G0p0s będzie bogaty, bo go nie poznałam

Siedział sobie z Embepe w głębokim cieniu i tyle go było widać. A potem się zeszliśmy: Dzidka, Paulina, Kocio Pierzaczek, Ania. Kocio w nowym kolorze, też powinna zagrać w totka, bo po ciemku też miał człek wątpliwości, Kocio-ż to, czyli nie Kocio?..
Z przyjazdu Embepe ucieszyliśmy się strasznie - to bardzo miło, jak ktoś przychodzi ubrany na czerwono

A potem poooszło! Zaczęło się od komunikacji, potem Dzidka wspominała Maltę, w czym organoleptycznie uczestniczyliśmy poczęstowani tamtejszym nugatem bananowym. Pozostała nam z tego nauka, że na Malcie przez jezdnię przechodzi się na odwrót a opuncje są przereklamowane. Co do smaku, bo co do kłucia to nie. Rozmowa jak zwykle przechodziła płynnie z tematu w temat, były tam mieszkania (cena, metraż, urządzenie, zamieszkanie przez koty, wanna), pieczenie chleba, mecze Legii z Polonią, sąsiedzi zza Odry jako przodkowie (dziadek w Wehrmachcie mało komu imponuje), nieślubni spadkobiercy, arachnofobia i jej leczenie, praca, bezkręgowce domowe, robótki ręczne, zasuszone kaktusy i takie tam. "Krwawa zemsta" oczywiście też była obecna, ale oględnie, żeby nie psuć wrażenia tym, co jeszcze przed albo w trakcie.
A potem Embepe musiała jechać mimo zaprosin Dzidki i solennych zapewnień, że Dzidka nie zamordowała jak dotąd żadnego gościa, chrapie owszem, ale w drugim pokoju, a koty ma bardzo miłe. Jeżeli jeszcze ma dobrze schowane szpikulce do fondue, doprawdy, należy się dziwić, że Embepe mimo wszystko ciągnęło do Łodzi.
Coś tam się piło, czerwone piwo, żółty cydr, czerwone wino i czarną herbatę. Coś tam się jadło, jakieś tarty, makaron z kurami, zupę ogórkową. Pożyczało się książki, pokazywało nabytki, dłubało słonecznik (głównie ja, bo poza Embepe nikt nie chciał).
A potem zaczęliśmy się coraz bardziej wykruszać i tak poszło. Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie uprzejmie dziękuję.