Gość: El Favorro
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.10.04, 00:27
Świetny film; trochę się poczepiam ale to i tak świetny film.
Jeden mój kolega powiedział: "Klimat metra bardzo fajny, ale fabuła kiepska",
drugi zaś: "Elegancki film, tylko kilka marnych scen było". I ja się do obu
recenzji dołączam.
Wyglądało to tak, jak gdyby do robienia filmu brał się cholernie zdolny, ale
nieco w gorącej wodzie kąpany człowiek. Pierwsze pół filmu, może troszeczkę
mniej, jest popisowe po prostu i oczy wychodzą z orbit. Budapesztańskie (czy
Budapeszteńskie?) metro pokazane jest wyśmienicie (to akurat przez cały
film) - do tego stopnia, że sprawia wrażenie jakiegoś równoległego wymiaru,
po którym - nie wiadomo czemu - plączą się zwykli ludzie (notabene wszyscy co
do jednego jacyś DZIWNI). Nie mają oni jednak dostępu tam, gdzie błąkają się
tytułowi zawodowi kanarzy, czyli do poplątanych tuneli, jakichś dziwnych
pomieszczeń oraz upiornej i dusznej sali "dowodzenia". I do innych takich.
Może lekko pomijając muzykę (która była ogólnie dobra, chociaż czasem ja
czułem jej przesyt) technicznie film stał na bajecznym poziomie i w tak
sugestywny sposób operował prostymi w sumie środkami wyrazu, że w czasie
powrotu do domu (metrem) było mi cokolwiek nieswojo. Tak przyjemnie nieswojo.
Szkoda tylko, że pociąg, który pędził przez pierwsze 40 minut, zaczął nagle
hamować i w dodatku jechać jakby w bok. Uleciał gdzieś trans, wcześniej
pieczołowicie utrzymywany przez praktyczny brak głównego bohatera a takoż i
fabuły (a było to, szczerze powiem, coś na kształt złotego środka), a i w
dużej mierze skończyło się szaleństwo. Nagle owego bohatera pokazano paluchem
i praktycznie już z niego owego palucha nie zdjęto, pojawił się jakiś tam
romans i miałkawa intryga, która pozostaje jedynym chyba powodem dla którego
serwis imdb.com określił Kontrolerów mianem 'thriller'. Wyglądało to tak jak
gdyby reżyser uznał (dość słusznie zresztą), że pościgi i sceny kontroli
biletów w końcu znudzą widownię i, nie mając zbytnio pomysłów na równie
szaloną kontynuację stwierdził,że trzeba dać coś klarownego. I bardzo
gwałtownie to wszystko zahamowało. Szkoda.
Ale, mając jeszcze na uwadze, że to pełnometrażowy debiut Nimroda Antala,
bardzo to dobra robota. Mam szczerą nadzieję (która, jak wiemy, jest matką
głupich), że kiedyś wejdzie to do szerokiej dystrybucji.
*** SPOILERS ***
1. Po filmie pozostaje oczywiste pytanie - czy człowiek w kapturze istnieje
czy tylko reprezentuje alter ego głównego bohatera. Pojawiają się też głosy
jakoby był to jego strach lub symbol zła jako takiego. Pytany o to reżyser
nigdy nic na ten temat podobno nie odpowiedział. Ale powiedział za to kiedy
indziej, że bardzo inspirował się "Solarisem" Tarkowskiego. To tak trochę coś
może sugerować, nawet jeśli chodzi również o Niedźwiedzicę.
2. Scena 'railingu', kiedy Gonzo zostaje nieomal rozjechany przez
wyjeżdżający z tunelu pociąg, nakręcona została bez efektów specjalnych i
komputerowych (!!!!!!!!!! rany)
3. Scena, kiedy "osprayowany" przez rzezimieszka nowicjusz wpada na jedną z
kolumn (bardzo zresztą zabawna), powstała przypadkowo i zadecydowano o jej
pozostawieniu.
To takie 3 ciekawostki, których nie mogłem tu nie wkleić :] więcej na IMDB.
Pozdrawiam serdecznie!