Gość: Siergiej
IP: *.blt.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
05.03.04, 21:12
Na czym polega problem z "Pasją" Gibsona? Na sprowadzeniu historii
ewangelicznej do samej męki Jezusa z Nazaretu. Jeśli film to tylko
naturalistyczne sceny tortur, niezrównoważone nauką tej postaci, to film nie
ma sensu religijnego a finałowe zmartwychwstanie jest tylko tandetnym happy
endem. Misterium Męki Pańskiej polega na uczestnictwu wiernych w tym
wydarzeniu i rozmyślaniu nad duchowym znaczeniem postaci Jezusa, a nie na
oglądaniu ogłuszającego wszystkie zmysły krwawego widowiska ze wszystkimi
szczegółami. Dlatego nasze ludowe kalwarie, gdzie tłum idzie za postacią
Jezusa i pada na kolana z jego upadkami, biorąc udział w symbolicznym
zaledwie spektaklu, niesilącym się na ścisłą rekonstrukcję, mają większy sens
religijny i stanowią o istocie chrześcijaństwa. Inaczej film Gibsona jest
tylko zapisem tortur danego człowieka i równie dobrze można by nakręcić film
o kimś torturowanym 2 godziny na ekranie przez Inkwizycję lub gestapo.
Nasuwa mi się skojarzenie z najpiękniejszym religijnym filmem, jaki
widziałem. Jest to "Wniebowstąpienie" Łarysy Szepitko, film radziecki z 1976
roku. Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej. Dwóch żołnierzy-
partyzantów zostaje schwytanych przez Niemców. Jeden z nich zdaje się być
silnym, odważnym i zdolnym na każde poświęcenie mężczyzną, drugi jest
wyczerpany i chory, w chwili załamania próbuje samobójstwa. Niby wiadomo,
który z nich okaże się dzielniejszy w obliczu wroga. A jednak... Ten odważny
od razu się załamie, ten słaby na torturach (pokazanych tylko poprzez
zbliżenia twarzy) nie wyda nikogo i zachowa godność. Długa sekwencja marszu
na miejsce egzekucji i powieszenia owego słabego z grupą kilku wieśniaków
jest wstrząsająca nie przez jakieś brutalne szczegóły, ale poprzez nastrój
nieuniknionego losu, jaki spotka niewinnych, dobrych ludzi. Film jest tak
nakręcony, że skojarzenia z Jezusem i jego męką są oczywiste. Wiemy, gdzie
jest prawda i dobro, i dlatego możemy wytrzymać tą scenę. W finale "Judasz"
wybiega przed obóz niemiecki, pada na kolana i krzyczy "Przebacz mi,
przebacz!" Echo odbija ten krzyk od lasów, wzgórz, niesie przez pola... Kto
wie, czy nie jest to najpiękniejsze przekazanie obrazu "Ukrzyżowania
Chrystusa" na ekranie, jakie kiedykolwiek nakręcono. I zostało przesłanie - o
godności człowieka, o sile dobra, które jest większe niż zło. I o to chodzi w
historii Jezusa z Nazaretu. Nie potrzeba wcale pokazywać krwi i wstrząsać
ludzkimi żołądkami. Trzeba przemówić obrazem do serca, ukazać wielką ideę i
unikać dosłowności, bo w ten sposób zaciera się misterium. Nie można
pokazywać, jak odwalony zostaje kamień przy zmartwychwstaniu, bo w ten sposób
funduje się nam bilet nawet na to, czego nikt nie mógł zobaczyć. Nie można
pokazywać twarzy Szatana, bo robi się z misterium bajkę i komiks - w filmie
Szepitko Szatan był w oczach gestapowca. Bo Zło nie jest czymś uosobionym i
zewnętrznym, siedzi w nas i każe nam krzyżować "bliźnich". Ale wiemy też, że
siedzi w nas Dobro gotowe na największe poświęcenia. Tego właśnie mnie,
ateistę, uczy Jezus z Nazaretu.