Dodaj do ulubionych

Nie umiem odbierać filmów

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.04, 21:41
ani literatury:( Ambitniejsze filmy zwykle po mnie spływają, nie potrafię
wgryźć się w ich poetykę, dotrzeć do przekazu, rozsmakować się w nich. Z
reguły dopiero po przeczytaniu dobrej recenzji (czytam recenzje zawsze już po
obejrzeniu) orientuję się jak wiele przeoczyłem i jak wiele niezrozumiałem.
Nie jestem idiotą, jestem przez znajomych uważany za osobę inteligentną, nie
wiem więc w czym leży mój problem - brak koncentracji, wrażliwości, jakaś
forma niedostrojenia percepcji do danej formy przekazu... czuję jakbym walił
łbem w ekran, a cały czas ślizgał się po powierzchni. A może po prostu nie
jestem dobry w rozwiązywaniu rebusów... Może ktoś mi poradzi jaki trening mam
przeprowadzić.
Obserwuj wątek
    • ceboolka Re: Nie umiem odbierać filmów 02.10.04, 22:54
      A może znajomi Ci mówią, że uważają Cię za osobę inteligentną, żeby nie robić
      Ci przykrości;)
      • Gość: dzga Re: Nie umiem odbierać filmów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.04, 22:57
        nic na sile, ja np nie znam klucza do poezji, nie otrafie czytac wierszy ...
        • ignatz Re: Nie umiem odbierać filmów 02.10.04, 23:59
          dokładnie, po mnie tez poezja spływa jak woda po kaczce. Każdy ma swoją ulubioną
          muzę i nie dajmy sobie wmówić że jesteśmy gorsi bo nie lubimy czegośtam.
    • Gość: jaija Re: Nie umiem odbierać filmów IP: *.elblag.dialog.net.pl 03.10.04, 00:28
      Rozumienie zawsze wiąże się z posiadanym przez nas zasobem doświadczeń
      czytelniczych i "oglądaczych". Im wcześniej i więcej przeczytaliśmy, stopniując
      sobie poziom lektury i filmów, tym więcej wiemy i możemy coś z tą wiedzą
      zrobić, znacznie więcej też zrozumiemy.
      Nie obraźcie się, panowie, ale wiele w tym waszej winy i lenistwa. I
      tłumaczenie się, że "Każdy ma swoją ulubioną
      muzę i nie dajmy sobie wmówić że jesteśmy gorsi bo nie lubimy czegośtam" nie
      świadczy o was najlepiej.
      Bez urazy;)
      • ignatz Re: Nie umiem odbierać filmów 03.10.04, 01:06
        Czyli że stopniując sobie poziom trudności jesteśmy w stanie po pewnym czasie
        zrozumieć WSZYSTKO??
        • Gość: P.S.J. Re: Nie umiem odbierać filmów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 12:03
          ee, tu raczej chodziło o to, że współcześni twórcy nie tworzą już (poza bardzo
          nielicznymi - Joyce?) niczego nowego, wiec maglują na nowe sposoby pewne wątki
          wymyślone już dawniej, reinterpretując i opowiadając je na 1001 nowych
          sposobów. I.e. trzeba znać owe dawne toposy, by uśmiechnąć się z wyższością
          erudyty "aaa, więc o TO autorowi chodziło." Per analogiam - czasy klasyków
          dramatu greckiego już minęły, a my żyjemy w późnym hellenizmie, który dokonuje
          tylko i wyłącznie emulatio czy imitatio tych samych wątków.
          • klee Co literatura pokazała, a co film pokazać może 03.10.04, 13:35
            Piszesz "twórcy", a masz na myśli "pisarze". Twoja opinia jest w dużej mierze
            tyle trafiona, co banalna. Nie jest to jednak obserwcja absolutnie prawdziwa.
            Tworzy się jeszcze rzeczy zupełnie nowe. Jest to jednak tutaj o tyle nie
            istotne, że dotyczy li tylko literatury. Film jest zjawiskiem zupełnie odrębnym
            i nie mającym za sobą kilku tysięcy lat tradycji. Jest tu jeszcze bardzo dużo
            do zrobienia, do odkrycia, do pokazania. Świadczą o tym powstające produkcje. W
            Polsce o to nieco trudniej, ale i u nas można od czasu do czasu obcować z czymś
            zupełnie świeżym, całkowicie oryginalnym. Podnieś nos znad kart książki i
            Rozejrzyj się, Kolego. Naprawdę warto. :-)

            Myślę też, że najomość kanonu literackiego nie jest gwarantem zrozumienia
            jakiegoś dzieła. Na pewno pomaga, pomaga znacznie, ale niczego nie gwarantuje.
            Jest zresztą pomocna niemal wyłącznie na poziomie interpretacji utworu. Chcąc
            naprawdę zobaczyć, co w trawie piszczy, trzeba jednak dokonać pobieżnej chociaż
            analizy, a do tego jest niezbędny podstawowy aparat analityczny, teoretyczny po
            prostu.

            Życzę obejrzenia wielu wspaniałych filmów!
    • Gość: P.S.J. Re: Nie umiem odbierać filmów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 11:59
      Nie przejmuj się kinem. Kino to sztuka jarmarczna, dla kucht i woźniców.

      Owszem, ja też lubię chodzić do kina, ale oczekiwanie od niego czegoś więcej
      ponad sprawność warsztatową i ciekawie opowiedzianą fabułę jest pretensjonalne
      i niedojrzałe. :)

      A literatura? Widać nie trafiłeś jeszcze na tę jedyną pozycję, która tobą
      wstrząśnie.
      • klee Kino - sztuka, rozrywka, chłam 03.10.04, 13:24
        To, co zawarłeś w pierwszym zdaniu swojego posta, świadczy o tym, że albo w
        poznawaniu sztuki filmowej zatrzymałeś się u zarania kinematografii (początek
        ubiegłego wieku), albo też rozumiesz przez "kino" li tylko bardzo określoną (i
        może i sporą, ale mało znaczącą i mało reprezentatywną) część produkcji
        filmowej rodem z Hollywood.

        Infantylne, pretensjonalne i snobistyczne jest raczej orzekanie o tym, czy kino
        w ogóle jest lub nie jest sztuką, niż traktowanie go jako źródło przeżyć
        estetycznych, emocjonalnych, intelektualnych i duchowych. Jesteś wielbicielem
        literatury. Czy czytając książki pani Grochli (z całym szacunkiem dla autorki)
        doświadczasz podobnych wrażeń? Zrozumiałe w tym kontekście staje się chyba, że
        i od pewnego typu produkcji filmowej nie można tego oczekiwać, inne zaś
        dostarczają tego.

        Piszesz o sprawności warsztatowej twórców. Tak, to obok talentu z pewnością
        jeden z najważniejszych czynników pozwlalających tworzyć im dzieła artystyczne.
        Jest to jednak cecha wspólna dla pisarzy, malarzy, muzyków, twórców filmowych i
        innej maści artystów. Czy znakomity utwór literacki nie wymaga Twoim zdaniem
        dobrego warsztatu autora?

        Z drugiej strony zdajesz się postrzegać kino przez pryzmat literatury właśnie.
        Ograniczasz je tym samym, a właściwie ograniczasz siebie, własną percepcję.
        Fabuła jest tylko jednym z wielu elementów konstytuujących dzieło filmowe i
        doprawdy nie jest najważniejsza. Jak w takim razie postrzegać utwory filmowe
        pozbawione fabuły?
        • Gość: P.S.J. Re: Kino - sztuka, rozrywka, chłam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 13:59
          > To, co zawarłeś w pierwszym zdaniu swojego posta, świadczy o tym, że albo w
          > poznawaniu sztuki filmowej zatrzymałeś się u zarania kinematografii (początek
          > ubiegłego wieku), albo też rozumiesz przez "kino" li tylko bardzo określoną
          (i
          > może i sporą, ale mało znaczącą i mało reprezentatywną) część produkcji
          > filmowej rodem z Hollywood.
          >

          To, co zawarłem w pierwszym zdaniu, było lekką prowokacją. Jakby anty-tezą dla
          stwierdzenia "kino to sztuka wysoka, trzeba się nauczyć jej odbierania".
          Oczywiście prawda leży pośrodku.

          > Piszesz o sprawności warsztatowej twórców. Tak, to obok talentu z pewnością
          > jeden z najważniejszych czynników pozwlalających tworzyć im dzieła
          artystyczne.
          >
          > Jest to jednak cecha wspólna dla pisarzy, malarzy, muzyków, twórców filmowych
          i
          >
          > innej maści artystów. Czy znakomity utwór literacki nie wymaga Twoim zdaniem
          > dobrego warsztatu autora?

          Owszem, bezwzględnie wymaga. Czy ja pisałem, że literatom nie jest potrzebny? Z
          drugiej strony jeżeli chodzi o warsztat, to nawet twórcy filmów głupich jak but
          (no - na przykład jakowyś Rambo) potrafią popisać się ogromną sprawnością
          warsztatową, i.e. odpowiednim tempem montażu, odpowiednim operowaniem ujęciami,
          dynamiką filmu...

          > Z drugiej strony zdajesz się postrzegać kino przez pryzmat literatury
          właśnie.
          > Ograniczasz je tym samym, a właściwie ograniczasz siebie, własną percepcję.
          > Fabuła jest tylko jednym z wielu elementów konstytuujących dzieło filmowe i
          > doprawdy nie jest najważniejsza. Jak w takim razie postrzegać utwory filmowe
          > pozbawione fabuły?

          Jak obraz. I to z epoki impresjonizmu najwcześniej (do malarstwa wcześniejszego
          znajomość toposów jest absolutnie potrzebna w znakomitej większości przypadków -
          bez niej w obrazach np. Poussina możemy co najwyżej popodziwiać sprawność w
          malowaniu gołych cycków...) Problem w tym, ze przy obrazie sam sobie
          konstytuujesz czas potrzebny ci na zapoznanie się z dziełem. W filmie - dla
          jednego dobrego ujęcia czy grupy ujęć (sceny) musisz odsiedzieć powiedzmy
          godzinę, bo tyle sobie przewidział twórca filmu. Czy film o pięknych dwu-trzech
          scenach, a przez półtorej godziny nie pokazujący niczego wartego uwagi jest,
          jako całość, filmem dobrym, czy złym?

          W literaturze też są przykłądy książek świetnych warsztatowo, ale bez fabuły
          lub z fabułą miałką jak drobna mąka. I wiesz co? Nie da się ich czytać :) Coś
          takiego magicznego tkwi w tej pierwotnej umiejętności kulturowej człowieka,
          jaką jest opowiadanie historii.
          • klee Kino - sztuka wyjątkowa 03.10.04, 15:45
            Cześć,

            byłem świadom prowokacyjnego charakteru Twojego posta (nie tylko jego
            pierwszego zdania). Twoja antyteza jest jednak fałszywa.

            To prawda, nie stwierdziłeś, że pisarzom nie jest potrzebny odpowiedni
            warsztat. I w tym właśnie rzecz. Zauważyłeś bowiem, że film nie jest sztuką, a
            jedynie konstruktem technicznym, efektem wykorzystania jakiegoś warsztatu.
            Wykorzystując analogię z literaturą, próbowałem wykazać, że to, iż coś jest
            efektem zabiegów warsztatowych, nie oznacza, że z tego powodu nie przysługuje
            mu miano dzieła sztuki. Wręcz przeciwnie doskonałość warsztatowa jest
            koniecznym (choć nie wystarczającym oczwyiście) warunkiem, aby coś do obiegu
            sztuki zaliczyć. Nie chcę z różnych powdów dyskutować o tym, czy film "Rambo"
            jest poprawnie skonstruowany pod względem warsztatowym. Moim zdaniem nie.
            Jakkolwiek sama poprawność to o wiele za mało. Poetyka filmu musi być
            nowatorska, by była interesująca. Istotna jest tu też sprawa konwencji. Jakieś
            dzieło może wzorcowo realizować określoną konwencję i stać się tym samym w jej
            obrębie klasyką. Nie znaczy to jednak, że staje się automatycznie dziełem
            sztuki, gdyż może być i tak, że cała konwencja w obrębie stuki się nie mieści.
            Dotyczy to wszystkich dziedzin ludzkiej działalności artystycznej.

            Czy będziesz postrzegał film przez pryzmat literatury (opowiadanie histori),
            czy też przez pryzmat malarstwa (statyczne obrazy), skazany jesteś na fiasko,
            na zamknięcie się na szereg elementów typowych li tylko dla tej formy sztuki,
            jaką jest film. Jest ich bez liku. Kino jest sztuką samodzielną i konstytuuje
            je znacznie większa ilość składowych niż literaturę czy sztuki plastyczne.
            Nawet zaś elementy wspólne tym dwu starszym dziedzinom sztuki wprowadzone do
            obiegu kinemtaograficznego, kino modyfikuje (choćby już przez samo połączenie z
            innymi) i nie można ich traktować jak literatury, czy malarstwa, tylko właśnie
            jak części składowe czegoś zupełnie nowego. I właśnie, książkę pozbawioną
            fabuły - jak zauważasz - trudno się czyta, ale dobry film afabularny może być
            bardzo łatwo przyswajalny i może nieść znacznie większą ilość treści
            i "opowiedzieć nie opowiadając" znacznie więcej niż jego fabularny odpowiednik.
            W tym tkwi właśnie ta zasadnicza nowość i przewaga filmu nad innymi dziedzinami
            sztuki - może on komunikować treści, nie opowiadając historii. Ta konieczna
            jest w przypadku literatury, gdyż ta nie dysponuje niczym innym, jak tylko
            historiami. Zaś nawet jeśli historię opowiada, to ograniczenie się do niej jest
            strasznym spłyceniem utworu. Charakterystyczne jest tu bowiem przekazywanie
            treści poza opowiadaniem. Dopóki ktoś tego nie dostrzeże, nie zrozumie, nie
            przyjmie, nie moze stać się świadomym odbiorcą sztuki filmowej.
        • Gość: polskie burki wy glupie burki IP: *.client.comcast.net 09.10.04, 07:09
          film to tylko sztuka opawiadania przy pomocy ruchomego obrazu. to wszytko. cala
          sztuka to wlasnie sposob opowiadania, sa ludzie ktorzy ta sama historie
          opowiedza w tak nudny sposob ze chce sie spac, sa ludzie z talentem ktorzy
          opowiedza ta sama historie w sposob tak frapujacy ze bedziemy patrzec i sluchac
          z otwarta geba. ta cala "sztuka" to wlasnie sposob opowiadania. a bozia daje
          talent tylko nielicznym. wszystkie inne "dywagacje" na temat ruchomego obrazu to
          szum pseudintelektualny, kompletnie bez znaczenia.
    • negatywista Re: Nie umiem odbierać filmów 03.10.04, 13:06
      Twój problem polega na tym, że się spinasz i zbyt koncentrujesz na swojej
      dekoncentracji. Podchodź do filmów luźno, bierz z nich to, co do ciebie trafia,
      nie więcej. Ja mam często tak, że za pierwszym podejściem film po mnie spływa,
      za drugim wali niczym obuchem w łeb.
      Może też być tak, że masz obecnie jakieś problemy emocjonalne we własnym życiu,
      które są na tyle ważne, że twój umysł nie może się od nich oderwać i skupic na
      czym innym. Jesli wypełniają cię jakieś sprawy, nierozwiazane problemy itd -
      bedziesz mial problem z nauką, pracą, kontaktami miedzyludzkimi, i tym samym z
      odbiorem przekazów artystycznych. Po stylu widać, że piątej klepki ci raczej
      nie brakuje, więc obstawiałbym tą opcję.
    • klee Aparat analityczny 03.10.04, 13:43
      Miałem bardzo podobnie. Nie rozumiałem zachwytów znajomych nad jakimiś
      obrazami, nie wzruszały mnie one, nie umiałem ocenić, czy są dobre. Uznałem
      więc, że trzeba się odpowiedniego odbioru po prostu nauczyć. To tak jak z
      literaturą. Uczyli nas w liceum przez cztery lata, jak ją czytać, i pewnie
      każdy z nas jakoś tam robić to potrafi. Wybrałem się więc na studiach na
      specjalizację filmoznawczą (miałem to szczęście, że mogłem) i nauczono mnie tam
      analizy filmu. Dano do ręki klucz, przy pomocy którego potrafię te rebusy - jak
      piszesz - rozwiązywać. To naprawdę cudowne, bo otwarto mi oczy na tyle
      rzeczy... Tyle było przede mną wcześniej zakryte, nieczytelne. To cudowne!
      Myślę, że warto więc poczytać po prostu trochę z teorii filmu.

      Tyle analiza, która pomaga zrozumieć, ocenić. Interpretacja zaś to zupełnie
      odrębna sprawa. Ta zapewne wyrabia się automatycznie - jak tu już pisano - wraz
      z zapoznawaniem się z coraz to większą liczbą tytułów.
      • Gość: dzio Re: Aparat analityczny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.10.04, 20:04
        bardzo ciekawa dyskusja się tu wywiązała. :)

        ja ze swojej strony przyznaję się bez bicia do przynależności do absolutnych profanów filmowych, czyli ludzi, którym nie dane było "nauczyć" się analizy filmów i rozwiązywania rebusów. nigdy nie starałam się na siłę tropić wszystkich odwołań, ukrytych znaczeń i mrugnięć okiem, przeznaczonych dla tzw. wyrobionego widza, choć oczywiście cieszy mnie, jeżeli jakieś zauważę. nie znam się na filmowym warsztacie, więc jedyne kryterium, jakie mam do dyspozycji przy jego ocenie to "podobało się/nie podobało się". brak wiedzy i znajomości klasyki (choć z tym akurat systematycznie walczę) zupełnie mi jednak w odbiorze filmów nie przeszkadzają. bo moim zdaniem najlepszym i najprostszym rozwiązaniem jest zdanie się na własne emocje i poddanie się magii ekranu. jeżeli wchodząc do kina zostawia się w drzwiach wszystko, oprócz myśli o zbliżającym się seansie, nie potrzebny jest doktorat z filmoznawstwa i pomnikowe arcydzieło na ekranie, żeby dwie czy trzy godziny spędzić w zupełnie innym świecie - nieodmiennie zachwycającym, nawet jeżeli krytyk zmiażdży go za kiepskie aktorstwo, dziury w scenariuszu, przerost formy nad treścią, nieciekawe zakończenie, tanią grę na emocjach, czy inne filmowe grzechy śmiertelne. wystarczy POZWOLIĆ się zachwycić. :)
        • klee Upodobania też się kształtuje 04.10.04, 22:00
          Z tym podobaniem się lub nie jest tak, że zależy ono od wrażliwości. To
          oczywiście banał, ale często się o tym zapomina, że gusta nie są li tylko
          pochodną naszej konstytucji emocjonalnej czy duchowej, ale również
          intelektualnej właśnie. Także smak się kształtuje. Jak pisałem w jednym z
          poprzednich postów, nie potrafiłem wcześniej powiedzieć, czy coś mi się
          podobało, czy nie, bo nie umiałem tego przyswoić po prostu; nie wiedziałem, jak
          to ugryźć. No a żeby coś ocenić, trzeba to najpierw odczytać. No i tu jednak u
          osób o określonej wrażliwości (może gorszego rodzaju, nie wiem) potrzebna jest
          pewna wiedza, pewne umiejętności (wcale nie doktorat, który z kolei może może
          stanowić pewne przedobrzenie i może tłumić pewną spontaniczność percepcyjną).
          Inaczej skazane są one na to, że te trudniejsze rzeczy będą pomijać, a podobać
          im się będą li tylko utwory prymitywne. Dlaczego takie wzięcie ma ten cały
          hollywoodzki chłam? Pewnie po części wynika to właśnie z tego, o czym piszę.

          Dzięki temu, że zodbyłem się na wysiłek nauczenia się czegoś o filmie, zmieniły
          mi się upodobania, powiedziałbym, że stały się bardziej dojrzałe. Była to pewna
          ewolucja. Na początku nie znosiłem filmów, które nie należały do kina
          najnowszego. Z czasem jednak nauczyłem się je oglądać i dostrzegać, że są
          wartościowe artystycznie na tle epoki, w której powstawały. Przyjmowałem je
          jednak czysto intelektualnie, ale ich nie czułem przez co przyjemność była
          ograniczona. A w końcu zacząłem odczuwać autentyczną przyjemność, obcując z tym
          kinem. To trochę podobnie jak z malarstwem. Rzadko się zdarza taki Kandinsky,
          który bronił się przed analizowaniem i tłumaczeniem jego obrazów (choć sam -
          szelma - namiętnie oddawał się teorii malarstwa), gdyż chodziło mu właśnie o
          to, by zadziwić odnbiorcę, wywołać w nim emocje i nic ponadto. Żeby już jednak
          zrozumieć np. malarstwo suprematystyczne, jakaś wiedza na jego temat jest
          niezbędna. Tak to jakoś działa. Wyobrażam sobie, że ktoś może mieć na tyle
          ogromną wrażliwość na sztukę, by rozumieć ją ot tak. Ja jednak do nich niestety
          nie należę i jest mi potrzebne jakieś przygotowanie. Jak myślę, jesteśmy w tym
          do siebie podobni z Kolegą, który zainicjował ten wątek. Stąd taka moja rada.
          Jeśli dla Ciebie zbędna, to tylko się cieszyć i zazdrościć. Dobra twoja! :-)
          Uważaj tylko na egzaltację. Ta też była kiedyś moim problemem. :-)
          • Gość: dzio Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.04, 10:36
            no cóż. mogę powiedzieć, że się trochę zagalopowałam. ;]

            odnośnie kształtowania się smaku - oczywiście, poziom wiedzy i pewne umiejętności decydują o tym, co nam się podoba, a co nie. ale nie powiedziałabym, że ktoś pozbawiony "warsztatu" skazany jest na "utwory prymitywne", jak je nazywasz, albo na powierzchowne odczytywanie ambitniejszych filmów (i nie tylko filmów zresztą). sama wrażliwość na sztukę nie wystarcza, żeby zrozumieć wszystkie zawarte w niej znaczenia, ale czy do prawdziwego przeżycia jakiegoś filmu konieczne jest rozłożenie go na czynniki pierwsze? pytam, bo jestem ciekawa, czy uważasz, że taki właśnie odbiór - emocjonalny i spontaniczny, jest w jakiś sposób gorszy od opisywanego przez Ciebie?
            • Gość: Sproboj iTy Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 11:45
              Odbior spontaniczny i emocjonalny moze jest gorszy ale troche ograniczony. To jednak latwo sie
              uzupelnia. Wystarczy ogladac duzo filmow. Pojakims czasie oprocz odbioru spontanicznego dojdzie
              jeszcze estetyczno-warsztatowy. Nawet sie pewnie nie zorientujesz kiedy po ktoryms tam filmie ocenisz
              go uzywajac innych kryteriow niz dotychczas. Tak u mnie to zadzialalo. Chociaz musze przyznac, ze
              odbior emocjonalny jakby troche zgasl. Z drugiej strony jesli film naprawde jest dobrze zrobiony i
              fabula jeszcze trafia do Ciebie to przyjemnosc ogladania jest niesamowita. Tylko, ze jakby mniej
              jest wtedy takich filmow. Po prostu marudzisz czesciej.
              • Gość: dzio Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.04, 12:04
                jeżeli tak to właśnie rozumiesz, to zgadzam się z Tobą w stu procentach. :) przez chwilę miałam niepokojące wrażenie, że przez "nauczenie się odczytywania filmów" rozumiesz właśnie doktorat z filmoznawstwa. :) ale jeżeli chodzi Ci właśnie o poszerzenie kryteriów oceny przez oglądanie duuuużej ilości filmów, to zgadzam się jak najbardziej. z tym, że w moim przypadku odbiór emocjonalny nie zgasł ani odrobinkę. :]
                • Gość: Sprobuj i Ty Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 12:35
                  Jesli nie zgasl to masz szczescie, albo za malo filmow obejrzalas:). Ale serio, to w zalewie
                  produkcji trudno znalezc cos ciekawego jesli ma sie duze wymagania. A takie sie ma po obejrzeniu
                  duuuzej ilosci filmow. Aha! Trzeba dodac, ze ja ogladalem nawet chlam totalny w duzych ilosciach. I
                  to w kinie wlasnie! Dzis juz nawet nie pamietam na czym bylem. Najfajniejsze, ze zapamietalem te
                  dziela, ktore naprawde zrobily na mnie wrazenie (a bylo na nich po kilka osob, rekord to 3 -
                  minimalna ilosc zeby w ogole puscili). To dowodzi jak potrzebna jest "edukacja filmowa" aby nabrac
                  smaku. Teraz na szczescie jest DVD i nie trzeba tracic pieniedzy na pojscie do kina na "Sedzia Dredd"
                  albo jakies innye pierdoly.No, ale nauczylem sie odrozniac dobry film od spapranego. Spapranego, bo
                  widzialem duzo filmow raczej pusciutkich ale nie spapranych bynajmniej - np. Tozsamosc Bourne'a.

                  • Gość: dzio Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.04, 13:40
                    no cóż, powiedziałam, że nad tym pracuję, więc pewnie to za mało filmów. :)

                    a w kwestii odróżniania filmów spapranych od dobrych - nie zdarza Ci się nigdy, że oglądasz film, o którym wiesz, że jest zły (albo nawet bardzo zły), a pomimo tego świetnie się na nim bawisz? :) i nie mam tu na myśli jakiejś wyrafinowanej formy masochizmu. ;) ja na przykład poszłam do kina na "pojutrze" i absolutnie się nie zawiodłam, choć film jest najzwyczajniej na świecie cienki. podobnie miała się sprawa z "hellboyem".
                    • Gość: Sproboj i Ty Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 07.10.04, 11:27
                      Szczerze mowiac - NIE. Jak film jest zly to sie mecze na nim. A poznaje to po tym, ze tylek mnie
                      boli podczas projekcji :). Moge sie bawic na filmie pusciutkim, ale jesli jest ZLY tj. z nie
                      trzymajaca sie kupy albo nielogiczna lub tez logiczna ale tak schematyczna, ze wiem co sie stanie to
                      nie wytrzymam. A takich filmow jest najwiecej. Przyklad - przedwczoraj obejrzalem idiotyczny horror
                      pt. Jeepers Kreepers. Porazka na calej linii. Polecam obejrzec. Tak sie nie robi filmow. No coz, moze
                      jestem b. wymagajacym widzem. A ze moge ogladac duzo (wiadomo - CD i komputer) to jestem coraz
                      bardziej podlamany. Ciekawi mnie czy potrafisz juz przewidywac dialogi w hollywoodzkich produkcjach.
                      Ja sie czasem bawie w to. I zwykle trafiam. Oczywiscie dotyczy to glownie bzdurnych filmidel.

                      • Gość: dzio Re: Upodobania też się kształtuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.04, 19:54
                        tak, potrafię przewidywać dialogi. :) powiem więcej, trafiają się filmy, w których po 10 minutach można opowiedzieć cały "scenariusz". :)

                        ja nie wiem, czy mogę siebie nazwać wymagającym widzem, bo chociaż uwielbiam trafić na coś naprawdę "ambitnego", nieszablonowego, pięknie nakręconego, i czerpię z tego mnóstwo radości, to nie mam zupełnie nic przeciwko głupawym filmidłom. ja po prostu jestem zakochana w "ruchomych obrazkach", w możliwości zobaczenia jakiejś historii w dokładnie takiej formie, w jakiej wyobrażał to sobie autor, zobaczenia, a nie tylko wyobrażenia sobie, rzeczy, których normalnie zobaczyć się nie da.

                        ciężki przypadek. :)
    • wykrywacz.klamcow Re: Nie umiem odbierać filmów 04.10.04, 11:12
      Nie przejmuj sie, ja mam to dosc czesto: Qvo Vadis (6 gwiazdek GW) - wybuchy
      smiechu w trakcie projekcji. Zle wychowanie (znowu peany recenzentow) -
      wyszedlem potwornie znudzony, przy czym gdybym nie czytal recenzji, pewnych
      rzeczy bym nie zauwazyl albo zinterpretowal zupelnie inaczej.
      Recenzje "Dziewczyny z Perla" czytalem po filmie i tez dowiedzialem sie wielu
      bardzo ciekawych rzeczy ktorych na filmie nie ma.
      Za to z projekcji jednego z moich ulubionych ostatnio filmow polowa publiki
      wyszla w polowie.

      Chyba Lem swego czasu nabijal sie, ze czasem dopiero z recenzji dowiaduje sie
      co napisal, co chcial w danej ksiazce zawrzec, o czym opowiedziec i tak
      dalej. :")
      • urszullka z jakiego filmu wyszła połowa publiki??? 04.10.04, 20:42
        to musiało być The Company Altmana - bo ja z tego wyszłam...............
        • ignatz Re: z jakiego filmu wyszła połowa publiki??? 04.10.04, 22:44
          50% widowni opuściło salę podczas projekcji "Tytusa Andronikusa" - z 16 osób
          zostało 8. Ja wytrzymałem :-)
          • misiania Re: z jakiego filmu wyszła połowa publiki??? 07.10.04, 11:51
            ale scena uczty była warta siedzenia do końca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka