Dodaj do ulubionych

Matrix 2: bylam, widzialam....

    • Gość: tylda Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.03, 00:49
      Cała idea zawarta w dwóch rozmowach Neo: z Wyrocznią i z Architektem. Reszta to
      dodatek dla nastolatków.
      Rewelacyjny zresztą ;-))
    • Gość: ciochu Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: 10.40.209.* 25.05.03, 09:16
      w pełni popieram - na film szedłem pełen zapału - z kina wyszedłem zawiedziony
      na maxa. momentami chciało się wyjść z kina. gdyby nie efekty to nie ma co
      oglądać
    • Gość: jerome Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.03, 10:10
      >jezzo ,a jakież to pytania miales po tym filmie ,bo dla mnie wszystko bylo
      jasne.A jesli twierdzisz ze fabula byla powiklana, to chyba malo filmow
      widziales w zyciu.(chyba ze jestes zjadaczem hollywoodzkiej papki to mogles ich
      widziec w ch. i troche, i co z tego jak sa o niczym)
    • Gość: JJ Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.chello.pl 25.05.03, 15:18
      Też byłem wczoraj i widziałem. Sprzątam mieszkanie i wciąż przychodzą mi do
      głowy jakieś refleksje na temat filmu - w końcu nie wytrzymałem i przybiegłem
      do kompa ;-)

      Mam wrażenie, że w M2 bracia Wachowscy wspięli się piętro wyżej w sztuce
      reżyserskiej, ale nie dali sobie rady jako scenarzyści. Zwróćcie uwagę, że
      większość pozytywnych komentarzy specjalistów (na długo przed premierą i już po
      niej) oraz amatorów (bez obrazy!) dotyczy właśnie sposobu "poprowadzenia" filmu
      i tych wszystkich "fenomenalnych scen", od "pościgu na autostradzie", po
      wszystkie "sceny walki". Natomiast niemal wszyscy gremialnie pognębiają film za
      scenariusz - "filozoficzny bełkot", "ewidentne błędy i niespójności" (BTW:
      polecam www.moviemistakes.com - do dzisiaj naliczyli już 49
      błędów...), "postaci wprowadzone bez większego sensu", etc. Może zatem
      Wachowscy nie podzielili w 100% losu wszystkich (poza jednym - o tym niżej)
      twórców sequali, tylko wyszli obronną ręką w 50%?

      Ale z "reżyserką" i "zdjęciami" w M2 też jest pewien poważny problem... Otóż
      bezsprzecznie Matrix (M1) wprowadził do kina coś zupełnie nowego w kwestii
      wszelkiego rodzaju scen walki: pościgów, strzelanin, walki w ręcz, wybuchów,
      etc. Było to możliwe dzięki "wirtualnej" konwencji scenariusza filmu, która
      pozwoliła Wachowskim na zabawę tami chwytami, jak "bullet time", skoki na 50
      metrów, potrójne salta z piętnastoma kopniakami, etc. Twórcy filmów dziejących
      się "w realu" po prostu nie mogli sobie na to pozwolić, bo takie zabiegi są do
      wykorzystania tylko w konwencji bajkowej właśnie (dowodzi tego
      choćby "Przyczajony tygrys, ukryty smok" - tam to sobie polatali!).
      Ale trochę wody w Wiśle już upłynęło i konkurencja nie śpi - widać to jak na
      dłoni. Nie wiem jak u Was, ale "mój" seans poprzedziło 30 minut reklam, w tym
      oczywiście mnóstwo reklam filmów, które niebawem wejdą na nasze ekrany. No i
      proszę, wystarczy podać dwa przykłady:
      1. efektowne "niszczycielstwo" przez cały film? nie ma sprawy -
      sequel "Aniołków Charliego" ("Charlie's Angels: Full Throttle") wydaje się
      składać niemal wyłącznie z _supe-efektownych_ scen tego rodzaju;
      2. efektowne "sceny walki" przez cały film? też no problemo - a konkurencja nie
      byle jaka, bo do roboty wziął się sam Quentin Tarantino i jego czwart w dorobku
      film, "Kill Bill" z Umą Thurman, zapowiada się na prawdziwą perełkę (BT: trzeba
      być naprawdę wielkim reżyserem, aby brać na warsztat taki temat tylko (?) po
      to, aby pokazać wszystkim wokół, że jest się dobrym reżyserem...).
      "Zajawki" tych dwóch filmów zobaczyłem tuż przed projkecją M2, a takie
      przykłady można mnożyć! "Terminator 3 - Rise of the Machines"? "Tomb Raider 2 -
      The Cradle of Life"? "Bad Boys 2"? Wystarczy odwiedzać często
      www.apple.com/trailers/ ...

      Na koniec refleksja ogólna dotycząca sequeli (obiecana wyżej). Moim skromnym
      zdaniem, zrobienie udanego seqela _dobrego_ filmu graniczy po prostu z
      niemożliwością... Dla mnie _najbardziej_udanym_ przedsięwzięciem tego typu był
      Epizod V "Gwiezdnych Wojen" Lucasa - "Imperium kontratakuje". Ale jestem
      otwarty na konkurencyjne propozycje ;-)
      • Gość: kubas Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.acn.waw.pl 25.05.03, 15:54
        zwrociliście uwage na tego gościa co chronił zamykające sie wrota miasta?
        trwalo to tylko kilka sekund - robot w ktorym siedzial gostek wywijajac
        poteznymi giwerami jak na dzikim zachodzie; rewelacyjna maszyna ! z tego co
        zauwazylem - to w 3 czesci - robocik - pokaze co potrafi, huhu - trzeba bedzie
        dobrze zapiac pasy :)
    • Gość: raffo Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.xtreme.net.pl 25.05.03, 16:25
      nie tylko biust majteczek tez nie miala , cała reszta filmu tez super
    • hania_76 Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... 25.05.03, 18:21
      Poza porywającą sceną pościgu na autostradzie i epizodem w domu Persefony i
      Merowinga - rozczarowanie. Pierwsza część była zdecydowanie lepsza.
    • roody102 Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... 26.05.03, 02:22
      Manifestuje czy nie, do kina też czasem chodzę. No i jestem po reaktywacji,
      więc szybciorkiem pierwsze wrażenia. Dostałem dokładnie to, czego się
      spodziewałem i niestety nic ponadto - tak dałoby się to najkrócej podsumować.

      W dziedzinie efektów specjalnych ten film nie podnosi może poprzeczki o tyle, o
      ile zrobił to pierwszy „Matrix”, aczkolwiek też o dobrych kilka szczebli.
      Ciężko będzie w najbliższym czasie pokazać coś lepszego od pościgu na
      autostradzie, to na pewno. Kamera przelatująca pod kołami mijanych ciężarówek
      robi wrażenie, aż się musiałem pochylić, żeby w głowę nie dostać. Zderzenie
      dwóch olbrzymów – rewelacyjnie pokazane. Sceny walk też oczywiście niebywałe,
      chociaż też już nie tak zaskakujące jak za razem pierwszym. Ogólnie to pomysł
      już nie ma tej świeżości, co nie jest zarzutem tylko dość banalnym
      stwierdzeniem faktu. Widać to w warstwie wizualnej ale rażące to jest dopiero
      gdy idzie o fabułę. Za nim jednak o tej, dodam, że rewelacyjnie zrobiony jest
      dźwięk, tu efekt jest pełen. Wyraźnie przesadzone były sceny latania ale
      superman – nie ta konwencja. No, chociaż odbijanie się od ziemi jeszcze w
      miarę. Przesadzona była nie tyle sama operacja na Trinty, co w ogóle jej
      krótkotrwała śmierć. Taka tandetna trochę historyjka. Za to scena w której
      agent ją postrzelił, czyli pierwsza sekwencja – rewelacyjna.

      Nie do końca wiem, co mi nie grało w Zionie. Szczegóły dobre, te metalowe drzwi
      i wnętrza, jak we wraku statku, wszystko okej. Za to całość zbyt spektakularna
      jak na rebelię przeciwko potężnemu Matrixowi. Nie wiem skąd tam czas i środki
      na taką imprezę, ale złego słowa nie powiem – szczególnie, że w Warszawie upał
      taki, że impreza w takich rytmach, z odrobiną odsłoniętych ciał by w sam raz
      dziś pasowała. Scena erotyczna całkiem ładna i zupełnie uzasadniona fabularnie.

      Nie do końca rozumiem jaką rolę pełni ten młody chłopak, który chce dołączyć do
      załogi Morfeusza. To nie jedyna strzelba z aktu wcześniejszego, która nie
      wypaliła w tej części filmu, że wspomnę jeszcze o łyżce. Może w „Rewolucjach”?
      Fajną postacią był Klucznik, a pomysł na przedstawienie głównej części matrixa
      jako korytarza z drzwiami i przejściami, choć może niezbyt oryginalny, to dość
      nośny i zrozumiały. Przekonujący, co w tym filmie nie jest regułą. Pozostałe
      postaci w Zionie – cała rada, radny z którym Neo zjeżdża do maszynowni –
      interesujące i niewydumane, czego nie można powiedzieć o bohaterach
      negatywnych. Poza bliźniakami z dredami i brzytwami, reszta, w tym Persefona i
      Merowing, dość mdłe i, przede wszystkim, nie bardzo zrozumiałe! No może ten
      Merowing nie taki zły, dowcip o jedwabiu mu się nawet udaje a akcent czyni ta
      postać nieco wyraźniejszą. Zresztą żartów udanych jest w tym filmie kilka i to
      go chyba ratuje, ten dystans lekki. Bo kilka scen z magicznym „chcesz
      porozmawiać?” w charakterze jedynej wypowiadanej kwestii ociera się o żenadę.
      Wracając do Merowinga i jego świty – nie bardzo wiem kim oni w tym Matrixie są
      i po co tam są, względnie czemu są tolerowani albo jak uniknęli skasowania? Nie
      jest to wyjaśnione, poza ogólnikami. I w sumie co się stało tej kobiecie, która
      jadła tort?!

      Muszę się w tym miejscu przyznać, że wielu rzeczy najzwyczajniej nie złapałem.
      W pierwszej części nie miałem tego problemu a tu nie bardzo w końcu wiem czemu
      agent Smith jest aktualnie tym, kim jest, czego właściwie chce teraz od Neo. No
      a Architekt i Wyrocznia są w filmie przedstawieni tak, że właściwie nie wiadomo
      czym są. Znaczy to wszystko jest opisane, zgoda, ale przekonujące to jest mniej
      więcej tak, jak to, że kryptonit zabija Supermana. Wierzę, bo przyjmuje
      konwencję filmu. Pierwsza część była znacznie bardziej przekonująca a tu po
      prostu nie dopowiedziano tego, tak jakby zbrakło precyzyjnego pomysłu. Nie chcę
      powiedzieć, że to było zbyt nieprawdopodobne, bo to brzmi jak żart, ale wydaje
      mi się, że tu wykroczono poza granice ustalone w pierwszej części, w negatywnym
      sensie. Nie wiem – może w tych miejscach, gdzie słuchałem oryginalnego głosu,
      zawiódł mój angielski, a tam gdzie czytałem – angielski tłumacza. Dość, że
      kilka kwestii zostało po prostu wyjaśnione niedokładnie, co w przypadku filmu,
      o którym się mówi, że zawiera tyle aktualnego przesłania, że jest pokoleniowy,
      że to traktat filozoficzny, bez względu na to ile w tym przesady, jest błędem.
      Tak naprawdę swoją wymowę miała tylko rozmowa w maszynowni. Reszta zupełnie
      banalna.

      Mam o to żal, choć tego się spodziewałem. Gdyby ten scenariusz był jaśniejszy,
      gdyby scena w jądrze systemu była bardziej zrozumiała, to być może można by
      było mówić o treści i przesłaniu tego filmu. W pierwszej części było nieźle.
      Druga jest, co nie zaskakuje, teledyskiem. Bardzo dobrym, żeby nie powiedzieć,
      że w swej dziedzinie wybitnym, ale nie ma co silić się na interpretację tego,
      co widać na ekranie. Nie chcę z tego czynić zarzutu – jeśli ktoś idzie na
      koncert rockowy, to nie po to, żeby usłyszeć tam muzykę klasyczną i gdyby po
      wyjściu narzekał, że takowej nie było, to byłby zarzut nieadekwatny. Po
      prostu „Matrix: reaktywacja” należy do nieco innego gatunku, niż pierwsza
      część. Trochę się tylko boję jak to wróży części trzeciej. Trailer sygnalizuje,
      że na ekranie nadal się będzie sporo działo, za to nie mówi nic o fabule. Oby
      nie oznaczało to, że jej tam nie ma. Pierwsza część kończyła się w miarę
      pozytywnie. W drugiej, o ile dobrze zrozumiałem, wychodzi na to, że wolny wybór
      to złudzenie, że nawet Neo okazał się częścią całej układanki, czyli raczej
      pesymistycznie. Nie wiem jak to się skończy, ale obawiam się optymistycznego
      banału. Swoją drogą, taki bieg scenariusza, ku coraz płytszym rejonom, jest
      jakoś tam zrozumiały i pewnie w nieco niezamierzony sposób mówi coś o naszych
      czasach. To są jednak jakieś tam dywagacje, tymczasem film robi naprawdę spore
      wrażenie i warto go zobaczyć w kinie z dobrym ekranem i głośnikami. Ja sam
      pewnie przejdę się jeszcze raz, a na pewno zobaczę go na komputerze, choćby po
      to, by zrozumieć pewne niejasności. Niejasności, które – co jest wszakże raczej
      wadą niż zaletą scenariusza – nie powodują, że film ogląda się źle.

      Nie jestem niczym dziwnym, że porównuje się ten film do dwóch innych trylogii,
      aktualnie też będących na etapie części drugiej. Podobnie, jak w
      przypadku „Władcy pierścieni” żyję nadzieją, że trzecia część będzie robić
      takie wrażenie, jak pierwsza, bo druga nieco mnie zawiodła. Jeśli zaś idzie
      o „Gwiezdne wojny” to Lucas ma o tyle lepszą sytuacje, że możliwości
      zakończenia scenariusza w sposób banalny ma ograniczone tym, że musi to grać z
      częścią czwartą (jak to w trylogii, nie?). Po „Reaktywacji” będzie jednak
      musiał się bardzo postarać, żeby jego film zrobił w ogóle jakieś wrażenie – w
      dziedzinie efektów nie może wiele zrobić, więc kto wie, może poprawi scenariusz.

      Cała ta recenzja wyszła mi jednakowoż w tonie znacznie bardziej krytyczna niż
      chciałem. Naprawdę podobał mi się ten film i obejrzałem go z przyjemnością.
      Bawiłem się tak, jak oczekiwałem, choć po cichutku miałem nadzieję, że czymś
      mnie miło zaskoczy. Tak się nie stało.

      Roody
      _______
      ... nie martw sie chuopaku, dostaniesz dziauke w iraku...
      PVEK.blog.pl/
      • stazzio kilka dopowiedzeń 26.05.03, 04:44
        Zgadzam się z Waćpanem niemal w "całej rozciągłości"... Zatem tylko kilka słów
        dopowiedzeń i komentarzy.

        > Przesadzona była nie tyle sama operacja na Trinty, co w ogóle jej
        > krótkotrwała śmierć. Taka tandetna trochę historyjka.

        Moim zdaniem chodziło przede wszystkim o to, żeby wyrównać rachunki
        z "jedynki" - ten sam schemat: buziaczek i zmartwychwstanie... no i Trinity
        mówi: "teraz jesteśmy kwita". Tandetna była z pewnością ta operacja bez
        znieczulenia, coś na modłę różnych cudotwórców z Dalekiego Wschodu... Poza tym
        jest to oczywiście kolejne odwołanie do wątku chrystologicznego: Neo potrafi
        już wskrzeszać zmarłych. A dla bardziej sentymentalnych inna możliwa
        eksplikacja: Miłość jest silniejsza od śmierci... chlip, chlip... No ale cóż...
        skoro czasem nawet Homer zasypia, to i braciom W. może braknąć inwencji. Fakt
        faktem - żal, ze tak się zdarza.


        > Nie wiem skąd tam czas i środki na taką imprezę, ale złego słowa nie powiem
        [...]

        Moim zdaniem ta imprezka (pomijając warstwę wizualną) była zupełnie z innej
        bajki: jakieś Love Parade na linii frontu. Absurd do kwadratu!


        > Nie do końca rozumiem jaką rolę pełni ten młody chłopak, który chce dołączyć
        do załogi Morfeusza. To nie jedyna strzelba z aktu wcześniejszego, która nie
        > wypaliła w tej części filmu, że wspomnę jeszcze o łyżce. Może w „Rewolucj
        > ach”?

        Również mam nadzieję, że to się wyjasni później; na razie ten chłopak to jakby
        skrótowe ukazanie tego, czym dla niektórych mieszkańców Zionu stał sie Neo, jak
        wysoki status osiągnął. A łyżka - na razie broni się nawiązaniem do poprzedniej
        części - bo to ta słynna łyżka, co to jej w ogóle nie ma... Ale jest... więc...
        typowo "wachowska" zagrywka.


        > Wracając do Merowinga i jego świty – nie bardzo wiem kim oni w tym Matrix
        > ie są i po co tam są, względnie czemu są tolerowani albo jak uniknęli
        skasowania? Nie jest to wyjaśnione, poza ogólnikami. I w sumie co się stało tej
        kobiecie, która jadła tort?!

        No właśnie, mnie się wydaje, że Merowing to po prostu kolejna przeszkoda na
        drodze wybrańca (formalnie jest strażnikiem Klucznika) i muszę przyznać, że na
        podstawie słów Wyroczni spodziewałem się kogoś znacznie straszniejszego. Jeśli
        zastanowić się nad jego statusem ontologicznym, wypadnie chyba stwierdzić, że
        jest to bardzo wysublimowany program, który zdobył w ramach systemu
        dostatecznie wielką autonomię, by móc sobie pozwolić na dystans nawet wobec
        Macierzy i... na poczucie humoru.
        Stąd scena z panią, co je tort: pani zjada ten tort, przygotowany przez
        Merowinga, po to, aby szybko udać się do toalety (powiedzmy: by "ochłonąć") i
        żeby Merowing mógł jej tam potowarzyszyć. No wiesz...
        Persefona natomiast spodobała mi się dlatego, że dzięki niej pojawił się w
        filmie dosyć zabawny epizod: ona chce buzi od Neo, na co Trinity wyciąga
        spluwę... Ach ta kobieca zazdrość.
        Ciekawy jest też wątek nieszczęśliwego związku z Merowingiem... taka samotna i
        zdradzana kobieta ta Persefona... tylko - właśnie... dlaczego ma tak na imię?
        Dlatego, że chciałaby się wydostać z Matriksa? Czy w takim razie Merowing jest
        władcą Hadesu?? Tu widzę jakąś niedoróbą...


        > Muszę się w tym miejscu przyznać, że wielu rzeczy najzwyczajniej nie
        złapałem.

        Ja też, zwłaszcza w końcówce, kiedy Architekt zaczyna przedstawiać swoje
        teorie... Być może pomocne w rozwikłaniu zagadki będzie spostrzeżenie, że
        fizjonomia Architekta jednoznacznie kojarzy się z Freudem... To kolejna gierka
        twórców filmu... W dodatku Architekt wypowiada kilka kwestii na temat ludzkiej
        psychiki, posługując się gęsto nomenklaturą psychoanalityczną. W ramach
        scenariusza jest on chyba - jak twierdzą niektórzy - bogiem; a że podobnym do
        Freuda - to nie tylko ironia Wachowskich, ale również komentarz do
        współczesnego stanu amerykańskiego społeczeństwa...
        Dodam, że zrozumienie wywodów tej postaci skutecznie utrudnia dość pokrętne i
        słabe tłumaczenie autorstwa pani Magdy Balcerek (pokazała co potrafi przy
        pierwszej części i naprawdę bardzo się zdziwiłem, że dystrybutor zaprosił ją do
        współpracy ponownie).

        > nie bardzo w końcu wiem czemu agent Smith jest aktualnie tym, kim jest, czego
        właściwie chce teraz od Neo.

        Agent Smith - to "Agent na wolności", wydostał się spod kontroli Matriksa, w
        momencie kiedy Neo wszedł w niego (w zakończeniu pierwszej części) i rozerwał
        na kawałki... Od tego czasu Smith czuje się skażony przez ludzko-boski
        pierwiastek Neo i już chyba nie tyle chce wyrwać się z Matriksa (jak to było
        dawniej), ile nim zawładnąć (mówi w pewnym miejscu, że jego celem jest władza).
        Zresztą relacja Neo-Smith wydaje mi się w "Reaktywacji" najciekawsza i
        najbardziej nośna: chyba na niej zbudowany zostanie film trzeci... mam
        przynajmniej taką nadzieję.


        > Nie wiem jak to się skończy, ale obawiam się optymistycznego
        > banału.

        Ej? aż tak źle myślisz o Wachowskich? Ja bym wolał, żeby zrobili wielkie boom i
        zgasili światło nad wirtualnym światem i cywilizacją.

        Pozdrawiam


        PS a moje własne wrażenia na temat M2 zawarłem tutaj: http://www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13380&w=6176365&a=6179941
    • fjufju to wy szukaliscie filozfii w matrixie? 26.05.03, 10:57
      no nie rozsmieszajacie mnie...

      i jeszcze uwaga:

      nikogo nie zdziwiło ze neo w jedynce zmartwychwstał... ale wszyscy sa oburzeni
      ze lata jak superman i uzdrawia innych... (?)
    • Gość: Gość Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.03, 13:40
      Zgadzam się całkowicie. Matrix 2 jest kiepski. Mam wrażenie że stado małp
      napisałoby lepszy scenariusz niż bracia W.

      Gość

      Aha, i niech nikt nie wciska ponownie ludziom kitu, że trzeba obejrzeć całość
      żeby zrozumieć Matrixa. Moim zdaniem żadnej całości NIE MA. Jest tylko żądza
      zarobienia jak największej kasy. Po prostu filmem rządzą producenci a nie
      reżyserzy. To jest smutna prawda.
      • Gość: Air Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.citicorp.com 26.05.03, 15:44
        porażka! odliczałem dni do premiery kontynuacji mojego ukochanego filmu i co?
        ludzie pękali w kinie ze śmiechu podczas niektórych scen. Żałosny,
        beznadziejny, płytki....brak mi słów! Po obejrzeniu zapowiedzi "3" części nawet
        siła mnie nikt nie zaciągnie! nie polecam...
        • Gość: Stalker Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.jagiellonia.krakow.pl 27.05.03, 21:09
          Jesli ktos mowi, ze M2 jest slaby i lepszy by napisal to niech to zrobi,
          pojedzie do Ameryki (kraj, gdzie kazdy - jak mawiaja - moze sie odnalezc) i
          nakreci lepszego M2. A co do filozofii w Matriksie, to polecam poczytac o
          Wachowskich, o tym ze inspirowali sie Dickiem, Gibsonem i watkami czysto
          filozoficznymi. A pytanie o to, co jest prawdziwe z Matriksa 1? To nie jest
          pytanie filozoficzne. A pytanie o to, co determinuje czlowieka w M2, to nie
          jest pytanie filozoficzne. Filmy filozoficzne to nie tylko kino moralnego
          niepokoju. Moim zdaniem Matrix porusza problemy, nad ktorymi zastanawiaja sie
          ludzie.

          Pozdrowienia
    • Gość: klip kiepsko IP: *.core.net.pl 30.05.03, 18:32
      Matrix 1 traktuje jako dobry film akcji pomyslami moze nie nowymi, ale dajacymi
      swietna mieszanke. Niesamowite sceny walki i dobrze dobrana muzyka ( np.gdy
      Trinity i Neo wchodza do budynku by uwolnic Morfeusza muzyka daje znac,ze
      bedzie niezla rozroba). Ocena 9-9,5/10.
      Po dwojce nie spodziewalem sie rewelacji, ale wyszlo gorzej niz myslalem.

      Najpierw plusy:
      + scena otwierajaca film
      + walka Neo u Merowinga - jest to chyba jedyna walka,gdzie muzyka podbija
      tempo , a samo wprowadzenie mieczy do walki to swietny pomysl
      + stroj Neo
      + Smith
      + Blizniacy (demony?), szczegolnie atak brzytwa
      + poscig , Trinity na motorze
      + straznik wyroczni
      + bardziej zamotana fabula
      + reakcja Trinity na propozycje Persefony

      Minusy:
      - film za dlugi, wiele niepotrzebnych scen np.z blondynka jedzaca ciasto u
      Merowinga, rozmowa Neo z czlonkiem rady w Zionie, impreza w Zionie(jakbym
      chcial cos takiego zobaczyc to bym vive ogladal)
      - muzyka nie nadaje tempa filmowi, w zasadzie tylko w jednej walce mi sie
      podobala, walki jakby stracily na szybkosci i sa jakies podobne do siebie
      - za duzo nawiazan do jedynki,ja to widzialem i to mnie nudzi,
      - nudna scena walki Neo ze Smithe`ami, tylko moment jak Neo otrzepuje
      przelazny pret z betonu na jednym ze Smithe`ow jest fajny

      Latanie Neo mi nie przeszkadza, bo przeciez od tego jest by lamac reguly
      Matrixa. Przemowy Morfeusz tez moga byc, w koncu przemowy maja byc patetyczne,
      a z amerykanska flaga sie nie kojarza.
      Ocena 5,5-6/10 . Myslalem, ze Wachowscy zrobia film przynajmniej 7/10, ale byc
      moze takie sa prawa filmu posrodku czyli czesci 2 z 3. Do kina isc nie polecam.
    • Gość: Debil Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 06.11.03, 17:16
      tak tak
    • Gość: Niux Re: Matrix 2: bylam, widzialam.... IP: *.acn.pl 11.11.03, 10:51
      esh :] zawsze się znajdą ludzie co nie kumają ... ale przeżyjemy... uwolnieni
      będą ci co tego chcą :P powodzenia KFIATUSZKU
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka