierżant śpiewała sprośne pieśni w okopach wroga, w spelunach stała za barem serwując wódkę i piwo, miała także nieprawdopodobną umiejętość zlewania się z tłem, na przykład mogła się upodobnić do ściany, do budki strażnika, lub telefonicznej, dowolnego drzewa lub krzewu, pojazdu, no dosłownie wszystkiego. Informacje przekazywała dowódcom oddziałów, dostarczała do sztabu, a także wymieniała się z nimi z innymi szpionami. Była nieprawdopodobna. Wydawała się być w wielu miejscach naraz, przenikać przez obiekty i być dosłownie wszystkim. Doszło w końcu do tego, że żołnierze się bali strzelac do wroga, bo to mogła akurat być Maria, albo iść normalnie na dziwki się bali, nie żeby się bali, że Marysią jedną z ich jest, ale mogła być na przykład łóżkiem, albo żyrandolem u powały, albo szczać na drzewo też się bali, bał się także Kan, bo zżynając w lesie drwa, się bał że Marię zer.. - zamiast. Działała oczywiście incoguto, mając pseudonim Mara Hari. Po wojnie Mara Hari zniknęła, to znaczy wróciła do swojego życia jako Marysia, oczywiście o swojej tajnej misji nie mówiąc nikomu, tylko jak słuchała niesamowitych opowieści o wyczynach Mary Hari, które zaczęła opowiadać sobie ludność, a w końcu doszło także do wierszy, kiczowatych hollywodzkich produkcji oraz łzawych songów – to się sama do siebie uśmiechała trochę wstydliwie a trochę z lubością (ale tylko wtedy gdy była absolutnie pewna, że jej nikt nie widzi).
      • iwannabesedated Re: Maria 23.11.15, 23:53
        I od razu powiem, że miałam dylemat, bo najpierw w roli tajnego agenta polowego widziałam Rose. Bo chociaż byłam pewnia, że Rose na wojnę pójdzie, to jakoś nie byłam pewna - jako kto. Tylko agent Rose był zupełnie inny niż agent Maria vel Mara. I wtedy mi się też Maria wyroiła jako agent, a także wizja możliwa wizja Rose jako wojennego Master-szefa i tak to spisałam, możliwe że idąc po najmniejszej linii oporu. Bo jakoś Marii nie widziałam w roli żadnej innej, a już na pewno nie przy kuchni lub w lazarecie :)
        • maria421 Re: Maria 24.11.15, 08:23
          Wszystko Ci wybacze, ale tego GRUBEGO sierzanta nigdy w zyciu :-)))
          • ewa553 Re: Maria 24.11.15, 10:27
            Hahahaha!!! Brawo Dziewczyny. Fajnie napisane Dorotko, a czytajac wiedzialam od razu, ze Maryska zaprotestuje na te slowa:)) Cudownie jet byc z Wami. Chociaz musze sie rozejrzec w mieszkaniu czy Zyrandol nie jest Maryska itd:)
            • jutka1 Re: Maria 24.11.15, 14:35
              Mara Hari :-) Bomba! :-)))
              Zaraz zajrzę pod łóżko, czy Mara Hari mi się w Tiutiurlistanie nie objawiła. :-)
              • iwannabesedated Re: Maria 25.11.15, 23:20
                Tak, a już na sedes to na pewno - nie siadaj ;)
    • blues28 Och, ach, uch... :-) 24.11.15, 16:53
      Przemknelam chybcikiem, bo musze leciec, ale cud, miód, malina: charakterystyki sa cudne! Wypisz wymaluj wywolany nick :-)))

      Zas mistrz Swiatlo rozwinal skrzydla. Ja mam zagwozdke: czy El Capitan (pozwolisz Swiatelko: w nickach, ksywkach, przydomkach rodzajnik piszemy z duzej litery), jest z Sendero Luminoso czy to kolumbijski guerillero z FARC? Bo Gary Cooper z "Komu bije dzwon" to chyba nie! Prawda?
      Napewno jest postawny, z gorejacymi oczami, rozchlestana na piersi koszula (w zadnym razie rozciagniety podkoszulek!!!) i z kalachem na ramieniu. I wlecze przez selve Stokrocie, wiotka jak trzcina, z rozpuszczonym, kruczym wlosem i alabastrowa cera.
      Bo jakby to byl Hemingway, to by ostrzygl na zero Stokrotna. Nie, nie pasuje!
      • maria421 Re: Och, ach, uch... :-) 24.11.15, 17:12
        Ja czytajac opis Swiatla na temat Doroty czulam te klimaty :

        www.youtube.com/watch?v=dr_g23qi9hg
      • swiatlo Re: Och, ach, uch... :-) 24.11.15, 19:14
        Gdzieś Stokrotę musiałem umieścić. W jakimś kontekście. Nie mam pretensji co do prawidłowości historycznego kontekstu. W końcu są tam też Marines.
        Jest to fikcyjna wojna w fikcyjnym latynoskim kraju. :)

        Mogłem zamiast El Capitan dać jakiegoś brodatego Taliba i wojnę umieścić gdzieś w Afganistanie, ale wtedy nie byłoby tej chemii. Tego latynoskiego czaru, tego Revolución o Muerte!

    • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 24.11.15, 17:40
      no i co dalej? Gdzie reszta zespolu? Zabraklo Wam (Dorotka+Swiatlo) weny?
      • swiatlo Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 24.11.15, 19:26
        ewa553 napisała:

        > no i co dalej? Gdzie reszta zespolu? Zabraklo Wam (Dorotka+Swiatlo) weny?

        Kochana, jak to Kubuś Puchatek mawiał: Poezji się nie szuka. Poezja sama do ciebie przychodzi.

        :)
        • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 24.11.15, 19:35
          OK, daje Ci lajka:)
    • iwannabesedated Kris 25.11.15, 19:27
      Poszedł bo musiał. I... dokonywał brawurowych aktów bezprzykładnej odwagi, rzucał się z szablą na tanki i siekł je na pół, no... może niekoniecznie aż tak, ale blisko... Raził wroga, inspirował towarzyszy broni, zasłaniał własną piersią, kulom się nie kłaniał, rozkazów się nie słuchał, dyscypliny nie przestrzegał, ale za to skrupulatnie dbał o higienę i estetykę, więc przymykano oko, bo się dobrze prezentował na materiałach piarowych z frontu. No i wróg się go bał jak cholera, krążyły o nim legendy, wystarczyło że się pojawił, a już potrafili wrodzy pierzchać w popłochu popuszczając w pantalony. Istnieją tej historii dwa możliwe zakończenia, albo na fali rosnącej wojennej brawury w końcu przesadził i się dał zabić.... albo nie.

      Tak cz śmak, po akcjach znikał na długie godziny nie wiadomo gdzie, lecz wiadomo po co. Pisał bowiem wiersze, i albo były one genialne, albo wstrzącająco niedobre, czego – czy w jednym przypadku, czy drugim był zupełnie świadom. Te genialne odczytywał potem kolegom dla podniesienia ducha, dla inspiracji i ku większemu dobru wszystkiego co jest, a tymi potwornymi torturował wroga wywrzaskując je wobec nacierających zastępów i wywołując taki efekt jak umiejętnie spreparowana atomówka lub też zręcznie puszczony gaz bojowy, na przykład musztardowy.

      Po wojnie, jeśli przeżył, pierdolnął to wszystko w cholerę znikł. Słuch o nim zaginął wszelki, choć wiersze wydano w wysokim nakładzie, a także nakręcono o nim film, stawiano pomniki jemu i jego za wzór stawiano powabnej młódzi płci obojga, której się stał idolem i nosila t-shirty z jego podobizną. Oraz gacie. Plotka głosi, iż na jednej z południowych wysp, incognito prowadził na plaży bar serwując ludziom fikuśne drinki z parasolką i cząstką tropikalnego owoca, lub nawet z dwiema cząstkami.
      • ewa553 Re: Kris 25.11.15, 19:38
        Dorota, jestes genialna: wymyslilas nowa bron razenia natychmiastowego, zlom poezje!!!! Opatentuj zanim sie Ruscy z Turkami zaczna napierniczac.
        • iwannabesedated Re: Kris 25.11.15, 22:26
          Ale to Kris, a właściwie ta wersja co mi się raczyła objawić, to wymyśliła, ja tylko spisałam. Co do Turków i Rosjan to chyba już odrobinę za późno, niestety :(

          Twoją postać już Ewuniu napisałam, ale wybacz opublikuję na końcu bo stanowi clue wszystkiego i niestety musi być ostatnia bo się wtedy kończy wojna :D
          • ewa553 Re: Kris 25.11.15, 23:34
            domyslam sie Dorotko ze ja to ta, ktora bedzie wywieszac biale choragwie z okien:)
          • luiza-w-ogrodzie Re: Kris 26.11.15, 00:40
            iwannabesedated napisała:

            > Twoją postać już Ewuniu napisałam, ale wybacz opublikuję na końcu bo stanowi cl
            > ue wszystkiego i niestety musi być ostatnia bo się wtedy kończy wojna :D

            No prosze, myslalam, ze to ja bede na koncu, zeby sadzic ogrody na popiolach i zgliszczach miast tudziez na skompostowanych bezimiennych zwlokach.

