Gość: Achna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.05, 11:02 Oglądacie? Jak myślicie, jak się to wszystko skończy? Wasz ulubiony bohater? Wasze opinie o filmie:) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
decitos Re: Zagubieni - LOST ;) 29.12.05, 11:10 Część z nich pewnie umrze, część zwariuje... Odkryją kosmitów i odlecą w nieznane galaktyki ;) A tak na poważnie, serial jest znakomity. Polecam każdemu, kto nie ma planów na czwartkowy wieczór :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Alek13 Re: Zagubieni - LOST ;) IP: 195.205.239.* 01.01.06, 02:15 ten serial jest extra. jak na razie przegapiłem tyko 1 odcinek. moim ulubionym bohaterem jest ten Charlie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alek13 Re: Zagubieni - LOST ;) IP: 195.205.239.* 01.01.06, 02:18 o tym filmie mógłbym pisać i pisac ale nie ma skim Odpowiedz Link Zgłoś
klee Czy seriale przynależą do kina? 02.01.06, 21:55 SPOILERY!!! Odpowiedzi na pytania: - Oglądam. - Nie myślę, jak to się wszystko skończy. - Pewnie ten najbardziej nietuzinkowy, czyli Mr. Locke, a też Pan Eko, bo ten typ bohatera zawsze mi bardzo odpowiadał. Freudysta jakiś mógłby powiedzieć, dlaczego. ;-) Teraz moja opinia. ;-) Powody, dla których oglądam ten serial, określiłbym jako frywolno-infantylno- estetyczne. ;-) Chodzi mi właściwie tylko o to, by móc sobie popatrzeć na Harolda Perrineau. Jestem bowiem wielkim wielbicielem jego urody. To prymarna motywcja. Zresztą gdyby nie moja znajoma, której znana jest moja fascynacja urokiem pana Perrineau, to pewnie do dziś nie wiedziałbym o istnieniu takiego serialu. A jaki on jest według mnie? Dużo w nim cukierkowatości i takiej naiwnej paraboliczności. Mr. Locke "nawraca" Jacka, budzi jego wrażliwość, otwartość na sferę duchową, nakłaniając go do wciśnięcia guzika na klawiaturze (chyba 2. odc. II serii). Tenże sam Mr. Locke trzema przypowiastkami "leczy" Charliego z uzależnienia narkotykami. Z kolei pani policjant z powodu traumy z przeszłości zabija niechcący kobietę, później chce zabić – już chcący - mężczyznę, ale przechodzi nagłe oczyszczenie i po metamorfozie postanawia nie zabijać nikogo, a zamiast tego zaczyna stronić od ludzi (a nuż, wyrządziłaby komuś kolejną krzywdę, albo ktoś skrzywdziłby po raz kolejny ją). Te i inne motywy. To jest wszystko dosyć wyświechtane, zbyt tanie, bym miał to kupić. Nie różni się to jakoś znacząco od historyjek z oper mydlanych. Zresztą sam montaż, wprowadzanie reminiscencji z przeszłości, z czasu sprzed katastrofy temu sprzyja. Niekiedy całe odcinki są skonstruowane w taki moralizatorski sposób. No np. cały odcinek jest napięcie między bohaterami, ale na koniec wszyscy się uspokajają i kochają i młoda matka dostaje masło orzechowe, a inni niczego nie dostają, żeby się nie pokłócili, i wszyscy są szczęśliwi, bo nieświadomi, i jest pięknie jak w "M jak miłość". Prowokacyjnie przerysowuję, ale tylko nieznacznie. Tak to wygląda po prostu. Jest też dużo schematów. Jest pani kochająca bardzo męża, który pewnie zginął, i cierpi ona bardzo, ale przywódca stada ją pociesza. Pani po kilku dniach medytacji zaczyna wierzyć, że jej mąż żyje. I faktycznie, okazuje się po kilku odcinkach, że żyje. Wydumane. Realizacja innego schematu - dwu panów zabiega o względy jednej pani, ale pani nie wie, na którego się zdecydować. Czy wybrać spokój i bezpieczeństwo u boku tego rozsądnego, czy może nieco szaleństwa u boku tego niegrzecznego, wszak zawsze pociągała ją pewna zwierzęcość ;-) i w głębi swej natury też jest nieokiełznana. Przez to, że schematyczny, serial staje się wbrew pozorom przewidywalny. Czy ktoś wierzył, że wyprawa tratwą zakończy się sukcesem? Czy ktoś miał wątpliwość co do tego, że po zatopieniu tratwy przez piratów Michael i Sawyer spotkają jednak Jina, jeśli nie na morzu, to na lądzie? To zaś, co nie jest wtórne i przewidywalne, jest już zupełnie udziwnione, jak ścigający ludzi dym, czy biegający po dżungli niedźwiedź polarny. Oczywiście wymyślać można różne rzeczy, choćby i najdziwniejsze, ale tylko, o ile znajdzie się dla nich jakieś uzasadnienie lub poda jakieś ich wyjaśnienie w swoim czasie, a nie zracjonalizuje je w prymitywny sposób, bo to ostatnie czyniłoby całą historię niewiarygodną po prostu, i nie ma tu znaczenia, czy jest ona realizowana w konwencji realistycznej czy nie. Czy twórcom uda się ta trudna sztuka? Zobaczymy. A z drugiej strony można w serialu znaleźć zupełnie wydumane i nieprawdopodobne sytuacje, zjawiska, zachowania. Wydumane było np. to, że Mr. Locke w pobliżu samolotu z narkotykami ni z tego, ni z owego tracił władzę w nogach. Podobnie jak to, że naraził Boone'a na śmiertelne niebezpieczeństwo, którego istnienia był doskonale świadom. Nieprawdopodobny zaś było np. fakt, że pani policjant zdołała sama wykopać w tak krótkim czasie tak wielki dół. Warto porównać jego rozmiary z tym wykopanym przez Thoma Hanksa w "Cast away". A czemu był taki wielki? No bo kilkadziesiąt dni później musiały się do niego zmieścić cztery osoby i jeszcze pan operator z kamerą i jeszcze musiało zostać na tyle dużo miejsca, by dało się widzom w sposób przejrzysty przestrzennie pokazać, co się tam dzieje wewnątrz. ;-] Żeby nie było, że jestem stronniczy i tylko narzekam ;-), to teraz o tym, co mi się podoba, co uważam za przyzwoicie zrobione, może nawet jakoś tam wartościowe. Otóż postaci są moim zdaniem dość dobrze skonstruowane, są wyraziste i wiarygodne, część z nich oryginalna, choć niektóre jednak płaskie, jednowymiarowe, uproszczone. Jakie by jednak nie były, chwytają za serce ;-], budzą sympatię. No i każdy znajdzie coś (kogoś, jakiś typ) dla siebie w tej wesołej grupce. Niektóre wątki związane z poszczególnymi postaciami (ich przeszłością szczególnie) wydają mi się interesujące. Ale też trudno mi w zasadzie ocenić, czy są dobre. Fajne jest też to, że twórcy nie boją się eliminować poszczególnych postaci, chociaż eksponowanie ni z tego, ni z owego postaci pana Artza tylko dlatego, że fajnie byłoby kogoś zabić w tym odcinku, a nie chcielibyśmy eliminować nikogo z pierwszoplanowych bohaterów, wydaje mi się znowu naciągane. Fajnie, umiejętnie dosyć połączono wątki obu grup rozbitków w II serii. Podobało mi się zastosowane rozwiązanie. Z kolei w pierwszych odcinkach tej serii montaż był męczący. Najpierw nie pokazało się wszystkiego, żeby móc zbudować napięcie, a później, w kolejnym odcinku wracało się do raz już opowiedzianych zdarzeń, by opowiedzieć je inaczej, uzupełnić, a wręcz sprostować niekiedy, to wszystko przemieszane z nawiązaniami typu "w poprzednim odcinku" i wychodzi męczący mętlik. To nieuczciwe ze strony twórców, to takie oszukiwanie widza. Jak się nie umie budować napięcia ambitnymi - powiedzmy - środkami, to może lepiej wcale tego nie robić, niż iść na tego rodzaju łatwiznę. Podobnie, kiedy trzej rozbitkowie z tratwy trafiają z powrotem na wyspę. Najpierw przedstawimy Pana Eko i spółkę jako tubylców, za przeproszeniem, dzikusów, by za chwilę informacje płynące z ekranu skorygować i wyjaśnić, że to rozbitkowie, a nie osławieni Oni. Budowanie napięcia i atmosfery tajemniczości w taki sposób, tj. kosztem widza, jest nieuczciwe. Lubię, kiedy twórcy bawią się z widzem, nawet, kiedy bawią się nim, ale oszukiwanie go dla uzyskania jakiegoś tam efektu uważam za mało profesjonalne, powiedzmy. Ogólnie tam niczego nie ma, w tej opowieści, poza tym, co widać na ekranie. Nie porusza się żadnych problemów, nic nie jest ukryte, nie ma miejsca na interpretację (domysły to inna rzecz). Nie wiem, we mnie nie rodzi się np. potrzeba oglądania tego serialu kiedykolwiek raz jeszcze. Można powiedzieć, że to kino akcji, kino przygodowe i z natury rzeczy robi wrażenia tylko za pierwszym razem, bo potem niknie efekt zaskoczenia, który to czynnik jest konstytucyjnym elementem tego typu produkcji. Być może, ale także za opowiadaniem z kategorii kina przygodowego mogą kryć się jakieś głębsze treści. Tak sobie wyobrażam. Wychodzi mi więc, że ten serial to taka tania rozrywka. Przypomina mi trochę grę River Raid na Atari ;-) - jest wciągający i dobrze się człowiek przy nim bawi, dostarcza jakiejś przyjemności, ale niczego nie uczy, nie przyczynia się do naszego rozwoju, a w kinie chodzi przecież o to, by pobudzało nas ono do jakichś przemyśleń, kształtowało wrażliwość, duchowość, świadomość różnych rzeczy. A "Zagubieni"? Są wciągający i ekscytują, ale niczego nie uczą. Tak czy siak, serial ogólnie mi się podoba i oglądałem go z przyjemnością, ale to, czy mi się podoba, czy nie, nie jest żadnym wyznacznikiem jego wartości kinowej, artystycznej. Świadczy raczej jedynie o tym, że gust mam niewyrobiony. :-] A może nie istnieje coś takiego jak dobry serial po prostu. Może nie należy przykła Odpowiedz Link Zgłoś
klee c.d. 02.01.06, 21:56 A może nie istnieje coś takiego jak dobry serial po prostu. Może nie należy przykładać miary filmowej, a więc prawdziwie kinowej, do seriali. Może nie da się mierzyć ich jakości kategoriami kinowymi, bo to nie jest kino. Może. Odpowiedz Link Zgłoś
ignatz Re: Zagubieni - LOST ;) 02.01.06, 22:42 Kurde, zatłukli laskę! Niech się scenarzysta opamięta, bo za wiele to im nie zostało :-> Odpowiedz Link Zgłoś
klee Został, zostało, spokojna głowa 02.01.06, 23:03 Zawsze można wyłowić jakąś postać z tego tłumku, który się kręci w tle. :-] To dosyć typowe dla seriali. Kiedy chce się ożywić fabułę, a brakuje pomysłów, to wprowadza się nową postać lub eksponuje jakąś drugoplanową. Odpowiedz Link Zgłoś
ignatz Re: Został, zostało, spokojna głowa 03.01.06, 05:48 Tak jak ten nauczyciel, co zbyt energicznie wymachiwał laską (dynamitu) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meggi Re: Zagubieni - LOST ;) IP: 213.241.41.* 03.01.06, 10:26 Na AXN lecą odcinki w skróconej wersji,jak ktoś zainteresowany to w tym tygodniu pokażą ostatni odcinek.Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś