swiatlo
10.09.03, 19:42
Jest to kopia mojego wpisu z Klubu, jednak chyba temat jaki poruszylem jest
bardziej dyskusyjny niz klubowy, wiec wpisuje to samo tutaj.
Z pewnoscia jak opadna wiory z huliganow i bylej dyrekcji szkoly torunskiej,
to powinno sie, tym razem jednak po cichu, po prostu zwolnic angliste.
Niestety nie ma on predyspozycji pedagoga. Swoja slaba wola nie nadaje sie do
pracy z mlodzieza. Wyrzadza nawet duzo szkody w procesie wychowawczym. Ja
osobiscie nie chcialbym aby moje dziecko bylo ksztalcone przez tak slabe
osoby.
Mlodziez lubi autorytet. Mlodziez wbrew pozorom lubi sztywne i logiczne
ramy: "biale-czarne", "dobre-zle". Jednak pod warunkiem ze sa one logiczne i
sa konsekwentnie i sprawiedliwie egzekwowane. Istnienie takich ram jest im
bardzo potrzebne, jest to wrecz fundamentalne w procesie wychowawczym
mlodziezy. Oni sie z tym lepiej czuja.
Dlatego dobrym nauczycielem jest taki, kto nie tylko jest fachowcem
akademickim, ale takze taki ktory potrafi sobie wyrobic autorytet wsrod
mlodziezy. Rozumie ich, ale NIE jest jednym z nich. Jest jednoczesnie z nimi,
ale i przede wszystkim ponad nimi. Jest silny, ale i sprawiedliwy i
konsekwentny.
Mlodziez uwielbia takich nauczycieli. Tacy nauczyciele wchodza do pamieci na
cale zycie. Mialem takich kilku i do dzis ich pamietam jako kamienie milowe w
moim procesie wychowawczym.
Jacy natomiast nauczyciele na pewno nie powinni byc. Otoz nie powinni byc
slabi i bez charakteru. Nie powinni sie naginac aby tylko zadowolic mlodziez,
nie powinni sie mlodziezy przypodobywac, nie powinni ich kokietowac.
Sa dwa typy nauczycieli ktorych zawsze najmniej lubilem, czulem do nich
najmniej szacunku i najmniej sie od nich nauczylem.
Pierwszy typ, to taki jak ow anglista. Slaby, miekki, bez osobowosci.
Drugi typ, to typ rowniachy. Swojego czlowieka, kumpla. Czyli takiego
wychowawcy owej torunskiej klasy. Gardzilem takimi i jest to dla mnie typ
anty-nauczyciela.
No i kolejna sugestia: calkowita smierc, smierc kompletna i chaniebna dla
calego tzw bezstresowego modelu wychowania. Wrecz smierc calej tej filozofii,
calej tej ideologii ktora za tym modelem stoi.
No i jeszcze jedno: eliminacja tzw szarej strefy z wychowania dzieci i
mlodziezy. Dla dziecka i mlodziezy wazne jak woda i powietrze sa takze scisle
zdefiniowane ramy moralne. Scisle zdefiniowane i konsekwentnie ekzekwowane.
Biale to biale, czarne to czarne. Taki powinien byc swiat mlodego czlowieka w
domu, powinien sie on tez pokrywac z takim swiatem w szkole.
Pegagog powinien nie tylko uczyc mlodego czlowieka wiedzy, ale takze
moralnosci i odroznienia zla od dobrego. Powinien mu pokazywac kierunek w
zyciu i ten kierunek powinien sie pokrywac z tym czego ucza rodzice.
Pegagodzy na zasadzie kumplowskiej i rowniackiej, jak i slabi bez kregoslupa,
nie powinni miec prawa w ogole kontaktu z dziecmi i mlodzieza.
No i na koniec moje motto: najwazniejsze jest aby to co najwazniejsze zawsze
bylo najwazniejsze.
A jakie wy macie wspomnienia o waszych nauczycielach? Co wy uwazacie za
najwazniejsze?