            Luiza-w-Ogrodzie
            Forum AUSTRALIA
            • iwannabesedated Re: Kris 26.11.15, 01:45
              Bynajmniej, Ty byłaś na początku, i już dawno jesteś :)
              Tylko przetrzymuję Cię dla budowania suspensu.
      • blues28 Re: Kris 26.11.15, 10:25
        To jest po prostu majstesztyk Stokrociu!! W moim skromnym rankingu, najbardziej udany portret!
        A juz razenie wroga (na barykadzie of course) zla poezja jest piekne.-))
        Od samego rana sie uchachalam, Dziekuje :-)
        • iwannabesedated Re: Kris 26.11.15, 22:25
          Dziękuję, Bluesie, sama uważam, że "Kris" się nieźle napisał. Zresztą jakiś czas temu już, ale nie umieszczałam, bo się obawiałam, iż w panującym obecnie na forum furorze bitewnym - jakoś zostanie niewłaściwie odebrany :(
          • blues28 Re: Kris 27.11.15, 10:09
            Mysle, ze niezaleznie od bitew toczacych sie na innych watkach, ten portret jest wyjatkowo udany i jako taki powinien byc przyjety :-)
            • chris-joe Re: Kris 27.11.15, 20:35
              Portret mi schlebia, nie powiem, ale najpewniej sie nijak ma do 'prawdy'. To ja pewnie bylbym ciamajda albo dezerterem. Jestem pacyfista, indywidualista i nie znosze fizycznej i werbalnej przemocy. Samcze skupiska przyprawiaja mnie o depresje i nie potrafie sie w nie wpasowac wiec armia to byloby dla mnie pieklo. Gdy napotkam dwoch facetow klnacych jak szewcy w miejscu publicznym, mam ochote im zwrocic uwage, by sie kulturalniej zachowywali. Niekiedy zas uwage zwracam. Takie zachowanie najpewniej nie przysporzyloby mi popularnosci w brygadzie.
              Za cyngiel moglbym moze pociagnac, ale tylko w ostatecznej ostatecznosci, doprowadzony do furoru badz ogarniety nieokielznanym strachem.
              Najpewniej bym albo zwial, albo stanal pod sciana za probe dezercji.
              • blues28 Re: Kris 27.11.15, 22:36
                Alez wojenne portrety to 97% licencia poetica i 3% esencia postaci :-) Za to z jakim rozmachem nakreslone :-)
    • swiatlo Luiza 26.11.15, 03:07
      Zanim wybuchła wojna Luiza prowadziła najpiękniejszy ogród w całej okolicy. Zajmował on około hektara ziemi położonej na słonecznym zboczu na obrzeżach miasta. Rozpościerał się z niego malowniczy widok na ceglane mury i dachówki miasta, a za nim malownicze wzgórza porośnięte brzozowymi zagajnikami. Gdzieniegdzie widać było plantacje chmielu. Dookoła rozpościerały się rozległe żytnie pola z rosnącymi gdzieniegdzie czerwonymi makami.

      Z miasta do ogrodu Luizy prowadziła droga wprost z rynku. Można było spacerkiem przejść od rynku do ogrodu w mniej niż piętnaście minut, jako że ceglany murek będący granicą ogrodu pełnił także rolę granicy miasteczka. Oczywiście, zwykle taki spacer zajmował o wiele więcej czasu, jako że wzdłuż drogi kusiły liczne piwiarnie, kafejki i stragany.

      Ogród był prowadzony w sposób pozornie niedbały, tak jakby ktoś pozwalał na nieskrępowaną wolność i chaos natury. Jednocześnie jednak było widać staranną rękę gospodyni, która dbała aby ta wolność i chaos szła w bardzo zaplanowanym kierunku antycznych ogrodów pełnych tajemnic i elfów.

      Kiedy przez miasteczko zaczęły ciągnąć coraz częściej kolumny wojsk, ogród wydawał się być wyłączony z bezlitosnego biegu historii. Podczas gdy przez kamienne uliczki miasta maszerowały niezliczone kolumny wojsk w miarowym stukocie butów, przewalały się żelazne kolumny dział i pojazdów pancernych, kiedy rozlegały się rozkazy dowódców, kiedy całe miasteczko zamieniło się w bazę wojskową, ogród Luizy był wyspą ciszy. Słychać było śpiew ptaków i śmiech młodych pomocnic-ogrodniczek Luizy, które pomagały jej w utrzymaniu tej anielskiej enklawy.

      Któregoś dnia do bramy posiadłości zadzwoniła grupka oficerów. Szukali kwater, jako że całe miasteczko było już kompletnie przepełnione. Luiza zaproponowała im swoją posiadłość, zadowolona z dodatkowych zarobków z kasy pułku. Oficerowie byli niezwykle kulturalni i nie zakłócali atmosfery enklawy Luizy.

      Pewnego letniego popołudnia, kiedy to oficerowie palili fajki na tarasie przy ogrodzie, obok nich pracowały dwie pomocnice Luizy. Młode dziewczyny z pobliskich wiosek, rozchylone głęboko koszule, wysoko podkasane sukienki. W powiewach wiatru widać było to młode piękno, przewyższające swoim pięknem cały ogród. Zamurowani jak kamienne postacie oficerowie nie mogli oderwać od nich oczu.
      Wtedy to Luiza wpadła na pomysł biznesu. Genialnego biznesu. Po konsultacji z dziewczynami, które chętnie się też zgodziły, udekorowały kwiatami kilka altanek w ogrodzie, wprowadziły tam wygodne leżanki, postawiły stoliki z winem i owocami. I tak biznes zaczął rozkwitać.

      Od tego czasu w ogrodzie Luizy było pełno ludzi. Oficerowie nie szczędzili grosza, podoficerowie wydawali ostatnie zaskórniaki z ich żołdów, postawiono też nowe altanki, wszystkie dyskretnie przysłonięte zwiewnymi kotarami. Sława ogrodu wyszła poza miasteczko. Ściągały tam zastępy oficerów ze wszystkich okolicznych baz, przychodziły także nowe nabytki dziewczyn z okolicznych wsi i miasteczek. Kiedy oficerowie spędzali swoje ostatnie boskie chwile za zwiewnymi tiulami altanek, ostatnie zanim zostaną wysłani na piekło frontu, Luiza przeliczała obroty. Oficerowie byli szczęśliwi będąc w raju zanim zostaną rozerwani na strzępy we frontowych okopach, dziewczyny hojnie wynagradzane przez Luizę odkładały swoje pieniądze do dzbanków na piecach, a Luiza planowała kolejne ekspansje interesu.

      Któregoś dnia usłyszała dzwonek do bramy. Kiedy otworzyła, za bramą stała młoda dziewczyna. Jej rude ogniste włosy opadały na twarde i młode piersi niedbale przykryte cienką białą koszulą. Miała niebieskie jak lazurowe niebo oczy, lekkie piegi na bladej nieskazitelnie gładkiej twarzy oraz czerwone usta. Luiza nie mogła oderwać oczu od jej płonąco-czerwonych pukli włosów. Stała zamurowana, jakby sama Wenus zaraz po narodzinach z fal Botticellego stała u jej bramy.

      Dziewczyna przedstawiła się jako Odetta i cichym, niewinnym, ale nieświadomie namiętnym głosem, zapytała czy Luiza ma dla niej pracę w swoim interesie. Luiza, nawet jakby musiała dla niej wyrzucić z pracy wszystkie pozostałe dziewczyny, otworzyła bramę i przyprowadziła ją do swojego domostwa. Akurat tego wieczoru, jak co niedzielę, biznes był zamknięty. Luiza nakarmiła dziewczynę i zaprowadziła ją do pokoiku na poddaszu. Tej nocy nie zasnęła ani na chwili. Wsłuchiwała się w każdy szmer dochodzący z poddasza, modląc się aby Odetta zeszła choćby na chwilkę prosząc o jakiś nieistotny drobiazg.

      Następnego dnia ponownie otworzyły się drzwi biznesu. Dziewczyny, półnagie, z niedbale zarzuconymi przeźroczystymi chustkami, czekały na oficerów. Ci zaczęli przychodzić zaraz po porze obiadowej.
      Odetta stała oparta o altankę, jej nagie ciało było lekko przesłonięte w biodrach czerwoną chustą. Jej bujne ognisto-czerwone włosy zasłaniały jej nagie białe piersi.
      Luiza nie patrzyła się na nic, nie zliczała pieniędzy, nie żartowała jak zwykle z oficerami. Jej oczy były wbite w Odettę, jak zahipnotyzowane. Ciało i umysł Luizy płonęły z pożądania. Nigdy przedtem tego nie doświadczyła. Ogród pochłaniał ją przedtem tak mocno że nigdy nie zaznała stałej miłości, a jej przelotne romanse pozostawiały jedynie bolesne wspomnienia.

      Wieczór ogarniał ogród i Luiza, przy dźwiękach gitary granej przez najętego muzyka, zapalała pochodnie obok altanek. Oficerowie siedzieli na kanapach z dziewczynami, rozlegał się śmiech dziewczyn przeplatany oficerskimi żartami. Kiedy Luiza przechodziła obok altany w której za kotarą Odetta zabawiała się ze znajomym oficerem, czuła dreszcze na całym ciele.

      Mijały dnie i noce. Luiza czuła że straciła całe swoje życie. Marzyła o każdym ulotnym spotkaniu z Odettą. Patrzyła się na każdą część jej ciała, marzyła o każdej rozmowie z nią. Nie była w stanie się z nią targować, godziła się na każde jej żądanie.
      Odetta stała się też najważniejszą osobą w jej biznesie. Dla Odetty do ogrody przyjeżdżali coraz wyżsi oficerowie. Któregoś wieczoru przyjechał dyskretnie sam generał.
      Luiza czekała na wieczory kiedy mogła za Odettą wodzić wzrokiem. Potem na samotne noce których nie przesypiała ani chwili marząc o dotyku Odetty, o jej ognistych włosach.

      Któregoś wieczoru Odetta była w altance z młodym przystojnym kapitanem. Luiza przechodziła obok zapalając światła. I wtedy zauważyła odchyloną kotarę. Za kotarą nagie ciało Odetty oplatało pięknego kapitana. Luiza, zupełnie nieświadomie, otworzyła kotarę, weszła do środka i dotknęła ich obojga. Oni się odwrócili i ją objęli. Razem we trójkę spletli się w jedno.

      I wtedy rozległy się syreny w mieście. Nad miastem rozległy się pomruki nadlatujących bombowców. Kapitan się zerwał, złapał swój mundur i nagi wybiegł na zewnątrz. Luiza i Odetta zostały w altance same.

      Kiedy miasto było rozrywane na strzępy przez bomby, kiedy niebo się waliło ogniem i żelazem, kiedy altany jedna za drugą były rozrywane na ogniste drzazgi, kiedy dookoła latały rozrywane ciała i rozpaczliwe okrzyki, Luiza i Odetta nie widziały ani nie słyszały niczego. Ich ciała były połączone razem, Luiza całowała twarde i delikatne piersi Odetty, wtapiała się w jej ogniste włosy. Odetta szeptała czule, a Luiza płakała ze szczęścia jak nastolatka.

      Wtedy spadła na nich ściana ognia.


      • iwannabesedated Re: Luiza 26.11.15, 03:18
        Rany boskie padłam .... Swiatlo to jest grozne, bo po przeczytaniu człek zaczyna toczyć zgłodniałym wzrokiem po ścianach, czyby tam jaki pająk się nie pęta lub cokolwiek co można by wybzykać... ;)

        Na Twoim miejscu teraz bym przez tydzień przyschła gdzieś, bo jak Luiza przeczyta to mogą być straszliwe dla Ciebie konsekwencje...


        Hahahaha! A teraz ... idę spać!
        • swiatlo Re: Luiza 26.11.15, 03:32
          Nie ma sprawy. Jakby tylko Luiza była w jakikolwiek sposób urażona to proszę adminów o usunięcie. :)
          • ewa553 Re: Luiza 26.11.15, 10:25
            Powiem Swiatlo tylko jedno: piekne. Po prostu piekne...
          • blues28 Re: Luiza 26.11.15, 10:32
            No i mamy coming out Luizy! Ze stylowej szafy ;-) A Odette musiala byc ruda, no!
            W tym wszystkim umknal mi proceder bardzo wzmacniajacy morale wojska w czasach wojny, a nawet trio z Odette i oficerem na dokladke, :-)))
      • minniemouse Re: Luiza 27.11.15, 01:39
        .... goraco mi sie zrobilo ... od tego przekraczania granic w sztuce, rzecz jasna ;)

        M
        • luiza-w-ogrodzie Re: Luiza 27.11.15, 03:06
          minniemouse napisała:

          > .... goraco mi sie zrobilo ... od tego przekraczania granic w sztuce, rzecz jasna ;)

          A kto tu mowil o sztuce? Sztuka to na innym watku a tutejsze wpisy Swiatly to radosna grafomania;)

          Luiza-w-Ogrodzie
          Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
          • swiatlo Re: Luiza 27.11.15, 04:07
            luiza-w-ogrodzie napisała
            >
            > A kto tu mowil o sztuce? Sztuka to na innym watku a tutejsze wpisy Swiatly
            > to radosna grafomania;)
            >

            Ani sztuka ani grafomania. To najprawdziwsza obiektywna prawda! Lol

            • blues28 Re: Luiza 27.11.15, 10:07
              No bo obraz powstaje w oku patrzacego :-))
              • iwannabesedated Re: Luiza 27.11.15, 12:44
                .... a smak - między ustami, a pucharu, niam niam niam :)
    • luiza-w-ogrodzie Ogrody Luizy w wersji soft porn ;) 26.11.15, 10:37
      Swiatlo, malo sie nie udlawilam herbata czytajac o takiej opcji ogrodowego biznesu (widac, ze lubisz rude piegowate ;) Ygritte tez?). Ze tez na to wczesniej nie wpadlam. Swoja droga, Ty sie rozminales z powolaniem! Od dzisiaj nie bede sie zwracac do Ciebie inaczej, niz Jack Collins

      Dzieki za rozrywkowy wieczor :)))))

      Z dedykacja dla Swiatly zdjecie dzisiejszego zachodu slonca - ogrod Luizy jest na stoku pagorka widocznego z prawej strony zdjecia.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/jb/ze/4zgn/p651W9e1706anoaI9B.jpg

      ...oraz "Ogród Luizy" Bursy

      W czerwcu najpiękniej ogród zakwita Luizy
      Którego nieistnienie zabija jak topór
      Zawieszony na tęczy pod gwarancją wizji
      Rozżarza się w olśnienie purpurowych kopuł
      W czerwcu najpiękniej ogród zakwita Luizy

      Luiza której lekkość gracja i swoboda
      Metal z różą a krzemień z obłokiem kojarzy
      Biega bezbronna w ciemnych lewadach ogrodu
      Serca wyryte w korze mając na swej straży
      Luiza której lekkość gracja i swoboda

      Kawalkada dąbrowy czujność sarnich blasków
      Gamę śmiechu Luizy powtarza gdy ona
      Rozrzucająca włosów rozgwiazdę na piasku
      Poddaje nagie gardło śmiechem zwyciężona
      Kawalkada dąbrowy czujność sarnich blasków

      Łaskę Luizy może zdobyć tylko męstwo
      Pewność rzutu i nerwów szaleńcze napięcie
      Zwycięzco umazany gęstą krwią zwierzęcą
      Przynieś jej lwią paszczękę i serce łabędzie
      Łaskę Luizy może zdobyć tylko męstwo

      Prostotę tajemnicy ogrodu Luizy
      Labiryntów i altan puszcz i klombów kwietnych
      Ptaszarni i rykowisk gonów gazel chyżych
      Pojąć potrafi tylko prawy i szlachetny
      Prostotę tajemnicy ogrodu Luizy

      Którego nieistnienie zabija jak topór
      Realnością śmiertelnych poczekalni ziemi
      Przeklęty rojeniami dzieci i idiotów
      Wydrwiony mgieł nonsensem ginie w neurastenii
      Którego nieistnienie zabija jak topór

      Luiza-w-Ogrodzie

      PS. Stokrotko, nie jestes zwolniona z opowiedzenia Twojej wersji wydarzen!

      Forum AUSTRALIA
      • swiatlo Re: Ogrody Luizy w wersji soft porn ;) 26.11.15, 11:39
        Ygrette? Może książkowa, bo w filmowej coś mi nie leży. Chyba zbyt ostra twarz.
        Z rudych piękna jest Jessica Chastain. A już w ogóle najpiękniejsza jest Isla Fisher.

        Dziwię się że nie pamiętasz, ale wygląd Odetty został zainspirowany Twoim opowiadaniem sprzed lat jak opisywałaś Twój crush na rudowłosą nauczycielkę muzyki. Chyba skrzypiec, jak dobrze pamiętam. :)

        • luiza-w-ogrodzie Re: Ogrody Luizy w wersji soft porn ;) 26.11.15, 12:02
          No prosze, Swiatlo pieczolowicie przechowuje w pamieci portret nauczycielki FLETU mojej corki, o ktorej to rudej zupelnie zapomnialam. Musialam wowczas napisac zaiste ognisty post, zeby tak sie wypalil w Twojej pamieci. Masz linka? No nie mow, ze nie masz ;)

          Ide spac, ciagle rechoczac pod nosem ;)

          Luiza-w-Ogrodzie

          PS. Oczywiscie, ze ksiazkowa Ygritte. Albo serialowa Rose ;)

          Despite all our accomplishments we owe our existence to a six-inch layer of topsoil and the fact it rains.
    • iwannabesedated Blues 26.11.15, 14:20
      Zdecydowanie był nastawiony anty-wojennie i na żadną wojnę pod żadnym pozorem się wysłać postanowił nie dać za wszelką cenę. Ale się złamał już przy pierwszych doniesieniach z frontu, że leżą po polach i lasach ranni żołnierze, a personelu medycznego niedostatek srogi. Co więc robić, kupił sobie gustowne oficerki, twarzowy berecik a la Marusia i nie bacząc na delikatny stan swojego zdrowia - się zaciągnął. Jako sanitariuszka oddziałowa został przydzielony do lazaretu. Tam szył i opatrywał rany, uspokajał wystraszonych, koił boleściwych, pocieszał zrozpaczonych i walił w łeb histeryzujących (w celach terapeutycznych oczywiście). Uczestniczył także w akcjach, udzielał pomocy na polu walki pod obstrzałem lub bez, za bardzo nie zważając czy swój czy wróg, po prostu każdy kto pomocy potrzebował, tę pomoc otrzymać musiał. A niechby mu ktoś w tej wyższej misji usiłował przeszkodzić to bezlitośnie raził ogniem, nożem, wzrokiem czy tam cokolwiek miał pod ręką – raz wlał chłopu niesioną akurat urwaną czyjąś nogą. Musiał się jednak mitygować trochę, bo potem miał nieodparty imperatyw aby poturbowanym przez samą siebie – udzielić pierwszej pomocy. Oczywiście, bo jakże by inaczej przecież?
      Po akcjach siadywał ze wszystkimi przy ognisku, wyglądając uroczo bawił opowieściami o pięknym Madrycie i jak to będzie gdy wszyscy wrócą do domu. Okazało się też, że umie nieźle śpiewać tęskne ballady – no to śpiewał, poza tym pisał długie listy do przyjaciół i rodziny frontowe życie przedstawiając w samych superlatywach, żeby się broń boże nikt nie martwił, ale wszyscy się i tak martwili, więc Blues miał poczucie winy, ale dawał radę. Trapiony jednak myślami o bezsensie tego wszystkiego, czyli wojowania, urywania łbów z płucami po to aby je potem przyszywać, ogólnym braku estetyki (bo jakby się nie starał to ugacać i ukwiecać, wojna ogólnie produkuje pejzaże dość przydkie oraz emocje ludzkie przyziemne), w końcu – po wojnie - uległ wkurzeniu tak okropnemu, że kompletnie wyzdrowiał. Po czym wyjechał w ramach akcji humanitarnej do jednego potem drugiego i trzeciego kraju w potrzebie, tam wiercił studnie, stawiał szkoły, szpitale, budował drogi i działał na rzecz sprawiedliwości, piękna oraz większego dobra wszystkiego co jest. Robił sobie oczywiście wakacje, przyjeżdżał do pięknego Madrytu lub nad swoje morze, rozkoszował się spacerami, obsiadał kawiarenki, oraz buszował po sklepach i pasażach z modą, no bo pustynia czy nie, a coś założyć na siebie trzeba, lecz jednak gdzieś w środku już się nie mógł doczekać powrotu do tej kolejnej wsi gdzie nie mają wody, albo dachu nad głową, albo szkoły, albo czegoś innego co jest niezbędnie potrzebne.
      • ewa553 Re: Blues 26.11.15, 14:27
        Tak, tak i ja widze Bluesa..
      • blues28 Re: Blues 26.11.15, 16:02
        Lo Jezusicku, az za dobry ten wojenny blues :-)
        Dobrze, ze choc chlopa urwana noga spral :-) Noga pochodzenia nieznanego!
        • iwannabesedated Re: Blues 26.11.15, 22:33
          Nie, no jeszcze walił w łeb histeryków (w celach terapeutycznych oczywiście), tudzież raził z palnej broni, nożem i zabijał złym okiem (co wg. jednego z moich nonsensownych byłych jest broń najokropniejsza ze wszystkiego)... A noga bynajmniej znanego pochodzenia, specjalnie się po nią wybrać musiał na pole bitwy, bowiem należała do pewnego nadzwyczaj przyjemnego dla oka młodego oficera, któremu właśnie miano przyszyć jakąś kompletnie nie pasującą goleń z grubym udem porośniętą rdzawym meszkiem, no na miły Bóg! Blues absolutnie dopuścić do takiego spostponowania pięknego męskiego ciała dopuścić nie mógł, więc tej nogi się udał na poszukiwania. Goleń piękności tak cudnej była, adekwatnej do reszty właściciela, że wzbudziła pożądliwość hieny wojennej, pokątnego łowcy organów i części ciał... Bydlak ten i padlinożerca usiłował tedy odebrać Bluesowi nogę, a ten broniąc nogi, nogą - nogę obronił :)
          • luiza-w-ogrodzie Re: Blues 26.11.15, 23:29
            Portret wojennego Bluesa bardzo mi jakos konweniuje z realna postacia ;)

            Luiza-w-Ogrodzie
            Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
            • blues28 Re: Blues 27.11.15, 10:10
              Najbardziej pasuje owe gryzace sumienie z którym walczy moja akupunkturzystka :-)
    • maria421 Wole forum na wojnie niz wojne na forum :-) 27.11.15, 11:11
      Jako porzadny szpieg, powinnam te wiadomosc zaszyfrowac, ale co tam... :-)
      • swiatlo Re: Wole forum na wojnie niz wojne na forum :-) 27.11.15, 17:04
        maria421 napisała:

        > Jako porzadny szpieg, powinnam te wiadomosc zaszyfrowac, ale co tam... :-)

        Miałem pomysł na Ciebie, bardzo świątobliwy, ale już go chyba nie zrealizuję.. :)
        • ewa553 Re: Wole forum na wojnie niz wojne na forum :-) 27.11.15, 17:08
          Swiatlo, podaj co masz o Marii, a forum zaglosuje z ktorym obrazem Maria nam sie bardziej kojarzy.
          • iwannabesedated Swiatlo dawaj Marię... !!! 27.11.15, 17:44
            ... no nie daj się prosić... Swiątobliwy, czyli co jako jakaś Siostra Skrytka? Są takie, nazywają je "boskie partyzantki"....
          • maria421 Re: Wole forum na wojnie niz wojne na forum :-) 27.11.15, 18:08
            Ja czulam sie awansowana z forumowego glaba z zerowym pojeciem o forumowych zwiazkach i koligacjach ( co to ostatni sie dowiedzial ze C-J i Swiatlo to bracia sa), na szpiona co wszystko widzi- wszystko slyszy- wszystko wie i juz mi role zmieniacie? :-)

            Ale tez sama jestem ciekawa jaka historie dla mnie Swiatlo wymysli :-)












    • iwannabesedated Luiza Bis 27.11.15, 17:45
      Luiza, tak jak Kan, rozważyła wszystko dogłębnie biorąc pod uwagę wszelkie aspekty, konsekwencje, drugie, trzecie i czwarte dna, i stwierdziwszy iż niezbędnie koniecznym jest na wojnę pójść. Pogłaskała króliki, Buszmena, zmierzwiła pióra kurom, wydała odpowiednie dyspozycje, spisała testament i poszła. Po szkoleniu ze względu na celne oko, stalowe nerwy i pewną rękę została zakwalifikowana jako snajper odziałowy. Tyle, że już trzeciego dnia dostarczając do lazaretu rannego kolegę, zastała tzw. “sytuację”. Mianowicie oddziałowy medyk najpierw rzucił się na rannych, potem na oniemiały pozostały medyczny personel, potem dotkliwie sam siebie pokąsał po czym zaszył w kącie tocząc z ust pianę, bełkotał tam jakieś niewyobrażalne bzdury. Nie namyślając się wiele Snajper Luiza sprawnie porowadziła akcję unieszkodliwienia nieszczęsnego medici, którego pospiesznie odtransportowano na tyły frontu celem poddania niezbędnym i długotrwałym badaniom. Luiza natomiast bez zmrużenia okiem stanęła przy operacyjnym stole gdzie leżał wymagający natychmiastowego przyszycia urwanej kończyny pacjent, po czym już tak została, bo nic nie jest trwalsze od prowizorki. Luiza przyszywała więc urwane kończyny, ręce, nogi, głowy oraz genitalia, co ciekawe zwykle w odpowiednim miejscu, i do tej co trzeba, a nie jakiejś innej osoby. Opowiadała przy tym sprośne anegdoty o zwierzętach i ludziach, śmiała się zaraźliwie i głośno, więc operowani na przemian to wrzeszczeli to zarykiwali się ze śmiechu, tak, że operacja mijała zanim się kto obejrzał – to było już po wszystkim. A Luiza go zganiała ze stołu przypominając aby nie zapomniał posprzątać po sobie i wręczając kubeł zakrwawionych szmat i flaków do wyniesienia, lub mopa.
      Dodatkowo brała udział w akcjach zbierając rannych, i po dwóch, trzech naraz znosząc z placu boju, nie omieszkając przy tem razić z kałasza z biodra natapaczających się wrogów, oraz coraz to przyklękać w celu doraźnego udzielenia pomocy w typie szybkiego zaszycia brzucha, po uprzednim zręcznym upchaniu tam i niezbędnej dezynfekcji rozwleczonych w nieestetycznym nieładzie instestinów. W wolnych chwilach uprawiała przylazaretowy ogród hodując tam różniste lecznicze zioła, a także biegała po lasach kolekcjonując kory, trawy, rośliny, części zwierzęce, i owadzie w celu preparowania zdumiewających mazideł i ointmentów, sprawiających iż urwane się zrastało, zranione goiło, a dodatkowo odrastały ludziom dawno utracone włosy, zęby, żwawiej działały mózgi, rosło libido, i w konsekwencji ludzie wrócili z tej wojny w lepszym stanie niż na nią poszli. Po wojnie, Luiza, spokojna i rozluźniona, wróciła do ogrodu, gdzie pod jej nieobecność co prawda doszło do karygodnych zaniedbań, ale niczego takiego, czego by się nie udało w szybkim czasie przywrócić do stanu właściwego lub dużo lepszego niż wcześniej wręcz.

      P.S. Nieszczęsny medici, którego musiała zastąpić Snajper Luiza, jak wykazały bardzo długo trwające, niezwykle szczegółowe badania, po prostu padł ofiarą niecnych leśnych lisów, które najpierw obszczały jagody, którymi uraczył się niefortunny doktorek, a potem na dobitkę wypadły z za krzaczka przy którym przykucnął w celu załatwienia pewnej niezbędnej sprawy – i dotkliwie go pokąsały. Suma summarum medyk się po prostu wściekł czyli pochorował na wściekliznę.
      • ewa553 Re: Luiza Bis 27.11.15, 18:06
        no i masz babo placek! Zawsze wiedzialam ze musza byc dwie Luizy, jedna nie dalaby rady tego wszystkiego o czym jedna z nich pisze na forum. Wydalo sie. Mysle ze one sie znaja, a moze nawet sa zaprzyjaznione, dlatego jedna drugiej nie zdradza, tylko siedzac przed compem wspolnie wymyslaja czym nas zbulwersowac i radosnie chichoca wyobrazajac sobie nasz podziw i te rzeczy. Dalej tak Luizy! Nie ma nic piekniejszego jak taka przyjazn umocniona wspolnom tajemnicom.
        • blues28 Re: Luiza Bis 27.11.15, 19:18
          Bardzo pyszne:-) Zarowno wizja rozdwojenia by Basia jak i portret Luizy Bis!
          Generalnie to znajdywanie wyjscia w sytuacji na oko bez wyjscia jest bardzo w stylu Luizy.
          Obsmialam sie z narkozy w formie pekania ze smiechu albo kulenia sie ze strachu, a juz samoobsluga pacjentow po operacji jest bomba :-))
      • luiza-w-ogrodzie Jestem pod wrazeniem, Stokrociu 28.11.15, 05:53
        Jestem pod wrazeniem, Stokrociu, jak Ty mnie dobrze znasz. W tym opisie jestem cala ja. Wlasciwie tylko z jednym sie nie zgodze - z nakazywaniem pacjentom sprzatania po sobie (aczkolwiek byloby to bardzo w stylu mojej Mamy). Ja raczej gonilabym rekonwalescentow do pracy w ogrodku ziolowym ;)
        Piekne dzieki za te wizje, you made my day :)

        Setny wpis, przy okazji ;)

        Luiza-w-Ogrodzie
        Forum AUSTRALIA
        • xurek Re: Jestem pod wrazeniem, Stokrociu 30.11.15, 12:45
          no to kiedy bedzie ta Ewa z Syryjczykiem :) :) :) ?
          • ewa553 Re: Jestem pod wrazeniem, Stokrociu 30.11.15, 13:44
            Ty sie nie domagaj tak energicznie Xurku, bo Dorotka zapowiedziala ze jestem ostatnia. A wiec przedemna Ty z kanadyjskim Indianinem:_)
            • iwannabesedated Re: Jestem pod wrazeniem, Stokrociu 30.11.15, 18:41
              Cholera, o gorące oplatanie ciał, to musisz Ewunia do Swiatla się zgłosić. Ja mam dla Ciebie opcję, która Ci się na pewno spodoba, ale jakiś scen gorąco erotycznych tam nie ma. Ja po prostu tak pisać nie umiem :)

              A Indianina to już sam Xurek opisze najlepiej...

              Postaram się dzisiaj/jutro "wrzucić" Ertesa, który też już jest napisany w sumie, ale jakieś szczegóły się jeszcze dodają.
              • ewa553 Re: Jestem pod wrazeniem, Stokrociu 30.11.15, 18:53
                nie chce sie goronco oplatac. Chce Twoja wersje. O!
              • swiatlo Re: Jestem pod wrazeniem, Stokrociu 30.11.15, 19:00
                iwannabesedated napisała:

                > Cholera, o gorące oplatanie ciał, to musisz Ewunia do Swiatla się zgłosić. Ja m
                > am dla Ciebie opcję, która Ci się na pewno spodoba, ale jakiś scen gorąco eroty
                > cznych tam nie ma. Ja po prostu tak pisać nie umiem :)

                Nie mów że taka pruderyjna jesteś!

    • ertes Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 01.12.15, 15:26
      Alez naplodziliscie postow.
      Coz, jest ich 108 wiec o 8 za duzo zeby dalo sie czytac.
      • xurek Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 01.12.15, 15:28
        no pacz pan a jednak sie udalo :). ja jestem za tym, zeby ta wojne zostawic na jednym froncie miast produkowac nastepne wojny :)
        • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 01.12.15, 16:23
          I ja tak mysle Xurku. Zostawmy to w kupie, kupy nikt nie ruszy
          • blues28 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 01.12.15, 18:35
            To moze byc bardzo dlugi watek :-)
            Pomijajac brakujace szkice bywalcow, ktore beda obficie komentowane, na dodatek wracaja syny (a moze ojce) marnotrawne.
            A moze forumowi portrecisci dorzuciliby jeszcze forumowy oddzial jako calosc.
            • iwannabesedated Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 02.12.15, 00:40
              Jeśli wytrzymałość forumowa pozwoli, to chciałabym to podstawowe grono zawrzeć w jednym wątku :) Nie sądzę aby miał się poza 200 rozciągnąć, a fajnie mieć wszystkich bywalców w kupie.
    • iwannabesedated Ertes 02.12.15, 00:36
      Ertes na wieść o bisurmaństwach wroga doznał ataku słusznej wkurwieliny, na fali której się natychmiast zaciągnął w celu wygniecenia i wycięcia w pień wszystkiego co się da lub nie da. Po czym już następnego walił się w głowę, że mu do niej durnota taka przyszła. Ale co robić, skoro już powiedział A, to jako człek konsekwentny i poważny, musiał już wyrecytować do końca cały alfabet, czy mu się to podoba czy nie. Poszedł więc i jedyne co mógł zrobić, ,to się nie dać wrobić w dowodzenie oddziałem. Gdyż oczywiście chciano go uczynić dowódcą, bo miał autorytet, postawę, posturę i świetne wyniki szkolenia. Ale się zadnimi nogami zaparł i się nie dał ani prośbą ani groźbą ani niczym innym, do dowodzenia zmusić. Po dłuższych przepychankach został więc snajperem oddziałowym, w miejsce Luizy. Swoje obowiązki wykonywał sumiennie, bez pudła, bez drgania rąk, nóg, ani ócz, ale też bez zbytniej ekscytacji czy wojennego ferworu. Po “robocie” siadywał przy ognisku z ludźmi, robił sobie jaja z popisów śpiewaczych Swiatly, słuchał ballad Bluesa i deklamacji Krisa. Czasem się wzruszał, a raz czy dwa pononoć, plotka głosi, nadużywszy jednej ze sławnych nalewek Luizy – słyszano, że śpiewał. Do pisania wierszy, czy ich deklamowania – się jednak nie posunął. Co drugi dzień dostawał listy od grubej żony, wtedy się zaszywał gdzieś, walił się ponownie po łbie za przegłupią decyzję pójścia na idiotyczną wojnę, gryzł się faktem rozdzielenia z rodziną, zastanawiał się jak też tam sobie radzą bez niego i odpisywał na list od razu, a co tam pisał, to niczyja sprawa i w ogóle nos w sos. W trakcie swoich snajperskich oraz innych zadań dokonywał różnych obserwacji, co ogólnie dawały obraz czynności wojennych - dość mało uwzniaślający. Czym po powrocie z wojny gryzł się przez czas dłuższy, ale w cichości, na zewnątrz pozostając tym samym Ertesem, co przedtem, więc bliscy niczego nie zauważyli, albo byli na tyle dyskretni aby udawać, że nie widzą. W końcu jednak mu przeszło, zaprzestał gryzienia się, bo co komu by z tego miało przyjść. Odbył jednak bardzo poważną rozmowę ze swoją grubą żoną, wręczając jej przy tym porządną pałę od bejsbola. i wydębiając solenną obietnicę, iż aby następnym razem jak go ogarnie gniew słuszny i imperatyw aby uczestniczyć w jakiejś wojnie – to gruba żona ma go tym bejsbolem hobzdnąć w łeb raz a dobrze. Aż mu przejdzie.
      • ertes 14 postow ponad 100 02.12.15, 03:27
        Chetnie bym przeczytal twoj arcy ciekawy i dowcipny post ale poniewaz juz 14-scie ich powyzej 100 nie jestem w stanie, nie umiem i komp mi sie wiesza.
        • iwannabesedated Re: 14 postow ponad 100 03.12.15, 00:25
          Nie zrzędzij Ertesie, bo Cię Blues będzie musiał walnąć jakąś nogą. W celach terapeutycznych oczywiście.
      • blues28 Re: Ertes 02.12.15, 10:03
        Portret jest bardzo udany i znakomicie oddajacy forumowego Ertesa!
        Ba, ja wzmiankujac prosbe o wizerunek odzialu wojenno-forumowego jako calosc (bylby to najdzielniejszy oddzial i postrach wroga), bez mrugniecia okiem stawialam na Ertesa jako na dowódce! Bo to i pod woda plywa z luboscia, wlazi na szczyty gdzie rozrzedzone powietrze i na motocyklu jezdzi niczym Steve McQueen.
        No ale jakby sie zapieral zadnimi nogamy to mój glos jest dla Luizy.

        Nawiasem mówiac Stokrociu, zblizasz sie wielkimi krokami do autentycznego profilu bywalców
        forumowych. Mysle ze na koniec Ewa, alias Basienka bedzie lustrzanym odbiciem jej forumowego jestestwa :-)
        • ewa553 Re: Ertes 02.12.15, 17:59
          czekaj, czekaj Bluesie! Jeszcze jest Xur przeciez. Ja na koncu.
          • maria421 Re: Ertes 02.12.15, 18:30
            Ja widzialam Ertesa jako SEALS. Chlop nurkuje, ze spadochronem skacze, z pustynnych wydm poludniowoamerykanskich na tylku zjezdza , na motorze kozakuje, czyli wszechstronny talent komandoski posiada , wiec sie do byle jakiej sluzby nie nadaje.
            • xurek Re: Ertes 02.12.15, 18:47
              albo taki forumowy James Bond, czyli EE7 :)
    • iwannabesedated Xurek 03.12.15, 00:58
      Xurek był absolutnie przeciwny wojnie w jakiejkolwiek postaci, lecz niestety został wcielony i przydzielony do sztabu jako główny konsultant do spraw strategii. Mamiono go obietnicami częstych urlopów, co się okazało oczywiście natychmiast nieprawdą. Ale to nie koniec. W trakcie wizytowania oddziału forumowego w celu zebrania danych do strategicznej analizy struktur polowych niestety trafił na “sytuację” totalnego bezhołowia. Bowiem dowódca in-spe, Ertes, odmówił dowodzenia, a zdesperowany sztab był jedynie w stanie mnożyć coraz to głupsze pomysły (jednym z nich było np. wysłanie do oddziałów wroga headhuntera w celu zrekrutowania nowego dowódcy, to wymyślił jakiś Generalissimus, który w cywilu był szefem jakieś wdupnej korporejszyn inkorporejted i mu się konwencje pomyliły, chciano także zatrudnić po prostu aktora np. Brada Pitta, albo George Clooney'a, ale za dużo chcieli pieniędzy, oraz inne tego typu fikuśne idee, Pytoński nawet spisywać tych bredni nie był w stanie bo się zwinął ze śmiechu w precel tak okropny, że już myślał iż tak mu zostanie). I pech, traf, czy los tak zrządził, ale jeden z Generalissimusów sobie przypomniał, iż w oddziale akurat przebywa w ramach tajnej inspekcji główny konsultant strategiczny, więc wzięli w dowództwo wrobili Xurka. Wyjścia nie było, Xurek chciał nie chciał, został dowódcą. Dowodził więc sprawnie, akcje przeprowadzał brawurowo, żołnierzom dawał przykład stając na czele natarcia, motywując nieumotywowanych, dyscyplinując niezdyscyplinowanych, temperując temperamentnych, planując, analizując, i gdzie tylko możliwe ograniczając straty. Wieczorami, po zakończeniu swoich obowiązków dowódczych, sporządzeniu taktycznych planów, zapoznaniu rozkazami ze sztabu oraz otrzymaniu raportów od szpiona polowego, miał trochę czasu dla siebie. Wtedy na przemian sporządzał sobie drinka i siedział przy ognisku przed swoją kwaterą, albo z tym drinkiem zaszywał w środku i desperował, sierdził się, urągał sobie, bluźnił i złorzeczył bogu tudzież wznosił do pięści do nieba, rwał włosy z głowy, za jakie grzechy i na jakie jasne cholerę ta cała wojna, jak do tego doszło, że znowu się w coś takiego dał wrąbać, po czym znużony padał i zasypiał. Rano czuł się zwykle o niebo lepiej, na ubytki związane z wyrwanymi z głowy włosami nakładał cudowne mazidło Luizy, wzburzone emocje przelewał na papier i wysyłał w formie listowej swemu mężu, więc generalnie z tej wojny wrócił w stanie nie tylko dobrym, ale wręcz znakomitym, tyle, że proszę zważyć, z burzą kruczych loków na głowie, bo od mazidła takie właśnie rosły włosy. Za swoją niezasłużoną mękę i udrękę podał Sztab Naczelny do sądu, gdzie wygrał i zasądzono bardzo zacne odszkodowanie, które przyjemnie się udało ulokować tak, aby przynosiło dochód wystarczający do tego aby móc do końca życia się jedynie oddawać sztuce, pisarstwu, kultywowaniu związków rodzinnych i przyjacielskich oraz wykonywaniu odlotowych ciuchów oraz ozdób.
      • blues28 Re: Xurek 03.12.15, 09:43
        Bardzo zacna charakterystyka Xurka!
        Co prawda nie ma nic o ordynansach i innych podwladnych dowódcy Xura, ale jestem pewna, ze stawali przed Xurem z CV w zebach, listem motywacyjnym a moze i referencjami z innych wojen?

        A w ogóle to wszyscy z tej wojny wracaja w lepszej formie, jacys zdrowsi, ba niektórzy sie nawet zasluzenie dorobili majatków (Xurek:-))))
      • xurek Re: Xurek 03.12.15, 13:29
        bardzo mnie sie Xurek wojenny podoba. I ze mu tak dobrze idzie podoba mi sie bardzo tez. Opis rownie zabawny co trafny co pochlebny :). Dziekuje :)

        PS: Bluesie, to tylko te postacie wojenne Stokrotki wychodza z tej wojny calo, te Duplikaty splodzone przez Swiatlo spotyka los marny :). Ale czyta sie tez z zapartym tchem.
        • maria421 Re: Xurek 03.12.15, 14:16
          Xurka widzialam jako korespondenta wojennego opisujacego to co w okopach i to co na polu bitwy, piszacego kolrystyczne, mniejsza o to czy zgodne z faktami, impresje wojenne.



          • ewa553 Re: Xurek 03.12.15, 17:31
            LUIZO!!!! przyslij prosze natychmiast troche mazidla do mnie, chce miec tez geste kruczoczarne wlosy!!!

            Dorotko, po tylu juz opisach moge powiedziec, co jest wspolne dla wszystkich Twoich bohaterow wojennych: Ty nas po prostu lubisz. W tych zabawnycvh, pelnych przygod opisu jest tyle ciepla dla bohaterow, ze az milo. Idonc tym tropem widze juz swoja postac: bialy golombek pokoju fruwajacy nad rozbitkami wracajacymi z pola walki, i zrzucajoncy na nich galonzki oliwne. Nie widze inaczej (cyt)
          • iwannabesedated Re: Xurek 03.12.15, 17:45
            O przepraszam, korespondentem to jestem - ja! Swiatlo mnie taką rolę przypisał, i to mnie akurat odpowiada :D

            Cieszę się, że się Wam moje opisy podobają. Po to ten wątek wymyśliłam, dla poprawy humoru i rozluźnienia atmosfery.... Nie wiem czy mi się udaje, bo sytuacja co i raz to wprawia ludność w wybuchy nerwów, czemu się zupełnie nie dziwię, bo mną samą rzuca.
    • luiza-w-ogrodzie Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 03.12.15, 23:42
      Xurek w roli konsultanta wojennego bardzo mi sie podoba, natomiast Ertesa widze bardziej jako wszechstronnego komandosa niz prostego snajpera. On by sie zanudzil robiac to samo, a tak moglby sobie ponurkowac, poskakac ze spadochronem, powspinac na zamarzniete wodospady czy powalczyc wrecz.

      Koncept, ze wszyscy wracamy z wojny w lepszym stanie niz na nia poszlismy tez mi sie podoba, ale czy to nie jest gloryfikacja przemocy poprzez nagradzanie tych, ktorzy walczyli? LOL

      Ewo, cudowne masci produkuje wylacznie w ramach pomocy rannym na wojnie ;) nawet dla siebie (przeciez widzisz, ze nie mam kruczoczarnych lokow, a moglabym).

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • iwannabesedated Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 03.12.15, 23:59
        No faktycznie, Ertes byłby lepszy jako cichociemny (tak się przed wojną nazywali w Polsce komandosi), bardziej odpowiednie dla jego burzliwego temperamentu by to było. Ale kto by snajperem wtedy był? Bo niesfornego operatora armaty - to już mam kandydatkę ;)

        Co do gloryfikacji, to bardzo proszę poczekać na clou programu, czyli profil Ewuni :D


        wasza stokrotka
        • blues28 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 04.12.15, 09:38
          Mnie sie ten watek tak bardzo podoba, ze mam nadzieje na zbiorowe szkice, albo chociaz jeden pt "Oddzial w akcji" i bylby to fresk niczym Bitwa pod Grunwaldem Matejki!
          A z drugiej strony, moze jakie koterie w odziale powstawaly i nalezaloby to przeanalizowac?
          :-)
          • xurek Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 04.12.15, 12:40
            noooo ja to tera planuje ze jat tylko zakoncze dowodztwo walk na budowie, to przejme na tym forumie ster w swoje rece :). Juz powoli obmyslam jak tu dzialania forujenne usprawnic, pardon zoptymalizowac :)
            • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 04.12.15, 12:44
              Dorotko: ja i armata?? Przeciez mnie widzialas, jaka jestem malutka. Moglabym chyba tylko sluzyc jako maskotka tych od armaty:)
              • ewa553 Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 04.12.15, 12:45
                albo czekaj: mala i okragla...Ty mnie chyba nie chcesz uwiecznic jako pocisk armatni?
    • iwannabesedated Ewa 11.12.15, 02:29
      Ewa

      Zupełnie nie była zainteresowana żadną wojną, bo po co, skoro jest na świecie tak pięknie i tyle rzeczy można ciekawych zrobić, na przykład wędrować po górkach w zacnym towarzystwie, po czym z ulgą oklapnąć w jakiejś uroczej knajpce i rozkoszować pysznym jedzeniem, lub pójść na koncert, lub siedzieć w ogrodzie, no mnóstwo można rzeczy różnych. No ale się okazało, że jakoś tak głupio, ta wojna się sama zbliżyła do Ewuni, a żołnierze, jak wiadomo potrzebują gdzieś przyjść w miłe miejsce, posiedzieć, napić się trunków, pogrzać przy kominku, pośpiewać sprośne pieśni i wypłakać komuś w rękaw, ramię lub w biust. Ewunia otworzyła więc spelunę wojskową gdzie było wszystko jak trza. Trunki, i pikantny gulasz z kociołka, kominek, ławy do siedzenia i ryczenia pieśni, a po kątach kanapy do zaszywania się i milczenia nad szklaneczką czegoś bardzo ale to bardzo dobrego, karty, szachy, kości i bierki do grania, a także fortepian, oczywiście rozstrojony, ale tylko trochę, gitara, patefon I bałałajka. Speluna była oczywiście tajna przez poufna i kompletnie nielegalna, a na dodatek przenośna była, i się to pojawiała, to znikała w różnych miejscach. A to w opuszczonych domostwach, a to po piwnicach, a to na strychu gdzieś raz zaistniała, czasem w starej jakiej oborze, a raz się chłopu zagnieździła w wielkiej bibliotece co jej nie używał, w wielkim domu co miał kupę pokoi, i zanim chłop się połapał co się stało, bo go jakieś śpiewy zaczęły dochodzić po nocy, zanim więc odszukał bibliotekę, i klucz znalazł, to już po spelunie ani widu ani słychu nie było, tylko mu zostawili obsiedziane kanapy i obczytane książki oraz jedną kartę do gry (Króla Kier) z nabazgranym na czerwono napisem “pierdol się złamasie”.
      Wieść o spelunie natychmiast się rozniosła pocztą pantoflową, szeptaną, za pomocą znaczących min, dziwnych gestów, no jednym słowem wiedział o niej każdy, lecz udawał, że nie wie. A kto już wiedział, to było jasne, że tam w końcu prędzej lub później trafi. i trafiał. Swój, czy wróg, przychodzili, najpierw nieśmiało, kryjąc się po kątach, drepcząc w przedsionku, opierając się o ścianę, że niby nic, ot tak sobie, przyszedł wyszedł, ale jakoś nie wychodził, tylko chyłkiem boczkiem, hyc już przy barze wisi, a to za ławą już siedzi, jeden, dwóch, trzech, no to ten sru, i już na kanapie leży, i listy czyta od żony, a tu dwóch już przy szachach siedzi, a owi szukają czwartego do brydża, tamten już nosem pociąga i łypie okiem komu tu się w mankiet wysiąpić i narzekać na życie wojenne złe, a innego już palce swieżbią aby się rozbierać do naga i pod pozorem pokazywania ran wrogiem złym zadanych – kształtnego korpusu prezentować. Więc każdy w końcu tam przypałętywał się, cichociemny Ertes z listami zwykle przyprowadzał Swiatle, żeby ów się znowu gdzieś nie zgubił i nie wpadł w tarapaty, Swiatlo więc natychmiast zaczynał śpiewać, więc szefowa lazaretu musiała wtedy na barze siedząc wykonywać utwór, że “jeża przelecieć się nie da”, często w duecie z Bluesem, Ewunia się krzątała za barem, tylko się często wkurzała, bo Szpieg Mara Hari się usiłowała pod nią (Ewunię) podszywać w celu zdobycia informacji oczywiście, lub gorzej jeszcze udawała beczkę z piwem. I Ewunia się dziwiła, czemuż do cholery się nic nie daje nalać z tej beczki... Kris zaszyty w koncie pisał wiersze, przpełzał także ze sztabu Pytoński i dumał przy barze, Kan siedział w koncie i polerował giwerę, nawet dowódca Xurek nie mógł się oprzeć skórzanej kanapie przy kominku, jakby stworzonej specjalnie dla niego w celu siedzenia tam z drinkiem, przez co popadł w delikatny konflikt z korespendentką wojenną Stokrotną, która także zagięła parol na tę kanapę, ale sprawę rozwiązano przystawiając do kominka jeszcze zajebisty uszaty fotel. I wszystko było by buzi dupci, gdyby nie fakt, iż wróg – ta świnia i podelec jeden – do speluny zaczął przychodzić także!

      Cdn.
      • ewa553 Re: Ewa 11.12.15, 09:08
        dziekuje Dorotko kochana, sliczna role mi przydzielilas w tym eposie wojennym i pieknie tom mojom knajpe i dzialalnosc ubralas w slowa. Od Maryski dostaniesz zaraz w zemby, wiec uciekam na rehabilitacje bo wojna wojnom, ale bijatyki w mojej knajpie nie chcem:)
        • maria421 Re: Ewa 11.12.15, 09:15
          No tak... albo gruby sierzant, albo beczka piwa jestem :-)))
        • iwannabesedated Re: Ewa 12.12.15, 00:14
          Cieszę się, że Ci się podoba, Ewunia. Bo kto jak kto, ale Ty, to wiedziałam, że na żadną wojnę nie pójdziesz, natomiast charakter nie pozwoli Ci jednak stać z boku. Więc ten pomysł już od początku miałam, z tym, że to jest dopiero pierwsza część.

          Marysia nie wiem czemu się obrusza, przecież to maestria szpiegowska się pod grubego sierżanta podszyć, a nie pod chudego. Ponadto także przypominam, że byłaś żyrandolem. Jeśli sobie życzysz, możesz być także kijem od szczotki, jeśli to Ci się wydaje jakoś bardziej odpowiednie :)))

          Teraz natomiast zagwozdkę mam z Morsą, bo miała być w lazarecie, a teraz, skoro już nie pracuje, to kompletnie nie wiem co by mogła robić...
          • minniemouse Re: Ewa 12.12.15, 02:50
            no przeca moze byc w rezerwie, albo lazaretus emeritus emergensus albo co..
      • jutka1 Re: Ewa 11.12.15, 09:13
        Super splendid! :-)))
        • blues28 Re: Ewa 11.12.15, 11:04
          No to jest po prostu cudne!! Ewa wypisz, wymaluj!
          Taka kantyna na wojnie to najbardziej charytatywna rzecz pod sloncem!
          Jeszcze jaki wykidajlo by sie nadal, no i tez (jak w "Stad do wiecznosci") sierzant kryjacy zachlanych w trupa wiarusów! Moze Marysia?
    • iwannabesedated Wow, Magnificenczusz-Pytoniusz... you are god! 14.12.18, 19:57
      W weekend zrobię akcję przeszukiwania plików aby odnaleźć ten kawałek co go miałam dodać. Bo na bank pamiętam, że go gdzieś zapisywałam

      loflof by 100
      • ertes Re: Wow, Magnificenczusz-Pytoniusz... you are god 14.12.18, 21:05
        Wiecie jak smakują odgrzewane kotlety?
        • jutka1 Re: Wow, Magnificenczusz-Pytoniusz... you are god 15.12.18, 00:21
          ertes napisał:

          > Wiecie jak smakują odgrzewane kotlety?
          **********
          Czasem zupełnie nieźle, Drogi Ertesiuszu. Na przykład mielone mej mamy przerobione na pulpety w sosie z cebulą, czosnkiem, suszonymi pomidorami, i tajskim sosem rybnym (plus płatki chilli, ale to mój dodatek autorski). :-D
          • iwannabesedated Odgrzewane kotlety... 16.12.18, 16:36
            ... to zależy, dobrze zrobiony kotlet można odgrzać. Tylko ile razy ??? Nie wiem, bo nie jem kotletów, najlepiej spytaj swojej żony.
    • chris-joe Re: Forum na Wojnie ... wątek humorystyczny 15.12.18, 00:39
      Bylem miedzy "sorboną" a UW, pracowalem jako salowy w 'psychiatryku' na Dolnej. W tą niedzielę pracowalem. Z Rembertowa bralem autobus 143 do Ronda Wiatraczna. Z domy wyszedlem normalnie, bez zadnych wiesci, nie wlaczylem radia do sniadania. Autobus sie spoznial. Normalka. Wreszcie jakis mignal, kierowca otworzyl w biegu drzwi tylko po to by krzyknac "w miescie tanki!", i pojechal bez zatrzymania. Wkrotce drugi, pusty, "wsiadaj". Jechalismy w ciszy. Przy Marsa byla Sowiecka jednostka, wiec uznalismy, ze jesli cos 'sie dzieje', to tam beda znaki. Nic. Pomyslalem: "lipa". Dowiózł mnie do Ronda. A tam 'scoty'. Nic dalej nie jedzie. Poszedlem pieszo w kierunku Poniatowszczaka. Wiedzialem juz ze nie dojade do pracy na czas. Chcialem zadzwonic do szpitala, jedna budka telefoniczna nie dziala, ok, nic nowego, druga, trzecia... Zlapalem taksowke. Dojechalismy do Poniatowskiego, a tam blokada, wojsko, gniazda z workow... Pojechalismy chyba na most Lazienkowski, przejechalismy, mialem stempel w dowodzie z pracy. Dojechalismy gdzies do Ujazdowskich calkiem blisko Belwederu, a tam oczywiscie juz pelna blokada. Mnie puscili pieszo na Dolna. W szpitalu panika. TV nadawal Jaruzelskiego. Bylem mlody facet, wiec zaraz mnie wydelegowano pod siedzibe S. Tam byla pelna rozpierducha, kupa zomo/armii, papiery jakies wyyebane z budynku po bruku sie walaly, szklo, tlumek ludzi skandujacych, ja tez... Zaraz nastepnego dnia chyba "pacjentow" w szpitalu zaczelo przybywac. Zaraz tez wzialem sie za kolportaz bibuly. Jednemu z "nowych pacjentow" pod poduszke kladlem nowa gazetke, gdy tylko sie pojawila. Kobity w kuchni szpitalnej robily zbiorki od zaraz (wiem, ze przynajmniej jedna z nich robila to na wlasne konto...). No, burdel.
      • jutka1 C-J! :-) 15.12.18, 00:42
        Wątki Ci się pochrzaniły :-)))
        • chris-joe Re: C-J! :-) 15.12.18, 00:45
          Indeed, m'am :)
    • iwannabesedated Wątków pomerdanie ... 16.12.18, 16:42
      ... nastąpiło, ale niewielkie. Kris z wpisem wojennym, ale odnośnie "stanu wojennego". W sumie w temacie. Ertes pyta ile razy można odgrzać kotleta, no to go na kulinarny, albo z mordy konia niech się dowie :)

      Tak czy owak, brakuje mi widzę opisów kilku osób, Minni na bank miałam już coś gotowe, a Ania się ujawniła trochę później, więc na razie nie została wcielona, ale coś mi się widzi jako "negocjator" albo może dowódca sił pokojowych co pokój wśród z lubością lejących się - zaprowadzi siłą (pokojową, oczywiście).
      • ania_2000 Re: Wątków pomerdanie ... 16.12.18, 19:37
        Stokrotko, przeczytalam ten dlugasny watek co chwila przerywajac myciem oplutego od smiechu ekranu:) och, alez ty masz talent!:))) mam nadzieje, ze w zyciu prywatnym jestes znana autorka wysmienitych komediowych tekstow:) tutaj na pewno zrobilabys kariere piszac scenariusze do smiesznych sitcoms! albo do SNL albo majac swoj wlasny stand up!
        Piekny watek, dobrze ze zostal znaleziony w czelusciach internetu - przeciez takie teksty, okreslenia i historie nigdy nie powinny zostac zapomiane - tylko przypominane nastepnym pokoleniom! :)
        • iwannabesedated Re: Wątków pomerdanie ... 18.12.18, 14:22
          Dzięki, Aniu. Nie wiem czy mam jakiś szczególny talent. Tutaj dużo osób, właściwe każdy - znakomicie pisuje. Niektóre kawałki - n.p. zapasy Xurka z kurczakiem w knajpie w kiecce koloru ecru - są kultowe. Albo reportaże podróżne Krisa z Brazylii, lub reprotaż Ertesa podążającego śladami Danikena, madrycke kroniki Bluesa, czy przygody Pytona w sklepie wiejskim...
          ... tak czy owak, inspiracją są dla mnie osoby z foruma, i chyba jedynie w tym kontekście jest to ciekawe i zabawne. Frajdę mi sprawia właśnie takie kameralne pisanie dla konkretnych osób, a kariery bym żadnej nie zrobiła, ani w USA ani nigdzie - bo bardziej niż talent jest potrzebna determinacja, siła przebicia i nerwy jak postronki. Stan(y)dupy robię, a właściwie się uczę. Jako hobby, w formie poetry slammów. Mam już za sobą debiut na żywo i potem się okazał ten kawałek wystarczająco dobry aby go opublikowali w dość prestiżwym tu magazynie expackim. Na razie niestety wszystko wisi na kołku bo mój mentor Murzyn zwany Chaosem, dał się deportować do USA. Za niedotrzymanie warunków Schengen.... Ot co. Nie wiem czy to ja, czy tak ogólnie jest, ale otaczają mnie sami oszołomi.
          • ania_2000 Re: Wątków pomerdanie ... 18.12.18, 18:19
            Agree - tutaj wszystkie te osoby ktore wymienilas sa cudne do czytania! Ale Xurka szczegolnie podziwiam i Ciebie! Nie dosc ze lekkosc pisania, wyrafinowane slownictwo - to jeszzcze przewrotny humor. Po prostu uczta:))) Gratulacje za osiagniecia publikatorskie! - AAA..Agent zostal deportowany do USA??? - hahaha - no rzeczywiscie ironia losu. Moze go jeszcze wpuszcza back, jak wyrobi sobie wize?
            Co do kariery w ogolnie pojmowanym showbiznesie to rzeczywiscie, potrzeba baaardzo szczegolnego chaarkateru, niestety (albo stety ) wiele bardzo uzdolnionych osob tego nie ma w sobie - tego bezwzglednego parcia - a szkoda, bo pozniej tyle miernot sie przebija wlasnie dzieki albo osobistemu narcyzmowi, albo innym sposobem - jeszcze gorszym. Z tego co teraz wychodzi na jaw dla postronnych zjadaczy chleba - jakie to w sumie slabe szambo. BTW - off topic, wczoraj przeczytalam nowe (jak dla mnie) historie o Woody Allen..bleee..
            • iwannabesedated Re: Wątków pomerdanie ... 19.12.18, 15:16
              No właśnie, albo ta cała afera z Harvey Weinsteinem... Przez takie do łajno czasem prowadzi droga do kariery... A jak się tam już dotrze, to też nie jest różowo, sławni są narażeni na podchody rozlicznych parszywych typów lub się sami z siebie rozkraczają, skoro już wspomniałaś SNL no to zaraz John Belushi na myśl mi przychodzi :(

              Dlatego fajnie jest tak klepać w zacisznym internetowym kątku dla małego grona zaprzyjaźnionych ników.

              W aproposie, wrzuciłam na "Dedykacje" naprawdę znakomity kawałek grany przez utalentowanego młodzieńca.
              • ewa553 Re: Wątków pomerdanie ... 19.12.18, 19:48
                "male grono zaprzyjaznionych nickow"? Uwazaj, bo i Tobie moze jakis zaprzyjazniony nick z grubej rury rombnoc ze wcale nie jest z Toba zaprzyjazniony...
                A swoja droga z najwyzsza przyjemnoscia przypomnialam sobie ta wojne. Cudo, mniodzik.
                • iwannabesedated Re: Wątków pomerdanie ... 20.12.18, 14:07
                  Dzięki Ewunia, że Ci się "Wojna" podobała, bo mnie się bardzo przyjemnie wymyślało całą Twoją postać z przemieszczającym się klubo-barem :)

                  Co do Ertesa, to już mi przywalił nazywając ten wątek "odgrzewanymi kotletam" i, a ja jemu - za bycie "kotletem" wielokrotnie odgrzewanym... ;)

                  Przyszedł na to Pyton i powiedział, iż taki klops można jadać w różnych sosach i wtedy smakuje. Ja bym dodała, że owszem, pod warunkiem że klops do odgrzania był dobrze od początku zrobiony....
                  • ewa553 Re: Wątków pomerdanie ... 20.12.18, 17:21
                    Brawo Dorota. Som tacy, co w kazdej zupie zjada wlos tylko po to, zeby sie samemu profilowac. Ja sobie ten watek chyba wydrukuje i jak mi bedzie smutno, to bede podczytywac, bo jest wspanialy. Dobre ksiazki np. tez czytam ponownie. No ale pewnie sa osoby co to wogole tylko papier toaletowy czytaja... Nie uwierzysz, ale znam takich..
                    • ewa553 Re: Wątków pomerdanie ... 20.12.18, 17:22
                      kurcze, "znajda wlos" a nie zjada...
                      • ania_2000 Re: Wątków pomerdanie ... 20.12.18, 17:32
                        O Ewunia wrocila z Madrytu:))))
                        • ewa553 Re: Wątków pomerdanie ... 20.12.18, 17:42
                          cala, zdrowa, zachwycona

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka