Gość: tylda Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.03, 00:49 Cała idea zawarta w dwóch rozmowach Neo: z Wyrocznią i z Architektem. Reszta to dodatek dla nastolatków. Rewelacyjny zresztą ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciochu Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: 10.40.209.* 25.05.03, 09:16 w pełni popieram - na film szedłem pełen zapału - z kina wyszedłem zawiedziony na maxa. momentami chciało się wyjść z kina. gdyby nie efekty to nie ma co oglądać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jerome Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.03, 10:10 >jezzo ,a jakież to pytania miales po tym filmie ,bo dla mnie wszystko bylo jasne.A jesli twierdzisz ze fabula byla powiklana, to chyba malo filmow widziales w zyciu.(chyba ze jestes zjadaczem hollywoodzkiej papki to mogles ich widziec w ch. i troche, i co z tego jak sa o niczym) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JJ Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.chello.pl 25.05.03, 15:18 Też byłem wczoraj i widziałem. Sprzątam mieszkanie i wciąż przychodzą mi do głowy jakieś refleksje na temat filmu - w końcu nie wytrzymałem i przybiegłem do kompa ;-) Mam wrażenie, że w M2 bracia Wachowscy wspięli się piętro wyżej w sztuce reżyserskiej, ale nie dali sobie rady jako scenarzyści. Zwróćcie uwagę, że większość pozytywnych komentarzy specjalistów (na długo przed premierą i już po niej) oraz amatorów (bez obrazy!) dotyczy właśnie sposobu "poprowadzenia" filmu i tych wszystkich "fenomenalnych scen", od "pościgu na autostradzie", po wszystkie "sceny walki". Natomiast niemal wszyscy gremialnie pognębiają film za scenariusz - "filozoficzny bełkot", "ewidentne błędy i niespójności" (BTW: polecam www.moviemistakes.com - do dzisiaj naliczyli już 49 błędów...), "postaci wprowadzone bez większego sensu", etc. Może zatem Wachowscy nie podzielili w 100% losu wszystkich (poza jednym - o tym niżej) twórców sequali, tylko wyszli obronną ręką w 50%? Ale z "reżyserką" i "zdjęciami" w M2 też jest pewien poważny problem... Otóż bezsprzecznie Matrix (M1) wprowadził do kina coś zupełnie nowego w kwestii wszelkiego rodzaju scen walki: pościgów, strzelanin, walki w ręcz, wybuchów, etc. Było to możliwe dzięki "wirtualnej" konwencji scenariusza filmu, która pozwoliła Wachowskim na zabawę tami chwytami, jak "bullet time", skoki na 50 metrów, potrójne salta z piętnastoma kopniakami, etc. Twórcy filmów dziejących się "w realu" po prostu nie mogli sobie na to pozwolić, bo takie zabiegi są do wykorzystania tylko w konwencji bajkowej właśnie (dowodzi tego choćby "Przyczajony tygrys, ukryty smok" - tam to sobie polatali!). Ale trochę wody w Wiśle już upłynęło i konkurencja nie śpi - widać to jak na dłoni. Nie wiem jak u Was, ale "mój" seans poprzedziło 30 minut reklam, w tym oczywiście mnóstwo reklam filmów, które niebawem wejdą na nasze ekrany. No i proszę, wystarczy podać dwa przykłady: 1. efektowne "niszczycielstwo" przez cały film? nie ma sprawy - sequel "Aniołków Charliego" ("Charlie's Angels: Full Throttle") wydaje się składać niemal wyłącznie z _supe-efektownych_ scen tego rodzaju; 2. efektowne "sceny walki" przez cały film? też no problemo - a konkurencja nie byle jaka, bo do roboty wziął się sam Quentin Tarantino i jego czwart w dorobku film, "Kill Bill" z Umą Thurman, zapowiada się na prawdziwą perełkę (BT: trzeba być naprawdę wielkim reżyserem, aby brać na warsztat taki temat tylko (?) po to, aby pokazać wszystkim wokół, że jest się dobrym reżyserem...). "Zajawki" tych dwóch filmów zobaczyłem tuż przed projkecją M2, a takie przykłady można mnożyć! "Terminator 3 - Rise of the Machines"? "Tomb Raider 2 - The Cradle of Life"? "Bad Boys 2"? Wystarczy odwiedzać często www.apple.com/trailers/ ... Na koniec refleksja ogólna dotycząca sequeli (obiecana wyżej). Moim skromnym zdaniem, zrobienie udanego seqela _dobrego_ filmu graniczy po prostu z niemożliwością... Dla mnie _najbardziej_udanym_ przedsięwzięciem tego typu był Epizod V "Gwiezdnych Wojen" Lucasa - "Imperium kontratakuje". Ale jestem otwarty na konkurencyjne propozycje ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kubas Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.acn.waw.pl 25.05.03, 15:54 zwrociliście uwage na tego gościa co chronił zamykające sie wrota miasta? trwalo to tylko kilka sekund - robot w ktorym siedzial gostek wywijajac poteznymi giwerami jak na dzikim zachodzie; rewelacyjna maszyna ! z tego co zauwazylem - to w 3 czesci - robocik - pokaze co potrafi, huhu - trzeba bedzie dobrze zapiac pasy :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: raffo Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.xtreme.net.pl 25.05.03, 16:25 nie tylko biust majteczek tez nie miala , cała reszta filmu tez super Odpowiedz Link Zgłoś
hania_76 Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... 25.05.03, 18:21 Poza porywającą sceną pościgu na autostradzie i epizodem w domu Persefony i Merowinga - rozczarowanie. Pierwsza część była zdecydowanie lepsza. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... 26.05.03, 02:22 Manifestuje czy nie, do kina też czasem chodzę. No i jestem po reaktywacji, więc szybciorkiem pierwsze wrażenia. Dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem i niestety nic ponadto - tak dałoby się to najkrócej podsumować. W dziedzinie efektów specjalnych ten film nie podnosi może poprzeczki o tyle, o ile zrobił to pierwszy „Matrix”, aczkolwiek też o dobrych kilka szczebli. Ciężko będzie w najbliższym czasie pokazać coś lepszego od pościgu na autostradzie, to na pewno. Kamera przelatująca pod kołami mijanych ciężarówek robi wrażenie, aż się musiałem pochylić, żeby w głowę nie dostać. Zderzenie dwóch olbrzymów – rewelacyjnie pokazane. Sceny walk też oczywiście niebywałe, chociaż też już nie tak zaskakujące jak za razem pierwszym. Ogólnie to pomysł już nie ma tej świeżości, co nie jest zarzutem tylko dość banalnym stwierdzeniem faktu. Widać to w warstwie wizualnej ale rażące to jest dopiero gdy idzie o fabułę. Za nim jednak o tej, dodam, że rewelacyjnie zrobiony jest dźwięk, tu efekt jest pełen. Wyraźnie przesadzone były sceny latania ale superman – nie ta konwencja. No, chociaż odbijanie się od ziemi jeszcze w miarę. Przesadzona była nie tyle sama operacja na Trinty, co w ogóle jej krótkotrwała śmierć. Taka tandetna trochę historyjka. Za to scena w której agent ją postrzelił, czyli pierwsza sekwencja – rewelacyjna. Nie do końca wiem, co mi nie grało w Zionie. Szczegóły dobre, te metalowe drzwi i wnętrza, jak we wraku statku, wszystko okej. Za to całość zbyt spektakularna jak na rebelię przeciwko potężnemu Matrixowi. Nie wiem skąd tam czas i środki na taką imprezę, ale złego słowa nie powiem – szczególnie, że w Warszawie upał taki, że impreza w takich rytmach, z odrobiną odsłoniętych ciał by w sam raz dziś pasowała. Scena erotyczna całkiem ładna i zupełnie uzasadniona fabularnie. Nie do końca rozumiem jaką rolę pełni ten młody chłopak, który chce dołączyć do załogi Morfeusza. To nie jedyna strzelba z aktu wcześniejszego, która nie wypaliła w tej części filmu, że wspomnę jeszcze o łyżce. Może w „Rewolucjach”? Fajną postacią był Klucznik, a pomysł na przedstawienie głównej części matrixa jako korytarza z drzwiami i przejściami, choć może niezbyt oryginalny, to dość nośny i zrozumiały. Przekonujący, co w tym filmie nie jest regułą. Pozostałe postaci w Zionie – cała rada, radny z którym Neo zjeżdża do maszynowni – interesujące i niewydumane, czego nie można powiedzieć o bohaterach negatywnych. Poza bliźniakami z dredami i brzytwami, reszta, w tym Persefona i Merowing, dość mdłe i, przede wszystkim, nie bardzo zrozumiałe! No może ten Merowing nie taki zły, dowcip o jedwabiu mu się nawet udaje a akcent czyni ta postać nieco wyraźniejszą. Zresztą żartów udanych jest w tym filmie kilka i to go chyba ratuje, ten dystans lekki. Bo kilka scen z magicznym „chcesz porozmawiać?” w charakterze jedynej wypowiadanej kwestii ociera się o żenadę. Wracając do Merowinga i jego świty – nie bardzo wiem kim oni w tym Matrixie są i po co tam są, względnie czemu są tolerowani albo jak uniknęli skasowania? Nie jest to wyjaśnione, poza ogólnikami. I w sumie co się stało tej kobiecie, która jadła tort?! Muszę się w tym miejscu przyznać, że wielu rzeczy najzwyczajniej nie złapałem. W pierwszej części nie miałem tego problemu a tu nie bardzo w końcu wiem czemu agent Smith jest aktualnie tym, kim jest, czego właściwie chce teraz od Neo. No a Architekt i Wyrocznia są w filmie przedstawieni tak, że właściwie nie wiadomo czym są. Znaczy to wszystko jest opisane, zgoda, ale przekonujące to jest mniej więcej tak, jak to, że kryptonit zabija Supermana. Wierzę, bo przyjmuje konwencję filmu. Pierwsza część była znacznie bardziej przekonująca a tu po prostu nie dopowiedziano tego, tak jakby zbrakło precyzyjnego pomysłu. Nie chcę powiedzieć, że to było zbyt nieprawdopodobne, bo to brzmi jak żart, ale wydaje mi się, że tu wykroczono poza granice ustalone w pierwszej części, w negatywnym sensie. Nie wiem – może w tych miejscach, gdzie słuchałem oryginalnego głosu, zawiódł mój angielski, a tam gdzie czytałem – angielski tłumacza. Dość, że kilka kwestii zostało po prostu wyjaśnione niedokładnie, co w przypadku filmu, o którym się mówi, że zawiera tyle aktualnego przesłania, że jest pokoleniowy, że to traktat filozoficzny, bez względu na to ile w tym przesady, jest błędem. Tak naprawdę swoją wymowę miała tylko rozmowa w maszynowni. Reszta zupełnie banalna. Mam o to żal, choć tego się spodziewałem. Gdyby ten scenariusz był jaśniejszy, gdyby scena w jądrze systemu była bardziej zrozumiała, to być może można by było mówić o treści i przesłaniu tego filmu. W pierwszej części było nieźle. Druga jest, co nie zaskakuje, teledyskiem. Bardzo dobrym, żeby nie powiedzieć, że w swej dziedzinie wybitnym, ale nie ma co silić się na interpretację tego, co widać na ekranie. Nie chcę z tego czynić zarzutu – jeśli ktoś idzie na koncert rockowy, to nie po to, żeby usłyszeć tam muzykę klasyczną i gdyby po wyjściu narzekał, że takowej nie było, to byłby zarzut nieadekwatny. Po prostu „Matrix: reaktywacja” należy do nieco innego gatunku, niż pierwsza część. Trochę się tylko boję jak to wróży części trzeciej. Trailer sygnalizuje, że na ekranie nadal się będzie sporo działo, za to nie mówi nic o fabule. Oby nie oznaczało to, że jej tam nie ma. Pierwsza część kończyła się w miarę pozytywnie. W drugiej, o ile dobrze zrozumiałem, wychodzi na to, że wolny wybór to złudzenie, że nawet Neo okazał się częścią całej układanki, czyli raczej pesymistycznie. Nie wiem jak to się skończy, ale obawiam się optymistycznego banału. Swoją drogą, taki bieg scenariusza, ku coraz płytszym rejonom, jest jakoś tam zrozumiały i pewnie w nieco niezamierzony sposób mówi coś o naszych czasach. To są jednak jakieś tam dywagacje, tymczasem film robi naprawdę spore wrażenie i warto go zobaczyć w kinie z dobrym ekranem i głośnikami. Ja sam pewnie przejdę się jeszcze raz, a na pewno zobaczę go na komputerze, choćby po to, by zrozumieć pewne niejasności. Niejasności, które – co jest wszakże raczej wadą niż zaletą scenariusza – nie powodują, że film ogląda się źle. Nie jestem niczym dziwnym, że porównuje się ten film do dwóch innych trylogii, aktualnie też będących na etapie części drugiej. Podobnie, jak w przypadku „Władcy pierścieni” żyję nadzieją, że trzecia część będzie robić takie wrażenie, jak pierwsza, bo druga nieco mnie zawiodła. Jeśli zaś idzie o „Gwiezdne wojny” to Lucas ma o tyle lepszą sytuacje, że możliwości zakończenia scenariusza w sposób banalny ma ograniczone tym, że musi to grać z częścią czwartą (jak to w trylogii, nie?). Po „Reaktywacji” będzie jednak musiał się bardzo postarać, żeby jego film zrobił w ogóle jakieś wrażenie – w dziedzinie efektów nie może wiele zrobić, więc kto wie, może poprawi scenariusz. Cała ta recenzja wyszła mi jednakowoż w tonie znacznie bardziej krytyczna niż chciałem. Naprawdę podobał mi się ten film i obejrzałem go z przyjemnością. Bawiłem się tak, jak oczekiwałem, choć po cichutku miałem nadzieję, że czymś mnie miło zaskoczy. Tak się nie stało. Roody _______ ... nie martw sie chuopaku, dostaniesz dziauke w iraku... PVEK.blog.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
stazzio kilka dopowiedzeń 26.05.03, 04:44 Zgadzam się z Waćpanem niemal w "całej rozciągłości"... Zatem tylko kilka słów dopowiedzeń i komentarzy. > Przesadzona była nie tyle sama operacja na Trinty, co w ogóle jej > krótkotrwała śmierć. Taka tandetna trochę historyjka. Moim zdaniem chodziło przede wszystkim o to, żeby wyrównać rachunki z "jedynki" - ten sam schemat: buziaczek i zmartwychwstanie... no i Trinity mówi: "teraz jesteśmy kwita". Tandetna była z pewnością ta operacja bez znieczulenia, coś na modłę różnych cudotwórców z Dalekiego Wschodu... Poza tym jest to oczywiście kolejne odwołanie do wątku chrystologicznego: Neo potrafi już wskrzeszać zmarłych. A dla bardziej sentymentalnych inna możliwa eksplikacja: Miłość jest silniejsza od śmierci... chlip, chlip... No ale cóż... skoro czasem nawet Homer zasypia, to i braciom W. może braknąć inwencji. Fakt faktem - żal, ze tak się zdarza. > Nie wiem skąd tam czas i środki na taką imprezę, ale złego słowa nie powiem [...] Moim zdaniem ta imprezka (pomijając warstwę wizualną) była zupełnie z innej bajki: jakieś Love Parade na linii frontu. Absurd do kwadratu! > Nie do końca rozumiem jaką rolę pełni ten młody chłopak, który chce dołączyć do załogi Morfeusza. To nie jedyna strzelba z aktu wcześniejszego, która nie > wypaliła w tej części filmu, że wspomnę jeszcze o łyżce. Może w „Rewolucj > ach”? Również mam nadzieję, że to się wyjasni później; na razie ten chłopak to jakby skrótowe ukazanie tego, czym dla niektórych mieszkańców Zionu stał sie Neo, jak wysoki status osiągnął. A łyżka - na razie broni się nawiązaniem do poprzedniej części - bo to ta słynna łyżka, co to jej w ogóle nie ma... Ale jest... więc... typowo "wachowska" zagrywka. > Wracając do Merowinga i jego świty – nie bardzo wiem kim oni w tym Matrix > ie są i po co tam są, względnie czemu są tolerowani albo jak uniknęli skasowania? Nie jest to wyjaśnione, poza ogólnikami. I w sumie co się stało tej kobiecie, która jadła tort?! No właśnie, mnie się wydaje, że Merowing to po prostu kolejna przeszkoda na drodze wybrańca (formalnie jest strażnikiem Klucznika) i muszę przyznać, że na podstawie słów Wyroczni spodziewałem się kogoś znacznie straszniejszego. Jeśli zastanowić się nad jego statusem ontologicznym, wypadnie chyba stwierdzić, że jest to bardzo wysublimowany program, który zdobył w ramach systemu dostatecznie wielką autonomię, by móc sobie pozwolić na dystans nawet wobec Macierzy i... na poczucie humoru. Stąd scena z panią, co je tort: pani zjada ten tort, przygotowany przez Merowinga, po to, aby szybko udać się do toalety (powiedzmy: by "ochłonąć") i żeby Merowing mógł jej tam potowarzyszyć. No wiesz... Persefona natomiast spodobała mi się dlatego, że dzięki niej pojawił się w filmie dosyć zabawny epizod: ona chce buzi od Neo, na co Trinity wyciąga spluwę... Ach ta kobieca zazdrość. Ciekawy jest też wątek nieszczęśliwego związku z Merowingiem... taka samotna i zdradzana kobieta ta Persefona... tylko - właśnie... dlaczego ma tak na imię? Dlatego, że chciałaby się wydostać z Matriksa? Czy w takim razie Merowing jest władcą Hadesu?? Tu widzę jakąś niedoróbą... > Muszę się w tym miejscu przyznać, że wielu rzeczy najzwyczajniej nie złapałem. Ja też, zwłaszcza w końcówce, kiedy Architekt zaczyna przedstawiać swoje teorie... Być może pomocne w rozwikłaniu zagadki będzie spostrzeżenie, że fizjonomia Architekta jednoznacznie kojarzy się z Freudem... To kolejna gierka twórców filmu... W dodatku Architekt wypowiada kilka kwestii na temat ludzkiej psychiki, posługując się gęsto nomenklaturą psychoanalityczną. W ramach scenariusza jest on chyba - jak twierdzą niektórzy - bogiem; a że podobnym do Freuda - to nie tylko ironia Wachowskich, ale również komentarz do współczesnego stanu amerykańskiego społeczeństwa... Dodam, że zrozumienie wywodów tej postaci skutecznie utrudnia dość pokrętne i słabe tłumaczenie autorstwa pani Magdy Balcerek (pokazała co potrafi przy pierwszej części i naprawdę bardzo się zdziwiłem, że dystrybutor zaprosił ją do współpracy ponownie). > nie bardzo w końcu wiem czemu agent Smith jest aktualnie tym, kim jest, czego właściwie chce teraz od Neo. Agent Smith - to "Agent na wolności", wydostał się spod kontroli Matriksa, w momencie kiedy Neo wszedł w niego (w zakończeniu pierwszej części) i rozerwał na kawałki... Od tego czasu Smith czuje się skażony przez ludzko-boski pierwiastek Neo i już chyba nie tyle chce wyrwać się z Matriksa (jak to było dawniej), ile nim zawładnąć (mówi w pewnym miejscu, że jego celem jest władza). Zresztą relacja Neo-Smith wydaje mi się w "Reaktywacji" najciekawsza i najbardziej nośna: chyba na niej zbudowany zostanie film trzeci... mam przynajmniej taką nadzieję. > Nie wiem jak to się skończy, ale obawiam się optymistycznego > banału. Ej? aż tak źle myślisz o Wachowskich? Ja bym wolał, żeby zrobili wielkie boom i zgasili światło nad wirtualnym światem i cywilizacją. Pozdrawiam PS a moje własne wrażenia na temat M2 zawarłem tutaj: http://www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13380&w=6176365&a=6179941 Odpowiedz Link Zgłoś
fjufju to wy szukaliscie filozfii w matrixie? 26.05.03, 10:57 no nie rozsmieszajacie mnie... i jeszcze uwaga: nikogo nie zdziwiło ze neo w jedynce zmartwychwstał... ale wszyscy sa oburzeni ze lata jak superman i uzdrawia innych... (?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.03, 13:40 Zgadzam się całkowicie. Matrix 2 jest kiepski. Mam wrażenie że stado małp napisałoby lepszy scenariusz niż bracia W. Gość Aha, i niech nikt nie wciska ponownie ludziom kitu, że trzeba obejrzeć całość żeby zrozumieć Matrixa. Moim zdaniem żadnej całości NIE MA. Jest tylko żądza zarobienia jak największej kasy. Po prostu filmem rządzą producenci a nie reżyserzy. To jest smutna prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Air Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.citicorp.com 26.05.03, 15:44 porażka! odliczałem dni do premiery kontynuacji mojego ukochanego filmu i co? ludzie pękali w kinie ze śmiechu podczas niektórych scen. Żałosny, beznadziejny, płytki....brak mi słów! Po obejrzeniu zapowiedzi "3" części nawet siła mnie nikt nie zaciągnie! nie polecam... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stalker Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.jagiellonia.krakow.pl 27.05.03, 21:09 Jesli ktos mowi, ze M2 jest slaby i lepszy by napisal to niech to zrobi, pojedzie do Ameryki (kraj, gdzie kazdy - jak mawiaja - moze sie odnalezc) i nakreci lepszego M2. A co do filozofii w Matriksie, to polecam poczytac o Wachowskich, o tym ze inspirowali sie Dickiem, Gibsonem i watkami czysto filozoficznymi. A pytanie o to, co jest prawdziwe z Matriksa 1? To nie jest pytanie filozoficzne. A pytanie o to, co determinuje czlowieka w M2, to nie jest pytanie filozoficzne. Filmy filozoficzne to nie tylko kino moralnego niepokoju. Moim zdaniem Matrix porusza problemy, nad ktorymi zastanawiaja sie ludzie. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: klip kiepsko IP: *.core.net.pl 30.05.03, 18:32 Matrix 1 traktuje jako dobry film akcji pomyslami moze nie nowymi, ale dajacymi swietna mieszanke. Niesamowite sceny walki i dobrze dobrana muzyka ( np.gdy Trinity i Neo wchodza do budynku by uwolnic Morfeusza muzyka daje znac,ze bedzie niezla rozroba). Ocena 9-9,5/10. Po dwojce nie spodziewalem sie rewelacji, ale wyszlo gorzej niz myslalem. Najpierw plusy: + scena otwierajaca film + walka Neo u Merowinga - jest to chyba jedyna walka,gdzie muzyka podbija tempo , a samo wprowadzenie mieczy do walki to swietny pomysl + stroj Neo + Smith + Blizniacy (demony?), szczegolnie atak brzytwa + poscig , Trinity na motorze + straznik wyroczni + bardziej zamotana fabula + reakcja Trinity na propozycje Persefony Minusy: - film za dlugi, wiele niepotrzebnych scen np.z blondynka jedzaca ciasto u Merowinga, rozmowa Neo z czlonkiem rady w Zionie, impreza w Zionie(jakbym chcial cos takiego zobaczyc to bym vive ogladal) - muzyka nie nadaje tempa filmowi, w zasadzie tylko w jednej walce mi sie podobala, walki jakby stracily na szybkosci i sa jakies podobne do siebie - za duzo nawiazan do jedynki,ja to widzialem i to mnie nudzi, - nudna scena walki Neo ze Smithe`ami, tylko moment jak Neo otrzepuje przelazny pret z betonu na jednym ze Smithe`ow jest fajny Latanie Neo mi nie przeszkadza, bo przeciez od tego jest by lamac reguly Matrixa. Przemowy Morfeusz tez moga byc, w koncu przemowy maja byc patetyczne, a z amerykanska flaga sie nie kojarza. Ocena 5,5-6/10 . Myslalem, ze Wachowscy zrobia film przynajmniej 7/10, ale byc moze takie sa prawa filmu posrodku czyli czesci 2 z 3. Do kina isc nie polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Debil Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 06.11.03, 17:16 tak tak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niux Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.acn.pl 11.11.03, 10:51 esh :] zawsze się znajdą ludzie co nie kumają ... ale przeżyjemy... uwolnieni będą ci co tego chcą :P powodzenia KFIATUSZKU Odpowiedz Link Zgłoś