Gość: P.Krzywogórski
IP: *.chello.pl
22.04.03, 23:28
Na operę chodzi się dla śpiewaków. Kto po to pójdzie na ten
operowy film, ten się nie zawiedzie. Inni wyjdą w pierwszych
minutach. Cóż... to jest tylko opera. Lecz: cóż to za opera! Od
lat obserwuję wspaniała karierę Angeli Gheorgiu. W tej
realizacji genialnego dzieła Pucciniego osiąga szczyty
nieosiągalne dla wszystkich innych śpiewaczek świata w dniu
dzisiejszym. Znakomita skala, głos o niebywałymn brzemieniu, w
dolnych rejestrach imponujący. A do tego aktorstwo. Przemyślana
w każdym szczególe rola. To jest XIX-wieczna diva rzymska. Na
zawsze pozostanie w pamięci jej pełna wyrazu twarz o wielkiej
sile wyrazu. I płomień w oczach! A do tego jakże to piekna
kobieta! Ruggero Raimondi do swojej kolekcji filmowych partii
operowych dorzuca Scarpię po Don Giovannim i Escamillu. Tam był
świetny. Tu - jeszcze świetniejzy. Roberto Alagna w tercecie
głównych wykonawców wydaje sie najsłabszym, co nie znaczy, że
jest to rola niedobra. Żałuję, że wydała mi się tylko poprawna.
Bardzo cenię tego tenora i jest to dla mnie pewien zawód.
Natomiast dość sporym zawodem jest reżyseria. Tam, gdzie rzecz
jest rozegrana "po Bożemu", tam jest pięknie. Tam, gdzie
messieur Jaquot zaczyna kombinować w poszukiwaniu swojej
indywidualności, tam jest kiepsko. Ale czerń w tle pierwszych
dwóch aktów jest wspaniała. Przypomniała najdoskonalszą ze
scenicznych czerni, jaką poczęstował nas Jean Vilar gdy
przywoził do Warszawy swoje spektakle m.in.z cudownym Gerardem
Philippe w roli Tuy Blasa.
Interesujące: jak długo pozostanie ten film na warszawskich
ekranach?
P.Krzywogórski