Dodaj do ulubionych

Czy ufac nieznajomym?

25.08.05, 01:54
Witam :)

Nie jestem zbyt aktywnym uczestnikiem P2 ale czesto Was czytam i bardzo lubie.
Staram sie odzywac tylko wtedy kiedy mam cos ciekawego do powiedzenia i
wydaje mi sie ze wlasnie taka okazja nadeszla.
Jak zauwazylem sa tutaj ludzie z wielu miejsc na swiecie, z roznym
doswiadczeniem i duza znajomoscia zycia. Chcialbym zebyscie ocenili pewna
sytuacje.

Wczoraj kupowalem samochod. W poniedzialek umowilem sie ze sprzedajacym w
warsztacie bo chcialem zeby ow samochod obejrzal specjalista.
Pech chcial ze warsztat znajdowal sie spory kawalek od miejsca mojej pracy.
Mialem na szczescie bezposrednie polaczenie autobusem (w miare czesto kursuje
i jedzie ok pol godzinki). Wyszedlem zatem z warsztatu i stoje na przystanku.
W pewnym momencie zatrzymuje sie samochod, otwiera sie szybka i jakis facet
pyta czy jade na uniwerek (a wlasnie tam zmierzalem). Wydawalo mi sie, ze
facet po prstu pyta o droge. Wykombinowalem zatem szybko, ze moge go poprosic
o podwiezienie a jednoczesnie mu pokaze jak trafic. Okazalo sie jednak, ze
droge to on doskonale zna, a zatrzymal sie bo podejrzewal ze jade na uniwerek
i postanowil mnie podwiezc. Oczywiscie natychmiast uswiadomilem sobie w czym
rzecz. Mimo wszystko wsiadlem do samochodu (no, skoro juz sam to wczesniej
zaproponowalem to mi bylo glupio sie wycofac). Facet okazal sie bardzo mily
(na tyle na ile moge to ocenic byl rowniez calkiem przystojny ;) i
rzeczywiscie podwiozl mnie do pracki. W drodze od razu napomknalem ze
posiadam malzonke sztuk 1 (zeby nie pozostawic watpliwosci). Bardzo milo sie
nam gawedzilo (droga zajela ok 15 min) i na koniec gosciu zostawil mi namiary
bo okazalo sie ze jego siostra i moja zona pracuja w tym samym zawodzie i
generalnie byloby z korzyscia gdyby sie zdzwonily (przynajmniej taka byla
oficjalna intencja ;).
Koniec historii.
Kiedy podzielilem sie ta opowiescia z moimi amerykanskimi znajomymi wywolalem
szok. Okazuje sie ze tutaj NIKT nie wsiadlby do samochodu z obca osoba i
ogolnie zostalem uznany za swira!
Ja oczywiscie rozumiem ich obawy, gdybym zastanowil sie chwile dluzej to tez
moze podjalbym inna decyzje. Ale w sumie nie wydawalo mi sie to jakies
totalnie bezmyslne. Gosciu nie byl wiekszy ode mnie wiec brutalna sila by
mnie nie wzial. Gdyby chcial mnie uprowadzic to musialby uzyc broni a wtedy
moglby mnie zgarnac z przystanku tak czy inaczej.
Swoja droga, mojej wlasnej malzonce nigdy nie pozwolilbym zrobic czegos
takiego, ale kobietki to co innego (przynajmniej te ktore nie znaja sztuk
walki)...
Ciekaw jestem co sadzicie na temat tego zdarzenia - czy byl to wyraz
bezgranicznej glupoty czy tez calkiem normalna rzecz. Czy tam gdzie
mieszkacie to jest normalne ze rozmawia sie z nieznajomymi i ich podwozi czy
tez raczej sie ich unika?
Obserwuj wątek
    • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 02:25
      To wszystko zalezy od... wielu czynnikow.
      I chyba nikt nie bedzie ci w stanie jednoznacznie odpowiedziec.
      Inaczej to moze wygladac w LA a inaczej w NYC a jeszcze inaczej w Wiesbaden.
      Najwyrazniej podlales dobra decyzje bo czlowiek cie podwiozl i jeszcze okazal
      sie sympatyczny :)
    • triskell Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 09:47
      Ufam. Lubię ludzi i głęboko wierzę, że ogólnie ludzie, jako gatunek, są _dobrzy_
      (a nieliczni, którzy nie są, to wyjątki, nie reguła). Wielokrotnie mówiono mi,
      że kiedyś się na tym "przejadę", ale albo mam jakieś wyjątkowe szczęście, albo
      ludzie faktycznie _są_ dobrzy, bo ja takich właśnie na swojej drodze spotykam :-).

      Wsiadanie do samochodu obcego człowieka? I owszem, wielokrotnie popełniałam :-).
      Może znowu po prostu wkleję tu swój post z innego forum, tematem był autostop:

      Gdyby zliczyć moje autostopowe kilometry, to w sumie
      okrążyłabym w ten sposób kilkakrotnie równik (choć w rzeczywistości wszystkie te
      wojaże miały miejsce w Europie). Liczyłam do ponad 80 tys. kilometrów (dwa
      równiki świętowałam), potem zaniedbałam liczenie, ale podejrzewam, że w sumie
      ok. 120-130 tysięcy kilometrów uzbierałoby się. Albo więcej.

      Wrażenia bardzo, bardzo pozytywne. W ciągu tych wszystkich lat niemiłe
      doświadczenia na palcach mogę policzyć: dwóch ekshibicjonistów (raz w Belgii i
      raz we Francji), jeden kierowca tak pijany, że bałyśmy się z nim jechać, a nie
      chciał wysadzić (w Polsce), kilku innych niebezpiecznie jadących, sporo
      propozycji seksualnych (ale nigdy nie było problemu, gdy po prostu powiedziałam
      "nie")... Natomiast nie zliczę kierowców, którzy zawozili mnie czasem kilkaset
      kilometrów dalej, niż sami planowali jechać, kupowali obiad, dawali różne rzeczy
      (np. kuchenka gazowa podarowana przez brytyjskiego lorry drivera służyła mi
      przez chyba z 10 lat) nocowali u siebie lub pozwalali rozbić namiot na swoich
      włościach, zawracali specjalnie, żeby mnie zabrać (bo szybko jechali i za
      pierszym razem za późno mnie zauważyli) i przede wszystkim tych, którzy mnóstwo
      ciekawych rzeczy opowiadali o mijanych okolicach, pomagali szkolić konwersacyjny
      niemiecki, francuski czy włoski. Dużo razy też zdarzało mi się, że pełniłam dla
      kierowcy funkcję kogoś w rodzaju psychoanalityka, dowiadując się o jego życiu
      rzeczy, o których często nie wiedzieli jego bliscy przyjaciele. To taka
      specyficzna sytuacja, gdy z jednej strony spędzasz z kimś sporo czasu w małej
      zamkniętej przestrzeni, a więc siłą rzeczy zaczynasz rozmawiać, a z drugiej
      strony wiesz, że pewnie nigdy już więcej tej osoby nie spotkasz (choć było kilka
      osób, z ktorymi przez parę lat utrzymywałam kontakt), więc łatwo się otworzyć.
      Te rozmowy były często naprawdę dla mnie ciekawe.

      Do wszystkich już wspomnianych plusów dodam jeszcze, że gdyby nie autostop to po
      prostu nie byłoby mnie stać na zobaczenie połowy (lub więcej) krajów, do których
      w ten sposób dotarłam (był więc wybór: podróżować stopem albo siedzieć w domu,
      dla mnie było jasne, co wybrać), że podobała mi się idea nie zanieczyszczania
      środowiska kolejnym prawie pustym samochodem i że często stopem dojeżdżałam na
      miejsce znacznie szybciej, niż pociągiem.

      To tyle z tamtego postu. Dodam jeszcze tylko, że z każdej swojej autostopowej
      wyprawy wracałam przepełniona optymizmem i wiarą w ludzi. I jeśli siedząc w domu
      zaczynałam w to wątpić, to wystarczyło gdzieś pojechać, wiara wracała :-).

      Cieszę się, Czajku, że Twoje doświadczenie autostopowe było równie pozytywne :-).
      • maria421 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 10:08
        Ja tez zaliczam sie do tych ufnych (naiwnych?), choc autostopem nie jezdze juz
        od ponad 30 lat i umieralabym ze zmartwienia, gdyby moja corka podrozowala w
        ten sposob, no bo wtedy wiecie, wtedy , za moich czasow swiat byl inny, a teraz
        kto wie na co takie biedne dziecko samo w wielkim swiecie jest narazone, tym
        bardziej ze nie daleko pada jablko od jabloni i corka taka sama ufna jak jej
        rodzice:-)
        Mam zwyczaj otwierania drzwi kazdemu, bez pytania. I mam miekkie serce do
        mlodych ludzi.
        Pamietam dwie sytuacje: dzwonek do drzwi, otwieram, stoi mlode dziewcze
        arabskiej urody, pod pacha trzyma teke z obrazami i z mocnym, holenderskim
        akcentem prosi o przejrzenie jej obrazow. Zaprosilam ja do srodka, obejrzalam
        obrazy, kupilam jeden za jedyne 300 DM, poczestowalam dziewcze kawa i ciastkami.
        Dopiero po jej wyjsciu zastanowilam sie co bedzie, jak ona powie innym
        domoroslym malarzom, ze taka latwa klientke spotkala? Galerii obrazow przeciez
        nie zaloze...
        Holenderski obraz zostal oprawiony w ramki i wisi do tej pory na scianie.

        Drugi przyklad: dzwonek, otwieram, stoi mlody czlowiek i proponuje mi
        prenumerate wybranego pisma. Zapraszam do domu, robie kawe, przegladam liste
        pism do wyboru, wybieram "Der Spiegel", wysluchuje opowiesci chlopaka o jego
        nieszczesliwym zyciu (prawda? nieprawda? moze prawda, bo opowiadal juz po tym
        jak podpisalam prenumerate), po jego wyjsciu znow obawa ze moze dalam sie
        nabrac?
        "Der Spiegel" przychodzi od tamtej pory, czyli od 9 lat, punktualnie co
        poniedzialek.

        • lucja7 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 10:18
          Ufac.
          Ja ufam i uwazam ze bez tego normalne zycie nie jest mozliwe.
          Bo jesli nie to nalezaloby byc parano, sie uzbroic, jezdzic samochodem
          opancerzonym i mieszkac w bunkrze.
          Jak pisalam tutaj kilka lat temu, opuscilam US po kilkuletnim pobycie i
          studiach.
          Zyje normalnie i ufam.
    • basia553 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 10:24
      moze moja ufnosc jest naiwna, ale wole ja od spogladania przez szparke kto stoi
      za drzwiami, od zastanawiania sie, czy mile rozmawiajacy ze mna pan nie jest
      zboczencem, co sie zaraz rzuci, itd. Tez sie do tej pory nigdy nie nacielam,
      choc stale mnie ktos ostrzega.
      • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 10:53
        Bardzo kontrowersyjny temat.Jako plec meska podrozowalem autostopem latami w PL.
        Potem byl czas ,ze zabieralem do auta,wszystko co stalo na szosie,pamietajac o
        obelgach jakie ja posylalem za autem,ktore sie nie zatrzymalo :)) Od wielu lat
        juz nikogo nie biore.W zeszlym roku jak kiedys pisalem ,w PL mimo ostrzezen
        kolegi krajowca,wzielem do auta mloda dziewczyne z przystanku PKS.Po kilku
        minutach zaproponowala,ze moze sluzyc lodem nam obu za cene jednego.Mimo
        tego ,ze mam ochote napisac cos innego,ciagle ufam ludziom i najczesciej zle na
        tym wychodze.
        • lucja7 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 11:10
          Ciekawa jestem na czym polega problem faceta ktoremu nieznajoma mloda panienka
          proponuje ruszanie mu ptaka.
          I dlaczego facet mowi ze zarwala ona jego zaufanie i ze on na tym zle wyszedl.

          Podkreslam ze to nie o Donie, lecz nawiazanie do tekstu. Wylacznie.
          • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 11:18
            NI cholery nie pojmuje o co tobie biega :)) mozesz to blizej wyjasnic ?
            • lucja7 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 11:31
              Napisales na watku pod tytulem "ufac, nie ufac", tekst nastepujacy:
              "...mimo ostrzezen kolegi krajowca,wzielem do auta mloda dziewczyne z
              przystanku PKS.Po kilku minutach zaproponowala,ze moze sluzyc lodem nam obu za
              cene jednego.Mimo tego ,ze mam ochote napisac cos innego,ciagle ufam ludziom i
              najczesciej zle na tym wychodze."

              Przeczytalam ten tekst jako opis sytuacji naduzycia zaufania.
              Nie wiem dlaczego, ot wszystko :))
              • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 11:44
                Mozna to i tak tlumaczyc :)) jako bardzo pruderyjny facet,nie uznaje takich
                grupsexow.zatrzymalem sie tylko i wylacznie kierowany checia pomocy.Ufnosc moja
                w intencje ludzi nie zna wprost granic :))))
                • xurek Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 12:26
                  Przejechalama Autostopem pol Europy, lacznie z nocowaniem u dopiero co
                  poznanych ludzi, co sie nad biednym bezdomnym Xurkiem zlitowali. Nie stalo sie
                  nigdy nic, najgorzse przezycie to „propozycja“ kierowcy TIR-a i wyrzucenie mnie
                  z ciezarowki w srodku „dzikiej Jugoslawii“ po moim oburzonym „nie“. Sama tez
                  zabieralam, oprocz grupek mlodocianych plci meskiej w srodku nocy. Maz zabiera
                  nadal i to wszystkich i o kazdej porze.

                  Na krowiej gorce problem taki, ze nikt nie zabiera, wiec co pewien czas, jak
                  komunikacja miejska wlasnie wysiadla stoje na przystanku, macham lapka i klne
                  na tych „ostroznych, co to sie nie zatrzymuja“. Zauwazylam jednak, ze jak
                  macham jedna lapka trzymajac rownoczesnie druga lapke Piranhii, ktora tez
                  macha, to procent zatrzymujacych sie znacznie rosnie.

                  Przenocowalam tez u siebie „pennera“ w zimie, swiadkow jehowy w czasie
                  sniezycy, faceta ktory boso nad Renem twierdzil, ze jest wyslannikiem Boga ale
                  nikt mu nie wierzy, pare mlodocianych narkomanek i jednego zlodzieja, o ktorym
                  nie wiedzialam, ze takowym jest. Zlodziej to jedyne negatywne przezycie, o tym,
                  ze byl, przekonalam sie dnia nastepnego. Byl jednak zlodziejem „z honorem“, bo
                  okradl „tylko“ moich wspolmnieszkaczy :). Dodam dla uzupelnienia statystyki, ze
                  zlodziej byl Francuzem :).

                  Z reguly ufam kazdemu, aczkolwiek z przyplywem lat i doswiadczen bardziej
                  selektywnie podchodze do dawania „dowodow nieograniczonego zaufania“ z mojej
                  strony.

                  Xurek
                  • lucja7 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 15:11
                    A twoje statystyki juz kompletne?
                    • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 15:27
                      A mnie to obrazil francuski portier przed wejsciem do hotelu,popatrzyl na mnie
                      jakos z odraza i udawal ,ze drzwi sie zaciely.I dla uzupelnienia statystyki,to
                      francuz na stacji benzynowej,spojrzal na mnie z politowaniem jak kupilem
                      butelke niemieckiego piwa.francuzy to maja cos takiego we wzroku,one nami
                      gardza ! ;))
                      • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 15:28
                        PS,a moze ja wygladam jak Amerykanin ?
                        • lucja7 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 15:38
                          :)))
                          Ale zalezy, gdy wlozysz biale skarpetki do garnituru i butow koloru
                          sraczkowatego, to wygladasz na Amerykanina.
                          Ale przypomniales mi pytanie jakie zadala na forum damskim jedna z uczestniczek
                          tegoz forum (uwaga: pytanie powazne): zyjemy z mezem w Londynie od 3ech lat,
                          mowimy po angielsku, odlozylismy juz troche, ale jest cos nie tak i
                          chcielibysmy zmienic kraj. Zastanawiamy sie czy nie kontynuowac emigracji w
                          Niemczech, we Francji, w Holandii. Francja chyba odpada ze wzgledu na jej
                          negatywne nastawienie do Anglosasow, skonczy sie na pewno NZelandii. Doradzcie.

                          Wydalo mi sie to dosc zabawne.
                          • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 16:27
                            Czytalem ten post i tez sie usmialem.
                            Ale tez nie mozna wymagac zeby wszyscy byli tak bystrzy jak my ;)
                            • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 16:37
                              miod samo zycie.Jak ta Lomza nam sie wyrabia :)) A tak naprawde to raczej jest
                              to zalosne .Ta chec bycia innym ,ten symptom kameleona ,powidzial bym narod
                              obdarzony dewiacja w strone mimikry.
                          • czajek76 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 17:59
                            Serdeczne dzieki za wszystkie odpowiedzi.
                            Juz zaczynalem myslec ze to ja jestem nienormalny :)
                            Okazuje sie jednak ze nienormalne jest po prostu LA...

                            A co do Zabojadow, to ja tez mam takie wrazenie ze nami gardza i patrza z gory.
                            Ja szczerze mowiac tez za nimi nie przepadam. Wyjatkiem sa Zabojady poludniowe -
                            Nicea i okolice. Ci zaliczaja sie raczej do aktegorii "srodziemnomorcow" i
                            zreszta tez nie cierpia Paryzan :)
                            • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 18:05
                              >Okazuje sie jednak ze nienormalne jest po prostu LA...

                              Ze niby co?
                              • czajek76 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 18:42
                                No, wszyscy ktorzy skrytykowali moj postepek sa wlasnie z LA.
                                Czyli albo:
                                a) jest tu ponadprzecietnie niebezpiecznie,
                                albo:
                                b) ludzie sa tu ponadprzecietnie przewrazliwieni.
                                Tak czy inaczej - odchyl od normy.
                                Tak to zinterpretowalem.
                                Raczej sklaniam sie ku punktowi b. Ale jak ludzie maja byc normalni jak tutaj w
                                wiadomosciach glowne newsy sa o tym kto kogo gdzie zamordowal lub zgwalcil
                                (wlacznie z helikopterem na miejscu zdarzenia i filmowaniem poscigow policji).

                                Tak zupelnie od czapy, przypomnial mi sie jeden humorystyczny moment z newsow.
                                Kiedys jakis wariat porwal wielka ciezarowe i oni nad nim lecieli a pani w
                                newsach powiedzial ze beda caly czas na zywo sledzic poscig. Nastepnie zapytala
                                kolegow na ile godzin jazdy starcza paliwa w takim trucku a koledzy na to ze na
                                okolo 14 ;)
                                • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 18:50
                                  Rzeczywiscie, ja nie jestem w LA... wiec pasuje do teorii.

                                  > wiadomosciach glowne newsy sa o tym kto kogo gdzie zamordowal lub zgwalcil
                                  > (wlacznie z helikopterem na miejscu zdarzenia i filmowaniem poscigow policji).

                                  Ogladales kiedys wiadomosci w innym kraju poza USA?
                                  • czajek76 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 19:42
                                    No, mam porownanie z Polska (gdzie mieszkalem do zeszlego roku), i jakies-tam z
                                    Wlochami i Ukraina (w obu krajach pomieszkiwalem okolo 2 m-cy).
                                    Nigdzie dotychczas watek kryminalno - sensacyjny nie byl tak eksponowany jak
                                    tutaj.
                                    Nie wiem czy to jest lepsze niz Roman Giertych & Co ale z cala pewnoscie moze
                                    wywolac poczucie ze zyjemy w niebezpiecznych czasach.
                                    • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 19:43
                                      No to masz strasznie dlugi staz emigrancki :)))))))))
                                    • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 19:53
                                      A mnie sie wydawalo ze kazde niusy w kazdym kraju na tym polegaja.
                                      Za kazdym razem jak wlacze jakas panorame czy teleexpress to mam to samo.

                                      A narzekasz jak prawdziwy Polak...
                                      • czajek76 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 20:11
                                        Alez skad :)
                                        Wole to niz buzki Romana G i Andriu L :)

                                        • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 20:17
                                          Popieram Czajeka-ja tam wole ogladac najkrwawsze jatki ,jak mordy polskich
                                          politykow
                                          • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 20:22
                                            O chlopie to u nas mialbys radoche.
                                            Nawet jeden z kanalow niusowych ma helikopter wyposazony w kamere HD.
                                            Jakos obrazu jest niesamowita: widac latajace kule.
                                            • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 20:33
                                              No tak Ertes,ale ty masz Plazme :)
                                              • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 20:35
                                                No tak, zapomnialem ze naleze do elity ale przeciez mieszkam w USA to jestem bogaty.
                                                • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 21:08
                                                  Bogatszy od Ptaka ? :))))
                                                  • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 21:11
                                                    Jakiego Ptaka?

                                                    O tym ze jestem bogaty to przeciez ty pisales wiec ja tylko powtarzam.
                                                  • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 21:15
                                                    naszego Birdie- ten to dopiero nadziany.No pisalem ,bo mam takie podejrzenia:)
                                                  • bird_man Re: Czy ufac nieznajomym?- dobre 25.08.05, 22:10
                                                    don2 napisał:

                                                    > naszego Birdie- ten to dopiero nadziany.No pisalem ,bo mam takie podejrzenia:)

                                                    *********************
                                                    drogi Donie.. dobre..
                                                    czy jestem nadziany to nie wiem, wiem ze mam wystarczajaco duzo na prowadzenie
                                                    zycia jakie lubie i nie musze sie w niczym ograniczac (lacznie z dwoma
                                                    samochodami za w sumie 100.000 euro - co jest idiotyzmem biorac pod uwage, ze
                                                    srednio w roku 7-8 miesiecy spedzam poza niemcami)
                                                    W azdym razie dla duzej ilosci pan (szczegolnie w azji) jestem bogaty co
                                                    niewatpliwie (nie robie sobie w tym wzgledzie zadnych zludzen..) zwieksza moja
                                                    atrakcyjnosc..
                                                    Dodam tylko, ze sam sobie to wszystko zarobilem i jeszcze do tego po drodze
                                                    utopilem sporo pieniadzy w akcjach bedac za granicami i nie majac mozliwosci
                                                    pozbycia sie ich we wlasciwym czasie przy odpowiednich kursach. Ale, ze jako
                                                    zarobilem na akcjach jeszcze wiecej niz stracilem to jest mi to w zasadzie
                                                    moralnie obojetne..
                                                    To prawda ze pieniadze nie daja szczescia, ale uspokajaja..
                                                    pozdrawiam
                                                    ptaszek
                                                  • ertes Re: Czy ufac nieznajomym?- dobre 25.08.05, 22:48
                                                    Wspolczuje ci kompleksow. Szczerze.
                              • ania_2000 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 18:52

                                1. Ja ufam kazdej nowopoznanej osobie. zakladam, ze jest fajna, mila,
                                przyjemna - daze ja ogromna doza sympatii - nie wyobrazam sobie innego
                                podejscia do ludzi.
                                Dodam tutaj - ze tak sie odnosze do osoby poznanej w REALU.
                                Czy sie zawiodlam? Pare razy, jak to normalnie w spoleczenstwie bywa - wiele
                                osob "wykorzystalo" moja czasami naiwnosc, czasami glupote "ufnosci". Czy w
                                zwiazku z tym sie zrazilam na tyle zeby ludziom nie ufac? Nie. Nadal "zgory"
                                zakladam, ze wszystkich ktorych spotkam na swojej drodze sa godni zaufania - a
                                przeciez wszyscy dobrze wiemy ze tak nie jest.

                                2. nie ufam ludziom "online". to znaczy - ok, ufam im - ale tylko w jakims
                                stopniu.
                                odnosze wrazenie, ze szczegolnie w usa ludzie pod tym wzgledem zostali
                                nauczeni bycia nieufnym. i slusznie.

                                nigdy nie wiadomo co po drugiej stronie monitora siedzi...i co KAZDY moze
                                przeczytac. nie chodzi mi tutaj o uczestnictwo w "forach" - ale to, ze dostep
                                ma kazdy. dziwie sie bardzo jak niektore osoby opisuja swoje naintymniejsze
                                przezycia, choroby, osobiste historie ze szczegolami - wysylaja wszystkim swoje
                                zdjecia...

                                owszem -wiekszosc osob jest normalnych - ale psychopaci tez sie zdazaja. troche
                                wyobrazni przydaloby sie czasem.

                                • don2 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 19:31
                                  Ja wiem ,ze nie czytasz mnie ,ale mozesz to wytlumaczyc,nie mnie ale tak
                                  neutralnie


                                  . Ja ufam kazdej nowopoznanej osobie. zakladam, ze jest fajna, mila,
                                  przyjemna - daze ja ogromna doza sympatii - nie wyobrazam sobie innego
                                  podejscia do ludzi.

                                  jak mozna dazyc " ogromna doza sympatii" kogos nowopoznanego,czyli nieznanego?
                                  czy to nie jest ble ble blee,takie stwierdzenie? reszta zdania ,tez z kategorii
                                  wpisow 15-latki na forum " My nastolatki " i jest klamstwem ,gdyz
                                  dokazalas ,ze jestes nieopanowana i w zenujacy sposob zlosliwa osoba-to jest
                                  wlasnie "inne podejscie do ludzi" sorry ale dwulicowosc jest brzydka cecha !
                                  • lucja7 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 19:46
                                    Ania pisze:
                                    "odnosze wrazenie, ze szczegolnie w usa ludzie pod tym wzgledem zostali
                                    nauczeni bycia nieufnym. i slusznie."

                                    Pierwsze pytanie: kto byl nauczycielem tych bojacych sie ludzi? to znaczy przez
                                    kogo zostali nauczeni?
                                    Drugie pytanie: skad ty czerpiesz tego rodzaju opinie? ze szczegolnie w US?
                                    • ania_2000 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 20:08

                                      lucja7 napisała:


                                      > Pierwsze pytanie: kto byl nauczycielem tych bojacych sie ludzi? to znaczy
                                      przez
                                      >
                                      > kogo zostali nauczeni?

                                      Jacy bojacy sie ludzie? Bycie nieufnym nie znaczy ze sie boja.

                                      poza tym napisalam - "ODNOSZE WRAZENIE" - to jest MOJE wrazenie, wiec TWOJE
                                      moze byc zupelnie inne.
                                      rowniez - "ODNOSZE WRAZENIE" - wiec nie znaczy ze tak NA PEWNO jest.

                                      > Drugie pytanie: skad ty czerpiesz tego rodzaju opinie? ze szczegolnie w US?


                                      mieszkam w US wiec stad czerpie opinie. dodaje ze jest to moja opinia.

                                      nie wiem jak jest w innych krajach - moze wiec Lucjo powiesz jak jest z tym u
                                      ciebie?


    • bird_man Re: Czy ufac nieznajomym?-nie ufam 25.08.05, 22:03
      Nigdy nie ufam zadnym nieznajomym z zasady, ludzi dzwoniacych do moich drzwi
      (poza sasiadami i listonoszem) pytam sie bezczelnie majpierw o to, kto dal im
      prawo zaklocac moj spokoj i krasc moj czas oraz zadam wylegitymowania sie - mam
      od lat swiety spokoj - prawdopodobnie jestem na czarnej liscie u wszystkich
      swiadkow jehowy i innych komiwojazerow jako "ten cham z pierwszego pietra po
      lewej".
      Olewam wszystkie telefoniczne zapytania, maili od nieznajomych lub maili nie
      zapowiedzianych nie czytam lecz wywalam od razu do kosza, podobnie robie z
      wszystkimi reklamowkami i pismami z roznych dziwnych miejsc informujacymi mnie
      ze wlasnie wygralem kolejny milion lub oferujacymi mi kolejny kredyt. Staram
      sie byc uprzejmy dla obcych bo nie chce dostac nozem w plecy, ale nigdy nie
      daje sobie niczego wcisnac i dac sie zaskoczyc.. uwielbiam mowic ludziom mnie
      proszacych o pieniadze lub moj czas (poza przyjaciolmi oraz przypadkami ktore
      sam uznaje za wajatkowe) mowic z usmiechem prosto w oczy "NIE" i obserwowac ich
      reakcje..
      Nie jezdze autostopem i nigdy nikogo nie biore, doswiadczenie mnie nauczylo, ze
      za udzielenie przyslugi olbrzymia wiekszosc innych ludzi traktuje "pomocnych"
      jak idiotow i nie tylko ze nie jest wdzieczna to jeszcze tych "dobrych"
      wykorzystuje.
      Generalnie nie moge powiedziec, abym nie lubil ludzi, nawiazuje szybko, chetnie
      i zupelnie bezproblemowo nowe znajomosci, ale z duza doza ostroznosci i
      krytycyzmu. Nie oczekuje od nikogo pomocy i dobrych uczynkow, oczekuje, aby
      swiat zostawil mnie w spokuju wg.zasady "pomoz sobie sam to i bog ci pomoze"
      oraz "kto ma miekkie serce ten musi miec twarda dupe"
      Stosujac ty zasade czuje sie swietnie i niezaleznie nie dajac pieniadzy na
      rozne "krzyze, greenpeace, ochroniarzy wielorybow" itp. oraz nie ma posiadam
      zadnych wyrzutow sumienia w tym wzgledzie (prawdopodobnie nie posiadam sumienia)

      pozdrawiam
      ptaszek
      • maria421 Re: Czy ufac nieznajomym?-nie ufam 25.08.05, 22:06
        Ptaszku, a te wszystkie piekne nieznajome towarzyszki Twoich tajlandzkich nocy,
        to co? Ufasz im, czy tez nie?
        • bird_man Re: Czy ufac nieznajomym?-nie ufam 25.08.05, 22:17
          maria421 napisała:

          > Ptaszku, a te wszystkie piekne nieznajome towarzyszki Twoich tajlandzkich
          nocy, to co? Ufasz im, czy tez nie?
          **********************************
          Droga Mario,
          dlaczego mialbym im ufac? Staram sie traktowac kazda z nich jak lady (lacznie z
          zaproszeniem na kolacje - ale to jest po prostu konieczne bo glodna azjatka
          jest naprawde do niczego..) ale ufac? Nigdy.. Nie wiem czy wiesz, ale w azji
          jak sie pytasz "damy" : "how much" najczesciej dostajesz odpowiedz "up to you"
          Ja nigdy na tym nie poprzestaje lecz od razu klaruje sytuacje: czego oczekuje i
          za ile i sam z kolei mowie "just up to you"..
          Wszystkie wazne rzeczy (gotowke, paszport, karty kredytowe, kamere itp.) zawsze
          mam zamkniete w sejfie w pokoju lub w recepcji i dlatego tez nigdy mi sie nie
          zdarzylo, abym zostal np. okradziony jak zdarzylo sie to wielu moim znajomym i
          kolegom..
          pozdrawiam
          ptaszek
          • don2 Re: Czy ufac nieznajomym?-nie ufam 25.08.05, 22:27
            ha ha ,co mi przypomina mojego czeskiego przyjaciela ,ktory bzykal szwedke na
            masce od samochodu i jak wrocili na sale balowa ,ona sie mnie spytala co ten
            facet ma za dziwny obyczaj.kazal jej by go trzymala za uszy,gdy ja bzykal-
            no to sie go spytalem...powiedzial ,ze mial w tylnej kieszeni dzinsow
            portfel :))
            • bird_man Re: Czy ufac nieznajomym?-nie ufam 25.08.05, 22:28
              don2 napisał:

              > ha ha ,co mi przypomina mojego czeskiego przyjaciela ,ktory bzykal szwedke na
              > masce od samochodu i jak wrocili na sale balowa ,ona sie mnie spytala co ten
              > facet ma za dziwny obyczaj.kazal jej by go trzymala za uszy,gdy ja bzykal-
              > no to sie go spytalem...powiedzial ,ze mial w tylnej kieszeni dzinsow
              > portfel :))
              *****************
              cholera, a ja juz myslalem ze to moj patent..:-))))))))))
              ptaszek
        • leosi odwrotnie niz w POLSCE 25.08.05, 22:50
          w PL dzwoni telefon - normalny czlowiek podnosi sluchawke
          w USA -nikt normalny nie podnosi sluchawki dzwoniacego telefonu

          w PL emeryt dostaje rente od listonosza a listonosz tip do reki
          w USA listonosz nie nosi pieniedzy

          w PL do prywatnego domu puka bele kto- zebrak -komiwojazer -zlodziej
          w USA nikt nie puka, zostawia listy wetkniete do skrzynki

          w PL pieszy patrzy z przerazeniem na pedzace samochody.
          w USA podchodzaca osoba do skrzyzowania jest proszona przez kierowcow
          zyczliwie machnieciem reki ze moze przechodzic.

          w PL mozna wejsc w psie lajno
          w New York elegancki facet w skorzanych spodniach wygladajacy jak model z
          zurnala schyla sie i przez gazete zbiera psie lajno.

          w PL zeby wyplynac na Baltyk na bele jakiej zaglowce trzeba miec 20 dokumentow
          w USA doslownie NIC
          i teraz zeglarz z USA przeplynal Ocean Atlantycki i nie moze wplynac do Gdanska
          bo nie ma patentu Kapitanskiego a ma tylko przeterminowany patent zeglarza

          w USA-w bele jakim urzedzie pytaja cie o NR telefonu- znaczy jak ma telefon to
          jest czlowiek
          w PL czekalem na telefon 10 lat -
          • don2 Re: odwrotnie niz w POLSCE 25.08.05, 22:59
            Powstrzymam sie od komentarzy,ty Zibi ,kiedy w PL ostanio byles?
            • ertes Re: odwrotnie niz w POLSCE 25.08.05, 23:09
              Don, szczezre mowiac to jestes nieuczciwy.
              To co pisze Zibi jest jakosciowo takie same jak Birda.

              Ty chyba go po prostu nie lubisz ;)
          • jutka1 Re: odwrotnie niz w POLSCE 25.08.05, 23:03
            oooooo
            specjalista od Polski (ze nie powiem o Stanach)

            Tyle ta opowiesc ma wspolnego z Polska dnia dzisiejszego co z koziej de
            rajzetasze ort.zam.
          • bird_man Re: odwrotnie niz w POLSCE-leosia 25.08.05, 23:25
            nie bardzo rozumiem, ale jako ze mam wrazenie iz twoj post nawiazuje w sposob
            bezposredni do tego co ja wlasnie napisalem to chcialbym cie poinformowac ze:
            1. to co ja pisalem odnosi sie do niemiec (tu wlasnie mieszkam)
            2. nie bede sie spieral na temat tego jak jest w tej chwili w polsce, jedno
            jest pewne: Twoja opowiesc o amerykanskim zeglarzu nie wpuszczonym do polskiego
            portu jest po prostu nieprawdziwa. Zegluje juz lat prawie 40 - zeglowalem po
            morzu jeszcze mieszkajac w polsce 25 lat temu, pamietam owczesny idiotyczny
            system i wiem z wlasnego, osobistego doswiadczenia, ze nigdy w polsce nie
            zadano jakichkolwiek dokumentow "zeglarskich" (tzn. patentow itp.) od
            zagranicznych zeglarzy. Uwierz mi ze ja naprawde wiem lepiej bo swego czasu
            bylem nawet we wladzach tej organizacji i znam te sprawy od "podszewki"
            Jest to po prostu nonsens i nieprawda. Oczywiscie, mozesz sie podzielic zrodlem
            tej informacji (nazwisko, adres i data wydarzenia - jestem przekonany, ze uda
            sie to zweryfikowac)
            pozdrawiam
            PS. czy to nie ty kilka lat temu na innym forum twierdziles, ze spales w 6*
            hotelu w bangkoku i zle cie tam potraktowali i nie chciales sie ze mna zgodzic,
            ze w bangkoku nie ma hotelu 6* co ja twierdzilem siedzac tam 7-y czy 8-y
            miesiac wlasnie..? Cos takie mam wrazenie..moze sie myle chociaz Twoj post
            podpisany byl chyba jaki Zybi czy jakos tak podobnie..
    • jutka1 Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 23:04
      Nie mam tak czarno-bialo: ufam nie ufam.
      Patrze na osobnika (-czke) i intuicja mi mowi.
      Sprawdza sie w 90%

      J. :-)
      • ertes Re: Czy ufac nieznajomym? 25.08.05, 23:08
        O wlasnie!

        A reszta to takie dywagacje czasami mniej a czasami z wiekszym sensem.
    • drapieznik Re: Czy ufac nieznajomym? 26.08.05, 02:20
      ostatnio auto sie popsulo, potrzebowalem jechac pol godziny. Zatrzymakem jakas
      d. i zaproponowalem dwie dychy za podwiezienie. Zgodzila sie. Po drodze
      rozmawialismy a na koniec doszlo do zblizenia. Oczywiscie jak sie obudzilem
      poszukalem napisu na lustrze w lazience: witaj w swiecie AIDS. Sprawdziem czy
      mi nie zimno w okolicach nerek i policzylem do dwoch tu i tam. Nic z tych
      rzeczy: bylem po prostu wyspany.

      ps rzeczywiscie dalem dwie dychy za pol godziny jazdy.
      • jutka1 Re: Czy ufac nieznajomym? 26.08.05, 13:56
        Drapiezniku, czy dobrze rozumiem, ze dales dwie dychy za bzykniecie i nocleg?
        Plus podwiezienie?
        Strasznie tanio...

        (joke alert! ;-)))))
        • drapieznik Re: Czy ufac nieznajomym? 26.08.05, 15:31
          cos ty, takie rzeczy bym tu opowiadal? dalem 2 dychy za pol godziny jazdy.

          jezeli chodzi o cene bzykniecia to na poczatku zawsze dostaje na kredyt, a
          konto przyszlych apanazy, hehehe.

          jutka1 napisała:

          > Drapiezniku, czy dobrze rozumiem, ze dales dwie dychy za bzykniecie i nocleg?
          > Plus podwiezienie?
          > Strasznie tanio...
          >
          > (joke alert! ;-)))))
          >
          • jutka1 Re: Czy ufac nieznajomym? 26.08.05, 15:40
            hahaha
            kazdy na poczatku dostaje za darmo ;-)))
        • bella-donna Re: Czy ufac nieznajomym? 26.08.05, 15:41
          burdel man spotyka burdel woman, dziwilabym sie gdyby bylo inaczej...
          • drapieznik ty cpasz, jarasz, wachasz czy dajesz w zyle? 26.08.05, 15:44
            chyba ze masz dysleksje.

            bella-donna napisała:

            > burdel man spotyka burdel woman, dziwilabym sie gdyby bylo inaczej...
            >
            • bella-donna Re: zemsta... 26.08.05, 18:11
              natychmiastowa i bezmyslna za truth...?????!!
              • ertes Re: zemsta... 26.08.05, 18:17
                Szczerze mowiac to chyba zaczynam Cie lubic :))))))
                • bella-donna Re: zemsta... 26.08.05, 18:21
                  dziwilabym sie gdyby bylo inaczej...o;

                  ps. tylko nie lataj teraz za mna o;
                  • drapieznik Re: zemsta... 26.08.05, 20:22
                    p. o tej zemscie. cierpisz na alkoholizm czy jak?

                    bella-donna napisała:

                    > dziwilabym sie gdyby bylo inaczej...o;
                    >
                    > ps. tylko nie lataj teraz za mna o;
                    >
                    >
                    • bella-donna Re: zemsta... 26.08.05, 21:28
                      co spowodowalo , ze az tak nisko upadles ???
                      • maria421 Bella 27.08.05, 08:38
                        bella-donna napisała:

                        > co spowodowalo , ze az tak nisko upadles ???
                        >
                        Bella, Drapieznik to jest calkiem fajny chlopak. Daj mu szanse:-)
                        • bella-donna Re: Bella 27.08.05, 12:51
                          ...no ale czy musi tak czesto zmieniac te telefony ??? o;
    • pawel_z_melb ufac... 26.08.05, 21:45
      to duze slowo.

      ale nie dac sie zwariowac.

      Niestety krancowy indywidualizm doprowadza w stanach do paranoidalne
      podejrzliwosci.

      Oczywiscie przyjmujac w domu grupe domokrazcow ryzykujemy sporo, pieniadze
      lepiej trzymac w sejfie, ale ludzie ktorzy ufaja innym sa szczesliwsi.

      I fajnie, jak jednostkowe negatywne doswiadczenia nie pacza percepcji...
      • drapieznik Re: ufac... 26.08.05, 22:26
        sa ludzie owce i sa ludzie barany. USA nie zostalo zbudowane przez ludzi owce,

        • don2 Re: ufac... 26.08.05, 23:04
          Sa ludzie owce i sa ludzie wilki.USA zbudowali wilki oraz tacy ktorzy wiedzieli
          jak zalety wilkow uzyc,by owce byly cale i wilk syty . A ci z kolei wywodzili
          sie z owiec ale tych nie biegajacych ze stadem :)))))
          • czajek76 Re: ufac... 26.08.05, 23:05
            np z czarnych (nie mylic z Afroamerykanskimi ;)
          • lucja7 Re: ufac... 27.08.05, 09:43
            A najgorzej jest gdy barany biora sie za wilki.
            Co widac niestety na tym forum!
            :)
            • don2 Re: ufac... 27.08.05, 10:34
              sie zgadzam z Luxury Lucy,dobrze powiedziane ( jak na sobote)
              • bella-donna Re: ufac... 27.08.05, 12:54
                don2 napisał:

                > sie zgadzam z Luxury Lucy,

                czy mam rozumiec , ze kurtyna juz opadla ...????!!!!
                • drapieznik Re: ufac... 27.08.05, 20:56
                  Żyło w jednej wsi dwoje staruszków, mieli syna Iwana. Byli bardzo biedni.

                  Iwan od małego lubił grać na fujarce. Tak ładnie grał, że jak ludzie zaczynali
                  słuchać, to zapominali o całym świecie. Kiedy zagrał smutną piosenkę — wszyscy
                  się martwili, aż im łzy w oczach błyszczały. Kiedy zagrał do tańca — wszyscy
                  puszczali się w pląs, nie mogli się powstrzymać.

                  Iwan podrósł i powiedział do rodziców:

                  — Pójdę w świat, ojcze, matko, zgodzę się za parobka. Co zarobię, to wam
                  przyniosę.

                  Pożegnał się i poszedł.

                  Przyszedł do jednej wsi — nikt go nie nająŁ Przyszedł do drugiej — tam też
                  robotników nie potrzebują.

                  Poszedł Iwan jeszcze dalej. Szedł, szedł długo, aż zaszedł do jakiejś
                  nieznajomej wsi. Chodził od chaty do chaty. Która tylko wyglądała zamożniej,
                  tam pytał:

                  — Czy kto nie potrzebuje parobka?

                  Z jednej chaty wyszedł gospodarz i pyta:

                  — Zgodzisz się paść owce?

                  — Zgodzę się, to robota nietrudna.

                  — To prawda, że nietrudna. Ale mój warunek jest taki: jeżeli będziesz je dobrze
                  pasł, wypłacę zarobek podwójny. Ale jeżeli zgubisz mi chociażby najmniejsze
                  jagniątko czy najmarniejszą owcę, nie dostaniesz- nic, wygonię cię bez grosza,
                  rozumiesz?

                  — Może nie zgubię — odpowiedział Iwan.

                  — No, no, uważaj!

                  Umówili się, a Iwan zaczął paść owce.

                  Rano wychodzi skoro świt, wraca po zachodzie słońca.

                  Kiedy wraca z pastwiska, gospodarz z gospodynią już stoją u wrót i liczą owce:

                  — Jedna, dwie, trzy... dziesięć... dwadzieścia... czterdzieści...
                  pięćdziesiąt...

                  Są wszystkie!

                  Tak przeszedł miesiąc, przeszedł drugi i trzeci. Nadchodzi czas obrachunku,
                  wypadnie pastuszkowi zapłacić.

                  ,,Co za dziwo", myśli gospodarz, ,,jak on potrafi moich owiec dopilnować?
                  Innych lat zawsze któraś przepadła: a to wilk rozszarpał, a to same się
                  gubiły... To jakaś nieczysta sprawa. Trzeba podpatrzeć, co pastuch robi na
                  pastwisku".

                  Nad ranem, kiedy wszyscy jeszcze spali, gospodarz wziął kożuch barani, odwrócił
                  go sierścią na wierzch, naciągnął go na siebie i chyłkiem przemknął się do
                  owczarni. Opuścił się na czworaki i schował się pomiędzy owce. Udaje, że ma
                  cztery nogi jak one i czeka, kiedy pastuch wygoni stado na pastwisko.

                  Słońce wstało, Iwan obudził się i wypuścił owce z owczarni.

                  Zaczęły beczeć i pobiegły przed siebie. Gospodarzowi trudno było nadążyć, ale
                  biegł razem z owcami i pokrzykiwał:

                  — Beee! Beee! Beee!

                  Myślał sobie: ,,no, teraz wszystkiego się dowiem".

                  Był pewien, że Iwan go nie zauważy. Ale Iwan był bystry, od razu go dostrzegł,
                  tylko się nie zdradził. Idzie za owcami, jakby nigdy nic, a od czasu do czasu
                  którąś lekko trąci końcem bata. Celuje prosto w grzbiet gospodarza.

                  Przygnał owce na skraj lasu, usiadł pod krzewem i zaczął jeść kromkę razowca,
                  którą sobie wziął na śniadanie.

                  Chodzą owce po polanie, szczypią trawkę, a Iwan śledzi za nimi. Jak tylko
                  zobaczy, że któraś schowa się w lesie, zaraz podnosi do ust fujarkę i gra.
                  Wtedy wszystkie owce biegną do niego.

                  Gospodarz wciąż łazi na czworakach, udaje owcę, głową trąca ziemię, niby to że
                  także się pasie. Zmęczył się okropnie, ale wstyd mu pokazać, kim jest: a nuż
                  pastuch opowie sąsiadom — ci by dopiero kpili z takiego chłopa!

                  Kiedy owce się napasły, Iwan im powiada:

                  — No, moje kochane, najadłyście się, przyjemnie wam żyć na świecie, to teraz
                  sobie potańczycie.

                  I zagrał na fujarce owcom do tańca.

                  Jak nie zaczną, owce skakać i pląsać, i kopytkami przytupywać! A gospodarz
                  razem z nimi: chociaż ani się nie najadł, ani nie jest mu przyjemnie, jednak
                  wyskoczył ze stada i puścił się „kucanego". Tańczy, tańczy, nogami różne
                  zawijasy i wyrzuty wyprawia, a choćby chciał — nie może się powstrzymać.

                  Iwan gra coraz prędzej i prędzej. Iwanowi do wtóru owce też" coraz prędzej
                  skaczą i gospodarz tańczy coraz prędzej.

                  Uff! zmordował się gospodarz, ledwo zipie, pot leje się z niego ciurkiem.
                  Słońce praży, on w kożuchu, a tu takie tańce-zawijańce. Poczerwieniał jak
                  burak, włosy mu się rozsypały... nie wytrzymał i zakrzyknął:

                  — Oj, parobku, przestańże grać nareszcie! Sił mi już brak.

                  Ale Iwan udaje, że nie słyszy — gra i gra.

                  Wreszcie przestał grać i pyta, niby to zdziwiony:

                  — Ej, gospodarzu, toście wy tu, czy nie wy?

                  — Ja...

                  — A skądeście tu się wzięli?

                  — Tak jakoś... przypadkiem...

                  — Czemużeście się w kożuch odziali?

                  — Tak... rano wydało mi się chłodno.

                  Dał nurka w krzaki i już go nie było.

                  Przywlókł się zmordowany do domu i mówi do żony:

                  — No, żono, trzeba odprawić naszego parobka co prędzej po dobroci. Trzeba mu
                  wszystko wypłacić, co się należy.

                  — Jakże to tak? Innym nic nie płaciliśmy, a temu mamy dać wszystko?

                  — Nie można inaczej. Jak mu nie wypłacimy co do grosza, to nas tak ośmieszy,
                  taki wstyd na nas ściągnie, że nie będziemy mogli pokazać się ludziom na oczy.

                  I gospodarz opowiedział żonie, jak pastuszek zmusił go do tańca i tak zmęczył,
                  że on ledwo ducha nie wyzionął.

                  Gospodyni wysłuchała, pomyślała i mówi:

                  — Ach, rozum chyba zgubiłeś po drodze, czy co! Po co tak tańczyłeś, po co dałeś
                  się poganiać jak baran? Mnie by taki pastuch nie zmusił do tego, żebym .miała
                  mu tańczyć, jak on mi zagra! Niech no tylko przyjdzie, a zaraz mu każę grać.
                  Wtedy się pokaże, kto tu rządzi.

                  Gospodarz prosi żonę:

                  — Kiedyś sobie już tak umyśliła, to mnie lepiej przywiąż przedtem w skrzyni na
                  strychu, żebym nie tańczył z tobą razem. Mnie starczy tej zabawy, com miał na
                  pastwisku. Ledwo chodzę.

                  Żona się zgodziła. Wytaszczyła po drabinie wielką skrzynię na strych. Gospodarz
                  wlazł do skrzyni, a żona przywiązała ją do belki. Sama zlazła do izby i czeka,
                  doczekać się nie może, kiedy parobek wróci z pola.

                  Wieczorem, zaledwie Iwan przyprowadził owce z pastwiska, gospodyni pyta:

                  — Czy to prawda, że masz taką fujarkę, co jak na niej zagrasz, to każdy musi
                  tańczyć?

                  — Prawda.

                  — No to zagraj! Jeżeli i ja zatańczę — wypłacimy ci, coś zarobił. Ale jak nie
                  zatańczę, to cię wypędzimy bez grosza.

                  — Dobrze — powiada Iwan. — Niech wam będzie, jak chcecie. Wyjął fujarkę zza
                  pazuchy i zaczął grać. Gospodyni zabrała się tymczasem od razu do wyrabiania
                  ciasta. Nie mogła się jednak powstrzymać i z miejsca puściła się w taniec.
                  Tańczy, tańczy, a z ręki do ręki przerzuca kawał ciasta. Oj, widok to był,
                  ludzie moi!

                  Iwan gra coraz prędzej, coraz głośniej, a gospodyni coraz prędzej nogami drobi,
                  okręca się i podskakuje, ciasto przerzucając.

                  Gospodarz na strychu także usłyszał granie fujarki. Zaczął przebierać w skrzyni
                  nogami, pokręcać się tu i tam. Ciasno mu było, głowa wciąż łup! o wieko, a
                  obcasy tup! o ściankę skrzyni. Rzucał się, rzucał, wreszcie sznur się oberwał,
                  skrzynia się przewróciła i gospodarz wybił wieko głową.

                  Wyskoczył ze skrzyni i dalej tańczyć po strychu. Puścił się w przysiady, w
                  przytupy, wreszcie zjechał po drabinie i wtoczył się do izby.

                  Hej, ha, dalej w tan, to do pieca, to od pieca, aż z podłogi drzazgi lecą!
                  Tańczą, skaczą gospodarze, coraz prędzej tańczą razem!

                  Tymczasem Iwan wychodzi na ganek, zagrał na schodeczku, zbiegły się owieczki.
                  Gospodarze na podwórku tańczą z krową, z koniem, z Burkiem, tańczą owce i
                  barany, nawet kury poszły w tany.

                  Na fujarce im przygrywa, gospodyni ledwo żywa, ledwo dyszą gospodarze, a
                  tańcują, jak on każe.

                  Podszedł Iwan do wrót, zaraz wyjdzie na drogę — wszyscy za nim. „Oj, źle",
                  myśli gospodyni i nuż prosić:

                  — Iwanie, Iwanku, przestań grać, nie wychodź na podwórze! Nie zawstydzaj mnie
                  przed sąsiadami! Uczciwie się z tobą porachujemy, wypłacimy ci zarobek co do
                  grosza. Tylko przestań grać, parobeczku kochany, schowaj fujarkę.

                  — Co to, to nie — mówi Iwan. &#
                  • drapieznik Re: ufac... 27.08.05, 20:57

                    Podszedł Iwan do wrót, zaraz wyjdzie na drogę — wszyscy za nim. „Oj, źle",
                    myśli gospodyni i nuż prosić:

                    — Iwanie, Iwanku, przestań grać, nie wychodź na podwórze! Nie zawstydzaj mnie
                    przed sąsiadami! Uczciwie się z tobą porachujemy, wypłacimy ci zarobek co do
                    grosza. Tylko przestań grać, parobeczku kochany, schowaj fujarkę.

                    — Co to, to nie — mówi Iwan. — Niech wam się przyjrzą dobrzy ludzie, niech się
                    pośmieją. Niech i oni mają zabawę.

                    Wyszedł za wrota i zagrał jeszcze głośniej. A gospodarz z gospodynią i krowy, i
                    owce, i kury — wszyscy wytoczyli się na drogę i tańczyli tam jeszcze skoczniej.
                    Obracają się, przysiadają, podskakują aż miło.

                    Zbiegła się cała wieś. Starzy i młodzi śmieją się, palcami ich sobie pokazują i
                    sami tańczą, aż się droga kurzy!

                    Grał Iwan, grał, póki wieś chciała tańczyć. Potem odebrał zarobione pieniądze i
                    wrócił do rodziców.

                    A gospodarz z gospodynią schowali się do izby. Siedzą tam i nie mają odwagi
                    pokazać się ludziom na oczy.

                    • jutka1 Re: ufac... 27.08.05, 23:24
                      Czyli co?
                      Nie?
                      Tak?
                      Moze?

                      Jako Glab pytam...
                      :-)))
                      • bella-donna Re: kurdebalans... 28.08.05, 00:15
                        i jak dlugo mozna czekac na odpowiedz...!?

                        ps. a u nas pada deszcz, tak sobie troche kropi
                      • drapieznik Re: ufac... 28.08.05, 00:19
                        jutka, glabem nie jestes wiec nawet nie zartuj z tego. czy ufac? nie. Vertrauen
                        ist gut, Kontrolle ist besser.
                        • jutka1 Re: ufac... 28.08.05, 00:27
                          Musze to przemyslec Drapie.

                          Wyjasnienie, bo od niezbyt dawna tu piszesz. Sama siebie koronowalam jako Glab
                          Nr 1, zartem oczywiscie. Posiadywam autoironie a nawet samokrytyke i sarkazm :-)))))
                          ps. ale tylko pod choinke ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka