czajek76
25.08.05, 01:54
Witam :)
Nie jestem zbyt aktywnym uczestnikiem P2 ale czesto Was czytam i bardzo lubie.
Staram sie odzywac tylko wtedy kiedy mam cos ciekawego do powiedzenia i
wydaje mi sie ze wlasnie taka okazja nadeszla.
Jak zauwazylem sa tutaj ludzie z wielu miejsc na swiecie, z roznym
doswiadczeniem i duza znajomoscia zycia. Chcialbym zebyscie ocenili pewna
sytuacje.
Wczoraj kupowalem samochod. W poniedzialek umowilem sie ze sprzedajacym w
warsztacie bo chcialem zeby ow samochod obejrzal specjalista.
Pech chcial ze warsztat znajdowal sie spory kawalek od miejsca mojej pracy.
Mialem na szczescie bezposrednie polaczenie autobusem (w miare czesto kursuje
i jedzie ok pol godzinki). Wyszedlem zatem z warsztatu i stoje na przystanku.
W pewnym momencie zatrzymuje sie samochod, otwiera sie szybka i jakis facet
pyta czy jade na uniwerek (a wlasnie tam zmierzalem). Wydawalo mi sie, ze
facet po prstu pyta o droge. Wykombinowalem zatem szybko, ze moge go poprosic
o podwiezienie a jednoczesnie mu pokaze jak trafic. Okazalo sie jednak, ze
droge to on doskonale zna, a zatrzymal sie bo podejrzewal ze jade na uniwerek
i postanowil mnie podwiezc. Oczywiscie natychmiast uswiadomilem sobie w czym
rzecz. Mimo wszystko wsiadlem do samochodu (no, skoro juz sam to wczesniej
zaproponowalem to mi bylo glupio sie wycofac). Facet okazal sie bardzo mily
(na tyle na ile moge to ocenic byl rowniez calkiem przystojny ;) i
rzeczywiscie podwiozl mnie do pracki. W drodze od razu napomknalem ze
posiadam malzonke sztuk 1 (zeby nie pozostawic watpliwosci). Bardzo milo sie
nam gawedzilo (droga zajela ok 15 min) i na koniec gosciu zostawil mi namiary
bo okazalo sie ze jego siostra i moja zona pracuja w tym samym zawodzie i
generalnie byloby z korzyscia gdyby sie zdzwonily (przynajmniej taka byla
oficjalna intencja ;).
Koniec historii.
Kiedy podzielilem sie ta opowiescia z moimi amerykanskimi znajomymi wywolalem
szok. Okazuje sie ze tutaj NIKT nie wsiadlby do samochodu z obca osoba i
ogolnie zostalem uznany za swira!
Ja oczywiscie rozumiem ich obawy, gdybym zastanowil sie chwile dluzej to tez
moze podjalbym inna decyzje. Ale w sumie nie wydawalo mi sie to jakies
totalnie bezmyslne. Gosciu nie byl wiekszy ode mnie wiec brutalna sila by
mnie nie wzial. Gdyby chcial mnie uprowadzic to musialby uzyc broni a wtedy
moglby mnie zgarnac z przystanku tak czy inaczej.
Swoja droga, mojej wlasnej malzonce nigdy nie pozwolilbym zrobic czegos
takiego, ale kobietki to co innego (przynajmniej te ktore nie znaja sztuk
walki)...
Ciekaw jestem co sadzicie na temat tego zdarzenia - czy byl to wyraz
bezgranicznej glupoty czy tez calkiem normalna rzecz. Czy tam gdzie
mieszkacie to jest normalne ze rozmawia sie z nieznajomymi i ich podwozi czy
tez raczej sie ich unika?