toja3003
09.12.05, 12:39
Jest żałosne, że nasi filmowcy czekają aż ktoś nakręci film o Polsce. Jest
tyle tematów które autentycznie interesują ludzi na świecie – najlepszy dowód
to te filmy o Powstaniu. Dlaczego my tego nie robimy? Dlaczego to nie my
nakręciliśmy film o Enigmie?
A temat 1920-go roku i Bitwy Warszawskiej – przecież to wymarzone wątki z
malowniczymi ułanami i grozą nawały bolszewickiej na Europę. A tego nie można
było nakręcić w PRL-u. A gdyby wrócić do tematów historycznych? Tylko błagam –
scenariusz oprzeć nie na Sienkiewiczu ale np. na Parnickim. Np. „Srebrne
Orły” – znakomity wątek polsko-europejsko-niemiecki. Skoro świat kręci
Galdiatorów i Templariuszy to i my możemy. Na co idą nasze podatnicze
podatki? Na eksperymenty z wielbłądami i przemyślenia Zanussiego? Przy całym
szacunku dla naszych dawnych mistrzów – ich czas już minął.
Do masowej opinii publicznej można dotrzeć głównie w jeden sposób: kasowym
filmem, który będzie pokazany o 20-tej na najpopularniejszych kanałach. To
dlatego świat ekscytuje się np. Szkocją, bo są różni „Nieśmiertelni”
i „Waleczne serca”, choć w gruncie rzeczy: na tych paru pagórkach kudy
zamkowi np. w Edynburgu do Wawelu. Nie chcę obrażać Szkocji ale naprawdę
nasuwa się pytanie dlaczego nasi filmowcy nie zrobią czegoś podobnego, bo
przecież nie zawojujemy świata „Krzyżakami” z roku bodaj 1960. Nakręcić film
o wrześniu 1939 w Polsce i o staliniźmie ale z klasą „Szeregowca Rajana”
czy „Doktora żywego”i wtedy świat się dowie co się działo 1-go czy 17-go IX.
A tak to wszyscy tylko wiedzą kiedy i co zbombardowały dwa samoloty w
Wietnamie, bo była cała masa filmów amerykańskich o tym. Filmowcy polscy do
dzieła! A nie kręcić cieniaste lekturki dla szkół. A tak to inni kręcą filmy
o „naszej” Enigmie z wiadomym skutkiem.
Odpowiedź na pytanie dlaczego w PRL polskie kino
było ważne a teraz o wiele mniej jest
taka sama jak na pytanie
dlaczego ścinki gazet były w klozetach
bardziej popularne niż normalny papier toaletowy.
Teraz jest normalna konkurencja
i demokracja wyboru, także w sztuce.
I nagle okazuje się, że
teatr telewizji nie ma milionów
zwolenników tylko mała grupkę.
Podobnie jest w kinie.
Rzekome polskie superprodukcje
to widzowie w postaci dziatwy
szkolnej zapędzanej tam przez
szkolne lektury.
Jest jescze parę nie nakręconych rzeczy.
Np. pamiętniki Chryzostoma Paska
albo zapiski Galla Anomina.
Nakręcić to, zapędzic parę milionów
dzieciaków do kina i mowić o „sukcesie”.
A wszystko za nasze podatnicze pieniądze.