Uwaga, cytuję:
lico - przeto - rychło - kołacz - pomaluśku - smalić cholewki - kauzyperda - dziewczę - powić (dzieciątko).
Jak myślicie, co to takiego?
Otóż jest to słownictwo występujące w tłumaczeniu dzieła, które powstało na odległej Islandii. Gdyby komuś przemknęło przez myśl, że to tłumaczenie Laxnessa, myli się okrutnie, chodzi bowiem o zupełnie współczesną Irsę S. Którą przecztałam z zapartym tchem i wzmożoną uwagą nie dlatego, że intryga taka fascynująca, tylko dlatego, że od pewnego momentu nie mogłam się doczekać kolejnego kwiatuszka. To prawie orgiastyczne było - czytać, jak całkiem niestara matka mówi do córki w gniewie "sczeźniesz", zaś adwokat "przełyka wielki kęs jadła". A wszystko, mili moi, w roku 2010.
Jak słowo daję, nie wiem, co o tym sądzić, różne skopane przekłady miałam nieszczęście czytać, ale takiego cuda oko moje nie widziało. Do tej pory.
Musiałam się z kimś podzielić...