Dodaj do ulubionych

The Hours - Godziny

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.04, 19:09
Film "Godziny" zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po prostu majstersztyk.
Obawiam się jednak, że nie do końca udało mi się zrozumieć jego przesłanie.
Tematem filmu było życie, o tym, czego człowiekowi potrzeba do szczęścia i że
ludzie żyją głównie dla siebie nawzajem. Jak jednak zinterpretować nieudane
ciasto Laury, samobójstwo Richarda czy kupowanie kwiatów na początku filmu? I
pod jakim względem Clarissa (Meryl Streep) była podobna do dwóch pozostałych
bohaterek? Czy Wirginia Woolf utożsamiała się z opisywaną przez siebie
postacią - panią Dalloway? Czy popełniła samobójstwo tylko z tego powodu, że
czuła się nieszczęśliwa? Chciałbym znać odpowiedzi na te pytania. Mam
nadzieję, że nie tylko mnie ten film pobudził do refleksji.
Obserwuj wątek
    • black_lotus Re: The Hours - Godziny 09.02.04, 19:49
      Warto przeczytać powieść Cunninghama.
    • black_lotus Re: The Hours - Godziny 09.02.04, 20:06
      Tort dla Dana....hmmmm......Laura Brown ma kochającego męża i uroczego synka.
      Jest w ciąży. Mieszka w ładnym domu na przedmieściu. Powinna być szczęśliwa.
      Ale nie jest. Stara się być dobrą żoną i matką. Chce być taka, jak inne dobre
      żony i matki. Urodzinowy tort dla męża ma być (przynajmniej ja tak to widzę)
      takim potwierdzeniem jej 'kompetencji'. Tak jakby sama siebie chciała
      przekonać, że to życie - mąż, dzieci, pieczenie tortów etc. - jest właśnie tym,
      czego zawsze chciała. Że jest idealnie.
      Ale może Laura nigdy tego nie pragnęła?
      • Gość: tervaniemi Re: The Hours - Godziny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.04, 17:03
        Myślę, że jest to dobra interpretacja. Laura sama powiedziała synkowi,
        że "upieczemy ciasto, żeby udowodnic tacie, jak bardzo go kochamy". Ta kobieta
        tak naprawdę nie kochała męża, rodzina rzeczywiście nie dawała jej szczęścia.
        Nasuwa mi się tu skojarzenie z "Madame Bovary" Flauberta.
        • Gość: wodniczka Re: The Hours - Godziny IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 14:28
          znasz takie pojecie "roleplaying" ale w odniesieniu do kultury
          mysle,ze najlepiej wyraza je teoria judith butler
          i jej ksiazka
          "gender trouble"
          butler mowi tam o tym,ze zylemy w swiecie, w ktorym istnieja juz okreslone z
          gory role, ktore musimy wrecz dzwigac i to nie tylko role "dobrej zony"
          (pomysl, jak to funkcjonowalo w latach 50-tych!), lecz takze "mezczyzny" (z tym
          sobie nie radzi richard) i nawet..."lesbijki"....
          bardzo trafne, a jako klucz do interpretacji "godzin"- znakomite.
    • Gość: Karolina Re: The Hours - Godziny IP: 157.25.152.* 14.02.04, 14:42
      Też polecam książke, chociaż jej filmowa adaptacja jest bardzo wierna. Te
      kwiaty, torty, konwenanse to nasze przyzwyczajenie do codziennych, w
      rzeczywistości mało ważnych spraw. Clarissa mówi, że jej życie jest "so
      trivial," ale wykonanie po kolei wszystkich czynnosci związanych z przyjęciem
      (w filmie) daje jej poczucie, że jej zycie ma jakis sens, że te banalne,
      codzienne czynności służą czemuś wyższemu, ważniejszemu, tak jak Laura
      Brown 'pokazywała' mężowi jak go kocha piekąc tort. To w dużej mierze film o
      konwenansach, zwykłej codzienności, zmartwieniach, które z jednej strony nas
      osaczają, z drugiej jednak regulują nasze życie (obowiązki pani domu w
      przypadku Laury, zorganizowanie przyjęcia u Clarissy czy codzienne czynności
      takie jak jedzenie czy ubieranie się u Virginii). Zauważcie, jak dużo uwagi
      jest tym błahym czynnościom poświęcone uwagi zarówno w filmie jak i książce. To
      wlaśnie przez drobne czynności, drobne rzeczy możemy pokazac, jak bardzo ludzi
      kochamy (np. dobierajac idealny odcień szala komuś w prezencie na urodziny, czy
      przygotowanie Richardowi ulubionej potrawki z krabów). Z drugiej strony to
      osacza, bo jak tort się nie uda... Trzy bohaterki łączy nie tylko, pośrednio
      lub bezpośrednio, "Pani Dalloway" Woolf, ale też obecny w ich życiu, dłuższy
      lub krótszy, wątek lesbijski. Aha, pani Dalloway w powieści Woolf nie popełnia
      samobójstwa, a sama Virginia Woolf przez całe życie cierpiała na chorobę
      psychiczną, więc nie łączyłabym smutku Virginii wyłacznie z nieszczęśliwym
      życiem (według biografów była z Leonardem bardzo dobraną parą). Bardzo mi się
      zarówno film jak i książka podobały. Polecam obie!
      • Gość: tervaniemi Re: The Hours - Godziny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.04, 21:39
        A dlaczego richard popełnił samobójstwo? Czy tylko dlatego, że był
        nieuleczalnie chory? Przecież dostał nagrodę, miał przyjaciół...
        • Gość: Zdanka Re: The Hours - Godziny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.04, 15:15
          Bo nie wszystko jest takie,jakim się z pozoru wydaje.
      • Gość: wodniczka Re: The Hours - Godziny IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 14:35
        watek lesbijski jest bardzo wazny, al nie tylko ze wzgledu na "oswojenie",
        mysle,ze raczej w tym wypadku jesy to(ale nie "watek lesbijski-nadal te
        etykietki!)- waga owych pocalunkow wyrazajacych niestandardowe, wybijajace sie
        poza role przybrane uczucia."milosc"-ale ile miesci sie w pudelku z
        napisem "milosc"?poza tym to taka metafora przekroczenia.
        i zwrocenia uwagi takim heterosexistom jak pan ponizej,ze juz powinni wyjsc z
        kina, bo nie rozumieja:):):)
      • Gość: wodniczka Re: The Hours - Godziny IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 14:40
        ach, a poniewaz caly film, ajk i ksiazka cunninghama jest wspaniala
        intertekstualna zabawa z tekstem woolf
        "Pani Dalloway"
        Woolf zamierzala najpierw usmiercic clarisse dalloway, jednak zdecydowala sie
        na smierc poety, szalenca, odmiany duszy clarissy, jej hermafrodytycznej
        polowki.i tak jest w filmie i u cunninghama.
        poeta naprawde musi umrzec, bardzo wyraznie to widac...
    • Gość: Karolina Re: The Hours - Godziny IP: 157.25.152.* 23.02.04, 21:12
      A dlaczego ludzie popełniają samobójstwa? Chyba tylko oni to wiedzą! Myślę, że
      Richard się nie mógł pogodzić z tym, że jego obecne życie, choroba, mieszkanie
      w śmierdzacym mieszkaniu było zbyt różne od tego, co miał za młodu. Był
      piekielnie inteligentnym, utalentowanym chlopakiem z powodzeniem, miał wielu
      przyjaciół, brylował w towarzystwie, Clarissa go podziwiała, a teraz, chory,
      zdany jest na miłosierdzie Clarissy, będąc wczesniej jego kochanką, nie chciał,
      aby ta - brzydko mówiąc - podcierała mu tyłek. Jego życie straciło dla niego
      sens. Polecam wątek "bezsensowne sceny" gdzie jakiś oszołom próbuje przekonać
      wszystkich, że scena uduszenia McMurphiego przez Indianina jes bezsensowna. Co
      za ignorancja! Pozdrawiam!
      • ppatka Re: The Hours - Godziny 24.02.04, 09:20
        polecam jeszcze jedną rzecz, sama najpierw zobaczyłam film i dopiero teraz
        sięgłam po książke Godziny Cunninghama, ale przed tym przeczytałam Pani
        Dalloway Virginii Woolf, i naprawde warto, nie dość że dobrze i szybko się
        czyta to przecież to była inspiracja do Godzin
        zwłaszcza Clarissa, bo przecież z czegoś wynika, że jest nazywana panią D.,
        stanowi więc bohaterke autorki lecz jakby ze zmienionymi losami, jakby pani
        Dalloway wybrała inną droge, choć znów nie tak aż do końca...można to po
        swojemy interpretować
        a pani Brown jest jak Virginia, niby wszystko ma a jednak jest w niej pustka...
        również do innych bohaterów można zanleźć odnośnik u Virgini Woolf
        naprawde polecam książke, dzięki temu i książka i film Godziny robią się o
        niebo ciekawsze
    • Gość: Lechu Re: The Hours - Godziny IP: *.dsl.vianetworks.de 24.02.04, 14:20
      Na pewno jest to kwestia osobistego odbioru.
      Mnie ten film mocno rozczarował, bo próbuje na siłę łączyć to, co nie ma żadnego związku, by otrzymać fałszywą (bo wyimaginowaną) głębię. To grzech filmów robionych na siłę pod Oskara.
      Problemy Virginii to problem medyczny. Problemami osób chorych psychicznie powinii interesować się przede wszystkim psychiatrzy. Ja osobiście przyjnuję je tylko do wiadomości.
      Problemy postaci odtwarzanej przez Juliane Moore to zupełnie inna inszość. Ale jest to wątek dostatecznie opisany w sztuce. Nie zauważyłem tak nic takiego nowego, żeby robić z tego film.

      Film zaś staje się znakomity tylko w tych momentach, kiedy traktuje o Richardzie i Clarissie. Po pierwsze dlatego, że Maryl Streep jest największą żyjącą aktorką kina, a jej partner gra tutaj nie gorzej od niej. Po drugie dlatego, aktorzy operują w znakomicie skostruowanej, psychologicznie prawdobodobnej, wiarogodnej rzeczywistości. Po trzecie dlatego, że reżyser pracuje bezbłędnie. Ale spięcie tego wątku z wątkiem Laury, to już paskudny, nikomy niepotrzebny barok i artystowskie nadużycie.

      Właściwie nie potrafię też powiedzieć, za co Nicole Kidnam dostała w tym filmie Oskara, choć uznaję, że jest to znakomita aktorka. Rozumiem, za co dostaliby ją charakteryzatorzy. Rozumiem, gdyby dostałaby go Maryl Streep albo Ed Harris.


    • Gość: Karolina Re: The Hours - Godziny IP: 157.25.152.* 24.02.04, 20:12
      MERYL, nie MARYL. Też uważam, że to raczej ona gra tu gówne skrzypce i powinna
      dostać Oscara. Wątek laury zaczał mi się podobać jak się zaczynałam domyślać,
      że jest matką Richarda. Rzeczywiście, chora psychicznie była tylko Virginia, i
      ta leczyła się psychiatrycznie. Laura nie radziła sobie z rzeczywistością,
      przydałby jej się psycholog, a to różnica. Nie krytykowałabym jej tak bardzo.
      Co mi się w filmie najbardziej podobało, to to, że Daldry prowadzi narrację
      bardzo elegancko, nikogo nie ocenia. Pozdrawiam!
    • Gość: Kasia Re: The Hours - Godziny IP: *.crowley.pl 25.02.04, 18:35
      widziałam wczoraj film i jestem pod wielkim wrażeniem. Kidam naprawde zagrała historycznie i naprawde w pełni zasłużyła na oskara, opowieść o
      naszym smutnym pogmatwanym zyciu w którym czarami wystarcza mała kropla do przelania wiadra goryczy.
      • ppatka Re: The Hours - Godziny 26.02.04, 16:18
        faktycznie, kreacja jaką stworzyła Kidman jest niezwykła
        tylko, że tego Oscara dostała ona za rolę pierwszoplanową, a co do tego to
        miałabym już pewne obiekcje...
    • Gość: z Re: The Hours - Godziny IP: *.visp.energis.pl 26.02.04, 16:11
    • guniak Re: The Hours - Godziny 12.03.04, 01:16
      Jedyną prawdziwie tragiczną postacią w tym filmie jest Richard.
      Wszystkie trzy baby sa siebie warte.
      To oczywiście ogromne uproszczenie ale po filmie pomyśłałem sobie że tyle czasu
      siedziałem przed ekranem by oglądać zmarnowane życie trzech niedoszłych
      lesbijek.
      Nic do lesbijek nie mam jakby ktoś się czepiał.
      Nie rozumiem udawania miłości.
      Ludzie którzy nie wiedzą czego chcą to żenujące przedstawienie.
      • Gość: tervaniemi Re: The Hours - Godziny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.04, 10:36
        Wszystkie postacie w tym filmie są tragiczne, nie tylko Richard.
      • Gość: wodniczka Re: The Hours - Godziny IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 14:10
        tak naprawde richard nie jest wcale tragiczna postacia.
        on sobie bardzo wygodnie ulozyl zycie w przeciwienstwie do nich.
        wydaje mi sie ,ze jego potrzeba teatralnego tragizmu i manipulowania innymi
        (popatrz, do czego doprowadzil clasrisse i swojego bylego kochanka)spelnia sie
        naljepiej w samobojstwie.
        richard(oczywiscie nie odmawiam mu strasznego dziecinstwa)jest rosadnym graczem.
        to on zyje ze swiadomoscia ,ze clarissa go uwielbia,ona nie wie o jego milosci,
        wydaje sie jej caly czas,ze jest trywialna, ze to on robi "wielkie rzeczy", ze
        ona tak naprawde nic nie znaczy...i on to konsekwentnie podtrzymuje.popatrez na
        reakcje wszystkich bliskich clarissy na slowo "richard"...i nie zrozum mnie
        zle, ja uwielbiam te postac, choc gra aktorska harris jest na granicy
        przegiecia, balansuje juz na cienkiej lince i przechyla sie na strone
        przeszarzowania i zlegop aktorstwa...
        po prostu uwazam, ze nie rozumiesz tego filmu, nie rozumiesz ani fenomenu jego
        wrazliwosci , alni-niestety -kobiet, siedzisz zamkniety w heteroseksistowskiej
        skorupie gruboskornosci i nie uda ci sie go zrozumiec, dopoki zycie bedzie dla
        ciebie nadal tak ptosto rozwiazane jak w "klanie".i "klan a nie "godziny" ci
        polecam....
    • Gość: wodniczka Re: The Hours - Godziny IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 13:57
      jesli podasz mi mejla-wysle ci moj artykul na ten temat.
      sa tam odpowiedzi na wszystkie twoje pytania
      • Gość: tervaniemi Re: The Hours - Godziny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.04, 14:35
        Będę bardzo wdzięczny: matti77@op.pl
    • coralina Re: The Hours - Godziny 12.04.04, 17:36
      Dla mnie trzy bohaterki, żyjące w następujących po sobie "czasach", miały
      pokazać jak zmieniła się rola kobiety w społeczeństwie. Wszystkie wykazywały
      skłonności lesbijskie, ale tylko Clarissa pod konieć XX w. mogła jawnie z tym
      żyć, nie narażając się na ostratyzm społeczeństwa i wyrzuty sumienia, że
      postępuje niewłaściwie. Nawet dziecko było jej świadomym wyborem.

      Kasia
    • guniak Re: The Hours - Godziny 13.04.04, 21:17
      Wodniczko! Wybacz że uraziłem Twoje głęboko emocjonalne odczuwanie Godzin.
      Wskazałem tylko wątek i określiłem swój czysto subiektywny odbiór.
      Nie trzeba od razu chlastać mnie Klanem :)
      Wątek lesbijsjki jest ewidentny a swój krótki wywód nazwalem uproszczeniem po
      to chociażby by nie wywołać tak skrajnych emocji.
      Poza tym może to być jeden z wielu tropów.
      Homoseksualizm tych kobiet, może poza Woolf, wydaje się być
      nabytym na gruncie niewłaściwych wyborów.
      A ja, jako widz, współczuję jedynie Richardowi i jego nieporadnej przyjaciółce.
      Mamusia Potwór wywołuje obrzydzenie.
      To są takie proste reakcje prostego człowieczka :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka