ewa9718
15.11.23, 09:01
3 razy gruby Domaradzki, który jakoś już wcześniej mnie nie zachwycił:
"Detoks" - pierwsza część, pozostałe dwie jakoś przememłałam;
"Sprzedawca"- jakoś przebrnęłam, ale chyba temu panu już podziękuję;
"Przełęcz" - o Przełęczy Diatłowa - kiepskie, nudne do wyrzygu, poza innymi mankamentami irytuje, że ideowi komsomolcy z 1959 roku ( i nie tylko oni) posługują się językiem współczesnej żulii, a na wszelkie intymności parowe ma Domaradzki we wszystkich swoich książkach tylko słówko "ruchać".
Przetykałam sobie tego Domaradzkiego Harrym H. i Wallanderem, bo nie wiedzieć czemu zaparłam się, że dobrnę do końca.
"Wilcze dzieci" Wioletty Sawickiej. Lektura wstrząsająca mimo i choć. Mimo - no bo przecież wiedziałam dużo więcej niż Gustloff czy losy Ruth Miller ze "Skiroławek":, a choć - bo to przecież tylko przyczyneczek, nawet nie przyczynek, historii dziejących się i na moich ziemiach wycyckanych, a szczególnie na Warmii i Mazurach, ech...
Idę po nowy zaciąg, może już "Służące" dopadnę...