W związku ze związkiem wszyscy czytamy Klina, prawda? Ja też. Muszę sobie przypomnieć wszystkie szczegóły zwiazane z topografią miasta, tą książkową. Natychmiast dygresja.

Czy za każdym razem przy czytaniu którejś z książek odkrywacie jakiś nowy szczegół? Szczegół nie nowy, bo cały czas był, ale jednak nowy, bo wcześniej niezauważony. W Klinie, zaraz na początku odkryłam taki "nowy" szczegół. Nie związany wprawdzie z topografią ale związany ściśle z latami sześćdziesiątymi. Joanna była "talijna". Tak się kiedyś mówiło o osobach o talii osy. Maleńki cytat: "... Jestem uczciwa, podniosłam się, wzięłam centymetr i zaczęłam się mierzyć, przy czym dokonałam nadzwyczajnego odkrycia. - Niech pan sobie wyobrazi - powiedziałam do telefonu - jakie szczęście mnie spotkało. Myślałam, że mam w talii sześćdziesiąt dziewieć centymetrów, a okazuje się, że mam tylko sześćdziesiąt trzy!...". Zaczęłam sobie wyobrażać te 63 centymetry. Dla lepszego podparcia wyobraźni sięgnęłam po mamin kajecik, w którym przez lata zapisywała moje wymiary.
Grudzień 67, Lilka, kostiumik ślubny; gors - 88 cm, talia 68 cm, biodra - 88 cm. i tak dalej. Nie mam pojęcia dlaczego ale figuruje też waga: 39,5 kg. Przypomniał mi się też stały komentarz mamy do moich wymiarów: "Chuda jesteś jak fastryga ale talii to ty nie masz, oj nie. W babcię Franię poszłaś, owszem, przystojna kobieta, ale całkiem pozbawiona talii." i jeszcze: "Ja, w twoim wieku miałam 59 cm i ojciec mógł mnie objąć w talii dłońmi." Porównując te 63 cm Joanny z moimi 68-ma wychodzi na to, że talii nie miałam a Gurua tak. Mogła, z powodzeniem, nosić sukienki na halce, wcięte w pasie.
To jeden drobny szczególik. Spodziewam się znaleźć inne.
Czytacie teraz Klina? Coś znaleźliście?