Dodaj do ulubionych

25 lat temu.

12.12.06, 10:47

www.fotopolis.pl/obrazki/niedenthal_czasapokalipsy.jpg
Krowa_w_kropki swoim wspomnieniem o teleranku z zdopingowała mnie do rozpoczęcia tego wątku.
Czy jest ktoś, kto ma więcej niż 25 lat i coś pamięta z 12 grudnia?
Ja piłam bimber na imieninach u koleżanki Oli. Imieniny były z noclegiem, bo na dalekim Ursynowie. Rano obudziły nas dzieci bardzo niezadowolone bo telewizor się zepsuł. Panowie zaczęli reperować telewizor i tak zreperowali, że zamiast teleranka pokazał się Jaruzelski. To wszystko ich wina.
Obserwuj wątek
    • chiara76 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 10:50
      ja z tego pokolenia, co pamięta, że nie było Teleranka. Pamiętam też, że tego
      wieczoru miałam iść na występ "Gawędy", czym byłam bardzo podekscytowana i
      oczywiście występ się nie odbył. Pamiętam czołgi jadące kolumną po mojej
      ulicy...więcej na szczęście nie, i chyba się cieszę, bo to przygnębiajace
      wspomnienia by były;/
      • mzrr21 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 10:58
        Ja wtedy byłam w ciąży, miałam jechać do Austrii do przyjaciółki żeby sobie
        odczekać do porodu, urodzić w normalnym szpitalu itd. Miałam wyjechać 9
        grudnia, ale uparłam się pojadę 18, bo 17 muszę być na cmentarzu na grobie
        matki na jej rocznicę śmieri. Nie pojechałam, urodziłam w krakowskim szpitalu.
        Miałam wtedy zajęcia ze studentami, stałam na przystanku jak głupia, żeby
        dojechać na uczelnię. A tu chała. Po godzinie wróciłam do domu i zastałam pana
        i władcę jak usiłował naprawić telewizor. Zeszłam do kuzynki i tam sie okazało
    • g0p0s Re: 25 lat temu. 12.12.06, 10:53
      W Dwójce (jedyny wtedy program radiowy stereo) szła cała płyta Maanamu O! No i
      radio się zepsuło. Chwilę później słyszałem za to przez ścianę awanturę sąsiada
      ze smutnymi panami. Sąsiad wyjechał do inrternatu i potem gdzieś w siną dal. Co
      może i dobrze, bo awanturny był, a ściany akustyczne.
    • dorka_31 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:07
      Ja też pamiętam. Co prawda, chyba najbardziej to, że Teleranka nie było (bo do
      podstawówki wtedy chodziłam), ale sam fakt i nastrój pamiętam. No i zima
      śnieżna wtedy była. Tylko czołgów jadących nie widziałam. Szkoda, bo i
      wspomnienia byłyby silniejsze wink)
      • ewa9717 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:14
        Też pamiętam. 13 grudnia to niedziela, obudziłam się rano kole 10.00, włączyłam
        radio na "60 minut na godzinę", a tu chyba "Marsz żałobny" Frycka Szopena.
        Dezorientacja, no a potem się okazało...
    • ewanka215 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:15
      Ja z tego pokolenia co niewiele pamięta, za to już zawsze będzie określane jako
      rocznik stanu wojennego... Miałam wtedy niecałe 7 miesięcy i ciężko o jakieś
      wspomnienia, ale jak to już ktoś napisał może to i lepiej, bo to raczej złe
      wspomnienia by były...
      • meduza7 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:26
        A ja nie pamiętam tego cholernego Teleranka, nie pamiętam chociaż powinnam, bo
        w wieku byłam odpowiednim.
    • bumbecki Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:27
      z 12 na 13 oglądałyśy z mamą film w "kinie nocnym", kilka minut po północy
      nadawanie filmu zostało przerwane i ukazał się Suzin mówiący z dziwnym
      uśmieszkiem "dobranoc Państwu" i tyle ... koniec hymn i szum ... a
      rano "zepsuty" telewizor, przemówienie Jaruzelskiego i tata
      podśpiewujący "teraz jest wojna"... skot-y na ulicach zobaczyłam tydzień
      później, przy moście, jak jechaliśmy na Pragę z wizytą do przyszłych teściów
      mojej siostry...
      • g0p0s Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:17
        Okno miałem na Żwirki Wigury, a dalej w stronę lotniska było wtedy dużo
        jednostek wojskowych. Skoty śmigały ulicą grubo przed 13 i można było zgadnąć
        po co. Na rogu Racławickiej stały dwa z koksownikami oczywiście. Ludzie
        chodzili popatrzeć w milczeniu.
    • groha Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:38
      Ogólnie, to wspomnienia z tamtego dnia mam raczej mało fajne. Straszno było
      dosyć. Ale potem, to i śmieszno też. Obudziło mnie słowo: "wojna" i to nie było
      fajne. Potem szukaliśmy teścia, latając po całym wyludnionym mieście, bo
      mieliśmy podstawy sądzić, że już go zgarnęli na państwowy wikt i opierunek. A
      on w tym czasie szukał nas, mając takie same obawy. I tak sobie lataliśmy po
      mrozie, a ja pierwszy raz w życiu zobaczyłam żywy czołg. Albo inny pojazd
      opancerzony to był, nie pamiętam. Znaleźliśmy się wszyscy dopiero wieczorem,
      szczęśliwi, jak cholera. I nie mniej wściekli. A ja, co będę szklić - bałam się
      strasznie. Do dziś pamiętam ten swój strach, brrr... Że kiedyś przyjdą nocą i
      kolbami do drzwi załomocą. Przyszli w drugim rzucie, ale już się tak nie bałam.
      Widać przyzwyczaiłam się, czy coś. Człowiek w końcu do wszystkiego się
      przyzwyczaja. A najpiękniejszą pamiątką z 13 grudnia jest zdjęcie, na którym
      nasz 2-letni wówczas syn siedzi na nocniczku, ze słuchawkami na uszach i gazetą
      lokalną (Słowo Ludu to było) z obwieszczeniem stanu wojennego na pierwszej
      stronie, którą to scenkę, mój ś.p. teść skomentował z właściwym mu, rubasznym
      poczuciem humoru: czyta tego szmatławca, słucha Wolnej Europy i s..a na
      wszystko, mądre dziecko! Innych rzeczy staram się nie pamiętać. A za następne
      ćwierć wieku pewnie i resztę zapomnę. Samoistnie, że się tak wyrażę.
    • czekolada72 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:42
      No coz - nie oszukujmy sie - pamietam brak teleranka, ale i to powoli mi sie
      zaciera, na ferie pojechalam "za granice wojewodztwa", czolgow nie kojarze, no
      godzina policyjna była, listy przychodzily otwarte i opieczetowane i zdaje sie,
      ze cos telefony nie tak jak powinny dzialalay
    • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:47
      Ja miałam wtedy dwa lata i tą Pszczółkę Maję pamiętam, i potem z wakacji mam
      takie wspomnienie: Lecimy z dworca (w Sopocie to było) i odprowadzał nas pan w
      mundurze niosąc mój duży niebieski nocnik. W oczach mi stoi smile
      Dopiero wiele lat później się dowiedziałam, że dojechaliśmy na miejsce po
      godzinie milicyjnej i wszystkich wczasowiczów odprowadzali, trzeba było
      skierowanie na wczasy pokazać.
      • dorka_31 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 12:35
        krowa_w_kropki napisała:

        > odprowadzał nas pan w mundurze niosąc mój duży niebieski nocnik. W oczach mi
        stoi smile

        Wcale Ci się nie dziwię. Pan w mundurze z nocnikiem - toż tego nie sposób
        zapomnieć! smile))
        A moze masz więcej takich wspomnień z wczesnego dzieciństwa smile)
        • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:01
          Pewnie jakbym pogrzebała w pamięci to coś by się znalazło. W ogóle jeśli chodzi
          o pana w mundurze, to jak kiedyś jeden zapukał do drzwi to z wielkim rykiem
          uczepiłam się mamy fartucha i krzyczałam, że milicja po nas przyszła i książki
          nam pozabiera (to się wzięło stąd że sąsiad na dole przechowywał ulotki i
          faktycznie wynosili mu jakieś książki i papiery z mieszkania, a sąsiad poszedł
          do internatu).
          Tylko że to akurat był mój tato, który wyszedł na przepustkę z wojska smile)) Ale
          nie wiem czy to się działo w stanie wojennym, czy już po.
          • dorka_31 Re: wspomnienia 12.12.06, 13:11
            A ja pamietam Murzynasmile
            Byłam ciut starsza, miałam może ze 4 latka i jechałam pociągiem do sanatorium.
            Na peronie zapoznałam się już z jakąś dziewczynką i zobaczyłyśmy Murzyna, chyba
            pierwszy raz w zyciu. Do dziś pamiętam jak trzymając się za rączki poszłyśmy
            obejrzeć go z bliska. Widzę to oczami dziecka - on taki duży, a my takie
            malutkie i gapimy się na niego z otwartymi buziami. Facet był strasznie
            zakłopotany i nie bardzo wiedział czy odwrócić się, odejść, a może uśmiechnąć.
            Pewnie pół peronu miało ubaw, ale my tylko tego Murzyna widziałysmy. Nie
            pamiętam już kto nas wreszcie odciągnął. Murzyn przebił wszystko smile))
    • g0p0s Re: 25 lat temu. 12.12.06, 11:58
      A z czego był ten bimber pędzony? Ludzie wykorzystywali wtedy co się dało.
      Słyszałem o landrynkach i napoju ptyś. Ja swoje kartki na alkohol wymieniałem z
      rodzicami na papierosowe. Rodzice wódkę skrzętnie kupowali i wkładali do
      wersalki. Potem z takim nabojem jechali na wieś handel wymienny uskuteczniać.
      • lylika Re: 25 lat temu. 12.12.06, 12:22
        To był destylat "wina z żyta" smile)) na drożdżach winnych z dodatkiem syropu wieloowocowego /tylko taki był dostępny/. No... winiaczek żytni po prostu.
        A handelek na wsi przed Świetami też pamiętam.
        www.fotopolis.pl/obrazki/chris_niedenthal1.jpg
        Tylko, że do mnie przyjechały dwie przystojne blondynki dużo starsze i całkiem nieżywe. Rozbieraliśmy to mięso u brata w garażu przez całą noc a rano była pielgrzymka rodziny i znajomych z teczkami i plecaczkami po odbiór. Sama wtedy, pierwszy raz w życiu produkowałam salcesony i kaszankę a także peklowałam i wędziłam szynkę. Przy wędzeniu wszystkie psy z okolicy pouciekały właścicielom i przyleciały do nas.smile
    • stara.gropa Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:09
      Pamiętam, że wtedy pilnie oglądałam TV przez cały dzień, nadsłuchując czy
      ogłoszą zamknięcie szkół. Musiałam napisać wypracowanie na poniedziałek , a
      bardzo mi się nie chciało. No i wieczorem doczekałam się. Mielismy nieplanowane
      ferie.
      • dorka_31 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:12
        No właśnie też tak mi się wydawało, że jakieś ferie wtedy były, ale nie byłam
        pewna smile)
        A pamiętacie "zimę stulecia"? W którym roku to było, czy nie rok wcześniej?
        • g0p0s Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:18
          78 chyba. W każdym razie Rotunda wtedy wyleciała w powietrze.
        • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:22
          Zima stulecia zaczęła się ostatniego grudnia 1978 roku. Hmmm, no tak, to ja już
          rozumiem, czemu jestem rocznikiem wyżu demograficznego smile
          • dorka_31 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:37
            Hmmm... Pewni jesteście? mnie sie zawsze wydawało, że to był 1980. Pamiętam
            tunele ze śniegu, garaże zasypane do wysokości klamek, no i oczywiście ferie o
            tydzień dłuższe smile)
            • lylika Re: 25 lat temu. 12.12.06, 13:48
              dorka_31 napisała:

              > Hmmm... Pewni jesteście? mnie sie zawsze wydawało, że to był 1980. Pamiętam
              > tunele ze śniegu, garaże zasypane do wysokości klamek, no i oczywiście ferie o
              > tydzień dłuższe smile)

              smile
              Rozpoczęła się ona w noc sylwestrową 1978, kiedy to rozpoczęły się tak intensywne opady śniegu, że wkrótce potem w styczniu 1979 sparaliżowany został cały kraj, brakowało surowców energetycznych, nie funkcjonowała komunikacja miejska. Autobusy jeżeli jeżdziły to tylko w specjalnie wykopanych tunelach. Jako, że zamarzły szyny kolejowe, transport węgla do elektrociepłowni, jak i rozmrażanie go było bardzo utrudnione. Na warszawskim Ursynowie, który został praktycznie odcięty od reszty stolicy, w mieszkaniach temperatura spadła do 7 st. Celsjusza.
              • never_enough Re: 25 lat temu. 12.12.06, 15:48
                Miałam wtedy 6 lat.
                Pamiętam Jaruzelskiego w TV. Wydawał się bardzo nienaturalny, woskowy (a może
                tylko teraz tak to pamiętam).
                Czołgów na ulicy nie widziałam, ale pamiętam gaz łzawiący tuż po. Akurat byłam
                z mamą w okolicy. Nie mogłam zrozumieć, po co to rozpylili.
        • woloduch1 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 16:55
          Trzeba zapytac starszych. Zima stulecia byla w 1963 roku. To dopiero byly ekstra
          ferie! Inna sprawa, ze ze to dolozyli szkoly w czerwcu...

          Pozdrawiam

          Woloduch
    • groha Re: 25 lat temu. 12.12.06, 17:04
      A kawałów z tamtego okresu, nikt nie pamięta? Dzieci nie pytam, bo za małe
      były, żeby pojąć ten ocean satyrycznych aluzji, niedomówień i półsłówek, jaki
      wtedy rozlał się po kraju. Śmiem twierdzić, że był to jeden z najbardziej
      kawałogennych okresów w naszej historii współczesnej. Niestety, samych
      politycznych, czemu trudno sie dziwić. Na przykład takich:
      Do czego Polska była podobna przed Sierpniem?
      Do talerza z pierogami: pół ruskich, pół leniwych.
      A do czego po 13 grudnia?
      Do talerza z ziemniakami: pół w mundurkach, pół tłuczonych.
      Albo:
      Jak wybierano generała na I sekretarza PZPR? Po podaniu kandydatury rozkazano:
      - Kto jest za, odejść od ściany, opuścić ręce i usiąść do stołu!
      A o tym, co po 13 grudnia znaczyły znane skrótowce, wiedziały nawet dzieci:
      MO - Mogą Obić.
      ORMO - Oni Również Mogą Obić.
      ZOMO - Zasadniczo Oni Mogą Obić...
      Na szczęście - dzisiaj już średnio śmieszą, a nawet wcale. I bardzo dobrzesmile
      • lylika Re: 25 lat temu. 12.12.06, 17:45
        Mój bratanek, który w stanie wojennym miał 2,5 roku recytował taki wierszyk:

        Coś wygląda zza jałowca.
        Cy to balan, cy to owca?
        To nie balan, ani owca
        Tylko wledny lyj zomowca.

        Śpiewał też na melodię "Teraz jest wojna":

        Zielona wlooona, dziób w węzyk samelowany.
        Kto nie da dlapaka, kto ne chce zaklakać
        Ten będzie inteeelnowany.

        Robił to z na przekór, bośmy go stale uciszali. Najchętniej w miejscach publicznych. Na przykład w kilometrowej kolejce do sklepu.smile
      • felis2 Re: 25 lat temu - kawały 12.12.06, 18:00
        Klasa robotnicza po raz kolejny zawiodła zaufanie partii, trzeba ją rozwiązać i
        wybrać nową.

        Wtedy byłam dzieciem, ale później kupiłam sobie antologię polskiego dowcipu
        politycznegosmile
      • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 14.12.06, 09:34
        groha napisała:

        > A o tym, co po 13 grudnia znaczyły znane skrótowce, wiedziały nawet dzieci:
        > MO - Mogą Obić.
        > ORMO - Oni Również Mogą Obić.
        > ZOMO - Zasadniczo Oni Mogą Obić...

        Ja znałam ZOMO jako: Zwłaszcza Oni Mogą Obić smile
    • paskudek1 Re: 25 lat temu. 12.12.06, 18:15
      no dobra, Teleranka nie pamiętam, pamiętam tylko dziwna atmosferę, moje obawy że to wojna, bo dla dziecka hasło "stan wojenny" był czymś zupełnie abstrakcyjnym. Czołgów nie widziałam, chyba że w Pancernych i psie, bo w Kutnie ich nie było, godzine milicyjna - a owszem, moja starsza siostra namiętnie uczęszczała na rózne nabożeństwa i miała takie karteczki ze stempelkiem np. wizerunkiem głowy Jezusa - i to były te przepustki dla Milicji Obywatelskiej smile I pamiętam, że mama wcale się o siostrę nie bała, bo wiedziała że MO czuwa smile. Po latach, od ojczyma dowiedziałam się że Ruskie juz stali na granicy, a Wojsko Polskie miało rozesłane specjalne rozkazy. Ojczym wtedy pracował w wojsku, tajemnicy w jednostce nikt specjalnie nie przestrzegał. MOże się to komus podobać lub nie, ale groziły nam "drugie Węgry" więc może i lepiej że był tylko "stan wojenny"?
      • groha Re: 25 lat temu. 12.12.06, 19:05
        Ja nie wdaję się w oceny. Każdy widział tylko swój kawałek, przeżył to wszystko
        po swojemu i ocenia inaczej. Pewnie stan wojenny musi stać się tak odległy, jak
        Postanie Listopadowe, by mógł być oceniony w miarę obiektywnie i rzetelnie. A i
        to nie do końca pewne. Ale przyznam, że dzisiaj, gdy coraz częściej słyszę o
        tym, jakim był dobrodziejstwem dla narodu i jak ocalił nas od zagłady, to mam
        mieszane uczucia. Mogę, prawda? Bo ja rozumiem - ocalić od obcego wroga. Ale
        zastąpić go własnym, wcale nie lepszym, to już doprawdy lekka przesada. Od
        swojego jednak bardziej boli, cholera.
        P.S. Coś z Mrożka:
        Do Służby Bezpieczeństwa
        Donoszę, że jest niebezpiecznie. Onegdaj jacyś osobnicy wtargnęli do mojego
        mieszkania podczas mojej w nim obecności i rozrzucili wszystkie moje rzeczy
        osobiste, łącznie z pościelą. Jakby czegoś szukali, ale zapytani czego szukają,
        nie udzielili odpowiedzi. Zaznaczam, że było to w nocy. Mój najmłodszy syn
        został pobity w bramie wejściowej przez nieznanych sprawców, którzy tam czekali
        na niego. Ja sam, kiedy idę ulicą, jestem śledzony przez również nieznanych mi
        osobników. Moja żona otrzymuje nieprzyzwoite anonimy. Mój telefon wydaje dziwne
        dźwięki, tak, że boję się rozmawiać przy jego pomocy. Ja i moja żona żyjemy w
        strachu przed tymi niebezpieczeństwami. Proszę więc Służbę Bezpieczeństwa żeby
        nas wzięła w opiekę i zapewniła bezpieczeństwo.
        Obywatel
        (Sławomir Mrożek. Donosy. Wydawnictwo Libertas. Kraków 1984)
        • anmanika Re: 25 lat temu. 12.12.06, 19:32
          12 grudnia 1981 r byłam w "Hybrydach" na dyskotece. Około 23.30 usiłowałam się
          dodzwonić do domu by poinformować, że będę nocowć u koleżanki. Telefon nie
          działał, więc ochroniarz pozwolił mi wyjść na zewnątrz by tam spróbować. Jak
          wróciłam, w środku pełna panika. DJ powiedział, że wybuchł stan wyjątkowy i, że
          wszystkich biorą do wojska i żeby iść do domu. Poszliśmy pod Rotundę złapać
          taksówkę, taksówkarz włączył radio bo nam nie wierzył, w radiu nic, więc taryfa
          zdecydował zakręcić przez Mazowiecką by się sam przekonać. Jak tam było już nie
          muszę mówić. Taryfiarz zaciął się i powtarzał bez przerwy:"Jezus Maria".
          13 rano musiałam na piechotę do domu z Mokotowa wracać bo nic nie kursowało.
          Później było pisanie bibuły z xxx ilością fioletowych kopii na babcinej
          maszynie do pisania, przenoszenie tejże oraz pomoc w ukrywaniu naszych
          znajomych którzy uniknęli internowania. Pół ubecji ich ścigało. Wiosną moja
          matka wyjeżdżała na kilka dni i wydała mi dyspozycje:" ulotki są w tapczanie,
          dolary w szufladzie a radiostacja w beczce na balkonie. Po a zgłosi się X, po b
          XX a po c XXX. Nazwisk nie podaję bo nie pamietam.
          • szarafiga Re: 25 lat temu. 12.12.06, 19:45
            Poczucie krzywdy z powodu skradzionego Teleranka pamiętam wyraźnie. A z
            któregoś odrobinę późniejszego dnia wspomnienie bitwy na śnieżki z wujkiem i
            jego kolegą w Mielcu pod nosem opancerzonego pojazdu. Dorosłym umknęło chyba
            wprowadzenie ciszy nocnej i musieli się ostro gimnastykować, żebym osierocona
            nie musiała do babci wracać... Swoją drogą, kto pozwolił ośmioletniej
            dziewczynce broić na zewnętrzu tak późną porą...
          • the_dzidka "Stan wojenny" 12.12.06, 22:13
            > DJ powiedział, że wybuchł stan wyjątkowy

            Wic polegał na tym, że - jak mi to rodzina tłumaczyła - w polskim prawie nie
            istniało pojęcie "stanu wyjątkowego", i dlatego to wszystko zostało
            nazwane "stanem wojennym". I tu taka uwaga, co mi sie nasunęła. Nam wszystkim
            określenie "stan wojenny" kojarzy się z "tamtym stanem" sprzed 25 lat, i chyba
            juz nigdy nie będzie się kojarzył inaczej. Ale fakt, że dla ówczesnych
            dorosłych / podrosłych informacja o "wprowadzeniu stanu wojennego na terenie
            całego kraju" (cyt. z Wojciecha) musiała brzmiec naprawdę jak informacja o
            WOJNIE. Prawda?
        • asia.sthm Re: 25 lat temu. 12.12.06, 19:41
          Nie bylo mnie wtedy w Kraju, wspomnienia jednak mam.
          Wiadomosc dotarla do mnie oplotkami podczas mojego pierwszego roku na tzw
          obczyznie w Afryce. Przyszedl z wiadomoscia blady, jak nie powiem co, sasiad
          Polak i tak zesmy stali zdretwiali ze strachu, trzesacy sie jak osika z powodu
          zupelnego szoku, oglupieni brakiem kontaktu z najblizszymi. Zgroza zupelna sad
          Z czasem udalo sie nastawic tranzystory na jakas ludzka stacje, wiadomosci
          docieraly w strzepach, jakies takie okropnie niewyobrazalne.

          Mam do dzisiaj listy od siostry ze stempelkiem: OCENZUROWANO
    • the_dzidka Re: 25 lat temu. 12.12.06, 22:05
      Ja rano poleciałam do pokoju z TV na teleranek, po czym "okazało się", że TV
      jest zepsuty wink Po jakimś czasie przyszła sąsiadka z parteru z pytaniem, czy u
      nas też nie działają telefony. Z tego co pamiętam, zrobił sie nagle rozgardiasz
      w przedpokoju (może przyleciał jeszcze jakiś sąsiad z wieściami, myśmy wtedy
      mieszkali w domu, w którym ludzie byli bardzo ze sobą zżyci, bo znali się po 30
      lat) i wyraźnie pamiętam przerażony głos mojej matki "Matko boska, wojna, na
      pewno wojna!!" Moja matka zawsze była histeryczką, ale ja wtedy miałam 10 lat i
      nie zdawałam sobie z tego sprawy. W rezultacie, kiedy po jakims czasie dorosłe
      towarzystwo przypomniało sobie o mnie i przyszło do mnie do pokoju, zastali
      mnie w łóżku pod kołdrą szlochającą: "To wszystko przez tego głupiego
      Gierka!!!!"
      Teraz to mi się wydaje śmieszne...
      • the_dzidka Jeszcze dodam 13.12.06, 00:09
        Ojca przyjaciel był wtedy przewodniczącym Solidarności w Poznaniu. Zalazł
        nieźle za skórę "wadzy"... Chyba jeszcze tej samej feralnej niedzieli ojciec
        wyruszył na Rataje, do nich do domu... Zastał co zastał. Z opowieści
        tamtejszych zapamiętałam, że Marek, usłyszawszy walenie do drzwi, przyczaił się
        z rodziną w mieszkaniu. Milicja po krótkim czasie odeszła, a wtedy Marek
        wyskoczył z domu i poleciał do zaprzyjaźnionego profesora dwa piętra wyżej.
        Prawdopodobnie jednak na klatce schodowej kryli się obserwatorzy, bo kiedy
        milicja wróciła, od razu skierowała swe kroki do pana profesora...
        Marek wylądował w Gębarzewie. Siedział tam do końca. Ojciec woził tam jego
        żonę, Elę, na spotkania, kiedy tylko było można. Natomiast w moich
        prywatnych zbiorach zachowały się kartki z Poczty Internowanych, które Marek
        wysyłał do nas. Kartki te były robione "ręcznie", z emblematami "Solidarności",
        ze stempelkiem Poznańskich Krzyży. Przychodziły normalnie, pocztą smile Właśnie
        mam w ręku taką kartkę, którą dostałam 24 maja 1982 roku:

        "Kochana Joasiu!
        W dniu Twoich Imienin życzę Ci wszystkiego najlepszego. Niech Bóg Ci
        błogosławi, i żebyś wyrosła na wspaniałą, polską dziewczynę.
        Niech żyje Polska!
        Marek L."

        (No, i popłakałam się....)
    • 36krzysiek Re: 25 lat temu. 13.12.06, 09:14
      25 lat temu to ja byłem piękny i młody. Nie było szkoły, była ostra zima i było
      inaczej niż zwykle. W moim otoczeniu nikogo nie internowano, kolby nie łomotały
      do drzwi i nikt do nas nie strzelał. Pamiętam, że zdecydowanie poprawiło sie
      nam zaopatrzenie żywnościowe, szczególnie w mięso ze wsi i jajka przewożone
      syrenką. Matka tłukła na maszynie bibułę wywrotową, codziennie ze stoczni
      docierały nowe informacje a wieczorami łapało się Wolną Europę. Do szewskiej
      pasji doprowadza mnie to rozliczanie stanu wojennego przez
      Bardzo_Ważnych_Patriotów i szafowanie słowami zbrodnia, ludobójstwo, brat
      zabija brata. 25 lat to za wcześnie na oceny. Zostawmy to historykom za jakies
      100. A osobiście wolałem chyba milicje przy koksownikach, którym moja matka
      nosiła gorącą herbatę, niż ruskie czołgi na ulicach, jak na Wegrzech czy w
      Czechosłowacji.
      • edyta95 Re: 25 lat temu. 13.12.06, 09:31
        ja się tylko raz wypowiem
        próbuję o Tym wszystkim nie myśleć, bo najbhardziej mnie cholera bierze jak
        słyszę o cierpieniu tych, którzy albo urodzili sie po, albo mieli mało lat i
        nie pojmowali o co chodzi. Dorabiają gombrowiczowską gębę i tyle. A Ci co
        naprawdę mają prawo o tym opowiadać jakoś giną wśród idiotów. Mam ogromny
        szacunek dla tego co się kiedyś wydarzyło, ale przez medialną otoczkę i bandę
        bałwanów nie wiem co wyniesie z tego moje dziecko.
    • lylika Re: 25 lat temu. 13.12.06, 09:48
      Za 100 czy 150 lat będzie lepsza i rzetelniejsza ocena stanu wojennego?
      Nie wiem. A nawet jeśli będzie, to czy to coś zmieni?
      Taki drobiazg, prawie 450 lat pokutuje przekonanie, że królowa Bona otruła Barbarę Radziwiłłównę. Na nic się zdały opinie historyków i badania naukowe.
      Dla niektórych Bona trucicielką a Jaruzelski zbawcą narodu jest.
      I będzie.
    • felis2 Re: 25 lat temu. 13.12.06, 11:08
      Za 100-150 lat będzie można przeczytać tylko opracowania historyczne. Różne
      ważne rzeczy, przez kogoś przeanalizowane, wyselekcjonowane, przegryzione.
      Historia zaokrągla szkielety do zera
      Tysiąc i jeden to wciąż jeszcze tysiąc
      Ja tam lubię takie wspomnienia jak tu, własne, prywatne, bez dorabianej
      ideologii. Te dziecięce, czasem dziwne, też o czymś świadczą i dają jakiś
      obraz. A raczej nie będą uwzględniane za kilkadziesiąt lat.
      Sama miałam 8 lat. Nie rozumiałam co to 'stan wojenny' i bałam sie wojny znanej
      z książek. To na początku. Później liczyłam czołgi jadące na hutę 'Katowice',
      traktowałam je jak ciekawostkę, ale robiły na mnie mniejsze wrażenie niż teraz
      koparka na moim synu. Ot, normalka. Moja matka patrzyla przez okno, na
      pierwszym planie miala swoje dzieci, beztrosko brykające w śniegu, a na drugim
      te czołgi. Teraz rozumiem kontrastsmile
    • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 14.12.06, 09:55
      Ja postanowiłam nie wdawać się w oceny. Wychowana byłam w niejakiej
      schizofrenii: najbliższy wujek (mamy brat) pracował na kolei i ostro działał w
      Solidarności i brał udział w strajkach. Tato z kolei wykładał na uniwersytecie i
      był zaangażowany partyjnie on i jego wielu znajomych. Sąsiad z dołu był jedną z
      ważniejszych osób w toruńskiej Solidarności, wiedzieliśmy co się znajduje w jego
      mieszkaniu. A kiedy doszło do internowania pomagaliśmy (no, moi rodzice)
      sąsiadce wszelkimi siłami bo została z dwójką dzieciaków i w ciąży. Nie było
      wtedy żadnych kłótni, donosów ani zadrażnień, tylko wspólne narady dorosłych i
      martwienie się co to będzie oraz tłumne wizyty studentów u taty, który tłumaczył
      jakoś te wszystkie polityczne, trudne sprawy.
      Wiem tylko jedno: po obu stronach byli LUDZIE. I po obu stronach dobrzy i źli.
      To trochę tak jak z ocenianiem powstania warszawskiego: jeśli ktoś nie walczył
      to był ble. Tylko że ja się pytam co komu dało to, że Warszawa zniszczona i tylu
      młodych wybitnych poginęło? Tym się przysłużyli ojczyźnie, że poszli i zginęli w
      wieku 17-19 lat? A może ci, którzy po prostu usiłowali przeżyć i pracować nawet
      ulegając Niemcom do pewnego stopnia więcej potem dla kraju zrobili?
      Nie, przepraszam, zagalopowałam się, ale wkurza mnie taki podział na my i oni i
      usiłowanie przypięcia białej lub czarnej etykietki.
      • lylika Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:14
        Mało na świecie jest ludzi, czy może raczej charakterów, całkowicie białych czy całkowicie czarnych. Przeważnie czerń i biel miesza się, zlewa i wychodzi szarość. Może stąd określenie szary człowiek.
        To jednak nie zmienia faktu, że białe jest białe a czarne pozostaje czarne.
        /Chyba mi jakaś filozofia chałupnicza wyszła./
        • mzrr21 Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:23
          "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne"
        • g0p0s Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:24
          > /Chyba mi jakaś filozofia chałupnicza wyszła./
          Któryś z kabareciarzy wymyślił Zasadniczą Szkołę Satyryczną. Może są i
          zawodówki filozoficzne?
          <To nie jest złośliwość, tylko mi się przypomniało>
          • lylika Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:46
            g0p0s napisał:
            Może są i
            > zawodówki filozoficzne?
            ...
            Ja już mam ukończoną Wyższą Szkołę Gotowania Na Gazie, Uniwersytet Szydełkowy i Wydział Wbijania Gwoździ na Polnejtechnice, więc proszę mnie nie cofać do zawodówki.smile))
            • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:59
              Ja do tego wszystkiego jeszcze Wydział Konserwacji Powierzchni Płaskich
              Porowatych i Wypukłych oraz Studium Grania Na Nerwach smile
        • krowa_w_kropki Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:41
          Ale szarość jest piękna i chyba żaden kolor nie ma tylu odcieni ile ma szary smile
          • lylika Re: 25 lat temu. 14.12.06, 11:47
            krowa_w_kropki napisała:

            > Ale szarość jest piękna i chyba żaden kolor nie ma tylu odcieni ile ma szary smile
            >
            Najwięcej odcieni ma kolor izabelowaty.smile
    • lol21ndm Re: 25 lat temu. 15.12.06, 03:11
      Ja pamietam, ale juz po drugiej jest, i musze isc spac. Dlatego pozwole sobie
      tylko skopiowac moj zeszloroczny blogowy wpis - wlasnie z tej okazji:

      "13.XII... Pamietam te date sprzed 24-ch lat dosc dobrze. Bylam wowczas
      jedenastolatka, i niedzielny Teleranek byl dla mnie wydarzeniem raczej
      oczekiwanym. Pamietam, ze wlaczywszy TV stwierdzilismy, ze zamiast programu
      jest tylko kaszka... Troche sie zmartwilam, bo Tata podejrzewal, ze cos sie
      stalo z antena. Mieszkalismy na wysokim parterze, w czteropietrowym bloku. By
      dostac sie do anteny trzeba bylo wejsc na dach, odszukac swoja... Ruszajac nia
      nie mialo sie pojecia, czy obraz sie polepsza... Byla niedziela rano. Byl
      mrozny raczej grudzien. Nie bylo nadziei, ze Tata pojdzie na dach...
      Na szczescie jednak, a moze na nieszczescie, wkrotce pojawila sie postac Gen.
      Jaruzelskiego, obwieszczajac nam, dlaczego programu niet.

      Pamietam, ze pobieglam do Babci do pracy. Pracowala wowczas na portierni, w
      Internacie Technikum Chemicznego. Mialam bardzo blisko - ot, wybiec z klatki,
      przebiec kilkanascie metrow, przekroczyc jezdnie w tym miejscu ostro
      skrecajaca, i juz bylam na terenie szkoly. Zielony plot, zielona furtka.
      Wszystko lodowate, bo zima. Pogoda jednak chyba byla ladna, choc mrozna.
      Przynajmniej tak to pamietam. Z Babcia chwile porozmawialam - bylam, jak na
      swoje lata, dosc duzo rozumiejaca...

      Pozniej - jakis czas pozniej - byly takie kwiatki jak sluchanie czolgow
      jadacych na Warszawe. Pamietam, ze u Ciotki na wsi sasiedzi ubili swiniaka.
      Siedzialysmy z Babcia na gorze, w mieszkaniu sp. p. Michala. Babcia w wielkiej
      wanience mieszala kasze z krwia, i napelniala flaki kaszanka. Ja przygladalam
      sie operacji, sluchajac jednoczesnie jak o ponad kilometr dalej, droga gdanska
      cos jedzie. Rano okazalo sie, ze asfalt porysowany jest gasiennicami.

      Potem byl powrot do domu z dusza na szyi, bo mieso zapelnialo bagaznik... a po
      drodze mogly byc kontrole...

      Pamietam, ze Tata jezdzac do pracy musial przekraczac granice kontrolna w
      okolicy Lomianek. Pamietam, ze do chorej (drugiej) Babci na bialostoczyzne nie
      moglismy juz jechac jak to mialo miejsce w pazdzierniku 1981 - bez klopotow,
      ale Mama musiala starac sie o pozwolenie na wyjazd. Udalo Jej sie, i mogla
      pozegnac sie ze swoja Mama - byla to ostatnia wizyta.

      Pamietam, jak Mama niechcacy otrula mnie lekarstwem, i po wizycie w szpitalu
      (polaczonej z plukaniem zoladka) jechalismy z Tata do apteki kolo parku. Minela
      godzina policyjna; wokol ani zywej duszy - jesli nie liczyc patrolujacej
      milicji (a moze byli to zolnierze? juz nie pamietam...)

      Pamietam rowniez, ze jakis czas pozniej - cos kolo 1983r chyba, wracajac co
      piatek ze spotkan Oazy musielismy pilnowac sie, by isc malymi grupkami. Wieksze
      grupki, kolo 22-giej, mogly narazic nas na podejrzenie o demonstracji czy innym
      spisku...

      Ale to juz inna historia..."
    • woloduch1 Re: 25 lat temu. 15.12.06, 16:23
      25 lat temu rano obudzil mnie lomot do drzwi. Jeden ze wspolmieszkancow (acha,
      przebywalem ze granica), wpadl i poinformowal mnie, ze w Polsce wojna. Ubralismy
      sie i zeszli do samochodu, odszukali Warszawa I i odsluchali komunikatu. No a
      potem spedzalem czas pracowicie tlumaczac prase i telewizje na z tamtejszego na
      nasze...

      Pozdrawiam

      Woloduch
    • eulalija Re: 25 lat temu. 15.12.06, 21:18
      Teleranek mnie już wtedy nie interesował, czekałam na "60 minut na godzinę".

      Miałam 18 lat ...

      W sobotę balowaliśmy u kolegi, to był bardzo spóźniony Andrzej, impreza
      przeciągnęła się do trzeciej w nocy, ale było bliziutko, dwa bloki dalej, to
      było jeszcze podstawówkowe towarzystwo, odprowadzaliśmy się dość hucznie
      wszyscy wszystkich, wypisz wymaluj jak Tereska z Okrętką. Żadne znaki na niebie
      i ziemi nie wskazywały, że coś się dzieje.

      Potem oczywiście przemówienie i w pierwszej chwili szok.

      Jeszcze potem, jak zaczęli informować o przepisach stanu wojennego dowiedziałam
      się o zamknięciu szkół, zdenerwowałam się, byłam w IV klasie, matura za pasem,
      a tu ferie. Trwały chyba do 5-tego stycznia.

      Mimo zimna oczywiście wyleciałam przed południem z domu ale na Sadybie było
      spokojnie, pusto, pierwszy skot stał przy skrzyżowaniu z Sikorskiego, następny,
      to sprawdziłam już w poniedziałek: Dolna/Sobieskiego/Chełmska/Belwederska.

      Zaraz następnego dnia złożyłam w Urzędzie Dzielnicowym podanie o dowód
      osobisty, lata kończyłam w sierpniu, wydawało się moim rodzicom, że powinnam
      ten dowód jak najszybciej wyrobić.

      Dużo pamiętam, bardzo dużo, ale szczerze powiedziawszy nie chcę pamiętać.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka