gabrielle
03.06.09, 21:09
Dziś do kawy czytalam "Trudnego trupa" Chmielewskiej, myślałam o sierpniu, po
czym przypomniało mi się, jak to Gurua pisala gdzieś, jak to jej te jej różne
wizje do książek wyskakują. Typu jedzie, przestaje widzieć drogę, bo jej się
nagle ukazało świetne miejsce do ukrycia trupa w krzakach w Małkinii Górnej.
Po czym, po ciągu dalszych skojarzeń, umysł wyprodukował scenę, jak to jadę
pociągiem i czytam książkę. Gdy zastanowiłam się, co będzie dalej, to do
przedziału wsiadł S*. i zamknął za sobą drzwi na klucz i zaczął się do mnie
dobierać. Wywaliłam go z przedziału (W OGÓLE CO TO ZA POCIĄG Z KLUCZAMI?) i
wróciłam do rzeczywistości. Upiłam łyk kawy, zastanowiłam się, co dalej w tym
pociągu.
W pociągu nic nowego, bo umysł wyprodukował dokładnie taką samą scenę.
Wywaliwszy gada z przedziału dopiłam kawę do końca i poszłam sposobić się do
wyjścia.
W ogóle nie rozumiem, jak można prowadzić codzienną egzystencję, jeśli przy
zwykłej czynności wyskakuje ci przed oczami wizja, której nie możesz pogonić.
Ani nie mogłam zablokować drzwi, ani zgubić klucza, ani wyjść, bo gdzie, skoro
pociąg jechał.
*S. to realnie istniejący osobnik, który się do mnie parę razy dobierał
realnie, ale rzecz ukróciłam. W podświadomości coś zostało.