juliancio.wodnik
04.04.04, 15:37
Komentarz do Chinatownu
Filmik Chinatown specjalnie nas niczym nie zaskakuje. Wątek zmęczonego
prywatnego detektywa to żadna nowość. Bezradny wobec świata? Opatrzone.
Tajemnicza kobieta w kryminale? Podajcie tytuł kryminału w którym takiej nie
ma! Akcja w Los Angeles tuż przed wojnmą? Bez komentarza. Polański chyba
jednak nie chce nas czymś specjalnie zaskoczyć, ale po prostu przypomnieć
kinu stare filmy noir, tak można to odebrać. Dla historii kina Chinatown jest
pewnie kamieniem milowym, początkiem odrodzenia czarnego kryminału, ale co
teraz, trzydzieści lat po premierze może nas to obchodzić, hę? zasługą film
nie powinno być to, że wogóle został nakręcony, ale to co wnosi, czyż nie? A
skoro tak,to winno się oceniać film nie na podstawie jakichś tam danych z
historii filmu, ale na podstwaie tego, jakie wrażenie daje nam film. Nie
oceniajmy dobrze Chinatownu za to ŻE jest kryminałem, ale za to JAKIM jest
krymionałem. Nie jest złym, to trzeba przyznać, dialogi dobre, z kina nie
chce się wychodzić, historia, może specjalnie nie wciągająca, ale da się
oglądać; oglądaniu filmu towarzyszy poczucie beznadziei, bo bohater
przegrywa, ale tak bywa. Ale czy słuszne są opinie, że rola Gittesa jest
najlepszą w karierze p. Jacka? U Formana Nicholson był o niebo lepszy.