Dodaj do ulubionych

Inland Empire **

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.07, 18:26
Z przykrością musze napisać, ze pan Felis, nie pojęcia, o czym pisze. Film nie
jest łatwy w odbiorze i najwyraźniej wykracza poza możliwości percepcji
recenzenta.

Jeśli scen w tym filmie nic - jak napisał PF - nie łączy amatorsko nakręconych
scen to mamy tu do czynienia z do granic możliwości napompowanym ego
niedojrzałego krytyka, który powinien sobie znaleźć inne zajęcie niż pisanie
recenzji filmowych. Bo mu nie wychodzi

Specyficzny rezonans wynikający z gry konwencjami uzyskany przy takim
nakładzie kosztów zamknięty w formie czerpiącej z rozwiązań narracyjnych
powieści szkatułkowej jest moim zdaniem bardzo ciekawy artystycznie. Taki
labirynt jest bardzo ryzykowny zwłaszcza dla producenta, który musi się liczyć
z trudnym w odbiorze filmem. Do pewnego stopnia niespójnym.

Ryzyko zmierzenia z się taką strukturą narracyjną przy takim budżecie wymaga
odwagi, na która stać niewielu filmowców, zwłaszcza tych przyzwyczajonych do
pracy w przyjaznych warunkach produkcyjnych z potężnym zapleczem i bezpiecznym
budżetem. Nie twardych niczym debiutant.

Czapka z głowy przed wizjonerem, który nie boi się zaryzykować wszystkiego dla
swej kreacji. A jeśli Flis widzi tylko króliki i cycki to powinno dać do
myślenia naczelnemu. Może Wysokie Obroty?
Obserwuj wątek
    • Gość: widz Inland Empire ** IP: 213.172.177.* 27.07.07, 22:54
      Za tę recenzję ode mnie jedna gwiazdka. Lynch to najodważniejszy twórca kina naszych czasów - być może jedyny z nurtu kina "oficjalnego", który mówi o świecie we własnym języku, tak jak mu się podoba, a nie tak by schlebić gustom producentów czy krytyków takich jak pan. Może się pan z jego wizją świata nie zgadzać, może panu nie pasować ten sposób opisu "rzeczywistości". Ale sprowadzanie Lyncha do miana kolesia, który "chce nas nastraszyć" wskazuje, że nosi pan krótkie majtki panie Felis! Może lepiej by recenzował pan kolejne części Jamesa Bonda - tam wszystko jest jak należy, nawet jak facet zestrzeliwuje z procy odrzutowca. Chyba że Szczerba ma dożywotni etat na ten odcinek "sztuki".
      • llukiz Re: Inland Empire ** 22.01.08, 15:19
        > Lynch to najodważniejszy twórca kina na
        > szych czasów

        A hitler był najodważniejszym wodzem. Ten film to knot jakich mało i nikomu
        normalnemu go nie polecam. Ale jeśli ktoś jest fanem po..ych filmów, to mogę
        go z czystym sumieniem polecić.
        A tacy fani są, o czym świadczą wypowiedzi na forum
    • Gość: hjkd Re: Inland Empire ** IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.07.07, 00:17
      IE jest fantastyczny. niestety dystrybutor wprowadza go do kin na płytach DVD o
      bardzo złej jakości obrazu i dźwięku i może dlatego Felis się zmęczył.
      • rodzynia Re: Inland Empire ** 28.07.07, 16:52
        żałuję, że przeczytałam tą recenzję :/ po co recenzent pisał o tym co się
        stanie z Laurą Dern? :/

        Ja i tak chyba wybiorę się na to do kina :)
        • Gość: maks Re: Inland Empire ** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 17:31
          IE to tylko całkiem ciekawy szkic filmu. Zaledwie szkic. Bo jako film jest
          nieudlolny i bardzo słaby. Nie będę się oszukiwał, że to dobry film (tylko
          dlatego, że wszystkie poprzednie filmy Lyncha uwielbiam), siedziałem w kinie
          przytłoczony ciągnącym się zlepkiem bliźniacznych scen, laurą dern chodzącą po
          mieście ze śrubokrętem w dłoni...film miał miniaturowe perełki w sobie, ale
          cała reszta to drwina z widza. Zgadzam się z recenzentem. Lynch się absolutnie
          niczym dobrym tu nie popisał. Szkoda, szkoda.
          • Gość: kajla Re: Inland Empire ** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 17:36
            Zgadzam się. Film jest słaby i basta. Nie ma co na siłę doszukiwać się w
            nim "wartości", których w sobie nie nosi. Obejrzenie filmu w kinie to męka. Na
            moim seansie ludzie wychodzili w trakcie. Do końca zostali najodważniejszy -
            m.in Ja. Ale czy było warto? Nie. Lynch pobawił się, pomontował, poudzwiękowiał
            sobie...etc, i chyba sam nie wie, co mu wyszło. 2/3 zawartości filmu to nie
            porozumienie.
            • hamster_21 Re: Inland Empire ** 04.08.07, 20:26
              Nie zgadzam się. Jest trudny, jakości techn. marnej ale w-s-p-a-n-i-a-ł-y -> i
              super wrażenia, surrealizm. I trochę jak z Kafki i Schulza :)
    • Gość: kos Inland Empire ** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 17:46
      Gdyby film został wyświetlony pod innym nazwiskiem niż nazwisko Lyncha, to
      zamiast dwóch gwiazdek dostał by jedną. Reżyser tym filmem kompletnie zużył
      kredyt zaufania jakim obdarzali go od lat wierni widzowie. Rozczarował
    • Gość: dalecooper Inland Empire ** IP: 83.3.20.* 29.07.07, 01:12
      Harry Potter cztery gwiazdki, Inland Empire dwie-czy to jest normalne???
      • Gość: kos Re: Inland Empire ** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 10:06
        obejrzyj IE i będziesz wiedział, że normalne...HP już nie musisz.
        • Gość: rita Re: Inland Empire ** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.07, 18:00
          to TWOJE zdanie i narzucaj go innym
    • Gość: isarose Inland Empire ***** IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.07, 11:14
      Przede wszystkim idiotycznym wymaganiem jest od tego filmu i od tego reżysera,
      żeby wszystko po seansie ułożyło się w naszych głowach w spójną całość. Tak,
      tak, drogi Felisie! Wiemy, że człowiek jest przyzwyczajany do puent, zakończeń,
      wyraźnych "kropek nad i" i tak dalej... Ale czy cokolwiek co robimy w życiu ma
      puentę? NIE! Czy to że chodzimy na randki, a potem związujemy się z naszą drugą
      połową jest puentą? Nie! W życiu puenta nie istnieje. Istnieją zaś odbicia
      równoległe, doppelganger, zapowiedzi zdarzeń, które dopiero będą miały miejsce.
      I o tym jest ten film. O marzeniach i ich przesunięciu w czasie. Wiemy też,
      drogi Felisie, że lubisz jak większość widzów najazdy kamer z wysokich kranów
      za wypożyczenie których płaci się tysiące złotych za dzień zdjęciowy. To dla
      Ciebie jest to śmieszne ujęcie z Laurą i kloszardami :) Aby wyśmiać
      przyzwyczajenie! I jeszcze jedno: nikt nie pisze, że Lynch używa ekranu
      kinowego jak lustra (obraz światła projektora naprzeciw światła projektora w
      kinie, gdzie oglądamy film!), i jako aktora używa NAS! PUBLICZNOŚCI! (śmiech w
      Królikach i scena kiedy Niemczyk z dwoma kompanami zasiada na krzesłach i
      zaczyna z ekranu NAS OGLĄDAĆ!!!). Dżizas, Felis, MAAAN! Więcej intelektu, ale
      co najwazniejsze WRAŻLIWOŚCI. Zmykaj teraz na Grindhouse vol.16, Pa! Tam
      przynajmniej kopią się z puentą ;DDD
      • Gość: jaija Re: Inland Empire ***** IP: *.elblag.dialog.net.pl 29.07.07, 12:16
        Wszystko OK, tylko co to są "wysokie krany"? :| Bo crane to chyba niekoniecznie
        kran...
    • ruperd Re: Inland Empire ** 29.07.07, 13:55
      Gość portalu: bigfly napisał(a):


      >
      > Specyficzny rezonans wynikający z gry konwencjami uzyskany przy takim
      > nakładzie kosztów zamknięty w formie czerpiącej z rozwiązań narracyjnych
      > powieści szkatułkowej jest moim zdaniem bardzo ciekawy artystycznie.


      Czytając to zdanie przypomniał mi się pewien stary odcinek Tytusa, Romka i
      A'tomka w którym z włączonego telewizora spiker mówił tekst następującej treści:
      "stabilność nowych boźdzców ekonomicznych efektywnie symuluje wartości..."
      Czyli podobny napuszony, przeintelektualizowany, wydumany, niezrozumiały,
      pseudonaukowy bełkot - tym razem nie z dziedziny PRL-owskiej propagandy
      ekonomicznej tylko z dziedziny sztuki filmowej.
    • Gość: sycamore tree Re: Inland Empire ** IP: *.aster.pl 30.07.07, 03:05
      "Tym razem rozkładanie "Inland Empire" na czynniki pierwsze, szukanie na siłę
      sensu między przypadkowymi scenami i ekscentrycznymi pomysłami (króliki!)
      okazuje się daremne."

      Typowa uwaga z cyklu: skoro recenzent nie zrozumiał przesłania, to znaczy że go
      tam nie ma. Tymczasem przesłanie jest i to dość proste, a jego odczytanie zajęło
      mi ok. 20 minut, co daje znacznie lepszy czas niż w wypadku poprzednich filmów
      Lyncha. Co ciekawe znalezienie go nie wymaga wcale dopasowywania wszystkich scen
      do siebie - wystarczy się z uwagą przyjrzeć kilku scenom, zwłaszcza tym na
      początku i na samym końcu. Jedynie w czym się mogę zgodzić z autorem recenzji to
      fakt, że umieszczenie fragmentu eksperymentalnego filmu "Króliki" nie było
      dobrym pomysłem, bo kto go nie zna, nie będzie wiedział o co chodzi. Kto widział
      i zadał sobie trud zinterpretowania, dla niego treść Inland Empire powinna stać
      się szybko jasna.
      • Gość: larry Re: Inland Empire ** IP: *.iitd.pan.wroc.pl 30.07.07, 08:18
        no dobra w takim razie jaki jest ten sens?? ja sie nie dopatrzyłem zadnego
        natomiast film sam w sobie mi sie podobał jako melanz watków i scen super
        zagranych nakreconych i zmontowanych bardzo miło sie to oglada
      • Gość: jojgoo Re: Inland Empire ** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.07, 10:33
        no dobra, to jaki jest ten sens? chodzi o to że tylko Gruszka jest prawdziwa a
        reszta to jej fantazja?
        • Gość: sycamore tree Re: Inland Empire ** IP: *.aster.pl 30.07.07, 10:56
          Zamiast mówić "Gruszka jest prawdziwa" albo "Dern jest prawdziwa", lepiej
          odpowiedzieć sobie na pytanie "Kim jest główna bohaterka?".

          Kim jest? Mieszkanką domku na przedmieściu, nieszczęśliwą mężatką, która pragnąc
          się wyrwać z domu wdaje się w jakiś romans z podejrzanym typem. Reszta to jej
          wymysły, fikcja, przejaw postępującej paranoi. Widzimy wyraźny kontrast między
          marzeniem - Hollywood, a wyrzutami sumienia - dziwki. Widzimy obawę przed
          niechcianą ciążą, jak i przed tym, że kochanek zostawi ją na lodzie (A może
          nawet już to zrobił?). Ostatnie sceny symbolizują uwolnienie się od
          paranoicznych marzeń i "mentalny" powrót do męża i rodziny. Interpretacja
          najprostsza z możliwych, a zarazem tłumacząca większość tego co oglądamy. Inland
          Empire to wyprawa wgłąb psychiki pewnej prostej kobiety, satyra na jej sposób
          postrzegania świata oraz apologia życia rodzinnego. Film jest dość spójny, a
          cała koncepcja w niektórych scenach łopatologicznie wyłożona, tyle że trzeba
          tych scen nie przegapić.
    • Gość: AndrewLab Inland Empire ** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 10:10
      No cóż.....Jako fan Davida Lyncha musiałem obejrzeć nowe dzieło mistrza. Powiem
      tak: istna kwintesencja Lyncha. Tylko, ze w poprzednich filmach widz zagubiony
      jest tylko momentami. Tutaj natomiast praktycznie większość filmu. Co mniej
      odporni widzowie wychodzili z seansu (sic!) Tak jak poprzednik napisał, film
      trzeba oglądać z wielką uwagą. Dzieki temu udało mi się choć troche zrozumieć o
      co chodzi w filmie. Ale oczywiście masy spraw nie udało mi się rozwikłać
      Zakończenie piekne, z pieknym utworem w tle. Muzyka w trakcie filmu żywcem
      wyjęta z Mulholland Drive
      Reasumując: Kompletnie nie wiem jak mam oceniać ten film. Nie wiem czy mi się
      podobał, czy nie. Jestem jednak troche zawiedziony ,ze Lynch poszedł w tak
      surrealistyczną skrajność. Gdyż nawet wierny fan jego twórczości, po tym
      seansie wyjdzie kompletnie zdezorientowany
    • anatras3 Re: Inland Empire ** 30.07.07, 10:56
      Ale w końcu napiszcie, czy wychodząc z kina sceny mamy wrażenie, że
      sceny "rzeczywiste" i "te ze snu lub marzeń sennych" układają się w końcu w
      jakąś sensowną całość?
      • Gość: jojgoo Re: Inland Empire ** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.07, 12:14
        wychodząc z kina jest się totalnie skołowanym i wymęczonym
        • Gość: sycamore tree Re: Inland Empire ** IP: *.aster.pl 30.07.07, 12:35
          Gość portalu: jojgoo napisał(a):

          > wychodząc z kina jest się totalnie skołowanym i wymęczonym

          SIĘ na pewno będzie po tym filmie bardzo zmęczone. Natomiast osoba, która lubi
          kino Lyncha i oczekuje od tego filmu interesującej podróży w zakamarki ludzkiej
          świadomości i podświadomości, już nie konieczne. Dlatego polecam ten film
          właściwie wyłącznie tym, którzy lubią zanurzać się w kreowane przez Lyncha
          światy. Dla mnie film wcale do najtrudniejszych nie należał, znane środki, a
          odnalezienie wśród gąszczu możliwych interpretacji zdarzeń tej najbardziej
          prawdopodobnej również nie jest aż takie trudne. Paradoksalnie absurdalność
          większości scen niesamowicie ułatwia odnalezienie tych bardziej rzeczywistych.
          Poza tym istotne dla całości sentencje są wielokrotnie powtarzane.
          • Gość: Zoe Re: Inland Empire ** IP: 195.205.147.* 31.07.07, 11:50
            Witam, byłam wczoraj i jestem oczarowana. Podpisuję się pod Twoją recenzją,
            choć w moim odczuciu jednak zarówno postać grana przez Laurę Dern jak i
            Karolinę Gruszkę nie należą już do świata żywych. Myślę, że to film (także) o
            ostatniej wędrówce, o pokucie i przeżywaniu cierpienia do końca. Nie widzę
            powodów, aby z takimi tematami rozprawiać się lekko, łatwo i przyjemnie. Bardzo
            podobało mi się zestawienie Łodzi i Hollywood, wędrówki w czasie i zdecydowane
            zainteresowanie Lyncha kulturą "krajów nadbałtyckich". Także legendami, o
            których mowa w filmie. Poziom okrucieństwa w karze za grzechy pokazany na
            początku ubiegłego wieku w Bajarzu Polskim może równać się tylko z tym u Edgara
            Allana Poe, to mała dygresja, dla tych którzy uznali, że Lynch za bardzo
            straszy. Na każdy film Lyncha idę jak na bitwę. Nie zawiodłam się i tym razem i
            spędziłam niezapomniane 3 godziny.
    • Gość: krecik Re: Inland Empire ** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 12:31
      piękny, straszny i bezbrzeznie smutny film o życiu
      o robieniu z siebie małpy w życiu
      o pieprzeniu sie jak kóliki bez myślenia o konsekwencjach
      o konsekwencjach złych uczynków , które i tak człowieka dopadają
      a jak się chce wtedy pobyć prawdziwa szczerą osoba to tylko pęknąć ze śmiechu
      o wyrzutach sumienia, które doprowadzają do rozpaczy
      wreszcie o przetrawieniu i pokonaniu w sobie zła
      i tylko smierć i miłość jest wybawieniem od imperium zła ze swojej głowy
    • tenebre Re: Inland Empire ** 30.07.07, 21:21
      www.youtube.com/watch?v=pbkhNabG3po
    • Gość: zdeb Jestes chyba malo madry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 21:55
      Tak mysle po przeczytaniu Twojego tekstu krytykujacego recenzje dot. IE.
      Niestety, Lynch juz pokazal, ze skoro nie klei sie fabula, watki, motywy, etc.
      to nie jego sprawa. To juz problem widza. Tu tamto, tu owamto niech kazdy sobie
      sklada calosc jak umie. Jeszcze krok i bedziemy na poziomie sloika z kupą
      tworcy prezentowanego jako dzielo sztuki.
      • dr_curt Ależ, ależ!!!! 31.07.07, 12:55

        Czy rzeczywiście ten film można "odczytywać"? Czy Lynch opowiada historie? Na
        Boga! Przecież poszczególne wątki absolutnie do siebie nie przystają!
        Lubię lynchowskie łamigłówki - zagadka "Mullholand Drive" było świetna
        i stosunkowo nieskomplikowana, był w tym wszystkim jakiś ład, jakaś koncepcja,
        a i temat ważki. Doszukiwać się czegoś podobnego w IE to kpina.
        Ktoś napisał, że chodzi o kobietę, która wdaje się w romans z jakimś gościem -
        czy Lynch wybrałby taki temat na film, realizując go tak ciężką ręką? Bez przesady!
        W pewnym momencie każda kolejna scena staje się coraz to bardziej absurdalna. Po
        wyjściu z kina zastanawiałem się, czy Lynch robi widzów w konia, czy tylko
        parodiuje sam siebie.
        Znajomy stwierdził, logicznie zresztą, że David chciał zrobić serial, ale mu nie
        pozwolili, więc, naburmuszony i zapłakany, sklecił z 300 nakręconych godzin,
        trzygodzinny film.
        Dużo później przyszła mi do głowy inna interpretacja, ryzykowna co prawda, ale
        tak niejednoznaczny film skłania widza, by nie używał wodzy.
        - kiedy lecą już napisy końcowe Laura Dern wchodzi do pokoju, gdzie siedzą
        postacie z innych filmów Lyncha. Atmosfera jest sielankowa, rodzinna, której nie
        zakłóca, a nawet ją wzmacnia, piłujący drzewo jegomość. O ile się nie mylę,
        zdjęcia do tej sceny nie są już robione cyfrówką, lecz normalną kamerą.
        Wyglądają więc o wiele lepiej. Laura Dern jest zachwycona, dziewczyny tańczą.
        Wygląda to tak, jakby wreszcie wróciła do swojego świata, lynchowskiego świata.
        Przeszła przez właściwe drzwi...czyżby do prawdziwego IE...? Gdzie w takim razie
        była wcześniej?
        Czy zamieszczenie takiego motywu może być przypadkowe, zwłaszcza w kontekście
        absurdalności i harmidru całego obrazu?
        Przez cały czas trwania projekcji, widoczne są odniesienia do sztuki filmowej,
        do kręcenia filmu, także od strony widza, co symbolizuje oglądająca telewizje
        Gruszka.
        Kulminacją jest scena, w której Laura Dern wchodzi do pustego kina i ogląda samą
        siebie na ekranie. Wyświetlany motyw jest jak najbardziej lynchowski, a kino
        puste...Poza tym znajduje się w hangarze filmowym, którego pracownik jest
        równocześnie rozmówcą, a raczej słuchaczem Laury Dern w wyświetlanej scenie!
        Dlaczego nikt nie ogląda filmu Lyncha? Ponieważ przegrywa ze współczesnym kinem
        i dominującymi jego elementami: remake'ami, seksem i golizną bez uzasadnienia,
        brutalnością, amatorskim naturalizmem, z głupimi teleturniejami prowadzonymi
        przez identyczne telewizyjne "kroliki".
        Te właśnie motywy symbolicznie "niszczą" film Lyncha - z początku spójny, ale od
        pewnego momentu, w coraz bardziej w irytujący sposób, "zakłócany", przez
        historię "feralnego remake'u", przez "atrakcyjne" sceny z dziwkami i
        "wspaniałymi cyckami", przez Lulie Ormond ze śrubokrętem w brzuchu, siedzącą w
        pokoju na posterunku policyjnym, a potem (potem?) biegającą po ulicach miasta.
        Nawet kiedy "lynchowska bohaterka" Laura Dern umiera, filmowca interesuje coś
        innego - opowieść bezdomnej o intymnych problemach znajomej - czyli "prawdziwe
        życie". Kino Lyncha nie ma z takim szans... :)
        Im dłużej trwa film, tym gorszymi, bo "współczesnymi", środkami jest robiony.
        Interesująca jest przemiana postaci granej przez Petera Lucasa: z początku
        złowroga, fascynująca, "lynchowska", stopniowo zmienia się w mydłka, żałosnego
        bohatera offowego filmu, stojacego jak dupa, w ubabranej ketchupem koszulce,
        próbując wmówić nam i Laurze Dern, że grupa Polaków, pseudo-aktorów, która
        wbiegła do jego ogródka to cyrkowcy. Można by mnożyć przykłady...
        W pewnym momencie następuje odwrót, Laura Dern ucieka, aż w końcu trafia do
        "lynchowskiego" pokoju i wszyscy świetnie się bawią.
        Happy End - ulga dla reżysera i widzów :)

        Powyższa teoria jest jeszcze niedopracowana, ale to tylko 4dni od projekcji :))
        Jeżeli ktoś twierdzi, że jest naciągana, to mam to gdzieś :)

        Pozdrawiam





    • Gość: grzehu Re: Inland Empire ** IP: *.izacom.pl 01.08.07, 22:32
      No tak, film wymaga pewnego obycia z kilkoma koncepcjami nauk humanistycznych, jak np. forma, konwencja, autoteliczność sztuki. Ciekaw jestem, co zawiedzeni robili na wcześniejszych filmach lyncha. Myśleli, że gość kręci filmy grozy?
    • bei byłam:) 02.08.07, 08:33
      POLECAM:)
      Zawsze uśmiecham się, gdy ktoś mnie prosi, by opowiedzieć jego film...
      Te filmy, to dzieła sztuki, twórca je zlepia z schizofrenicznych filtrów
      postrzegania świata, interpretacja należy do nas. Ten sam film mozna
      opowiadać
      wiele razy, po prostu ułozymy tyle wersji, ile nam nasza wyobraźnia
      rozumienia obrazu podpowie:)
      Teraz byłam zafascynowana ujęciami ( SCENY jak zwykle u pana Davida są bardzo
      ważne)
      Zbliżenia twarzy- twórca posłuzył się twarzami ludzkimi jako fakturą
      wypowiedzi, USTA, które zazwyczaj uczestniczą w jej tworzeniu, nie
      współgrają z padanymi słowami, tylko są wyrazem INTENCJI. Oczy tylko u
      bohaterki odzwierciedlają emocje, u wszystkich innych nieobecne.
      Szarości i niekiedy brak ostrości( o których moj A powiedział:-"jak z
      ciężkich, gęstych snów) modelują nastrój w przedziwny sposób. Przyzwyczajają
      widza do barw życia bohaterów, a gdy nasz wzrok jest nagle wyrzucany w
      słoneczną scenerię- odbieramy ją z uwolnieniem od horroru:), i makabra, która
      jawi się w słońcu
      jest przyjmowana z ulgą.
      A SENs- jakże oczywisty:)
      Czy nie zdarza sie każdemu z nas, ze wydaje się nam żyć czyimś życiem?
      Pokonujemy drzwi, których nie było, wchodzimy jak Alicja przez 3 strony
      lustra, dopada nas bolesne deja vu, dzien świstaka, na nasze losy mają wpływ
      ludzie, których nie znamy, a ich ingerencji nawet nie podejrzewamy,
      wyobraźnia płata figle, życie pisze niedorzeczne scenariusze, mordujemy
      wyobraźnią niewygodnych ludzi, zatracamy się w scenach życia, w porywach
      zyjemy zyciem hollywoodzkiej gwiazdy, rynsztokowo potrafimy zmoczyć
      moralność....dłuuuuugo by
      wymieniać:)
      Właśnie - MORALNOŚĆ i bolesne konsekwencje jej łamania- to PRZESŁANIE tego
      filmu..WIERNOŚĆ, która nadaje nam w życiu poczucie bezpieczną jednolitość, po
      złamaniu wprowadza życie bohaterki w chore rozdwojenie.
      Nie zgodzę się, ze film jest "zakręcony"- przy moim stanie wyobraźnii, w moim
      postrzeganiu świata, każdy jego film ma idealnie czysty przekaz:)
      MUZYKA...to już osobny temat:)

    • chihiro2 Re: Inland Empire ** 02.08.07, 14:57
      Ja tez film odczytalam od razu jako rodzaj regresji reinkarnacyjnej glownej
      bohaterki. Kontakt z roznymi formami swiadomosci przedstawiony jest w bardzo
      ciekawy i wiarygodny sposob, przeplatany ze snami i tak silnym pragnieniem
      istnienia czegos, ze wyobrazenia staja sie rzeczywistoscia.
    • Gość: ubik Inland Empire ** IP: *.chello.pl 02.08.07, 23:50
      Film naprawdę słaby, wręcz beznadziejnie słaby. A wszyscy, którzy się nim
      zachwycają i wydaje im się, że coś z niego zrozumieli, nazwali by go pewnie
      wielkim g...em gdyby im nie powiedziano wcześniej, że nakręcił go "Wielki
      Reżyser" Lynch.
      • Gość: jojgoo Re: Inland Empire ** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.07, 08:33
        moim zdaniem film jest całkiem dobry, ale na pewno męczący, a przeciwko
        Lynchowi działają jego zagorzali fani którzy uwielbiają wypisywać
        pretensjonalne bzdety
        • Gość: jojgoo Re: Inland Empire ** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.07, 09:26
          poza tym trudno o większy idiotyzm niż zagadywanie na czas przesłania filmu jak
          tu ktos napisał " miałem dobry czas, 20 minut, lepiej niż w poprzednich filmach"
        • chihiro2 Re: Inland Empire ** 03.08.07, 10:59
          Meczacy??? Mnie takie cos nie meczy, mecza mnie glupiutkie, leciutkie komedyjki
          hollywoodzkie, ale nie kino grajace w jakis sposob na emocjach, jak to jest np.
          w wykonaniu Lyncha.
          • Gość: As Re: Inland Empire * IP: *.65.rev.vline.pl 03.08.07, 11:30
            chihiro2 napisała:

            > Meczacy??? Mnie takie cos nie meczy, mecza mnie glupiutkie, leciutkie
            komedyjki
            >
            > hollywoodzkie, ale nie kino grajace w jakis sposob na emocjach, jak to jest
            np.
            >
            > w wykonaniu Lyncha.


            Nie chodzi o lekkość czy ciężkość, tylko o brak struktury fabularnej, czym
            charakteryzują się filmy Lyncha. To przeważnie męczy odbiorców. Nie każdy film
            z wyrazistą osią fabuły jest od razy lekką głupiutką komedyjką ...
            • chihiro2 Re: Inland Empire * 03.08.07, 12:26
              Ok, rozumiem. Mnie jednak film bez struktury fabularnej, bez porzadku
              chronologicznego czy przestrzennego nie meczy wcale.
    • stormy1 Re: Inland Empire ** 09.08.07, 16:49
      musze sie koniecznie wbrac na ten film, bo przepelnia mnie duma, ze u lyncha
      graja polscy aktorzy to raz, a dwa ze samego lyncha tez lubie i z checia ogladne
      jego nowy film:)
    • tytt IE gryzie! 13.08.07, 11:40
      Wydaje mi się,ze poprzednie filmy lyncza charakteryzowało coś, co
      mozna by nazwac softem.. Gładzią, pięknem. Z tego kolażu obrazów,
      dzwięków, pięknych postaci i fleszy wyrywało się zawsze coś,co
      kąsało. Coś,dzi ęki czemu pozostawała refleksja i zadziwienie. Ale
      był też zachwyt.
      IE jest kąśliwy aż do bólu. Przeładowany lynczyzmem do granic
      możliwosci. To,co czyniło jego kino pięknym w IE zostało jakby
      porzucone. Kąsanie przerodziło się w regularne nadgryuzanie,
      trzygodzinne nadgryzanie. Nie wiem czy wyrażam się jasno. Pełno
      wszystkiego, IE angażuje i stymuluje nie dając chwili wytchnienia.
      Ja powiem szczerze nie szukałem spójności. Z minuty na minutę
      przekonywałem się,ze to schizofreniczny kolaż, wrażenie-a nie
      zawaluowana tajemnica. Mnogość interpretacji jak zwyjkle,ale przede
      wszystkim IE pozostawił po sobie inny zestaw emocji, bogatszy,co po
      MD wydawało się niemożliwe..
      Geniusz lyncza obroniony, oczekuję chwili,w ktorej bede mogl zasiąśc
      do tego filmu raz jeszcze.
      No i czekam na nastepny film mistrza!

      pozdrawiam

      t.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka