Dodaj do ulubionych

W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II

28.01.07, 02:15

Osoby:
Gospodyni Grohalowa
Gospodarz Grohal
Dziedzic Sztanglicki
Wójt Goposiński
Wójtowa Starogropska-Goposińska

- Diabli nadali taką pogodę. Wcale mi się nie chce wychodzić a muszę.
- Nic nie musisz. Siedź w domu, co się będziesz szwendała po zebraniach. Kto to słyszał, żeby baby jakieś Towarzystwa zakładały. A wszystkiemu winna ta wójtowa. Ona do złego namawia. Do kruchty jej a nie na zebrania.
- Co chcesz, odkąd została wójtową to uważa, że musi jak prezydentowa;
reprezentować, fundacje zakładać, towarzystwa różne. To ma być towarzystwo
dla czytających książki. Muszę iść bo będziemy wybierać przewodniczącą.
- Koniec świata, to teraz zamiast do obrządku czy w pole, do wójtowej na
czytanki będziecie latać?
- To tylko raz w miesiącu, a książki chętnie sobie poczytam. Nie bój się, będę
czytać wieczorami.
- Wieczorami to żona ma inne obowiązki a nie czytanie.
- Cicho, bo zdaje się ktoś idzie do nas.
- A kogo to niesie? W Imię Ojca i Syna, a toż to sam dziedzic Sztanglicki we
własnej osobie!
- Witam szanownych państwa, przepraszam, że bez uprzedzenia ale nagła sprawa
mnie do państwa przywiodła.
- Szczęść Boże panie dziedzicu, a cóż się stało takiego nagłego?
- Otóż dzisiaj rano okazało się, że odeszła, bez wypowiedzenia, moja gosposia.
Jestem szalenie zdenerwowany, z tego powodu do tej pory jestem bez
śniadania, bo nie ma komu czajnika włączyć, kawy zrobić, po bułeczki pójść.
Zostawiła kartkę na kredensie, że wyjeżdża ponieważ trafia się jej posada
gosposi w Kanadzie u jakiegoś dalekiego kuzyna, o tu mam napisane, nazywa
się Duch. Czy państwo coś o tym wiedzą? Znacie ją państwo od urodzenia, czy
ona rzeczywiście ma jakiegoś kuzyna w Kanadzie? Wyjechała i nie wróci?
- Mieć to ma jakiegoś kuzyna, ale nie wiedzieliśmy, że on jeszcze żyje i na
dodatek ją zaprosi do siebie. A to ci dopiero nowina. Patrz matka, Duch żyje
i zaproszenie przysłał.
- To co teraz będzie? Jak ja sobie poradzę? Przecież nikogo obcego do dworu
nie wpuszczę. Jeszcze mi wszystko poniszczy albo, co nie daj Boże, okradnie.
I kto mi będzie gotował?
- Gotować, to dobrze gotuje Mężydłowa, ale jej stary na krok z domu nie puści. Będzie pan dziedzic musiał do gospody chodzić.
- Nigdy w życiu, ja mam delikatny żołądek, jeszcze bym się zatruł. Co ja
pocznę? Ale żeby tak po cichu, bez słowa mnie zostawić?
- A zobacz no matka, bo zdaje mi się, że ktoś zajechał na podwórko. Worek
się rozpruł od rana.
- Ano zajechał. Wójt z wójtową. Witamy, witamy. Czy coś się stało?
- O, pan dziedzic u państwa, dzień dobry. Nie nic się nie stało.Przyjechaliśmy po was Grohalowa, żebyście nie musiała w tą psią pogodę pieszo drałować do Gminy. Mąż na zebranie nam udostępnił salę konferencyjną. Wszystko powinno się świetnie udać. No, jedziemy bo mąż musi zdążyć na spotkanie z wojewodą.
- To i ja się z państwem zabiorę kawałek. Pieszo przeleciałem ten szmat drogi ale tak mnie nerwy gnały, że nawet nie wiem kiedy. Co ja teraz zrobię, co ja zrobię?
- A co się stało?
- Po prawdzie to nic. Dziewczyna rzuciła robotę i pojechała do Kanady. Do Ducha.
- Do jakiego Ducha?
- Do kuzyna, pani Wójtowa to go nie pamięta, bo wyjechał lata temu, teraz widać dobrze mu się powodzi bo gosposię z Polski sprowadza.
- No to faktycznie ma dziedzic kłopot. Bo to bezrobotnych na pęczki a do pracy, to nie ma komu. Ale jedziemy, bo późno.
- Tylko żebyś mi tam do nocy na zebraniu nie się siedziała ani do marketu nie poleciała. Skaranie z tymi babami, upilnować trudno.
- Niech się Grohal nie złości. Kobieta też człowiek, swoje prawa ma.
- To ja już jadę. Obiad sobie odgrzej, nie siedź na głodno. I żywinie daj.

Odgrzej, daj, wszystko ja. Następnym razem psa spuszczę.
Obserwuj wątek
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 28.01.07, 10:30
      Odcinek 2

      Osoby:
      Dziedzic Sztanglicki
      Grohalowa
      Kwietniewska
      Edyciakowa
      Młody Grohal
      W tle inne osoby.
      - Pan dziedzic to jest delikatnego zdrowia i nie może tak po zimnicy latać w lekkim paletku. U nas pogoda nie pieści i ten wiatr, to może każdego przewiać. A jeszcze dziedzic buty przemoczył jak był u nas i teraz choróbsko się wdało. Najlepiej poleżeć w łóżku..
      - A jak ja mogę leżeć jeżeli jestem sam jak palec i nie ma mi komu szklanki wody podać..
      - No, tej wody to dziedzic chyba całe wiadra wypija bo wszystkie szklanki brudne, a co talerzyków. Przyjęcie jakieś dziedzic urządzał?
      - Jakie przyjęcie? Przychodziły kandydatki na gosposię. Musiałem poczęstować, chociaż colą i ciasteczkiem.
      - To chyba strasznie dużo tych kandydatek było. Moja Kwietniewska, niech się pani weźmie za zmywanie a ja przygotuję dziedzicowi coś do jedzenia. Musi leki wziąć a na pusty żołądek niezdrowo. Dobrze żeśmy przyszły, bo tu dziada z babą brakuje. Szczęście, że starego wczoraj przysłałam z kolacją, to się dowiedział co i jak i jeszcze po drodze zrobiłyśmy zakupy. A te kandydatki jak, nadała się któraś?
      - Co też pani mówi, było sześć i każda tylko pytała ile będę płacił a o obowiązki nie zapytała żadna. Kiedy jedną spytałem czym zazwyczaj czyści srebra to mi odpowiedziała, że najlepiej piaskiem. Druga, pytana czy umie zrobić suflet, odparła, że szuflę, to do węgla się u nich w domu używa a we dworze centralne dawno założone i że ona do żadnych ciężkich prac się nie godzi. Jedna nie może myć okien, bo jej się w głowie kręci, inna do prania nie nawykła, bo jej mamusia wszystko pierze. Szkoda słów.
      - To trzeba było dziedzicowi nic o obowiązkach nie mówić, tylko zatrudnić i potem samo by jakoś wyszło.
      - Co pani, pani Kwietniewska, teraz wszystko takie mądre, że każe sobie umowę spisać, punkt po punkcie i jak tylko coś będzie nie tak, to poleci na skargę do wszystkich świętych z trybunałem włącznie albo się oflaguje i blokadę na drodze zrobi. Pozmywała pani już? To teraz niech pani odkurzy a ja nastawię pranie i zmienię pościel. Obiad to panu dziedzicowi przez starego przyślę, a kolację naszykuje teraz i wstawię do lodówki. Tylko co to dalej będzie jak pan nikogo nie wybrał do pracy.
      - Mnie się wydaje, pani Grohalowa, że dobra by była ta mała Idalka. Młoda, sprytna, na pewno się nada.
      - Coś za wcześnie na sklerozę, pani Kwietniewska, przecież Idalka jeszcze do szkoły chodzi. Kiedy by miała to robić, po szkole musi lekcje odrabiać.
      - Toteż ja nie mówię, że tak na cały etat, tylko na godzinkę, dwie dziennie. Zarobiłaby sobie dziewczyna parę groszy.
      - No, nie wiem, nie wiem. Ale kto to tam tak ostro drałuje przez pola, dziecko jakieś chyba. Że to ludzie sumienia nie mają i wysyłają dziecko w taką zadymkę. A nie, to Edyciakowa. Ona tu dziedzica idzie.
      - Kto to taki, ta Edyciakowa? I czego ode mnie może chcieć? Ja jej nie znam.
      - Eee, Edyciakową wszyscy znają. Dziedzic u nas od niedawna, to może nie słyszał. Dawniej na taką, to się mówiło szeptucha a teraz szamanka ponoć. Ona ciągle zbiera jakieś ziółka, suszy, parzy, mikstury miesza, nalewki robi. Trochę ludzi wspomaga, najwięcej tych co nie mają pieniędzy na lekarza albo już w lekarzy nie wierzą.
      - To po co ona tu do mnie idzie?
      - Nie wiem, może się dowiedziała, że pan dziedzic zachorzał i taszczy te swoje leki na ozdrowienie, bo jakiś koszyk niesie.
      - Ale ja się boję takich nawiedzonych i do ust nie wezmę tych jej leków.
      - Niech pan dziedzic będzie spokojny, od jej mikstur jeszcze nikt nie umarł a wielu pomogły.
      - Niech będzie pochwalony, panie dziedzicu. A i paniom szczęść Boże.
      - Pochwalony, pochwalony. A co to pani Edyciakowa z takim wielkim koszem się wybrała? Do marketu może? Tam plastki dają do każdego głupstwa.
      - Właśnie, potem nie wiadomo co z tym robić i tylko zaśmiecają środowisko. Nie idę do marketu. Do pana dziedzica przyszłam bo słyszałam, że przeziębiony. Przyniosłam spirytus na mrówkach, do smarowania, kwiat lipowy i nalewkę na liściach malinowych. Pani Kwietniewska dziedzica nasmaruje, Grohalowa kwiatu lipowego naparzy, naleweczki się pan dziedzic napije na noc i jutro będzie jak nowy.
      - Smarowanie i ziółka to sobie mogę odpuścić, ale naleweczki bardzo chętnie, nie będę nawet czekał do wieczora. A może i panie po kieliszeczku?
      - To na lekarstwo jest a nie na poczęstunek. Pani Grohalowa, chyba pani komórka w torebce dzwoni.
      - Pewnie stary się złości, że mnie tak długo nie ma. Wcale nie chciałam tej komórki tylko syn mi kupił na gwiazdkę. Mowi: będę o mamę spokojniejszy i zawsze będę wiedział gdzie mama jest. A dlaczego miałby być niespokojny. Wcale nie musi wiedzieć gdzie jestem a już najmniej Grohal, bo i jemu też kupili, na moje utrapienie. O, przepraszam, to nie stary, muszę odebrać bo to ze Sztokholmu Asiansonowa dzwoni. No co tam się stało? A dzień dobry, dzień dobry. Po co ty dzwonisz i pieniądze wydajesz. Przecież wiem, że przyjeżdżasz. Już sześć razy dzwoniłaś. Jak to nie przyjeżdżasz? Dziecko samo do Krakowa wysyłasz? Oszalałaś chyba. Czy ty wiesz jakie to teraz niebezpieczne. Różne ptasie grypy, szalone krowy, porwania i co tam jeszcze. To co z tego, że dorosły. Nawet dorosły może zrobić głupstwo albo się gdzieś zaplątać niechcący. Co to za matki teraz! No już dobrze, dobrze, wyjedziemy po niego na lotnisko. A ty kiedy będziesz? Jak się ociepli? No to czekaj tatka latka. Słuchaj, jeszcze jedno, nie przysyłaj więcej tych świństw w butelkach bo cała rodzina się pochorowała od samego patrzenia. To co z tego, że unikat. Ja obrzydliwa jestem i na takie rzeczy nawet patrzeć nie mogę. Stary całkiem nie wytrzymał i zakopał to za stodołą. No już dobrze i do widzenia, bo wszystkie pieniądze na telefony wydasz i nie będziesz miała na te swoje wymarzone gumiaki.
      Nie macie państwo pojęcia co ta kobieta wyczynia. Ciągle nam coś dziwnego przysyła a ostatnio przysłała glisdy w wódce. Świat się kończy.
      - To ja już pójdę, bo się umówiłam z Dorocińską, mamy różne sprawy do omówienia. O właśnie, Dorocińska.
      Pani mąż zamiast zakopywać to za stodołą mógł jej dać, ona takie rzeczy dla swojego męża zbiera.
      - Mówiłam, że świat się kończy. Do widzenia pani Edyciakowa.
      - Do widzenia i bardzo dziękuję za te miksturki, szczególnie za naleweczkę. Znakomita.
      - O, to pan już pól flaszki opróżnił? Ho, ho, będzie pan jutro zdrów jak ryba..
      - My też już idziemy
      - Już? Znowu sam zostanę. A wszystko przez tego jakiegoś Ducha co mi gosposię podkradł. Szlag by trafił. Skad on się wziął?
      - Jaki duch, o czym wy mówicie?
      - Antoni Duch, krewny tej gosposi. Mówiłam, że on z Kanady. Kiedyś to nawet często pisał do rodziny i książki przysyłał, bo on podobno pisarz jest ale od pewnego czasu się nie odzywał, to i ludzie zapomnieli.
      - Kto tam puka? Proszę, proszę. To do pani, pani Grohalowa. Syn.
      - Dzień dobry wszystkim, przepraszam, że nachodzę. Przyjechałem po mamusię. Panie też mogę zabrać po drodze, jeśli panie już wychodzą. Niech się mamusia zbiera prędko, bo tam ojciec szału dostał.. Pies wykopał za stodołą to paskudztwo, stłukł butelkę i rozwłóczył po śniegu a wódkę wychłeptał i dostał małpiego rozumu. Do kozy się zabiera.
      - Koniec świata.
    • groha Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 29.01.07, 11:13
      smile)))
      Bardzo dobre, Lyliko, bardzo! Wyobraźnia pracuje, jak przy prawdziwym
      słuchowisku i głosy wręcz mi dźwięczą w uszach. Super! Piszcie, koleżanko,
      piszcie, lubimy takie kawałki. A widać, że macie do tego dryg i możliwości
      takie, że ho, ho! smile
      Edyciakowa, jako szeptucha, matko moja jedyna... smile)))
      • sunflower86 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 12.01.19, 15:30
        Witam, mam pytanie skąd opmysł na nazwisko Sztanglicki? Interesuje mnie ponieważ mój znajomy, który ma serbskiie i węgierskie korzenie ma takie nazwisko i poszukuje swoich korzeni, miał informacje, że jest czeskie, dlatego z ciekawości pytam skąd się wzięło w słuchowisku akurat takie nazwisko, czy pojawia się ono na terenach polskich?
        • cytrynka6543 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 31.01.19, 01:44
          Kochana, nie szukaj korzeni, koligacji i innych takich, Sztanglicki to takie nasze forumowe zdrobnienie od barona von Dupersztangiela, postaci występującej w jednej z powieści Joanny Chmielewskiej.
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 29.01.07, 18:33
      Odcinek 3

      Występują:
      Grohalowa
      Nigdyńska
      Edyciakowa

      - Jak to dobrze, że pani wpadła, pani Nigdyńska. Już się o panią martwiłam. Myślałam: stało się co? Wiedziałam, że się przeprowadzacie, ale żeby tyle czasu? Chciałam zapytać tej małej Ewańskiej ale ta też przepadła i nigdzie jej nie widuję. Dopiero Smitkowa mi powiedziała, że pani z delegacji w delegację. Do czego to podobne, żeby tak ludzi włóczyć po świecie bez wytchnienia. Musi się pani trochę zbuntować.
      - Nie mogę, o pracę teraz trudno a ci przynajmniej płacą na czas.
      - No tak. A ja się chciałam pani poradzić. Zapisałam się do tego towarzystwa od czytania książek co wójtowa założyła i teraz sama nie wiem czy dobrze zrobiłam. Miały być spotkania raz w miesiącu a tu w tydzień już dwa były. Wybory i ustalanie planów na cały rok. Na ostatnim wójtowa mówiła coś, że całkiem martwa sekcja krakowska i poznańska i trzeba coś zrobić. I najpierw do Poznania trzeba by jechać.. Nie śmiałam pytać, ale całkiem się przeraziłam. To my mamy sekcje robić? Wiem, że te książki takie więcej kryminały. Ale trupy mamy kroić?
      - Myślę, że to raczej niemożliwe. Coś pani źle zrozumiała.
      - Zaraz źle. Wyraźnie o sekcji była mowa. Jak wróciłam z zebrania nie wytrzymałam i powiedziałam staremu, to on tak jak pani, że nie zrozumiałam. Że na pewno będziemy śpiewać i tańczyć, bo jak sekcja, to musi być rytmiczna.
      - Może mąż ma rację i to towarzystwo to nie tylko czytaniem ma się zajmować ale kulturą i rozrywką tak w ogóle. Wtedy by chodziło o sekcję rytmiczną.
      - No, to do tańców to ja się nie nadaję, zwłaszcza takich nie naszych. Bo ja jeszcze zadzwoniłam się poradzić Asiansonowej, wie pani, tej ze Sztokholmu a ona mi na to, że jeśli taniec to na pewno będziemy tańczyć indiański. Dlaczego akurat indiański? Nic już z tego nie rozumiem.
      - Była kiedyś moda na tańce latynoamerykańskie, to teraz może przyszła moda na indiańskie. Też Ameryka.
      - I tak źle i tak niedobrze. Ja się ani do sekcji rytmicznej ani, tym bardziej do trupiej nie nadaję.
      - Właśnie, może to o trupę chodziło, na przykład teatralną.
      - Gdzie tam teatralną. W tych książkach co nam mówili, żeby czytać to prawie same trupy, ale ma pani rację, rozrywkowe są. Te książki znaczy
      - Jeśli się pani nie spodoba w tym towarzystwie zawsze może się pani wypisać.
      - Eee, jeszcze zaczekam. Dowiem się więcej. No i powiedziałyby kumy, że zacofana jestem, na sekcjach się nie znam. A pani za interesem czy tak, po sąsiedzku?
      - Za interesem. Komórka mi się zepsuła, nie wie pani kto to może naprawić?
      - Oj, nie. Sama mam od niedawna i po prawdzie to jej nie lubię.
      - Mnie jest bardzo potrzebna jak wyjeżdżam. Zapytam kogoś innego
      - O, leci Edyciakowa, ta to na pewno będzie wiedziała.
      - Pochwalony, sąsiadkom. Co tak radzicie? Przybiegłam, pani Grohalowa, bo podobno Bliźniackie mają zaraz być u pani.
      - A mają, mają. Po śpiwory wpadną. Że też im się chce na te Mazury ciągle. I łódkę targają ze sobą.
      - Łódkę, w zimie?
      - Bo to taka specjalna jest, jakieś bajery.
      - Nie bajery tylko bojery. Ja właśnie Bliźniackim przyniosłam trochę miksturek, bo jak się tam poprzeziębiają to będą miały na lekarstwo.
      - Widzę, pani Edyciakowa, że to same flaszeczki.
      - Tak, a jakie dobre. Zapraszam panie do siebie. Naleweczki mi się udały jak nigdy.
      - To pani nie tylko ziółka suszy i parzy?
      - Nie tylko, pani Nigdyńska. Serdecznie zapraszam
      - Może kiedyś znajdę chwilę i wpadnę. Ale teraz na mnie czas, tylko jeszcze zapytam gdzie tu komórkę oddać do naprawy.
      - A, to sobie po drodze porozmawiamy, bo ja też już idę. Muszę jeszcze wstąpić do dziedzica. Zaniosę mu nalewkę, bo tamtą pewnie dawno wypił.
      - Do widzenia, pani Grohalowa. Ukłony dla męża.

      No tak, natrzepały, poleciały a ja dalej głupia jestem. Wypisać się czy nie wypisać. Chyba zostanę. Może jednak tych trupów nie będziemy kroić i na tańcu się skończy.
      • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 30.01.07, 14:27
        Cudne
        genialne
        Edyciakowa jak żywa
        dopierom dziś przeczytała i natychmiast proszę o ciąg dalszy
        • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 30.01.07, 14:27
          inne też jak żywe oczywiście
          i jakie to aktualnesmile
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - odc. 4 31.01.07, 12:24
      Odcinek 4

      Występują:
      Dziedzic Sztanglicki
      Grohalowa
      Dorocińska


      - O matusiu jedyna, a co tu się wyprawia? Napadli pana czy co?
      - Dlaczego zaraz napadli? Dzień dobry pani Grohalowa. Karteczki jednej szukam. O... przepraszam, tylko włożę szlafrok, nie wypada tak przy damie w dezabilu.
      - No, ja myślę, że szlafrok a nie żaden dezabil. Przecież pan jest chory i powinien leżeć. No i jeśli pan karteczki szuka to po co było wyciągać całą zastawę z kredensu?
      - Bo chciałem kredens przesunąć, a z zastawą za ciężki. Myślę, że ta karteczka pod kredens wpadła. Proszę sobie wyobrazić, zadzwoniła do mnie ta gosposia, już z Kanady. Powiedziała, że zostawiła dwie karteczki. Na drugiej były nazwiska i telefony tych pań, z którymi się umówiła, że będą do mnie przychodzić jeśli ona wyjedzie. Karteczki nie znalazłem, więc podyktowała mi wszystko od nowa, razem z telefonem do Kanady i ja sobie zapisałem.
      - No to po problemie. Po co więc ta rewolucja kredensowa?
      - Nie bardzo po problemie. Zaraz po telefonie potrąciłem kieliszek z nalewką co ją dostałem od tej szamanki. Nalewka wylała się na karteczkę, zacząłem wycierać i niech pani patrzy, nic nie można odczytać. Straszny jakiś zajzajer musiał być, wyżarło do cna Teraz szukam tej karteczki co ją gosposia zostawiła. Bardzo mi potrzebna, bo muszę natychmiast zadzwonić do Kanady.
      - A co taki gwałt?
      - Musi mi powiedzieć, gdzie schowała moje srebrne spinki do mankietów. Chciałem się ubrać w bonżurkę, bo nie lubię szlafroków, a przecież pod bonżurką muszę mieć koszulę, z apaszką.
      - Może pan i musi. A nie można to było włożyć koszuli z guzikami u rękawów?
      - Co też pani, kto by chodził w koszuli z guzikami?
      - Niektórzy chodzą i jeszcze od tego nie umarli. No to co robimy z tym szukaniem?
      - Sam nie wiem. Nazwiska tych pań to może sobie jakoś przypomnę, chociaż nie mam pamięci do nazwisk, ale numeru telefonu, to na pewno nie.
      - W każdym razie ja schowam zastawę na miejsce, bo żeby kredens ruszyć to potrzeba przynajmniej dwóch silnych chłopów więc my dwoje nie damy rady.
      - Wiem! Zaraz zrobię z tym porządek.
      - Co pan tu targa, jak rany. Odkurzać pan będzie? Nie do wiary.
      - Nie odkurzać, tylko jeśli ta karteczka tam jest, to odkurzacz ją złapie. Niech mi pani powie tylko gdzie się wkłada tą rurę.
      - No w otwór się wkłada, gdzieżby indziej? Pan to chyba w życiu niczego palcem nie tknął. Zawsze za pana wszystko robili inni?
      - - Nie wszystko, niestety, nie wszystko, pani Grohalowa. No wetknąłem jak trzeba ale pstrykam i pstrykam a to nic nie ciągnie.
      - O święta cierpliwości, trzeba włączyć do gniazdka!
      - No tak, teraz ciągnie aż miło. Ooo, chyba jest. Jest! Cholera, o pardon, całkiem wciągnęło. I co teraz?
      - Teraz to trzeba otworzyć odkurzacz i wyjąć worek. Już ja to zrobię. Mam go, delikatnie teraz, żeby tego kurzu nie wytrząsnąć.
      - A psik!
      - No tak, to już koniec. Nie miał pan kiedy kichnąć? Jak my wyglądamy, jak kominiarze.
      - Ale kartka jest, o tu wystaje.
      - Ktoś puka. Tylko tego brakowało. Niech pan chociaż usiądzie i przykryje się kocem. Gacie panu spod szlafroka wyłażą. A tu jest chusteczka do wytarcia twarzy. Ja już się z grubsza wytarłam. Proszę, proooszę.
      - Dzień dobry państwu. Przepraszam za najście ale szukam swojego męża.
      - Dzień dobry pani Dorocińska. U dziedzica pani szuka męża, a cóż on miałby tu robić?
      - Sama nie wiem, wracam z remizy, a że było po drodze to zajrzałam. A co, porządki pani Grohalowa przyszła robić? Musiało być nieźle zapuszczone bo zakurzeni jesteście oboje jak nieboskie stworzenia.
      - Może i zakurzeni. Ale co z tym mężem? Zaginął biedaczek?
      - Od rana go nie ma. Wziął tą nową maskę i poleciał, mówił, że na jakieś ćwiczenia. Pora obiadu minęła, dzwonię, komórka wyłączona. Zaniepokoiłam się i poleciałam do remizy a tam go nie ma. Nikt nic nie wie o szkoleniu. Sama nie wiem co myśleć. A może on jakąś babę ma?
      - Co pani, pani Dorocińska, przecież to porządny chłop i za babami nie lata.
      - Chłopu to nigdy do końca ufać nie można. Najlepiej jak zawsze na oku jest.
      - A może on poleciał robaki kopać?
      - Jakie robaki, takie na ryby? Ale przecież zima. Ja sam nie łowię, bo się brzydzę, ale wiem, że na ryby to raczej latem.
      - Toteż ja nie o robakach na ryby tylko o robakach tak w ogólności. Jakaś mania nastała i pół wsi robactwem się zajmuje. Zbierają, fotografują, przesyłają sobie, jak ta Asiansonowa chociażby. Dorocińska też nie lepsza. Słyszałam, że dla męża zbiera.
      - Coś niebywałego, i co oni z tymi robakami robią?
      - A czort ich wie. Może jakieś robaczywe Towarzystwo chcą założyć. Bo na Towarzystwa też moda nastała.
      - Nic mi o żadnym robaczywym Towarzystwie nie wiadomo a robaczki i inne stworzonka lubimy z mężem oglądać i podziwiać.
      - Ooo, zguba się znalazła, o tam na drodze, pani mąż pędzi do domu mało nóg nie pogubi.
      - To i ja pędzę, bo muszę mu obiad odgrzać. Do widzenia i przepraszam.
      - A proszę, proszę. Do widzenia.
      - Ja teraz muszę natychmiast zadzwonić. Halo, czy to pan Duch, ja chciałem rozmawiać z ...Słucham? Jak to nie ma? Taki numer mi podano. Tak... nie? To ja przepraszam.
      - Co się stało? To nie Duch?
      - Nie, odezwał się jakiś Mężydło i powiedział, żeby sobie żartów nie robić bo on w duchy nie wierzy.
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:08
      Odcinek 5

      Występują:
      Grohalowa
      Wójt Goposiński
      Wójtowa Starogropska-Goposińska
      Dziedzic Sztanglicki
      Edkowa

      - Pani Wójtowo, jeśli ma być kolejne zebranie, to ja nie mogę. Stary by mnie za nic nie puścił. Już ostatnio ciche dni mi urządził.. Nie było to takie najgorsze ale wtedy do roboty trudno go zapędzić.
      - Nie, nie, pani Grohalowa. Przyjechaliśmy tylko w sprawie sprawozdania, Uprosiłam męża, bo on ma do tego talent i pięknie wszystko napisał a teraz trzeba tylko na czysto przepisać. Pani by nie mogła?
      - Ja mam tylko maszynę do pisania, a przecież mąż ma komputer w Gminie, to nie można było od razu?
      - Komputer jest, ale znowu się powiesił i nie można nic napisać.
      - Nie powiesił, tylko zawiesił. To stary grat, programy informatyk nie wiadomo skąd przytargał i albo wirus albo inne świństwo.
      - Dobrze, niech się państwo nie martwią, będzie przepisane. A jak to ładnie ze strony pana Wójta, że się do naszego Towarzystwa zapisał.
      - Sama go zapisałam. Musimy mieć jakieś rodzynki na okrasę.
      - Zbierajmy się, bo późno. Robota czeka.
      - Robota nie zając. Poczeka
      - Ktoś tu mówi o zającu? Chętnie bym zjadł, z buraczkami, a do tego czerwone wino. Dzień dobry państwu. Ktoś był może na polowaniu?
      - A dzień dobry dziedzicowi. Na polowaniu? Nie, mówimy, że robota nie zając.
      - A ja już miałem nadzieję...
      - To pan dziedzic już zdrów? Pewnie te leki Edyciakowej pomogły. Ja zawsze na przeziębienie jej naleweczkę stosuję.
      - Ty byś stosował chętnie i bez przeziębienia. Jedziemy, sam mówiłeś, że późno. Do widzenia państwu.
      - Pan dziedzic z jakąś sprawą, czy na spacer wyszedł? Choć przy tej pogodzie i po chorobie to raczej w domu siedzieć.
      - Nie, nie na spacer, chciałem z panią porozmawiać, a podwiozła mnie pani Edkowa, o właśnie wchodzi.
      - Dzień dobry, pani Grohalowa, ja tylko na chwilę.
      - -Dzień dobry, można i na dwie.
      - Nie mogę, wyrwałam się na parę minut do domu po skarpetki. Jakoś tak szybko drę rajstopy. Rano wkładałam całe a po przyjeździe do pracy już były dziurawe. W pracy każą chodzić w firmowych klapkach, wie pani, Sanepid wymaga, a one bez palców, no a w dziurawych rajstopach wstyd. A teraz w drodze powrotnej spotkałam pana dziedzica i podwiozłam do pani i przy okazji weszłam się zapytać czy już się coś wyjaśniło w sprawie tej sekcji.
      - Tak jakby. Wójtowa powiedziała, że sekcja to taki zespół, więc musi tu o tańce chodzić.
      - No to dobrze, bo i ja byłam zaniepokojona. Do widzenia państwu, chętnie bym posiedziała dłużej ale roboty huk.
      - Do widzenia.
      - Pani Grohalowa, niech mi pani powie, dlaczego na tę panią wszyscy mówią Edkowa a ja słyszałem, że jej mąż Sławek.
      - A bo to kto wie. Na wsi, jak się coś do kogoś przyczepi, przezwisko jakieś, to go potem nie odkleisz i nikt nie pamięta dlaczego takie a nie inne.
      - A gdzie ta pani pracuje, że takie ostre wymogi sanitarne, że nawet buty firmowe trzeba nosić?
      - He, he, Edyciakowa to mówi, że ona bada zawartość cukru w cukrze. To taka fabryczka jest, gdzie produkują wyroby do czegoś podobne. Do czekolady zdaje się. Ale chciał pan porozmawiać.
      - Tak, jak pani wie z tymi numerami telefonów to była pomyłka, bo źle podpisałem, ale już się wyjaśniło. Będzie do mnie przychodziła Mężydłowa, żeby mi gotować i chciałem zapytać, czy ona rzeczywiście dobrze gotuje?
      - Ja bym do niej na kurs gotowania nie poszła, bo ona takie wygibasy wymyśla, że to całkiem nie na mój smak. Jakieś fikuśne ryby, owoce morza. Kto to w ogóle słyszał. Owoce to są z sadu a nie z morza. Ale myślę, że na pana dziedzica wymagania to ona się nada. Oj, przepraszam, bo telefon dzwoni. Halo, tak pani Wójtowo, a tośmy się dopiero widziały. Co takiego? Kiedy? Nie wiem czy będę mogła. No dobrze, uproszę starego skoro to taka uroczystość. Dziękuję za wiadomość.
      - Coś ważnego?
      - A tak, Wójtowa powiedziała, żeby być przygotowanym na wyjazd do Warszawy,
      7 lutego. Może nasze Towarzystwo załatwi zaproszenia na bardzo ważną Galę. Będą wręczać tej autorce kryminałów co je czytamy, Asy EMPiKu. Boże, ja już całkiem głupia jestem. To i w karty grać będziemy?
      • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:15
        No i jak tu Cię nie kochaćsmile
        • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:20
          A może ta Edkowa, pierwszego męża..... giczą baranią załatwiła, kto wie
          • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:27
            smile))
            Ale patrz pani, jakie te ludzie gupie są, to nie do uwierzenia, a już Grohowa,
            to całkiem. Stare próchno. Wypisać się, też coś! I jakie karty? Przecież wiadomą
            sprawą jest, że jeśli o asach mowa, to musi o wywiad chodzi wink)
          • edeka5 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:30
            edyta95 napisała:
            > A może ta Edkowa, pierwszego męża..... giczą baranią załatwiła, kto wie

            I wymieniła sobie na nowszy model smile
      • edeka5 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:23
        I całe szczęście, że mi nie każą chodzić w takich klapkach wink
        • dorka_31 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 5 01.02.07, 12:59
          Rany, dopiero dzisiaj zaczęłam się wczytywać. Toż to popłakać się można ze
          śmiechu! Lylika, cudne to jest. Ty zacznij książki pisać smile))
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 02.02.07, 10:25
      Odcinek 6

      Występują:
      Grohalowa
      Wójtowa
      Wójt
      Manicka

      - Bardzo dziękuję, pani Grohalowa, że pani tak szybko to sprawozdanie przepisała. Musimy mieć wszystkie papiery w porządku. To do rejestracji potrzebne.
      - A pan to się tak do Towarzystwa włączył, że aż przyjemnie popatrzeć. Może pan jeszcze coś z tymi zaproszeniami na Galę pokombinuje i pani Wójtowej pomoże. Wszystkiemu kobieta sama nie da rady.
      - Ja tam nie mam żadnych znajomości, ale popytam.
      - A słyszeli państwo, że ci miłośnicy robactwa swój klub założyli?
      - No właśnie, podobno, a dużo tych miłośników?
      - Ile sztuk literalnie to nie wiem ale zebrali się do kupy, Dorocińska rej wodzi, Asiansonową na członka korespondenta wzięli i nawet mnie na inaugurację zaprosili. Poszłam, dlaczego nie, trzeba wiedzieć co tam się wyrabia.
      - No i co się wyrabia? Zbierają te paskudztwa tak jak znaczki, czy co?
      - Żywych ani martwych nie widziałam, zdjęcia tylko pokazywali. No i dobrze, bo nie wiem czy bym wytrzymała. Niektóre takie, że lepiej oczy zamknąć, bo się przyśni.
      - Co to się wyrabia, dawniej to dziewczyny najwyżej kwiatki w pamiętniku zasuszone miały. A teraz robale!
      - Co pani chce, pani Grohalowa. Wieś też idzie z postępem. Mody różne nastały i weszliśmy do Unii, więc musimy się dostosować. We wszystkim.
      - W robactwie też? Koniec świata.
      - Musimy już jechać, bo i gościa ma pani. Ktoś zajechał na podwórko. Do widzenia.
      - Do widzenia i dzień dobry. A co to w lesie zdechło, że się pani Manicka pojawiła?
      - Tak wpadłam po drodze na targ, piątek dzisiaj, muszę zakupy zrobić.
      - To nie do marketu tylko na targ?
      - Ja nie mam zdrowia do marketów a na targu wszystko świeże.
      - Ja i targu nie bardzo lubię. Tylko po pszenicę na kutię chodzę a już po Wigilii, to nie muszę. Dawniej dwa sklepy na krzyż we wsi były, towaru niewiele ale człowiek z przyjemnością chodził. A teraz to huk, jazgot, za klapy łapią; kup to, kup tamto, tu promocja, tu okazja – aż głowa boli.
      - A wie pani Grohalowa, że nowi się do wsi sprowadzili. Małżeństwo z małym dzieckiem. Jego kiedyś nawet widziałam jak przeprowadzkę szykował. Ona, nie powiem, bardzo miła, tylko na razie synkiem mocno zajęta. Ciekawe czy się we wsi przyjmą bo to miastowe.
      - Zobaczymy, pani Manicka, czasami miastowe tak we wieś wrosną jak by od zawsze tu byli. A pani to się do naszego Towarzystwa zapisała? Bo nie wiem, raz widzę, raz nie.
      - Zapisałam się już dawno tylko, że takie słuchy chodziły, że mamy sekcje robić - no niby te trupy kroić - indiańskie tańce ćwiczyć a teraz jeszcze coś o kartach mowa, to już całkiem nie wiem. O książki to chodzi czy o co innego zgoła?
      - O książki, o książki, już się wszystko wyjaśniło i z sekcją i z tańcem. Tylko z kartami to jeszcze nie wiem do końca jak ma być. Bo ta autorka, to hazardzistka jest, w karty gra, a jakże, to może i my będziemy.
      - Ja w karty grać nie lubię.
      - To pani nie musi. Z resztą tak sobie pomyślałam, że tu nie całkiem o karty chodzi, bo tylko o asie była mowa. A jak as to pewnie as wywiadu. To by nawet pasowało, bo te książki to kryminał a nawet sensacja.
      - Co pani powie, ciekawie się robi.
      - No właśnie, rozmawiałam nawet o tym z Mężydłową, bo i ona się zapisała do Towarzystwa, ale ta mi mówi tak: as to na pewno z elementarza, dobrze pamiętam, "...As i osa, lata ta osa i lata...". Słyszy pani, z elementarza! Niby książki czyta i oblatana a poza podstawówkę nie wyszła. Dobra sobie As i osa. A może ona też do tych od robactwa przystała i jedno jej na myśli?
      - Ja tam nie wiem. To jak, jedziemy do tej Warszawy czy nie jedziemy, bo o to się chciałam zapytać.
      - Jak nie będzie zaproszeń to nie ma po co. Chociaż Mężydłowa mówiła, że jedzie. Zakłada platynową perukę, charakteryzuje się na autorkę i włazi na bezczelnego.
      - To może by my wszystkie tak się poprzebierały?
      - Tak, najlepiej za garbate sprzątaczki w ciąży. Od razu nas wpuszczą.
      • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 02.02.07, 10:26
        Tytuł miał być taki, ale poleciałooo... smile
        • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 02.02.07, 13:05
          Manicka, Manicka... Skądś znam kobitę, ale ni cholery nie mogę se przypomnieć.
          To ta, co cudze dzieciska uczy elementarza i nie ma czasu nawet na odpust
          przylecieć do wsi? Ksiądz proboszcz nawet już o nią pytał, bo mu jej w chórze
          bardzo brakuje. O tych z Kanady też pyta, bo dach na plebanii przeciekać zaczął.
          A nie wiecie, Mężydłowo, co tam u wójtów? Bo Goposiński cosik mi markotno
          ostatnio wygląda. Z policją im nie wychodzi podobnież i w ogóle z niczym. Ludzie
          to się zrobiły teraz takie jakieś nieużyte, ponure i tylko by cięgiem w
          telewizor patrzyły, a wszystko inne mają za nic. Tak, jak z tymi wyborami. Nie
          chodzo, bo im się nie chce, a potem płacz, lament i olaboga. To i nie dziwota,
          że gryzie się, biedaczysko, bo to przecież nie o kartofle na polu chodzi, tylko
          o dużo ważniejszą rzecz. O mendal jakiś, czy coś. A słyszeliście? Baby gadają,
          że z wójtową też nijak nie idzie się dogadać, bo ona, za przeproszeniem, po
          francusku zaczęła się wyrażać. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze nie daj Bóg, do
          jakiego rozwodu dojdzie, abo co jeszcze gorszego. A jak wszystkie wyjadom ze
          wsi, to już będzie prawdziwy koniec, bo to ani gęby do kogo rozewrzeć, ani się z
          kim pokłócić... Przyjdzie się chyba owiesić z tego wszystkiego. Co to się nie
          wyrabia na tym świecie, pani Mężydłowa, co to się nie wyrabia...
          • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 02.02.07, 13:28
            Nie, nie, to Anka Manicka, ta co przy figurce mieszka. A nauczycielka to Mariuzińka. Ona taka zajęta, że prawie wcale nie zagląda. Zedrze nam się w tej pracy jak nic. I zaś bym ja do nauczycielki tak bezceremonii, że w lesie coś zdechło. A z tym mendalem to sprawa kiepska, oj kiepska. Policja teraz cięgiem na rozstajach stoi, kierowców łapie, w baloniki każe dmuchać i prawa jazdy odbiera. Gdzieżby tam miała głowę do mendali. We wsi pusto, to prawda, ale nowe się sprowadziły. Może cósik się ruszy.
            • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 02.02.07, 14:23
              A, to już sobie przypomniałam o kogo chodzi. Ale o jakiej figurce mówicie, kumo,
              bo nie wiem. Przy frasobliwym, czy przy tej na rozstajach, gdzie onegdaj
              straszyło? Mówili, że jakieś dusze pokutujące tam się kiedyś zlatywały i zimnym
              palcem ludzi dotykały, cholery. Trzeba by się po wsi przelecieć, starych popytać
              o takie prehistoryje, a i nowych bajek trochę zebrać, bo to wieczory jeszcze
              długie, wartałoby je czym zająć. No i na łykend byłoby, jak znalazł. Chrustu
              nasmaże, kawę mam, a i cosik mocniejszego też się znajdzie. Jak kto wpadnie,
              będzie przy czym gadać.
              • szeptucha.edyciakowa Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 02.02.07, 14:51
                No nareszcie i robota ku końcowi zmierza. Zmęczyłam się dziś niemożebnie.
                Pichciłam pół dnia, a że wstałam o świcie coby pomaranczy zrosiałych na nalewkę
                dla Dziecica nazbierać, to mam i dość na dziś. Do domu zaraz polecę,
                pogrzebacza poszukam, żeby jakie loki na te gale se ukręcić, perugi nie mam jak
                ta Mężydłowa. Ale właśnie, przypomniało mi się, że te nowe miastowe to między
                mną a Mężydłową, w połowie drogi mieszkają. No nic, jeszcze troche posiedzę,
                odpocznę i w drogę.
                • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 02.02.07, 15:05
                  Edyciakowo, a lećcie bez zboże! We wsi podobnież ktoś stoi. Moskal, czy już
                  jakiś inny, ale mówią, żeby wciąż lepiej bez zboże.
                  • never_enough Re: W Chmielewszczanach - odcinek 6 07.02.07, 12:09
                    Kumy kochane, co to się człowiek po tych delegacyjach natarga. Skaranie boskie
                    z taką pracą! Tylko w kumach oparcie.

                    Pozdrawiam
                    Nigdyńska
                  • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 7 08.02.07, 00:16

                    Odcinek 7
                    Występują:
                    Grohalowa
                    Dziedzic Sztanglicki
                    Edkowa
                    W tle: inne osoby


                    - Już myślałam, że nikt dzisiaj nie wpadnie. Cisza aż w uszach dzwoni. Wymiotło wszystkich do Warszawy na te Asy, czy jak? Dobrze, że choć pan zaszedł.
                    - Dzień dobry pani Grohalowa,, chyba nikt nie pojechał, zaproszeń nie było, to nie pojechali. A ja wstąpiłem w drodze od Edyciakowej. Obiecała mi nalewki ale nie mogła sama przyjść, bo kuruje panny Bliźniackie. Wróciły z Mazur takie zachrypnięte, że w ogóle mówić nie mogą, ani słóweczka. A jakieś ważne nowiny podobno przywiozły z Warszawy. Coś o nowej książce.
                    - Coś tam słyszałam, a właściwie nie słyszałam, bo szeptem mówiły a przez telefon szeptu nie słychać i nie mogłam się połapać o co chodzi.
                    - Nowa książka ma być niedługo. Zapalniczka.
                    - A leży koło pana. Powinien pan nowe okulary sobie sprawić panie dziedzicu.
                    - Książka się nazywa Zapalniczka. A tą widzę i okulary mi niepotrzebne.
                    - Dziwny tytuł. Ale prawie wszystkie te tytuły jakieś takie; Krowa Niebiańska – chyba niebieska, albo Kocie Worki. No ale czyta się dobrze. A pan dziedzic czytał coś?
                    - Czytałem Wszyscy Jesteśmy Podejrzani ale innych nie mam i muszę od kogoś pożyczyć.
                    - Ja też tą czytałam. Mogę panu pożyczyć inną. Klin się nazywa. Ale niech się pan nie spodziewa, że to poradnik jak leczyć kaca. Wesoła jak wszystkie i coś mi się zdaje, że film podobny widziałam ale nie całkiem taki jak książka.
                    - Będę wdzięczny. Chętnie przeczytam.
                    - A kto to tam się tłucze za drzwiami? Kto to?
                    - To ja, pani Grohalowa, buty otrzepywałam, bo śniegu nie chcę wnosić. Dzień dobry państwu.
                    - A co to, pani Edkowa, na piechotę?
                    - Samochód mi nie chciał zapalić, ale może to i lepiej, bo tak mi się ręce trzęsą, że wcale bym prowadzić nie mogła.
                    - Coś się stało w pracy?
                    - Tak, w sali konferencyjnej leży trup Stolarskiego, uduszony.
                    - Wiemy, Wszyscy Jesteśmy Podejrzani. I nie Stolarskiego tylko Stolarka.
                    - Co pani, dlaczego wszyscy? Tylko pracownicy fabryczki, nikogo więcej nie było. I z całą pewnością Stolarskiego, u nas żaden Stolarek nie pracuje.
                    - O czym pani mówi?
                    - O wypadku w fabryce.
                    - A my o książce. Mogłaby pani nareszcie przeczytać, bo wcale nie daje się z panią dogadać. Co z tym wypadkiem?
                    - Mamy teraz nowy produkt. Ma dodatkowy składnik i jest całkiem smaczny.
                    - Też podobny do czekolady?
                    - Oczywiście. Stolarski to łasuch jakich mało. Ktoś z produkcji dał mu całą torbę. Ten schował się w sali konferencyjnej i wszystko zjadł. Okazało się, że jest na ten składnik uczulony, gardło mu spuchło i się udusił. Teraz policja wszystkich magluje kto mu te czekoladki dał. Mnie już puścili ale zdenerwowałam się strasznie.
                    - To faktycznie okropne, ale żeby tak całkiem się udusić od czekoladek.
                    - Panie dziedzicu, gdyby się nie schował w konferencyjnej, to ktoś by zobaczył jak się dusi, wezwał pogotowie i może by go uratowali, a tak po chłopie.
                    - Gdyby przeczytał książkę, to by w konferencyjnej nogi nie postawił. Wszystko tam może się zdarzyć. I pani dobrze radzę, niech Edkowa konferencyjnej unika jak ognia.
                    • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 7 08.02.07, 00:21
                      Kto to tu przestawił? Naszukałam się tego wątku. Ale co ślepemu po oczach.smile))
                      • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 7 08.02.07, 01:50
                        Mężydłowo kochana, a dyć lete do Was przez ten śnieg, chociaż późno, ciemnica, a
                        i ślizgawica taka, że małom poczwórnego Kapsla, czy innego Radebergera przed
                        Waszą chałupą nie wykręciła. Bóg strzegł. Bom sobie właśnie przypomniała, że
                        Edkowej chyba cosik się pokręciło. Toż ona podobnież tylko "Dzikiego białka"
                        tknąć nie mogła, bo jej się po nim odbijać zaczynało czymś nieświeżym i wątroba
                        ją rąbać zaczynała, a tu nagle co się pokazuje? Że zaciemnienia dostała i nie
                        wie, kto to Stolarek był. Musi jej się coś w tej ichniej sali kofen... konfy...,
                        no tej dużej takiej, porobiło, co i nie dziwota. Zobaczyć trupa uduszonego na
                        śmierć towarem luksusowym, to nie w kij dmuchał. Każden jeden fisia może dostać.
                        Ale patrzajcie ludzie, że pan Dziedzic taki niedouczony, to się też nie
                        spodziewałam. Wychodzi na to, że kursy trzeba we wsi organizować. Znaczy takie,
                        jak dawniej dla analfabetów robili, przymusowe, a teraz znowu zaczynają od nowa,
                        podobnież. "Cała Polska czyta dzieciom" się to nazywa, czy jakoś tak. Bo dzieci
                        jeszcze nie umią, a starzy już zapomnieli. Więc, droga Mężydłowo, jako osoba
                        urzędowa, powinniście ogłoszenie na płocie powiesić, że od jutra u nas też.
                        Znaczy, każden jeden po robocie u Was się melduje, bo co, my gorsi? A i pierza
                        przy okazji można będzie nadrzeć, ręce przecież przy tym czytaniu zajęte nie
                        będą, tylko co inne. Wy już tam będziecie wiedzieć, jakie książki podsunąć, żeby
                        nie za trudne na początek były. No, to lecę. A dajcie mi trochę popiołu w
                        podołek, to Wam przy okazji popielniczkę opróżnię i ścieżkę posypię, żeby znowu
                        jakiego pirueta nie wykręcić, albo i co gorszego. I bez tego w głowie już mi się
                        tak kołuje od tego wszystkiego, że nie wiem, czy do chałupy trafię...
                        • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 7 08.02.07, 12:16
                          Groszko, to jest S.F., a właściwie tylko fiction. Kto by się tak ściśle faktów trzymał? A jak chodzi o kursa, to lepiej spawania albo układania glazury, bo wszystkie fachowcy wyjechały więc po przekwalifikowaniu możemy zarobić kupę pieniędzy (z przewagą kupy)i nareszcie kupić pralnię.
                          • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 7 08.02.07, 15:02
                            Laboga, kochana Mężydłowo, a po jakiemu Wy do mnie gadacie? Trza fason trzymać i
                            nie wypadać z przyjętej formy, inaczej nie uchodzi. Sameście mówiła onegdaj,
                            żeby przylatywać tutaj ze wszystkim, tom była. Ja tam nie wiem, mało uczona
                            jestem, miastowego języka tutaj we wsi nie zwyczajna i na żadnych faktach, ani
                            inszych fictionach się nie znam. Szeptuchy szukam, żeby mi ból zamówiła. Bo mnie
                            dziś tak w kościach łamie, że mówię Wam, nie do wytrzymania...
                    • edeka5 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 7 08.02.07, 20:42
                      Edkowa nie tylko nie wchodzi do konferencyjnej, ale nawet nie wie, gdzie jest sala konferencyjna w jej fabryce. Chyba, że to ta w której Cieślarski leżał. Cieślarski nie Stolarski, zawody Wam się Mężydłowo pomyliły. Tylko czy on leżał po przejedzeniu???
    • april02 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 09.02.07, 21:47
      Są jednak pożytki z niezaglądania na forum smile Można sobie później takie cudeńka
      hurtem przeczytać. I sama nie wiem co mi się podoba bardziej, słuchowisko czy
      Wasze komentarze smile Czekam na więcej (chociaż nie wiem, czy wypada szefową
      popędzać smile)
      • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 15.02.07, 10:05
        Wpadłam do was Mężydlowa na chwilę, zobaczyć czy pączki dla Dziecica
        szykujecie. Bo jeśli tak, to zanieście mu razem i te ziółka, bo pewnie z
        łakomstwa zje za dużo, a potem jaka niestrawność go dopadnie. A jęczeć będzie
        on potem okrutnie. Dopust boży z takim łakomym chłopem.
        • lylika Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 18.02.07, 19:35
          O to to. Od czwartku ni słychu ni dychu. Musi go zmogło na jament. smile))
          • goonia Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 18.02.07, 21:24
            A to wy kobitki nie wiecie, ze Arystokrata w wojazach? Do poniedzialku mowil,
            ale do ktorego, to juz nie wiem. Moze w byznesach jakich, albo innych spadkach
            pojechal.
            • lylika Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 19.02.07, 09:36
              Toć wiemy, że wyjechał, ale nie wiemy - zdrowy czy chory?
              • xkropka Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 19.02.07, 14:36
                Zdrowy wrócił, wódki się mu zachciewa. Może go kto poratuje, bo u mnie to
                jeszcze wszystko prawie ze trzy tygodnie musi postać...
                • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 20.02.07, 13:27
                  Ach Grohalowa droga, wpadłam do was na chwilę zapytać czy co się nie stało.
                  ludzie gdzieś poznikali, potruli się pączkami czy jak? dobrze, że już jutro
                  koniec tego karnawału, przestaną balować i do pisania siędą.
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 8 04.03.07, 11:25
      Odcinek 8

      Występują:
      Edkowa
      Edyciakowa
      Kropczyńska
      Kott-Pierzycka
      Manicka
      Mężydłowa

      - Z wami to można dostać małpiego rozumu. Tygodniami nie ma nikogo a jak się pojawią, to wszystkie na raz.
      - Nie wszystkie, tylko pięć. Przyszłyśmy w sprawie marcowego spotkania, pani teraz przezesuje, to niech pani ustala gdzie będzie. Ale ładnie nas pani przywitała, Mężydlowa, nie ma co.
      - Bo siedzę tu sama nie wiadomo po co. Dziedzic ciągle lata jak z propelerem, rzadko kiedy zje kolację, że o obiadach nie wspomnę. Po co ja gotuję? Zwolnię się z tej posady, nie lubię gotować dla nikogo.
      - A gdzie to Dziedzic tak ciągle wyjeżdża?
      - Czort jego wie. Jakieś sprawy majątkowe załatwia, remonty uzgadnia. Jak pani ma sprawę, pani Manicka do Dziedzica, to niech pani lepiej kartkę napisze, jak wróci to przeczyta. A pani to kto? Nie znam jeszcze.
      - To jest pani Kott-Pierzycka, niedawno się sprowadziła do wsi i od razu się zapisała do naszego Towarzystwa.
      - To panie są dwie? Bo i Kott i Pierzycka.
      - Co pani, to nazwisko podwójne jest.
      - Pokręcone teraz wszystko pani Edkowa. Kiedyś kobiecie wystarczało jedno nazwisko, albo zgoła jak u pani, po mężowskim imieniu, choć po prawdzie to Sławkowa powinno być. Ale mówcie, gdzie zrobimy zebranie, mamy mendel spraw do omówienia.
      - A nie można by w Gminie albo w gospodzie? Choć w gospodzie, to taki łomot, że własnych myśli nie słychać.
      - Wójt Goposiński ma przeprowadzkę i na Gminę nie ma co liczyć, Wójtowa jakaś osowiała się zrobiła i mało co się odzywa a Grohalową dopadły choróbska w rodzinie. Zrobiłabym tu, u Dziedzica ale za nim się nie trafi. Onegdaj mówił, że parapetówkę musi zrobić i jedzie do Kłodzka po białą Mariannę. Ja już całkiem
      głupia jestem. Parapety chce wymieniać na marmurowe żeby przyjęcie wyprawić i po Mariannę jedzie. To ta Marianna będzie parapety wymieniać czy przyjęcie robić?
      - Prawda, że trudno się połapać. A co do spotkania, to u pani Manickiej było w styczniu, więc może u mnie?
      - A co, pani Kropczyńska, mąż szuka w gruncie rzeczy i pani sama na gospodarstwie?
      - Nie sama, Edyciakowo, ale chętnie przyjmę towarzystwo z Towarzystwa.
      - To i dobrze, mamy na spotkanie taki ładny zapasik naleweczek, że szkoda by było odkładać na później.
      - Na zebraniu trzeba nareszcie ustalić jaki dajemy prezent na urodziny Autorki. Ja słyszałam jakieś straszne rzeczy na ten temat.
      - Jakie straszne rzeczy? Pani Pierzycka, co pani strasznego słyszała?
      - Najpierw była mowa o kwiatach a doszły do tego kartki. Już nawet kupiłam taką ładną z życzeniami ale słyszę, że nie o takie kartki chodzi tylko o talony jakieś. Talony czy bony - na wyprowadzanie kotów i mięsko na gorąco. Co to w ogóle ma być?
      - O matko i córko, to kartki mają wrócić? Najpierw, jak zwykle, zrobią na cukier. Lecę do sklepu zapas zrobić, bo mi zabraknie do nalewek zdrowotnych.
      - Spokojnie, pani Edyciakowa, to pomysł na prezent, taki żartobliwy ma być.
      - Ja tam, pani Kropczyńska, wolę być przewidująca. Jak mówią, to zawsze coś wymówią i zostanę bez cukru.
      - Zdąży pani po ten cukier, tu o prezent idzie. Nie tylko o talon tu chodzi, ja słyszałam, że jeszcze coś paskudnego z Kanady, córka Guniowej ma przysłać. Śmierdziela jakiegoś.
      - O panie mój, śmierdziela?
      - Z Kanady?
      - Na prezent?
      - Dla Autorki?
      - Tak, i to lepiej, że tylko z Kanady, bo podobno z Anglii jakaś Lolka miała przysłać jeszcze gorszego śmierdziela i to dużo większego.
      - A ja wam mówię, że wszystkiemu winna Asiansonowa. Najpierw przysyłała Grohalowej nalewki z robactwem a teraz podżega do śmierdzieli.
      - Świat całkiem oszalał, śmierdziele w paczkach przesyłają, żeby dać w prezencie. Przecież Jubilatka się obrazi.
      - Chyba się nie obrazi, Ona podobno uwielbia śmierdziele.
      Kto może uwielbiać śmierdziele? Na pewno, że się obrazi. A jeśli już ma być śmierdziel, to dlaczego z zagranicy? Mało własnych śmierdzieli mamy?
      • woloduch1 Powrot w wielkim stylu 04.03.07, 17:08
        Gratuluje! Obsmialem sie jak norka! Warto bylo czekac!
        Zas co do tresci: Edyciakowej radze, zeby nie tylko cukier na zapas kupila, ale
        takze i ocet. Jak bedzie run na wszystko, to nawet octu moze zabraknac i jak
        wtedy grzybki przygotowac? A run na ocet raz widzialem...

        Pozdrawiam

        Woloduch
        • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 8 05.03.07, 22:39
          Kumie, a rozejrzyjcie się po wsi. I bez octu kwaśności ci u nas tyle, że starczy
          dla każdego i na nadkwasotę nawet. Mężydłowo, a prawda to, że w
          Chmielewszczanach adoracyje jakieś mamy odprawiać? Na kolanach podobnież, albo
          plackiem, z głośną pieśnią śpiewaną sąsiadowi prosto w ucho, czy coś.
          Słyszeliście? To by już trzeba kury podskubać, jaja zacząć zbierać i do miasta
          po coś mocniejszego jechać. Bo jak się naród rzuci do tych adoracyji, to i popyt
          wzrośnie. Na poduszki pierzowe, żeby miękko było przy tym klęczeniu i na jaja
          ucierane z cukrem, żeby gardeł nie zedrzeć do cna. O przepłukiwaniu ich
          procentowym lekarstwem, albo inną mecyją, to nawet nie mówię, bo wiadomo, że na
          trzeźwo, to nikt się za nic nie weźmie. Nawet na siedząco, a co dopiero, gdy
          przyjdzie rąbnąć na kolana. A, i podobno przed każdym spotkanym na drodze też
          tak trzeba, zanim jeszcze się "pochwalony" powie. Błoto, nie błoto, śnieg, nie
          śnieg, na kolana i adorować, jak tam kto umie. Tylko nie wiem, czy żeby ta
          adoracyja ważna była, to tylko swoich trzeba, czy tych gości, co to się czasem
          człowiek niechcący na nich natknie, też? I całować ich tylko w rękę, czy w co
          inne też wypada, jak myślicie? Byle nie w usta, bo trochę obrzydliwa jestem.
          • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 8 06.03.07, 15:08
            Coś słyszałam, że jakieś chodziły po wsi, oglądały, wybrzydzały, pisały w kajecie. Nic im się nie podobało. To nie tak, to nie siak a to jeszcze inaczej.Musi z Unii były. Czy to o adoracyje chodzi, to tak literalnie nie wiem ale, że chciały nowe wprowadzać i po swojemu urządzać, to słyszałam. We wsi się ludzie wzburzyły. Nawet Dziedzic się zdenerwował i słowem rzucił. A Wielebny, to takie kazanie w niedzielę wygłosił o adorowaniu, że musi im w pięty poszło, bo ucichły i nie widać ich. To już się tak nie frasujcie o te adoracyje, śpiewy, klękania i całowania, bo z tego nie wyjdzie nic. Byndzie po staremu. Jament.
      • edeka5 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 8 05.03.07, 22:40
        A ile to razy Wam, Mężydłowa tłumaczyłam, że Sławek to ten lepszy model.
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 9. 11.03.07, 11:29
      Odcinek 9
      Występują:
      Mężydłowa
      Jotkowa
      Bliźniackie

      - Wie pani co, pani Mężydłowa, to zebranie u Kropczyńskiej było całkiem udane, ja tylko nie rozumiem dlaczego mnie pani chciała plastrem oklejać? Jak panią na prezesa wybrały, to się pani na wstępie za oklejanie zabiera, chce pani nam wszystkim usta zamknąć?
      - Ja? To Kropczyńska plaster przyniosła. A pani, pani Jotkowa, to tygodniami nie widać, ledwie raz w miesiącu na zebraniu i chce pani wszystkie zaległości w rajcowaniu nadrobić, o różnych duperelach pogadać, a tu o ważne sprawy szło. Trzeba było wreszcie prezent wybrać. Pani kasę trzyma, to musi pani wiedzieć jakie wydatki będą.
      - Niby tak, a jakie dobre te paszteciki Kropczyńska zrobiła. Próbowała pani?
      - Próbowałam, bardzo dobre. Nareszcie mamy ustalone jakie kwiaty i co będzie na tym bonie dla Jubilatki.
      - No pewnie, że dobrze, że ustalone. A bliny pani jadła? Pyszne były, muszę przepis wziąć.
      - Jadłam, owszem, pyszne. Co pani myśli, to wino w amforze co je ta nowa, ta Kostkowa proponuje, dodajemy do prezentu?
      - Możemy dodać. A nalewek wszystkich pani próbowała? Pigwówka najlepsza ale i kaimakowa delicje.
      - Może i delicje. Musimy się zastanowić jak prezent i kwiaty przekazać. Pani ma kwiaty zamówić.
      - Zamówię. Kropczyńska to dała popis z deserem. Ta Pawłowska, czy jak tam się ten tort nazywa, może do konkursu przystąpić.
      - Nie o torcie mówmy, tylko o prezencie. Dałby Bóg żeby te śmierdziele zagraniczne na czas nie przyszły. Cała nadzieja w poczcie, że znowu jakiś strajk zrobi.
      - O strajku nic nie słychać a listonosz za namową Wójtowej do AA przystąpił i regularnie listy nosi. A ten Żonek Kropczyńskiej, to cały czas biegał i wszystko podawał a ona siedziała jak królowa. To dopiero mąż.
      - Łomatko, zupełnie jak na zebraniu, mamy sprawę omówić a nie rajcować.
      - To ja omawiam przecież. Dobrze, że Wójt był i Wójtowa. I ładnie ta dekoracja wypadła. Wójtowa w medalu wygląda wprost do fotografii.
      - Patrzcie no. Bliźniackie do nas walą.
      - Dzień dobry paniom. Przyszłyśmy się dowiedzieć, czy to prawda, co ustalono na zebraniu. Jakieś śmiałe pomysły, nareszcie coś się będzie działo.
      - A dzień dobry. Szkoda, że nie byłyście na zebraniu, było takie piękne uhonorowanie Wójtowej - medalem - a nie wiem o jakie śmiałe pomysły chodzi.
      - Nie mogłyśmy być, ale słyszałyśmy coś o wydaniu kalendarza, takiego z gołymi zdjęciami. Wszystkie będą pozować nago? No, chyba nie wy Mężydłowa, tylko te młodsze?
      - Jak to gołymi? Przecież na styczeń wybrano zdjęcie Wójta, a Wójt ubrany był.
      - Wójtowa medal dostała i zgodziła się pozować?
      - Coś podobnego, Wójtowa w samym medalu będzie? Ale kino.
      - To z wami istne kino. Pokręciłyście wszystko chociaż nalewek nie próbowałyście. Kalendarz, to jeszcze nie wiadomo czy będzie. Festiwal będzie.
      - Festiwal golizny? Nie ma szans, zaaresztują nas jeszcze przed występem.
      Za obrazę moralności.
      • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 9. 12.03.07, 11:22
        - Jo ci kupie koraliki, powieeedz Asiu - kochasz mie?
        - Koraliki wrzuć do rzyki, ale kochać, to nie, nie!
        - Jo ci kupie suknie biało, powieedz Asiu - kochasz mie?
        - Suknie biało, włożyć moge, ale kochać, to nie, nie!
        - A jak bedzie dzień po ślubie, powieedz Asiu - kochasz mie?
        - Dzień po ślubie, to cie lubie, ale kochać, to nie, nie!

        Tak se ino śpiewam. Na ten festiwal się szykuje, więc już trenuje.
        • asia.sthm Re: W Chmielewszczanach - odcinek 9. 12.03.07, 15:41
          Lodyrytkum, lodyrytkum,
          zawiunzala sobie nitkum,
          zawiunzala, zaplontala
          zeby chlopcom nie dawala !

          A to cholernica jedna...ta Asia!
          I w kogo to sie wdalo ?


          (tys na festiwal trenuje)
          • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 9. 14.03.07, 17:03
            Popiły się kobity i śpiewają tera. A ja roboty ot groma mam i czasu nic na
            plotki. Ale nic to, jak się trochę obrobię to pośpiewam z Wami moje drogie,
            tylko ja strasznie fałszuje smile
            • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 9. 15.03.07, 23:45
              Wy się nie migajcie Edyciakowa od śpiewania. Na zebraniu, po nalewkach szło Wam jak Villasowej. Wszyscy słyszeli. smile))
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 10. 20.03.07, 22:01
      Odcinek 10

      Występują:
      Grohalowa
      Mężydłowa
      Edyciakowa
      Wójt Goposiński

      - Niech się pani tak nie zamartwia, pani Grohalowa. Siedzą po domach bo pogoda podła i nikomu się nie chce wychodzić.
      - Jak ja mam się nie zamartwiać kiedy Jubileusz tuż, tuż a wszystko w proszku
      I te jakieś tajemnice, utajnione komitety – co to ma znaczyć?
      - Ma znaczyć, żeby ze wszystkim z jęzorem po wsi nie latać, bo podobno Autorka już wie co się tu szykują za prezenty i żadnej niespodzianki nie będzie.
      A jak już wszystko wie, to jak nic obraziła się za te śmierdziele.
      - Ktoś donosi? A to podlec! A niby wszystkie takie porządne.
      - Mówią, że to nikt ze wsi, podobnież aż zza morza.
      - Za morzem siedzi i wie co tu się dzieje? Podsłuch ma?
      - Teraz takie maja możliwości, moja Grohalowa, że wiedzą nawet co w trawie piszczy. Ważne, że już całą niespodziankę omal szlag trafił i zostało tylko to, co tajemne.
      - Czy to aby nie córka Gooniowej, ta od śmierdzieli?
      - Co pani, donosiłaby i śmierdziele przysyłała? Sama na siebie?
      - Co racja to racja. Czyli jakiś inny usłużny. Może ten Duch, on też za morzem, no bo przecież nie Asiansonowa? Wariatka, to ona jest, bo padalce w wódce przysyła, ale żeby podlec, to nie.
      - Dlaczego zaraz Asiansonowa. Gooniowej córka też nie, ani ten cały Duch, co gada tyle, że mu trzy słowa na pół roku wystarczą. Tam ktoś inny palce macza.
      - Trzeba się zasadzić, kocówę sprawić, niech popamięta.
      - Co pani, to zagraniczna osoba. Może nawet inny nitek ma?
      - Jaki nitek? Pani, pani Mężydłowa, to czasami tak splącze… rzeczywiście jak nitkę. To immunitet się nazywa; ale to, to mają tylko posłowie i radni jak po pijaku jeżdżą. Się nim zasłaniają.
      - No właśnie, pewnie ma i się przed kocówą zasłoni.
      - O matko, niech już pani przestanie z tym immunitetem, bo aż się w głowie mąci. Co będzie z Jubileuszem mnie martwi. Tajne komitety, donosiciele – tego jeszcze u nas we wsi nie było. Szło się normalnie z kwiatami i butelczyną, a jak kto chciał to i z prezentem. Niektórzy, to nawet muzykę czasami na takie święto zamawiali. A tutaj co? Przez posłańca życzenia i tajnie na dodatek.
      - Ano dostępu do Autorki wzbraniają. Książkę nową pisze, to czasu nie ma na zabawy. No nic, wyślemy przez umyślnego.
      - O królu, a kto to z takim wizgiem zajechał? Szalony jakiś.
      - To Edyciakowa z Wójtem. Co oni tak gnają jak na wyścigi?
      - Dzień dobry, a tak naprawdę to nie dobry, nie macie pojęcia co się stało.
      - Ano nie mamy, nikt nam ostatnio nic nie mówi.
      - Już mówi. Nieszczęście. Prezent na Jubileusz w gospodzie wypili.
      - Co??? Pani Edyciakowa, coś się pani pomyliło. Przecież Kostkowa tego ruskiego wina jeszcze nie przywiozła. I dlaczego w gospodzie?
      - Jakiego wina? Jak by to wino było, to pół biedy, zawsze można inne kupić, albo którąś swoją nalewkę bym dała. To nie o wino chodzi. Niech pan mówi panie Wójcie, bo mnie krew zaleje.
      - Chodzi o to, że listonosz do AA już nie chodzi, bo go Wójtowa przestała
      pilnować, ubzdryngolił się wczoraj na perłowo i naszą przesyłkę ze śmierdzielem zaniósł przez pomyłkę do gospody. Okazało się, że ten śmierdziel to tak samo wygląda jak zwykła herbata na smyczy. No i podali gościom jako herbatę.
      - To już przechodzi wszelkie ludzkie pojęcie. Kiedyś w gospodzie ludzie wódkę pili albo piwo. Kto słyszał żeby herbatę podawać???
      • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 10. 21.03.07, 13:41
        O matuchno święta z któregokolwiek kościoła... Kabel, to w końcu żadna nowina,
        ale żeby krowie gów..., znaczy nawóz wypić i nic? To te nasze ankoholiki musieli
        być na strasznym niedopoju, niebożątka.
        • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 10. 22.03.07, 07:44
          groha napisała:

          O matuchno święta z któregokolwiek kościoła... Kabel, to w końcu żadna nowina,
          ale żeby krowie gów..., znaczy nawóz wypić i nic? To te nasze ankoholiki musiel i być na strasznym niedopoju, niebożątka.
          ...
          Martwicie się Grohalowa o niebożątka niedopite, a mnie te kable z myśli zejść nie mogą. Pono nie tylko za morzami szpieg siedzi a i na własnym memłonie wychodowalim jednego. Łaska boska, że kabluje w łonie aby. smile))
          • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 10. 22.03.07, 12:17
            A dzie tam, pani Mężydłowo. Jakby tak chcieć każdego, co czasem po wsi z jęzorem
            przeleci za kablarza uważać, to by się już całkiem nie do życia zrobiło. Gorzej,
            niż w tem ipeenie, czy jak mu tam, co to teraz lustrami handluje, czy coś. U
            nas, chwalić Boga, na nich nie zarobi, bo nikt głowy do takich głupot nie ma. A
            babom, to czasem wystarczy spojrzeć we własne lustro w chałupie, żeby żyć się
            odechciało... Jezusienazaretański, jakby tak jeszcze latania po chałupach i
            ploteczek całkiem zakazali, to wtedy nic, tylko od razu kłaść się do mogiły
            ciemnej...
    • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 11 26.03.07, 13:11
      Odcinek 11

      Występują:
      Grohalowa
      Manicka
      Bliźniackie
      Edyciakowa
      Mężydłowa

      - Ja już nie mam nerwów do tego Jubileuszu i do Towarzystwa też nie mam. Ciągle coś kręcą, wymyślają jakieś cudaki. Przestali normalnie rozmawiać, nawet nie dzwonią, tylko listy piszą. Czy ja mam czas na pisaninę i latanie do skrzynki z każdym głupstwem. Z resztą jak listonosz do nałogu wrócił to i z listami nie ma pewności. A wszystko przez te podsłuchy i szpiegowanie.
      - A no właśnie, pani Grohalowa, to wszystko prawda. Do mnie też ostatnio ciągle piszą, bo się podjęłam jedną ważną sprawę na Jubileusz załatwić, ale ja
      na pocztę latałam, bo do mnie listonosz wcale nie przychodzi, za daleko ma.
      - To i lepiej, pani Manicka, jeszcze by list zgubił albo zaniósł nie temu
      co trzeba, tak jak ostatnio z tą śmierdzielową herbatą, co to ją do gospody zaniósł.
      - Skaranie boskie i z listonoszem i z tym pisaniem.
      - Przez to szpiegostwo, to normalnie sobie pogadać nie można. Nie to co kiedyś. We wsi aż się trzęsło od pogaduszek a na zebraniach Towarzystwa to jeden przez drugiego trajkotał. Książki sobie wymieniali i szwargotali jak najęci – co kto czytał, jak mu się podobało, jaką następną przeczyta i która najlepsza. Teraz jakoweś rankingi porobili, pisać każą, punkty przyznawać a wołami trzeba wyciągać z każdego, bo nikt nie chce gadać co i jak.
      - A Jubileusz też jakiś dziwny ma być. Bez Jubilatki. Męzydłowa prosiła, żeby na czerwono przyjść. Ja akurat nic czerwonego nie mam.
      - Ja też nie mam. Wcześniej napijemy się po kielichu i same z siebie będziemy czerwone.
      - Hi, hi – co też pani? I mówili, że mamy też coś dziwacznego w kolorze czerwonym przynieść. Wcale nie wiem o co to może chodzić. Przecież grzebienia kogutowi nie utnę. Nic innego dziwacznego do głowy mi nie przychodzi.
      - Może pani czerwone majtki założyć, jak na studniówkę. Tylko, że widać nie będzie zanadto.
      - Pani jak coś wymyśli to nie wiadomo, na poważnie czy do żartów.
      - Do żartów, pani Manicka, do żartów, przecież to wszystko żarty mają być.
      - Kazali jeszcze wziąć 8,50. Rozumiem osiem, ale po co pięćdziesiąt? Osiem, to duże piwo w gospodzie a te 50 groszy to chyba na napiwek.
      - Co pani, to jakaś składka musi być, tak dokładnie wyliczone. Chociaż składka, to 10 złotych. Nic nie rozumiem.
      - Albo na prezent zrzutka, no i te nowe trzeba skasować. Wiem, że sporo nowych doszło i chyba większość rodzina Kropczyńskiej, bo takie kropkowane nazwiska mają. Kropmysicka, Kropkrowska,
      - Nie tylko kropkowane nazwiska mają. Jest Papuzińska i jakaś Eulalijskia no i te Planty greckie.
      - Nie planty tylko Palatyńska się nazywa. Ale żeby grecka, to nie słyszałam. A już całkiem nie rozumiem po co białe rękawiczki mamy przynieść jak wszystko ma być czerwone.
      - Może o barwy narodowe chodzi?
      - Prędzej o to, że w gospodzie nie sprzątają miesiącami i żeby sobie rąk nie pobrudzić.
      - To raczej jakąś folię pod odwłok, żeby się do krzesła nie przykleić.
      - Jak ja bym w folii wyglądała? To już wolę o rękawiczki się postarać.
      - A ma pani już przepisane te pieśni Chmielewskie? Próba ma być przed festiwalem. Chyba, że się pani na pamięć nauczyła?
      - Coś tam umiem, resztę przepiszę. A o tym trupie co się ma rozkładać, to też będziemy śpiewać? Na festiwalu o trupach chyba nie wypada. A i w innych pieśniach jakieś brzydkie słowa.
      - Nie takie rzeczy na festiwalach śpiewają. A „w dupę pijany”, to nie żadne brzydkie słowa tylko gwarowe.
      - Jasne, że gwarowe, wszystkie chłopy tak sobie gwarzą pod sklepem jak widzą, że któryś już dobrze napity.
      - Niech pani patrzy, pani Manicka, samochód zajechał. To Bliźniackie z Edyciakową targają jakiś wór. O, i Mężydłowa z nimi.
      - Dzień dobry paniom. Okropnie to ciężkie. Ale opłaciło się poszperać w magazynie gminnym.
      - Co też panie tu przywiozłyście? Pani Mężydłowa, co pani rozkłada za płachty?
      - To nie płachty, tylko stare flagi, jeszcze z czasów demoluda. Czerwone są jak trzeba, sierp i młot się powycina, da w to miejsce godło towarzystwa i możemy szyć stroje organizacyjne.
      Będzie wszystko czerwone.
      • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 11 26.03.07, 14:36
        Mężydłowo kochana, ino nie wyrzucajcie tych sierpów i młotów, schowajcie dobrze
        w komorze, bo to nigdy nic nie wiadomo. Człowiek już tyle różności przeżył, że
        nauczony niczego się nie pozbywać, za stodołą po cichu zakopać, niech leży. Jeść
        nie chce, a przydać się kiedyś może. Z historią, to jak z tym Lubileuszem - też
        niezgorzej kręci i mota, a cudaki, to już takie wymyślać potrafi, że klękajcie
        narody. Zawsze lepiej mieć jakiś oręż w zagrodzie, mówię Wam. Aha, i uważajta,
        jak będziecie w tych strojach służbowych przez wieś iść! Czerwonym, to niejedno
        źwierzątko można zdrzaźnić niechcący, a wleźć na drzewa się nie da, bo prawie
        wszystkie już powycinali. Transparent może jakiś weźcie, albo co, żeby ludzie
        wiedzieli, kto idzie, a tyczkami od źwierzątek można było się oganiać?
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 12. 04.04.07, 09:29
      Odcinek 12

      Występują:
      Grohalowa
      Dorocińska
      Edkowa
      Eulalijska
      Edyciakowa

      - Ja to się pani dziwię pani Grohalowa. Najpierw się pani denerwuje, wszystkim przejmuje czy dobrze wypadnie a potem na Jubileusz pani nie jedzie.
      - Nikt nie pojechał, pani Dorocińska, oprócz Wójta Goposińskiego i Mężydłowej. A i ona tylko do pstrykania zdjęć się najęła. Mówione było, że żadnej delegacji nie będzie tylko poseł, tfu… posłaniec.
      - To Wójt za posłańca był? Urzędowa osoba na posyłki? To do niczego nie podobne.
      - Ano niepodobne, pani Dorocińska. A pani niech usiądzie i tak w drzwiach nie stoi, pani Edkowa bo jeszcze ktoś walnie jak będzie wchodził. Może ktoś przyjść. Wszyscy poruszeni Wójtem.
      - Nie mogę się rozsiadywać, bo mnie robota goni jak wściekła. Codziennie do ciemnej nocy w pracy jestem.
      - A co z tym naszym Wójtem, że takie poruszenie?
      - Jak to co? Nie dość, że do Warszawy pojechał z telegramem i prezentami jak jakiś chłopak na posyłki, to jeszcze zestroił się jak stróż w Boże Ciało, to jest, chciałam powiedzieć… całkiem odwrotnie się zestroił. Jako starozakonny wystąpił, do tego z brodą i pejsami.
      - O matusiu, naprawdę? Co mu strzeliło do głowy? A może on się przebrał, żeby go nikt nie rozpoznał. Przecie to wstyd, Wójt na posyłki.
      - Jeszcze większy wstyd, pani Dobrocińska, jak Wójt za przebierańca występuje. Żeby chociaż w zapusty, ale to wielki post.
      - A ja słyszałam, pani Grohalowa, że tam większe zgorszenie było, aż wstyd powtarzać.
      - Wstyd nie dym, w oczy nie gryzie, niech pani mówi, pani Edkowa.
      - O matko cudowna, nie może pani uważać, uderzyła mnie pani drzwiami, pani Eulalijska. Co to z takim impetem wpadać.
      - Dzień dobry paniom. Nie z impetem tylko z rankingiem. Ciągle muszę biegać za wszystkimi, żeby łaskawie ranking wypełnili. Myślałam, że tu znajdę kogoś, kto jeszcze zalega. O właśnie, Dorocińska, dzisiaj już pani nie daruję .
      - Ja mówiłam, że ja w swoim czasie wypełnię.
      - Tak, tak powtarza to pani jak pacierz od dwóch tygodni. Już nawet panią we wsi nazywają Dorocińskawswoimczasie. Co to się tak zabierać jak pies do jeża, chwilę pomyśleć i wypełnić. To nie wyrok przecież. A nawet już pan dziedzic Sztanglicki wypełnił, choć dopiero wrócił.
      - Nie wiem co pani tak pogania, nie piekarnia przecież.
      - Nie piekarnia ale i nie wyścigi żółwi. Miało być gotowe na Jubileusz 75-lecia, żeby godnie uczcić Autorkę, ale z wami, żeby zdążyć na stulecie, to trzeba dziś zacząć.
      - Nie kłóćcie się panie. Pani Dorocińska siada w kąciku i wypełnia a my sobie pogadamy.
      - Jeszcze czego, wy sobie pogadacie a mnie do kąta? Ja też chcę wiedzieć jak było z Wójtem i tym zgorszeniem.
      - Co z Wójtem i jakie zgorszenie, bo ja nic nie wiem.
      - A pewnie, pani Eulalijska, pani tylko ranking ma przed oczami, to trudno coś więcej zobaczyć. Niech pani mówi, Edkowa, co z tym zgorszeniem.
      - Ja od razu mówiłam, pani Grohalowa, że śmierdziel, to nie jest prezent. Pewnie się autorka obraziła i wyrzuciła ich na zbity pysk.
      - Na litość, pani Dorocińska, niech pani nie przerywa, bo się nigdy nie dowiemy.
      - Dzień dobry paniom, dobrze, że zdążyłam. Chciałabym coś usłyszeć jak było, bo to odcięta jestem od świata przez tą awarię telefonów, a komórkę znów gdzieś posiałam.
      - Dzień dobry, pani Edyciakowa, właśnie o Jubileuszu mówimy. Pani Edkowa o jakimś zgorszeniu wie, ale całkiem do słowa dojść nie może, bo ciągle coś przerywa.
      - Właśnie, przerywa, trzeszczy, brzęczy – nijak z telefonu korzystać nie można. Mówią, że to w kablach coś siedzi.
      - Prawda, prawda, Asiansonowa też miała jakieś kłopoty z kablem. I do Wójta coś przez kabel przepychała i do Dziedzica, ale literalnie nie wiem co, bo ja się na tych technicznych sprawach nie znam.
      - Teraz pani zaczyna, pani Grohalowa. Dajmy wreszcie powiedzieć pani Edkowej.
      - Ano Mężydłowa mówiła, że nawet się Autorka za tego śmierdziela ani za bon nie obraziła. Telegram, wino i kwiaty przyjęła, nawet do albumu zajrzała, pochwaliła i w ogóle była bardzo miła. Zaprosiła na pokoje i pozwoliła fotografie robić. Sama też robiła, bo Jej się ten strój Wójta nawet podobał.
      - No to gdzie tu zgorszenie?
      - Ano na samym początku było. Nie dość, że Wójt jak przebieraniec, to jeszcze coś gorszego wymyślił…
      - No co takiego???
      - Na siewniku wjechał!
      • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 12. 04.04.07, 11:44
        Ano tak latam i latam, jak latawiec jakiś albo i gorsza latawica, już mi mój
        zapowiedział, że na nowe buty nie da jak te do cna zedre. Ale co tam, na lato
        idzie, boso bede latać.
        • dorka_31 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 12. 04.04.07, 12:33
          Ochhh... no już miałam nadzieje, że moje nieumieszczenie się w rankingu
          przemknie się niezauważenie, a tu zostałam tak na piśmie wytknięta, no!
          Czuję sie więc w obowiązku napisać, że to opóźnienie wynika tylko i wyłącznie z
          tego, że chciałabym ten rankong wypełnić jakoś przyzwoicie i szczerze. Wymaga
          to jednak przypomnienia sobie co niektórych pozycji, bo przyznam, że nie
          wszystkie tytuły kojarzą mi się jednoznacznie z treścią. Potrzebuję więc nieco
          czasu i bardzo proszę o wyrozumiałaość za to zaniedbanie. Poprawię się! smile)
          • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 12. 05.04.07, 09:50
            No czasu moje drogie nie mam ja wcale przed tymi Świętami. Lubileusze o tej
            porze roku wymyślac, a palmy zaplatać, a jajka malowac, a jeszcze i w polu co
            zrobić. Ach, człowiek nie wie, w co najpierw ręce włożyć. I jeszcze ta
            nowoczesnośc diabelna się psuje i komunikator nie działa. Dobrze, że juz sie
            trochę obrobiłam, jeszcze ino te jajka w cebuli wygotować trzeba i będę se
            mogła poleżeć i poczytać spokojnie. A po świętach to może i technika jakoś
            znormalnieje i te ronkingi, co to ta, jak ona tam, Leluja czy coś w podobie
            wypełnie. No wypełnie, gadam, coby mnie na języki bez to nie brać. To ja se już
            pójde do siebie, bo widzę, że kumy niezbyt dziś gadatliwe, to może ja
            przeszkadzamsmile
            • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 12. 05.04.07, 09:59
              Kumo droga, ja wiem, że Wy roboty wiele macie, ja też bąków nie zbijam, jak ten
              szputnik oblatuję i pucuję, garnków pilnuję. A i psicę musiałam na te Święta do
              jakiegoś ładu doprowadzić, żeby mi jej kudły do białej kiełbasy nie wpadały bo
              to wstyd.
              Róbta swoje Kumo spokojnie, po świętach się będziemy rozliczać.
              Eulalijska (to tak dla porządku, byście mnie Kumo z kim obcym nie pmylili)
              • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 12. 05.04.07, 15:46
                Kumy, a nie latajta tak po chałupie i po sklepach przed tymi świętami, bo Wam
                się, nie daj Bóg, macica zapali, jak temu Borynie z Lipiec i nic dobrego z tego
                nie bedzie. Żadne zamawianie na to nie pomaga przecie. Insza sprawa, że on stary
                już był i co insze mu zaszkodziło, ale i młodym trzeba na siebie uważać. Ja tam
                roboty się nie boje, więc położyłam się obok i leżący se ją poważam, co i Wam,
                kumy drogie, radze. Kulasy urobić po pachy można i po świętach, jak się ta
                słabość wiosenna przewali i nowe siły najdom człowieka, źle gadam? wink
                • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 12. 05.04.07, 15:54
                  Oj to, to. Legnąć by się zdało kapichnę, bo to krzyże trzescom jak chrust w ogniu. Odzipnę se kumy kochane ździebko i zapalę. Zapalniczkę jeno najdę. smile
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 13. 10.04.07, 12:40
      Odcinek 13

      Występują:
      Grohalowa
      Dziedzic Sztanglicki
      Papuzińska
      Pierzycka

      - Ja bym się wstydziła takie pośmiewisko z siebie robić. Podobno ludzie z całej ulicy się zbiegli Wójta oglądać a niańki dzieciom oczy zakrywały.
      - To pani jeszcze do tego Jubileuszu wraca? Przecież Wójt dokładnie zdał relację jak było. Żadnego zgorszenia nie było i bardzo miła atmosfera. Przykrość tylko z tym pożarem u Mężydłowej.
      - Pan Dziedzic, to wszystko zawsze rozgrzeszy. A pożar sam z siebie nie wybucha. Mężydłowa sama sobie winna, trzeba było ognia pod imbrykiem nie zostawiać, to by pożaru nie było. Skleroza nie boli ale potem straty duże. A pan Dziedzic na najbliższym spotkaniu będzie?
      - Jeszcze nie wiem, pani Grohalowa. Tekstów piosenek nie mam, rękawiczek nie mam, czerwonego dziwadła też nie. Poza tym spotkanie ma być trzynastego a ja przesądny jestem.
      - Oj, niech pan nie przesadza, plunie pan trzy razy przez lewe ramię, Edyciakowa swoje czary odczyni, chlapnie pan jej naleweczki przed wyjściem i będzie dobrze. A być pan powinien, z rękawiczkami czy bez.
      - Ja bym poszedł, bo już nawet Zapalniczkę przeczytałem żeby być na bieżąco.
      - Jakaś afera z tą Zapalniczką. Wójt najpierw z książką latał, pod nosem mruczał, coś liczył chyba, bo cyferki powtarzał a teraz wszędzie rozpytuje o pół kartonu mleka, w dodatku z drewna! Słyszał pan coś podobnego?
      - Ktoś puka, nie słyszy pani?
      - Proszę, proszę wejść. Dzień dobry pani Papuzińska, a i pani Pierzyckiej też dzień dobry.
      - Dzień dobry. Przepraszamy za najście, ale chcemy się dowiedzieć coś o spotkaniu. Papuzińskiej nie będzie, ale ja z pewnością. Czy te rękawiczki, to konieczne?
      - Jak kto ma, to weźmie, a jak nie, to dziury w niebie nie będzie. Pan Dziedzic też się bez rękawiczek wybiera. Może nie zmarzniecie.
      - A nie wie pani przypadkiem czegoś o tej akcji mlecznej co ją Wójt przeprowadza? Mleko mamy odstawiać obowiązkowo czy jak?
      - Widzi pan Dziedzic one też o mleku. Co to ma być?
      - To nie o mleko chodzi tylko o zapalniczkę, taką jak w książce. Ma być wielkości połowy kartonu mleka, drewniana, z czarną emalią i srebrnym paseczkiem . Owalna na dodatek.
      - I co, Wójt takie będzie produkował czy może sprzedawał, bo już nic nie pojmuję.
      - Ja myślę, że Wójt takiej szuka.
      - A po co mu akurat taka, mało w sklepie innych?
      - Pani Papuzińska jest nowa we wsi, ale chyba już wie, że chcemy mieć takie rzeczy co w książkach Autorki są wymienione. Sama przecież do Składziku coś tam dodawała.
      - No tak, ale z taką zapalniczką Wójt będzie miał kłopot.
      - Kłopot, to ma większy jeszcze. Ludzie go na języki wezmą jak nic. Wójtową w książce Autorka po nazwisku wymieniła.
      - Właśnie, Edyciakowa mówiła, że jak byk stoi: Starogropska.
      - Prawda to panie Dziedzicu, pan przecież książkę czytał?
      - Czytałem, ale ja pamięci do nazwisk nie mam. Patrzcie panie, Eulalijska znowu leci z rankingiem. Kryć się, kto zalega.
      - My już wypełniłyśmy, to się kryć nie musimy. Z resztą poleciała gdzieś dalej.
      - Lata jak fryga. Nawet w Śmigusa latała, ale tak szybko, że jej chłopy wodą nie zdążyły oblać. Deszcz ją oblał za to dokumentnie.
      - Dobrze, że deszcz a nie śnieg. Ąsiansonowa do mnie dzwoniła i mówiła, że jej ślubny dyngusa śniegiem zrobił. I jak tu tradycję w takiej Szwecji pielęgnować?
      - Święta, święta i po świętach, a ja jeszcze chciałam zapytać o tą próbę pieśni, panie coś wiedzą?
      - Chyba teraz się nie odbędzie, bo w gospodzie jak usłyszeli o śpiewaniu, to pijusy urządziły taki festiwal, że policja ze trzy razy była uciszać a w końcu zagroziła zamknięciem. Bufetowa się zbuntowała i wydała całkowity zakaz śpiewów.
      - To co my zrobimy?
      - Jak to co? Salę w remizie wynajmiemy, włączymy syrenę i zrobimy próbę.
      - To się na nic nie zda, pani Grohalowa, nas nawet syrena nie zagłuszy.
      • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 13. 10.04.07, 12:52
        Com se polatała to moje, a teraz czas odpocząć, paczka właśnie nadeszła,
        Zapalniczka jest, inne cztery grubaśnie książki też, macie moje kumy kochane i
        moi kumowie kochani święty spokój na czas jakiś.
      • edeka5 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 13. 10.04.07, 14:21
        Już nie jeden raz mieliśmy spotkanie 13-tego w piątek. Bo to zawsze jest drugi piątek miesiąca.
        Jak będziecie na spotkaniu opowiadać/komentować "Zapalniczkę" to nie przychodzę. Dajcie trochę czasu na przeczytanie osobiste. Do mnie jeszcze nie dotarła.
        • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 13. 10.04.07, 15:18
          Zapalniczek ci u mnie dostatek, ale takiej do czytania, to też jeszcze w ręcach
          nie miałam. W ogóle, od kiedy mnie takie jedno urządzenie techniczne wybuchło,
          to ja do żadnych nowości teraz nie wyrywna. Przesądna nie jestem, ale licho nie
          śpi i kto go tam wie, co gotowe wymyślić. Zwykła świeczka tylachny kawałek
          stołu spalić potrafi, a co dopiero taka zapalniczka... Z tego 13-tego też nic
          nie będzie, bo słabuję i na spotkanie nijak dowlec się nie zdołam, nawet
          furmanką na gumach. Tak tylko mówie, dla jasności. Ale żem chora jest na ciele,
          a nie na umyśle, chwalić Boga, więc w chałupie siedząc też będę z Wami
          mendalnie, mentralnie, czy jakoś tak...
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 10:38
      Odcinek 14

      Występują:

      Grohalowa
      Dziedzic Sztanglicki
      Edyciakowa

      - Tak liczyłam na to, że pan będzie na tym piątkowym sabacie czarownic. Dowiedziałabym się porządnie i z pierwszej ręki jak było. Na te kumy co były liczyć nie można, bo wszystkie kręcą i żadna prawdy nie powie.
      - Absolutnie nie mogłem być, pani Grohalowa. Taki mnie przypadek spotkał, że aż wstyd powtarzać.
      - A co się stało? Znowu się panu krawaty z fularami pomieszały i nie mógł pan znaleźć odpowiedniego na tę okazję?
      - Skądże, w krawatach idealny porządek. To wszystko przez żółwia.
      - Matkoboskazktóregokolwiekkościoła, jakiego znowu żółwia?
      - Stepowego. Chciałem mu wyciągnąć łapę, żeby zrobić manicure, a ten jak śmignął, to wywrócił klej, który akurat stał na biurku, bo filiżankę chciałem skleić co jej się uszko utrąciło. Klej się wylał i przykleiliśmy się obaj z żółwiem do biurka. Ile to ambarasu było, żeby się porozklejać, domyć klej a krzywdy stworzeniu nie zrobić.
      - Pan, to doprawdy sam się o te różne przypadki prosi. Mało panu było kłopotu z internetem. Uparł się pan jak szczerbaty na suchary na jedną firmę zamiast zwyczajnie w Tepsach zamówić. Telefonu też pan przez to nie ma i jak z głuchym rozmowa. Jeszcze do tego tylko żółw panu potrzebny.
      - Trochę pozazdrościłem temu towarzystwu od robactwa i też chciałem coś oryginalnego. Wszyscy tylko psy albo koty.
      - No, to teraz pan ma za swoje. Może jednak pan słyszał coś, jak było na zebraniu? Do mnie tylko doszło, że Gość przyjechał od samej Autorki. Pienisiępotem czy jakoś tam.
      - Plenipotent to się nazywa. To taki agent.
      - Zwariować można z tą lustracją. Nawet Autorce agenta przypisali?
      - Nie przypisali tylko sama go zatrudniła. To całkiem inny agent jest. Pomaga we wszystkim.
      - Chyba, że tak. Ciekawe czy coś opowiadał o Autorce.
      - Podobno tak. O Niej i o innych pisarzach, ale w gospodzie taki łomot był, że tylko Edyciakowa z Jotkową słyszały, bo najbliżej usiadły.
      - Te to mają szczęście. Ale ja je na spytki wezmę i wszystkiego się dowiem, niech się tylko pokażą. A podobno Edkowa nie ze swoim chłopem była, prawda to?
      - Niech Bóg broni, z tym samym co zawsze.
      - Ale Wójt, to sam był. Wójtowa gdzieś indziej na ląfry poleciała. Wie pan, mnie się wydaje, że Wójtowa zaczęła swoimi dróżkami chadzać. No, ale co jeszcze, co jeszcze?
      - Jeszcze, to Dorocińska, jak zwykle się śpieszyła do wyjścia, bo się bała, że Eulalijska wpadnie i pociągnie ją za konsekwencje w sprawie rankingu. Ale tym razem, to nowi wyszli pierwsi, bo im się do dzieci spieszyło.
      - No właśnie, a jak ci nowi?
      - Chyba dobrze. Była Kostkowa, bardzo elegancka kobieta, cały czas w koronkowych rękawiczkach siedziała, Pierzycka z mężem i nawet z trzeciej wsi jedna przyjechała. Ognicka się nazywa. Transparent przywiozła, żeby ją rozpoznać.
      - Ale ja tu czegoś nie rozumiem. Ta Pierzycka, to ma podwójne nazwisko, niby swoje Kott i po mężu. A mąż się Miglanc nazywa.
      - Nie Miglanc tylko Migacz.
      - Jak zwał tak zwał, ale inaczej niż ona się nazywa i pomieszania całkiem można dostać. Ale co tam jeszcze ciekawego było, niech pan mówi.
      - Sam niewiele wiem. Tyle co mi Mężydłowa kapnęła. Na czerwono prawie wszyscy byli i się umawiali, że na następne zebranie wszystko ma być czerwone.
      - No tak, tak jak w książce. Tylko, że po prawdzie, to w książce prawie nic czerwonego nie było.
      - Lampa była. I teraz też ma być. Ktoś puka, pani Grohalowa, może ja otworzę.
      Aaa, to pani Edyciakowa. Witamy.
      - Ano ja. Dzień dobry państwu.
      - A co pani taka zwarzona, pani Edyciakowa, stało się co?
      - Taki miałam przypadek, ze trudno się pozbierać.
      - Pani też?
      - Jak to też?
      - Bo pan dziedzic miał przykry przypadek z żółwiem.
      - Z żadnym żółwiem, ale też o zwierzynę chodzi. Nie wiem sama jak to powiedzieć.
      - Niech pani mówi wreszcie co się stało.
      - Kiedy mi wstyd.
      - Szlag mnie zaraz trafi. Mówi pani czy nie?
      - Szlag, to mnie o mało nie trafił. Budzę się rano po tym zebraniu, zaspałam trochę, bo piwo było wyjątkowo nie chrzczone, otwieram oczy i oczom mym nie wierzę. Wiecie co zobaczyłam obok?
      - No, co???
      - Barana. Czerwonego!!!
      • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 10:49
        A niech się Dorocińska boi, i inni też niech się boją, jak się nie będą bali to
        się będą śmiali.

        Już im prawie tego Damokleksa nad głową wieszam, jeszcze dwie książki
        przeczytam i jak ruszę to ręką noga mózg nie zostanie.
      • stara.gropa Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 12:55
        Normalnie czuję się jakbym w mafii była. Wystarczy na tydzień się oddalić, a
        już człowieka ścigająsmile
        I nie spoczną, póki nie znajdą.
        • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 13:03
          Dzięki Bogu! A już miałam się przejąć, że to, co gadają o Wójtowej, że gdzieś na
          ląfry lata, to prawda. Uff, ale mi ulżyło. Tak samo się bałam, że mnie się tylko
          ten czerwony baran zwidział, jak niektórym tańcujące różowe słonie, albo
          latające białe myszki, a przecie trzeźwa byłam, jak świ..., no nic nienapita w
          każdym razie, kiedy te zdjęcia oglądałam. Trzymajcie kumy tego barana, nie
          zgubcie, ja go muszę kiedy na własne oczy zobaczyć, musze! Pasjami lubie takie
          różne dziwolągi oglądać. Mężydłowo kochana, widzę, że też nie macie głowy do
          nazwisk, jako i ja. Nie żebym się z tego cieszyć miała, ale zawszeć to raźniej
          człowiekowi, gdy inni tak samo cierpią. Więc jakbyście kiedyś znów chciała iść
          do tego lekarza, co to kiedyś mówiłyście, to mnie zawołajcie, pójde z Wami. Uśpi
          mnie i będzie spokój.
          A ten wspomniany mąż, to na bardzo porządnego mi wygląda, nie na żadnego
          Miglanca. Migacz już prędzej, bo pojawia się i znika, jest i nie ma... O, już
          sobie przypomniałam - Migot. No i patrzcie ludzie, co to się nie wyprawia na tym
          świecie. Pan Baron osobiście żółwia hoduje! Dawniej arystokracja, to raczej w
          koniach się lubowała... Ale i żółw miłe stworzonko. Pojeździć na nim się nie da,
          za to stajni nie wymaga i tańsze w utrzymaniu. I ciche, nie kopiące i diabelnie
          twarde. Wszystko przeżyje i nawet każdego opiekuna jest w stanie przetrzymać.
          P.S. Mężydłowo, tylko nie podawajcie teraz przepisu na zupę żółwiową, niech Was
          ręka boska broni! wink)
          • stara.gropa Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 13:07
            Widziałam kiedyś mrożone żółwie w Leclercusmile, może Baron ma takiego, a myśli,
            że żółw śpismile))?
            Ten nowy mąż to jak się zowie? Bigot?smile)))))))))))
            • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 13:24
              E, chyba nie. Mi... mi... Bigos? smile)))
              Jeśli mnie wcześniej skleroza nie wykończy, to już wiem, kto mnie zamorduje wink)
            • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 13:36
              stara.gropa napisała:

              > Ten nowy mąż to jak się zowie? Bigot?smile)))))))))))

              No nie! Przecież Wy mi go moje kumy całkiem wystraszycie i do rankingu już nie
              zajrzy.

              Migos, ja Cię proszę, Ty się nie bój, Ty zagłosuj.
              • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 15:05
                Migacz nie wydał mi się strachliwy. A ranking na pewno wypełni, bo już się przekonałam, że to solidna firma jest. smile
                • kocio_pierzaczek Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 15:15
                  Prawie jak w książce zaistnieć. Migacz - hi hi hi!
                  • migos Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 15:29
                    Jezusicku!
                    Takeśta mnie podbechtały, że mi mus ranking wypełnić! Dajta jeno czas do 16.00,
                    aż mnie Niemce odpuszczą, tfu, berlińskie nasienie...
                    ====
                    to sem ja... krtek!
                  • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 15:36
                    No, nie mówię, że nie ma, jak wśród swoich, co to i każdy żart docenić potrafią,
                    a do obrazy nigdy nie rychliwi, bo przecie znają się na rzeczy i zachować zawsze
                    się potrafią, jak należy, nie mówię? smile
                    • migos Re: W Chmielewszczanach - odcinek 14. 16.04.07, 15:57
                      łomatkobosko, no i zagłosowałech...
                      szurgam nóżką,
                      ====
                      to sem ja... krtek!
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 15. 23.04.07, 09:15
      Odcinek 15
      Występują:
      Grohalowa
      Dziedzic Sztanglicki
      Wójt Goposiński
      Edyciakowa

      - Słuchał pan tego wywiadu z Autorką, co radio nadawało w zeszłą sobotę?
      - Niestety pani Grohalowa, tak byłem zajęty, że nie miałem czasu nawet włączyć radia.
      - Znowu żółwiem?
      - Żółwiem? Nie, skarpetki tak mi się pomieszały po praniu, że nie mogłem złożyć wszystkich par. Czy pani wie, że zawsze po praniu jakiejś brakuje? Nie jestem przesadnie podejrzliwy, ale zaczynam myśleć, że to chyba ta kobieta co przychodzi do prania, to je zabiera.
      - Mężydłowa panu skarpetki kradnie? Po jednej?
      - Mężydłowa tylko gotuje a do prania przychodzi taka z drugiej wsi. Chyba jej pani nie zna, Zwierz się nazywa.
      - Kto by to nie był i jak by się nie nazywał nie uwierzę, że kradnie panu po jednej skarpetce. Mnie się po praniu też skarpetki nie zgadzają a przecież sama sobie nie kradnę.
      - Może pani ma rację, ale dziwne to wszystko. A co z tym wywiadem, ciekawy?
      - Pewnie, że ciekawy. Chociaż ja już nie wszystko rozumiem. Rozmawiali o książkach, a jak na chwilę odeszłam od radia i wróciłam, to Autorka akurat mówiła o cycku Wiśniewskiej. Widzi pan co się robi, nawet w radiu golizna i to sama Autorka takie rzeczy opowiada.
      - A nie opowiadała przypadkiem o wymiączku? W Bocznych Drogach o tym było.
      - Głucha nie jestem. O cycku było. Wiśniewskiej. Wiśniewska chyba wymiączka nie ma?
      - Pewnie nie ma, ale zostawmy wymiączko. Wie pani, bardzo się cieszę, że już dawno ranking wypełniłem, bo podobno Eulalijska szaleje po wszystkich wsiach, czarne i białe listy robi, wpisuje każdego kto jej się nawinie a ściga podobno nawet za granicą. Ja myślałem, ze ta ustawa lustracyjna, to tylko u nas obowiązuje.
      - Też słyszałam. Ludzie się już boją pokazać, opłotkami chodzą i uciekają na jej widok. Eulalijska faktycznie istną lustrację książkową zrobiła.
      - Swoją drogą, czy nie lepiej ranking wypełnić i mieć spokój?
      - Wie pan, niektórzy się wstydzą, że tak mało książek przeczytali.
      - A Mężydło przeczytał tyle co kot napłakał a się nie bał i wypełnił.
      - I tu się pan myli. Wypełnił, bo się bał. Mężydłowej. A kto tam puka? Proszę!
      - Dzień dobry państwu.
      - A co to w lesie zdechło, że pan Dziedzic do nas zajechał? Tygodniami pana nie było widać, tyle co raz pan był na spotkaniu w gospodzie.
      - Ciągle jakieś problemy a teraz, to mnie krew zalała formalnie.
      - A co to się wydarzyło, że pana tak zdenerwowało?
      - Sami państwo wiecie, że z listonoszem ciągłe kłopoty. Nie dość, że z drugiej wsi, to jeszcze nie całkiem trzeźwy i listy dochodzą albo nie. A teraz do kompletu skrzynkę pocztową ukradli.
      - Skrzynkę ukradli? Kto? Może ten sam co skarpetki kradnie.
      - Skarpetki panu Dziedzicowi ukradli? Co tu się u nas wyrabia, kiedyś nie do pomyślenia.
      - Niech pan Dziedzic da spokój skarpetkom, bo Wójt pomyśli, że prawda. Tu o skrzynkę pocztową chodzi!
      - Ale kto ukradł skrzynkę i po co? Na złom pewnie. Słyszałem, że teraz kradną wszystko metalowe na złom.
      - Kto ukradł i kiedy nie wiadomo. Bez skrzynki nie mamy łączności ze światem. Postanowiłem więc założyć pocztę. Taką nowoczesną.
      - Już słyszałam od listonosza, ale nie chciałam uwierzyć. Mówił mi, że pan pocztę zakłada na klozecie.
      - Nie do pojęcia jak wszystko ludzie przekręcą. Na Onecie, pani Grohalowa, to taki portal.
      - No i dobrze, że w portkach, bo kto to słyszał żeby listonosz golizną świecił.
      - O święta cierpliwości! Ktoś wali do drzwi, nie słyszy pani?
      - Proszę! Proszę wejść.
      - Dzień dobry pani Grohalowa Dobrze, że pana Dziedzica i Wójta tu zastałam. Muszę wam natychmiast coś powiedzieć, bo mnie rozerwie.
      - Dzień dobry pani Edyciakowa, niech się pani tak nie gorączkuje i usiądzie, bo panią zatchnie.
      - Już mnie zatchnęło wcześniej, słowa nie mogłam wykrztusić.
      - Pani nie mogła słowa wykrztusić? Nigdy nie uwierzę.
      - Uwierzy pani jak powiem kto do mnie dzwonił.
      - No kto? Może ten co ukradł skrzynkę a teraz chce znaleźne.
      - Właśnie, właśnie albo ten od kradzieży skarpetek.
      - Co panowie mówią? Jaką skrzynkę? Jakie skarpetki?
      - Niech ich pani nie słucha, tylko powie wreszcie kto to taki dzwonił, że pani aż się gotuje.
      - Sama Autorka. Osobiście!
      - Pani Edyciakowa, chyba się pani tymi swoimi nalewkami uraczyła. Autorka miałaby do pani dzwonić? A to po co?
      - Właśnie po to. Po przepis!!!
      • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 15. 23.04.07, 09:21
        lylika napisała:
        - A co to w lesie zdechło, że pan Dziedzic do nas zajechał?
        ...
        Przepraszam, ma być WÓJT a nie Dziedzic. smile))
      • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 15. 23.04.07, 16:29
        Oj tam, kumy moje kochane, kto w porządku, kto postawą i kręgosłupem się
        wykazał ten ma spokój. A same dobrze wiecie, że jak się nie dopilnuje, nie
        pogoni, nie krzyknie, to nikt palcem o palec nie kiwnie. A jak się komu
        nazwa "czarna lista" nie podoba to mogę na "wykaz obrzydliwców" zamienić.
        • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 16. 30.04.07, 13:31
          Odcinek 16

          Występują:
          Asiansonowa
          Bliźniackie
          Dorocińska
          Edyciakowa
          Wójt Goposiński
          Jotkowa
          Kott-Pierzycka
          Kropczyńska
          Mężydłowa

          - No i co ja mam teraz zrobić? Niech pan powie, panie Wójcie, co zrobić? Wreszcie się wyrwałam i przyleciałam na kilka dni, to ją gdzieś poniosło. Nikt nie wie dokładnie gdzie, komórki nie wzięła i szukaj wiatru w polu.
          - A właśnie. Gdzie to pani Grohalowa się podziała. Normalnie kamieniem w domu siedzi a teraz nagle wyjechała?
          - Ma pan rację panie Wójcie, jak ją namawiałam na wyjazd do Warszawy, na spotkanie z autorką, to się zaparła - nie i nie. Teraz jak pani Asiansonowa zjechała, to nagle zniknęła. Dziwne to bardzo.
          - Myślałam, że pani będzie coś wiedziała, pani Mężydłowa.
          - Ja? Ja sama się dziwię. A Grohal też nie wie?
          - Grohal zły jak nieszczęście i nic nie chce gadać. Bąknął tylko coś o żurawiach bladym świtem i że komórki nie wzięła żeby się zwierzątka nie straszyły i że wróci za tydzień.
          - Co pani mówi, jakie znowu żurawie? Studnie dawno we wsi zasypane i żadnego żurawia nie uświadczysz.
          - Pani Mężydłowa, że zasypane, to dobrze, będzie co odkopywać. Wie pani, pani Asiansonowa, możemy sobie jakąś po przodkach odkopać. Mam nawet poręczną halabardę w magazynie gminnym. Przyda się do pilnowania w nocy.
          - Ja bym nawet odkopała jakąś zasypaną ale nie bladym świtem.
          - Nie wytrzymam z wami. Kobieta zaginęła a wy chcecie studnie zasypywać czy odkopywać. Panie Wójcie, niech pan się lepiej weźmie za szukanie Grohalowej zamiast tak siedzieć i w oczy pani Asiansonowej zaglądać.
          - Grohalowa nie małe dziecko, mogła sobie wyjechać gdzie chciała, nawet do żurawi a mnie nic do tego. A pani nic do tego komu w oczy zaglądam.
          - Mnie nic, niech się tylko Wójtowa dowie, to zaraz pan zaśpiewa inaczej.
          - Właśnie, to o śpiewy chodziło. Grohalowa się uparła, że musi śpiewu ptaków posłuchać i zaszyła się w jakąś głusz.
          - To nie ma szansy, żeby ją znaleźć. Patrzcie państwo, cała delegacja do nas idzie.
          -Dzień dobry wszystkim. Przyszłyśmy panią Asiansonową powitać.
          - Bardzo się cieszę z wizyty i witam wszystkie panie. Panią Jotkową, Bliźniackie i Kropczyńską już znam. A to pewnie pani Dorocińska i Pierzycka?
          - Dobrze pani zgadła. Miała być jeszcze Edyciakowa, ale gdzieś ją wcięło po drodze, tylko flaszeczkę nam wcisnęła dla pani.
          - Dziękuję paniom, rozgośćcie się. Przykro tylko, że gospodyni nieobecna.
          - Słyszałyśmy właśnie, że Grohalowa wyjechała, nareszcie się z domu ruszyła w plener. Kszyków ma słuchać podobno.
          - Matko cudowna. Mało to krzyków z gospody dochodzi jak się chłopy popiją, jeszcze innych szukać wyjechała?
          - Nie krzyków, tylko kszyków, ptaków takich.
          - Co to się robi teraz na świecie. Ze wsi na inną wieś jadą, żeby ptactwa słuchać. A to jej własne kaczki kwaczą w obejściu, aż tu słychać.
          - To telewizja nadaje a nie na podwórku, pani Jotkowa, nie rozróżnia pani?
          - Rozróżniam, a pani, pani Dorocińska, to niech lepiej robali pilnuje, bo się porozłażą.
          - Ja je zaraz wypuszczę na wolność, nie można męczyć żywych zwierząt.
          - Jakie to zwierzęta? Robale to są pani Bliźniacka, a robale do zwierząt się nie zaliczają.
          - Przestańcie już o kaczkach i robalach. Dajcie robale kaczkom, to może przestaną się wydzierać, a my porozmawiajmy o Grohalowej. Gdzie jej szukać?
          -Niestety, pani Kropczyńska, tego nikt nie wie. Przepadła jak kamień w wodę.
          - O to, to. Nad wodę pewnie pojechała, żeby tych żurawi słuchać.
          - Nie musiała jechać nad wodę, wystarczyło studnię odkopać.
          - Właśnie o tym mówiliśmy z wójtem, pani Jotkowa. Trzeba chyba będzie odkopać.
          - Na razie, to drzwi otwórzcie, bo ktoś puka. A... to Edyciakowa się znalazła.
          - Dzień dobry państwu. Witaj Asiansonowa, moja kochana. Tu masz kwiatki na powitanie.
          - Jakie śliczne niezapominajki. Kiedyś nigdzie tu kwiatków nie można było kupić, czy to we wsi kwiaciarnię otworzyli?
          - E… nie… Kwiaciarni nie ma.
          - To skąd te kwiatki wzięłaś?
          - A co ty Mężydłowa taka ciekawa, wzięłam i już.
          - Ale skąd?
          - No… tak po drodze…
          - Po jakiej drodze?
          - No… na cmentarz po drodze wpadłam.
          • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 16. 30.04.07, 19:06
            A co to na ty wsi sie teraz nie wyrabia, to już pojecie ludzkie przechodzi.
            Wracam ci ja od figury świętego Franciszka, do którego już zimą na nogach iść
            się ochwiarowałam w intencji, żeby poniektóre ważne ludzie w gminie, wreszcie na
            oczy przewidziały, bo musi jaka epidemia kurzej ślepoty tam panuje, przez co
            wszędzie sodoma-gomoria taka, że o pomstę do nieba woła... No, tom raniutko
            poszła i w południe wracam, a tu już w opłotkach się dowiaduje, co kumy gadają,
            żem zginęła. Nie, żeby mnie kto utłukł, ale że Grohala i chałupę na pastwę losu
            zostawiwszy, niby z jakimś leśniczym uciekłam, któremu Żuraw na nazwisko. Albo
            Krzyk, czy jakoś tak. I że chyba rozum mu odebrało, bo taki przystojny, prosty,
            jak świeca, czarniawy i z wąsikami, jak młody kocurek, co dziewuch mógłby mieć,
            ile chcieć, a takiego starego próchna, jak Grohalowa mu się zachciało. Ale
            pewnie nie ma mu kto wody ze studni nosić i gaci prać, to pewnie dlatego mu się
            nadała. A ta zgłupiała od tej wiosny chyba, bo poleciała, jak pszczoła do miodu,
            o swoim chłopie zapominając. Ale żebym się nie martwiła, bo już tam kumy
            Grohalem-niebożątkiem się zajęły, jak trzeba i ptasiego mleka mu teraz nie
            brakuje. No, tom myślała, że mnie z tego wszystkiego pokręci do imentu. To ja do
            świętego z interesem społecznym się udaję, a tu takie wredne poloty ktoś
            rozsiewa? O, żesz wy tyfusy plamiste, żeby wam te jęzory parchami porosły... Jak
            nie złapie za poluzowaną sztachete, jak sie nie rozedre na całom wieś... Ale jak
            żem do chałupy wpadła i zobaczyła Grohala, jak se sam, biedulek, jajecznicę
            smaży, bo nic innego do jedzenia nie ma, a zamiast ptasiego mleka, na stole leżą
            tylko jakieś landryny, czarne od starości, tom uwierzyła, że o tej opiece kum,
            to tylko bajdy były i cała złość mi przeszła. A niech se ludziska gadają, na
            zdrowie. Byle tylko na drugi raz żadnego czarniawego Żurawia mi nie wmawiały, bo
            oczy wydrapie. Albo Krzyka, czy jakoś tak. Nie wiedzą, że w blondynach gustuję?
            • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 16. 30.04.07, 20:53
              Grohalowa, Wy musicie teraz siła odetchnąć, pod pierzyną w te arktyczne
              powietrze, co nam do wsi napływa, przeczekać, boście stresa miała, że ojej.

              To już to moje bieganie, latanie, śmiganie, ćwiergolenie, szczekanie i
              skamlanie za opornymi rankinowcami, pod wycieraczkę położę, bo Was konieczność
              dojrzeć, dopieścić, dogłaskać mus.

              Wam zaraz omlecik, cieplutki pod zwitkami papieru, co je od notowania
              szlachetnych mam, doniosę, a jak Wasz jakie skarpety mało czyste ma, to mnie je
              dyskretnie dajcie, moja pralmaschine karna jako moja psica jest, niczego nie
              kradnie, ino żadnych supełków nie motajcie, bo na ten temat to ten maszin jest
              ponury jak ten nasz pierwszy rzondzoncy i każdy supełek natychmiast rozmota.
              • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 17. 08.05.07, 20:11
                Odcinek 17

                Występują:
                Grohalowa
                Pierzycka
                Edkowa
                Wójt Goposiński

                - Ani chwili spokoju człowiek nie ma. Zawsze coś takiego w drogę wejdzie, że od zajęć człowieka oderwie.
                - Toż przecież miała pani spokoju aż nadto, pani Grohalowa, jak pojechała pani ptaków słuchać. Chociaż ładnie śpiewały? Bo tu na wsi się rozeszło, że jeden był bas a drugi baryton.
                - Ludzie, to i świętemu przypiszą jakieś niecne sprawki, moja pani Pierzycka.
                - Nie przypisywaliby gdyby nie przyjazd pani Asiansonowej. Akurat musiało panią ponieść nie wiadomo gdzie. Zapraszać miesiącami kobietę a potem wyjechać i tylko przez telefon porozmawiać. Dobrze, że jednak komórkę pani wzięła.
                - Wzięłam, wzięłam. I co? Jak się zwiedzieli, to co chwilę dzwonili jak na sr.., to jest, chciałam powiedzieć, jak najęci. Powiem pani, że ja tam nie dla samych ptaków pojechałam, ale żeby sobie w spokoju Zapalniczkę poczytać. Jak zaczęli dzwonić, to w takie nerwy wpadłam, że co drugie słowo czytałam i teraz czytam jeszcze raz. Taka dobra książka a mnie co chwilę coś odrywa i spokojnie przeczytać nie mogę.
                - A co to panią tak odrywa od lektury?
                - Wiecznie czegoś ode mnie chcą. A to jak siać, kiedy i w jakich skrzynkach, a to wysłać nasiona, a to napisać wreszcie te dwie pieśni co je obiecałam na festiwal, że o drobniejszych sprawach nie wspomnę.
                - Co prawda, to prawda. Pieśni miała pani napisać a teraz po tych trelach na bas-baryton, to już chyba łatwo pójdzie. A to, że z pani najlepsza ogrodniczka, to też prawda. Właśnie miałam zapytać o nasturcję.
                - Niech mi już pani da spokój z roślinami. Ważniejsze rzeczy teraz mam w głowie. Najbliższe spotkanie mnie ominie i nie wiem co oni tam znowu nakręcą.
                Nowi się zapisują. Jest jakaś Asiulińska, Bebezycka i jedna z dawniejszych czasów się odezwała, Kancellarska. Nie poznałam jej, bo nazwisko zmieniła. Dawniej nazywała się Biurkowa. Trzeba te nowe jakoś ładnie przyjąć ale czy to można na kimś polegać. Nawet na Wójta ostatnio liczyć nie można.
                - A dlaczego nie? Stało się coś?
                - Może się stać. Wójt się zawziął na Kicajka i powiedział, że go będzie ścigał po wsze czasy a nie odpuści.
                - A kto to ten Kicajek i co on takiego zrobił?
                - To taki jeden, co dawniej we wsi mieszkał a teraz się gdzieś obraca daleko, podobno nawet za granicą. A popełnił świętokradztwo. Relikwię sobie przywłaszczył.
                - O matko cudowna, co też pani mówi, relikwię? A nie słyszałam, żeby Wielebny mówił, że coś z kościoła zginęło.
                - A kto tam? Proszę, no proszę… A…, to pani Edkowa, proszę wejść.
                - Witam panie. Słyszę, że panie o relikwii mówią. Bo ja poniekąd w tej sprawie.
                Fabryczka nam stoi, bo z Gminy jednego ważnego dokumentu nie dostaliśmy a Wójt się uparł, że dopóki sprawy relikwii nie załatwi, to nie ma go dla nikogo.
                Nie dość, że tyle było tych wolnych dni, to jeszcze teraz nie pracuje.
                -Właśnie, Mężydłowa też się skarżyła, że miał zrobić jakieś projekty do okładki i nic. Odwleka i czekaj tatka latka.
                - A wie pani, pani Edkowa, we wsi mówili, że Wójt się nawet zbroi na to spotkanie Kicajkiem. Zabrał palcatek, który miał być dla Eulalijskiej i powiedział, że nie odda aż go użyje w słusznej sprawie.
                -To ja już nic nie rozumiem pani Grohalowa. Wójt ma palcatem okładać jakiegoś Kicajka za przywłaszczenie relikwii kiedy z kościoła nic nie zginęło?
                I w ogóle co do tego ma Eulalijska? Konia sobie kupuje, czy jak?
                - Eulalijska zamówiła palcat do okładania tych, co nie wypełnili Rankingu. A relikwia nie z kościoła zginęła tylko ze Stowarzyszenia.
                - To Eulalijska jeszcze ściga opornych? Ma kobita zdrowie.
                - A ma, ma. Listy gończe nawet za ocean wysłała. Wszyscy się boją jak nie wiem co.
                - No my tu gadu, gadu a trzeba ustalić jak to na spotkaniu będzie. Trzeba jakoś zaradzić, żeby znowu ich z gospody nie wyrzucili.
                - No cóż, pani Grohalowa, musi pani kogoś na zastępstwo wyznaczyć skoro sama Mężydłowa może sobie nie dać rady z takim dużym zgromadzeniem.
                - Tak pani Edkowa, chyba poproszę Edyciakową.
                - O… pan Wójt, tak pan cicho wszedł.
                - Pukałem, ale nikt nie odpowiadał. Słyszę, że coś o Edyciakowej mowa.
                - Tak, pani Grohalowa chce ją prosić o zastępstwo na spotkaniu Stowarzyszenia.
                - To chyba nie da rady.
                - A dlaczego? Edyciakowa uczynna kobieta.
                - Uczynna jest, nie powiem. Jak jest.
                - Nie rozumiem, jak to: jak jest?
                - A no tak. Przed chwilą ja widziałem jak leciała z walizami.
                - Z walizami? Dokąd? Po co?
                - Mówiła, że na stację idzie. Nawet chciałem ją podwieźć, ale machnęła ręką i pognała.
                - Co pan mówi? Wyjeżdża gdzieś?
                - Ja też zapytałem.
                - I co?
                - Odkrzyknęła, że jedzie do Bydgoszczy i nie wróci aż się ta cała nagonka rankingowa nie skończy.
                - Nie do wiary… Edyciakowa uciekła???
                • cytrynka6543 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 17. 08.05.07, 20:51
                  No jak to??? Edyciakowa od nas uciekła??? No jak to tak???
                • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 17. 08.05.07, 21:44
                  Tak, i pewnie ją na rosochatym wozie za wieś wywiozłam za karę bo rankingu nie
                  wypełniła ...

                  Ech, najwięcej pyszczą, Ci którym się nie chce.

                  Latoś to wiejskie zabawy bywały, czy zdrów czy parchaty w loteryjach udział
                  brał bo mores władzy czuł, a jak zobaczyli że jakoweś klony (czerwone czy
                  strzeliste) nami ponoć władają, to się rozbestwili i na wszystko, z rankingiem
                  włącznie, klekoczą jak w Przygodzicach (to za trzema rzekami i dwoma górami
                  chyba będzie).
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 18. 14.05.07, 21:50
      Odcinek 18.
      Występują:
      Grohalowa
      Wójt Goposiński
      Edkowa
      Jotkowa
      Bebezycka
      Cytryńska
      Papuzińska

      - No i Edyciakowa jednak nie wyjechała do Bydgoszczy. Nawet na spotkaniu podobno była i chociaż nie w gospodzie było, to trafiła.
      - Nie wyjechała, powiedziała, że jedzie za tydzień. Kto tam za nią trafi, z szeptuchami tak zawsze. A spotkanie, to w remizie było, bo gospoda w remoncie.
      - Co pan powie, panie Wójcie, a ja myślałam, że ich znowu wyrzucili.
      - Nie wyrzucili, pani Grohalowa, ale przez te zmiany, to już myśleliśmy, że nikt nie trafi.
      - No jak tam te nowe - chociaż po prawdzie, to jedna stara, jedna już nie całkiem nowa i trzy nowicjuszki.
      - Stara, znaczy Kancellarska dawno się nie pokazywała i nazwisko zmieniła, to nie wszyscy poznali. Eulalijską już znali, choćby ze słyszenia, bo im Rankingiem dopiekła. Ale Papuzińska, Cytryńska i Bebezycka też nas znalazły.
      - Chyba się nie ukrywaliście? Co prawda już mi donieśli, że pan, panie Wójcie z Dorocińską jakoś się chyłkiem spod gospody przekradaliście się do remizy.
      - Ludzie, to plotą co im ślina na język przyniesie. Przecież nawet kartkę zostawiliśmy na drzwiach gospody.
      - Ale to, że za kawalera pan występował bo Wójtowej znowu nie było, to chyba pan nie zaprzeczy? Gdzie to Wójtowa się zapodziała?
      - Aaa, tak, tego ten… zajęta bardzo. Z resztą co to kogo obchodzi gdzie Wójtowa?
      - Już dobrze, niech pan opowiada jak było?
      - Tłoczno było. Bo to i jedna Bliźniacka, i Jotkowa, i Manicka i Mężydłowa i Dorocińska i Edkowa.
      - Co mi tu pan listę obecności przedstawia. Niech pan lepiej powie jak było?
      - Miło było.
      - Ale co się działo, o czym byla mowa?
      - O wszystkim się mówiło po trochu.
      - Ale o czym konkretnie?
      - Trochę o tym, trochę o tamtym.
      - O matko cudowna. Wójt złotousty nam się trafił. Z pana to trzeba słowa wołami wyciągać.
      - Nie wszystko słyszałem.
      - Ale chyba coś pan słyszał?!
      - Słyszałem, że w czerwcu ma się odbyć następne spotkanie.
      - To mi odkrycie. Co miesiąc jest. Ooo, ktoś puka. Może ktoś nareszcie mi coś powie, bo pana to dzisiaj chyba zaklajstrowało. Aaa witam panie, jak to miło, że panie zaszły.
      - Dzień dobry, przyszłyśmy się przedstawić, bo my nowe jesteśmy.
      - Wiem, wiem. O pani Bebezyckiej to już słyszałam, że razem z Knacellarską zakładają Klub Grulkowy. No tak, jest Robaczywe Towarzystwo Asiansonowej, to i może być klub. Okazuje się, że każde paskudztwo znajdzie amatora.
      - Pani Kancellarska kazała się kłaniać ale dziś nie może przyjść. Coś kombinuje od soboty z jakimś wieszakiem czy wisielcem.
      - O matko i córko, jak mówi Edyciakowa, same okropieństwa. Jak nie grulki to wisielce.
      - To nie o zwyczajnego wisielca chodzi, tylko takiego do zdjęć.
      - Pani Cytryńska, zdjęcia, to się aparatem robi a nie wisielcem. A pani niewiele wie co jest z Kancellarską, bo się pani uparła na bagażnik w samochodzie Edkowej. Podobno ciągle pani tą zwrotnicę przekłada i chce wyrzucać.
      - Jaką zwrotnicę? Przykładnicę chciałam wyrzucić, żeby Mężydłowej oręż odebrać. Rozszalała się tak z pasowaniem aż się cała pokrwawiła. Eulalijska przy tym też krwią ociekała.
      - A właśnie, pani Papuzińska, gdzie to Eulalijska, dalej lata z Rankingiem, że nie przyszła?
      - Trochę poluzowała z Rankingiem i pognała do domu czerwony barszczyk staremu gotować. Pewnie kolor jej się skojarzył. Podwiozłam ją nawet, tak jej do tego barszczu było spieszno.
      - A zadowolone panie ze spotkania?
      - Oj bardzo. Chyba tylko Kancellarska nieszczególnie, bo się od dopasowywania
      przy pomocy Edyciakowej wykręciła.
      - Jakiego dopasowywania?
      - Takiego jak wszyscy. Z malowaniem i przykładaniem zwrotnicą.
      - Pani Papuzińska, co pani opowiada, ja nic nie rozumiem?
      - Pani Grohalowa nie wie? Toż to odwieczny obyczaj w Towarzystwie. Bebezycka świadkiem, że było malowanie i przykładanie.
      - Tak jest, ja też byłam dopasowywana.
      - Jak rany, o czym wy mówicie? Malowanie, dopasowywanie, wykręcająca się Kancelalarska. Od czegóż to się wykręcała?
      - Jak to od czego? Od dopasowywania.
      - Wszyscy słyszeli jak Edyciakowa wyraźnie powiedziała: nie można dopasować członka na członka.
      • cytrynka6543 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 18. 14.05.07, 22:24
        Łomatko,toż się Mężydłowej jakoś rachunki pokićkały,wszak nas nowych cztery
        było prócz Kancellarskiej.A że Wójt złotousty,to nijak się nie zgadza! Jak miał
        mówić,to rzekł,że on piszący,a nie mówiący,a jak przyszło do pisania to siano
        dla A.Pobudki wykręcił,no i jak tu za nim trafić? Tak się porobiło,że nie tylko
        Mężydłowa krwią spłynie,jeszcze ktoś i na razie wychodzi na to,że to Eulalijska
        mnie Psicą Naczelną poczęstuje,ajajaj...boli...
        • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 18. 14.05.07, 23:19
          A o tych tradycyjach w zakładaniu różnych klubów u nas we wsi, to sama prawda,
          kumy drogie. Pamiętam, jak pierwszy powstał. Dawno, dawno temu to było, kiedy
          tu, gdzie teraz Chmielewszczany, bezdroża różne były i trup słał się gęsto, bo
          różne takie typki spod ciemnej gwiazdy na nim grasowały. Nie żeby dla zarobku,
          bo wzbogacić się, to bardzo nie było na kim, ale z czystej, kryminalnej natury
          mordowały kogo popadnie. Nie powiem, strach trochę panował, ale i rozrywki człek
          sporo miał, bo nigdy nie było wiadomo, kto żywy do domu wróci. Prosto hazard
          lepszy, niż u tego Montego Karola. Przez te różne morderce, rzecz jasna. I wtedy
          właśnie, żeby móc spokojnie podróże odbywać i życia bez sensu nie narażać,
          zaczęłyśmy z Asiansonową latanie na mietłach propagować. Nawet założyłyśmy
          pierwszy klub i szkołę latania. Dla teściowych. Świeckich, kościelnych,
          formalnych i nieformalnych. Ale chyba wystąpiły trudności z teściowymi, albo też
          mioteł zabrakło, bo jakoś wszystko poszło w zapomnienie. Zresztą, teraz już
          spokojnie można na nogach, bo we wsi bezpiecznie. Dawno trupa żadnego nie było.
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 19. 21.05.07, 10:31
      Odcinek 19

      Występują:
      Grohalowa
      Dziedzic Sztanglicki
      Jotkowa
      Bebezycka
      Kancellarska

      - Pan Dziedzic, to całkiem na miejscu usiedzieć nie może. Wiecznie pana gdzieś nosi. Całkiem jak Edyciakową.
      - Mam ciągłe zajęcia zawodowe, pani Grohalowa. Dla chleba tak się muszę wycierać po hotelach.
      - Chyba dla kawioru, bo na chleb, to raczej panu nie brakuje. Albo raczej z upodobania do łazęgostwa. Był pan chociaż na targach książki? Sama Autorka podpisywała.
      - Niestety, pani Grohalowa, ani na Targach ani na tych Grach Literackich. W zupełnie inne strony jeździłem.
      - Tak samo jak Edyciakowa. Pognać pognała, ale żeby choć do Warszawy na te targi.
      - A po co by miała aż do Warszawy jeździć. Targi u nas co wtorek i wszystko można kupić.
      - Pani Jotkowa, to jak coś powie, to naprawdę… O targi książki się rozchodzi. Międzynarodowe. Po podpisy do Autorki, to się taka kolejka ustawiła, że godzinami trzeba było czekać.
      - U nas bez kolejki książki można kupić w kiosku, a na zeszyt, to z podpisem.
      - Matusiu jedyna, nie mogę… Podpisaną przez Autorkę książkę byśmy mieli. Dla Towarzystwa.
      - Przecież Mężydłowa była razem z Wójtem, to mogła się o podpis wystarać.
      - Ano wystarała się, ale dla siebie. A Wójt taki przejęty był, że książki do podpisu zapomniał i figę mamy.
      - Ja słyszałam, że ten Pienisiępotem miał jakieś egzemplarze z podpisem dla Towarzystwa dać.
      - Plenipotent, pani Grogalowa, obiecał, ale na razie nic nie dał. Słyszałem, że ma załatwić, ale w swoim czasie.
      - W swoim czasie… jak u Dorocińskiej nie przymierzając. No, to poczekamy sobie długo.
      - Czy mnie się wydaje, czy ktoś puka?
      - Nie wydaje się panu Dziedzicowi, pukałam długo, ale tacy zagadani jesteście, że nic nie słyszycie. Dzień dobry.
      - A dzień dobry, pani Bebezycka. Była pani podobno też na targach. I co?
      - Pięknie było. Ale najpiękniej na tych Grach Literackich. Ludzi się zbiegło co niemiara.
      - I coście robili?
      - Szukaliśmy jednej kamienicy gdzie pieniądze podrabiają.
      - To policja się takimi sprawami nie zajmuje, tylko was wysłali na przeszpiegi?
      - My szukaliśmy tak jak było na filmie. Lekarstwo na miłość się nazywał.
      - To były gry filmowe czy literackie, bo już głupia jestem.
      - Literackie, bo ten film, to według Klina.
      - No, toście chyba z piciem ostro przeholowali, że tak od razu za klinem się rozglądaliście.
      - Mówiłam panu Dziedzicowi, że to nie lekarstwo na kaca tylko na miłość.
      - Ależ to żart miał być, pani Grohalowa.
      - Dobrze, dobrze, niech lepiej Bebezycka opowiada jak było.
      - Nabiegaliśmy się porządnie, żeby do tej kamienicy wreszcie dotrzeć. Przegonili nas przez całe Śródmieście i kawałek Mokotowa, aleśmy znaleźli.
      Kamienicę znaleźliśmy. Tyle, że nikogo tam nie było. Ani opryszków, ani pieniędzy, ani w ogóle nic. Kamienica zabita dechami i tyle.
      - To może lepiej, że nic nie znaleźliście, bo jeszcze w jakąś aferę byście się wplątali.
      - I bez tego się wplataliśmy. Madonna nam zginęła.
      - O czym pani mówi, jaka Madonna?
      - Nieletnia.
      - O święci pańscy. Madonna, do tego nieletnia? Co wyście tam robili?
      - Nic zdrożnego. Tak jak mówiłam, szukaliśmy kamienicy. Madonna była z nami cały czas a dziś się okazało, że nie ma.
      - Czy wy na pielgrzymce byliście czy na grach literackich? Niech pani wreszcie powie jakoś jasno, bo nic zrozumieć nie można.
      - Przecież jasno mówię. Był z nami taki nowy młodziak. Madonna się nazywa.
      Cały czas był z nami a dzisiaj przepadł. Kamień w wodę.
      - No to ładnie. Będzie sprawa za porwanie nieletniego. Za kidnaping grożą bardzo wysokie kary.
      - Niech pan nie kracze, panie Dziedzicu, bo jeszcze wyjdzie na to, że nas wszystkich posadzą.
      - Ktoś puka. Proszę… no proszę!
      - Dzień dobry państwu. A co macie takie kwaśne miny?
      - Nie ma się z czego cieszyć, pani Kancellarska, Madonna zginęła.
      - Co wy mówicie, znowu świętokradztwo, tak jak z relikwią?
      - Gorzej, znacznie gorzej .
      - A ja dopiero co spotkałam Mężydłową. Właśnie wróciła z Warszawy. Opowiadała, że jechała z bardzo przyjemnym młodym człowiekiem. Grzeczny, oczytany, dobrze ułożony. Do nas na wieś jechał. Mateusz Madonna.
      - To Mateusz czy Madonna?
      - A czy to nie wszystko jedno? Najważniejsze, że nie zginął.
      • eulalija Re: W Chmielewszczanach - odcinek 19. 28.05.07, 20:29
        Plaga zaginięć i cudownych odnalezień na Chmielewszczany padła.

        Po Mateuszu, odnalezionym, zaginęła nam Papuzińska, ale ją w dalekich krajach
        jakichści wiarus dopadł, ale, że twarda i harda jest, to się nam nazad zdrowa i
        piękna wróciła, ino teraz ostro zarobiona jest, bo to wiadomo, że oko pańskie
        konia tuczy, a przez tydzień to się szkapy obchudziły.

        Z zagubionych w dawniejszych czasach Malzińska i Mapińska się pojawiły ale na
        mój widok głowy czem prędzej łęczkami okryły i wnet między opłotki uciekły.
        • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 19. 10.06.07, 13:38
          Odcinek 20.

          Występują:



          -
          -
          -
          -


          - No to ja już nic nie wiem. Było to spotkanie wszystkoczerwone czy nie było? Owszem, zdjęcia widziałam, kanapki prawie jadłam, sernika próbowałam, lampę, co to miała być czerwona oglądałam, niemalże z nimi wszystkimi byłam, ale jednak nie wiem.
          - Czego pani nie wie?
          - Nie wiem czy się odbyło.
          - Smakowały te kanapki?
          - Jeszcze jak.
          - Czyli było. Rabarbarowiec był dobry?
          - Dobry.
          - Czyli było. Piwo, smalec, czekoladki też były dobre?
          - Jasne.
          - Czyli było i się odbyło.
          - No… nie wiem
          - Pani Grohalowa, pani, to wiecznie nienasycona. Ja też nie mogłem być osobiście, ale po przeczytaniu sprawozdania Wójta, nie mam wątpliwości. Było, z całą pewnością było i chyba było udane.
          - Nie wiem czy udane, takie tandetne dekoracje, z krepiny…
          - Pani wie ile Mężydłowa się nalatała żeby 18 rolek krepiny w kolorze czerwonym kupić?
          - Nie mam pojęcia.
          - 4 dni. Jeszcze jakieś pytania?
          - Oj są. Są pytania. Na przykład dlaczego pod garażem, miejsca w domu nie było?
          - Było. Ale tam kanapki robiły różne takie.
          - Jakie?
          - No… różne… królowe, kancellarskie, bebeZyty…szafowały okładem aż się kurzyło. Na zdjęciach pani ma co one wyprawiały. Działo się działo…
          - Ciągle mam wątpliwości. Dwie Alicje, kto to widział? Rozmnożyły się?
          - Nie rozmnożyły, tylko właściwa miała dublerkę.
          - Po co?
          - Jak to po co? Edyciakowa najpierw miała być, potem nie być, potem znowu być i nie być, potem się rozmyśliła, potem się przyznała, że nie czytała. To przecież proste?
          - Proste. Oczywiście, że proste. Tylko nie wiem dlaczego Eulalija dostała gratulacje w rulonie. Nie można było na gładko?
          - Nie można było, ale rzęsy Kociowej by się rozprostowały.
          - A coś by się stało?
          - Tak, mleko by się wylało.
          - To akurat rozumiem. Ale Mężydłowa to przesadziła. Czapkę z napisem „Reżyser” wsadzić na łeb.
          - Gdyby nie wsadziła, nikt by nie wiedział kto ona jest.
          - No tak, nie poznali by, zupełnie obca osoba. To jak to tak, u obcych się teraz spotykamy?
          - Takie czasy nastały, pani Grohalowa. U obcych… i wchodzi kto chce.
          - Każdy kto chce?
          - Fajka też była.
          - Jaka fajka?
          - Grzesiowa.
          - I co? Jakąś rolę grała?
          - Pewnie, że grała.
          - Jaką?
          - Fajki, oczywiście.
          - To się rozumie samo przez się,
          - No widzi pani, pani Grohalowa, jak pani chce, to pani wszystko rozumie.





          • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 19. 10.06.07, 13:57
            To już dwudziesty.
            • edyta95 Re: W Chmielewszczanach - odcinek 19. 11.06.07, 12:13
              PAni Grohalowa kochana, muszę tu jeszcze słowo dopisać, bo ta Mężdłowa to
              całkiem widać ogłuchła. Czytała Edyciakowa czerwona, no jakże by inaczej, ale
              nie na świżo. Jak ludzie nie dosłyszą to same dopowiedzą i takie potem rózności
              Człowiek się dowiaduje.
              A spotkanie to było oczywiście. Zabili jakiegoś, ale potem zdrowie jego pili tą
              nalewką na jarzębinie i ożył, skurczybyksmile
              • groha Re: W Chmielewszczanach - odcinek 19. 13.06.07, 23:45
                O matko bosko jezusie święty, co to się nie wyrabia na ty wsi. Musi w ziemi brak
                jakisik tych... małych lelementów, albo ta dziura gazonowa nad nią zawisła, bo
                słyszę, że z ludziami jakby coraz gorzej. Jedne ponoć głuchną, inne znów
                tępieją, że strach patrzeć. Jak z tą Grochalową, przykładowo. Niby nie takie
                stare próchno jeszcze, a ostatnio gębę tylko rozdziawia i nic nie rozumi, co się
                do niej gada. A jak już o co zapyta, to prosto, jakby z choinki się urwała. Żeby
                to chociaż napita była, to wiadomo, ma prawo, ale od kiedy nalewki z robakami
                zobaczyła, to ponoć trzeźwa do obrzydliwości. Kto wie, może właśnie przez to jej
                się cosik w głowę porobiło? Tak, czy siak, po jakiego doktora trza chyba posłać,
                bo aż żal na to wszystko patrzeć. Albo jeszcze lepiej po tego e... ego...
                egzorchysta, czy jak mu tam. Takiego z papierami na odczynianie. I z kropitkiem.
                Jak on się tym swoim kropitkiem zamachnie, jak oczy wybałuszy, jak wielkim
                głosem zawoła: apage szatanas! to nie tylko Grochalowej rozum ze strachu wróci,
                ale i z całej wsi złe zaraz ucieknie. Ino żeby kropitko miał, jak się patrzy, to
                w dwie zdrowaśki będzie po wszystkim. Wiem, co mówie, w telewizorze takiego
                widziałam.
    • lylika W Chmielewszczanach - odcinek 21 03.09.07, 10:08
      Odcinek 21

      Występują: ci co zwykle.

      - Dzień dobry pani Grohalowa. Można na chwilkę?
      - Ależ proszę, dawno pana nie widziałam panie Dziedzicu.
      - Wakacje były a ostatnio zajęcia mam różne.
      - Właśnie, pusto na wsi, wszystko się porozjeżdżało. Albo na wakacje albo za pracą.
      - Nie wie pani jak się skontaktować z panią Edyciakową. Telefon nie odpowiada. Raz zaszedłem, ale nikogo nie było.
      - O… Edyciakowa to teraz ważna osoba. Telefonów nie odbiera. Zapisy aż na styczeń przyjmuje.
      - Jak to na styczeń? Jakie zapisy?
      - To pan nie wie? Od czasu tych strajków w służbie zdrowia wszyscy do Edyciakowej walą. Lekarze nie przyjmują a ludzie chorują, no i Edyciakowa ma urwanie głowy. Wszyscy chcą tych jej nalewek leczniczych.
      - Ja też w sprawie nalewki.
      - To się pan musi wstrzymać z bólami, bo stare wyszły a nowe dopiero nastawione.
      - Trudno, będę musiał poczekać, chociaż bardzo by się przydały. A co nowego we wsi?
      - Nowego, owszem, ale nic miłego. Pół wsi w lipcu na wyścigach było. To Wójtowa prowodyrka. Najpierw namawiała a potem nie pojechała i teraz ma kłopot.
      - A dlaczegóż to?
      - Wójt pojechał sam i grał jak szalony. Podobno kasa gminna całkiem pusta.
      - To faktycznie marnie, ale czy to pewne, może tylko tak ludzie gadają?
      - Jak gadają, to powód jakiś jest. I żeby to tylko o kasę chodziło. Ludzie widzieli jak się z Bebezycką prowadzał. Na piwo chodzili czy coś.
      - No, to jeszcze nic strasznego.
      - Może i nic, a może i coś. Tak się często zaczyna. Piwko, a po piwku…
      - Chyba pani przesadza. Zwykłe spotkanie przy piwie a ludzie zaraz z tego zrobią wieść Hiobową.
      - No, o panu to chyba nie przesadzone te wieści. Najpierw nikt nie chciał wierzyć, ale jak kilka osób do miasteczka pojechało i na własne oczy zobaczyło, to już nie da się zaprzeczyć.
      - O czy pani mówi?
      - Jak to o czym? Podobno pan pociąg kupił. Z parowozem. Widzieli przecież, że ustawiony na bocznicy i plakietkę ma. Właściciel: Dziedzic Sztanglicki.
      - O, wielkie rzeczy, różne różności ludzie kupują. Jachty, samochody…
      - A kupują, kupują, ale nimi jeżdżą. A ten pociąg nic, tylko stoi. I słyszałam, że pan do miasteczka codziennie jeździ i w tym pociągu po 8 godzin przesiaduje. Prawda to?
      - No… prawda. Takie miałem zawsze marzenie żeby mieć własny pociąg.
      - Matko kochana, marzenie… stojący pociąg… No niechby, tylko niech mi pan wytłumaczy po co pan każe w tym parowozie codziennie rozpalać skoro pociąg stoi?
      - Jak to po co? Żeby sobie zagwizdać.
      • kocio_pierzaczek Re: W Chmielewszczanach - odcinek 21 13.09.07, 19:23
        No nareszcie, moja Mężydłowa. Ino gdzie odcinek dwudziesty?
        • asia.sthm Re: W Chmielewszczanach - odcinek 21 05.11.07, 21:52
          Skonczylo sie na:

          Żeby sobie zagwizdać.
          • g0p0s Re: W Chmielewszczanach - odcinek 21 20.05.08, 14:18
            I tak w tym gwiździe zostaniemy?
            • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 21 20.05.08, 14:38
              Trzeba zapytać Barona w kwestii gwizdania. Na razie złapał katar i zgubił wagon. Bilans Mu wyszedł na zero. smile)
              • lylika Re: W Chmielewszczanach - odcinek 21 06.08.08, 22:34
                Odcinek 22
                Występują:
                Grohalowa
                Dziedzic Sztanglicki
                W tle: około 50 osób

                - Dzień dobry pani Grohalowa, można na chwileczkę? Przyszedłem się przywitać.
                - A to już wyglądam pana dziedzica i wyglądam. Rok pana nie było. Gdzie to pan bywał tak długo?
                - Odwiedzałem krewnych za granicą. Każdy trzymał, gościł i wyglądał tęsknie czy z tego spadku co go otrzymałem nie spadnie mu jakaś cząstka.
                - I co, doczekali się?
                - Pani Grohalowa, czy ja wyglądam na wariata? No dobrze, trochę wyglądam. Pani, to szczególnie podpadłem za kupno pociągu, który nie jeździ, tylko stoi i gwiżdże, ale żeby rozdawać pieniądze na prawo i lewo, to aż taki wariat nie jestem. Nawet krewnym nie mam zamiaru oddawać tego co zdobyłem ciężką krwawicą.
                - Matko Boska, jaką krwawicą? Przecież pan dziedzic obłowił się na śmierci przodka.
                - A krwawicą, krwawicą. Amerykański przodek żyły sobie podciął w wannie, jak Petroniusz. Nobless oblige. Nawet ten nafciarz wiedział co to honor. Obiecał panience małżeństwo, zorientował się, że chodzi jej wyłącznie o szmal, nie dotrzymał obietnicy i podciął sobie żył., Honorowo.
                - No dobrze, czort bierz przodka, ja tu czekam na wieści ze spotkania z pisarką, bo wiem, że pan był na tym spotkaniu.
                - Byłem, byłem, żeberka jadłem, piwo piłem, ale to nie jest najważniejsze. Bóstwo widziałem we własnej osobie, zamieniłem słów kilka, Ale jakich słów!!!
                Bóstwo obejrzawszy mój prezent imieninowy w postaci kolażu moich zdjęć powiedziało: Gdybym miała 40 lat mniej zakochałabym się w tym blondynie…
                O matko…..
                Z powodu omyłki w dacie urodzenia ominął mnie romans wszechczasów! Rozumie pani co straciłem?
                -Rozumie, rozumie, kto był jeszcze?
                - Matkobosko, lepiej wymienić tych co nie byli,; krócej będzie.
                - Dziedzicu, nie doprowadzaj mnie do nerw, nie mogłam być, ale chcę wiedzieć.

                … A to już w następnym odcinku…
                • eulalija Komentarz tła:-) 06.08.08, 22:56
                  - I owszem, owszem Pani Grohalowa, na uszy swe własne słyszałam jak
                  Wielka Pisarka te słowa wyrzekła ustami własnym, aż mnię zatchło i
                  przez chwilę pożałowałam, żem nie facet blondyniasty ... -
                  westchnęła wszędobylska Eulalija. - A co do tła obecnego, toście
                  mogły Pani Grohalowa same dopełnić, ale się Wam nie chciało i teraz
                  cierp ciałowink
                  • papuga_ara Re: Komentarz tła:-) 06.08.08, 23:02
                    -Ale grudzień, grudzień kumy będzie i natenczas znowu Pisarka nas
                    zaszczyci, a da Bóg, i słów parę z nami zamienić raczy. Niech się
                    tam Grohalowa tak nie smuci, nie smutkować teraz czas, jeno za
                    papióry i insze arcyważne rzeczy do Wielkiej Księgi się brać, bo
                    huk, roboty huk!!! - powiedziało coś dziwnego, co na górnej belce
                    pod powałą usadowiło się niepostrzeżenie dla oka.
                    • lylika Re: Komentarz tła:-) 06.08.08, 23:29
                      A Ty co Papuniu zamierzasz zmalować na grudzień, bo o obiecanych źwierzątkach, jak dotychcza,s nie napisałaś ani słóweczka. Ani ani...
                      • papuga_ara Re: Komentarz tła:-) 07.08.08, 00:40
                        Ty nie bój nic. Czy ja kiedyś rzucałam, no, na wiatr? Źwierzątka
                        będą i się robią. Założę wątek i będą się wpisywać inne kadłuby też.
                        A poza tym termin oddawania jakby jeszcze nie mija. Spoko spoko, jak
                        mawiali w kingsajzie.
                        PS> Tylko z powodu zbliżającego się, krótkiego wypadu w krze, wątku
                        proszę spodziewać się po poniedziałku. Uprzedzając pytania: po
                        którym?, odpowiadam: po najbliższymsmile)
                  • groha Re: Komentarz tła:-) 07.08.08, 13:12
                    Baby, zejdźta z tej Grohalowej, dobrze wam radze, bo to choleryczna zaraza znana
                    w cały wsi - niby to słabowite, niby takie tiu tiu tiu tiu, a jak się zeźli, to
                    nie dość, że gębe rozedrze, to i za kłonice potrafi złapać, lepiej takiej nie
                    tykać, mówie wam wink
                    • lylika Odcinek 23. 17.08.08, 21:52
                      Odcinek 23

                      Występują:
                      Edyciakowa
                      Dziedzic Sztanglicki
                      Mężydłowa

                      - Dzień dobry pani Edyciakowa. Jak to miło z pani strony, że się pani ulitowała nade mną i zgodziła się przyjąć na przechowanie moje zwierzątko. Wyjeżdżam do Italii na kilka tygodni i zupełnie nie wiedziałem co ja mam począć ze stworzeniem. Wszyscy mi odmawiali.
                      - A dzień dobry panie Dziedzicu. U mnie, jak pan wie, czasu mało, bo ciągle nalewki i dekokty nastawiam, ale czego się nie robi dla przyjaciół z sąsiedztwa. A gdzie stworzonko?
                      - Na razie w samochodzie. Zaraz przyprowadzę.
                      - I mówi pan, że mam do psa mówić Karol? Jak można psa nazwać Karol?
                      - To, pani Edyciakowa nie całkiem jest pies.
                      - Wszystko jedno, pies czy kot, Karol to jakoś dziwnie. Chwileczkę, zdaje się, że ktoś puka. Proszę!!!
                      - Dzień dobry państwu, wiedziałam, że u pani Edyciakowej będzie pan Dziedzic, to pozwoliłam sobie przynieść panadziedzicowe okulary, które pan zostawił u nas ostatnio. Bo jak to tak, do ciepłych krajów bez słonecznych okularów?
                      - Bardzo dziękuję pani Mężydłowa, ja ostatnio taki roztargniony. Wie pani, to przez ten wyjazd i przez Karola. Zupełnie nie wiedziałem co z nim zrobić na czas mojej podróży. Dopiero pani Edyciakowa się zgodziła go przechować.
                      - No tak, pani Edyciakowa znana zielarka i szeptucha, to i nic dziwnego, że się zgodziła. Każdy miał obiekcje, proszę się nie dziwić.
                      - Pani Mężydłowa, jaka ze mnie szeptucha, ja tylko ziółka parzę, proszki ucieram, naleweczki nastawiam. Mojej naleweczki to i pani chętnie używa.
                      - Przecież ja nic złego nie mówię, tylko, że pani z natury rzeczy z przyrodą zaznajomiona, to i każde zwierzątko przyjmie.
                      - A dlaczego miałabym nie przyjąć? Ludzie teraz jacyś dziwni się porobili, sąsiedzkiej przysługi skąpią. Ale co tam u pani? Podobno odstawiła pani Mężydło od stołu za to co ostatnio powiedział?
                      - A odstawiłam, niech się nauczy rozumu. Kto słyszał żeby mi od amerykańskich ciotek ubliżać i w różowych spodniach kazać chodzić.
                      - To Mężydło pewnie do gospody chodzi, bo gotować przecież wcale nie umie.
                      - Nie chodzi, bo mu gospoda na wątrobę szkodzi. Usiłuje sam gotować. Rozrywkę mam, mówię wam co się zowie. Zupy gotuje. Gotuje ogórkową, wychodzi kartoflanka. Gotuje grochówkę, wychodzi kartoflanka. Nawet przy pomidorowej kartoflanka mu wyszła. Ciekawam co mu wyjdzie jak spróbuje ugotować rosół?
                      - I co się pani tak pastwi nad chłopiną? Wszyscy wiedzą, że Mężydło nawet wodę na herbatę przypali a jak chleb kroi, to na chirurgię trzeba gnać na sygnale. Niech mu pani odpuści.
                      - Odpuszczę, ale co się uśmiałam, to moje. Muszę lecieć, żeby mi chałupy z dymem nie puścił. Jak wychodziłam zabierał się do smażenia jajecznicy. Do widzenia i miłych wakacji dla pana Dziedzica.
                      - Dziękuję. My też wyjdziemy, żeby mojego Karola z samochodu zabrać do pani Edyciakowej.
                      - A to chodźmy wszyscy.
                      - To gdzie ten kot? Nawet klateczki nie widzę.
                      - Pani Edyciakowa, to nie jest kot.
                      - Wszystko jedno; pies, kot, kogut czy nawet cielak. Prowadź pan go do obejścia.
                      - Już, już, tylko muszę sprawdzić czy ma kaganiec dobrze upięty i czy szelki trzymają.
                      - Rany boskie, to pan mi jakiegoś groźnego psa chce zostawić. Bulterier może?
                      - Już mówiłem, że to nie jest pies. To egzotyczne, piękne stworzonko.
                      To krokodyl…

                      • 36krzysiek Re: Odcinek 24 17.08.08, 22:51
                        - Panie Sztanglicki, jak Bóg miły na niebiesiach, co ja z krokodylem
                        zrobię?
                        - Niech się szanowna Edyciakowa nie martwi, to spokojny źwierz,
                        głównie śpi, a jak nie śpi marchew chrupie
                        - A kto to widział źwierzynę marchwią karmić, nasze ino proso rąbią
                        i parówki!
                        - Toć to egzotyczne zwierzę, droga Edyciakowo, one do inszej strawy
                        przystosowane
                        - Sama prawda, droga Edyciakowo, nasz wąż od pralki ino skarpety
                        żre, taki mądry, jeno Mężydło w nerwach lata, że potem do pary
                        dobrać nie może. A Pan Sztanglicki raczy swoje szanowne binokle ode
                        słońca odebrać?
                        - Droga Mężydłowa, powóz przed podróżą nastrajam, osie trza naoliwić
                        i skórę na siedzeniach zabezpieczyć, mrowie roboty i stangret na
                        trzy dni robotę obiecał, więc przed wyjazdem nie zdążę, ale niech
                        się Mężydłowa nie niepokoi, oczy od słońca inną parą od Prady
                        chronić będę a rzeczone binokle po powrocie odbiorę.
                        -
                        • lylika Re: Odcinek 24 17.08.08, 23:14
                          Ja bo ale panie Dziedzicu bardzo dziękuję za informację względem binokli, bo jak Edyciakowa uciekła, jak z propelerem na widok źwierzątka, a mnie zostawiliście na pastwę, to sama nie wiedziałam co mam robić; brać na smycz tego pinczera, czy uciekać. Dobrze, że strachu nie dałam po sobie poznać. Dopiero Mężydło miałby ubaw.
                          Ciekawe co by mu wyszło z planowanej jajecznicy.
                          Mam nadzieję, że będzie zwykły omlet. smile)
                        • lylika Re: Odcinek 24 18.08.08, 21:42
                          Ja rozumiem panie Dziedzicu, że pan teraz zajęty pilnowaniem stangreta przy smarowaniu osi powozu, pilnowaniem lokaja przy pakowaniu walizek, pilnowaniem pokojówki przy prasowaniu kołnierzyków, a nie sprawdzaniem czy ma przy sobie ciemne bryle (jeśli ktoś jest von, to bryle nosi, a nie binokle), ale na informację o wymarzonej tarce do jarzyn mógłby pan chociaż odpowiedzieć, że dostał.
                          • lylika Re: Odcinek 24 18.08.08, 22:54
                            Czyli nie dostał, albo ma reise fieber do kwadratu. Baronie, nie turbuj się brylami i tarką. Wypoczywaj i wracaj na łono cały, zdrów i wytęskniony. Dozoba...
                            • 36krzysiek Re: Odcinek 24 19.08.08, 13:17
                              Święte słowa droga Szefowo, istny don wariatów, mam za mało
                              wszystkiego, walizki się nie domykają, bagażnik takoż. Jakie
                              szczęście, że nie będę tego nosił, tylko samo jedzie. Ciekawe, że
                              jak się ma nosić tobół na sobie to naraz się okazuje, że nic nam nie
                              jest potrzebne! wink Najwazniejszy jest kompas i przewodnik (w
                              kieszeni).
                              • lylika Odcinek 25 28.07.09, 21:50
                                Występują:
                                Baron
                                Szpulska

                                - Na litość Boga, Baronie, gdzie pan przepadł? Wszyscy, ci co mają, włosy z głowy rwą i lamentują. Ładnie to tak zostawiać nas w niepewności przez tyle czasu?
                                - Przepraszam, pani Szpulska, niech chociaż pani mnie nie dobija. Sam jestem na skraju rozpaczy, dna, dołu, depresji i wypadków w szelkach. Co się tak mnie uczepili? Tyle osób znika każdego dnia. Taki Wójt Goposiński, niby bywa a tak jak by Go nie bylo.
                                - Baronie, nie wiesz pan jakie tu plotki "życzliwi" roznosili.
                                - Roznosili? Jakie?
                                - Przeróżne. Podobno wiarę pan zmienił i nie modli się pan do częstochowskiej.
                                - Ja zmieniłem wiarę? Ja jestem niewierzący.
                                - No nie wiem, tak mówią.
                                - A co tu się działo, pani Szpulska jak mnie nie było?
                                - A co się miało dziać, plotkowali, że pan idzie do upadłości i dlatego się ukrywa.
                                - Dlaczego miałbym iść do upadłości?
                                - Ta pańska bezpańska lokomotywa ich upewniła. Podobno PKP Cargo nie chce zlecić remontu i zostaje pan z ruiną.
                                - Nie mam głowy do takich dupereli. Ciekaw jestem co we wsi.
                                - Niewiele, tyle, że ktoś chciał rąbnąć Mężydłową, ale na razie mu się nie udało. Najbardziej podejrzana szeptucha Edyciakowa. Teraz Mężydłowa leży w szpitalu prawie bez ducha a Edyciakowa podsyła jej fryzjera i manikiurzystkę. Ciekawe z czym? Ale niech pan Baron powie czym taki zdołowany i struty?
                                - To nie wie Szpulska czym? Bilet na Madonnę mi ukradli!!!
                                • cafeszpulka Re: Odcinek 25 28.07.09, 21:53
                                  Puenta doskonała ! smile
                                  • edyta95 Re: Odcinek 25 28.07.09, 22:16
                                    moje chmielewszczany ulubione się pojawiły. Czyżbym rok czekała na
                                    odcinek?smile
                                    • lylika Re: Odcinek 25 28.07.09, 22:27
                                      Zachęciłaś mnie. Możesz mieć odcinek co tydzień. Jeśli chcesz. smile
                                      • lylika Re: Odcinek 25 28.07.09, 22:28
                                        I jeśli inni chcą.
                                        • edyta95 Re: Odcinek 25 28.07.09, 22:33
                                          Ja chcę bardzosmile
                                          Chociaż mało wdzięczności mi okazujesz za wezwanie pogotowia i
                                          uratowanie życia. Zemszczę się, też mnie zachęciłaśsmile
                                        • eulalija Re: Odcinek 25 28.07.09, 22:49
                                          ja także chcę, bardzo nawet, bardzo!
                                          • ter.eska Re: Odcinek 25 28.07.09, 23:40
                                            Ja też bardzo,bardzo,bardzo...chcę.Jest cudownesmile))
                                        • romy_sznajder Re: Odcinek 25 29.07.09, 01:18

                                          > I jeśli inni chcą.


                                          Co sie Pani pytasz, pani Mężydłowa, co majo nie kciec! Kco, pewno ze kco!
                                          • kocio_pierzaczek Re: Odcinek 25 29.07.09, 13:37
                                            Dobrze godo. Piszcie, Mężydłowa, ino chybko.
                                          • bbbzyta Re: Odcinek 25 29.07.09, 15:47
                                            Łojezusicku, Barona obkradli!!
                                            • lylika Odcinek 26 04.08.09, 22:02

                                              Występują:
                                              Edyciakowa
                                              Szpulska
                                              Mężydłowa
                                              Mężydło

                                              - Moja Szpulska kochana, prawda to, że Mężydłowa bal sylwestrowy urządza w środku lata?
                                              - A tak Edyciakowo, prawda najszczersza.
                                              - Jak to tak? O sylwestrze latem to nikt na świecie nie słyszał. 31 grudnia ma być. Tak w kalendarzu stoi.
                                              - No cóż, Mężydłowa swoje lata ma, może coś jej się pomieszało. Wiecie to, że jakiś wściekły Niemiec rozum ludziom miesza. Może i Mężydłową dopadł.
                                              - Ale ja słyszałam, że samej Autorce zaproszenie wysłała i Ona je przyjęła! Ma być na balu w sobotę. I to nie sama, a z rodziną i przyjaciółmi. Czyste szaleństwo.
                                              - Ano, dała się omotać tej wariatce. Albo dzieciom chce pokazać jak wyglądają wariaci w Polsce.
                                              - Co tu oglądać? Samą Mężydłową? Przecież chyba nikt ze wsi nie pójdzie?
                                              - Jak to nie? Pół wsi się szykuje. Pióra baby zbierają od kur do przyozdobienia głowy, srebrne i złote łańcuchy choinkowe doczepiają do kreacji, chłopów stroją w błyskotki, no… szał ciał i uprzęży.
                                              - Aż mi się wierzyć nie chce. Tak wszyscy zgłupieli?
                                              - Na to wychodzi. Ten sylwester, to ma być w rytmie brazylijskiej samby. Bardzo jestem ciekawa jak ta samba w wykonaniu Mężydłowej będzie wyglądać? Taka od roku pokręcona, że przykro patrzeć, to jak sambę zatańczy?
                                              - Jak ją znam, to i sambę zatańczy byle Autorkę ucieszyć, choćby i sambą lumbago.
                                              - Witam panie kochane, a o czym to panie rozprawiają?
                                              - A o pani, pani Mężydłowa. Zastanawiamy się co też pani przyszło do głowy z tym balem sylwestrowym w środku lata?
                                              - Jak to co? To najlepsza pora. Ja zimna nie lubię, a lubię zabawę sylwestrową, więc przeniosłam Sylwestra na sierpień. Nie pierwsza z resztą.
                                              - Witam panie. Kobito, choć do domu, bo robota czeka.
                                              - Witajcie panie Mężydło, o balu rozprawiamy.
                                              - Nie ma co rozprawiać. Czasu mało a obowiązków dużo. Choć już.
                                              - Idę, idę. Co taki gwałt?
                                              - Jak to co? Dmuchać trzeba!
                                              • edyta95 Re: Odcinek 26 04.08.09, 22:30
                                                Zostańcie Mężydłowa i pogadajcie jeszcze, my z Mężydłem jak onegdaj
                                                te dmuchanie załatwimy, tu para w gębie potrzebna, a wy mizerutka
                                                jesteście, jeszcze się ochwacicie i nici z tańców będą
                                                • lylika Re: Odcinek 26 04.08.09, 22:43
                                                  Ja do tańca jak ta mucha co leży na desce. W każdych okolicznościach przyrody mogę tańczyć. Przypuszczam, że na moim pogrzebie też zatańczę. Na sobotę mam przygotowany karnecik. Liczyłam na Barona z tangiem argentyńskim, ale sam sobie winien, przyjmę innych kawalerów chętnych do tanga i samby. Kto chętny?
                                                  • eulalija Re: Odcinek 26 04.08.09, 23:43
                                                    lylika napisała:

                                                    > Liczyłam na Barona z tangiem argentyńskim, ale sam sobie wi
                                                    > nien, przyjmę innych kawalerów

                                                    Może z G0p0sem kapitańskie tango???
                                                    A tak sobie gdybam ... Maluśka Pani Prezes w ramionach G0posa w
                                                    czapce kapitańskiej ... kurcze, żeby mi się to przyśniło, żeby mi
                                                    się to przyśniło, żeby mi się!!!! Że też ja dziś nie miałam okazji
                                                    kaszy gryczanej zeżreć, ona na sny o forum dobrze mi robi ...
                                                  • lylika Odcinek 27 12.08.09, 22:21
                                                    W Chmielewszczanach odc.

                                                    Występują:
                                                    Dorocińska
                                                    Eulalijska

                                                    - Co to pani, pani Drocińska taka pani rozmarzona?
                                                    - Tak sobie przypominam, pani Eulalijska, mnionego Sylwestra.
                                                    - To niech pani powie co było, bom bardzo ciekawa.
                                                    - Lepiej niech pani spyta czego nie było. Było chyba wszystko, co na Sylwestra potrzebne. Balony były, dymane helem i doustnie. Napitki i zakąski rozmaite, muzyka skoczna. Bebezycka cała w błękitach za didżeja się najęła. Wszystkie odstrojone w błyskotki aż oczy bolały. Szeptucha Edyciakowa, to taką kieckę miała, że klękajcie narody. Inne też nie gorsze. Złote suknie do ziemi, maseczki, srebrzyste bluzeczki, pióra, boa… Galopowska wystroila męża w swoją świecącą bluzkę aż się chłopina zawstydził i czarną koszulę na wierzch przyodział. Pięknie wyglądał. Taka Tereskowska miała 2 w jednym. I kieckę i wdzianko srebrne. (Ewińska jako Syrena, ani Hortensjowa jako kwiat nie pojawiły się, tylko gadały przez telefon) Cytryńska złota z dodatkami. Sznajderska i Paulina Zielonacka w maskach weneckich. Mamalarińska, dla niepoznaki przebrała dziecko za Czerwonego Kapturka, Dzidkowska była w kapeluszu, bardzo ładnym. Były też zza mórz przyjezdne. Asiansonowa w cudnej bluzce i Aganoregowska z pierwszą wizytą. Nawet wójtowa Starogropska w czerwonym boa wystąpiła i tylko jedno piórko zgubiła. Inne siały piórami niemożebnie. Papuzińska za to nie zgubiła ani jednego pióreczka. Wójt tylko niczym nie świecił i w czapce kapitańskiej dowodził. Potem były prezenty, toasty, sto lat i stos kości po żeberkach. Szpulska w różowym boa podlewała wszystkich piwem, winem i koniakiem.
                                                    - O matko, pani Dorocińska, nie o kreacjach, żarciu i piciu chciałam się dowiedzieć, tylko czy Autorka była i czy była zadowolona?
                                                    - Była, dziewięcioosobowo była.
                                                    - Co też pani, rozmnożyła się?
                                                    - Nie, rodzinę i przyjaciół przywiozła. To chyba świadczy, że była zadowolona. I jeszcze to, że wyszła grubo po dziesiątej wieczór.
                                                    - Jak to po dziesiątej, w Sylwestra?
                                                    - No tak, bo północ była o ósmej trzydzieści. Big Ben wybił dwanaście.
                                                    - Ja chyba zwariuję, nie dość, że Sylwester w sierpniu, to jeszcze północ grubo przed północą?
                                                    - Co pani chce, pani Eulalijska, przecież to Chmielewski Sylwester był.
                                                  • edyta95 Re: Odcinek 27 12.08.09, 22:36
                                                    Ale Eulaijska nic się nie martwcie, podobno w grudniu nową siurpryzę
                                                    szykują, to sama zobaczycie
                                                  • eulalija Re: Odcinek 27 14.08.09, 08:33
                                                    Ja się dopiero teraz zaczynam poważnie martwić. Widzicie Szeptucho
                                                    co się z kalendarzem nabroiło? Przyjdzie nam w grudniu na pochód
                                                    pójść albo na majówkę czy inny piknik jechać. I jak to zniesie
                                                    Mężydłowa? Zamarznie na amen.
                                              • romy_sznajder Re: Odcinek 26 04.08.09, 22:38
                                                Dmuchać na gwałt! Dyć to zbereźniki, ino jedno im w głowach!
                                                • edyta95 Re: Odcinek 26 04.08.09, 22:51
                                                  ino nam to dziwnie szło, ja dmuchałam a Mężydło pętelkował. Na
                                                  koniec stwierdził, że powietrze zejdzie, to się rozwiąże i dodmuchasmile
                                                  • lylika Re: Odcinek 26 04.08.09, 23:11
                                                    O matko, aże mnie rozdęło ". Na
                                                    > koniec stwierdził, że powietrze zejdzie, to się rozwiąże i dodmuchasmile"

                                                    Dodmucha? Chyba kolki dostanę.Już mnie sperła. smile
                                                  • hortensja66 Re: Odcinek 26 13.08.09, 10:41
                                                    Omatkopolko! Baby we wsi o mnie gadajo.
                                                    No nie mogłam dojechać i zostawić w obejściu samopas żywizny. Bo to i koty, i
                                                    dzieci, i chłopsmile Trzeba nakarmić i oporządzić.
                                                    A do stolicy daleko. Zapłakaliby się za mną. No dobra, daliby radę, to ja bym
                                                    beczała i zamartwiała się co u nich. A wszytkich ze sobo nie pociągne przecia.
                                                  • ewa9717 Re: Odcinek 26 13.08.09, 17:06
                                                    to, to, to, kumo! A u mnie lewentarz przyjezdny.
                                                  • spokokolarz Re: Odcinek 26 13.11.09, 06:56
                                                    Będzie kontynuacja? smile
                                                  • lylika Re: Odcinek 26 13.11.09, 15:08
                                                    Nie ma popytu. wink
                                                  • edeka5 Re: Odcinek 26 13.11.09, 15:42
                                                    Będzie podaż, będzie popyt wink
                                                  • goonia Re: Odcinek 26 13.11.09, 16:16
                                                    Byleby cena nie byla zby wygorowanatongue_out

                                                    Popytuje zatem, zeby nie bylo, ze nie:0
    • asia.sthm Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 22.02.10, 22:03
      W Chmielewszczanach bzy zakwitly w lutym.
      Ot zycie.
      • orale Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 06.01.11, 23:56
        podbiję póki nie trafiło do lamusa
        • kocio_pierzaczek Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 03.01.12, 10:00
          Do góry.
          • asia.sthm Re: W Chmielewszczanach - słuchowisko forumowe II 02.01.13, 01:41
            hop
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka