chris-joe
10.06.07, 20:36
We piatek rowerowalem z roboty. 50 minut mi to zajelo. Uliczki boczne,
zadaszone soczystymi drzewami w nowiutkiej czerwcowej zieleni. Zapachy rozne
i przyjemne. Troche z gorki, troche pod.
W polowie drogi sie rozpadalo. Tylek sie zmoczyl, szmaty mokre, wlos w
nieladzie, tylna opona kark blotem zbryzgala.
Dobilem do chalupy, wzialem chlodny prysznic, zmienilem szmaty. Wylazlem na
balkon i zdalem sobie sprawe w naglym olsnieniu, ze ta godzina co wlasnie
ubiegla, kurna nasza, to bylo- SZCZESCIE.
A ze takich cudow nie nalezy zazdrosnie ukrywac- to sie niniejszym z gronem
dziele.
Lachajem i mazel tov! :)))