Gość: tervaniemi
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
09.02.04, 19:09
Film "Godziny" zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po prostu majstersztyk.
Obawiam się jednak, że nie do końca udało mi się zrozumieć jego przesłanie.
Tematem filmu było życie, o tym, czego człowiekowi potrzeba do szczęścia i że
ludzie żyją głównie dla siebie nawzajem. Jak jednak zinterpretować nieudane
ciasto Laury, samobójstwo Richarda czy kupowanie kwiatów na początku filmu? I
pod jakim względem Clarissa (Meryl Streep) była podobna do dwóch pozostałych
bohaterek? Czy Wirginia Woolf utożsamiała się z opisywaną przez siebie
postacią - panią Dalloway? Czy popełniła samobójstwo tylko z tego powodu, że
czuła się nieszczęśliwa? Chciałbym znać odpowiedzi na te pytania. Mam
nadzieję, że nie tylko mnie ten film pobudził do refleksji.