Dodaj do ulubionych

Napisz recenzję - wygraj telefon Siemens SX1

12.05.04, 17:24
W dniach 14-26 maja w warszawskiej Kinotece odbywa się WARSAW DOC
REVIEW - Przegląd Światowego Filmu Dokumentalnego, na którym widzowie
będą mieli okazję zapoznać się z najwybitniejszymi dokumentami
ostatniego sezonu z 11 krajów, poruszającymi aktualną i ważną tematykę
(antyglobalizm, zjawisko trzeciej płci, kulisy skandali
politycznych, poszukiwanie tożsamości w zmieniającym się świecie).
Napisz recenzję filmu, który najbardziej zapadł Ci w
pamięci. Najlepszy, najciekawszy tekst, który wybierze jury konkursu
złożone z organizatorów Przeglądu Światowego Dokumentu Warsaw DOC
REVIEW i redaktorów portalu Gazeta.pl, zostanie nagrodzony
supertelefonem Siemens SX1 z kamerą.

Konkurs trwa od 14 do 27 maja. Udział w nim mogą wziąć zalogowani
użytkownicy portalu. Wyboru dokonuje redakcja portalu Gazeta.pl oraz
organizatorzy przeglądu DOC Review, a żeby dostać nagrodę, w
danych swojego konta na Gazeta.pl musicie mieć podany swój adres pocztowy.
Wyniki konkursu ogłosimy 1 czerwca!


Przeczytaj regulamin konkursu


Przegląd Światowego Dokumentu DOC Review
Obserwuj wątek
    • szarobury Re: Napisz recenzję - wygraj telefon Siemens SX1 12.05.04, 19:10
      Wolałbym zegarek z wodotryskiem od siemensa z kamerą.
    • Gość: Gosc Re: Napisz recenzję - wygraj telefon Siemens SX1 IP: *.bsb.com.pl 20.05.04, 12:15
      W jaki sposób wysłać odpowiedź konkursową?
      • redakcja Re: Napisz recenzję - wygraj telefon Siemens SX1 20.05.04, 15:24
        Należy zalogować się na Forum i w tym wątku wpisać recenzję jednego wybranego
        filmu pokazywanego na Przeglądzie DOC Review.
    • justyszka Rezenzja filmu "Ostatnie zwycięstwo" 21.05.04, 14:11
      Obejrzałam już kilka filmów na Przeglądzie Światowego Filmu Dokumentalnego.
      Największe wrażenie wywarł na mnie film "Ostatnie zwycięstwo". Może dlatego, że
      jako dziecko wychowywałam się we Włoszech, a może dlatego, że film jest
      fantastycznie zrobiony. Oglądając film miałam wrażenie, że znajduję się w
      jakiejś cudownej galerii ruchomych obrazów. Ich tłem była maleńka Siena
      położona wśród łąk, zagubiona gdzieś daleko…. Uwagę zwracała pełna misterii
      kolorystyka ochry, czerwieni, brązów i pomarańczy. Operator bawił się po
      mistrzowsku światłem przemykającym po wąskich ulicach dzielnicy Civetta.
      Tematem filmu był doroczny wyścig konny, zwany Palio. To dla wszystkich
      mieszkańców dzielnicy życie i śmierć. Ostatnie zwycięstwo miało miejsce w roku
      1979, więc może wreszcie teraz? Reżyser pokazał przygotowania do wyścigu oczami
      pięciu bohaterów, z których najstarszy to 92-letni staruszek. Miałam okazję
      poznać ciekawą historię jego życia. Bardzo mnie urzekła jego samotność i
      optymizm. Czasami miałam chęć wstać z fotela i przytulić go, i wydawało się to
      prawie możliwe. Raz mi go było żal, a raz byłam z niego dumna, jakby to był mój
      bliski krewny. A takim mógłby być każdy z bohaterów.
      Chociaż Palio było głównym motywem filmu, to wydaje mi się, że zamierzeniem
      reżysera było pokazanie codziennego życia Sieny i historii niektórych jej
      mieszkańców. Historii tak różnej od tej, którą tworzymy i żyjemy na co dzień.
      Historii kolorowej pełnej radości, żalu, niespełnienia, oczekiwania, którą
      pisze samo życie. W pewnej chwili zaczęłam utożsamiać się z chłopcem stajennym
      przygotowującym miejsce dla konia – przyszłego bohatera, jak wierzyli wszyscy,
      później ze staruszką, która w wypadku samochodowych straciła syna i sens życia
      wiele lat temu.
      Cieszę się, ze miałam możliwość obejrzenia tego filmu i polecam go wszystkim,
      chcącym poznać życie i obyczaje zwykłych ludzi, żyjących gdzieś niedaleko.

      Justyna 13 lat
    • raks1 I wszystko się może zdarzyć... 22.05.04, 09:44
      W USA wszystko jest możliwe. Trochę wytarty slogan, ale nadal bardzo aktualny i
      prawdziwy. Chyba największą zagadką i tajemnicą, dla nas Europejczyków, są
      wybory do różnych urzędów w USA. Wiele razy zadawałem sobie pytanie, czy
      Amerykanie są aż tak naiwni. Można z nimi zrobić wszystko dysponując
      odpowiednimi finansami. Wielu reżyserów, także z Hollywood, wielokrotnie
      poruszało ten temat w filmach. Szczególnie podobał mi się ironiczny
      obraz "Fakty i akty". Nie spodziewałem się, że komuś kiedyś uda się stworzyć
      coś lepszego i celniejszego. Gdy pierwszy raz usłyszałem, że Arnold
      Schwarzenegger kandyduje do fotela gubernatora najbogatszego stanu, to ogarnął
      mnie śmiech i od razu przypomniały mi się najlepsze komedie "prezydenckie".
      Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić tego Commando-Terminatora w tej roli. Ale
      stało się, w końcu to Ameryka i to w jaki sposób. Nawet sobie nie wyobrażałem,
      że ta kampania była taka komiczna i że mogli być bardziej żałośni od Arnolda
      uczestnicy tego cyrku. Okazuje się, że Amerykanie nie mają ani trochę
      samokrytycyzmu, skoro w wyborach startują gwiazdy porno, czy "zawodowi łowcy
      posad". Dawno się tak nie uśmiałem, jak oglądając film "Jak Arnold zdobywał
      Zachód". Alex Cooke, autorka filmu pokazała calutką kampanię i to chyba bez
      żadnej cenzury. Po śmiechu przyszło też kilka chwil na refleksję i zdałem sobie
      sprawę, że nasza, rodzima kampania, to dopiero byłaby komedia. Tylko czy
      chciałbym to obejrzeć? Boję się, że nigdy bym nie poszedł już na żadne wybory :)
    • bozenkak1 Nauka szczęścia 23.05.04, 23:02
      Ból i cierpienie, a jednocześnie wielka wiara w człowieka, to uczucia, które
      towarzyszą po seansie "Z krwi i ciała mego". To obraz niesłychanie wzruszający
      i poruszający. Większość zdjęć jest bardzo wstrząsających i nie każdy da radę
      przez ten film przebrnąć. Ale ten komu się uda poczuje olbrzymią dobroć i
      ciepło jakie może stworzyć kochająca się rodzina. Dzięki takim obrazom, jak ten
      zaczyna się z powrotem wierzyć w drugiego człowieka i w to, że można być
      szczęśliwym. Bo szczęśliwym można być niezależnie od koloru skóry, stanu konta,
      czy stanu zdrowia. Można być szczęśliwym zawsze i wszędzie, ale pod warunkiem,
      że to szczęście płynie z naszego serca i z serc najbliższych, otaczających nas
      na codzień. Susan i jej rodzina na pewno są szczęśliwe, co widzimy w każdej
      sekundzie filmy. Może warto byłoby wziąć z nich przykład i nauczyć się być
      szczęśliwym? Na początek polecam obejrzenie tego filmu, a potem? Kto wie...
    • Gość: cynik Nie ma nic o holocaście? IP: *.neostrada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.04, 08:19
      Zupełnie nic? Żadnych ukrytych treści? Żadnego prania mózgu przemycającego do
      podświadomości potrzebę naprawienia krzywd narodowi wybranemu? Nie wierzę. Po
      co w takim razie GW promuje ten przegląd filmów? Dlaczego chce, żebyśmy tam
      chodzili i to oglądali? Była Lista Schindlera, był Pianista, minęło kilka już
      lat. Czuję, że powinien być jakiś nowy obraz zagłady. Czy ktoś może coś wie?
      • agabond A co byś chciał? 24.05.04, 11:40
        O co Ci chodzi? Obrazy zagłady masz na codzień w TV.
        Przegląd to cos wiecej, coś co zmienia pojmowanie świata. Jak masz problem, to
        zgłoś sie do lekarza.
    • agabond Najbardziej nieprofesjonalny film festiwalu 24.05.04, 12:16
      Nakręcony amatorską kamerą, prawie wszystkie ujęcia z ręki i bez światła.
      Żadnego artyzmu czy chwili zadumy, niczego, co by przykuło uwagę. Montaż zbyt
      pobieżny i niedbały. Wiele niedopowiedzeń i zagadek? Np. scena płaczu
      żegnających się żołnierzy na dworcu. Brak konsekwencji i profesjonalizmu.

      To i wiele jeszcze rzeczy można zarzucić reżyserce filmu „Chińskie kołdry”.
      Gdyby nie niecodzienna tematyka, film byłby nie do obejrzenia. Jest jednak coś,
      co sprawia, że ten obraz zostaje w głowie na długo. Potrafi wywołać koszmar
      nieprzespanej nocy, przywołując sceny z filmu. An Qi Ju pokazuje szarzyznę dnia
      powszedniego w bardzo niewysublimowany sposób. Żadnych upiększeń, ot Chiny w
      naturze. Bohaterką filmu jest kołdra, raz piękna jedwabna z ciepłym
      wypełnieniem kupowana przez bogatych, a raz zszargana czasem kołdra biedaków i
      wreszcie kołdra bohaterka – okrywająca swojego czasu przywódcę Mao.

      Dla mnie jednym z ciekawszych momentów filmu była wizyta w jurcie, gdzieś na
      kresach północnych przy granicy z Mongolią. Reżyserka pokazała prostych,
      niezwykle serdecznych ludzi, mówiących nieznanym językiem. Ciepło bijące z
      pieca rozeszło się na następne kadry filmu. I całe szczęście. Nabrałam chęci
      pojechania do Chin i już zaczynam zbierać pieniądze.
    • mszym & & #35 8222;Korporacja& & #35 8221; & & #35 8211; K 24.05.04, 13:39
      „Korporacja” przedstawia głęboką analizę sztucznego tworu „osoby prawnej”,
      głównego sprawcy najpoważniejszego problemu dzisiejszego świata, czyli
      konsumpcyjnego stylu życia przejawiającego się w bezmyślnym hedonizmie, wyzysku
      ludzi, a co najgorsze – bezlitosnym zatruwaniu środowiska naturalnego. Skoro
      tak naprawdę nikomu nie zależy na niszczeniu natury – dlaczego środowisko
      naturalne ulega degradacji? Skoro wszyscy chcą żyć w świecie bez wojen,
      dlaczego wybucha tyle konfliktów zbrojnych? Autorzy filmu dają wyraźną
      odpowiedź – żyjemy w świecie gdzie pieniądz i tempo wzrostu zysku stanowi
      jedyny i ostateczny cel. Dzisiaj nikt już nie mówi o służbie publicznej, mimo
      iż ostatnio wśród korporacji zapanowała moda na promowanie tzw.
      odpowiedzialności społecznej, czego przykładem w „Korporacji” był żałosny film
      reklamowy Shell’a. Korporacja niepostrzeżenie stała się
      monopolistycznym ‘kreatorem’ zuniformizowanej rzeczywistości zaśmieconej tonami
      komercyjnych produktów. Na dodatek wprowadzenie wielu z tych produktów zostało
      poprzedzone świadomym wykreowaniem popytu na nie. Trudno o większą sprzeczność
      ze służbą publiczną.
      W tym nieco przydługim filmie, autorzy przeprowadzają bardzo ciekawe studium
      przypadku. Próbują udowodnić, tezę, że korporacja zachowuje się jak
      destrukcyjny psychopata bez sumienia i moralności. W odróżnieniu jednak od
      typowej psychiatrii klinicznej – bardzo trudno jest zamknąć tę osobą w
      odosobnieniu. Co gorsza, osoba ta zupełnie nie przyjmuje do wiadomości diagnozy
      stawianej przez specjalistów, a na dodatek wszelkimi środkami stara się nie
      dopuścić by specjaliści podzielili się tą wiedzą z ogółem społeczeństwa. Pewnie
      ze strachu przed spadkiem tempa wzrostu zysku netto...
    • iriomote Lepper gubernatorem Kalifornii 24.05.04, 21:10
      „Ja to nie ja”. Te słowa Arnolda Schwarzeneggera, głównego bohatera filmu „Jak
      Arnold zdobywał Zachód”, najlepiej charakteryzują wybory na stanowisko
      gubernatora Kalifornii w 2003 roku. Cyrk, pornos, farsa to odpowiednie słowa na
      określenie tej kampanii. Już nigdy nie będę się skarżył na poziom intelektualny
      rodzimych polityków. To, co serwuje nam na ekranie ponad 130 kandydatów
      współzawodniczących z odtwórcą ról Terminatora o urząd gubernatora Kalifornii
      nie byłby w stanie wymyślić żaden hollywoodzki autor. Arnold recytujący z
      wdziękiem robota napisane przez doradców hasła wyborcze, aktorka porno
      prezentująca swe nagie i bardzo obfite wdzięki, gubernator, który za swoja
      największą zaletę uważa to, że jest nudny to tylko wierzchołek góry najbardziej
      odlotowych i nawiedzonych kandydatów. Nie najlepszej jakości technicznej film
      fascynuje od początku do końca. Może się podobać lub nie. Na pewno zmusza do
      refleksji nad demokracją w wydaniu kalifornijskim. Gorąco polecam.
    • janina42 Antyglobalnie o globaliźmie 24.05.04, 21:48
      Tyle teraz słyszymy o globaliźmie, o antyglobalistach, o protestach, zadymach
      itp. Są takie okresy, że wszystkie dostępne media o tym trąbią, ale tak
      naprawdę to chyba niewielu odbiorców wie o co w tym wszystkim. Zresztą trudno
      się dziwić, bo oglądając to co serwują nam media trudno cokolwiek zrozumieć.
      Media skupiają się na pokazaniu strat spowodowanych przez zamieszki, może
      właśnie o to chodzi... Może czasem warto zobaczyć wszystko z tej drugiej strony
      barykady? Myślę, że warto w tym celu obejrzeć obraz Ricka Rowley'a "Czwarta
      wojna światowa". Myślę, że po obejrzeniu tego filmu, ukazującego różne
      manifetacje m.in. antyglobalistów w różnych regionach świata. I choć każda z
      nich jest inna, to wszystkie mają wspólną cechę - zostały wywołane
      niezadowoleniem grupy osób z działania władz. Tytuł jest bardzo prowokacyjny,
      ale jednocześnie bardzo obrazowy i według mnie wyjątkowo trafny. Gdyby tak
      policzyć wszystkie demonstracje odbywające się w jakimś określonym przedziale
      czasowym (np. tydzień, miesiąc, rok) na całym świecie, to może się okazać, że
      bierze w nich udział, a nawet ginie lub zostaję rannych więcej osób niż w
      tych "prawdziwych" wojnach światowych. Naprawdę warto poświęcić troszkę czasu,
      by obejrzeć film R. Rowleya, a być może dzięki niemu uda nam się uniknąć
      kolejnej wojny, której nasz świat mógłby nie przetrzymać.
    • mariusz-rusinowski Na peryferiach wolności 25.05.04, 00:23
      „Szukając zezowatego Jezusa” to podróż na rubieże amerykańskiej cywilizacji,
      pasaż do alternatywnej Ameryki klasy C lub - jak kto woli - jej
      prowincjonalnych slumsów, droga do miejsca, w którym przeszłość zastygła w
      miejscu, okno na zacofane, zabobonne, „prymitywne” życie i folklor południa
      Stanów, widokówka z bagien, jezior, gór oraz zapuszczonego i zapomnianego
      pejzażu Luizjany, wreszcie pomost między niewinnością a mądrością, który jak
      zahipnotyzowani przekraczamy razem z twórcami filmu.

      Drogę tę pokonujemy razem z muzyczną elitą wywodzącą się z tego miejca. Ich
      utwory towarzyszą nam przez cały film, podobnie jak refleksyjna, poetycka
      narracja, której wtórują głosy tubylców.

      Przebijają się przez nią dwie skrajnie różne grupy. Obok wypowiedzi przestępców
      z lokalnego więzienia słuchamy fanatycznych wyznawców Kościoła
      zielonoświątkowców. Obydwie reprezentują świat ludzi opierających się uczuciu
      bezsilności i pustki, które jak w metaforze Jima White'a o mieszkańcach
      Luizjany niczym dłoń wgniatająca lód do wafelka wyciska poza jego brzegi ludzi
      sztuki, kryminalistów i ortodoksyjnych chrześcijan.

      Reszta zostaje sprasowana i zjedzona przez nudę i zaniechanie dokonania wyboru.
      Jakiegokolwiek wyjścia z impasu. Nawet jeżeli jest to wybór pomiędzy
      ekstremalnym złem a egzaltowanym dobrem. Dylemat ten stanowi kwintesencję
      egzystencji, gdzie granica między niebem a piekłem przebiega wzdłuż miejskiej
      ulicy, a różnice między sacrum i profanum symbolizuje postać zezowatego Jezusa.
    • martajas A to Czeczenia właśnie 25.05.04, 17:01
      Jak jest naprawdę w Czeczenii? Przez kilka lat non-stop wiadomości zaczynały
      się od sytuacji w Czeczenii. Teraz na topie jest Irak, a Czeczenia pojawia się
      tylko przy okazji ataków terrorystycznych w Rosji, które zawsze
      przeprowadzają "terroryści czeczeńscy". Nikt nie wie co przeżywają żołnierze
      którzy trafili na wojnę do tej byłej republiki ZSRR. Co jedzą, jak spędzają
      wolny czas, po prostu jak wygląda iich zwykły, codzienny dzień na froncie.
      Czeczenia dla Rosjan jest tym czym były Korea z Wietnamem dla USA i Afganistan
      dla ZSRR. Przywódców rosyjskich niewiele obchodzi co czują ich żołnierze, gdy
      oni podejmują decyzję o kolejnej kontrofensywie. Nic nie jest w stanie pokazać
      strachu przed śmiercią jaki dopada ich praktycznie na każdym kroku. Właściwie
      to prawie nic, za wyjątkiem filmu-reportażu "Czysty czwartek", który w
      niesłychanie sugestywny sposób ukazuję całą prawdę o wojnie z punktu widzenia
      zwykłego szeregowego żołnierza armii rosyjskiej. Olbrzymia zasługa w tym
      operatora i montażystów, których zabiegi osiągnęły wyjątkowo udany efekt. Ten
      film pozostawia niezatarte wspomnienia i wywołuję głęboki antywojenny wstrząs.
      To idealne narzędzie dla pacyfistów i znakomite kino dla miłośników wojennego
      dokumentu.
    • radirobot Recenzja filmu "Korporacja" 26.05.04, 12:01
      Tematy poruszone w tym dość przydługim dokumencie nie są mi obce. Może nie
      znałem ich tak wiele, ale większość poruszonych zdarzeń jest ogólnie znana
      nawet dla przeciętnie zorientowanego człowieka czytującego prasę. Skuszony
      wręcz trzygodzinnym wgryzaniem się w temat otrzymałem niestety pobieżną analizę
      znanych ogólnie faktów na temat destrukcyjnej działalności globalnych
      korporacji. Nie ujmując powagi poruszonych w tym filmie historii, które
      notabene chwilami jeżyły włos na rękach, reżyser rozmienił się na wiele
      drobnych. Zbyt wiele wypowiedzi mądrych głów z kilkoma tytułami przed
      nazwiskiem, można było z pewnością zastąpić bardziej osobistymi tragediami
      zwykłych wyrobników korporacyjnych. Jednak mimo wszystko film skłania do
      głębszej refleksji nad własnymi codziennymi wyborami, za którymi często kryje
      się wyzysk, bezwzględny marketing poparty tylko chęcią zysku. Nie chciałbym
      odkrywać wszystkich asów ukrytych w tej dokumentalnej talii. Nadmienię tylko,
      że natchniony pomysłami korporacyjnych myślicieli zamierzam udać się do urzędu
      patentowego, aby opatentować siebie i żonę zanim zrobi to ktoś inny. Oczywiście
      dla dobra swoich nie narodzonych jeszcze dzieci.
      „Korporacjusze wszystkich krajów sprywatyzujmy cały świat a potem wszechświat”

      SODGER KEDAR
    • kobebryant Czwarta wojna światowa 26.05.04, 19:59
      "Czwarta wojna światowa" jest moim zdaniem jednym z ciekawszych filmów
      pokazanych na WARSAW DOC REVIEW. Obraz Ricka Rowleya jest bardzo realistyczny.
      Opowiedziana w nim zostaje historia ludzi (trochę nierozumianych przez
      społeczeństwo)-antyglobliatów. Jest to film dokumentalny. Powstawał on przez
      dwa lata. Jest bardzo dopracowany i rzuca się to w oczy. Zostaje w nim
      przedstawiona niekończąca się walka z globalizmem. Razem z ludźmi
      przeciwstawiającemu się temu zjawisku, uczestniczymy w wielkich demonstracjach
      w wielkich miastach na całym świecie. Akcja odbywa się m.in. w Korei,
      Palestynie, ale także np. w Seatlle. Wszędzie są antyglobaliści. Moim zdaniem
      tak na prawdę każdy z nas nim jest, gdyż ludzie z natury nie zgadzają sie na
      zło i gdy je widzą wydobywa się w nich głos sprzeciwu. Film ten po prostu nam
      to uświadamia.
      Nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z zagrożeń, które płyną ze zmian w
      polityce światowej, w ekonomii. Globalizm powoli zabija naszą planetę. Ten
      dokument wszczepia widzom dużą dawkę emocji, potrafi wzruszyć, a zarazem nie
      ciągnie się w nieskończoność i w żadnym momencie nie jest nudny. "Czwarta wojna
      światowa" jest filmem pytań, nie odpowiedzi, ale swoją wyrazistą wymową
      nakierunkowuje nasze myśli do zrozumienia pełnego człowieczeństwa. Tytuł jest
      dość przewrotny, ale moim zdaniem bardzo trafiony. Gdy ogląda się to dzieło
      Rowleya, czuje się pod skórą wojnę porównywalną z tymi światowymi. Ludzie tutaj
      także umierają w słusznej sprawie. W trakcie demonstracji, na ulicach, pędzeni
      jak zwierzęta. Nasuwa mi się tutaj pewna dygresja. Uważam, że film jest jakby
      dopełnieniem książki Alberta Camus pt. "Dżuma". W tej parabolicznej książce
      także zostaje ukazana nierówna walka, ale z ciężką chorobą. Tutaj natomiast
      szansa na ostateczne zwycięstwo z globalizmem rośnie z każdym dniem, z każdą
      kolejną demonstracją i z każdą kolejną ofiarą..."Czwarta wojna światowa" jest
      filmem, który próbuje określić naszą przyszłość, jest pewnym ostrzeżeniem dla
      wszystkich. Stara określić się nasze człowieczeństwo...

      kobi
    • radboz Być eunuchem... 26.05.04, 22:35
      Wiedzieliście, że Filadelfia to prawdziwy raj eunuchów? A wiecie dlaczego
      mężczyźni wogóle się decydują na taki zabieg? Czy lepiej być mężczyzną, czy
      kobietą? A może lepiej wogóle pozbyć się swojej płci? Na te i wiele innych
      pytań próbują znaleźć odpowiedź twórcy filmu "Amerykańscy eunuchowie". Trzeba
      przyznać, że udaje im się to całkiem nieźle, a to co widzimy w tym filmie może
      doprowadzić niejednego mężczyznę do gęsiej skórki. Ludziom o słabych nerwach
      odradzam niektóre sceny, szczególnie to pokazujące sam zabieg. Bardzo
      oryginalny i mocny dokument, który na trwałe zmieni Twoje zdanie na temat...
      eunuchów.
    • agabond Zabrakło biletów na film 27.05.04, 10:08
      Wczoraj - ostatni dzień festiwalu i taka niespodzianka :-( Wybraliśmy się całą
      rodzinką na "Korporację". Kolejka do kas przerosła wszelkie oczekiwania. Wiła
      się jak wąż, aż po same wejście do kina. W rezultacie zabrakło biletów i
      obeszliśmy się smakiem. Dziwi mnie to, gdyż na innych filmach nie było kłopotów
      z biletami. Ale jak mówią, widocznie tak miało być.............
    • fnord Nadprodukcja:Terror Konsumpcji Teledysk-Manifest 27.05.04, 11:45
      Najbardziej spektakularny film festiwalu. Perfekcyjny montaż obrazu i dźwięku,
      przewrotna forma, niepokojąca muzyka. „Jeszcze, ja chcę jeszcze!” – napisy
      końcowe pojawiają się niespodziewanie, brutalnie przerywając kalejdoskop
      zapadających w pamięć impresji.

      Kubanka marząca o Big Mac’u
      - alterglobaliści demolujący sklepy
      Bush nawołujący do konsumpcji
      - milioner przytłoczony niespodziewanym bogactwem
      Realistyczne sex-dolls jeszcze bez głów wiszące na rzeźnickich hakach
      - puste sklepowe półki w Hawanie
      John Zerzan mówiący o potrzebie zwalczania przemocy przemocą
      - ciało alterglobalisty w Genui,
      w takt hipnotycznej muzyki odciskającej obrazy w umysłach widzów z siłą
      kowalskiego młota.

      Twórcy filmu wolą stawiać pytania niż udzielać gotowych odpowiedzi. Przewrotnie
      korzystając z narzędzi będących częścią krytykowanej przez nich rzeczywistości
      dowodzą, że największym zagrożeniem dzisiejszego świata jest system
      terroryzujący ludzi do bezmyślnej konsumpcji. Nie oferujący niczego poza
      pozornymi wyborami i ułudą szczęścia.

      Ustami Johna Zerzana zdają się mówić, że totalności obecnego systemu nie da się
      pokonać nudnymi teoriami, grzecznymi manifestacjami czy nawet najbardziej
      emocjonalnymi komentarzami na Internetowych forach dyskusyjnych. Bez iskry nie
      wzniecisz ognia. Bez przemocy nie pokonasz świetnie zorganizowanego wroga.

      Pokornych krytyków system nie zauważa, niepokornych zaczyna zapraszać do
      rokowań.

      A Ty kiedy ruszysz tyłek sprzed komputera?
    • miceg "Mama Putina" - symbol matczynej tęsknoty. 27.05.04, 19:01
      Rosja. Światowe mocarstwo. Nieograniczone możliwości połączone z
      niewykorzystanym potencjałem. Kto jest w stanie kierować tak ogromnym państwem,
      wpływać na żyjących w nim ludzi i sprawiać by każdy kolejny dzień był lepszy od
      poprzedniego? Zdecydowana większość Rosjan odpowiedziałaby na to
      pytanie: "Oczywiście - Putin!".
      Tak, Władimir Putin wydaje się być idealnym kantydatem. Doskonale Wykształcony,
      doświadczony i obyty w międzynarodowym środowisku. W ciągu zaledwie sześciu
      lat od zastępcy burmistrza Petersburga dotarł na szczyt władzy. Dwukrotny
      zwycięzca wyborów prezydenckich, wzór przywódcy i głowy rodziny. Człowiek
      sukcesu. Iście "hollywoodzka" kariera. Jego rodzice na pewno są z niego dumni.

      Dumna jest również Wera Putina, ponad 70-letnia mieszkanka Gruzji. Wera jest
      bohaterką filmu "Mama Putina" w reżyserii Ineke Smits. Kobieta wierzy, iż
      prezydent Rosji to jej syn, który w wieku dziesieciu lat został wysłany do
      swojej babci, do Rosji. Od tamtego momentu nie widziała się z synem. Nie
      miała z nim żadnego kontaktu. Za swoją tragadię obwinia służby KGB,
      które zabraniały swoim podopiecznym kontaktu z rodziną, zwłaszcza gdy nie
      była ona zbyt "reprezentatywna". Nie tylko Wera jest przekonana o takiej
      wersji wydarzeń. Dokument przedstawia również innych mieszkańców wsi, dumnych
      ze zwojego sąsiada, ale jednocześnie zawiedzonych faktem, że Putin nie
      przyznaje się do swoich korzeni. Tłumaczą to jednak sytuacją w państwie oraz
      tym, że mogło mu to przeszkodzić w drodze na szczyt. Prawda czy fałsz? Czy
      przekonanie Wery jest spowodowane załamaniem matki po utracie syna czy może
      chęcią zwrócenia na siebie uwagi i zapewnienie dobrobytu reszcie rodziny? A
      może ta kobieta, z entuzjazmem opowiadająca o synu, pewna swojej racji,
      naprawdę jest matką głowy państwa rosyjskiego? Bo, któż inny niż matka zna
      lepiej sowoje dziecko? Na te pytania w dokumencie Ineke Smits nie otzymujemy
      odpowiedzi. Reżyserka pozostawia nas samych z własnymi przemyśleniami. Każdy
      z nas może odpowiedzieć na nie sam. Film "Mama Putina" ukazuje cierpienie
      jednej kobiety. Symbolizuje ona jednak tysiące innych kobiet nie pogodzonych
      z losem po utratacie kontaktu ze swoimi dziećmi. Wierzą, że ich dzieci są
      szczęśliwe i myślą o nich w każdej chwili, wspominając nieliczne spędzone
      razem chwile.

      Zapewne nigdy nie dowiemy się całej prawdy, ale czy jest ona nam potrzebna?
      Są ludzie którzy znają prawdę... Tak jak Wera. Ona wie, że jej syn jest
      wielkim człowiekiem. I niech tak zostanie, ponieważ może to chociaż w części
      złagodzić jej, skryty pod maską entuzjazmu, ból po stracie dziecka. Stracie,
      którą zna tylko Matka.
    • jak_raz Hazard, bogowie, i LSD 27.05.04, 23:53
      Dziwny to film, niewygodny, na pierwszy rzut oka nieatrakcyjny, a jednak stał się dla mnie
      najważniejszym, najbardziej odkrywczym i poruszającym filmem festiwalu.
      Na poczatku film drażni pozorną nieporadnością reżysera - swobodnie 'lejącymi' się powolnymi
      scenami, ziarnem, zdjęciami wykonywanymi w zastanym, niekoniecznie atrkacyjnym świetle.
      Do czasu jednak.
      Na dłuższą metę okazuje się, że tym co powoduje początkowe rozdrażnienie, jest nasze
      przyzwyczajenie do schematów - określonej akcji, atrakcyjnych, dynamicznych scen o jasnym
      przesłaniu i przewidywalnych kontynuacjach.
      Obraz ten zaś jest jak rzeka (skądinąd istotny motyw dla tego dzieła) - zaprasza, by mu się swobodnie
      weń zanurzyć, poddać prądowi i wyruszyć w podróż, podróż po czterech kontynentach, która tak
      naprawde okazuje się być podróżą po ludzkiej duszy, ludzkich marzeniach, tęsknotach, watpliwościach,
      pytaniach o sens.
      Reżyser stworzył na potrzeby tego filmu w ten sposób nowy język, nowa, bardzo zmysłowa formę,
      podkreślona kadrami, muzyką i odważnym, zaskakującym montażem.

      Wypowiedzi bohaterów poszczególnych epizodów...ich próby intelektualnego bądź zmysłowego
      określenia granic świata, sensu istnienia brzmią spójnie, tworzą poruszającą całość, pozbawioną
      dydaktyki czy wartościowania. Współgrają niejako z wizją jednego bohaterów - szwajcarskiego biologa,
      który postrzega ludzkość jako jeden organizm, którego najdrobniejsze cząstki krążą, i odradzają się w
      kolejnych pokoleniach. "Wtedy okazałoby się, że nikt nie jest samotny" - mówi.
      Nie, nie jesteś osamotniony w swych pytaniach i wątpliwościach - wsłuchaj się w to, co płynie z filmu...
    • mrozzi Hazard, bogowie i LSD 27.05.04, 23:57
      "Hazard, bogowie i LSD" - niezwykły film, z gatunku tych, które powodują, że po
      wyjściu z kina czuję się "inaczej", jak podróżnik po powrocie z dalekiej
      wyprawy - już w domu, ale myślami nadal gdzieś daleko, patrzący na znajome
      miejsca innymi już oczami.

      Jest to film drogi we wszystkich możliwych aspektach, w formie, treści i
      znaczeniu, jakie ma dla autora i może mieć dla widza. Reżyser Peter Mettler
      przez 2 lata podróżuje po Kanadzie, USA, Szwajcarii i Indiach, obserwuje i
      rozmawia z ludźmi, którzy opowiadają o poszukiwaniu spełnienia i sensu.
      Wszyscy chcemy doświadczać szczęścia docześnie, potrzebujemy nadziei, że czeka
      na nas po śmierci. Desperacko szukamy spełnienia w miłości, seksie,
      narkotykach, zabawie, hazardzie, religii. W tej podróży poruszamy się "po
      cienkiej linii pomiędzy niebem i ziemią", przez przestrzeń, w której istnieją
      równoważne, niemożliwe do rozdzielenia wymiary rzeczywistości i iluzji.
      Zagubieni, błądzimy między realnością i pozorem. Coś, co wydaje nam się wężem
      jest tylko kawałkiem sznurka, narkotyczny haj wprowadza w stan przyjaznej
      normalności, a życie "na trzeźwo" jest nieznośnie nierealne.

      Ten film jest jak dobry wiersz: wielowarstwowy, pełen wielu sensów, subtelny w
      detalu i konstrukcji. Pozostawia w nas przyjemny głód, poczucie, że nie
      wszystkie sensy zdołaliśmy odkryć. Prowokuje do zadumy, stawia więcej pytań,
      niż daje odpowiedzi. Wiersz, który chce się czytać wiele razy.
    • Gość: maciek Re: Napisz recenzję - wygraj telefon Siemens SX1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 00:02
      Koniec XIX wieku: precedensowa decyzja sądu amerykańskiego o przyznaniu
      korporacjom osobowości prawnej. Zgodnie z przyjętą niewiele wcześniej
      czternastą poprawką do konstytucji, mającą zapewnić w USA równość rasową,
      korporacje uzyskują nieograniczony dostęp do własności, wolności działania
      i....życia.
      Diagnoza początku XXI wieku: korporacje to ekspansywne wytwory niszczące
      środowisko naturalne, wyzyskujące tanią siłę roboczą, bez śladów moralności,
      jednym słowem – nieludzkie.
      Film Achbara to analiza tej symbolicznej sprzeczności, pokazanej również jako
      konfrontacje zewnętrznego obrazu korporacji z jej rzeczywistym
      funkcjonowaniem. Kontrapunkt jest środkiem najczęściej wykorzystywanym w tym
      dokumencie. Zdanie dyrektora o pożytecznej misji firmy w krajach trzeciego
      świata puentuje obraz jednej z jego fabryk i informacja, że dziewczyna
      utrzymująca 8-osobową rodzinę zarabia 3 centy za godzinę. Obrazy, w których
      korporację ucieleśnia majestatycznie lecący orzeł bielik lub świetnie zgrana
      drużyna futbolowa są przekreślane przez inną metaforykę: korporacja to
      wieloryb, godzilla, psychopata. Film konsekwentnie i z faktograficzną
      precyzją dehumanizuje tą instytucję, jednak ironiczna antropomorfizacja
      powraca. „Czy to narcyzm korporacji spowodował, że szukają oparcia w rządach
      faszystowskich?” – retorycznie zagaduje głos z offu. Polifonia oskarżeń jest
      miejscami nużąca – ale całościowa forma Korporacji wydaje się całkiem
      trafiona. Głosy ekspertów są przekonujące, dobrze wkomponowane w materiał
      zdjęciowy, ale o wartości filmu przesądzają, przede wszystkim, te drobne
      niezwykle „prawdziwe” momenty jak ten, kiedy były pracownik wielkiej formacji
      mówi, że obarczanie przyszłych pokoleń „po prostu nie jest w porządku.”
    • konwencja recenzja filmu KORPORACJA 28.05.04, 00:05
      Koniec XIX wieku: precedensowa decyzja sądu amerykańskiego o przyznaniu
      korporacjom osobowości prawnej. Zgodnie z przyjętą niewiele wcześniej
      czternastą poprawką do konstytucji, mającą zapewnić w USA równość rasową,
      korporacje uzyskują nieograniczony dostęp do własności, wolności działania
      i....życia.
      Diagnoza początku XXI wieku: korporacje to ekspansywne wytwory niszczące
      środowisko naturalne, wyzyskujące tanią siłę roboczą, bez śladów moralności,
      jednym słowem – nieludzkie.
      Film Achbara to analiza tej symbolicznej sprzeczności, pokazanej również jako
      konfrontacje zewnętrznego obrazu korporacji z jej rzeczywistym
      funkcjonowaniem. Kontrapunkt jest środkiem najczęściej wykorzystywanym w tym
      dokumencie. Zdanie dyrektora o pożytecznej misji firmy w krajach trzeciego
      świata puentuje obraz jednej z jego fabryk i informacja, że dziewczyna
      utrzymująca 8-osobową rodzinę zarabia 3 centy za godzinę. Obrazy, w których
      korporację ucieleśnia majestatycznie lecący orzeł bielik lub świetnie zgrana
      drużyna futbolowa są przekreślane przez inną metaforykę: korporacja to
      wieloryb, godzilla, psychopata. Film konsekwentnie i z faktograficzną
      precyzją dehumanizuje tą instytucję, jednak ironiczna antropomorfizacja
      powraca. „Czy to narcyzm korporacji spowodował, że szukają oparcia w rządach
      faszystowskich?” – retorycznie zagaduje głos z offu. Polifonia oskarżeń jest
      miejscami nużąca – ale całościowa forma Korporacji wydaje się całkiem
      trafiona. Głosy ekspertów są przekonujące, dobrze wkomponowane w materiał
      zdjęciowy, ale o wartości filmu przesądzają, przede wszystkim, te drobne
      niezwykle „prawdziwe” momenty jak ten, kiedy były pracownik wielkiej formacji
      mówi, że obarczanie przyszłych pokoleń „po prostu nie jest w porządku.”
    • redakcja Ogłoszenie wyników konkursu! 01.06.04, 11:50
      Witam!
      Mieliśmy niełatwy wybór. Kilka recencji było bardzo dobrych.
      Bo długich debatach, wybraliśmy jako zwycięzcę recenzję
      "Mrozzi" ''Hazard, Bogowie i LSD''. Nagrodę - telefon Siemens SX1 prześlemy.
      Gratulujemy i dziękujemy wszystkim za udział w konkursie.


      Z poważaniem,
      Komitet Organizacyjny WARSAW DOC REVIEW oraz redakcja portalu Gazeta.pl
      • redakcja Gratulacje dla Mrozzi! 01.06.04, 12:49
        A w sprawie szczegółów związanych z przekazaniem nagrody skontaktujemy się z
        Tobą mailowo. Szukaj informacji w swojej skrzynce pocztowej.
        Redakcja
        • kobebryant moja recenzja była 100 razy lepsza 02.06.04, 10:31

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka