lylika
28.01.07, 02:15
Osoby:
Gospodyni Grohalowa
Gospodarz Grohal
Dziedzic Sztanglicki
Wójt Goposiński
Wójtowa Starogropska-Goposińska
- Diabli nadali taką pogodę. Wcale mi się nie chce wychodzić a muszę.
- Nic nie musisz. Siedź w domu, co się będziesz szwendała po zebraniach. Kto to słyszał, żeby baby jakieś Towarzystwa zakładały. A wszystkiemu winna ta wójtowa. Ona do złego namawia. Do kruchty jej a nie na zebrania.
- Co chcesz, odkąd została wójtową to uważa, że musi jak prezydentowa;
reprezentować, fundacje zakładać, towarzystwa różne. To ma być towarzystwo
dla czytających książki. Muszę iść bo będziemy wybierać przewodniczącą.
- Koniec świata, to teraz zamiast do obrządku czy w pole, do wójtowej na
czytanki będziecie latać?
- To tylko raz w miesiącu, a książki chętnie sobie poczytam. Nie bój się, będę
czytać wieczorami.
- Wieczorami to żona ma inne obowiązki a nie czytanie.
- Cicho, bo zdaje się ktoś idzie do nas.
- A kogo to niesie? W Imię Ojca i Syna, a toż to sam dziedzic Sztanglicki we
własnej osobie!
- Witam szanownych państwa, przepraszam, że bez uprzedzenia ale nagła sprawa
mnie do państwa przywiodła.
- Szczęść Boże panie dziedzicu, a cóż się stało takiego nagłego?
- Otóż dzisiaj rano okazało się, że odeszła, bez wypowiedzenia, moja gosposia.
Jestem szalenie zdenerwowany, z tego powodu do tej pory jestem bez
śniadania, bo nie ma komu czajnika włączyć, kawy zrobić, po bułeczki pójść.
Zostawiła kartkę na kredensie, że wyjeżdża ponieważ trafia się jej posada
gosposi w Kanadzie u jakiegoś dalekiego kuzyna, o tu mam napisane, nazywa
się Duch. Czy państwo coś o tym wiedzą? Znacie ją państwo od urodzenia, czy
ona rzeczywiście ma jakiegoś kuzyna w Kanadzie? Wyjechała i nie wróci?
- Mieć to ma jakiegoś kuzyna, ale nie wiedzieliśmy, że on jeszcze żyje i na
dodatek ją zaprosi do siebie. A to ci dopiero nowina. Patrz matka, Duch żyje
i zaproszenie przysłał.
- To co teraz będzie? Jak ja sobie poradzę? Przecież nikogo obcego do dworu
nie wpuszczę. Jeszcze mi wszystko poniszczy albo, co nie daj Boże, okradnie.
I kto mi będzie gotował?
- Gotować, to dobrze gotuje Mężydłowa, ale jej stary na krok z domu nie puści. Będzie pan dziedzic musiał do gospody chodzić.
- Nigdy w życiu, ja mam delikatny żołądek, jeszcze bym się zatruł. Co ja
pocznę? Ale żeby tak po cichu, bez słowa mnie zostawić?
- A zobacz no matka, bo zdaje mi się, że ktoś zajechał na podwórko. Worek
się rozpruł od rana.
- Ano zajechał. Wójt z wójtową. Witamy, witamy. Czy coś się stało?
- O, pan dziedzic u państwa, dzień dobry. Nie nic się nie stało.Przyjechaliśmy po was Grohalowa, żebyście nie musiała w tą psią pogodę pieszo drałować do Gminy. Mąż na zebranie nam udostępnił salę konferencyjną. Wszystko powinno się świetnie udać. No, jedziemy bo mąż musi zdążyć na spotkanie z wojewodą.
- To i ja się z państwem zabiorę kawałek. Pieszo przeleciałem ten szmat drogi ale tak mnie nerwy gnały, że nawet nie wiem kiedy. Co ja teraz zrobię, co ja zrobię?
- A co się stało?
- Po prawdzie to nic. Dziewczyna rzuciła robotę i pojechała do Kanady. Do Ducha.
- Do jakiego Ducha?
- Do kuzyna, pani Wójtowa to go nie pamięta, bo wyjechał lata temu, teraz widać dobrze mu się powodzi bo gosposię z Polski sprowadza.
- No to faktycznie ma dziedzic kłopot. Bo to bezrobotnych na pęczki a do pracy, to nie ma komu. Ale jedziemy, bo późno.
- Tylko żebyś mi tam do nocy na zebraniu nie się siedziała ani do marketu nie poleciała. Skaranie z tymi babami, upilnować trudno.
- Niech się Grohal nie złości. Kobieta też człowiek, swoje prawa ma.
- To ja już jadę. Obiad sobie odgrzej, nie siedź na głodno. I żywinie daj.
Odgrzej, daj, wszystko ja. Następnym razem psa spuszczę.