Fajna nazwa, nie?
Właśnie dostaliśmy od Guruy, do własnej ręki, tak żywy przykład, iż w każdej
obrzydliwości życia codziennego można znaleźć jakiś element pocieszający, a
także liczne sposoby, jak należy to robić, że nadarza się świetna okazja, żeby
z tego skorzystać, nie uważacie? Bo różnych okropieństw nikomu w życiu nie
brakuje, jak sądzę, więc nie zawadzi poćwiczyć i trochę podciągnąć się w
dostrzeganiu ich inaczej, niż ogólna norma ponurości przewiduje, nieprawdaż?
Jeśli więc macie jakieś takie, to tutaj można o nich pisać, proszę bardzo.
Straszne mogą być i nawet wyciskać łzy, byle pamiętać o proporcjach - na jedną
łzę smutku powinny przypadać dwie łzy ze śmiechu, co najmniej, bo to ma być
wątek ćwiczebny do oduczania się smęcenia, nie na odwrót

P.S. Właśnie oswajam rozliczne choróbska, ludzkie oraz kocie, ale chyba nie
mam jeszcze odpowiedniego dystansu. Jak nabiorę, to może napiszę o takim
okropieństwie, gdy weterynarz okazuje się o niebo lepszy od ludzkiego doktora,
a jedyną metodą na postawienie dobrej diagnozy i w miarę skuteczne leczenie,
jest pójście samemu na medycynę, albo co. Ale materiał do ćwiczeń jest
pierwsza klasa, to trzeba przyznać. Zastrzyki już sama umiem robić, a jak!