Dodaj do ulubionych

Wybrancy Bogow.

05.10.03, 10:45
Bedzie o muzyce.
Cytat z Nikt nie wyjdzie stad zywy
Powracam wlasnie z Paryza , gdzie uczestniczylem w pogrzebie Jima Morrisona -
podal Siddons w specjalnym oswiadczeniu ( opublikowanym przez agencje
reklamowa w L.A.) - Jim zoatal pochowany bardzo skromnie , w obecnosci
jedynie kilkorga bliskich przyjaciol. Pierwsze wiadomosci o Jego smierci i
pogrzebie nie zostaly ogloszone, poniewaz ci sposrod nas , ktorzy byli Mu
bliscy i kochali Go jako czlowieka, pragneli uniknac zgielku i cyrkowej
atmosfery towarzyzacej smierci takich gwiazd jak Janis Joplin i Jimi
Hendrix.
Joplin , Hendrix , Miles , Jim odeszli w momencie kiedy byli na szczycie
kiedy Ich muzyka mogla pokazac nam nowy kierunek .Czemu musieli odejsc i czy
muzyka naszych czasow wygladalaby nieco inaczej gdyby mogli okazac to co
jeszcze mieli w glowie?
Jak slucham ostatniego koncertu davisa, pryer, czy Hendrixa to mi szkoda
tego czego nie uslyszluismy. Ale kazdy z Nich mial oprocz problemow z samym
soba problemy narkotyczne . alkoholowe. Czy wskutek nadmiernej wrazliwosci +
Obserwuj wątek
    • moore_ash ...umieraja mlodo. 06.10.03, 12:07


      > Bedzie o muzyce.

      huraa!:)

      > Cytat z Nikt nie wyjdzie stad zywy

      ach:))) Ty tak specjalnie dla mnie?:) <wzruszony>
      >


      > Joplin , Hendrix , Miles , Jim odeszli w momencie kiedy byli na szczycie
      > kiedy Ich muzyka mogla pokazac nam nowy kierunek.

      z milesem jest troche inaczej. miles byl na tym szczycie juz dlugo, dlugo
      zanim odszedl. jego muzyka przeszla przez kilka faz zanim zamilkl.
      hippiesowska swieta trojca odeszla duzo mlodziej, wszyscy byli w tym samym
      wieku. mimo to mysle, ze wszyscy POKAZALI nam inny kierunek w muzcye. miles
      zrobil to nawet kilka razy.
      iedys w jakims wywiadzie urszula dudziak opowiedziala anegdote o milesie ,
      ktory spytany przez dziennikarza dlaczego nie gra z "kozim vibrato"
      odpowiedzial: na starosc samo przyjdzie... nie przyszlo...
      ale czasem sie zastanawiam czy to czasem nie lepiej. oczywiscie, ze mi szkoda,
      ze chcialbym zeby zyli, ale to jest jakas odmiana egoizmu. chcialbym zeby
      zyli, zebym mogl posluchac jeszcz jednej plyty czy byc na koncercie...
      ale sproboj sobie wyobrazic piecdziesieciokilkuletniego, lysiejacego hendrxa z
      brzuszkiem palacego gitare... jaki to obraz.
      co do morrisona, mysle ze to i tak byl juz koniec doorsow. jimowi zbrzydlo
      zycie gwiazdy rocka, chcial zeby ktos docenil go jako poete, tworce
      wrazliwego, a nie lykacza podwojnych dawek LSD... prawdopodobnie i tak
      odszedlby z the doors i zaszyl sie w ciszy uciekajac przed owczesnymi
      paparazzi i pisal.
      popatrz jak wygladal elvis przed smiercia. czy gdyby zmarl powiedzmy 15 lat
      wczesniej nei zrobiloby to dobrze dla jego kariery? (wiem jak to brzmi,
      kariera po smierci? hendrixowi to teraz wisi ze nadal kochaja go miliony...)
      zastanawiam sie czasem czy wlasnie nie fakt ze oni nie zyja przyczynil sie
      znacznie do ich legendy. fakt ze sa juz nieosiagalni... takich przypadkow jest
      przeciez znacznie wiecej. chociazby marley. a na rodzimym rynku wystarczy
      zwrocic uwage jak duzo popularnoscia cieszy sie teraz dzem, czy nagrania
      republiki. smierc zawsze podnosila koniunkture... o lennonie bylo cicho w UK
      ale w stanach byla przeciez zaloba na maxa... do dzis w central parku przy
      wicznym polu truskawek czuje si etaki dziwny klimat... (przynajmniej ja
      czulem, moze to wina mojego zboczenia) podejrzewam ze u Jima jest to samo ( o
      tym JESZCZE nie wiem)...
      popatrz jak wygladaloby teraz led zeppelin gdyby bohnam nie przepil w 80.
      robiliby "kariere" jak deep purple? co to za deep purple bez blackmoreà? (on
      jeszcze zyje, uprzedzam posty ze sprostowaniami:P)

      pomijam tu kwestie alkoholowo narkotycznych podrozy... nie da sie ukryc, ze to
      sie przyczynilo, czy w wiekszosci przypadkow bylo powodem zejscia...

      Czemu musieli odejsc i czy
      > muzyka naszych czasow wygladalaby nieco inaczej gdyby mogli okazac to co
      > jeszcze mieli w glowie?

      tego sie nigdy nie dowiemy... moglby wygladac lepiej, ale niekoniecznie. nikt
      nie wiem ile jeszcze mogla potrwac kariera janis, przeciez na poczatku 70 lat
      zaczynala si einna epoka w muzyce. wchodzilo wlasnie led zeppelin, DP poznije
      takie historie jak iran maiden etc. pokolenie hippiesow doroslo, dorobili sie
      dzieci o domkow z ogrodkiem. wpadli wmachine zycie ktora teraz moglibysmy
      modnie nazwac matrixem... moze smierc Trojcy przyczynila sie do konca tej
      epoki, tak jak rozpad beatlesow np... ale niekoniecznie. moze takie sa po
      prostu koleje lozu w muzyce. mieli swoej piec minut, a mogloby sie to
      skonczyc tragicznie dl amuzyki gdyby chcieli te piec minut pzredluzyc. inna
      sprawa ze w ciagu tych pieciu minut dokonali wiecej niz wiekszosc artystow
      przez cale zycie...

      > Jak slucham ostatniego koncertu davisa, pryer, czy Hendrixa to mi szkoda
      > tego czego nie uslyszluismy. Ale kazdy z Nich mial oprocz problemow z samym
      > soba problemy narkotyczne . alkoholowe. Czy wskutek nadmiernej wrazliwosci +

      szczerze mowiac to ostatni koncert hendrixa jest dla mnie troche swiadectwem
      upadku wielkiego J.H. jakos nie klei to si edo kupy, hendrix gdzies odjezdza,
      gubiac rytm, chlopaki sie dwoja i troja, zeby uratowac sytuacje... jimi
      swoje , oni swoje... palce juz jakies takei nienajzwinniejsze... moze gdyby
      tych odlotow nie bylo tyle ile bylo...
      moze mogl z tego wyjsc, stworzyc jeszcze kawal dobrej muzyki. ale czy nie
      borykalby sie teraz z takimi problemami jak santana np? przeciez obaj grali
      na woodstock 69. hendrix nie zyje a carlos? walczy z oskarzeniami o komercje,
      zaprasza coraz to nowe, "mlode talenty" do wspolpracy sprawiajac czasem
      wrazenie, ze odcina kupony od wlasnego nazwiska... przykre to bo facet jest
      nadal cholernie sprawnym gitarzysta...

      ja, jak zwykle pelen jestem sprzecznosci w tym temacie. nie porafie podjac
      jasnej decyzji czy lepiej ze ich juz nie ma czy gorzej. ktos gdzies tam spytal
      czy dinozaury powinny grac. to bylo a propos simona i gurfunkela...
      nie wiem... stonesi sie jakos trzymaja...

      mi bardziej szkoda takich przypadkow jak Komeda. on byl dopiero na poczatku
      drogi. dopiero wyrwal sie z kraju gdzies w komunistycznej czesci europy,
      dopiero zaczynal wchodzic na szczyty w hollywood. jestem pewien ze zrobilby
      tam jeszcze kawal dobrej muzyki gdyby nie incydent z hlaska... szkoda
      goscia... i tak zrobil w cholere muzyki ktora wyprzedzla jego czas o
      kilkanascie lat co najmniej... ale mogl jeszcze wiele...

      ile jeszcze takich smierci bylo? hutchance, lynott, john lee hooker, freddi
      emercury, chlopaki z lynyrd skynyrd...
      ile jeszcze takich smierci bedzie?...

      pozdr.
      tb_wdzieczny_za_temat:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka